Adam Panasiuk
Śladami zapomnianej historii …
Andrzejów
1. Andrzejów w okresie przedrozbiorowym
1.1. Geneza powstania wsi
Jak potwierdzają odkrycia archeologiczne, teren Polesia Lubelskiego był stosunkowo gęsto zasiedlony, począwszy od VII wieku. Zarówno badania archeologiczne, jak i licznie występujące na polach fragmenty naczyń dowodzą, że w tym okresie na gruntach dzisiejszej wsi Andrzejów istniała dość duża osada słowiańska.
Pierwszą wzmiankę o miejscowości Andrzejów zawiera Latopis Hipacki, który wspomina, że w XIII wieku, a dokładnie w 1243 roku, istniał tutaj gród stożkowy. Andrzejów rozlegał się wówczas u stóp wyniosłości panującej nad bagnistą okolicą, którego założenia i fosa pozostały do dzisiaj. Gród położony był dokładnie na północny-zachód od wsi, miał formę czworoboku z zaokrąglonymi rogami i zajmował powierzchnię 10 arów. Istnienie grodu potwierdzają także znalezione przy grodzisku fragmenty ceramiki. Latopis wspomina, że w roku tym gród próbowali zdobyć Polacy, ale nie wspomina, czy go ostatecznie zdobyto. Musiał być jednak zdobyty, skoro w 1245 roku został zajęty przez ruskich kniaziów, braci Daniła (tj. Daniel Halicki) i Wasylka. Kniaziowie wracali wówczas ze zwycięskiej wyprawy przeciwko Rościsławowi Michajłowiczowi, wspieranego przez Bolesława Wstydliwego.
Najprawdopodobniej pięć lat wcześniej gród andrzejowski opanowany został przez Mongołów, gdyż najechali wtenczas teren Chełmszczyzny i Lubelszczyzny. Tatarzy grabili okolice grodu andrzejowskiego, a być może też sam gród, również w latach 1256, 1260, 1261 i 1263. Oprócz Tatarów gród andrzejowski nękany był również przez Jaćwingów, chociażby w 1248 roku, którzy w celach grabieżczych przybywali z kierunku północnego. Najazdy te mogły doprowadzić do upadku grodu i jego kilkusetletniego wyludnienia, skoro następna wzmianka o Andrzejowie pojawiła się dopiero po dwustu latach.
Wieś ponownie została wzmiankowana w 1428 roku w księgach ziemskich sądu chełmskiego. W 1434 roku pisano o Andrzejowie jako o wsi bojarskiej, należącej do parafii z siedzibą w Sawinie. Za czasów panowania Kazimierza Jagielończyka lokację wsi zamieniono z prawa polskiego na prawo niemieckie. Lokacja na prawie niemieckim z reguły połączona była z wytyczeniem regularnej zabudowy i przydziałem jednakowych obszarowo działek budowlanych. Od 1564 roku wieś najczęściej figurowała pod nazwą Jędrzejów. Andrzejów, którego nazwa ma charakter odimienny, stanowił wówczas własność rodziny bojarskiej pochodzenia rusińskiego, pieczętującej się od 1450 roku herbem Nałęcz.
1.2. Dobra andrzejowskie
Pierwszym rodem zamieszkującym wieś byli Andrzejowscy, którzy podobnie jak ich sąsiedzi Wereszczyńscy, byli „szlachtą gniazdową”, czyli wywodzącą się z posiadanej wsi. Poza Andrzejowskimi wieś zamieszkiwały inne rody, skoro z zapisków ziemskich sądu chełmskiego z 1429 roku dowiadujemy się, iż zasiadali w nim bracia Iwaszko i Feodor Tujmowicze, pochodzący właśnie z Andrzejowa. Rok wcześniej ten sąd nałożył na Iwaszka karę zwrotu cielaka lub krowy na rzecz Piotra Owieczka z Ochoży. Najprawdopodobniej Tujmowicze byli skoligaceni z Andrzejowskimi, bądź tak też Andrzejowscy pierwotnie się nazywali. W 1446 roku ci dwaj bracia ustalili przed podkomorzym chełmskim granice swoich dóbr z Wereszczyńskimi i Sosnowskimi.
Podobnie jak dobra wereszczyńskie, dobra andrzejowskie uległy dużemu rozdrobnieniu. Według regestrów poborowych z 1564 roku wieś była w posiadaniu: Daniła Chojeńskiego herbu Korczak, Michała i Iwana Andrzejowskich, rodziny Ditiuków, Jana Andrzeja Joskowicza, familii Rejów, Jana Chojeńskiego Kostrowicza, Steczki i Hieronima Andrzejowskich oraz Sebastiana Chojeńskiego. Rodziny Ditiuków i Joskowiczów stanowiły boczne gałęzie rodu Andrzejowskich, ale rodziny Rejów, czy Chojeńskich nabyły grunty bądź to w wyniku transakcji handlowych lub w drodze spadkowej. Spośród wymienionych dziedziców do najwyższych godności doszedł Iwan Andrzejowski, któremu w 1604 roku wręczono nominację na urząd władyki chełmskiego i bełskiego, ale pod warunkiem „pozostania” przy Unii Brzeskiej. Unia podporządkowywała miejscową Cerkiew prawosławną jurysdykcji papieskiej, jednakże nabożeństwa odprawiano według dotychczasowego porządku. Urząd swój Iwan pełnił aż do śmierci w 1619 roku, przybierając imię Arseniego.
Choć Iwan Andrzejowski pełnił wysoką funkcję w hierarchii unickiej, to większość andrzejowskich posiadaczy ziemskich było wyznania łacińskiego. Przenarodowienie ludu lub państwa zwykle bieże swój początek w klassie wyższej. Bądź światło postępu towarzyskiego, bądź interes partikularny, czynią jich ludźmi świata, kosmopolitami wychodzącymi z zaciśnienia miejscowości i narodowości. Ciągnie jich do tego, ocalenie lub pomnożenie majętności, dostatków, znaczenia, pozyskania przywilejów, któreby jich nad gmin wyniosły, któreby jim udział w rządzeniu krajem zapewniały. Lud pospolicie dłużej przy swojim obyczaju, przy swym języku i wyznaniu obstaje. Tak pisał w 1844 roku Joachim Lelewel o spolszczaniu się szlachty ruskiej. Na zmianę wyznania wpływ miały także przywileje, nadawane szlachcie polskiej, bardziej korzystne niż na Rusi, jak chociażby przywilej w Jedlni, zatwierdzony w 1430 roku przez Władysława Jagiełłę. Przywilej ten gwarantował szlachcie nienaruszalność osobistą przez króla i jego urzędników bez prawomocnego wyroku sądu. Król zobowiązywał się, że neminem captivabimus nisi iure victim, czyli nikt nie będzie uwięziony bez sądu.
Pod koniec XVI wieku swoje włóki w Andrzejowie w dalszym ciągu utrzymywały rodziny Andrzejowskich, Chojeńskich oraz Mikołaj Brodowski, Małgorzata Czerska, Mikołaj Ditiuk Andrzejowski i Janusz Stecki. Rozdrobnienie majątków było w owym czasie dość powszechne, dlatego też rodziny Andrzejowskich, czy Chojeńskich miały swoje włóki także w Wytycznie, w Wołoskiej Woli, jak też w Brusie. W wyniku pomiaru dokonanego w 1596 roku wieś, stawy i młyn podzielono pomiędzy wymienionych dziedziców na kilkadziesiąt części. Określono wówczas zasady korzystania z młyna i ze stawów przez dziedziców oraz poddanych. Jeżeli którykolwiek z Panów albo poddanych ryby łowić będzie, za pracę sobie trzecią część ryb ma wziąć, a dwiema częściami Panowie mają się dzielić według określonych udziałów. Każdy z Panów swej części ma pilnować. A jeżeliby jeden z Panów albo z chłopów łowiąc do młyna najdalej do południa z rybami niedojechał, albo w nich (tj. w stawach) krzywdę czynił zakład przepadać ma, którego każdemu dochodzić wolno – zapisano w księgach donacyjnych kościoła w Wereszczynie. Dbałość o szczegółową regulację zasad korzystania z jezior i stawów wynikała z dochodów, jakie można było wówczas uzyskać z rybołówstwa. Użytkując same jeziora często można było osiągnąć zyski porównywalne dochodom ze średniej wielkości folwarku.
Dziedzice ustalili ponadto zasady wspólnego zarządu nad młynem, opierające się na systemie tygodniowym, czyli każdego tygodnia nadzór, utrzymanie i prawo do mielenia przynależało do kolejnego z dziedziców, według ustalonego porządku. Jedynie popowi andrzejowskiemu przysługiwało prawo korzystania z młyna na własną potrzebę, bez przydzielonej tzw. „miarki”. Młyn przed podziałem był własnością Michała Jędrzejowskiego, dlatego też został od niego odkupiony za kwotę 24 złotych polskich, uiszczoną przez każdego dziedzica. Bez względu na kolejność użytkowania przez dziedziców młyna w przypadku gwałtownej wody, albo rwania upustu, albo grobli wszyscy ratować powinni. Określono przy okazji zasady korzystania z łąk, rzeki i stawów. Według nich wodę do sadzawek ze stawu albo rzeki albo z błota wolno każdemu prowadzić rynną i rowami małemi, bez podlewania młyna i tak opatrując, jakoby ryba ze stawu niezszedła. Miejscowa szlachta bardzo dbała o właściwe nawadnianie pól, gdyż w przypadku suszy, takiej jak w 1565 roku, po zboże musiano udawać się do odległych krain, wtenczas aż na Wołyń.
W spisach kolejnych lat XVII stulecia pojawiają się nowi właściciele ziemscy, jak Joanna Steczkowicz Andrzejowska, córka Steczki Andrzejowskiego, Hieronim Fedorowicz, Iwan Bruski, Stanisław, Rafał i Andrzej Michałowicze, Bogumił oraz Jan Andrzejowski, tyle że nie władyka, lecz świecki szlachcic, który był rodzonym bratem Iwana. W roku 1619 większa część gruntów wiejskich przeszła na własność Mikołaja Brodowskiego oraz jego braci Andrzeja i Pawła. Mikołaj Brodowski pełnił urząd pisarza ziemskiego lubelskiego i już od 1610 roku posiadał swoje włóki w sąsiednich dobrach wereszczyńskich. Natomiast pięć lat wcześniej zawarł z dziedzicami andrzejowskimi umowę, w której zobowiązał się do wykopania w Andrzejowie stawu i odnowienia młyna. Za realizację zobowiązania Mikołaj uzyskał włóki w dobrach andrzejowskich na własność.
We wsi dalej funkcjonował młyn, lecz należał już do majątku wereszczyńskiego i został obciążony prawem korzystania przez plebana kościoła łacińskiego w Wereszczynie. W trudnym dla mieszkańców okresie wojen szwedzkich i kozackich został zniszczony (najprawdopodobniej podczas najazdu kozackiego z października – listopada 1648 roku), dlatego też dziedzic Stanisław Andrzejowski, noszący tytuł skarbnika chełmskiego, zawarł kontrakt z młynarzem Wojciechem Kozyrą. Zgodnie z umową na wyposażanie owego młyna z upustem i kołami dwiema z tym wszystkim cokolwiek do młyna porządnego dostał wszelkie potrzebne uposażenie. Otrzymał również kontrakt na roczne zaopatrzenie w pożywienie, na które składało się: złotych polskich trzydzieści, żyta korcy trzy, jęczmienia korzec, piwa beczkę, soli szynków trzy, połeć słoniny, sadła, masła kwart dziesięć. Jednakże do roboty pracowników sam doosabiać i najmować powinien, za wyjątkiem prac do ujęcia wody i do palów ubicia. Gospodarujący w młynie młynarze nie tylko czerpali dochody z prowadzonej przez siebie działalności, ale podobnie jak inni chłopi, posiadali również nadziały ziemi, z których zapewniono im swobodne korzystanie. W jednej z umów z pierwszej połowy XVII stulecia uposażenie młynarza andrzejowskiego ustalono następująco: ze młyna miarkę trzecią mieć będzie, ogrody, plac na postawienie chałupy i pola, półtora korca łęczyńskiego na każdy rok i łąki po błota aż pod młyn. Wszyscy chłopi z majątków andrzejowskich byli zobowiązani do przymusowego mielenia zboża w tymże pańskim młynie i uiszczania z tego tytułu opłat w postaci miar zbożowych.
W 1648 roku Brodowscy sprzedali grunty na rzecz Pawła i Anny Stąkiej Andrzejowskich, które objął następnie brat Anny, Kasper Stąki. W ramach spłaty długu 100 złotych polskich wobec siostry, Kasper był zobowiązany urządzić siostrze przystoyne pochowanie. Podczas rozdzielenia włości w Wereszczynie na trzy dwory, które miało miejsce w 1658 roku, podzielono także dobra andrzejowskie, głównie pomiędzy członków rodziny Uhrowieckich, posiadaczy większej części dóbr wereszczyńskich. W tych też dziesięcioleciach rozdrobnienie dóbr w Andrzejowie sięgnęło najwyższego poziomu, ówczesne rejestry podatkowe zanotowały aż 21 właścicieli. Jednym z nich stał się Stanisław Michał Górecki, mający za żonę Mariannę Sosnowską, który zakupił włości w Andrzejowie, jak i w sąsiednim Wytycznie w 1673 roku. Pełnił kilka kancelaryjnych urzędów w Chełmie, w tym wicesgerenta (niższy urząd sądowy) grodzkiego (1688 – 1690), pisarza grodzkiego (1690 – 1711), podstarosty, a zarazem sędziego grodzkiego (1712 – 1733). Gdy w 1733 roku zakończył pełnienie funkcji podstaorsty i sędziego, wówczas sprzedał także włości andrzejowskie. Dział Franciszka Chojeńskiego podzielono w 1682 roku pomiędzy skarbnika ziemskiego chełmskiego Remigiusza i Ferdynanda, Antoniego Porzeckich. W dziale Porzeckich, oprócz budynków, wymieniono sadzawkę i ogród z sadem pod olszyną. Chełmskiego rejestry poborowe z 1690 roku wskazywały, iż Andrzejów podzielony był już tylko na 9 działów.
We wsi znajdowały się najprawdopodobniej dwa dwory, jeden w zwanym później Starym Andrzejowie, a drugi na Łysosze, którą to oznaczano już na mapach z XVIII stulecia. Pod koniec XVII wieku do miejscowych dziedziców z rodziny Uhrowieckich, Góreckich i Andrzejowskich dołączyli także Żytkiewicze oraz cześnik chełmski Andrzej Antoni Bąkowski, czy też Maciej Boniecki, pełniący funkcję skarbnika chełmskiego. Ten ostatni doprowadził do zunifikowania włości andrzejowskich, zapoczątkowując ponad stuletnią obecność rodziny Bonieckich herbu Bończa w Andrzejowie. W ostatnich latach życia w 1717 roku Maciej Boniecki uzyskał prawa organizowania we wsi corocznych jarmarków.
Po śmierci Macieja Bonieckiego włości w 1718 roku przejął jego syn Antoni Ludwik, z pierwszego małżeństwa z Anną ze Strzemesznych. Uzyskał nawet w 1731 roku od Króla Polski Augusta II Mocnego przywilej organizowania we wsi oraz w sąsiednim Wytycznie tygodniowych targów. Przywilej organizowania targów wpłynął na rozwój wsi i dlatego też Antoni, w połowie tegoż stulecia, założył w pobliżu nową miejscowość, którą nazwał od imienia drugiej żony Urszuli Wereszczyńskiej Urszulinem. W 1737 roku nadał na utrzymanie cerkwi unickiej grunty, a wcześniej przekazał łączną kwotę 2.900 polskich złotych. Natomiast w 1769 roku ufundował mieszkańcom Andrzejowa nową świątynię. Antoni Ludwik Boniecki pełnił kilka zaszczytnych funkcji, w tym podstolego chełmskiego, deputata na Trybunał Koronny Lubelski, cześnika i podsędka chełmskiego (od 1763 roku). Zmarł w 1774 roku, a zwłoki jego pochowano na cmentarzu w Wereszczynie, w którym również posiadał swoje włości.
Po ojcu majątek przejęła jego żona Urszula, a następnie Wincenty Boniecki, syn z trzeciego małżeństwa z Wiktorią Stoińską. Wincenty został w 1793 roku podstolim chełmskim, a wcześniej pracował w trzyosobowej Komisji Cywilno-Wojskowej Ziemi Chełmskiej, która zajmowała się sprawami kwaterunku dla wojska, rekwizycjami wojennymi i rozstrzyganiem sporów między ludnością cywilną a wojskiem. Po wybuchu powstania koś ciuszkowego został komisarzem cywilno-wojskowym ziemi parczewskiej. Wincenty Boniecki u swojego boku miał żonę Różę Węglińską. Często przebywający u niego brat Wacław słynął na okolicę ze zgrabności i zręczności. Sąsiad ze Świerszczowa Józef Rulikowski wspomina, jak na jednym z przyjęć uproszony był przez całe obecne towarzystwo, aby tańczył kozaka. Zadość czyniąc temu żądaniu, zaczął tańczyć z niezrównaną lekkością i zręcznością, cały unosił się w powietrzu, w końcu pośliznął się, czy też zaczepił się o nierówność podłogi i upadł na wznak tak mocno, iż go wyniesiono prawie bez życia. Gospodarze domu zajęli się czule i gorliwie stanem potłuczonego, tańce ustały, biesiadujący nieśmiejąc być przeszkodą w staraniach około słabego, zaczęli się rozjeżdżać (…). Wypadek ten smutny przeraził wszystkich, żal był powszechny i wesołość ustała.
1.3. Feudalne życie włościan
Z siedemnastowiecznych wereszczyńskich dokumentów parafialnych o charakterze donacyjnym dowiadujemy się po raz pierwszy o poddanych z Andrzejowa, wśród których znajdowali się Paweł Mazur gospodarujący na marcinkowskiej włóce, Andrzej Bednarz na bajkowskiej włóce ma wołów dwa, krów dwie, Roman Kozub na włóce, Kos na włóce, Denyr Kopiuk na włóce. Każdy z poddanych zobowiązany był do płacenia podatku gruntowego, jednak podstawowym zobowiązaniem feudalnym pozostawała pańszczyzna. Już w 1477 roku na sejmiku ziemskim w Krasnym Stawie (tj. statut krasnostawski) ustalono jednolite świadczenia chłopskie dla całej ziemi chełmskiej. W przetłumaczonym przez dziewiętnastowiecznego historyka Adryana Krzyżanowskiego tekście statutu czytamy: Pragnąć dobra i dziedzictwa wszystkich ziemian i braci naszych w ziemi Chełmskiej dźwignąć i do większych przywieść zbiorów pracą kmieciów i osadników stanowimy:
1. Każdy kmieć, człowiek czy osadnik jakiego bądź stanu nie może wychodzić z dziedzictwa lub posiadłości swego pana przez odkazanie, chyba gdy posiadany przez siebie łan ziemi zasadzi innym kmieciem tak zdatnym jak był sam, albo gdy swoją posiadłość sprzeda za pozwoleniem swego pana.
2. Każdy kmieć w całej ziemi Chełmskiej z każdego łanu na świętego Marcina (11 listopada) co rok zapłaci swemu panu pół grzywny, przy tem da czworo drobiu na narodzenie Najświętszej Panny, a 4 kapłony i 24 jaj na Wielkanoc.
3. Każdy człowiek i osadnik o swoim chlebie z dwiema kosami dwa dni w roku, jeden dzień podczas siejby zimowej, jeden podczas letniej pracować i żąć będzie dla swego pana.
4. Każdy kmieć przywiezie co rok swemu panu cztery fury drew, dwie na narodzenie Pańskie, dwie drugie na Wielkanoc.
5. Każdy kmieć koleją będzie powoził swego pana w granicach ziemi Chełmskiej.
6. Każdy kmieć z łanu corocznie da swemu panu cztery korce owsa, a za to nie będzie obowiązany siać do dworu pokładnego (pod skibę).
7. Tłóki, ile razy się podoba i będzie potrzeba panu, kmiecie na wezwanie i koszt dworu odrabiać będą.
8. Każdy ogrodnik ze swego ogrodu wypłaci corocznie swemu panu sześć groszy czynszu i odrobi jeden dzień pańszczyzny w tygodniu.
9. Każdy pan jest mocen osadzić swych ludzi i kmieci na czynszu większym na półgrzywny bez pańszczyzny.
10. Pod karą trzech grzywien każdy ziemianin, dziedzic lub posiadacz, ma się stosować do powyższych przepisów. Przekraczający stawać będzie przed sądem starościńskim po pierwszym odebranym pozwie.
11. Pod taką samą karą żaden ziemianin nie może do swych dóbr przyjmować zbiegłych cudzych kmieci, jest zaś obowiązany wydac niezwłocznie takich na właściwe wezwanie, pod zaostrzeniem odpowiedzenia przed sądami i złożeniem przysięgi, jeżeliby zaprzeczał pobytu zbiega.
12. Kmiecie i osadnicy są zobowiązani naprawiać młyny i tamy swym panom.
13. Ziemianin nie może umartków, to jest puścizny po zmarłych kmieciach swoich zabierać, ale tylko dzielący się nią spadkobiercy dadzą niezwłocznie panu swemu wieprzka lub jałowicę.
Te wszystkie działania, zmierzające do całkowitego uzależnienia kmieci, powodowały powstanie w XV wieku antyfeudalnego ruchu, który na Chełmszczyźnie przybrał specyficzny charakter. Do największego sprzeciwu ludności kmieciej doszło latem 1431 roku. Dokładny opis ówczesnych wystąpień antyfeudalnych znajdujemy w pracy dziewiętnastowiecznego historyka, badającego dzieje stanu chłopskiego, Walerego Przyborowskiego, w dziele „Włościanie u nas i gdzie indziej”: W Chełmskiem znajdujemy teraz liczne rozwody między kmieciami, porywanie dziewcząt, nieślubne pożycie, gwałcenie kobiet, zbrojny opór władzy szlacheckiej, pijaństwo, któremu przykład dawało ludowi miejscowe duchowieństwo. Nie dość na tem, obok ogólnego upadku moralności w Chełmskiem i Lubelskiem, zjawiają się objawy wyraźnego oporu przeciw ustalającemu się porządkowi rzeczy. Łuny krwawych pożarów, Kazimierzowe „krzesiwo i hubka”, dają znać, że lud bez oporu nie chce uledz. Całe wsie niszczą tam kmiecie, palą uciekają, tłumnie wynosząc się nocą z dobytkiem i wszystkiem, co posiadają, nie uiszczają długów, mordują czasem szlachtę.
Pomimo znaczącego obciążenia warstwy chłopskiej, sytuacja gospodarcza miejscowej szlachty pogorszyła się w połowie siedemnastego stulecia. W okresie wojen szwedzko-kozackich nałożono na chłopów podymne, czyli podatek od domów mieszkalnych, oraz płacone od pojedynczych osób pogłówne. Poprzez zwiększenie obciążeń podatkowych dla warstwy włościańskiej szlachta dążyła do zrekompensowania poniesionych strat, spowodowanych wojnami kozackimi i potopem szwedzkim. Działania te przyniosły odwrotny efekt, gdyż przyczyniły się do masowych buntów włościan. Już w 1649 roku sejmik ziemski w Chełmie uchwalił zaciąg 200 ludzi, by skutecznie stłumić swoich niezadowolonych poddanych. W kolejnych latach w wyniku wojen większość uprawianej ziemi pozostała opustoszona, a liczba mieszkańców drastycznie spadła. Walery Przyborowski opisuje przyczyny takiego stanu: chłopi stawali na mogiłach, wyglądając czy zbrojne, huczące jak fala morska, tłumy Chmielnickiego nie idą spod Zamościa, lub Węgrzy Rakoczego z Lublina. Gdy atoli zamiast tłumów kozackich, ukazały się chorągwie polskie, wszystko co żyło we wsi uciekało do lasów, do bagnistych puszcz podlaskich, ciągnąc ze sobą wozy z żywnością. Straszne to zresztą były czasy – istna „ruina”. Wszyscy gnębili: Tatarzy, Szwedzi, Kozacy, Węgrzy. Tłumy zgłodniałych, zdziczałych w lesnem życiu wieśniaków, włóczyły się od wsi do wsi. Własność, życie, cnota kobiet, nic nie było szanowane. Częstokroć do uciekającej przed gwałtem dziewczyny strzelano. Na przełomie XVII i XVIII wieku znacznie spadła cena zboża, dlatego też, rekompensując sobie ten spadek, szlachta prawie całkowicie zastąpiła najemną siłę roboczą pracą pańszczyźnianą chłopów. Zupełnie odwrotnie postępowano sto lub dwieście lat wcześniej, gdy ze względu na częste najazdy tatarskie (chociażby z 1500 roku), obciążenia pańszczyźniano-podatkowe chłopów w tym rejonie był niższe niż w innych regionach kraju. Stąd też, mimo nawały tatarskiej, rejony te przeżywały najbardziej dynamiczną kolonizację ziem.
1.4. Cerkiew unicka i jej wierni
Na początku XVII stulecia we wsi najprawdopodobniej znajdowała się świątynia unicka, skoro jeden z dziedziców piastował funkcję władyki chełmskiego i bełskiego. Iwan Andrzejewski podjął się zadania rozpowszechnienia w swoim biskupstwie Kościoła unickiego, stąd też domniemanie, iż taki musiał funkcjonować również w Andrzejowie. Tezę potwierdzają zapiski Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego, które wzmiankują o istnieniu parafii wiejskiej w Andrzejowie z cerkwią prawosławną już od początków XVI stulecia, po raz pierwszy w 1510 roku.
Parafia uzyskała nową świątynię i znaczące wsparcie finansowe w pierwszej połowie XVIII wieku. Akt erekcji dla cerkwi został wydany w dniu 15 czerwca 1731 roku przez Antoniego Ludwika Bonieckiego. Od zapisanej w księgach ziemskich chełmskich przez Bonieckiego w 1731 roku kwoty 1.500 złotych i w 1737 roku kwoty 1.400 złotych oraz przez Petronellę Zwolińską w 1729 roku kwoty 500 złotych parafia pobierała każdego roku procenty w łącznej wysokości 198 złotych (5 lub 7% od wartości zapisanej kwoty). W zamian proboszcz był zobowiązany do odprawiania dwóch Mszy Św. co tydzień za Antoniego Ludwika Bonieckiego i jedną mszę za Petronellę Zwolińską. Ponadto każdego roku ponosił na rzecz skarbu państwa opłatę zwaną charitatuvi, którymi obciążone były wszystkie grunty dworskie i kościelne. W 1791 roku paroch z tego tytułu zapłacił 7 polskich złotych.
Dokładniejsze informacje o unickiej Cerkwi p.w. Przemienienia Pańskiego w Andrzejowie uzyskujemy z powizytacyjnego sprawozdania wspomnianego konsystorza z 1741 roku. Wizytujący Felicjan Filip Wołodkowicz o stanie świątyni:
W ścianach i dachach porządna, w tey okien w Cerkwi siedem, w zakrestyi trzy, wszystkie w ołów oprawne. Drzwi w babińcu troie na dwóch zawiasach i zasuwami, do Cerkwi drzwi jedne na trzech zawiasach (…). Drzwi do zakrystyi dwoie malowanych na dwóch zawiasach (…) Dzwonów na dzwonnicy dwa, do elewacyi ieden. W dalszej części sprawozdania dowiadujemy się o stanie wyposażenia: Łyżka iedna srebrna pozłacana, druga cynowa, kielichów srebrnych pozłacanych dwa z patynami, tabliczek srebrnych pozłacanych dwie na obrazie Anny Świętey, tabliczka srebrna na obrazie Najświętszey Panny, sukiennka na Świętey Annie z bogatey materyi z polonem srebrnym, łyżeczka cynowa, miernice cynowe, lampa blaszana, lichtarzyki blaszane, trybularz mosiężny, mszał wileński w srebro oprawny z iedney strony i wiele innych drobniejszych przedmiotów, w tym zbiór kilku szat liturgicznych. Głównym źródłem utrzymania była dziesięcina wynosząca snopów piętnaście oraz dochody z gruntów cerkiewnych. Parochem ówczesnej parafii był Józef Aresztowicz, a w jej skład wchodziło także sąsiednie Wytyczno.
W konsystorze chełmskim zachowało się także sprawozdanie powizytacyjne z 1785 roku, które wskazuje na dobry stan cerkwi. Była to nowa świątynia ufundowana przez Antoniego Ludwika Bonieckiego w 1769 roku. W skład parafii oprócz Andrzejowa wchodziła wieś Wytyczno, a ludzi do spowiedzi sposobnych było 249. Ks. Józefa Aresztowicza na funkcji parocha zastąpił ks. Maciej Borysiewicz.
2. Andrzejów w okresie rozbiorów
2.1. Folwarki andrzejowskie
Z chwilą śmierci Antoniego Ludwika dobra Bonieckich zostały podzielone na dobra wytyckie, hańskie i andrzejowskie. Po Wincentym Bonieckim, na początku XIX wieku, nowym właścicielem dóbr Andrzejowa i Wytyczna został Franciszek Kunicki, który obydwa majątki kupili za łączną kwotę 500 tysięcy florenów. Dwa lata później (tj. w 1805) za kwotę 525 tysięcy polskich złotych majątek nabyli Michał Węgliński i Anna z Borawskich Węglińska, która dotychczas zamieszkiwała właśnie w Starym Andrzejowie. Po śmierci Michała w 1807 roku majątek przejął Stanisław Węgliński, a w 1820 roku Anna i córka Felicjanna. Aby zagospodarować tutejsze, gęsto porośnięte lasem tereny, Węglińscy podjęli się sprowadzenia kolonistów do nowo założonej wsi Urszulin.
Posesję w andrzejowskim dworze wynajmowali w tym czasie szlachcice Józef Dunowski oraz Franciszek Brzeziński, ożeniony z Marianną z Zienteckich, późniejszy dziedzic Bełżyc. W posesji ponadto zamieszkiwał ojciec Brzezińskiego, również o imieniu Franciszek, a od 1815 roku nowonarodzony syn Aleksander. Zaraz po nabyciu majątku przez Węglińskich w Andrzejowie zamieszkał na kilka lat francuski szlachcic polskiego pochodzenia Jan Jakub Bulie, poślubiając w 1814 roku mieszkankę miasteczka Urszulin Magdalenę Karaszewską. Oprócz stałych rezydentów do dworu zjeżdżała się okoliczna szlachta, a gospodarze wyprawiali im kilkudniowe przyjęcia, zwłaszcza przy okazji ślubów i chrzcin. Podczas jednego z wrześniowych przyjęć w 1814 roku zmarł bawiący się kilka dni w Andrzejowie Jan Rulkiewicz z Siedlec. Padł ofiarą szalejącej we wsi epidemii, co potwierdza fakt, iż w tym samym czasie proboszcz wereszczyński pochował rezydentkę dworu Annę Brzezińską oraz kilkunastu mieszkańców wsi.
W dworze mieszkała także zubożała szlachta, nieposiadająca swoich majątków, chociażby będący do śmierci starym kawalerem Wojciech Orłowski, zmarły w 1815 roku. Przedstawiciele drobnej szlachty zamieszkiwali we dworze, gdyż posiadali różne stanowiska w służbie u dziedziców. Funkcję ekonoma dworskiego sprawował najpierw Tomasz Rutkowski, a następnie Aleksander i Ignacy Żmudzcy, Wojciech Michalski oraz Aleksander Madaliński. Pisarzem dworskim został najpierw Jan Daciewicz, a następnie Jan Secygnowski. Leśniczym lasów andrzejowskich był zaś Maciej Lipski. Po utworzeniu w 1809 roku gminy patrymonialnej w Andrzejowie Jan Secygnowski został zastępcą wójta.
W 1824 roku majątek przypadł rodzinie Załuskich, a to w wyniku ślubu Felicjanny Cyrylli Węglińskiej, córki Michała i Anny Węglińskich, z hrabią Antonim Załuskim. W 1830 roku dobra Andrzejów i Wytyczno liczyły 11.201 morgów ziemi, z czego 5.349 morgów stanowiły lasy, a 3.509 łąki. Lasy w majątku andrzejowskim były nieurządzone, choć bogate w budulec. Dobra Węglińskich i Załuskich były bardzo zadłużone, gdyż obciążone wierzytelnościami wynoszącymi w 1832 roku 182.500 złotych polskich. Stąd też wierzyciele w osobach chociażby Franciszka Gruszeckiego, Józefa Potockiego, hrabiego Polityło już od kilku lat podejmowali próby egzekucji wierzytelności z majątku. Małżeństwo Felicjanny z Antonim Załuskim pozwoliło na regulowanie wierzytelności, dlatego też wartość długu na majątku zmalała do 42 tysięcy złotych.
W 1846 roku dobra andrzejowskie na licytacji wykupił Kalikst Łaski, ożeniony z Józefą z domu Domańską, choć już od czasu przejęcia majątku przez Załuskich, był komisarzem dóbr, mając jedynie dwadzieścia lat, a od 1840 roku dzierżawił je. Po wykupieniu majątku przez Kaliksta Łaskiego, jego część dzierżawił do 1864 roku, czyli do swojej śmierci, Józef Justyński, a funkcję rządcy majątku pełnił wówczas Ezachiel Lepiecki. Jeszcze w latach czterdziestych Łascy zamieszkiwali we dworze w Wytycznie, jednakże na początku lat pięćdziesiątych przenieśli się wraz z córką Emilią do dworu andrzejowskiego.
Księgi hipoteczne wskazują, iż po śmierci Łaskiego w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych własność dóbr andrzejowskich ponownie powróciła do Antoniego Załuskiego, a następnie po połowie do Heleny Antoniny i Leonii Anny z Załuskich Załuskich. W 1864 roku część po Helenie Antoninie znajdowała się już w posiadaniu Władysława Wydżgi. W tym samym roku we wszystkich miejscowościach majątku przekazano na cele uwłaszczenia 4.298 morgów ziemi. Rok później okrojony majątek wykupił za kwotę 975 tysięcy polskich złotych (tj. 146 tysięcy rubli) Aleksander Karpiński. Osiadł się na włościach andrzejowskich, ze względu na swoją żonę Julię Dembowską, córkę Edwarda, przywódcy powstania krakowskiego, która już wcześniej przebywała we dworze. Matka Julii, Aniela Dembowska, z domu Chłędowska, przebywała bowiem w Andrzejowie po śmierci swojego męża w powstaniu krakowskim w 1846 roku. Dodać należy, że Aniela nigdy nie mogła pogodzić się ze śmiercią Edwarda. Dziwaczała coraz bardziej, odsuwała się od ludzi i zatapiała się w samotności, stale powracając do lat młodości, młodzieńczych uniesień i czasu walki. Jej ostatnią wolą było, aby pochowana została bez trumny w prostym dole, tak jak wrzucono do wspólnej mogiły jej męża i towarzyszy Powstania Krakowskiego. Zmarła niezauważenie w dniu 30 listopada 1902 roku. Ciało Anieli Dembowskiej złożono zgodnie z jej życzeniem na wiejskim cmentarzu parafialnym we wsi Wereszczyn. Przy murze okalającym ową nekropolię znajduje się zapadnięta mogiła z położoną na niej piaskowcową płytą nagrobną, na której i dziś jeszcze odczytać można słabo widoczne już litery składające się na napis: Śp. z Chłędowskich Aniela Dembowska, żona kasztelanica Edwarda, wierna córka Ojczyzny. Żyła lat 77. Zmarła dnia 30 listopada 1902 roku.
Aleksandra Karpińskiego z Edwardem Dembowskim łączyło nie tylko pokrewieństwo żony, ale także współdziałanie w niepodległościowych organizacjach konspiracyjnych. Aleksander, jako młody adwokat lubelski, stał na czele lubelskich organizacji młodzieżowych powiązanych ze Związkiem Narodu Polskiego, dążących w latach czterdziestych do wywołania ogólnonarodowego powstania. Utrzymywał bliski kontakt z Edwardem Dembowskim, który przygotowywał powstanie w Małopolsce, jednakże w 1843 roku policja carska aresztowała Aleksandra, ukrywającego się u swojej rodziny w Kielcach, a sąd wojenny skazał go karę śmierci przez powieszenie. Kara śmierci została jednak zamieniona na dożywotnie ciężkie roboty w rosyjskiej kopalni, jednakże i ten wyrok złagodzono, wskutek czego zesłano Aleksandra na Syberię w okolicach Piotrowska. Przez sześć lat pracował w kopalni nerczyńskiej koło Irkucka, a następnie osiadł w tamtejszym okręgu. Tam szybko zajął się działalnością gospodarczą, zakładając z zesłanym Felicjanem Karpińskim fabrykę serów szwajcarskich oraz kampanię przemysłowo-handlową, zajmującą się sprzedażą skór, mięsa, sukna i herbaty. Po ogłoszeniu przez cara amnestii powrócił w 1857 roku do kraju.
Po powrocie z zesłania osiadł się Aleksander Karpiński w Lublinie, a następnie w Warszawie, by w 1865 roku sprowadzić się do Andrzejowa. Już jako młody działacz niepodległościowy Aleksander był zwolennikiem „pracy u podstaw”, czyli polepszenia sytuacji bytowej chłopów, by tym samym zapewnić szeroki udział mas chłopskich w rewolucji niepodległościowej. Mawiał, że rewolucja u nas żadna się nie uda, jeśli chłopi nie będą należeli do niej. Słowa wdrażał w czyn, dlatego też w swoich dobrach wprowadził wiele unowocześnień ułatwiających pracę na roli. W zarządzaniu majątkiem Aleksandrowi pomagał rządca Ludwik Krauze. W 1866 roku wykupił także majątek na Łysosze i wybudował tam nowy obiekty oraz zmodernizował całe gospodarstwo, choć w dalszym ciągu zabudowania folwarczne wyglądały skromnie. Dotychczasowe budynki były zaniedbane, a cały majątek zadłużony, stąd też w 1870 roku dokonano przymusowego wywłaszczenia i licytacji majątku. Nowym właścicielem został brat Aleksandra, Wincenty Karpiński, który wykupił majątek za 80 tysięcy rubli.
W Starym Andrzejowie zamieszkał syn Aleksandra Stefan, zaś drugi syn Czesław pobudował nowy majątek w Nowy Andrzejowie, w którym zamieszkał z żoną Michaliną. Na początku XX stulecia Stefan Karpiński zaręczył się z Melanią Przeworską. Karpińscy w swoich trzech folwarkach zastosowali wiele nowych rozwiązań produkcyjnych, co powodowało, że były wzorem na okolice. Sam Czesław Karpiński był aktywnym politykiem, przedstawicielem Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, posłem rosyjskiej Rady Państwa i funkcjonującego podczas I wojny światowej Komitetu Narodowego Polski. Prezentował pogląd polityki ugodowej wobec Cesarstwa Rosyjskiego. Na jednym bankiecie w Petersburgu w 1912 roku z udziałem cara Mikołaja II wezwał do zaniechania waśni polsko-rosyjskiej i wyraził przekonanie, że z wysokości tronu i w Dumie wykonany zostanie szeroki godny narodu rosyjskiego gest, który natchnie Polaków nadzieją.
Poza polityką aktywnie uczestniczył w podnoszeniu poziomu wiedzy w zakresie rolnictwa, będąc niejednokrotnie wykładowcą na konferencjach i kursach o tej tematyce. Ponadto doradzał rosyjskiemu Ministerstwu Rolnictwa w sprawach leśnictwa, łowiectwa i zadrzewień, a w 1907 roku współzakładał Centralne Towarzystwo Rolnicze. Nowoczesny sposób gospodarowania u Karpińskiego przekładał się natomiast na zmianę form użytkowania gruntów przez okolicznych chłopów. W ówczesnej lokalnej gazecie „Głos Podlasia” o gospodarstwie rolnym Karpińskich możemy przeczytać, iż prócz starannej uprawy doborowych nasion, hodowla inwentarzy i trzody przynosi pokaźne dochody i budzi z letargu starych i zacofanych hreczkosiejów, zaś najbardziej dodatnio oddziaływa na kolonistów i włościan, którzy i nawozy sztuczne zaczynają stosować i kupują prosięta i cielęta, aby mieć lepsze i korzystniejsze okazy. W uznaniu za zasługi w sferze rolniczej Czesław Karpiński był kilkakrotnie wybierany do ścisłych władz dyrekcji siedleckiego Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Również Wincenty Karpiński był uznawany za jeden z największych ówczesnych autorytetów w dziedzinie rolniczej. Pełnił funkcję kierownika stacji doświadczalnej w Jeżówce, a potem był profesorem w zakresie nauk o rolnictwie na Politechnice Lwowskiej.
2.2. Życie we wsi w okresie pańszczyźnianym
Według pierwszego znanego spisu powszechnego ludności, sporządzonego w 1786 roku, w Andrzejowie znajdowało się 41 domów, zaś pod sam koniec wieku liczba zagród zmalała do 34. W pierwszych dziesięcioleciach dziewiętnastego stulecia wieś Andrzejów pełniła funkcję administracyjną gminy patrymonialnej, w skład której wchodziły również miejscowości Urszulin, Wincencin i Michelsdorf. Pomimo zniszczeń wojennych z 1811 roku Andrzejów w dalszym ciągu był jedną z większych miejscowości w okolicy, z własną parafią unicką. W 1827 roku we wsi znajdowało się 34 domy, zamieszkałe przez 178 mieszkańców. Aż 24 zagrody były zamieszkane w 1825 roku przez 101 mieszkańców, będących wiernymi unickiej cerkwi. Po trzech latach liczba gospodarstw grekokatolickich wzrosła do 30, a mieszkańców ponad dwukrotnie do 249, lecz po upływie kolejnych czterech lat liczba zagród zmniejszyła się do 20, a unitów do 129. Według relacji sołtysa Piotra Litwaczuka z 1862 roku we wsi znajdowało się 18 gospodarstw włościańskich i tylko dwa z nich było łacińskimi.
Pełnię władzy policyjno-sądowej i administracyjnej nad chłopami gminie patrymonialnej w Andrzejowie miał wójt, którym faktycznie mógł być tylko właściciel wsi. Posiadał prawo do bezkarnego skazywania chłopów na karę chłosty, aresztu i grzywny. W gminie Andrzejów dziedzic w wykonywaniu powyżej opisanych funkcji wyręczał się najczęściej opłacanym zastępcą, choć gdy w Andrzejowie zamieszkał hrabia Antoni Załuski, sam wykonywał swoje wójtowskie obowiązki. Z ksiąg parafialnych łacińskiego kościoła z Wereszczyna dowiadujemy się, że pierwszym wice-wójtem tejże gminy był dotychczasowy pisarz dworski Jan Secygnowski, a w latach dwudziestych dwudziesto-paroletni Stanisław Krótki, następnie Paweł Wołkowicz i Antoni Traczykiewicz. W ostatnim dziesięcioleciu funkcjonowania gminy patrymonialnej funkcja wójtowska powierzona była kolejno Ludwikowi Krauze Ludwikowi Benrensowi i Antoniemu Naramowskiemu, który pełnił ją do 1867 roku. W tym też roku utworzono nową samorządowo-administracyjną Gminę Wola Wereszczyńska, a tym samym gminy patrymonialne zlikwidowano.
Pomimo, że w 1807 roku ustawą konstytucyjną Księstwa Warszawskiego zwolniono chłopów z pracy pańszczyźnianej i byli związani już z dworem tylko więzami ekonomicznymi (przynajmniej teoretycznie), to jednak nie mieli przy tym żadnego prawa do uprawianej ziemi. Zniesiono pańszczyznę, lecz praca odrobkowa zostawała formą zapłaty za dzierżawę ziemi, która stanowiła własność dziedzica. Płacono w dalszym ciągu płacono dziesięcinę, wynoszącą 15 snopów żyta od gospodarza, w ostatnich latach przed uwłaszczeniem mniejsi gospodarze płacili połowę jej wartości. Wprowadzono ponadto szereg praw dla dziedziców, mających w gruncie rzeczy jak najsilniej uzależnić chłopów od właścicieli ziemskich. Miedzy innymi chłopi bez zgody wójta, czyli dziedzica, nie mogli opuszczać wsi, co więcej wójt miał prawo stosować kary cielesne. Włościanie zobowiązani byli do utrzymywania dróg, grobel i mostów. Sytuacja uległa zmianie po ogłoszeniu przez cara w 1864 roku ukazu uwłaszczeniowego.
W tak dużej wsi, pełniącej funkcję gminy patrymonialnej, zamieszkiwało w tym czasie dużo rzemieślników, chociażby kowale Kacper Brożek i jego teść Wojciech Zieliński, tkacz Jacek Kozieracki, czy też ewangeliccy magistrzy kunsztu ciesielskiego Jan Jakub Dynffort i Jan Gotleb Rafr. Na dworze andrzejowskim służył starozakonny szewc Leyba Boruchowicz, a lokajem był Andrzej Bąkowski. Młyn wodny na rzece Włodawka w pierwszej połowie XIX stulecia jako pierwszy obsługiwał ewangelik Gotlib Reytowicz, po nim Kajetan Horyszewski, a następnie Szymon Lewtakowski.
Wieś Andrzejów zamieszkiwali głównie Rusini wyznania unickiego, później prawosławnego. Charakterystyczne dla tej etnicznej grupy mieszkańców, o czym pisał Oskar Kolberg, było podgalanie głowy dookoła, zostawiając na wierzchu pewną część włosów, którą spuszczano równo na wszystkie strony głowy, jedynie przycinając nieco nad oczami. W drugiej połowie XIX stulecia tej ludności z czasem przypisywano narodowość ukraińską. Rusini zajmowali się przede wszystkim rolnictwem. Najczęściej nie mieli swoich gospodarstw, lecz użytkowali grunty cerkiewne i dworskie. W raporcie parafialnym cerkwi unickiej z 1861 roku dowiadujemy się, że w Andrzejowie znajdowało się 10 „pustek” (tj. opuszczonych gruntów, głównie w skutek klęski nieurodzaju), używanych dotychczas przez parafian, a zajętych bezprawnie przez dwór, choć w dalszym ciągu leżały odłogiem. Wymieniono w nim dotychczasowych gospodarzy Bedłuszaka, Trajgrodza, Ropacia, Panasiuka, Prystupę, Twarduna, Moroziuka, Antoniego Semeniuka, Trocia i Grzegorza Nowosada.
Zamieszkujący we wsi na początku wieku licznie Polacy byli zazwyczaj wyznania łacińskiego (np. Twardowscy, Zające, Brzezińscy, Grodzińscy, Jungi, Goworki, Mazury), ale też unickiego. Z czasem ich udział w strukturze narodowościowej znacząco malał. We wsi występowali także ewangeliccy osadnicy niemieccy (głównie rzemieślnicy) oraz nielicznie Żydzi, osadzający się dopiero w połowie stulecia. Wobec dużej ilości mieszkańców wyznania prawosławnego i katolickiego, zdarzały się małżeństwa mieszane, chociażby zawarte w kościele rzymskokatolickim w Wereszczynie pomiędzy Stefanem Jaroszukiem obrządku starocerkiewnego (unickiego) i Magdaleną Iwaniukówną obrządku łacińskiego, a także unity Pawła Marciniuka z łacinniczką Katarzyną Wojtalukową. Z racji przewagi liczebnej nad pozostałymi grupami wyznaniowymi unitom powierzano najczęściej pełnienie funkcji sołtysa. W latach trzydziestych pełnił ją Paweł Marcyniuk, a w latach sześćdziesiątym Piotr Litwaczuk.
2.3. Losy cerkwi unickiej
Cerkiew unicka p.w. Przemienienia Pańskiego funkcjonowała oficjalnie do 1848 roku. Parafia andrzejowska była niedużą, obejmowała wiernych Andrzejowa, a następnie Wincencina. Liczbę wiernych w poszczególnych latach w XIX wieku aż do jej zamknięcia przedstawia poniższa tabela:
| Rok | Liczba wiernych | Rok | Liczba wiernych | Rok | Liczba wiernych | Rok | Liczba wiernych |
| 1808 | 141 | 1821 | 148 | 1835 | 208 | 1839 | 187 |
| 1816 | 180 | 1825 | 148 | 1836 | 192 | 1840 | 185 |
| 1819 | 194 | 1828 | 296 | 1837 | 187 | 1841 | 273 |
| 1820 | 154 | 1832 | 187 | 1838 | 187 | 1846 | 327 |
Liczba wiernych dynamicznie wzrosła w drugiej połowie lat dwudziestych, gdy zaczęli coraz liczniej sprowadzać się nowi osadnicy nie tylko do Majdanu Wincencin, ale przede wszystkim do samego Andrzejowa. Jednakże w kolejnych latach liczba parafian znacząco się zmniejszyła, by ponownie wzrosnąć w ostatnich latach swojego istnienia. Najwięcej, bo ponad 300 wiernych, cerkiew miała w tym roku, w którym formalnie podjęto decyzję o jej włączeniu do wytyckiej parafii.
Od czasu ostatniego zaboru, aż do zamknięcia andrzejowskiej parafii unickiej funkcję parocha lub administratora pełnili w kolejności:
- Maciej Borysiewicz – 1785-1800;
- Jan Wasilewicz – 1800-1806;
- Symeon Górski – 1806-1811;
- Józef Dębkowski – 1811-1816;
- Grzegorz Dębkowski – 1816-1825;
- Tomasz Kalinowski – 1825-1827;
- Józef Dębkowski – 1827-1833;
- Tomasz Kalinowski – 1833-1834;
- Paweł Górski– 1834-1839;
- Jan Bielawski (późniejszy dziekan lubelski) – 1839-1841;
- Longin Ulanicki – 1841-1844;
- Hilary Panasiński – 1844-1845;
- Paweł Górski – 1845;
- Symeon Zienkiewicz – 1845;
- Michał Zatkalik – 1845-1848.
Po śmierci parocha Symeona Górskiego w 1811 roku jego następcy pełnili funkcje jedynie administratorów parafii. W odróżnieniu od parocha administrator nie mógł chociażby samodzielnie dysponować funduszem kościelnym. Funkcja administratora parafii w Andrzejowie była najczęściej łączona z taką samą funkcją dla parafii ościennych. Grzegorz Dębkowski, Paweł Górski, Longin Ulanicki oraz Hilary Panasiński zarządzali również parafią wytycką i wereszczyńską, Tomasz Kalinowski wereszczyńską, wytycką i tarnowską, zaś Jan Bielawski wytycką, świerszczowską i wereszczyńską. Grzegorz Dębkowski pełnił ponadto funkcję administratora w wereszczyńskiej parafii rzymskokatolickiej. Łączenie funkcji administratora dla kilku placówek było sposobem na ratowanie funduszy parafii, gdyż znacznie ograniczono środki na utrzymanie duchownych, a posiadane grunty, ze względu na słabą jakość gleb i prymitywne formy ich uprawy, nie przynosiły spodziewanych dochodów. Zarządzanie andrzejowską parafią było tym bardziej utrudnione, gdyż w ostatnich dziesięcioleciach swojego istnienia nie miała ani plebani, ani budynków gospodarczych. Ale od 1822 roku do końca lat trzydziestych to właśnie cerkiew w Andrzejowie stanowiła siedzibę połączonych trzech parafii (wereszczyńskiej, wytyckiej i andrzejowskiej), choć po kilku latach parafie rozdzielono. Pomimo rozdzielenia administrator dla powyższych parafii był wspólny i mieszkał najczęściej w pobliskim Wereszczynie, następnie w Wytycznie, a nawet w Świerszczowie.
Parafia miała charakter prywatny, świątynia była więc własnością dziedziców ze Starego Andrzejowa, zwanych kolokatorami. Pełniąc nad cerkwią patronat, byli odpowiedzialni za jej stan oraz remonty budynków gospodarczych. Od zapisanej na cerkiew łącznej kwoty 3.400 złotych proboszcz pobierał co roku prawie 200 złotych procentu, jednak w 1833 roku zapis ten został z ksiąg wieczystych wykreślony. Już pod koniec XVIII wieku właściciele dóbr andrzejowskich przestali procenty płacić, co zapoczątkowało kilkudziesięcioletnie spory cerkwi z dworem. Zapisy kolokatorów uzupełniały inne źródła dochodu, jakimi były dziesięcina, datki wiernych i darowizny, dochody iura stolae (opłaty za usługi kościelne, jak śluby, chrzciny, pogrzeby i wydawanie aktów metrykalnych), dotacje chełmskiego konsystorza oraz przychody z gruntów cerkiewnych.
Znaczna część gruntów cerkiewnych (tj. Dratowskie Pole) została parafii odebrana za życia parocha Symeona Górskiego i nadana osadnikom w założonym Majdanie Wincencin. Po kilku latach toczonych sporów roszczenie zostało uznane przez Wojciecha i Bonawenturę Węglińskich ugodą w 1813 roku. Zobowiązali się powierzyć parafii grunty zastępcze, ale tego nigdy nie uczynili. Łącznie w 1828 roku grunty cerkiewne składały się z 21 morgów gruntów ornych i 15 morgów łąk. Były to grunty, na którym znajdowała się plebania, ogrody i przyległa łąka; w Łanie Skarbowym; w Lasach Jasieńszczyzną zwane; pole Dratowska, czyli obszar z łąką zabrany przez Dwór i oddane Maydancom; za Kaczanowem na Zagrodziach zwane; przy Granicy Kulczyńskiey; Łąka Horodyska zwana; Pole w Płotyczu dziś zarosłe Popowe zwane.
Wymiar płaconej na rzecz cerkwi dziesięciny poznajemy dzięki złożonemu w 1842 roku sprawozdaniu administratora Longina Ulanickiego: W Parafii Andrzejowskiey zwyczajem od dawna istniejącym mieszkańcy wsi Andrzejów oddają dziesięciny po snopów 15, a obrządku łacińskiego po snopów 7. Ogółem dziesięcina snopowa z całey wsi wynosi kóp 4 i snopów 20 żyta. W 1815 roku paroch dziesięciny z całej wsi uzbierał 6 kop, trzy lata później już 5 kop i 15 snopów. W 1861 roku przekazano tylko 3 kopy i 13 snopów, ale już na rzecz wytyckiej cerkwi. Na 16 unickich gospodarzy dziesięcinę w pełnym wymarzę płaciło wówczas 11, pozostałych 5 połowę jej wartości, natomiast łacinnicy (2 gospodarzy) nie płacili jej wcale. Znaczący spadek wartości daniny w ramach dziesięciny wynikał z niepłacenia jej z obsiewanych przez dwór „pustek”. Sołtys Paweł Marcyniuk zeznawał podczas sądowego postępowania, że za czasów Dzierżawcy Pana Łaskiego, to jest przed kilkunastu laty, utworzyło się we wsi Andrzejowie dziesięć pustek. Pan Łaski zrobiwszy sobie natenczas sam regulację gruntów, czyli ich grunta wsadził w jednem miejscu przez złączenie wszystkich do kupy, a na to miejsce dziesięć osad bliższych gruntu dworskiego do swych łanów wcielił. Dziesięciny jednak o ile mi wiadomo Dwór Kościołowi nie uiszcza, podatki zaś rządowe od siebie opłaca. Oprócz dziesięciny administratorowi przysługiwało prawa wolnego wręba w lasach na opał i budowlę oraz korzystania z pastwisk, choć i one były często ograniczane.
W 1820 roku fundusz cerkiewny wynosił 175 polskich złotych, poza tym parafia otrzymała 50-złotową dotację z chełmskiego konsystorza z przeznaczeniem na remonty. W ciągu czterech kolejnych lat wartość funduszu wzrosła do kwoty 207 złotych. Była to kwota zdecydowanie niewystarczająca na generalne remonty, które chociażby w 1821 roku kosztowały parafię 1.860 złotych. Parafia oprócz wydatków na utrzymanie budynków i zakupu wyposażenia płaciła podatki, chociażby podymne, które każdego roku zmniejszały stan funduszu o 7 złotych. Nad prawidłowością w zarządzaniu funduszem czuwał dozór cerkiewny, w skład którego wchodzili parafianie. Taką funkcję w latach dwudziestych pełnił chociażby Symeon Zając, a w kolejnym dziesięcioleciu Grzegorz i Hryć Nowosady, Teodor Zając, sołtys Paweł Marcyniuk, Bartosz Pradiuk, Tomasz Iwaniuk i Maciej Król. W skład dozoru cerkiewnego, ale już wytyckiej parafii, wchodzili Piotr Litwaczuk i Bartłomiej Pradiuk.
Troszkę więcej o cerkwi i andrzejowskich parafianach dowiadujemy się z protokołów powizytacyjnych wspomnianego Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego. W 1804 roku wizytator pisał, iż sprzęt cerkiewny acz ubogi ten w całości i przyzwoicie utrzymie się. Naprawy wymagały podwaliny, drzwi, okna, kopuła i dach cerkiewny. Jednakże ani Paroch żadnego na to nie ma funduszu, ani gromada w małey liczbie zastaiąca, stąd też wizytator zalecił parochowi zwrócenie się z parafianami o pomoc do dziedzica Michała Węglińskiego, aby Imże dał wsparcie i pomoc w sporządzeniu teyże Świątyni i by światłem też Świątynię opatrywali, gdyż żadnego pewnego i stałego na to nie ma funduszu, a Świątynia Pańska nie może się bez tego obeyść.
Wizytacja miała miejsce również w 1808 roku, podczas której wskazywano już na poważne kłopoty finansowe cerkwi i parocha Symeona Górskiego: Dostrzegłszy, iż ani w roku 1808, ani w roku 1806, w czasie Wizyty Dekanalnej w tych latach konieczna i nieunikniona tey Cerkwi reparacyi była potrzebna i przez Wizytuiącego zakona, a dotąd naymnieiszego skutku nieotrzymana, tym bardziey w tym roku, widząc też ruinie podupadaiącą i postrzegając, że żadnego Funduszu ani Paroch miejscowy nie posiada, z którego iakożkolwiek mógł dać pomoc, iako też szczupła i nader uboga Parochia. Cerkiew nie otrzymywała wsparcia miejscowych dziedziców, dlatego też ks. Symeon Górski otrzymał polecenie zwrócenia się o pomoc rządową. Ale ieżeli w przeciągu sześciu miesięcy od daty nienieyszego niedoboru swoiego skutku w reparacji, w tychże Cerkwi dla niebezpieczeństwa nabożeństwo i administracja sakramentów ma ustać po upłynięciu tego czasu. Gdyby Paroch miejscowy poważył się w tey Cerkwi nieszporowaney nabożeństwa i sakramenta administrować popadłyby w suspensę, a zaś Paroch w naibliższey boczney Świątyni dla Parochian swoich nabożeństwo odprawiać i administrować sakramenta winien będzie. Nie tylko cerkiew była w stanie opłakanym, również budynki parafialne i dom plebalny wymagały natychmiastowego remontu. Do kolejnej wizyty stan techniczny świątyni uległ poprawie, choć ciągle występowały braki. W dachu słomą poszyto, w ścianach i opalowaniu tarcicami, w suficie i podłodze, prócz okien przez złodziejów poodłączonych, iest dobra i wewnątrz porzędnemi ołtarzami i różnemi malowidłami przysposobiona.
Więcej szczegółów o cerkwi i budynkach cerkiewnych dowiadujemy się ze spisanych w latach 1816, 1825, 1828 i 1832 protokołów. W pierwszym z nich opisano układ przestrzenny zabudowań. Gościniec był otoczony rowem o długości 100 sążni. Wejście znajdowało się od strony południowej, zaś od strony zachodniej znajdowały się drzwi do przylegającego cmentarza. Cmentarz otoczony był wymagającym naprawy drewnianym płotem. Cerkiew skierowana była ołtarzem w kierunku wschodnim. W kolejnych sprawozdaniach o świątyni pisano, że ta z drzewa na kostkę oprawnego ku Wschodowi postawiona, po opadnieniu gontów słomą pokryta, dla wiatrów gwałtownych w niektórych miejscach z tychże obdarta. Taż była cała oszalowana tarcicami, ale dziś znacznie iest zdezelowana. Weyście duże do Tey iest od Zachodu z drzwiami podwuynemi, bez żadnego zamku, drągiem tylko drewnianym ze środka w klamry żelazne wchodzącym opatrzone. Drugie weyście od Południa do Zakrystyi z drzwiami poiedyńczymi na zawiasach żelaznych zamkiem wewnętrznym umocowane, obok Wielkiego Ołtarza drzwi dwoie na zawiasach żelaznych bez zamków. W tey Cerkwi podłoga z tarcic i sufit. Okien większych iest sześć i małych formy okrągłey w Zakrystyi dwie. Na dachu znajdowała się kopuła dobra z krzyżem żelaznym, oprócz tego dwa krzyże żelazne na dachu, ieden nad faciatą, a drugi nad prezbiterium. W wewnątrz był ołtarz wielki roboty snycerskiey starocerkiewney, w tym ołtarzu obraz Przemienienia Pańskiego. W bocznych ołtarzach umieszczono obrazy Matki Boskiej i św. Łukasza Ewangelisty. Na wyposażeniu świątyni były alby, chorągwie, kielich srebrny, trybularz mosiężny oraz inne cynowe i miedziane przedmioty liturgiczne. Dzwonnica słomą pokryta położona była za facyatą cerkiewną od południa we cztery słupy zbudowana. Cmentarz był natomiast zapuszczony, tarniną i innymi chrustami zarośnięty. Miał obwodu sążni 100, fosą znacznie głęboko na około okopany. Obok tego cmentarza są mogiłki parkanem z drzewa bitego ogrodzone w odległości bardzo małey, na których chowaią się ciała zmarłych. Pośrodku mogiłek stoi krzyż drewniany. Plebania o dwóch izbach pod iednym dachem z drzewa od lat nie była zamieszkana, stąd też nawet nie nadawała się do reparacji, potrzeba była budowa nowej. Po budynkach gospodarczych ślady tylko na ziemi, że kiedyś były.
Tak zły stan samej cerkwi, cmentarza i budynku plebańskich wynikało ze zniszczeń z okresu wojen napoleońskich. Funduszów na większe inwestycje brakowało, gdyż główny fundator w postaci miejscowego dziedzica „wykosztował się” na urządzenie majdanu Wincencin. W 1828 roku dziedziczka Felicjanna Załuska wystąpiła do Komisji Województwa Podlaskiego o połączenie jej z cerkwią wytycką i wybudowanie nowej świątyni, plebani oraz budynków gospodarczych w Urszulinie. Urszulin był miejscowością najlepiej uporządkowaną, a wszystkie te miejscowości należały do tych samych dóbr andrzejowskich. Sprzeciw wyraził jednak Chełmski Konsystorz Greckokatolicki, uzasadniając swoją decyzję tym, że grunta funduszowe Cerkwi Andrzejowskiey i Wytyczańskiey, będąc w drobnych częściach porozrzucane bez rozmiaru jeometrycznego, w iedną połączyć na sam rzut oka bez krzywdy funduszu nie podobna. Zły był stan cerkwi w Wytycznie, dlatego już kilkanaście lat wcześniej pojawił się pomysł jej rozebrania i przeznaczenia materiałów na poprawę świątyni Andrzejowie, jednak do tego nie doszło.
Z upływem kolejnych lat cerkiew jeszcze bardziej podupadała. W 1837 roku Rząd Gubernialny Podlaski pisał do konsystorza, że Cerkiew znayduie się w złym stanie tak dalece, że zreperowana być nie może, i zażądał włączenie jej wraz z gruntami i funduszem do wytyckiej parafii. Tak też się stało w 1840 roku, choć formalnie parafia w Andrzejowie funkcjonowała jeszcze przez osiem lat. Kasację parafii uzasadniano również problemami duchownego w odwiedzaniu swoich wiernych, gdyż maiąc cztery parafije pod swoią administracją nie iest w stanie żadnej dogodzić i obowiązkom swoim zadość uczynić. Obok tego z powodu upadkiem grożącej Cerkwi, opuszczonego gospodarstwa i braku zabudowań ekonomicznych nie ma stosownego wynagrodzenia za podejmowane trudy, albowiem intratą iaką może mieć z gruntów nieuprawnych, a po większej części opuszczonych, zaledwie iest wystarczaiącą na zaspokojenie podatków monarchycznych.
Świątynię pomimo kilkakrotnych wcześniejszych decyzji wyłączono całkowicie z użytkowania dopiero w 1845 roku, a wyposażenie ruchome przeniesiono do Wytyczna. Ksiądz Paweł Górski zwracając się w tym roku do władz konsystorza z prośbą opieczętowania świątyni pisał o niej, że tak wewnątrz iak zewnątrz obnażona ze wszelkich przyzwoitości razi oko przychodnia, iż nie podobnym zezwolić na odprawianie w tem mieyscu Nabożeństwa zwłaszcza, że i Wójt Gminy mieyscowy osobiście chciał dopełnić opieczętowania. Pismo poskutkowało, gdyż świątynię opieczętowano, jednak stała się celem okolicznych rabusiów. Już pierwszego roku młodzież rozpustna, wlazłszy oknem do Cerkwi, a nie mogąc na powrót wyleźć, drzwi od środka odtworzyła i pieczęć oderwała.
Opieczętowana cerkiew stała jeszcze przez kilkanaście lat, W protokole w 1854 roku zapisano, iż we wsi Andrzejowie cerkiew opieczętowana, cmentarz grzebalny tamże należycie opatrzony. W kolejnych latach budynek rozebrano materiał sprzedano dla Eydziatowiczów z Wereszczyna. Ten z kolei odsprzedał budulec dla kowala z Kozubaty, który przeznaczył go na budowę domu, kuźni i części budynków gospodarczych. Z relacji Jana Rostworowskiego dowiadujemy się natomiast, że w okresie powstania styczniowego w Andrzejowie znajdowały się już tylko ruiny świątyni. Jednakże opis z prawosławnej gazety diecezji chełmsko-warszawskiej z 1890 roku wspomina o zachowanych dwóch dzwonach, chroniących się pod słomianym dachem na czterech słupach. Na początku XX stulecia na miejscowym cmentarzu zbudowano drewnianą kaplicę, która podobnie jak sam cmentarz służyła mieszkańcom już prawosławnym aż do wybuchu II wojny światowej. Do dzisiejszego dnia zachowała się kapliczka oraz kilka prawosławnych nagrobków (np. członków rodziny Gordyciuków, Szawułów, Dżugaliuków, Bekieszów, Mareczków, Kaliszów, Pilipczuków, czy też Stepaniuków).
2.4. Uwłaszczenie włościan i jego wpływ na układ przestrzenny wsi
Na życie i układ przestrzenny wsi znaczący wpływ miał carski Ukaz Uwłaszczeniowy z 1864 roku. W samym Andrzejowie odebrano wówczas Karpińskim 763 morgi, które miały być rozdysponowane pomiędzy 24 osady. Uwłaszczenie 21 gospodarstw nastąpiło w roku następnym, jednak były one bardzo rozdrobnione, co utrudniało racjonalne użytkowanie gruntów i hodowlę inwentarza. W napisanej kilkadziesiąt lat temu monografii etnograficznej Andrzejowa, która treść została przytoczona w Encyklopedii Euroregionu Bug Andrzeja Wawryniuka, zapisano, iż na podstawie umowy Aleksandra Karpińskiego z chłopami z pierwotnego położenia wieś została przeniesiona na nowe miejsce w kierunku Wincencina. Lokalizacji nie zmienił folwark, choć grunty wokół niego skomasowano. Wytyczono nową drogę w kierunku wschód – zachód i zaczęto tam przenosić zagrody. Budynki przenoszono na koszt dziedzica. Na przeniesienie budowli dziedzic zobowiązał się oddać tyle drzewa w gatunku, jak obecnie praktykuje się, ile w uznaniu wójta gminy, ławnika i biegłego, wyznaczonego ze strony dziedzica, okaże się potrzebna – zapisano w umowie. Włościanie otrzymali nadziały ziemi w siedliskach i ogrodach warzywnych po morgów jeden prętów sto, w gruntach ornych po morgów piętnaście. Chłopskie pola orne podzielone zostały na dwie części. Pierwsza część gruntów znajdowała się od strony folwarku Łysocha, a druga od strony ostatniej zagrody, aż do granic Wincencina. Poza gruntami ornymi każdy włościanin otrzymał 12 morgów łąki, przy czym łąki wyznacza się naprzeciw nowych gruntów, w tej samej kolejności, jak będą osady. Pomiędzy wyodrębnionymi dwiema częściami gruntów ornych wprowadza się wygon o szerokości pięciu prętów. W umowie nie zapomniano o osadzie szkolnej, której nadano 3 morgi, w tym 2 morgi gruntów ornych i morgę łąki. Osady oddano włościanom w drodze losowania.
Po nowym urządzeniu przestrzennym wsi liczba zagród zmniejszyła się w stosunku do spisu z 1827 roku. Według danych z 1885 roku w Andrzejowie znajdowało się 28 zagród, rozciągających się na 2.074 morgach ziemi, przy czym grunty chłopskie stanowiły jedynie 181 morgów. Gospodarstwa włościańskie były duże, kilkudziesięciomorgowe. Największe z nich posiadał Wojciech Wojtaluk (37 mórg i 73 pręty), Iwan Stepaniuk (37 mórg i 55 prętów) oraz Ignatij Wołosiuk (39 morgów i 73 pręty). Najmniejsze gospodarstwa posiadali Żydzi, w tym Josel Orzech (1 morga i 20 prętów) i Jankiel Szuchman (2 morgi i 68 prętów). Na północny-zachód od zabudowań stał wówczas wiatrak drewniany, niewiadomo czyjej własności. Na skraju wsi od strony Urszulina znajdowała się drewniana karczma, w której miejscowi chłopi nie tylko szukali zapomnienia swojej nędzy, ale również spotykali się by omawiać ważne dla nich kwestie społeczne. Tak duża wieś miała również swoją jednoklasową szkołę powszechną, jedną z czterech w gminie (obok Wytyczna, Wereszczyna i Starego Załucza). Do 1882 roku nauczał w niej unicki, a później prawosławny duchowny z Wytyczna Paweł Łącki, a przed samym wybuchem wojny światowej Stepan Djaciuk.
Liczba mieszkańców Andrzejowa znacząco wzrosła na początku XX stulecia. Oprócz istniejącej zabudowy wsi pobudowano 5 zagród na tzw. Przysiółku, 3 zagrody przy drodze do Starego Andrzejowa i kilka zagród we wschodniej części wsi od strony Wincencina. Choć już wcześniej wydzielona była zagroda szkolna to szkołę postawiono w 1905 roku, a drzewo na jej budowę zwożono wołami z oddalonego około 30 kilometrów lasu koło wsi Luta.
Już w 1915 roku wieś liczyła 44 gospodarstwa i ustępowała liczebnością Wereszczynowi, Wytycznu, Woli Wereszczyńskiej oraz Załuczu. Pod względem wyznaniowym przeważała ludność rzymskokatolicka (około 190 mieszkańców), niewiele mniej było prawosławnych (około 160 osób). Andrzejów nie był jednak miejscowością jednorodną, gdyż dzielił się na Stary Andrzejów, Nowy Andrzejów z zabudowaniami folwarku Karpińskich oraz na wspomnianą już osadę Łysocha, która znajduje się na wschód od wsi. W 1878 roku dziedzic Aleksander Karpiński założył osadę leśną, zwaną od jego imienia Aleksandrówką Andrzejowską, która z czasem została zasiedlona. Jednymi z pierwszych osadników była rodzina Adamowskich. Ze względu na bliskie położenie, osadę w latach trzydziestych włączono do gruntów wsi Urszulin.
2.5. Bitwy i potyczki
W długiej historii wsi zachowały się dowody na to, iż mieszkańcy Andrzejowa byli świadkami wydarzeń powstania styczniowego, choć już wcześniej mogli być obserwować przemarsz uciekających przed Rosjanami wojsk napoleońskich. Dzięki relacjom zapisanym w pamiętnikach Jana Rostworowskiego dowiadujemy się, że w dniu 7 lipca 1863 roku ze wzgórza w Andrzejowie, na którym znajdowała się podupadła cerkiew, prowadzony był przez Moskali ostrzał oddziałów polskich powstańców walczących pod Urszulinem. Kilka miesięcy później w dniu 23 listopada mieszkańcy mieli kolejną okazję obserwować zmagania powstańców. Przebieg bitwy również został opisany w pamiętniku uczestnika tych wydarzeń Jana Rostworowskiego: Stanęliśmy przed wieczorem w Michelsdorfie. Krysiński polecił mi dojechać z moją komendą do Andrzejowa, gdzie stało kilkadziesiąt koni jazdy tarnogrodzkiej, aby im zawieźć rozkaz połączenia się z nami jutro rano. Tu dowiedziałem się, że w Wereszczynie stoi jeden nasz pluton, nie wiem w jakim celu podczas marszu oddzielony. Dojechałem więc tam, przenocowałem i skoro świt jechałem z nimi do Andrzejowa. Wyprzedzając z mą bandą na kilkadziesiąt kroków pluton, wjeżdżałem właśnie na dziedziniec andrzejowski, gdy z przeciwnej strony wpadli tam kozacy. Tarnogrodzcy byli zupełnie nieprzygotowani, konie rozsiodłane biegały po gościńcu, jeźdźcy uganiali się za nimi, słowem zamęt niesłychany. Kilka moich strzałów z rewolweru było hasłem do jadącego za mną plutonu, aby przyśpieszył kroku. Daliśmy ognia, jeden kozak wpadł w krzaki, jeden nasz był ranny, kozacy uciekli, lecz w parę minut byli z powrotem razem z dragonami. Chwila ta dała jednak czas Tarnogrodcom do uszykowania się. Opuściliśmy Andrzejów i ostrzeliwując się cofali przez las na Zawadówkę i Wolę Wereszczyńską. Do Michelsdorfu już nie można było dostać się. Ze wzgórza, gdzie ruiny starej cerkwi, grzmiały armaty, a liczna jazda spuszczała się ku Urszulinowi.
W okolicy Andrzejowa potyczki powstańców z Moskalami miały miejsce także w dniu 31 grudnia. W ten ostatni dzień grudniowy miała miejsce wymiana ognia między uciekającymi powstańcami, a ścigającymi ich wojskami rosyjskimi. Litewska jazda Wróblewskiego uciekała przed konnicą moskiewską (podobno w liczbie 1.100 ludzi) spod Osowy przez Hańsk, Andrzejów, podążając w kierunku Woli Wereszczyńskiej. Pogoń trwała od godziny szóstej rano do godziny czwartej popołudniu, aż wreszcie nieprzyjaciel, wobec zapadającego zmroku, dał „za wygraną” i zaniechał dalszego pościgu. W wyniku ostrzału zginęło sześciu powstańców, którzy zostali pochowani w dwa dni później przez proboszcza Parafii w Wereszczynie ks. Józefa Wnorowskiego na przykościelnym cmentarzu. Walki w okolicach Andrzejowa toczyć się mogły już od kilku dni, gdyż trzy dni wcześniej proboszcz wereszczyński pochował kapitana wojsk polskich Franciszka Nowickiego. Obecność na dworze Nowickiego mogłaby też wskazywać na koncentrację w pobliżu wojsk polskich. Miejscowe dwory były bowiem dogodnym miejscem dla stacjonowania wojsk obu walczących stron powstania, wcześniej odpoczywały tutaj chociażby kolumny wojsk carskich płk Szelkinga i mjr Ostachewicza.
Władze powstańcze oprócz walki z wojskami carskimi pełniły również funkcje policyjno-sądowe. Właśnie w Andrzejowie w dniu 4 sierpnia 1863 roku odbyło się śledztwo i proces nad trzema mieszkańcami okolic. Sąd w składzie trzyosobowym przeprowadził postępowanie wobec Samulskiego, który obrabował monastyr pod Sławatyczami, eks-podoficera wojska carskiego Berkowskiego oraz Charłampowicza z Rudna, który dotkliwie pobił w swojej wsi powracającego polskiego zesłańca z Sybiru.
Kolejnym okresem walk i zamieszek w Andrzejowie były czasy rewolucji z 1905 roku We wsi odbyły się wówczas grupowe pochody fornali, formowane przez samorodnych przywódców i organizatorów strajków. W Andrzejowie Nowym oraz Starym, jak i w Wytycznie, przywódcami strajków byli Aleksander Jaworski, Jan Wróblewski, Antoni Czaiła i Walenty Horeczny. Miejscowi chłopi okazywali manifestantom sympatię i poparcie, jednocześnie wyrażali czynne niezadowolenie z istniejącego porządku publicznego, masowo wyrąbując lasy państwowe i pańskie, niszcząc zasiewy i okazując wrogą postawę wobec dziedziców. Jednym z efektów rewolucji z 1905 roku, która swoim zasięgiem objęła większy obszar Rosji, było wydanie przez cara Ukazu Tolerancyjnego. Wdzięczni mieszkańcy wyznania rzymskokatolickiego stawiali wówczas w dość dużej ilości kapliczki przydrożne, a dwie z nich zostały postawione również w Andrzejowie, przy drodze z Wereszczyna do Urszulina w 1905 roku i rok później przy drodze ze wsi do Urszulina. W tej drugiej kapliczce po kilkunastu latach wstawiono obraz, namalowany przez Józefa Klaudę z Wytyczna.
Wydarzenia rewolucji wpłynęły na grabieżcze zachowanie chłopów w późniejszych latach, w skutek czego rozwinęło się kłusownictwo w lasach dworskich. Sytuacja z tamtych lat opisana została w ówczesnej gazecie regionalnej „Głos Podlasia”: Kłusownicy przez cały rok, nawet w okresie mnożenia, polują, jak również nocami „na wychodnego” zasadzają się i jeżeli gajowy ich napotka, to jeżeli go nie zabiją, pobiją. Kłusownictwu u nas dali początek niemieccy koloniści, a teraz i włościanie to samo uprawiają i chociaż policji wiadomo o nich, ale według prawa, jeżeli strażnik nie odbierze broni, to winowajca nie może być karanym. Kłusowników podtrzymują głównie Żydzi, siedzący po wsiach, którzy nabywają od nich zwierzynę za bezcen i z tego źródła mają ogromny dochód. Kłusownictwo, to nie jedyny problem ówczesnych dziedziców Andrzejowa, powszechne były również grabieże. W dniu 10 września 1911 roku w Nowym Andrzejowie dokonano jednej z największych grabieży w ówczesnym Powiecie Włodawskim. Kilkudziesięcioosobowa grupa, której przewodził Feliks Piła z Lubartowskiego, okradła folwark Czesława Karpińskiego.
Kolejne lata nie przyniosły mieszkańcom spokoju, gdyż wybuchła I wojna światowa. W sierpniu 1915 roku na linii od Kulczyna, przez Andrzejów do Woli Wereszczyńskiej przebiegał front rosyjsko-niemiecki. Andrzejów miał strategiczne znaczenie, gdyż znajdował się na początku lubelsko-włodawskiego traktu i dużej grobli, pozwalających na przejście przez Krowie i Durne Bagna. Na wzniesieniu znajdującym się od południowej strony folwarku Stary Andrzejów została umieszczona bateria ciężkiej artylerii, która miała osłaniać dużą liczbę piechoty umieszczonej pierwotnie w Zagórzu, a następnie w Wereszczynie. Pomiędzy tymi dwoma punktami znajdowało się wielkie drzewa, na którym ulokowani zostali zwiadowcy. Celem baterii miał być ostrzał każdej jednostki nieprzyjaciela, posuwającej się traktem Lublin – Włodawa. W dniu 6 sierpnia zadano duże szkody niemieckiej piechocie, przebywającej w Zabrodziu, dlatego też przeciwnik zmuszony został do wycofania się ze wsi.
W wyniku wzajemnego ostrzeliwania front rosyjski został przełamany, wówczas mieszkańcy Andrzejowa znaleźli sposób, by uniknąć spalenia wsi. Rosjanie stosowali bowiem strategię „spalonej ziemi”, a więc podczas wycofywania palili wszystko, aby nic nie znalazło się w rękach wroga. Andrzejowiacy przeprowadzili wobec tego zbiórkę pieniędzy i zapłacili oficerom wojsk rosyjskich, co uratowało wieś przed zniszczeniem. Zniszczona została jedynie świątynia prawosławna na wzgórku, choć i tak już znajdowała się w ruinie, a także stara drewniana karczma z kilkoma tylko zagrodami. Głównym powodem oszczędzenia od pożaru w większości ruskiego przecież Andrzjowa mógł być fakt, że w pobliżu wsi znajdował się folwark Czesława Karpińskiego, posła do rosyjskiej Rady Państwa, który szansę na odzyskanie niepodległość widział w walce „przy boku” carskiej Rosji.
Po walkach frontowych pozostało kilkaset ciał zabitych żołnierzy, zarówno niemieckich, jak i rosyjskich. Ciała pozostawione zostały w całej okolicy, dlatego też kierując się względami religijnymi, a przede wszystkim przeciwdziałając pojawieniu się epidemii, mieszkańcy zebrali wszystkie leżące w pobliżu wsi zwłoki i wraz z ubiorem i uzbrojeniem ułożyli na stosie w pobliżu cmentarza prawosławnego. Ciał było tak dużo, że kopiec widać było ze wsi. Na szczycie kopca wtoczono wielki kamień, na którym wyryto napis wskazujący, kim są polegli – przekazuje opowieści zasłyszane od swojego ojca Kazimiera Radomska. Kopiec nie wytrwał czasu, gdyż jeden z pozostałych w okolicy popów, przy poparciu ruskich wiernych, dokonał jego rozebrania, a ciała pochowano na okolicznych cmentarzach.
Okupacja niemiecka opierała się na polityce eksploatacji wszelkich miejscowych zasobów, tak więc mieszkańcy zobowiązani byli do dostarczania różnorakich produktów (np. płody rolne, odzież) dla walczącego z Rosjanami wojska. Eksploatowano także zasoby ludzkie, wcielając mężczyzn do wojska, bądź też wysyłając na przymusowe roboty do Cesarstwa Niemieckiego. Taki los spotkał chociażby Piotra Siwika, który powrócił do swoich rodzinnych stron dopiero w 1932 roku. Gdy w lutym 1918 roku okupanci austriacko-niemieccy wyodrębnili Chełmszczyznę, powierzając jej administrowanie Centralnej Radzie Ukraińskiej, wówczas utworzono we wsi szkołę z językiem ukraińskim jako podstawowym. Pomimo zdecydowanej większości Ukraińców w strukturze ludnościowej Powiatu Włodawskiego szkoły ukraińskie należały jednak do rzadkości, było ich kilkanaście, a uczyło w nich tylko dziesięciu nauczycieli. Tworzenie ukraińskich szkół miało na celu uzyskanie poparcia ludności ukraińskiej dla działań okupanta. Gdy Niemcy zaczęli opuszczać te tereny, w ich miejscu pojawiały się lokalne ukraińskie oddziały partyzanckie, które dążyły do utrzymania młodej administracji ukraińskiej. Wyparte z terenów Chełmszczyzny zostały dopiero na początku 1919 roku przez szybko uformowany w tym celu dwutysięczny oddział wojska polskiego.
Podczas I wojny światowej szczególną aktywność wykazywali dziedzice Karpińscy. Dali dowód, iż potrafią aktywnie uczestniczyć nie tylko w sferze rolnictwa, ale także na polu społeczno-politycznym. Po wybuchu wojny, w listopadzie 1914 roku, Czesław Karpiński znalazł się wśród inicjatorów utworzenia Komitetu Narodowego Polski, organizacji uchodzącej za głównego przedstawiciela społeczeństwa polskiego wobec Rosji i jej sojuszników. Organizacji przewodniczył Zygmunt Wielkopolski, a członkami jej ścisłych władz, obok Karpińskiego, byli m.in. Maurycy Zamojski, późniejszy prezydent Stanisław Wojciechowski, Roman Dmowski, czy Władysław Grabski. Pełniąc tyle zaszczytnych funkcji niejednokrotnie rozmawiał z przedstawicielami rządu carskiej Rosji, ubiegając się o uznanie interesów narodu polskiego. Poza „wielką” polityką Karpiński podejmował działania doraźne, gdy przebywając w Rosji, pracował w polskich organizacjach opiekuńczych. Po powrocie do swojego rodzinnego domu został jednym z pełnomocników powiatowego oddziału Polskiego Komitetu Pomocy Sanitarnej, którego głównym zadaniem było zbieranie środków i utrzymywanie lazaretów (szpitali) dla rannych żołnierzy. Późniejszy sukcesor majątku w Nowym Andrzejowie Edward Karpiński brał natomiast u schyłku wojny czynny udział w tworzeniu struktur niepodległościowych, takich jak Straż Kresowa, czy Polska Organizacja Wojskowa. Po przejęciu w dniu 10 listopada 1918 roku władzy we Włodawie przez Radę Regencyjną Edward Karpiński, mający wówczas wojskowy stopień porucznika, został powiatowym komendantem policji.
3. Andrzejów w dwudziestoleciu międzywojennym
3.1. Wojna polsko - bolszewicka
Pierwsze dni i lata mieszkańców Andrzejowa w niepodległej Polsce nie należały do pokojowych. Na gruntach wsi miała miejsce bitwa polskiej kawalerii z wojskami bolszewickimi, zaliczana do tzw. „bitwy cycowskiej”. W potyczce tej uczestniczyła kompania batalionu łódzkiego pod dowództwem porucznika Hrynkiewicza. Miała ona rozkaz dokonania wywiadu w okolicach wsi Zastawie, Wereszczyn i Andrzejów. O świcie, w dniu 15 sierpnia 1920 roku, kompania por. Hrynkiewicza, na rozkaz kapitana Zajchowskiego, zwinęła stanowisko w Zabrodziu i skierowała się na Wereszczyn. W czasie marszu została zaatakowana w Andrzejowie przez silny oddział bolszewicki, który przebywał we wsi już od poprzedniego dnia. Kompania por. Hrynkiewicza poniosła duże straty, głównie spowodowane ogniem karabinów maszynowych i wpadła w panikę. Ostatni akt tej potyczki zakończył się w Starym Andrzejowie. Tam też poległ por. Hrynkiewicz. Właściciel majątku w Starym Andrzejowie Stefan Karpiński pozwolił na pochowanie zabitych w oddzielnym grobie koło figury, niedaleko miejsca, w którym zginęli.
Według relacji naocznego świadka wydarzenia te przebiegały następująco: Otóż w okresie poprzedzającym walki, jakie miały wystąpić na tym terenie ojciec mój przebywał we wsi Sęków u swego stryjecznego brata, właściciela dziewięćdziesięcio-morgowego gospodarstwa Franciszka Arasimowicza. W związku z zagrożeniem bolszewickim dowództwo Armii Polskiej ogłosiło apel do mieszkańców o udzielenie armii wsparcia w postaci dostarczenia jej taborów konnych, które służyłyby walczącej armii do transportu sprzętu wojskowego oraz rannych żołnierzy. W odpowiedzi na apel Franciszek Arasimowicz skompletował zaprzęg i przekazał je memu ojcu, który postanowił wziąć udział w tejże kampanii wojennej. Włączając się do akcji pomocy armii postanowił udać się w kierunku Andrzejowa Starego, gdyż stamtąd dochodziły odgłosy toczących się walk. Kiedy dojechał do majątku Stary Andrzejów tam zgłosił swój transport gotowy do współpracy na rzecz napotkanym oficerom. W sadzie obok dworu Karpińskich załadowano mu dwa karabiny maszynowe na wóz i polecono jechać w kierunku Wereszczyna zbierając rannych żołnierzy, gdyż w tym kierunku wycofywała się armia polska. Widział wycofujących się żołnierzy biegnących grupami przez sad przed nacierającymi bolszewikami. Z jedną z grup na jej czele biegł młody oficer, porucznik z ręką uniesioną do góry, w której tkwił pistolet z okrzykiem: chłopcy za mną! Lecz za chwilę padł trafiony wrogą kulą. Ojciec zaś, wycofując się w kierunku Wereszczyna, nie mógł jechać drogą, gdyż opanowali ją już bolszewicy. Pojechał zatem przez pola i łąki. Przeszkoda, jaka go czekała to rów graniczny z wodą pomiędzy Andrzejowem a Zastawiem. W trakcie jego forsowania wóz się wywrócił, a ładunek wpadł do wody. Pod wpływem silnej emocji chwycił za kłonicę i w tym momencie wóz stanął na koła. Szybko włożył ładunek i ruszył w kierunku Wereszczyna zbierając po drodze rannych żołnierzy. Przez cały czas będąc ostrzeliwany przez atakujących bolszewików, mając na wozie sześciu rannych żołnierzy, dotarł do wsi Wereszczyn w okolicach kościoła. Jechał dalej przez wieś w kierunku Świerszczowa, a następnie Cycowa i Bark, gdzie spotkał znaczne siły wojsk polskich, które miały zluzować cofające się oddziały i przejąć ciężar walk. Było to duże zgrupowanie kawalerii oraz artyleria z działami, które transportem kolejowym przybyły do Trawnik, a następnie przyjechały do Bark. Kiedy oddziały te wkroczyły do walk losy frontu się odmieniły. Nawała bolszewicka została zatrzymana i w przeciągu kilku dni została odrzucona, aż za rzekę Bóg. Tata zaś w Barkach przekazał rannych żołnierzy, zwolniony wraz z taborem wrócił do domu. Interesował go natomiast los żołnierzy i oficera, których widział jak padli w rejonie sadu w Andrzejowie. Mówił, że rozmawiał z mieszkańcami Andrzejowa, którzy dokonali pochówku oficera – porucznika i jego 4 lub 5 żołnierzy w mogile obok „czerwonej kapliczki" na drodze z Wereszczyna do Andrzejowa w majątku Stary Andrzejów.
3.2. Stosunki ludnościowe
Andrzejów po odzyskaniu niepodległości w dalszym ciągu był miejscowością ruską, czyli z przeważającą liczbą prawosławnych mieszkańców narodowości ukraińskiej. Zgodnie z pierwszym powojennym spisem powszechnym ludności, sporządzonym w 1921 roku, we wsi zamieszkiwało 353 osoby w 68 domach, zaś w nowym i w starym folwarku mieszkało po 29 osób, a w folwarku na Łysosze 42 osoby. Mieszkańców wyznania prawosławnego było 190 osób we wsi oraz 2 w nowym i 15 w starym folwarku, a także 16 na Łysosze. Rzymskokatolików we wsi zamieszkiwało 137 osób, 27 osób w nowym folwarku, 14 osób w starym folwarku i 26 osób na Łysosze. Poza prawosławnymi i rzymskokatolikami we wsi zamieszkiwało 26 osób wyznania mojżeszowego. Narodowość polską zadeklarowało 137 mieszkańców wsi, rusińską – 182 osoby, a żydowską 26 osób. Tak więc 8 prawosławnych zadeklarowało polską narodowość. Przed samym wybuchem wojny w Andrzejowie znajdowało się 84 gospodarstwa, w połowie ukraińskie. Liczną grupą narodowościową byli Polacy, we wsi żyło także około 40 mieszkańców żydowskich, nie było natomiast Niemców.
Mieszkańców prawosławnych, których nie wywieziono do Rosji, przyporządkowano parafii w Syczynie, choć w Andrzejowie pobudowali na grodzisku swoją cmentarną kapliczkę. Polskie władze nie zezwoliły po wojnie na funkcjonowanie utworzonej niedawno szkoły ukraińskiej, choć w wyniku powrotów Ukraińców, wysiedlonych w 1915 roku, ta grupa narodowościowa stała się najbardziej liczną we wsi. Te zmiany nie osłabiły jednak dużego poparcia ukraińskich ruchów o charakterze społecznym. We wsi powstała w dniu 21 listopada 1927 roku filia ukraińskiego Stowarzyszenia „Ridna Chata” („Ojczysty Dom”), która działała do 1930 roku, a mężem zaufania organizacji został Jan Kucharuk. To stowarzyszenie ukraińskie stało się największą i najważniejszą organizacją oświatową tejże mniejszości narodowej w Polsce. Skupiało się na kolportażu prasy ukraińskiej, czy na organizowaniu ukraińskiego życia kulturalnego. Sukcesem stowarzyszenia było chociażby wprowadzenie ukraińskiego nauczyciela do miejscowej szkoły, wobec czego kilka rodzin polskich na znak protestu przestało posyłać do niej swoje dzieci. W latach trzydziestych w Andrzejowie powstały struktury Komunistycznej Partii Polskiej, skupiające w swych szeregach głównie ludność ukraińską. Największy wzrost antagonizmu polsko-ukraińskiego nastąpił przed wybuchem wojny i w pierwszym miesiącu jej trwania. Jeszcze przed wkroczeniem wojsk sowieckich na porządku dziennym zdarzały się pobicia, kończące się nawet użyciem broni palnej.
We wsi osiedlało się coraz więcej Polaków, a niektórzy z nich osiągali znaczące funkcje publiczne. Oprócz dziedzica Edwarda Karpińskiego osobą poważaną i szanowaną był Stanisław Kędzierski, który przez bardzo długi okres pełnił funkcję sołtysa. Przez kilka kadencji był radnym gminy, wchodził także w skład dozoru szkolnego i trzyosobowej rady parafialnej parafii rzymskokatolickiej w Wereszczynie. Stąd też, podczas trzeciej wizyty kanonicznej w Wereszczynie, biskup podlaski ks. Henryk Przeździecki odwiedził dom Stanisława Kędzierskiego osobiście. Natomiast podczas wizyty kanonicznej w maju 1934 roku Kędzierski witał, w imieniu wszystkich rolników parafii, biskupa Czesława Sokołomskiego.
Wzrastająca liczba Polaków, a także starania wymienionych osób spowodowały, że władze gminne w Woli Wereszczyńskiej z dniem 1 września 1919 roku zdecydowały się na utworzenie dwuklasowej szkoły powszechnej. Prestiżową funkcję dozorcy szkolnego w Andrzejowie pełnił sekretarz gminy Ignacy Smotrycki. Samorządowa funkcja dozorcy polegała na nadzorze nad szkołą, kreowaniu polityki kadrowej i prowadzeniu finansów szkoły. Szkoła w Andrzejowie istniała do wybuchu wojny. W latach trzydziestych kierownictwo w szkole pełnił Kazimierz Chmielewski, a jedną z nauczycielek była jego żona. Matematyki uczył Włodzimierz Pruski, który dzieci nieznających tabliczki mnożenia przetrzymywał w ciemnej komórce – wspomina Urszula Wiczuk. Stąd też wszyscy wychowankowie tabliczkę mnożenia „znali jak pacierz”. W szkole prowadzono również nauczanie lekcji religii, choć ten obowiązek spoczywał początkowo na nauczycielach. Dopiero wraz z pojawieniem się w Wereszczynie w 1931 roku wikariusza Juliana Borkowskiego obowiązek ten przesunięto na osobę duchowną.
Szkoła w Andrzejowie już w latach dwudziestych przekształcono w czteroklasową i oprócz dzieci z Andrzejowa uczęszczały do niej także dzieci z Łysochy, Wincencina, Urszulina i Michelsdorfu. Według stanu z 1928 roku w szkole uczyło się 64 uczniów. Warunki były jednak złe, brakowało podręczników i innych pomocy naukowych. Zimą sale były słabo ogrzewane, dlatego też uczniowie siedzieli w kożuchach. Za to latem i jesienią zawodziła frekwencja, gdyż w tym okresie dzieci często pomagały rodzicom w pracach polowych. Jak wybierały się do szkoły, to najczęściej boso, w porwanych ubraniach i wygłodzone. Były jednak dni, w których obraz szkoły i dzieci wyglądał zgoła inaczej, co dowodzi jedna z korespondencji z czerwca 1925 roku, zamieszczona na łamach samorządowego dwutygodnika „Ziemia Włodawska”. Na zakończenie roku szkolnego izby szkolne należycie przyozdobione zielenią, dzieci odziane czysto, lepiej jak zawsze się odziewają, co zaznaczało uroczystość dnia. Dzieci odśpiewały kilka pieśni, przeplatanych bardzo ładnymi deklamacjami w duchu patriotycznym. Korespondent szczególną uwagę zwrócił na recytację hymnu Słowackiego pt. „Smutno mi Boże”, wykonaną przez Itka Wendera oraz wiersza „Powrót taty” w wykonaniu Kazi Kozłowskiej. Popularne w szkole były teatry dziecięce, a z przedstawieniami nauczyciele z dziećmi objeżdżali okoliczne miejscowości. Szkoła służyła nie tylko dzieciom, gdyż podczas majówek umieszczano w niej obraz Matki Boskiej, by tłumnie przed nim się modlić.
Po utworzeniu w 1934 roku szkoły w Urszulinie rejon szkolny zmniejszył się do Andrzejowa, Wincencina i Łysochy. Do szkoły uczęszczały zarówno dzieci katolickie, jak i prawosławne, w 1939 roku stanowiły po połowie ogólnej liczby uczniów. Łącznie w roku tym do szkoły uczęszczało 81 dzieci. Brak zezwolenia na otwarcie szkoły ukraińskiej, przeważający odsetek dzieci tejże narodowości, także wycofanie nauczyciela ukraińskiego z miejscowej szkoły, powodowało częste konflikty. Ofiarami stawały się najczęściej polskie dzieci z Urszulina i Michelsdorfu, które w drodze powrotnej były przez swoich ukraińskich rówieśników bite i wyzywane. Jedna z ówczesnych uczennic, zamieszkała w Urszulinie Urszula Wiczuk, po latach wspomina, jak w trakcie modlitwy kończącej zajęcia kilku, kilkunastu wychodziło ze szkoły, rzucali pod drzwi swoje drewniane skrzynki (tj. rodzaj plecaka) i biegli do kapliczki. Tam leżeli w rowie, a gdy wracaliśmy wyskakiwali, by nas bić.
Dużą liczebnie grupą narodowościową we wsi byli Żydzi, którzy opanowali wiejski handel, choć nie był tak rozwinięty, jak w sąsiednim Urszulinie. W Andrzejowie funkcjonowały jedynie dwa sklepy właścicieli żydowskich A. Szulca i Uszera Wendera, a ponadto żydowska karczma. Te wszystkie budynki znajdowały się w części podworskiej od strony Urszulina. Usługi krawieckie świadczył Halyna, pozostałe zawody wykonywali Polacy, gdyż karbowaniem skór zajmował się Stanisław Jung z Nowego Andrzejowa, rymarstwem, a także garbarstwem Szymon Stefaniuk, zaś stolarką Ludwik Kaus. Swoją kuźnię we wsi (miał również kuźnię w Sękowie) posiadał Bronisław Kozłowski. Znaczna część mieszkańców zatrudniała się jako wyrobnicy w pobliskich folwarkach, w Starym i Nowym Andrzejowie oraz na Łysosze. Pozostali mieszkańcy zajmowali się rolnictwem na własnych gospodarstwach rolnych. Nadzieje na lepsze gospodarowanie pojawiły się wraz z planami melioryzacji Krowiego Bagna, jednakże wojna nie pozwoliła na ich realizację. Już w 1930 roku Sejmik Włodawski przygotował dokumentację na meliorację przepływającej przez wieś rzeki Włodawka.
Słaby stopień mechanizacji powodował, iż do prac na roli zatrudniano ludzi, a przy tym nie przestrzegano podstawowych zasad bezpieczeństwa. Stąd liczne wypadki, również z udziałem dzieci, kończące się często śmiercią. Jeden z takich wypadków miał miejsce w dniu 25 sierpnia 1925 roku. W dniu tym jechała na naładowanym zbożem wozie Marianna Skibek z Andrzejowa. W zboże były wetknięte widły. Podczas jazdy wóz się przewrócił, a widły wybiły oko jadącej na wozie Mariannie – relacjonował lokalny dwutygodnik „Ziemia Włodawska”. Wobec braku we wsi i w pobliskim Wereszczynie, czy Urszulinie lekarza, pierwsza pomoc dla poszkodowanej została udzielona dopiero w Cycowie.
Pomimo dużego zróżnicowania narodowościowego mieszkańcy żyli na ogół zgodnie, posiadali również swój wspólny samorząd, jakim było zebranie gromadzkie, w którym uczestniczyć mogli wszyscy zameldowani mieszkańcy wsi. Głównym zadaniem samorządu gromadzkiego było zarządzanie majątkiem wspólnym, na który składały się gromadzkie lasy i pastwiska, wydzielone w wyniku parcelacji majątków. Zebranie gromadzkie odbywało się raz na kilka miesięcy, chociażby w 1926 roku, kiedy to ograniczono prawo użytkowania gruntów gromadzkich. Wzbroniono na wspólnym pastwisku paść gęsi, wycinania krzaków, kopania pniaków, zajmowania miejsca pod skład drzewa lub stogi siana, a nawet grabienia liści. Tak liczne zakazy wynikały z troski mieszkańców o wspólne dobro. Postanowiono ponadto wzbronić wyrąbywania drzewa z lasu na swój użytek, gdyż miało być przeznaczone na remont okolicznych mostów.
3.3. Folwarki andrzejowskie
W uroczysku zwanym Łysocha, oprócz zabudowań chłopskich, znajdowała się posiadłość o powierzchni 411 morgów, należąca po I wojnie światowej do Konstantego Czupryńskiego. Dotychczasowy właściciel majątku, wspominany Wincenty Karpiński, zmarł w 1913 roku. W 1930 roku swoją posiadłość Konstanty Czupryński sprzedał dziedzicowi pochodzenia włoskiego Witoldowi Borettiemu, urodzonemu w pobliskim Kulczynie, w którym jego ojciec Józef Mikołaj Boretti miał swój rodzinny dworek (dworek dotrwał do dzisiejszych czasów). Zarządem gospodarstwa zajmował się Stefan Kozłowski, przyjmując przestarzałą już funkcję gumiennego, czyli osobę odpowiedzialną za zbiory i ich przetrzymywanie. Wobec braku męskiego potomstwa Witold cały majątek przepisał w testamencie na sierociniec i jeszcze przed kolejną wojną wyjechał wraz z żoną Ireną (z domu Jacuńska) oraz córką Witosławą (zginęła po wojnie podczas badania jaskini, jej mężem był Janusz Onyszkiewicz) do majątku w Brzostowicy na Grodzieńszczyźnie. Niestety już w 1939 roku w Brzostowicy został zamordowany przez komunistów żydowskich i białoruskich. Od 1938 roku dobra były dzierżawione przez rodzinę Jankowskich. Podczas drugiej wojny światowej w majątku na Łysosze swoją siedzibę ulokował niemiecki inspektor rolny Blum.
W Starym i Nowym Andrzejowie w dalszym ciągu zamieszkiwali Karpińscy, właściwie Edward Karpiński z rodziną, gdyż w 1917 roku zmarł jego ojciec Czesław. Posiadłość Edwarda i Janiny Karpińskich z Nowego Andrzejowa obejmowała w 1928 roku 280 morgów ziemi. Na północ od dworu, przy rzece Włodawka, funkcjonował młyn wodny. Była to posiadłość zadbana i bardzo dobrze zorganizowana, w której stosowano nowe technologie upraw. Sam Edward Karpiński, wzorem ojca, był częstym gościem konferencji rolniczych, na których miał odczyty na temat właściwego użytkowania gruntów (np. „Ugorowa i bezugorowa uprawa ziemi” na walnym zebraniu Włodawskiego Towarzystwa Rolniczego w 1910 roku). Jego szeroka wiedza z zakresu rolnictwa wpłynęła na objęcie stanowiska delegata na Krajowy Zjazd Kółek Rolniczych i włodawskiego prezesa Towarzystwa Rolnego. O podnoszeniu poziomu wiedzy w zakresie rolnictwa nie zapomniał w obliczu śmierci, która nastąpiła w 1934 roku z powodu choroby nowotworowej. W pozostawionym testamencie zapisał pewną kwotę na otwarcie szkoły rolniczej w folwarku na Łysosze, a prowadzić je miało Towarzystwo Rolne.
Aktywnie udzielał się również w innych sferach życia publicznego, zostając chociażby członkiem Wydziału Powiatu we Włodawie (odpowiednik dzisiejszej rady powiatu), a także dozorcą szkolnym i jednocześnie jednym z trzech w gminie delegatów do Rady Szkolnej Powiatowej we Włodawie, która rozpatrywała wszelkie sprawy dotyczące szkolnictwa w powiecie. Pochodzenie, wiedza i posiadany majątek czyniły, iż Edward Karpiński miał bardzo duży autorytet wśród mieszkańców oraz wysoki status. Rodzina Karpińskich była jedyną w parafii, która posiadała swoją ławę kościelną. To Edward Karpiński stał na czele delegacji wiernych parafii w Wereszczynie, witającej w maju 1924 i 1930 roku Biskupa Podlaskiego Henryka Przeździeckiego, który przybył na drugą i trzecią wizytę kanoniczną. W dniu 19 maja 1924 roku on, jak i jego wuj Stefan Karpiński, gościli biskupa w swoich dworkach. Aktywność społeczna Edwarda przejawiała się również w niesieniu pomocy potrzebującym sąsiadom. Gdy w 1928 roku w Urszulinie pożar strawił budynki gospodarstwa Piotra Kędzierskiego, wówczas Edward Karpiński poręczył kredyt na odbudowę zabudowań, a sam na czas odbudowy przyjął całą rodzinę do siebie.
Po śmierci Edwarda majątkiem zarządzała jego żona Janina, która wychowywała kilkuletniego syna Jana. Janina, wraz nieletnim synem, nie była w stanie gospodarzyć, tak jak jej mąż, dlatego też gospodarstwo z czasem ubożało. W związku z tym dziedziczka sprzedawała grunty miejscowym rolnikom. Żyła zgodnie z mieszkańcami, dlatego też w swoim majątku wybudowała niewielką kapliczkę, by mogli zbierać się na modlitwy.
Mniejszym autorytetem cieszył się wuj Edwarda, dziedzic ze Starego Andrzejowa Stefan Karpiński. Po śmierci swojego bratanka to jednak on, w imieniu wszystkich parafian, witał przybywającego w maju 1934 roku z wizytą kanoniczną biskupa podlaskiego Czesława Sokołomskiego. W ostatnich latach życia popadł w alkoholizm i zmarł w 1936 roku, pozostawiając żonę Marię. O jego uzależnieniu opowiada Eugenia Jung: Kiedy mój ojciec (tj. Seweryn Sochaczewski, furman Konstantego Czupryńskiego) jechał razu jednego do folwarku na Łysosze, wówczas spotkał na drodze Karpińskiego, który schował się przed żoną. Ten rozpoznając ojca rzekł do niego: Sewerku przywieź mi pół litra. Ojciec ruszył więc do sklepu Kozłowskich w Urszulinie i po kilku minutach zjawił się na miejscu. Karpiński jak tylko dostał butelkę przychylił ją i jednym tchem wypił do dna. Po śmierci Stefana majątek w Starym Andrzejowie podupadł, gdyż jego żona, ze względu na zaawansowany wiek, nie zajmowała się gospodarstwem. W latach trzydziestych całe zarośnięte gospodarstwo wydzierżawiło trzech okolicznych mieszkańców. Pod koniec okresu Drugiej Rzeczypospolitej i w latach wojenny Karpińska nędzniała, a z czasem widoczne były objawy utraty zmysłów. W jej dworku pokoiki wynajmowali dzierżawcy majątku. Często się zdarzało, że pod moją nieobecność stawiała w moim pokoiku kwiaty – wspominał jeden z dzierżawców Eugeniusz Lewandowski.
4. II wojna światowa
Pierwsze lata II wojny światowej nie były aż tak tragiczne dla mieszkańców wsi Andrzejów. Oprócz pojedynczych aresztowań i konieczności dostarczania przez rolników przymusowych kontyngentów nie były przeprowadzane akcje pacyfikacyjne na większą skalę. Po kilku miesiącach od wybuchu wojny młody dziedzic Jan Karpiński został zatrzymany przez niemieckich mieszkańców Michelsdorfu i przetrzymywany w stodole Rudolfa Bloha. Ale że dziedziczka miała kontakty i dobrze znała niemiecki, to zaraz wypuścili jej syna – wspomina Stanisław Szwaj z Michałowa. Natomiast wiosną 1941 roku przeprowadzono we wsi łapankę na roboty do III Rzeszy, w wyniku której zginęło czterech mieszkańców. Wyjazd na roboty do Niemiec w pierwszych miesiącach okupacji był dobrowolny, w licznych odezwach zachęcano mieszkańców wsi, „gwarantując” dobre warunki płacowe i mieszkaniowe. Wobec braku spodziewanych rezultatów wiosną 1940 roku wyjazdy do Niemiec przybrały charakter przymusowy. Z samego Andrzejowa do przymusowej pracy wywieziono w tym czasie 11 osób. Od połowy 1942 roku władze okupacyjne zaczęły masowo stosować metodę przymusowego naboru, polegającą na przypisywaniu gminie kontyngentów ludzkich.
Zaraz po rozpoczęciu okupacji władze niemieckie postanowiły przeciwstawić Ukraińców Polakom, by tym sposobem lepiej kontrolować obydwa narody. Sam Generalny Gubernator Hans Frank w pierwszych latach wojny przyznawał, że należy w zamian za lojalność wobec Fuhrera i Rzeszy utrzymać Ukraińców w jakimś nastroju zadowolenia pod względem politycznym. Wobec tego otoczono opieką ukraińską kulturę, cerkiew i oświatę. Pierwszym działaniem była likwidacja szkoły polskiej, w jej miejscu utworzono szkołę ukraińską. Na zajęcia, prowadzone przez nauczyciela Jana Gordejczuka, uczęszczało w 1940 roku 48 uczniów. Ten fakt niewątpliwie wpływał na wzrost nastrojów nacjonalistycznych Ukraińców, faworyzowanych przez niemieckie władze okupacyjne, oraz antagonizmów między tą narodowością, a Polakami.
Sytuacja uległa zmianie po agresji Niemiec na Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) w 1941 roku. Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej Ukraińcy przyjęli jako zapowiedź niepodległości, stąd też ich działania partyzanckie uległy intensyfikacji. Niemcy podjęli wówczas czynności, zmierzające do rozbicia ukraińskich struktur partyzanckich, co wywołane było utworzeniem we Lwowie przez banderowców ukraińskiego rządu Jarosława Stećki. Była to inicjatywa nieuzgodniona z władzami okupacyjnymi, stąd też po kilku dniach jego funkcjonowania rząd został rozpędzony, a jego inicjatorzy aresztowani. Niemcom bardzo zależało, aby na zachód od rzeki Bug nie rozwinęła się działalność nacjonalistycznych organizacji ukraińskich, takich jak OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów), czy jej militarna przybudówka UPA (Ukraińska Powstańcza Armia).
Działania skierowane na wczesne wykrycie powstających struktur tych organizacji polegały na tym, iż żołnierze wywiadu niemieckiego, bądź też kolaborujący z nimi Ukraińcy, w przebraniu sowieckich dezerterów z niemiecko-radzieckiego frontu, chodzili po okolicznych miejscowościach prosząc o strawę czy schronienie. Ich celem było przeniknięcie do struktur tworzących się nacjonalistycznych organizacji ukraińskich oraz wyłapanie tych mieszkańców, którzy byli najbardziej skorzy do niesienia pomocy. Znaczna część osób z nieufnością odnosiła się do tego rodzaju gości, nazywanych „plennymi”. Zdradzały ich bowiem drobne szczegóły. Często pod starymi łachmanami ci plenni mieli czyste koszule, byli ogoleni i ładnie ostrzyżeni, miewali złote zęby, a niektórzy mieszkańcy twierdzą nawet, że spod przebrania widać było niemiecki mundur. Byli to „dezerterzy” zdecydowanie lepiej się prezentujący od tych, którzy pojawiali się wcześniej, zapchlonych, wychudzonych i brudnych. Te działania wywiadu niemieckiego doprowadziły do przeprowadzenia wielkiej pacyfikacji aktywnej ludności ukraińskiej, jednakże postanowiono, iż przy okazji zostanie „rozwiązany problem” miejscowej ludności żydowskiej.
Ten tragiczny dzień miał miejsce we wtorek w Zielone Świątki, w dniu 26 maja 1942 roku. Pacyfikacją objęte zostały trzy miejscowości w gminie, zaczynając od Andrzejowa, później Zastawia, aż po najtragiczniejszy koniec w Wereszczynie. Żydzi w Urszulinie byli mordowani dwa dni później. Sposób działania był we wszystkich miejscowościach bardzo podobny. W Andrzejowie żołnierze niemieccy, a także funkcjonariusze ukraińskiej policji pomocniczej (charakteryzujący się tym, iż na otoku czapki mieli symbol „trupiej czaszki”), pojawili się wczesnym rankiem. Najpierw zostali zegnani mieszkańcy żydowscy, a następnie pod szkołą pozostali mieszkańcy, czyli Polacy i Ukraińcy. Żydów podzielono na dwie grupy, składające się z kobiet i mężczyzn, po czym w miejscu niewidocznym dla pozostałych została wykonana ich egzekucja. Mężczyzn wymordowano pod Łysochą, zaś kobiety za Andrzejowem w kierunku Wincencina. Jedna rodzina żydowska szewca Boruha zdołała się schować w pobliżu Wincencina, jednak ich kryjówkę zdradził płacz dziecka. Była tam taka duża zarośnięta dolina. Tam się ukryli i Niemcy pewnie by ich nie znaleźli, ale dziecko zaczęło płakać i ich zobaczyli. Zabili wszystkich – wspomina Marianna Zabłuda. Według danych, zebranych przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce Instytutu Pamięci Narodowej, tego dnia zamordowano w sumie 38 miejscowych mieszkańców żydowskich. Wśród Żydów znalazł się przez przypadek również niemy pastuch ukraiński Sieroga i pomimo próśb matki został w grupie z Żydami. Jednemu Żydowi udało się uciec do Wincencina i na kilka dni znalazł tam schronienie jako pastuch. Niedługo jednak żył, gdyż został odstawiony do Urszulina i tam najprawdopodobniej zginął.
Spośród polskiej i ukraińskiej ludności nikogo, poza wspomnianym niemym pastuchem, tego dnia nie zabito, To im Niemcy nakazali wykopanie dołu i pogrzebanie zamordowanych Żydów. Wśród nich znajdował się Janek Kędzierski, za którym podążyła zdesperowana matka ze swoją córką. Gdy przybyliśmy do miejsca egzekucji Żydów wówczas zatrzymał nas Niemiec, który po polsku powiedział nam, że ich już nic nie uratuje i żebyśmy uciekali stąd, bo spotka nas podobny los. Wtedy złapałam się za płot i mocno trzymałam matkę, by tam nie poszła – wspomina świadek wydarzeń Kazimiera Radomska. Ukraińców i Polaków nie zabito, lecz zabrano ich na Zastawie, a później do Wereszczyna, gdzie również kopali doły dla mordowanych Żydów. Jana Kędzierskiego po prośbach matki Niemcy wypuścili, gdy ten na koniec, wraz z pozostałymi zatrzymanymi, był zamknięty w stodole u Emiliana Kędzierskiego w Urszulinie. Pozostałych wywieziono do obozu na Majdanku (m.in. Zielińskiego i Gorgola, którzy z obozu już nie wrócili), a jedenastu wysłano na roboty publiczne do III Rzeszy.
Nie były to jedyne zbrodnie niemieckie na ludności żydowskiej w Andrzejowie. Na rozlegającym się od północy Krowim Bagnie wielu Żydów po maju 1942 roku szukało schronienia. Pamiętam wysokiego Żyda, który był tłumaczem w majątku Helenin. Mieszkał z żoną, dzieckiem i siostrą żony. Już przed 1942 rokiem przeczuwał zagładę swoich rodaków, dlatego też pod Łysochą zaczął przygotowywać schron. Gdy Żydów wywieźli to tam się schował z żoną, dzieckiem i jej siostrą. Okoliczni ludzie byli przychylni i dawali mu chleb. Zimą gdy wyszedł ze schronu zauważył go Niemiec. Gdyby uciekł w las to może by uratował pozostałych, ale uciekł do schronu. Tam Niemiec wszystkich zastrzelił – wspomina jego były współpracownik z helenińskiego majątku Edmund Brożek.
Podczas wojny we wsi częste były denuncjacje. Ich ofiarą padł chociażby Stanisław Wojtaluk, którego wysłano do obozu na Majdanek, z którego już nie wrócił. Okazało się, iż o działalności konspiracyjnej mieszkańców Niemców informował miejscowy Ukrainiec Czartarow. Dowództwo Armii Krajowej (AK) wydało na niego wyrok śmierci, a zadania podjęli się partyzanci z oddziału Stanisława Parzebuckiego ps. „Mars”. Jeden z grupy egzekucyjnej po latach wspomina, jak przybyliśmy do jego domu to była jedynie jego matka, która leżała na łóżku. Okazało się, że Czartarow miał schowek pod tym łóżkiem. Po przeszukaniu domu znaleźliśmy listę, na której znajdowały się nazwiska wielu naszych towarzyszy.
Wielu mieszkańców działało w strukturach AK (np. Eleonora Flisiuk) również syn dziedziców Jan Franciszek Karpiński. Oficjalnie Karpińscy utrzymywali bardzo dobre stosunki z Niemcami, chociażby z inspektorem rolnym na cały Powiat Włodawski Selingherem, do nich często przyjeżdżali inni przedstawiciele władz gminnych i powiatowych. Spotkaniom tym towarzyszył alkohol, zaś Karpiński miał za zadanie wykupywanie od Niemców broni. Może w ten sposób uzyskał informacje, które posłużyły do rozbicia przez partyzantów Liegenschaftu Andrzejów, znajdującego się w majątku na Łysosze. Wiosną 1943 roku 18-osobowy oddział dywersyjny AK Stanisława Pryla ps. „Parys” dokonał zbrojnego napadu na silnie strzeżony posterunek. Celem tej akcji było zdobycie broni, żywności, koni i taboru dla potrzeb partyzanckich. Akcja w zasadzie była udana, gdyż rozbito i zlikwidowano posterunek niemiecki, zabijając czterech wartowników i raniąc dwóch oraz zdobyto automaty MP i rkm, 3 pistolety ręczne i amunicję. Z majątku zabrano: 6 koni i 3 wozy taborowe, na które załadowano żywność (tj. chleb, słoninę, mięso wieprzowe, mąkę, parę worków pszenicy i owsa). W akcji tej został ranny sam dowódca, to jest plut. pdch. rez. „Parys”, którego przewieziono zaraz do Włodawy na kwaterę – wspominał w swoich pamiętnikach pierwszy Komendant Obwodu AK na Powiat Włodawski Romuald Kompf. Ofiarą grabieży partyzanckiej padł także majątek samych Karpińskich. Rabunku dokonali wieczorem dnia 19 kwietnia 1944 roku partyzanci dowodzeni przez Daniela Głogowskiego z prosowieckiego oddziału im. Józefa Stalina, stacjonującego w Woli Wereszczyńskiej.
Po wkroczeniu wojsk sowieckich w dniu 22 lipca 1944 roku wysiedlono wszystkich Ukraińców do Związku Radzieckiego. Niektórzy czynili to dobrowolnie, będąc kuszeni wizją utopijnego państwa, większość jednak rozstawało się ze swoim rodzinnym dobytkiem pod przymusem, a często w wyniku stosowanych gróźb przez polskich sąsiadów. Jeden z przykładów polskiego bandytyzmu pojawia się w listopadowym (1944 roku) raporcie wereszczyńskiego popa Arszeniego Myszkowskiego, pisanego do włodawskiego dziekana. Wśród miejsc zdarzenia się wielu aktów bandytyzmu wymienił Andrzejów pisząc, że w nocy 12 XI banda polskich terrorystów napadła na wieś i powybijała 12 gospodarzom okna z ramami oraz zabiła strzałem Józefa Stelmaszuka lat 35. Takie akcje przyśpieszyły przesiedlenia. Ukraińcy w ciągu kilku godzin spakowali się, zabierając na furmanki najbardziej niezbędne rzeczy i pozostawiając puste swoje domostwa. W ich miejsce przeprowadzali się niektórzy miejscowi Polacy, a po kilku tygodniach przybyło kilka rodzin repatriantów zza Bugu. Z Ukraińców we wsi pozostał jedynie Aleksander Kucharuk, który ożenił się z Polką.
5. Wieś i mieszkańcy w pierwszych latach powojennych
Przybyli w lipcu okupanci sowieccy szybko rozbudowali lokalne instytucje represji, które poddawały szykanom członków miejscowych struktur podziemia.
W listopadzie 1944 roku funkcjonariusze NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR) aresztowały zamieszkałego w Andrzejowie członka AK i BCh (Batalionów Chłopskich) Szymona Stefaniuka. Został wywieziony do ZSRR i umieszczony w obozie w Borowiczach, w którym w kwietniu następnego roku zmarł. Taki sam los spotkał Mieczysława Ostasza, członka AK, który zmarł w tym samym czasie, tyle że w obozie w Jegolsku (również ZSRR). W obozie w Borowiczach oraz w Jegolsku umieszczeni zostali ponadto Antoni Krzowski, Bronisław, Ignacy i Mikołaj Kuberscy, Konstanty Osieleniec, Bronisław Szelewicki oraz kowal Wacław Wojtaluk. Wszyscy wrócili do Andrzejowa na początku 1946 roku.
Zmiana okupanta spowodowała przeobrażenie partyzantki, gdyż po rozwiązaniu AK powstały lokalne oddziały WiN-u („Wolność i Niezawisłość”), stawiające za główny cel walkę z nowym aparatem władzy. Komendantem placówki w Andrzejowie, jak i całej struktury gminnej WiN, został Franciszek Bedłuszak ps. „Kmieć”. Członkami tejże organizacji zostali ponadto Władysław Bedłuszak, Ludwik Józefczuk, Franciszek Werner i Stanisław Szczepański ps. „Gołąb”. Do dzisiejszego dnia ocena działalności miejscowych partyzantów budzi wśród najstarszych mieszkańców skrajne emocje. Często się zdarzało, że niektórzy z nich wykorzystywali panujący ówcześnie chaos do załatwiania partykularnych interesów, sprzecznych z prawem i dobrosąsiedzkimi zasadami współżycia.
Już w lutym 1945 roku oddział WiN Leona Taraszkiewicza, ps. „Jastrząb” stoczył w okolicach wsi walkę z oddziałami Ludowego Wojska Polskiego (LWP). W wyniku wzajemnego ostrzału kilku partyzantów zginęło. Wobec istniejącego zakazu dopiero nocą Mikołaj Dorosz i Mikołaj Kędzierski pozbierali zabitych oraz pochowali ciała obok prawosławnego cmentarza znajdującego się na górce andrzejowskiej. W miejscu pochówku postawiono krzyż, który stoi do czasów dzisiejszych.
W zabudowaniach Karpińskich w Starym Andrzejowie władze komunistyczne utworzyły posterunek Milicji Obywatelskiej (MO) oraz areszt dla przeciwników władzy ludowej. Więźniowie byli tygodniami przetrzymywani w pomieszczeniach służącymi wcześniej za magazyny zbożowe, a bicie i głodzenie było powszechną formą znęcania się nad więzionymi. Już w dniu 9 kwietnia 1946 roku posterunek MO został rozbity przez oddział „Jastrzębia”. Partyzanci rozbroili milicjantów, a następnie zarekwirowali 2 automaty, 4 karabiny, 2 pistolety, 4 granaty, amunicję i 3 płaszcze wojskowe, zostawiając pokwitowanie za zrabowaną broń. Wiosną 1947 roku na posterunku był przetrzymywany członek UPA Jan Rynkowski, mieszkaniec wsi Krzywowierzba. Wobec próby ucieczki został w dniu 28 kwietnia zastrzelony.
Wskutek wzmożonej represji władz bezpieczeństwa partyzanci miejscowej placówki ujawnili się na początku 1947 roku, choć już wcześniej bezskutecznie podejmowano próby ich aresztowania. Podczas rewizji zabudowań komendanta placówki Franciszka Bedłuszaka, mającej miejsce we wrześniu 1946 roku, agentom służb bezpieczeństwa uciekł zatrzymany Eugeniusz Jarecki z Piaseczna, którego zmuszono do wskazania miejsca i rozpoznania Bedłuszaka. Po wskazaniu zabudowań Jarecki został odprowadzony do stojących dalej samochodów, a tam, wykorzystując fakt, iż był chroniony tylko przez jednego funkcjonariusza o nazwisku Giemza, uciekł w nieznane miejsce.
W pierwszych latach po wojnie cierpieli nie tylko miejscowi partyzanci oraz ich rodziny, ale także mieszkańcy, którzy musieli znosić zarówno represje stosowane przez nowe władze, ale także rabunki dokonywane przez samych partyzantów, czy też liczniej przez powszechne tzw. „leśne bandy”, podszywające się często pod partyzantów. Najczęściej przedmiotem rabunków były pieniądze, konie i trzoda, czego przykładem była grabież dokonana u mieszkanki Anieli Szwaj. W sierpniu 1945 nieznani sprawcy uzbrojeni w broń maszynową ukradli dla niej konia. Do największego bandytyzmu doszło w 1947 roku, kiedy to nieznani sprawcy spalili 8 gospodarstw z budynkami mieszkalnymi i 20 budynkami gospodarczymi.
6. Andrzejów w Polsce Ludowej
6.1. Ludność i infrastruktura
Mord na ludności żydowskiej, przesiedlenie Ukraińców i przybycie nowych mieszkańców zza Buga spowodowało spadek ludności. Jeszcze w marcu 1945 roku we wsi zamieszkiwało 63 rodziny ukraińskie, wobec 54 rodzin polskich. Łącznie wieś liczyła 448 mieszkańców (228 Ukraińców i 120 Polaków). Wszystkie poukraińskie majątki zostały przejęte przez państwo uchwałą Powiatowej Rady Narodowej we Włodawie, a następnie przekazano je przybywającym Polakom, tzw. zabużanom. Przesiedlenia spowodowały spadek liczby mieszkańców o ponad połowę, gdyż w kwietniu 1947 roku w Andrzejowie było tylko 208 osób zameldowanych.
Majątek Nowy Andrzejów rozparcelowano pod nieobecność byłych właścicieli, gdyż Janina Karpińska z synem Janem, po wyparciu Niemców przez Rosjan, udała się na emigrację na Zachód. Natomiast Julia Karpińska zmarła przed wojną, przepisując swoje gospodarstwo w Starym Andrzejowie na rodzinę z Warszawy, jednakże nikt po majątek się nie zgłosił. Gospodarstwo przejęło państwo i umiejscowiło w nim areszt dla przeciwników nowego ustroju i członków ich rodzin. Prawa własności do gruntów majątku na Łysosze przyznano rodzinie Kruków i Klepackich. Budynki folwarczne, choć znajdowały się w dobrym stanie, zostały rozebrane na polecenie lokalnych władz, a uzyskany materiał sprzedano okolicznym mieszkańcom.
Przesiedlenia spowodowały spadek liczby zaludnienia, gdyż mapa z 1965 roku wskazywała już 88 gospodarstw, choć stanowiło to cztery gospodarstw więcej niż przed wojną. Zamieszkiwało je 359 osób. W samej wsi znajdowało się 64 gospodarstwa, ponadto w Starym Andrzejowie 10, a w PGR Nowym Andrzejowie 8 gospodarstw. Nieliczne zabudowania z Łysochy (6 gospodarstw) zostały włączone do sołectwa Wincencin. W kolejnych latach liczba ludności utrzymywała się, z tymże pustoszał Stary Andrzejów i Łysocha, w której zlokalizowano wysypisko śmieci i zakład przemysłowy. W latach osiemdziesiątych liczbę mieszkańców samej wsi szacowano na około 240 osób. Wyodrębniony został Nowy Andrzejów PGR, w którym w ówczesnym czasie zamieszkiwało około 100 osób. Łącznie w Andrzejowie przebywała podobna liczba ludności, co w pierwszych latach niepodległego państwa polskiego. W 1962 roku dokonano zelektryfikowania wsi, a siedem lat później wybudowano wzdłuż wsi drogę asfaltową. Podstawowym zajęciem mieszkańców była uprawa roli, popularne były zawody jeszcze rzemieślnicze, chociażby usługi kowalskie wykonywał Wacław Wojtaluk.
Zaraz po wojnie w latach 1945 – 1946 utworzono w Nowym Andrzejowie Państwowe Gospodarstwo Rolne (PGR), jedno z większych w okolicy. W tych latach, z powodu braku pracowników do prac polowych, wykorzystywano wojsko, a przede wszystkim konie wojskowe. W następnych latach umiejscowiono siedzibę Kombinatu Rolnego PGR w Urszulinie, ze względu na plany wykorzystania rolniczego rozległego Krowiego Bagna. W napisanej w latach pięćdziesiątych przez Kwapiszewskiego publikacji „Budujemy Kanał Wieprz-Krzna” wybudowanie kanału Wieprz-Krzna i planowane osuszenie Krowiego Bagna uznawano za kompleksowe przedsięwzięcie, mające na celu przyczynienie się do poprawy struktury rolnej okolicznych gospodarstw: Do tej pory kilkutysięczne obszary odłogów i bagien w rejonie Krowiego Bagna wykorzystywane były zaledwie w niewielkim stopniu przez miejscową ludność – na pastwiska. Po te obszary sięgnęły państwowe gospodarstwa rolne. Po zmelioryzowaniu, doprowadzeniu wody z kanału i zagospodarowaniu będzie to baza hodowlana sąsiadujących gospodarstw: Hańsk, Kulczyn, Łysocha, Nowy Andrzejów. Wykarmimy tu 4500 sztuk rogacizny – będzie mleko, mięso i wiele rogacizny. Urszuliński kombinat rolny miał stanowić, wraz z sąsiadującymi państwowymi gospodarstwami, żywnościowe zaplecze dla rozbudowującego się Lubelskiego Zagłębia Węglowego. Siedzibę kombinatu umieszczono w zabudowaniach dworskich, które przejęły urzędową nazwę Andrzejów PGR. Jedynie malutką część majątku o powierzchni 15,5 hektara wyłączono spod PGR i przeznaczono na ośrodek kultury rolnej. W andrzejowskim PGR podjęto się upraw roślin wszelkiego gatunku, w latach pięćdziesiątych przez około dwadzieścia lat prowadzono wielką kilkudziesięciohektarową plantację chmielu.
W połowie lat siedemdziesiątych zrealizowano plany z lat pięćdziesiątych, melioryzując okalające wieś od strony północnej Krowie Bagno. Potrzeba melioracji tej dużej połaci łąk bagiennych wynikała z problemów hodowlanych mieszkańców, którzy już kilka lat wcześniej dla wspólnego wykorzystania sprzętu w gospodarowaniu założyli kółko rolnicze. Jeżeli na 1 sztukę bydła z PGR przypadało 5,7 ha użytków zielonych to rolnik indywidualny dysponował średnio 0,33 ha. W przeprowadzonej w 1975 roku w tych okolicach relacji dziennikarskiej „Sztandaru Ludu” przytoczono słowa jednego z mieszkańców, który narzekał na panujące warunki: Każdej wiosny i w mokre lata nasze łąki są zalane wodą i upodabniają się do wielkiego jeziora, nad którym unoszą się stada dzikich kaczek. Łąki są bagniste, jednokośne, nieodwodnione, o lichej jakości i małej wydajności niskowartościowego siana. Większość rolników zwozi siano zimą, ciągnąc samemu po wodzie wóz lub sanie, bo topiele rzadka zamarzają i nie raz konie się topiły. Pogłowie bydła spadło wówczas o 20%, gdyż rolnicy nie mieli czym ich karmić. Był to ostatni tak trudny dla mieszkańców wsi rok, gdyż już wiosną 1975 roku ruszyły prace melioracyjne na Krowim Bagnie. W pracy uczestniczyli nie tylko wykwalifikowani robotnicy, ale także junacy w liczbie 600 osób. Przez dwa letnie miesiące uczniowie szkół średnich i zawodowych pracowali fizycznie nad infrastrukturą melioracyjną.
Sprawa, która bardzo mobilizowała mieszkańców do wspólnego działania, była walka o przebieg drogi. Andrzejów tonął w błocie. Jesienią i wiosną byle jaki koń woza nie dałby rady przeciągnąć. Przypominam sobie zdarzenie, jak pewnego razu dzieci przyszły do szkoły i mówią mi, że Romek Kaniewski koło Prystupy wlazł w błoto i nie może wyjść. Ja tam pobiegłem, ale jak go wyciągnąłem to buty zostały w tym błocie. To było ogromne utrudnienie – opisuje sytuację ówczesny nauczyciel Czesław Chudzik. Pierwotnie planowana droga miała przebiegać od kapliczki do starego cmentarza, a następnie prosto na Kulczyn. Tym samym ominęłaby wieś, jednak dzięki interwencji cytowanego Czesława Chudzika przyjęła przebieg istniejący do dnia dzisiejszego. Przyszła do mnie delegacja mieszkańców, bym pomógł w tym, aby nowa droga nie ominęła wsi. Postanowiłem się tym zająć zwłaszcza, że miałem szerokie znajomości w tych kręgach. Byłem w tej sprawie w Powiatowym Zarządzie Dróg Lokalnych we Włodawie, jak też w kierownictwie Zjednoczenia Państwowych Gospodarstw Rolnych, gdyż to oni finansowali budowę drogi – wspomina Chudzik. Interwencje we tychże instytucjach spowodowały zatrzymanie prac i wysłanie do Andrzejowa projektantów, celem ponownego przeanalizowania przebiegu drogi. Przyjęcie pięcioosobowej delegacji miało specjalny charakter, co również opisuje Chudzik: Wtedy mieszkańcy, pod kierownictwem Stefana Siwika, zrobili szybko zrzutkę i przygotowali przyjęcie dość suto zakrapiane. Podczas przyjęcia w domu Hieronima Radomskiego, w rozmowie z inżynierami, pozwoliłem sobie na dość odważny gest, czyli poprosiłem o projekt drogi i czerwonym długopisem narysowałem przebieg drogi, mówiąc im: tędy ma iść droga panowie! Po namysłach projektanci zgodzili się na zmianę planów, stawiając jednak kilka warunków. Jednym z nich było przesunięcie kapliczki, która znajdowała się na wytyczonej drodze. Wobec oporu mieszkańców grożono nawet zaprzestaniem robót, wobec czego zdecydowali się przesunąć o kilka metrów. Mieszkańcy zobowiązali się ponadto do wyrównania drogi piachem oraz do wpłaty określonej kwoty od każdego gospodarstwa. Przez cztery dni nawozili piach i równali drogę tak, że sołtys Józef Kędzierski powiedział, iż takiej równej drogi to on nie pamięta – dodaje Chudzik, który w ramach podziękowań wręczył dla wyjeżdżających z Andrzejowa gości z delegacji upolowanego zająca dla każdego z nich: Cały dzień polowałem, ale tylko jednego ustrzeliłem. Musiałem więc dwa pożyczyć, a dwa kupiłem od innych myśliwych.
Otwarcie drogi w Andrzejowie miało bardzo uroczysty charakter, co również opisuje cytowany kilkakrotnie Czesław Chudzik: Wstęga pierwsza przecinana była przy szkole w Kulczynie, a my dołożyliśmy starań, by po raz drugi przecięto ją koło szkoły w Andrzejowie. Stąd też zorganizowaliśmy orkiestrę, załatwiłem autobus dla oficjeli i gdy uroczystości w Kulczynie się zakończyły to my ich przywieźliśmy do nas. Przywitaliśmy ich muzyką graną przez orkiestrę i oklaskami. Po części oficjalnej zaprosiliśmy gości na część nieoficjalną, którą przygotowali mieszkańcy.
Niektórzy mieszkańcy Andrzejowa pełnili wysokie funkcje w administracji gminnej. Jan Radomski był wójtem gminy na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, zaś Jerzy Sitański został na początku lat siedemdziesiątych pierwszym naczelnikiem utworzonej w 1973 roku Gminy Urszulin. Natomiast Józef Grenda został jednym z pierwszych prezesów Banku Spółdzielczego w Urszulinie, przeniesionego z Wereszczyna w 1950 roku.
6.2. Szkolnictwo i życie kulturalne we wsi
W Andrzejowie jeszcze przez prawie trzydzieści lat po wojnie funkcjonowała cztero-oddziałowa szkoła powszechna. Pomimo, że w szkole były cztery oddziały, to ze względu na małą liczbę dzieci (do szkoły uczęszczały jedynie dzieci z Andrzejowa) lekcje odbywały się w ramach jednej klasy. W 1954 roku nie było nauczycieli do obsady stanowisk szkolnych, stąd też z Urszulina została oddelegowana Leokadia Borys, a niedługo potem dołączyła do niej Irena Nurska. W niedługim czasie Leokadia Borys powróciła do rodzinnego Wereszczyna, a w 1966 roku Irenę Nurską na stanowisku nauczyciela zastąpił Czesław Chudzik. W pierwszych latach po wojnie zezwolono na nauczanie religii w szkole, jednakże w latach pięćdziesiątych przeniesiono nauczanie do punktu katechetycznego. Katechezę prowadziła najczęściej jedna z nauczycielek, czasami wikariusz lub też proboszcz z Wereszczyna. Po zlikwidowaniu szkoły w Wincencinie część dzieci przeniosła się do Andrzejowa i w 1966 roku szkoła liczyła 35 uczniów. Placówka została zlikwidowana w 1972 roku, a dzieci przeniesiono do szkoły w Urszulinie. Była to najdłużej funkcjonująca czteroklasowa szkoła w Gminie Urszulin. Pomimo, że szkoła w Urszulinie posiadała swoje auto do dowożenia uczniów, to dzieci z Andrzejowa musiały, ze względu na bliższą odległość, chodzić na piechotę.
Po wojnie nie udało się mieszkańcom przywrócić przedwojennych form życia społecznego i kulturalnego. Nie powstały stowarzyszenia, ani też koło gospodyń wiejskich, a życie mieszkańców koncentrowało się w pierwszym powojennym trzydziestoleciu jedynie na szkole. Przybycie do Andrzejowa nauczyciela Czesława Chudzika odmieniło oblicze kulturowe wsi. Organizowano dla młodzieży szkolnej i pozaszkolnej uroczystości z okazji choinki, dnia dziecka, a przede wszystkim z jego inicjatywy zaczęto organizować zawody sportowe. Z czasem imprezy sportowo-sprawnościowe zyskały na rozgłosie tak, że przybywali na nie tylko mieszkańcy Andrzejowa, ale także okolicznych miejscowości.
Ulubionym miejscem zabaw dzieci stał się cmentarz na grodzisku, zwłaszcza zimą, gdyż strome stoki grodziska wykorzystywano do zjazdów na sankach. Latem młodzież chodziła tam na gruszki, stara już grusza rośnie do dnia dzisiejszego. Z upływem czasu cmentarz ulegał zapomnieniu i degradacji, a ostatni pochówek miał miejsce w 1966 roku. Tuż za grodziskiem znajduje się cmentarz, na którym pochowano poległych partyzantów, choć i on „przegrywa” z czasem. Dzieci chodziły również do starego parku podworskiego w Starym Andrzejowie, w którym znajdował się zasadzony jeszcze przed wojną sad, z dużą liczbą drzewek orzechów włoskich.
7. Andrzejów współczesny
Jeszcze na początku nowego milenium w Andrzejowie zamieszkiwało 275 osób, w 2007 roku liczba ta spadła do 220 mieszkańców, którzy zamieszkiwali w 47 gospodarstwach. Z dniem 1 stycznia 2009 roku wydzielił jako odrębną miejscowość Andrzejów-Osadę. W przeciągu ostatnich trzech lat liczba w obu miejscowościach wzrosła, gdyż na dzień 31 grudnia 2009 roku w Andrzejowie zameldowanych było 213 osób, a w Andrzejowie-Osadzie 46 osób.
Jako że Andrzejów jest jedną z liczebniejszych wsi w gminie po wszystkich wyborach samorządowych ma swojego przedstawiciela w Radzie Gminy Urszulin. W 1994 roku na radnego gminy mieszkańcy wybrali Ryszarda Trościańczyka, któremu powierzono funkcję przewodniczącego. W 1998 roku na radnego mieszkańcy wybrali Zbigniewa Kędzierskiego, w 2002 roku Mariana Szczepanika, a w 2006 roku wspomnianego Adama Dorosza. Obecnym sołtysem wsi jest Stefan Jung.
Łąki na południowy-wschód od wsi nazywane są Kaczanowem, gdyż każdej wiosny zalewa je woda Włodawki, co powoduje przylot dużej ilości ptactwa, w tym kaczek. Na północny-wschód od wsi znajdują się łąki Olszyna, zaś na wschód od strony Wincencina i Zastawia znajdują się uroczyska Brzezina i Sosnowo. Od strony północnej rozlega się zmelioryzowane Krowie Bagno, na którym wydobywa się na dużą skale pokłady torfu. Łączne pokłady torfu szacuje się na ponad 40 tyś. m3. W 2008 roku w Andrzejowie władze Powiatu Włodawskiego rozpoczęły zakrojone na szeroką skalę prace scaleniowe. Ma być poprawiona struktura działek rolnych i zapewniony do nich dojazd publiczny, a w ramach prac poscaleniowych dokonana zostanie poprawa jakościowa dróg gruntowych i urządzeń wodno-melioracyjnych. Największą korzyścią będzie wybudowanie czterech odcinków drogi o nawierzchni asfaltowej, w tym cały odcinek od wsi do kapliczki w Starym Andrzejowie.
Wykonane prace scaleniowe być może zapobiegną w przyszłości tragediom, jaka miała miejsce w czerwcu 2009 roku, kiedy Włodawka na kilka tygodni zalała kaczanowskie łąki, podtapiając także wiele wiejskich gospodarstw. Relacje z akcji strażaków umieścił na swoich stronach „Dziennik Wschodni”: Pracowaliśmy przez całą noc, aby zatrzymać wodę spływającą z pól i okolicznych miejscowości – mówi Tomasz Szawuła z Ochotniczej Straży Pożarnej w Wereszczynie. – Gdyby nie to, że zdążyliśmy ułożyć tamę z worków z piaskiem, woda mogłaby zalać Urszulin. Ta groźba byłaby bardzo realna. W skutek powodzi poważnemu uszkodzeniu uległ znajdujący się na powiatowej drodze między Urszulinem i Andrzejowie przepust. Koniecznością było zamknięcie drogi i budowa nowego przepustu, który wytrzyma napór kolejnej powodzi.
We wsi znajduje się świetlica wiejska, w której organizowane są spotkania mieszkańców, choć często wykorzystywana jest w celu organizacji uroczystości rodzinnych, takich jak chrzciny i wesela. Świetlica jest także miejscem, w którym znajduje się siedziba Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) w Andrzejowie, jedynej wiejskiej instytucji o charakterze publiczno-społecznym. Braki w sprzęcie bojowym uniemożliwiają aktywną działalność, dlatego też w latach trzeciego tysiąclecia OSP Andrzejów notuje jedynie po kilka interwencji w skali roku. Bywają też lata (np. 2008 rok), w których nie zarejestrowano ani jednej akcji. Bardzo pracowity był natomiast kolejny rok, w którym interweniowano aż 12 razy, głównie do opisanych powyżej podtopień budynków mieszkalnych i gospodarczych. Do OSP należy większość mężczyzn, a strukturami organizacyjnymi kieruje prezes Stanisław Flisiuk. W pełnieniu funkcji prezesowi pomagają skarbnik Stefan Jung, gospodarz Stanisław Kaniewski, naczelnik Jan Adam Dorosz oraz sekretarz Jan Czarnecki.
Głównym źródłem utrzymania dla mieszkańców są tradycyjnie dochody z rolnictwa. Na tle sąsiednich miejscowości Andrzejów wyróżnia się dużą ilością hodowanego bydła, a sprzyja temu bardzo duża ilość dostępnych łąk i pastwisk. Hodowlą zajmuje się nie tylko firma „Agromarina”, ale także wielu miejscowych rolników. Poleska przyroda, jak i pozostałości śladów historii sprzyja rozwojowi turystyki wiejskiej. Gospodarstwo agroturystyczne Jolanty i Romana Kaniowskich od wielu lat przyciąga do Andrzejowa turystów, pragnących ciszę, spokój i bliski kontakt z przyrodą.
Pozostałym pomnikiem bogatej historii Andrzejowa jest wpisane do rejestru zabytków grodzisko otoczone głębokim rowem, ze znajdującą się na nim drewnianą kapliczką z 1903 roku i prawosławnym cmentarzem. Każdym rokiem coraz bardziej niszczał i zarastał, dopiero w 2008 roku młodzież polska, ukraińska, białoruska i niemiecka, stowarzyszona w Towarzystwie dla Natury i Człowieka, odrestaurowała ocalałe nagrobki. Uroczystemu podsumowaniu projektu, które odbyło się na cmentarzu, towarzyszyło odśpiewanie przez uczestników starych polskich i ukraińskich pieśni.
Po majątkach w Starym i Nowym Andrzejowie pozostały jedynie parki dworskie. Dwór i budynki gospodarcze w Starym Andrzejowie, do którego prowadzi droga gruntowa przez jedyny pozostały w gminie most drewniany, zostały rozebrane. Pozostała jedynie wybudowana na początku wieku murowana obora. W Nowym Andrzejowie dwór został zaadaptowany na dom mieszkalny przez wieloletniego kierownika tutejszego PGR Tadeusza Stadnika. W biurowych zabudowaniach po zlikwidowanym PGR umieszczona została siedziba lubelskiego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych, a budynki gospodarcze zostały nabyte przez firmę „Agromarina” prywatną, która podjęła się hodowli bydła. Wśród nich znajduje się murowana obora i kuźnia z lat 30-tych ubiegłego wieku. Natomiast nie widoczne są ślady majątku na Łysosze. Poza kilkoma budynkami mieszkalnymi w przysiółku znajduje się jedynie gminne wysypisko śmieci i opustoszałe budynki zakładowe, zwane przez wszystkich „piekiełkiem”.
Również w samej wsi znajdują się budynki pamiętające czasy przedwojenne. Wśród nich najwięcej lat mają wybudowane na początku ubiegłego wieku chaty po kowalu Wacławie Wojtaluku (nr 3) i Bronisławie Jaroszuku (nr 52). Prawie sto lat mają niektóre spichlerze, czy stodoły.
Źródła i literatura:
Źródła:
- „Dziennik Wschodni” z dnia 28 czerwca 2009 roku, www.dziennikwschodni.pl;
- „Głos Podlasia. Tygodnik społeczno-literacki”, numery z lat 1910 – 1913: nr 4 i 6 (1911); nr 8 (1913), www.ebuw.uw.edu.pl;
- „Goniec Polski”, nr 258, Poznań 1851, www.wbc.poznan.pl;
- „Sztandar Ludu”, nr 65 (9564) z 1975 roku, artykuł Stanisława Jadczaka pt. „Dajcie helikopter!”;
- „Ziemia Włodawska”, numery z lat 1924 – 1928: nr 14, 16 (1924); nr 3, 15 (1925); nr 4, 21 (1926); nr 13-14 (1927); nr 12-13 (1928);
- Barsukow E., Artyleria rosyjskiej armii (1900 – 1907), ZSRR 1949, www.militera.lib.ru;
- Bartoszewicz Julian, Urywek wspomnień Józefa Rulikowskiego, Warszawa 1862, www.books.google.com;
- Boniecki Adam, Herbarz Polski, Warszawa 1911, www.ebuw.uw.edu.pl;
- Busching Anton Friedrich (red.), Magazin fur die neue Historie und Geographie Angelegt, Volume 22, Halle 1788, www.books.google.com;
- Chełmski Konsystorz Grekokatolicki (nr zespołu: 35/95/0/5; 35/95/0/9.1/221), Archiwum Państwowe w Lublinie; www.szukajwarchiwach.pl;
- Cholmskaja Gubernia 1914 g., Chełm 1914, www.cyfrowa.chdp.chelm.pl;
- Cholmsko-Varsavskij Eparchialnyj Vestnik, nr 2 z 1890 r., nr 10 z 1903 r., www.cyfrowa.chdp.chelm.pl;
- Dokumenty w zbiorach własnych autora;
- Dokumenty w zbiorach Romana Kaniewskiego z Andrzejowa, Edwarda Siwika z Andrzejowa, Edmunda Brożka z Włodawy i rodziny Śledzińskich z Andrzejowa;
- Dzierzbicki Stanisław, Pamiętnik z lat wojny 1915 – 1918, Warszawa 1983;
- Jabłonowski Aleksander, Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym, Tom VII: Ziemie ruskie. Ruś Czerwona, część I i II, Warszawa 1903, www.wbc.poznan.pl;
- Kraczkowski Julian, Benedykt Płoszczański (red.:), Zbiór Aktów Dawnych wydanych przez Wileńską Komisję, Tom XXIII – Akty Chełmskiego Sądu Ziemskiego, Wilno 1896;
- Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, www.wbc.poznan.pl;
- Księgi donacyjne Parafii Rzymsko-katolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
- Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymsko-katolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
- Księga wizyt kanonicznych Parafii Rzymsko-katolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
- Kwapiszeski J., Budujemy Kanał Wieprz-Krzna, Warszawa 1956, www.bbc.mbp.org.pl;
- Latopis Hipacki, www.litopys.org.ua;
- Liniewski Józef Seweryn. Pamiętnik, wstęp i opracowanie Józefa Tomczyka, Lublin 1966;
- Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1965, www.geoportal.gov.pl;
- Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1992, www.geoportal.gov.pl;
- Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
- Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, Tom XV, Włodawa 2008; Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1965;
- Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
- Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na Ziemiach Polskich w latach 1939 – 1945, oprac.: Główna Komisja Badania zbrodni hitlerowskich w Polsce Instytutu Pamięci Narodowej, Warszawa 1986;
- Rostworowski Jan Nałęcz, Wspomnienia z 1863 i 1864 roku, Kraków 1900;
- Sulimierski Filip, Wawelski Władysław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, 1880-1914, www.dir.icm.edu.pl;
- Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, Warszawa 1827, www.wbc.poznan.pl;
- Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;
- Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911 – 1915;
- Uruski Seweryn, Rodzina. Herbarz szlachty polskiej, Warszawa 1907; www.wbc.poznan.pl;
- Walawender Antoni, Kronika klęsk elementarnych w Polsce i w krajach sąsiednich w latach 1450 – 1586, Tom I – Zjawiska meteorologiczne i pomory i Tom II – Zniszczenia wojenne i pożary, Lwów 1932-5; www.pbc.biaman.pl;
- Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944 – 1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
- Wspomnienia świadków: Marianna Zabłuda (z domu Dorosz) z Andrzejowa; Eugenia Jung (z domu Sochaczewska) z Dębowca; Helena Brzezina (z domu Parulska) z Babska; Henryk Arasimowicz z Wereszczyna; Kazimiera i Eugeniusz Lewandowscy z Urszulina; Urszula Wiczuk (z domu Kedzierska); Kazimiera Radomska (z domu Kędzierska) z Andrzejowa; Janina Chrzaniuk (z domu Ryszkowska) z Urszulina; Edward Siwik z Andrzejowa; Jan Panasiuk z Urszulina, Czesław Chudzik z Urszulina; Stanisław Szwaj z Michałowa; Edmund Brożek z Włodawy;
- www.nadbuhom.free.ngo.pl;
- Z ziemi włoskiej do Polski, www.boretti-home.eu;
- Zarząd Powiatowy we Włodawie (nr zespołu: 137/6 – zbiór szczątków zespołu z lat 1858 – 1917), Archiwum Państwowe w Lublinie.
Literatura:
- Barsukow Jewgienij., Artyleria rosyjskiej armii (1900 – 1907 r.), ZSRR 1949, http:/militera.lib.ru;
- Borysiuk Bolesław, Lata walki. PPR, GL i AL. na północnej Lubelszczyźnie 1942 – 1944, Warszawa 1981;
- Czarnecki Włodzimierz, Sieć osadnictwa ziemi chełmskiej od połowy XIV do połowy XV wieku [w:] Rocznik Chełmski, Tom III, Chełm 1997;
- Doroszewski Jerzy, Oświata i życie kulturalne społeczności ukraińskiej na Lubelszczyźnie w latach 1918 – 1939, Lublin 2000;
- Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia” nr 3 z 2007 r.;
- Góra Stanisław, Partyzantka na Podlasiu 1863 – 1864, Warszawa 1976;
- Inglot Stefan (pod red.), Historia chłopów polskich, Wrocław 1992;
- Jop Robert, Środowisko urzędnicze kancelarii grodzkich w Chełmie, Lublinie i Krasnymstawie w drugiej połowie XVII wieku, Lublin 2003;
- Kolberg Oskar, Chełmskie. Obraz etnograficzny, Tom I – II, Kraków 1890-1891, www.polona.pl;
- Kołacz Małgorzata, Tarasiuk Dariusz, Dzieje Gminy Sosnowica. Analiza potencjału historycznego, Sosnowica 2007;
- Krzyżanowski Adrian, Dawna Polska ze stanowiska jej udziału w dziejach postępującej ludzkości skreślona w jubileuszowym Mikołaja Kopernika Roku 1843, Warszawa 1844, www.books.google.com;
- Kucharek Hieronim, Przemiany ekonomiczno-społeczne na wsi w Powiecie Włodawskim w latach 1944-1969 roku, Lublin 1973;
- Lelewel Joachim, Dzieje Litwy i Rusi aż do unii z Polską w Lublinie 1569 zawartej, Poznań 1844, www.kpbc.umk.pl;
- Łukasiewicz Bogdan Jerzy, Zbrodnie okupanta hitlerowskiego w Powiecie Włodawskim 1939 – 1944, Lublin 1973;
- Mądzik Marek, Z Lublina na Kaukaz, Lublin 1985, www.tnn.pl;
- Mencel Tadeusz, Lublin przedkapitalistyczny [w:] Dzieje Lublina. Próba syntezy, pod red.: Jana Dobrzańskiego i Józefa Mazurkiewicza, www.tnn.pl;
- Olszewski Edward i Szczygieł Ryszard (pod red.) Dzieje Włodawy, Lublin-Włodawa 1991;
- Pelica Jacek Grzegorz, Ślady zapomnianego piękna. Włodawa i okolice, Włodawa 2009;
- Piotrkowski Wiesław, Giemza Zbigniew, Historia rejonu Poleskiego Parku Narodowego, www.poleskipn.pl;
- Piotrkowski Wiesław, Zarys historii okolic Poleskiego Parku Narodowego [w:] „Zeszyty muzealne”, Tom X, Włodawa 2002;
- Polacy – Ukraińcy 1939 – 1947, Instytut Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu;
- Przyborowski Walery, Włościanie u nas i gdzie indziej. Szkice historyczne, Wilno 1881, www.bc.mbcradom.pl;
- Rola – Stężycki Andrzej Zygmunt, Opowieści grójeckie, Włocławek 2002, www.instytut-genealogii.com.pl;
- Rybak Andrzej, Dzieje Ziemi Chełmskiej. Kalendarium, Chełm 1998;
- Siemion Leszek, Rajdy partyzanckie w Lubelskiem 1943 – 1944, Lublin 1983;
- Sobczak Jan, Mikołaj II – ostatni car Rosji, Warszawa 2009, www.books.google.com;
- Wawryniuk Andrzej, Encyklopedia Euroregionu Bug, powiat włodawski (Polska), Łuck 2009;
- Wilkowski Eugeniusz, O wymiar Solidarności. Artykuły, informacje, dokumenty, Chełm 2008, www.cyfrowa.chbp.chelm.pl;
- Witusik Adam, Skarbek Jan, Radzik Tadeusz (pod red.), Słownik biograficzny miasta Lublina, www.tnn.pl;
- Wojtas Marian, Słownik biograficzny żołnierzy Batalionów Chłopskich. IV Okręg Lublin. Tom III, Lublin 2005;
- Wójcikowski Włodzimierz, Polesia czar. Knieje i mszary, miasta i wioski, Lublin 2006;
- Zieliński Stanisław, Bitwy i potyczki 1863 – 1864, Rapperswil 1913.
| Komentarze |
|
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||



