Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 190
SłabyŚwietny 

 

 Dodaj swój Komentarz

Adam Panasiuk

 

Śladami zapomnianej historii …

Michałów

 

  1. Geneza powstania wsi i jej losy do odzyskania niepodległości

    1. Geneza powstania

Pod koniec XVIII wieku na teren południowego Podlasia i Chełmszczyzny zaczęli liczniej przybyć koloniści z Europy Zachodniej. Ten proces migracyjny spowodował powstanie naszej wsi. W 1796 roku w pobliskim Urszulinie osiedlili się szwajcarscy menonici, po niedługim czasie zaczęli budować się na obszarze obecnego położenia wsi, nazywając ją Michelsdorfem. W ciągu kilku lat niemalże cała społeczność menonitów już tutaj mieszkała. Formalnie wieś została erygowana (założona) w 1804 roku przez właściciela andrzejowskich dóbr Michała Węglińskiego.

Kronika parafii ewangelicko-augsburskiej w Kamieniu podaje, że Michelsdorf powstał w 1782 roku. Informację tą uznał za prawdziwą badający historię osadnictwa kolonialnego na Chełmszczyźnie Kurt Lück, a za nim zdecydowana większość polskich historyków. Lück pisał w latach trzydziestych ubiegłego wieku, iż michelsdorfscy osadnicy utrzymują, że kolonia powstała już prawie 200 lat wcześniej.1 Tezy o powstaniu osady w 1782 roku nie potwierdzają jednak żadne dokumenty źródłowe, w tym spis ludności i mapa Karola de Pertheesa – obydwa dokumenty sporządzone w 1786 roku.

Legenda głosi, że nazwa Michelsdorf pochodzi od imienia Michał (Miecha), który miał przywieść tutaj osadników na miejsce stałego osiedlenia: Miał ten Michał krowę, która już na nowej osadzie urodziła dwa byczki bliźniaki. Koloniści uznali to za dobrą wróżbę i gdy te podrosły, oborali bruzdę wokół swoich posiadłości na Michałowie. Ślubując jednocześnie, że w soboty nie będą wywozić gnoju na pole, co miało uchronić ich pola przed gradem. Ślubów dotrzymywali, w soboty gnoju nie wywozili i nigdy się nie zdarzyło, żeby gradobicie spustoszyło ich pola i uprawy.2

 

W Tabeli miast, wsi i osad Królestwa Polskiego z 1827 roku widnieje nazwa Michelsdorf, zaś na mapie topograficznej z 1839 roku nazwa ta zostaje rozwinięta – Michelsdorf Kol. czili Szwaycary. Jeszcze w okresie dwudziestolecia międzywojennego XX wieku Żydzi osadników niemieckich nazywali „Schweizaren”, a Polacy i Ukraińcy – „Szwajcarami”. W ramach rusycyzacji podjęto w latach osiemdziesiątych XIX stulecia działania zmierzające do zmiany nazwy. W 1887 roku generalny gubernator zaproponował rusyfikację nazw kilku miejscowości typowo polskich i niemieckich. Sporządzona po 2 latach lista, na której znajdował się Michelsdorf już jako Michoładar, trafiła do kuratorium, a następnie do komisji składającej się z profesorów Uniwersytetu Warszawskiego. Komisja zaproponowała nazwę Michajłówka. Plany władz carskich z nieznanych powodów nie zostały zrealizowane. W 1915 roku chełmski Urząd do spraw Włościańskich wprowadził nazwę Michajłowo, jednak nie przyjęła się wśród mieszkańców i w okresie II Rzeczpospolitej dalej funkcjonowała nazwa Michelsdorf. Dopiero po II wojnie światowej nazwa wsi została spolszczona, bowiem zaczęto ją określać Michałowem.

 

  1.  
    1. Osadnictwo menonitów

Menonici do Michałowa przybyli w 1796 roku z miasteczka Montbéliard we Francji. Zdecydowana większość rodzin pochodziła ze szwajcarskiego kantonu Berno. Przyjechali w te strony na zaproszenie księcia Adama Czartoryskiego (ówczesnego właściciela Włodawy). Na skutek trzeciego rozbioru Polski z 1795 roku okoliczne ziemie znalazły się w granicach Cesarstwa Austriackiego, dlatego nie bez znaczenia była polityka zachęcająca do osadnictwa. Aby zwiększyć wydajność tych ziem władze austriackie dążyły do jak najszybszego zasiedlenia nowej prowincji, tj. słabo zaludnionej Galicji Zachodniej, oferując nowym osadnikom korzystne warunki. Na decyzję menonitów o wyjeździe wpływ niewątpliwie miały także wydarzenia związane z wybuchem rewolucji francuskiej.

Książe Czartoryski zdecydował się na sprowadzenie menonitów podczas pobytu w Montbéliard u swojego teścia Fryderyka Eugeniusza Wirtemberskiego i siostry Marii. Z zebranych przez związek wyznaniowy menonitów w Stanach Zjednoczonych dokumentów dowiadujemy się, że Czartoryski wówczas spostrzegł dziewczynę o nazwisku Stucki służącą w jego domu, skromnie ubraną i odnoszącą się do innych z szacunkiem. Zaczął się więc o nią wypytywać oraz o jej współwyznawców. Gdy zobaczył ich pracujących, zechciał koniecznie sprowadzić ich do siebie, co też uczynił.3 Grupa kilku rodzin z Montbéliard (Geringowie, Graberowie, Kaufmanowie, Lichti, Stucki, Rothowie) wyruszyła na polskie ziemie w dniu 8 lutego 1791 roku. Władze Księstwa Wirtembergii, w którym wówczas znajdował się Montebeliard, zwróciły się do władz księstw niemieckich o umożliwienie swoim dotychczasowym osadnikom swobodnego przejazdu przez ich terytoria oraz udzielenia wszelkiej pomocy, jaka może być potrzebna w trakcie podróży. Podróżując przez Galicję i Podole, zatrzymując się na kilka lat w podlwowskiej miejscowości Einsiedel, dotarli do Urszulina. W Einsiedel grupa wędrowców powiększyła się o kilka nowych osób (np. Karl Gordie) i potomków dotychczasowych. W trakcie podróży zmarli natomiast duchowny Samuel Stoll oraz Christian Ummel.

Przybywając do Urszulina jedni zatrzymali się w wynajętych lub kupionych chatach, drudzy mieszkali „kątem” u sąsiadów. Zaraz po żniwach w 1796 roku koloniści zabrali się do budowy ziemianek, prowizorycznych chałup i szop na znajdującym się od strony północnej pobliskim wzniesieniu, otoczonym bagnami i podmokłymi lasami, tworząc osadę Michelsdorf. W kolejnych latach przybywały kolejne rodziny – w 1797 roku Maurerowie, Sutterowie, Schragowie, Riesowie, w 1802 roku Flickigerowie, Joseph Mundlein (Mendelheims) z żoną i Paweł Voran. Legenda głosi, że Mundlein był synem bogatego hrabiego, obywatela Niderlandów. Będąc rzymskokatolickiej wiary pragnął, aby jego jedyny syn wybrał drogę kapłańską. Józef zbuntował się i opuści swój dom, kraj, bogactwo ojca i wyruszył do Polski, gdzie został protestanckim duchownym.4 Podczas zakupów w Lublinie miał spotkać małego chłopca, pięcioletnią sierotę o imieniu Paweł (Paul). Chłopiec nie znał swojego nazwiska, a na hrabiego pytania o tożsamość odpowiedział: Chcę iść z tobą do domu. Hrabia wziął do domu dziecko i pozwolił mu zamieszkać jako sługa, jednak nigdy go nie adoptował.5 Chłopcu dał nazwisko Voran. Joseph Mundlein stał się jednym z przywódców europejskiego ruchu amiszów.

Badający osadnictwo menonitów na Lubelszczyźnie Andrzej Kaproń6 ustalił, że gospodarstwa w Michelsdorfie na początku XIX stulecia zamieszkiwali kolejno:

  1. Rodzina Karla Gordie i jego synów Johana i Cristiana, z rzymsko-katolickim pomocnikiem Johanem Jungiem;

  2. Rodziny braci Johana, Josepha i Daniela Schragów;

  3. Joseph i Freni Schragowie z dziećmi (od 1803 roku);

  4. Christian i Elizabeth Graberowie z dziećmi;

  5. Christian Stucki z Kathariną i dziećmi, Barbara i Joseph Wolbertowie oraz Johan Albrecht;

  6. Rodzina Maurerów, od 1804 roku rodzina Gengerichów, od 1805 roku rodzina Voranów, od 1815 roku rodzina Schwartzów, a od 1820 roku rodzina Graberów;

  7. Elizabeth i Joseph Mundleinowie z dziećmi oraz Paulem Voranem;

  8. Andreas i Barbara Schragowie z dziećmi, a następnie Anna i Christian Sutterowie z dziećmi;

  9. Maria i Moses Geringowie z dziećmi;

  10. Rodzina Sutterów;

  11. Elisabeth i Melchior Riesowie z dziećmi, a następnie rodziny Schragów i Graberów;

  12. Elizabeth i Peter Kaufmanowie z dziećmi.

Jeszcze przez kilkanaście lat od przybycia niektórzy posiadali swoje parcele w Urszulinie, chociażby Christian Stucki był do 1814 roku właścicielem odkupionego od Josepha Mundleina i Christiana Grabera domu zajezdnego i browaru.

Szwajcarscy osadnicy otrzymali stosunkowe duże nadziały ziemi, dochodzące nawet do 30 mórg, aczkolwiek ziemi bardzo nieurodzajnej. Użytkowali je na zasadzie nieograniczonej w czasie dzierżawy czynszowej. Mieli zapewnioną pomoc finansową państwa na zakup zwierząt hodowlanych, narzędzi gospodarskich, budulca, czy ziarna pod zasiew. Już po kilku latach od przybycia kupili w Urszulinie od współwłaściciela dóbr Andrzejewskich Dominika Bonieckiego dom zajezdny i browar, które przynosiły wspólnocie znaczne dochody. W początkowych latach zostali zwalniani z różnych podatków i czynszów, czy też ze służby wojskowej. Ich prawa i obowiązki spisano w 1806 roku w andrzejowskiej hipotece: Osada Szwaycarów Michelsdorf zwana w Dobrach przedmiotem ninieiszey regulacyi będąca posiada prawem własności wyłączney:

  1. Grunta – sady – ogrody – pola i łąki pod obowiązkiem płacenia co rocznie za każdego morga wiedeńskiego (po wyiściu lat wolnych) w miesiącu Listopadzie o świętym Marcinie po zł. Pol. Cztery

  2. Prawo wolnego wrębu w lasach do Dóbr Wytyczna i Andrzeyowa należących na opał i budowle

  3. Prawo wolnego pastwiska

  4. Młyn wiatrak

  5. Wolne uprawianie wszelkich użytków, rzemiosł różnych i profesiyi

  6. Wolność pędzenia wodek, destylowania likworom

  7. Wolność pędzenia wodek wszelkie podług praw Rządowych.7

Szwajcarscy menonici posługiwali się językiem niemieckim, ale z racji zamieszkiwania przez kilkadziesiąt lat we Francji język ten charakteryzował się naleciałościami z języka francuskiego. Osadnicy ci tworzyli jedną z 3 grup kościoła Amiszów w środkowo-wschodniej Europie, powstałego w wyniku podpisania porozumienia w niemieckim miasteczku Essing. Karta Essing zobowiązywała wszystkich sygnatariuszy do przestrzegania zasad kościoła amiszów. W karcie tej widnieją więc nazwiska wszystkich założycieli kościoła, w tym Josepha Schraga, przodka jednego z mieszkańców Michelsdorfu. Amisze michelsdorfscy byli odłamem nieco większej grupy osadników tego wyznania menonickiego, którzy w ramach kolonizacji józefińskiej osiedlili się w Galicji.

Wskutek kolejnych migracji na początku wieku we wsi pojawiły się rodziny Szwarców, Kordyciów, Wolbertów, czy też Kiryków. Rodzina Szwarców była wyznania luterańskiego, dopiero dzieci Jakuba Szwarca przystąpiły do Zgromadzenia Menonitów w Michelsdorfie. Z powodu braku swoich instytucji religijnych większość mieszkańców uzyskiwało wpisy metrykalne w kościele wereszczyńskim. Jako urzędnik stanu cywilnego proboszcz łaciński prowadził rejestr urodzeń, ślubów i zgonów nie tylko dla rzymskokatolików, ale także dla Żydów, ewangelików, czy menonitów, zwanych przez polskich sąsiadów „manistami”. Dopiero w 1829 roku upoważniono kapłana domu modlitwy w Michelsdorfie i jeszcze trzech innych miejscowości Królestwa Polskiego do sporządzania aktów stanu cywilnego dla ludności tego wyznania.

W Michelsdorfie menonici nie mieli swojej świątyni, dlatego też kapłani Joseph Mundlein i Christian Graber, a po ich śmierci Jacob Graber i Christian Stucki odprawiali nabożeństwa w każdym z prywatnych domów. Zasady ich wiary różniły się diametralnie od rzymskokatolickich. Charakterystyczną cechą ich religii jest chrzest dorosłych. Kierują się zasadą, że najpierw trzeba poznać i zrozumieć zasady wiary, poczym dopiero można być ochrzczonym. W świątyniach nie umieszczają obrazów, ani krzyży, nie uznają czyśćca, świętych, czy spowiedzi, gdyż – jak nauczają – nie potrzebują pośrednika między bogiem, a sobą. Menonici nigdy nie przysięgają, a prawdomówność stwierdzają podaniem prawicy i wypowiedzeniem słów „tak” lub „nie”. Kurt Lück pisał8, iż michelsdorfscy menonici szczególnie czcili niedzielę, podobnie jak Żydzi szabas. Na ten dzień myli nogi, a wszystkie posiłki przygotowywali już w sobotę.

Menonici w Michelsdorfie byli nie tylko bardzo pobożni, ale i lepiej wykształceni (prawie wszyscy piśmienni) oraz niezwykle pracowici. Wykazywali się ogromną zręcznością i kunsztem, jeśli chodzi o osuszanie bagien. Mieli nadzieję, iż teren Polesia stworzy im dogodne warunki do zasiedlenia, jednak te okazały się za trudne dla rozwoju gospodarczego, co spowodowało, iż zaczęli stopniowo opuszczać wieś. W latach 1807-1815 większa część wspólnoty sprzedała swoje gospodarstwa i wyemigrowała na wschód, osiedlając się na Wołyniu w miejscowości Edwardów koło Dubna. Pierwsza fala emigracji wystąpiła na wskutek zachęty w postaci zaproszenia wystosowanego przez księcia Lubomirskiego, który pokrył wszelkie koszty związane z przeprowadzką. Nie bez znaczenia był fakt ogromnych zniszczeń okolicznych wsi wskutek wojen napoleońskich. Bezpośrednim powodem wyjazdu mógłby być jednak spór z właścicielem dóbr andrzejowskich Michałem Węglińskim, gdyż menonici zabrali ze sobą plan kolonii i wszelkie dokumenty potwierdzające prawo własności oraz zasady użytkowania gruntów.

Na początku lat dwudziestych niektóre rodziny powróciły z Wołynia (np. Peter Preheim z Marią Graber, Karol Gordie z rodziną, Johan Stucki), kolejni przyjechali w 1829 roku (np. Graberowie, Stucki, Kaufmanowie, Geringowie). Od połowy lat trzydziestych ponownie zaczęli wyjeżdżać na Wołyń, a ostatnie rodziny Graberów i Kaufmanów opuściły Michelsdorf w 1837 roku, udając się do miejscowości Horodyszcze koło Równem. Po kilku latach powróciła jedynie Anna Schrag i tutaj zmarła w 1872 roku. Powód wyjazdu drugiej grupy menonitów (około 90 osób) był prozaiczny. Kurt Lück pisał, że trzymały się one (tj. rodziny) na dystans od innych kolonistów i póki co zawierały małżeństwa tylko między sobą, aż do momentu, kiedy nie było to już możliwe. Wtedy także oni przenieśli się na Wschód.9 Emigracja zapewne została przyspieszona w wyniku zaniechania planu budowy kanału wodnego prowadzącego z Włodawy do Łęcznej. Powstały w 1829 roku projekt miał na celu skrócenie drogi statkom rzecznym płynącym z górnej części Bugu do Warszawy, ożywienia handlu zbożowego, polepszenia warunków transportu drzewnego, a przede wszystkim osuszenia rozległych okolicznych bagien.

 

  1.  
    1. Osadnictwo kolonistów niemieckich

Od 1822 roku opuszczone po menonitach gospodarstwa zaczęli zajmować niemieccy koloniści z Kujaw i Wielkopolski, pochodzący głównie z miejscowości Babiak. Zakupili gospodarstwa, jednakże wyjeżdżający menonici zabrali ze sobą całą dokumentację, stąd też dziedzic Michał Węgliński podjął próbę przejęcia połowy ich posiadłości. Jak opisuje10 Kurt Lück Niemcy wybrali spośród siebie Bogumiła Fruka, który miał za zadanie odszukać menonitów na Ukrainie i odzyskać umowy oraz plany kolonii. Dziennie pokonywał około 30 kilometrów i po 8 dniach przybył do Antoninsdorfu, gdzie znajdowała się część szwajcarskich osadników. Tam odzyskał dokumentację i w ten sposób uratował własność niemieckich kolonistów przed zakusami Węglińskiego.

Do pierwszych niemieckich osadników (m.in. Bogusław Fruk, Krzysztof Prośniewski, Bogusław i Andrzej Fitzowie, Karol Reichwald, Bogusław Wolski, Krzysztof Wegner, Fryderyk Wiśniewski, Marcin Rywa, Bogumił Jerlinkowski, Jan Schulz, Ertman Kręć, Filip i Wilhelm Senerowie oraz rodziny Hornów, Bilofów, Lembków i Krygierów) przybywali kolejni. W 1834 roku osiedlili się tutaj bracia Taronowie (Krystian, Samuel i Ludwik), którzy przybyli spod Łodzi. Nie byli rdzennymi Niemcami, najprawdopodobniej wywodzili się z francuskiej rodziny hugenockiej.

Powodem przyjazdu niemieckich kolonistów do Michelsdorfu była panująca na obszarze Prus i innych księstw niemieckich bieda, przeludnienie na wsiach, jak i obciążenie chłopów wieloletnią służbą wojskową. Nowi przybysze najbardziej pragnęli jednak wolności, co dawało im właśnie osadnictwo na polskich terenach zaboru rosyjskiego. Władze carskie wspierały osadnictwo niemieckich kolonistów zwłaszcza, że tereny te były opustoszałe z powodu wojny napoleońskiej. W dniu 5 marca 1816 roku carski namiestnik Królestwa Polskiego gen. Józef Zajączek wydał korzystny dla osadników dekret. W myśl jego postanowień, rolnikom przybyłym z zagranicy, którzy osiedlili się na pustkach w dobrach narodowych, gwarantowano zwolnienie z płacenia czynszu przez okres 6 lat i ulgi w płaceniu podatków oraz opłat pod warunkiem, że pozostaną oni przez następne 6 lat po upływie wcześniejszej wolnizny. Kolonistom zagwarantowano ponadto możliwość powrotu do kraju w każdej chwili. Takie działania spowodowały, iż w miejsce opuszczających wieś menonitów osadę powoli zasiedlali koloniści z Kujaw i Wielkopolski. Z drugiej strony jednocześnie wprowadzano liczne przepisy pogarszające sytuację chłopów, w tym „czynszowników”. W 1818 roku wydano akty prawne, które zabraniały chłopom opuszczać wieś bez zgody wójta, a tym z zasady był właściciel wsi. Dwa lata wcześniej wójtom zezwolono nakładać na chłopów kary cielesne. Chłop mógł się oczywiście odwołać do sądów, ale po wcześniejszym wniesieniu opłaty sądowej i własnoręcznym podpisaniu się. Koloniści, osiedlając się na dobrach szlacheckich, poddani byli ciężarom czynszowym, daninom i podatkom publicznym. Przenoszenie własności ziemi odbywać się mogło jedynie po upływie określonego czasu posiadania i pod ścisłą kontrolą dziedzica. Mógł on stosować odpowiedzialność zbiorową, a więc w przypadku ucieczki, bądź braku zapłaty czynszu, obowiązek uiszczenia przechodził na pozostałych mieszkańców.

Wraz z przybyciem niemieckich osadników we wsi osiedliło się kilka rodzin wyznania mojżeszowego (rodziny Woli Janklowicza, Wolfa Szwaycmana, Haima Sobiela i Abrama Leybowicza), którzy podobnie jak ich sąsiedzi zajmowali się uprawą roli. Być może któryś z nich prowadził karczmę, wymienioną w „Dzienniku Urzędowym Guberni Lubelskiey” z 1845 roku. Łacińskie rodziny Karpińskich i tkacza Jana (Johana) Junga były jedynymi zamieszkałymi w Michelsdorfie tego wyznania na początku dziewiętnastego stulecia. Jung był pochodzenia niemieckiego, jednak w wyniku małżeństwa z ????? jego rodzina spolonizowała się. W kolejnych latach sprowadzili się kowal Józef Kołakowski, po nim rolnicy Marcin Grzegorczuk, Piotr Michalski, Stanisław Pawłowski oraz wyrobnicy Stanisław Nowicki, Józef Jabłoński i Maciej Rosiński. We wsi mieszkała ponadto prawosławna rodzina Tymoszuków. Okoliczni Rusini byli wyznawcami religii grecko-katolickiej, gdyż w pobliżu znajdowały się aż 4 kościoły unickie (w Andrzejowie, Wereszczynie, Wytycznie i Woli Wereszczyńskiej), dlatego Tymoszukowie musieli przybyć z odleglejszych stron, gdzie wyznaniem dominującym było prawosławie. Do uzyskania sakramentu ślubu Wasyla Tymoszuka z łacinniczką Marianną Krzyżanowską po metrykę chrztu pan młody udał się aż do cerkwi w odległym Pawłowie.

W 1865 roku Aleksnader Karpiński wykupił w drodze publicznej licytacji włości andrzejowskie i wytyckie, w tym należący do nich Michelsdorf. Transakcja nastąpiła rok po uwłaszczaniu. W samym Michelsdorfie w 1864 roku przyznano na rzecz 15 osad włościańskich aż 1107 morgów ziemi. Zgodnie z danymi tabeli likwidacyjnej z 1864 roku w Michelsdorfie właścicielami kolejnych osad byli:

  1. Fryderyk Wolski i Wilhelm Taron;

  2. Ludwik i Jan Krugerowie;

  3. August i Henryk Reichwaldowie;

  4. Jan Taron i Jan Prośniewski;

  5. Jan Taron i Ferdynand Wolski;

  6. Samuel Taron;

  7. Andrzej Bilof;

  8. Fryderyk Taron i Fryderyk Reichwald;

  9. Wilhelm Schultz i Jan Fruk;

  10. Samuel Kruger;

  11. Andrzej Kieser;

  12. Marcin Belke;

  13. Krzysztof Lemke i August Kruger;

  14. August Fruk i Fryderyk Schnell;

  15. Marcin Ryba i Jakub Wolski;

  16. Jakub Wolski.

W 1869 roku w andrzejowskich księgach hipotecznych określono uprawnienia serwitutowe względem pobliskiego jeziora Karaśne: Ogół włościan wsi Michelsdorf ma prawo (…) wolnego rybołówstwa w Jeziorze Karaśne otoczonem ogólnemi włościanskiemi pastwiskami.11

Do czasu odzyskania przez Polskę niepodległości zdecydowana większość osadników stanowili mieszkańcy pochodzenia niemieckiego. Część z osadników niemieckich (np. Bielofowie, Taronowie i Rolofowie) przeprowadziło się w latach osiemdziesiątych w okolice Zastawia, zakładając tam osadę o nazwie Józefin. Osiadłe w pierwszej połowie stulecia rzymsko-katolickie rodziny wyprowadziły się. W latach sześćdziesiątych zamieszkała rodzina Korzeniowskich, później zaś osiedlili się Baczyńscy, a przed wojną światową Kożuszkowie, Denisowie, Kaczmarzewscy oraz rodziny kowala Stanisława Sokołowskiego i ślusarza Anzelma Iwańczuka. Żyjąc w swoim środowisku Niemcy dość długo utrzymywali własną tożsamość, od mieszkańców sąsiednich miejscowości dzieliło ich bardzo wiele – język, wiara, mentalność. Te wszystkie różnice zniechęcały ludzi innej narodowości do osiedlania się w Michelsdorfie.

W latach sześćdziesiątych dziedzic Aleksander Karpiński wybudował jeziorze Długim cegielnię. Inwestycję mógł zrealizować dorabiając się na sprzedaży ryb z jezior Wytyckie i Długie. Do Karpińskich należały również lasy porastające grunty wokół wsi, dlatego też znaczna część mieszkańców trudniła się pracami przy ich karczowaniu. Te wszystkie inwestycje, a przede wszystkim uwłaszczenie, wpłynęły na rozwój wsi, choć do końca XIX stulecia liczba zabudowań nie zmieniała się. W 16 osadach mieszkiwało wówczas 223 mieszkańców, a gospodarzyli na gruntach o powierzchni 374 morgów ziemi. Prawie 2 razy więcej gospodarstw (tj. 29) było już w 1915 roku. Liczba mieszkańców rosła, choć ostatnie lata przed wybuchem wojny światowej były okresem, w którym wielu młodych wyjechało do Ameryki w poszukiwaniu „lepszego życia”. Na wyjazd do prowincji Quebec zdecydowali się chociażby Gustaw Janke i Poulick Seide. Przebieg podróży został szczegółowo opisany przez kanadyjskich lekarzy, którzy po zejściu ze statku wykryli u Paulicka Siede cholerę. Gdy wyjeżdżał w październiku 1910 roku z rodzinnej wsi miał w koszu chleb, cukier, herbatę, gotowane mięso, (…) a trzy koszule kupił dwa tygodnie wcześniej u Żyda w Michelsdorfie.12 Po dokładnej analizie historii choroby wykluczono, by zachorował na cholerę w swojej rodzinnej miejscowości. Z Michelsdorfu w tym samym roku do Anglii wyjechał Rudolf Belke, do Ameryki Północnej Ferdynand Jeske, 2 lata później do Niderlandów Henrach Hirsekorn, a 3 lata później do Ameryki Północnej Samuel Schultz i Jacob Lehman.

Układ przestrzenny Michelsdorfu przed wybuchem I wojny światowej kształtował się podobnie do dzisiejszego. W południowej części wsi przy ewangelickim cmentarzu funkcjonował młyn-wiatrak. Pod koniec XIX stulecia wytyczono i utwardzono kamieniem nową trasę Lublin-Włodawa, która omija najstarszą część wsi. Michelsdorf był osadą o charakterze rolniczym, więc zmniejszenie się ruchu przez wieś nie miało większego wpływu na życie osadników.

 

  1.  
    1. Gospodarka i życie codzienne

Byt szwajcarskich i niemieckich kolonistów w początkowym okresie ich osadnictwa był stosunkowo ciężki. Nabyte na terenie podmokłym i bagiennym grunty, porośnięte gęstym lasem, wymagały dużo ciężkiej pracy, by zagospodarować je na ziemię uprawną. Karczowano lasy i poręby, oczyszczano ziemię z kamieni, kopano rowy i prowadzono prace melioracyjne do jezior Sielublie (później zwanym Długim lub Wąskim) oraz Karaśniki (zwanym dzisiaj Karaśnym). Charakterystycznym śladem po kolonialnej ludności są sadzone przy groblach wierzby „płaczące”, które intensywnie wyciągały nadmiar wody z drogi. Lokalizacja wsi na zabagnionym terenie powodowała, iż w pierwszych latach koloniści dostosowywali go raczej do wypasu bydła, niż do produkcji roślinnej. W związku z tym wyspecjalizowano się w hodowli bydła mlecznego, a wyroby w postaci mleka i masła sprzedawano w okolicznych miastach. Niebawem założono też ogrody warzywne, sady, pasieki. Mniejszą rolę odgrywała wówczas uprawa zbóż.

Ciężkie warunki gospodarowania i borykanie się kolonistów z naturą jaskrawo odzwierciedlają powiedzenia włościan chełmskich:

Gdzie żaba skrzeczy,

Tam Niemiec beczy.

Gdzie bagno i olszyna rośnie,

Tam Niemiec żyje radośnie.13

Gdzie Polakom piasek w oczy wieje,

Tam Niemiec nawet pszenice sieje.

Gdzie żaby się myją,

Tam Niemcy się kryją.14

Początkowe osadnictwo kolonistów w miejscu wykarczowanych lasów i ich byt na ziemiach polskich nie znalazło zbytniego zainteresowania wśród miejscowej ludności. Z tego też powodu nie zmienił się ich tradycyjny od wieków sposób życia. Nawet ulepszenia rolnicze i bardziej nowoczesne gospodarowanie nie interesowało miejscowych. W mentalności chłopskiej Niemiec był zawsze Niemcem i przez samo to nie wzbudzał zainteresowania tubylców. Gubernator Cywilnego Rządu Gubernialnego Lubelskiego gen. Albertow w sprawozdaniu z 1842 roku pisał, że właściciele dóbr z tego terenu starali się ściągnąć do swoich dóbr i osadzić na stałe zagranicznych kolonistów, nie tylko w celu zasiedlenia pustek, lecz przede wszystkim, aby wzbudzić wśród miejscowej ludności skłonności do dobrych obyczajów i przykładnego zagranicznego gospodarowania. Cel ten nie przyniósł spodziewanego skutku i zamiast stać się przykładem koloniści sami dostosowali się do gospodarki i sposobu życia miejscowej ludności.15 Podróżujący po tych stronach znany pisarz Józef Ignacy Kraszewski stwierdził, że koloniści są to drobne Niemcy na pustkowiu, wysiadujący nową ojczyznę jak struś jaja na piasku.16 Tym stwierdzeniem nie tylko wyraził sposób ich osadnictwa, ale zauważył potencjalne niebezpieczeństwo kolejnego etapu wynarodowiania ludności polskiej.

Także koloniści szwajcarscy, a później niemieccy, odnosili się z dystansem do ludności tubylczej uważając, iż znajdują się na niższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego. Rzadkością było, aby ktoś ze społeczności protestanckiej i „Manistów” wiązał się sakramentem małżeństwa z polskimi lub też ruskimi mieszkańcami okolicznych wsi. W listach do swojej rodziny w Montbéliard Jacob Muller ukazał widziany przez siebie obraz tutejszego Poleszuka: Polacy są biedni. Nie mają stołów, ław i łóżek w domach. Ich odzież jest skromna o niskiej jakości. Ich wygląd jest niezwykły, ze względu na ich duże wąsy i specyficzny typ fryzury, który składa się z jednego poziomu włosów wokół głowy. Ich włosy „nie widziały grzebienia”.17 Pomimo przywiązywania dużego znaczenia rozwojowi duchownemu, religijnemu i kulturowemu, również znaczna część pierwszych kolonistów (zwłaszcza niemieckich) była niepiśmienna, a umiejętność pisania i czytania posiadali zazwyczaj nauczyciele i duchowi przywódcy. Jeszcze pod koniec XIX stulecia Henrich Schulz pisał, że dzieci dorastały całkiem bez nauki i zdobywania wiedzy, ponieważ najbliższa szkoła była oddalona od nich ok. 3 km.18

Początkowo mieszkano w prymitywnych warunkach w pobudowanych naprędce ziemiankach. Dopiero po uzyskaniu pierwszych, nadających się do uprawy gruntów, osadnicy przystąpili do budowy domów i budynków gospodarczych. Pewnie znaczna część z nich była dziełem jedynego wówczas we wsi cieśli Andrzeja Fitza. Szybko we wsi powstała zwarta zabudowa o charakterze rolniczym. Był to typ ulicówki, gdzie budynki mieszkalne znajdowały się po jednej stronie drogi, zaś gospodarcze po stronie drugiej. Na początku XIX stulecia wieś nazywano Michelsburgiem, czyli miasteczkiem. Nazwę tą stosowano nawet w dokumentach urzędowych. Było to zapewnie spowodowane „miejskością” sąsiedniego Urszulina, jednakże Urszulin, choć mniejszy od Michelsdorfu, miał faktycznie nadane prawa miejskie, ale odebrano je w 1820 roku.

Osiedli po Szwajcarach niemieccy osadnicy nie należeli do zasobnych, o czym świadczą dane ludnościowe. Według stanu z 1827 roku we wsi znajdowało się tylko 8 zagród zamieszkałych przez 66 osadników. Na budynek mieszkalny przypadało więc ponad 8 domowników, co nawet w tych latach było w tym regionie rzadko spotykane. Poniekąd wytłumaczeniem tego niekorzystnego stanu był okres przesiedleń, czyli emigracji menonitów na Wołyń i ich częściowy powrót, zbiegający się z imigracją osadników niemieckich. Być może zagrody opuszczone nie uwzględniono w statystyce, a takie musiały być, skoro menonici mieszkali na początku stulecia w 12 gospodarstwach.

Niemieccy koloniści z upływem lat coraz większe znaczenie w gospodarowaniu przywiązywali uprawie zbóż. Dla poprawienia żyzności gleby siano nawóz zielony, a w poplonie najczęściej łubin. Dzięki większej staranności w uprawie ziemi uzyskiwali lepsze plony od okolicznych włościan. Na wyższym poziomie stało również sadownictwo, słynące z doskonałych śliw, i uprawa warzyw. Znaczna ilość łąk i pastwisk sprzyjała rozwojowi hodowli, a przez co rozwijało się przetwórstwo mleczne. Mięso, masło, sery, drób, jaja, owoce i warzywa sprzedawano na jarmarkach, przez co znacznie podnoszono dochodowość gospodarstw. Taki model gospodarowania wzbudzał zarówno zazdrość, jak i pewną dozę ironii wśród polskich i rusińskich sąsiadów, co również odzwierciedlało się w powiedzeniach:

Niemcy kupują ziemię za masło,

Budynki stawiają za ser,

Ubrania sobie sprawiają za maślankę,

A z serwatki żyją jak z żywności.19

W ten sposób początkowo biedna osada stała się na przełomie XIX i XX stulecia jedną z bogatszych w okolicy. Korespondent „Głosu Podlasia” zauważył, ze Niemcy we Włodawskim, przez swą pracowitość, oszczędność i umiejętne gospodarowanie dochodzą do dobrobytu i coraz więcej będą wykupywali ziemi.20

Niepoddawanie się procesom asymilacyjnym z otaczającą ludnością wpływało na zachowanie odmienności kulturowej. „Gazeta Lubelska” charakteryzując kolonistów niemieckich z Chełmszczyzny stwierdzała: To skupienie się Niemców pozwala im utrzymywać się przy swym języku i obyczajach, zupełnie być odgrodzonym od miejscowych żywiołów.21 Już Pracy na roli niemieckim kolonistom towarzyszyły szczególne zwyczaje i obrzędy religijne, które miały przynieść urodzaj i dobrobyt. Obchodzono je wspólnie, gdyż odmienność narodowo-kulturowa sąsiadów wpływała na wzmacnianie więzów wspólnotowych. Szczególnie starano się celebrować początek i koniec żniw. Proboszcz parafii ewangelickiej z Lublina Aleksander Schoenich pisał o obrzędowości tutejszych niemieckich kolonistów następująco: W pierwszym dniu żniwa kantor o trzeciej lub czwartej godzinie rano odprawia nabożeństwo. Żniwiarze schodzą się do domu modlitwy, zostawiając kosy pod domem, lub razem z kosami i sierpami, wchodzą do modlitewni. Tu czyta kantor odpowiedni ustęp z Pisma Świętego, zwykle psalm 103 lub 104, następnie zmawia modlitwę, prosząc Boga o urodzaj i szczęśliwe zebranie plonu do gumien, lud klęcząc powtarza w cichości modlitwy, a potem wszyscy przy śpiewie odpowiednich pieśni idą raźno w pole do pracy, weseli i ufni, że z Bogiem sprawę zaczynają i z Bogiem ją skończą. (…) Po ukończeniu żniw następuje nabożeństwo dziękczynne, - właściwie święto żniw – które się odbywa we wszystkich domach modlitwy bez wyjątku, albo w jedną z niedziel miesiąca sierpnia, albo w XV p Trójcy (…).22

Michelsdorfscy ewangelicy należeli do najpierw do Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Lublinie, a od 1874 roku do parafii chełmskiej, której siedzibę przeniesiono w 1877 roku do Kamienia. Do 1825 roku obowiązki urzędnika stanu cywilnego dla tutejszej ludności ewangelickiej sprawował proboszcz rzymskokatolickiej parafii w Wereszczynie. Pastorzy z Lublina, a następnie z Kamienia przyjeżdżali do miejscowej kirchy udzielać konfirmacji, czyli dokonania aktu potwierdzenia wyznanej na chrzcie wiary i przynależności do Kościoła. Poprzedzał ją paroletni okres nauki religijnej, który kończył się egzaminem. Jeden z takich egzaminów miał miejsce w 1897 roku. Wydarzenie to z humorem zrelacjonował Kurt Lück: W Michelsdorfie pastor egzaminował konfirmantów. Jeden z nich nie wiedział zupełnie nic.
- No dobra, to może przynajmniej wiesz, jaka droga prowadzi do nieba, szeroka, czy wąska?
Chłopak też nie wiedział więc pastor pozostawił go na rok. Następnego dnia pastor musiał przejechać przez kolonię, gdzie chłopiec z kolegami pilnował bydła.
- Dziecko, gdzie tu jest droga do Załucza?
Wtedy konfirmant do pozostałych:
- Nie mówcie mu, nie mówcie mu. Pastor zna drogę do nieba, a nie zna drogi do Załucza!
23

W kirsze ewangelicy zbierali się na modlitwy prowadzone przez miejscowego kantora. Odprawiał on nabożeństwa w niedziele i święta, zastępował faktycznie pastora, był duchowym przywódcą miejscowych ewangelików. Gdy we wsi nie było szkoły, to pełnił rolę nauczyciela dzieci, ponadto przygotowywał je do konfirmacji, ale tego sakramentu udzielać mógł tylko pastor. Nauka dzieci, obejmująca jedynie okres zimowy, ograniczała się do poznania historii kościoła protestanckiego i zasad religii ewangelickiej. W okresie pozazimowym nauczania nie prowadzono, gdyż dzieci potrzebni byli do prac w gospodarstwie.

Pierwszą ewangelicką świątynię w Michelsdorfie wybudowano w 1867 roku, w 1895 roku postawiono nową. Wcześniej na modlitwę i nauczanie organizowano w prywatnych domach. Ewangelickie księgi parafialne informują nas, że pod koniec pierwszej połowy XIX stulecia nauczał Krystian Taron. Kolejnymi kantorami byli:

  • Samuel Schlag – 1879;

  • Wilhelm Rotke – 1881-1887;

  • Karl Steinbauer – 1888-1892;

  • Karl Jedan – 1894-1897;

  • Frierich Schilberg – 1897-1898;

  • August Bielke – 1899-1906;

  • Henrich Schulz – od 1906 roku.

Kantorzy często zmieniali się, co kilka lat przenoszono ich z jednego kantoratu do drugiego. Rzadko taką rolę pełnili miejscowi, z wymienionych w Michelsdorfie stale mieszkali tylko Krystian Taron i Henrich Schulz, jednakże ci kantorami byli przez wiele lat.

Na początku wieku w gronie wyższych duchownych pojawił się pomysł, by rozległą parafię chełmską z siedzibą w Kamieniu podzielić, a siedziba nowej parafii miała znajdować się właśnie w Michelsdorfie. W tym celu w dniu 1 sierpnia 1907 roku do Michelsdorfu przyjechał wikariusz chełmskiego zboru ksiądz Geisler, który do czasu podziału miał stąd zarządzać północną (włodawską) częścią parafii. Na budowę plebani dla wikariusza i przyszłego pastora z kasy chełmskiej parafii przeznaczono 1.000 rubli. Po 2 latach pobytu opuścił Michelsdorf, co było równoznaczne z zaniechaniem planów utworzenia michelsdorfskiej parafii. Na początku I wojny światowej świątynia kantoracka została zniszczona.

Pierwsze informacje dotyczące funkcjonowania we wsi szkoły świeckiej pochodzą z 1867 roku. Uczyło się w niej 28 dzieci, a pensja nauczyciela wynosiła 53 ruble. Prawdopodobnie była to szkoła jednoklasowa, jak większość w najbliższej okolicy.

 

  1.  
    1. Powstania i wojny

Prawdopodobnie każda zawierucha wojenna, która miała miejsce na ziemiach polskich, odbijała się niekorzystnie na życiu mieszkańców Michelsdorfu. W czasie wojen napoleońskich splądrowano ziemie Powiatu Włodawskiego, co potwierdzają informacje z krajowej prasy. W „Dzienniku Konfederacyi Jeneralney Królestwa Polskiego” z września 1812 roku napisano, że Obywatel Włodawski napadem dziczy przelękniony, domy swoie opuszczać i w głębi kraiu schronienia swoiego szukać był przymuszony.24 Choć pod pojęciem „obywatel” autor korespondencji rozumiał warstwę ziemiańską, to nie podlega wątpliwości, że wojnę „odczuli” włościanie. Obszar rzymskokatolickiej parafii w Wereszczynie dotknął głód, którego nie były w stanie przeżyć osoby najmniej odporne. W przeciągu całego roku umarło w Michelsdorfie 5 malutkich dzieci.

W okresie powstania styczniowego przez wieś niejednokrotnie przebijali się powstańcy, a w dniu 22 listopada 1863 roku oddziały dowodzone przez Karola Krysińskiego i Kozłowskiego stoczyły pomiędzy Michelsdorfem, a Andrzejowem bój z kozakami. Obecność oddziałów kozackich we wsi kończył się dla niektórych tragicznie. Według rodzinnej historii mój przodek Marcin Belke był ciągnięty sznurem za koniem, a następnie zabity przez kozaków25przekazuje dzieje swojego przodka potomek Ted Belke. Choć osadnicy niemieccy nie brali czynnego udziału w powstaniu, to jednak pomoc udzielana rannym w potyczkach mogła spowodować takie konsekwencje.

Na trwałe zapisała się w pamięci mieszkańców wybuchła I wojna światowa. Już w lipcu 1914 roku zabrano ze wsi wielu chłopców i mężczyzn, których wysłano do przygotowania fortyfikacji obronnych. Mój wuj Edward Wolter i wielu innych z Michelsdorfu wysłano około 100 km od domu do kopania rowów dla rosyjskiej armii. Po tym, jak niemiecka armia zaatakowała, a rosyjska wycofała się, to wszyscy oni wrócili do domów26 - opowiada Ted Belke. Wielu mężczyzn wcielono do rosyjskiej armii i wysłano na front wschodni. Taki los spotkał tutejszych kantorów – Ferdynanda i Henricha Schulzów, walczących aż na Kaukaziu. Do armii rosyjskiej powołano również Gustawa Belke, który w już w sierpniu 1915 roku został ranny, a kilka dni później zmarł w niewoli.

Cywilna ludność niemiecka znalazła się w bardzo niekorzystnym położeniu, gdyż prawodawstwo rosyjskie pozbawiło prawa do posiadania nieruchomości przez poddanych państw nieprzyjacielskich, tudzież kolonistów i wychodźców niemieckich.27 Niemcy byli pierwszą grupą narodowościową, którą deportowano w głąb Rosji. Postanowiono ich przesiedlić, gdyż obawiano się, że będą wspierać zbliżające się wojsko niemieckie. Na początku lipca 1915 roku władze carskie zakomunikowały osadnikom, że mają wyłącznie 3 dni czasu na spakowanie się i podążenie w stronę Brześcia lub Pińska. Wysiedlenie nastąpiło w dniu 15 lipca. O losach matki Olgi Seide i pozostałych przodków (Gottlieb i Mathilde Seide) z Michelsdorfu opowiada Silke Luders: Zostali deportowani daleko w głąb Rosji. W drodze w to miejsce zmarły dwie małe siostry. Byli w drodze przez sześć tygodni w każdą pogodę zanim dotarli do obozu. Mama zawsze opowiadała, że musieli pracować w ogrodnictwie i podawała nazwy miejscowości Saratow i Samara.28 Po wyjeździe osadników wszystkie gospodarstwa były przeszukane. Rekwirowano wszelkie przedmioty z metali szlachetnych i inne, nadające się do działań wojennych. Pozostali jedynie ci, którzy uciekli z transportu i schowali się w lasach, czy na bagnach.

Wojska niemieckie przybyły pod Michelsdorf z początkiem sierpnia 1915 roku. Jeszcze do 6 sierpnia we wsi stacjonował rosyjski II oddział baterii artyleryjskiej, który miał osłaniać trakt Lublin-Włodawa i groblę prowadzącą z Andrzejowa do Wytyczna. Były to jedyne drogi, którymi Rosjanie mogli ewakuować broniących się w Wereszczynie żołnierzy do umocnień wybudowanych w okolicach Wytyczna. Dookoła rozlegały się bowiem nieprzebyte bagna i liczne jeziora. Ostatniego dnia niemiecki ostrzał był jednak na tyle silny, iż drogę i groblę żołnierze rosyjscy pokonywali w niewielkich grupkach. W okolicach Michelsdorfu zginąć mogło około 400 niemieckich żołnierzy, pochowanych na ewangelickim cmentarzu w mogiłach pojedynczych (około 300) i kilkunastu zbiorowych.

Przybyłe wojsko niemieckie nie niszczyło zajętych miejscowości zwłaszcza, że Michelsdorf był wioską wybitnie niemiecką, jednak prawie całkowicie opuszczoną i zniszczoną. Większość zabudowań spłonęło, ocalały w całości jedynie 3 zagrody. Spalono młyn przy cmentarzu ewangelickim oraz znajdującą się przy trakcie włodawskim kirchę. Takie budynki Rosjanie niszczyli, gdyż mogły służyć wojsku przeciwnika za punkt obserwacyjny pobliskiej linii frontu.

 

  1. W okresie dwudziestolecia międzywojennego

    1. Powojenne powroty

Wywiezieni do Rosji mieszkańcy zaczęli po rewolucji październikowej z 1917 roku wracać do domów. Najczęściej pieszo trzeba przebyć było nawet kilka tysięcy kilometrów. Niemieccy osadnicy mieli jednakże łatwiej, niż Polacy, ze względu na wydatną opiekę i pomoc władz okupacyjnych, które wszelkimi środkami ułatwiają im powrót wszelkimi środkami29 - pisał „Głos Wieczorny”. Tułaczkę niemieckich wysiedleńców opisał w jednym ze swoich wierszy Henrich Schulz – „Nach der Ankunft In Rusland”:

Przez pola i niwy,

Przez piach i skały,

Ach tak wlekliśmy się przez świat.

Podczas deszczu i burz,

Podczas strasznego skwaru

Na rosyjskich drogach

Ze zranionym męstwem.

Podczas jęków i wzdychań,

Podczas niedoli i biedy,

Obok zmartwień i łez

Panowała choroba i śmierć.

Niektórym podobało się, że

Ten, który był dla nas człowiekiem wartościowym,

Po wielu bólach i mękach

Spoczął w ziemi.

Niektóre oczy się zamknęły,

Które tak wiernie czuwały.

Wiele upłynęło łez,

Często w dzień i w nocy.

Również ja coś zgubiłem,

Powiem to z ogromnym bólem:

Moje ukochane matczyne serce,

Które mnie niegdyś urodziło!30

Nie wszystkim udało się powrócić, gdyż wielu zmarło w Rosji – Wilhelm Kruger, Julius, Lidia, Marta i Olga Schulzowie, wspomniane siostry Seide i inni. Śmierć czekała również na tych, którzy już wrócili do domu. Dziennikarz „Ziemi Włodawskiej” pisał, że fala powracających z Rosji uchodźców przyniosła nam do powiatu wraz ze swoją nędzą i chorobami zarazę tyfusu. Straszne warunki, w jakich żyli w Rosji bolszewickiej, odbiły się na naszej skórze.31

Zdarzało się często, że nie było do czego wracać, gdyż gospodarstwo bądź to znajdowało się w ruinie, lub też zajęte było przez nowych osadników. Budynki w gospodarstwie mojego dziadka były w większości nienaruszone, ale zawartość była zabrana. Skradziono komody wykonane prze mojego dziadka na prezent ślubny dla babci. Wdziała je na poczcie, ale nie dało się je odzyskać. Jak dziadkowie wrócili, to niektóre rzeczy sąsiedzi im oddali. Ojciec i brat młodego Augusta zginął, więc on był teraz głową rodziny. W gospodarstwie nie było ani jednej świni, kurczaka, konia, krowy, gęsi, ziarna żyta, żadnych mebli, naczyń, garnków, narzędzi do pracy, a pola nie były uprawiane od 3 lat. Wielu polskich i ukraińskich sąsiadów oferowało swoją pomoc. Dawali pożyczki na nasiona, mąkę i inne pożywienie w zamian za prace w ich gospodarstwach. W poszukiwaniu jedzenia oczyszczali lasy z owoców32 – opowiada o losach przodków Ted Belke. Wobec braku pożywienia za strawę służyła nawet trawa z łąk33 – opowiada o życiu swoich przodków Waltruda Potrawke. Również gospodarstwo Gottliba Seide zostało spalone, dlatego też ziemię po kilku latach sprzedano i cała rodzina wyjechała do Niemiec. Podobnie postąpili inni gospodarze, gdyż nie akceptowali polskiego obywatelstwa, ale też ze względu na trudności ekonomiczne34– pisze o powodach wyjazdu rodziny Seidów i sąsiadów Silke Luders. Nie wszyscy miechelsdorfscy Niemcy przyjęli taką postawę, kilku mężczyzn wstąpiło do armii polskiej. Wuj mamy Edward Wolter wstąpił do polskiej armii w 1920 roku i służył w IX kompanii, III batalionie, VII pułku, III dywizjonie. Walczył od Chełma po Wilno35 – opowiada Ted Belke. Powodem ucieczki z Michelsdorfu wielu mieszkańców była właśnie nawała bolszewicka, o czym z kolei pisał kantor Henrich Schulz: Wkrótce przyszła kolejna niedola, napad bolszewików, który oznaczał dla nowych niemieckich kolonistów to, co stado szarańczy w pszenicy.36

 

  1.  
    1. Struktura ludnościowa

Zgodnie z danymi powszechnego spisu ludności, przeprowadzonego w marcu 1921 roku, w Michelsdorfie w 23 domach i 8 innych budynkach mieszkalnych zamieszkiwało 205 osób, z czego 143 było wyznania ewangelickiego. Poza ewangelikami we wsi zamieszkiwało 45 rzymsko-katolików, 12 Żydów i 5 prawosławnych. Według danych spisu 135 ewangelików zadeklarowało narodowość niemiecką, pozostali – polską. Raport policyjny z 1923 roku wskazywał natomiast, że w Michelsdorfie mieszkało już 284 osób niemieckiej narodowości, najwięcej w Gminie Wola Wereszczyńska. Tak duże różnice dowodzą, że jeszcze po marcu 1921 roku wiele osób musiało wrócić z Rosji. Ponadto dane narodowościowe spisu powszechnego były często nierzetelne, zaniżając liczbę mniejszości narodowych.

Polacy w Michelsdorfie zaczęli liczniej osiedlać się dopiero w połowie okresu dwudziestolecia międzywojennego, wykupując grunty od emigrujących Niemców. Według stanu z 1929 roku we wsi zamieszkiwało już tylko 25 rodzin niemieckich, stanowiąc tym samym 60% ogólnej liczby mieszkańców. W tym czasie kilka rodzin niemieckich sprzedało swoje gospodarstwa i wyemigrowali głównie do Ameryki Północnej. Wiele rodzin było gotowych do emigracji, zwłaszcza do Kanady, gdzie dużo było dostępnej ziemi, prawie za darmo. A tutaj po wojnie mało kto był w stanie wykarmić duże rodziny ze zniszczonych gospodarstw – wyjaśnia przyczyny emigracji Augusta Belke jego potomek Ted, który dodaje: Podróżowała z nimi rodzina brata Adolfa i matka Matylda, ale podczas badań medycznych w Gdańsku stwierdzono u niej chorobę oczu i nie zezwolono wejść na statek. Adolf z rodziną i matką Matyldą wrócili więc do domu i kupili gospodarstwo przy drodze na Groblekę.37 Do Kanady wyjechali też Wilhelm Wolski z żoną, małżeństwo Emila i Marty Riewów, czy rodzina Juliusza Riewe. My w 1930 roku przeprowadziliśmy się z Jabłonia, kupiliśmy gospodarstwo od Riewów. Ich dom stoi do dnia dzisiejszego38 – wspomina Stanisław Szwaj. Emigrację ułatwiały władze państwowe i samorządowe, umieszczając nawet w dziennikach urzędowych obszerne informacje o właściwościach krajów zamorskich, wielkości polonii, możliwości pracy lub zagospodarowania ziemi, kontaktach do towarzystw okrętowych i wymaganych dokumentach podróży.39

Przed samym wybuchem wojny światowej we wsi znajdowało się 47 gospodarstw, przy czym 8 z nich tworzyło kolonię zwaną Michelsdorfską Grobelką, położoną na północny-zachód od wsi. W skład gromady Michelsdorf wchodziła jeszcze kolonia Wiązowiec. Od strony Urszulina w kierunku na północ we wsi mieszkały kolejno (oprócz Ukraińców i Żydów) rodziny Aleksandra Biela, Reinhalda Krugera, Gustawa Wolskiego, Karola i Jana Szwajów, Bujaków, Edwarda Tiede, Zidofów, Karola Jahnke, Augusta Lehmana, Rudolfa Wolskiego, Krugerów (Teodora, Edmunda i Roberta), Emila Willa i Emila Wendlandów. Pomiędzy Urszulinem a kirchą pobudowały się rodziny Adolfa Belke, Fryderyka Badkiego, Zygmunta Schulza, Jeskich i Bietofów. Przy rzece od strony kolonii Wytyczno mieszkały rodziny Antoniego i Pawła Skrzyńskich oraz Ferdynanda Fruka, znajdowała się tam też cegielnia. Na Grobelkach od strony drogi Lublin-Włodawa mieszkały kolejno rodziny: kantora Ferdynanda Schulza, Emila Wolskiego, Reimerów, Hirsekornów, Wilhelma i Samuela Taronów, Zabelów, Henkelów, August Belkego i Bietofów. Poza wymienionymi pośrodku wsi żyły jeszcze polskie rodziny Szutów, Ofiarskich, Zegarków, Jemielniaków, ponadto Ukraińcy Świszczowie, Kinachowie, Zarczukowie i Hołodowie, oraz 3 rodziny żydowskie. Abram Orzech prowadził jedyny we wsi sklep, druga rodzina Orzechów przed wojną przeprowadziła się do Urszulina. Dokumenty przesiedleńcze z 1940 roku informują tylko o 1 mieszanej rodzinie, tj. o niemieckiej dziewczynie zaręczonej z Ukraińcem.

W pobliżu wsi znajdowało się wspomniane jezioro Karaśne, które tworzyło odrębny obwód rybacki wraz z dopływami i odpływami z tegoż jeziora w granicach własności jeziora. Utworzenie odrębnego obrębu wojewoda lubelski uzasadnił z uwagi na ich (tj. jezior Karaśne i pobliskiego Płotycze) samowystarczalność pod względem przyrodzonych warunków hodowlanych i dostateczność do prowadzenia samodzielnego gospodarstwa rybackiego.40 Jezioro było własności Ludwika Karpińskiego z Nowego Andrzejowa.

 

  1.  
    1. Stosunki społeczno-gospodarcze

Koloniści niemieccy początkowo mieli swoją szkołę w budynku mieszkalnym przy dzisiejszych zabudowaniach Szwajów. Jako że szkoła była akceptowana przez władze polskie do południa zajęcia prowadzone były w języku polskim, zaś po południu już w języku niemieckim. Nauczał w niej miejscowy ewangelik Henryk Schulz. Do dwujęzycznej szkoły w 1923 roku zapisanych było tylko 4 polskich dzieci i około 40 dzieci niemieckich. Policjanci z posterunku z Wereszczyna w raporcie do komendy powiatowej zapisali, że polskich dzieci chodzi więcej, lecz jeszcze do obecnej chwili nie są zapisane.41 Szkoła niemiecka funkcjonowała do lat trzydziestych. Starali się wybudować nową, ale władze państwowe nigdy nie wyraziły na to zgody. Mieli za to żal do nas, zwłaszcza podczas wojny nam wypominali42wspomina Stanisław Szwaj. Z drugiej strony problemem było zebranie na ten cel wystarczających funduszy.

Po zlikwidowaniu niemieckiej szkoły dzieci chodziły najpierw do Andrzejowa, a od 1934 roku do Urszulina. Ja to do szkoły w drewniakach chodziłem. Zimą, jak bagno było zamarznięte, to chodziliśmy na skróty, a tak to koło młyna Krebsów. Często do nich zachodziłem, tam był Fryderyk w moim wieku, dobrzy ludzie byli43 – powraca pamięcią Stanisław Szwaj. Część rodzin niemieckich, chcąc wyrazić protest, nie posyłało swoich dzieci do polskich szkół.

Niemcy znaczącą wagę przywiązywali do edukacji religijnej, która odbywała się w miejscowej kaplicy. W roku szkolnym 1937-1938 uczęszczało na nie 78 dzieci, a nauczanie 2 razy w tygodniu prowadził Gustaw Zinn. Na religię przychodziły ewangelickie dzieci również z okolicznych wsi, chociażby z Urszulina, czy Wiązowca.

W 1924 roku Michelsdorf przyporządkowano do nowo utworzonej Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Cycowie. Do czasu wybudowania w 1935 roku w zachodniej części Michelsdorfu nowej kirchy koloniści zbierali się na modlitwę w budynku szkolnym. Ładnie tam było, budynek z dobrego drzewa. My chodziliśmy do kirchy często na pasterkę, bo do naszego kościoła było daleko44opowiadała o swoich wrażeniach z pobytu w kaplicy Rozalia Ostasz. Msze oczywiście kantor Ferdynard Schulz odprawiał w języku niemieckim. Dobry był z niego człowiek. Jako nauczyciel mógł uprawiać wspólnotowe grunty. Czasami kury nasze, czy bydło, wchodziły na to pole i robiły szkody, ale nigdy z tego powodu problemów nie robił45 – wspomina sąsiada Stanisław Szwaj. Przed wybuchem wojny zastąpił go Heinrich Schulz. Zmarłych chowano na tym samym cmentarzu, co przed I wojną światową.

Przy kirsze skupiała się działalność kulturowa niemieckiej mniejszości. Wyróżniającą była orkiestra dęta, uświetniające uroczystości religijne i państwowe. Stanisław Szwaj wspomina, że grali głównie podczas nabożeństw, na uroczystościach, ale także i na pogrzebach. Ładne ich pogrzeby były. Na Wielkanoc chodzili i grali po całej wsi, od chałupy do chałupy, i Polaków nie mijali. Nawet w wojnę Polaków nie mijali. Każdy gospodarz coś im dawał.46

Znani ze swej gospodarności Niemcy nie należeli do bogatych osadników, najbogatszymi we wsi były rodziny polskie (Szwajowie, Skrzyńscy, Szutowie), utrzymujące się z dużych, jak na okoliczne warunki, gospodarstw rolnych. O ówczesnych warunkach gospodarowania opowiada na podstawie relacji swoich przodków Ted Belke: Rolnicy z Michelsdorfu nie mieli dostępu do terenów leśnych, one były prywatną własnością ziemian. Wchodzenie do nich i ścinanie drzewa było zakazane, a polowania nielegalne. Poza swoimi gruntami rolnicy użytkowali ziemię z prawem wypasu. Moja rodzina miała taki wypas na końcu Grobelki, pomiędzy wsią, a lasem. Moja ciocia Emma pamięta, jak rankiem po wydojeniu wyprowadzano na nie krowy Belków i innych rodzin. Zostawała tam z krowami na cały dzień, musiała pilnować, aby nie wchodziły do dworskiego lasu. Miała wtedy 12 lat.47 Do końca swojego pobytu Niemcy przestrzegali starej zasady, aby w sobotę nie wywozić na pole gnoju. I faktycznie nigdy gradu tu przed wojną nie było. Był w Wytycznie, w Urszulinie, ale u nas nie. Ale nigdy w soboty nie pracowali48 – wspomina Stanisław Szwaj.

Niewielka powierzchnia gospodarstw zmuszała niektórych gospodarzy do poszukiwania dodatkowych źródeł dochodu. Przykładowo Niemiec Edward Tiede dorabiał przy stawianiu studni oraz nagrobków cmentarnych. Słynne w okolicy były krzesła wykonywane przez tutejszych stolarzy. Tkactwem zajmowała się rodzina Belków, czy też Karolina Schulz, która dorabiała służąc w pobliskich dworach. Na służbę posyłano często kilku lub kilkunastoletnie dzieci (np. dziesięcioletnia Wanda Wendland, czy ośmioletnia Olga Taron), jednak to wiązało się z przerwaniem edukacji. We wsi znajdował się młyn parowy, będący w posiadaniu najpierw Fruków, a następnie Krugerów (w okolicy zabudowań Kamińskich). Ks. Jan Rębisz z Wytyczna pisał, że Krugrowie przed wojną wyjechali do Kanady, gdyż nie chcieli, aby ich synowie służyli w wojsku polskim, która gotowała się na wojnę z Niemcami.49 Przed wybuchem II wojny światowej miał być spalony przez wyprowadzających się Niemców.

Warunki życia w otoczonej bagnami wsi były ciężkie, ale mieszkając już od ponad 100 lat mieszkańcy doskonale nauczyli się wykorzystywać to, co dawała im natura. Ted Belke opowiada, że za opał używano torf, który kopano na pobliskim bagnie. Suszono go w lecie, żeby używać podczas zimy. Przypływ wiosenny napełniał wykopy po torfie wodą i rybami, które wędrowały z jezior w górę na tarło. Ryby te łapano w siatki i dostarczały dużo pysznego pożywienia. Kiedy pozostawało kilka centymetrów wody, to nawet dzieci były zdolne łapać je rękoma. Latem natomiast umieszczano pułapki w potokach i małych strumykach na węgorze.50 Torfiarki wykorzystywano ponadto do moczenia lnu. Moi przodkowie sadzili len na glebie piaszczystej i uprawiali go w celu robienia płótna. Bagienny teren z wodą wypełniającą wykopy był używany do namaczania i częściowego rozkładu lnu, aby ułatwić usunięcie włókna z drewnianej tkanki. Ten proces był kluczowy w produkcji płótna. Potem włókna były przeczesywane w oddzielne kosmyki, a podczas zimowych miesięcy kręcone na nici. Wiosną, kiedy robiło się ciepło, krosno było ustawiane w spichlerzu, bo w domu było za mało miejsca. Światło słoneczne wpadało przez otwarte drzwi, podczas gdy moja mama siedziała przy krośnie godzina po godzinie, robiąc płótno. Powszechnie było wiadomo, że moja mama była najlepszą tkaczką w Michelsdorfie. Do kręcenia nici pozyskiwano także wełnę, z której na drutach robiono skarpety, rękawiczki i swetry. Jak moja rodzina wyjechała do Kanady, to zabrali ze sobą koło do przędzenia, ale tutaj nie było tak piaszczystej gleby i len słabo rósł. Nie było też bagien, aby rosić rośliny lnu51 – opowiada Ted Belke.

 

  1.  
    1. Przedwojenne antagonizmy

Do wybuchu wojny Niemcy żyli zgodnie z pozostałymi mieszkańcami. Żyliśmy zgodnie, ale Polacy trzymali z Polakami, a Niemcy z Niemcami, młodzież raczej osobno się bawiła i osobno obchodzono święta. Między sobą po niemiecku rozmawiali, ale do nas po polsku mówili. Byli bardzo pracowici uczynni. Ich największe święto na Marcina było, bardzo pobożni byli i nie pili tak, jak Polacy52powraca pamięcią Stanisław Szwaj. Ja to dużo niemieckich koleżanek miałem i nawet po niemiecku nauczyłam się mówić, dobrze żyliśmy ze sobą53dodaje Józefa Serafin. W tak zróżnicowanej narodowościowo wsi zdarzały się jednak drobne incydenty, jak chociażby podczas zimy w 1926 roku kradzież wozu z uprzężą ze stodoły Ferdynanda Fruka. Dzięki szybkiemu pościgowi, zorganizowanego przez miejscowych, złodzieje porzucili wóz z koniem i uciekli.

Ludność niemiecka w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości w zachowywała się lojalnie stosunku do państwa polskiego, a swojej odrębności nie akcentowała w sposób zdecydowany, czy demonstracyjny. Miejscowa policja, ściśle nadzorująca aktywność ludności niemieckiej, na początku lat dwudziestych nie zauważała niepokojących oznak antypaństwowej działalności. W policyjnym rejestrze dla niemieckich aktywistów z 1923 roku widnieje zapis: takowych nie wyśledzono i prawdopodobnie nie ma na terenie tutejszego posterunku54 (tj. w Wereszczynie). Zanotowano jedynie 8 osób (August Kryger, Aleksander Biel, Gustaw Cilka, Julian Lejman, Edward Herka, Maria Jeszod, Ernest Hapke i Karol Wolski), którzy utrzymywali stałe kontakty z obywatelami państwa niemieckiego, lecz były to jedynie kontakty rodzinne. W poprzednim roku zanotowano, że w Michelsdorfie prenumerowano gazetę niemiecką „Fridn Bud”, jednak w wyniku zarekwirowania 13 egzemplarzy w kolejnych latach gazeta już tutaj nie dochodziła. Brak lojalności Niemców niemieckich osadników do państwa polskiego miał charakter incydentalny. Chociażby w 1928 roku na wykazie osób uchylających się od służby wojskowej znalazł się Gustaw Tyde, jednakże oprócz niego poszukiwano także wiele osób innej narodowości – Polaków, Ukraińców i Żydów.

Po dojściu Hitlera do władzy coraz większe wpływy wśród Niemców z Chełmszczyzny miały organizacje nacjonalistyczne, zwłaszcza Niemiecki Związek Ludowy. Organizacja ta podejmowała nawet działania zmierzające do rozbudzenia dążeń separatystycznych. Na początku 1939 roku zawiązał się we wsi pięcioosobowy oddział związku, choć na tak licznych niemieckich mieszkańców Michelsdorfu była to liczba niewielka. Najgorsi byli młodzi, bo starsi szanowali nas, nawet, gdy wojna wybuchła55 – opowiada o nastawieniu swoich sąsiadów Stanisław Szwaj. Słabość związku potwierdza niemiecka zbiorcza karta przesiedleńcza. Przed wojną stan członków związku wzrósł do 8 osób, pozostali przystąpili w 1940 roku, kiedy związek nie miał już uznania.56

Wzrost nastrojów nacjonalistycznych występował również wśród młodzieży polskiej, zorganizowanej w Młodzieżowej Drużynie Strzeleckiej „Strzelce” w Urszulinie. Jak już Niemcy i Polacy szykowali się do wojny, to nasza młodzież bardzo dokuczała Niemcom. W szkole zrobili kozę i tych najbardziej aktywnych, a zwłaszcza z Michelsdorfu, zamykano w niej57 – wspomina Jan Szysz.

Z początkiem 1938 roku wśród kolonistów rozpoczęto akcję agitacyjną, mającą na celu skłonienie rolników do sprzedaży swoich gospodarstw i wyjazdu na ziemie zachodnie oraz do Niemiec. Akcja ta szybko znalazła wielu zwolenników. Na jesieni 1938 roku zaobserwowano, że w Powiecie Włodawskim koloniści niemieccy wyzbywali się gospodarstw rolnych, przenosząc się głównie w Poznańskie. Po patronatem Niemieckiego Związku Ludowego niektórzy wyjeżdżali do Niemiec pod pozorem werbunku na roboty rolne, a faktycznie poddawani byli przeszkoleniu wojskowemu. Miałam koleżankę Lodzię Tydę (tj. Tiede). Była z bardzo biednej rodziny, miała sześcioro rodzeństwa. Przed wojną jej ojciec wysyłał do Niemiec do rodziny. Przywoziła dużo ubrań, że my nawet zazdrośni byliśmy. Ale jak wojna wybuchła, to okazało się, że kurierem była, że tajne dokumenty do Niemiec woziła. Mieli tylko 2 izby i przez kilka dni szpiega trzymali i żadne dziecko o tym nie powiedziało58opowiada Józefa Serafin.

 

  1. II wojna światowa

    1. W pierwszych miesiącach wojny

Mniejszość niemiecka spodziewała się wybuchu wojny. Rozalia Ostasz opowiada: Do naszego domu przyszedł jeden Niemiec i mówił, że jak wybuchła wojna, to zakładali w kominy lusterka, by niemieckie samoloty wiedziały, które to są domy Niemców. Oni byli już przygotowani.59 Jeszcze przed wkroczeniem do Michelsdorfu wojsk niemieckich polska młodzież zaczęła prześladować tutejszych Niemców. W wielu okolicznych wsiach (np. w Kulczynie) prześladowania te kończyły się morderstwami, w Michelsdorfie działania polskich nacjonalistów przejawiały formę głównie grabieży, chociażby rowerów. Rower był wtedy deficytowym towarem. Po co to było, później za to nas bardziej nienawidzili, a rowery i tak odebrali, gdy tylko Hitler wszedł do nas60 – wspomina Stanisław Szwaj.

Gdy wojska niemieckie wkroczyły na Chełmszczyznę wiele tutejszych Niemców pojechało do Cycowa celem przywitania ich. Stanisław Szwaj opowiada, że tam urządzono bramę przywitalną i bawiono się do rana.61 Po tym wydarzeniu niektórzy ujawnili swoje profaszystowskie poglądy, zarówno w słowie, jak i w czynie. Na okiennicach wywieszano flagi ze swastyką. Jak żołnierze niemieccy weszli, to okazało się, że prawie każdy nasz Niemiec miał swój karabin62 – wspomina Marian Kapała. Urszula Wiczuk dodaje, że powstała grupka miejscowych i wszystkich obcych, co przejeżdżali przez wieś, to rabowali.63

W stodole sołtysa Rudolfa Bloha przesłuchiwano oraz bito wielu mieszkańców wsi i okolic. W pierwszej kolejności tych, którzy prześladowali Niemców we wrześniu 1939 roku. W tym prowizorycznym niemieckim areszcie maltretowano także ks. Kazimierza Szlędaka z Wytyczna, ks. Mikołaja Filipowicza z Wereszczyna, Józefa Chibowskiego – kierownika szkoły z Wereszczyna, Stanisława Soleckiego z Wereszczyna oraz wielu innych. Widziałam, jak z tej stodoły wyciągnęli Żydówkę i zaczęli moczyć głowę w wodzie w korycie. Jak się ocknęła, to znowu zaciągnęli do stodoły i bili dalej. A Szlędaka to położyli na drogę i po nim samochodem jeździli. Ale później go puścili64 – opowiada Janina Serafin. Umieszczono tam również młodego dziedzica z Nowego Andrzejowa Ludwika Karpińskiego, ale po wstawiennictwie matki Janiny został wypuszczony. Pod koniec wojny w budynkach Bloha zamieszkała Eugenia Jung z mężem Franciszkiem: Jak spalili gminę w Urszulinie, to mnie z mężem wysiedlili z budynku Kędzierskiego na Michałów, tam gdzie kiedyś był niemiecki areszt. To było wiosną 1944 roku. Jak się tu wprowadziliśmy, to jeszcze na deskach w stodole były ślady krwi. Ludzie nam mówili, że tutaj bili Polaków, ale my się nad tym nie zastanawialiśmy. Z czasem dziwne rzeczy się działy. Ciągle słyszałam głosy w stodole. Mąż mi nie wierzył, ale jak wracał z poczty w Urszulinie, to też słyszał. Zaszedł do stodoły, a tam nikogo nie było. Chcieliśmy trzymać w stodole krowę, ale ona ciągle ryczała. W końcu wyprowadziliśmy ją do rodziców na Grabniak.65

Najbardziej aktywnym mieszkańcom niemieckim (np. wspominani Edward Tiede i Rudolf Bloh) okupant dał broń i to oni strzegli „porządku” we wsi. Ich komendantem został Aleksander Steinke z Wiązowca, a Ferdynandowi Frukowi powierzono funkcję komendanta posterunku w Wereszczynie. To na podstawie jego wywiadu zatrzymano wszystkich trzech (tj. ks. Mikołaja Filipowicza, Józefa Chibowskiego i Stanisława Soleckiego) z Wereszczyna. Zabel z Grobelek został wójtem we włodawskim Opolu.

Niektórzy miejscowi Niemcy przy pomocy żołnierzy zganiali często pozostałych mieszkańców wsi na drogę, a tam przetrzymywano ich, obrzucano obelgami i bito. Organizowano łapanki, a tych w „kwiecie” wieku wysyłano na roboty do III Rzeszy. Raz wybrano nas kilkunastu do obozu, ale Drygalski poświadczył, że robimy w jego majątku. W Cycowie kolejnych puścili, trochę w Trawnikach, ale Kosacki trafił na Majdanek66 – wspomina Stanisław Szwaj. Ale zaraz po wybuchu wojny zabrali młodych do wojska i było w miarę spokojnie67 – uzupełniała Rozalia Ostasz. Latem 1940 roku zamordowano zarządcę folwarku w Czernikowie. Stanisław Szwaj wspomina, jak zaciągnęli zarządcę do Bloha, tam go przez jakiś czas przetrzymali, a następnie zaprowadzili w las i zastrzelili.68 Zwłoki Drygalskiego pochowano na cmentarzu w Świerszczowie. Mord skłócił Niemców z władzą okupacyjną, gdyż Drygalski był zarządcą ustanowionym przez niemieckiego inspektora rolnego na Powiat Włodawski Selinghera (Bluma) z Adampola.

Dość szybko na Grobelkach utworzono szkołę niemiecką. Chodzić mogły do niej także dzieci innych narodowości, ale rodzice nie posyłali je. Mój ojciec murarzem był, więc wzięli go, by kuchnię tam wybudował. Widział, jak zwozili furami polskie książki i nimi palili. Ojciec chciał jedną wziąć, ale nie dali69 – wspomina Stanisław Szwaj. Była ona największą szkołą niemiecką w okolicy, gdyż w 1940 roku na zajęcia uczęszczało aż 96 uczniów. Lekcje prowadził nauczyciel Edward Norenberg.

W maju 1940 roku, podczas wizytacji dystryktu lubelskiego, Heinrich Himmler wydał dyrektywę, w myśl której koloniści niemieccy, bądź chłopi „krwi niemieckiej”, musieli być przesiedleni po żniwach do opuszczonych przez Polaków gospodarstw w tak zwanym Warthegau – Kraj Warty. W związku z tym w Chełmie i Cycowie powołano organizacje przesiedleńcze, które wydawały decyzje w trybie bezwzględnym. Najwięcej w regionie za Niemców uznano właśnie mieszkańców gmin: Cyców i Wola Wereszczyńska. Wyjazd z Michałowa miał miejsce się w dniu 8 września 1940 roku. Wyjeżdżający koloniści mogli zabrać ze sobą cały majątek ruchomy. We wsi uformował się rząd gdzieś z 50 żelaźniaków, gdyż trzeba było ich odwieść do Trawnik, bo tam czekał na nich pociąg. Mi Zabel kazał prowadzić jego ogiera, taki niespokojny był, ale udało mi się go ujeździć. Moskwie kazali odprowadzić dwa źrebaki, ale one spokojne były70 – opowiada Stanisław Szwaj. Na miejscu koloniści niemieccy otrzymali zabrane Polakom gospodarstwa z pełnym wyposażeniem. Mężczyzn młodych wcielono do wojska, wielu z nich (np. 3 synów Ferdynanda Schulza – William, Gustaw i Juliusz) zginęło na froncie rosyjskim. Po zakończeniu wojny michelsdorfskie rodziny przesiedliły się na terytorium Niemiec, głównie w okolice miasteczka Halle.

Pod koniec roku 1940 roku przybyli do Michelsdorfu wysiedleńcy z tzw. Kraju Warty (np. Salscy, Wójcikowie, Makiewiczowie, Fijałkowscy, Sochowie, Ratajczykowie, Nowaccy, Kosaccy, Borkowscy, Dziarscy). Do Gminy Wola Wereszczyńska przybyło około 100 takich rodzin. Mieli najczęściej jedynie to, co na sobie, ewentualnie niewielkie walizki. Zajmowali opustoszałe poniemieckie domy, dlatego też ich los podczas wojny był najcięższy. W pierwszym roku nie mieli żadnych wykonanych zasiewów, zapasów żywności, stąd powszechna była nędza i głód.

 

  1.  
    1. Egzekucje i mordy

Wobec braku Niemców okupanci zaczęli faworyzować Ukraińców, powierzając Dmytrowi Zarczukowi funkcję sołtysa. Początkowo nie dochodziło we wsi do konfliktów na tle narodowościowym, a sołtys sam przez pewien okres przetrzymywał u siebie w domu żydowskie dziecko. Raz zgonili wszystkich na drogę, a ten Zarczuk wyszedł z tym dzieckiem na rękach. Pamiętam, że tak się telepało. Ale Niemcy nie zwrócili na dziecko uwagę, im wtedy chodziło o ruskich zbiegów71 – powraca pamięcią Józefa Serafin. Kinachy i sołtys dobre ludzie byli – wspomina ich sąsiad Stanisław Szwaj i dodaje: Gdy kosiliśmy na Kraśniku to Kinach słodził nam wodę miodem, bo swoją pasiekę miał. Ale ojce tych Ukraińców zaangażowani byli, w każdą sobotę jeździli do Trawnik, tam mieli swoją wojskową szkołę. Tam było getto i wielu z nich było strażnikami. Gdy woziłem do Trawnik kartofle, to widziałem tam jednego z Wincencina, jednego z Andrzejowa.72

W dniu 23 maja 1943 roku nieznani sprawcy zamordowali sołtysa i jego zastępcę Pawła Kinacha. Alfred Jung wspomina ich pogrzeb na andrzejowskim grodzisku: Ten Kinach, to cały zmasakrowany był, głowa sina.73 Morderstwo spowodowane mogło być wydarzeniem z 1942 roku, kiedy to znaleziono w Michelsdorfskich Grobelkach 2 sowieckich dezerterów i to właśnie Kinach z Zarczukiem poinformowali niemieckie władze o ich obecności. Polscy granatowi policjanci zabili jeńców i pogrzebali na miejscu. Inni za powód morderstwa podawali związki z ukraińskimi organizacjami nacjonalistycznymi. On przed śmiercią, to w domu bał się nocować74 – opowiada Franciszek Kamiński. O morderstwo niektórzy podejrzewali polskich partyzantów, inni zaś partyzantów radzieckich. Ci partyzanci po rusku ze sobą rozmawiali, ale po rusku gadać, to i Polak potrafił75 – dodaje Stanisław Szwaj. Janina Wałecka pamięta, że moja siostra Helena szyła u Kinachów. I te koszule później widziała u Urbanów w Wiązowcu.76

W 1942 roku okolicznych Żydów wywieziono do gett lub też mordowano na miejscu. Jedyna żydowska rodzina z Michelsdorfu Abrama Orzecha opuściła wieś i udała się do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) już podczas wycofywania się w październiku 1939 roku wojsk sowieckich za linię Bugu. Orzech wskazał Rosjanom drogę do obejścia jeziora Wytyckiego, którzy następnie zaatakowali tyły dzielnie broniących się w Wytycznie wojsk Korpusu Ochrony Pogranicza. Prawdopodobnie uznał, że jego zdrada nie pozwoli na dalsze życie we wsi. W Michałowie zastrzelono i pochowano Chajkę oraz jej narzeczonego z Andrzejowa, którzy ukrywali się u Pajączkowskich na Zabrodziu. Ich zwłoki zakopywał Stanisław Szwaj: Ja wtedy z Hołodem pełniłem wartę, każdy musiał, po dwóch na każdą noc. Gdy szliśmy nocą przez wieś, nagle z bzu wyskoczyło dwóch Niemców. Oni już nas szukali i pod lufą karabinów poszliśmy z nimi. Myślałem, że nas zabiją, już szpadle przygotowane mieli. Tam stała furmanka, przy niej człowiek i dwóch zabitych Żydów było, a my musieliśmy dół wykopać. Ciężko, bo glina była. W tym czasie szedł Poznaniak Polaszek. Jak nas usłyszał, to zaczął iść w naszą stronę. Ale gdy posłyszał Niemców, to dał susa w pole i tyle go widzieliśmy. Jak zakopaliśmy Żydów to nas puścili. Do dzisiaj leżą w ziemi.77 70 lat po zbrodni w miejscu pochówku ustawiono tablicę upamiętniającą.

Podczas, gdy w maju 1942 roku okupanci pacyfikowali Wereszczyn, Andrzejów i Zastawie, wówczas w Michałowie wszystkich zgoniono na drogę i oznajmiono, iż w przypadku jakiejkolwiek pomocy dla radzieckich zbiegów wieś zostanie spalona, a mieszkańcy zabici od kołyski do najstarszych78 – wspomina Józefa Serafin. Przymusową zbiórkę zakończono jednak na ostrzeżeniach. Zbiórki powtarzały się częściej, ale kończyły się szczęśliwie. Okupantowi zależało bowiem na dostarczanych przez gospodarzy produktach rolnych, jak zboże, wieprzowina, kartofle, czy mleko. Kontyngentowy punkt odbioru mleka znajdował się w obecnym gospodarstwie Kamińskich, pozostałe produkty wożono do Urszulina. Osoby uchylające się od kontyngentowego obowiązku wysyłano na przymusowe roboty do III Rzeszy lub do pracy w obozie w Krychowie. W Krychowie polscy więźniowie, Żydzi i Cyganie pracowali nad osuszaniem Krowiego Bagna.

Tragedia spotkała natomiast niektórych w dniu 25 kwietnia 1944 roku, kiedy to ukraińscy i niemieccy żołnierze strzelali do osób wybierających kartofle z kopców w Urszulinie. Ja też tam byłam z mamą. Wybraliśmy może worek kartofli, jak zaczęli do nas strzelać. Wielu wtedy zabito, wielu zabrano na Majdanek, ale mi udało się uciec79 – opowiada Józefa Serafin. Zginęło kilkanaście osób, w tym dwunastoletnia dziewczynka Helena Hołod z Michelsdorfu. Ranna została Szwajowa. Uciekała, ale przy obecnej kapliczce Niemiec ją trafił. Kula przeszła na wylot i ją wyleczyli80wspomina Franciszek Kamiński. To był cud. Kula przeszła obok serca. Z jednej strony po kuli była malutka plamka, ale z drugiej bok jej rozerwało. Zawiozłem ją ze stryjkiem do szpitala. We Włodawie mijaliśmy na gęsto Niemców i nikt nas nie zaczepiał, nikt się nie pytał, skąd ranną wieziemy. Mama miała silny organizm i choć długo trwało, to się zagoiło. Żyła jeszcze 15 lat81dodaje Stanisław Szwaj.

Po urszulińskiej pacyfikacji w Michałowie pojawiali się coraz częściej partyzanci polscy. Z miejscowych jedynie Edward Nowakowski należał do placówki Armii Krajowej w Urszulinie. Pomimo częstego pobytu we wsi wojsk niemieckich partyzanci nigdy nie podjęli z nimi walki. Jak Niemcy byli, to bali się wychylić. Dopiero w nocy wychodzili i pytali się, ilu ich było82opowiada Józefa Serafin. W ostatnich dniach okupacji przez wieś uciekało przed atakującą armią czerwoną wielu niemieckich żołnierzy – pojedynczo i w niewielkich grupach. W zbiorowej mogile na ewangelickim cmentarzu pochowano wtenczas kilkadziesiąt ciał niemieckich żołnierzy.

 

  1. W Polsce Ludowej

    1. Przesiedlenia i migracje

Wraz z zakończeniem wojny wieś niemal całkowicie zmieniła swoje oblicze. Nazwę Michelsdorf zamieniono na Michałów, ponadto ponownie rozpoczęły się przesiedlenia. Z dotychczasowych mieszkańców pozostały jedynie rodziny polskie i niektórzy przesiedleni w 1940 roku Poznaniacy (np. Adamczykowie, Leszczyńscy). Jeszcze w 1943 roku we wsi mieszkało aż 312 mieszkańców, jednakże do marca 1945 roku liczba ta zmalała do 202 osób. Wśród nich znajdowały się 42 rodziny polskie i 7 ukraińskich (29 osób). Ukraińcy w kolejnych miesiącach wyjechali jednak do ZSRR, w Michałowie pozostała jedynie 1 rodzina.

Orzeczeniem Starosty Powiatowego we Włodawie z dnia 12 listopada 1949 roku majątki po osobach przesiedlonych do ZSRR zostały przejęte na własność Skarbu Państwa. Upaństwowiono tym sposobem gospodarstwa z budynkami gospodarczymi:

  • Grzegorza Świszcza syna Jana;

  • Jana Świszcza syna Demiana;

  • Mikołaja Zarczuka syna Konstantego;

  • Pawła Kinacha syna Jana;

  • Heleny Zarczuk córki Andrzeja;

  • Jana Kinacha syna Stefana;

  • Włodzimierza Paszczuka syna Stefana (z Wiązowca).

Łącznie państwo przejęło 51,87 ha gruntów. Następnie gospodarstwa te zostały przekazane nowo-przybywającym osadnikom polskim, w większości z pobliskiego Olszowa (np. Jabłońscy, Wałeccy, Serafinowie). Osiedliło się również wielu mieszkańców zza Buga (rodziny Tekli Niziruk, Julii Mech i Zofii Jasińskiej – osiadła po Helenie Zarczuk).

Majątki poniemieckie przejmowano natomiast drogą sądową. Wiele z nich weszło w skład utworzonego Państwowego Gospodarstwa Rolnego (PGR) w Andrzejowie. Bardziej zadbane poniemieckie gospodarstwa zajmowali okoliczni mieszkańcy (np. Kamińscy z Urszulina). Ewangelicką kirchę przeniesiono do Wytyczna i zaadaptowano na świątynię katolicką. Władze gminne planowały przenieść ją do Urszulina i przemienić na szkołę, ale starania wytyckich parafian były skuteczniejsze.

Zniszczenia wojenne, restrykcje kontyngentowe i przesiedlenia przyczyniły się do powojennej biedy. Wszystkiego brakowało, w sklepach nic nie było, nawet nafty brakowało. Zimą, to chodziliśmy do radzieckich sołdatów i za jajka i masło benzynę nam sprzedawali83 – wspomina Stanisław Szwaj. Z tego powodu wyjeżdżali ze wsi także Polacy, głównie na ziemie zachodnie, a nawet za granicę. Kilka lat po wojnie władze powiatowe zorganizowały dla ochotników wyjazd na roboty rolne do Czechosłowacji. Z takiej oferty skorzystał Józef Wegiera z Wiązowca. Pomimo emigracji zarobkowej i wyjazdu Ukraińców dane ludnościowe z kwietnia 1947 roku wykazały w Michałowie niezmiennie 200 mieszkańców. Na pierwszego sołtysa po wojnie wybrano Trześniaka. Po nim funkcję tą pełnili: Władysława Rusek, Józef Wałecki i Jan Jabłoński.

 

  1.  
    1. Stalinowskie prześladowania

Zakończenie okupacji niemieckiej nie kończyło prześladowań, wraz z radzieckim „wyzwoleniem” rozpoczęły się represje, które stały się głównym narzędziem utrwalania władzy ludowej. Bardzo szybko powstały zakonspirowane organizacje antykomunistyczne, mające duże wsparcie wśród mieszkańców wsi. W tajnym raporcie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) we Włodawie z grudnia 1944 roku wymieniano Michałów wśród kilku w gminie miejscowości, opanowanych przez konspiracyjne organizacje.84 Już w październiku 1944 roku został zatrzymany partyzant AK Edward Nowakowski. Oskarżono go za nielegalne posiadanie broni i wywieziono do ZSRR, skąd powrócił dopiero w 1946 roku. Z drugiej strony partyzanci prześladowali osoby współpracujące z nowym aparatem władzy. W maju 1947 roku na Grobelkach 8 partyzantów zatrzymało Czesławę Mazur z Suszna, którą słusznie podejrzewali o utrzymywanie kontaktów z włodawską bezpieką. Mazurową partyzanci pobili i zabrali ze sobą odjeżdżając w stronę Kołacz. Tam pozostawiona bez opieki uciekła do domu.

Partyzantom pomocy udzielała Helena Ostaszówna z Grobelek, dostarczając żywność i informacje dla osób ukrywających się w urszulińskim młynie Dobrowolskich. Proboszcz parafii wytyckiej ks. Jan Rębisz w swoich wspomnieniach pisał: Nikt nie podejrzewał o jakąś aktywność tej kulawej, słabowitej dziewczyny. Kuśtykała ona codziennie, a raczej wieczorami w kierunku wiatraka w Urszulinie. (…) Hela Ostaszówna kontaktowała się ze mną i co trzeba przekazywała z terenu, ostrzegała, przynosiła aktualia, bym wiedział „co w trawie piszczy”. Chodziło czasem o „przyjaciół”, przed którymi mnie przestrzegała, bo znali ich Ludzie Lasu od podszewki. Dzięki Ci dziewczyno za odwagę, gdy nosiłaś wiadra ze strawą, by z głodu nie zginęli, gdy dostarczałaś listy, lekarstwa i chemikalia na wszy.85

Walczono nie tylko z partyzantami, również z indywidualnymi rolnikami. Zaraz po wojnie rozpoczęto realizować założenia gospodarcze ideologii komunistycznej w postaci kolektywizacji rolnictwa. Pierwszym krokiem w tym kierunku było zakładanie rolnych spółdzielni produkcyjnych. Próbowali i u nas ją założyć, namawiali, nawet spotkanie u nas zrobili. Obiecali, że jak się zapiszemy, to światło nam zrobią. I rzeczywiście, te wioski, które utworzyły spółdzielnie, to światło im prędzej założyli. Na spotkaniu wszystkich wyczytywali po kolei i jak doszło do listonosza Zabłockiego, to ten też im powiedział, że nie zgadza się. Wtedy zaczęli mu grozić, że zwolnią go z poczty, to ten rzucił im tą torbę na stół i powiedział: „dziadowskiej torby Wam szkoda!”. Ja też się nie zgodziłem, Kamińska również, w końcu doszło do sołtysa Trześniaka. Ten powiedział, że zapisze się wtedy, gdy cała wieś się podpisze. I zebranie się rozeszło. W sumie zapisało się tylko ze trzech i to ci, którzy prawie nic nie mieli. Dla nich było wszystko jedno, bo nie mieli nic do stracenia. Ale im chodziło o prawdziwych gospodarzy, żeby wkład wnieśli – opowiada Stanisław Szwaj i dodaje – później przysłali do nas jakiś kolejarzy. Chodzili od domu do domu i namawiali. Ze 2 tygodnie tak chodzili. Ale ludzie się nie podpisywali.86

Na przedstawiciela gromady do odtworzonej po wojnie Gminnej Rady Narodowej (GRN) w Woli Wereszczyńskiej wybrano w 1949 roku Prezesa Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Urszulinie Hieronima Leszczyńskiego, reprezentującego Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą (PZPR). Już w kwietniu 1950 roku zastąpił go Stanisław Leszczyński, jednak po roku na wniosek członka Prezydium GRN Stanisława Ostasza został odwołany. Zarzucił on złe wywiązywanie się wobec swoich zadań w gromadzie. Sołtys Władysława Rusek prośbę o odwołanie argumentowała: jak można walczyć z analfabetyzmem, jak członek rady ob. Stanisław Leszczyński jest analfabetą.87 Faktycznie powodem odwołania była słaba realizacja planów przymusowego skupu zbóż i innych płodów w gromadzie. W następnym roku w radzie zasiadała Władysława Trześniak, jednak w grudniu została odwołana, a wraz z nią 5 radnych i 6 sołtysów. Powodem odwołań był niski stopień realizacji rządowych planów przymusowego skupu zbóż, w Michałowie zrealizowano jego w 69%. Na posiedzeniu GRN odwołanych uznano za uznano za „wrogi element”, który jawnie toczył do chwili obecnej krecią i wrogą robotę w wykonaniu naszych planów Państwowych. W efekcie wezwano do zastosowania ostrych sankcji wobec elementu wrogiego i neutralnego, zaśmiecającego aparat Władzy Ludowej.88 Trześniakową zastąpiła w radzie Lucyna Sitko. Oprócz przedstawicieli gromady ukarano również samych gospodarzy. Za niedostarczenie zboża grzywnami o średniej wysokości 1.000 złotych w latach 1952-1953 ukarano Wacława Wałeckiego, Bronisława Dybka, Karola Szwaja, Józefa Rykałę, Antoniego Leszczyńskiego i Franciszka Polita.

 

  1.  
    1. W okresie ludowej stabililizacji

Po pierwszych niespokojnych powojennych latach wieś zaczęła się rozwijać. Coraz więcej mieszkańców osiedlało się na Grobelkach. Obwieszczenie Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie z 1952 roku do utworzonej gromady Michałów przyporządkowało wieś oraz kolonie Grobelka i Wiązowiec. Według danych mapy topograficznej z 1965 roku w Michałowskich Grobelkach znajdowało się 23 gospodarstwa i było to o jedno więcej od gospodarstw znajdujących się w samej wsi. Łącznie gromadę zamieszkiwało 242 osoby. W kolejnych latach liczba gospodarstw w Grobelkach wzrosła do 25 w stosunku do 21 gospodarstw położonych we wsi. W latach osiemdziesiątych w Michałowie mieszkało około 230 osób, była to więc jedna z największych wsi w gminie.

W Gromadzkiej RN w Urszulinie od 1954 roku zasiadał Jan Jabłoński, w kolejnych wyborach zastąpił go na okres kadencji Józef Kafarski. W 1978 roku do ponownie powołanej do życia GRN, ale już w nowych granicach administracyjnych, wybrano Stefana Szwaja. Wieloletnim pracownikiem urzędu gminnego (gromadzkiego) był Marcin Skurak, zajmujący się sprawami wojskowymi, rolnymi, czy też kierując Urzędem Stanu Cywilnego.

Powojenne osadnictwo wymieszało światopoglądowo mieszkańców, nie było zadawnionych zatargów i urazów, jednak pierwszych latach współżycie wspólnoty wiejskiej praktycznie nie istniało. Ludzie byli bardzo religijni, a proboszcz parafii wytyckiej Jan Rębisz niejednokrotnie chwalił ich ofiarność. Radny parafialny Paweł Skrzyński „załatwił” pocięcie drzewa na dzwonnicę, a Gdyński i Edward Moskwa wypalali cegłę na jej podmurówkę. Natomiast Jan i Karol Szwajowie najwięcej z parafian pracowali przy stawianiu kościelnego ogrodzenia. Dostarczeniem i pocięciem drzewa na deski zajęli się Walenty Ofiarski i Adam Serafin. Bracia Szwajowie wymurowali dla ks. Eugeniusza Matyski również piwnicę parafialną. W Michałowie miało też miejsce pierwsze w wytyckiej parafii bezalkoholowe wesele urządzone po ślubie Marianny Skrzyńskiej i Franciszka Kamińskiego. Jako wyraz swojej religijności mieszkańcy postawili w 1951 roku od strony Urszulina murowaną kapliczkę.

Największym problemem dla mieszkańców były trudne warunki w gospodarowaniu, które przecież sprawiły prawie 200 lat temu, iż ze wsi wyprowadzili się pierwsi osadnicy. W przeprowadzonej w tych okolicach w 1975 roku relacji dziennikarskiej „Sztandaru Ludu” przytoczono słowa jednego z mieszkańców, który narzekał na panujące warunki: Każdej wiosny i w mokre lata nasze łąki są zalane wodą i upodabniają się do wielkiego jeziora, nad którym unoszą się stada dzikich kaczek. Łąki są bagniste, jednokośne, nieodwodnione, o lichej jakości i małej wydajności niskowartościowego siana. Większość rolników zwozi siano zimą, ciągnąc samemu po wodzie wóz lub sanie, bo topiele rzadko zamarzają i nie raz konie się topiły.89 Hodowla stawała się z tych powodów nie opłacalna. Nie było czym karmić bydła, stąd też jego pogłowie spadało. Produkcja roślinna również nie przynosiła spodziewanych plonów, gdyż gleby są słabej jakości, a do lat siedemdziesiątych tutejsi rolnicy nie stosowali jeszcze nawozów sztucznych.

Tragedia dla mieszkańców przyszła na przełomie lat 1974/1975. Jesienna wielka woda zaskoczyła wszystkich. Podczas długotrwałych nawałnic deszczu, na każdy metr kwadratowy lały się z nieba hektolitry wody. Kierowcy przejeżdżający włodawską drogą mogli oglądać niezwykły widok – od Cycowa, aż do Kołacz, po obu stronach drogi, aż po horyzont sięgało lustro wody, upstrzone tysiącami stogów siana. W żaden sposób nie można go było przywieść do obór. Straty były ogromne. Zima nie poprawiła sytuacji. Nie było mrozu, chimeryczne zimowe słońce nie osuszyło bagien90 – zapisał w dziennikarskiej relacji Stanisław Jadczak. Ta klęska żywiołowa przyśpieszyła plany melioryzacji rozlegającego się na wschód od wsi Krowiego Bagna. Marian Kapała mówił wówczas, że bez melioracji nie ma szans na intensyfikację produkcji rolnej w gminie.91 Prace melioracyjne ruszyły wiosną 1975 roku. Fajnie zrobili. Nie tylko rowy pokopali, ale trawą zasiali i nawóz dali. Trochę trzeba było zapłacić, ale niewiele92 – zachwala meliorację Stanisław Szwaj. Z drugiej strony wywołała nieodwracalne zmiany w przyrodzie, czego najbardziej jaskrawymi przykładami są jeziora Karaśne i Wąskie. Dawniej obfite w ryby, dziś uległy całkowitemu przeobrażeniu. Z powodu znacznego spadku poziomu wody niemal całkowicie zarosły.

Melioracja Krowiego Bagna poprawiła znacząco warunki do hodowli, co najlepiej odczuli miejscowi rolnicy. W latach osiemdziesiątych Czesław Ofiarski hodował liczne stado owiec z około 50 sztuk bydła. Jego brat Wacław zajmował się natomiast pszczelarstwem, został pierwszym prezesem utworzonego w 1976 roku Gminnego Koła Pszczelarzy w Urszulinie.

Pod koniec lat osiemdziesiątych pojawił się konflikt miejscowych rolników z władzą państwową, związany z budową linii energetycznej wzdłuż drogi krajowej. Słupy energetyczne planowano postawić na prywatnych działkach, a inwestycja miał trwać kilka tygodni, ostatecznie wydłużyła się do kilku miesięcy. Przebieg prac skomentował sołtys Wacław Wałecki: Zaczęli jesienią, nie kazali zboża siać, ale dobrze, że ludzie nie słuchali, bo słupy leżą do dziś (tj. stycznia 1989 roku). Miało być pięć metrów od drogi, ale wchodzą i dalej w pola, na zmeliorowane tereny zielone. Niszczą zasiewy, zrywają dreny. Rolnicy mówią, że jak to chłopskie, to można. (…) Gdyby prace zostały zrobione w terminie nie byłoby problemu. Co prawda uspokajają nas, że wszystko będzie naprawione, będą odszkodowania, ale na taką robotę trudno patrzeć.93

 

  1. Michałów współczesny

Obecnie zaludnienie wsi maleje, choć na początku milenium Michałów i Wiązowiec zamieszkiwało łącznie 242 osoby. Według danych z 2007 roku w Michałowie żyło 160 osób, jednak nie objęto mieszkańców Wiązowca, należącego administracyjnie do Michałowa. Stan zaludnienia z ostatniego dnia 2009 roku wskazywał łącznie z mieszkańcami Wiązowca 221 zameldowanych. Wieś zwodociągowano w latach dziewięćdziesiątych, w 2000 roku inwestycję dokończono w Grobelkach. W latach 2010-2011 wykonano kolejną większą inwestycję infrastrukturalną. Drogę gruntową przekształcono w asfaltową, ponadto eksperymentalnie postawiono przy niej 10 latarni wykorzystujących energię wiatru. Niestety, oświetlają niezamieszkaną część drogi.

Średnia wielkość wsi nie przeszkadza w tym, by mieszkańcy w każdych wyborach samorządowych mieli swoich przedstawicieli w gminnej radzie. Radnymi w Radzie Gminy w Urszulinie zostawali: Mirosław Jabłoński (w wyborach w 1990 roku), Czesław Skurak (w wyborach w 1998 i 2002 roku) i Stefan Szwaj (w wyborach w 2006 i 2010 roku). Radnym powiatowym w 2012 roku został Jacek Misztal. W wyborach z 2010 roku uzyskana liczba głosów okazała się niewystarczająca do objęcia mandatu, ale objął go po rezygnacji Tomasza Antoniuka z Wereszczyna. Funkcję sołtysa pełni obecnie Zbigniew Polit. Aleksander Kafarski jest natomiast od 1996 roku prezesem Koła Pszczelarzy im. ks. Jana Dolinowskiego w Urszulinie. Funkcja to została jemu powierzona, chociażby z powodu własności największej w okolicy pszczelej pasieki.

Wieś niemal każdego roku odwiedzali dawni wysiedleńcy, a dziś ich potomkowie (np. Walturda Potrawke, Ted Belke, James Wolski). Los rozrzucił ich po całym świecie, mieszkają obecnie w Niemczech, Kanadzie, czy na Ukrainie. Przewodnikiem często zostawał Stanisław Szwaj, ich przedwojenny sąsiad: A przyjeżdżali, stare swoje domy oglądali, cmentarz, zdjęć dużo robili, ale pomnik pomordowanych w Urszulinie Polaków też im pokazałem. Dziwili się, dlaczego takich młodych ludzi zabijano.94 Tęsknota za rodzinnym domem, miejscem spędzenia dzieciństwa, była i jest wśród wysiedleńców duża. Przedwojenny kantor Heinrich Schulz już po wyjeździe do Niemiec napisał wiersz „Michelsdorf, mein Heimatdorf”, który najlepiej obrazuje żal po opuszczeniu Michałowa:

Moja rodzinna wioska.

Powiedzże moje serce, czego Ci brak,

Że tak we mnie bijesz?

O powiedz mi o głębokim bólu,

Który ciągle w sobie nosisz.

Ach, nasza ojczyzna jest tak daleko,

I tylko smutek, złość i niepokój

chcą mnie zupełnie pozbawić mojej radości z życia.

Nie zapomnę mojego Michałowa

Jest dla mnie wszystkim,

I kiedy moje oczy zamknie śmierć

Wspomnę jeszcze ten ból.

I kiedy mój duch opuści ciało,

Nie powinien, to dla mnie jasne,

nie powinien się tego wstydzić,

I pożegnać się z tamtym miejscem.

Tu zasmuciło się serce mojej matki,

gdy kiedyś, przed wielu laty

Ujrzałem światło dzienne.

I już kiedy byliśmy tak mali,

Ja i całe moje rodzeństwo,

Uczyła nas po raz pierwszy

Składać rączki

I przestrzegać bożych przykazań.

O Michałowie, moja rodzinna miejscowości,

Czuję za Tobą głęboką tęsknotę

I chcę stąd iść,

Moje serce często tonie we łzach.

Kiedy w spokojnej godzinie myślę

O latach, które tam spędziłem,

to moje serce przeszywa taki ból,

jakby chciało się rozpaść.

O jak rozkosznie było

W owych godzinach, tam po drugiej stronie.

Wychwalaliśmy Bożą miłość

I całowaliśmy rany Jezusa.

Gromadziliśmy się wokół naszego Pana

I tak chętnie słuchaliśmy Jego słowa,

Które pokrzepiało serce,

Kiedy dręczyła nas jakaś troska.

I tutaj ludzie przychodzą

chętnie i tłumnie, tak często jak mogą;

jednak służą temu panu,

którego wstydzę się nazwać.

To taki straszliwy tyran,

Że wszystkich, którzy pozostaną

pod jego czarem aż do śmierci, czeka zguba.

O Michałowie, zostaję tu

I nie zobaczę Cię nigdy więcej

Twoje wspomnienie oddala się ode mnie,

Moim ciałem targają dreszcze.

I moje zmartwione serce boli

Jednak z wiarą wznoszę wzrok

Tam już czeka na mnie mój Mistrz

O słuchaj! Nazywa się Jezus.95

Niemym świadkiem obecności niemieckich osadników jest cmentarz, na którym do dnia dzisiejszego pozostał stary drewniany krzyż, kilkanaście nagrobków oraz około 300 pojedynczych mogił ziemnych i kilkanaście zbiorowych. Są miejscem pochówku cywilów, niemieckich żołnierzy z bitwy z 1915 roku oraz z walk frontowych z 1944 roku. W latach sześćdziesiątych powstałe po wojnie zakrzaczenia usunięto, a cały plac ogrodzono drutem kolczastym z drewnianą bramą. Przez kilka lat cmentarzem opiekowały się dzieci, usuwając nowo-wyrośnięte krzewy, ale z upływem lat został zapomniany. Do niedawna krzewy bzu uniemożliwiały wejście, ale latem 2011 roku Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania „Polesie” przy wsparciu wolontariuszy z Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) z Urszulina i działającej przy niej Młodzieżowej oraz Kobiecej Drużyny Pożarniczej (MDP i KDP) przeprowadziło prace porządkowe. W pracy wyróżnili się strażacy Ryszard Kiryk, Wiesław Samojło, Jan Lewandowski, Ludwik Wysocki, Mariusz Kucharski, ale największy zapał przejawiali najmłodsi. Z pomocą przychodzili mieszkańcy Michałowa, chociażby Paweł i Stefan Szwaj, który swoją obecność motywował: W zeszłym roku chciałem dla Pani Potrawke (tj. Waltruda Potrawke, wnuczka Ferdynanda Schulza) pokazać miejsce, gdzie pochowani są jej przodkowie. Trochę wstydu było, bo na cmentarz nie dało się wejść.96 Po odkrzaczeniu wolontariusze Towarzystwa dla Natury i Człowieka przeprowadzili prace renowacyjne przy ocalałych nagrobkach i krzyżu monumentalnym. Akcja, w której wzięło udział prawie 30 wolontariuszy, zakończyła się wspólnym ogniskiem, na którym inicjator Adam Panasiuk i opiekun drużyn pożarniczych Mariusz Kucharski wręczyli wszystkim drobne upominki.

Letnia akcja porządkowania nie była jednorazowa. Zimą 2012 roku Jan, Paweł i Adam Panasiukowie w ciągu kilku dni usunęli wycięte zakrzaczenia. W marcu tego samego roku MDP z opiekunem Mariuszem Kucharskim i Adamem Panasiukiem kontynuowali prace. Cmentarz posprzątano, a zebrane gałęzie spalono. Prace zakończyły się efektownym pokazem ciśnieniowego gaszenia ogniska ze strażackiego samochodu bojowego. W trakcie prac odnaleziono kolejne 4 nagrobki. W następnych miesiącach strażacy z Urszulina przeprowadzili chemiczne niszczenie „odrostów”.

Ewangelicki cmentarz, to nie jedyne miejsce pamięci w Michałowie. W maju 2012 roku Fundacja „Pamięć, która Trwa” ufundowała tablicę upamiętniającą zamordowanych 2 Żydów andrzejowskich. Jako pierwszy modlitwę nad grobem odmówił Naczelny Rabin Rzeczypospolitej Polskiej Michael Schudrich, w towarzystwie przedstawicieli Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu, Komisji Rabinicznej ds. Cmentarzy, inicjatorów Zbigniewa Nizińskiego z „Fundacji „Pamięć, która Trwa” i Adama Panasiuka oraz mieszkańców. Gości powitał 93-letni Stanisław Szwaj, który opowiedział wszystkim o zbrodni, a kilka dni wcześniej wskazał fundatorowi miejsce pochówku. Rabin zobowiązał się ponownie odwiedzić nasze strony za 7 lat, a okazją mają być 100-letnie urodziny Pana Stanisława.97

 

Źródła i literatura

Źródła

  1. Prasa

  • Dziennik Konfederacyi Jeneralney Królestwa Polskiego”, Warszawa, nr 32 z 1812 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;

  • Głos Podlasia. Tygodnik społeczno-literacki”, Siedlce, nr 27 z 1910 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;

  • Głos Wieczorny”, Warszawa, nr 226 z 1918 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;

  • Sztandar Ludu”, Lublin, nr 65 z 1975 roku;

  • Tygodnik Chełmski”, Chełm, nr 5 i 33 z 1989 roku, nr 23 z 1990 roku, http://cyfrowa.chbp.chelm.pl;

  • Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie”, Cyców, nr 6 z 2011 roku, nr 9 z 2012 roku;

  • Ziemia. Dwutygodnik Krajoznawczy Ilustrowany”, Warszawa, nr 22 z 1926 roku, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Ziemia Włodawska”, Włodawa, nr 1 z 1923 roku, nr 22 z 1926 roku;

  • Zwiastun Ewangeliczny”, Warszawa, nr 9 z 1901 roku, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Życie Urszulina. Czasopismo Gminy Urszulin”, nr 1 (7) z 2000 roku;

  • Measures taken by The Canadian Government to prevent the introduction and spread of cholera in Canada, [w:] „American Journal of Public Haelth”, nr 7 z 1912 roku, http://ajph.aphapublications.org;

 

  1. Archiwa państwowe

  • Hipoteka Dóbr Andrzejów (sygn. 1a-e), Hipoteka we Włodawie (nr zespołu 118/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;

  • Komenda Powiatowa Policji Państwowej we Włodawie (nr zespołu 467), Archiwum Państwowe w Lublinie;

  • Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 30 z 1935 roku, nr 2 z 1936 roku, nr 33 z 1949 roku, http://cyfrowa.chbp.chelm.pl;

  • Traczyński Edward, Andrzejów. Monografia wsi, Kielce 1987, Archiwum Zakładowe Chełmskiej Delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków;

  • Volksdeutsche Mittelstelle 1922-1945. Dorfbericht Michelsdorf vom Juli/August 1940 (film 289, R. 59), Bundesarchiv;

  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne, PUBP Włodawa 1944-1964, Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;

  1. Dokumenty w zbiorach lokalnych

  • Dokumenty w zbiorach Edmunda Brożka z Włodawy i Waltrudy Potrawke z Poczdamu (Niemcy);

  • Dokumenty w zbiorach własnych autora;

  • Dzienniki szkolne Szkoły Powszechnej w Urszulinie z lat 1935-1946, zebrane w Zespole Szkół w Urszulinie;

  • Kronika Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Andrzeja Boboli w Wytycznie, spisana przez ks. Jana Rębisza i późniejszych proboszczów parafii;

  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;

  • Metryki obwodu szkolnego w Urszulinie z 1939 roku, zebrane w Zespole Szkół w Urszulinie;

  1. Encyklopedie, spisy, rejestry i herbarze

  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, t. IV – Województwo Lubelskie;

  • Sulimierski Filip, Chlebowski Bronisław, Walewski Władysław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 6, Warszawa 1880-1902, http://dir.icm.edu.pl;

  • Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, Warszawa 1827, http://www.wbc.poznan.pl;

  1. Wspomnienia

  • Kraszewski Józef Ignacy, Pan major: Na wschodzie, Kraków 1960, http://geoportal.gov.pl;

  • Luders Silke, Familie Drager und Seide, http://hitzdorf-krais-arnswalde.de;

  • Rostworowski Jan Nałęcz, Wspomnienia z 1863 i 1864 roku, Kraków 1900;

  • Schulz Heinrich, „Michelsdorf, mein Heimatdorf“, „Nach der Ankunft In Rusland”, w zbiorach własnych;

  • Voran Poul, The Voran Family from Michelsdorf, Galicia to Kansas, http://freepages.genealogy.rootsweb.ancestry.com;

  • Wspomnienia mieszkańców i ich potomków: Stanisław Szwaj z Michałowa, Józefa Serafin (z domu Szwaj) z Michałowa, Henryk Arasimowicz z Wereszczyna; Jan Panasiuk z Urszulina, Marian Kapała z Wiązowa, Jerzy Zygmuntowicz z Wiązowa, Waltruda Potrawke z Poczdamu (Niemcy), Ted Belke z Devon (Kanada), Alfred Jung z Andrzejowa, Jan Szysz z Lublina, Franciszek Kamiński z Michałowi, Urszula Wiczuk (z domu Kędzierska) z Urszulina, Rozalia Ostasz (z domu Jarząbek) z Puław, Stefan Szwaj z Michałowi, Eugenia Jung (z domu Sochaczewska) z Dębowca, Janina Wałecka (z domu Ostasz) z Michałowa;

  1. Mapy

  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992, http://geoportal.gov.pl;

  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;

  • Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;

  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911-1915;

  1. Strony WWW

Literatura

  • Barsukow Jewgienij., Artyleria rosyjskiej armii (1900-1907 r.), ZSRR 1949, http://militera.lib.ru;

  • Doroszewski Jerzy, Mniejszość niemiecka na Chełmszczyźnie w latach 1918-1939 [w:] „Rocznik Chełmski”, Chełm, t. 3 z 1997 roku;

  • Giemza Zbigniew, Historia miejscowości Gminy Urszulin, [w:] „Liderzy Polesia”, Cyców nr 3 z 2007 roku;

  • Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;

  • Janik Michał, Menonici w Galicji, [w:] „Lud. Kwartalnik etnograficzny”, t. XV, Lwów 1909, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Jeske Adolf, Meine Reise in die Vergangenheit nach Kulczyn und Wojciechow im Cholmer Land, Neustadt – Diedesfeld 2005;

  • Kaproń Andrzej, Mennonici w Michelsdorfie, [w:] „Rocznik Lubelskiego Towarzystwa genealogicznego”, t. II, Lublin 2010;

  • Kitlitz Theophil, Siedlungen im Lubliner Und Cholmer Land, [w:] “Aus Heimatbote“, nr 5 z 1953 roku;

  • Kołacz Małgorzata, Tarasiuk Dariusz, Dzieje Gminy Sosnowica. Analiza potencjału historycznego, Sosnowica 2007;

  • Kołodziejak Emilia, Mniejszość niemiecka na terenie Gminy Wierzbica, [w:] „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie””, Cyców, nr 5 z 2011 roku;

  • Krehbiel James, Swiss Russian Mennonite Families Before 1874, Elverson 1995;

  • ck Kurt, Die deutschen Siedlungen im Cholmer und Lubliner Land, Poznań 1933;

  • Makus Grzegorz, Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa we Włodawie w walce z polskim podziemiem niepodległościowym w latach 1944-1947, Włodawa 2009;

  • Olszewski Edward, Szczygieł Ryszard (red.), Dzieje Włodawy, Lublin-Włodawa 1991;

  • Pawiński Michał, Akta stanu cywilnego w Królestwie Polskim w pierwszej połowie XIX w., [w:] „Archeion”, t. CIV, Warszawa 2002, http://archiwa.gov.pl;

  • Piotrkowski Wiesław, Zarys historii okolic Poleskiego Parku Narodowego, [w:] „Zeszyty Muzealne”, t. X, Włodawa 2002;

  • Ratajczyk Leonard, Nadzieja Jadwiga, Polska wojna partyzancka, 1863-1864: Okres dyktatury Romualda Traugutta, wyd. Ministerstwo Obrony Narodowej 1966, http://geoportal.gov.pl;

  • Schoeneich Aleksander, Święto żniw, [w:] „Zwiastun Ewangeliczny”, Warszawa, nr 9 z 1901 roku; http://www.wbc.poznan.pl;

  • Schrag Martin, The European history (1525-1874) of the Swiss Mennonites from Volhynia, 1956, http://freepages.genealogy.rootsweb.ancestry.com;

  • Schulz Henrich, Kirchliche Arbeit in den kantoratsgemeninden des Cholmer Gebietes und der sittlichreligiose Stand dieser Gemeinden in der Dergangenheit und Gegenwart, w zbiorach własnych;

  • Sobiecki Leonard, Z dziejów szkolnictwa podstawowego Powiatu Włodawskiego w okresie okupacji z uwzględnieniem tajnego nauczania, Lublin 1974;

  • Stahly Jerold, The Montbéliard Polish Move to Poland In 1791. Mennonite Family History, 1989, http://freepages.genealogy.rootsweb.ancestry.com;

  • Śladkowski Wiesław, Koloniści niemieccy a środowisko, wzajemne wpływy i oddziaływanie, [w:] „Annales UMCS”, sectio f, Lublin, vol. 20 z 1965 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;;

  • Śladkowski Wiesław, Kolonizacja niemiecka w południowo-wschodniej części Królestwa Polskiego w latach 1815-1915, Lublin 1969.

1 Kurt Lück, Die deutschen Siedlungen im Cholmer und Lubliner Land, s. 49. Tłumaczyła Urszula Kiecka.

2 Zbigniew Giemza, Historia miejscowości Gminy Urszulin, [w:] „Liderzy Polesia”, nr 3 z 2007 roku, s. 9.

3 Jerold Stahly, The Monbeliard Polish Move to Poland in 1791. Mennonite Family History, s. 13.

4 Poul Voran, The Voran Family from Michelsdorf, Galicia to Kansas, http://freepages.genealogy.rootsweb.ancestry. com. Tłumaczył Adam Panasiuk.

5 Tamże.

6 Andrzej Kaproń, Mennonici w Michelsdorfie, [w:] „Rocznik Lubelskiego Towarzystwa genealogicznego”, t. II z 2010 roku.

7 Hipoteka Dóbr Andrzejów (sygn. 1a-e), Hipoteka we Włodawie (nr zespołu 118/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

8 Kurt Lück, op. cit., s. 50.

9 Tamże.

10 Tamże.

11 Hipoteka Dóbr Andrzejów, op. cit.

12 Measures taken by The Canadian Government to prevent the introduction and spread of cholera in Canada, [w:] “American Journal of Public Haelth, nr 7 z 1912 roku, s. 500. Tłumaczył Adam Panasiuk.

13 Wiesław Śladkowski, Kolonizacja niemiecka w południowo-wschodniej części Królestwa Polskiego w latach 1815-1915, s. 160.

14 Theophil Kitlitz, Siedlungen im Lubliner Und Cholmer Land, [w:] Aus Heimatbote, nr 5 z 1953 roku, s. 6.

15 Wiesław Śladkowski, Koloniści niemieccy a środowisko, wzajemne wpływy i oddziaływanie, [w:] „Annales UMCS”, sectio f, vol. 20 z 1965 roku, s. 162.

16 Józef Ignacy Kraszewski, Pan major: Na wschodzie, s. 294.

17 Martin Schrag, The European history (1525-1874) of the Swiss Mennonites from Volhynia, http://freepages. genealogy.rootsweb.ancestry.com. Tłumaczyła Agata Grzywaczewska.

18 Henrich Schulz, Kirchliche Arbeit in den kantoratsgemeninden des Cholmer Gebietes und der sittlichreligiose Stand dieser Gemeinden in der Dergangenheit und Gegenwart. Tłumaczyła Katarzyna Dworak.

19 Wiesław Śladkowski, Kolonizacja niemiecka…, op. cit., s. 285.

20 „Głos Podlasia”, nr 27 z 1910 roku, s. 7.

21 Wiesław Śladkowski, Koloniści niemieccy…, op. cit., s. 168.

22 Aleksander Schoeneich, Święto żniw, [w:] „Zwiastun Ewangeliczny”, nr 9 z 1901 roku, s. 264.

23 Adolf Jeske, Meine Reise in die Vergangenheit nach Kulczyn und Wojciechow im Cholmer Land, s. 69. Tłumaczył Andrzej Stefanowicz.

24 „Dziennik Konfederacyi Jeneralney Królestwa Polskiego”, nr 32 z 1812 roku, s. 9.

25 Relacja z 23 listopada 2011 roku. W zbiorach własnych. Tłumaczyła Paulina Sarama.

26 Tamże.

27 Emilia Kołodziejak, Mniejszość niemiecka na terenie Gminy Wierzbica, [w:] „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie””, nr 5 z 2011 roku, s. 9.

28 Silke Luders, Familie Drager und Seide, http://hitzdorf-krais-arnswalde.de. Tłumaczyła Urszula Kiecka.

29 „Głos Wieczorny”, nr 226 z 1918 roku, s. 1.

30 W zbiorach własnych. Tłumaczyła Katarzyna Dworak.

31 „Ziemia Włodawska”, nr 1 z 1923 roku, s. 4.

32 Relacja z 23 listopada 2011 roku. W zbiorach własnych. Tłumaczyła Paulina Sarama.

33 Relacja z 9 listopada 2011 roku. W zbiorach własnych. Tłumaczyła Urszula Kiecka.

34 Silke Luderes, op. cit. Tłumaczyła Urszula Kiecka.

35 Relacja z 23 listopada 2011 roku. W zbiorach własnych. Tłumaczyła Paulina Sarama.

36 Henrich Schulz, op. cit. Tłumaczyła Katarzyna Dworak.

37 Relacja z 23 listopada 2011 roku. W zbiorach własnych. Tłumaczyła Paulina Sarama.

38 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

39 Np. Dziennik Urzędowy Województwa Lubelskiego, nr 15 z 1928 roku, str. 312-345.

40 Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 2 z 1936 roku, s. 16.

41 Komenda Powiatowa Policji Państwowej we Włodawie (nr zespołu 467), Archiwum Państwowe w Lublinie.

42 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

43 Tamże.

44 Relacja z 28 czerwca 2011 roku. W zbiorach własnych.

45 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

46 Tamże.

47 Relacja z 23 listopada 2011 roku. W zbiorach własnych. Tłumaczyła Paulina Sarama.

48 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

49 Kronika Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Andrzeja Boboli w Wytycznie, spisana przez ks. Jana Rębisza i późniejszych proboszczów parafii.

50 Relacja z 23 listopada 2011 roku. W zbiorach własnych. Tłumaczyła Paulina Sarama.

51 Tamże.

52 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

53 Relacja z 24 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

54 Komenda Powiatowa Policji Państwowej we Włodawie, op. cit.

55 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

56 Volksdeutsche Mittelstelle 1922-1945. Dorfbericht Michelsdorf vom Juli/August 1940 (film 289, R. 59), Bundesarchiv. Tłumaczyła Urszula Kiecka.

57 Relacja z 2 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

58 Relacja z 24 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

59 Relacja z 28 czerwca 2011 roku. W zbiorach własnych.

60 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

61 Tamże.

62 Relacja z 5 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

63 Relacja z 8 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

64 Relacja z 24 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

65 Relacja z 13 stycznia 2011 roku. W zbiorach własnych.

66 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

67 Relacja z 28 czerwca 2011 roku. W zbiorach własnych.

68 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

69 Tamże.

70 Tamże.

71 Relacja z 24 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

72 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

73 Relacja z 4 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

74 Relacja z 26 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

75 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

76 Relacja z 18 lutego 2012 roku. W zbiorach własnych.

77 Tamże.

78 Relacja z 24 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

79 Tamże.

80 Relacja z 26 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

81 Relacja z 6 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

82 Relacja z 24 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

83 Relacja z 9 lipca 2011 roku. W zbiorach własnych.

84 Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne, PUBP Włodawa 1944-1964, Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;

85 Kronika Parafii Rzymskokatolickiej, op. cit.

86 Relacja z 9 lipca 2011 roku. W zbiorach własnych.

87 Protokoły z posiedzeń sesji GRN (sygn. 15-19), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

88 Tamże.

89 „Sztandar Ludu”, nr 65 z 1975 roku, s. 6.

90 Tamże.

91 Tamże.

92 Relacja z 9 lipca 2011 roku. W zbiorach własnych.

93 „Tygodnik Chełmski”, nr 5 z 1989 roku, s 5.

94 Relacja z 9 lipca 2011 roku. W zbiorach własnych.

95 W zbiorach własnych. Tłumaczyła Urszula Kiecka.

96 „Z Życia Polesia”, nr 6 z 2011 roku, s. 3.

97 „Z Życia Polesia”, nr 9 z 2012 roku, s. 22.

 

Komentarze
Dodaj nowy
Anonimowy  - Dziekuję   |2016-01-31 23:20:47
Bardzo dziękuję za historię Michałowa i okolic. Wielki szacunek dla autora. Czytałam jednym tchem z wypiekami na twarzy. Jestem rocznik 1956. Urodziłam się i wychowałam w Michalowie. Szkoła w
Urszulinie. Część zamieszczonych zdjęć i faktów to moje wspomnienia.
Teraz mieszkam w Legnicy. Czasami odwiedzam groby rodziców, wtedy najbardziej ożywają wspomnienia.
Pozdrawiam Teresa
Anonimowy   |2016-02-05 13:34:00
witam

A może posiada Pani jakieś fotografie z Michałowa, może swoich rodziców, dziadków, ale również mogą być z Pani dzieciństwa. Cały czas staram się uzupełniać informację, bo może
w przyszłości pokuszę się o II wydanie książki.

Pozdrawiam
panasiuk.adam80@gmail.c om
ewaR  - wspomnienia z dzieciństwa   |2015-02-06 22:53:15
czytałam z ogromnym zainteresowaniem, szukałam nazwiska mojego dziadka Wacława Żmudy i jego rodziny, niestety nie natrafiłam .
Administrator   |2015-02-10 17:52:41
Witam

A mogłaby mi Pani coś więcej napisać o swoim dziadku? A może zachowały się jakieś zdjęcia, czy dokumenty? Ja te monografie ciągle traktuję, jak niezamknięty zeszyt, czyli zawsze
można tekst uzupełniać.
Pozdrawiam
panasiuk.adam80@gmail .com
jakoo  - o książce   |2013-10-30 10:55:24
Przeczytałem całą. Jest dobra. Najlepsza jest przedmowa, którą czyta się jednym tchem. Widać różnicę między zawodowym historykiem a amatorem.
Tomasz
Lindy  - FRUK Family   |2012-06-23 20:22:38
Hoping to contact someone in Michelsdorf that remembers the FRUK family. I see that the name Ferdinand Fruk appears in this article and he is the person I wish to obtain information on. He had
daughters Emma and Marta (married Janke) who immigrated to Canada in 1928. Emma had daughter Frieda who also immigrated in 1931, at age 12. Trying to assist Frieda's son to find his family history.
Help is greatly appreciated. Thanks!!!! I can be contacted at email: lindycat@hotmail.ca
Andrzej Puchacz  - Mennonici w Michalowie   |2012-05-03 19:17:59
Jutro wybieram sie do Michalowa z Mennonita z USA. Nazwisko jego przedkow -Schrag-widnieje w zapisach miejscowych. Ciekawe, co zastaniemy jutro. Czy jest jakas instytucja kulturalno-naukowa, ktra
mozemy odwiedzic jutro w Michalowie, Urszulinie lub okolicy, aby dowiedziec sie o Mennonitach ? Bardzo ciekawe wiadomosci o wsi i jej bogatej historii.
Andrzej Puchacz 0-602 69 36 69
03.05.2012 r.
Damian Legieć   |2011-05-25 09:28:14
Bardzo fajny artykuł ,można się wiele dowiedzieć.Aż łezka się kręci ,kiedy przeczytałem wypowiedź swojego wujka Wacława Wałeckiego...
Pozdrowienia z Zamościa
Anonimowy   |2010-12-29 20:41:15
czytam z łezką w oku.mieszkam w wielkopolsce ale pamiętam jak tato opowiadał o latach na wysiedleniu .właśnie był wysiedlony do MICHAŁOWA.
Anonimowy  - wiadomosci o przodkach   |2010-12-29 20:03:26
mój ojciec razem z babcią byli wysiedleni z kujaw do Michałowa w czasie drugiej wojny.w 1943 lub1944 babcia zmarła.chciałam dowiedzieć się daty urodzin, śmierci może imiona rodziców babci
Józefy.tato też już nie żyje.Czy ktoś mi podpowie gdzie mam szukać.Ania
admin  - borkowscy   |2010-12-30 17:56:04
Przykro mi, ale na dzień dzisiejszy nie posiadam informacji o Panie rodzinie. Z racji krótkiego pobytu tzw Poznaniacy są słabo pamiętani przez najstarszych. Jeżeli znajdę coś na temat Pani
rodziny to skontaktuję się z Panią, a byłbym wdzięczny, jakby Pani podzieliła się informacjami, czy zdjęciami z okresu pobytu przodków w MIchałowie, oczywiście, jeżeli takie Pani
posiada.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2010-12-30 21:53:03
witam.jak zbiorę dokładne informacje od mojego wujka ,a był w partyzantce to napiszę.wujek ma 83 lata.czytając to co pan opisał o latach wojny,nazwisko Polaszyk i że wieś miała być spalona
pamiętałam z opowiadań taty.pozdrawiam.
admin  - michałów   |2010-12-31 13:59:46
Witam
Byłbym bardzo wdzięczny za pomoc. Zdecydowana większość tzw Poznaniaków zaraz po wojnie wyjechało, a i mieszkańcy mało ich znali, dlatego bardzo cenne byłby wspomnienia, relacje tych
osób, jak oni widzieli wojnę. Wiem że mieli bardzo trudno bo przybyli przed zimą na gospodarstwa, które zostały przez Niemców zostawione, bez zasiewów i zrobionych zapasów. Bardzo cenne
byłby dla mnie takie relacje.
Pozdrawiam i szczęśliwego Nowego Roku.
Anonimowy   |2010-02-08 20:07:17
Temat nie jest oklepany, to fakt. Nie Grabera a Graber. Czy byli szwajcarskimi mennonitami? Zdecydowanie nie. Do Francji przyjechali ich pradziadkowie i dziadowie, często żeniąc się z Francuzkami
i Alzatkami. Druga sprawa nie mogli mówić w j. retoromańskim, bo praktycznie wszyscy pochodzili z kantonu Berno (kanton z ludnością językowo mieszaną, ale oni pochodzili z części
niemieckojęzycznej). W tej sprawie należy mocniej pogrzebać i skontaktować się z osobami zajmującymi się Szwajcarami i Niemcami na Lubelszczyźnie (Urszulin nie podpada pod Lubelszczyźnę,ale
z racji województwa lubelskiego mogą coś więcej wiedzieć).
Anonimowy  - mennonici   |2010-02-08 20:29:08
Witam
Dziękuję za cenne uwagi, trudno o szwajcarskich mennonitach pisać, gdyż mało źródeł pozostało, na szczęście mennonici i amisze w USA troszkę mi pomogli, tworząc strony, które
podałem w monografii. Zgadzam się z uwagami, trochę zostało uproszczone, natomiast chciałbym obronić nazwisko Grabera, podałem za księgami parafialnymi z początku XIX wieku. Wiele nazwisk
zostało spolszczonych, ale myślę, że poprawnym jest podawanie zarówno nazwisk oryginalnych, jak i spolszczonych.
Byłbym wdzięczny za nakierowanie mnie na literaturę lub osoby, o których
Pan/i wspomina w komentarzu.
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2010-02-11 06:10:58
Myślę, że warto popytać Wiesława Śladkowskiego (autora przytoczonej Kolonizacji...) i Andrzeja Kapronia, który napisał książkę "Szwajcarzy na Lubelszczyźnie w latach 1815-1914" (to
nowa książka i jej nie znam, ale jest na stronie www.mybook.pl) . Ich maili nie znam. Jest nowa książka po niemiecku autora: Severin Gawlitta, może tam coś być. Ma ją KUL w bibliotece (była
na wystawie).
Anonimowy   |2010-02-11 14:41:58
Wtrące swoje 5 gr. Czytałem dane zaczerpniete na stronie korzeni o tych mennonitach. Jednak Christian Graber , na ziemiach polskich pisali tylko będnie.
administrator   |2010-02-11 16:16:20
Dzięki za literaturę. Wolnym czasem sięgnę. Nazwisko Grabera poprawię przy najbliższej aktualizacji, bo jestem na etapie zczytywania i uzupełniania wszystkich artykułów.
Pozdrawiam i jeszcze
raz dziękuję za pomoc.
Izabella  - czapki z głów:)))   |2009-11-01 18:10:54
Jestem pełna podziwu, dla tej pracy. Tylko ktoś zaangażowany emocjonalnie mógł stworzyć takie dzieło:)
Anonimowy  - Komentarz   |2009-10-27 13:39:44
Interesujący i obiektywnie napisany artykuł.

Pozdrawiam

A. Uljasz
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Poniedziałek, 18 Czerwiec 2012 11:04