Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 186
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

 

Adam Panasiuk

Śladami zapomnianej historii …

Dębowiec

1. Dębowiec od powstania do odzyskania przez Polskę niepodległości

W pierwszej połowie XIX wieku za aprobatą Cara Rosji Mikołaja I w Królestwie Polskim nasiliła się akcja kolonizacyjna. Prywatni właściciele ziemscy zaczęli osadzać nowych przybyszów – głównie Niemców – na pustkowiach i karczowiskach. Powodem ich przyjazdu była panująca na obszarze Prus i innych księstw niemieckich bieda, przeludnienie na wsiach, jak i wieloletnie obciążenie służbą wojskową. Jednak najbardziej nowi przybysze pragnęli wolności, co dawało im osadnictwo na terenach polskich zaboru rosyjskiego. W ten sposób powstała osada Dębowiec, której nazwa ma charakter florystyczny – od dębu lub lasu dębowego. Już w księgach parafialnych kościoła wereszczyńskiego z XVI wieku lasy porastające tereny dzisiejszej wsi określano Borem Dębowieckim, ze względu na dużą domieszkę drzew dębowych. Jeszcze w XIX wieku w dokumentach urzędowych pojawiała się nazwa Dębowicz, w drugiej zaś połowie wieś zapisywana była jako Dembowiec.

Zwarta osada utworzona została przez kolonistów niemieckich około 1828 roku na dobrach wereszczyńskich, choć już wcześniej w miejscu tym zamieszkiwali osadnicy polscy. W pierwszym dziesięcioleciu tego stulecia w osadzie leśnej zwanej Budami Dębowiec lub Majdanem Dębowiec zamieszkiwali popielarze – Paweł Bartnicki, Józef Jaworski, Franciszek Krakowiak, czy też Jacek Fiałkowski. Występowanie w nazwie osady słowo „budy” świadczyło, iż składała się z niedbale skleconych drewnianych chat, stawianych w układzie czworoboku, w których mieszkali pracownicy leśni. Osadę zamieszkiwali głównie smolarze i popielarze trudniący się prymitywną obróbką chemiczno-termiczną drzew i karp porębowych. Wytwarzany przez nich węgiel drzewny wykorzystywali kowali w coraz liczniejszych w okolicach kuźniach.

W latach dwudziestych (prawdopodobnie w 1828 roku) do osady sprowadzili się Niemcy, pochodzący z okolic Łodzi i z samych Niemiec. Zakupili grunty po wykarczowanych lasach, stąd też w pierwszych latach ich wysiłek nakierowany był na doprowadzenie roli do używalności. Zaraz po przybyciu postawili ewangelicką kaplicę oraz założyli swój cmentarz. Już w roku 1838 w Dębowcu był kantorat, czyli dom modlitwy, w którym rolę kapłana pełnił kantor wybierany wśród inteligentnej części mieszkańców. Odprawiał on w niedziele i święta nabożeństwa, chrzcił, dawał śluby oraz grzebał zmarłych. Spełniał także funkcje nauczyciela dzieci kolonistów i przygotowywał je do konfirmacji, którą udzielać mógł tylko pastor. W 1861 roku do dębowieckiego kantoratu przyłączono ewangelików z Zabrodzia. Kantorat działał aż do czasu I wojny światowej. Prawdopodobnie znajdował się w pobliżu Kozubaty, skoro nawet niektórzy, jako lokalizację jego położenia, podawali właśnie tą wieś.[1] Funkcję kantorów kolejno pełnili:

  • Daniel Weitz – 1879;
  • Graft Lindner – 1881-1886;
  • Julius Weitz – 1888-1890;
  • Adolf Schulz – 1892-1894;
  • Ferdinand Taron – 1896;
  • Graft Lindner – 1897-1898;
  • Henrich Krebs – 1899;
  • Gottfried Krauze – 1902;
  • Theodor Wahl – 1904-1905;
  • Samuel Richert – 1906;
  • Andreas Richert – 1907;
  • Emil Pahl – 1908-1909;
  • Henrich Fege – 1910;
  • Robert Kruger – 1911-1913;

· August Bielke – od 1913.

Bielke już w rok przed objęciem kantoratu w Dębowcu zakupił od Stefana Karpińskiego grunty w Aleksandrówce i zajął się prowadzeniem gospodarstwa rolnego.

Koloniści, osiedlając się na dobrach szlacheckich, poddani byli ciężarom czynszowym, daninom i podatkom publicznym. Przenoszenie własności ziemi odbywać się mogło jedynie po upływie określonego czasu posiadania i pod ścisłą kontrolą dziedzica. Wobec kolonistów dziedzic stosował odpowiedzialność zbiorową, a więc w przypadku ucieczki, bądź braku zapłaty obciążeń czynszowych, obowiązek uiszczenia przechodził na pozostałych mieszkańców. W Dębowcu zdarzały się nawet przypadki odrabiania pańszczyzny na rzecz dziedziców wereszczyńskich. Praca odrobkowa była bowiem formą zapłaty za dzierżawę znajdującej się w ich rękach ziemi, która według prawa stanowiła własność dziedzica.

Sytuacja kolonistów poprawiła się po upadku powstania styczniowego, a zwłaszcza po wydaniu przez cara ukazu uwłaszczeniowego. W ramach reformy uwłaszczeniowej z 1864 roku z majątku wereszczyńskiego 16 osadom włościańskim przydzielono 286 mórg ziemi. Wszystkie osady były tej samej powierzchni, a otrzymali je kolejno:

· Fryderyk Małek;

· Frydrych Mester;

· Jan Małek;

· Andrzej Szmuland;

· Bogumił Szmuland;

· Julian Rysztok;

· Jan Zifert;

· Karl Brauer;

· Wilhelm Brejt;

· August Sztofel;

· Michał Shulz;

· Jan Gajka;

· Antoni Paruszkiewicz;

· Michał Gajka;

· Karl Lesert;

· Karl Demsztejn.

Każdy z nowych właścicieli został zobowiązany do zapłaty na rzecz dziedzica odszkodowania po 259 rubli. Jako siedemnastą osadę utworzono jednomorgowy cmentarz ewangelicki. Poza ziemią osadnikom z Dębowca nie przyznano żadnych służebności serwitutowych, dopiero w 1900 roku nabyli je w formie płatnego kontraktu. Nie wszyscy koloniści otrzymali ziemskie nadziały. We wsi bez osady uwłaszczeniowej zostali August Hofman, czy Bogumił Hapke, który przeprowadził się z pobliskiego Stefanowa.

Uwłaszczenie kolonistów wpłynęło na kształt wsi. Od tego czasu budowano się w formie jednorzędowej ulicówki, czyli budynki mieszkalne i zabudowania gospodarcze znajdowały się po jednej stronie. Do każdego gospodarstwa przylegało pole, biegnące prostopadle do osi drogi, z wyraźnymi granicami poszczególnych gospodarstw. Kuźnię prowadził Fryderyk Małek. Zagadkowa jest duża śmiertelność w pierwszym roku po uwłaszczeniu. W przeciągu kilku letnich miesięcy zmarło 5 dzieci z rodzin Małków, Brauerów, Szmulandów i Brejtów.

Coraz więcej we wsi osiedlało się kolonistów polskich, choć rodziny Paruszkiewiczów i Gajków sprowadziły się jeszcze przed uwłaszczeniem. Przed wojną światową w Dębowcu zamieszkali Leszczyńscy, Adamowscy, Pajączkowscy, Gąsiorowscy, Kiciowie, Urbasiowie, Ćwirzeniowie i Gawryołkowkowie. W dalszym ciągu sprowadzali się także ewangelicy, chociażby Frydrych Holc. Równocześnie niektórzy, zwłaszcza młodzi, emigrowali. Do Niemiec w 1906 roku wyjechały siostry Ludwika Pahl i Julianna Hinc. Z kolei do Stanów Zjednoczonych w 1908 roku wyemigrowali August i Emil Pahlowie, a 3 lata później August Harke.

Według stanu z 1915 roku w Dębowcu znajdowało się już 23 gospodarstwa, które pod względem narodowościowym były w większości niemieckie. Na przestrzeni prawie 100 lat niemieckiego osadnictwa z leśnej osady Dębowiec przekształcił się w jedną z bogatszych w okolicy. Korespondent „Głosu Podlasia” zauważył, ze Niemcy we Włodawskim, przez swą pracowitość, oszczędność i umiejętne gospodarowanie dochodzą do dobrobytu i coraz więcej będą wykupywali ziemie.[2]

Jako wieś w dużym stopniu niemiecka Dębowiec nie doznał materialnego uszczerbku w okresie. Po wybuchu I wojny światowej w lipcu 1914 roku mniejszość niemiecka znalazła się w bardzo niekorzystnym położeniu, gdyż rosyjskie prawodawstwo pozbawiło prawa do posiadania nieruchomości przez poddanych państw nieprzyjacielskich, tudzież kolonistów i wychodźców niemieckich.[3] Wielu mężczyzn wcielono do rosyjskiej armii. W niej znalazł się chociażby Johan Hapke, który trafił do niewoli już podczas walk sierpniowych z 1915 roku. Cywilna ludność niemiecka była pierwszą grupą narodowościową, którą w lipcu 1915 roku deportowano w głąb Rosji, czyniąc to na kilka tygodni przed wkroczeniem wojsk niemieckich. Wraz z nimi zabrano wiele rodzin polskich, chociażby Józefa Adamowskiego. Teofil Kitlitz, kolonista z Cycowa, przechodzący w kolumnie wypędzanych przez Dębowiec w dniu 16 lipca wspominał, iż wieś była już wówczas opustoszała. Pozostali jedynie ci, którzy wykorzystując powszechnie panujący chaos, schowali się w okolicznych lasach. W Rosji wielu zginęło lub zmarło z powody chorób i głodu. Taki los spotkał chociażby Adolfa Holca.

Pod okupacją niemiecką (od sierpnia 1915 roku) sytuacja gospodarcza miejscowej ludności, zwłaszcza polskiej, pogorszyła się ze względu na eksploatację i wywóz wielu artykułów na potrzeby machiny wojennej. Majątek dworski poddano tymczasowemu zarządowi okupacyjnemu. Przedwojenne czasopismo „Ochrona Zabytków Sztuki” informuje[4], że zabytkowy dwór uległ całkowitemu zniszczeniu. Życie społeczne podporządkowane zostało surowym zasadom komendy wojskowej, które ograniczały komunikację z resztą kraju.

Po wybuchu rewolucji październikowej w Rosji w 1917 roku większość mieszkańców Dębowca powróciło do pozostawionych domostw. Zdarzało się często, że nie było do czego wracać, gdyż gospodarstwo bądź to było w ruinie, lub też zajęte przez nowych osadników. Na zakup nowego gospodarstwa mało kogo było stać, choć we wsi znajdowało się wiele pustek. Niektórzy Niemcy, jak tylko wrócili z Rosji, to sprzedawali wszystko i jechali do Niemiec. Można wtedy było dużo ziemi kupić, ale pieniędzy nie było. Grabowski to za jednego koguta miał 20 morgi kupić[5]opowiada Eugenia Jung. Wielu tutejszych Niemców wyjechało, ale z kolei po kilku miesiącach od zakończenia niemieckiej okupacji znaczna część żołdaków zaczęła się interesować nabyciem gruntów w Dębowcu lub okolicach. Do wydawanego w Chełmie „Polaka Kresowego” Grabowski pisał: Do niektórych osób w naszej okolicy napływają listy z Prus od wypędzonych z Polski żołdaków niemieckich, którzy za rządów okupacyjnych gospodarowali na naszych ziemiach. Listy te, pisane bardzo pokornie, zawierają prośbę o zawiadomienie, czy już się rozprzedają majątki dworskie, albo czy może kto sprzedaje ziemię włościańską, lub oddaje w dzierżawę, gdyż podczas „tymczasowego zarządu” bardzo im się tu u nas podobało i chętnie przeniosą się na stałe do Polski, aby z pożytkiem dla naszego kraju gospodarzyć na roli.[6]

Wielka fala powrotów nie oznaczała końca wojny. Walki w okolicy wsi, choć formalnie wojna zakończyła się w listopadzie 1918 roku, trwały jeszcze przez okres dwóch lat. W sierpniu 1920 roku wieś została zajęta przez wojska bolszewickie, jednakże w dniu 13 sierpnia dowódca trzeciej armii polskiej generał Zieliński wydał rozkaz operacyjny w sprawie zajęcia Dębowca, by kontrolować drogę Włodawa-Lublin. Stąd też oddziały polskie zaczęły koncentrować się w okolicach od Wereszczyna po Kopinę i Garbatówkę. Pierwszy atak wykonała XIII brygada piechoty, jednakże w wyniku zaciekłych walk, w których poniosła poważne straty, brygada wycofała się do rejonu Sawin-Pniówno. Kolejną udaną próbę wyparcia bolszewików dokonała dwu-batalionowa grupa kapitana Zajchowskiego.

2. Dębowiec w okresie Drugiej Rzeczypospolitej

2.1. Dębowiecki folwark

Jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia we wsi pojawiła się szlachecka rodzina kolonisty Ksawerego Czupryńskiego, ożenionego z Emilią Piasecką, którzy wybudowali we wsi dworek. W nowym stuleciu Ksawery Czupryński podzielił cały swój majątek pomiędzy 4 synów Stefana, Antoniego, Witolda i Konstantego. Przed I wojną światową, jako właściciele zapisywani byli Antoni i Stefan. Konstanty po wojnie objął część po Antonim, został ponadto właścicielem majątku na Łysosze. Druga część majątku w Dębowcu pozostawała w posiadaniu brata Stefana, z czasem wydzielono trzecią część dla ich siostry Ksawery. Przed sprzedażą majątku na Łysosze bracia Czupryńscy byli właścicielami 411 mórg gruntów.

Dziedzic Konstanty Czupryński, choć będąc przez całe życie w stanie kawalerskim, znacznie rozbudował gospodarstwo swojego ojca w Dębowcu. Wobec problemów dziedzica z utrzymaniem płynności finansowej jego gospodarstwa zaciągane były pożyczki w Ameryce. Dzięki nim Czupryński, oprócz samego dworku, wybudował olejarnię, młyn (będący faktycznie własnością Stefana), cegielnię, chlewnię, oborę, stajnię oraz obszerne piwnice. Budynki miał bardzo ładne, w oborach posadzki wylane, zawsze wybielone były. Trzymał dużo koni i bydła. A w piwnicach, to my się bawiliśmy[7] – opowiada Eugenia Jung. Bracia Czupryńscy byli ponadto właścicielami kilkunastu stawów rybnych, położonych od strony Babska, w których założono hodowlę karpi.

Konstanty Czupryński był aktywny w sferze publicznej, pełniąc chociażby, jako sympatyk Narodowej Demokracji, funkcję członka Sejmiku Włodawskiego. Podczas posiedzeń sejmiku często zajmował stanowiska w sprawach rolnych, dlatego też został członkiem Komisji Rolnej. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej był aktywnym członkiem Włodawskiego Towarzystwa Rolniczego. Po śmierci dziedzica w dniu 20 stycznia 1925 roku władze Sejmiku wygłosiły taką oto mowę pożegnalną: To też Sejmik Włodawski traci w ś. p. Konstantym Czupryńskim jednostkę, jakich niewiele się już spotyka.[8] Paradoksalnie w godzinę po śmierci przyszedł telegram o przyznaniu 20.000 złotych pożyczki rządowej, o którą zmarły się usilnie starał. Nie żył w luksusach, a był bardzo pracowity i dobry dla ludzi[9] – opowiada Eugenia Jung. Furmanem Konstantego był mieszkaniec Grabniaka Seweryn Sochaczewski, który woził dziedzica po całej Polsce, nawet do Białegostoku. Oj dużo Polski ojciec z Czupryńskim zobaczył[10] – dodaje Eugenia Jung. Poza czynnościami furmana pełnił również inne obowiązki, takie jak przy obsłudze młyna, czy też w olejarni.

Kilka lat po śmierci Konstantego, a w roku śmierci swojej matki Emilii (tj. w 1930 roku) Stefan sprzedał majątek brata na Łysosze dla Witolda Borettiego, przejął zaś majątek znajdujący się na Dębowcu. Utrzymanie Czupryńskim zapewniała sukcesywna sprzedaż gruntów – w 1925 roku ziemię pod Babskiem kupili Radzimowscy. Znaczną część życia Stefan Czupryński poświęcił na karierę wojskową, stąd też będąc w stanie spoczynku – jak wspominają najstarsi mieszkańcy – lubił przechadzać się po wsi w umundurowaniu. Był miłośnikiem myślistwa, pełniąc funkcję męża zaufania na gminę i członka komisji rewizyjnej w Towarzystwie Myśliwskim Powiatu Włodawskiego.

Swój folwark miała także Ksawera, najmłodsza siostra Czupryńskich. Mieszkała w drewnianym, bardzo długim dworku. Brat założył dla nie także plantację sadowniczą[11] – powraca pamięcią Janina Sempruch. Folwark był jednak bardzo zaniedbany, zwierzęta były wychudzone i często zdychały z głodu[12] – wspomina Eugenia Jung. Po niej majątek odziedziczył mąż Stefan Cichoński.

2.2. Stosunki ludnościowe

Sporządzony w 1921 roku powszechny spis ludności wykazał 24 domów z 199 mieszkańcami, z czego 27 zamieszkiwało w folwarku. We wsi zamieszkiwało 98 ewangelików, 73 rzymskokatolików i 1 unita. W folwarku mieszkało natomiast 19 prawosławnych i 8 rzymskokatolików. Wszyscy mieli zadeklarować narodowość polską. Według raportu miejscowej policji z 1923 roku we wsi zamieszkiwało 132 Niemców, co by wskazywało, że nie wszyscy mieszkańcy niemieccy byli ewangelikami, ale raczej świadczyło o nierzetelności spisu z 1921 roku. Natomiast zgodnie ze stanem z 1929 roku we wsi zamieszkiwało 25 rodzin niemieckich, stanowiąc tym samym 70% ogólnej ludności wsi. Łącznie we wsi w ostatnich latach pokoju znajdowało się około czterdzieści gospodarstw.

Przed wybuchem drugiej wojny światowej w Dębowcu, przy drodze prowadzącej z Urszulina do Puchaczowa, zamieszkiwali polscy gospodarze: Krauze, Adamowski, Kazimierz Kobus, Miazga. Na drodze odchodzącej w stronę wsi mieszkał niemiecki gospodarz Rudolf Winter, po nim Jan Grabowski, Wrzosowie, a następnie przed samym cmentarzem znajdowało się gospodarstwo niemieckie Henryka Reichwalda. Za cmentarzem mieszkali Pawłowscy, Magdalińscy, Tatarscy, Mendlowie, niemiecki gospodarz Rudolf Hapke – jego zwaliśmy „brodatym”, bo miał dużą brodę[13] – opowiada Janina Sempruch. Za nim mieszkał jego młodszy brat, następnie Dombresowie i gospodarz o imieniu Otto. Gospodarstwa od dzisiejszej kapliczki w stronę wsi Grabniak również były niemieckie. Właścicielami pierwszych gospodarstw byli bracia Wilhelm i Juliusz Klimbajowie (właściwie Klingbeilowie) oraz Ferdynand Hapke. Pierwszy z Klimbajów słynął na okolice ze swoich zdolności majsterkowicza. Następnie znajdowały się 3 gospodarstwa, a ostatnie z nich było własnością Manela Hapki. Za nim znajdowało się polskie gospodarstwo Kiciów, a następnie Waltera i Augustyna Natki. Grób córki Augustyna Natki zachował się na tutejszym cmentarzu do dnia dzisiejszego. Byli to bardzo dobrzy i uczciwi ludzie. Jak wyjeżdżali stąd w 1940 roku to zrobili przyjęcie dla naszych rodziców i przez długi czas pisali[14] – wspominała Janina Sempruch. Od kapliczki w stronę Nowego Załucza znajdowały się włości Stefana Cichońskiego oraz Stefana Czupryńskiego. Po zabudowaniach folwarcznych znajdowało się niemieckie gospodarstwo własności Edwarda Harki. Za nim znajdowało się niemieckie gospodarstwo Ludwika Gawrońskiego, a następnie mieszkała polsko-niemiecka rodzina Rudolfa Jeske. Poza Rudolfem swoje gospodarstwa w Dębowcu posiadało także 2 jego braci – Adolf i Pol. Dalej za zabudowaniami Jesków znajdowało się gospodarstwo Piotra Grzywaczewskiego oraz niemieckie gospodarstwo Adolfa Busa. Gospodarstwa w Dębowcu rozciągały się również przy drodze prowadzącej z folwarku w stronę wsi Babsk. Pierwsze gospodarstwo było Pahlów. Mały domek mieli, gospodarstwo prawie żadne. Nie wiem z czego żyli[15] – wspomina Eugenia Jung. Dalej zamieszkiwały rodziny polskie: Małków, Walczaków, Radzimowskich, którzy osiedlili się po bezdzietnym małżeństwie Ferdynanda Nikiela, oraz niemiecka rodzina Adolfa Mantaja, osiadłego w zabudowaniach Walczaków. W odosobnionym miejscu, w pobliżu gruntów babskich, mieszkała rodzina Ukraińca Suproniuka, rybak na stawach rybnych Czupryńskiego. Uczynny to człowiek był[16] – opowiada Janina Sempruch

Polska szkoła we wsi powstała już w latach dwudziestych. Nauczanie dzieci do 1936 roku prowadzono w zabudowaniach kolejno Stefana Grabowskiego, Adamowskich i Mendlów. Brakowało miejsca, a dla dzieci z Nowego Załucza i Babska było daleko, dlatego mój ojciec (tj. Władysław Radzimowski) poszedł do Czupryńskich i wystarał się u nich o nowe izby. Jeździł nawet w tej sprawie do kuratorium[17] – opowiadała Janina Sempruch. Każda szkoła w gminie nadzorowana była przez dozorcę szkolnego, którego wybierała rada gminy. Nad szkołą w Dębowcu w latach dwudziestych nadzór pełnił miejscowy dziedzic Konstanty Czupryński, a jego szerokie uprawnienia obejmowały nadzór nad zarządzeniami kierownika szkoły, kreowanie polityki kadrowej w zakresie zatrudniania nauczycieli, czy też prowadzenie polityki finansowej.

Pierwszymi nauczycielami w szkole była Eugenia Paskiewiczówna i Ignaszewska. Na początku lat trzydziestych uczyło 3 nauczycieli, ale tylko jeden w pełnym wymiarze czasowym. Byli nimi Janina Rentflejszówna, Nikodem Rentflejsz, następnie Czesław Szpurko, Antoni Kubiczek, Burcan, Staszkiewczówna, oraz ks. Filip Bujalski z rzymskokatolickiej parafii w Woli Wereszczyńskiej, a później wikariusze z wereszczyńskiej parafii. Przed wojną jedynymi nauczycielami byli kierownik Czesław Szpurko i wikariusz z Wereszczyna ks. Kazimierz Szlędak. Szpurko był Poznańskiego i uczył nas nazw poznańskich. Takie dziwne nazwy mieli, ale później się przyzwyczaiłam[18] – opowiada Eugenia Jung. W dwuklasowej szkole, a w latach trzydziestych już czteroklasowej, uczyły się przede wszystkim dzieci z Dębowca. Po zlikwidowaniu szkoły w Zabrodziu uczęszczały również dzieci z Aleksandrówki, Kozubaty, Wiązowca i Zabrodzia – w połowie narodowości polskiej i niemieckiej. Gdy w 1934 roku utworzono szkołę w Urszulinie, wówczas chodziły do niej niektóre dzieci z Dębowca (np. Adamowscy, Kobusowie, Krauzowie, Aleksandrowicze). Przed wybuchem wojny liczyła już 5 klas, dlatego też uczęszczały do niej dzieci z dość odległych wsi, w których szkoły były najczęściej czteroklasowe (np. w Grabniaku). Z drugiej strony część dzieci polskich od strony Kozubaty uczęszczało do szkoły w Urszulinie.

W roku szkolnym 1930/1931 uczyło się w szkole 96 dzieci. W ostatnim przed wojną roku szkolnym na lekcje uczęszczało 85 uczniów, ale edukację skończyło tylko 67 z nich. W kolejnym roku liczba uczniów spadła do 60 dzieci. Dzieci w liczbie 43 w 1938 roku i 37 w 1939 roku były ewangelickiego wyznania. Poza ewangelikami w 1938 roku uczęszczało 38 dzieci katolickich, 3 wyznania mojżeszowego i 1 prawosławne. W kolejnym roku poza ewangelikami w szkole uczyło się jedynie 23 dzieci katolickich.

Powszechne były wówczas metody dyscyplinowania dzieci, które dziś są zabronione. O nauczycielu Burcanie jedna z jego uczennic Eugenia Jung wspomina: Miał linię długą i jak ktoś czegoś nie umiał, to tak walił tym kijem w tablicę, że wszystkie dzieci w ławkach podskakiwały.[19] Pomoce dydaktyczne i podstawowe wyposażenie ucznia należały do rzadkości. Plecaki mieliśmy zbite z desek a jedna książka musiała służyć dla całego rodzeństwa[20] – dodaje Eugenia Jung.

Poza zajęciami szkolnymi nauczyciele starali się rozwijać pozaszkolną pracę oświatową. Chociażby w 1925 roku nauczycielka Staszkiewiczówna zorganizowała dla dzieci przedstawienia teatralne ze zbiórką pieniędzy, a dochód z tej imprezy przeznaczono na cele charytatywne. Jedną z bardziej aktywnych nauczycielek była również Eugenia Paskiewiczówna, która wraz ze swoimi wychowankami odwiedzała sąsiednie miejscowości i pomagała w organizacji obchodów świąt. Była chociażby w Wereszczynie na obchodach święta 3 Maja, w trakcie którego dzieci z Dębowca – przytaczając opis z dwutygodnika lokalnego „Ziemia Włodawska” – odznaczyły się podczas pochodu deklamacją i śpiewami, czego nie uczyniły szkoły bliższe.[21] Młodzież do rozwijania zainteresowań zachęcał także ks. Filip Bujalski. Założył z młodzieżą koło Związku Młodzieży Wiejskiej, do którego należeli zarówno Polacy, jak i Niemcy. Członkowie koła organizowali przedstawienia, a z zarobionych pieniędzy oraz ze składek zakupywało książki, czy też prenumerowało czasopisma „Siew” i „Nowa Zorza”. Z czasem ze zbiorów koło młodzieży utworzyło skromną, ale własną biblioteczkę. Ksiądz Bujalski chwalił współpracę z młodzieżą, co wyraził w jednej z prasowej korespondencji: Miałem możność zauważyć, iż młodzież tutejsza garnie się do oświaty z zapałem i zrozumieniem (…). Kółko to z każdym dniem powiększa się, gdyż stale zapisuje się młodzież nowoprzybywająca.[22] Wielu młodych należało do Młodzieżowej Drużyny Strzeleckiej „Strzelec” z Urszulina, liderem organizacji był miejscowy Stefan Grabowski.

W wyniku działań z I wojny światowej całkowitemu zniszczeniu uległa ewangelicka kaplica. Dębowiec utrzymał jednak status kantoru, a kaplica znajdowała się w prywatnym domu Klimbajów. Był to 1 pokoik, w którym po brzegach ustawiono ławki[23] – wspomina Eugenia Jung. Funkcję kantora pełnił Robert Kruger. Przed wojną ewangelicy podjęli starania wybudowania nowej kaplicy, w 1938 roku złożyli do Urzędu Województwa Lubelskiego plany budowli i kosztorys, jednak inwestycję uniemożliwiła wojna. Od 1924 roku dębowieccy ewangelicy należeli do nowo-utworzonej Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Cycowie. Niemcy nie posiadali swojej szkoły, jednakże w kaplicy nauczano religii i języka niemieckiego. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, w roku szkolnym 1937-8, 40 ewangelickich dzieci uczęszczało w tygodniu na 2 lekcje religii, a katechetą był Emil Lück. O wzajemnych polsko-niemieckich Eugenia Jung opowiada Eugenia Jung: Żyliśmy z nimi zgodnie, nawet do naszego koła młodzieżowego należeli, ale młodzież bawiła się już osobno, a starsi na święta raczej się nie zapraszali.[24]

W roku poprzedzającym wybuch wojny światowej ujawniały się we wsi poglądy nacjonalistyczne i prawicowe. W wyniku agitatorskiej działalności na Chełmszczyźnie Juliusza Lindnera powstał w Dębowcu oddział Niemieckiego Związku Ludowego – organizacji skrajnie nacjonalistycznej, zwolenniczki polityki hitlerowskiej. Formy agitacji stosowane przez członków tejże organizacji często przyjmowały charakter gróźb i szantażu, dlatego też większość Niemców wstępowało w jej szeregi, czyniąc to bez większego przekonania, często pod naciskiem i w obawie przed presją otoczenia. Niemiecki Związek Ludowy wielką wagę przywiązywał do wychowania dzieci w duchu narodowosocjalistycznym sprowadzając z Niemiec podręczniki propagujące ideologię faszystowską, podsycał antagonizmy pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Często okazywało się, iż prowadzone z dziećmi lekcje religii były faktycznie lekcjami języka niemieckiego, historii Niemiec, na których wpajano ideologię nacjonalistyczną i antypolską. W wyniku agitacji już przed wojną niektórzy mieszkańcy zdecydowali się na sprzedaż gospodarstwa i wyjazd w Poznańskie. Mieszkańcy niemieccy, którzy nie wyjechali przed wojną uczynili to zaraz po jej wybuchu.

Zdecydowana większość mieszkańców na co dzień zajmowała się przede wszystkim pracą we własnym gospodarstwie rolnym. Niemcy nie różnili się od Polaków, byli tak samo biedni i bogaci jak my, ale gospodarki mieli zadbane. Każda musiała być ogrodzona[25]powraca pamięcią Eugenia Jung. Usługi stolarskie w latach dwudziestych pełnił Wilhelm Pahl. Niektórzy z gospodarzy, zwłaszcza Polacy i Ukraińcy, pracowali w folwarku Czupryńskich. Wykonywali najczęściej pracę fizyczną, jako parobkowie rolni, choć byli też rzemieślnicy. Zawód murarza wykonywali chociażby Władysław i jego syn Bolesław Tkaczyk. Pracownicy folwarczni należeli do najbiedniejszych mieszkańców. Pamiętam, jak dzieci z tych rodzin przychodzili do nas prosić o kawałek chleba[26]wspominała z dzieciństwa mieszkająca po sąsiedzku Janina Sempruch.

Często mieszkańcy stawali się ofiarami napadów i rabunków, dokonywanych najczęściej przez bandytów z sąsiednich miejscowości. W czasie letniej nocy 1927 roku taki napad dokonano na Ferdynanda Nikiela. Bandyci związali gospodarza i jego żonę, a ich łupem była gotówka w wysokości 2.000 złotych i 3.600 rubli, po czym odjechali w kierunku Załucza. Po zatrzymaniu bandytów okazało się, iż jedyną bronią, jaką dysponowali, były blaszany rewolwer na korki, zakupiony zapewne na jednym z jarmarków. W efekcie tegoż wydarzenia rodzina Nikiela wyprowadziła się z Dębowca.

3. Los wsi i mieszkańców podczas wojny

Wybuch wojny światowej zaburzył relacje między sąsiadami. Grupy polskich nacjonalistów zaczęły prześladować najbardziej aktywnych politycznie Niemców. W okolicy działały również oddziały Czerwonej Gwardii, składające się z Ukraińców, Żydów i polskich komunistów. Ich celem był powitanie Armii Czerwonej. Jeden z takich oddziałów, pod przywództwem Aleksandra Ochala z Piaseczna, przywitał czerwonoarmistów właśnie w Dębowcu. Po latach w swoich wspomnieniach Ochal chwile te opisał w następująco: Zatrzymałem się w odległości kilkudziesięciu metrów i zacząłem się przyglądać ciężkim działom zamontowanym na gąsienicowych podwoziach. Wówczas nie umiałem określić ani ich kalibru, ani rodzaju, ale nietrudno było zorientować się, że jest to nowoczesny sprzęt, jakiego w Wojsku Polskim nigdy nie widziałem. Bardziej jednak niż sprzęt interesowali mnie ludzie – żołnierze armii socjalistycznej, z którą przed dwudziestu laty dane mi było przecież nie tylko zetknąć się, lecz nawet w skromnym stopniu współpracować. A w tej chwili ponadto byli oni w pewnym sensie reprezentantami państwa, które każdy proletariusz, bez względu na narodowość, uważał niejako za swą drugą ojczyznę. Zbliżyłem się. Ujrzałem młodych chłopców, o miłym wyrazie twarzy, schludnie i dostatnio ubranych.[27] Po krótkiej rozmowie jeden z czerwonoarmistów miał powiedzieć Ochalowi: Przybyliśmy tu, by zamieszkujących te ziemie Ukraińców i Białorusinów uchronić przed hitleryzmem. Nasz rząd gotów był udzielić pomocy również Polsce, ale wasze władze odrzuciły odpowiednie propozycje.[28]

Po upływie kilku dniu wojska radzieckie wycofały się za Bug, a rozpoczęła się okupacja niemiecka. Wraz z wkroczeniem wojsk niemieckich okazało się, że wielu młodych Niemców posiadało broń i aktywnie włączyli się w organizację struktur okupacyjnych. Eugenia Jung wspomina, jak jeszcze przed wkroczeniem wojska zaczęli się spotykać niby na modlitwę, a zapalali w kominach światła i dawać znaki dla swoich samolotów. Najgorszym z nich był Gawroński i Herman Pohl. A jak wojsko niemieckie wkroczyło, to okazało się, że mają opaski ze swastyką i karabiny. Zabrali wszystko z naszego związku młodzieżowego. Jak poszłam się kłócić o kurtynę, to obiecali, że mnie wyślą na Majdanek, lub na roboty do III Rzeszy. Ale na szczęście krzywdy mi nie zrobili[29] Nie wszystkie niemieckie rodziny zmieniły swoje oblicze. Moi niemieccy sąsiedzi byli dla nas lepsi niż Polacy, ale jacy byli dla innych, to tego nie wiem. Często się spotykali i spiskowali, ale nam krzywdy nie zrobili[30]powraca pamięcią Jadwiga Tatarska. Takie zachowanie potwierdza Eugenia Jung: Jedni organizowali łapankę, a drudzy ukrywali mnie przed nimi. Mnie ostrzegała koleżanka z Hapków, naszych sąsiadów. Często to u nich się ukrywałam. Chowała mnie w stodole, przynosiła mi pierzynę i nawet razem ze mną spała.[31]

Po zorganizowaniu władzy okupacyjnej podjęto szybkie działania, mające na celu przejęcie przez mieszkańców niemieckich wpływu na życie publiczne we wsi. Najbardziej aktywni Polacy (np. Stefan Grabowski i Antoni Miazga) musieli się ukrywać, w innym przypadku groziło aresztowanie. Wielu Polaków wysłano do obozów, zlikwidowano również szkołę polską, a mieszkańcom zabierano odbiorniki radiowe. Często jedynym źródłem utrzymania stawał się szmugiel. Ja jeździłam ze szmuglem do Lublina, bo nie można było trzymać zwierząt w gospodarstwie. Chodzili Niemcy i po chlewach szukali, czy jakiegoś wieprzka nie mamy[32] – powraca pamięcią Eugenia Jung. Dość szybko podjęto tajnego nauczania. Prowadzono je w domu Adamowskich, choć niedługo, gdyż okupanci aresztowali nauczyciela Czesława Szpurko. W miejsce polskiej szkoły utworzono niemiecką. Na zajęcia do oficjalnej szkoły niemieckiej w 1940 roku uczęszczało 60 uczniów z Dębowca i okolic, zaś prowadził je nauczyciel August Kuncman.

Szkoła niemiecka w dość szybkim czasie przestała funkcjonować, gdyż do 1941 roku ze wsi wyjechały do III Rzeszy prawie wszystkie rodziny niemieckie. Pozostał Rudolf Jeske, chociaż jego bracia wyjechali z rodzinami. Miał żonę Polkę, z Urbasiów i do kościoła naszego chodził[33] – wspomina Janina Sempruch. W okresie od czerwca 1942 roku do marca 1943 roku był wójtem Gminy Wola Wereszczyńska. To dzięki jego stawiennictwu młodzieży z Dębowca nie zabierano na roboty przymusowe do III Rzeszy, a w zamian odrabiali prace społeczne na miejscu. Zbierali zioła, czy wykonywali swoim zaprzęgiem podwozu urzędników i płodów kontyngentowych. Ówczesny mieszkaniec Olszowa Zdzisław Kopron wspomina, jak razu jednego do Woli Wereszczyńskiej przyjechali Niemcy, by łapać młodych na roboty publiczne. Mnie też zatrzymali i zawieźli do gminy. Na szczęście Jeske mnie znał i powiedział Niemcom, że jestem jedynakiem bardzo bogatego gospodarza, i że jak mnie zabiorą to nie będzie kto miał w gospodarstwie robić. Puścili mnie, ale gdy wychodziłem krzyknął na mnie i po polsku powiedział: „A do widzenia gdzie?”. Jadwiga Tatarska wspomina: Był bardzo dobry dla ludzi, lepszy od wielu Polaków.[34] Poza Rudolfem Jeske pozostał Frydrych Pahl z dziećmi, który przeniósł się do Urszulina oraz szewc Mantaj, przenosząc się do Kozubaty. Natomiast Willy Groms już na początku wojny trafił do rosyjskiej niewoli, w której przebywał, aż do zakończenia wojny. Wrócił już po wojnie. Języka polskiego i niemieckiego prawie zapomniał, trudno było z nim rozmawiać. I później gdzieś dalej pojechał[35] – opowiada Eugenia Jung. W miejsce Niemców na początku października 1940 roku sprowadzili się przesiedleńcy z tzw. Kraju Warty, chociażby rodziny Nowaków, Kubiaków, Sarbachów, Fiksów, Rychłów, Mrożków, Miłosiów, Mańczoków, Kokosińskich, czy wielodzietna rodzina Kuzorów i Wosiów z okolic Nowego Tomyśla.

Po największej pacyfikacji z maja 1942 roku, kiedy to w gminie wymordowano ponad 150 Żydów, schronienie kilku z nich znalazło w Dębowcu. Zdarzało się, iż po kilku dniach lub tygodniach ukrywania się Żydzi opuszczali dane gospodarstwo, by nie narażać zamieszkującej w nim rodziny, gdyż za przechowywanie Żydów śmierć groziła wszystkim członkom rodziny. U jednej polskiej rodziny (Szewcowie) ukrywał się kilkunastoletni chłopiec o imieniu Gidala Tenenbaum, jednak po kilku tygodniach opuścił gospodarzy celem poszukiwania nowego miejsca schronu. Będąc w Urszulinie został zatrzymany przez członków Armii Krajowej (AK) i wydany miejscowej policji, ci z kolei przekazali go do niemieckiego posterunku w Cycowie, gdzie został zastrzelony. Janina Sempruch po latach wspominała, że przez jakiś czas do jej gospodarstwa zawsze o tej samej porze przychodził żydowski chłopiec, któremu mama zostawiał zawsze kawałek chleba. Raz Niemcy zgonili wszystkich mieszkańców na środek wsi i wyprowadzili z jednego domu Żydówkę. Wtedy wójtem był Rudolf Jeske, który wmówili Niemcom, że jest to Polka, która na czas wojny przyjechała na Dębowiec do swojej rodziny.[36] Za gospodarstwem Szewców w maju 1942 roku zamordowano Moszego Fuschmana z Kozubaty, któremu udało się uciec od egzekucji jego rodziny. Uciekał z Dębowca, ale na cmentarzu byli Niemcy i go zastrzelili. Kazali nam wykopać dół i go zakopaliśmy za budynkami.[37] wspomina Zygmunt Szewc.

Podczas drugiej wojny światowej okolice Dębowca były miejscem z silnymi wpływami partyzantów AK, a także partyzantki sowieckiej i alowskiej. W strukturach AK walczyli lub współpracowali komendant placówki Antoni Miazga ps. „Lew”, Edward Jung, Kazimierz Kobus, Władysław Topolewski ps. „Żmija”, Kazimierz Grabowski ps. „Sęp”, czy też dziedzice – Stefan Czupryński i Stefan Cichoński. Oddalenie od ważniejszych szlaków i bliskie sąsiedztwo lasów powodowało, iż w połowie grudnia 1943 roku również w tej wsi zakwaterowali partyzanci z oddziału AK „Nadbużanka”. Dokonanie „przydziałów” do domów miejscowych rolników miało miejsce w dniu 14 grudnia w pobliskim Grabniaku. Wśród partyzantów był Stanisław Pasikowski ps. „Tygrys” z Woli Uhruskiej, któremu przypadł „przydział” do gospodarstwa Wosiów: W wielkim rozgardiaszu słyszę stateczny głos: „ten piąty po prawej – tak to ty chłopcze, pozwól do mnie”. Poszedłem. Poklepał mnie po ramieniu i udaliśmy się do jego murowanego domu, stojącego niemal w środku wsi Dębowca. Był to miejscowy agronom. Nazywał się Woś. Przyjechał z żoną z województwa poznańskiego, jako wysiedleniec – wspominał moment wyboru Pasikowski dodając, iż przybycie moje do nich było im na rękę i nietrudno było zorientować się, że oboje byli ze mnie zadowoleni. W dzień jeździłem z „wujkiem” do gminy mieszczącej się w Urszulinie i pomagałem w gospodarstwie jak tylko umiałem.[38] Jednakże nie wszyscy mieszkańcy byli zadowoleni z obecności takich „gości”. Rekwirowano im żywność, choć sami najczęściej żyli na skraju nędzy. Partyzanci w międzyczasie prowadzili w grupach szkolenia wojskowe, lub wysyłano ich w teren celem poszukiwania broni. Znalezioną broń ukrywano po różnych miejscach, jednak najwięcej chowano na cmentarzu protestanckim. Najwięcej chowali w żelaznym pomniku. On był duży i pojemny[39]opowiada Janina Sempruch. Wszyscy rozlokowani partyzanci byli w stanie gotowości, co zaznacza w swoich wspomnieniach Pasikowski: W stodole w sianie miałem ukryty karabin, natomiast nie rozstawałem się z siódemką i granatem. Wieczorami spędzaliśmy mile czas wśród kawałów, anegdot i różnych wspomnień, najczęściej przy współudziale odwiedzających się nawzajem kolegów.[40] Przez okres zimowy do partyzantów przystąpiło kilkunastu mieszkańców okolicznych miejscowości, gdyż z 22 partyzantów oddział powiększył się do 33 osób.

Przez jedną noc z 12 na 13 maja 1944 roku stacjonował we wsi ponad stuosobowy nowoutworzony III batalion partyzancki 7 Pułku Piechoty AK, który przemieszczał się z Wereszczyna do Załucza. W Dębowcu partyzanci zatrzymali się w majątku Czupryńskich, zajmując plac, stodołę i budynek mieszkalny. W dworku Stefana Czupryńskiego zakwaterowało dowództwo w osobach Romuald Kompf ps. „Rokicz”, Henryk Jarzyna, ps. „Szerszeń” i Ludwik Pałys ps. „Ludwik”. Kwatera u Stefana Czupryńskiego nie była przypadkowa, gdyż dziedzic niejednokrotnie przekazywał wcześniej, jak i później, żywność oraz odzież na rzecz partyzantów. Z partyzantami kontakty utrzymywał już od samego wybuchu wojny, a w jego majątku przez dłuższy czas znajdował się skład broni. Stefan Czupryński udzielał wsparcia także po zakończeniu wojny. W jego domu odbył się w pierwszy (styczeń 1944) i ostatni (1946) zjazd powiatowych struktur Rady Jedności Narodowej. Były to prolondyńskie struktury władz samorządowych, działające podczas wojny u boku AK, a po wojnie wspierające Polskie Stronnictwo Ludowe Stanisława Mikołajczyka. Strukturom tym przewodniczył rolnik z Sękowa – Roman Panasiuk. Powstanie rady oznaczało wzrost znaczenia AK w okolicy, a tym samym zagrożenie pozycji i umniejszenie roli komunistów.

We wsi dokonano jednakże egzekucji bratobójczej, gdyż prawdopodobnie w 1944 roku z rąk swoich kolegów lub też z rąk sowieckiej partyzantki, inspirowanej przez członków polskiego podziemia, zginął komendant placówki AK w Dębowcu Antoni Miazga, ps. „Lew”. Był bardzo odważny, nikt jemu nie podskoczył.[41] – wspomina Jan Szysz. W dniu 19 marca 1943 roku funkcjonariusz niemiecki zastrzelił Jana Kicia. Ponadto 2 mieszkańców Dębowca zginęło w Urszulinie w dniu 25 kwietnia 1944 roku, kiedy wojsko okupacyjne natknęło się na ludzi wybierających kartofle z kopców kontyngentowych – Ludwik Gawroński oraz mieszkający u Magdalińskich Konstanty Krauze. Jego żona Janina Krauze zeznawała po wojnie: Do Urszulina udałam się wieczorem. Jedna z napotkanych kobiet powiedziała mi, że mój mąż leży na łące koło rowu zabity. (…) Miał przestrzeloną a właściwie rozbitą całą głowę, miał również postrzał w dolną część szyji. Zabrałam ciało męża do domu i pochowałam na miejscowym cmentarzu.[42] O śmierci Ludwika Gawrońskiego opowiedział jego syn Jan: W godzinach rannych ojciec wraz z bratem Stanisławem pojechali do Urszulina po ziemniaki, które ludzie brali z kopców usypanych z dostaw kontyngentowych. (…) Ojciec mój odjechał od kopców z ziemniakami o jakiś kilometr i w drodze został raniony w nogę, raniony został również Kostańczuk. Do rannego ojca podbiegli Niemcy, kazali mu wstać, gdy ten nie mógł, zastrzelili go leżącego na ziemi. Kostańczuka puszczono do domu. Brat, który był razem z ojcem zbiegł w innym kierunku i tym samym ocalał.[43]

Na porządku dziennym były grabieże, dokonywane głównie przez bandy podszywające się pod partyzantkę niepodległościową, ale także przez samych miejscowych partyzantów. Chociażby jeden z młodych gospodarzy poprosił zakwaterowanych partyzantów o wykonanie wyroku śmierci na swoim ojcu, mówiąc im, iż jest donosicielem niemieckim. Wlaliśmy niemiłosiernie oskarżycielowi tak, że leżał tydzień w łóżku, z siniakami od namoczonych lejcy. W wyniku zabiegów synek przyznał się, że nie mógł doczekać się śmierci ojca i poczucia się panem gospodarki. Zamierzał sprzedać ją i wyjechać do miasta, gdyż atmosfera i praca wiejska nie odpowiadały mu[44]zapisał w swoich wspomnieniach Pasikowski.

4. Dębowiec w Polsce Ludowej

4.1. Mieszkańcy wobec represji władz i działalności partyzantki antykomunistycznej

Choć Dębowiec nie należał do wsi o silnych wpływach partyzantów antykomunistycznych, to jednak niektórzy mieszkańcy na stałe utrzymywali z nimi kontakty. Łącznikiem w organizacji WiN („Wolność i Niezawisłość”) był chociażby Eugeniusz Wasilewski. Nowe władzy prześladowały wszystkich tych, którzy w trakcie wojny należeli do prolondyńskich organizacji podziemnych, a także członków ich rodzin. Do obozów w Związku Socjalistycznym Republik Radzieckich wywieziono chociażby Kazimierza Kobusa, który do domu już nigdy nie wrócił. Umieszczony był w obozie w Borowiczach, razem z nim przebywał Henryk Zabłuda z Wereszczyna. Pracował przy wycince drzewa i zmarł tam z wycieńczenia. Rozebrali go do naga, wrzucili do rowu i wapnem przysypali. Nad rowem była skarpa, więc wiosną podłożyli dynamit i wszystkie ciała przysypało[45]opowiada Jan Szysz.

We wsi Dębowiec mieszkał pierwszy powojenny wójt Gminy Wola Wereszczyńska – Jan Ochal. Pochodził z Kalinówki, jednak przeniósł się do Dębowca po zamążpójściu za Jungównę. Wójta Jana Ochala zabili okoliczni bandyci, podszywający się pod partyzantów. Często do nas przychodził, czuł, że chcą jego zabić. Mówiliśmy mu żeby jeszcze poukrywał się kilka dni, ale on odpowiedział: „dosyć!”[46] – wspomina mieszkająca po sąsiedzku Eugenia Jung. Morderstwa dokonano prawdopodobnie na zlecenie Józefa Struga, na co wskazywały zeznania świadków w trakcie procesu w sprawie „mordu puchaczowskiego”, chociażby Przewodniczącego Gminnej Rady Narodowej (GRN) w Woli Wereszczyńskiej Stanisława Wakuły. Zabójstwa wójta dokonano w dniu 9 marca 1947 roku. Był to akt zemsty na wójcie, gdyż ojciec nie chciał im oddać listy poborowych, na której oni byli[47] – opowiada Irena Pawłowska. Celem zabójców była również kasa gminna, a mogło chodzić o pieniądze lub też o pieczęcie, które bandyci potrzebowali do fałszowania dokumentów na kradzione konie, sprzedawane później na bazarze w Łęcznej. Wobec panującej w tamtych czasach anarchii i powszechnym koniokradztwie władze ludowe wprowadziły obowiązek posiadania na każdego konia dowodu tożsamości, które wydawane były przez wójta. Po udaremnionej próbie rozbicia kasy gminnej w Urszulinie bandyci udali się do mieszkania wójta i zażądali oddanie kluczy. Następnie przeszukali całe mieszkanie w poszukiwaniu pieniędzy, po czym wyprowadzili ojca przed dom i tam go zastrzelili[48] – powraca pamięcią Irena Pawłowska. W wydanym następnego dnia raporcie Starosty Włodawskiego czytamy, iż zabili go z broni palnej. Uprzednio zrabowali odzież, bieliznę, 1 maciorę i konia z wozem. Zabrali też pieczęć państwową z godłem państwowym i napisem w otoku „Zarząd Gminy Wola Wereszczyńska pow. włodawskiego”.[49] W toku dalszego śledztwa ustalono, iż do wójta: przyszło 2-ch nieznanych bandytów i domagali się u w/w pieniędzy w większej ilości. Po przeprowadzonej rewizji pieniędzy nie znaleźli, więc zabrali 15-cie kilo słoniny.[50] Irena Pawłowska wspomina, jak kazali nam milczeć w tej sprawie, bo inaczej też by nas zabili.[51] Eugenia Jung wspomina, jak wszyscy w domu czekaliśmy cicho ukryci, a wyszliśmy dopiero po usłyszeniu odjeżdżających furmanek.[52] Tego dnia zamordowano jeszcze Franciszka Łosia. Chcieli jeszcze Leszczyńskiego z Wytyczna zabić, ale on uciekł[53] – dodaje Eugenia Jung.

Nie były to jedyne bandyckie wydarzenia we wsi. Powszechne stawały się kradzieże inwentarza i innych cennych rzeczy, często dokonywane wśród najbliższych sąsiadów. W maju 1946 roku zrabowano kwotę 15.000 zł. sołtysowi Stanisławowi Jungowi, który do Urszulina szedł z Janem Górko, sołtysem ze Starego Załucza. Zrabowana kwota stanowiła zebrany podatek od mieszkańców wsi.

4.2. W latach „ludowego” pokoju

Komisja szacująca szkody wojenne ustaliła, iż straty podczas wojny poniosło 16 rodzin, największe Maria Madalińska, której straty oszacowano na ponad 30.000 złotych. Straty rekompensowano poniemieckimi gospodarstwami. Osada została całkowicie spolonizowana, gdyż ci Niemcy, którzy nie wyjechali przed wojną, opuścili swoje domostwa w jej trakcie. Wojna spowodowała znaczny spadek ludności, ponieważ z 250 mieszkańców, zamieszkujących Dębowiec w 1943 roku, 2 lata później pozostało już 188 osób z 36 rodzin. Do kwietnia 1947 roku we wsi ubyło kolejnych 40 osób. Wielu, zwłaszcza młodzi, wyjeżdżali na „zimie odzyskane” w poszukiwaniu lepszych warunków do życia. W 1945 roku wyjechali Helena Brzozowiec, Natalia Szewc, Zofia Miazga i Wacław Szpakowski.

W poniemieckich majątkach osiedlili się nowi mieszkańcy i dotychczasowi sąsiedzi, jednakże kwestie własnościowe regulowano w drodze sądowej. W takim gospodarstwie (3 ha gruntów, dom, obora, stodoła) osiedlił się chociażby Stanisław Adamowski, ale i on je opuścił. W 1959 roku, jako mienie opuszczone, uchwałą Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie zostało przejęte na Skarb Państwa. Pozostałe niezajęte majątki poniemieckie również przejęło państwo, dlatego też znaczna część gruntów rolnych, łącznie ze znacjonalizowanymi dobrami Czupryńskich, weszły w skład utworzonego państwowego gospodarstwa rolnego (PGR). W gospodarstwie u Adamowskich w pierwszych latach powojennych produkowano cegłę, na którą był bardzo duży zbyt, gdyż w okolicy masowo zamieniano budynki drewniane na murowane. Wiele osób znalazło zatrudnienie w miejscowym i andrzejowskim PGR.

Mapa topograficzna z 1965 roku wskazywała na istnienie we wsi 42 gospodarstw, rozciągających się od Kozubaty, aż po Grabniak i Nowe Załucze. Zamieszkiwało je 149 osób. Jeszcze w tych latach używano nazwę „Dembowiec”, choć już kolejne mapy umieszczały funkcjonującą do dnia dzisiejszego nazwę „Dębowiec”. Utworzoną obwieszczeniem Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie z 1952 roku gromadę Dębowiec tworzyła wieś i kolonia.

Część budynków było rozbieranych, ale powstawały również nowe, w tym drewniany młyn w gospodarstwie Grabowskich. Szybko drewniane budynki zastępowano murowanymi zwłaszcza, że we wsi cegłę wyrabiano u Bolesława Tkaczyka. W latach osiemdziesiątych liczbę mieszkańców żyjących w ciągle rozciągniętej w wiele stron wsi szacowano na 160, lecz gospodarstw ubyło do 32.

Wraz z upływem kolejnych lat życie ulegało normalizacji. Pierwszym powojennym delegatem z Dębowca do GRN został Kazimierz Grabowski, w 1947 roku funkcję tą objął Ignacy Sochaczewski, a z początkiem lat pięćdziesiątych jego zięć Franciszek Jung. Sochaczewski i Jung wchodzili ponadto w skład kilkuosobowego Prezydium GRN, które wraz z wójtem stanowiło władzę wykonawczą w gminie. W ostatnim roku działania GRN gromada za swojego przedstawiciela wybrała Aleksandra Junga. W skład pierwszego zarządu utworzonej w sierpniu 1945 roku Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” wszedł Paweł Woś.

Przedstawicielami w Gromadzkiej RN w Urszulinie zostawali kolejno: w 1954 roku – Bronisława Bydlińska i Franciszek Jung, w latach 1958-1965 – Franciszek Jung i Mieczysław Szewc, w 1965 roku – Eugenia Jung.

Do odtworzonej GRN w Urszulinie w 1978 roku wybrano Władysława Sochaczewskiego. W tym czasie Hieronim Kociuba kilkakrotnie zostawał delegatem na wojewódzki zjazd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Natomiast od 1984 roku Dębowiec w GRN reprezentowali Mieczysław Szewc i Andrzej Czajkowski.

Pierwszym sołtysem Dębowca został Stanisław Jung. Na początku lat pięćdziesiątych wieś zasłynęła w okolicy tym, iż nowym sołtysem wybrano kobietę Jadwigę Adamowską. Wzmocnienie roli kobiety było wówczas sztandarowym hasłem nowej władzy. Jadwiga Adamowska jako sołtys była szanowana we wsi, przede wszystkim za postawę w czasie wojny. Broniąc swoje młodsze rodzeństwo przed wywiezieniem do Niemiec została uwięziona w obozie w Oświęcimiu. Szybko popadła w niełaskę władzy ludowej, w efekcie czego w grudniu 1951 roku została pozbawiona stanowiska, choć jeszcze we wrześniu tego roku władze gminne nagrodziły ją za zbiór podatku gruntowego. Powodem odwołania było zrealizowanie państwowego planu przymusowego skupu zbóż we wsi jedynie w 55%. Adamowską oskarżono, że sama nie dostarczyła do skupu 1.078 kg, wobec czego na posiedzeniu GRN wezwano do zastosowania ostrych sankcji wobec elementu wrogiego i neutralnego, zaśmiecającego aparat Władzy Ludowej. W latach 1952-1953 za niedostarczenie mleka ukarano grzywnami w wysokości od 50 do 300 złotych Władysława Radko, Wacława Bąka i Bronisława Junga, zaś za niedostarczenie zboża na Jadwigę Jung, Marię Czupryńską, Stefana Cichońskiego i Piotra Grzywaczewskiego nałożono grzywny średnio po 1.000 złotych. Przymusowe dostawy zbóż, wieprzowiny, ziemniaków i mleka znacząco pogarszały sytuacje bytowe mieszkańców. To była zbrodnia na nas. Całe szczęście, że Dębicka w gminie nam pomagała, każdy szukał znajomych. To ludzie kombinowali przy kolczykowaniu zwierząt, tak by wszystkich nie wykazywać. Jak świniak był dorosły, to zabijało się go, a kolczyk przyczepiało się do małego i jego oddawało się na skup. Jakoś trzeba było sobie radzić[54] – wspomina Eugenia Jung. Odwołaną Adamowską zastąpił Kazimierz Grabowski.

Całkowitemu zniszczeniu uległ dwór i zabudowania gospodarcze majątku Stefana Cichońskiego. Po śmierci żony Cichoński poślubił swoją niemiecką służącą Almę[55] – opowiadała Janina Sempruch. Jego syn Zbigniew zginął za okupacji. Majątek Cichońskiego był zaniedbywany i sukcesywnie rozprzedawany. Przez środek gospodarstwa ciągnęła się piękna aleja lip, dębów i świerków[56] – opowiada Eugenia Jung. Do dnia dzisiejszego po parku pozostało niewiele. Chłopi potrzebowali cegły na budowę domów, a ten sprzedawał[57] – opowiada Eugenia Jung. W 1952 roku w ramach reformy rolnej majątek Cichońskiego i niektóre opuszczone poniemieckie gospodarstwa znacjonalizowano, a następnie utworzono PGR. Wybudowano w nim nowe obory oraz zasadzono drzewka sadownicze. Dwa lata później Dębowiec zasłynął w Polsce z niezwykłego czynu społecznego tutejszych chłopów, którzy w majątku podjęli zobowiązanie i zlikwidowali 27 ha odłogów.[58]

Stefan Cichoński odzyskał część odbudowanego majątku. Mało co siał i sadził, a jeżeli już dokonał zasiewu, to zbiory były mizerne. Nie posiadał sprzętu, ani koni, ale do pomocy w zbiorach gmina wyznaczała okolicznych mieszkańców[59] – rozpamiętuje Eugenia Jung. Ja byłam raz u niego na zbieraniu kartofli. Takie małe orzeszki były. Więcej wysadził, niż zebrał[60]wtórowała Janina Sempruch. Gospodarowaniu nie sprzyjały wysokie podatki, które powodowały szybko rosnące zadłużenie, wobec powyższego Cichoński sprzedawał grunty i wyposażenie. Sprzedał co mógł, wyciął w pień stary las brzozowy, nawet zabytkowego dęba, na którym wyryte były nazwiska jakiś poległych. Rozebrał dworek tak, że pozostało tylko część pomieszczeń i tam mieszkał[61] – opowiada Eugenia Jung. Zdziwaczał całkowicie. Codziennie chodził w mundurze wojskowym[62]dodaje Alfred Dąbrowski. Największy dział gruntów zakupił Lucjan Czajkowski. Zadłużony majątek w połowie lat siedemdziesiątych po raz wtóry przejęło PGR. Na początku lat osiemdziesiątych wybudowano blok mieszkalny dla pracowników, a następnie obory pod fermę jałowizny. Podczas prac budowlanych wydarzył się wypadek śmiertelny. Zapalił się barak, w którym mieszkał dozorca budowy, a wraz z barakiem spłonęło ciało dozorcy.

W dworku po zmarłym Stefanie Czupryńskim od września 1948 roku znajdował się budynek szkoły publicznej. Utworzono ją dzięki środkom finansowym pozyskanym z dzierżawy gruntów na łowiska dla polowań. Na wniosek miejscowego radnego Kazimierza Grabowskiego GRN podjęła we wrześniu 1948 roku uchwałę o wydzierżawienie w tym celu gruntów rolnych za cenę od 250.000 do 350.000 złotych. Po zakupie majątku przez rodzinę Solanów szkole pozostawiono 3 izby. Ponadto od 1949 roku funkcjonował punkt biblioteczny z bibliotekarką Apolonia Petrochowicz.

Siedmioklasowa szkoła funkcjonowała do 1967 roku, w którym to utworzono nową szkołę w Starym Załuczu. Choć okręg szkolny w Starym Załuczu obejmował Dębowiec, to jednak wiele dzieci, zwłaszcza od strony Kozubaty, uczęszczało do szkoły w Urszulinie. W 1971 roku budynek szkolny strawił pożar. Powstał w wyniku zapalenia się zbiorników oleju napędowego, przetrzymywanego w budynku. Pierwszym dyrektorem szkoły był Jan Klepacki, a w 1958 roku zastąpił go na stanowisku Józef Kierepa. Oprócz tych osób w szkole uczyli: Tadeusz Koszko, Janina Krać (po mężu Klepacka), Maria Kinajluk, przez okres 3 lat Barbara Moszczyńska (po mężu Siroń) z Urszulina. Po spaleniu się szkoły część dzieci chodziło do Urszulina, a część do Starego Załucza.

Na rozwój Dębowca wpływ miała budowa drogi asfaltowej. Według planów inwestycyjnych Powiatu Włodawskiego z 1973 roku drogę z Urszulina do kapliczki w Dębowcu wybudować miano w połowie lat siedemdziesiątych. W drugiej połowie tej dekady miała się połączyć z drogą asfaltową w Grabniaku, a w latach osiemdziesiątych miano wybudować drogę do Starego Załucza. Pierwszy etap planowanych prac zrealizowano w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Mało brakowało, drogi by nie było. W gminie pracował Alfons Małek z Nowego Załucza i on chciał, by droga do Starego Załucza była przeprowadzona z Babska przez jego wieś. Gdy przyjechała delegacja z Warszawy, to on nic mieszkańcom Dębowca nie powiedział, dopiero Józef Pawlak (tj. Przewodniczący Gminnej Rady Narodowej w Urszulinie) przysłał jakiegoś chłopca i na spotkanie z delegacją tylko ja zdążyłam przybyć. Taką wtedy kłótnię zrobiłam…[64]wspomina Eugenia Jung. Sprawy przebiegu drogi już nie podejmowano, postanawiając, iż będzie ona prowadziła przez Dębowiec zwłaszcza, że potrzebna była droga do PGR. W kolejnych latach drogę od kapliczki wydłużono do Starego Załucza, zaniechano natomiast budowy drogi do Grabniaka.

Obok świetlicy mieszkańcy w 1953 roku postawili w czynie społecznym kapliczkę. Kapliczkę ogrodzono pozostałymi na opuszczonym cmentarzu ewangelickim metalowymi elementami ogrodzenia cmentarnego nagrobka. We wsi nie było kaplicy, dlatego przydrożna kapliczka służyła mieszkańcom za miejsce odprawiania mszy, zwłaszcza w dniu poświęcenia pól. Z powodu rozciągłości wsi w kilka strony powstał spór mieszkańców o drogę, jaką ksiądz miał prowadzić procesję poświęcenia pól. Spór mieszkańców urósł do tego stopnia, że w pewnym momencie ksiądz Władysław Urbańczyk odmówił przeprowadzenia procesji, a poświęcenia pól dębowieckich dokonał na mszy odprawianej w Wereszczynie. Do Wereszczyna daleko więc nikt na mszę nie pojechał, dlatego w następnym roku procesja znowu odprawiona została we wsi[66] – opowiada Eugenia Jung.

Natomiast aktywizacji kulturowej mieszkańców posłużyła nowa świetlica, powstała w zdanych państwu zabudowaniach rodziny Bydlińskich. Działalność w świetlicy rozwinęło Koło Gospodyń Wiejskich (KGW), skupiające gospodynie również ze Starego i Nowego Załucza. W ramach koła prowadzone były zajęcia z szycia i innych zajęć domowych. Kobiety posiadały swoje KGW, mężczyźni natomiast kółko rolnicze. Z czasem do Koła Rolniczego w Dębowcu przystąpili gospodarze z Nowego Załucza, do którego zostały przeniesione kółkowe maszyny i sprzęt rolniczy. Sprawa przebiegu drogi i inne drobniejsze czynniki spowodowały konflikt mieszkańców obydwu wsi, stąd też dębowieccy gospodarze przenieśli swój sprzęt do Spółdzielni Kółek Rolniczych w Urszulinie.

5. Dębowiec współczesny

Na początku nowego milenium we wsi mieszkało 174 osób, należących do rzymsko-katolickiej parafii w Urszulinie. Wykaz zameldowanych z 2007 roku wykazał 161 osób, zamieszkujących w 30 gospodarstwach. W przeciągu kolejnych lat liczba mieszkańców zmalała, gdyż na koniec 2009 roku było 154 zameldowanych. Wieś zwodociągowano w 2004 roku, a w 2011 roku zakończono budowę seci kanalizacyjnej. Niestety, w trakcie realizacji inwestycji przez długi czas drogi gruntowe przez wieś ni były przejezdne.

KGW zaprzestało działalności, ale wiodącą rolę w dalszym ciągu pełniły kobiety. Z dużą częstotliwością w wiejskiej świetlicy organizowane są imprezy, typu ostatki, mikołajki, sylwester, a połowę składu znanego ludowego zespołu „Załuczanie” stanowią właśnie kobiety z Dębowca. Nie dziwi więc, iż na radną Rady Gminy w Urszulinie aż trzykrotnie (w 1998, 2002 i 2006 roku) mieszkańcy wybierali Jadwigę Czajkowską, niestety nagła śmierć w 2008 roku nie pozwoliły na zakończenie trzeciej kadencji. Jej zastępcą został Mieczysław Łapiński, jednakże w kolejnych wyborach z 2010 roku wybory na radnego gminy został Wiesław Kocot. Pierwszym przedstawicielem w samorządowej Radzie Gminy Urszulin został wybrany w 1990 roku i 4 lata później Hieronim Kociuba. Sołtysem wsi jest Waldemar Jung.

Wraz z wyborem Wiesława Kocota na radnego gminy i Waldemara Junga na sołtysa uaktywnili się mężczyźni. Zaczęto w świetlicy wiejskiej organizować różne uroczystości dla mieszkańców – Sylwester, Andrzejki, Dzień dziecka, Dzień Ojca. Mieszkańcy udowodnili, że przy małych nakładach finansowych, można się dobrze bawić. Chociażby w Dniu Dziecka organizatorzy przygotowali dla najmłodszych wiele ciekawych zabaw – skopki w workach, przeciąganie liny, rodzinny mecz piłki nożnej i atrakcji, m.in. przejażdżki na quadzie i kucyku, skoki na trampolinie, malowanie buzi i włosów. Były słodycze, lody i pieczenie kiełbasek. Dużą furorę zrobił pokaz lotów paralotniarzy – Przemysława i Szczepana Trześniaków oraz spadający z nieba „deszcz cukierków”.[67]

Śladem świadczącym o długim pobycie osadników niemieckich w Dębowcu jest ewangelicki cmentarz. Znajduje się na nim kapliczka z 1930 roku, grób Marii Natke i kilka już zniszczonych innych grobów, najstarszy z 1909 roku. Kiedyś za cmentarzem rosły piękne brzozy, tam na grzyby chodziliśmy, ale wszystko wycięli[70] – opowiada Eugenia Jung. Pod koniec lat sześćdziesiątych został uporządkowany i ogrodzony, jednakże po tym czasie prac pielęgnacyjnych nie prowadzono, więc niemal całkowicie zarósł. Dopiero w 2011 roku Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania „Polesie” przy wsparciu wolontariuszy z Ochotniczej Straży Pożarnej z Urszulina i działającej przy niej Młodzieżowej oraz Kobiecej Drużyny Pożarniczej przeprowadziło prace porządkowe. Pomoc w akcji opiekun młodzieżowych drużyn strażackich Mariusz Kucharski uzasadnił następująco: Przyjechaliśmy wspomóc Waszą inicjatywę, aby zachować w pamięci nasza historię, bo te cmentarze są jego częścią. Nie było żadnych wątpliwości, gdy na zarządzie rozmawialiśmy o pomocy dla Was, niewiadomą była tylko kwestia, czy przyjedzie 20, czy 30 osób. My pomagamy, ale jednocześnie poznajemy historię. Jeżeli będą inne podobne do tej akcje społeczne, to z chęcią się w nie włączymy.[71] W akcji uczestniczyli nauczyciele (w tym Przewodniczący Rady Gminy Andrzej Stefanowicz), a nawet dyrektorzy szkół – Sylwester Adamski i Marian Kupisz. Jak o tym usłyszałem, to nie zastanawiałem się nawet na chwilę nad tym, czy być dzisiaj tutaj. Jest to cenna akcja, bo następuje integracja z młodzieżą, przypominanie o historii i wielokulturowości naszych terenów[72]powiedział Marian Kupisz. Następnie wolontariusze z Towarzystwa dla Natury i Człowiek oczyścili nagrobki, posklejali je i ustawili. Nasz program „Cmentarze Pogranicza” realizujemy od kilku lat, odrestaurowaliśmy wiele zapomnianych cmentarzy, ale tym razem pierwszy raz z inicjatywą wystąpiła do nas lokalna organizacja, a nie my. Pierwszy raz współpracujemy z siłami mundurowymi i z tak licznym udziałem młodzieży szkolnej. Czasami do prowadzonych przez nas prac porządkowo-restauracyjnych włączała się miejscowa ludność, ale nigdy nie w takich siłach jak dziś[73]powiedział prezes towarzystwa Krzysztof Gorczyca. Doceniając troskę wszystkich wolontariuszy zaprosiła do siebie Wojewoda Lubelski Genowefa Tokarska, wręczając upominki, imienne dyplomy uznania oraz pisemny patronat nad dalszymi działaniami w opiece nad cmentarzem. O akcji informowano nawet w „Panoramie Lubelskiej”, której ekipa filmowa nagrywała wolontariuszy podczas pracy.

Źródła i literatura

Źródła:

  • „Dziennik Wschodni”, 11 i 15 kwiecień 2002, http://www.dziennikwschodni.pl;
  • „Głos Koszaliński, Koszalin, nr 155 z 1954 roku, www.zbc.ksiaznica.szczecin.pl;
  • „Głos Podlasia: tygodnik społeczno-literacki”, Siedlce, nr 27 z 1910 roku, nr 4 z 1911 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;
  • „Ochrona Zabytków Sztuki. Czasopismo poświęcone opiece nad zabytkami, inwentaryzacji i geografji zabytków”, Warszawa, zeszyt 1-4 z 1931 roku, http://pbc.gda.pl;
  • „Polak Kresowy. Tygodnik Ludu Polskiego na Ziemiach Kresowych”, Chełm, nr 4 z 1919 roku, www.dlibra.umcs.lublin.pl;
  • „Tygodnik Chełmski”, Chełm, nr 23 z 1990 roku, http://cyfrowa.chbp.chelm.pl;

· „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie”, Cyców, nr 6 i 7z 2011 roku, nr 10 z 2012 roku;

  • „Ziemia Włodawska”, Włodawa, nr 5, 7 i 14 z 1924 roku; nr 5-6 i 14 z 1925 roku; nr 16 z 1927 roku;
  • Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;

· Akta Parafii Prawosławnej w Wytycznie (nr zespołu 2437), Archiwum Państwowe w Lublinie;

  • Akta w sprawie zamordowania w dniu 25.IV.1944 r. około 30 mieszkańców wsi Urszulin, Dębowiec, Kozubata, Michałów, Zabrodzie, pow. Włodawa oraz około 100 Żydów i pacyfikacji wsi Wereszczyn, pow. Włodawa w 1942 r. (Ds. 3/73), Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Dokumenty w zbiorach Anny Wasilewicz z Zabrodzia i Edmunda Brożka z Włodawy;
  • Dokumenty w zbiorach własnych autora;

· Dokumenty w zbiorach Zarządu Miejsko-Gminnego Polskiego Stronnictwa ludowego we Włodawie;

  • Doroszewski Jerzy, Mniejszość niemiecka na Chełmszczyźnie w latach 1918-1939, [w:] „Rocznik Chełmski”, t. 3, Chełm 1997;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie, nr 1 z 1978 roku, nr 1 z 1984 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, nr 3 z 1953 roku, nr 1 z 1955 roku, nr 4 z 1958 roku, nr 3 z 1959 roku, nr 17 z 1965 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Województwa Chełmskiego, nr 8 z 1990 roku, nr 5 z 1994 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dzienniki szkolne Szkoły Powszechnej w Zabrodziu z lat 1921-1932 i Szkoły Powszechnej w Dębowcu z lat 1938-1939, zebrane w Zespole Szkół w Urszulinie;
  • Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska w Urszulinie i Woli Wereszczyńskiej (sygn. 327), Związek Samopomocy Chłopskiej Zarząd Wojewódzki w Lublinie (nr zespołu 807/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Hipoteka Dóbr Wereszczyn (sygn. 688-698), Hipoteka we Włodawie (nr zespołu 118/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Hucał Michał, Kantoraty i osady ewangelickie w Parafii Cyców na 1 II 1929;
  • Jeske Adolf, Meine Reise in die Vergangenheit nach Kulczyn und Wojciechow im Cholmer Land, Neustadt-Diedesfeld 2005;
  • Komenda Powiatowa Policji Państwowej we Włodawie (nr zespołu: 467), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, www.wbc.poznan.pl;
  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Materiały administracyjne PUBP Włodawa (nr zespołu 037/24, k. 24), Instytut Pamięci Narodowej Lublin;
  • Metryki szkolne z 1939 roku, zebrane w Zespole Szkół w Urszulinie;
  • Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, Tom XV, Włodawa 2008;
  • Ochal Aleksander, Moje wojny i rewolucje, Warszawa 1982;
  • Pasikowski Stanisław, Lotny Oddział AK „Nadbużanka”, Łódź 2003;
  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
  • Rocznik Wsi Polskiej. 1913, oprac.: A. Laskowski, Warszawa-Lublin-Łódź 1913, www.mtg-malopolska.org.pl;
  • Sprawozdanie Centralnego Towarzystwa Rolniczego w Królestwie Polskim za rok 1908, Warszawa, www.dilibra.umcs.lublin.pl;
  • Starostwo Powiatowe we Włodawie (nr zespołu 6/0, dokumenty z lat 1944-1953), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Szkoły Rzeczypospolitej Polskiej w roku szkolnym 1930/31, Warszawa-Lwów 1933, http://www.dbc.wroc.pl;
  • Tabele likwidacyjne (nr zespołu 168/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Tarczyński Marek (red.), Bitwa Warszawska 13-28 VIII 1920. Dokumenty operacyjne, Część I, Warszawa 1995;
  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911-1915;
  • Urząd Wojewódzki Lubelski (nr zespołu 403/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wspomnienia mieszkańców: Eugenia Jung (z domu Sochaczewska) z Dębowca; Marta Mantaj (z domu Urbaś) z Dębowca, Józef Kujawski z Babska; Stanisław Lutomski z Babska, Henryk Kozłowski z Urszulina (www.tnn.pl); Maria Grzegorczyk (z domu Solan) z Urszulina, Kazimierz Panasiuk z Urszulina, Janina Chrzaniuk (z domu Ryszkowska) z Urszulina, Janina Sempruch (z domu Radzimowska) z Urszulina, Irena Pawłowska (z domu Ochal) z Dębowca, Zdzisław Kopron, Zygmunt Szewc z Dębowca, Bronisława Tatarska (z domu Wrzos) z Dębowca, Jadwiga i Zdzisław Dębiccy, Jan Szysz z Lublina, Bożena Walkowiak (z domu Kić), Czesław Chudzik z Urszulina, Alfred Dąbrowski z Zawadówki, Sigrid Pohl z Illinois (USA), Ludwik Zacharski z Wytyczna, Jadwiga Budkowska (z domu Biszek) z Urszulina;
  • Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” Okręg Lubelski (nr zespołu: 35/1099/0/12/444), Archiwum Państwowe w Lublinie.

Literatura:

  • Caban Ireneusz, Machocki Edward, Za władzę ludu, Lublin 1975;
  • Caban Ireneusz, Oddziały Armii Krajowej 7 Pułku Piechoty Legionów, Lublin 1994;
  • Doroszewski Jerzy, Mniejszość niemiecka na Chełmszczyźnie w latach 1918-1939 [w:] „Rocznik Chełmski”, t. 3, Chełm 1997;
  • Dzieje najnowsze, t. 39, Warszawa 2007, http://www.books.google.com;
  • Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia”, Cyców, nr 3 z 2007 roku;
  • Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;
  • Kołacz Małgorzata, Tarasiuk Dariusz, Dzieje Gminy Sosnowica. Analiza potencjału historycznego, Sosnowica 2007;
  • Kopiński Jarosław, Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Milerta „Sępa”, www.podziemiezbrojne.blox.pl;
  • Luck Kurt, Die deutschen Siedlungen im Cholmer und Lubliner Land, Poznań 1933;
  • Piotrkowski Wiesław, Zarys historii okolic Poleskiego Parku Narodowego, [w:] „Zeszyty muzealne”, t. X; Włodawa 2002;
  • Sobiecki Leonard, Z dziejów szkolnictwa podstawowego Powiatu Włodawskiego w okresie okupacji z uwzględnieniem tajnego nauczania, Lublin 1974;
  • Śladkowski Wiesław, Kolonizacja niemiecka w południowo-zachodniej części Królestwa Polskiego w latach 1815-1915, Lublin 1969;
  • Wartel Zenon Czesław, Wysiedlenia niemieckie. Wojenne losy mieszkańców powiatu Nowy Tomyśl – Grodzisk Wlkp., Opalenica 2002, www.wbc.poznan.pl.


[1] Np. ks. Piotr Kapustiański – proboszcz parafii prawosławnej w Wytycznie, [w:] Akta Parafii Prawosławnej. Archiwum Państwowe w Lublinie.

[2] „Głos Podlasia”, nr 27 z 1910 roku, s. 7.

[3] Emilia Kołodziejak, Mniejszość niemiecka na terenie Gminy Wierzbica, [w:] „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie””, nr 5 z 2011 roku, s. 9.

[4] „Ochrona Zabytków Sztuki. Czasopismo poświęcone opiece nad zabytkami, inwentaryzacji i geografji zabytków”, zeszyt 1-4 z 1931 roku, s. 267.

[5] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[6] „Polak Kresowy. Tygodnik Ludu Polskiego na Ziemiach Kresowych”, nr 4 z 1919 roku, s. 5.

[7] Relacja z 12 maja 2008 roku.

[8] „Ziemia Włodawska”, nr 5-6 z 1925 roku.

[9] Relacja z 15 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

[10] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[11] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[12] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[13] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[14] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[15] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[16] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[17] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[18] Relacja z 21 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[19] Relacja z 21 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[20] Relacja z 21 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[21] „Ziemia Włodawska”, nr 14 z 1925 roku,

[22] “Ziemia Włodawska”, nr 5-6 z 1925 roku, s. 13.

[23] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[24] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[25] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[26] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[27] Aleksander Ochal, Moje wojny i rewolucje, s. 149.

[28] Tamże.

[29] Relacja z 1 maja i 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[30] Relacja z 11 grudnia 2010 roku. W zbiorach własnych.

[31] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[32] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[33] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[34] Relacja z 11 grudnia 2010 roku. W zbiorach własnych.

[35] Relacja z 1 maja 2010 roku. W zbiorach własnych.

[36] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[37] Relacja z 11 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

[38] Stanisław Pasikowski, Lotny Oddział AK „Nadbużanka”, s. 91.

[39] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[40] Stanisław Pasikowski, Lotny Oddział AK „Nadbużanka”, s. 92.

[41] Relacja z 11 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

[42] Protokół przesłuchania z 5 stycznia 1967 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 3/73).

[43] Protokół przesłuchania z 5 stycznia 1967 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 3/73).

[44] Stanisław Pasikowski, op. cit., s. 110.

[45] Relacja z 11 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

[46] Relacja z 21 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[47] Relacja z 6 sierpnia 2009 roku. W zbiorach własnych.

[48] Relacja z 6 sierpnia 2009 roku. W zbiorach własnych.

[49] Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne, PUBP Włodawa 1944-1964, Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin.

[50] Tamże.

[51] Relacja z 6 sierpnia 2009 roku. W zbiorach własnych.

[52] Relacja z 21 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[53] Relacja z 21 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[54] Relacja z 15 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

[55] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[56] Relacja z 12 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

[57] Relacja z 12 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

[58] „Głos Koszaliński”, nr 155 z 1954 roku, 2.

[59] Relacja z 15 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

[60] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[61] Relacja z 15 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

[62] Relacja z 27 maja 2009 roku. W zbiorach własnych. Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[63] Relacja z 6 sierpnia 2009 roku. W zbiorach własnych.

[64] Relacja z 15 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

[65] Relacja z 26 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

[66] Relacja z 12 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

[67] Agnieszka Grzegorczyk, Aktywni w Dębowcu, [w:] „Z Życia Polesia”, nr 10 z 2012 roku, s. 13.

[68] Dziennik Wschodni”, z dnia 31 sierpnia 2006 roku, http://www.dziennikwschodni.pl.

[69] Tamże.

[70] Relacja z 15 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

[71] Adam Panasiuk, Zadbajmy o nasze dziedzictwo – wolontariusze porządkują cmentarze, [w:] „Z Życia Polesia”, nr 6 z 2011 roku, s. 2.

[72] Tamże, s. 2-3.

[73] Tamże., s. 2.

 

Komentarze
Dodaj nowy
Znana mi jest rodzina Urbasiów  - Pokrewieństwo   |2014-12-06 22:37:00
Takie były drogi naszych rodzin
misiek1991  - witam   |2014-12-22 21:12:18
Interesują mnie losy Państwa Mikołajczyków pradziadek nazywał się konstanty mieszkał w Dąbrowice
stefanp53  - przodki   |2014-01-10 15:43:38
witam chciałbym się dowiedzieć o moim dziadku Franciszku Kić i Mari Kic z domu Budziński pozdrawiam
Cicha  - Cichońscy   |2013-03-10 16:47:11
Witam,

Interesują mnie losy Państwa Cichońskich, czy posiada Pan może jakieś bliższe informację na temat Stefana Cichońskiego, bądż kogoś z jego rodziny, żony, syna ?? Może jakieś
zdjęcia ?

Pozdrawiam
a2303  - KRAUZE   |2012-07-29 21:33:41
WITAM. CZY MA PAN JAKIEŚ BLIŻSZE INFORMACJE NA TEMAT LEONA I JÓZEFY KRAUZE ZD. PAJĄCZKOWSKA?. ICH SYN STANISŁAW TO MÓJ DZIADEK. MIELI ONI JESZCZE ANTONIEGO, WŁADYSŁAWA, WIKTORA I MARIANNĘ.
WIKTOR BYŁ W PARTYZANTCE POD PSEUDONIMEM "ŻYWOTNY"- ZOSTAŁ WYSŁANY W GŁĄB ROSJI.
POZDRAWIAM
admin  - Krauze   |2012-08-03 09:41:04
Witam
Nie wiem, musiałbym poszukać w dokumentach, jakie w domu jeszcze mam (tj. skany), ale niestety w najbliższym czasie nie dam rady, bo mam remont i po pracy niemalże tylko tym się zajmuje.
Generalnie ja wszystkie artykuły poprawiam, uzupełniam, więc myślę, że pod koniec roku i Dębowiec będzie zaktualizowany. Ponadto składam wniosek na dwie książki - Wola Wereszczyńska i
Michałów, więc przy okazji może znajdzieś się coś o Dębowcu.
A czy zachowały się u Pana/Pani stare zdjęcia, dokumenty związane z życiem Krauzów w Dębowcu?
Anonimowy  - KIĆ MACIEJ   |2012-03-18 10:22:38
KIĆ MACIEJ MIESZKAŁ Z ŻONĄ ANNĄ I TROJGIEM DZIECI-NATALIA, JAN ,ANIELA W DĘBOWCU GMINA URSZULIN I TAM POSIADALI DUŻE GOSPODARSTWO ROLNE -JESTEM PRAPRAWNUCZKĄ A ZARAZEM TEŻ WNUCZKĄ NATALII
KIĆ ,KTÓRA WYSZŁA ZA MĄŻ ZA MICHAŁA BRZOZOWCA , KTÓRY TEŻ MIESZKAŁ W DĘBOWCU MÓJ ADRES LUCYNA KOPNIAK UL. KOLEJOWA 12/9 22-100 CHEŁM
Administrator  - kić   |2012-03-20 14:59:18
Witam Pani Lucyno
Może zachowały się fotografie, czy dokumenty z czasów życia Kiciów w Dębowcu. Byłbym bardzo wdzięczny za pomoc.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
stefan  - przodkowie   |2014-02-09 20:20:35
witam pani lucyno czy kić franciszek to pani rodzina też mieszkał w dębowcu pozdrawiam
Anonimowy   |2014-09-03 15:49:51
napewno rodzina bo kiciów z początku byla w grabowcu tylko jedna rodzina to co ja przeczytałam w historii grabowca-pozdrawiam
Anonimowy  - kic franciszek   |2014-09-03 15:57:30
kić franciszek to jest moja rodzina czyli mojej babci natali brat-pozdrawiam
Anonimowy   |2016-02-13 10:02:38
Kić Franciszek to ojciec mamy mojej moze nawiazemy kontakt
Anonimowy  - Franciszek Kić   |2016-02-13 10:00:28
Franciszek Kić to moj dziadek ojciec mojej mamy Katarzyny czy moze pani mi cos wiecej napisac.Wiem ze dziadek mial 5 braci i jedna siostre ale po. wojnie mama wyjechala na zachod polski potem
sprowadzila babcie Marie. ktora mieszkala z nami .Byl jeszcze Jan. mamy brat ktory niezzyje
Paweł  - Witam   |2012-02-27 15:00:47
Skąd przybył Ksawery Czupryński? Jego synowie Stefan, Antonii, Witold i Konstanty
Mój pra-pra dziadek to prawdopodobnie Antonii Czupryński.
admin  - czupryński   |2012-02-29 10:25:44
Witam

Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Ale odpowiedź na pewno znajduje się w hipotece. Ja w miarę mozliwego czasu weryfikuję hipoteki, ale tego jest tak
dużo, w dodatku miejscowości jest również dużo, że jeszcze hipoteki Dębowca nie weryfikowałem.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@int eria.pl
Anonimowy  - hipoteka   |2014-09-03 16:00:44
czy jest jakaś mozliwosc zweryfikowac hipoteke kiciów z dębowca
Clever_97  - Kazimierz Kobus   |2010-03-19 19:03:15
Jestem praprawnuczką Kazimierza Kobus z Dębowca. Chciałabym się coś o nim dowiedzieć.
Proszę o informacje
administrator  - Kobus   |2010-03-20 09:32:09
Witam
Znalazłem jedynie Danutę Janinę ale Kubus, córkę Kazimierza i Stanisławy na liście uczniów SP w Urszulinie z roku szkolnego 1937-8. Tak więc nie wiem jak się pisze nazwisko, czy Kubus,
czy Kobus. Jak coś znajdę to dam znać, ale niestety na dzień dzisiejszy więcej nie posiadam. Może Pani ma dostęp do starych rodzinnych zdjęć i byłaby możliwość umieszczenia skanów na
stronie? Byłbym bardzo wdzięczny.
adam.panasiuk@ineteria.pl
Clever_97  - Danuta Kobus   |2010-03-20 17:19:04
Bardzo dziękuję za odpowiedź. Pisze się Kobus. Danuta Janina Kobus jest moją prababcią. Niestety, żadnych rodzinnych zdjęć nie mam.
administrator  - kobus   |2010-03-20 17:40:54
Dodam tylko, że bardzo miała bardzo dobre stopnie
Pozdrawiam
Clever_97  - .   |2010-03-23 12:06:30
Wiem to, że prapradziadek Kazimierz Kobus został wywieziony do ZSRR i już nie powrócił. Ci, co wrócili, nie chcieli nic mówić. Były jakieś dokumenty, ale uległy spaleniu w czasie pożaru
domu w Dębowcu. Może ktoś wie coś więcej.
Pozdrawiam
administrator   |2010-03-23 15:48:50
Popytam najstarszych mieszkańców, może coś więcej powiedzą, mógłbym wówczas umieścić o tym krótką informację w monografii. Pozdrawiam i dziękuję za pomoc.
Clever_97  - .   |2010-03-23 15:55:10
Dziękuję za zainteresowanie. To dla mnie bardzo ważne, bo nie wiem jak, gdzie i kiedy zginął mój prapradziadek.
a2303  - krauze   |2010-02-02 00:39:28
Witam. bardzo sie cieszę że ktoś opisal dzieje tych okolic. jestem wnuczką stanislawa krauze i eleonory szewc - oboje mieszkali w dębowcu. Brat mojego dziadka był w AK. chcialabym blizej poznać
ich korzenie - niestety już nie mam bezpośredniej możliwości. moze pan by mi w jakiś sposób mógł pomóc? JEŻELI TAK TO BARDZO PROSZĘ o kontakt.
Anonimowy   |2009-12-30 21:11:28
Ukazałeś w monografii Dębowca obiektywny obraz stosunków narodowościowych i wyznaniowych, m.in. omawiając kwestię propagandy w duchu faszystowskim szerzonej wśród mniejszości niemieckiej.
Umiejętnie stosujesz cytaty, np. pisząc o partyzantce okresu II wojny światowej.

Pozdrawiam

Adrian
diki   |2012-02-29 12:04:32
gdzie można kupić tę monografię?
Administrator   |2012-03-01 18:19:15
Nie ma monografii ksiązkowej Dębowca, może w przyszłości. Na razie Andrzejów i Wereszczyn jest tylko w wersji książkowej. A Dębowiec wymaga jeszcze sporo
pracy...
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
patriota  - szczegół   |2009-04-14 17:41:08
Witam .
Jestem wnukiem Ewy i Zygmunta Szewc . Zauważyłem jeden mały błąd a mianowicie chodzi o zdjęcie orszaku weselnego, jest tam nazwisko panieńskie mojej babci Kowalska zamiast Biernacka .
Mama mojej babci miała z domu Kowalska lesz wyszła za mąż za Biernackiego
administrator  - orszak weselny   |2009-04-14 20:16:36
Witam
Dziękuję za uwagę. Czasami w rozmowie takie szczegóły się gubią, a po to ma to wszystko formę cyfrową, by móc w każdym czasie poprawić. W najbliższym czasie podpis pod zdjęciem
zostanie poprawiony. Pozdrawiam
Anonimowy  - Dębowiec   |2009-03-08 14:03:09
Szanowny Panie Adamie.
Jestem najmłodszą córką Eugenii Jung i wcześniej wiedziałam że zbierał Pan materiały i zdjęcia do utworzenia historii naszego regionu, ale to co Pan zrobił przeszło
moje najśmielsze oczekiwania.
Jest to cudowne, co Pan zrobił. Wiele wiadomości znałam z opowieści Mamy i wcześniej Taty.A teraz jest to spiane i mam nadzieję, że ludzie to poznają. Jakże
miło zobaczyć rodziców z młodych lat i przeczytać o Dziadku. Bardzo, bardzo serdecznie za to dziękuję Panu. Dorota Kozłowska (Jung) Waszawa
administrator   |2009-03-08 15:44:30
Witam Pani Doroto
Cieszę się bardzo, że strona się Pani podoba. Bardzo duża w tym zasługa Pani mamy. Z Panią Eugenią rozmawia się bardzo miło, dlatego też zawsze gdy jestem w pobliżu
zachodzę do Pani mamy aby porozmawiać. Jest otwarta i bardzo pomocna, wiele pamięta, stąd też historię Dębowca udało mi się napisać w dużej mierze o relacje Pani Eugenii.
Oby więcej
takich życzliwych ludzi.

Pozdrawiam
Anonimowy  - Rodzina Jung   |2009-03-08 17:37:20
Szanowna Pani Doroto, proszę o kontakt prywatny, zajmuję się rodem Arciszewskich a jeżeli dobrze myślę to Pani Prababka powinna być z Arciszewskich z Załucza Starego. Czy mówi pani coś
nazwisko Marcyniuk ( Garbatówka , Lucyna Stefan, Maria, Bronisław).
Pozdrawiam Lucjan Marcyniuk
Mój adres : lmarcyniuk@wp.pl
www.arciszewski.rdx.pl
W dębowcu bywam jeszcze czasami u
rodziny
Anonimowy  - re   |2011-08-11 16:20:03
Bardzo mnie interesuje ród arciszewskich , mój dziadek to Jerzy Arciszewski a babcia Lidia z domu Szczepańska !
Anonimowy  - Debowiec po II wojnie swiatowej   |2009-03-07 19:07:58
Po wojnie mieszkalam w Debowcu u moich dziadkow, bylo to w latach 45 - 52.Dziadek kupil Debowiec od ostatniego wlasciciela /nie pamietam nazwiska/.Moj dziade nazywal sie Kazimierz Krzyzanowski. Byl
on artysta - malarzem i literatem. W tym tez czasie wystawial kilka swoich sztuk w teatrze gnieznienskim /Kalinowy Gaj/.
W roku 1952 zgodnie z reforma rolna zostal Debowiec nam
zabrany.
Z pozdrowieniami
Ewa Larsson
administrator  - Dębowiec   |2009-03-08 11:58:47
Jest mi bardzo miło widząc Pani komentarz.
Przyznam się że nie słyszałem o Pani dziadku. Jeżeli Kazimierz Krzyżanowski był właścicielem folwarku w Dębowcu, to musiał to być folwark
Zbigniewa Cichońskiego. Jak w artykule napisałem, bardzo szybko rozsprzedał majątek. Myślałem że rozsprzedawał częściowo, ale mogło też być, iż sprzedał w jednej transakcji cały
majątek. Przed wojną był to jeden z największych i najbardziej zadbanych majątków w okolicy.
O Dębowcu powojennym czerpię informacje głównie z relacji najstarszych osób, tak więc przy
najbliższej okazji postaram się uzupełnić artykuł o informacje o Pani dziadku. Byłbym też wdzięczny, gdyby Pani mogła w tym mi pomóc, opisując lata życia w Dębowcu, lub przekazać cyfrowe
kopie zdjęć z folwarku (o ile takie zdjęcia Pani posiada). Byłoby to bardzo cenne w rozwinięciu historii Dębowca i galerii zdjęć. Był to niewątpliwie piękny folwark, a do tej pory nie
udało mi się znaleźć jakiejkolwiek fotografii.

Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia. pl
Anonimowy   |2009-07-30 22:37:53
Jesli chcialbys sie dowiedziec czegos jeszcze w sprawie wójta Ochala sprobuj zapytac jego córki Ireny Pawlowskiej (Ochal) Babcia wspominala cos o smierci ojca w opowiadaniach
administrator  - ochal   |2009-07-31 13:21:59
Witam

Z takim zamiarem noszę się od jakiegoś czasu, ale ciągle czasu brakuje. Rozmawiałem na temat spotkania z Panem Tadeuszem Pawłowskim, myślę więc że jeszcze w sierpniu wykorzystam
okazję.

Pozdrawiam i dziękuję za informacje
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Niedziela, 07 Luty 2016 18:55