Adam Panasiuk
Śladami zapomnianej historii …
Dębowiec
1. Dębowiec od powstania do odzyskania przez Polskę niepodległości
W pierwszej połowie XIX wieku za aprobatą Cara Rosji Mikołaja I w Królestwie Polskim nasiliła się akcja kolonizacyjna. Prywatni właściciele ziemscy zaczęli osadzać nowych przybyszów – głównie Niemców – na pustkowiach i karczowiskach. Powodem ich przyjazdu była panująca na obszarze Prus i innych księstw niemieckich bieda, przeludnienie na wsiach, jak i wieloletnie obciążenie służbą wojskową. Jednak najbardziej nowi przybysze pragnęli wolności, co dawało im osadnictwo na terenach polskich zaboru rosyjskiego. W ten sposób powstała osada Dębowiec, której nazwa ma charakter florystyczny. Już w księgach parafialnych kościoła wereszczyńskiego z XVI wieku lasy porastające tereny dzisiejszej wsi określano Borem Dębowieckim, ze względu na dużą domieszkę drzew dębowych. Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku w dokumentach urzędowych pojawiała się nazwa Dębowicz dla określenia wsi, w drugiej zaś połowie nazwa wsi zapisywana była jako Dembowiec.
Zwarta osada utworzona została przez kolonistów niemieckich około 1828 roku na dobrach wereszczyńskich, choć już wcześniej w miejscu tym zamieszkiwali osadnicy polscy. W pierwszym dziesięcioleciu tego stulecia w osadzie leśnej zwanej Budami Dębowiec lub Majdanem Dębowiec zamieszkiwali popielarze, chociażby Paweł Bartnicki, Józef Jaworski, Franciszek Krakowiak, czy też Jacek Fiałkowski. Występowanie w nazwie osady słowo „budy” świadczyło, iż składała się z niedbale skleconych drewnianych chat, stawianych w układzie czworoboku, w których mieszkali pracownicy leśni. Mieszkańcy ci zajmowali się pracami leśnymi, a to ze względu na rozciągające się dookoła duże połacie lasu. Tak więc we wsi znajdowali się głównie smolarze i popielarze trudniący się prymitywną obróbką chemiczno-termiczną drzew i karp porębowych.
W latach dwudziestych do osady sprowadzili się Niemcy, pochodzący z okolic Łodzi i z samych Niemiec. Zakupili grunty po wykarczowanych lasach, stąd też w pierwszych latach ich wysiłek nakierowany był na doprowadzenie roli do używalności. Zaraz po przybyciu postawili ewangelicką kaplicę oraz założyli swój cmentarz. Już w roku 1838 w Dębowcu był kantorat, czyli dom modlitwy, w którym rolę kapłana pełnił kantor wybierany wśród inteligentnej części mieszkańców. Odprawiał on w niedziele i święta nabożeństwa, chrzcił, dawał śluby oraz grzebał zmarłych. Spełniał także funkcje nauczyciela dzieci kolonistów i przygotowywał je do konfirmacji, którą udzielać mógł tylko pastor. Kantorat działał aż do czasu I wojny światowej. Wieś była w zdecydowanej większości zamieszkała przez osadników niemieckich ( np. Szmulandy, Brauery, Hofmany, Małkowie), choć już od lat sześćdziesiątych ponownie zaczęły osiedlać się polskie rodziny, takie jak Paruszkiewicze, czy też szlachecka rodzina Czupryńskich, którzy we wsi wybudowali dworek.
Koloniści, osiedlając się na dobrach szlacheckich, poddani byli ciężarom czynszowym, daninom i podatkom publicznym. Przenoszenie własności ziemi odbywać się mogło jedynie po upływie określonego czasu posiadania i pod ścisłą kontrolą dziedzica. Wobec kolonistów dziedzic stosował odpowiedzialność zbiorową, a więc w przypadku ucieczki, bądź braku zapłaty obciążeń czynszowych, obowiązek uiszczenia przechodził na pozostałych mieszkańców. W Dębowcu zdarzały się nawet przypadki odrabiania pańszczyzny na rzecz dziedziców wereszczyńskich. Praca odrobkowa była bowiem formą zapłaty za dzierżawę znajdującej się w ich rękach ziemi, która według prawa stanowiła własność dziedzica.
Sytuacja kolonistów poprawiła się po upadku powstania styczniowego, a zwłaszcza po wydaniu przez cara ukazu uwłaszczeniowego. W ramach reformy uwłaszczeniowej z 1864 roku w majątku wereszczyńskiego 17 osadom włościańskim przydzielono 289 morgów ziemi. Jednakże poza ziemią osadnikom z Dębowca nie przyznano żadnych służebności serwitutowych, dopiero w 1900 roku nabyli je w formie płatnego kontraktu. W rezultacie uwłaszczenia koloniści stali się właścicielami użytkowanych gruntów, a ich gospodarstwa przybierały najczęściej rozmiary około 10 morgów ziemi, byli to więc osadnicy ubożsi. Uwłaszczenie kolonistów wpłynęło również na kształt wsi. Budowano się w formie jednorzędowej ulicówki, czyli budynki mieszkalne i zabudowania gospodarcze znajdowały się po jednej stronie. Do każdego gospodarstwa przylegało pole, biegnące prostopadle do osi drogi, z wyraźnymi granicami poszczególnych gospodarstw. Według stanu z 1915 roku w Dębowcu znajdowało się już 23 gospodarstwa, które pod względem narodowościowym były w większości niemieckie i polskie.
Jako wieś w dużym stopniu niemiecka Dębowiec nie doznał materialnego uszczerbku w okresie okupacji niemieckiej podczas I wojny światowej. Większość jednak niemieckich mieszkańców władze carskie ewakuowały w lipcu 1915 roku w głąb Rosji, czyniąc to na kilka tygodni przed wkroczeniem wojsk niemieckich. Teofil Kitlitz, kolonista z Cycowa, przechodzący w kolumnie wypędzanych przez Dębowiec w dniu 16 lipca wspominał, iż wieś była już wówczas opustoszała. Pozostali jedynie ci, którzy wykorzystując powszechnie panujący chaos, schowali się w okolicznych lasach.
Po wybuchu rewolucji październikowej w Rosji większość mieszkańców Dębowca powróciło do pozostawionych domostw. Zdarzało się często, że nie było do czego wracać, gdyż gospodarstwo bądź to było w ruinie, lub też zajęte przez nowych osadników. Na zakup nowego gospodarstwa mało kogo było stać, choć we wsi znajdowało się wiele pustek. Niektórzy Niemcy, jak tylko wrócili z Rosji, to sprzedawali wszystko i jechali do Niemiec. Można wtedy było dużo ziemi kupić, ale pieniędzy nie było. Grabowski to za jednego koguta miał 20 morgi kupić – opowiada o dziejach swoich rodziców Eugenia Jung.
Wielka fala powrotów nie oznaczała końca wojny. Walki w okolicy wsi, choć formalnie wojna zakończyła się w listopadzie 1918 roku, trwały jeszcze przez okres dwóch lat. W sierpniu 1920 roku wieś została zajęta przez wojska bolszewickie, jednakże w dniu 13 sierpnia dowódca trzeciej armii polskiej generał Zieliński wydał rozkaz operacyjny w sprawie zajęcia Dębowca, by kontrolować drogę Włodawa – Lublin. Stąd też oddziały polskie zaczęły koncentrować się w okolicach od Wereszczyna po Kopinę i Garbatówkę. Pierwszy atak wykonała XIII brygada piechoty, jednakże w wyniku zaciekłych walk, w których poniosła poważne straty, brygada wycofała się do rejonu Sawin – Pniówno. Kolejną udaną próbę wyparcia bolszewików dokonała dwu-batalionowa grupa kapitana Zajchowskiego.
2. Dębowiec w okresie Drugiej Rzeczypospolitej
2.1. Dębowiecki folwark
Jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia we wsi pojawiła się szlachecka rodzina kolonisty Ksawerego Czupryńskiego, ożenionego z Emilią Piasecką, którzy wybudowali we wsi dworek. W nowym stuleciu Ksawery Czupryński podzielił cały swój majątek pomiędzy czterech synów Stefana, Antoniego, Witolda i Konstantego. Z czasem jedynymi właścicielami pozostali Konstanty i Stefan. Konstantemu przypadła największa część folwarku, gdyż został właścicielem majątku na Łysosze w Andrzejowie, a także części majątku w Dębowcu. Druga część majątku w Dębowcu należała do brata Stefan, z czasem wydzielono trzecią część dla ich siostry. Przed sprzedażą majątku na Łysosze bracia Czupryńscy byli właścicielami 411 morgów gruntów.
Dziedzic Konstanty Czupryński, choć będąc przez całe życie w stanie kawalerskim, znacznie rozbudował gospodarstwo swojego ojca w Dębowcu. Wobec problemów dziedzica z utrzymaniem płynności finansowej jego gospodarstwa zaciągane były pożyczki w Ameryce. Dzięki nim Czupryński, oprócz samego dworku, wybudował olejarnię, młyn (będący faktycznie własnością Stefana), cegielnię, chlewnię, oborę, stajnię oraz obszerne piwnice nieustępujące standardem dzisiejszych budynków gospodarczych. Bracia Czupryńscy byli ponadto właścicielami kilkunastu stawów rybnych, położonych od strony Babska, w których założono hodowlę karpi.
Konstanty Czupryński był aktywny w sferze publicznej, pełniąc chociażby, jako sympatyk Narodowej Demokracji, funkcję członka Sejmiku Włodawskiego. Podczas posiedzeń sejmiku często zajmował stanowiska w sprawach rolnych, dlatego też został członkiem Komisji Rolnej. Po śmierci dziedzica w dniu 20 stycznia 1925 roku władze Sejmiku wygłosiły taką oto mowę pożegnalną: To też Sejmik Włodawski traci w ś. p. Konstantym Czupryńskim jednostkę, jakich niewiele się już spotyka. Paradoksalnie w godzinę po śmierci przyszedł telegram o przyznaniu 20 tysięcy złotych pożyczki rządowej, o którą zmarły się usilnie starał. Furmanem Konstantego Czupryńskiego był mieszkaniec Grabniaka Seweryn Sochaczewski, który woził dziedzica po całej Polsce, nawet do Białegostoku – wspomina Eugenia Jung. Poza czynnościami furmana pełnił również inne obowiązki, takie jak przy obsłudze młyna, czy też w olejarni.
Kilka lat po śmierci Konstantego, a w roku śmierci swojej matki Emilii (tj. w 1930 roku) Stefan sprzedał majątek brata na Łysosze dla Witolda Borettiego, przejął zaś majątek znajdujący się na Dębowcu. Stefan nie był tak majętny i zaradny jak Konstanty, dlatego też i jego gospodarstwo bardzo odstawało od folwarku brata. Znaczną część życia poświęcił na karierę wojskową, stąd też będąc w stanie spoczynku lubił przechadzać się po wsi w umundurowaniu.
Swój folwark miała także siostra Czupryńskich, która wyszła za mąż za Zbigniewa Cichońskiego. W odróżnieniu od swoich braci jej dworek był drewniany, choć bardzo długi. Wybudowany został za pieniądze brata Konstantego, który założył dla swojej siostry także plantację sadowniczą, by miała swoje własne źródło dochodów. Poza włościami Dębowieckimi Cichońscy byli właścicielami pozostałości po dobrach dworskich znajdujących się na Babsku i w Woli Wereszczyńskiej. Życie w małżeństwie Cichońskich nie układało się szczęśliwie. Cichońska z czasem dziwaczała, więc umieszczona została w zakładzie psychiatrycznym w Chełmie, w którym prawdopodobnie podczas wojny zginęła. Również folwark był bardzo zaniedbany, hodowane zwierzęta były wychudzone i często zdychały z głodu.
2.2. Stosunki ludnościowe
Sporządzony w 1921 roku powszechny spis ludności wykazał 24 domów z 199 mieszkańcami, z czego 27 zamieszkiwało w folwarku. We wsi zamieszkiwało 98 ewangelików (np. Klimbaje, Wintery, Natki, Harki, Pahle, Hapki, Lenze, Rechwaldy, Dombresy, Gromsy, Koncmany), 73 rzymskokatolików (np. Gawrońscy, Grabowscy, Kicie, Mendle, Adamowscy, Krauzy, Wrzosy, Miazgi, Brzozowce) i 1 unita. W folwarku mieszkało natomiast 19 prawosławnych i 8 rzymskokatolików. Wszyscy mieli zadeklarować narodowość polską. Według raportu miejscowej policji z 1923 roku we wsi zamieszkiwało 132 Niemców, co by wskazywało, że nie wszyscy mieszkańcy niemieccy byli ewangelikami, ale raczej świadczyło o nierzetelności spisu z 1921 roku. Natomiast zgodnie ze stanem z 1929 roku we wsi zamieszkiwało 25 rodzin niemieckich, stanowiąc tym samym 70% ogólnej ludności wsi. Łącznie we wsi w ostatnich latach pokoju znajdowało się około czterdzieści gospodarstw.
Przed wybuchem drugiej wojny światowej w Dębowcu, przy drodze prowadzącej z Urszulina do Puchaczowa, zamieszkiwali polscy gospodarze: Krauze, Adamowski, Kazimierz Kobus, Miazga. Na drodze odchodzącej w stronę wsi mieszkał niemiecki gospodarz Rudolf Winter, po nim Grabowscy, Wrzosy, a następnie przed samym cmentarzem znajdowało się gospodarstwo niemieckie Henryka Reichwalda. Za cmentarzem mieszkali Pawłowscy, Magdalińscy, Tatarscy, Mendle, niemiecki gospodarz Rudolf Hapke, zwany przez mieszkańców „Brodatym”, a po nim jego młodszy brat. Kolejne gospodarstwa też były niemieckie, pierwsze będące własnością rodziny Dombresów, następne już mniejsze, prowadzone przez gospodarza o imieniu Otto. Gospodarstwa od dzisiejszej kapliczki w stronę wsi Grabniak również były niemieckie. Właścicielami pierwszych gospodarstw byli bracia Wilhelm i Juliusz Klimbaje (właściwie Klingbeile) oraz Ferdynand Hapke. Pierwszy z Klimbajów słynął na okolice ze swoich zdolności majsterkowicza. Następnie znajdowały się trzy gospodarstwa, a ostatnie z nich było własnością kolejnego z braci Hapków, Manela. Za Manelem Hapke znajdowało się polskie gospodarstwo Kiciów, za nim mieszkał Walter i Augustyn Natke, którego grób córki zachował się na tutejszym cmentarzu do dnia dzisiejszego. Od kapliczki w stronę Nowego Załucza znajdowały się włości Stefana Cichońskiego oraz braci Konstantego i Stefana Czupryńskich. Po zabudowaniach folwarcznych znajdowało się niemieckie gospodarstwo własności, zamieszkałe przez wieloosobową rodzinę Edwarda Harki. Za tymi zabudowaniami znajdowało się gospodarstwo Ludwika Gawrońskiego, a następnie mieszkała polsko-niemiecka rodzina Rudolfa Jeske. Poza Rudolfem swoje gospodarstwa w Dębowcu posiadało także dwóch jego braci Adolf i Pol. Dalej za zabudowaniami trzech rodzin Jeske znajdowało się gospodarstwo Piotra Grzywaczewskiego i niemieckie gospodarstwo Adolfa Busa. Gospodarstwa w Dębowcu rozciągały się również przy drodze prowadzącej z folwarku w stronę wsi Babsk. Zamieszkiwały tam rodziny polskie: Małków, Walczaków, Radzimowskich, którzy osiedlili się po bezdzietnym małżeństwie Ferdynanda Nikiela, oraz niemiecka rodzina Adolfa Mantaja, osiadłego w zabudowaniach Walczaków. W odosobnionym miejscu, w pobliżu gruntów babskich, mieszkała rodzina Ukrainca Suproniuka, który był rybakiem na stawach rybnych Czupryńskiego.
Polska szkoła we wsi powstała już w latach dwudziestych. Nauczanie dzieci prowadzono w zabudowaniach Stefana Grabowskiego Adamowskich i Mendlów do 1936 roku. Z czasem zabudowania u powyższych gospodarzy nie wystarczały na izby klasowe, więc mieszkańcom postanowiła pomóc żona Stefana Czupryńskiego. Do wcześniej wymienionych szkół daleko miały dzieci z Dębowca od strony Babska i Nowego Załucza, dlatego też ich rodzice podjęli usilne starania w kuratorium, zmierzające do uzyskania zgody na przeniesienie szkoły w nowe miejsce. Gospodarz Władysław Radzimowski za tą sprawą jeździł rowerem nawet do Lublina i Chełma. Po uzyskaniu zgody od kuratorium Czupryńska w swoim malutkim dworze wygospodarowała jeden budynek na cele miejscowej szkoły. Każda szkoła w gminie nadzorowana była przez dozorcę szkolnego, którego wybierała rada gminy. Nad szkołą w Dębowcu w latach dwudziestych nadzór pełnił miejscowy dziedzic Konstanty Czupryński, a jego szerokie uprawnienia obejmowały nadzór nad zarządzeniami kierownika szkoły, kreowanie polityki kadrowej w zakresie zatrudniania nauczycieli, czy też prowadzenie polityki finansowej.
Pierwszymi nauczycielami w szkole była Eugenia Paskiewiczówna i Ignaszewska. W latach trzydziestych nauczali w niej Janina Rentflejszówna, następnie Czesław Szpurko Antoni Kubiczek, Burcan, Staszkiewczówna, oraz ks. Filip Bujalski z rzymskokatolickiej parafii w Woli Wereszczyńskiej, a następnie wikariusze z parafii wereszczyńskiej. Przed wojną edynymi nauczycielami byli Czesław Szpurko, pełniący jednocześnie funkcję kierownika szkoły, i wikariusz z Wereszczyna ks. Kazimierz Szlędak. W czteroklasowej szkole uczyły się przede wszystkim dzieci z Dębowca, a po zlikwidowaniu szkoły w Zabrodziu uczęszczały również dzieci z Aleksnadrówki, Kozubaty, Wiązowca i Zabrodzia. Były to w połowie dzieci polskie i niemieckie. W ostatnim przed wojną roku szkolnym na lekcje uczęszczało 85 uczniów, ale szkołę skończyło tylko 67 z nich. W kolejnym roku liczba uczniów spadła do 60 dzieci. Dzieci w liczbie 43 osoby w 1938 roku i 37 osób w 1939 roku były ewangelickiego wyznania. Poza ewangelikami do szkoły w 1938 roku uczęszczało 38 dzieci katolickich, 3 dzieci wyznania mojżeszowego i 1 dziecko prawosławne. W kolejnym roku poza ewangelikami w szkole uczyło się jedynie 23 dzieci katolickich. Była to już wówczas szkoła pięcioklasowa, dlatego też uczęszczali do niej dzieci z dość odległych wsi, w których szkoły były najczęściej czteroklasowe (np. w Grabniaku). Z drugiej strony część dzieci polskich od strony Kozubaty uczęszczało do szkoły w Urszulinie.
Powszechne były wówczas metody dyscyplinowania dzieci, które dziś są zabronione. O nauczycielu Burcanie jedna z jego uczennic Eugenia Jung wspomina: miał linię długą i jak wezwał kogoś do tablicy, a ten ktoś czegoś nie umiał, to tak walił tym kijem w tablicę, że wszystkie dzieci w ławkach podskakiwały. Pomoce dydaktyczne i podstawowe wyposażenie ucznia należały do rzadkości. Plecaki mieliśmy zbite z desek a jedna książka musiała służyć dla całego rodzeństwa – dodaje Eugenia Jung.
Poza zajęciami szkolnymi nauczyciele starali się rozwijać pozaszkolną pracę oświatową. Chociażby w 1925 roku nauczycielka Staszkiewiczówna zorganizowała dla dzieci przedstawienia teatralne ze zbiórką pieniędzy, a dochód z tej imprezy przeznaczono na cele charytatywne. Jedną z bardziej aktywnych nauczycielek była również Eugenia Paskiewiczówna, która wraz ze swoimi wychowankami odwiedzała sąsiednie miejscowości i pomagała w organizacji obchodów świąt. Była chociażby w Wereszczynie na obchodach święta 3 Maja, w trakcie którego dzieci z Dębowca, przytaczając opis z dwutygodnika lokalnego „Ziemia Włodawska”, odznaczyły się podczas pochodu deklamacją i śpiewami, czego nie uczyniły szkoły bliższe. Młodzież do rozwijania zainteresowań zachęcał także ks. Filip Bujalski. Założył z młodzieżą koło Związku Młodzieży Wiejskiej, do którego należeli zarówno Polacy, jak i Niemcy. Członkowie koła organizowali przedstawienia, a z zarobionych pieniędzy oraz ze składek zakupywało książki, czy też prenumerowało czasopisma „Siew” i „Nowa Zorza”. Z czasem ze zbiorów koło młodzieży utworzyło skromną, ale własną biblioteczkę. Ksiądz Bujalski chwalił współpracę z młodzieżą, co wyraził w jednej z prasowej korespondencji: Miałem możność zauważyć, iż młodzież tutejsza garnie się do oświaty z zapałem i zrozumieniem (…). Kółko to z każdym dniem powiększa się, gdyż stale zapisuje się młodzież nowoprzybywająca.
W wyniku działań z I wojny światowej całkowitemu zniszczeniu uległa ewangelicka kaplica. Dębowiec utrzymał jednak status kantoru, a kaplica znajdowała się w prywatnym domu Klimbajów. Był to jeden pokoik, w którym po brzegach ustawiono ławki –wspomina Eugenia Jung. Funkcję kantora pełnił Robert Kruger. Od 1924 roku dębowieccy ewangelicy należeli do nowo-utworzonej Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Cycowie. Niemcy nie posiadali swojej szkoły, jednakże w kaplicy nauczano religii i języka niemieckiego. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, w roku szkolnym 1937-8, czterdzieścioro ewangelickich dzieci uczęszczało w tygodniu na dwie lekcje religii, a katechetą był Emil Luck. O wzajemnych polsko-niemieckich Eugenia Jung opowiada Eugenia Jung: Żyliśmy z nimi zgodnie, nawet do naszego koła młodzieżowego należeli, ale młodzież bawiła się już osobno, a starsi na święta raczej się nie zapraszali.
W roku poprzedzającym wybuch wojny światowej ujawniały się we wsi poglądy nacjonalistyczne i prawicowe. W wyniku agitatorskiej działalności na Chełmszczyźnie Juliusza Lindnera powstał w Dębowcu oddział Niemieckiego Związku Ludowego, organizacji skrajnie nacjonalistycznej, zwolenniczki polityki hitlerowskiej. Formy agitacji stosowane przez członków tejże organizacji często przyjmowały charakter gróźb i szantażu, dlatego też większość Niemców wstępowało w jej szeregi, czyniąc to bez większego przekonania, często pod naciskiem i w obawie przed presją otoczenia. Niemiecki Związek Ludowy wielką wagę przywiązywał do wychowania dzieci w duchu narodowosocjalistycznym sprowadzając z Niemiec podręczniki propagujące ideologię faszystowską, podsycał antagonizmy pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Często okazywało się, iż prowadzone z dziećmi lekcje religii były faktycznie lekcjami języka niemieckiego, historii Niemiec, na których wpajano ideologię nacjonalistyczną i antypolską. W wyniku agitacji już przed wojną niektórzy mieszkańcy zdecydowali się na sprzedaż gospodarstwa i wyjazd w Poznańskie. Mieszkańcy niemieccy, którzy nie wyjechali przed wojną uczynili to zaraz po jej wybuchu.
Zdecydowana większość mieszkańców na co dzień zajmowała się przede wszystkim pracą we własnym gospodarstwie rolnym. Niemcy nie różnili się od Polaków, byli tak samo biedni i bogaci jak my, ale gospodarki mieli zadbane. Każda musiała być ogrodzona – powraca pamięcią Eugenia Jung. Usługi stolarskie w latach dwudziestych pełnił W. Pohl. Niektórzy z gospodarzy, zwłaszcza Polacy i Ukraińcy, pracowali w folwarku Czupryńskich. Wykonywali najczęściej pracę fizyczną jako parobkowi rolni, choć byli też rzemieślnicy. Zawód murarza wykonywali chociażby Władysław i jego syn Bolesław Tkaczyk. Pracownicy folwarczni należeli do najbiedniejszych mieszkańców. Pamiętam jak dzieci z tych rodzin przychodzili do nas prosić o kawałek chleba – wspomina z dzieciństwa mieszkająca wówczas po sąsiedzku Janina Sempruch, z domu Radzimowska.
Często mieszkańcy stawali się ofiarami napadów i rabunków, dokonywanych najczęściej przez bandytów z sąsiednich miejscowości. W czasie letniej nocy 1927 roku taki napad dokonano na Ferdynanda Nikiela. Bandyci związali gospodarza i jego żonę, a ich łupem była gotówka w wysokości 2 tysięcy złotych i 3.600 rubli, po czym odjechali w kierunku Załucza. Po zatrzymaniu bandytów okazało się, iż jedyną bronią, jaką dysponowali, były blaszany rewolwer na korki, zakupiony zapewne na jednym z jarmarków. W efekcie tegoż wydarzenia rodzina Nikiela wyprowadziła się z Dębowca.
3. Los wsi i mieszkańców podczas wojny
Wybuch wojny światowej zaburzył relacje między sąsiadami. Grupy polskich nacjonalistów zaczęli prześladować najbardziej aktywnych politycznie Niemców. W okolicy działały również oddziały Czerwonej Gwardii, składające się z Ukraińców, Żydów i polskich komunistów. Ich celem był powitanie Armii Czerwonej. Jeden z takich oddziałów, pod przywództwem Aleksandra Ochala z Piaseczna, przywitał czerwonoarmistów właśnie w Dębowcu. Po latach w swoich wspomnieniach Ochal chwile te opisał w następująco: Zatrzymałem się w odległości kilkudziesięciu metrów i zacząłem się przyglądać ciężkim działom zamontowanym na gąsienicowych podwoziach. Wówczas nie umiałem określić ani ich kalibru, ani rodzaju, ale nietrudno było zorientować się, że jest to nowoczesny sprzęt, jakiego w Wojsku Polskim nigdy nie widziałem. Bardziej jednak niż sprzęt interesowali mnie ludzie – żołnierze armii socjalistycznej, z którą przed dwudziestu laty dane mi było przecież nie tylko zetknąć się, lecz nawet w skromnym stopniu współpracować. A w tej chwili ponadto byli oni w pewnym sensie reprezentantami państwa, które każdy proletariusz, bez względu na narodowość, uważał niejako za swą drugą ojczyznę. Zbliżyłem się. Ujrzałem młodych chłopców, o miłym wyrazie twarzy, schludnie i dostatnio ubranych. Po krótkiej rozmowie jeden z czerwonoarmistów miał powiedzieć Ochalowi: Przybyliśmy tu, by zamieszkujących te ziemie Ukraińców i Białorusinów uchronić przed hitleryzmem. Nasz rząd gotów był udzielić pomocy również Polsce, ale wasze władze odrzuciły odpowiednie propozycje.
Po upływie kilku dniu wojska radzieckie wycofały się za Bug, a rozpoczęła się okupacja niemiecka. Wraz z wkroczeniem wojsk niemieckich okazało się, że wielu młodych Niemców posiadało broń i aktywnie włączyli się w organizację struktur okupacyjnych. Eugenia Jung wspomina, jak jeszcze przed wkroczeniem wojska zaczęli się pod pozorem wspólnych modlitw spotykać i zapalali w kominach światła, by tym samym dawać znaki dla swoich samolotów. Najgorszym z nich był Herman Pohl. A jak wojska niemieckie wkroczyły to okazał się, że mają opaski ze swastyką i karabiny. Po zorganizowaniu władzy okupacyjnej podjęto szybkie działania, mające na celu przejęcie przez mieszkańców niemieckich wpływu na życie publiczne we wsi. Wielu Polaków wysłano do obozów, zlikwidowano również szkołę polską. Dość szybko podjęto jednakże tajne nauczanie. Prowadzono je w domu Adamowskich, choć niedługo, gdyż okupanci aresztowali jedynego nauczyciela Czesława Szpurko. W miejsce polskiej szkoły utworzono szkołę niemiecką. Na zajęcia do oficjalnej szkoły niemieckiej w 1940 roku uczęszczało 60 uczniów z Dębowca i okolic, zaś prowadził je nauczyciel August Kuncman. Szkoła w dość szybkim czasie przestała funkcjonować, gdyż do 1941 roku ze wsi wyjechały do III Rzeszy prawie wszystkie rodziny niemieckie. Jedynie Willy Groms już na początku wojny trafił do rosyjskiej niewoli, w której przebywał, aż do zakończenia wojny. W miejsce Niemców sprowadzili się Poznaniacy, chociażby rodziny Wosiów, Nowaków, Fiksów, Mańczoków, czy Kokosińskich.
W Dębowcu pozostała katolicka, niemiecka rodzina Rudolfa Jeske, chociaż jego bracia z rodzinami wyjechali. Pomimo negatywnego stosunku niektórych sąsiadów sam czuł się Polak W okresie od czerwca 1942 roku do marca 1943 roku został Wójtem Gminy Wola Wereszczyńska. To dzięki jego stawiennictwu młodzieży z Dębowca nie zabierano na roboty przymusowe do III Rzeszy, a w zamian odrabiali prace społeczne na miejscu, jak chociażby zbieranie ziół, czy wykonywanie swoim zaprzęgiem podwozu urzędników i płodów kontyngentowych. Ówczesny mieszkaniec Olszowa Zdzisław Kopron wspomina, jak razu jednego do Woli Wereszczyńskiej przyjechali Niemcy, by łapać młodych na roboty publiczne. Mnie też zatrzymali i zawieźli do gminy. Na szczęście Jeske mnie znał i powiedział Niemcom, że jestem jedynakiem bardzo bogatego gospodarza, i że jak mnie zabiorą to nie będzie kto miał w gospodarstwie robić. Puścili mnie, ale gdy wychodziłem krzyknął na mnie i po polsku powiedział: „A do widzenia gdzie?”. Jeske był dobry dla ludzi, jednakże bardzo surowy i agresywny dla swojej żony i syna. Niektórzy z przebywających do 1941 roku miejscowych Niemców zmieniło stosunek do swoich dotychczasowych sąsiadów, choć były też i rodziny, na przykład Natków, którzy pomimo wrogich stosunków wojennych, utrzymywali bardzo przyjazne stosunki z polskimi sąsiadami. Korespondencję listowną z Polakami utrzymywali przez kilkadziesiąt lat po swoim wyjeździe z Dębowca.
Po największej pacyfikacji z maja 1942 roku, kiedy to w gminie wymordowano ponad 150 Żydów, schronienie kilku z nich znalazło w Dębowcu. Zdarzało się, iż po kilku dniach lub tygodniach ukrywania się Żydzi opuszczali dane gospodarstwo, by nie narażać zamieszkującej w nim rodziny, gdyż za przechowywanie Żydów śmierć groziła wszystkim członkom rodziny. U jednej polskiej rodzinie ukrywał się kilkunastoletni chłopiec o imieniu Gidala, jednak po kilku tygodniach opuścił gospodarzy celem poszukiwania nowego miejsca schronu. Będąc w Urszulinie został zatrzymany przez członków Armii Krajowej (AK) i wydany miejscowej policji, ci z kolei przekazali go do niemieckiego posterunku w Cycowie, gdzie został zastrzelony. Janina Sempruch po latach wspomina, że przez jakiś czas do jej gospodarstwa zawsze o tej samej porze przychodził żydowski chłopiec, który brał kawałek chleba, przygotowany wcześniej przez moją matkę. Razu jednego Niemcy zgonili wszystkich mieszkańców na środek wsi wyprowadzając z jednego domu żydowską dziewczynkę. Jednakże będący ówcześnie wójtem Rudolf Jeske i inni mieszkańcy wmówili Niemcom, że jest to Polka, która na czas wojny przyjechała na Dębowiec do swojej rodziny.
Podczas drugiej wojny światowej okolice Dębowca były miejscem z silnymi wpływami partyzantów AK, a także partyzantki sowieckiej i alowskiej. W strukturach AK walczyli lub współpracowali komendant placówki Antoni Miazga ps. „Lew”, Edward Jung, Władysław Topolewski ps. „Żmija”, czy też dziedzic Stefan Czupryński. Oddalenie od ważniejszych szlaków i bliskie sąsiedztwo lasów powodowało, iż w połowie grudnia 1943 roku również w tej wsi zakwaterowali partyzanci z oddziału AK „Nadbużanka”. Dokonanie „przydziałów” do domów miejscowych rolników miało miejsce w dniu 14 grudnia w pobliskim Grabniaku. Wśród partyzantów był Stanisław Pasikowski ps. „Tygrys” z Woli Uhruskiej, któremu przypadł „przydział” do gospodarstwa Wosiów: W wielkim rozgardiaszu słyszę stateczny głos: „ten piąty po prawej – tak to ty chłopcze, pozwól do mnie”. Poszedłem. Poklepał mnie po ramieniu i udaliśmy się do jego murowanego domu, stojącego niemal w środku wsi Dębowca. Był to miejscowy agronom. Nazywał się Woś. Przyjechał z żoną z województwa poznańskiego, jako wysiedleniec – wspominał moment wyboru Pasikowski dodając, iż przybycie moje do nich było im na rękę i nietrudno było zorientować się, że oboje byli ze mnie zadowoleni. W dzień jeździłem z „wujkiem” do gminy mieszczącej się w Urszulinie i pomagałem w gospodarstwie jak tylko umiałem. Jednakże nie wszyscy mieszkańcy byli zadowoleni z obecności takich „gości”. Rekwirowano im żywność, choć sami najczęściej żyli na skraju nędzy. Partyzanci w międzyczasie prowadzili w grupach szkolenia wojskowe, lub wysyłano ich w teren celem poszukiwania broni. Znalezioną broń ukrywano po różnych miejscach, jednak najwięcej chowano na cmentarzu protestanckim, w tym we wnętrzu żelaznego pomnika. Wszyscy rozlokowani partyzanci byli w stanie gotowości, co zaznacza w swoich wspomnieniach Pasikowski: W stodole w sianie miałem ukryty karabin, natomiast nie rozstawałem się z siódemką i granatem. Wieczorami spędzaliśmy mile czas wśród kawałów, anegdot i różnych wspomnień, najczęściej przy współudziale odwiedzających się nawzajem kolegów. Przez okres zimowy do partyzantów przystąpiło kilkunastu mieszkańców okolicznych miejscowości, gdyż z 22 partyzantów oddział powiększył się do 33 osób.
Przez jedną noc z 12 na 13 maja 1944 roku stacjonował we wsi ponad stuosobowy nowoutworzony III batalion partyzancki 7 Pułku Piechoty AK, który przemieszczał się z Wereszczyna do Załucza. W Dębowcu partyzanci zatrzymali się w majątku Czupryńskich, zajmując plac, stodołę i budynek mieszkalny. W dworku Stefana Czupryńskiego zakwaterowało dowództwo w osobach Romuald Kompf ps. „Rokicz”, Henryk Jarzyna, ps. „Szerszeń” i Ludwik Pałys ps. „Ludwik”. Kwatera u Stefana Czupryńskiego nie była przypadkowa, gdyż dziedzic niejednokrotnie przekazywał wcześniej, jak i później, żywność oraz odzież na rzecz partyzantów. Z partyzantami kontakty utrzymywał już od samego wybuchu wojny, a w jego majątku przez dłuższy czas znajdował się skład broni. Stefan Czupryński udzielał wsparcia także po zakończeniu wojny. W jego domu odbył się w 1946 roku ostatni zjazd powiatowych struktur Rady Jedności Narodowej. Były to prolondyńskie struktury władz samorządowych, działające podczas wojny u boku AK, a po wojnie wspierające Polskie Stronnictwo Ludowe Stanisława Mikołajczyka. Rada Jedności Narodowej działała przeszło dwa lata, a strukturom tym przewodniczył rolnik z Sękowa Roman Panasiuk.
We wsi dokonano jednakże egzekucji bratobójczej, gdyż prawdopodobnie z rąk swoich kolegów lub też z rąk sowieckiej partyzantki, inspirowanej przez członków polskiego podziemia, zginął komendant placówki AK w Dębowcu Antoni Miazga, ps. „Lew”. Ponadto troje mieszkańców Dębowca zginęło w Urszulinie w dniu 25 kwietnia 1944 roku, kiedy wojsko okupacyjne natknęło się na ludzi wybierających kartofle z kopców kontyngentowych. Byli to dwaj osadnicy przesiedleni z Poznańskiego oraz miejscowy trzydziestolatek Krauze, mieszkający u Magdalińskich. Natomiast na porządku dziennym były grabieże, dokonywane głównie przez bandy podszywające się pod partyzantkę niepodległościową, ale także przez samych miejscowych partyzantów. Chociażby jeden z młodych gospodarzy poprosił zakwaterowanych partyzantów o wykonanie wyroku śmierci na swoim ojcu, mówiąc im, iż jest donosicielem niemieckim. Wlaliśmy niemiłosiernie oskarżycielowi tak, że leżał tydzień w łóżku, z siniakami od namoczonych lejcy. W wyniku zabiegów synek przyznał się, że nie mógł doczekać się śmierci ojca i poczucia się panem gospodarki. Zamierzał sprzedać ją i wyjechać do miasta, gdyż atmosfera i praca wiejska nie odpowiadały mu – zapisał w swoich wspomnieniach Pasikowski.
4. Dębowiec w Polsce Ludowej
4.1. Mieszkańcy wobec represji władz i działalności partyzantki antykomunistycznej
Choć Dębowiec nie należał do wsi o silnych wpływach partyzantów antykomunistycznych, to jednak niektórzy mieszkańcy na stałe utrzymywali z nimi kontakty. Łącznikiem w organizacji WiN („Wolność i Niezawisłość”) był chociażby Eugeniusz Wasilewski. Nowe władzy prześladowały wszystkich tych, którzy w trakcie wojny należeli do prolondyńskich organizacji podziemnych, a także członków ich rodzin. Do obozów w Związku Socjalistycznym Republik Radzieckich wywieziono chociażby Kazimierza Kobusa, skąd do domu już nigdy nie wrócił.
We wsi Dębowiec mieszkał pierwszy powojenny Wójt Gminy Wola Wereszczyńska Jan Ochal. Przed wojną mieszkał na Kalinówce, jednak przeniósł się do Dębowca, gdyż stąd bliżej mu było do urzędu, który znajdował się w Urszulinie. Wójta Jana Ochala zabili okoliczni bandyci, podszywający się pod partyzantów. Często do nas przychodził, czuł, że chcą jego zabić. Mówiliśmy mu żeby jeszcze poukrywał się kilka dni, ale on odpowiedział: dosyć – wspomina mieszkająca po sąsiedzku Eugenia Jung. Morderstwa dokonano prawdopodobnie na zlecenie Józefa Struga, na co wskazywały zeznania świadków w trakcie procesu w sprawie „mordu puchaczowskiego”, chociażby Przewodniczącego Gminnej Rady Narodowej w Woli Wereszczyńskiej Stanisława Wakuły. Zabójstwo wójta zostało przeprowadzone w dniu 9 marca 1947 roku. Był to akt zemsty na wójcie, gdyż lista z nazwiskami poborowych, na której znaleźli się oprawcy, została przekazana władzom wojskowym. Celem zabójców była również kasa gminna, a mogło chodzić o pieniądze lub też o pieczęcie, które bandyci potrzebowali do fałszowania dokumentów na kradzione konie, sprzedawane później na bazarze w Łęcznej. Wobec panującej w tamtych czasach anarchii i powszechnym koniokradztwie władze ludowe wprowadziły obowiązek posiadania na każdego konia dowodu tożsamości, które wydawane były przez wójta. Po udaremnionej próbie rozbicia kasy gminnej w Urszulinie bandyci udali się do mieszkania wójta i zażądali oddanie kluczy. Następnie przeszukali całe mieszkanie w poszukiwaniu pieniędzy, po czym wyprowadzili wójta, by zastrzelić go przed domem. W wydanym następnego dnia raporcie Starosty Włodawskiego czytamy, iż zabili go z broni palnej. Uprzednio zrabowali odzież, bieliznę, 1 maciorę i konia z wozem. Zabrali też pieczęć państwową z godłem państwowym i napisem w otoku „Zarząd Gminy Wola Wereszczyńska pow. włodawskiego”. W toku dalszego śledztwa ustalono, iż do wójta: przyszło 2-ch nieznanych bandytów i domagali się u w/w pieniędzy w większej ilości. Po przeprowadzonej rewizji pieniędzy nie znaleźli, więc zabrali 15-cie kilo słoniny. Rodzinie, a zarazem świadkom morderstwa, bandyci nakazali milczeć w tej sprawie, grożąc śmiercią za ujawnienie nazwisk. Mieszkająca po sąsiedzku Eugenia Jung wspomina, jak wszyscy w domu czekaliśmy cicho ukryci, a wyszliśmy z ukrycia dopiero po usłyszeniu odjeżdżających furmanek.
Nie były to jedyne bandyckie wydarzenia we wsi. Powszechne stawały się kradzieże inwentarza i innych cennych rzeczy, często dokonywane wśród najbliższych sąsiadów. W maju 1946 roku zrabowano kwotę 15.000 złotych sołtysowi Stanisławowi Jungowi, który do Urszulina szedł z Janem Górko, sołtysem ze Starego Załucza. Zrabowana kwota stanowiła zebrany podatek od mieszkańców wsi.
4.2. W latach „ludowego” pokoju
Komisja szacująca szkody wojenne ustaliła, iż straty podczas wojny poniosło 16 rodzin, największe Maria Madalińska, której straty oszacowano na ponad 30 tysięcy złotych. Straty rekompensowano poniemieckimi gospodarstwami. Osada została całkowicie spolonizowana, gdyż ci Niemcy, którzy nie wyjechali przed wojną, opuścili swoje domostwa w jej trakcie. Wojna spowodowała znaczny spadek ludności, ponieważ z 250 mieszkańców, zamieszkujących Dębowiec w 1943 roku, dwa lata później pozostało już 188 osób z 36 rodzin. Do kwietnia 1947 roku we wsi ubyło kolejnych 40 osób. W poniemieckich majątkach osiedlili się nowi mieszkańcy, jednakże kwestie własnościowe regulowano w drodze sądowej. Jako majątki opuszczone przejmowane były przez państwo, dlatego też znaczna część gruntów rolnych, łącznie ze znacjonalizowanymi dobrami Czupryńskich, weszły w skład utworzonego państwowego gospodarstwa rolnego (PGR).
Mapa topograficzna z 1965 roku wskazywała na istnienie we wsi 42 gospodarstw, rozciągających się od Kozubaty, aż po Grabniak i Nowe Załucze. Zamieszkiwało je 149 osób. Jeszcze w tych latach używano nazwę „Dembowiec”, choć już kolejne mapy umieszczały funkcjonującą do dnia dzisiejszego nazwę „Dębowiec”. Część budynków było rozbieranych, ale powstawały również nowe, w tym drewniany młyn w gospodarstwie Grabowskich. W latach osiemdziesiątych liczbę mieszkańców żyjących w ciągle rozciągniętej w wiele stron wsi szacowano na 160, lecz gospodarstw ubyło do 32.
Wraz z upływem kolejnych lat życie ulegało normalizacji. Pierwszym powojennym delegatem z Dębowca do Gminnej Rady Narodowej (GRN) Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie został Kazimierz Grabowski, zaś sołtysem Stanisław Jung. Przedstawicielami w Gromadzkiej RN na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zostali Franciszek Jung i Mieczysław Szewc. Na początku lat pięćdziesiątych wieś zasłynęła w okolicy tym, iż nowym sołtysem wsi została kobieta Jadwiga Adamowska. Wzmocnienie roli kobiety było przecież sztandarowym hasłem nowej władzy. Jadwiga Adamowska była jako sołtys szanowana we wsi, przede wszystkim za postawę w czasie wojny. Broniąc swoje młodsze rodzeństwo przed wywiezieniem do Niemiec została uwięziona w obozie w Oświęcimiu. W gospodarstwie u Adamowskich w pierwszych latach powojennych produkowano cegłę, na którą był bardzo duży zbyt, gdyż w okolicy masowo zamieniano budynki drewniane na murowane.
Całkowitemu zniszczeniu uległ dwór i zabudowania gospodarcze majątku Zbigniewa Cichońskiego. Jedynie pozostałości po wyróżniającym się w okolicy parku dworskim pozostały do dnia dzisiejszego i znajdują się w gospodarstwie Solanów. Po śmierci swojej żony Czupryńskiej poślubił jedną ze służących, jednak majątek był zaniedbywany. W tym czasie niektóre budynki gospodarcze rozebrano celem uzyskania materiałów budowlanych, które wykorzystane zostały przez mieszkańców na odbudowę zabudowań zniszczonych podczas wojny. W 1952 roku w ramach reformy rolnej majątek znacjonalizowano i utworzono wspomniany PGR. W PGR wybudowano nowe obory oraz zasadzono drzewka sadownicze. Przez środek gospodarstwa ciągnęła się aleja lipowo-świerkowa. W uznaniu za zasługi w Wojsku Ludowym, podczas walk na froncie zachodnim, a przede wszystkim w wyniku dobrych kontaktów z urzędem bezpieczeństwa, Zbigniew Cichoński odzyskał odbudowany majątek i ponownie doprowadził do ruiny, a następnie wszystko rozprzedał. Mało co siał i sadził, a jeżeli już dokonał jakiegoś zasiewu, to zbiory były mizerne. Nie posiadał sprzętu, ani koni, jednakże do pomocy w zbiorach gmina wyznaczała okolicznych mieszkańców – rozpamiętuje Eugenia Jung. Po drugim rozprzedaniu majątku przez Cichońskiego grunty po raz wtóry przejęło PGR, które z kolei w latach dziewięćdziesiątych zostały wykupione przez rodzinę Solanów. Jan Solan już w latach pięćdziesiątych, wprowadzając się do Dębowca, wykupił gospodarstwo po Stefanie Czupryńskim.
W gospodarstwie po Stefanie Czupryńskim znajdował się budynek szkoły publicznej. Utworzono ją dzięki środkom finansowym pozyskanym z dzierżawy gruntów na łowiska dla polowań. Na wniosek miejscowego radnego Kazimierza Grabowskiego GRN podjęła we wrześniu 1948 roku uchwałę o wydzierżawienie w tym celu gruntów rolnych za cenę od 250 do 350 tysięcy złotych. Siedmioklasowa szkoła funkcjonowała do 1967 roku, a w cztery lata później budynek został strawiony przez pożar. Pożar powstał w wyniku zapalenia się zbiorników oleju napędowego, przetrzymywanego w budynku. Było to paliwo Solana i ktoś chciał pożyczyć trochę. Poszli wieczorem, stąd też przyświecali sobie pochodnią, gdyż prądu wtedy nie było. I od tej pochodni zapaliły się wszystkie zbiorniki paliwa, a tym samym spłonął cały budynek – wspomina miejscowa Irena Pawłowska. Pierwszym dyrektorem szkoły był Jan Klepacki, a w 1958 roku zastąpił go na stanowisku Józef Kierepa. Oprócz tych osób w szkole uczyła Janina Krać (po mężu Klepacka), przez okres trzech lat Barbara Moszczyńska (po mężu Siroń) z Urszulina. Po spaleniu się szkoły część dzieci chodziło do Urszulina, a część do Starego Załucza.
Na rozwój Dębowca wpływ miała nowa droga asfaltowa prowadząca do Urszulina, która została wybudowana w połowie lat siedemdziesiątych. Mało brakowało, drogi by nie było. W gminie pracował Alfons Małek z Nowego Załucza i on chciał, by droga do Starego Załucza była przeprowadzona z Babska przez jego wieś. Gdy przyjechała delegacja z Warszawy to on nic mieszkańcom Dębowca nie powiedział, dopiero Józef Pawlak (tj. Przewodniczący Gminnej Rady Narodowej w Urszulinie) przysłał jakiegoś chłopca i na spotkanie z delegacją tylko ja zdążyłam przybyć. Taką tedy kłótnię zrobiłam … – wspomina Eugenia Jung. Sprawy przebiegu drogi już nie podejmowano, postanawiając, iż będzie ona prowadziła przez Dębowiec.
Obok świetlicy mieszkańcy w 1953 roku postawili w czynie społecznym kapliczkę. Kapliczkę ogrodzono pozostałymi na opuszczonym cmentarzu ewangelickim metalowymi elementami ogrodzenia. We wsi nie było kaplicy, dlatego przydrożna kapliczka służyła mieszkańcom za miejsce odprawiania mszy, zwłaszcza w dniu poświęcenia pól. Z powodu rozciągłości wsi w kilka strony powstał spór mieszkańców o drogę, jaką ksiądz miał prowadzić procesję poświęcenia pól. Spór mieszkańców urósł do tego stopnia, że w pewnym momencie ksiądz Władysław Urbańczyk odmówił przeprowadzenia procesji, a poświęcenia pól dębowieckich dokonał na mszy odprawianej w Wereszczynie. Z powodu dużej odległości na mszy jednak prawie nikt się nie pojawił, więc ksiądz pomimo sporu mieszkańców, powrócił do procesji we wsi.
Natomiast aktywizacji kulturowej mieszkańców posłużyła nowa świetlica, powstała w zdanych państwu zabudowaniach rodziny Bydlińskich. Działalność w świetlicy rozwinęło Koło Gospodyń Wiejskich (KGW), skupiające gospodynie również ze Starego i Nowego Załucza. W ramach koła prowadzone były zajęcia z szycia i innych zajęć domowych. Kobiety posiadały swoje KGW, mężczyźni natomiast kółko rolnicze. Z czasem do Koła Rolniczego w Dębowcu przystąpili gospodarze z Nowego Załucza, do którego zostały przeniesione kółkowe maszyny i sprzęt rolniczy. Sprawa przebiegu drogi i inne drobniejsze czynniki spowodowały konflikt mieszkańców obydwu wsi, stąd też dębowieccy gospodarze przenieśli swój sprzęt do Spółdzielni Kółek Rolniczych w Urszulinie. Miejsce w swoich zabudowaniach oferował Jan Solan, ale nikt nie chciał się zgodzić, już nie jeden raz pojawiał się konflikt Solana z mieszkańcami – wspomina Eugenia Jung.
5. Dębowiec współczesny
Na początku nowego milenium we wsi mieszkało 174 osób, należących do rzymsko-katolickiej parafii w Urszulinie. Wykaz zameldowanych z 2007 roku wykazał 161 osób, zamieszkujących w 30 gospodarstwach. W przeciągu kolejnych lat liczba mieszkańców zmalała, gdyż na koniec 2009 roku było 154 zameldowanych. KGW zaprzestało działalności, ale wiodącą rolę w dalszym ciągu pełniły kobiety. Z dużą częstotliwością w wiejskiej świetlicy organizowane są imprezy, typu ostatki, mikołajki, sylwester, a połowę składu znanego ludowego zespołu „Załuczanie” stanowią właśnie kobiety z Dębowca. Nie dziwi więc, iż aa radną Rady Gminy w Urszulinie aż trzykrotnie (w 1998, 2002 i 2006 roku) mieszkańcy wybierali Jadwigę Czajkowską, niestety nagła śmierć w 2008 roku nie pozwoliły na zakończenie trzeciej kadencji. Jej zastępcą został Mieczysław Łapiński. Sołtysem wsi jest Waldemar Jung.
Śladem świadczącym o długim pobycie osadników niemieckich w Dębowcu jest ewangelicki cmentarz, który niestety każdym rokiem przegrywa walkę z naturą. Pozostała cmentarna kapliczka z 1930 roku, grób Marii Natke i kilka już zniszczonych innych grobów, najstarszy z 1909 roku.
Źródła i literatura
Źródła:
- „Głos Podlasia: tygodnik społeczno-literacki”, nr 4 (1911), www.ebuw.uw.edu.pl;
- „Ziemia Włodawska” numery z lat 1924 – 1927: nr 14 (1924); nr 5, 14, 5-6 (1925); nr 16 (1927);
- Dokumenty w zbiorach Anny Wasilewicz z Zabrodzia i Edmunda Brożka z Włodawy;
- Dokumenty w zbiorach własnych autora;
- Doroszewski Jerzy, Mniejszość niemiecka na Chełmszczyźnie w latach 1918-1939 [w:] Rocznik Chełmski, Tom 3, Chełm 1997;
- Dzienniki szkolne Szkoły Powszechnej w Zabrodziu z lat 1921 – 1932 i Szkoły Powszechnej w Dębowcu z lat 1938 – 1939, zebrane w Zespole Szkół w Urszulinie;
- Hucał Michał, Kantoraty i osady ewangelickie w Parafii Cyców na 1 II 1929;
- Jeske Adolf, Meine Reise in die Vergangenheit nach Kulczyn und Wojciechow im Cholmer Land, Neustadt – Diedesfeld 2005;
- Komenda Powiatowa Policji Państwowej we Włodawie (nr zespołu: 467), Archiwum Państwowe w Lublinie;
- Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, www.wbc.poznan.pl;
- Księgi hipoteczne Sądu Rejonowego we Włodawie;
- Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
- Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1965, www.geoportal.gov.pl;
- Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1992, www.geoportal.gov.pl;
- Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
- Materiały administracyjne PUBP Włodawa (nr zespołu 037/24, k. 24), Instytut Pamięci Narodowej Lublin;
- Metryki szkolne z 1939 roku, zebrane w Zespole Szkół w Urszulinie;
- Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, Tom XV, Włodawa 2008;
- Ochal Aleksander, Moje wojny i rewolucje, Warszawa 1982;
- Pasikowski Stanisław, Lotny Oddział AK „Nadbużanka”, Łódź 2003;
- Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
- Starostwo Powiatowe we Włodawie (nr zespołu 6/0, dokumenty z lat 1944 – 1953), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
- Tarczyński Marek (red.), Bitwa Warszawska 13 – 28 VIII 1920. Dokumenty operacyjne, Część I, Warszawa 1995;
- Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911 – 1915;
- Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944 – 1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
- Wspomnienia mieszkańców: Eugenia Jung (z domu Sochaczewska) z Dębowca; Marta Mantaj (z domu Urbaś) z Dębowca; Józef Kujawski z Babska; Stanisław Lutomski z Babska; Henryk Kozłowski z Urszulina (www.tnn.pl); Maria Grzegorczyk (z domu Solan) z Urszulina; Kazimierz Panasiuk z Urszulina; Janina Chrzaniuk (z domu Ryszkowska) z Urszulina; Janina Sempruch (z domu Radzimowska) z Urszulina; Irena Pawłowska (z domu Ochal) z Dębowca; Zdzisław Kopron;
- Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” Okręg Lubelski (nr zespołu: 35/1099/0/12/444), Archiwum Państwowe w Lublinie.
Literatura:
- Caban Ireneusz, Machocki Edward, Za władzę ludu, Lublin 1975;
- Caban Ireneusz, Oddziały Armii Krajowej 7 Pułku Piechoty Legionów, Lublin 1994;
- Doroszewski Jerzy, Mniejszość niemiecka na Chełmszczyźnie w latach 1918-1939 [w:] Rocznik Chełmski, Tom 3, Chełm 1997;
- Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia” nr 3 z 2007 r.;
- Kołacz Małgorzata, Tarasiuk Dariusz, Dzieje Gminy Sosnowica. Analiza potencjału historycznego, Sosnowica 2007;
- Kopiński Jarosław, Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Milerta „Sępa”, www.podziemiezbrojne.blox.pl;
- Piotrkowski Wiesław, Zarys historii okolic Poleskiego Parku Narodowego, [w:] „Zeszyty muzealne”, Tom X; Włodawa 2002;
- Sobiecki Leonard, Z dziejów szkolnictwa podstawowego Powiatu Włodawskiego w okresie okupacji z uwzględnieniem tajnego nauczania, Lublin 1974;
- Śladkowski Wiesław, Kolonizacja niemiecka w południowo-zachodniej części Królestwa Polskiego w latach 1815-1915, Lublin 1969;
- Wawryniuk Andrzej, Encyklopedia Euroregionu Bug, powiat włodawski (Polska), Łuck 2009;
| Komentarze |
|
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||



