Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 12
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

 

 

Adam Panasiuk

 

Śladami zapomnianej historii …

Wola Wereszczyńska

 

 

1.     Geneza i historia wsi do utraty niepodległości

1.1.            Dobra Woli Wereszczyńskiej w okresie Rzeczypospolitej Szlacheckiej

Wola Wereszczyńska (Volya Verescynska) otoczona wieńcem jezior, wśród bagien i trzęsawisk, pojawia się w chełmskich zapiskach ziemskich już w 1511 roku. Nazwę „wola”, „wólka” przejmowały wtenczas osady powstałe z woli i na gruntach właścicieli, w tym wypadku Wereszczyńskich. Termin „wola”, dodawany do nowo-tworzących się w tym okresie miejscowości, sugeruje ponadto, iż były lokowane na prawie niemieckim, uzyskując kilka lub kilkanaście lat wolnizny od zobowiązań pańszczyźniano-podatkowych. Już w 1542 roku doszło do podziału dóbr wereszczyńskich, gdyż ich właściciel Zygmunt Wereszczyński połowę majątku, w skład którego wchodziły osady Wola Wereszczyńska, Łomnica, Wereszczyn, Lejno i Lin, odsprzedał podczaszemu chełmskiemu Wojciechowi Siedliskiemu za kwotę 1.000 florenów. Natomiast w 1564 roku współwłaścicielami wsi obok Wereszczyńskich (Stanisław, Jan, Andrzej i Bogdan) byli Mikołaj Rej, Elżbieta Siedliska, Paweł Czerniowski i Albert Unieszowski, Największy dział przypadał Rejowi, który płacił podatek od trzech łanów i jednej zagrody. Pod koniec XVI wieku wieś w większej części przeszła na własność Mikołaja, a później również Andrzeja i Pawła Brodowskich.

W połowie siedemnastego stulecia w Woli Wereszczyńskiej mogła zdarzyć się tragedia, co potwierdzałyby ślady po cmentarzysku na Babsku, przy szosie do Urszulina, jak też znaleziska dokonane w czasie budowy drogi. Odkopano wówczas duże ilości ludzkich kości, gwoździe kowalskie, narzędzia kamienne, a także dwie szable. Znaleziska te mogły być pozostałością najazdu Kozaków, którzy łupili te strony w 1651 roku, buntu włościan z końca lat czterdziestych, czy też śladem potopu szwedzkiego, mającego miejsce kilka lat później. Sytuację na tych ziemiach podczas walk z Kozakami opisywał w swoim w dziele „Włościanie u nas i gdzie indziej” dziewiętnastowieczny historyk, badający dzieje stanu chłopskiego, Walery Przyborowski: chłopi stawali na mogiłach, wyglądając czy zbrojne, huczące jak fala morska, tłumy Chmielnickiego nie idą spod Zamościa, lub Węgrzy Rakoczego z Lublina. Gdy atoli zamiast tłumów kozackich, ukazały się chorągwie polskie, wszystko co żyło we wsi uciekało do lasów, do bagnistych puszcz podlaskich, ciągnąc ze sobą wozy z żywnością. Straszne to zresztą były czasy – istna „ruina”. Wszyscy gnębili: Tatarzy, Szwedzi, Kozacy, Węgrzy. Tłumy zgłodniałych, zdziczałych w lesnem życiu wieśniaków, włóczyły się od wsi do wsi. Własność, życie, cnota kobiet, nic nie było szanowane. Częstokroć do uciekającej przed gwałtem dziewczyny strzelano. Mógł więc i Wolę Wereszczyńską nawiedzić taki najazd jednej z walczących stron, pozostawiając wieś w ruinie oraz niosąc za sobą śmiertelne żniwo wśród włościan.

Potwierdzeniem słów zapisanych przez Przyborowskiego są słowa wypowiedziane podczas obrad chełmskiego sejmiku przez jednego posłów w dniu 2 listopada 1656 roku: Państwo pustoszy nie tylko nieprzyjaciel koronny, ale i intra od swowoli wojsko nasze, które na domy szlacheckie i na kościoły napada. Powyższą tezę potwierdzać może dokonany w roku 1658 podział zrujnowanych dóbr wereszczyńskich, wraz z którym podzielone zostały włości Woli Wereszczyńskiej. Największa część wsi znalazła się w posiadaniu rodziny Uhrowieckich. Dokumenty z podziału dóbr wymieniają niektórych poddanych, wśród nich Szymka Jakubika gospodarującego na półwłóku pod wilczą jamą, Arlyna Lynki ma wołów pięć, konia jednego, krów trzy, owiec młodemi dwanaście, Chomę Piecha na włóce całej, Dubieszowską na półwłóce, Do dóbr Wola Wereszczyńska zaliczano ponadto dwa jeziora: Cycowe (dzisiaj Moszne) i Dołhe (czyli Długie). Pod koniec XVII stulecia właścicielami dóbr Wola Wereszczyńska zostali bracia Mikołaj, Jan i Aleksander Wereszczyńscy, a w pierwszej połowie XVIII wieku należały przede wszystkim do łowczego żytomierskiego Wojciecha Wereszczyńskiego. W drugiej połowie XVIII stulecia właścicielem większości dóbr Wolańskich był skarbnik chełmski Marcin Jan Wereszczyński.

Poza rodziną Wereszczyńskich właścicielami części wsi zostali w tym czasie komornik graniczny lubelski Walerian Jasieński oraz szlachcic Jan Mikulski, którzy na początku XVIII stulecia toczyli między sobą spory graniczne. Jan Mikulski procesował się nie tylko ze swoim sąsiadem, ale także z zarządcami lubelskiej synagogi. Przedmiotem sporu była nieznanej wysokości kwota, jaką zarządcy synagogi mieli zapłacić lubelskim karmelitankom. Pełniący funkcję egzekutora Jan Mikulski, jak zapisano w lubelskich księgach grodzkich z 1710 roku, najpierw na jarmarku w Łęcznej pochwycił i osadził w karcerze (znajdującym się w Woli Wereszczyńskiej) dwu Żydów lubelskich (tj. Majera Herszkowicza i Fajbusa Pienkiesiewicza), a następnie po powrocie do Lublina porwał na ulicy Żydowskiej protestującego (tj. pisarza synagogi lubelskiej Józefa Abrahamowicza) i Moszka, sędziego żydowskiego i przez 9 dni więził ich w swoim areszcie. Wraz z zatrzymanymi lubelskimi kupcami żydowskimi Mikulski zarekwirował posiadane przez nich towary i gotówkę na łączną kwotę 400 złotych. Po dziesięciu dniach więzienia Mikulski postanowił wypuścić pisarza i sędziego oraz, pod groźbą utraty całej zarekwirowanej sumy, wypuścić na okres świąt Wielkanocy kupców lubelskich. Dopiero po sześciu tygodniach, w wyniku zawarcia ugody starszych synagogi z Mikulskim, Herszkowicz i Pienkiesiewicz zostali wypuszczeni na stałe.

 

1.2.            Stosunki sakralne w okresie przedrozbiorowym

Pierwszy zapis o świątyni w Woli Wereszczyńskiej pojawił się już w 1531 roku. Występowała wówczas jeszcze jako prawosławna, jednak z czasem została zamieniona na cerkiew obrządku greckokatolickiego. Od 1620 roku aż do rozbiorów cerkiew zapisywano w dokumentach urzędowych, jako świątynię p.w. św. Praksedy. Ufundowanie świątyni obrządku ruskiego było odpowiedzią na zapotrzebowanie duchowe ówczesnych mieszkańców. Wnioskować więc można, iż ówcześni mieszkańcy byli w przeważającej większości Rusinami.

Mała liczba kapłanów w tym czasie powodowała, iż na jednego popa przypadał obowiązek obsługiwania kilku świątyń, tak też było w przypadku Woli Wereszczyńskiej, którą przez długie lata obsługiwał pop z Wereszczyna. Często dochodziło do sporów pomiędzy kapłanami a miejscowymi dziedzicami. W 1616 roku przed sądem ziemskim chełmskim skargę wniósł pop wereszczyński, za obrażenia dokonane przez dziedzica Alberta Wereszczyńskiego. Przedstawiając okoliczności zdarzenia pleban zeznawał, że te obrażenia bez żadnej okazji wywołanej sprzeczką zadał mu szlachcic Albert Wereszczyński, syn Kacpra, na wolnej drodze publicznej w Woli Wereszczyńskiej, gdy on z tejże Woli Wereszczyńskiej w dniu wczorajszym poprzedzającym to doniesienie wracał do swej wioski po nabożeństwie z kościoła, który tam się znajduje. Z chełmskich ksiąg sądu ziemskiego dowiadujemy się również, iż jednym z pierwszych samodzielnych kapłanów był Mateusz Łupowicz, gdyż w 1635 roku wniósł skargę na Wiktora Wereszczyńskiego za obrazę jego osoby.

Następna wzmianka o wolańskiej cerkwi pochodzi z 1668 roku. Z chełmskich zapisków prawosławnej eparchii dowiadujemy się, iż proboszczem unickiej parafii był Zachar Mochowicz. Cerkiew była drewniana, bez fundamentów, kryta gontem z dzwonkiem sygnaturką na wieży. Do parafii należały pola zwane nawozem (26 morgów) i stawem (37 morgów).

Kolejną świątynię ufundował w 1740 roku Wojciech Wereszczyński, a już rok później została zwizytowana przed przedstawiciela Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego Felicjana Filipa Wołodkiewicza. W sprawozdaniu wymienił przedmioty, wchodzące w skład wyposażenia cerkwi: puszka drewniana, kielich z patyną srebrny wewnątrz pozłacany, lichtarzyków cynowych para, miernice cynowe pozłacane i kilka kompletów szat liturgicznych. Obok świątyni znajdował się dzwonnica: dzwonów na dzwonnicy dwa, do elewacyi dzwonków dwa. Głównym źródłem utrzymania była dziesięcina wynosząca snopów piętnaście oraz dochody z gruntów cerkiewnych. Wraz z wybudowaniem nowej świątyni do parafii przybył paroch Jędrzej Skalski.

Świątynia ta szybko uległa zniszczeniu, skoro przed 1761 rokiem wspomniany Wojciech Wereszczyński postanowił wybudować nową cerkiew. W 1785 roku i trzy lata później była ona wizytowana, stąd też zachowały się informacje o kilku szczegółach. Miała pięć okien w drzewo oprawne oraz przylegającą zakrystię, a także cztery wejścia, w których wszystkie drzwi na zawiasach był z klamką żelazną. Wewnątrz znajdowały się trzy ołtarze, w tym główny, pomalowany na zielono, z płóciennym obrazem Najświętszej Marii Panny. Do świątyni zakupione zostały nowe przedmioty liturgiczne, wykonane głównie ze srebra. Nad babińcem znajdowała się dzwonnica z trzema dzwonami, a w cerkiewnej kopule sygnaturka. Pomimo, że cerkiew była nowa, to szybko ulegała niszczeniu, a pod koniec wieku wymagała generalnego remontu. W sprawozdaniu powizytacyjnym z 1793 roku zapisano, iż w kopule, w podłodze, w podwalinach, w ścianach reparacyi bardzo potrzebująca, w dachach zaś dobra. W dobrym stanie były budynki plebalniane, które składały się z nowej dwuizbowej plebani z alkierzem, spichlerza, dwóch stodół, chlewu i obory.

W skład parafii, oprócz Woli Wereszczyńskiej, wchodziły miejscowości Łomnica, Lino i Zienki. Ludzi do spowiedzi sposobnych parafia liczyła w 1785 roku 464 osoby. Parochem już od kilkudziesięciu lat był siedemdziesięciolatek ks. Jędrzej Skalski, który pozostał w Woli Wereszczyńskiej prawie do końca wieku. W 1793 roku napisano o nim: Tenże Wielebny Paroch iest żonaty, ma synów dwóch małoletnich, z nauk iest zdolny, z obyczajów przykładny, w tenże parachianom pilny, tak w administrowaniu świętych sakramentów, iako i dawaniu nauki chrześciańskiey. W parafii nie było diaka, co było standardem przy większych świątyniach, natomiast gromada utrzymywała dwóch parobków cerkiewnych. O wiernych wizytator pisał, iż wśród nich nie ma ani iawnego zgorszenia, ani nienawiści, ani zabobonów, ani opuszczonych małżeństw.

Głównym źródłem utrzymania parocha była dziesięcina i grunty cerkiewne. Grunty, na których budynki plebańskie są zabudowane zaczynaią od pola wiejskiego wsi Zawadówki, poprzez idącego w koniczynę przy polu, które Gromada Wola Wereszczyńska siać zwykła i do tego pola przylega łąkami, o miedzę z iedney strony iest dworne pole, z drugiej Grzegorz Artyma. Wszerz zagonów 20, wzdłuż 24 razem z ogrodami licząc, wysiewać może miary królewskiej korcy 6. Na teyże łące, która przypiera do pola może być siana wozów 4. Pole na Podołżu iest między miedzami, z iedney strony pola dworskiego, z drugiey zaś dawniejszych pól cerkiewnych Woli Wereszczyńskiej. Pole na uroczysku Holszowo zamieniono w 1790 roku na pole takiegoż uroczyska Holszowo zwanego. Leży między miedzami Michała Woytowicza z iedney strony, a z drugiey od lasu. Na pierwszym wysiewa się korcy 3, na drugim ćwierci 6. Pole na uroczysku Holszowo zaczyna się od włóki idącey do Podpuszcza, do którey zaroślami przypiera, wysiać się może nie licząc zarośli ćwierci 3 miary królewskiey. Te pole z iedney strony ma pole dworne, z drugiey błoto niewielkie. (…) Także łąka Romanowszczyzna nazwana o miedzy z iedney strony zarośla, z drugiey łąki poprzeczne gromadzkie, zaczynaią takoż od łąk poprzecznych, a kończy się u granicy garbatowskiey. W tem mieyscu wypada w pole, na którym wysiać może korzec ieden miary królewskiey, takoż w tem samym mieyscu wypada grądów dwa. Na teyże łące błotnistego siana może być wozów 10, z grądowego wozów sześć. Oprócz tych licznych gruntów parafia posiadała łąki przy granicy rusiańskiej.

Każdemu parochowi przysługiwały przywileje w korzystaniu ze szlacheckich wytworów: A iako z dawna Parochowie Woli Wereszczyńskiey mieli wolności, tak i terażnieyszy wolne ma kuszenie gorzałki, kuszenie na własną potrzebę piwa, wolny wyrąb w lasach, tak i na opał, iak i na budowle gospodarskie oraz wolne łowie ryb. Powyższe dochody uzupełniała dziesięcina takoż snopowa od dawna brana z półwłóku pola po snopa 10 żyta i teraz odbiera się i iak zaświadczaią ludzie zwykle miejscowemu ruskiemu parochowi tak od Rusina i od łacinników należna z wsi Woli Wereszczyńskiey, Łomnicy, Zinków i Leyna. Dochody paroch przeznaczał na bieżące remonty,, swoje utrzymanie, ale również musiał opłacać państwowe podatki, chociażby opłatę zwaną charitatuvi, którą obciążone były wszystkie grunty dworskie i kościelne. W 1791 roku Jędrzej Skalski z tego tytułu musiał odprowadzić do państwowego skarbu 5 polskich złotych.

 

2.     Wola Wereszczyńska w okresie zaborowym

2.1.            Wieś i mieszkańcy w okresie zaborów

Pod koniec XVIII stulecia, w 1790 roku, dobra Woli Wereszczyńskiej zostały nabyte przez Sędziego Ziemskiego Powiatu Włodawskiego (a zarazem podstolego parczewskiego) Karola Godowskiego, żonatego z Ewą Ossolińską. Sama Wola Wereszczyńska była wówczas jedną z większych wsi w okolicy, gdyż według spisu ludności, sporządzonego w 1786 roku, liczyła 61 domów. Choć dobra wolańskie zostały kilkakrotnie zastawione, to jednak pozostały w rękach Godowski do samej jego śmierci w końcu lat dwudziestych. Po jego śmierci majątek przeszedł na własność jego zięcia Leona Babskiego. W 1816 roku Babski wziął za żonę wziął córkę Karola, Marcjannę Godowską, i w związku z tym osiadł w Woli Wereszczyńskiej. Pełniący w 1812 roku urząd Podprefekta Powiatu Włodawskiego Leon Babski był masonem, a przed przejęciem majątku w Woli Wereszczyńskiej został członkiem loży wolnomularskiej „Wolność Odzyskana” w Lublinie. We dworze oprócz członków rodu mieszkała także uboższa szlachta, chociażby Jan Remiszewski i Ignacy Pałaszewski. Po śmierci Leona majątkiem od lat czterdziestych do 1899 roku zarządzał jego syn Wiktor Babski. Zmarł on w wieku 85 lat i został pochowany na cmentarzu w Wereszczynie. Młodszy brat Wiktora, Franciszek, absolwent szkoły politechnicznej w Puławach, zginął w Meksyku, walcząc w szeregach armii meksykańskiej.

Po upadku powstania styczniowego i reformie uwłaszczeniowej majątek zaczął podupadać, a zadłużenie rosło wraz z każdym rokiem. Najbardziej kosztownym było uwłaszczenie największego wówczas Załucza, w którym uwłaszczono ponad 1.100 morgów dworskich i 153 morgów, użytkowanych dotychczasowo na prawie wieczysto-użytkowym.

Po śmierci Wiktora dobra najprawdopodobniej zostały jeszcze bardziej zadłużone, skoro już w 1912 roku jego syn, dziedzic Eligiusz Babski, zaproponował Bankowi Włościańskiemu ich nabycie celem parcelacji. Było to zjawisko powszechne w Powiecie Włodawskim. Już w numerze „Głosu Podlasia” z 1910 roku pisano, iż wielu właścicieli ziemskich, skutkiem niedbałej lub nieumiejętnej gospodarki, znajduje się w warunkach, w których wyzbycie się przymusowej ojcowizny staje się koniecznością nieuniknioną, na ich miejscu Żydzi stają się właścicielami dóbr. Żydzi, wyciągnąwszy z majątków co się da, sprzedają ziemię Bankowi Włościańskiemu. Tak się stało z majątkiem Babskich, które przeszły w posiadanie Leyzora Lindenbauma.

Na przełomie wieków w wolańskim dworze zamieszkiwał Romuald Ulasiński, który po 1905 roku, za udział w ruchach narodowowyzwoleńczych, musiał uciekać z zaboru rosyjskiego. Pozostała we dworze jego żona Stanisława wyszła za mąż za lekarza Krzyżanowskiego, a po sprzedaży dworu przeprowadzili się do Wisznic. Już po odzyskaniu niepodległości Stanisław Ulasiński, syn Romualda i Stanisławy, powrócił do Woli Wereszczyńskiej i wybudował folwark w pobliskiej Rybakówce nad Jeziorem Łukim.

Zgodnie z danymi spisów ludnościowych, z pierwszej połowy XIX stuleci Wola Wereszczyńska była jedną z największych wsi w okolicy, choć w stosunku do danych z 1786 roku stan zaludnienia zmniejszał się. Już w 1808 roku liczba domów zmalała do 54, w nich mieściło się 87 izb, a zamieszkiwało je 376 mieszkańców., Według stanu z 1827 roku wieś liczyła 43 domy z 272 osobami. Powodem ubytku ponadt stu mieszkańców były epidemie cholery oraz głód, w 1811 roku jako efekt zniszczeń podczas wojny napoleońskiej, a w 1824 roku jako wynik suszy. Łacińskimi mieszkańcami wsi w tym okresie byli chociażby Stepanowscy, Rekuccy, Soleccy, Jeżowscy, Niewiadomscy. Zdecydowaną większość stanowili jednakże grekokatolicy, wieś zamieszkiwali również Żydzi.

Pod koniec dziewiętnastego stulecia liczba zabudowań mieszkalnych wzrosła do 55, zamieszkanych przez 381 osób, w większości polskiej narodowości. Grunty wsi zajmowały wówczas powierzchnię 1.754 morgi ziemi. W północno-wschodniej części wsi, naprzeciwko cmentarza, znajdował się młyn-wiatrak, należący do rodziny Chomów. Na wschód od wsi założono kilkadziesiąt hektarów stawów rybnych. Uległy zniszczeniu podczas I wojny światowej, a po wojnie zarosły, gdyż upadły majątek został rozprzedany. Liczba mieszkańców rosła wraz z upływem lat tak, że przed wybuchem I wojny światowej we wsi znajdowały się już 63 gospodarstwa. Według carskich danych statystycznych zamieszkane miały być przez 290 prawosławnych i tylko 84 rzymskokatolików.

We wsi zamieszkiwała duża liczba rzemieślników, zwłaszcza kowale Chryć Sowoń i Grzegorz Sołoń, pełniący swoje usługi w pierwszej połowie XIX stulecia oraz kowal Jan Waszyński i stolarz Jan Kiełczewski, obaj żyjący w połowie wieku. Usługi garbarskie na początku wieku wykonywał Jerzy Orłowski, tkackie Jan Rekucki, szewskie Szymon Majewski, zaś wyrobem powozów oraz sieci rybackich zajmował się Franciszek Różański. Kilkunastu mieszkańców było pracownikami folwarcznymi dworu Godowskich i Babskich, czego przykładem mogą być lokaje Jakub Staszewski i Wincenty Stepanowski, ogrodnik Marcin Wróblewski, furmani Wojciech Dobraczyński i Michał Golczuk, kucharze Jan Wojciechowski i Michał Murawski oraz liczni wyrobnicy i parobkowie. Oprócz pracowników fizycznych we dworze zamieszkiwało kilku urzędników dworskich, w tym szafarz (np. Jakub Slubecki), czyli urzędnik trzymający pieczę nad kontrolą wydatków dworu, oraz gumienny (np. Józef Kulczycki), czyli urzędnik sprawujący pieczę nad zbiorem i przechowywaniem płodów rolnych. Najważniejszym urzędem była funkcja pisarza dworskiego, którą u Karola Godowskiego i Leona Babskiego pełnił szlachcic Jan Remiszewski. Pomimo dużej liczebności rzemieślników i pracowników dworskich, głównym wykonywanym zajęciem mieszkańców wsi była uprawa roli.

Do czasu uzyskania niepodległości Wola Wereszczyńska nie posiadała swojego urzędu pocztowego, a przyporządkowana była do placówki w Sosnowicy. We wsi znajdowała się natomiast szkoła rosyjska, od 1917 roku ukraińską. Uczył w niej tylko jeden nauczyciel, podobnie jak w przypadku większości rosyjskich szkół w okolicy. Przed samym wybuchem wojny światowej nauczycielem był Ksawery Zadarnowskij. W 1918 roku budynek szkolny uległ spaleniu.

 

2.2.            Cerkiew i prześladowanie unitów

Życie mieszkańców koncentrowało się przede wszystkim wokół miejscowej cerkwi unickiej. Odpusty odprawiały się w niej w każdym roku dziesiątego piątku po Wielkanocy podług starego kalendarza. Parafia Greckokatolicka p.w. św. Praksedy w Woli Wereszczyńskiej była średniej wielkości, liczbę wiernych w poszczególnych latach przedstawia poniższa tabela:

Rok

Liczba wiernych

Rok

Liczba wiernych

Rok

Liczba wiernych

Rok

Liczba wiernych

1808

531

1837

526

1851

634

1858

486

1816

483

1838

544

1852

641

1859

508

1819

505

1839

530

1853

650

1860

543

1820

469

1840

548

1854

594

1862

553

1821

500

1841

562

1855

563

1863

537

1832

498

1849

589

1856

513

1864

564

1835

542

1850

613

1857

483

1872

621

1836

494

 

 

 

 

 

 

 

            Najwięcej wiernych parafia liczyła w 1853 roku, jednak w kolejnych czterech latach ich liczba zmniejszyła się o 170 osób, z 650 do 483. Był to efekt epidemii i licznych chorób, takich jak ospa, cholera, szkarlatyna, koklusz i suchoty. Na ospę w 1854 roku zmarło 10 unitów, rok później 13 na cholerę. Jednak najwięcej zmarło na szkarlatynę, 6 unitów w 1854 roku i aż 32 w 1856 roku. Łącznie w 1856 roku zmarło 63 grekokatolików, tak więc co drugi z powodu szkarlatyny. Najwięcej wiernych, według danych z 1860 roku, mieszkało w Woli Wereszczyńskiej (242 osoby), 200 wiernych w Zienkach, a 101 w Zawodówce.

W okresie od ostatniego zaboru do kasacji Kościoła unickiego w 1875 roku funkcję parochów (proboszczów) lub administratorów parafii pełniło kilku duchownych:

  • Jędrzej Skalski – do 1801 roku;
  • Mikołaj Makowski – 1801 – 1825;
  • Symeon Makowski – 1825 – 1861 (do 1835 jako administrator parafii);
  • Mikołaj Charłampowicz – 1861 – 1875 (początkowo jako administrator).

Kapłani Symeon Makowski i Mikołaj Charłampowicz obejmowali parafię w wieku dwudziestu kilku lat. Stąd też początkowo byli administratorami, a dopiero po kilku latach przyjmowali funkcję parocha, które uprawniały do udzielania wszystkich sakramentów. Funkcja wolowereszczyńskiego parocha była najczęściej łączona z funkcją administratora parafii w Lejnie. Z powodu licznych obowiązków, do których należało także prowadzenie dużego gospodarstwa rolnego, parochowie do pomocy mieli cerkiewnego diaka, odpowiedzialnego przede wszystkim za śpiew podczas nabożeństwa. Od 1854 roku diakiem w Woli Wereszczyńskiej był Andrzej Lesiuk. Parochowie mogli mieć swoje rodziny i tak było w Woli Wereszczyńskiej. Symeon Makowski był synem Mikołaja, żonę miał także Mikołaj Charłampowicz, która poczęła mu syna i dwie córki.

Parafia miała charakter prywatny, świątynia była więc własnością miejscowych dziedziców, zwanych kolokatorami. Pełniąc nad cerkwią patronat, byli odpowiedzialni za jej stan oraz remonty budynków gospodarczych. Prawo patronatu rosyjski car zniósł w 1864 roku, aby osłabić wpływ polskiej szlachty na ludność greckokatolicką. Wobec zadłużających się dworów parafia musiała liczyć na inne źródła dochodu, jakimi były datki wiernych i darowizny, dotacje chełmskiego konsystorza, dochody iura stolae (opłaty za usługi kościelne, jak śluby, chrzciny, pogrzeby i wydawanie aktów metrykalnych), przychody z gruntów cerkiewnych oraz dziesięcina. W 1860 roku dochody z iura stolae wyniosły prawie 47 rubli, a dochody z gruntów cerkiewnych 84 rubli. Do czasu reformy uwłaszczeniowej w 1864 roku dziesięcina pobierana była tak od Rusinów, iako też w małey ilości znajdujących się obrządku łacińskiego. Według stanu z 1842 roku paroch Symeon Makowski pobierał dziesięcinę snopową, ze wsi Wola Wereszczyńskiey po snopów 10 od każdego gospodarza czyni kóp 6 (tj. 6 kóp, czyli 360 snopów od całej wsi), ze wsi Zawadówki snopów 10 czyni kóp 2, z Zienek po snopów 10 czyni kóp 4, z Łomnicy po snopów 10 czyni kóp 2, z Leyna po snopów 15 czyni kóp 8. We wsi Woli Wereszczyńskiey i Zawadówki znaydują się w małey ilości gospodarze obrządku łacińskiego należącego do Parafii Wereszczyna. Lecz wszyscy pomienioną dziesięcinę snopową oddają plebanowi obrządku Grekokatolickiego do Cerkwi w Woli Wereszczyńskiey.

W 1820 roku fundusz cerkiewny wynosił ponad 119 polskich złotych, a w ciągu czterech kolejnych lat zwiększył się do kwoty 133 złotych. Była to kwota niewystarczająca na generalne remonty, które chociażby w 1821 roku kosztowały parafię 400 złotych. Parafia oprócz wydatków na utrzymanie budynków i zakupu wyposażenia płaciła podatki, chociażby podymne, które w 1815 roku zmniejszyły stan funduszu o 7 złotych. Sam dziekan parczewski ks. Sylwester Górski o zasobach finansowych parafii pisał następująco: Fundusz tey Cerkwii także iest szczupły i w ziemi nie ze wszystkim urodzajny, ma wprawdzie i łąki, ale siano w iednym gatunku ze zgniłą słomą – słowem: przy opłacie podatków nie ma skąd utrzymać Paroch.

O losach świątyni imienia Najświętszej Matki Boskiej Bolesnej oraz parafii, jak i o życiu parafian, dowiadujemy się z protokołów wizytacyjnych oraz sprawozdań, składanych do Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego. Jedna z nich miała miejsce w 1804. Wizytator chwalił parocha ks. Mikołaja Makowskiego za utrzymywanie dobrego stanu budynków cerkiewnych i gospodarczych.

Kolejna wizyta miała miejsce w 1808 roku, również za czasów ks. Mikołaja Makowskiego. W protokole powizytacyjnym wizytator zapisał: Cerkiew zwizytowałem, która w należytym porządku utrzymuje się i teyże porządki poprzednimi Wizytami opisane w całości zachowuią się (…). Wizytator wspomniał o nowych eksponatach: przybył Baldachim nowo sporządzony koloru karmazynowego z frędzelką w około gałązkami białymi obszyty. Krótko opisał także stan cerkwi i stosunek ludu do niej: I aż Cerkiew (…) w dachach poprawiona została. Lud na nauki zwykł się zgromadzać. Nabożeństwa w dni Święte i Niedzielne należycie odprawiane są (…). Miłość i zgoda między Parochem miejscowym i Parochianami utrzymują się. Dom Parochialny w należytym porządku, iako też i Dokumenta służące temuż Funduszowi przyzwoicie utrzymują się. Gruntów, łąk, ogrodów w spokoyney posesyi miejscowy Paroch używa, inne zabudowania ekonomiczne należycie utrzymują się (…). Funduszu żadnego na światło niebyło, niema i ani żadney kasy, tylko z dobrowolney ofiary lud z Bractwem podług możności opatruie światłem.

Podczas następnej wizyty z 1815 roku potwierdzono dobry stan techniczny świątyni i budynków parafialnych. Pomimo tego w 1821 i 1826 roku poddano ją kolejnym remontom. Następne prace wykonywano w dniu 4 marca 1840 roku, ale w trakcie ich trwania nastąpiło zawalenie się świątyni. Zawaleniu uległa również przycerkiewna dzwonnica. Na nową świątynię wierni czekali do 1873 roku, do tego czasu jej funkcję pełniła wybudowana w tym samym miejscu jeszcze w 1840 roku tymczasowa kaplica. Nosiła imię Przenajświętszej Bogurodzicy Pocieszycielki Strapionych i uzyskała status świątyni parafialnej.

Nowa kaplica była pośpiesznie budowana, stąd też ze słabej jakości materiału i już po kilku latach potrzebowała generalnej naprawy. Powoli paroch z parafianami przymierzali się do budowy prawdziwej świątyni. W 1858 roku w sprawozdaniu paroch zapisał, iż plan i szalugi zrobione, ale robota nie odbywa się. Fundamenty po raz drugi założono, niszczały, drzewo zgniło. Kaplica była już całkowicie zdezelowana, a cmentarz wymagał powiększenia. Jako jeden z nielicznych w okolicy cmentarzy posiadał swoją pogrzebową kaplicę. W dobrym stanie były natomiast budynki plebańskie, czyli plebania długości łokci 24 i szerokości łokci 16, stodoła, obora, szopy, spichlerz, chlewy i druga stodoła. Budynek plebani był drewniany i mieścił trzy pokoje, spiżarnię oraz kuchnię.

W wyniku akcji prześladowań unitów na Podlasiu Cerkiew greckokatolicka została przemianowana w 1875 roku na prawosławną. Jednak już wcześniej księży unickich spotykały prześladowania władz carskich. Chociażby w marcu 1866 roku aresztowano mającego wówczas 28 lat proboszcza Mikołaja Charłampowicza za przetrzymywanie na plebani „przestępcy” politycznego Pankiewicza. Proboszcz wpisał go do ksiąg ludności pod fałszywym nazwiskiem Bolesława Kozłowskiego i wydał fałszywe świadectwo oraz metrykę. Władze carskie w grudniu tegoż samego roku skazały księdza Charłampowicza za to wykroczenie na dożywotnie osiedlenie na Syberii i pozbawienie wszelkich praw publicznych. Jednakże wobec próśb włościan parafii, a przede wszystkim za staraniem biskupa Kuziemskiego, wyrok złagodzono. W dniu 8 stycznia 1867 roku namiestnik carski wydał tajną instrukcję, co do losów młodego księdza: Osadzić oskarżonego w kazamatach twierdzy w Modlinie na trzy miesiące, a w uwzględnieniu próśb włościan, powrócić go na probostwo, lecz roztoczyć nad nim surowy dozór policji. Tak też się stało, gdyż Mikołaj Charłampowicz powrócił do Woli Wereszczyńskiej jeszcze w tym samym miesiącu. Ksiądz Charłampowicz postawę anty-carską wykazywał już wcześniej, gdyż podczas powstania styczniowego pełnił usługi kapelana dla obozujących na pobliskim Lipniaku powstańców Karola Krysińskiego.

Jeszcze przed likwidacją Kościoła greckokatolickiego władze nakładały na parafię liczne ograniczenia o charakterze finansowym. W drugim roku powstania styczniowego powierzono zarząd nad majątkiem parafialnym starostom cerkiewnym, wybieranym na zgromadzeniach parafialnych, odbierając tym samym patronat miejscowej szlachcie. Zniesiono wobec parafii unickich obowiązek dziesięciny, a w roku 1866 doszło do przejęcia majątku cerkiewnego. W wyniku pozbawienia duchownych majątku wypłacano im comiesięczną pensję, która tylko za administrowanie parafią w Lejnie wynosiła 1.200 rubli rocznie. Tym samym jeszcze na kilka lat przed likwidacją Kościoła unickiego podporządkowano finansowo duchownych władzom carskim.

Wobec nasilających się represji ludności unickiej, wierni parafii w Woli Wereszczyńskiej zaczęli stosować formę biernego oporu. Parafianie zaprotestowali zwłaszcza po zastrzeleniu w 1874 roku trzynastu wiernych unickich w Pratulinie, którzy wystąpili w obronie swojej wiary. W imię solidaryzmu, wraz z wiernymi 62 innych podlaskich parafii, zaprzestali przychodzić na nabożeństwa, nie przyjmowali niektórych sakramentów, a przede wszystkim masowo przechodzili na obrządek łaciński. Administracja carska próbowała zaliczyć do ludności prawosławnej także i rzymskokatolików, którzy sami, lub ich ojcowie, byli chrzczeni w kościele unickim. Władze wydały nawet rozporządzenie, aby dla tej pounickiej grupy włościan, którzy mieli nazwiska kończące się na „ski” i „icz”, zamienić na nazwiska z końcówką „czuk”. Pod koniec wieku zamieniono natomiast nazwę wsi Wola Wereszczyńska na Wola Wereszczyńskaja.

Wybudowaną w 1873 roku nową cerkiew, przemianowano na świątynię obrządku prawosławnego. Wiernego wierze greckokatolickiej Mikołaja Charłampowicza zastąpił Włodzimierz Żukowiecki. Cerkiew p.w. św. Michała nie uzyskała statusu parafialnego, była przez wiele lat filią prawosławnej parafii w Wereszczynie. W 1890 roku przeprowadzono generalny remont, a prace w głównej mierze sfinansowano ze specjalnego funduszu chełmsko-warszawskiej diecezji, która przekazała 500 rubli. Była to kwota niewystarczająca, stąd też dzięki staraniom Żukowieckiego z okolicznych dworów przekazano materiał drewniany na kwotę 70 rubli, a parafianie pomagali nieodpłatnie przy zwózce materiałów i w pracach remontowych. Odrestaurowano ikonostas i wszystkie ikony, wykonano z dębowego drewna krzesło dla kapłana i umocowano je na kamiennym fundamencie, odnowiono drzwi, okna oraz dach z kopułami, które pomalowano farbami olejnymi, dobudowano z dębowego drzewa trzy kruchty, wokół świątyni zrobiono drewniane ogrodzenie i również pomalowano je od frontu farbami olejnymi. Na zakończenie prac remontowych do Woli Wereszczyńskiej przybyli reprezentujący władze diecezjalne Mikołaj Gankiewicz i kilku towarzyszących mu kapłanów. Żukowiecki zmarł w 1892 roku, a jego nagrobek do dnia dzisiejszego wyróżnia się na zarośniętym cmentarzu prawosławnym. Duchownym prawosławnym, który objął probostwo po Żukowieckim był Feodor Liebiedińskij i przebywał w Wereszczynie aż do 1915 roku.

Zależność narodowości od wyznawanej religii i wykonywanego zawodu kształtowała się w XIX stuleciu w ten sposób, że wyznawcami greckokatolicycmu byli przede wszystkim chłopi ruscy, ale także i polscy, zaś prawie wyłącznie chłopi ruscy wyznawali prawosławie, a rzymskokatolicyzm był religią głównie okolicznej szlachty polskiej i rzemieślników. W tak zróżnicowanej wyznaniowo wiosce zdarzały się mieszane małżeństwa, czego przykładem może być zawarty w 1811 roku ślub miejscowego grabarza wyznania ruskiego Wasyla Martyszuka i Anny Michnówny, obrządku łacińskiego. Dopóki funkcjonowała świątynia unicka często mieszkańcy rzymskokatoliccy chrzcili w niej swoje dzieci, a dopiero później formalności uzupełniali w kościele parafialnym w Wereszczynie. Sytuacje takie zdarzały się przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych, zwłaszcza późną jesienią, zimą i wczesną wiosną, gdy dojazd do Wereszczyna stawał się niemożliwym.

Unici i prawosławni po śmierci chowani byli na starym cmentarzu, znajdującym się za wsią w kierunku północnym. Na początku XIX stulecia funkcję grabarzy pełnili unici Wasyl Martyszuk i Bazyli Matysiuk, a także łacinnicy Jan Olenicz, Jan Drygaczewski, Piotr Posada, Walenty Larentowski i Jerzy Orłowski z Zawadówki, co mogłoby wskazywać, że z powodu dużej odległości do Wereszczyna, chowano tutaj również mieszkańców wyznania rzymskokatolickiego. Jeszcze w latach dwudziestych XX stulecia znajdowały się na nim drewniane krzyże. Pod koniec XIX wieku cmentarz przeniesiono w inne miejsce, znajdujące się przy drodze na Urszulin, od której odchodzi droga polna prowadząca na Olszowo. Znajdujące się nagrobki (m.in. Pawła Wójtowicza, Michała Kielnicza, Melanii Artymiuków, czy też rodzina swiaszczenika Żukowieckiego), choć zniszczone, wytrwały do czasów dzisiejszych. Po przemianowaniu cerkwi na kościół rzymskokatolicki na tymże cmentarzu chowano także wiernych tego wyznania.

 

2.3.            Historia administracyjna Gminy Wola Wereszczyńska

Jako dobra rodziny Godowskich, a później Babskich, Wola Wereszczyńska i okoliczne miejscowości wchodziły w skład gminy patrymonialnej, utworzonej w 1809 roku dekretem księcia warszawskiego Fryderyka Augusta. W sąsiedztwie gminy w Woli Wereszczyńskiej znajdowały się gminy w Andrzejowie, Wereszczynie, Wytycznie i w Wołoskowoli. Gmina taka nie miała charakteru samorządowego, pełniła jedynie funkcje policyjno-sądowe i administracyjne. Na jej czele stał wójt, którą to funkcję pełnił z zasady miejscowy właściciel dóbr ziemskich. Pierwszymi wójtami mogliby być więc Karol i Jan Godowscy, właściciele tutejszego majątku, jednakże w pełnieniu tychże funkcji wyręczano się najczęściej sołtysami lub opłacanym przez dziedzica zastępcą. Pierwszym wzmiankowanym zastępcą wójta został jeszcze za życia Karola Godowskiego Antoni Marcinkowski, który swoją funkcję pełnił również za czasów Leona Babskiego.

Po reformie administracyjnej z 1865 roku Wola Wereszczyńska dwa lata później stała się siedzibą gminy, w granicach znacznie rozleglejszych niż gminy patrymonialnej. Funkcję tą pełniła oficjalnie do 1954 roku, chociaż już w 1944 roku siedziba została przeniesiona do Urszulina. W skład nowej gminy wchodziły następujące sołectwa: Andrzejów, Dalekikąt, Dębowiec, Dominiczyn, Helenin, Jagodno, Józefin, Komarówka, Kozubata, Lejno, Lipniak, Łomnica, Łysocha, Małków, Michelsdorf, Przymiarki, Seńków, Urszulin, Wielkopole, Wincencin, Wereszczyn, Wereszczyńska Wola, Wujek, Wytyczno, Wytycka Wola, Zabrodzie, Zagłebokie, Załucze, Zamłyniec, Zastawie, Zawadówka, Zienki i Zbójno.

Pierwszym szczeblem nowego samorządu było zebranie gromadzkie wsi, w którym uczestniczyli wyłącznie chłopi posiadający powyżej 1,5 morgi ziemi. Drugim szczeblem samorządowym było zgromadzenie gminne, w którym prawo udziału mieli chłopi posiadający gospodarstwa minimum trzymorgowe i inni właściciele ziemscy, którzy uzyskali bierne prawo wyborcze, czyli ukończyli 25 lat. Podstawowym zadaniem zgromadzenia gminnego, kierowanego przez wójta, było rozporządzanie majątkiem nieruchomym, dokonywanie rozdziału składek gminnych i podatków, czy też decydowanie o sprawach szkół i pomocy społecznej. Gmina sprawowała również funkcje sądownicze, wobec tego każde zgromadzenie wybierało swojego sędziego i jego zastępcę. W większości podlaskich gmin funkcję tę pełnili prawosławni chłopi, tak też było w Woli Wereszczyńskiej, bowiem w 1914 roku wybrano na zastępcę gminnego Iwana Serejuka z Wytyczna.

Wójtem i ławnikiem mogła zostać wybrana osoba posiadająca co najmniej sześciomorgowe gospodarstwo, nie było wymagane przy tym żadne wykształcenie, lecz niekaralność i ukończone 25 lat. W tej sytuacji, gdy wielu wójtów było analfabetami, bardzo ważna stawała się funkcja pisarza gminnego. Pierwszym wójtem został włościanin z Załucza Paweł Kliner. Był posłusznym administratorem i wykonawcą poleceń administracji powiatowej. Po upadku powstania styczniowego przybył do dziedzica Lejna Seweryna Liniewskiego z nakazem wydania osoby, która postawiła krzyż w miejscu śmierci powstańca Bogdanowicza i zdjęcia z owego krzyża tabliczki. Liniewski przyznał się do postawienia krzyża, lecz odmówił zdjęcia tabliczki. Po drugiej nieudanej interwencji, dokonanej w eskorcie ze strażnikiem, wójt zgłosił opór Liniewskiego do władz powiatowych. W następstwie pobytu dziedzica we Włodawie sprawa ucichła, a krzyż z tabliczką pozostał.

Następcą Pawła Klinera na stanowisku wójtowskim został również włościanin z Załucza Paweł Klinicz, po nim zaś tą zaszczytną funkcję pełnił Mantej, a następnie do 1907 roku Niewiadomski. W tym czasie Gmina w Woli Wereszczyńskiej znalazła się na liście fundatorów budowy włodawskiej Cerkwi p.w. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Na nową świątynię przekazano w 1895 roku 286 rubli.

Skutkiem wydarzeń rewolucyjnych z lat 1905-1907 była zmiana na stanowisku wójtowskim, gdyż Niewiadomskiego zastąpił miejscowy Ukrainiec Mikołaj Chudopara. Funkcję pisarza gminnego powierzono Jakowowi Lisowskiemu. Chudopara był gorliwym wykonawcą rusyfikacyjnej i antypolskiej polityki władz carskich, choć po wojnie stał na czele miejscowych komunistów. Władzom powiatowym donosił o wszelkich przejawach polskości w gminie, informując chociażby o kolportażu przez sołtysa Wereszczyna Ignacego Garbackiego polskojęzycznej broszury „W Obronie Podlasia”. W okresie I wojny światowej funkcję wójta objął Nowikowski.

Według danych z końca stulecia w gminie najwięcej zamieszkiwało prawosławnych, gdyż było ich 3.383, katolików 2.070, ewangelików 1.211, a Żydów 285. Udział procentowy przedstawiał się następująco: prawosławni stanowili 49,5% mieszkańców, katolicy – 28,4%, ewangelicy – 15,1%, a żydzi – 7%. Dotychczasowi unici zaliczani byli do wyznawców prawosławia, choć po uznaniu przez cara w 1905 roku swobody w przyjmowaniu wyznania liczba katolików znacznie wzrosła kosztem prawosławnych. W 1905 rok w gminie zamieszkiwało 8.798 osób, z czego 30% było wyznawcami katolicyzmu, a 47% prawosławia. Po czterech latach liczba mieszkańców podawana według urzędu statystycznego wzrosła do 9.207 osób, zwłaszcza przybyło wyznawców katolicyzmu (37% - 3.365 osób), gdyż liczba wyznawców prawosławia utrzymała się (45% - 4.126 osób). Żydzi stanowili wówczas ponad 4%, natomiast protestanci ponad 14 % mieszkańców.

 

2.4.            Ruchy narodowowyzwoleńcze

Wieś i okolice były obszarem, przez który w 1863 roku przetaczały się oddziały powstańcze (swój obóz we wsi założył chociażby Lewandowski) i wojska rosyjskie, składające się głownie z jazdy kozackiej. W dniu 6 marca przez Wolę Wereszczyńską maszerowały dwie kompanie rosyjskie i sześćdziesięciu kozaków pod dowództwem Jałoszyna, a ich celem było obejście oddziału znanego powstaniowego działacza Marcina Borelowskiego „Lelewela”, który rozbił swój obóz pod Adampolem. We wsi miały miejsce dwie potyczki. W dniach 7 i 11 lipca z Moskalami walczyły oddziały znajdujące się pod dowództwem Adama Zielińskiego, Józefa Jankowskiego i Józefa Władysława Ruckiego oraz Karola Krysińskiego.

Okolice Woli Wereszczyńskiej, ze względu na obszerne lasy, bagna i jeziora były doskonałym miejscem na działalność oddziałów partyzanckich, które w pobliskim Lipniaku miały swój obóz. Z tego też powodu wiosną 1864 roku władze carskie nakazały okolicznym włościanom wyrąbanie w lasach szerokiej drogi łączącej Wolę Wereszczyńską z Lipniakiem, by móc łatwiej kontrolować te tereny.
W tym też czasie miały miejsce liczne aresztowania uczestników powstania. W dniu 15 lutego we wsi został zatrzymany i osadzony w Cytadeli Warszawskiej członek oddziału Karola Krysińskiego, młody szlachcic Mikołaj Zieliński, Początkowo oddziały powstańcze były finansowo wspierane przez dziedziców Babskich, jednak w miarę upływu czasu i słabnących sił powstańców, ich stosunek ulegał zmianie. Już podczas zimy z 1863 na 1864 rok odmówili udziału w zbiórce ciepłej odzieży dla zaopatrzenia walczących partyzantów. Stosunek Wiktora Babskiego do powstańców był tym bardziej niezrozumiały, gdyż w ich szeregach walczył jego młodszy brat Franciszek. Został jednak internowany w Igliwie, skąd pod koniec 1864 roku wstąpił do armii meksykańskiej. Tam w mieście Nepolucan został rozstrzelany za dezercję.

Kolejne wstrząsy polityczne objęły wieś już w nowym stuleciu. W dniu 15 marca 1905 roku to w Woli Wereszczyńskiej odbyły się pierwsze w Powiecie Włodawskim strajki robotników folwarcznych. Ówczesny naczelnik gminy Niewiadomski komunikował naczelnikowi Powiatu Włodawskiego Gajewskimu, że w dniu 2 marca wieczorem na obszarze gminy pojawili się nieznani ludzie w liczbie od 100 do 200 człowieka, które udawały się po dworach, podburzając parobków. Do strajkujących przyłączali się folwarczni fornale, występując przede wszystkim przeciwko dziedzicom, którzy, dążąc często do maksymalizacji zysków z gospodarstwa, stosowali wobec najemnych różne formy wyzysku. Pochód fornali i wysuwane przez nich postulaty nie zyskały aprobaty miejscowych chłopów, stąd też około osiemdziesięcioosobowa grupa z czterema sołtysami na czele próbowała nawet rozpędzić strajkujących. Przy pomocy miejscowego chłopstwa służby policyjne aresztowały przywódcę grupy Iwana Pożaruka, który po kilku miesiącach przebywania w gminnym areszcie został przewieziony do aresztu w Siedlcach. Taka postawa bogatych włościan świadczyć mogła o ich obawie, aby zdobycze ekonomiczne robotników rolnych nie pociągnęły za sobą wystąpień parobków w ich gospodarstwach.

Rewolucja niewątpliwie przyniosła korzyści chłopom, bowiem oprócz wydania przez cara ukazu tolerancyjnego, uzyskali dodatkowe przywileje dotyczące chociażby korzystania z serwitutów. Zwrócono także uwagę na nowe formy gospodarowania, na przykład na rybołówstwo. Poza tradycyjnym połowem ryb z okolicznych jezior zajęto w Woli Wereszczyńskiej trochę obszarów kilku-włókowych z przeznaczeniem na stawy rybne. W wyniku wydarzeń rewolucyjnych z 1905 roku wzrosło również poczucie polskości. W maju 1906 roku wydano ukaz, zezwalający Polakom na zakup ziemi od swoich rodaków, co od kilkudziesięcioleci było zabronione. We wsi zbojkotowano szkołę rosyjską, a powstała polska szkoła tajnego nauczania. Wykryta została jednak już w 1907 roku. Była wyrazem sprzeciwu wobec postępującej rusyfikacji, a przede wszystkim wprowadzenia języka rosyjskiego jako podstawowego w szkołach elementarnych. Szkołę władze carskie uznawały za jedno z najważniejszych narzędzi prowadzonej przez nich polityki rusyfikacji.

Po trzech latach względnego porewolucyjnego spokoju przez teren gminy przetoczyła się kolejna fala pochodów i strajków. Pod koniec 1910 roku władze powiatowe zakomunikowały wszystkim wójtom o agitatorskiej działalności w Powiecie Włodawskim organizacji rewolucyjnych, podając dokładne rysopisy ich przywódców. Przedstawiono ich jako przestępców, podburzających ludność do grabienia i występowania przeciwko instytucjom publicznym. Wobec zagrożenia władze gminy w 1911 roku podjęły wszelkie starania, by nie dopuścić w robotnicze święto 1 Maja do strajków i rozruchów robotniczych. Kilka dni przed świętem wójt Mikołaj Chudopara zakomunikował władzom powiatowym, iż sytuacja w gminie jest na ogół spokojna i nie są planowane żadne polityczne i narodowe demonstracje. Święto przebiegało rzeczywiście spokojnie, jednakże we wrześniu tegoż roku kilkudziesięcioosobowa grupa dokonała grabieży folwarku Karpińskich w pobliskim Nowym Andrzejowie.

Podczas I wojny światowej w sierpniu 1915 roku do Woli Wereszczyńskiej sięgało prawe skrzydło silnie skoncentrowanych wojsk rosyjskich, które okopało się od Nowego Załucza, aż pod Hańsk. Wobec naporu wojsk niemieckich front szybko został przełamany, a Rosjanie wyparci. Jednakże, chcąc opóźnić pościg wroga, Rosjanie zastosowali taktykę „spalonej ziemi”, paląc budynki wiejskie. Znaczna część ludności została wypędzona lub dobrowolnie (przede wszystkim prawosławni za namową miejscowego popa Feodora Liebiedińskiego) podążyła za wojskami carskimi do Rosji. Często motywem był strach przed opisywanymi przez prasę rosyjską okrucieństwami wojsk niemieckich. Opuszczając swoje siedziby niektórzy, zwłaszcza ludność polska, wierzyli w szybki powrót i starali się iść jak najwolniej, albo celowo łamali i przewracali wozy, gdy popędzający kozak oddalał się o kilkanaście metrów, byleby wrócić chociażby na zgliszcza swoich domostw.

Po ustanowieniu na ziemiach polskich okupacji niemiecko-austriackiej Powiat Włodawski, w tym Gmina Wola Wereszczyńska znalazły się na obszarze tzw. Ober-Ostu (tj. Obszar Głównodowodzącego Wschodu), podporządkowanego bezpośrednio niemieckiej komendzie wojskowej. Pod rządami niemieckimi sytuacja gospodarcza pogorszyła się ze względu na ogromną eksploatację i wywóz wielu artykułów na potrzeby machiny wojennej. Zwłaszcza bydło i inny inwentarz domowy był grabiony. Zaprzestano koszenia pól, a zbiory, z powodu braku naturalnego nawozu, były znacznie gorsze. Życie społeczne podporządkowane zostało zaś surowym zasadom komendy wojskowej, ograniczającym komunikację z resztą kraju. Ponadto pod koniec wojny, w latach od 1917 do 1918 roku, „szalała” w okolicy epidemia grypy zwanej „hiszpanką”, zabierając z tego świata także mieszkańców Woli Wereszczyńskiej. Na „hiszpankę” umierali zarówno biedni, jak i bogaci, czego przykładem może być żona lekarza mieszkająca we dworze Babskich, wspomniana Stanisława Krzyżanowska (jej syn Stanisław jeszcze podczas okupacji wstąpił do Legionów Polskich).

Zaraz po ustąpieniu administracji niemieckiej miejscowi Rusini zaczęli tworzyć lokalne ukraińskie oddziały partyzanckie, które dążyły do utrzymania młodej administracji ukraińskiej. Już w lutym 1918 roku austriacko-niemieccy okupanci wyodrębnili Chełmszczyznę, powierzając jej administrowanie Centralnej Radzie Ukraińskiej. Działania takie miały na celu uzyskanie poparcia ludności ukraińskiej dla działań okupanta. Ukraińskie oddziały partyzanckie zostały wyparte z terenów Chełmszczyny dopiero na początku 1919 roku przez szybko uformowany w tym celu dwutysięczny oddział wojska polskiego.

Kolejne lata również nie należały do spokojnych, gdyż w sierpniu 1920 roku w okolicach Woli Wereszczyńskiej toczyły się walki wojsk polskich z bolszewikami, zakończone bitwą cycowską. Polscy mieszkańcy musieli się ukrywać przed bolszewikami, z kolei Ukraińcy i Żydzi przed wojskami polskimi. Jednym z oddziałów wojska polskiego byli kozacy syberyjscy i dońscy pod dowództwem gen. Stanisława Bułaka–Bałachowicza, stąd potocznie zwano ich „bałachowcami”. Ustępując przed bolszewikami gwałcili żydowskie kobiety, zdarzały się także morderstwa. Z rąk „bałachowców” zginął Szlomo Szczupak.

 

3.    Wola Wereszczyńska w okresie Drugiej Rzeczypospolitej

3.1.            Życie publiczne wsi i Gminy Wola Wereszczyńska

Wola Wereszczyńska stała się po odzyskaniu niepodległości głównym ośrodkiem publicznego życia dla mieszkańców okolicznych ziem. Taki status dawało tejże wsi utworzenie własnej parafii, a przede wszystkim znajdująca się siedziba urzędu gminnego. Dane sporządzone podczas spisu powszechnego ludności z 1921 roku wykazały, iż gmina w przeważającej większości zamieszkiwana była przez ludność polską (85%) i wyznania rzymskokatolickiego (54%). Narodowość rusińską wykazało jedynie 10% mieszkańców, zaś wyznanie prawosławne już 30%, a odsetek ten w kolejnych latach wzrastał. Do narodowości niemieckiej przyznało się jedynie 3,5% mieszkańców, zaś żydowskiej 2%. Wyznawców religii ewangelickiej zanotowano jednak 10%, zaś judaizmu 6%. Łącznie w gminie zamieszkiwało 6.085 mieszkańców. Relacje najstarszych mieszkańców, a przede wszystkim duże rozbieżności między liczbą osób pod względem narodowościowym i wyznaniowym podważają nieco owe dane, jednakże można przyjąć rzetelność struktury, wyznaniowej, która odpowiadałaby mniej więcej strukturze narodowościowej. Natomiast według stanu z 1931 roku obszar gminy wynosił 21.170 hektarów z 27 sołectwami (Aleksandrówka, Andrzejów, Andrzejów Nowy, Andrzejów Stary, Białka, Daleczkunt, Dębowiec, Dominiczyn, Jagodno, Jamniki, Janin, Janówka, Jelino, Józefin, Helenin, Komarówka, Kozubata, Lejno, Lipniak. Łomnica, Łysocha, Michelsdorf, Przymiarki, Sęków, Tadzin, Urszulin, Wereszczyn, Wielkopole, Wincencin, Władzin, Wola Wereszczyńska, Wólka Wytycka, Wujek, Wytyczno, Łowiszów, Zabrodzie, Zagłębocze, Załucze, Załucze Nowe, Zamłyniec, Zastawie, Zawadówka, Zbójco i Zienki), który to obszar zamieszkiwało już 8.765 mieszkańców.

Choć gmina w większości zamieszkana była przez ludność wyznania rzymskokatolickiego, to w samej Woli Wereszczyńskiej zdecydowanie przeważali wyznawcy prawosławia. Na 320 mieszkańców wsi (zamieszkałych w 49 domach) i 11 mieszkańców folwarku (zamieszkałych w 1 baraku), bo tyle wykazał spis powszechny z 1921 roku, aż 223 osoby stanowili prawosławni. Rzymskokatolików we wsi zamieszkiwało 75 osób, Żydów 27, grekokatolików 6, nie było zaś mieszkańców ewangelickich, choć przed drugą wojną światową zamieszkiwała już rodzina Ziebartów. Proporcje wyznaniowe, wykazane w 1921 roku, potwierdził sporządzony w sierpniu 1923 roku spis wojewody lubelskiego. Znacząco wzrosła liczba prawosławnych (do 290 osób) oraz nieznacznie liczba rzymskokatolików (do 84 osób). W przededniu wybuchu drugiej wojny światowej w Woli Wereszczyńskiej znajdowało się 131 gospodarstw, z czego 22 gospodarstwa stanowiły wydzieloną część. Określano je Kolonią Wola Wereszczyńska, a położone były na północ od wsi. Znaczna część gruntów, bo aż 712 morgów ziemi, należały do dóbr dworskich po rodzinie Babskich. Zostały wykupione przez Antoniego Marczewskiego i Franciszka Bernasia, a dzierżawione były przez Pawłowskiego. Następnie w latach trzydziestych grunty wraz z pozostałościami budynków dworskich przeszły w posiadanie rodziny Cichońskich.

Pierwszym wójtem gminy w niepodległej już Polsce był Stanisław Piasecki z Lipniaka, który pełnił swój urząd przez trzy kadencje. Kolejnymi wójtami byli Jan Piskorski zwany „Biskupem”, pochodzący ze Starego Załucza, a urzędujący w latach 1931 – 1935, oraz Józef Klauda z Wytyczna, pełniący funkcję wójta z rekomendacji Stronnictwa Ludowego od 1935 do 1939 roku, czyli do wkroczenia okupanta niemieckiego. Sekretarzami gminy w okresie dwudziestolecia międzywojennego byli Ignacy Smotrycki z Woli Wereszczyńskiej, Stanisław Połajdowicz z Wereszczyna, ponownie Ignacy Smotrycki oraz Ignacy Stadnik. Przez kilkanaście lat przewodniczącym rady gminy był narodowiec Piotr Kujawski z Babska, pełniący również funkcję przewodniczącego gminnych struktur kółka rolniczego.

Na czternaście gmin Powiatu Włodawskiego Gmina Wola Wereszczyńska była jedną z większych, a tym samym zasobniejszych w środki finansowe. Pod względem dochodów i wydatków ustępowała jedynie gminom w Horodyszczu, Wyrykach i Sławatyczach. Najwięcej środków finansowych Gmina Wola Wereszczyńska przeznaczała na administrację (47% w 1927 r.), szkolnictwo (32% w 1927 r.) oraz na bezpieczeństwo publiczne (9% w 1927 r.). Pieniądze z działu bezpieczeństwa publicznego przekazywane były na funkcjonujący posterunek policji, który początkowo znajdował się w Wereszczynie, następnie przez krótki okres w Woli Wereszczyńskiej, by kilka lat przed wojną umieścić go w kamienicy Franciszka Kozłowskiego w Urszulinie. Dochody na sfinansowanie wydatków pochodziły przede wszystkim z podatków samoistnych, czyli lokalnych (52% w 1927 r.), z dodatków do podatków państwowych (20% w 1927 r.) oraz z opłat administracyjnych (8% w 1927 r.). Największy udział kosztów funkcjonowania administracji w strukturze wydatków wynikał z dużej liczebności urzędników. Jeszcze trzy lata wcześniej lokalny dwutygodnik „Ziemia Włodawska” pisał, jak jeden z radnych uskarżał się na gminnej sesji, iż pracownicy gminni późno w nocy z powodu nawału pracy zmuszeni są pracować. Zdaniem radnego pracujący umysłowo winni mieć więcej odpoczynku, aniżeli pracujący fizycznie. Rada gminy przychylnie odniosła się do wniosku radnego i skróciła pracę urzędników do 9 godzin w dni powszechne, a także postanowiła stworzyć dodatkowy jeden etat.

Wójtowie oraz rada urzędowała w budynku wybudowanym na „księżowskim polu”, czyli znajdującym się na wschód od kościoła. Uchwałę o budowie domu gminnego zarząd gminy podjął dopiero w 1923 roku, a do tego czasu władze gminne urzędowały w Wereszczynie. Początkowo nadzorujący samorząd gminny Wydział Powiatowy we Włodawie zdecydował się na budowę nowego budynku w Wereszczynie, z upływem czasu decyzję zmienił i zezwolił na budowę w Woli Wereszczyńskiej. Prace nad budynkiem urzędu gminy zakończono w 1928 roku.

Funkcja ówczesnego wójta sprowadzała się głównie do zarządzania i utrzymywania porządku w gminie, choć nie oznaczało to, iż sam był „wyjęty” spoza prawa. W 1925 roku ukarano wójta grzywną w wysokości 10 milionów marek polskich za niedotrzymanie zobowiązań świadczeń drogowych w naturze, zwanych „szarwarkiem”. Na wójcie i sołtysach spoczywał bowiem obowiązek organizacji prac mieszkańców przy utrzymaniu dróg publicznych. Największe znaczenie dla Woli Wereszczyńskiej i okolic miała droga do Urszulina, jednak utrzymanie jej w należytym stanie sprawiało wiele trudności. Przykładowo w 1923 roku właściciele sąsiadujących z drogą gruntów zaorali i nadali kierunek powyższej drogi przez bagna. Wobec takiego obrotu sprawy rada gminy poleciła wójtowi i komisji drogowej udać się na miejsce, zbadać sprawę, a winnych pociągnąć do odpowiedzialności – relacjonuje „Ziemia Włodawska”. Trzy lata później te samo czasopismo informowało, iż rada gminy, celem ochrony drzewostanu przydrożnego, musiała wydać specjalną uchwałę zabraniającą ścinania przydrożnych drzew bez pozwolenia komisji drogowej. Każde ścięte drzewo miało być przeznaczane wyłącznie na cele drogowe, a na ich miejsce powinny być sadzone młode drzewka.

Do kompetencji gminnych należało wydawanie pozwoleń na budowę. W 1931 roku władze powiatowe przeprowadziły kontrolę procedury ich wydawania i stwierdzono liczne uchybienia. Choć na 67 złożonych w 1930 roku wniosków pozytywnie rozpatrzono 65, to wiele decyzji podjętych było z naruszeniem przepisów, głównie o charakterze przeciwpożarowym. Podstawowym zarzutem inspektora budowlanego było zezwalanie na stosowanie nieogniotrwałych pokryć dachowych. Wytknięto liczne uchybienia formalne, polegające na niedbałym wypełnianiu formularzy, chociażby na niewpisywaniu wymiarów parcel. Przestrzegano natomiast stosowanie zasady tzw. „szachownicy”, która była istotna zwłaszcza przy występującej w okolicy zwartej zabudowie. Budować można było na co drugiej działce, by tym sposobem zapobiegać szybkiemu rozprzestrzenianiu się pożarów.

Gmina sprawowała również nadzór nad sołectwami, ale jednocześnie spoczywał na niej obowiązek ich utrzymania. Sołtysi, wypełniając zadania publiczne, pobierali wynagrodzenie, które było uzależnione od wielkości wsi. W największych wsi otrzymywali miesięcznie 4 tysiące marek, zaś w najmniejszych po tysiąc marek polskich. Na sołtysach spoczywał obowiązek wykonywania zarządzeń wójtowskich oraz strzeżenie porządku. Jednym z takich zarządzeń było zapobieganie włóczeniu się po osadzie bydła, a na chłopów i sołtysów niestosujących się do wydanych przepisów miały być przez wójta nakładane kary grzywny.

Jedną z kompetencji rady gminy był wybór składu bardzo prestiżowej w środowisku instytucji samorządowej, jaką był Dozór Szkolny Gminy Wola Wereszczyńska. Instytucja ta administrowała i stała na straży realizacji programu szkolnictwa w gminie. Do jej uprawnień należała także polityka finansowa i kadrowa szkół. Dozór Szkolny Gminy Wola Wereszczyńska był organem pięcioosobowym, funkcję przewodniczącego pełnił ks. Ejsymont z miejscowej parafii, jego zastępcą był sekretarz gminy Ignacy Smotrycki, zaś członkami byli dziedzice Edward Karpiński z Nowego Andrzejowa, Konstanty Czupryński z folwarku w Dębowcu oraz nauczyciel Gogulski.

Poza dozorem gminnym funkcjonował dozór nad każdą szkołą, także w Woli Wereszczyńskiej. W skutek swojej bezczynności, przejawiającej się brakiem wygospodarowania budynku szkolnego, Rada Szkolna Powiatowa w 1923 roku rozwiązała dozór szkolny w Woli Wereszczyńskiej. W 1925 roku gminny dozór szkolny zastąpiono innym organem, jakim była komisja oświatowa, w skład której weszli wójt Stanisław Piasecki, sekretarz gminny Ignacy Smotrycki oraz radni Stanisław Kozieradzki z Sękowa, Jan Klauda oraz Władysław Lamorski ze Starego Załucza. Pod koniec 1927 roku przewodniczącym komisji został Stanisław Kozieradzki, a jego zastępcą Piotr Kujawski z Babska.

Oprócz działalności wynikającej z ustawowego obowiązku gmina podejmowała także inicjatywy pozarządowe. Chociażby w 1923 roku rada gminy postanowiła założyć we wsi gminną wypożyczalnię książek i czytelnię, na zadanie które przeznaczono niewiele, bo 3,5 miliona marek polskich. W marcu 1926 roku we wsi uruchomiona została gminna kasa pożyczkowo-oszczędnościowa, która finansowo wspierała miejscowych rolników. Ponadto radni, na jednej z sesji, podjęli zamiar upamiętnienia wszystkich poległych podczas I wojny światowej. W tym celu w 1926 roku powołano komitet do opracowania i budowy pomnika, do składu którego wybrano ks. Jana Wustenberga z rzymskokatolickiej parafii w Wereszczynie, miejscowego proboszcza ks. Józefa Bujalskiego, radnego Stanisława Kędzierskiego z Andrzejowa, nauczyciela Jana Ignaszewskiego z Wereszczyna, wójta Stanisława Piaseckiego oraz radnego Tokarzewskiego. Inicjatywa, choć bardzo słuszna, nie doczekała się realizacji, skoro na terenie gminy żaden taki pomnik nie powstał. Gmina przeznaczyła ponadto 20 tysięcy marek na budowę we Włodawie pomnika bohatera powstania styczniowego ks. Brzóski, jednak również i ta inicjatywa nie została zrealizowana. Rada dbała także o poziom wiedzy rolniczej. W lutym 1927 roku rolnicy ze wsi i okolic mogli wziąć udział w organizowanych przez gminę szkoleniach rolniczych, w których przekazywano wiedzę z zakresu hodowli i uprawy ziemi. Szkolenie odbyło się przy pomocy funkcjonującego we wsi kółka rolniczego, którym kierował Piotr Kujawski z Babska. W ramach kursów rolnicy ze wsi i okolic otrzymali zbożowy materiał siewny. 

Podczas każdych wyborów powszechnych Wolę Wereszczyńską nawiedzali agitatorzy polityczni. Przed wyborami w 1922 roku aktywną agitację prowadzili chadecy, w tym działacz Związku Ludowo-Narodowego Teodor Libiszowski z Sosnowicy, jednak wyniki wyborów z tego roku pokazały, iż największą siłą polityczną były ugrupowania skupione w Bloku Mniejszości Narodowych, zwłaszcza o charakterze ukraińskim. Kolejne wybory z marca 1928 roku nie potwierdziły dominacji mniejszości narodowych. W Gminie Wola Wereszczyńska wygrało Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) „Wyzwolenie” z 25% poparciem. Duże, bo 22% poparcie uzyskała ukraińska partia Selrob (Ukraiński Włościańsko-Robotniczy Związek Socjalistyczny) „Prawica”, niespodzianką zaś były wyniki faworyzowanego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, który uzyskał jedynie 16% głosów. Blok mniejszości narodowych osiągnął 12% głosów, Blok Katolicko-Narodowy (endecja) jedynie 7% poparcia, a Polska Partia Socjalistyczna tylko 6%. Zwycięstwu PSL „Wyzwolenie” pomogło niewątpliwie unieważnienie listy mającego silne poparcie w gminie PSL „Piast”, do której to partii należał pierwszy wójt dwóch kadencji Stanisław Piasecki, oraz wpływowy w Urszulinie Emilian Kędzierski. Natomiast silne poparcie mniejszości narodowych, zwłaszcza w wyborach z 1922 roku, wynikało ze struktury narodowościowej gminy.

Struktura ludnościowa znacząco uległa zmianie dopiero podczas II wojny światowej. Wywieziono lub wymordowano Żydów, a Niemcy dobrowolnie się przesiedlili. Według stanu z października 1944 roku na 7.589 mieszkańców gminy zdecydowaną większość stanowili Polacy, Ukraińców zaś było 2.853 osoby, choć i ich poddano masowym przesiedleniom w ostatnich latach wojny i w pierwszych latach po jej zakończeniu.

 

3.2.            Stosunki ludnościowe we wsi

Wola Wereszczyńska pełniła funkcję ośrodka administracyjnego, gdyż oprócz urzędu gminy we wsi znajdowała się placówka pocztowa oraz szkoła powszechna. W 1927 roku dokonano telefonizacji wsi, rada gminy podjęła bowiem uchwałę o sfinansowaniu połączenia telefonicznego Woli Wereszczyńskiej z Sosnowicą. Pod względem rozwoju gospodarczego Wola Wereszczyńska ustępowała jednak Wereszczynowi i Urszulinowi. W północnej części wsi znajdowały się dwa młyny, jeden będący własnością Ukraińca Daniela Sytyka. Pomiędzy kościołem a Zawadówką znajdował się trzeci młyn będący własnością Polaka Franciszka Kapy. Na przeciwko cmentarza znajdowała się cegielnia. Początkowo we wsi funkcjonowały tylko dwa sklepy spożywczo-przemysłowe. Naprzeciwko kościoła znajdował się sklep i restauracja Polaka Macieja Kobaka, który dorabiał sprzedażą mięsa i wędlin po okolicznych jarmarkach. Na kolonii od strony Babska sklep tekstylny i spożywczy prowadził natomiast Żyd Szachna Lerner, który również posiadał licencję na sprzedaż alkoholu. W 1930 roku w przykościelnej organistówce Polacy założyli swoją Spółdzielnię Związkową „Zgoda”, w której również prowadzony był sklep spożywczo-przemysłowy „Społem”. Pod koniec lat trzydziestych w północnej części wsi założyli drugi sklep spółdzielczy. Spółdzielnia liczyła w 1940 roku 108 członków, w tym 83 rolników i 17 robotników. Przed wybuchem wojny została założona druga Spółdzielnia Związkowa „Nadzieja”.

Podstawowym źródłem dochodów mieszkańców wszystkich narodowości było rolnictwo. We wsi zamieszkiwali także przedstawiciele innych zawodów, w tym wymienieni powyżej kupcy oraz rzemieślnicy, jak chociażby stolarze Jan Furtak i Władysław Piskorski, kowal Władysław Sławiński. Usługi akuszerskie oprócz Ajdli Szczupak pełniła także Olszewska. Życie codzienne koncentrowało się jednak wokół pracy na roli. W pracach polowych, za pomocą jeszcze prostych narzędzi, jak kosa, sierp, motyka, pracowali zarówno dorośli, jak i dzieci. Stąd też liczne wypadki, często z tragicznym skutkiem, które stawały się przedmiotem opisu rubryki kryminalno-policyjnej „Ziemi Włodawskiej”. Podczas kopania kartofli jesienią 1927 roku zginęła dziesięcioletnia Helenka Sowa. Została przez nieostrożność uderzona motyką w głowę przez swoją siostrę Anię, starszą jedynie o dwa lata. Helenka po trzech dniach cierpienia zmarła. Niektórzy mieszkańcy zaczęli plotkować, że siostra dokonała tego celowo z powodu nienawiści, jednak policja wykluczyła tę wersję wydarzeń i uznała tragedię za nieszczęśliwy wypadek.

Wśród prawych mieszkańców zdarzali się również pospolici rabusie. We wsi Turno wiosną 1928 roku Zachariasz Niewiadomski z Woli Wereszczyńskiej zakradł się razem ze swoimi dwoma kompanami do zagrody gospodarza Romana Dudy. Rabunek zakończył się tragicznie, gdyż gospodarz z pomocą sąsiadów tak mocno pobił rabusiów, że dwóch z nich, w tym Niewiadomski, zmarło na miejscu.

Przez cały okres międzywojnia utrzymywała się przewaga ludności ukraińskiej (Adamiuki, Artymiuki, Bartoszuki, Bulby, Chilimończuki, Chudpopary, Czeberaki, Czeszeje, Demiediuki, Dobosze, Dudycze, Dyksy, Golczuki, Gierlińscy, Gromiuki, Gromy, Jakubicze, Kloce, Kosobudzcy, Kozłowscy, Kuchty, Kuśmiry, Lewczuki, Litwaczuki, Makarewicze, Maśluchy, Miszczuki, Muzyczuki, Nazaruki, Niewiadomscy, Nowitkiewicze, Pieszakowscy, Pilipiuki, Prażmowscy, Rekuccy, Seniuki, Sucharczuki, Sytyki, Tiołki, Tyryluki, Waszczuki, Wdowicze, Wołosy), zamieszkującej część północną wsi, która powróciła z Rosji po jej wysiedleniu w 1915 roku. Byli w zdecydowanej przewadze wyznania prawosławnego, dlatego też po likwidacji w 1919 roku cerkwi uczęszczali na modlitwy do Sosnowicy. Pop prawosławny przyjeżdżał jednak do Woli by nauczać religii dzieci prawosławnych. Stosunki największych grup narodowościowych, czyli Polaków i Ukraińców układały się przed wojną na ogół poprawnie.

Wobec dużego nasilenia ludności ukraińskiej we wsi dużą popularnością cieszyła się ideologia komunistyczna. Choć Komunistyczna Partia Polski została zdelegalizowana zaraz po odzyskaniu niepodległości to jej struktury funkcjonowały w Woli Wereszczyńskiej przez cały okres międzywojnia. Na początku lat trzydziestych w Woli Wereszczyńskiej miał siedzibę jeden z czterech w powiecie komitetów rejonowych Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (KR KPZU). Przez dłuższy czas strukturami komunistycznymi kierował syn przedwojennego wójta, Ukrainiec Chudopara. Był organizatorem pochodów pierwszomajowych, dlatego też przed kolejnymi pochodami policja na dwa, trzy dni przed świętem dokonywała jego aresztowania, kalecząc jemu pięty, by nie mógł przez najbliższe dni swobodnie chodzić – wspomina Stanisław Lutomski. W latach trzydziestych w ścisłych władzach struktur gminnych tejże formacji zasiadali: Jan Czeberak jako sekretarz, Jan Kuśmir pełniący funkcję technika i Mikołaj Miszczuk w funkcji skarbnika. Pod koniec 1932 roku również KPZU zostało zdelegalizowane, dlatego też dotychczasowi członkowie partii wstępowali do Selrob-u, faktycznie opanowując jej struktury.

We wsi zorganizowano także struktury Komunistycznego Związku Młodzieży Zachodniej Ukrainy, którą to organizację władze państwowe próbowały rozbijać aresztowaniami. Masowe aresztowania członków tej organizacji i byłych członków KPZU zorganizowane zostały w Woli Wereszczyńskiej w dniu 14 marca 1937 roku. Być może było to pokłosie zorganizowanej przez miejscowych komunistów akcji plakatowej, wymierzonej przeciwko Berezie Kartuskiej (tj. miejsca odosobnienia dla więźniów politycznych, głównie komunistów, Ukraińców i Białorusinów), bądź też zbiórce składek (po 70 groszy od członka), celem wspomożenia sił republikańskich w Hiszpanii. Swoją filię we wsi miało także Stowarzyszenie „Ridna Chata” („Ojczysty Dom”), które powstało w dniu 4 grudnia 1926 roku, a działało do 1930 roku. To stowarzyszenie ukraińskie, któremu w Woli Wereszczyńskiej przewodził Józef Artemiuk, stało się największą i najważniejszą organizacją oświatową tejże mniejszości narodowej. Skupiało się na kolportażu prasy ukraińskiej, czy też na organizowaniu ukraińskiego życia kulturalnego.

Coraz większy odsetek stanowili mieszkańcy polskiej narodowości, którzy zamieszkiwali głównie Kolonię Wola Wereszczyńska (dzisiejszy Babsk) oraz osadę Olszowo. Polskimi rodzinami byli Brzyccy, Chomy, Czekierdy, Gajewscy, Górnieccy, Jeduty, Jedynaki, Karaski, Kobaki, Koprony, Lutomscy, Łosie, Mazurowie, Mirończuki, Niewiadomscy, Parulscy, Pastuchowie, Plackowscy, Rentflejsze, Romaniuki, Sławińscy, Wegnerowie, Wesołowscy, Witkowscy, czy Wójtowicze. Swoją aktywność społeczno-polityczną rozwijali w różnych organizacjach, których struktury zakładano w Woli Wereszczyńskiej. Jedną z nich była Młodzieżowa Drużyna Strzelecka „Strzelec”, mająca swoją siedzibę w kościelnej organistówce. „Strzelec” to propiłsudczykowska młodzieżowa organizacja, gdzie uczono się przysposobienia obronnego. Patronował jej nauczyciel Skibiński, a następnie Paweł Dyczko. Na początku lat trzydziestych powstały oddziały Ligi Morskiej i Kolonialnej (LMiK) oraz Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (LOPP). Propagująca zagadnienia morskie i akcję kolonizującą LMiK powstała w 1934 roku. Skupiała ponad pięćdziesięciu członków, jednak w roku następnym członków było jeż jedynie 15. W tym samym okresie funkcjonowała promująca lotnictwo sportowe i wojskowe oraz obronę przeciwlotniczą LOPP, którą kierował ks. Józef Bujalski. Funkcjonowały ponadto organizacje o charakterze religijnym, chociażby Katolicki Związek Młodzieży Męskiej i taki sam związek żeński, którym to organizacjom szefowali Aleksander i Emilia Kujawscy. Miejscowa organistówka stała się centrum życia kulturalnego wsi. Wybudowano ją z części po rozebranej w 1935 roku cerkwi w Lejnie. Spotkało się to z dużym protestem ludności ukraińskiej, którzy nawet kładli się na drogę, gdy do Woli Wereszczyńskiej nadciągały furmanki z materiałami po rozebranej cerkwi. Wówczas kierujący akcją rozbiórki ks. Józef Bujalski użył, celem rozgonienia protestujących, swojej dubeltówki.

Oprócz ludności ukraińskiej i polskiej znaczący odsetek stanowili Żydzi. W południowej części wsi w pobliżu kościoła mieszkały rodziny Jukiela, Szachny Lernera, Zalmana i dwie rodziny Szczupaków. W części północnej mieszkało w jednym baraku pięć ubogich rodzin żydowskich (m.in. rodziny malarzy Arona Frymermana i Froima Gryfa, Moszka Gryfa, handlarza Moszy i Róży Zińczuków, Abrama i Szmula Farbiarza, Efraima i Pesi Geritzów). Najbogatszą pośród ludności żydowskiej była rodzina Szachny Lernera, również najbardziej wykształcony. Pełnił funkcję zastępcy rabina, dlatego też to najczęściej w jego domu mieszkańcy żydowscy zbierali się na modlitwę i na obchody świąt, gdyż najbliższa bożnica znajdowała się w Sosnowicy. Był bardzo poważany przez wszystkich mieszkańców wsi, dlatego niejednokrotnie był wybierany do rady gminy. Podczas jednej z wizyty biskupa to Szachna Lerner witał go chlebem. Wola Wereszczyńska miała również i rabina, a był nim Jakow Frymerman, jednak z powodu zamożności to jednak Szachna Lerner był liderem tejże mniejszości. Prowadził sklep z artykułami spożywczymi i przemysłowymi, malutki sklep miał Froim Gryf, zaś Jukiel trudnił się handlem „pokątnym”, czyli sprzedawał drobne rzeczy, chodząc „od domu do domu”. Słynne na okolice usługi krawieckie wykonywał Zalman. Stanisław Lutomski opowiada, jak razu jednego jeden z miejscowych Niemców zamówił płaszcz i gdy odebrał towar zachwycony powiedział: Cały Berlin zejdziecie, a takiego krawca nie znajdziecie. Ajdla Szczupak wykonywała natomiast usługi akuszerskie, a przed swoim domem miała nawet reklamujący szyld. Nie wyróżniali się ubiorem, czy budownictwem od pozostałych, ale w szabas jak świętowali to inaczej się ubierali, nakładali na głowę jarmułki, a do ich obsługiwania tego dnia najmowali polskich i ukraińskich sąsiadów – rozpamiętują swoich sąsiadów z dzieciństwa Józef Artymiuk ze Zdzisławem Kopronem i dodają – mieli też swoje kuczki. Najmowali wówczas takiego chamana, nakładali na niego worek i tak popychali jeden do drugiego. Mówili, że wypiekane macki, to z były z krwi polskich dzieci. Nie jedli mięsa, lecz głównie ryby, więc im czasami dla żartu smarowaliśmy tłuszczem słoiki. Nie było konfliktów, ale raczej Polacy z nimi się kontaktów ściślejszych nie utrzymywali. Jednak jak coś trzeba było to szło się do Żyda. On wszystko kupił, on wszystko miał.

Niedaleko na wschód od Woli Wereszczyńskiej znajdowało się otoczone zewsząd lasami uroczysko Olszowo, określane tak w księgach wereszczyńskich już co najmniej od XVI stulecia. Dokumenty z XVIII stulecia wskazują, iż w uroczysku zwanym Holszowo znajdowały się pola uprawne włościan z Woli Wereszczyńskiej. Zasiedlone zostało jednak na początku XX wieku, głównie przez osadników polskiej narodowości. Oprócz Polaków żyło w osadzie kilka rodzin niemieckich (m.in. Edwarda Pahla) oraz polsko-ukraińska rodzina Wałeckich. W osadzie była nawet polska szkoła, w której uczyła Ludwika Piekarzówna. Dziś po osadzie pozostało kilka zabudowań, choć w okresie międzywojennym w Olszowie początkowo znajdowało się około trzydzieści chałup mieszkalnych. W przededniu wybuchu wojny światowej we wsi znajdowało się już tylko czternaście gospodarstw. Z racji swej wielkości wieś stanowiła osobne sołectwo, dziś administracyjnie zaliczana jest zaś do Woli Wereszczyńskiej.

 

3.3.            Kościół i szkolnictwo

Po oswobodzeniu Polski istniejąca we wsi cerkiew prawosławna została w 1919 roku zaadaptowana na kościół katolicki. Już w grudniu 1918 roku biskup podlaski ks. Henryk Przeździecki wydał dekret, w którym wezwał księży swojej diecezji do natychmiastowego święcenia na kościoły rzymskokatolickie wszystkie cerkwie powstałe w dawnych kościołach obrządku łacińskiego (oraz cerkwiach unickich), zbudowanych na ich miejscu lub nawet z materiałów budowlanych pozyskanych poprzez niszczenie kościołów. Kilka dni później stanowisko to potwierdził naczelnik państwa Józef Piłsudski, przekazując cały majątek Cerkwi prawosławnej na terenie Polski pod zarząd państwa, uzasadniając koniecznością ochrony dóbr cerkiewnych opuszczonych w toku I wojny światowej. Oprócz prawosławnej cerkwi nie zachowały się żadne budynki parafialne, jednakże pozostało 90 morgów pounickich łąk, które zostały przekazane pod zarząd wereszczyńskiej parafii rzymskokatolickiej. Dopiero w 1938 roku te i inne grunty, w sumie 115 hektarów, zostało przyznanych, na mocy umowy Stolicy Apostolskiej z rządem polskim, na własność parafii w Woli Wereszczyńskiej.

Od 1922 roku kościół stał się siedzibą nowej parafii. Świątynia była zniszczona, a przede wszystkim pusta, gdyż prawosławni zaraz po I wojnie światowej zabrali wszystkie drzwi i okna. Rzymskokatolikom udało się jedynie zabrać pounicką monstrancję, którą przekazali na przechowanie do kościoła w Wereszczynie. Po wyświęceniu świątyni na kościół katolicki monstrancja została zwrócona. Parafia Rzymskokatolicka p.w. św. Izydora w Woli Wereszczyńskiej była niewielką, gdyż według stanu z 1925 roku liczyła tylko 809 wiernych, wobec zamieszkujących ten sam obszar 2.000 prawosławnych, 500 protestantów i 24 Żydów. Świątynia od 1940 roku ponownie pełniła funkcję cerkwi prawosławnej, ale już w 1945 roku została rekoncyliowana na kościół katolicki.

Pierwszym powojennym księdzem w Woli Wereszczyńskiej był do 1925 roku ksiądz Izydor Ejsymont, który oprócz posług kapłańskich pełnił również funkcję przewodniczącego Dozoru Szkolnego w Gminie Wola Wereszczyńska. Następcą księdza Ejsymonta został ks. Józef Bujalski, legionista odznaczony Orderem Virtuti Militari, zapalony myśliwy. Organistą za czasów proboszcza Bujalskiego był Paweł Wójtowicz z Babska. Poza zajęciami duszpasterskimi Bujalski aktywnie uczestniczył w życiu mieszkańców, zwłaszcza młodzieży, co potwierdzają liczne artykuły w lokalnej prasie. W jednym z numerów dwutygodnika „Ziemia Włodawska” z 1925 roku w artykule o pracy księdza z młodzieżą napisano, że jest to człowiek pełen energii i z całą duszą oddaje się pracy społecznej bezinteresownie. Zorganizował koła młodzieżowe w Dębowcu i w Woli Wereszczyńskiej, które prowadziły swoje biblioteczki i czytelnie, czy też przedstawiały sztuki teatralne. Z komedyjką „Hanusia Krożańska” młodzież z Woli Wereszczyńskiej odwiedziła wiele okolicznych szkół. Do czasu wybudowania budynku szkolnego ksiądz Bujalski użyczał plebani do prowadzenia zajęć szkolnych, będąc jednym z nauczycieli. Po likwidacji parafii w 1940 roku i odebraniu katolikom kościoła przeniósł się do Starego Załucza, by w listopadzie 1944 roku na stałe opuścić parafię. Został bowiem przeniesiony przez biskupa w Poznańskie.

We wsi funkcjonowała polska szkoła powszechna, która początkowo miała tylko trzy, a następnie cztery klasy. Przez kilka pierwszych lat zajęcia szkolne prowadzone były w miejscowej plebani parafialnej. Dozór szkolny nad szkołą pełnił jeden z nauczycieli Gogulski. W 1925 roku Sejmik Powiatowy we Włodawie podjął decyzję o budowie w Woli Wereszczyńskiej nowego budynku szkolnego, a plany były już gotowe następnego roku. Inwestycja, której kierownikiem został inż. Adam Dzięciołowski, prowadzona była sposobem pół-gospodarczym, tak więc obok fachowych inwestorów wiele materiałów i robót zostało dostarczonych i wykonanych przez władze gminy oraz samych mieszkańców. Brak nadzoru nad pracą własną mieszkańców spowodował, iż materiały budowlane zaczęły ginąć z placu budowy, co wywołało liczne skargi do władz powiatowych

Po oddaniu w 1928 roku nowego budynku do użytku szkoła została przekształcona w pięcioklasową, zaś w pierwszych latach trzeciej dekady na sześcioklasową drugiego stopnia, a od 1938 roku była już siedmioklasową. Obręb szkolny oprócz Woli Wereszczyńskiej obejmował Zawadówkę, kolonię Wujek, Olszowo oraz Babsk. Według danych z 1928 roku w tejże szkole uczyło się 124 dzieci. W oddziale III-im na 43 uczących się dzieci 26 było wyznania rzymskokatolickiego, 15 prawosławnego i 2 mojżeszowego. Pierwszym dyrektorem, a zarazem jedynym nauczycielem w nowo oddanej szkole był Kazimierz Chjneitar. Zajęcia lekcyjne obejmowały następujące przedmioty: język polski, rachunki, geometria, przyroda, geografia, historia, rysunki, roboty ręczne, śpiew oraz gry i gimnastyka. Poza nauczaniem „w ławkach” od czasu do czasu odbywały się zajęcia edukacyjne w terenie, takie jak sadzenie drzewek we wsi, czy też wycieczki szkolne. Przykładowo w czerwcu 1929 roku dzieci zwiedzały tartak i młyn w folwarku wytyckim. Lekcje odbywały się sześć razy w tygodniu, choć przy niesprzyjających warunkach pogodowych, jak silne mrozy, czy też przy chorobie jedynego nauczyciela, zajęcia były odwoływane. Niska była frekwencja dzieci, gdyż powszechnie pomagały rodzicom w pracach przy gospodarstwie. Stąd też w okresie kopania ziemniaków oraz pasania bydła, frekwencja spadała często o połowę.

W roku szkolnym 1929/1930 kierownictwo przejął nauczyciel historii Paweł Dyczko, który zamieszkał wraz z żoną Anielą u rodziny Gajewskich. Oprócz Pawła Dyczki na początku lat trzydziestych w szkole uczyła jego żona Aniela (z domu Furgał), Stankiewiczówna, przez okres jednego roku szkolnego Kazimierz Chnejtar, a także wspomniany ksiądz Józef Bujalski. Dzieci prawosławne miały religię osobno, a zajęcia prowadził pop z Sosnowicy, do 1935 roku Ksenofont Milkow, a później aż do wojny Bazylii Tylimoniuk. W 1935 roku do szkoły przybył Joachim Sołomiej, rok później matematyk Bolesław Skibiński, zaś w kolejnych latach nauczycielka geografii Anna Krzyżanowska, biolog Witold Grzybuła, Inwalder i Dybczyński.

W roku szkolnym 1932/33 liczba dzieci wzrosła do 180. W zdecydowanej większości były to dzieci wyznania katolickiego (90 uczniów) i prawosławnego (78 uczniów), zaś jedynie 8 uczniów było wyznania mojżeszowego i 4 wyznania ewangelickiego. Dzieci wyznania prawosławnego przeważały w klasach początkowych, zaś katolickie dzieci w klasach wyższych. Takie zróżnicowanie świadczyć by mogło o przeważającej w rejonie szkolnym ludności prawosławnej, która zadowalała się najczęściej pozyskiwaniem przez swoje dzieci wykształcenia w stopniu minimalnym. Po uzyskaniu podstawowych zdolności, takich jak czytanie i pisanie, dzieci prawosławne często nie kontynuowały nauki w klasach wyższych, gdyż wykorzystywano je do prac przy gospodarstwie. Z każdym rokiem liczba dzieci rosła, gdyż w latach 1933/34 uczęszczało już 199 dzieci, w latach 1935/36 – 241, w latach 1936/37 – 255, a w latach 1937/38 – 264 dzieci. W przededniu wybuchu wojny do szkoły uczęszczało już 285 dzieci, głównie prawosławnego (159 uczniów), oraz łacińskiego (113 uczniów) wyznania. W dziennikach szkolnych widniały nazwiska także 12 dzieci wyznania mojżeszowego.

 

4.     Wieś podczas drugiej wojny światowej

4.1.            Losy mieszkańców w pierwszych latach okupacji

W trakcie trwania kampanii wrześniowej, w dniach od 14 do 15 września, na plebani u księdza Bujalskiego, który posiadał wojskowy stopień majora rezerwy, zatrzymał się dowódca armii „Modlin” gen. Emil Krukowicz-Przedrzymirski, wraz ze swoim około czterdziestoosobowym sztabem. Z tego miejsca Krukowicz wydał rozkaz dowódcy 33 dywizji piechoty płk Tadeuszowi Zieleniewskiemu, by ten w nocy z rejonu Białej Podlaskiej uderzył na Włodawę, celem powstrzymania dywizji dowodzonej przez gen. Heinza Wilhelma Guderiana. Po nocnym odpoczynku dowództwo opuściło wieś i ruszyło przez Urszulin w stronę Chełma.

Gdy zbliżał się front niemiecki i radziecki bardzo pogorszyły się stosunki narodowościowe we wsi. Wielu Ukraińców i Żydów jawnie manifestowało poglądy komunistyczne, dlatego też, gdy Rosjanie opuścili wieś, niektórzy podążyli za wojskiem do Związku Socjalistycznego Republik Radzieckich (ZSRR), choć po niedługim czasie większość wróciła. Wielu uciekło na wschód za rzekę Bug nie tylko z powodów ideologicznych, ale również z obawy przed nadciągającymi Niemcami (np. rodzina Szczupaków i Zinczuków). Otóż jesienią 1939 roku o świcie, po przenocowaniu blisko granicy, jak już mieli ją przekraczać, Sura, siostra mojego ojca, powiedziała mu, że śniło się jak ich matka bardzo ją potrzebuje, po czym wróciła do Woli Wereszczyńskiej. Mój ojciec podążył do Brześcia, aby znaleźć pracę. Gdy znalazł, wówczas sprowadził moją matkę i mojego brata, ja natomiast urodziłem się już tam, pół roku później – opowiada o losie swojej rodziny Simon Shupak.

W niebezpieczeństwie znalazła się natomiast okoliczna mniejszość niemiecka. W odwecie za agresję III Rzeszy na państwo polskie niektórzy tutejsi Polacy skierowali swoją wrogość przeciwko miejscowym i okolicznym Niemcom. W ich obronie stanął ksiądz Bujalski. Przyjmując rolę pasterza całej parafii być może zapobiegł rozlewowi krwi, sprzeciwiając się egzekucji dwóch niemieckich mieszkańców z Jagodna. Po wprowadzeniu okupacji niemieckiej ksiądz Bujalski zaczął się ukrywać. Schronienie znalazł u rodziny byłego wójta Jana Piskorskiego w Starym Załuczu, jednak szybko został tam zatrzymany i jako wojskowy umieszczony w areszcie w Cycowie. Byłby wywieziony do obozu, jednak wskutek wstawiennictwa Niemców, których uratował przed egzekucją we wrześniu 1939 roku, został zwolniony. Powrócił do domu Piskorskich w Starym Załuczu, w którym na czas wojny odprawiane były katolickie nabożeństwa. Bujalski ukrywał się także u Czarneckich na Grabniaku.

Kościół w Woli Wereszczyńskiej został w kwietniu 1940 roku zaadaptowany na cerkiew prawosławną i taką funkcję pełnił do kwietnia 1945 roku.  Do czerwca 1943 roku usługi kapłańskie pełnił pop Daniło Dziadko, a po nim Wasyl Kukawski. Utworzono ponadto ukraińską szkołę, a prawosławni rolnicy założyli w 1940 roku Spółdzielnię Związkową „Nadzieja”. Takie działania były skutkiem linii polityki okupanta niemieckiego, który postanowił przeciwstawić Ukraińców Polakom, by tym sposobem lepiej kontrolować obydwa narody. Sam Generalny Gubernator Hans Frank na początku okupacji przyznawał, że należy w zamian za lojalność wobec Furera i Rzeszy utrzymać Ukraińców w jakimś nastroju zadowolenia pod względem politycznym. Wobec tego otoczono ograniczoną opieką ukraińską kulturę, cerkiew i oświatę.

Wybuch wojny początkowo nie zapowiadał tragedii dla ludności żydowskiej. Do wsi przybyło z terytorium III Rzeszy nawet kilka rodzin Żydów, którzy utrzymywali się z pracy u większych gospodarzy. Józef Artymiuk wspomina, jak wielu z nich nawet pozytywnie odnosiło się do okupanta, śpiewając chociażby piosenkę: Hitler nasz złoty nauczy nas roboty. Tabor przyjeżdżał i rozbijali się w lesie. Wraz z Żydami przyjechało kilkanaście rodzin cygańskich, którzy zatrzymali się na Olszowie. Przez kilka tygodni tylko chodzili i obserwowali, a gdy wyjeżdżali to wszystko ginęło. Mówiło się, że „Cygan nie sieje nie orze, wszędzie gdzie spojrzy to jego zboże”. Ale jak Żydów do getta wywieziono to i ich razem zabrano – wracają pamięcią do wojennych lat Zdzisław Kopron i Józef Artymiuk.

W 1942 roku nastąpiła zagłada Żydów i Cyganów. Najpierw nakazano im opuścić wieś. Władze gminne nakazały wówczas pozostałym mieszkańcom przygotować furmanki w celu ich transportu do getta. Umieszczono ich w getcie znajdującym się w Ostrowie Lubelskim i we Włodawie, a także bezpośrednio w obozie w Sobiborze. Taki los spotkał Chanę i Mindlę Szczupak, Maszę Lerner, jej starszą siostrę i matkę Chaję.  Wielu Żydów, zwłaszcza młodych, nie wyjechało. Od tego czasu bardzo często pojawiali się we wsi żołnierze niemieccy, by ich wychwycić. Szmul Lerner został zamordowany pod krzyżem przy drodze z Zawadówki do Starego Załucza, Młodzieńca Szachnę Niemcy zamordowali na oczach mieszkańców w Starym Załuczu, w pobliżu zabudowań Świerszczów.

Ci, którzy uciekli, zasilili głównie proradziecki oddział partyzancki Baranowskiego. Część z nich schroniło się u rodzin polskich (np. u Niewiadomskich w Woli Wereszczyńskiej, u Lutomskich na Babsku, czy też u Ulmanów w Zawadówce). Największa masowa egzekucja Żydów miała miejsce w dniu 30 maja 1942 roku, kiedy to Niemcy zamordowali Jukiela, jego ciężarną żonę i dwójkę ich dzieci, uciekających od zabudowań gospodarza Józefa Niewiadomskiego. Oprócz rodziny Jukiela w gospodarstwie Niewiadomskich ukrywała się matka Jukiela z wnukiem oraz Ajdla Szczupak z córką Surą, których również zamordowano na miejscu. Ona mogła ocaleć, gdyby wraz z moim ojcem przedostała się do ZSRR – powiada o Surze jej bratanek Simon Shupak. Gdy gospodarz Józef Niewiadomski dowiedział się o przyjeździe do wsi Niemców, którzy wiedzieli, że w jego gospodarstwie ukrywają się Żydzi, wówczas zaraz konno pogalopował po pomoc do partyzantki, w której służył jej syn. Jak ci partyzanci zbliżyli się do wsi, to z oddala już widzieli płomienie, a więc na pomoc było już za późno – dodaje Simon Shupak.

Józef Artymiuk wspomina o ukrywającym się Żydzie w oddalonej od wsi samotnych zabudowaniach. Był to ślusarz i ukrywał się w chałupce, liśćmi przykrytej. Ale, gdy przyszły mrozy to się wykończył i pochowano go w lesie. Miejsca śmierci większości żydowskich mieszkańców Woli Wereszczyńskiej ustalił Instytut Yad Vashem. Lea Zinczuk zamordowana została w Nesecie na Białorusi, jej matka Róża i siostra Nekhema w Mogilewie Podolskim na Ukrainie, a ojca Moszę zgładzono w 1940 roku w Woli Wereszczyńskiej. W Woli Wereszczyńskiej w 1942 roku, poza osobami wymienionymi w powyżej opisanej zbrodni, zamordowani zostali Velvel Magnushever i Sheindl Frimerman. Nieznane są miejsca śmierci Józefa, Lei, Zalmana, Zeldy, Kaji, Nekhemi Geritzów oraz rabina Jakowa Frimermana.

Wojna wpłynęła na znaczne pogorszenie się relacji polsko-ukraińskich. Coraz aktywniejsi stawali się nacjonaliści ukraińscy, agitowani i organizowani przez przybyłych do Woli Wereszczyńskiej nauczycieli.  Jednym z przywódców ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego był Mikołaj Nazaruk. Za swoje poglądy i antypolską działalność Nazaruk, wraz z innym ukraińskim nacjonalistą Jakubem Golczukiem, zostali zamordowani przez polskich partyzantów. Z Niemcami współpracował także Semenko.

Te przypadki antypolskiej działalności i współpracy z Niemcami przysłaniały prawdziwy obraz polsko-ukraińskich stosunków. Ukraińcom powierzano funkcje sołtysów, w Olszowie był nim Wałecki, o którym Zdzisław Kopron wspomina, że był bardzo porządnym człowiekiem. Józef Artymiuk wspomina natomiast Siergieja Maksimiuka, który był takim miejscowym lekarzem. Pomagał wszystkim, także plennym, ale jeden z mieszkańców doniósł o tym Niemcom i jego zabili. Później okazało się, że poszło o dziewczynę.

 

4.2.            Powstanie struktur partyzanckich

W okolicy powstawały szybko polskie oddziały partyzanckie, zasilane przez członków przedwojennej Młodzieżowej Drużyny Strzeleckiej „Strzelec”. We wsi zawiązały się struktury organizacji Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), a jej pierwszym komendantem na obszar całej gminy został Leon Rentflejsz ps. „Błyskawica” ze Starego Załucza, zastępcą zaś Zygmunt Stadnik ps. „Vis”, „Zygmunt”. Kapelanem ZWZ na Obwód Włodawski został ks. Józef Bujalski. Oddział działający na obszarze Woli Wereszczyńskiej, Babska i Zawadówki liczył w 1940 roku około 35 partyzantów. W 1942 roku oddziały prolondyńskie, połączyły się w jedną strukturę Armii Krajowej (AK). Partyzanci akowscy wywodzili się głównie spośród polskich mieszkańców Woli Wereszczyńskiej (Anna Kaczmarzewska ps. „Pszczółka”, Antoni Niewiadomski, Michał Rzepiela, Wacław Majewski ps. „Lis”), jak i z okolicznych wsi Zawadówka, Babsk, Olszowo (np. Wawrzyniec Ordowski ps. „Zając”, Helena Brzyska ps. „Helenka, Adam Brzyski ps. „Mały”, Zdzisław Kopron ps. „Gałązka”), czy Lipniak. W młynie Franciszka Kapy przez ponad trzy lata ukrywał się partyzant z Kaplonos Marian Zygmuntowicz. Mojego ojca Kapa przedstawiał jako syna, a czynił to pomimo częstych odwiedzin Niemców, gdyż był to młyn tzw. „kontyngentowy”, czyli wyrabiający mąkę z kontyngentowego zboża – opowiada Jerzy Zygmuntowicz. Sukcesem miejscowych partyzantów AK było chociażby wykonanie fotografii rakiet V1, które eksplodowały w okolicach wsi.

Na tych terenach silne wpływy miała także partyzantka prosowiecka. W 1942 roku powstały struktury Gwardii Ludowej, której komendantem od maja 1943 roku był miejscowy Ukrainiec Stefan Bielecki, a następnie Bazylii Demczuk, również mieszkaniec Woli Wereszczyńskiej. Oddziały Gwardii Ludowej, a następnie Armii Ludowej zasilane były w dużej mierze przez mieszkańców narodowości ukraińskiej (np. Jan Niewiadomski). Zarówno Stefan Bielecki, jak i Jan Niewiadomski zostali zabici przez partyzantów Józefa Struga ps. „Ordon” w zamachu na Babsku w dniu 13 listopada 1944 roku. Oprócz oddziałów Armii Ludowej działał składający się głównie z Żydów oddział Siemiona Baranowskiego, który w 1943 roku został zasilony uciekinierami z obozu w Sobiborze. Istniał także sowiecki oddział Iwana Banowa ps. „Czorny”, którego sztab znajdował się w mieszkaniu Adama Pilipiuka, U Pilipiuka niejednokrotnie spotykali się dowódcy innych oddziałów proradzieckich, zaś w domu Józefa Niewiadomskiego mieścił się sztab Siemiona Baranowskiego.

Działalność polskich, proradzieckich i ukraińskich organizacji utrudniała duża koncentracja funkcjonariuszy niemieckich. Urzędowali w budynku gminnym, w którym utworzono areszt dla zatrzymanych mieszkańców. Przetrzymywano w nim tych, którzy dopuścili się drobnych naruszeń narzuconego okupacyjnego prawa, zaś za czyny poważniejsze odsyłano do posterunku w Cycowie i we Włodawie. Administrację okupantów uzupełniali miejscowi mieszkańcy pochodzenia niemieckiego, volskdeutche (np. Robert) i Ukraińcy (np. Wójcicki) oraz Polacy służący w policji tzw. granatowej. Pierwszym po przedwojennym Józefie Klaudzie wójtem został Niemiec Mikołaj Radke z Nowego Załucza, następnie Onufry Kamiński, Podkowa z Sękowa, a po nim miejscowy Niemiec Robert Wegner. Pomimo, że był Niemcem, chronił mieszkańców przed nadmiernym uciskiem okupanta. Z urzędu zrezygnował, gdy przesiedlano Niemców w Poznańskie. Następcą Wegnera od czerwca 1942 roku do marca 1943 roku został miejscowy i bardzo przychylny mieszkańcom Niemiec Rudolf Jeske z Dębowca. Rudolf Jeske sam zrezygnował z urzędu, a po nim funkcję wójta objął Ukrainiec Kulchawiuk z Przymiarek. Został zamordowany przez dwóch polskich partyzantów, gdy wracał z pracy do domu. Jego zastępcą został poznaniak Andrzej Schwedowski, który również jak swój poprzednik został zamordowany, tyle że przez partyzantów ukraińskich. 

Kierownikiem placówki policyjnej został Krueger z Babska, zaś placówki pocztowej volksdeutche Rentflejsz ze Nowego Załucza. Był lojalnym wobec okupanta donosicielem, a wszelkie informacje przekazywał dla funkcjonariusza gestapo Weisa, pochodzącego z tej samej wsi. W wyniku jego donosicielskiej działalności zostało aresztowanych kilkanaście osób, wielu z nich z aresztu lub z obozu już nie wróciło. Gdy wyszły na jaw stosunki Rentflejsza z gestapo, wówczas z obawy o swoje bezpieczeństwo został przeniesiony do Chełma. Za swoje czyny został wiosną 1944 roku zamordowany w osadzie Bieleckie (Zabrodzie).

Działalność grup partyzanckich i częste ich najazdy na wieś spowodowały, iż na początku 1944 roku Niemcy przenieśli swoją administrację do Urszulina. Bezpośrednim powodem przeniesienia urzędu było podpalenie w lutym 1944 roku budynku gminy i szkoły. Chcąc zniszczyć dokumentację, zawierającą między innymi listę Polaków przeznaczonych na wywiezienie na roboty do III Rzeszy oraz listę chłopów zobowiązanych do dostarczenia kontyngentów, grupa trzech młodych mieszkańców podpaliła urząd. Okoliczni „partyzanci”, tyle że ukraińscy, spalili natomiast budynek szkoły, a kilka dni przed podpaleniem dokonali jego dewastacji, niszcząc drzwi i okna. Wydarzenie opisała w powojennych sprawozdaniach Ludwika Piekarzówna: 24 lutego 1944 r. banda zdemolowała szkołę, wybito wszystkie okna, piec kaflowy, wyłamano drzwi, niszcząc resztę ilustracji szkolnych, obrazów i zbiorów pomocy naukowych, następnie spaliła sprzęty szkolne i 1-piętrowy murowany budynek szkolny. Kilkanaście książek z Biblioteki Szkoły Powszechnej były przechowywane u Opiekuna Szkoły pana Jana Rentflejsza, ale i one uległy całkowitemu zniszczeniu. Spaliły się podczas pacyfikacji Niemców, którą urządzili w Woli Wereszczyńskiej, Kolonii i Zawadówce dnia 17 czerwca 1944 r. i 28 czerwca.

 

4.3.            Szkolnictwo i losy nauczycieli

Z licznego grona pedagogicznego część nauczycieli wyjechało tuż przed wojną (np. Bolesław Skibiński), inni zaś uczynili to w pierwszych jej miesiącach. Pomimo wybuchu wojny władze okupacyjne zezwoliły początkowo na funkcjonowanie w Woli Wereszczyńskiej polskiej szkoły, jednakże nauczanie zostało po kilku miesiącach przerwane. W okresie tym uczęszczało do szkoły 94 uczniów, a kierownikiem i zarazem nauczycielem pozostawał Paweł Dyczko, któremu pomagała żona Aniela. Po zamknięciu szkoły małżeństwo Dyczków prowadziło tajne nauczanie, jednakże Pawła Dyczkę, będącego równocześnie w wojskowym stopniu kapitana rezerwy, Niemcy aresztowali w lutym 1940 roku. Aresztowanie nastąpiło w mieszkaniu Bałabusa, w którym Dyczko na co dzień mieszkał. Osadzony został najpierw w więzieniu we Włodawie, następnie trafił do więzienia w Lublinie, ostatecznie znalazł się w obozie Sachsenhausen. Tam w połowie 1942 roku zmarł. Zatrzymanie kierownika nastąpiło w wyniku zadenuncjowania przez woźnego szkolnego Ryszarda Wegnera. Ryszard Wegner był dzieckiem z mieszanego polsko-niemieckiego małżeństwa wyznania katolickiego, jednakże po wkroczeniu Niemców podpisał volklistę i wstąpił do SA
(tj. Sturmabteilung), czyli oddziałów szturmowych NSDAP (Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników). Po wojnie pozostawił w Woli Wereszczyńskiej żonę i dzieci, a sam wyjechał do Niemiec. W obawie o swoje bezpieczeństwo, na przełomie 1940 i 1941 roku, wieś i szkołę opuściła wraz z dziećmi Aniela Dyczko, która przeniosła się do miejscowości Tulniki, a następnie do Parczewa. W skutek opuszczenia szkoły przez małżeństwo Dyczków oficjalnego i tajnego nauczania podjęła się Ludwika Piekarzówna, mieszkająca u rodziny Lutomskich na Babsku.

Lekcje wznowiono w następnym roku szkolnym. Język niemiecki wprowadzono do szkoły jako obowiązkowy, także świadectwa i dzienniki ocen wydawane były w dwóch językach. Oprócz języka niemieckiego nauczano takich przedmiotów jak język polski, rachunki, religia, przyroda oraz roboty ręczne. Za podręczniki służyły prenumerowane czasopismo „Ster”, napisane co prawda w języku polskim, ale wychwalające działalność okupanta. Do nauczania wprowadzono dużą liczbę zajęć praktycznych, chociażby polegające na zbieraniu ziół, czy też na hodowli jedwabników oraz morwy. Kierownictwo szkoły było przez urzędników gminnych skrupulatnie rozliczane ze wszelkich wydatków, chociażby z prowadzonej korespondencji. Najbiedniejszym dzieciom zakupiono jednak za kwotę 2 złotych i 50 groszy podręczniki szkolne.

Polska szkoła funkcjonowała na górze budynku szkolnego, do którego dobudowano osobne wejście, gdyż przejście na parter zamurowano. Nauczanie w budynku szkolnym prowadzono do zakończenia roku szkolnego w 1941 roku. Już w czerwcu tego roku wojsko zajęło budynek szkolny, dlatego też lekcje przeniesiono do organistówki. W tymże roku szkolnym na zajęcia uczęszczało 232 dzieci, w tym 10 z Woli Wereszczyńskiej, 34 z Kolonii Wola Wereszczyńska (Kolonią ówcześnie określono także Babsk) oraz 23 dzieci z Olszowa. Pomimo usunięcia przez okupanta polskiej szkoły z budynku szkolnego lekcje były prowadzone w kolejnym roku, a izby do prowadzenia nauki użyczali także mieszkańcy wsi, chociażby rodzina Rzepielów i Wójcickich. Po usunięciu dzieci z budynku szkolnego nauczanie odbywało się tylko w jednej klasie, ale w pięciu oddziałach. Równocześnie Ludwika Piekarzówna podjęła w konspiracji prowadzenia edukacji według programu szkoły siedmioklasowej.

Wraz z kolejnymi szykanami władz okupacyjnych malała liczba uczniów w szkole publicznej, bowiem w roku szkolnym 1941/1942 zapisanych było już tylko 104 dzieci, ale na lekcje w miarę regularnie uczęszczało tylko 79 z nich. Niska frekwencja nie wynikała z niechęci rodziców, a raczej z biedy. Latem niektóre dzieci przychodziły boso, wygłodzone, dlatego też do szkoły zamawiano tran, dosyć często prowadzono akcję odwszawiania. Wobec takich warunków, zwłaszcza zimą, dzieci z najodleglejszych miejscowości zaprzestawały nauki w szkole. W następnym roku szkolnym edukację w szkole rozpoczęło aż 134 osoby, w tym 49 ze Starego Załucza, gdzie szkołę powszechną zlikwidowano. Pod koniec roku za swoją działalność w podziemiu, a także za prowadzenie tajnego nauczania, Ludwika Piekarzówna została aresztowana i osadzona w obozie na Majdanku, wobec czego szkoła polska w Woli Wereszczyńskiej przestała funkcjonować. Stanisław Lutomski moment aresztowania relacjonuje następująco: W trakcie aresztowania Piekarzówna wyrwała z rąk niemieckich funkcjonariuszy zabraną od niej dokumentację konspiracyjną i przed nimi ją porwała, a następnie część połknęła. Została rozebrana do naga i dotkliwie pobita, jednakże nie wydała nikogo w trakcie przesłuchań. Partyzanci AK wynieśli z budynku Lutomskiego, gdzie mieszkała Piekarzówna, niemalże całą dokumentację, czyniąc to na kilka godzin przed przybyciem funkcjonariuszy niemieckich. Po oswobodzeniu obozu przez wojska radzieckie w 1944 roku Piekarzówna powróciła do Woli Wereszczyńskiej, włączając się czynnie w odtworzenie szkolnictwa polskiego.

W pomieszczeniach budynku szkolnego na parterze znajdowała się przez cały okres okupacyjny szkoła ukraińska. Po zlikwidowaniu szkoły polskiej zajęła wszystkie pomieszczenia, choć pomoce naukowe, takie jak mapy, obrazy przejęto zaraz na początku wojny. W polskiej szkole pozostała tylko jedna mapa ścienna. Akcją przejmowania wszelkiego dobytku szkolnego kierował nauczyciel Danył Michałyszyn, któremu w listopadzie 1941 roku wójt Kamiński powierzył klucze do całego budynku. Z czasem miejscowi nacjonaliści ukraińscy zlikwidowali wszelkie oznaki świadczące o polskości szkoły. Zniszczyli dokumentację szkolną, palili podręczniki polskie oraz wszelkie narodowe emblematy. Szkoła ukraińska była największą w gminie, gdyż w 1940 roku uczęszczało do niej aż 142 uczniów. Nauczali w niej Piotr i Włodzimierz Soroki, Iwan Zarczuk oraz wspomniany Michajłyszyn.

 

4.4.            Wola Wereszczyńska w ostatnim roku wojny

Wobec słabnącej siły okupanta niemieckiego w 1944 roku w okolicach Woli Wereszczyńskiej, głównie w osadzie Olszowo, zaczęły coraz śmielej poczynać sobie oddziały partyzanckie zarówno prolondyńskie, jak i prosowieckie. Funkcjonowaniu oddziałów partyzanckich sprzyjały okoliczne lasy, bagna i jeziora, w których bez trudu można było znaleźć schronienie. Kwaterowali również w zabudowaniach chłopskich, najczęściej w Olszowie. Powodowało to, że w patyczkach partyzanckich przypadkowo ginęli kwaterujący ich mieszkańcy, chociażby młody chłopak z Olszowa o nazwisku Kapała. Oprócz wspominanych oddziałów AK, AL, „Czornego”, Baranowskiego i Satanowskiego, we wsi coraz częściej przebywały nowotworzone oddziały partyzanckie, jak chociażby prosowiecki oddział im. Józefa Stalina, któremu dowodził Mikołaj Kunicki ps. „Mucha”. W Woli Wereszczyńskiej przebywał w okresie od 17 do 20 kwietnia 1944 roku. W tym czasie jego partyzanci dokonali grabieży majątku Karpińskich w Andrzejowie, a pod Urszulinem uprowadzili samochód pocztowy. Licząc się z konsekwencjami przeprowadzonych akcji kpt. „Mucha” zarządził wymarsz w kierunku Komarówki.

W odpowiedzi na działalność podziemia Niemcy dokonali w dniu 17 czerwca 1944 roku pacyfikacji wsi. Odbyła się w ramach akcji „Vagabund – Meigewitter”, której celem było „wyczyszczenie” zaplecza frontu. Do walk doszło wskutek donosu trzech kolaborantów, którzy zeznali, iż we wsi stacjonują prosowieckie oddziały partyzanckie. Jeden z sowieckich partyzantów Iwan Nikołajewicz Banow ps. „Czarny” po latach zapisał w swoich wspomnieniach o panującej wówczas w jego oddziale sytuacji: W sztabie oddziału pozostało maksymalne czterdzieści pięć – pięćdziesiąt ludzi. Podjęto starania o zwiększenie sił na wypadek bitwy. Dlatego też w ostatnich dziesięciu dniach czerwca, kiedy sztab znajdował się w miejscowości Kolonia Wola Wereszczyńska (tj. ówczesny Babsk), przybyli do nas ze swoimi ludźmi Parachin, Wołodia Mojsenko i Fiłatow. Kolonia Wola Wereszczyńska składała się w tym czasie z półtorej dziesiątki chat i faktycznie stanowiła osobną wioskę półtora kilometra od wsi Wola Wereszczyńska. Kolonia rozciągnięta była wzdłuż Krowiego Bagna, znajdującego się od strony wschodniej. Chociaż wieczorem atakowały nas komary byliśmy w stanie pogodzić się z tym, gdyż bagno dawało nam wystarczającą pewność, że od wschodu do sztabu nikt się nie podkradnie. Za to musieliśmy zwracać uwagę na drogę z Chełma, idącą przez Urszulin, Wolę Wereszczyńską i dalej do Sosnowicy. Na wiatraku, znajdującym się w pobliżu skrzyżowania dróg, w pierwszym dniu zorganizowaliśmy punkt obserwacyjny. Z wiatraka była doskonała widoczność na Wolę Wereszczyńską, w której przebywał oddział pod dowództwem Baranowskiego, na Parczewski las i na Sosnowicę, gdzie znajdował się duży oddział Armii Krajowej. Bliskie sąsiedztwo innych partyzantów nie przeszkadzało nam. Jednak będąc tutaj, nie wiedzieliśmy, że oddziały Baranowskiego i Armii Krajowej przebywały tutaj od dawna. Oddziały AK zajęły sąsiednie Jamniki, Lipniak i Zbójco. Dowództwo AK znało już plany niemieckiej operacji, dlatego zmierzających ku wsi od strony Wołoskowoli i Sosnowicy Niemców zaatakowali w Jamnikach.

Już wcześniej od strony wsi Wola Wereszczyńska toczyły się walki Niemców z połączonymi prosowieckimi oddziałami, w tym znajdującymi się pod dowództwem Siemiona Baranowskiego, Iwana Banowa ps. „Czornego” i Roberta Satanowskiego. Wydarzenia z początku boju również poznajemy dzięki wspomnieniom Banowa: Przy zachodzie słońca nasi zwiadowcy przekazali nam informacje o trasach przeciwnika: Z Lublina na Wolę Wereszczyńską, z Chełma na Urszulin, z Parczewa na Sosnowicę, Nowy i Stary Orzechów. O godzinie szóstej rano 22 czerwca (właściwie 17 czerwca) przybiegli polscy chłopi i potwierdzili, że Niemcy kierują się na Wolę Wereszczyńską trzema kolumnami – ze strony Lublina, Chełma i Parczewa. Niemal jednocześnie pojawiły się niemieckie samoloty zwiadowcze. Podnieśliśmy alarm, szykując swoją gotowość do walki. Wziąłem z sobą Pietię Istratowa i podążyłem do Baranowskiego domówić się naszej odpowiedzi. On zapewnił, że będzie bronić się tak długo, jak to tylko możliwe. Nawiązaliśmy kontakt i z oddziałem AK, uprzedzając akowców o zbliżających się Niemcach. O godzinie ósmej dyżurujący na wiatraku partyzant Wasilij Zadorożnyj krzyknął, że widzi kurz nad drogami prowadzącymi do Chełma i Lublina (…). Zorganizowaliśmy się na obronę w okręgu. Byłem zaniepokojony wysokim żytem, kołyszącym się wzdłuż drogi, które zajmowało całą przestrzeń między nami, a oddziałem Baranowskiego. Gdybyśmy byli w domu spalilibyśmy żyto. No, ale znajdujemy się na polskiej ziemi … Wkrótce tumany kurzu nad drogami stały się dla nas widoczne. Następnie od strony Sosnowicy usłyszeliśmy strzały, nastąpiło kilka wybuchów, granaty zaczęły eksplodować.

- Zaczęło się – pomyślałem.

Ale obserwator natychmiast krzyknął:

- Towarzyszu podpułkowniku! Akowcy wycofali się do Sosnowicy!

- Wycofali się?! U nich przecież był tak silny oddział!

- Ja tylko mówię – wycofali się towarzyszu pułkowniku! Patrzcie jak konie uciekają!

Przybiegli zwiadowcy i potwierdzili: oddział Armii Krajowej wycofał się nie podejmując walki i dał kłusa w parczewski las.

- Tacy z nich bohaterzy! Nie wytrzymał Gałczenko.

Kazałem ustawić działa w kierunku drogi na Chełm, wierząc w dział Baranowskiego. Ale po pół godziny stało się jasne, że odchodzi i Baranowski. Jego furmanki także zwróciły się w parczewski las. Byłem zaskoczony i zasmucony. Później dowiedziałem się, że Niemcy podkradli się w życie do wioski i pojawili się tak nagle, że Branowski ledwo uniknął niewoli, on wydał rozkazy partyzantom kiedy zobaczył, że dwadzieścia metrów od niego pojawili się żołnierze wroga … Tak około dziewiątej godziny rano 22 czerwca 1944 roku my zostaliśmy jedyni przed trzema zbliżającymi się kolumnami Niemców. To nie w naszym stylu było pokazać wrogu słabość. Ja postanowiłem stoczyć bój. Zostało kilka karabinów maszynowych, dwie trzecie partyzantów miało automaty, dysponowaliśmy trzema moździerzami.

(…) Nakazałem wywieść ludność Kolonii Wola Wereszczyńska do najbliższego lasu i ukryć na bagnach obóz, a pozostałe siły oddziału skoncentrowały się na drodze z Chełma. Kolumny nazistów zbliżały się. Ich ostrze skierowane było na nasz oddział. O dziewiątej godzinie rano Niemcy zaatakowali z żyta, które rosło przy drodze na Chełm. Partyzanci położyli ich. Tak zaczął się bój, który zakończył się o dziewiątej wieczorem. Przeżyliśmy i odparliśmy dwanaście ataków. Faszyści nie spodziewali się takiego zaciętego oporu. Jechali na wozach zabranych na jarmarku, szli przez żyto mając widocznie nadzieję, że złamią nas tak, jak akowców. Hitlerowcy przywykli, że akowcy nie podejmują otwartych walk z regularnymi jednostkami. Arogancja drogo kosztowała faszystów w pierwszych minutach walki i zmusiła ich do większej ostrożności. Po dwóch godzinach niemieccy oficerowie zrozumieli, że gołymi rękami – jedynie z automatami i granatami – nas nie wezmą. Nastąpiła krótka cisza. Byliśmy na baczności. Jeszcze przed bitwą rozesłałem zwiadowców w stronę Chełma i Parczewa. Zwiadowcy od razu zauważyli armatę, którą Niemcy sprowadzili pod Wolę Wereszczyńską i próbowali zainstalować na skrzyżowaniu koło wiatraka. Artyleryjski ostrzał nie został przez nas przewidziany.

Nakazałem z moździerzami podążyć za mną, udałem się na skraj kolonii. Stąd dobrze było widać skrzyżowanie dróg i armatę, która ustawiona była w naszym kierunku, jak i żołnierzy, którzy ją obsługiwali. Moździerz potrzebuje mocne oparcie. Takie oparcie znaleźć można było w betonowym dole na skraju kolonii. Drugi wystrzał trafił w armatę, która jeszcze nie wykonała ani jednego wystrzału. Wybuch zmiótł ludzi ją obsługujących. Niemcy wezwali na pomoc samolot. Gdzieś w godzinach popołudniowych przyleciał z Lublina „kostył”. Zniżył się nad lasem, pilot z kaskiem ze skóry zaczął zrzucać serię małych bomb. Wyrzucił dziesiątki bomb-granatów, które wybuchały w powietrzu. Po zrzuceniu pakietu samolot odleciał. Jak się okazało, w celu uzupełnienia paliwa. Wkrótce pojawił się i zaczął robić swoje. Po kilku udanych strzałach partyzantów z broni przeciwlotniczej samolot nabrał wysokości. Po tym bomby nie wyrządzały żadnej szkody.

Wykorzystując pojawienie się samolotów hitlerowcy po raz kolejny podjęli próbę wdarcia się do lasu zajmowanego przez partyzantów i stracił przy tym sporo żołnierzy. W południe w tył Niemców uderzył Siedelnikow, który wezwany przez radio szybko przybył w miejsce walki. O trzeciej godzinie na drodze za Wolą Wereszczyńską pojawił się samolot. Przyleciał od strony Lublina i przywiózł kogoś z faszystowskich władz. Wziąłem lornetkę. Prosto w połowie drogi stał niewielki samolot. Pilot grzebał w silniku. A niedaleko gestykulowało kilku Niemców, objaśniali coś otyłemu mężczyźnie w wysokim stopniu oficera. Tęgi człowiek był w brązowym mundurze policyjnym. Nie mogłem zobaczyć pagon, ale widziałem na prawym rękawie opaskę ze swastyką. Człowiek z opaską wydał rozkaz. Oficer zasalutował. Dwóch udało się w żyto i dwóch ku Woli Wereszczyńskiej. Brązowy mundur stał na drodze, wyraźnie rozdrażniony i niecierpliwy. (…) Po uruchomieniu samolot zaczął się podnosić, wtedy usłyszeliśmy jeden, drugi i trzeci wystrzał. Samolot zatrząsł lewym skrzydłem, następnie prawym i runął na drogę. Słup ognia wzniósł się nad żytem w miejscu jego upadku, usłyszeliśmy wybuch.

 (…) Ogień Niemców zaczął słabnąć. Ataki traciły na siły, walki ustawały. U wroga panowało kompletne zamieszanie. Może spowodowane to było przez fakt, że wieczorem w miejsce bitwy przybyli Fiłatow i Hristofierow, ściągnięci przez radio przez Sedelnikowa, i jeszcze raz uderzyli w tył faszystów. (…) Gdy stało się ciemno hitlerowcy zaczęli załadowywać się na wozy, a o dziewiątej wieczorem pośpiesznie odjechali, rezygnując nawet z broni.

Przedstawiony przez Banowa opis fałszuje poniekąd obraz bitwy, zwłaszcza umniejszając zasługi partyzantów AK, przypisując wszystkie zasługi swojemu oddziałowi. Jeden ze świadków bitwy Józef Artymiuk wspomina: Pasłem wtedy krowy. Od Zawadówki przyjechali Niemcy i rozciągnęli szyki, jeden szedł w jedną, a drugi w drugą stronę. Tam było trzydziestu sowieckich partyzantów, ale wycofali się na łąki Orłowo. Widząc zbliżających się przez łany zboża Niemców schowaliśmy w takim dużym dole i słyszeliśmy tylko strzały. Po jakimś czasie przybyli Niemcy ze strony Jamnik, ale w wyniku ostrzału się cofnęli. Gdy przybyły posiłki z Parczewa wówczas nastąpił kolejny, ale już silniejszy atak. Sowieccy partyzanci wycofali się w las, dopiero nad wieczór Polacy i Sowieci ruszyli na Niemców. W wojsku niemieckim było bardzo dużo ukraińskich własowców (faktycznie funkcjonariusze ukraińskiej policji pomocniczej) i to oni złapali mojego ojca. Chcieli go zabić, ale przyszedł Niemiec i nakazał spalić zabudowania. Gdyby ktoś z nich strzelał, to wówczas mieli ojca zabić. Na szczęście nikogo w nich nie było – wspomina Józef Artymiuk.

Na pomoc walczącym proradzieckim partyzantom pospieszył oddział AK Stanisława Parzebuckiego ps. „Mars”, który stacjonował w pobliskim Lipniaku. Oddziały AK liczyły około 240 partyzantów, zaś prosowieckie oddziały Baranowskiego były w liczbie 150 partyzantów, Iwana Banowa ps. „Czornego” z 80 partyzantami i Roberta Satanowskiego z 60 partyzantami. Według Banowa Niemców było około 800: Przybyli na dwustu wozach. Jeśli założymy, że w każdym było po czterech ludzi, to i tak przeciwnik miał niemal czterokrotną przewagę. Na pomoc niemieckim oddziałom przyleciały z Chełma i Lublina samoloty, które zabierając z pola walki swoje dowództwo i rannych, dokonały przy okazji spacyfikowania wsi. Podczas nalotu spaleniu uległa trzecia część zabudowań wiejskich, chociażby wspominany w wspomnieniach Banowa wiatrak Sytyka, gdyż służył im za punkt obserwacyjny.

W wyniku całodziennej walki partyzantom udało się przebić w lasy Parczewskie. Romuald Kompf ps. „Rokicz”, dowódca III-ciego Batalionu partyzanckiego 7 Pułku Piechoty Legionów w swoich pamiętnikach zapisał, że w pościgu za uciekającymi esesmanami poszedł pluton kawalerii pod dowództwem wachm. rez. Stefana Kowalewskiego ps. „Świerk”, który goniąc i bijąc nieprzyjaciela aż do Wólki Wytyckiej i Wytyczna nie dał mu się opamiętać i zorganizować w odwrocie. Po wyparciu Niemców oddziały AK zatrzymały się we wsi na dwa dni, po czym przesunęły się w okolice Babska.

Trudne do ustalenia są straty po obydwu walczących stronach. W oddziale „Marsa” ranny został jedynie Bolesław Majewski. Wśród Niemców według oficjalnie potwierdzonych danych miało być tylko dwóch zabitych, zaś trzynastu rannych. Kilku zabitych i rannych miało być również w oddziałach partyzantów radzieckich. Pozostawione wspomnienia uczestników walk wskazują na znacznie wyższą liczbę zabitych, zwłaszcza po stronie niemieckiej. Iwan Banow o startach w swoim oddziale i przeciwnika pisał: Nasze straty były nieznaczne, dwudziestu partyzantów doznało ran. Za to tylko na drodze na Chełm doliczyliśmy się sześćdziesiąt niezabranych zwłok niemieckich żołnierzy. Najstarsi mieszkańcy wsi Babsk i Wola Wereszczyńska pamiętają, jak z Woli Wereszczyńskiej do Urszulina co raz kursowały prowizoryczne karetki z rannymi niemieckimi żołnierzami, a następnie furmanki z poległymi. Mieszkańcy wspominają jednak także o dużej ilości zabitych w oddziałach sowieckich. Znałem sowieckich partyzantów, gdyż stacjonowali koło gospodarstwa kilka dni. Po bitwie widziałem ciało jednego rudego Żydka od nich, Kolę Sołowiowa i trzeciego – wspomina Józef Artymiuk. Podczas toczonych walk Niemcy dokonali aresztowania dwóch mieszkańców i osadzili w więzieniu na zamku w Lublinie, gdzie zatrzymani zmarli. Natomiast po opuszczeniu przez Niemców Woli Wereszczyńskiej partyzanci z oddziału Baranowskiego dokonali na skrzyżowaniu (przy dzisiejszej mleczarni) sąd pokazowy, wieszając na drzewie dwóch z trzech ukraińskich kolaborantów, a trzeciego zabrali ze sobą. Kilka dni później powieszono miejscowego volksdeutcha Roberta.

Do kolejnego starcia doszło w dniu 28 czerwca. Wówczas oddziały niemieckie zaatakowały kilka oddziałów partyzantki radzieckiej i dowodzoną przez Korczyńskiego grupę Armii Ludowej, które ostentacyjnie przemaszerowały przez wieś. Partyzantów zauważył niemiecki samolot zwiadowczy, a po upływie kilkudziesięciu minut we wsi od strony Lublina nadleciało pięć niemieckich myśliwców. O bezpośrednim powodzie pojawienia się wojsk niemieckich pisał w „Tygodniku Zamojskim” w 1984 roku świadek wydarzeń Edward Romanowski: Około godz. 9 rano przez (wypaloną już częściowo) wieś Wolę Wereszczyńską przejechał ostentacyjnie konny oddział partyzancki w sile około 40 żołnierzy, bardzo dobrze uzbrojonych. W chwili, gdy oddział ten znajdował się na południowym skraju wsi, nadleciał niemiecki samolot zwiadowczy i partyzantów we wsi zauważył. Po rozpoznaniu oddziału partyzanckiego samolot zatoczył łuk i zawrócił w kierunku Lublina. Partyzanci przestali śpiewać i cwałem ruszyli w kierunku południowym ze wsi. Po około 45 minutach od strony Lublina nadleciało 5 samolotów, które po wykonaniu manewru rozdzielenia się na dwie pary zniżyły lot i rozpoczęły zrzucanie bomb zapalających z karabinów maszynowych. (…) Na szczęście działo się to w godzinach, gdy większość mieszkańców była na łąkach i na polach.
W wyniku ostrzału spaleniu uległo ponad połowa zabudowań wiejskich, w tym ocalała z lutowego pożaru biblioteka szkolna. Podczas nalotu zginęła jedna mieszkanka Marianna Sławińska.

W czerwcu 1944 roku w okolicznych lasach uformował się tzw. zrzutu proradziecki oddział „Jeszcze Polska nie zginęła” Roberta Satanowskiego. Był bardzo dobrze uzbrojony, wobec czego z lokalnych struktur AK przystąpiło do niego aż 18 partyzantów, głównie z Olszowa (np. Bolesław Konieczny, Zdzisław Kopron, Wacław Klepacki, Edward Kaczmarzewski, Józef Jabłoński, Bolesław Serafin, Władysław Ordowski, Tadeusz Mazur).

Pomimo coraz częstszych starć z partyzantami i zbliżającej się Armii Czerwonej niemieckie wojska okupacyjne przebywały w Woli Wereszczyńskiej jeszcze przez okres jednego miesiąca. W dniu 8 lipca przybył III dywizjon konny policji SS (tj. Schutzstaffel – oddział zbrojny niemieckiej nazistowskiej formacji paramilitarnej), który na południe od Olszowa starł się z trzema konnymi partyzantami. W wyniku krótkiego ostrzału dwóch partyzantów porzuciło konie z siodłami. Niemcy przebywali we wsi jeszcze na cztery dni przed wkroczeniem na teren gminy sowietów, a ich celem było zacieśnienie „pierścienia” wokół partyzantów, przebywających w Lasach Parczewskich. Plan się nie powiódł, gdyż w dniu 22 lipca 1944 roku do Woli Wereszczyńskiej wkroczyły wojska radzieckie. We wsi zatrzymano wówczas kilku żołnierzy niemieckich i dwóch Ukraińców służących w wojsku niemieckim. Niemców wzięto do niewoli natomiast Ukraińców, za namową mieszkańców, powieszono na drzewie przy północnym wylocie wsi, a ciała zakopano w lesie za wsią.



5.     Wola Wereszczyńska i okolice wobec powojennych walk partyzanckich

5.1.            Struktury i walki antykomunistycznych partyzantów

Po wkroczeniu wojsk sowieckich już w listopadzie nowa władza aresztowała niektórych członków struktur podziemnych. Do obozu w Riazaniu, a następnie w Diagiliewie w ZSRR wywieziono Michała Rzepielę, który powrócił w lutym 1946 roku. Ujawnienie prawdziwego oblicza „brata” ze Wschodu mobilizowało do tworzenia struktur antykomunistycznych. Wiosną 1945 roku w okolicach Woli Wereszczyńskiej zaczęły tworzyć się struktury włodawskiej komórki organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN). W osadzie Olszowo przez dłuższy okres przebywał Leon Taraszkiewicz ps. „Jastrząb”, który po rozwiązaniu Armii Krajowej, podjął działania zmierzające do budowy struktur WiN. W tym celu skontaktował się z komendantem rejonowym WiN Klemensem Panasiukiem, ps. „Orlis”, „Żytosław”, który także przez dłuższy czas kwaterował w Olszowie (w zabudowaniach Brzyskich) oraz w Woli Wereszczyńskiej.

Obecność w Olszowie Leona Taraszkiewicza i Klemensa Panasiuka wypłynęła na powstanie liczebnej i dobrze zorganizowanej placówki WiN. Jej komendantem został miejscowy Józef Dawidek ps. „Brzytwa”, zaś jego zastępcą Bolesław Konieczny ps. „Orzełek”. W oddziale przyporządkowanym „Orlisowi” służyła również łączniczka Helena Brzyska, u której do czasu amnestii w styczniu 1947 roku znajdował się sztab dowództwa organizacji. Poza nimi do tejże placówki należało jeszcze około dwudziestu partyzantów (m.in. Władysław Drozdowski ps. „Torpeda”, Józef Kaczmarzewski, Eugeniusz Gierliński, Stanisław Orłowski, Adam Chudziak – zastępca komendanta placówki, Wawrzyniec i Jan Ordowscy, u których najczęściej odbywały się ćwiczenia partyzantów, oraz łączniczki Czesława Mazurówna, Eleonora Gałkowska i Maria Borówna). Spoza Olszowa do miejscowej placówki należała rodzina Ozgów, Jan i Edward Kaczmarzewscy, Anatoli Gromiuk, Piotr Soniewski, Antoni Niewiadomski, Wacław Głowacki, Jan Mirończuk, Henryka Matejczuk, Mateusz Małek, łączniczka Amelia Szczepanowska oraz Edward Nowodziński, wszyscy będący mieszkańcami wsi i kolonii Wola Wereszczyńska. Byli również i tacy, którzy wyrazili zgodę na tajną współpracę z aparatem bezpieki. 

W domu Zygmunta i Marii Ozgów znajdował się szpital organizacyjny WiN, w którym sanitariuszką była córka gospodarzy Regina Ozga, ps. „Lilka”. Dom służył również za magazyn dla towarów pochodzących z rabunków dokonywanych przez partyzantów. Regina Ozga miała za zadanie spieniężanie tych towarów, by uzyskać finanse na działalność zbrojną. Poza działalnością sanitariuszki Regina pełniła także funkcję łączniczki, jak również była źródłem dostaw wielu materiałów, niezbędnych do kontynuowania działalności partyzanckiej. Wykorzystując funkcję członka Związku Młodzieży Polskiej i Gminnej Rady Narodowej Wola Wereszczyńska oraz przewodniczącej powiatowej Komisji Pomocy Społecznej dostarczała partyzantom powielacze, matryce, papier, lekarstwa, jak i produkty żywnościowe. Z racji pełnionych funkcji była rozeznana w sytuacji w terenie, a informacje na bieżąco przekazywała partyzantom. Krystyna Ozga została aresztowana w 1951 roku, a sądzono ją w czerwcu roku następnego. Na rozprawie sądowej oświadczyła: Byłam i jestem wrogiem Polski Ludowej – wobec Boga i Ojczyzny i ludzi mam czyste sumienie, bo nikomu nic złego nie zrobiłam. Została skazana na karę śmierci, zamienioną jednak na karę dożywotniego więzienia. Więzienie opuściła jednak w 1958 roku. Wyrok pozbawienia wolności orzeczono również w stosunku do jej rodziców i brata Zdzisława, a przy tym skonfiskowano cały majątek rodzinny.

Lasy Olszowa były miejscem przeprowadzenia głośnych na Powiat Włodawski kilku akcji, wymierzonych przeciwko funkcjonariuszom publicznym. Już w dniu 18 czerwca 1945 roku partyzanci „Jastrzębia” uprowadzili komendanta posterunku Milicji Obywatelskiej (MO) w Wytycznie Grzegorza Szczęśniewskiego i w olszowskich lasach przeprowadzili nad nim sąd. Wyrok mógł być tylko jeden, kara śmierci wykonana na miejscu. Zwłoki Szczęśniewskiego odnaleziono dopiero po upływie pół roku od egzekucji. Natomiast pod koniec lipca 1945 roku „Jastrząb” i jeden z jego towarzyszy Jan Adam Ciepałowicz ps. „Vis” zatrzymali we wsi Wola Wereszczyńska porucznika Kosynę, pracującego we włodawskim resorcie bezpieki, a tego dnia uczestniczącym w uroczystości weselnej. W swoich pamiętnikach brat „Jastrzębia” Edward Taraszkiewcz ps. „Żelazny” opisał zatrzymanie w sposób następujący: Kosyna, wychodząc z kościoła zauważył stojącego przy płocie „Visa”, który trochę podchmielony stał śmiejąc się szyderczo Kosynie w twarz. Ktoś z biesiadników weselnych szepnął por. Kosynie do ucha i pokazując na „Visa”, że tam stoi bandyta. Na co Kosyna zwrócił się do „Visa”, który usiłował wyjąć z kieszeni swoją parabelkę, lecz Kosyna złapał go w pół, wywiązała się walka, co widząc „Jastrząb”, że „Vis” jest w wielkim niebezpieczeństwie przyskoczył do Kosyny, przystawiając pistolet do głowy, na co Kosyna puścił „Visa”, który odebrał mu pistolet. „Jastrząb” rozkazał pierwszej lepszej furmance podjechać i kazał por. Kosynie na niej usiąść, chcąc go żywcem zawieść do sztabu.
W okolicach Jamnik Ukraińcy z Zienek zabili porucznika, uznając wszystkich trzech za polskich partyzantów. „Jastrząb” z „Visem” zdołali uciec.

Celem ataków partyzantów WiN nie byli tylko funkcjonariusze publiczni, ale również mieszkańcy, czy nauczyciele. Opis jednego zdarzenia z udziałem „Jastrzębia” i jego partyzantów umieszczono po kilkudziesięciu latach w kwartalniku „Kultura i Społeczeństwo”: Podczas jednej z wizyt w Woli Wereszczyńskiej zebrał pracujących tam nauczycieli. Mężczyznom polecił położyć się na podłodze, po czym wygłosił odpowiednie przemówienie, używając wulgarnych słów. Na zakończenie zostali skatowani wyrwaną z płotu deską.

Wielu z miejscowych partyzantów zatrzymano podczas wspólnych operacji funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie (PUBP) i wojska. W maju 1946 roku aresztowano Jana Ordowskiego, jednak wobec braku dowodów winy został po trzech miesiącach zwolniony do domu. W lipcu następnego roku został w lesie koło Nowego Załucza zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach. Kolejne aresztowania nastąpiły podczas obławy Olszowa z lipca 1946 roku. Zatrzymanych w akcji przetrzymywano we włodawskim areszcie (np. Wawrzyńca Ordowskiego i Jana Kaczmarzewskiego). Aresztowano także i innych, w tym Zdzisława Koprona. Po latach wspomina: Miałem lat 18, ale tak mnie zbili, że jak szedłem z domu do kościoła to musiałem ze trzy razy odpoczywać.

Pół roku później mieszkańcy Woli Wereszczyńskiej byli świadkami „krwawej wigilii”, czyli akcji mającej na celu zlikwidowanie walczących jeszcze partyzantów WiN. W grudniu 1946 roku, w związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, dowódca oddziału WiN „Jastrząb" dał swoim ludziom trzy dni „wolnego". Z całego oddziału pozostało trzynastu tych, którzy nie mieli gdzie się udać lub też powrót do domu narażał ich oraz rodziny na represje. Byli to: „Jastrząb", „Żelazny", „Ryś", „Słoń", „Bolek-Łapka", „Smukły", „Żak", „Lew", „Szakal", „Sokół II", „Krzewina" i „Kozioł". Ta trzynastka postanowiła spędzić wigilię Bożego Narodzenia w zaufanej wsi Woli Wereszczyńskiej, w domu rodziny „Kozła", czyli u rodziny Zielińskich. Na wskutek zdrady dokonanej przez byłego ludowego partyzanta, a następnie partyzanta WiN z placówki w Olszowie, Bolesława Koniecznego ps. „Orzełek" i Tadeusza Mazura, także z Olszowa, chałupa Zielińskich w dniu 24 grudnia 1946 roku została otoczona przez oddział Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW). Konieczny zawiadomił bowiem oddziały milicji stacjonujące w Wytycznie w osadzie Kochanowskie. Podczas obławy poległ Zdzisław Kogut ps. „Ryś", zaś ciężko ranny został Stefan Milaniuk ps. „Słoń" z Wytyczna. Nie udało mu się uciec i trafił w ręce funkcjonariuszy PUBP, po czym przesłuchano go i zastrzelono na miejscu walki. Inny ranny, Albin Bojczuk ps. „Lew” zdołał, mimo odniesionych ran, przedrzeć się wraz z pozostałymi partyzantami przez pierścień obławy. Z drugiej strony zginął żołnierz KBW Tadeusz Mielczarek, a jeden z funkcjonariuszy PUBP został ranny. Podczas obławy spłonęły całkowicie zabudowania Zielińskich. ,,Ryś'' i ,,Słoń'' zostali pochowani w kwietniu 1947 roku na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej, razem z innymi partyzantami z oddziałów WiN, Stefanem Bielińskim, ps. „Barabas” (zamordowanym przez „Jastrzębia” na Babsku) i z partyzantem o pseudonimie „Żuk”.

Bolesław Konieczny za dokonaną denuncjację został zabity przez „Żelaznego” i dwóch jego partyzantów w osadzie Olszowo. Egzekucję wykonano w dniu 11 stycznia 1948 roku podczas wizyty Koniecznego u swojej rodziny. Konieczny to nie jedyny partyzant WiN z miejscowej placówki, współpracujący z funkcjonariuszami włodawskiego PUBP. Jego sąsiad ze wsi Olszowo Adam Chudziak doniósł do włodawskiej bezpieki chociażby na Kazimierza Radko z pobliskiej Wólki Wytyckiej, w wyniku czego Radko zginął w egzekucji dokonanej podczas sądu pokazowego w Wólce Wytyckiej w styczniu 1947 roku. Współpracownikami zostali także Kazimierz i Tadeusz Mazurowie, ujawniając miejsca kwaterunku dowództwa i partyzantów. W lesie koło Włodawy zamordowali byłych swoich kompanów z podziemia braci Kucharuków z Nowin. W miejscu tej zbrodni stoi do dnia dzisiejszego drewniany krzyż.

Tej samej zimy jednostki aparatu państwowego wzmogły represje, w wyniku których aresztowano wielu członków organizacji WiN i ich rodziny. Po tejże fali prześladowań ogłoszono amnestię, wobec czego liczebność organizacji WiN w terenie, jak i w kraju, znacząco zmalała. Komendant placówki Józef Dawidek nie ujawnił się, ale wobec zagrożenia przeniósł się na poukraińskie gospodarstwo w Widłach, koło Świerszczowa. Choć znacznie uszczuplały szeregi miejscowej placówki, to partyzanci, głównie z oddziału „Żelaznego”, pozostali w Olszowie, gdzie ze względu na otaczające lasy łatwo było o schronienie. Latem chowali się po lasach, w stogach siana, na strychach oddalonych od zabudowań stodół. W dni zimniejsze kwaterowali zaś u miejscowych gospodarzy, chociażby u Sułkowskich, czy też w bunkrze znajdującym się pod stodołą gospodarza Józefa Kaczmarzewskiego. U niego w listopadzie 1948 roku funkcjonariusze KBW dokonali rewizji, znajdując mięso świńskie, cukier i inne produkty żywnościowe, ale także dwa kożuchy i dwie pary kamaszy, pochodzące z rabunku w spółdzielni produkcyjnej. Wzbudziło to ich podejrzenie, dlatego też postanowili zorganizować u niego zasadzkę, w którą wpadł „Żelazny”. W swoich pamiętnikach tak wspominał o tymże wydarzeniu: Podszedłszy pod sień domu Kaczmarzewskich usłyszałem: Stać! Ręce do góry! Nie namyślając się pociągnąłem w kierunku sieni serię z gotowego pepesza i puściłem się szybko do ucieczki. W tym czasie odezwały się z innych stron tego i drugiego domu kaemy i inna broń strzelająca za mną. W wyniku strzelaniny „Żelazny” zabił funkcjonariusza Mieczysława Dudkiewicza i ciężko ranił Mieczysława Wiśniewskiego, ale też sam został ranny. Po krótkiej wymianie ognia zbiegł do pobliskiego lasu. W raporcie włodawskiej bezpieki zaznaczono, że żołnierze rzucili się do natychmiastowego wyścigu za bandą, ale zaraz dodano, iż pościg był nieskuteczny na skutek ciemności i bagnisto lesistego terenu. Po tejże akcji Kaczmarzewskiego, a następnie jego żonę Bronisławę aresztowano, pozostawiając samą czwórkę ich dzieci. Józef Kaczmarzewski wyszedł z więzienia dopiero w 1953 roku.

Po strzelaninie u Kaczmarzewskich na Olszowie, w okresie od listopada 1948 roku do czerwca 1949 roku, w okolice Woli Wereszczyńskiej wysłano sześć razy żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego w łącznej sile 12 plutonów. W październiku 1949 roku aresztowano chociażby Eugeniusza Gierlińskiego, natomiast już w marcu tego roku skazano Amelię Szczepanowską na półtora roku pozbawienia wolności za niepowiadomienie władz o ukrywającym się Henryku Wybranowskim. Choć liczba aktywnych partyzantów znacząco zmalała, to w dalszym ciągu dokonywali akcji rabunkowych na instytucjach państwowych. Jeszcze latem 1947 roku partyzanci z grupy Zdzisława Kogutowskiego ps. „Ryś” napadli na miejscową spółdzielnię. „Pawełek” z Harasimowiczem poszli do ekspedientki tej spółdzielni. Zmusili ją, aby otworzyła lokal spółdzielni, poczem zaczęliśmy rabować. Zrabowaliśmy tam 1000 szt. papierosów „partyzantów”, 700 szt. papierosów „Nysa” i około 12 m. materiałów – zeznał w trakcie przesłuchania uczestnik rabunku Witold Matuszak z Grabniaka. Rok później „łupem” partyzantów padły pieniądze w kwocie 20.000 złotych, zebranych przez mieszkańców na odbudowę Warszawy.

We wrześniu 1950 roku grupa „Żelaznego” dokonała z kolei napadu na wiejską pocztę, rabując 197.000 złotych. Jeden z uczestników tej kradzieży opisał to zdarzenie następująco: Po przybyciu do poczty „Żelazny” zastukał w szybę, gdzie zamieszkiwał nieznany mi człowiek, który pytał kto to jest, na co „Żelazny” odpowiedział, że wojsko jest. Po wejściu do mieszkania „Żelazny” zapytał gdzie są drzwi na pocztę, na co ten odpowiedział, że w drugiej sieni, ale zamknięte. Wówczas „Żelazny” poszedł obejrzeć te drzwi i po powrocie zażądał siekiery od tegoż gospodarza, bo drzwi te były okute blachą. Gospodarz oświadczył, że nie ma siekiery, za co „Żelazny” uderzył go, po czym sam znalazł tą siekierę. Wyrąbał on okienko obok drzwi oraz wyrąbał bala drewnianego, przez co zrobił otwór, przez który można było wejść. „Żelazny” znalazł blaszaną skrzynkę, którą kilkakrotnie bił siekierą aż się otworzyła. Wybrał pieniądze ze skrzynki, rozbił telefon i wyszedł do sieni, a następnie wszyscy odeszliśmy z poczty.

W 1951 roku doszło do kolejnej akcji, w której sprawcami byli żołnierze WiN, a ofiarami nauczycielki z miejscowej szkoły publicznej. Po dokonaniu w dniu 29 maja 1951 roku morderstwa w Dominiczynie członka Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) Ludwika Czugały grupa „Żelaznego” pojechała zarekwirowanym gazikiem do Woli Wereszczyńskiej Na dalszą drogę partyzanci zabrali wracającego z „majówki” mieszkańca Wiązowca Mariana Kapałę: Wracałem wtedy z dziewczynami i kolegami z kościoła w Woli Wereszczyńskiej. Przy starym cmentarzu zbliżyły się do nas dwa samochody. Zatrzymali się przy nas, krótko popatrzyli i zawołali mnie do samochodu. Wsiadłem do samochodu i ruszyliśmy na wieś. Zaczęli się mnie pytać skąd ja jestem i skąd wracam, czy nie przypadkiem z zebrania Związku Młodzieży Polskiej. Ja im odpowiedziałem, że z kościoła, z majówki. Pod koniec wsi zatrzymali się, gdy mijali kilka stojących starszych kobiet. Pytali się, czy dziś było nabożeństwo majówkowe. Chcieli mnie sprawdzić, ale kobiety odpowiedziały twierdząco, co mnie uratowało. Następnie zajechaliśmy do Lejna pod jeden z domów. Kazali mnie wyjść i zawołać gospodarza, jednak zaraz za mną wszedł „Żelazny”. Odczytał mu wyrok i strzelił do niego dwukrotnie, kładąc go trupem. Skierowaliśmy się do Komarówki, gdzie zabili Kosińskich. Za Orzechowem kazali mi wysiąść i iść do domu. Myślałem, że teraz mnie zabiją, ale nic takiego się nie stało – relacjonuje wydarzenia Kapała. W samej Woli Wereszczyńskiej partyzanci dotkliwie pobili kijami dwie miejscowe nauczycielki Danutę Szulc i Krystynę Litwińczuk. Pobicie stanowiło, w rozumieniu sprawców, karę za przeprowadzanie z dziećmi lekcji w państwowej spółdzielni produkcyjnej w Górkach, a tym samym za propagowanie spółdzielczości socjalistycznej. Ponadto nauczycielki pozdejmowały w salach szkolnych wszystkie wiszące krzyże, co wywołało niezadowolenie wśród licznych mieszkańców. Po pobiciu nauczycielek partyzanci, celem utrudnienia pościgu, zdemolowali pocztę, niszcząc aparat telefoniczny i przecinając przewody.

 

5.2.            Wpływ partyzantki na życie mieszkańców

Największym utrapieniem dla mieszkańców w pierwszych latach powojennych były powszechne grabieże. Rabunków we wsi było wiele, a mieszkańcy wobec dobrze uzbrojonych band byli bezsilni. Dokonywane były zarówno przez samych partyzantów, zwłaszcza na instytucjach państwowych typu sklepy spółdzielcze, poczta, jak również przez pospolite bandy, które grabiły mieszkańców, kradnąc najczęściej inwentarz żywy. Chociażby w czerwcu 1945 roku Pawła Demediuka zmuszono do oddania krowy. U Gierlińskich na kolonii zrabowano świnię i maszynę do szycia. W tym przypadku sprawców ustalili sami partyzanci „Jastrzębia”, którzy w ten sposób próbowali zapanować nad ówczesnym bezładzie. „Żelazny” w swoich pamiętnikach pisał, że w miesiącu lipcu 1945 r. rozpoczęła org. konsp. silną akcję kontrzłodziejską w naszym terenie. Akcja ta objęła w silnem stopniu Wolę Wereszcz. Nie podobało się to naturalnie wszelkim szumowinom i złodziejaszkom, a że bojówka obw. jako organ wykonawczy miała z temi wszystkiemi złodziejami do czynienia przez to stała się przez wyżej podane elementa znienawidzona. Śledztwo przeprowadzone przez partyzantów WiN wykazało, że sprawcą grabieży u Gierlińskich okazał się partyzant z Nowego Załucza, który za karę otrzymał porządne lanie. Ofiarami rabunków stawali się często przesiedleńcy zza Buga. Pomimo częstej wiedzy o osobach, którzy dopuszczali się takich czynów, w obawie o swoje życie nie podejmowali działań samoobrony.

Grabieże, a także brak komunikacji pomiędzy oddziałami partyzanckimi, a dowództwem WiN czyniły, że we wsi dochodziło do poważnych zgrzytów pomiędzy samymi partyzantami. Jeden z takich miał miejsce na grudniowej wiejskiej zabawie w 1945 roku, której dochód miał być przeznaczony na odnowę zniszczonego podczas wojny kościoła. Według wersji opisanej przez „Żelaznego” wtenczas Antoni Choma i Józef Pastucha wszczęli awanturę, wymachując bronią, wobec czego wszyscy rozeszli się do domów. Po tym zdarzeniu grupa partyzantów z oddziału „Jastrzębia”, czyli „Grot” (pierwotny pseudonim Edwarda Taraszkiewicza), „Ryś”, „Bąk”, „Sokół”, „Wilk” i „Krzewina” udali się do księdza Krzywca, by uzyskać opinię na ten temat. „Żelazny” pisał: ks. proboszcz potwierdza, że najlepiej będzie, gdy się im odbierze broń, to będzie spokój. Po konsultacjach z proboszczem partyzanci udali się na zabawę, aby rozbroić Antoniego Chomę, jednakże on i towarzyszący mu Józef Pastucha odmówili poddania się. Najwyższy punkt mej samoobrony nakazywał mi pociągnąć za cyngiel automatu, lecz przyszła mi błyskawiczna myśl do głowy, że skoro ja go uśmiercę, to ludzie powiedzą, że ja go zastrzeliłem jedynie za dziewczynę (…) Widząc to, że ja na chwilę przestałem krzyczeć, Choma cofa się za obręb światła wychodzącego z okna w ciemność, sięga ręką do pasa, wydobywa pistolet. Widzę w tem miejscu ogień, ile razy to nie wiem – pisał „Żelazny”. W wyniku obustronnej strzelaniny ranny został „Bąk” i dwóch uczestników zabawy od kul wystrzelonych z automatu „Rysia”. Antoniemu Chomie udało się uciec. Wielu mieszkańców wskazuje współzawodnictwo o względy wspomnianej przez „Żelaznego” dziewczyny, jako prawdziwy powód jego nienawiści w stosunku do Antoniego Chomy.

Działalność „partyzantów” spotkała się z krytyką nowego księdza Bolesława Krzywca, który ganił ich z ambony za działalność rabunkową. Jako, że partyzantem określało się wówczas wiele osób, niekoniecznie tylko osoby wałczące z nowym systemem władzy, konkretny adresat krytyki księdza Krzywca nie był znany. Szybko do nowego proboszcza dotarły od „partyzantów” pogróżki, co spowodowało, iż uciekł z plebani i ukrywał się w kościele, a następnie w Starym Załuczu. W dość krótkim czasie doszło do pojednania z „partyzantami”, w efekcie czego mógł wrócić na plebanię, choć oczywiście tematu ich działalności nie podejmował już podczas niedzielnych kazań. Udzielił nawet ślubu Sylwinie Tomaszewskiej i Józefowi Strugowi ps. „Ordon”.

Kontakty z partyzantami spowodowały, iż od 1946 roku na księdza Krzywca włodawski PUBP rozpoczął kompletowanie materiałów obciążających i wskazujących na współpracę z podziemiem antykomunistycznym. Sprawa przyjęła kryptonim „Grzeszny”. W zebranych materiałach zarzucano księdzu, że urządził razem z bandą zabawę we wsi, a dochód przeznaczył na ich działalność, jednakże wobec braku niezbitych dowodów na współpracę sprawę zamknięto. Te zainteresowanie włodawskiej bezpieki mogło sprawić, że, gdy wiosną 1951 roku udało się do niego trzech partyzantów, z „Żelaznym” na czele, celem wyspowiadania się, ksiądz Krzywiec kazał im poczekać, po czym z obawy o swoje bezpieczeństwo wyszedł z plebani i tejże nocy do niej już nie wrócił. 

 

6.    Wola Wereszczyńska w Polsce Ludowej

6.1.            Stosunki ludnościowe

Jak wszystkie okoliczne wsie Wola Wereszczyńska po wojnie została niemal całkowicie spolonizowana, gdyż miejscowych Ukraińców rozpoczęto w 1944 roku przesiedlać za rzekę Bug, a w ich miejsce sprowadzono zza Buga mieszkańców polskiego pochodzenia (np. Durysy, Górscy, Namielscy, Wójcicy). Budynki niezasiedlone przez „kresowiaków” mieszkańcy rozebrali. Kilkuletnia wówczas Mirosława Górska, wspomina jak po przybyciu do Woli Wereszczyńskiej przydzielono nam domek z patyków, gliną oblepiony. Jedna izdebka tylko była. Mieszkaliśmy w nim dopóki nie zarobiliśmy na kupno innego. Tato był szewcem, mama len siała, a następnie międliła, więc powoli zbieraliśmy pieniądze, ale ciężko bardzo było. Raz za buty tato otrzymał kurę, ale zaraz przyszli rabusie i ją zabrali. Dogonił ich, ale jak rozpoznał to powrócił bez kury. Ukradli też kaszę, jaką tato dostał za szycie. Ale byli też ludzie życzliwi. Pierwszej zimy nie mieliśmy nic, więc niektórzy kartofle nam nosili, abyśmy mieli coś jeść.

Jeszcze w 1943 roku we wsi zamieszkiwało 520 osób, do marca 1945 roku liczba ta zmniejszyła się do 398 osób. Byli nimi w zdecydowanej większości Ukraińcy (96 rodzin, 341 osób) i tylko 16 rodzin polskich (57 osób). Na wyjazd do ZSRR dobrowolnie zgłosiło się 306 Ukraińców, wyjechało 267, a pozostały 23 rodziny. W czerwcu 1945 roku przeprowadzono spis dzieci i młodzieży w wieku do dwudziestu lat. Według spisu we wsi zamieszkiwało 167 osób w takim przedziale wiekowym, spośród których jeszcze 35 osób posługiwało się językiem ukraińskim, jako ojczystym. W wyniku akcji przesiedleńczej w styczniu 1947 roku w Gminie Wola Wereszczyńska pozostało już tylko 29 prawosławnych, a ogólna liczba mieszkańców zmalała do 174 osób.

Wielu z Ukraińców przyjęło chrzest z ręki księdza Krzywca, pozostając w Polsce na zawsze. Badacz historii organizacji WiN Henryk Pająk dowodzi, iż za te usługi proboszcz pobierał pieniądze (od 2 do 5 tysięcy złotych), które przeznaczał na zakup potrzebnych kościołowi materiałów. Pytany w tej kwestii przez Komendanta Obwodu WiN odpowiedział, iż musi uzbierać pieniądze na kupno sutanny. Dążąc do pozostania Ukraińcy przekupywali także urzędników państwowych, jak też wstępowali licznie do UBP oraz do oddziałów partyzanckich Ukraińskiej Powstańczej Armii.

W przeciągu kilkunastu kolejnych lat liczba mieszkańców spadła prawie trzykrotnie w stosunku do stanu sprzed wojny. Na mapie topograficznej z 1965 roku zaznaczono tylko 32 gospodarstwa we wsi i 18 gospodarstw w Kolonii Wola Wereszczyńska. Tak duże różnice spowodowane były głównie zmianami granic sołectwa, gdyż zabudowania dotychczasowej Kolonii Wola Wereszczyńska od strony wschodniej przyłączone zostały do Babska. Na takie szybkie zmniejszenie się liczby gospodarstw we wsi wpływ miało także przenoszenie instytucji publicznych do Urszulina oraz trudności komunikacyjne w postaci braku drogi o utwardzonej powierzchni, czy też utrudniające gospodarowanie bagienne otoczenie.

Już w połowie lat sześćdziesiątych rozpoczęte zostały, zakrojone na szeroką skalę, prace nad budową doprowadzalnika wody Wola Wereszczyńska – Bogdanka. Stworzenie doprowadzalnika z jednej strony przyczyniło się do nieodwracalnych zmian w torfowo-bagiennym pejzażu, z drugiej zaś ułatwiło miejscowym rolnikom użytkowanie łąk i pastwisk. Jeszcze w latach sześćdziesiątych naturalne siedliska na okolicznych łąkach miały rzadko występujące cietrzewie, jednakże po wykonaniu prac melioracyjnych obecność tych ptaków była coraz rzadsza. Natomiast budowę drogi rozpoczęto w 1972 roku, zaczynając pracę od strony Urszulina. Po dwuletnich robotach, wykonywanych przez mieszkańców w ramach czynu społecznego, drogę asfaltową dociągnięto do Woli Wereszczyńskiej i dalej w kierunku Sosnowicy. Osuszenie okolic i utwardzenie drogi nie wpłynęło na rozwój wsi, gdyż dane z połowy lat osiemdziesiątych wykazywały już tylko około 150 mieszkańców w Woli Wereszczyńskiej i w jej koloniach.

Stopniowemu wyludnieniu uległa również osada Olszowo, gdyż słabe gleby oraz otaczające osadę lasy i bagna (tj. Dzikie Łąki od strony północno-zachodniej, Zadołże od strony północnej, Las Tafle od strony północno wschodniej, czy też Las Brzeziny od strony południowo-wschodniej) sprawiły, iż mieszkańcy zaczęli przesiedlać się do okolicznych miejscowości, głównie do Woli Wereszczyńskiej. Jednakże jeszcze w 1945 roku, według wspomnianego spisu, we wsi zamieszkiwały 32 osoby, będące w wieku do 18 roku życia, a wszyscy posługiwali się językiem polskim, jako ojczystym. Natomiast zgodnie z danymi mapy topograficznej z 1965 roku w osadzie znajdowało się już tylko 10 gospodarstw.

 

6.2.            Kształtowanie się struktur nowej władzy

Już na przełomie 1943 i 1944 roku zaczęły organizować się we wsi struktury sił komunistycznych. W tym czasie w Woli Wereszczyńskiej utworzono Komitet Gminny Polskiej Partii Robotniczej (PPR), którego sekretarzem został Jan Kosobudzki. Kosobudzki w okresie od października 1943 roku do lipca 1944 roku pełnił ponadto funkcję sekretarza Komitetu Powiatowego PPR. Do komórki PPR w Woli Wereszczyńskiej w okresie okupacji hitlerowskiej należeli ponadto Stefan Bielecki, wspominani Bazylii Demczuk i Adam Pilipiuk oraz Jan Niewiadomski i Jan Panasiuk. Struktury tejże partii szybko się rozrastały, stąd też jako jedna z nielicznych w powiecie zdołała w 1944 roku zorganizować we wsi obchody święta
1 Maja. Jednakże w 1945 roku nowych członków do partii nie przybywało, co podkreślano w tajnych raportach bezpieki: przypływ do partii ustał całkowicie, z powodu terroru band, ze strony reakcyjnej, instruktorzy nie mogą wyjechać w teren w celu przeprowadzenia pracy organizacyjnej i propagandowej. Na dziesięć komórek partyjnych w gminie pozostała tylko jedna w pobliskich Zienkach. Nowych i dotychczasowych członków od aktywności w ramach PPR odstraszały częste zabójstwa działaczy partyjnych, chociażby sekretarza gminnych struktur PPR Pawła Jaroszuka zmordowano w grudniu 1944 roku w Wincencinie. Mieszkańcy w większości utrzymywali kontakty z partyzantami. W raporcie jeden z funkcjonariuszy po powrocie z Woli Wereszczyńskiej pisał, że gospodarz zaprosił, postawił na stole wódkę, kiełbasę, a dziecko wysłał po bandę.

Po wkroczeniu wojsk radzieckich struktury PPR otrzymały wsparcie nowego okupanta. Z czasem aktywnie zaczęły działać komunistyczne struktury aparatu represji, takie jak MO, czy UBP, które swoich członków rekrutowały głównie spośród ludności ukraińskiej. Strukturom tym przewodził Bolesław Wójcik z Babska, dokonując w pierwszych latach po wojnie kilkudziesięciu aresztowań. Wszyscy aresztowani (np. Wacław Majewski w październiku 1951 roku, czy Amelia Szczepanowska skazana na 1,5 pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata) byli osadzani w więzieniu, choć często ślad po aresztowanym ginął na zawsze. Zdarzało się jednak, że funkcjonariusze tych jednostek represyjnych współpracowali z partyzantami. Zastępca miejscowej placówki przekazywał informacje i wydawał partyzantom amunicję, za co jednak został aresztowany.

Na pierwszego powojennego sołtysa wsi wybrano Jana Mirończuka, który w tajnym raporcie bezpieki przed styczniowymi wyborami do Sejmu Ustawodawczego został uznany za wrogiego wobec władzy ludowej. Utworzone zostały struktury Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL), choć szybko sekretarza tej partii zmuszono kompromitującymi materiałami do współpracy z bezpieką. Współpraca była pozorna, skoro we wrześniowym raporcie z 1947 roku PUBP we Włodawie zapisano: Agent „Wola” pracuje średnio, w teczce pracy jest 9 doniesień informacji ogólnej, ostatecznie pracuje więcej po linii band.

W czerwcu 1946 roku przeprowadzono referendum ludowe, podczas którego władze komunistyczne propagowały na zadane trzy pytania odpowiedź trzykrotnie pozytywną. Wynik referendum miał za zadanie legitymizować nową władzę, dlatego też opozycjonistom, głównie byłym żołnierzom „podziemia” zależało, aby wynik był negatywny. Pomiędzy mieszkańcami krążył nawet wierszyk o treści: nie głosuj na dany przez wroga znak, głosuj dwa razy nie, a trzeci raz tak. Jednym z członków komisji referendalnej w Woli Wereszczyńskiej został Piotr Kujawski, który potwierdził wynik negatywny dla władzy. Wynik negatywny wykazał także tajny raport włodawskiej bezpieki, który poświadczał słowa Kujawskiego. W jednym z dwóch w gminie okręgów wyborczych, którego lokal znajdował się w Woli Wereszczyńskiej. W głosowaniu udział wzięło 1.267 osób na 1.387 osób uprawnionych do głosowania. Na pierwsze pytanie, dotyczące zniesienia senatu, odpowiedź pozytywną oddało 194 osób, negatywną aż 948, co oznaczało zdecydowany sukces PSL i WiN, które agitowały za taką odpowiedzią. Na drugie pytanie dotyczące przeprowadzenia reformy rolnej i upaństwowienia gospodarki pozytywną odpowiedź udzieliło 224 osoby, a negatywną 924. Jedynie na trzecie pytanie, dotyczące utrwalenia zachodnich granic państwa na Odrze i Nysie, większość odpowiedziało pozytywnie. Za odpowiedzią TAK głosowało 1.049 osób, zaś na odpowiedź NIE tylko 95 osób. Ogłoszono jednak, że zdecydowana większość głosowała 3 x TAK, a Piotra Kujawskiego aresztowano po północy, gdy wygasł jego immunitet jako członka komisji.

Ucieczka z kraju Prezesa PSL Stanisława Mikołajczyka, jaka miała miejsce po sfałszowanych wyborach do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947 roku, oznaczała faktycznie koniec istnienia pluralizmu politycznego w państwie. Przejęcie przez komunistów pełnej władzy nie zażegnało sporów, które z ich inspiracji przyjęły charakter klasowy. Celem ataku stali się teraz bogatsi chłopi, indywidualne formy gospodarowania, czy funkcjonujące od lat spółdzielnie produkcyjne. Konflikt na tym tle rozgorzał również w Woli Wereszczyńskiej, a u jego podstaw leżały wpływy w utworzonej już przed wojną spółdzielni. W dniu 30 stycznia 1949 roku odbyło się w budynku szkoły zebranie, które miało wybrać komitet sklepowy spółdzielni. W imieniu chłopów nieposiadających udziałów w spółdzielni głos zabrał Jan Gwizen żądając, by do komitetu wybrać kogoś z biednych. Wywołało to protest udziałowców spółdzielni, w imieniu których głos zabrał Feliks Wójtowicz mówiąc, że biedni i ci którzy nie mają udziału głosu nie mają. W toku dalszych dyskusji padały sformułowania „kułak”, jak i oskarżenia o dzielenie towarów wyłącznie pomiędzy udziałowców spółdzielni.

Celem obrony praw w spółdzielni, indywidualnych form gospodarowania na wsi, czy autonomii Kościoła, działacze opozycyjni wstępowali do „satelickiego” SL, później przekształconego w ZSL, stąd też partie te w Woli Wereszczyńskiej, jak i w innych okolicznych miejscowościach (np. Wytyczno, Urszulin, Zabrodzie, Wereszczyn), stały się jedyną legalną siłą, przeciwstawiającą się komunizacji wszelkich sfer życia. Włodawska bezpieka, uświadamiając sobie opozycyjność ludowców, poddała ich szczegółowej inwigilacji. Niejednokrotnie w swoich tajnych raportach podkreślali, że SL i ZSL jest silnie rozbudowane i bazuje w większości na elementach kapitalistycznych, jak również dużej liczbie inteligencji.

 

6.3.            Instytucje publiczne i szkolnictwo

Ranga wsi Wola Wereszczyńska z upływem czasu zaczęła maleć. Choć wznowiono nauczanie w szkole, w której dalej nauczała Ludwika Piekarzówna i
ks. Bolesław Krzywiec, to siedziba urzędu gminy pozostała już na stałe w Urszulinie, stającym się głównym ośrodkiem życia w okolicy. Mieszkańcy Woli Wereszczyńskiej i wsi sąsiednich podejmowali jeszcze próby „przyciągnięcia” siedziby gminy do Woli Wereszczyńskiej, zwłaszcza, że do 1954 roku funkcjonowała oficjalna nazwa Gmina Wola Wereszczyńska w granicach przedwojennych, ale z siedzibą już w Urszulinie. Sołtysi i radni z tej części gminy wystosowali w 1947 roku do Starosty Powiatowego we Włodawie Ludwika Rycerskiego pismo, z prośbą o zlokalizowanie siedziby Woli Wereszczyńskiej i wyjaśnienie stanowiska starostwa, które skłaniało się ku koncepcji urszulińskiej. W uzasadnieniu prośby napisano: Gmina Wola Wereszczyńska istnieje już ponad sto lat i zawsze swą siedzibę miała we wsi Wola Wereszczyńska, i słusznie, bo ta wieś jest punktem środkowym gminy. We wsi Wola Wereszczyńska jest 2 ha. ziemi gminnej, gdzie może stworzyć nowy budynek gminny, bez kosztów zbędnych kupna placu, jak np. w Urszulinie. W Woli Wereszczyńskiej przy placu gminnym stoi spalony, olbrzymi, piętrowy budynek szkolny, który po dokonaniu remontu mógłby służyć jednocześnie za lokal gminny, jak również do użytku szkolnego. Czyż osobiste ambicje radnych ze strony wschodniej gminy mają przekreślić i znieść to, co ma setki lat istnienia? Czy może istnieć gmina w Urszulinie, dokąd ludzie z wiosek zachodniej strony: Zagłębocza, Jagodnego, Zamłyńca, Komarówki, Zienek, Janówki, Zbójna, Lipniaka, Jamnik, Łomnicy mają do dwudziestu kilometrów i ponad dwadzieścia? Nie! Czyż mając 2 ha. Ziemi gminnej we wsi Wola Wereszczyńska można dopuścić do tego, by pieniądze wpływające z podatków miały być zużyte na kupno placu w Urszulinie, pod przyszły lokal gminny, kiedy nie ma tych pieniędzy na uruchomienie nie istniejących od 1939 r. wielu szkół, lub tez na remont spalonego budynku szkolnego w Woli Wereszczyńskiej? Czy siedziba gminy może być na krańcu gminy, dając wygodę prywatnej ambicji kilku zaledwie wiosek, położonych na wschód od szosy Włodawa-Lublin? To byłoby wręcz niesprawiedliwe i nieprawne. Niesprawiedliwe – bo krzywdziłoby większość mieszkańców tejże gminy; nieprawne – bo gmina jest osobą moralną, a jako taka po stu latach istnienia staje się nienaruszalną i cieszy się opieką prawa. W odpowiedzi na pismo starosta Rycerski uzasadnił koncepcję zlokalizowania siedziby gminy w Urszulinie, wskazując na lepszą dostępność komunikacyjną, pocztowa i telefoniczną. W zakończeniu swojego pisma napisał, iż gmina nie jest osobą „moralną, lecz prawną. Sto lat jej istnienia nie daje jednak prawa do nienaruszalności miejsca siedziby gminy. Życie samo dyktuje pod tym względem prawa. Podał ponadto, iż jednym ze sposobów rozwiązania może być korekta granic gminy, co nie wykluczył w przyszłości. Nadzieje na odzyskanie gminnej siedziby wzrosły, gdy wójtem został Bolesław Harasim z sąsiedniej Zawadówki, a przedstawicielem gromady w Gminnej Rady Narodowej (GRN) Wola Wereszczyńska Maciej Kobak. Podjęto nawet starania odkupienia organistówki i zaadaptowania jej na cele urzędu gminnego, jednak w 1954 roku siedzibę w tym budynku znalazła nowoutworzona rada gromadzka. Istniejący tam dotychczas sklep spółdzielczy przeniesiono do zabudowań Łosiów.

Gromadzka Rada Narodowa w Woli Wereszczyńskiej funkcjonowała od 1954 roku do ostatniego dnia grudnia 1961 roku. Przewodniczącym został Józef Kadela, zaś jej sekretarzem Józef Górski. W ostatnim roku funkcjonowania w składzie rady gromadzkiej oprócz Kadeli zasiadali: Józef Klepacki, Maria Dąbrowska, Władysław Solecki, Jan Ulman, Piotr Gierliński, Hieronim Ośko, Janina Pawlędzio, Antoni Wesołowski, Antoni Zalewski, Grzegorz Kobak, Michalina Gierlińska, Bronisław Bochman, Stanisław Szynkora i Józef Kuberski. Rada gromadzka stanowiła terenowy oddział władzy państwowej, który odpowiedzialny była za utrzymywanie porządku publicznego, a jednocześnie za działanie w celu polepszenia warunków gospodarczych, społecznych, oświatowych, komunalnych i kulturalnych.

Po wojnie we wsi pozostała placówka pocztowa, a jej pierwszym powojennym kierownikiem został Żmuda. Jednohektarowy plac pod budowę nowego urzędu Gminna RN wydzieliła z działek Antoniego Kozłowskiego, Marii Brzyskiej i Mikołaja Adamiaka, przy drodze Łomnica – Zawadówka. Na początku 1948 roku Wola Wereszczyńska została stelefonizowana. Ważną dla życia wsi instytucją było Kółko Rolnicze, przekształcone w Międzyszkółkową Bazę Maszynową, która odpłatnie świadczyła usługi na rzecz mieszkańców. Taka baza skupiała okoliczne kółka rolnicze, by zgromadzić dysponowany przez nie sprzęt w jednym miejscu.

W odtworzonej w 1944 roku szkole zorganizowano początkowo pięć, a następnie siedem klas. Odbudowę szkoły utrudniały liczne problemy, jak chociażby zniszczony lokal, czy brak kadry nauczycielskiej. W tym też roku w Woli Wereszczyńskiej pojawiło się trzech mieszkańców Urszulina, którzy celem budowy szkoły w swojej miejscowości podjęli się rozbiórki budynku szkolnego w Woli Wereszczyńskiej. Rabunek jednak udaremniono. W odtworzonej szkole, oprócz Piekarzównej i Krzywca, od 1946 roku nauczali jeszcze Edward Torbicz, Danuta Szulc, Krystyna Litwińczuk i Kazimiera Dąbrowska. Ze względu na duże zniszczenia we wsi szkoła do marca 1945 roku mieściła się w Olszowie, po czym została przeniesiona do organistówki. Niektóre oddziały mieściły się ponadto w prywatnym domu Łosiów na Babsku oraz u rodziny Wójcickich i Grabowskich w Woli Wereszczyńskiej. Wobec znacznego zmniejszenia się liczby dzieci oraz braku kadry nauczycielskiej szkołę na krótki okres zredukowano do jednoklasowej.

Zniszczeniu uległ nie tylko budynek, ale także wyposażenie, dlatego w 1945 roku zorganizowano zbiórkę mebli szkolnych, chociażby dziesięć ławek przywieziono z Wólki Wytyckiej. Mieszkańcy przekazywali pojedyncze eksponaty naukowe, które udało się uratować od zniszczeń, a najcenniejszym z nich był przekazany przez miejscowego prawosławnego kapłana przedwojenny globus. Najprostsze prace porządkowe, od zbierania gruzu do wyrównywania boiska, wykonywały dzieci. Pod okiem Ludwiki Piekarzównej organizowały przedstawienia, by tym sposobem uzbierać pieniądze na najpilniejsze potrzeby. Remontu budynku podjęli się również mieszkańcy, ale ich praca była niewystarczająca. Na usprawiedliwienie Piekarzówna pisała: Ludność tutejsza nie może zdobyć się na odbudowę szkoły, ponieważ sama jest w bardzo ciężkim położeniu materialnym, spalona jest nie tylko szkoła, ale i przeważna cześć wsi. W 1949 roku szkołę wsparła Gminna RN Wola Wereszczyńska, przeznaczając 450 tysięcy złotych na jej remont. Szkoła była przygotowana do pełnienia swojej roli w pełnym zakresie dopiero w 1956 roku, choć już kilka lat wcześniej niektóre sale oddano do użytku.

Dopóki nauczycielami byli ks. Bolesław Krzywiec i Ludwika Piekarzówna w programie zajęć szkolnych znajdowały się nauki religijno-moralne i patriotyczne. Szczególnym szacunkiem obdarzano Piekarzównę, która każdego wychowanka potrafiła odwiedzić w domu. Zdarzało się, że zimą pojawiała się u swoich uczniów nocą, nawet u tych, którzy mieszkali w Czarnym Lesie, na Lipniaku, Rozpłuciu, w Lejnie, czy w Załuczu, by dowiedzieć się jaka jest u niego sytuacja. Uczyła wszystkiego, od języka francuskiego, po grę na skrzypcach – wspomina o swojej nauczycielce Alfred Dąbrowski. Z czasem tematyka szkolna wypełniała się tematyką obcą, a wszystkie nowe wzorce przejmowane były od „brata” ze Wschodu. Już w 1945 roku wprowadzono obowiązkowy temat spółdzielczości, a dzieci o tej formie gospodarowania musiały recytować wiersze, śpiewać pieśni, czy też przygotowywać inscenizacje. Przeprowadzane były liczne konkursy, jak „Wiedza o Leninie”, zorganizowany w stulecie jego urodzin. Usunięto nauczanie religii i modlitwy ze szkoły, zastępując ją codziennymi apelami, na których „wpajano” dzieciom ideologię komunistyczną.

Wprowadzono dużą ilość zajęć społecznych, polegających chociażby na zbieraniu ziół leczniczych, czy też żołędzi celem zasiewu lasów, w zamian za co szkoła otrzymywała drewno opałowe. Były to jednak niewystarczające ilości, dlatego też w okresie zimowym w opalaniu szkoły pomoc świadczyli mieszkańcy Woli Wereszczyńskiej i okolicznych miejscowości. Do sołtysa Zawadówki Jana Dąbrowskiego w grudniu 1945 roku Ludwika Piekarzówna pisała: (…) proszę ze swojego sołectwa wyznaczyć w jak najszybszym czasie, chociażby dzisiaj 2-3 rębany. Szkoła jest nieopalona, dzieci marzną. W przeciwnym razie będę zmuszona zwrócić się do Pana Wójta albo Pana Inspektora o pomoc.

Z roku na rok zmieniał się skład kadry nauczycielskiej, w 1949 roku odeszła Ludwika Piekarzówna, a władze włodawskiej bezpieki umieściły ją na liście osób podejrzanych o współpracę z partyzantami „Żelaznego”. Po odejściu Piekarzównej w latach pięćdziesiątych nauczało kilkunastu nauczycieli, w tym Józef Kujawski, Helena Rentflejsz, Jan Ulman, Jan Szydłowski, czy też Kazimierz Piturs, który organizował szeregi harcerstwa przy szkole. Kierownikiem szkoły został Zdzisław Olkowski, a po jego śmierci w 1959 roku nauczyciel z Zawadówki Jan Ulman.
W 1965 roku utworzono pierwszą drużynę Związku Harcerstwa Polskiego, kierowaną przez nauczycielkę Janinę Jung. Organizowane były wycieczki szkolne, jednakże pieniądze na wyjazd dzieci zarabiały biorąc udział w masowych akcjach sadzenia lasu, czy zbierania ziemniaków w państwowych gospodarstwach rolnych.

W 1963 roku przy szkole utworzono dla młodzieży poszkolnej szkołę przysposobienia rolniczego, w której nauczyciel Roman Marciniuk z Zawadówki przygotowywał młodzież do przejmowania po rodzicach gospodarstw rolnych. Nauka w takiej szkole trwała jedynie do 1968 roku, po czym, ze względu na małe zainteresowanie, zakończono jej działalność. Prowadzono w niej takie zajęcia, jak chów zwierząt, uprawa roślin, organizacja wsi i gospodarstw rolnych. Szkoła dysponowała gruntami o niewielkiej powierzchni, na których prowadzono uprawy doświadczalne. Oprócz przedmiotów ściśle rolniczych w programie zajęć znajdowały się przedmioty ogólne, jak fizyka, chemia, matematyka, język polski, stąd też absolwent takiej szkoły mógł ukończyć technikum w przyśpieszonym trybie.

Od 1966 roku w szkole nauczanie odbywało się w ośmiu klasach. Funkcjonowanie ośmioklasowych szkół podstawowych miało miejsce do 1999 roku, kiedy zredukowano klasy do sześciu, a tym samym wprowadzono gimnazja. Inna była zaś organizacja roku szkolnego, a zwłaszcza rozkład ferii. W październiku dzieci miały czterodniową przerwę w nauce, gdyż w tym okresie pomagały rodzicom w wykopkach. Pozostałe przerwy, czyli ferie świąteczne i zimowe, pokrywały się z obecnymi. Wcześniej zaczynały się wakacje, gdyż w dniu 5 czerwca, za to zdarzało się, że kończyły się jeszcze w sierpniu. Rok 1966 obfitował też w inne wydarzenia ważne dla wsi, zakończono bowiem remont szkoły i otworzono Klub Książki i Prasy, czyli faktycznie bibliotekę wiejską.

W 1969 roku kierownika szkoły Jana Ulmana zastąpił Zenon Krzywda, choć Jan Ulman pozostał nauczycielem. Razem z Zenonem Krzywdą do szkoły przybyła jego żona Regina. W latach siedemdziesiątych i następnych do szkoły przybyli jako nauczyciele Maria Urbańska, Adam Zieliński, Jadwiga Piskorska, Maria Niewiadomska, Zbigniew Bądaruk, Sylwester Adamski, Maria Piskorska, Wanda Walęciuk, Barbara Kaczmarzewska, Joanna i Tomasz Chibowscy, Mirosława Wojcieszuk i inni.

 

6.4.            Losy parafii i kościoła

Przed Bożym Narodzeniem 1944 roku do parafii przybył z Prostynia ksiądz Bolesław Krzywiec. Krzywiec zastąpił ks. Bujalskiego, gdyż jako wojskowego chciano go wcielić do Ludowego Wojska Polskiego. Znając zamiary nowej władzy ks. Bujalski udał się do biskupa, który w jego miejsce przysłał ks. Krzywca. Zaraz po wojnie msze święte odprawiane były w Starym Załuczu, gdyż dopiero w 1945 roku kościół w Woli Wereszczyńskiej zamieniono z powrotem na świątynię katolicką. Prawosławny pop Wasyl Kukawski chciał zostać we wsi, widząc swoją rolę jako nauczyciela zwłaszcza, że był pozytywnie postrzegany przez ludność polską, ale nowe władze nie zgodziły się na jego pozostanie.

W wyniku pożogi wojennej świątynia została trochę zniszczona. Mieszkańcy na różne sposoby starali się, by odzyskała przedwojenny błysk, w tym celu we wsi organizowano zabawy, a dochód ze sprzedaży biletów przekazywano na jej odnowienie. Ksiądz Krzywiec odnowił ołtarz główny i boczne, demontując prawosławny ikonostas, a także sprowadził z Ziem Odzyskanych zabytkowe organy. Dzwony były takie, że jak zadzwoniły to było słychać z jednej strony w Urszulinie, a drugiej w Sosnowicy – wspomina z dumą Zdzisław Kopron. Jeszcze w latach czterdziestych Krzywiec złożył bractwo różańcowe, do którego należało ponad 20 parafian. Oprócz bractwa aktywnie funkcjonował chór parafialny z organistą Tarandziem. W 1950 roku ksiądz Krzywiec przeznaczył ponad jednohektarową działkę pod nowy cmentarz grzebalny.

W 1956 roku w dniu 1 kwietnia wieś spotkała tragedia, gdyż spaleniu uległ kościół. Tragedii można byłoby uniknąć, gdyby nie feralny dzień 1 kwietnia. Pierwsza dziewczyna, która zauważyła ogień od świecy kościelnej, znajdującej się nad grobem Jezusa, szybko udała się do kościelnego Kruka, aby o tym fakcie zawiadomić, a ten uznał tą wiadomość za primaaprilisowy żart. Także inni parafianie nie przyjęli na poważnie alarmu pożarowego – wspomina Jan Ulman z Zawadówki. Słowa Ulmana potwierdza Maria Kadela, która jako pierwsza zauważyła ogień: Modliłam się w kościele, ale zechciało mi się pić, więc udałam się do zakrystii. Gdy wszedłem tam zauważyłam ogień, szyby w drzwiach pękały od gorąca. Kościelny początkowo nie uwierzył, nawet żartował, ale gdy zobaczył to najpierw wyniósł sakrament święty. Było za późno, aby ugasić pożar, tym bardziej, iż wewnątrz kościół był pomalowany farbami olejnymi, robionymi na oleju lnianym.

Ze względu na utrudniony dojazd, gdyż drogi utwardzonej do Woli Wereszczyńskiej wówczas nie było, żadna jednostka ochotniczej straży pożarnej (OSP) nie dojechała na czas. Strażacy z wozu bojowego z Włodawy początkowo zabłądzili i dojechali do Dębowca, natomiast strażacy z OSP Wereszczyn przyjechali, gdy z kościoła pozostały jedynie zgliszcza. Będące na wyposażeniu wsi gaśnice i koce azbestowe niewiele pomogły. Przy kościele był Ryszard Kadela, on zdążył wynieść puszkę z tabernakulum, a ja w tym czasie jechałem na chrzciny. Wyskoczyłem z wozu i zdążyłem wynieść jedną z chorągwi – wspomina Ulman. Od pożaru ocalał stojący tuż przy świątyni krzyż misyjny, jak również plebania, którą ludzie obrzucali błotem wymieszanym ze śniegiem. Spaliła się natomiast dzwonnica, a dwa wiszące w niej dzwony uległy zniszczeniu. Pamiętam, jak duży dzwon spadając na ziemię jeszcze w locie zadzwonił – wspomina kilkunastoletni wówczas Roman Marciniuk. W tym czasie przybył ze Starego Załucza ks. Bolesław Krzywiec, który odprawiał nabożeństwo rezurekcyjne w tamtejszej kaplicy. Mógł już tylko oglądać zgliszcza. Miał już swoje lata i tak się przejął, że co jakiś czas mdlał – powraca pamięcią Maria Kadela.

Natychmiast po spaleniu mieszkańcy podjęli wysiłek wybudowania nowej świątyni, w tym samym miejscu co poprzednia. Do tego czasu msze święte odprawiano w organistówce zwłaszcza, że ulokowane tam klasy szkolne zostały przeniesione do odnowionego budynku szkoły. Ksiądz Krzywiec miał bardzo dobre stosunki z władzą lokalną, a nawet centralną. Starając się o kościół jeździł niejednokrotnie do wojewody, a nawet do ministerstwa oraz do samego prezydenta Bolesława Bieruta. Na rozmowę z prezydentem nie wyrażono zgody, wówczas Krzywiec wszedł do gabinetu prezydenckiego „kuchennymi drzwiami”, uzyskując w ten sposób kilkanaście minut na rozmowę i zgodę na budowę kościoła – wspomina jeden z mieszkańców. Sam kościół wybudowano w ten sposób, iż pomagając w uzyskiwaniu talonów na budowę fikcyjnych domów i budynków gospodarczych, ks. Krzywiec zgromadził faktycznie budulec na nową świątynię. Nowy murowany kościół został ukończony w 1962 roku. W międzyczasie sprowadzano wyposażenie do nowej świątyni. Ołtarze boczne już rok wcześniej przywieziono z Wisznic.

Najprawdopodobniej w wyniku pomówienia na początku lat siedemdziesiątych przeniesiono księdza Bolesława Krzywca do innej parafii. W nowej parafii ksiądz Krzywiec przebywał niedługo, gdyż po niepełnym roku zmarł. Do dzisiaj najstarsi parafianie pamiętają księdza Krzywca z fajką, bardzo dowcipnego, pracowitego, który nie stronił od pracy na gospodarstwie. Nie wywyższał się, każdemu pomógł i z każdym porozmawiał. Sam pracował na parafialnych gruntach – wspomina Zdzisław Kopron. Księdzu zawdzięczają wybudowanie nowej świątyni, choć władze państwowe w ówczesnych czasach prowadziły politykę nieprzyjazną wobec Kościoła. Jednak w trakcie budowy świątyni okazało się, że część cegieł zaginęła, co jeszcze bardziej skłóciło księdza z parafianami.

W 1973 miejsce księdza Krzywca zajął ks. Kazimierz Zdunek, jednak wobec sporów z mieszkańcami, po rocznym pobycie opuścił probostwo. Kolejnym proboszczem został ks. Jan Borkowski, który w parafii przebywał 5 lat. W 1980 roku funkcję tą objął ks. Stanisław Wakulski, przebywający w Woli Wereszczyńskiej do 1987 roku.

 

7.    Wola Wereszczyńska w latach współczesnych

Choć przez prawie sto lat w Woli Wereszczyńskiej znajdowała się siedziba gminy i wiele innych instytucji publicznych, a także rozległy majątek dworski, to współcześnie stała się miejscowością niewielką. Na początku milenium we wsi mieszkało 90 osób uwzględnionych w rejestrze parafialnym miejscowego kościoła rzymskokatolickiego, mniej niż w sąsiadującym Babsku, Zawodówce, czy Łomnicy. Według danych z 2007 roku wieś liczyła 125 mieszkańców, zamieszkałych w 38 gospodarstwach rolnych. Do końca 2009 roku liczba zameldowanych zmalała o 4 osoby. Funkcję sołtysa wsi pełni kobieta Helena Kosińska, a radnego Rady Gminy w Urszulinie od 2006 roku Józef Górski.

Po zabudowaniach dworskich nie pozostały jakiekolwiek ślady. Znikły także wiatraki koźlaki, które przez wiele lat wpisywały się w krajobraz wsi. W miejsce zabytkowej infrastruktury pojawiają się budowle współczesne, jak gminne ujęcie wody. Z instytucji publicznych pozostała szkoła, kierowana obecnie przez dyrektora Sylwestra Adamskiego, do której uczęszcza mniej niż 50 dzieci (49 w 2010 roku).

Miejscem spotkań dla mieszkańców jest wyremontowana świetlica wiejska, przy której działa Ochotnicza Straż Pożarna w Woli Wereszczyńskiej. Prezesem OSP jest Piotr Brzezina, który zastąpił na tej funkcji Seweryna Adamczuka. Brak nowoczesnego dużego sprzętu bojowego uniemożliwiał jednostce większą aktywność, dlatego w pierwszym dziesięcioleciu nowego tysiąclecia notowała jedynie po kilka interwencji rocznie. Czasami zdarzają się wypadki o dużym zagrożeniu, jak chociażby z dnia 1 listopada 2008 roku. Wówczas niezidentyfikowany sprawca podpalił budynek gospodarczo-administracyjny Poleskiego Parku Narodowego (PPN). Na stronie Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej we Włodawie czytamy: Po przybyciu na miejsce zdarzenia zastępu OSP Wola Wereszczyńska obiekt był całkowicie objęty pożarem. Działania zastępu polegały na podaniu jednego prądu wody na palący się obiekt. Po przybyciu na miejsce zdarzenia zastępu OSP Urszulin podano drugi prąd wody, co doprowadziło do ugaszenia pożaru. Działania przybyłych w dalszej kolejności zastępów JRG Włodawa i OSP Wereszczyn ograniczyły się do zabezpieczenia i przeszukania pomieszczeń obiektu oraz wyniesienia butli z gazem propan-butan. Spaloną konstrukcję, jako zagrażającą osobom postronnym, zdecydowano się rozebrać, a murowany komin przewrócono. Samochód bojowy zakupiono w 2008 roku, co wpłynęło znacznie na aktywność strażaków. W kolejnym roku zanotowano bowiem aż 21 interwencji, w tym 18 do pożarów w uporczywie podpalanych lasach PPN.

Instytucją, która nie poddaje się upływowi czasu jest kościół. Obecnie Parafia  Rzymskokatolicka p.w. św. Izydora w Woli Wreszczyńskiej liczy 990 mieszkańców. Do parafii należą zarówno miejscowości z Gminy Urszulin: Wola Wereszczyńska (90 wiernych), Zawadówka (145 wiernych), Babsk (130 wiernych), Stare Załucze, w którym znajduje się kaplica dojazdowa (105 wiernych), Nowe Załucze (100 wiernych), Jamniki (65 wiernych) i Łomnica (140 wiernych), a także dwie miejscowości z Gminy Sosnowica, czyli Lejno (130 wiernych) i Jagodno (120 wiernych). Proboszczem parafii jest ks. Witold Semeniuk, który zastąpił ks. Tomasza Kosteckiego.

Pomimo, że kościół jest budynkiem nowym, to jego wyposażenie ma charakter zabytkowy. Znajduje się w nim przeniesiony z Parczewa ołtarz główny z pierwszej połowy XVII wieku, czterokolumnowy z bogatą dekoracją snycerską, przeniesione z Włodawy tabernakulum z baldachimem z połowy XVIII wieku oraz przeniesione z Wisznic dwa ludowe ołtarze boczne z XIX wieku, z obrazami z XVIII i XIX wieku.

Świadectwem dawnej obecności ukraińskich mieszkańców wyznania prawosławnego jest użytkowany od końca XIX stulecia cmentarz, który po wojnie został zaadaptowany na cmentarz katolicki (w 1929 roku). W tylnej części cmentarza pozostało kilka prawosławnych nagrobków, które opanowała przyroda, czy też zostały zdewastowane przez wandalów. Cześć katolicka, ze względu na krótszą historię, w dalszym ciągu jest użytkowana.

Podstawowym źródłem utrzymania mieszkańców są dochody uzyskiwane z rolnictwa, ale mieszkańcy poszukują innych form zarobkowania. Coraz bardziej popularne są usługi turystyczne zwłaszcza, że Wola Wereszczyńska sąsiaduje z obszarami chronionymi Poleskiego Parku Narodowego. We wsi znajduje się chociażby stadnina koni, w które każdy turysta może nauczyć się jazdy konnej i na koniu podziwiać krajobrazy Polesia Lubelskiego.

Ale bogactwa Poleskiego Parku Narodowego są wykorzystywane również z naruszeniem przepisów prawa, coraz częściej mieszkańcy wsi i okolic kłusują na zwierzynę, która licznie zamieszkuje okoliczne lasy. Dla kłusowników nie ma świętości – mówił w 2008 roku w wywiadzie dla „Dziennika Wschodniego” dyrektor PPN Dariusz Piasecki, który Wolę Wereszczyńską wyróżnił na kłusowniczej mapie parku. W wywiadzie dodał: Wciąż natrafiamy na ślady ich obecności. My zdejmujemy zastawione przez nich wnyki, a oni zakładają nowe.

 

Źródła i literatura:

Źródła:

  • „Dziennik Wschodni”, 15 stycznia 2008 r., www.dziennikwschodni.pl;
  • „Głos Podlasia. Tygodnik społeczno-literacki”, z lat 1910 – 1912: nr 1 (1910); nr 4 (1911); nr 2 (1912), www.ebuw.uw.edu.pl;
  • „Kultura i Społeczeństwo”, Powszechne Wydawnictwo Naukowe 1980, www.books.google.com;
  • „Tygodnik Zamojski”, nr 15 z 1984 roku;
  • „Ziemia Włodawska”, numery z lat 1923 – 1928: nr 1, 6, 19 (1923); nr 7, 14, (1924); nr 5, 8, 15, 18-19, 21 (1925); nr 4, 5-6, 7 (1926); nr 16 (1927); nr 2, 4, 12-13 (1928);
  • „Ziemia. Dwutygodnik Krajoznawczy Ilustrowany”, nr 22 z 1926 roku, www.wbc.poznan.pl;
  • „Ziemia. Tygodnik Krajoznawczy Ilustrowany”, nr 48 z 1910 roku; www.wbc.poznan.pl;
  • Barowicz Antoni, Marcin „Lelewel” Borelowski rękodzielnik – pułkownik, Rzeszów 1913;
  • Busching Anton Friedrich (red.), Magazin fur die neue Historie und Geographie Angelegt, Volume 22, Halle 1788, www.books.google.com;
  • Caderbaum Henryk, Powstanie Styczniowe. Wyroki audytoryatu polowego z lat 1863, 1864, 1865 i 1866, Warszawa – Lublin – Łódź – Kraków 1917, www.pbc.biaman.pl;
  • Chełmski Konsystorz Greckokatolicki (nr zespołu: 35/95/0), Archiwum Państwowe w Lublinie; www.szukajwarchiwach.pl;
  • Cholmskaja Gubernia 1914 g., Chełm 1914, www.cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Cholmsko-Varsavskij Eparchialnyj Vestnik, nr 24 z 1890 r., nr 20 z 1895 r., nr 14 z 1896 r., www.cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dokumenty w zbiorach Edmunda Brożka z Włodawy;
  • Dokumenty w zbiorach własnych autora;
  • Gmiterek Henryk, Materiały źródłowe do dziejów Żydów w księgach grodzkich lubelskich za panowania Augusta II Sasa 1697 – 1733, www.tnn.pl;
  • Jabłonowski Aleksander, Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym, Tom VII: Ziemie ruskie. Ruś Czerwona, Część I i II, Warszawa 1903, www.wbc.poznan.pl;
  • Kraczkowski Julian, Benedykt Płoszczański (red.:), Zbiór Aktów Dawnych wydanych przez Wileńską Komisję, Tom XXIII – Akty Chełmskiego Sądu Ziemskiego, Wilno 1896;
  • Kronika szkolna i dokumentacja zgromadzona w Szkole Podstawowej w Woli Wereszczyńskiej;
  • Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, www.wbc.poznan.pl;
  • Księgi donacyjne Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Księga wizyt kanonicznych Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Kumor Bolesław, Spis wojskowy ludności Galicji z 1808 roku [w:] „Przeszłość Demograficzna Polski”, tom XII, 1980;
  • Kunicki Leon, Ubiory włościan z rejonu Podlasia Nadbużańskiego, [w:] „Tygodnik Ilustrowany”, nr 150 z 1862 roku;
  • Liniewski Józef Seweryn. Pamiętnik, wstęp i oprac.: Józef Tomczyk, Lublin 1966;
  • Małachowski – Łempicki  Stanisław, Wykaz polskich lóż wolnomularskich oraz ich członków w latach 1738 – 1821, www.wbc.poznan.pl;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1965, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1992, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, Tom XV, Włodawa 2008;
  • Nikołajewicz Iwan „Czorny”, Wiarygodne dane, 1968, www.militera.lib.ru;
  • Pasikowski Stanisław, Lotny Oddział AK „Nadbużanka”, Łódź 2003;
  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
  • Relacja świadków i ich rodzin: Simon Shupak z Waszyngtonu i Andrzej Ulasiński z Chicago; Andrzej Dyczko z Radzynia Podlaskiego; Jakub Szczupak ze Stanów Zjednoczonych;
  • Rocznik statystyczny Królestwa Polskiego. Rok 1913, w opracowaniu Biura Pracy Społecznej pod kierownictwem Władysława Grabskiego, Warszawa 1914, www.pbc.biaman.pl;
  • Rocznik statystyczny Królestwa Polskiego. Rok 1914, opracowany pod kierunkiem Władysława Grabskiego, Warszawa 1915, www.pbc.biaman.pl;
  • Sprawozdanie Okręgu Lubelskiego Ligi Morskiej i Kolonialnej w Lublinie za Rok 1934 i 1935, Lublin 1935-1936;
  • Starostwo Powiatu Włodawskiego (nr zespołu 416/4), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Sulimierski Filip, Wawelski Władysław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, 1880-1914, www.dir.icm.edu.pl;
  • Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, Warszawa 1827, www.wbc.poznan.pl;
  • Taraszkiewicz Edmund Edward „Żelazny”. Trzy Pamiętniki, red. i oprac.: Filipek Andrzej, Janocińska Bożena, Warszawa – Lublin 2008;
  • Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;
  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911 – 1915;
  • Uruski Seweryn, Rodzina. Herbarz szlachty polskiej, Warszawa 1907; www.wbc.poznan.pl;
  • Urząd Wojewódzki Lubelski (nr zespołu 35/403/0/5.5/236, akta z lat 1930 - 1931), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944 – 1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wspomnienia mieszkańców: Marta Mantaj (z domu Urbaś) z Dębowca; Stefania Namielska (z domu Małek) z Woli Wereszczyńskiej; Stanisław Brzezina z Wiązowca; Antoni Stefaniuk z Lipniaka; Józef Kujawski z Babska; Jan Ulman z Zawadówki; Stanisław Lutomski z Babska; Alfred Dąbrowski z Zawadówki; Janina Osieleniec (z domu Renflejsz) z Zawadówki; Roman Marciniuk z Urszulina; Jerzy Zygmuntowicz z Wiązowca; Marian Kapała z Wiązowca; Zdzisław Korpon, Józef Artymiuk z Woli Wereszczyńskiej; Mirosława Górska (z domu Durys) z Woli Wereszczyńskiej; Maria Kadela (z domu Osieleniec) z Babska.
  • www.archiwa.gov.pl;
  • www.radiopodlasie.pl;
  • www.wolawereszczynska.sacro.pl;
  • www.yadvashem.org;
  • Zarząd Powiatowy we Włodawie (nr zespołu 137/6 – zbiór szczątków zespołu z lat 1858 – 1917), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” Okręg Lubelski (nr zespołu: 35/1099/0/12/444), Archiwum Państwowe w Lublinie.

 

Literatura:

  • Balicki Leon, Dzieje gospodarcze Diecezji Lubelskiej 1918 – 1939, Lublin 1991;
  • Borysiuk Bolesław, Lata walki. PPR, GL i AL na północnej Lubelszczyźnie 1942 – 1944, Warszawa 1981;
  • Caban Ireneusz, Machocki Edward, Za władzę ludu, Lublin 1975;
  • Caban Ireneusz, Oddziały Armii Krajowej 7 Pułku Piechoty Legionów, Lublin 1994;
  • Doroszewski Jerzy, Oświata i życie kulturalne społeczności ukraińskiej na Lubelszczyźnie w latach 1918 – 1939, Lublin 2000;
  • Dzieje Włodawy, pod red. Olszewskiego Edwarda i Szczygła Ryszarda, Lublin-Włodawa 1991;
  • Giemza Zbigniew, Piotrkowski Wiesław, Historia ziem Polskiego Parku Narodowego, www.poleskipn.pl;
  • Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia” nr 3 z 2007 r.;
  • Głaz Alicja, Ewakuacja ludności cywilnej z Lubelszczyzny latem 1915 r., Annales UMCS w Lublinie 2001;
  • Głowacka – Maksymiuk Urszula, Gubernia Siedlecka w latach rewolucji 1905 – 1907, Warszawa 1985,
  • Historia powstania Parafii Rzymsko-Katolickiej w Hańsku, www.hansk.info;
  • Horoch Emil, Komunistyczna Partia Polski w Województwie Lubelskim w latach 1918 – 1938, Lublin 1993, www.dlibra.umcs.lublin.pl;
  • Horoch Emil, Koprukowaniak Albin, Szczygieł Ryszard, Dzieje Parczewa 1401 – 2001, Parczew – Lublin 2001, www.dlibra.umcs.lublin.pl;
  • Kiełboń Janina, Leszczyńska Zofia, Kobiety Lubelszczyzny represjonowane w latach 1944 – 1956, Tom I, Lublin 2002;
  • Kołacz Małgorzata, Tarasiuk Dariusz, Dzieje Gminy Sosnowica. Analiza potencjału historycznego, Sosnowica 2007;
  • Kołbiuk Witold, Duchowieństwo unickie a sprawa niepodległości, [w:] Chrześcijański wschód a kultura polska, pod red. Ryszarda Łużnego, Lublin 1989;
  • Kopczyński Stanisław, Przemysł ludowy na tle stosunków gospodarczych Powiatu Włodawskiego, Lublin 1930;
  • Koprukowaniak Albin, Społeczna aktywność w regionie chełmskim (1864-1914), [w:] „Rocznik Chełmski”, Tom I - 1995;
  • Łukasiewicz Bogdan Jerzy, Zbrodnie okupanta hitlerowskiego w Powiecie Włodawskim 1939 – 1944, Lublin 1973;
  • Łużny Ryszard, Chrześcijański Wschód, a kultura polska: studia, Lublin 1989;
  • Nowolecki Aleksander, Kraszewski Józef Ignacy, Pamiątka dla rodzin polskich. Część 2: Krótkie wiadomości biograficzne o straconych na rusztowaniach, rozstrzelanych, poległych na polu boju oraz zmarłych w więzieniach, na tułactwie i na wygnaniu Syberyjskiem w roku 1861 – 1866, zebrał i ułożył Zygmunt Kolumna, Kraków 1888, www.pbi.edu.pl;
  • Pająk Henryk, Za samostijną Ukrainę, Lublin 1992;
  • Pająk Henryk, Żelazny kontra UB, Lublin 1993;
  • Pelica Jacek Grzegorz, Ślady zapomnianego piękna. Włodawa i okolice, Włodawa 2009;
  • Piotrkowski Wiesław, Zarys historii okolic Poleskiego Parku Narodowego, [w:] „Zeszyty muzealne”, Tom X, Włodawa 2002;
  • Polacy – Ukraińcy 1939 – 1947, Instytut Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu;
  • Przyborowski Walery, Włościanie u nas i gdzie indziej. Szkice historyczne, Wilno 1881, www.bc.mbcradom.pl;
  • Rąkowski Grzegorz, Antoniak Krystyna, Polska Egzotyczna: przewodnik, Warszawa 2006;
  • Rogalski Artur, Elita powiatu włodawskiego doby Księstwa Warszawskiego. Notatki do biogramów, [w:] Życiorysy w trzy kultury wpisane. Włodawskie biografie, pod red.: Marka Bema i Adama Duszyka, Radom – Włodawa 2008;
  • Schyzma i jej apostołowie z okoliczności ostatnich prześladowań Unitów w Diecezyi Chełmskiej, wyd.: A. P. L., Kraków 1875; www.wbc.poznan.pl;
  • Siemion Leszek, Niezapomniany lipiec, Lublin 1979;
  • Siemion Leszek, Rajdy partyzanckie w Lubelskiem 1943 – 1944, Lublin 1983;
  • Smolarek Dariusz, Władze komunistyczne wobec opozycji na południowym Podlasiu w latach 1944 – 1947, Siedlce 2005;
  • Sobiecki Leonard, Z dziejów szkolnictwa podstawowego Powiatu Włodawskiego w okresie okupacji z uwzględnieniem tajnego nauczania, Lublin 1974;
  • Stawarz Andrzej, X pawilon Cytadeli Warszawskiej 1827 – 1997, Warszawa 1998, www.books.google.com;
  • Wawryniuk Andrzej, Leksykon miejscowości Powiatu Włodawskiego, Łuck 2007.

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
King  - pozdrowienia   |2010-08-20 18:48:05
Przepiekna histria moich root korzeni. Rodzina mojej mamy Antoniny Pilarskiej z domu Plackowskiej a mojej Babci Zofi Plackowskiej z domu Budycz i cala rodzina Mironczukow ( ojciec krzesny mojej mama.
( mam zdjecia Jan Mironczuka orazmojej mamy i babci z roku 1947) Chcialbym sie dowiedzic o rodzinie Obuchowskich i Plackowskich cay oni jeszcze zyja w WoliWeresczynskiej. Moja Babcia miala 9--cioro
rodzenstwa i jej najstarszy brat Stephan Budycz wyjechal do Ameryki 1910 roku i ja mam cala dokumentacje jego wyjazdu do Ameryki. Ja mieszkam obecnie w Skokie Illinois i chcialbym w przyszlym roku
odwiedzic Wole Werescynska.
Arthur Eldar
administrator  - plackowscy   |2010-08-21 20:14:39
Witam
Cieszy mnie kontakt od Pana. Byłbym wdzięczny za wszelkie informacje od Pana, zdjęcia, dokumenty, czy wspomnienia. Emigracja zarobkowa z początku XX wieku to ciekawy temat, niestety mam
bardzo mało informacji. Wiem natomiast, że bardzo dużo ludzi z Woli Wereszczyńskiej i okolic wyjechało wówczas do Ameryki, czy Brazylii. Może za Pana pomocą dałoby się to
rozwinąć.
Plackowskich i Obuchowskich chyba u nas nie ma, ale jeszcze popytam się najstarszych, może ktoś z ich rodziny pozostał.
Pozdrawiam i czekam na kontakt. Z chęcią umieściłbym
zdjęcia posiadane przez Pana na stronie.
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy  - dotyczy powiatu Sokołow Podlaski   |2010-02-10 20:48:52
Witam. poszukuję osoby .która znała Władysława Głowackiego byłw AK mial pseudonim Domb walczyl w partyzantce duzo niewiem bo miałam 15 lat kiedy zmarl. dlatego chcialabym sie więcej
dowiedziec o ludziach którzy walczyli zmoim ojcem.Zmarł63r
Anonimowy  - Podziekowanie   |2009-11-26 07:10:26
Witam
Dziekuję za przekaz historyczny mojej rodzinnej miejscowosci Woli Wereszczyńskiej czytałam z dużym zainteresowaniem i przyznaję że nie znałam tej histoirii, jestem zdziwiona że ma tak
bogatą hostorię. Obecnie nie ma juz rdzennych mieszkańców. W wiekszości starzy mieszkańcy wymarli a dzieci ich wyjechały. Szkoda, że miejscowość tak podupadła i się nie roziwnęła.
administrator   |2009-11-26 19:03:47
Cieszą mnie tak pozytywne opinie, a to daje jeszcze większą motywację do szukania i pisania. Też początkowo nie zdawałem sobie sprawy z bogactwem naszej historii, a myślę że wiele jeszcze do
okrycia pozostało, choć wymagać to będzie żmudnego i czasochłonnego przeszukania archiwów. Również żałuję, że mało pozostało świadków, szczególnie dotyczy to właśnie Woli
Wereszczyńskiej, ale cieszmy się z tych, którzy zostali i są wśród nas.
Pozdrawiam
Adam Panasiuk
Anonimowy   |2009-11-27 21:05:43
Przepraszam nie przedstawiłam się
Komentarz napisała
Zofia Suska dawna mieszkanka Woli Wereszczyńskiej
administrator   |2009-11-28 09:21:04
Miałbym do Pani jeszcze prośbę. Może posiada Pani jakieś źródła, stare fotografie, lub zna Pani osoby, które mogłyby zrelacjonować przeszłe wydarzenia. Cały czas staram się te monografie
uzupełniać, by, jeżeli jakieś finanse się znajdą, wydać w przyszłości monografie z elementami albumu.

Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Andrzej  - Witam   |2009-05-30 10:59:15
Jestem wnukiem wspomnianego w pracy Pawła Dyczko - dawnego kierownika Szkoły Powszechnej w Woli Wereszczyńskiej. W pracy zgodnie z moją wiedzą jest kilka nieścisłosci odnośnie jego osoby.
Zamordowany został przez Niemców nie w Oświecimiu ale w Sachsenhausen. Jego żona miała panieńskie nazwisko Furgał. Jeśli chce pan sprostować te informacje to proszę o kontakt na adres
mailowy darfnet@wp.pl

Z poważaniem
Andrzej Dyczko
administrator  - olkowscy   |2009-04-14 20:33:04
Witam
Niestety nie znajduje tego nazwiska w kopiach dokumentów które zebrałem. Najlepiej byłoby się skontaktować z proboszczem Parafii Wola Wereszczyńska, ale parafia w tej wsi powstała
dopiero w 1922 roku, wcześniej Wola Wereszczyńska przynależała do Parafii Wereszczyn. Tam jednak brakuje ksiąg parafialnych z lat 1887 - 1911, są jednak w Archiwum Państwowym w Lublinie. Chyba
że Olkowscy byli prawosławnymi, choć nazwisko na to nie wskazuje. Trzeba też sprawdzić wcześniej czy Zdzisław Olkowski urodził się tutaj, czy się w te tereny sprowadzili.
Jak będę coś
miał, to powiadomię.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia. pl
Zdzislaw Olkowski  - Zdzislaw Olkowski   |2009-04-14 16:37:54
Witam, poszukuje przodkow - ... brat mojego Dziadka mial na imie Zdzislaw - Czy wiadomo Panstwu jak nazywali sie rodzice Zdzislawa Olkowskiego (imiona)? lub gdzie sie urodzil?

Z powazaniem
Janusz
Olkowski
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Piątek, 16 Lipiec 2010 16:47