Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 172
SłabyŚwietny 

 

Dodaj swój Komentarz

 

Adam Panasiuk

 

Śladami zapomnianej historii …

Wola Wereszczyńska

 

  1. Geneza i historia wsi do utraty niepodległości

  1.  
    1. W okresie Rzeczypospolitej Szlacheckiej

Wola Wereszczyńska pojawiła się w chełmskich zapiskach ziemskich już w 1511 roku pod nazwą Volya Verescynska. Wymieniono wówczas właściciela Siedliszcz Iwaszkę Branowicza, jako dzierżawcę części Wereszczyna i Woli Wereszczyńskiej. Nazwę „wola”, „wólka” przejmowały wtenczas osady powstałe z woli i na gruntach właścicieli, w tym wypadku Wereszczyńskich. Termin „wola” dodawano ponadto do miejscowości lokowanych na prawie niemieckim, które uzyskiwały kilka lub kilkanaście lat wolnizny od zobowiązań pańszczyźnianych i danin. Pierwszym właścicielem osady mógł być Fedor Wereszczyński. Wydając w 1539 roku swoją córkę Marusię (Marychnę) za Ostapkę Sosnowskiego (syna Iwaszka, władyki chełmskiego) Fedor zapisał swojemu zięciowi 40 grzywien i 3 chłopów, w tym Łuca z Woli Wereszczyńskiej.

W 1542 roku dokonano podziału dóbr wereszczyńskich. Zygmunt Wereszczyński połowę majątku z osadami Wola Wereszczyńska, Łomnica, Wereszczyn, Lejno i Lin odsprzedał wtenczas podczaszemu chełmskiemu Wojciechowi Siedliskiemu za kwotę 1.000 florenów. W 1564 roku współwłaścicielami wsi obok Wereszczyńskich (Stanisław, Jan, Andrzej i Bogdan) byli już Mikołaj Rej, Elżbieta Siedliska, Paweł Czerniowski i Albert Unieszowski, Największy dział przypadał Rejowi, który płacił podatek od 3 łanów i 1 zagrody. Pod koniec XVI wieku wieś w większej części przeszła na własność Mikołaja, a później również Andrzeja i Pawła Brodowskich.

Pozostałości cmentarzyska w Babsku, jak też znaleziska dokonane w czasie budowy drogi do Urszulina wskazywałyby na tragiczne wydarzenia z okresu połowy XVII stulecia. W miejscach tych odkopano duże ilości ludzkich kości, gwoździe kowalskie, narzędzia kamienne, a także 2 szable. Znaleziska te mogły być pozostałością najazdu Kozaków, którzy łupili te strony w 1651 roku, buntu włościan z końca lat czterdziestych, czy też śladem potopu szwedzkiego, mającego miejsce kilka lat później. O czasach tych opisywał Walery Przyborowski, dziewiętnastowieczny historyk badający dzieje stanu chłopskiego: chłopi stawali na mogiłach, wyglądając czy zbrojne, huczące jak fala morska, tłumy Chmielnickiego nie idą spod Zamościa, lub Węgrzy Rakoczego z Lublina. Gdy atoli zamiast tłumów kozackich, ukazały się chorągwie polskie, wszystko co żyło we wsi uciekało do lasów, do bagnistych puszcz podlaskich, ciągnąc ze sobą wozy z żywnością. Straszne to zresztą były czasy – istna „ruina”. Wszyscy gnębili: Tatarzy, Szwedzi, Kozacy, Węgrzy. Tłumy zgłodniałych, zdziczałych w lesnem życiu wieśniaków, włóczyły się od wsi do wsi. Własność, życie, cnota kobiet, nic nie było szanowane. Częstokroć do uciekającej przed gwałtem dziewczyny strzelano.1 Potwierdzeniem tych słów jest zdanie wypowiedziane podczas obrad chełmskiego sejmiku przez jednego posłów z listopada 1656 roku: Państwo pustoszy nie tylko nieprzyjaciel koronny, ale i intra od swowoli wojsko nasze, które na domy szlacheckie i na kościoły napada.2

W 1658 roku dokonano kolejnego podziału zrujnowanych wojną dóbr wereszczyńskich. Największa część osady znalazła się wówczas w posiadaniu rodziny Uhrowieckich. Dokumenty z tych lat, zgromadzone w wereszczyńskich księgach parafialnych, wymieniają niektórych poddanych, wśród nich Szymka Jakubika gospodarującego na półwłóku pod wilczą jamą, Arlyna Lynki ma wołów pięć, konia jednego, krów trzy, owiec młodemi dwanaście, Chomę Piecha na włóce całej, Dubieszowską na półwłóce.3 Pod koniec XVII stulecia właścicielami dóbr Wola Wereszczyńska zostali bracia Mikołaj, Jan i Aleksander Wereszczyńscy, a w pierwszej połowie XVIII wieku należały w większej części do łowczego żytomierskiego Wojciecha Wereszczyńskiego. W drugiej połowie XVIII stulecia „regestr diecezjów” Franciszka Czajkowskiego z 1783 roku podaje, że właścicielem większości dóbr wolańskich był skarbnik chełmski Marcin Jan Wereszczyński.

Poza rodziną Wereszczyńskich właścicielami części wsi byli w tym czasie komornik graniczny lubelski Walerian Jasieński oraz szlachcic Jan Mikulski, którzy na początku XVIII stulecia toczyli między sobą spory graniczne. Poza sporami granicznymi Jasieński oskarżył w 1712 roku Mikulskiego, że ten bezprawnie przetrzymywał w karcerze jego żydowskiego arendarza. Jan Mikulski procesował się nie tylko ze swoim sąsiadem, ale także z zarządcami lubelskiej synagogi. Przedmiotem sporu była nieznanej wysokości kwota, jaką zarządcy synagogi mieli zapłacić lubelskim karmelitankom. Pełniący funkcję egzekutora Jan Mikulski, jak zapisano w lubelskich księgach grodzkich z 1710 roku, najpierw na jarmarku w Łęcznej pochwycił i osadził w karcerze (znajdującym się w Woli Wereszczyńskiej) dwu Żydów lubelskich (tj. Majera Herszkowicza i Fajbusa Pienkiesiewicza), a następnie po powrocie do Lublina porwał na ul. Żydowskiej protestującego (tj. pisarza synagogi lubelskiej Józefa Abrahamowicza) i Moszka, sędziego żydowskiego i przez 9 dni więził ich w swoim areszcie.4 Wraz z zatrzymanymi lubelskimi kupcami żydowskimi Mikulski zarekwirował posiadane przez nich towary i gotówkę na łączną kwotę 400 złotych. Po 10 dniach więzienia Mikulski postanowił wypuścić pisarza i sędziego oraz, pod groźbą utraty całej zarekwirowanej sumy, wypuścić na okres świąt Wielkanocy kupców lubelskich. Dopiero po 6 tygodniach, w wyniku zawarcia ugody starszych synagogi z Mikulskim, Herszkowicz i Pienkiesiewicz zostali wypuszczeni na stałe.

 

  1.  
    1. Stosunki sakralne

Pierwszy zapis o świątyni w Woli Wereszczyńskiej pochodzi z 1531 roku. Występowała wówczas jeszcze jako prawosławna, jednak z czasem została zamieniona na cerkiew obrządku greckokatolickiego. W 1620 roku w dokumentach urzędowych zapisano, że była pod wezwaniem św. Praksedy. Ufundowanie świątyni obrządku ruskiego było odpowiedzią na zapotrzebowanie duchowe ówczesnych mieszkańców, którzy w przeważającej większości byli Rusinami.

Brak duchownych powodował, że przez pierwsze dziesiątki lat świątynię w Woli Wereszczyńskiej obsługiwał swiaszczennik5 z Wereszczyna. Często dochodziło do sporów pomiędzy kapłanami, a dziedzicami. W 1616 roku przed sądem ziemskim chełmskim skargę wniósł pop wereszczyński, za obrażenia dokonane przez dziedzica Alberta Wereszczyńskiego. Przedstawiając okoliczności zdarzenia pleban zeznawał, że te obrażenia bez żadnej okazji wywołanej sprzeczką zadał mu szlachcic Albert Wereszczyński, syn Kacpra, na wolnej drodze publicznej w Woli Wereszczyńskiej, gdy on z tejże Woli Wereszczyńskiej w dniu wczorajszym poprzedzającym to doniesienie wracał do swej wioski po nabożeństwie z kościoła, który tam się znajduje.6 Z tych samych ksiąg dowiadujemy się również, iż jednym z pierwszych samodzielnych kapłanów był Mateusz Łupowicz, który w 1635 roku wniósł skargę na Wiktora Wereszczyńskiego o pobicie i obrazę osoby.

Następna wzmianka o wolańskiej cerkwi pochodzi z 1668 roku. Z chełmskich zapisków prawosławnej eparchii dowiadujemy się, że proboszczem unickiej parafii był Zachar Mochowicz. Cerkiew była drewniana, bez fundamentów, kryta gontem z dzwonkiem sygnaturką na wieży. Do parafii należały pola zwane nawozem (26 mórg) i stawem (37 mórg).7

Nową świątynię ufundował w 1740 roku Wojciech Wereszczyński, a już rok później została zwizytowana przed przedstawiciela Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego Felicjana Filipa Wołodkiewicza. W sprawozdaniu wymienił przedmioty wchodzące w skład wyposażenia cerkwi: puszka drewniana, kielich z patyną srebrny wewnątrz pozłacany, lichtarzyków cynowych para, miernice cynowe pozłacane i kilka kompletów szat liturgicznych. Obok świątyni znajdował się dzwonnica: dzwonów na dzwonnicy dwa, do elewacyi dzwonków dwa. Głównym źródłem utrzymania była dziesięcina wynosząca snopów piętnaście8 oraz dochody z gruntów cerkiewnych. Wraz z wybudowaniem nowej świątyni do parafii przybył paroch Jędrzej Skalski.

Świątynia ta szybko uległa zniszczeniu, skoro przed 1761 rokiem wspomniany Wojciech Wereszczyński postanowił wybudować nową cerkiew. W 1785 roku i 3 lata później była ona wizytowana, stąd też zachowały się informacje o kilku szczegółach architektonicznych. Miała 5 okien w drzewo oprawne oraz przylegającą zakrystię, a także 4 wejścia, w których wszystkie drzwi na zawiasach był z klamką żelazną.9 Wewnątrz znajdowały się 3 ołtarze, w tym główny, pomalowany na zielono, z płóciennym obrazem Najświętszej Marii Panny. Do świątyni zakupione zostały nowe przedmioty liturgiczne, wykonane głównie ze srebra. Nad babińcem znajdowała się dzwonnica z 3 dzwonami, a w cerkiewnej kopule sygnaturka. Pomimo, że cerkiew była nowa, to szybko ulegała niszczeniu, a pod koniec wieku wymagała generalnego remontu. W sprawozdaniu powizytacyjnym z 1793 roku zapisano, iż w kopule, w podłodze, w podwalinach, w ścianach reparacyi bardzo potrzebująca, w dachach zaś dobra.10 W dobrym stanie były budynki plebalniane, które składały się z nowej dwuizbowej plebani z alkierzem, spichlerza, 2 stodół, chlewu i obory.

W skład parafii, oprócz Woli Wereszczyńskiej, wchodziły miejscowości Łomnica, Lino i Zienki. W 1785 roku parafia liczyła 464 ludzi do spowiedzi sposobnych.11 Parochem już od kilkudziesięciu lat był siedemdziesięciolatek ks. Jędrzej Skalski, który pozostał w Woli Wereszczyńskiej prawie do końca wieku. W 1793 roku napisano o nim: Tenże Wielebny Paroch iest żonaty, ma synów dwóch małoletnich, z nauk iest zdolny, z obyczajów przykładny, w tenże parachianom pilny, tak w administrowaniu świętych sakramentów, iako i dawaniu nauki chrześciańskiey.12 W parafii nie było diaka, co było standardem przy mniejszych świątyniach, natomiast gromada utrzymywała 2 parobków cerkiewnych. O wiernych wizytator pisał, że wśród nich nie ma ani iawnego zgorszenia, ani nienawiści, ani zabobonów, ani opuszczonych małżeństw.13

Głównym źródłem utrzymania parocha była dziesięcina i grunty cerkiewne. Grunty, na których budynki plebańskie są zabudowane zaczynaią od pola wieyskiego wsi Zawadówki, poprzez idącego w koniczynę przy polu, które Gromada Wola Wereszczyńska siać zwykła i do tego pola przylega łąkami, o miedzę z iedney strony iest dworne pole, z drugiej Grzegorza Artyma. Wszerz zagonów 20, wzdłuż 24 razem z ogrodami licząc, wysiewać może miary królewskiey korcy 6. Na teyże łące, która przypiera do pola, może być siana wozów 4. Pole na Podołżu iest między miedzami, z iedney strony pola dworskiego, z drugiey zaś dawnieyszych pól cerkiewnych Woli Wereszczyńskiej. Pole na uroczysku Holszowo zamieniono w 1790 roku na pole takiegoż uroczyska Holszowo zwanego. Leży między miedzami Michała Woytowicza z iedney strony, a z drugiey od lasu. Na pierwszym wysiewa się korcy 3, na drugim ćwierci 6. Pole na uroczysku Holszowo zaczyna się od włóki idącey do Podpuszcza, do którey zaroślami przypiera, wysiać się może nie licząc zarośli ćwierci 3 miary królewskiey. Te pole z iedney strony ma pole dworne, z drugiey błoto niewielkie. (…) Także łąka Romanowszczyzna nazwana o miedzy z iedney strony zarośla, z drugiey łąki poprzeczne gromadzkie, zaczynaią takoż od łąk poprzecznych, a kończy się u granicy garbatowskiey. W tem mieyscu wypada w pole, na którym wysiać może korzec ieden miary królewskiey, takoż w tem samym mieyscu wypada grądów dwa. Na teyże łące błotnistego siana może być wozów 10, z grądowego wozów sześć. Oprócz tych licznych gruntów parafia posiadała łąki przy granicy rusiańskiej.14

Każdemu parochowi przysługiwały przywileje w korzystaniu ze szlacheckich wytworów: A iako z dawna Parochowie Woli Wereszczyńskiey mieli wolności, tak i terażnieyszy wolne ma kuszenie gorzałki, kuszenie na własną potrzebę piwa, wolny wyrąb w lasach, tak i na opał, iak i na budowle gospodarskie oraz wolne łowie ryb. Powyższe dochody uzupełniała dziesięcina takoż snopowa od dawna brana z półwłóku pola po snopa 10 żyta i teraz odbiera się i iak zaświadczaią ludzie zwykle miejscowemu ruskiemu parochowi tak od Rusina i od łacinników należna z wsi Woli Wereszczyńskiey, Łomnicy, Zinków i Leyna.15 Dochody paroch przeznaczał na bieżące remonty, swoje utrzymanie, ale również musiał opłacać państwowe podatki, chociażby opłatę zwaną charitatuvi, którą obciążone były wszystkie grunty dworskie i kościelne. W 1791 roku paroch Jędrzej Skalski z tego tytułu musiał odprowadzić do państwowego skarbu 5 polskich złotych.

 

  1. W okresie zaborowym

    1. Dobra ziemiańskie

W 1790 roku dobra Woli Wereszczyńskiej zostały nabyte przez sędziego ziemskiego Powiatu Włodawskiego (a zarazem podstolego parczewskiego) Karola Godowskiego herbu Odrowąż, żonatego z Ewą Ossolińską. Choć dobra wolańskie kilkakrotnie zastawioano, to jednak długo pozostawały w rękach Godowskich. Pomimo śmierci w 1842 roku Karol Godowski w księgach hipotecznych figurował jako właściciel jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Po nim majątek odziedziczyły dzieci, a zarządzał zięć Leon Babski herbu Radwan. W 1816 roku Babski wziął za żonę Marcjannę Godowską, córkę Karola, i w związku z tym na stałe osiadł w Woli Wereszczyńskiej. W latach 1810-1812 pełnił urząd Podprefekta Powiatu Włodawskiego. Wtedy przystąpił do loży wolnomularskiej „Wolność Odzyskana” w Lublinie.

W 1833 roku Jan de Matta Godowski, syn Karola i generalny plenipotent dóbr wolańskich w zupełności odwołał i unieważnił Leonowi Babskiemu wszelkie pełnomocnictwa tak ieneralne iako i specyalne.16 Decyzja ta wynikała być może z pobytu Babskiego na emigracji, na którą udał się po upadku powstania listopadowego. Wziął w nim czynny udział, a po klęsce nie skorzystał z amnestii i uciekł za granicę. Z zagranicy Leon Babski powrócił, skoro w 1845 roku zmarł w Woli Wereszczyńskiej. Pozostawił po sobie 3 męskich potomków – Wiktora, Franciszka i Karola17. W Woli Wereszczyńskiej pozostał Wiktor, który poślubił Teofilę z Bieńkowskich, a następnie Bronisławę z Andrzejowskich. Wiktor początkowo zarządzał majątkiem, a po śmierci wuja Jana Godowskiego w 1872 roku stał się właścicielem. Jego brat Franciszek, absolwent szkoły politechnicznej w Puławach, zginął w Meksyku, walcząc w szeregach armii meksykańskiej. Objęty przez Babskich majątek był bardzo zadłużony i w związku z nieregulowaniem wierzytelności wobec Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego (na kwotę 82.300 złotych) wystawiono w 1850 roku na publiczną licytację, w celu trzyletniej dzierżawy. Został ponadto okrojony na rzecz dóbr łomnickich i zawadowskich.

Po upadku powstania styczniowego i reformie uwłaszczeniowej majątek jeszcze bardziej podupadał, a zadłużenie rosło z każdym rokiem. Najbardziej kosztownym było uwłaszczenie największego wówczas Załucza, gdyż oddano włościanom ponad 1.100 mórg dworskich i 153 morgi użytkowane dotychczasowo na prawie wieczysto-użytkowym. W latach 1876, 1877 i 1884 przeprowadzono licytacje celem sprzedaży, jednakże właściciel majątku nie uległ zmianie. Obciążenia wierzytelnościami wobec Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego wynosiły w 1884 roku 6.998 rubli. Najstarsze wierzytelności powstały jeszcze za czasów Wereszczyńskich, którzy w 1702 roku zapisali kwotę 1.000 złotych polskich na klasztor karmelitów w Lublinie. Podczas podziału dóbr na majątki w Woli Wereszczyńskiej i Zienkach zapis ten pozostał na obydwu hipotekach. Z Woli Wereszczyńskiej Skarb Państwa odebrał tą kwotę w 1841 roku przy pożyczce Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, a z Zienek jej część przy wypłacie w 1868 roku wynagrodzenia likwidacyjnego. Wobec niesłusznego dwukrotnego pobrania tej samej kwoty Wiktor Babski wytoczył powództwo przeciwko Skarbowi Państwa, które zakończyło się w 1897 roku przychylnym wyrokiem, nakazującemu zwrot 150 rubli (tj. kwoty wypłaconej w ramach wynagrodzenia likwidacyjnego) wraz z odsetkami. Wyrok utrzymano w mocy pomimo odwołania kasacyjnego prokuratorii.

Odzyskana kwota nie uratowała majątku, a po śmierci w 1899 roku Wiktora Babskiego dobra zostały jeszcze bardziej zadłużone. Sytuacji nie odmieniły założenie na obszarze kilku włók stawów rybnych. Już w 1912 roku jego syn Eligiusz zaproponował Bankowi Włościańskiemu ich nabycie celem parcelacji. Było to zjawisko powszechne w Powiecie Włodawskim. Już w numerze „Głosu Podlasiaz 1910 roku pisano, iż wielu właścicieli ziemskich, skutkiem niedbałej lub nieumiejętnej gospodarki, znajduje się w warunkach, w których wyzbycie się przymusowej ojcowizny staje się koniecznością nieuniknioną, na ich miejscu Żydzi stają się właścicielami dóbr. Żydzi, wyciągnąwszy z majątków co się da, sprzedają ziemię Bankowi Włościańskiemu.18 Tak się stało z majątkiem Babskich, który przeszedł w posiadanie kupców żydowskich z Siedlec – Leyzora Lindenbauma, Gdala Zygelbauma i Anczela Turobinera. Majątkiem Babskich do czasu sprzedaży zarządzał Ignacy Różycki. Pomimo jego sprzedaży Różycki pozostał z żoną w Woli Wereszczyńskiej do śmierci, która zastała go w 1919 roku.

Na przełomie wieków w wolańskim dworze mieszkał Romuald Ulasiński, który za udział w ruchach narodowowyzwoleńczych musiał po 1905 roku uciekać z zaboru rosyjskiego. We dworze moja babcia Stanisława, która wyszła za mąż za lekarza Krzyżanowskiego, a po sprzedaży dworu przeprowadzili się do Wisznic19 - opowiada o losach przodków Andrzej Ulasiński. Już po odzyskaniu niepodległości Stanisław Ulasiński – syn Romualda i Stanisławy, powrócił do Woli Wereszczyńskiej i wybudował folwark w pobliskiej Rybakówce nad jeziorem Łukim.

 

  1.  
    1. Wieś i mieszkańcy

Zgodnie z danymi spisu ludnościowego sporządzonego w 1786 roku Wola Wereszczyńska liczyła 61 domów i była jedną z większych wsi w okolicy. Otaczał ją wieniec jezior, bagna i trzęsawiska. W 1808 roku liczba domów zmalała do 54, w nich mieściło się 87 izb, a zamieszkiwało je 376 mieszkańców. Według stanu z 1827 roku wieś liczyła 43 domy z 272 osobami. Już w 1822 roku Komisja Hipoteczna Województwa Podlaskiego informowała o możliwości uregulowania licznie powstałych w Woli Wereszczyńskiej tzw. „pustek”. Powodem ubytku ponad 100 mieszkańców były epidemie cholery oraz głód, zniszczenia wojenne z 1811 roku oraz suszy w 1824 roku. W 1847 roku „Kurjer Warszawski” informował o dużym pożarze wsi. Do kolejnego doszło w 1886 roku, o szczegółach pisała „Gazeta Warszawska”: Pewien obłąkany podpalił cztery domy mieszkalne, 10 stodół a nadto 19 stogów siana. Sąsiedzi nieszczęśliwego, który już od pewnego czasu okazywał widoczne obłąkanie, zbili tak mocno, że znajduje się on teraz w groźnym stanie zdrowia.20 Aby przeciwdziałać pożarom już w 1845 roku władze gubernialne wydały postanowienie, które zawiadamia, że odtąd żaden dom mieszkalny, czy to nowo stawiony, czy też budujący się pogorzeli, nie będzie mógł istnieć bez kominów, jak to się dotąd w zabudowaniach włościańskich zwanych chatami kurnemi praktykuje, ani mieć takowych urządzonemi w sposobie tak zwanym sztangowym, lecz koniecznie w każdem takiem zabudowaniu, komin całkowicie murowany z cegły i nad dach wyniesiony urządzonym bydź musi.21

Wolę Wereszczyńską w zdecydowanej większości zamieszkiwali greckokatolicy. Wieś zamieszkiwali również Żydzi i łacinnicy, chociażby Stepanowscy, Rekuccy, Soleccy, Jeżowscy, Niewiadomscy. „Dziennik Urzędowy Guberni Lubelskiey” z 1845 roku potwierdzał istnienie karczmy z patentem szynkarskim.

Pod koniec XIX stulecia liczba zabudowań mieszkalnych wzrosła do 55, a ludności do 381 osób. Wieś rozciągała się na powierzchni 1.754 morgach ziemi. W północno-wschodniej części znajdował się młyn-wiatrak, należący do rodziny Chomów. Od strony wschodniej założono kilkadziesiąt hektarów stawów rybnych. Uległy zniszczeniu podczas I wojny światowej, a po wojnie zarosły, gdyż upadły majątek został rozprzedany.

Na początku XX stulecia wielu wyjechało do Ameryki, głównie do Stanów Zjednoczonych i Brazylii. Emigracja zarobkowa nie wpłynęła jednak na znaczny ubytek mieszkańców. Przed wybuchem I wojny światowej we wsi znajdowały się już 63 gospodarstwa. Według carskich danych statystycznych zamieszkane miały być przez 290 prawosławnych i tylko 84 rzymskokatolików. Jeszcze mniej łacinników w Woli Wereszczyńskiej było przed wydaniem w 1905 roku ukazu tolerancyjnego, jednakże po uznaniu przez cara swobody w wyznawaniu wiary aż 22 dawnych unitów, siłą wcielonych po 1875 roku do Cerkwi prawosławnej, przyjęło wyznanie rzymskokatolickie.

Dziewiętnastowieczna Wola Wereszczyńska była wsią typowo rolniczą z niewielką liczbą rzemieślników. W pierwszej połowie XIX wieku żyli kowale Chryć Sowoń i Grzegorz Sołoń, wyrabiający cegły strycharz Franciszek Jeżowski, garbarz Jerzy Orłowski, tkacze Jan i Antoni Rekuccy, szewcy Szymon Majewski i Mateusz Kiślewicz, cieśla Jan Oleszczuk, zaś wyrobem powozów oraz sieci rybackich zajmował się Franciszek Różański. W połowie stulecia kowalstwem zajmował się Jan Waszyński, a stolarką – Jan Kiełczewski. Przed wybuchem wojny kuźnię prowadził Wojciech Głowacz. Wielu mieszkańców otrzymywało zatrudnienie we dworze Godowskich i Babskich, czego przykładem mogą być lokaje Jakub Staszewski, Wincenty Stepanowski i Wojciech Zalewski, ogrodnik Marcin Wróblewski, furmani Wojciech Dobraczyński i Michał Golczuk, kucharze Jan Wojciechowski, Michał Murawski i Leon Pałucki oraz liczni wyrobnicy i parobkowie.

Oprócz pracowników fizycznych we dworze mieszkało kilku urzędników dworskich, w tym gajowy Ksawery Kaczanowski, szafarz (tj. urzędnik trzymający pieczę nad kontrolą wydatków dworu) Jakub Slubecki oraz gumienny (tj. urzędnik sprawujący pieczę nad zbiorem i przechowywaniem płodów rolnych) Józef Kulczycki. Najważniejszą była funkcja pisarza dworskiego, którą u Karola Godowskiego i Leona Babskiego pełnił Jan Remiszewski. Majątkiem całym zarządzał rządca, do 1851 roku był nim Ignacy Pałaszewski. Obydwaj legitymowali się szlacheckim pochodzeniem.

Dla zdecydowanej większości głównym źródłem utrzymania była uprawa roli. Pierwsze formy organizacji miejscowych rolników pojawiły się na początku XX wieku. Kilku z nich brało udział w doświadczeniach uprawowych Centralnego Towarzystwa Rolniczego Królestwa Polskiego. W 1910 roku Aleksander Eleszuk i Jan Gabryś doświadczalnie nawozili swoje uprawy żyta saletrą oraz buraki saletrą i superfosfatem. Włodawskie Towarzystwo Rolnicze, w celu podniesienia wiedzy swoich członków, finansowało niektórym (np. dla Aleksandra Eleszuka w 1908 roku) edukację w Szkole Rolniczej w Nałęczowie i innych ośrodkach rolniczych. Kończąc edukację Eleszuk wydał broszurę „Czego nas uczono i jak żyliśmy w szkole rolniczej w Nałęczowie”, z której dochód przeznaczono na kształcenie kolejnych uczniów.

Do czasu uzyskania niepodległości Wola Wereszczyńska nie posiadała swojego urzędu pocztowego, a przyporządkowana była placówce w Sosnowicy. Znajdowała się natomiast szkoła rosyjska, utworzona decyzją rządu gubernialnego w 1885 roku. Nauka w niej miała charakter obligatoryjny. W 1917 roku przekształcono ją w szkołę ukraińską. Dzieci uczył nauczyciel Ksawery Zadarnowskij. W 1918 roku budynek szkolny spłonął.

Spokojne życie tej poleskiej wsi przerywane były wojnami i opisanymi powyżej klęskami żywiołowymi. W 1874 roku doszło do zbrodni, o której pisały gazety w całym Królestwie Polskim. Szczegółową relację zdał „Kurjer Warszawski”. Na drodze wiodącej z Rososzy do Wisznic w krzakach znaleziono zwłoki nieznanej kobiety, niewiadomo przez kogo zamordowanej, która miała w piersi trzy głębokie rany, zadane ostrym narzędziem.22 W wyniku śledczego dochodzenia ustalono, że ofiarą była Marianna Kratiuk z Woli Wereszczyńskiej, a o zbrodnię oskarżono Tomasza Michalczuka. Ten początkowo wskazywał na motyw samobójstwa: Dnia 19 września, spotkawszy na drodze Kratiukowę, zgodził się wraz z nią iść do Wisznicy, lecz nie doszedłszy do tej osady dnia 20 września oboje, chcąc odpocząć, zatrzymali się, przyczem Michalczuk położył się spać. Obudziwszy się zauważył, że został okradzionym, brakowało mu 600 rs., które miał przy sobie. Ponieważ prócz Kratiukowej nikogo przy nim nie było, spytał ją czy nie zabrała mu powyższej summy, lecz otrzymał przeczącą odpowiedź, przyczem Kratiukowa chciała koniecznie by się udał razem z nią do Biały (tj. Białej Podlaski), gdzie zachowane ma pieniądze. Po drodze Kratiukowa jakby zwróciwszy się w stronę krzaków zadała sobie trzy owe rany w piersi, prosząc Michalczuka by ją dobił, co też i uskutecznił.23 W wyniku dalszego śledztwa Michalczuk przyznał się do zbrodni.

 

  1.  
    1. Cerkiew i prześladowanie unitów

Dzieje cerkwi i jej wiernych poznajemy z zapisków Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego. Parafia Greckokatolicka p.w. św. Praksedy w Woli Wereszczyńskiej była średniej wielkości, liczbę wiernych w poszczególnych latach przedstawia poniższa tabela:

Rok

Liczba wiernych

Rok

Liczba wiernych

Rok

Liczba wiernych

Rok

Liczba wiernych

1808

531

1837

526

1851

634

1858

486

1816

483

1838

544

1852

641

1859

508

1819

505

1839

530

1853

650

1860

543

1820

469

1840

548

1854

594

1862

553

1821

500

1841

562

1855

563

1863

537

1832

498

1849

589

1856

513

1864

564

1835

542

1850

613

1857

483

1872

621

1836

494

 

 

 

 

 

 

 

Najwięcej wiernych parafia liczyła w 1853 roku, jednak w kolejnych 4 latach ich liczba zmniejszyła się o 170 osób – z 650 do 483. Był to efekt epidemii i licznych chorób, takich jak ospa, cholera, szkarlatyna, koklusz i suchoty. Na ospę w 1854 roku zmarło 10 unitów, rok później 13 na cholerę. Najwięcej zmarło na szkarlatynę – 6 unitów w 1854 roku i aż 32 w 1856 roku. Łącznie w 1856 roku zmarło 63 greckokatolików, tak więc co drugi z powodu szkarlatyny. Najwięcej wiernych w 1860 roku mieszkało w Woli Wereszczyńskiej (242 osoby), 200 w Zienkach, a 101 w Zawodówce. Odpusty odprawiały się w każdym roku dziesiątego piątku po Wielkanocy podług starego kalendarza.24

Od ostatniego zaboru do kasacji Kościoła unickiego w 1875 roku funkcję parochów (proboszczów) lub administratorów parafii pełniło kilku duchownych:

  • Jędrzej Skalski – do 1801 roku;

  • Mikołaj Makowski – 1801-1824;

  • Symeon Makowski – 1825-1861 (do 1835 jako administrator parafii);

  • Mikołaj Charłampowicz – 1861-1875 (początkowo jako administrator).

Kapłani Symeon Makowski i Mikołaj Charłampowicz obejmowali parafię w wieku dwudziestu kilku lat. Początkowo byli administratorami, a dopiero po kilku latach przyjmowali funkcję parocha, która uprawniała do udzielania wszystkich sakramentów. Symeon Makowski był związany z cerkwią w Woli Wereszczyńskiej całe swoje życie, tu też zmarł, podobnie jak jego ojciec Mikołaj. Funkcja parocha w Woli Wereszczyńskiej była najczęściej łączona z funkcją administratora parafii w Lejnie. Z powodu licznych obowiązków, do których należało także prowadzenie dużego gospodarstwa rolnego, parochowie do pomocy mieli cerkiewnego diaka, odpowiedzialnego przede wszystkim za śpiew podczas nabożeństwa. Od 1854 roku diakiem w Woli Wereszczyńskiej był Andrzej Lesiuk. Parochowie mogli mieć swoje rodziny. Symeon Makowski był synem Mikołaja, żonę miał także Mikołaj Charłampowicz, która poczęła mu syna i 2 córki.

Parafia miała charakter prywatny, świątynia była więc własnością miejscowych dziedziców, zwanych kolokatorami. Pełniąc nad cerkwią patronat, byli odpowiedzialni za jej stan oraz remonty budynków gospodarczych. Prawo patronatu rosyjski car zniósł w 1864 roku, aby osłabić wpływ polskiej szlachty na ludność greckokatolicką. Wobec zadłużających się dworów parafia musiała liczyć na inne źródła dochodu, jakimi były datki wiernych i darowizny, dotacje chełmskiego konsystorza, dochody iura stolae25, czyli tzw. „stuła”, przychody z gruntów cerkiewnych oraz dziesięcina. W 1860 roku dochody ze stuły wyniosły prawie 47 rubli, a dochody z gruntów cerkiewnych – 84 rubli. Do czasu reformy uwłaszczeniowej w 1864 roku dziesięcina pobierana była tak od Rusinów, iako też w małey ilości znajdujących się obrządku łacińskiego.26 Według stanu z 1842 roku paroch Symeon Makowski pobierał dziesięcinę snopową, ze wsi Wola Wereszczyńskiey po snopów 10 od każdego gospodarza czyni kóp27 6, ze wsi Zawadówki snopów 10 czyni kóp 2, z Zienek po snopów 10 czyni kóp 4, z Łomnicy po snopów 10 czyni kóp 2, z Leyna po snopów 15 czyni kóp 8. We wsi Woli Wereszczyńskiey i Zawadówki znaydują się w małey ilości gospodarze obrządku łacińskiego należącego do Parafii Wereszczyna. Lecz wszyscy pomienioną dziesięcinę snopową oddają plebanowi obrządku Grekokatolickiego do Cerkwi w Woli Wereszczyńskiey.28

W 1820 roku fundusz cerkiewny wynosił ponad 119 polskich złotych, a w ciągu 4 kolejnych lat zwiększył się do 133 złotych. Była to kwota niewystarczająca na generalne remonty, które chociażby w 1821 roku kosztowały parafię 400 złotych. Parafia, oprócz wydatków na utrzymanie budynków i zakupu wyposażenia, płaciła podatki, chociażby podymne, które w 1815 roku zmniejszyły stan funduszu o 7 złotych. Dziekan parczewski ks. Sylwester Górski o zasobach finansowych parafii w sprawozdaniach konsystorialnych pisał następująco: Fundusz tey Cerkwii także iest szczupły i w ziemi nie ze wszystkim urodzajny, ma wprawdzie i łąki, ale siano w iednym gatunku ze zgniłą słomą – słowem: przy opłacie podatków nie ma skąd utrzymać Parocha.29

O losach parafii, świątyni imienia Najświętszej Matki Boskiej Bolesnej oraz życiu parafian, dowiadujemy się również z protokołów wizytacyjnych oraz sprawozdań konsystorialnych. W 1804 roku wizytator chwalił ks. Mikołaja Makowskiego za utrzymywanie dobrego stanu budynków cerkiewnych i gospodarczych. W protokole z 1808 roku wizytator zapisał: Cerkiew zwizytowałem, która w należytym porządku utrzymuje się i teyże porządki poprzednimi Wizytami opisane w całości zachowuią się (…). Wizytator wspomniał o nowych eksponatach: Przybył Baldachim nowo sporządzony koloru karmazynowego z frędzelką w około gałązkami białymi obszyty. Krótko opisał stan techniczny świątyni i gospodarki parafialnej, jak też pobożność ludu: I aż Cerkiew (…) w dachach poprawiona została. Lud na nauki zwykł się zgromadzać. Nabożeństwa w dni Święte i Niedzielne należycie odprawiane są (…). Miłość i zgoda między Parochem miejscowym i Parochianami utrzymują się. Dom Parochialny w należytym porządku, iako też i Dokumenta służące temuż Funduszowi przyzwoicie utrzymują się. Gruntów, łąk, ogrodów w spokoyney posesyi miejscowy Paroch używa, inne zabudowania ekonomiczne należycie utrzymują się (…). Funduszu żadnego na światło niebyło, niema i ani żadney kasy, tylko z dobrowolney ofiary lud z Bractwem podług możności opatruie światłem.30

Podczas następnej wizyty z 1815 roku potwierdzono dobry stan techniczny świątyni i budynków parafialnych. W 1821 i 1826 roku poddano ją jednak kolejnym remontom. Następne prace wykonywano w 1840 roku, ale w trakcie ich trwania w dniu 4 marca nastąpiło zawalenie się świątyni i przycerkiewnej dzwonnicy. Na nową świątynię wierni czekali do 1873 roku, do tego czasu jej funkcję pełniła wybudowana w tym samym miejscu jeszcze w 1840 roku tymczasowa kaplica. Nosiła imię Przenajświętszej Bogurodzicy Pocieszycielki Strapionych i uzyskała status świątyni parafialnej.

Nowa kaplica była pośpiesznie budowana, stąd też ze słabej jakości materiału i już po kilku latach potrzebowała generalnej naprawy. Paroch z parafianami przymierzali się do budowy właściwej świątyni. W 1858 roku paroch pisał, iż plan i szalugi zrobione, ale robota nie odbywa się. Fundamenty po raz drugi założono, niszczały, drzewo zgniło. Kaplica była już całkowicie zdezelowana, a cmentarz wymagał powiększenia. Jako jeden z nielicznych w okolicy cmentarzy posiadał swoją pogrzebową kaplicę. W dobrym stanie były natomiast budynki gospodarcze, czyli plebania długości łokci 24 i szerokości łokci 16, stodoła, obora, szopy, spichlerz, chlewy i druga stodoła.31 Plebania była drewniana i mieściła 3 pokoje, spiżarnię oraz kuchnię.

W wyniku akcji prześladowań unitów na Podlasiu Cerkiew greckokatolicka została przemianowana w 1875 roku na prawosławną. Księży unickich spotykały prześladowania władz carskich już od kilku lat wcześniej. Chociażby w marcu 1866 roku aresztowano mającego 28 lat proboszcza Mikołaja Charłampowicza za przetrzymywanie na plebani „przestępcy” politycznego Pankiewicza. Proboszcz wpisał go do ksiąg ludności pod fałszywym nazwiskiem Bolesława Kozłowskiego i wydał fałszywe świadectwo oraz metrykę. Władze carskie w grudniu tegoż samego roku skazały księdza Charłampowicza za to wykroczenie na dożywotnie osiedlenie na Syberii i pozbawienie wszelkich praw publicznych. Wobec próśb parafian, a przede wszystkim za staraniem biskupa Kuziemskiego, wyrok złagodzono. W dniu 8 stycznia 1867 roku namiestnik carski wydał tajną instrukcję, co do losów młodego księdza: Osadzić oskarżonego w kazamatach twierdzy w Modlinie na trzy miesiące, a w uwzględnieniu próśb włościan, powrócić go na probostwo, lecz roztoczyć nad nim surowy dozór policji.32 Tak też się stało, gdyż Mikołaj Charłampowicz powrócił do Woli Wereszczyńskiej w tym samym miesiącu.

Ksiądz Charłampowicz postawę anty-carską wykazywał już wcześniej, gdyż podczas powstania styczniowego pełnił usługi kapelana dla obozujących na pobliskim Lipniaku powstańców Karola Krysińskiego. Zachowanie Mikołaja być może wynikało z anty-carskiego postępowania jego ojca Jana, dziekana dekanatu włodawskiego, i brata Waleriana, proboszcza unickiego z Cycowa. Jana Charłampowicza skazano na dwuletnie zesłanie do Nowogrodu na Syberii. W 1874 roku uciekł do Galicji wraz z Walerianem, Mikołaj dołączył do nich rok później. Tam objął probostwo w Starzyskach.

Jeszcze przed likwidacją Kościoła greckokatolickiego władze nakładały na parafię liczne ograniczenia o charakterze finansowym. W drugim roku powstania styczniowego powierzono zarząd nad majątkiem parafialnym starostom cerkiewnym, wybieranym na zgromadzeniach parafialnych. odbierano tym samym patronat miejscowej szlachcie. Zniesiono wobec parafii unickich obowiązek dziesięciny, a w roku 1866 doszło do przejęcia majątku cerkiewnego. W wyniku pozbawienia duchownych majątku wypłacano im comiesięczną pensję, która tylko za administrowanie parafią w Lejnie wynosiła 1.200 rubli rocznie. Tym samym jeszcze na kilka lat przed likwidacją Kościoła unickiego duchownych podporządkowano finansowo władzom carskim.

Wobec nasilających się represji ludności unickiej wierni parafii w Woli Wereszczyńskiej zaczęli stosować formę biernego oporu. Parafianie protestowali zwłaszcza po zastrzeleniu w 1874 roku 13 wiernych unickich w Pratulinie, którzy wystąpili w obronie swojej wiary. W imię solidaryzmu, wraz z wiernymi 62 innych podlaskich parafii, zaprzestali przychodzić na nabożeństwa, nie przyjmowali niektórych sakramentów, a przede wszystkim masowo przechodzili na obrządek łaciński. Po ostatecznej likwidacji Kościoła greckokatolickiego w 1875 roku wielu unitów podejmowało próby potajemnego uzyskiwania sakramentów w Kościele rzymskokatolickim, o czym świadczą zachowane w pamięci najstarszych osób relacje. Stanisława Sidorowska, przytaczając wspomnienia swoich przodków, opowiada, że chcieli w rodzinie z Woli Wereszczyńskiej pochować zmarłego na cmentarzu w Wereszczynie. Zawsze jednak, gdy zmarł unita, jego dom pilnowali kozacy. Wynieśli więc zmarłego z domu przez zrobioną wcześniej dziurę w dachu, gdy wszyscy spali i pochowali go na katolickim cmentarzu.33 O podobnych wydarzeniach opowiada Genowefa Stadnik: Moja mama opowiadała, że jak chcieli się wyspowiadać, to umawiali się z księdzem i na polu w życie się spotykali.34 Administracja carska próbowała zaliczyć do ludności prawosławnej nie tylko unitów, także i rzymskokatolików, których ojcowie chrzczeni byli w kościele unickim. Władze carskie wydały nawet rozporządzenie, aby dla pounickiej grupy włościan z końcówkami nazwisk „ski” i „icz”, zamienić na nazwiska z końcówką „czuk”. Pod koniec wieku zamieniono również nazwę wsi Wola Wereszczyńska na Wola Wereszczyńskaja.

Wybudowaną w 1873 roku nową cerkiew przemianowano na świątynię obrządku prawosławnego. Niechcącego odstąpić od wiary greckokatolickiej Mikołaja Charłampowicza zastąpił w 1875 roku Włodzimierz Żukowiecki. Zmarł w 1892 roku, a jego nagrobek do dnia dzisiejszego wyróżnia się na zarośniętym cmentarzu prawosławnym. Probostwo po Żukowieckim objął Feodor Liebiedińskij i przebywał w Woli Wereszczynńskiej aż do 1915 roku. Cerkiew p.w. św. Michała nie uzyskała statusu parafialnego, była przez wiele lat filią prawosławnej parafii w Wereszczynie. Według danych z 1901 roku parafia liczyła 1.212 wiernych, jednak 25 z nich (tj. dawni unici), w dalszym ciągu sprzeciwiali się przyjmowaniu sakramentów w cerkwi.

W 1890 roku przeprowadzono generalny remont świątyni, a prace w głównej mierze sfinansowano ze specjalnego funduszu chełmsko-warszawskiej diecezji, która przekazała 500 rubli. Była to kwota niewystarczająca, stąd też dzięki staraniom Żukowieckiego okoliczne dwory przekazały materiał drewniany na kwotę 70 rubli, a parafianie pomagali nieodpłatnie przy zwózce materiałów i w pracach remontowych. Odrestaurowano ikonostas i wszystkie ikony, wykonano z dębowego drewna krzesło dla kapłana i umocowano je na kamiennym fundamencie, odnowiono drzwi, okna oraz dach z kopułami, które pomalowano farbami olejnymi, dobudowano z dębowego drzewa 3 kruchty, wokół świątyni zrobiono drewniane ogrodzenie i pomalowano je od frontu farbami olejnymi. Na zakończenie prac remontowych przybył reprezentujący władze diecezjalne Mikołaj Gankiewicz i kilku towarzyszących mu kapłanów. Kilkanaście lat po generalnym remoncie zaczęto planować budowę nowej świątyni. W 1906 roku parafia otrzymała 300 rubli kredytu na zakup gruntu pod jej budowę. Plany pokrzyżował wybuch wojny światowej.

Zależność narodowości od wyznawanej religii i wykonywanego zawodu kształtowała się w XIX stuleciu w ten sposób, że wyznawcami greckokatolicycmu byli przede wszystkim chłopi ruscy, ale także i polscy, zaś prawie wyłącznie chłopi ruscy wyznawali prawosławie. Rzymskokatolicyzm był religią głównie okolicznej szlachty polskiej i rzemieślników. W tak zróżnicowanej wyznaniowo wiosce zdarzały się mieszane małżeństwa, czego przykładem może być zawarty w 1811 roku ślub ruskiego grabarza Wasyla Martyszuka i łacinniczki Anny Michnówny. Dopóki funkcjonowała świątynia unicka rzymskokatolicy często chrzcili w niej swoje dzieci, a dopiero później formalności uzupełniali w kościele parafialnym w Wereszczynie. Sytuacje takie zdarzały się przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych, zwłaszcza późną jesienią, zimą i wczesną wiosną, gdy dojazd do Wereszczyna stawał się niemożliwym.

Unici i prawosławni po śmierci chowani byli na cmentarzu, położonym za wsią przy drodze do Urszulina. Na początku XIX stulecia funkcję grabarzy pełnili unici Wasyl Martyszuk i Bazyli Matysiuk, a także łacinnicy Jan Olenicz, Jan Drygaczewski, Piotr Posada, Walenty Larentowski i Jerzy Orłowski z Zawadówki. Rzymskokatolickie wyznanie większości mogłoby wskazywać, że z powodu dużej odległości do Wereszczyna, chowano tutaj również mieszkańców tej wiary. Wiele nagrobków (m.in. Pawła Wójtowicza, Michała Kielnicza, Melanii Artymiuków, czy też swiaszczenika Żukowieckiego), choć zniszczonych, wytrwało do czasów dzisiejszych. Po przemianowaniu cerkwi na kościół rzymskokatolicki na cmentarzu chowano także wiernych tego wyznania.

 

  1.  
    1. Historia administracyjna Gminy Wola Wereszczyńska

Jako dobra rodziny Godowskich i Babskich Wola Wereszczyńska oraz okoliczne miejscowości wchodziły w skład gminy patrymonialnej, utworzonej w 1809 roku dekretem księcia warszawskiego Fryderyka Augusta. W sąsiedztwie gminy w Woli Wereszczyńskiej znajdowały się gminy w Andrzejowie, Wereszczynie, Sosnowicy, Wytycznie i Wołoskowoli. Gmina taka nie miała charakteru samorządowego, pełniła jedynie funkcje policyjno-sądowe i administracyjne. Na jej czele stał wójt, którą to funkcję pełnił z zasady miejscowy właściciel dóbr ziemskich. Pierwszymi wójtami mogliby być więc Karol i Jan Godowscy, jednakże w pełnieniu tychże funkcji wyręczano się najczęściej sołtysami lub opłacanym przez dziedzica zastępcą. Pierwszym wzmiankowanym zastępcą wójta został jeszcze za życia Karola Godowskiego Antoni Marcinkowski, który swoją funkcję pełnił również za czasów Leona Babskiego. W 1837 roku, jako wice-wójt podpisywał się już Piotr Szaniawski.

Dwa lata po reformie administracyjnej z 1865 roku Wola Wereszczyńska stała się siedzibą gminy, w granicach znacznie rozleglejszych niż dotychczasowa gmina patrymonialna. Funkcję tą pełniła oficjalnie do 1954 roku, chociaż już w 1944 roku siedzibę przeniesiono do Urszulina. W skład nowej gminy wchodziły sołectwa: Andrzejów, Dalekikąt, Dębowiec, Dominiczyn, Helenin, Jagodno, Józefin, Komarówka, Kozubata, Lejno, Lipniak, Łomnica, Łysocha, Małków, Michelsdorf, Przymiarki, Seńków, Urszulin, Wielkopole, Wincencin, Wereszczyn, Wereszczyńska Wola, Wujek, Wytyczno, Wytycka Wola, Zabrodzie, Zagłebokie, Załucze, Zamłyniec, Zastawie, Zawadówka, Zienki i Zbójno.

Pierwszym szczeblem nowego samorządu było zebranie gromadzkie wsi, w którym uczestniczyli wyłącznie chłopi posiadający powyżej 1,5 morgi ziemi. Drugim szczeblem było zgromadzenie gminne, w którym prawo udziału mieli chłopi posiadający minimum trzymorgowe gospodarstwa i inni właściciele ziemscy. Prawo to przysługiwało tylko osobom z biernym prawem wyborczym, czyli z ukończonymi 25 latami. Podstawowym zadaniem kierowanego przez wójta zgromadzenia gminnego było rozporządzanie majątkiem nieruchomym, dokonywanie rozdziału składek gminnych i podatków, czy też decydowanie o sprawach szkół i pomocy społecznej. Gmina sprawowała również funkcje sądownicze, wobec tego każde zgromadzenie wybierało swojego sędziego i zastępcę. W większości podlaskich gmin funkcję tę pełnili prawosławni chłopi, gdyż jednym z nieoficjalnych wymogów była biegła znajomość języka rosyjskiego. Tak też było w Woli Wereszczyńskiej, bowiem w 1914 roku zastępcą gminnego wybrano Iwana Serejuka z Wytyczna.

Wójtem i ławnikiem mogła zostać wybrana osoba posiadająca co najmniej sześciomorgowe gospodarstwo, nie było wymagane przy tym żadne wykształcenie, lecz niekaralność i ukończone 25 lat. W tej sytuacji, gdy wielu wójtów było analfabetami, bardzo ważna stawała się funkcja pisarza gminnego. Urzędujący w latach siedemdziesiątych wójt Paweł Bolba wszystkie pisma gminne podpisywał 3 krzyżykami. Choć oficjalnie sprawozdania z zarządów gminnych mogły być spisywane w rodzimym języku, to praktycznie we Włodawskim od urzędników wymagano umiejętność pisania w języku rosyjskim. Tym samym pozbawiono możliwości ubiegania się o objęcie urzędów gminnych ludności polskiej.

Pierwszym wójtem został Paweł Kliner z Załucza. Był posłusznym administratorem i wykonawcą poleceń administracji powiatowej, co dowodzi w swoich wspomnienia Seweryn Liniewski z Lejna: Pewnego dnia jawi się do mnie wójt gminy, którym był włościanin z Załucza Paweł Kliner i oświadcza, że ma polecone oznajmic mnie, abym powiedział, który ksiądz poświęcał krzyż postawiony na cmentarzu w Lejnie z dla pamięci Bogdanowicza i abym tablicę wiszącą na krzyżu zdjął i kto go kazał powiesić. Odpowiedziałem, że tablicy nie zdejmę, bo w naszym obrządku religijnym rzeczy poświęconej z krzyża zdejmować nie wolno.35 Po drugiej nieudanej interwencji, dokonanej w eskorcie ze strażnikiem, wójt zgłosił opór Liniewskiego do władz powiatowych. W następstwie pobytu dziedzica we Włodawie sprawa ucichła, a krzyż z tabliczką pozostał.

Następcą Pawła Klinera wybrano włościanina Pawła Klinicza, również z Załucza. Jego zastąpił wspomniany Paweł Bolba. W tym czasie pisarzem gminnym był Zalewski. W latach osiemdziesiątych wójtem został Niewiadomski, pod koniec wieku – Mantej, a następnie do 1907 roku – Niewiadomski. W tym czasie Gmina w Woli Wereszczyńskiej znalazła się na liście fundatorów budowy włodawskiej Cerkwi p.w. Narodzenia Najświętszej Marii Panny – przekazano w 1895 roku 286 rubli.

Skutkiem wydarzeń rewolucyjnych z lat 1905-1907 była zmiana na stanowisku wójtowskim, gdyż Niewiadomskiego zastąpił miejscowy Ukrainiec Mikołaj Chudopara. Funkcję pisarza gminnego powierzono Jakowowi Lisowskiemu (Lisow). Chudopara był gorliwym wykonawcą rusyfikacyjnej i antypolskiej polityki władz carskich. Władzom powiatowym donosił o wszelkich przejawach polskości w gminie, informując chociażby o kolportażu przez sołtysa Wereszczyna Ignacego Garbackiego polskojęzycznej broszury „W Obronie Podlasia”. Po wybuchu I wojny światowej funkcję wójta objął Nowikowski.

Według danych z końca stulecia w gminie mieszkali prawosławni – 3.383, rzymskokatolicy – 2.070, ewangelicy – 1.211 oraz Żydzi – 285. Udział procentowy przedstawiał się następująco: prawosławni – 49,5%, rzymskokatolicy – 28,4%, ewangelicy – 15,1%, a Żydzi – 7%. Unitów zaliczano do wyznawców prawosławia. Po uznaniu przez cara w 1905 roku swobody wyznania liczba rzymskokatolików znacznie wzrosła kosztem prawosławnych. Według oficjalnych danych w 1905 rok w gminie mieszkało 8.798 osób, z czego 30% było wyznawcami rzymskokatolicyzmu, a 47% prawosławia. Po 4 latach liczba mieszkańców miała wzrosnąć do 9.207 osób, zwłaszcza przybyć miało wyznawców rzymskokatolicyzmu (37% - 3.365 osób), gdyż liczba prawosławnych utrzymać się miała na podobnym poziomie (45% - 4.126 osób). Żydzi stanowić mieli wówczas ponad 4% ludności, natomiast protestanci ponad 14%. Tylko w latach 1905-1906 prawosławie porzuciło 453 osoby, jednak fakt ten w danych statystycznych starano się ukryć. Nieopublikowane dane statystyczne z 1906 roku36 ujawniły odmienny wynik. Prawosławni stanowili 41,5% (3.887 osób), rzymskokatolicy – 33,5% (3.138), protestanci – 20,3% (1.903), a Żydzi 4,5% (422). Razem w gminie mieszkało 9.350 osób.

 

  1.  
    1. Ruchy narodowowyzwoleńcze

Wola Wereszczyńska i okolice były obszarem, przez który w okresie zaborowym niejednokrotnie przetaczały się wojska zaborców. Jak zapisano w „Gazecie Korrespondenta Warszawskiego y Zagranicznego” z 1812 roku obywatele Powiatu Włodawskiego musieli szukać schronienia w innych częściach kraiu przed licznym nieprzyiacielem, który ich domy i niwy na krótki czas zaiął i naszedł.37 Teren powiatu opuścili Godowscy i Leon Babski, porzucając tym samym piastowany urząd podprefekta. Babski po raz drugi udał się na emigrację po klęsce powstania listopadowego, na której przebywał przynajmniej do 1835 roku. W wojsku powstańczym pełnił funkcję porucznika.

W 1863 roku przez Wolę Wereszczyńską niejednokrotnie przetaczały się oddziały powstańcze (swój obóz we wsi założył chociażby Lewandowski) i wojska rosyjskie. W dniu 6 marca maszerowały 2 kompanie rosyjskie i 60 kozaków pod dowództwem Jałoszyna, a ich celem było obejście oddziału znanego powstaniowego działacza Marcina Borelowskiego „Lelewela”, który rozbił swój obóz pod Adampolem. W okolicy wsi miały miejsce 2 potyczki. W dniach 7 i 11 lipca z Moskalami walczyły pod Urszulinem oddziały pod dowództwem Adama Zielińskiego, Józefa Jankowskiego i Józefa Władysława Ruckiego oraz Karola Krysińskiego. Prawdopodobnie przez Wolę Wereszczyńską uciekały oddziały Zielińskiego, Jankowskiego i Krysińskiego. W ostatni dzień grudnia spod Osowy uciekały przez wieś litewskie oddziały powstańcze Walerego Wróblewskiego, ścigane przez moskiewskich ułanów i kozaków ppłk. Fedorowskiego. Ze względu na zapadający mrok wojska rosyjskiego zaniechały w Woli Wereszczyńskiej pościgu i zawróciły do Andrzejowa. W dniu 15 lutego we wsi został zatrzymany i osadzony w Cytadeli Warszawskiej młody szlachcic Mikołaj Zieliński, powstaniec oddziału Karola Krysińskiego.

Ze względu na otaczające Wolę Wereszczyńską obszerne lasy, bagna i jeziora w pobliskim Lipniaku powstańcy założyli obóz. Wiosną 1864 roku władze carskie nakazały okolicznym włościanom wyrąbanie w lasach szerokiej drogi łączącej Wolę Wereszczyńską z Lipniakiem, by móc łatwiej kontrolować te tereny. Biorący udział w powstaniu Seweryn Liniewski z Lejna wspominał, że Moskale zaczęli przerąbywać po lasach szerokie, bo kilkunastosążniowe ulice, a szczególniej do miejsc błotnistych, gęsto lasami otoczonych, jak w naszej stronie do Lipniaka wycieli trzy ulice: jedną z zienkowskich pół przez karczmę Janówkę, drugą do Woli Wereszczyńskiej, trzecią do Bud Wytyckich.38

Początkowo oddziały powstańcze były wspierane finansowo przez Babskich, jednak w miarę upływu czasu i słabnących sił powstańców ich stosunek uległ zmianie. Już podczas zimy z 1863 na 1864 rok odmówili udziału w zbiórce ciepłej odzieży dla zaopatrzenia walczących partyzantów. Postawa Wiktora Babskiego względem powstańców była tym bardziej niezrozumiała, gdyż w ich szeregach walczył jego młodszy brat Franciszek. Został on internowany w Igliwie, skąd pod koniec 1864 roku wstąpił do armii meksykańskiej. Tam w mieście Nepolucan został rozstrzelany za dezercję.

Kolejne wstrząsy polityczne objęły wieś już w nowym stuleciu. W dniu 15 marca 1905 roku w Woli Wereszczyńskiej odbyły się pierwsze w Powiecie Włodawskim strajki robotników folwarcznych. Ówczesny naczelnik gminy Niewiadomski komunikował powiatowemu naczelnikowi Gajewskimu, że w dniu 2 marca wieczorem na obszarze gminy pojawili się nieznani ludzie w liczbie od 100 do 200 człowieka, które udawały się po dworach, podburzając parobków.39 Do strajkujących przyłączali się fornale dworscy, występując przede wszystkim przeciwko swoim panom. Takie zachowanie determinowała sytuacja finansowa i prawna parobków, bowiem właściciel ziemski zawierając umowę z robotnikiem rolnym dyktował swoje warunki płacowe. Powszechnie żądano, by parobek miał ze sobą chłopca lub dziewczynę zdolnych do pracy, tzw. „posyłkę”, pracujących bez dodatkowego wynagrodzenia. Również warunki mieszkaniowe były bardzo ciężkie. Robotnicy często mieszkali w czworakach po kilka rodzin w izbie. Nie mieli żadnej opieki zdrowotnej, otrzymywali niewystarczającą ilość opału.

Pochód fornali i wysuwane przez nich postulaty nie zyskały aprobaty miejscowych chłopów, stąd też około osiemdziesięcioosobowa grupa z 4 sołtysami na czele próbowała nawet rozpędzić strajkujących. Przy pomocy miejscowego chłopstwa służby policyjne aresztowały przywódcę grupy Iwana Pożaruka, który po kilku miesiącach przebywania w gminnym areszcie został przewieziony do aresztu w Siedlcach. Taką postawę bogatych włościan tłumaczyć można obawą przed wystąpieniem parobków w ich gospodarstwach.

Rewolucja niewątpliwie przyniosła korzyści chłopom, bowiem oprócz wydania przez cara ukazu tolerancyjnego, uzyskali dodatkowe przywileje dotyczące chociażby korzystania z serwitutów. Wzrosło również poczucie polskości. W maju 1906 roku wydano ukaz zezwalający Polakom na zakup ziemi od swoich rodaków, co od kilkudziesięcioleci było zabronione. Cenę gruntu ustał Siedlecki Urząd Gubernialny do spraw Włościańskich dla każdej z gmin. W 1906 roku cenę za 1 dziesiatynę (2 morgi) w Gminie Wola Wereszczyńska ustalono na 117 rubli. We wsi zbojkotowano szkołę rosyjską, a powstała polska szkoła tajnego nauczania. Wykryto ją już w 1907 roku. Była wyrazem sprzeciwu wobec postępującej rusyfikacji, a przede wszystkim wprowadzenia w szkołach elementarnych języka rosyjskiego, jako podstawowego. Szkołę władze carskie uznawały za jedno z najważniejszych narzędzi prowadzonej przez nich polityki rusyfikacji.

Po 3 latach względnego porewolucyjnego spokoju przez teren gminy przetoczyła się kolejna fala pochodów i strajków. Pod koniec 1910 roku władze powiatowe zakomunikowały wszystkim wójtom o agitatorskiej działalności w Powiecie Włodawskim organizacji rewolucyjnych, podając dokładne rysopisy ich przywódców. Przedstawiono ich jako przestępców, podburzających ludność do grabienia i występowania przeciwko instytucjom publicznym. Wobec zagrożenia władze gminy podjęły w 1911 roku starania, by nie dopuścić do strajków i rozruchów robotniczych w robotnicze święto 1 Maja. Kilka dni przed świętem wójt Mikołaj Chudopara zakomunikował władzom powiatowym, iż sytuacja w gminie jest na ogół spokojna i nie są planowane żadne polityczne i narodowe demonstracje.40 Święto rzeczywiście przebiegło spokojnie, jednakże we wrześniu tegoż roku kilkudziesięcioosobowa grupa dokonała grabieży folwarku Karpińskich w pobliskim Nowym Andrzejowie, zabijając pracownika folwarcznego.

Podczas I wojny światowej w sierpniu 1915 roku do Woli Wereszczyńskiej sięgało prawe skrzydło silnie skoncentrowanych wojsk rosyjskich, które okopało się od Nowego Załucza, aż pod Hańsk. Wobec naporu wojsk niemieckich front szybko został przełamany, a Rosjanie wyparci (10 sierpnia). Poległych rosyjskich żołnierzy pochowano najprawdopodobniej w północno-wschodniej części wsi. Jeszcze w latach dwudziestych XX stulecia na cmentarzu znajdowały się drewniane krzyże. Chcąc opóźnić pościg wroga zastosowali taktykę „spalonej ziemi”, paląc budynki wiejskie. Były już opustoszałe, gdyż z początkiem czerwca wielu wypędzono do Rosji, a wcześniej większość prawosławnych wyjechało dobrowolnie za namową miejscowego popa Feodora Liebiedińskiego). Motywem skłaniającym do dobrowolnego opuszczenia swoich majątków był strach przed opisywanymi przez prasę rosyjską okrucieństwami wojsk niemieckich. Ci, którzy wyjeżdżali pod przymusem, starali się na wszelkie sposoby spowalniać tabor. Celowo łamano i przewracano wozy, oddzielano się od grupy przy każdej nadarzającej się okazji. Spośród ludności rzymsko-katolickiej do Rosji wysiedlono chociażby rodziny Wojciecha Głowacza, Zachara Niewiadomskiego i Franciszka Dąbrowskiego. Wiele wysiedlonych zmarło z głodu lub z powodu chorób. Do Woli Wereszczyńskiej nie wróciła już Aniela Dąbrowska, zmarła w Charkowie w 1917 roku.

Po ustanowieniu na ziemiach polskich okupacji niemiecko-austriackiej Powiat Włodawski znalazł się na obszarze tzw. Ober-Ostu (tj. Obszar Głównodowodzącego Wschodu), podporządkowanego bezpośrednio niemieckiej komendzie wojskowej. Pod rządami niemieckimi sytuacja gospodarcza pogorszyła się ze względu na ogromną eksploatację i wywóz wielu artykułów na potrzeby machiny wojennej. Grabiono zwłaszcza bydło i inny inwentarz domowy. Zaprzestano koszenia pól, a zbiory, z powodu braku naturalnego nawozu, były znacznie gorsze. Życie społeczne podporządkowano surowym zasadom komendy wojskowej, ograniczającym komunikację z resztą kraju. Ponadto od 1917 do 1918 roku „szalała” w okolicy epidemia grypy zwanej „hiszpanką”, zabierając śmiertelne „żniwo”. Umierali zarówno biedni, jak i bogaci, czego przykładem może być Stanisława Krzyżanowska, żona dworskiego lekarza.

Zaraz po ustąpieniu administracji niemieckiej miejscowi Ukraińcy zaczęli tworzyć lokalne oddziały partyzanckie, które dążyły do utrzymania młodej administracji ukraińskiej. Już w lutym 1918 roku austriacko-niemieccy okupanci wyodrębnili Chełmszczyznę, powierzając jej administrowanie Centralnej Radzie Ukraińskiej. Jak relacjonowała stołeczne czasopismo „Ojczyzna i Postęp” zjawili się ukraińscy legioniści z Galicji i Bukowiny na ziemi Chełmskiej. Pod opieką żandarmów lub wojskowych patroli wojskowych chodzili od wsi do wsi, wzywano sołtysów, aby zwoływali gminę, namawiano mieszkańców, aby w razie zapytania podawali się za „Ukraińców”, przyrzekano, że ludność otrzyma bezpłatne szkoły, że ziemia będzie wśród nich podzielona, a dodawali też niektórzy z agitatorów, że panów i księży będzie się „rzezać”. Ludzie jednak zajęli stanowisko odmowne, własnym kosztem zaczęli stawiać własne szkoły, płacąc od dziecka po rublu miesięcznie.41 Ukraińskie oddziały partyzanckie zostały wyparte z terenów Chełmszczyny dopiero na początku 1919 roku przez szybko uformowany w tym celu dwutysięczny oddział wojska polskiego.

Kolejne lata również nie należały do spokojnych, gdyż w sierpniu 1920 roku w okolicach Woli Wereszczyńskiej toczyły się walki wojsk polskich z bolszewickimi, zakończone bitwą cycowską. Przez Wolę Wereszczyńską w dniu 17 sierpnia maszerowała IV brygada polskiej kawalerii. Podpułkownik Tadeusz Machalski wspominał: Marsz odbywał się z wielkimi ostrożnościami, przy ciągłych zatrzymywaniach się straży przedniej i wyczekiwaniu sił głównych na wyjaśnienie położenia wobec pojawienia się zewsząd oddziałów bolszewickich.42 Pod Sosnowicą brygada stoczyła zwycięską potyczkę z dyonem cudzoziemskim.43

Działaniom wojennym towarzyszyły zniszczenia, grabieże, mordy. Polscy mieszkańcy musieli się obawiać się wojsk bolszewickich, z kolei Ukraińcy i Żydzi – polskich. Słynny ze swojego okrucieństwa był jeden z oddziałów wojska polskiego pod dowództwem gen. Stanisława Bułaka-Bałachowicza, składający się głównie z kozaków syberyjskich i dońskich oraz jeńców bolszewickich, zwanych powszechnie „bałachowcami”. Ustępując przed bolszewikami gwałcili żydowskie kobiety, zdarzały się także morderstwa. Z ich rąk zginął miejscowy Szlomo Szczupak.

 

  1. Druga Rzeczypospolita

    1. Ludność i władze Gminy Wola Wereszczyńska

Proporcje narodowościowe i wyznaniowe gminy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości poznajemy ze sporządzonego w marcu 1921 roku spisu powszechnego ludności. Gmina w przeważającej większości zamieszkiwana była przez ludność polską (85%) i wyznania rzymskokatolickiego (54%). Narodowość rusińską wykazało jedynie 10% mieszkańców, zaś wyznanie prawosławne już 30%, a odsetek ten w kolejnych latach rósł. Do narodowości niemieckiej przyznało się jedynie 3,5% mieszkańców, zaś żydowskiej 2%. Wyznawców religii ewangelickiej zanotowano jednak 10%, zaś judaizmu 6%. Łącznie w gminie zamieszkiwało 6.085 mieszkańców. Relacje najstarszych mieszkańców, a przede wszystkim duże rozbieżności między liczbą osób pod względem narodowościowym i wyznaniowym podważają wiarygodność tych danych. Ze względów ideologicznych zaniżano liczbę mniejszości narodowych, by wykazać polskość tych ziem. Za wiarygodne uznać można dane dotyczące struktury wyznaniowej, która w rzeczywistości odpowiadałaby mniej więcej strukturze narodowościowej.

Według danych statystycznych z 1931 roku ogólna liczba mieszkańców w gminie wzrosła do 9.229 i zajmowała obszar 21.170 hektarów. Składała się z 27 sołectw: Aleksandrówka, Andrzejów, Andrzejów Nowy, Andrzejów Stary, Białka, Daleczkunt, Dębowiec, Dominiczyn, Jagodno, Jamniki, Janin, Janówka, Jelino, Józefin, Helenin, Komarówka, Kozubata, Lejno, Lipniak. Łomnica, Łysocha, Michelsdorf, Przymiarki, Sęków, Tadzin, Urszulin, Wereszczyn, Wielkopole, Wincencin, Władzin, Wola Wereszczyńska, Wólka Wytycka, Wujek, Wytyczno, Łowiszów, Zabrodzie, Zagłębocze, Załucze, Załucze Nowe, Zamłyniec, Zastawie, Zawadówka, Zbójco i Zienki). Na przestrzeni 10 lat niemalże podwoiła się liczba budynków mieszkalnych – z 887 w 1921 roku do 1.618 w 1931 roku.

Struktura narodowościowa znacząco uległa zmianie dopiero podczas II wojny światowej. Wymordowano Żydów, a Niemców przesiedlono do III Rzeszy. Według stanu z października 1944 roku na 7.589 mieszkańców zdecydowaną większość stanowili Polacy. Ukraińców było wówczas 2.853, choć i ich już zaraz po „wyzwoleniu” zaczęto przesiedlać na obszar Związku Socjalistycznego Republik Radzieckich (ZSRR).

Pierwszym wójtem gminy w niepodległej już Polsce był Lewandowski, następnie Olchowski. W kolejnych wyborach wybrano z rekomendacji Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) „Piast” Stanisława Piaseckiego z Lipniaka. Pomimo upływu trzyletniej kadencji urzędował dłużej, a w wyborach z 1927 roku wybrano go ponownie. Po nim wójtem w 1931 roku został z rekomendacji PSL „Piast” Jan Piskorski ze Starego Załucza, pełniący swą funkcję również przez 2 kadencje. Gdy wybuchła II wojna światowa funkcję wójta sprawował z rekomendacji Stronnictwa Ludowego Józef Klauda z Wytyczna.

Sekretarzem gminy niemalże przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego był Ignacy Smotrycki z Woli Wereszczyńskiej (od 1919 do 1940 roku). Smotrycki to miał swoją ławkę w kościele i zawsze po mszy ksiądz wychodził żegnał go ręką. Bardzo się uważał44 – wspomina Genowefa Stadnik. Na okres 2 lat zastępował go w latach trzydziestych Ignacy Stadnik z Kopiny. Sekretarzowi pomagał pisarz – na początku lat dwudziestych Smorczewski, oraz rachmistrzowie – Stanisław Połajdowicz z Wereszczyna, Ignacy Stadnik i Wacław Kozłowski z Urszulina. Przez kilkanaście lat przewodniczącym rady gminy był narodowiec Piotr Kujawski z Babska, pełniący również funkcję przewodniczącego gminnych struktur kółka rolniczego. Przez kadencję funkcję przewodniczącego rady pełnił „piastowiec”, właściciel ziemski z Urszulina – Józef Donat Przybyszewski, w pozostałych latach był zastępcą Kujawskiego. Inkasentami podatków gminnych byli w latach dwudziestych Krajeński, a w trzydziestych – Wacław Kozłowski i Dmitriuk.

Na 14 gmin Powiatu Włodawskiego Gmina Wola Wereszczyńska była jedną z większych, a tym samym zasobniejszych w środki finansowe. Pod względem dochodów i wydatków ustępowała jedynie gminom w Horodyszczu, Wyrykach i Sławatyczach. Najwięcej środków finansowych – zgodnie z danymi z 1927 roku – władze gminne przeznaczały na administrację (47%), szkolnictwo (32%) oraz bezpieczeństwo publiczne (9%). Pieniądze z działu bezpieczeństwa publicznego przekazywano na funkcjonujący posterunek policji, który początkowo znajdował się w Wereszczynie, następnie przez krótki okres w Woli Wereszczyńskiej, by kilka lat przed wojną umieścić go w kamienicy Franciszka Kozłowskiego w Urszulinie. Dochody pochodziły przede wszystkim z podatków samoistnych, czyli lokalnych (skarbowy, komunalny, gminny), jak również z opłat (drogowa oraz kominowa) – 52%, z dodatków do podatków państwowych (20%) oraz z opłat administracyjnych (8%).

Wysokie koszty funkcjonowania administracji wynikał z dużej liczebności urzędników. Jeszcze w 1924 roku w lokalnym dwutygodniku „Ziemia Włodawska” pisano, jak jeden z radnych na sesji gminnej uskarżał się, iż pracownicy gminni późno w nocy z powodu nawału pracy zmuszeni są pracować. Zdaniem radnego pracujący umysłowo winni mieć więcej odpoczynku, aniżeli pracujący fizycznie.45 Rada gminy przychylnie odniosła się do wniosku i skróciła pracę urzędników do 9 godzin w dni powszechne, a także postanowiła stworzyć dodatkowy etat.

Wójtowie oraz rada urzędowali w budynku wybudowanym na „księżowskim polu”, czyli znajdującym się na wschód od kościoła. Uchwałę o budowie domu gminnego zarząd gminy podjął dopiero w 1923 roku, a do tego czasu władze lokalne urzędowały najpierw w Andrzejowie, a następnie w Wereszczynie. Początkowo nadzorujący samorząd gminny Wydział Powiatowy we Włodawie zdecydował się na budowę nowego budynku w Wereszczynie, z upływem czasu zmienił decyzję i zezwolił na budowę w Woli Wereszczyńskiej. Prace nad budynkiem urzędu gminy zakończono w 1928 roku.

Funkcja ówczesnego wójta sprowadzała się głównie do zarządzania i utrzymywania porządku w gminie, choć sam również podlegał prawnemu nadzorowi władz powiatowych. W 1925 roku wójta ukarano grzywną w wysokości 10.000.000 marek polskich za niedotrzymanie zobowiązań świadczeń drogowych w naturze, zwanych „szarwarkiem”. Na wójcie i sołtysach spoczywał bowiem obowiązek organizacji prac mieszkańców przy utrzymaniu dróg publicznych. Przykładowo w 1923 roku przy drodze Wola Wereszczyńska-Urszulin właściciele sąsiadujących z drogą gruntów zaorali i nadali kierunek powyższej drogi przez bagna. Wobec takiego obrotu sprawy rada gminy poleciła wójtowi i komisji drogowej udać się na miejsce, zbadać sprawę, a winnych pociągnąć do odpowiedzialności46relacjonuje „Ziemia Włodawska”. Trzy lata później, celem ochrony przydrożnego drzewostanu, rada gminy musiała wydać specjalną uchwałę zabraniającą ścinania drzew bez pozwolenia komisji drogowej. Każde ścięte drzewo mogło być przeznaczone wyłącznie na cele drogowe, a w jego miejsce musiało być posadzone młode drzewko.

Gmina sprawowała nadzór nad sołectwami. Sołtysi pobierali wynagrodzenie, którego wysokość uzależnione było od wielkości wsi. Sołtysi największych wsi otrzymywali miesięcznie 4.000 marek polskich, zaś w najmniejszych po 1.000 marek. Na sołtysach spoczywał obowiązek utrzymania porządku oraz wykonywania zarządzeń wójtowskich. Jednym z takich zarządzeń było zapobieganie włóczeniu się po osadzie bydła.47 Za nieprzestrzeganie przepisów wójt miał prawo nakładać grzywny.

Do kompetencji władz gminnych należało wydawanie pozwoleń na budowę. W 1931 roku władze powiatowe przeprowadziły kontrolę procedury ich wydawania i stwierdzono w Gminie Wola Wereszczyńska liczne uchybienia. Choć na 67 złożonych w 1930 roku wniosków pozytywnie rozpatrzono 65, to wiele decyzji podjętych było z naruszeniem przepisów, głównie o charakterze przeciwpożarowym. Podstawowym zarzutem inspektora budowlanego było zezwalanie na stosowanie nieogniotrwałych pokryć dachowych. Wytknięto liczne uchybienia formalne, polegające na niedbałym wypełnianiu formularzy, chociażby na niewpisywaniu wymiarów parcel. Przestrzegano natomiast stosowanie zasady tzw. „szachownicy”, która była istotna, zwłaszcza przy występującej w okolicy zwartej zabudowie. Budować można było na co drugiej działce, by tym sposobem zapobiegać szybkiemu rozprzestrzenianiu się pożarów. W 1932 roku wojewoda ogłosił ponadto rejestr cegielni, które produkowały materiał ogniotrwały. W gminie do takich zakwalifikowano tylko cztery – Michała Chomy i Feliksa Ulmana z Babska, Józefa Donata Przybyszewskiego z Urszulina i Jakuba Karpińskiego z Wytyczna.

Rady gminy wybierała skład bardzo prestiżowej instytucji samorządowej, jaką był Dozór Szkolny Gminy Wola Wereszczyńska. Instytucja ta administrowała i stała na straży realizacji programu szkolnictwa w gminie. Do jej uprawnień należała także polityka finansowa i kadrowa w szkołach. Dozór szkolny tworzyło 5 osób – w pierwszej połowie lat dwudziestych funkcję przewodniczącego pełnił ks. Izydor Ejsymont z rzymskokatolickiej parafii w Woli Wereszczyńskiej, jego zastępcą był gminny sekretarz Ignacy Smotrycki, zaś członkami Edward Karpiński z folwarku Nowy Andrzejów, Konstanty Czupryński z folwarku Dębowiec oraz nauczyciel z Wereszczyna Edward Gogulski. W 1925 roku dozór szkolny zastąpiono innym organem, jakim była gminna komisja oświatowa, w skład której weszli: wójt Stanisław Piasecki, Ignacy Smotrycki oraz radni Stanisław Kozieradzki z Sękowa, Jan Klauda z Wytyczna oraz Władysław Lamorski ze Starego Załucza. Pod koniec 1927 roku przewodniczącym komisji został Stanisław Kozieradzki, a jego zastępcą Piotr Kujawski z Babska.

Pomimo dużych kłopotów finansowych gmina zaraz po wojnie podejmowała inicjatywy, które miały na celu odtworzenie życia społeczno-kulturalnego i gospodarczego w gminie. W 1923 roku rada gminy postanowiła założyć w Woli Wereszczyńskiej gminną wypożyczalnię książek i czytelnię, na które to zadanie przeznaczono niewiele, bo 3.500.000 marek polskich. W marcu 1926 roku również w Woli Wereszczyńskiej uruchomiono gminną kasę pożyczkowo-oszczędnościową. Na jednej z sesji podjęli uchwałę o upamiętnieniu poległych podczas I wojny światowej. W tym celu w 1926 roku powołano komitet do opracowania i budowy pomnika, do składu którego wybrano ks. Jana Wüstenberga z rzymskokatolickiej parafii w Wereszczynie, ks. Józefa Bujalskiego z parafii w Woli Wereszczyńskiej, radnego Stanisława Kędzierskiego z Andrzejowa, nauczyciela Jana Ignaszewskiego z Wereszczyna, wójta Stanisława Piaseckiego oraz radnego Tokarzewskiego. Inicjatywa nie doczekała się realizacji. Gmina przeznaczyła ponadto 20.000 marek na budowę we Włodawie pomnika bohatera powstania styczniowego ks. Brzóski, jednak i ta inicjatywa nie zakończyła się sukcesem. Rada gminy dbała także o poziom wiedzy rolniczej. W lutym 1927 roku rolnicy ze wsi i okolic mogli wziąć udział w organizowanych przez gminę szkoleniach rolniczych, w których przekazywano wiedzę z zakresu hodowli i uprawy ziemi. Szkolenie odbyło się przy pomocy funkcjonującego we wsi kółka rolniczego, którym kierował Piotr Kujawski z Babska. W ramach kursów rolnicy ze wsi i okolic otrzymali zbożowy materiał siewny.

Życie w gminie ożywało zawsze przed wyborami parlamentarnymi i samorządowymi, a to wskutek „najazdu” kandydatów i agitatorów. Przed wyborami z 1922 roku aktywną agitację w Woli Wereszczyńskiej prowadzili chadecy, w tym działacz Związku Ludowo-Narodowego Teodor Libiszowski z Sosnowicy. Wyniki wyborów z tego roku pokazały jednak, iż największą siłą polityczną były ugrupowania skupione w Bloku Mniejszości Narodowych, zwłaszcza o charakterze ukraińskim. Ich duże poparcie wynikało ze struktury narodowościowej gminy. Dużą popularnością cieszyły się organizacje komunistyczne, będące szczególnie silne w zachodnich gminach Powiatu Włodawskiego. Znikome poparcie uzyskały partie ludowe.

Układ sił politycznych w gminie zmienił przewrót majowy z 1926 roku. Na skutek represji wobec stronnictw politycznych o nastawieniu antysanacyjnym coraz większe wpływy uzyskiwali zwolennicy partii propiłsudczykowskich. W gminie tworzono organizacje paramilitarno-polityczne, które miały na celu prowadzenie agitacji prorządowej, zwłaszcza wśród młodzieży. Kryzys gospodarczy potęgował jednakże niezadowolenie wobec władz sanacyjnych, szczególnie wśród rolników. Ograniczanie demokracji, poprzez ingerencję władz rządowych w funkcjonowanie niezależnych organizacji związkowych, wywołało natomiast niezadowolenie nauczycieli. W październiku 1937 roku we wszystkich szkołach w gminie nauczyciele odmówili przeprowadzenia lekcji, wyrażając tym samym swój sprzeciw wobec ograniczania przez rząd niezależności Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Wybory samorządowe z 1927 roku i parlamentarne z marca 1928 roku nie potwierdziły jeszcze dominacji partii sanacyjnych, jak również zwycięskich w poprzednich latach mniejszości narodowych. W wyborach samorządowych do rady gminy mieszkańcy wybrali za swoich przedstawicieli 7 piastowców, 4 Ukraińców i 1 endeka. Piastowców wybrano na stanowisko wójta i jego zastępcę. W wyborach parlamentarnych na terenie gminy wygrało PSL „Wyzwolenie” z 27% poparciem. Duże, bo 24% poparcie uzyskała ukraińska partia Sel-rob (Ukraiński Włościańsko-Robotniczy Związek Socjalistyczny) „Prawica”, niespodzianką zaś były wyniki faworyzowanego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, który uzyskał jedynie 10% głosów. Blok Mniejszości Narodowych osiągnął 13%, Polsko-Ukraińskie Zjednoczenie Chłopów i Robotników – 9%, a Blok Katolicko-Narodowy (endecja) i Polska Partia Socjalistyczna po 7% poparcia. Wyniki wyborów potwierdziły dominację polityczną ruchu ludowego. Już w czerwcu 1926 roku, po dokonaniu zamachu majowego, starosta włodawski skarżył się, że objęte agitacją propiłsudczykowską PSL „Wyzwolenie” wywołało pośród ludności Gminy Wola Wereszczyńska zwiększoną niechęć do płacenia podatków. Zwycięstwu PSL „Wyzwolenie” pomogło jednak najbardziej unieważnienie listy mającego silne poparcie w gminie PSL „Piast”, do której to partii należał wójt Stanisław Piasecki oraz większość radnych, w tym wpływowi w Urszulinie Emilian Kędzierski i Józef Donat Przybyszewski.

 

  1.  
    1. Ludność i układ przestrzenny wsi

Choć w pierwszych latach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości władze gminne urzędowały w Andrzejowie i Wereszczynie, to Wola Wereszczyńska w dalszym ciągu pozostawała siedzibą gminy. Zamieszkiwali ją w większości mieszkańcy ukraińskiej narodowości i wyznania prawosławnego, co różniło wieś od charakteru wyznaniowego i narodowościowego całej gminy. Zgodnie ze spisem powszechnym z marca 1921 roku wieś tworzyło 49 gospodarstw zamieszkałych przez 320 osób. Ponadto w 1 baraku folwarku mieszkało 11 osób. Z ogólnej liczby aż 223 osoby było wyznania prawosławnego, a tylko 75 rzymskokatolików, 27 Żydów i 6 greckokatolików. Spis nie wymieniał ewangelików, choć przed II wojną światową zamieszkiwała już rodzina Ziebartów. Proporcje wyznaniowe z 1921 roku potwierdził sporządzony w sierpniu 1923 roku spis wojewody lubelskiego. Znacząco wzrosła liczba prawosławnych (290 osób) oraz nieznacznie rzymskokatolików (84 osoby).

W przededniu wybuchu II wojny światowej w Woli Wereszczyńskiej znajdowało się 131 gospodarstw, z czego 22 gospodarstwa stanowiły wydzieloną część – Kolonia Wola Wereszczyńska. Kolonia wchodziła w skład gromady Olszowo, która terytorialnie obejmowała także kolonie Babsk i Zarudka. Gromadę Wola Wereszczyńska tworzyła natomiast sama wieś, w tym pofolwarczne zabudowania kolonijne na południu, wchodzące współcześnie w skład sołectwa Babsk.

Otoczone zewsząd lasami uroczysko Olszowo znajdowało się na wschód od Woli Wereszczyńskiej. Nazwa miejsca po raz pierwszy pojawiła się w parafialnych księgach wereszczyńskich w XVI stuleciu. Dokumenty greckokatolickiego konsystorza z XVIII stulecia wskazują, iż w uroczysku zwanym Holszowo znajdowały się pola uprawne włościan z Woli Wereszczyńskiej. Osadnictwo na tym obszarze datuje się na początek XX wieku, budowali się tam głównie Polacy. Oprócz nich w osadzie żyło kilka rodzin niemieckich (m.in. Edwarda Pahla) oraz polsko-ukraińska rodzina Wałeckich. Na początku okresu międzywojennego w Olszowie znajdowało się około 30 gospodarstw, przed wybuchem II wojny światowej już tylko 14.

Znaczna część gruntów gromady Wola Wereszczyńska (712 mórg) należała po zakończeniu wojny światowej do dóbr dworskich po rodzinie Babskich. Obejmowały pola i lasy północnej części kolonii Babsk i przylegały bezpośrednio do zabudowań wiejskich Zawadówki i Woli Wereszczyńskiej. Ich właściciele, kupcy żydowscy z Siedlec, stopniowo sprzedawali pojedyncze parcele. Chociażby w 1919 roku nabywcami ponad 47 mórg w części „Elów” (nazwanej od właściciela Eli Arona Kirszenbauma) zostali Józef Tyryluk, Stepan Wołos i Jan Golczuk – wszyscy z Woli Wereszczyńskiej. Za grunty te zapłacili 6.000 rubli. Od nich całość ze wszystkim tym, co się na miejscu znajduje i stanowi nieruchomość z natury i przeznaczenia, za wyłączeniem jednej sosny48 odkupił za sumę 5.000 rubli Emilian Marciniuk z Zawadówki. W 1921 roku niesprzedana część majątku została w formie przymusowego wykupu przejęta przez Skarb Państwa, następnie odkupiona przez Antoniego Marczewskiego i Franciszka Bernasia, a dzierżawiona przez Pawłowskich. Księga adresowa przemysłu z 1922 roku informuje, że we wsi znajdował się tartak własności Lejby Silberberga, prawdopodobnie zlokalizowany w majątku.

W połowie lat dwudziestych grunty podworskie wraz z budynkami zostały rozparcelowane. Budynki dość szybko nowi nabywcy, ale też okoliczni mieszkańcy bez prawa do własności, rozebrali na budulec. W wyniku takiego stanu rzeczy władze powiatowe zobowiązały w 1927 roku gminę do zabezpieczenia powództwa na rzeczach nieruchomych w majątku. Już w latach trzydziestych tych budynków praktycznie nie było. Pamiętam za to dobrze stary sad i duże lipy49 – wspomina Genowefa Stadnik. Znaczna część na południe od Zawadówki oraz pomiędzy Babskiem i Olszowem przeszła w latach trzydziestych w posiadanie rodziny Cichońskich. Jezioro Długie stało się własnością rodziny Gierlińskich z kolonii Wola Wereszczyńska.

 

  1.  
    1. Gospodarka, rzemiosło i rolnictwo

Pierwsze lata po wojnie światowej były okresem odbudowy Woli Wereszczyńskiej, jako gminnego ośrodka administracyjnego. Oprócz urzędu gminy utworzono placówkę pocztową oraz wybudowano szkołę powszechną. W 1927 roku wieś ztelefonizowano poprzez wykonanie połączenia z Sosnowicą. Do wybuchu wojny w telefon wyposażony był jedynie budynek urzędu gminnego, a połączenia wykonywać można było jedynie od godziny 8.00 do godziny 15.00. Pod względem rozwoju gospodarczego Wola Wereszczyńska ustępowała jednak innym miejscowościom gminnym – Wytycznu, Wereszczynowi i Urszulinowi.

W północnej części wsi znajdowały się 2 młyny-wiatraki, jeden będący własnością Daniela Sytyka. Pomiędzy kościołem a Zawadówką stał trzeci wiatrak Franciszka Kapy. Na przeciwko cmentarza znajdowała się cegielnia Michała Chomy, a kuźnię prowadzili Wojciech Głowacz i Władysław Sławiński. Stalarstwem zajmowali się Wasilij Gromiuk, Stanisław Nowodziński, Jan Furtak i Władysław Piskorski. Usługi akuszerskie wykonywały Ajdla Szczupak i Olszewska, zaś krawieckie – Zelman Szczupak.

Naprzeciwko kościoła znajdował się sklep i restauracja z wyszynkiem alkoholu Macieja Kobaka, który dorabiał sprzedażą mięsa i wędlin po okolicznych jarmarkach. Od strony Babska sklep tekstylny i spożywczy posiadał Szachna Lerner. Tam wszystko było, co człowiek chciał. Tylko w szabas zamknięte było50 – wspomina Genowefa Stadnik. Pamiętam, jak pieczywo sprzedawali. Nosili po wsiach w koszach na plechach. Bardzo smaczne było51 – dodaje Janina Osieleniec. W części północnej niewielki sklepik spożywczy prowadziła rodzina Froima Gryfa. W 1930 roku Polacy założyli w przykościelnej organistówce Spółdzielnię Związkową „Zgoda”, której głównym źródłem utrzymania były dochody z utworzonego sklepu spożywczo-przemysłowego „Społem”. Spółdzielnia liczyła w 1940 roku 108 członków, w tym 83 rolników i 17 robotników. Przed wybuchem wojny Ukraińcy założyli Spółdzielnię Związkową „Nadzieja”, która również otworzyła sklep w północnej części wsi.

Podstawowym źródłem utrzymania mieszkańców było rolnictwo, stąd też już w ostatnim dniu 1928 roku założono w formie stowarzyszenia Kółko Rolnicze „Snop”. W ramach tej organizacji instruktorzy rolni szkolili miejscowych chłopów, wyposażali nieodpłatnie w materiał zarodowy i siewny, a nawet prowadzono w Woli Wereszczyńskiej zbożowe poletko doświadczalne (odmiany pszenicy puławskiej, wysokolitewki i banatki).

Gospodarstwa rolne były słabo zmechanizowane, a używano głównie prostych narzędzi, jak kosa, sierp, motyka. W pracach powszechnie pomagały dzieci, nawet kosztem edukacji, stąd też liczne były wypadki, często z tragicznym skutkiem. O kilku z nich dowiadujemy się z rubryki kryminalno-policyjnej „Ziemi Włodawskiej”. Podczas kopania kartofli jesienią 1927 roku zginęła dziesięcioletnia Helenka Sowa. Została przez nieostrożność uderzona motyką w głowę przez swoją siostrę Anię, starszą jedynie o 2 lata. Helenka po 3 dniach cierpienia zmarła. Niektórzy mieszkańcy zaczęli plotkować, że siostra dokonała tego celowo z powodu nienawiści, jednak policja wykluczyła tę wersję wydarzeń i uznała tragedię za nieszczęśliwy wypadek. Z kolei „Kurier Lubelski” informuje nas o wypadku z 1932 roku: Bawiła się na drodze 3-letnia Eugenia Wołczyk, która w pewnym momencie nie zauważywszy nadjeżdżającego wozu dostała się pod jego koła, doznając ciężkich obrażeń ciała.52 Dziecko udało się utrzymać przy życiu, przewożąc je do szpitala w Lublinie.

Bieda skłaniała niektórych do kradzieży. Podlaski tygodnik „Podlasiak” informuje, że w 1923 roku w Kolonii Wola Wereszczyńska zrabowano ze stajni Stefana Iwanickiego konia wartego 60.000.000 marek polskich. W wyniku dochodzenia śledczego ustalono, że kradzieży dokonali sąsiad Iwanickiego – Jan Sokołowski i Władysław Grotek z Rozkopaczewa. Sokołowski zdołał uciec z klaczą, zaś Grotka policja aresztowała. Natomiast wiosną 1928 roku we wsi Turno Zachariasz Niewiadomski z Woli Wereszczyńskiej zakradł się razem ze swoimi 2 kompanami do zagrody gospodarza Romana Dudy. Dwutygodnik „Ziemia Włodawska” informuje, że rabunek zakończył się tragicznie, gdyż gospodarz z pomocą sąsiadów tak mocno pobił rabusiów, że dwóch z nich, w tym Niewiadomski, zmarło na miejscu.

Wypadki i rabunki, to niejedne nieszczęścia, jakie spotykały mieszkańców. Z powodu biedy licytowano najbardziej zadłużonych gospodarzy. Taki los spotkał w 1936 roku Feliksa Lutomskiego z kolonii. Zlicytowano mu ruchomości składające się z sześciu kóp pszenicy, dziesięciu kóp żyta, wałacha, maciory i wozu gospodarczego, oszacowanych na łączną sumę zł. 530.53 Cztery lata wcześniej urzędnicy sądowi za zaległe podatki podjęli próbę zajęcia ruchomości należących do Jana Tyryluka. Egzekucja długu skończyła się niepowodzeniem. Jak donosił „Kurjer Lubelski” Tyryluk zdziwił się niemile i odmówił zapłacenia. Wówczas sekwestratorzy przystąpili do zajęcia ruchomości w czem im jednak przeszkodził właściciel, któremu przyszli z pomocą ludzie, zebrani licznie przed domem Tyryluka. Widząc, że sami nie dadzą rady, sekwestratorzy udali się na posterunek. Przez całą drogę towarzyszył im tłum kobiet i mężczyzn, zawodząc pieśni, których treść dotąd nie ustalono.54

 

  1.  
    1. Stosunki narodowościowe i życie społeczne

Przez cały okres międzywojnia utrzymywała się przewaga ludności ukraińskiej (rodziny: Demiana Groma, Stefana Bolby, Mikołaja Kosobudzkiego oraz Adamiukowie, Artymiukowie, Bartoszukowie, Chilimończukowie, Chudpoparowie, Czeberakowie, Czeszejowie, Demiediukowie, Doboszowie, Dudyczowie, Dyksowie, Golczukowie, Gierlińscy, Gromiukowie, Jakubiczowie, Klocowie, Kozłowscy, Kuchtowie, Kuśmirowie, Lewczukowie, Litwaczukowie, Makarewiczowie, Maśluchowie, Miszczukowie, Muzyczukowie, Nazarukowie, Niewiadomscy, Nowitkiewiczowie, Pieszakowscy, Pilipiukowie, Prażmowscy, Rekuccy, Seniukowie, Sucharczukowie, Sytykowie, Tiołkowie, Tyrylukowie, Waszczukowie, Wdowiczowie, Wołosowie), zamieszkującej głównie część północną wsi. Byli w zdecydowanej przewadze wyznania prawosławnego, dlatego też po likwidacji w 1919 roku cerkwi uczęszczali na modlitwy do Sosnowicy. Pop prawosławny przyjeżdżał do Woli Wereszczyńskiej, by nauczać religii dzieci prawosławnych. Stosunki Polaków i Ukraińców układały się przed wojną na ogół poprawnie. Nastoletni wówczas Edward Romanowski wspomina: W Woli było wielu naszych prawosławnych przyjaciół dla mnie i moich rodziców – katolików. Rodziny: Mikołaja Adamiuka, Jerzego Pieszakowskiego, Jana Golczuka, Artymiuków, Czeberaka zwanego „Aniołem” i wielu innych pozostały mi bliskie. Święta doroczne i rodzinne były okazją do spędzania czasu za wspólnym stołem biesiadnym. Przed wojną żyliśmy jak jedna wielka rodzina życzliwych i wzajemnie uczynnych.55

Wobec dużego nasilenia ludności ukraińskiej dużą popularnością cieszyła się ideologia komunistyczna. Choć Komunistyczna Partia Polski została zdelegalizowana zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, to jej nieformalne struktury funkcjonowały w Woli Wereszczyńskiej przez cały okres międzywojnia. Na początku lat trzydziestych we wsi siedzibę miał jeden z czterech w powiecie komitetów rejonowych Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (KR KPZU). Przez dłuższy czas strukturami komunistycznymi kierował syn przedwojennego wójta, Ukrainiec Chudopara. Był organizatorem pochodów pierwszomajowych. Później przed kolejnymi pochodami policja na dwa, trzy dni przed aresztowała go. Raz, jak wracałem z bratem Aleksandrem z Urszulina, to przy Szadkowskich zobaczyliśmy go w rowie. Miał tak zbite pięty, że nie mógł chodzić, wiec jego zabraliśmy56wspomina Józef Kujawski. W latach trzydziestych w ścisłych władzach struktur gminnych tejże formacji politycznej zasiadali: sekretarz Jan Czeberak, technik Jan Kuśmir i skarbnik Mikołaj Miszczuk. Pod koniec 1932 roku również KPZU zostało zdelegalizowane, dlatego też dotychczasowi członkowie partii wstępowali do Selrob-u, faktycznie opanowując jej struktury.

W Woli Wereszczyńskiej powstały także struktury Komunistycznego Związku Młodzieży Zachodniej Ukrainy. Środkiem represji władz lokalnych wobec członków organizacji były aresztowania. Największe miały miejsce w dniu 14 marca 1937 roku. Być może były reakcją na zorganizowaną przez miejscowych komunistów akcję plakatową, wymierzonej przeciwko Berezie Kartuskiej57, bądź też zbiórkę składek (po 70 groszy od członka) na wspomożenie sił republikańskich w wojnie domowej w Hiszpanii. Oprócz składek rozpowszechniano widokówki z pola walki w Hiszpanii oraz czytano na wieczornicach artykuły o wojnie. Najbardziej fanatyczni komuniści wyjeżdżali do ZSRR, chociażby Andriej Czeszej i Józef Storczewski. Zostali zamordowani przez NKWD w ramach czystki stalinowskiej z 1937 roku.

Swoją filię we wsi miało Stowarzyszenie „Ridna Chata” („Ojczysty Dom”), które powstało w dniu 4 grudnia 1926 roku, a działało do 1930 roku. Przewodził niemu Józef Artemiuk. Organizacja stała się największą i najważniejszą organizacją oświatową tejże mniejszości narodowej w Polsce. Koncentrowała się na kolportażu prasy ukraińskiej, czy też na organizowaniu ukraińskiego życia kulturalnego.

Z upływem lat coraz większy odsetek mieszkańców wsi stanowili Polacy (Brzyccy, Chomowie, Czekierdowie, Gajewscy, Górnieccy, Jedutowie, Jedynakowie, Karaskowie, Kobakowie, Kopronowie, Lutomscy, Łosiowie, Mazurowie, Mirończukowie, Niewiadomscy, Parulscy, Pastuchowie, Plackowscy, Rentflejszowie, Romaniukowie, Sławińscy, Wegnerowie, Wesołowscy, Witkowscy, Wójtowiczowie), zamieszkujący głównie południową część wsi (współcześnie Babsk) oraz osadę Olszowo. Swoją aktywność społeczno-polityczną rozwijali przede wszystkich w organizacjach prorządowych, młodzieżowych i religijnych. Jedną z nich była Młodzieżowa Drużyna Strzelecka „Strzelec”, mająca swoją siedzibę w kościelnej organistówce. „Strzelec” to propiłsudczykowska młodzieżowa organizacja, w której uczono się przysposobienia obronnego. Organizował ją Stanisław Kędzierski z Urszulina, a po nim miejscowi nauczyciele Bolesław Skibiński i Paweł Dyczko. Pomimo dużej popularności inicjatyw paramilitarnych wśród młodzieży zdarzały się przypadki uchylania od służby wojskowej – w 1932 roku poprzez publiczne obwieszczenie poszukiwano Seweryna Szadkowskiego.

Na początku lat trzydziestych powstały oddziały prosanacyjnych organizacji Ligi Morskiej i Kolonialnej (LMiK) oraz Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (LOPP). Propagująca zagadnienia morskie i akcję kolonizującą LMiK powstała w 1934 roku. Skupiała ponad 50 członków, jednak w roku następnym było ich jedynie 15. W tym samym okresie funkcjonowała promująca lotnictwo sportowe i wojskowe oraz obronę przeciwlotniczą LOPP, którą kierował ks. Józef Bujalski. Funkcjonowały ponadto organizacje o charakterze religijnym, chociażby Katolicki Związek Młodzieży Męskiej i taki sam związek żeński, którym to organizacjom szefowali Aleksander i Emilia Kujawscy.

Centrum życia kulturalnego polskiej młodzieży stała się kościelna organistówka. W niej znajdowały się siedziby większości polskich organizacji oraz organizowania spotkania i uroczystości. W 1938 roku wybudowano nową z materiału po rozebranej cerkwi w Lejnie. Spotkało się to z dużym protestem ludności ukraińskiej, którzy nawet kładli się na drogę, gdy do Woli Wereszczyńskiej nadciągały furmanki z materiałem. Wtedy Bujalski strzelał do nich z dubeltówki, by rozgonić ich58 – opowiada Jan Ulman.

Oprócz ludności ukraińskiej i polskiej znaczący odsetek stanowili Żydzi.
W pobliżu kościoła mieszkały rodziny Jukiela, Szachny Lernera, Zelmana i Jankiela Szczupaków. Naprzeciwko obecnej strażnicy w wielorodzinnej chacie żyły rodziny Froima i Moszka Gryfów oraz Moszy i Rajzy Zinczuków. W części północnej mieszkało w baraku żyło 5 uboższych rodzin (m.in. malarzy Arona Frymermana, Abrama i Szmula Farbiarzów, Efraima i Pesi Geritzów). Najbogatszy ze społeczności żydowskiej był Szachna Lerner.
Był też najbardziej wykształcony, Pełnił funkcję zastępcy rabina, dlatego w jego domu Żydzi zbierali się na modlitwę i na obchody świąt, był najbliższa bożnica znajdowała się w Sosnowicy59 – opowiada Stanisław Lutomski. Cieszył się szacunkiem wszystkich mieszkańców wsi, dlatego niejednokrotnie wybierano go do rady gminy. Podczas wizyty biskupa to Szachna Lerner witał go chlebem. Rozmawiali ze sobą po hebrajsku60 – wspomina Lutomski. Rabinem był Jakow Frymerman, jednak z powodu zamożności, to Szachnę Lernera uznawano za lidera tejże mniejszości. Malutki sklep miał Froim Gryf, zaś Jukiel trudnił się handlem „pokątnym”, czyli sprzedawał drobne rzeczy, chodząc „od domu do domu”. Słynne na okolice usługi krawieckie wykonywał Zelman Szczupak, u którego również przez dłuższy czas znajdowała się bożnica. Stanisław Lutomski opowiada, jak podczas wojny jeden z Niemców, który mieszkał w szkole, zamówił płaszcz i gdy go odebrał powiedział:Cały Berlin zejdziecie, a takiego krawca nie znajdziecie”.61 Krawiectwem zajmował się także Jankiel Szczupak, zaś jego matka Ajdla wykonywała usługi akuszerskie, a przed swoim domem miała nawet reklamujący szyld62 – pisze o swojej babci Simon Shupak.

Relacje między Żydami, a pozostałymi mieszkańcami były poprawne. Każdy Żyd był dla nas przyjacielem. Byli dla nas dobrzy, bo zależało im, abyśmy nie jeździli na zakupy do innych, do Urszulina, czy Sosnowicy63opowiada Stanisław Lutomski. Nie wyróżniali się ubiorem, czy budownictwem od pozostałych, ale w szabas jak świętowali, to inaczej się ubierali. Nakładali na głowę jarmułki, a do obsługiwania najmowali polskich i ukraińskich sąsiadów – rozpamiętują swoich sąsiadów z dzieciństwa Józef Artymiuk ze Zdzisławem Kopronem i dodają – Mieli też swoje kuczki. Najmowali wówczas takiego hamana, nakładali na niego worek i tak popychali jeden do drugiego. Mówili, że wypiekane macki są z krwi polskich dzieci. Nie jedli mięsa, lecz głównie ryby, więc im czasami dla żartu smarowaliśmy tłuszczem słoiki. Nie było konfliktów, ale raczej Polacy z nimi kontaktów ściślejszych nie utrzymywali. Jednak jak coś trzeba było, to szło się do Żyda. On wszystko kupił, on wszystko miał.64

 

  1.  
    1. Kościół i szkolnictwo

Cerkiew prawosławną w 1919 roku zaadaptowano na Kościół Rzymskokatolicki p.w. św. Izydora. Już w grudniu 1918 roku biskup podlaski ks. Henryk Przeździecki wydał dekret, w którym wezwał księży swojej diecezji do natychmiastowego święcenia na kościoły rzymskokatolickie wszystkie cerkwie powstałe w dawnych kościołach obrządku łacińskiego (oraz cerkwiach unickich), zbudowanych na ich miejscu lub nawet z materiałów budowlanych pozyskanych poprzez niszczenie kościołów.65 Kilka dni później stanowisko to potwierdził naczelnik państwa Józef Piłsudski, przekazując cały majątek Cerkwi prawosławnej na terenie Polski pod zarząd państwa, uzasadniając koniecznością ochrony dóbr cerkiewnych opuszczonych w toku I wojny światowej.66 Oprócz prawosławnej cerkwi nie zachowały się żadne budynki parafialne. Pounickie łąki o powierzchni 90 mórg przekazano pod zarząd wereszczyńskiej parafii rzymskokatolickiej. Dopiero w 1938 roku łąki te i inne grunty (w sumie 115 hektarów) przyznano na mocy umowy Stolicy Apostolskiej z rządem polskim na własność parafii w Woli Wereszczyńskiej. Rozciągały się one od kościoła do kapliczki przy starym cmentarzu. Rzymskokatolickich zmarłych chowano na cmentarzu prawosławnym, przejętym w 1929 roku na własność parafii. Pomimo zmiany właściciela prawosławni mogli być i byli chowani w tylnej części cmentarza.

W 1922 roku kościół uzyskał status parafialny. Świątynia była zniszczona, a przede wszystkim pusta, gdyż prawosławni zaraz po I wojnie światowej zabrali wszystkie drzwi i okna. Rzymskokatolikom udało się jedynie zabrać pounicką monstrancję, którą przekazali na przechowanie do kościoła w Wereszczynie. Po wyświęceniu świątyni monstrancję zwrócono. W 1931 roku budynek kościoła wpisano do wojewódzkiego rejestru zabytków kultury. Parafia przejęła cmentarz prawosławny, jednak zezwolono w tylnej części cmentarza na pochówki wiernych prawosławnych. Genowefa Stadnik wspomina, jak podczas świąt wielkanocnych prawosławni nosili jedzenie, pisanki i zostawiali na grobach swoich bliskich. Wtedy zawsze dużo psów przy cmentarzu było.67

Parafia Rzymskokatolicka p.w. św. Izydora w Woli Wereszczyńskiej była niewielką, gdyż według stanu z 1925 roku liczyła tylko 809 wiernych. Obszar zamieszkiwało natomiast około 2.000 prawosławnych, 500 protestantów i 24 Żydów. W 1940 roku kościół zamieniono na cerkiew prawosławną, ale już 5 lat później ponownie rekoncyliowano na kościół rzymskokatolicki.

Pierwszym powojennym księdzem Izydor Ejsymont, który posługę kapłańską w Woli Wereszczyńskiej pełnił do 1925 roku. Jego następcą został ks. Józef Bujalski, legionista odznaczony Orderem Virtuti Militari, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, zapalony myśliwy. Bujalski aktywnie uczestniczył w życiu mieszkańców, zwłaszcza młodzieży, co potwierdzają liczne artykuły w lokalnej prasie. W jednym z artykułów „Ziemi Włodawskiej” o pracy księdza pisano, że jest to człowiek pełen energii i z całą duszą oddaje się pracy społecznej bezinteresownie.68 Zorganizował koła młodzieżowe w Dębowcu i w Woli Wereszczyńskiej, które prowadziły swoje biblioteczki i czytelnie, czy też przedstawiały sztuki teatralne. Z komedyjką „Hanusia Krożańska” młodzież z Woli Wereszczyńskiej odwiedziła wiele okolicznych szkół. Do czasu wybudowania budynku szkolnego ksiądz Bujalski użyczał plebani do prowadzenia zajęć szkolnych. Jako jeden z nielicznych w powiecie zorganizował w 1927 roku razem z Ignacym Smotryckim kolonie letnie dla polskich dzieci z Niemiec, Gdańska i Górnego Śląska. Organistą był wówczas Paweł Wójtowicz z Babska. Genowefa Stadnik wspomina o gosposi Gabrysi – fajna i uczynna kobieta była, ludziom bańki stawiała.69

W ciągu kilku miesięcy po wojnie odtworzono w Woli Wereszczyńskiej nauczanie. Początkowo była to szkoła trzyklasowa, a – z powodu braku budynku szkolnego – lekcje prowadzono w plebani parafialnej i prywatnych domach. Dozór szkolny pełnił wówczas Edward Gogulski. Wobec bezczynności, przejawiającej się brakiem wygospodarowania budynku szkolnego, w 1923 roku odwołano go ze stanowiska. W 1925 roku Sejmik Powiatowy we Włodawie podjął decyzję o budowie nowego budynku szkolnego, a plany były już gotowe następnego roku. Inwestycję pod kierownictwem inż. Adama Dzięciołowskiego prowadzono sposobem pół-gospodarczym, tak więc obok fachowych inwestorów wiele materiałów i robót dostarczyli oraz wykonali sami mieszkańcy. Brak nadzoru nad pracą mieszkańców spowodowało z placu budowy wielu materiałów budowlanych, co wywołało liczne skargi do władz powiatowych

Po oddaniu w 1928 roku nowego budynku do użytku szkoła została przekształcona w pięcioklasową, zaś w pierwszych latach trzeciej dekady na sześcioklasową drugiego stopnia, a od 1938 roku była już siedmioklasową. Ale do siódmej klasy to trudno się było zapisać, bo i dużo chętnych było. Kto nie miał znajomości, to kończył szkołę na piątej lub szóstej klasie70 – opowiada o swojej edukacji Genowefa Stadnik. Obręb szkolny oprócz Woli Wereszczyńskiej obejmował Zawadówkę, kolonię Wujek, Olszowo oraz Babsk, ale do starszych klas chodziły także dzieci z Jamnik, Łomnicy, Lipniaka, Nowego i Starego Załucza. Według danych z 1928 roku w szkole uczyło się 124 dzieci, głównie rzymskokatolickich i prawosławnych. W oddziale trzecim na 43 uczących się dzieci 26 było wyznania rzymskokatolickiego, 15 prawosławnego i 2 mojżeszowego. Pierwszym dyrektorem, a zarazem jedynym nauczycielem w nowo oddanej szkole był Kazimierz Chjneitar, następnie wspomógł go Kazimierz Anweiler (uczył do zakończenia roku szkolnego w 1930 roku). Zajęcia lekcyjne obejmowały przedmioty: język polski, rachunki, geometria, przyroda, geografia, historia, rysunki, roboty ręczne, śpiew oraz gry i gimnastyka. Religi uczył ksiądz Bujalski. Poza nauczaniem „w ławkach” odbywały się zajęcia edukacyjne w terenie, takie jak sadzenie drzewek, czy też wycieczki szkolne. Przykładowo w czerwcu 1929 roku dzieci zwiedzały tartak i młyn w folwarku wytyckim. Lekcje odbywały się 6 razy w tygodniu, choć przy niesprzyjających warunkach pogodowych, czy też przy chorobie nauczyciela, zajęcia odwoływano. Frekwencja dzieci była niska, gdyż powszechnie pomagały rodzicom w pracach w gospodarstwie, szczególnie w okresie kopania ziemniaków oraz pasania bydła.

W roku szkolnym 1929/1930 kierownictwo przejął nauczyciel historii Paweł Dyczko, który zamieszkał wraz z żoną Anielą u rodziny Gajewskich. Oprócz Pawła Dyczki na początku lat trzydziestych w szkole uczyła jego żona Aniela (z domu Furgał), Stankiewiczówna, Kazimierz Chjneitar a także ks. Józef Bujalski. Dzieci prawosławne miały religię osobno, a zajęcia prowadził pop z Sosnowicy – do 1935 roku Ksenofont Milkow, a później aż do wojny Bazylii Tylimoniuk. W 1933 roku stanowisko kierownika objął nowoprzybyły nauczyciel Wróblewski, jednak już w kolejnym roku opuścił szkołę. On był taki, że wszystkie dzieci traktował jednakowo, niezależnie jakich rodziców mieli. I szybko niektórym podpadł71 – wspomina Genowefa Stadnik. W 1935 roku przybył Joachim Sołomiej, rok później matematyk Bolesław Skibiński, zaś w kolejnych latach nauczycielka geografii Anna Krzyżanowska, biolog Witold Grzybuła, Inwalder i Dybczyński.

W roku szkolnym 1932/33 liczba dzieci wzrosła do 180. W dalszym ciągu przeważały dzieci wyznania katolickiego (90) i prawosławnego (78), jedynie 8 uczniów było wyznania mojżeszowego i 4 ewangelickiego. Dzieci prawosławne przeważały w klasach początkowych, zaś katolickie w wyższych. Po uzyskaniu podstawowych zdolności, takich jak czytanie i pisanie, dzieci prawosławne dość często przerywały naukę, gdyż rodzice potrzebowali je do prac w gospodarstwie lub wysyłali na służbę do folwarków lub innych bogatszych gospodarzy. Z każdym rokiem liczba dzieci rosła, gdyż w latach 1933/34 uczęszczało już 199 uczniów, w 1935/36 – 241, w 1936/37 – 255, a w 1937/38 – 264. W przededniu wybuchu wojny uczyło się już 285 dzieci, głównie prawosławnego (159), oraz rzymskokatolickiego (113) wyznania. W dziennikach szkolnych widniały ponadto nazwiska 12 dzieci wyznania mojżeszowego. W mojej klasie byli Polacy, Ukraińcy, Niemcy i Żydzi, czyli Riwka ze Starego Załucza oraz Chana i Szmul z Woli Wereszczyńskiej. Na lekcje religii dzieci innych wyznań nie musiały chodzić, ale Riwka chodziła i najwięcej umiała. Wtedy ksiądz do nas: „Widzicie. Ona nie musi i wie, a wy nie wiecie”. Ale psikusy Żydom robili. Raz wybraliśmy się do kościoła i ksiądz nam wszystko pokazywał. Gdy przechodziliśmy obok chrzcielnicy, to wszyscy się przeżegnali, tylko Szchna nie. Wtedy chłopaki go wzięli i siłą przeżegnali. Ach, jak on wtedy płakał. Ksiądz na nas krzyczał, że to taka wiara, ale kto z nas wtedy to rozumiał72 – wspomina Genowefa Stadnik.

 

  1. II wojna światowa

    1. W pierwszych latach okupacji

Pamiętam ten dzień, bo tej nocy w Woli Wereszczyńskiej była wtedy zabawa taneczna. Ja miałam wtedy 17 lat. Gdy rano wstałam to już o wojnie mi powiedzieli. Wtedy rodzice po sól do Włodawy mnie wysłali, bo jak wojna, to pewnie soli zabraknie. Zabrałam się z chłopakiem, który rekrutów do Włodawy wiózł73 – wspomina pierwsze wojenne dzień Genowefa Stadnik. Już po kilkunastu dniach do Woli Wereszczyńskiej pojawili sie pierwsi żołnierze. Rankiem 14 września na plebani u księdza Bujalskiego (w stopniu majora rezerwy) zatrzymał się dowódca armii „Modlin” gen. Emil Krukowicz-Przedrzymirski wraz z około czterdziestoosobowym sztabem. Wojsko, mając za sobą kilkudziesięciokilometrowy nieprzerwany marsz, rozlokowało się we wsi na wielogodzinny odpoczynek,. Po latach oficer Bogusław Cereniewicz wspominał, jak w jego trakcie obserwujemy przeloty pojedynczych samolotów niemieckich.74 Około godziny 17 ruszyli przez Urszulin w stronę Chełma W Woli Wereszczyńskiej Krukowicz wydał rozkaz dowódcy 33 dywizji piechoty płk Tadeuszowi Zieleniewskiemu, by ten w nocy uderzył z rejonu Białej Podlaskiej na Włodawę, celem powstrzymania niemieckiej dywizji gen. Heinza Wilhelma Guderiana. Zadanie nie zrealizowano, gdyż w dniu 16 września niemieckie wojska zajęły Włodawę.

Wraz ze zbliżaniem się niemieckiej i radzieckiej armii znacząco pogorszyły się we wsi stosunki narodowościowe. Wielu Ukraińców i Żydów jawnie zamanifestowało poglądy komunistyczne. Jak była bitwa pod Wytycznem, to Ukraińcy się zebrali i chcieli sekretarza Smotryckiego zabić. Ale on schował się u Marciniuków75 – wspomina Genowefa Stadnik. Po przegranej przez Polskę kampanii wrześniowej rozpoczęła się na krótko okupacja radziecka, następnie wkroczyli okupanci niemieccy. Za cofającą się za rzekę Bug armią radziecką podążyło wielu Ukraińców i Żydów. Wielu z nich, chociażby Szachna, po kilku tygodniach wróciło76 – opowiada Stanisław Lutomski. Nie wszyscy ci, którzy pozostali w Związku Socjalistycznym Republik Radzieckich (ZSRR), przeżyli. Ofiarą totalitaryzmu stalinowskiego stał się Wasilij Gromiuk, rozstrzelany przez NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR) w lutym 1941 roku. Mieszkańcy Woli Wereszczyńskiej uciekali za Bug nie tylko z powodów ideologicznych, ale również z obawy przed nadciągającym niemieckim okupantem, zwłaszcza Żydzi, do których docierały informacje o antysemickich represjach w III Rzeszy. O losie swojej rodziny opowiada Simon Shupak: Otóż jesienią 1939 roku o świcie, po przenocowaniu blisko granicy, jak już mieli ją przekraczać, Sura, siostra mojego ojca, powiedziała mu, że śniło się jak ich matka bardzo ją potrzebuje, po czym wróciła do Woli Wereszczyńskiej. Mój ojciec podążył do Brześcia, aby znaleźć pracę. Gdy znalazł, wówczas sprowadził moją matkę i mojego brata, ja natomiast urodziłem się już tam, pół roku później77 O ucieczce rodziny Zinczuków opowiada Mosze Bar-Zur: Mój ojciec wyruszył ze swoją rodziną razem z Frymermanami. Zatrzymali się na krótki czas we Włodawie, a następnie ruszyli na wschód do kołchozu Borc we wsi o nazwie Torc. Dziadek pozostał we wsi, a mojego ojca posłali do szkoły w Bobrujsku Ojciec próbował powrócić do Polski, ale ostatecznie po czterech latach tułaczki przez Czechy, Austrię, Włochy i Cypr znalazł się w Izraelu, gdzie zamieszkał na stałe.78

W odwecie za agresję III Rzeszy na państwo polskie niektórzy tutejsi Polacy skierowali swoją wrogość przeciwko niemieckim sąsiadom. Powszechne stały się pobicia i inne formy prześladowania, łącznie z zabójstwami. W ich obronie stanął ksiądz Bujalski, sprzeciwiając się egzekucji 2 Niemców z Jagodna. To go później uratowało, bo gdy jego zatrzymali, to pewnie by do obozu wysłali, tak jak Dyczkę, ale za uratowanie tych Niemców puszczono go79 – opowiada Stanisław Lutomski. Chcąc uniknąć kolejnych aresztowań ksiądz Bujalski zaczął ukrywać się. Gdy dowiedzieliśmy się, że nasz ksiądz musi się jak najszybciej uciekać, to po niego wyjechał mój tata (tj. Kazimierz Dudkiewicz), stryj Zdzisław i wójt Piskorski. Zabrali z plebani, co się dało, i przyjechali z księdzem do Załucza80 – opowiada Wanda Kapłon. Ksiądz znalazł schronienie w domu Jana Piskorskiego, ukrywał się także u Czarneckich na Grabniaku.

W kwietniu 1940 roku kościół na okres 5 lat zaadaptowano na cerkiew prawosławną. Ostatnią katolicką mszę odprawiono, jak ta bitwa pod Wytycznem była. Wtedy Ukraińcy obstawili kościół i nikogo nie wpuszczali. Po mszy kazali wyposażenie kościoła zabrać, a Bujalskiemu opuścić plebanię81 – wspomina Genowefa Stadnik. Kaplicę rzymskokatolicką urządzono w organistówce, msze odprawiano także w domach prywatnych, chociażby u Piskorskiego w Starym Załuczu. Wewnątrz cerkwi ustawiono ikonostas oraz inne elementy prawosławnego wystroju. Do czerwca 1943 roku msze odprawiał pop Daniło Dziadko, a po nim Wasyl Kukawski. Ten Kukawski, to bardzo uprzejmy był i dobrze po polsku mówił82wspomina Maria Kadela. Utworzono ponadto szkołę ukraińską. Takie działania były skutkiem polityki niemieckiego okupanta, który postanowił przeciwstawić Ukraińców Polakom, by tym sposobem lepiej kontrolować obydwa narody. Sam Generalny Gubernator Hans Frank przyznawał na początku okupacji, że należy w zamian za lojalność wobec Führera i Rzeszy utrzymać Ukraińców w jakimś nastroju zadowolenia pod względem politycznym.83 Wobec tego otoczono ograniczoną opieką ukraińską kulturę, cerkiew i oświatę.

Wybuch wojny początkowo nie zapowiadał tragedii dla Żydów. Do wsi przybyło wypędzonych z III Rzeszy nawet kilka rodzin żydowskich, którzy utrzymywali się z pracy u większych gospodarzy. Józef Artymiuk wspomina, jak wielu z nich nawet pozytywnie odnosiło się do okupanta, śpiewając chociażby piosenkę: „Hitler nasz złoty nauczy nas roboty.”84 Wraz z Żydami przyjechało kilkanaście rodzin cygańskich, którzy zatrzymali się na Olszowie. Tabor przyjeżdżał i rozbijali się w lesie. Przez kilka tygodni tylko chodzili i obserwowali, a gdy wyjeżdżali, to wszystko ginęło. Mówiło się, że „Cygan nie sieje nie orze, wszędzie gdzie spojrzy, to jego zboże”. Ale jak Żydów do getta wywieziono, to i ich razem zabrano85 – wracają pamięcią do wojennych lat Zdzisław Kopron i Józef Artymiuk.

W maju 1942 roku Żydów i Cyganów wysłano do getta, a niektórych zamordowano jeszcze w Woli Wereszczyńskiej lub jej okolicach. Władze gminne nakazały wówczas pozostałym mieszkańcom przygotować furmanki w celu ich transportu do getta. Z getta w Ostrowie Lubelskim i Włodawie Żydów wywieziono do obozu w Sobiborze, gdzie zostali zgładzeni. Tak potoczyły się losy Chany i Mindli Szczupak, Maszy Lerner, jej starszej siostry i matki Chaji. Masza z włodawskiego getta podobno już następnego ranka w kolumnie Żydów pod obstawą oprawców hitlerowskich z bronią gotową do strzału i psami odmaszerowała drogą zwaną „drogą śmierci” przez Orchówek do obozu w Sobiborze, gdzie zapewne zginęła86opowiada jej szkolny kolega Edward Romanowski.

Wielu nie wyjechało do getta, ukryło się w dniu organizacji transportu. Niektórym, zwłaszcza młodym, udało się dołączyć do proradzieckiego oddziału partyzanckiego Siemiona Baranowskiego. Od tego czasu bardzo często pojawiali się we wsi żołnierze niemieccy. Szmula Lernera Niemcy zamordowali z Romami pod krzyżem przy drodze z Zawadówki do Starego Załucza, a jego syna również w Starym Załuczu, w pobliżu zabudowań Świerszczów. To było w niedzielę. Chciał przedostać się w krzaki, ale Niemcy nadjechali i serią z karabinu jego zabili87relacjonuje Gabriela Leszczyńska. Niektórzy schronili się u polskich sąsiadów (np. u Niewiadomskich w Woli Wereszczyńskiej, u Lutomskich na Babsku, czy też u Ulmanów w Zawadówce). Dnia 30 maja 1942 roku Niemcy zamordowali Jukiela, jego ciężarną żonę i dwójkę ich dzieci, uciekających od zabudowań gospodarza Józefa Niewiadomskiego. Razem z nimi ukrywała się matka Jukiela z wnukiem oraz Ajdla Szczupak z córką Surą. Ona mogła ocaleć, gdyby wraz z moim ojcem przedostała się do ZSRR88opowiada o Surze jej bratanek Simon Shupak. Gdy gospodarz Józef Niewiadomski dowiedział się o obecności Niemców we wsi, wówczas konno pogalopował po pomoc do partyzantki, w której służył jej syn. Jak ci partyzanci zbliżyli się do wsi, to z oddala już widzieli płomienie, a więc na pomoc było już za późno89 dodaje Simon Shupak. Józef Artymiuk wspomina o ukrywającym się Żydzie w oddalonych od wsi samotnych zabudowaniach: Był to ślusarz i ukrywał się w chałupce, liśćmi przykrytej. Ale, gdy przyszły mrozy, to się wykończył i pochowano go w lesie.90

Miejsca śmierci większości Żydów z Woli Wereszczyńskiej ustalił Instytut Yad Vashem. Lea Zinczuk zamordowana została w Nesecie na Białorusi, jej matka Rajza i siostra Chemla w Mogilewie Podolskim na Ukrainie, a ojca Moszę zgładzono w 1940 roku w Woli Wereszczyńskiej. W Woli Wereszczyńskiej w 1942 roku zamordowani mieli być również Velvel Magnushever i Sheindl Frymerman. Nieznane są miejsca śmierci Józefa, Lei, Zalmana, Zeldy, Kaji, Chemli Geritzów oraz rabina Jakowa Frymermana.

Zaraz po wybuchu wojny uaktywnili się nacjonaliści ukraińscy, agitowani i organizowani przez przybyłych do Woli Wereszczyńskiej nauczycieli. Edward Romanowski wspomina, jak po pierwszych miesiącach niemieckiej okupacji, grupka ukraińskich wyrostków chciała nam zamordować ojca, gdy był wieczorem na wiatraku. Na nasze szczęście ojca wtedy w ostatniej chwili obronił i przegnał napastników uczciwy, spokojny i kulturalny właściciel wiatraka Ukrainiec Daniel Sytyk, który dwóm swoim synom nakazał tego wieczoru odprowadzić naszego ojca aż do samego domu.91 Jednym z przywódców ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego został Mikołaj Nazaruk. Sąsiadujący z nim przed wojną Romanowski charakteryzuje go następująco: Raz, jako zwolennik komunistów walczących w Hiszpanii, innym razem zwolennik „rezunów” Tarasa Bulby.92 Za swoje poglądy i antypolską działalność Nazaruka zamordowali w dniu 17 marca 1944 roku polscy partyzanci. Wydany przez dowództwo podziemia wyrok śmierci wykonali Aleksander Kujawski i Czesław Ostasz z Urszulina. O przyczynach mówi Edward Romanowski: Ponoć miał do Polaków powiedzieć, że „za rok to was już nie będzie”. Według relacji Nazarukowej najbliższej nocy dwaj zamaskowani osobnicy, pod pozorem pytania o rozstajne drogi rzekomych  „plennych”, zapukali najpierw do okna Nazaruków, a następnie wymusili wejście do mieszkania. Po wejściu jeden z nich pozostał w izbie przy Nazarukowej i dzieciach, a drugi z Nazarukiem wyszedł z mieszkania i zastrzelił go pod ścianą jego własnego domu. Pamiętam tej nocy obudzony ze snu, że nagle wybuchła wielka strzelanina w pobliżu. Nie wiedząc co się dzieje ojciec kazał mamie i nam dzieciom natychmiast zejść z łóżek i „plackiem” leżeć na podłodze. Do rana nikt z naszego domu, a chyba i sąsiadów, nie „wychylał nosa” z mieszkania. Gdy rozwidniło się ojciec, który wstawał wcześniej do obrządku inwentarza,  nagle powrócił do mieszkania i powiedział, że zatrwożeni sąsiedzi zbiegają się przy domu Nazaruków, bo Nazaruk leży zabity.93 Po dokonaniu mordu zrabowano jego gospodarstwo. W tym samym czasie zamordowano kolejnego ukraińskiego nacjonalistę, sołtysa Jakuba Golczuka. O jego śmierci również opowiada Edward Romanowski: Zapytany o swoje ostatnie życzenie miał podobno powiedzieć, że horyłki. Po chwili podano mu butelkę wódki, którą wypił, po czym został uduszony. Ciało pozostawiono w rowie przy drodze, którą chodził i donosił Niemcom.94 Z Niemcami współpracował także Semenko.

Większość polskich i ukraińskich sąsiadów żyło jednak w zgodzie. Ukraińcom powierzano funkcje sołtysów – w Olszowie był nim Wałecki, o którym Zdzisław Kopron wspomina, że był bardzo porządnym człowiekiem. W Woli Wereszczyńskiej sołtysem przed Golczukiem został Miszczuk. Był to dobry człowiek. Raz Niemcy z Robertem Wagnerem jechali, by aresztować mojego ojca. Wtedy zatrzymał ich Miszczuk i zaczął wypytywać gdzie jadą. Gdy się dowiedział, to wyciągnął samogon oraz zakąskę i zaczął ich gościć, a w między czasie wysłał swoją córkę do nas, by ostrzec95 – opowiada Stanisława Szynkora z Jamnik. Józef Artymiuk wspomina natomiast Siergieja Maksimiuka, który był takim miejscowym lekarzem. Pomagał wszystkim, także plennym, ale jeden z mieszkańców doniósł o tym Niemcom i jego zabili. Później okazało się, że poszło o dziewczynę.96

Okupacja wpłynęła na znaczne pogorszenie się warunków bytowych mieszkańców. Chłopom najbardziej ciążyła konieczność dostarczania przymusowych kontyngentów rolnych, zwłaszcza zbożowych i ziemniaczanych. W przypadku niewywiązania się z obowiązku dokonywano konfiskaty majątku, czy też wywożono gospodarza do obozu pracy. Chów trzody był ściśle kontrolowany, a dorosłe świnie trzeba było przekazywać okupantom. Obowiązek dostarczania kontyngentów i restrykcje w handlu mięsem powodowały, że wielu decydowało się na ukrywanie płodów rolnych, inwentarza żywego, jak również skłaniało się do utajniania obrotu tymi towarami. Młodzież wywożono na roboty publiczne do III Rzeszy. W pierwszych miesiącach okupacji wyjazd do Niemiec był dobrowolny. Liczne odezwy zachęcały do tego, „gwarantując” dobre warunki płacowe i mieszkaniowe. Wobec braku spodziewanych rezultatów wiosną 1940 roku wyjazdy przybrały charakter przymusowy. Powszechny był również obowiązek pracy w obozie w niedalekim Krychowie.

 

  1.  
    1. Powstanie struktur władzy okupacyjnej i organizacji partyzanckich

Okupację Niemcy rozpoczęli od ustanowienia własnej administracji, która wspierać miała siły policyjno-wojskowe. Lokalnymi funkcjonariuszami zostawali głównie mieszkańcy pochodzenia niemieckiego, volksdeutsche (np. Robert Wegner z Zawadówki) i Ukraińcy (np. Wójcicki). Policję tzw. granatową tworzyli przede wszystkim Polacy. Pierwszym okupacyjnym wójtem został Niemiec Edward Radke z Nowego Załucza, następnie Onufry Kamiński, Podkowa z Sękowa, a po nim Robert Wegner. Z urzędu zrezygnował, gdy przesiedlano Niemców w Poznańskie. Od czerwca 1942 roku do marca 1943 roku funkcje wójta sprawował bardzo przychylny mieszkańcom Niemiec Rudolf Jeske z Dębowca. Po złożeniu przez niego rezygnacji stanowisko wójta objął Ukrainiec Kulchawiuk z Przymiarek. Zamordowali go 2 polscy partyzanci, gdy wracał z pracy do domu. Następnie wójtem ustanowiono Andrzeja Schwedowskiego z Poznańskiego - również został zamordowany, tyle że przez partyzantów ukraińskich. Sekretarzem gminnym w okresie okupacji był Liszak, przedwojenny pisarz gminny.

W budynku gminnym utworzono areszt. Przetrzymywano w nim tych, którzy dopuścili się drobnych naruszeń okupacyjnego prawa. Za poważniejsze wykroczenia odsyłano do posterunku w Cycowie i Włodawie. Areszt i urząd były słabo pilnowane, stąd też często dochodziło do napadów. Jeden miał miejsce w nocy z 11 na 12 lipca 1942 roku, jednakże partyzanci radzieccy oszczędzili napadniętym życia. Ze względu na częste zamachy na cywilnych funkcjonariuszy wprowadzono obowiązek wartowania mieszkańców przy budynku gminnym. Były takie czasy, że wartować musiało nawet po 30 osób naraz, po dziesięć z każdej wsi97 – wspomina Stanisław Lutomski.

Posterunek policji granatowej znajdował się w Urszulinie. Ich działania wspomagała policja cywilna – odpowiadał za nią Tomasz Wygiera z Wiązowca, a pomagał mu wspominany Robert Wegner i volksdeutsche z Łomnicy. Nosili rurki gumowe wypełnione łańcuchami. Szukali po gospodarstwach żarna, bo chłopom zboża nie wolno było mielić i gdy u kogoś takie żarna znaleźli, to tymi rurami tłukli98 – wspomina Michał Ośko. Pod koniec okupacji Wegner wyjechał do Kanady, a pozostałych dwóch zamordowali polscy partyzanci. Milert wydał wyrok śmierci także na Wegnera, ale gdy jeden z naszych (Uliński z Lipniaka) poszedł do gminy go zabić, to on zdołał przez okno uciec. Ale jego syna w Łomnicy powiesili99 – wspomina Józef Kujawski. Kierownikiem placówki pocztowej początkowo był Jan Leszczyński z Wiązowca, ale aresztowano go i wywieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Zastąpił go volksdeutsche Janusz Rentflejsz ze Nowego Załucza. Był lojalnym wobec okupanta donosicielem, a wszelkie informacje przekazywał dla pochodzącego z tej samej wsi funkcjonariusza gestapo Weisa. Przyczynił się do aresztowania kilkunastu osób, wielu z nich z aresztu lub z obozu już nie wróciło. Gdy wyszły na jaw stosunki Rentflejsza z gestapo, wówczas przeniesiony go do Chełma. Wiosną 1944 roku został zamordowany w osadzie Bieleckie (Zabrodzie).

Coraz częstsza obecność partyzantów w Woli Wereszczyńskiej spowodowała przeniesienie na początku 1944 roku całej administracji do Urszulina zwłaszcza, że w lutym tego roku spalono budynki gminy i szkoły. O spalenie gminy podejrzewano 3 miejscowych, którzy chcieli zniszczyć znajdującą się w niej dokumentację – listy osób wyznaczonych do wywiezienia na roboty do III Rzeszy oraz listę zobowiązań kontyngentów rolnych. I przez ich głupotę straciliśmy gminę, bylibyśmy jak teraz Urszulin100 – opowiada Jan Ulman. Na sprawców wskazywano również oddział Armii Krajowej (AK) Stefana Kowalewskiego ps. „Świerk”. Spalono również budynek szkoły, a kilka dni wcześniej zdewastowali go, niszcząc drzwi i okna. Zniszczenia w powojennych sprawozdaniach opisała Ludwika Piekarzówna: 24 lutego 1944 r. banda zdemolowała szkołę, wybito wszystkie okna, piec kaflowy, wyłamano drzwi, niszcząc resztę ilustracji szkolnych, obrazów i zbiorów pomocy naukowych, następnie spaliła sprzęty szkolne i 1-piętrowy murowany budynek szkolny. Kilkanaście książek z Biblioteki Szkoły Powszechnej były przechowywane u Opiekuna Szkoły pana Jana Rentflejsza, ale i one uległy całkowitemu zniszczeniu. Spaliły się podczas pacyfikacji Niemców, którą urządzili w Woli Wereszczyńskiej, Kolonii i Zawadówce dnia 17 czerwca 1944 r. i 28 czerwca.101 Prasa komunistyczna na sprawców dewastacji wskazała dziewięcioosobową grupę partyzantów AK.

Po klęsce wrześniowej dość szybko powstały lokalne oddziały partyzanckie. Budowę struktur podziemia rozpoczął Józef Milert ps. „Kowalski”, „Sęp”, pracujący na stanowisku gminnego kontyngentowego. Stworzył struktury organizacji Służba Zwycięstwu Polsce, a następnie Związku Walki Zbrojnej (ZWZ). Jej pierwszym gminnym komendantem został Leon Rentflejsz ps. „Błyskawica” ze Starego Załucza, zastępcą Zygmunt Stadnik ps. „Vis”, „Zygmunt”. Do ZWZ należeli ponadto Edward Brzyski z Olszowa, nauczyciel Paweł Dyczko, a kapelanem partyzantów na obwód włodawski został ks. Józef Bujalski. Miał duży autorytet, był doskonałym mówcą. Na spotkaniach konspiracyjnych wygłaszał prelekcje patriotyczne102 – wspomina Józef Kujawski. Zastępczynią komendantki Wojskowej Służby Kobiet ZWZ Emilii Zabłockiej z Babska wybrano nauczycielkę Ludwikę Piekarzównę. Działający na obszarze Woli Wereszczyńskiej, Babska i Zawadówki oddział ZWZ liczył w 1940 roku około 35 partyzantów.

W 1942 roku oddziały prolondyńskie połączyły się, tworząc jedną organizację AK. Licznie przystępowali do niej mieszkańcy Woli Wereszczyńskiej (Anna Kaczmarzewska ps. „Pszczółka”, Antoni, Hieronim i Felicja Niewiadomscy, Michał Rzepiela, Wacław Majewski ps. „Lis”, Henryk Szczepanowski), jak i z sąsiedniej Zawadówki, Babska, Lipniaka, czy Olszowa (np. Wawrzyniec Ordowski ps. „Zając”, Adam Chudziak, Helena Brzyska ps. „Helenka”, Edward Brzyski, Adam Brzyski ps. „Mały”, Zdzisław Kopron ps. „Gałązka”). W młynie Franciszka Kapy przez ponad 3 lata ukrywał się partyzant z Kaplonos Marian Zygmuntowicz. Mojego ojca Kapa przedstawiał jako syna, a czynił to pomimo częstej obecności Niemców, gdyż był to młyn tzw. „kontyngentowy”103opowiada Jerzy Zygmuntowicz.

Do sukcesów partyzantów AK zaliczyć można wykonanie fotografii rakiet V1, które eksplodowały w okolicach wsi. Brali udział w licznych akcjach. Za działalność w „podziemiu” niektórzy przepłacili swoim życiem, chociażby Paweł Dyczko, czy Henryk Szczepanowski, którego rozstrzelano na lubelskim Zamku w 1944 roku.

Silne wpływy miała partyzantka prosowiecka. W 1942 roku powstały struktury Gwardii Ludowej, a ich komendantem byli Ukraińcy z Woli Wereszczyńskiej – od maja 1943 roku Stefan Bielecki, po nim Bazylii Demczuk. Oddziały Gwardii Ludowej, a następnie Armii Ludowej tworzyli również inni mieszkańcy ukraińskiej narodowości (np. Jan Niewiadomski, Jan Kosobudzki, Jan Panasiuk i Adam Pilipiuk). Stefana Bieleckiego i Jana Niewiadomskiego zamordowali członkowie grupy Józefa Struga ps. „Ordon” w dniu 13 listopada 1944 roku podczas zasadzki zorganizowanej na Babsku. Aktywnie działa składający się głównie z Żydów oddział Siemiona Baranowskiego, który w październiku 1943 roku został zasilony uciekinierami z obozu w Sobiborze. Sztab oddziału mieścił się m.in. w domu Józefa Niewiadomskiego. Pod koniec niemieckiej okupacji pojawił się sowiecki oddział Iwana Banowa ps. „Czorny”, którego sztab umieszczono w mieszkaniu Adama Pilipiuka. Tam wielokrotnie na naradę zbierało się dowództwo wszystkich oddziałów proradzieckich.

Walce z okupantem towarzyszyły liczne grabieże, co potęgowało napięcie we wzajemnych relacjach między mieszkańcami. Stodoły, to mieli niektórzy pełne łupów. Kiedyś poszli na rabunek sklepu w Garbatówce. Mój tata skrytykował za to i rzucił legitymację akowską, to za to wydali na niego wyrok śmierci. Marcinkowski mu o tym powiedział. Kilka tygodni musiał się ukrywać104 – opowiada Stefania Namielska.

 

  1.  
    1. Szkolnictwo i losy nauczycieli

Z licznego grona pedagogicznego część nauczycieli wyjechało tuż przed wojną (np. Bolesław Skibiński), inni w pierwszych jej miesiącach. Władze okupacyjne zezwoliły początkowo na funkcjonowanie polskiej szkoły. Uczęszczało do niej 94 uczniów, a kierownikiem pozostawał Paweł Dyczko, któremu pomagała żona Aniela. Po kilku miesiącach nauczanie przerwano, dlatego też małżeństwo Dyczków rozpoczęło tajne nauczanie. Jako wojskowego Pawła Dyczkę Niemcy aresztowali w czerwcu 1940 roku. Zatrzymanie nastąpiło w mieszkaniu Bałabusa, w którym Dyczko podczas wojny na co dzień mieszkał. Osadzono go najpierw w areszcie we Włodawie, następnie trafił do więzienia w Lublinie, ostatecznie znalazł się w obozie Sachsenhansen. Tam w połowie 1942 roku zmarł. Taki sam los spotkał przedwojennego gminnego sekretarza Stanisława Połajdowicza. Razem zostali aresztowani i w tym samym obozie zmarli. Zatrzymanie Dyczki nastąpiło w wyniku denuncjacji Ryszarda Wegnera, przedwojennego woźnego szkolnego. W obawie o swoje bezpieczeństwo, na przełomie 1940 i 1941 roku, wieś i szkołę opuściła Aniela Dyczko wraz z dziećmi, przenosząc się do Tulnik, a następnie do Parczewa.

Po Dyczkach oficjalnego i tajnego nauczania podjęła się Ludwika Piekarzówna, mieszkająca u rodziny Lutomskich na Babsku. Oficjalnie lekcje wznowiono w listopadzie 1940 roku. Język niemiecki wprowadzono do szkoły jako obowiązkowy, także świadectwa i dzienniki ocen musiały być tłumaczone na ten język. Oprócz niemieckiego nauczano języka polskiego, rachunków, religii, przyrody i robót ręcznych. Za podręczniki służyło czasopismo „Ster”, wydawane co prawda w języku polskim, ale wychwalające działalność okupanta. Nie było żadnych innych książek, nie mieliśmy też zeszytów, tylko tabliczki, po których grysikiem pisaliśmy105 – opowiada Jan Ulman. Wprowadzono dużą liczbę zajęć praktycznych, chociażby zbieractwo ziół, czy też hodowla jedwabników i morwy.

Polska szkoła początkowo funkcjonowała w pomieszczeniu na piętrze budynku szkolnego. Dobudowano osobne wejście, gdyż przejście na parter na początku wojny zamurowano. Nauczanie w przedwojennym budynku szkolnym prowadzono do zakończenia roku szkolnego w 1941 roku. W czerwcu tego roku niemieckie wojsko zajęło budynek, dlatego też lekcje przeniesiono do organistówki. Po opuszczeniu budynku przez wojsko niemieckie klucze do całej szkoły przekazano w listopadzie Ukraińcom. Izby do prowadzenia nauki polskich dzieci użyczali także mieszkańcy wsi, chociażby Rzepielowie i Wójciccy. W tym czasie na zajęcia lekcyjne uczęszczało 232 dzieci, w tym 10 z Woli Wereszczyńskiej, 34 z Kolonii Wola Wereszczyńska oraz 23 z Olszowa. Po usunięciu dzieci z budynku szkolnego nauczanie odbywało się w 5 oddziałach. Równocześnie Ludwika Piekarzówna podjęła w konspiracji prowadzenia edukacji według programu szkoły siedmioklasowej.

Wraz z kolejnymi szykanami władz okupacyjnych malała liczba uczniów, bowiem w roku szkolnym 1941/1942 zapisanych było już tylko 104 dzieci, ale na lekcje w miarę regularnie uczęszczało tylko 79 z nich. Niska frekwencja nie wynikała z niechęci rodziców, a raczej z biedy. Latem niektóre dzieci przychodziły boso, wygłodzone, dlatego też do szkoły zamawiano tran, dosyć często prowadzono akcję odwszawiania. Zimą dzieci z najodleglejszych miejscowości zaprzestawały nauki w szkole. W następnym roku szkolnym edukację rozpoczęły aż 134 osoby, w tym 49 ze Starego Załucza, gdyż tamtejszą szkołę powszechną zlikwidowano.

Pod koniec 1942 roku za działalność w podziemiu i prowadzenie tajnego nauczania aresztowano Ludwikę Piekarzównę, a następnie osadzono w obozie na Majdanku. Stanisław Lutomski moment ten, który miał miejsce w domu jego rodziców, relacjonuje następująco: Gdy Piekarzównę aresztowali, to miała ze sobą teczkę z dokumentami konspiracyjnymi. Wzięła szybko i porwała ją, a następnie zaczęła połykać. Rozebrali do naga i zaczęli bić, ale niczego nie powiedziała. Moich rodziców też by zabrali, ale kilka godzin przed aresztowaniem partyzanci wynieśli z naszego domu całą dokumentację.106 Szkoła polska w Woli Wereszczyńskiej przestała funkcjonować. Nauczanie wznowiono dopiero po oswobodzeniu przez wojska radzieckie obozu w Majdanku, umożliwiając tym samym powrót Piekarzównej do Woli Wereszczyńskiej.

W pomieszczeniach budynku szkolnego na parterze znajdowała się przez cały okres okupacyjny szkoła ukraińska. Po zlikwidowaniu szkoły polskiej zajęła wszystkie pomieszczenia. Pomoce naukowe, takie jak mapy, obrazy Ukraińcy, pod kierownictwem nauczyciela Danyła Michałyszyna, przywłaszczyli na początku wojny, w polskiej szkole pozostała tylko 1 mapa ścienna. Z czasem miejscowi ukraińscy nacjonaliści zlikwidowali wszelkie oznaki świadczące o polskości szkoły. Zniszczono dokumentację szkolną, spalono polskie podręczniki oraz wszelkie narodowe emblematy. Szkoła ukraińska była największą w gminie, gdyż w 1940 roku uczęszczało do niej 142 uczniów. Nauczali w niej Piotr i Włodzimierz Sorokowie, Iwan Zarczuk oraz wspomniany Michajłyszyn.

Szkoła ukraińska faktycznie stała się miejscem nacjonalistycznej agitacji młodzieży. Edward Romanowski wspomina: Pamiętam, że pod pozorem nauczania dzieci, przybyło do Woli Wereszczyńskiej dwóch ukraińskich nacjonalistycznych agitatorów. Dzieci uczono nie wiele, a zajmowano się szkoleniem ukraińskiej młodzieży w wieku pozaszkolnym. W efekcie tego szkolenia młodzież ta demonstracyjnie witała się gestem i ruchem ręki analogicznym, jak witali się hitlerowcy tyle, że zamiast: „Heil Hitler!”, Ukraińcy wymawiali: „Sława Ukrainie!”, a witani przez nich odpowiadali: „I wożdżu sława!”. Z piosenek, jakie ich uczyli ci agitatorzy śpiewać, zapamiętałem tylko refren jednej z nich: „Smert, smert Lacham i żydowskoj moskiewskoj komunie....”107 

 

  1.  
    1. W ostatnim roku wojny

W 1944 roku, wskutek słabnących sił okupanta niemieckiego, w okolicach Woli Wereszczyńskiej coraz częściej pojawiały się oddziały partyzanckie – zarówno prolondyńskie, jak i prosowieckie. Wraz z przesuwającym się frontem niemiecki-radzieckim przybywały oddziały uformowane w ZSRR. W dniu 17 kwietnia 1944 roku przez 3 dni stacjonował w Woli Wereszczyńskiej oddział AL. im. Józefa Stalina, któremu dowodził Mikołaj Kunicki ps. „Mucha”. W tym czasie jego partyzanci dokonali grabieży majątku Karpińskich w Andrzejowie, a pod Urszulinem uprowadzili samochód pocztowy, zabijając dwóch jadących w nim hitlerowców. Licząc się z konsekwencjami przeprowadzonych akcji kpt. „Mucha” zarządził wymarsz w kierunku Komarówki. W dniu 6 maja przybył kolejny oddział AL, dowodzony przez Leona Kasmana ps. „Janowski”. Po jednodniowym postoju w Zawadówce skierował się w lasy kozłowieckie. W czerwcu 1944 roku w okolicznych lasach uformował się ze spadochronowego zrzutu proradziecki oddział „Jeszcze Polska nie zginęła” Roberta Satanowskiego. Był bardzo dobrze uzbrojony, dlatego z miejscowych struktur AK przystąpiło do niego aż 18 partyzantów, głównie z Olszowa (np. Bolesław Konieczny, Zdzisław Kopron, Wacław Klepacki, Edward Kaczmarzewski, Józef Jabłoński, Bolesław Serafin, Władysław Ordowski, Tadeusz Mazur). Zorganizowane oddziały AK w tym samym czasie stacjonowały na północ od Woli Wereszczyńskiej – w Jagodnie, Jamnikach i Lipniaku.

Działalności partyzantów sprzyjały okoliczne lasy, bagna i jeziora, w których bez trudu można znaleźć było schronienie. Kwaterowali również w zabudowaniach chłopskich, najczęściej w Olszowie. Oprócz większych starć na porządku dziennym były drobniejsze potyczki. Komunistyczny badacz walk partyzanckich na Lubelszczyźnie Jan Połomski wspomina108 o starciu z Niemcami malutkiego oddziału Batalionów Chłopskich (BCh), dowodzoną przez Edwarda Dudę ps. Konarski, choć informacji tej nie potwierdzają najstarsi mieszkańcy. W walce partyzanci BCh zdobyć mieli radiostację, 20 koni i liczny sprzęt wojskowy. Liczne starcia w pobliży zabudowań powodowały straty wśród ludności cywilnej, chociażby Czesław Kapała z Olszowa. U nas chowali się partyzanci, a w Woli było wojsko niemieckie. Ten Kapała wybiegł i zaczął w ich stronę biec. Krzyczeli by wrócił, ale on się nie słuchał. Wtedy ktoś strzelił w tył głowy109 – opowiada Stefania Namielska.

Niemiecką reakcją na aktywność podziemia była pacyfikacja Woli Wereszczyńskiej, dokonana w dniu 17 czerwca 1944 roku. Przeprowadzono ją w ramach akcji Maigewitter” (tj. „burza majowa”), – „Vagabund (tj. „włóczykij”) której celem było „wyczyszczenie” zaplecza frontu. Niemcy najechali na Wolę, bo kilku własowców doniosło im, że tutaj są oddziały partyzanckie110 – potwierdza uczestnik walk Józef Kujawski. Dowódca oddziału sowieckich partyzantów Iwan Nikołajewicz Banow ps. „Czarny” po latach zapisał w swoich wspomnieniach o ówczesnym stanie osobowym jego oddziału: W sztabie oddziału pozostało maksymalne czterdzieści pięć-pięćdziesiąt ludzi. Podjęto starania o zwiększenie sił na wypadek bitwy. Dlatego też w ostatnich dziesięciu dniach czerwca, kiedy sztab znajdował się w miejscowości Kolonia Wola Wereszczyńska, przybyli do nas ze swoimi ludźmi Parachin, Wołodia Mojsenko i Fiłatow. Kolonia Wola Wereszczyńska składała się w tym czasie z półtorej dziesiątki chat i faktycznie stanowiła osobną wioskę półtora kilometra od wsi Wola Wereszczyńska. Kolonia rozciągnięta była wzdłuż Durnego Bagna, znajdującego się od strony wschodniej. Chociaż wieczorem atakowały nas komary byliśmy w stanie pogodzić się z tym, gdyż bagno dawało nam wystarczającą pewność, że od wschodu do sztabu nikt się nie podkradnie. Za to musieliśmy zwracać uwagę na drogę z Chełma, idącą przez Urszulin, Wolę Wereszczyńską i dalej do Sosnowicy. Na wiatraku, znajdującym się w pobliżu skrzyżowania dróg, w pierwszym dniu zorganizowaliśmy punkt obserwacyjny. Z wiatraka była doskonała widoczność na Wolę Wereszczyńską, w której przebywał oddział pod dowództwem Baranowskiego, na Parczewski Las i na Sosnowicę, gdzie znajdował się duży oddział Armii Krajowej. Bliskie sąsiedztwo innych partyzantów nie przeszkadzało nam. Jednak będąc tutaj, nie wiedzieliśmy, że oddziały Baranowskiego i Armii Krajowej przebywały od dawna.111

Dowództwo AK znało już plany niemieckiej operacji, dlatego zbliżających się od strony Wołoskowoli i Sosnowicy Niemców zaatakowali w Jamnikach. Kilka godzin wcześniej rozpoczęła się już wymiana ognia w Woli Wereszczyńskiej, pomiędzy Niemcami i ukraińskimi żandarmami, a połączonymi prosowieckimi oddziałami Siemiona Baranowskiego, Iwana Banowa „Czornego” i Roberta Satanowskiego (a właściwie mjr Wincentego Rożkowskiego). Swoją wersję przebiegu walk przedstawił Banow: Przy zachodzie słońca nasi zwiadowcy przekazali nam informacje o trasach przeciwnika: Z Lublina na Wolę Wereszczyńską, z Chełma na Urszulin, z Parczewa na Sosnowicę, Nowy i Stary Orzechów. O godzinie szóstej rano 22 czerwca (właściwie 17 czerwca) przybiegli polscy chłopi i potwierdzili, że Niemcy kierują się na Wolę Wereszczyńską trzema kolumnami – ze strony Lublina, Chełma i Parczewa. Niemal jednocześnie pojawiły się niemieckie samoloty zwiadowcze. Podnieśliśmy alarm, szykując swoją gotowość do walki. Wziąłem z sobą Pietię Istratowa i podążyłem do Baranowskiego domówić się naszej odpowiedzi. On zapewnił, że będzie bronić się tak długo, jak to tylko możliwe. Nawiązaliśmy kontakt i z oddziałem AK, uprzedzając akowców o zbliżających się Niemcach. O godzinie ósmej dyżurujący na wiatraku partyzant Wasilij Zadorożnyj krzyknął, że widzi kurz nad drogami prowadzącymi do Chełma i Lublina (…). Zorganizowaliśmy się na obronę w okręgu. Byłem zaniepokojony wysokim żytem, kołyszącym się wzdłuż drogi, które zajmowało całą przestrzeń między nami, a oddziałem Baranowskiego. Gdybyśmy byli w domu sypalilibyśmy żyto. No, ale znajdujemy się na polskiej ziemi … Wkrótce tumany kurzu nad drogami stały się dla nas widoczne. Następnie od strony Sosnowicy usłyszeliśmy strzały, nastąpiło kilka wybuchów, granaty zaczęły eksplodować.

- Zaczęło się – pomyślałem.

Ale obserwator natychmiast krzyknął:

- Towarzyszu podpułkowniku! Akowcy wycofali się do Sosnowicy!

- Wycofali się?! U nich przecież był tak silny oddział!

- Ja tylko mówię – wycofali się towarzyszu pułkowniku! Patrzcie jak konie uciekają!

Przybiegli zwiadowcy i potwierdzili: oddział Armii Krajowej wycofał się nie podejmując walki i dał kłusa w Parczewski Las.

- Tacy z nich bohaterzy! Nie wytrzymał Gałczenko.

Kazałem ustawić działa w kierunku drogi na Chełm, wierząc w oddział Baranowskiego. Ale po pół godziny stało się jasne, że odchodzi i Baranowski. Jego furmanki także zwróciły się w Parczewski Las. Byłem zaskoczony i zasmucony. Później dowiedziałem się, że Niemcy podkradli się w życie do wioski i pojawili się tak nagle, że Branowski ledwo uniknął niewoli, on wydał rozkazy partyzantom kiedy zobaczył, że dwadzieścia metrów od niego pojawili się żołnierze wroga … Tak około dziewiątej godziny rano 22 czerwca 1944 roku my zostaliśmy jedyni przed trzema zbliżającymi się kolumnami Niemców. To nie w naszym stylu było pokazać wrogu słabość. Ja postanowiłem stoczyć bój. Zostało kilka karabinów maszynowych, dwie trzecie partyzantów miało automaty, dysponowaliśmy trzema moździerzami.

(…) Nakazałem wywieść ludność Kolonii Wola Wereszczyńska do najbliższego lasu i ukryć na bagnach obóz, a pozostałe siły oddziału skoncentrowały się na drodze z Chełma. Kolumny nazistów zbliżały się. Ich ostrze skierowane było na nasz oddział. O dziewiątej godzinie rano Niemcy zaatakowali z żyta, które rosło przy drodze na Chełm. Partyzanci położyli ich. Tak zaczął się bój, który zakończył się o dziewiątej wieczorem. Przeżyliśmy i odparliśmy dwanaście ataków. Faszyści nie spodziewali się takiego zaciętego oporu. Jechali na wozach zabranych na jarmarku, szli przez żyto mając widocznie nadzieję, że złamią nas tak, jak akowców. Hitlerowcy przywykli, że akowcy nie podejmują otwartych walk z regularnymi jednostkami. Arogancja drogo kosztowała faszystów w pierwszych minutach walki i zmusiła ich do większej ostrożności. Po dwóch godzinach niemieccy oficerowie zrozumieli, że gołymi rękami – jedynie z automatami i granatami – nas nie wezmą. Nastąpiła krótka cisza. Byliśmy na baczności. Jeszcze przed bitwą rozesłałem zwiadowców w stronę Chełma i Parczewa. Zwiadowcy od razu zauważyli armatę, którą Niemcy sprowadzili pod Wolę Wereszczyńską i próbowali zainstalować na skrzyżowaniu koło wiatraka. Artyleryjski ostrzał nie został przez nas przewidziany.

Nakazałem z moździerzami podążyć za mną, udałem się na skraj kolonii. Stąd dobrze było widać skrzyżowanie dróg i armatę, która ustawiona była w naszym kierunku, jak i żołnierzy, którzy ją obsługiwali. Moździerz potrzebuje mocne oparcie. Takie oparcie znaleźć można było w betonowym dole na skraju kolonii. Drugi wystrzał trafił w armatę, która jeszcze nie wykonała ani jednego wystrzału. Wybuch zmiótł ludzi ją obsługujących. Niemcy wezwali na pomoc samolot. Gdzieś w godzinach popołudniowych przyleciał z Lublina „kostył”. Zniżył się nad lasem, pilot z kaskiem ze skóry zaczął zrzucać serię małych bomb. Wyrzucił dziesiątki bomb-granatów, które wybuchały w powietrzu. Po zrzuceniu pakietu samolot odleciał. Jak się okazało, w celu uzupełnienia paliwa. Wkrótce pojawił się i zaczął robić swoje. Po kilku udanych strzałach partyzantów z broni przeciwlotniczej samolot nabrał wysokości. Po tym bomby nie wyrządzały żadnej szkody.112

O słabej skuteczności lotniczego ostrzału pisał w pamiętnikach również Romuald Kompf ps. „Rokicz”, dowódca III-ciego Batalionu partyzanckiego 7 Pułku Piechoty Legionów: Po półtora godzinnej walce z nieprzyjacielem będącym w okrążeniu nadleciały z Chełma Lub. dwa niemieckie samoloty typu „Strochy” lub „Bociany”, jak je pospolicie nazywali partyzanci, które otworzyły ogień z pokładowej broni maszynowej oraz poczęły zrzucać wiązki granatów, lecz pomoc ta była nieskuteczna, gdyż trudno było odróżnić w zbożu swoich od nieprzyjaciela i przez pomyłkę lotnicy strzelali też do swoich. Samoloty te po ostrzelaniu terenu walki odlatywały z powrotem, a po chwili wracały, by zabrać z pola walki swoich dowódców i oficerów ciężko rannych, których znosili na teren koło cerkwi w Woli Wereszczyńskiej.113 Jeden z nich został trafiony z rkm przez Wacława Tokarzewskiego z oddziału AK „Świerka” i w związku z tym z uszkodzonym silnikiem odleciał do Chełma.

W dalszej części wspomnień Banow pisał: Wykorzystując pojawienie się samolotów hitlerowcy po raz kolejny podjęli próbę wdarcia się do lasu zajmowanego przez partyzantów i stracili przy tym sporo żołnierzy. W południe w tył Niemców uderzył Siedelnikow, który wezwany przez radio szybko przybył w miejsce walki. O trzeciej godzinie na drodze za Wolą Wereszczyńską pojawił się samolot. Przyleciał od strony Lublina i przywiózł kogoś z faszystowskich władz. Wziąłem lornetkę. Prosto w połowie drogi stał niewielki samolot. Pilot grzebał w silniku. A niedaleko gestykulowało kilku Niemców, objaśniali coś otyłemu mężczyźnie w wysokim stopniu oficera. Tęgi człowiek był w brązowym mundurze policyjnym. Nie mogłem zobaczyć pagon, ale widziałem na prawym rękawie opaskę ze swastyką. Człowiek z opaską wydał rozkaz. Oficer zasalutował. Dwóch udało się w żyto i dwóch ku Woli Wereszczyńskiej. Brązowy mundur stał na drodze, wyraźnie rozdrażniony i niecierpliwy. (…) Po uruchomieniu samolot zaczął się podnosić, wtedy usłyszeliśmy jeden, drugi i trzeci wystrzał. Samolot zatrząsł lewym skrzydłem, następnie prawym i runął na drogę. Słup ognia wzniósł się nad żytem w miejscu jego upadku, usłyszeliśmy wybuch.

(…) Ogień Niemców zaczął słabnąć. Ataki traciły na siły, walki ustawały. U wroga panowało kompletne zamieszanie. Może spowodowane to było przez fakt, że wieczorem w miejsce bitwy przybyli Fiłatow i Hristofierow, ściągnięci przez radio przez Sedelnikowa, i jeszcze raz uderzyli w tył faszystów. (…) Gdy stało się ciemno hitlerowcy zaczęli załadowywać się na wozy, a o dziewiątej wieczorem pośpiesznie odjechali, rezygnując nawet z broni.114

Przedstawiony przez Banowa opis fałszuje poniekąd obraz bitwy, zwłaszcza umniejszając zasługi partyzantów AK, a przypisując wszystkie zasługi swojemu oddziałowi. Już w latach osiemdziesiątych komunistyczna prasa115 uznawała pomoc partyzantów AK dla proradzieckich oddziałów za kluczową dla losów walki. Gdyby nie nasza pomoc, to w ciągu godziny Rosjanie byliby rozbici. Nas było około trzystu, tyle co Niemców. Jak my uderzyliśmy, to z natarciem ruszyli też Rosjanie116 – wspomina Józef Kujawski. Tę wersję wydarzeń potwierdza Józef Artymiuk: Pasłem wtedy krowy. Od Zawadówki przyjechali Niemcy i rozciągnęli szyki, jeden szedł w jedną, a drugi w drugą stronę. Tam było trzydziestu sowieckich partyzantów, ale wycofali się na łąki Orłowo. Widząc zbliżających się przez łany zboża Niemców schowaliśmy w takim dużym dole i słyszeliśmy tylko strzały. Po jakimś czasie przybyli Niemcy ze strony Jamnik, ale w wyniku ostrzału cofnęli się. Gdy przybyły posiłki z Parczewa, wówczas nastąpił kolejny, ale już silniejszy atak. Sowieccy partyzanci wycofali się w las, dopiero nad wieczór Polacy i Sowieci ruszyli na Niemców.117 Na pomoc proradzieckim partyzantom pospieszył jako pierwszy oddział AK Stanisława Parzebuckiego ps. „Mars”, który stacjonował w pobliskim Lipniaku. Romuald Kompf w swoich pamiętnikach zapisał, że w pościgu za uciekającymi esesmanami poszedł pluton kawalerii pod dowództwem wachm. rez. Stefana Kowalewskiego ps. „Świerk”, który goniąc i bijąc nieprzyjaciela aż do Wólki Wytyckiej i Wytyczna nie dał mu się opamiętać i zorganizować w odwrocie.118 Po wyparciu Niemców oddziały AK zatrzymały się we wsi na 2 dni, po czym przesunęły się w okolice Babska.

Bój pod Wolą Wereszczyńską toczył się od godz. 9 do 21. W ciągu tych godzin odparto 9 regularnych niemieckich ataków. W starciu w uczestniczyło około 240 partyzantów AK, 150 partyzantów Siemiona Baranowskiego, 80 partyzantów Iwana Banowa i 60 partyzantów Roberta Satanowskiego. Meldunek sytuacyjny dowództwa okręgowego AK Lublin podawał liczbę 200 partyzantów Banowa i 700 partyzantów Baranowskiego, jednak z pewnością liczby te były zawyżone, co przyznawał sam Banow. Według Banowa Niemców i Ukraińców było około 800: Przybyli na dwustu wozach. Jeśli założymy, że w każdym było po czterech ludzi, to i tak przeciwnik miał niemal czterokrotną przewagę.119 Także i te szacunku zostały znacząco przesadzone.

Trudne do ustalenia są straty obydwu walczących stron. W oddziale „Marsa” ranny został jedynie Bolesław Majewski. Wśród Niemców – według oficjalnie potwierdzonych danych – miało zginąć 2 osoby, a 13 odnieść rany. Kilku zabitych i rannych miało być również w oddziale Banowa, a sześciu u Baranowskiego. Świadkowie walk wskazują jednak na znacznie większe straty u Niemców. Iwan Banow pisał: Nasze straty były nieznaczne, dwudziestu partyzantów doznało ran. Za to tylko na drodze na Chełm doliczyliśmy się sześćdziesiąt niezabranych zwłok niemieckich żołnierzy.120 Najstarsi mieszkańcy wsi Babsk i Wola Wereszczyńska pamiętają, jak z Woli Wereszczyńskiej do Urszulina co raz kursowały prowizoryczne karetki z rannymi niemieckimi żołnierzami, a następnie furmanki z poległymi. Romuald Kompf starty niemieckie szacował na co najmniej 1/3 stanu zabitych i około 30 rannych121, natomiast Jan Połomski pisał122 o 50 zabitych i 2 strąconych samolotach. Podczas spotkania mieszkańców z Iwanem Banowem, zorganizowanego w Urszulinie w 1957 roku, Stanisława Kujawska-Wiszniewska powiedziała, że Niemcy po bitwie wywieźli 40 zabitych.123 Mieszkańcy wspominają również o zabitych w oddziale Banowa, o czym nie chciał pisać sam dowódca. Znałem sowieckich partyzantów, gdyż stacjonowali koło gospodarstwa kilka dni. Po bitwie widziałem ciało jednego rudego Żydka od nich, Kolę Sołowiowa i trzeciego124rozpamiętuje Józef Artymiuk. Z oddziału Banowa zginał także Tadeusz Miarczenko z Kołacz.

Podczas niemieckiego nalotu spłonęła trzecia część zabudowań wiejskich, chociażby wspominany przez Banowa wiatrak Sytyka. Naoczny świadek Józef Artymiuk wspomina: W wojsku niemieckim było bardzo dużo ukraińskich własowców (faktycznie funkcjonariusze ukraińskiej policji pomocniczej) i to oni złapali mojego ojca. Chcieli go zabić, ale przyszedł Niemiec i kazał spalić zabudowania. Gdyby ktoś z nich strzelał, to wówczas mieli ojca zabić. Na szczęście nikogo w nich nie było.125 W obawie przed przypadkową śmiercią chowali się wszyscy mieszkańcy. Zofia Brzezina z Babska opowiada, jak cały dzień przesiedziałam z koleżankami pod mostem.126

Niemcy aresztowali 2 mieszkańców i osadzili w więzieniu na Zamku w Lublinie, gdzie zatrzymani zmarli. Z oddziału Baranowskiego również kilka osób wzięto do niewoli, a następnie rozstrzelano. Z niemieckich raportów wynika, że większość rozstrzelanych byli uciekinierami z obozu w Sobiborze. Po opuszczeniu przez Niemców Woli Wereszczyńskiej partyzanci Baranowskiego w odwecie przeprowadzili na skrzyżowaniu (przy dzisiejszej mleczarni) sąd pokazowy, wieszając na drzewie dwóch z 3 ukraińskich kolaborantów, a trzeciego zabrali ze sobą. Widziałam to. Wszystkim ze wsi kazali się zebrać. Coś mówili, ale nie pamiętam co127opowiadania Stefania Namielska. Oprócz Ukraińców mieli też dwóch NIemców, ale ich puścili. Powiedzieli, że oni służą w wojsku z obowiązku, a Ukraińcy to ochotnicy. Początkowo chcieli ich rozstrzelać, ale ktoś powiedział, że na takich szkoda kuli, więc powiesili128dodaje Stanisław Lutomski. Kilka dni później w Suchym Lesie pod Łomnicą powieszono volksdeutcha Wegnera z Zawadówki. Michał Ośko wspomina, że powieszono go za nogi, a żeby nie krzyczał, to wsadzili do ust butelkę i tak go zostawili.129 W uznaniu za wkład ludności w walce z hitlerowskim okupantem, zwłaszcza w dniu 17 czerwca 1944 roku, mieszkańców Woli Wereszczyńskiej odznaczono w 1981 roku Krzyżem Partyzanckim.

Do kolejnego starcia z niemieckim okupantem doszło w dniu 28 czerwca. Oddziały niemieckie zaatakowały radzieckich partyzantów i dowodzoną przez Korczyńskiego grupę Armii Ludowej, które ostentacyjnie przemaszerowały przez wieś. Partyzantów zauważył niemiecki samolot zwiadowczy, a po upływie kilkudziesięciu minut od strony Lublina nadleciało 5 niemieckich myśliwców. O bezpośrednim powodzie pojawienia się wojsk niemieckich pisał w jednym z prasowych artykułów świadek wydarzeń Edward Romanowski: Około godz. 9 rano przez (wypaloną już częściowo) wieś Wolę Wereszczyńską przejechał ostentacyjnie konny oddział partyzancki w sile około 40 żołnierzy, bardzo dobrze uzbrojonych. W chwili, gdy oddział ten znajdował się na południowym skraju wsi, nadleciał niemiecki samolot zwiadowczy i partyzantów we wsi zauważył. Po rozpoznaniu oddziału partyzanckiego samolot zatoczył łuk i zawrócił w kierunku Lublina. Partyzanci przestali śpiewać i cwałem ruszyli w kierunku południowym ze wsi. Po około 45 minutach od strony Lublina nadleciało 5 samolotów, które po wykonaniu manewru rozdzielenia się na dwie pary zniżyły lot i rozpoczęły zrzucanie bomb zapalających z karabinów maszynowych. (…) Na szczęście działo się to w godzinach, gdy większość mieszkańców była na łąkach i na polach.130 W wyniku ostrzału spłonęło ponad połowa zabudowań wiejskich, w tym ocalała z lutowego pożaru biblioteka szkolna. Podczas nalotu zginęła Marianna Sławińska.

Pomimo licznej obecności partyzantów i nadciągającej Armii Czerwonej wojska niemieckie przebywały w Woli Wereszczyńskiej jeszcze przez okres 1 miesiąca. W dniu 8 lipca przybył III dywizjon konny policji SS (tj. Schutzstaffel – oddział zbrojny niemieckiej nazistowskiej formacji paramilitarnej), który na południe od Olszowa starł się z 3 partyzantami na koniach. W wyniku krótkiego ostrzału 2 partyzantów porzuciło konie z siodłami. Niemcy przebywali w Woli Wereszczyńskiej jeszcze na 4 dni przed wkroczeniem sowietów. Ich celem było zacieśnienie „pierścienia” wokół przebywających w Lasach Parczewskich partyzantów. Plan się nie powiódł, gdyż w dniu 22 lipca do Woli Wereszczyńskiej wkroczyły wojska radzieckie.

 

  1. Powojenna partyzantka antykomunistyczna

    1. Struktury i działalność

Już po pierwszych miesiącach od wkroczenia wojsk sowieckich organy represji pokazały prawdziwe oblicze nowej władzy. W listopadzie 1944 roku aresztowano wielu członków antyniemieckiej partyzantki i wywieziono do obozów w ZSRR. Do Riazania, a następnie Diagiliewa trafił Michał Rzepiela, który do ojczyzny powrócił w lutym 1946 roku. Z zesłania nie powrócił Zdzisław Babiak, zmarł w obozie w Borowiczach. Na radzieckim zesłaniu przebywał także Tadeusz Szymański, który po powrocie osiadł w Woli Wereszczyńskiej. Komunistyczne represje przynosiły odwrotny efekt od zamierzonego – zamiast zastraszać mobilizowały do organizowania się antykomunistycznego podziemia.

Wiosną 1945 roku w okolicach Woli Wereszczyńskiej zaczęły tworzyć się pierwsze struktury włodawskiej komórki organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN). W tym celu do Olszowa przybyli jej okręgowi liderzy – Klemens Panasiuk, ps. „Orlis”, „Żytosław” (kwaterował w zabudowaniach Edwarda Brzyskiego), a następnie Leon Taraszkiewicz ps. „Jastrząb”. Dość szybko stworzyli liczebną i dobrze zorganizowaną placówkę WiN. Jej komendantem został miejscowy Józef Dawidek ps. „Brzytwa”, zaś jego zastępcami Bolesław Konieczny ps. „Orzełek” i Adam Chudziak. Poza nimi do placówki należało jeszcze około 20 partyzantów. W Olszowie byli nimi Władysław Drozdowski ps. „Torpeda”, Józef Kaczmarzewski, Eugeniusz Gierliński, Stanisław Orłowski, Wawrzyniec i Jan Ordowscy, u których najczęściej odbywały się ćwiczenia, oraz łączniczki Czesława Mazurówna, Eleonora Gałkowska i Maria Borówna. Z Woli Wereszczyńskiej do placówki WiN należała rodzina Ozgów, Jan i Edward Kaczmarzewscy, Anatoli Gromiuk, Piotr Soniewski, Antoni Niewiadomski, Wacław Głowacki, Jan Mirończuk, Henryka Matejczuk, Mateusz Małek, łączniczka Amelia Szczepanowska oraz jej bracia Lech ps. „Dichtior” i Lucjan ps. „Goniec”, Edward Nowodziński oraz Helena Brzyska, u której do czasu amnestii w styczniu 1947 roku znajdował się sztab dowództwa.

W domu Zygmunta i Marii Ozgów znajdował się szpital organizacyjny WiN, w którym sanitariuszką była córka gospodarzy Regina, ps. „Lilka”. Dom służył również za magazyn dla towarów pochodzących z rabunków. „Lilka” miała za zadanie spieniężanie tych towarów, by tym sposobem uzyskać finanse na działalność zbrojną. Pełniła funkcję łączniczki, jak również dostarczała wiele materiałów, niezbędnych do działalności konspiracyjnej. Wykorzystując funkcję gminnego sekretarza Związku Młodzieży Polskiej, członka Gminnej Rady Narodowej (GRN) oraz przewodniczącej powiatowej Komisji Pomocy Społecznej dostarczała partyzantom powielacze, matryce, papier, lekarstwa oraz produkty żywnościowe. Z racji pełnionych funkcji była rozeznana w sytuacji w terenie, a informacje na bieżąco przekazywała partyzantom. Regina Ozga została aresztowana w październiku 1951 roku, a sądzono ją w czerwcu roku następnego. Na rozprawie sądowej oświadczyła: Byłam i jestem wrogiem Polski Ludowej – wobec Boga i Ojczyzny i ludzi mam czyste sumienie, bo nikomu nic złego nie zrobiłam.131 Skazano ją na karę śmierci, zamienioną później na karę dożywotniego więzienia. Więzienie opuściła jednak w 1958 roku. Wyrok pozbawienia wolności orzeczono również w stosunku do jej rodziców i brata Zdzisława, a przy tym skonfiskowano cały majątek rodzinny.

Lasy wokół Olszowa były miejscem przeprowadzenia głośnych na Powiat Włodawski akcji partyzanckich, wymierzonych przeciwko funkcjonariuszom publicznym. Już w dniu 18 czerwca 1945 roku partyzanci „Jastrzębia” uprowadzili komendanta posterunku Milicji Obywatelskiej (MO) w Wytycznie Grzegorza Szczęśniewskiego, a następnie osądzili go. Wyrok mógł być tylko jeden – wykonana na miejscu kara śmierci. Zwłoki odnaleziono dopiero pół roku od egzekucji.

Pod koniec lipca 1945 roku „Jastrząb” i jego towarzysz Jan Adam Ciepałowicz ps. „Vis” zatrzymali w Woli Wereszczyńskiej pracującego we włodawskim resorcie bezpieki Kosynę, uczestniczącego tego dnia w uroczystości weselnej. W swoich pamiętnikach brat „Jastrzębia”, Edward Taraszkiewcz ps. „Żelazny” moment zatrzymania opisał następująco: Kosyna, wychodząc z kościoła zauważył stojącego przy płocie „Visa”, który trochę podchmielony stał śmiejąc się szyderczo Kosynie w twarz. Ktoś z biesiadników weselnych szepnął por. Kosynie do ucha i pokazując na „Visa”, że tam stoi bandyta. Na co Kosyna zwrócił się do „Visa”, który usiłował wyjąć z kieszeni swoją parabelkę, lecz Kosyna złapał go w pół, wywiązała się walka, co widząc „Jastrząb”, że „Vis” jest w wielkim niebezpieczeństwie przyskoczył do Kosyny, przystawiając pistolet do głowy, na co Kosyna puścił „Visa”, który odebrał mu pistolet. „Jastrząb” rozkazał pierwszej lepszej furmance podjechać i kazał por. Kosynie na niej usiąść, chcąc go żywcem zawieść do sztabu.132 W okolicach Jamnik furmankę ostrzelali Ukraińcy z Zienek. Myśleli, że wszyscy są polskimi partyzantami. „Jastrząb” z „Visem” zdołali uciec, a Kosynę Ukraińcy dorżnęli kosą133opowiada Józef Kujawski.

Celem ataków partyzantów WiN byli nie tylko funkcjonariusze publiczni, ale również mieszkańcy, czy nauczyciele. Opis jednego zdarzenia opisano po kilkudziesięciu latach w kwartalniku „Kultura i Społeczeństwo”: Podczas jednej z wizyt w Woli Wereszczyńskiej zebrał (tj. „Jastrząb”) pracujących tam nauczycieli. Mężczyznom polecił położyć się na podłodze, po czym wygłosił odpowiednie przemówienie, używając wulgarnych słów. Na zakończenie zostali skatowani wyrwaną z płotu deską.134

Wielu miejscowych partyzantów zatrzymano podczas wspólnych operacji funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie (PUBP) i wojska. Już w październiku 1944 roku zatrzymano Edwarda Brzyskiego. Byłem z nim trzymany w jakiejś pustej chałupie z Wytyczna. Brzyskiego bardzo bili łańcuchami od rowerów. Z przesłuchania wracał cały zakrwawiony. Później wszystkich wywieźli do Parczewa, a stamtąd na Sybir. Tylko ja z Antkiem Chomą zostaliśmy135 – wspomina Józef Kujawski. W maju 1946 roku aresztowano Jana Ordowskiego, jednak wobec braku dowodów winy po 3 miesiącach zwolniono go do domu. W lipcu następnego roku w niewyjaśnionych okolicznościach został zamordowany w lesie koło Nowego Załucza. Kolejne aresztowania nastąpiły podczas obławy Olszowa w lipca 1946 roku. Zatrzymano wówczas Wawrzyńca Ordowskiego i Jana Kaczmarzewskiego, a następnie osadzono we włodawskim areszcie.

W grudniu 1946 roku mieszkańcy Woli Wereszczyńskiej byli świadkami „krwawej wigilii”. W związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, pozwolił swoim partyzantom na 3 dni „wolnego". Z całego oddziału pozostało trzynastu („Jastrząb", „Żelazny", „Ryś", „Słoń", „Bolek-Łapka", „Smukły", „Żak", „Lew", „Szakal", „Sokół II", „Krzewina" i „Kozioł"), którzy nie mieli gdzie się udać, lub też powrót do domu narażał ich oraz rodziny na represje. Postanowili spędzić wigilię Bożego Narodzenia w domu zaufanej rodziny „Kozła", czyli u Zielińskich. W wieczerzy wigilijnej uczestniczyli także gospodarze i rodzina Taraszkiewiczów.

Do obławy doszło w późnych godzinach nocnych. Nastąpiła wskutek zdrady towarzysza Bolesława Koniecznego ps. „Orzełek" i Tadeusza Mazura. Konieczny był u nich, nawet dali mu śledzi, ryb, by się najadł. A on zaraz po tym poszedł na posterunek do Wytyczna i wszystko powiedział136 – opowiada Stefania Namielska. Chałupę Zielińskich otoczyli funkcjonariusze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW). Podczas strzelaniny poległ Zdzisław Kogut ps. „Ryś", zaś ranieni zostali Stefan Milaniuk ps. „Słoń" z Wytyczna i Albin Bojczuk ps. „Lew”. Milaniukowi nie udało mu się uciec. Trafił w ręce funkcjonariuszy PUBP, następnie przesłuchano go i zastrzelono. Bojczuk zdołał przedrzeć się przez pierścień obławy wraz z pozostałymi partyzantami. Oprócz partyzantów zginął żołnierz KBW Tadeusz Mielczarek, a jeden z funkcjonariuszy PUBP został ranny. Zabudowania Zielińskich spalono.

Rankiem następnego dnia w gospodarstwie Zielińskich zjawili się mieszkający, a z nimi Lech i Lucjan Szczepanowscy, którzy po wigilijnej udali się do domu. Razem z nimi noc spędzili Taraszkiewiczowie (rodzice „Jastrzębia” i brat Józef) oraz Henryk Wybranowski ps. Tarzan. Po latach Lech Szczepanowski pisał: Pierwszym zabitym, którego dostrzegliśmy w pobliżu spalonych zabudowań, okazał się „Ryś”. Był w samej koszuli i spodniach, tak jak go zastał atak w przegrzanym wigilijnym mieszkaniu. Leżał twarzą do ziemi. Miał przestrzeloną głowę. Przy nim leżał magazynek do RKM. W odległości kilkunastu metrów od niego ujrzeliśmy „Słonia”. Leżał na wznak, ubrany w płaszcz wojskowy. Już mieliśmy przeszukać jego kieszenie, zabrać dokumenty i ewentualnie broń krótką, kiedy nagle usłyszeliśmy warkot zbliżających się samochodów. Chyłkiem wycofaliśmy się do lasu. Stamtąd obserwowaliśmy poczynania przybyszów. Zatrzymały się dwa samochody. Wysypało się z nich kilkudziesięciu cywilów i wojskowych. Obeszli dopalające się pogorzelisko, przyjrzeli się zabitym, a potem zaczęli strzelać do błąkających się kur. I na raz wszyscy trzej ujrzeliśmy, jak jeden z cywilów po strzale zachwiał się i upadł. Okazało się później, że któryś z nich postrzelił kolegę. Pozostali szybko zanieśli rannego na samochód, a ten odjechał na pełnym biegu. Widzieliśmy potem, jak ci z drugiego samochodu zegnali kilku sąsiadów Zielińskich i kazali im zakopać ciała.137 ,,Ryś'' i ,,Słoń'' zostali odkopani i w kwietniu 1947 roku ponownie pochowani na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej – obok swoich towarzyszy Stefana Bielińskiego, ps. „Barabas” i partyzanta o pseudonimie „Żuk”.

W odwecie za zdradę „Żelazny” z 2 towarzyszami zastrzelił Bolesława Koniecznego w dniu 11 stycznia 1948 roku, podczas wizyty Koniecznego rodzinnym domu w Olszowie. Dom okrążyło kilku i przez okna zaczęli strzelać. U nas też wtedy byli i kazali cicho siedzieć138 - opowiada Stanisława Namielska. Oprócz Koniecznego z funkcjonariuszami włodawskiej bezpieki współpracował także jego sąsiad Adam Chudziak. W wyniku jego donosu zatrzymano Kazimierza Radko z Wólki Wytyckiej, którego po sądzie pokazowym zastrzelono. Współpracownikami zostali także Kazimierz i Tadeusz Mazurowie, ujawniając miejsca kwaterunku dowództwa i szeregowych partyzantów. W lesie koło Włodawy zamordowali swoich towarzyszy z podziemia – braci Kucharuków z Nowin. W miejscu zbrodni stoi do dnia dzisiejszego drewniany krzyż.

Zimą 1948 roku militarne i milicyjne jednostki aparatu państwowego wzmogły represje, co skutkowało aresztowaniami wielu partyzantów i ich rodzin. Zatrzymany wówczas Zdzisław Kopron po latach wspomina: Miałem lat 18, ale tak mnie zbili, że jak szedłem z domu do kościoła, to musiałem ze trzy razy odpoczywać.139 Następnie ogłoszono amnestię, wobec czego liczebność członków organizacji WiN znacząco zmalała. Ci, którzy nie ujawnili się, dalej trwali w walce przeciwko komunistycznemu aparatowi władzy, lub też uciekli na zachód. Komendant placówki Józef Dawidek przeniósł się na poukraińskie gospodarstwo w Widłach koło Świerszczowa.

W lasach Olszowa pozostała niewielka grupa „Żelaznego”. Latem partyzanci chowali się po lasach, w stogach siana, na strychach oddalonych od zabudowań stodół. W dni zimniejsze kwaterowali u miejscowych gospodarzy, chociażby u Sułkowskich, czy też w bunkrze znajdującym się pod stodołą Józefa Kaczmarzewskiego. W listopadzie 1948 roku funkcjonariusze KBW dokonali rewizji jego zabudowań, znajdując mięso świńskie, cukier i inne produkty żywnościowe, a także 2 kożuchy i 2 pary kamaszy – towary pochodziły z rabunku spółdzielni produkcyjnej. Choć Kaczmarzewski nie wydał, do kogo rzeczy należały, to postanowiono w jego budynkach zorganizować zasadzkę. Podejrzenia okazały się słuszne, w zasadzkę wpadł „Żelazny”. W swoich pamiętnikach pisał: Podszedłszy pod sień domu Kaczmarzewskich usłyszałem: Stać! Ręce do góry! Nie namyślając się pociągnąłem w kierunku sieni serię z gotowego pepesza i puściłem się szybko do ucieczki. W tym czasie odezwały się z innych stron tego i drugiego domu kaemy i inna broń strzelająca za mną.140 W wyniku strzelaniny „Żelazny” zabił funkcjonariusza Mieczysława Dudkiewicza i ciężko ranił Mieczysława Wiśniewskiego, ale też sam został ranny. Po krótkiej wymianie ognia zbiegł do pobliskiego lasu. W raporcie włodawskiej bezpieki zaznaczono, że żołnierze rzucili się do natychmiastowego pościgu, ale zaraz dodano, iż był nieskuteczny na skutek ciemności i bagnisto lesistego terenu.141 Józefa Kaczmarzewskiego i jego żonę Bronisławę aresztowano, pozostawiając samych czwórkę ich dzieci. Kaczmarzewski wyszedł z więzienia dopiero w 1953 roku.

Po strzelaninie u Kaczmarzewskich w okresie od listopada 1948 roku do czerwca 1949 roku w okolice Woli Wereszczyńskiej wysłano aż 6 razy żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, w łącznej sile 12 plutonów. Na skutek zeznań torturowanego Kaczmarzewskiego w listopadzie aresztowano rodzeństwo Szczepanowskich – Amelię, Lecha i Lucjana. Po latach Lech Szczepanowski zrelacjonował te chwile: Wpadli do nas całą gromadą, postawili pod ścianą i zaczęli krzyczeć, żeby oddać broń, gdzie ukrywamy bandytów, posypały się pierwsze razy, wyzwiska, kopniaki. Pozrywali podłogi, strzechy, kopali w ogródku, szukali w studni, ale nic nie znaleźli. Zabrali nas wszystkich do domu Wójcickiego, kazali siadać pod piecem. Wpadł szef z Włodawy (kpt. M. Oleksa) wściekły, zaczął nas bić po twarzach i wyzywać. Mnie złapał za włosy i bił głową o piec, mama i siostry zaczęły płakać i prosić, że to jeszcze dziecko (miałem niecałe 16 lat), to też dostały rękawicami po twarzy. Zaczęli brać na przesłuchania brata pierwszego. Kiedy mnie prowadzili do pokoju, brat siedział w kuchni cały mokry. W pokoju było 4 śledczych i szef UB. Kazali mi usiąść na krześle i zadawali pytania na przemian z biciem, aż zemdlałem i upadłem, wtedy jeden przyniósł wiadro wody i wylał na mnie. Wtedy zrozumiałem, dlaczego brat był mokry. Trzymali nas w Woli Wereszczyńskiej 2 doby, tylko najmłodszą siostrę Halinkę, która nie miała jeszcze 15 lat, zwolnili. (…) Potem zawieźli nas do więzienia w Parczewie i tam zaczęło się piekło na ziemi, przesłuchania dzień i noc, bicie i tortury takie, że i gestapo takich nie stosowało, jęki i wrzaski było słuchać dniami i nocami. W areszcie były straszne wszy, o mało nas nie zjadły (…). Brat i ja chodziliśmy myć podłogi do siedziby UB, jak wyszorujemy, że deski białe, podejdzie jakiś ubek, da po kopniaku i kopnie wiadro, i od nowa szorować. I tak przesiedzieliśmy Wigilię Bożego Narodzenia 1948 r. i witaliśmy Nowy Rok. Pilnowało nas KBW z Lublina, niektórzy byli dobrzy, na Wigilię wpuścili nas do celi mamy, pozwolili połamać się opłatkiem, nieraz dali coś do zjedzenia i patrzyli ze współczuciem (…).142Amelię Szczepanowską za niepowiadomienie władz o ukrywającym się Henryku Wybranowskim skazano w marcu 1949 roku na półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. W październiku tego roku aresztowano Eugeniusza Gierlińskiego, a w październiku 1951 roku zatrzymano Wacława Majewskiego.

Liczne aresztowania nie powstrzymywały partyzantów przed grabieżami instytucji publicznych. Latem 1947 roku partyzanci z grupy Zdzisława Kogutowskiego ps. „Ryś” napadli na miejscową spółdzielnię. „Pawełek” z Harasimowiczem poszli do ekspedientki tej spółdzielni. Zmusili ją, aby otworzyła lokal spółdzielni, poczem zaczęliśmy rabować. Zrabowaliśmy tam 1000 szt. papierosów „partyzantów”, 700 szt. papierosów „Nysa” i około 12 m. materiałów143zeznał w trakcie przesłuchania Witold Matuszak z Grabniaka. Rok później „łupem” partyzantów padły pieniądze w kwocie 20.000 złotych, zebrane przez mieszkańców na odbudowę Warszawy.

We wrześniu 1950 roku grupa „Żelaznego” napadła na wiejską pocztę, rabując 197.000 złotych. Jeden z uczestników kradzieży podczas przesłuchania opisał akcję: Po przybyciu do poczty „Żelazny” zastukał w szybę, gdzie zamieszkiwał nieznany mi człowiek, który pytał kto to jest, na co „Żelazny” odpowiedział, że wojsko jest. Po wejściu do mieszkania „Żelazny” zapytał gdzie są drzwi na pocztę, na co ten odpowiedział, że w drugiej sieni, ale zamknięte. Wówczas „Żelazny” poszedł obejrzeć te drzwi i po powrocie zażądał siekiery od tegoż gospodarza, bo drzwi te były okute blachą. Gospodarz oświadczył, że nie ma siekiery, za co „Żelazny” uderzył go, po czym sam znalazł tą siekierę. Wyrąbał on okienko obok drzwi oraz wyrąbał bala drewnianego, przez co zrobił otwór, przez który można było wejść. „Żelazny” znalazł blaszaną skrzynkę, którą kilkakrotnie bił siekierą aż się otworzyła. Wybrał pieniądze ze skrzynki, rozbił telefon i wyszedł do sieni, a następnie wszyscy odeszliśmy z poczty.144

W dniu 29 maja 1951 roku „Żelazny” i jego partyzanci przeprowadzili głośny na cały kraj rajd, który stał się początkiem ich końca. Po zamordowaniu w Dominiczynie członka Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) Ludwika Czugały „Żelazny” z towarzyszami pojechali zarekwirowanym gazikiem do Woli Wereszczyńskiej Na dalszą drogę zabrali wracającego z „majówki” Mariana Kapałę z Wiązowca: Wracałem wtedy z dziewczynami i kolegami z kościoła w Woli Wereszczyńskiej. Przy starym cmentarzu zbliżyły się do nas dwa samochody. Zatrzymali się przy nas, krótko popatrzyli i zawołali mnie do samochodu. Wsiadłem do samochodu i ruszyliśmy na wieś. Zaczęli się mnie pytać skąd ja jestem i skąd wracam, czy nie przypadkiem z zebrania Związku Młodzieży Polskiej. Ja im odpowiedziałem, że z kościoła, z majówki. Pod koniec wsi zatrzymali się, gdy mijali kilka stojących starszych kobiet. Pytali się, czy dziś było nabożeństwo majówkowe. Chcieli mnie sprawdzić, ale kobiety odpowiedziały, że tak, i to mnie uratowało. Następnie zajechaliśmy do Lejna pod jeden z domów. Kazali mi wyjść i zawołać gospodarza, jednak zaraz za mną wszedł „Żelazny”. Odczytał mu wyrok i strzelił do niego dwukrotnie, kładąc go trupem. Skierowaliśmy się do Komarówki, gdzie zabili Kosińskich. Za Orzechowem kazali mi wysiąść i iść do domu. Myślałem, że teraz mnie zabiją, ale nic takiego się nie stało.145 Podczas rajdu w Woli Wereszczyńskiej partyzanci dotkliwie pobili kijami 2 nauczycielki – Danutę Szulc i Krystynę Litwińczuk. Pobili je za przeprowadzanie z dziećmi lekcji w państwowej spółdzielni produkcyjnej w Górkach, a tym samym za propagowanie spółdzielczości socjalistycznej146 – opowiada naoczny świadek Józef Kujawski. Ponadto nauczycielki pozdejmowały w salach szkolnych wszystkie wiszące krzyże i pozamieniały godła z przedwojennych na ludowe, tj. bez korony na głowie, co wywołało niezadowolenie wśród licznych mieszkańców. „Żelazny” za wiszące na ścianie godła orła bez korony dawał po 3 kije, za naukę o „bandycie” Bierucie i jego poplecznikach z rządu warszawskiego po 5 kijów, za realizację komunistycznego programu szkolnego, wychowanie „w miłości do Polski Ludowej”, po 6 kijów.147 W celu utrudnienia pościgu zdemolowali w Woli Wereszczyńskiej pocztę, niszcząc aparat telefoniczny i przecinając przewody.

 

  1.  
    1. Partyzanci i mieszkańcy – wzajemne relacje

Największym utrapieniem dla mieszkańców w pierwszych powojennych latach stały się grabieże, na porządku dziennym były także morderstwa. Władze państwowe i partyzanci nie byli w stanie utrzymać bezpieczeństwa i porządku, a często sami dopuszczali się gwałtów. W okolicy powszechnie działały dobrze uzbrojone bandy, grabiące najczęściej sklepy spółdzielcze i żywy inwentarz u gospodarzy. W czerwcu 1945 roku Pawła Demediuka zmuszono do oddania krowy. Podczas kradzieży konia zamordowano gospodarza Jana Artymiuka. U Gierlińskich na kolonii zrabowano świnię i maszynę do szycia. W tym ostatnim przypadku sprawców kradzieży ustalili partyzanci „Jastrzębia”, chcąc w ten sposób zapanować nad panującym bezładzie. „Żelazny” w swoich pamiętnikach pisał, że w miesiącu lipcu 1945 r. rozpoczęła org. konsp. silną akcję kontrzłodziejską w naszym terenie. Akcja ta objęła w silnem stopniu Wolę Wereszcz. Nie podobało się to naturalnie wszelkim szumowinom i złodziejaszkom, a że bojówka obw. jako organ wykonawczy miała z temi wszystkiemi złodziejami do czynienia przez to stała się przez wyżej podane elementa znienawidzona. Przeprowadzone Śledztwo wykazało, że sprawcą grabieży u Gierlińskich okazał się z Nowego Załucza, który za karę otrzymał porządne lanie.148 Z obawy o swoje bezpieczeństwo większość przypadków kradzieży nigdzie nie zgłaszano. Ze względu na brak kontaktów ofiarami zostawali najczęściej przesiedleńcy zza Buga, którym trudniej było zorganizować samoobronę lub prywatny pościg za złodziejami.

Grabieże, a także brak komunikacji pomiędzy oddziałami partyzanckimi,
a dowództwem WiN czyniły, że dochodziło do poważnych zgrzytów pomiędzy samymi partyzantami. Do strzelaniny doszło w 1945 roku na grudniowej wiejskiej zabawie, której dochód miał być przeznaczony na odnowę zniszczonego podczas wojny kościoła. Według wersji „Żelaznego” Antoni Choma i Józef Pastucha wszczęli awanturę i wymachiwali bronią. Po tym incydencie grupa partyzantów – „Grot” (pierwotny pseudonim Edwarda Taraszkiewicza), „Ryś”, „Bąk”, „Sokół”, „Wilk” i „Krzewina” udali się do ks. Bolesława Krzywca, a ten
potwierdza, że najlepiej będzie, gdy się im odbierze broń, to będzie spokój.149 Następnie partyzanci udali się na zabawę, by rozbroić Chomę i Pastuchę, jednakże ci odmówili poddania się. Najwyższy punkt mej samoobrony nakazywał mi pociągnąć za cyngiel automatu, lecz przyszła mi błyskawiczna myśl do głowy, że skoro ja go uśmiercę, to ludzie powiedzą, że ja go zastrzeliłem jedynie za dziewczynę. (…) Widząc to, że ja na chwilę przestałem krzyczeć, Choma cofa się za obręb światła wychodzącego z okna w ciemność, sięga ręką do pasa, wydobywa pistolet. Widzę w tem miejscu ogień, ile razy to nie wiem150 – pisał „Żelazny”. W wyniku obustronnej strzelaniny kule wystrzelone z automatu „Rysia” zraniły „Bąk” i 2 innych uczestników zabawy. Antoniemu Chomie udało się uciec. Zdaniem wielu najstarszych mieszkańców prawdziwym powodem nienawiści „Żelaznego” do Chomy było właśnie współzawodnictwo o względy wspomnianej dziewczyny.

Rabunkowa działalność „partyzantów” i częste między nimi porachunki spotkały się z krytyką przybyłego na parafię w Woli Wereszczyńskiej księdza Krzywca. Jako, że partyzantem uznawało się wiele osób, niekoniecznie walczące z komunistycznym systemem władzy, konkretny adresat krytyki proboszcza nie był znany. Szybko dotarły do niego pogróżki, dlatego uciekł z plebani i zaczął ukrywać się, głównie w Starym Załuczu. Po niedługim czasie doszło do pojednania. Ksiądz wrócić na plebanię, ale tematu działalności partyzantów na ambonie już nie podejmował. Udzielił nawet ślubu Sylwinie Tomaszewskiej i Józefowi Strugowi ps. „Ordon”.

Częste kontakty księdza Krzywca z partyzantami spowodowały, iż od 1946 roku włodawski PUBP rozpoczął kompletowanie materiałów obciążających i wskazujących na jego współpracę z podziemiem antykomunistycznym. Sprawa przyjęła kryptonim „Grzeszny”. W zebranych materiałach zarzucano księdzu, że urządził razem z bandą zabawę we wsi151, a dochód przeznaczył na ich działalność. Wobec braku niezbitych dowodów na współpracę sprawę zamknięto. Ksiądz zaczął jednak unikać kontaktów z partyzantami. Gdy wiosną 1951 roku przybył do niego „Żelazny” z 2 towarzyszami, by wyspowiadać się, Krzywiec kazał im poczekać, po czym wyszedł z plebani i tejże nocy do niej już nie wrócił.

 

  1. W Polsce Ludowej

    1. Stosunki ludnościowe

Po wojnie Wola Wereszczyńska niemal całkowicie spolonizowała się. W marcu 1945 roku Ukraińców rozpoczęto przesiedlać za rzekę Bug. Jeszcze w 1943 roku we wsi mieszkało 520 osób, do marca 1945 roku liczba ta zmniejszyła się do 398 osób. Zdecydowanie przeważali Ukraińcy (96 rodzin, 341 osób), Polaków było stosunkowo niewielu (16 rodzin polskich, 57 osób). Podczas organizacji pierwszego transportu do ZSRR dobrowolnie zgłosiło się 306 Ukraińców, a wyjechało 267. Wieś opuścili wówczas: Demdiukowie, Wdowiczowie, Sytykowie, Kowalczykowie, Klocowie, Szulepowie, Artemiukowie, Muzyczkowie, Chilimończukowie, Kozłowscy, Guberkowie, Jakubowiczowie, Kuszykowie, Wójtowiczowie, Szpicowie, czy Marcyniukowie. W Woli Wereszczyńskiej pozostały 23 ukraińskie rodziny. W czerwcu 1945 roku przeprowadzono spis dzieci i młodzieży w wieku do 20 lat. Wykazał on 167 osób w takim przedziale wiekowym, spośród których jeszcze 35 posługiwało się językiem ukraińskim, jako ojczystym.

Według stanu z dnia 14 lutego 1946 roku w gminie mieszkało 6.022 osoby. W Woli Wereszczyńskiej 89 osobom przyporządkowano ukraińskie pochodzenie, choć większość z nich oświadczyła, że są narodowości polskiej, by tym samym uniknąć deportacji do ZSRR. Za Ukraińców uznano Gierlińskich, Niewiadomskich, Demediuków, Maciuków, Dyksów, Golczuków, Chilimończuków, Lewczuków, Korzanów, Gromiuków, Sajów, Czeberaków, Nazaruków, Artymiuków, Bartoszuków, Buławów oraz Matrona Wasyluka, Mikołaja Wójtowicza, Zofia Dudycz, Zofię Plackowską i Marię Dobraczyńską.

Kolejną akcję przesiedleńczą przeprowadzono latem 1946 roku, tym razem przy wsparciu wojska. Przesiedleni mieli być wszyscy Ukraińcy, niezależnie od wyznawanej religii, gdyż – jak stwierdzono w rządowym okólniku – wyznanie nie może być podstawą do ustalania narodowości, ponieważ duża liczba osób zmieniła je po 09.09.1944.152 W dniu 22 czerwca wywieziono z Woli Wereszczyńskiej 26 Ukraińców (6 rodzin), kolejnego dnia 1, 27 czerwca – 15 (4 rodziny), 28 i 29 czerwca – 43 (14 rodzin), 5 i 6 lipca – 2. Przyjęcie za kryterium do wysiedlenia deklarowane podczas okupacji wyznanie i narodowość stwarzało wiele pomyłek. Władze powiatowe otrzymywały liczne skargi na uczestniczące przy tworzeniu list wysiedleńczych władze gminne i sołtysów. Duża kompetencje, jaką otrzymali sołtysi przy tworzeniu list, sprzyjały korupcji i załatwianiu partykularnych interesów.

Z Woli Wereszczyńskiej wyjeżdżali także Polacy, tyle że na „ziemie odzyskane”. W 1945 roku wyjechał Edward Pastucha, w marcu kolejnego roku wysiedlono na Pomorze trzyosobową rodzinę Benedykty Kowalskiej oraz małżeństwo Dąbrowskich z Olszowa. Po 2 miesiącach do Darłowa wywieziono niedawno osiadłą ośmioosobową rodzinę Bojarów.

W wyniku akcji przesiedleńczych w styczniu 1947 roku w Gminie Wola Wereszczyńska pozostało już tylko 29 prawosławnych, a ogólna liczba mieszkańców Woli Wereszczyńskiej zmalała do 174 osób. Dane ludnościowe z 1950 roku wykazały natomiast, że tylko 10 mieszkańców wsi miało ukraińskie pochodzenie. Wielu z Ukraińców przyjęło rzymskokatolicki chrzest z ręki księdza Krzywca, co pozwoliło na pozostanie w Polsce. Badacz historii organizacji WiN Henryk Pająk dowodzi, iż za te usługi proboszcz pobierał pieniądze (od 2.000 do 5.000 złotych), które przeznaczał na zakup potrzebnych kościołowi materiałów. Pytany w tej kwestii przez Komendanta Obwodu WiN odpowiedział, iż musi uzbierać pieniędzy na kupno sutanny.153 Raporty ukraińskie i polskie dowodzą, że w parafii w Woli Wereszczyńskiej doszło w pierwszych powojennych latach do największej liczby konwersji, tj. przejścia z obrządku prawosławnego na rzymskokatolicki. Dążąc do pozostania Ukraińcy przekupywali także urzędników państwowych, jak też licznie wstępowali do UBP oraz oddziałów partyzanckich Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Opustoszałe poukraińskie gospodarstwa zasiedlili repatrianci zza Buga, na przełomie lat 1945-1946 do Woli Wereszczyńskiej przybyło ich 29: Tomczykowie, Świrscy, Głogowscy, Pszczelnikowie, Durysowie, Wachowscy, Matysiakowie, Gołębiowscy, Kowalscy, Handorowie, Górscy, Namielscy, Świątkowie, Wontlowie, Nawroccy, Wilemborkowie, Wójcicy, Cymkowie i Ratajczykowie. Kilkuletnia wówczas Mirosława Górska wspomina, jak po przybyciu do Woli Wereszczyńskiej przydzielono nam domek z patyków, gliną oblepiony. Jedna izdebka tylko była. Mieszkaliśmy w nim dopóki nie zarobiliśmy na kupno innego. Tato był szewcem, mama len siała, a następnie międliła, więc powoli zbieraliśmy pieniądze, ale ciężko bardzo było. Raz za buty tato otrzymał kurę, ale zaraz przyszli rabusie i ją zabrali. Dogonił ich, ale jak rozpoznał, to powrócił bez kury. Nic nie mógł im zrobić. Ukradli też kaszę, jaką tato dostał za szycie. Ale byli też ludzie życzliwi. Pierwszej zimy nie mieliśmy nic, więc niektórzy kartofle nam nosili, abyśmy mieli coś jeść.154

Do 1950 roku poukraińskie majątki przejmowano indywidualnie drogą sądową. Wystarczyło, aby wnioskujący wykazał porzucenie gospodarstwa przez dotychczasowego właściciela. W ten sposób sąd orzekł o utracie prawa własności do domów mieszkalnych Heleny i Andrzeja Wójtowiczów, Antoniny Kuszyk, Zofii i Ewy Chilimończuk, Anny Szpicy, Anny i Jana Szulepów oraz Barbary Golczuk (na rzecz Apolonii Studzińskiej). Niektóre niezasiedlone przez „kresowiaków” budynki mieszkańcy rozebrali, a pozostałe znacjonalizowane. Te, które stały puste, to ludzie rozebrali. My, jak wartowaliśmy, to żeby się ogrzać zawsze coś wynosiliśmy z takich chałup do palenia155 – opowiada Stanisław Lutomski.

W przeciągu kilkunastu kolejnych lat liczba mieszkańców spadła prawie trzykrotnie w stosunku do stanu sprzed wojny. Na mapie topograficznej z 1965 roku zaznaczono tylko 32 gospodarstwa we wsi i 18 gospodarstw w kolonii. Gospodarstwa te zamieszkiwało 213 osób. Na tak duży spadek wpłynęła poniekąd zmiana granic gromady – zabudowania kolonii od strony wschodniej i Olszowo przyłączono bowiem do gromady Babsk. Głównym czynnikiem były jednak procesy migracyjne. Ludność uciekała z Woli Wereszczyńskiej przede wszystkim ze względu na przenoszenie instytucji publicznych do Urszulina, trudności komunikacyjne w postaci braku drogi o utwardzonej powierzchni, czy też na utrudniające gospodarowanie bagienne otoczenie.

Już w połowie lat sześćdziesiątych rozpoczęto na szeroką skalę budowę doprowadzalnika wody Wola Wereszczyńska-Bogdanka. Inwestycja ułatwiła miejscowym rolnikom użytkowanie łąk i pastwisk, ale przyczyniła się również do nieodwracalnych zmian w torfowo-bagiennym pejzażu. Jeszcze w latach sześćdziesiątych naturalne siedliska na okolicznych łąkach miały rzadko występujące cietrzewie, jednakże po wykonaniu prac melioracyjnych obecność tych ptaków była coraz rzadsza. Budowę drogi o asfaltowej nawierzchni rozpoczęto w 1972 roku, zaczynając od strony Urszulina. Po dwuletnich pracach, wykonywanych również przez mieszkańców w ramach czynu społecznego, drogę dociągnięto do Woli Wereszczyńskiej i dalej w kierunku Sosnowicy. Osuszenie okolicznych bagien i utwardzenie drogi nie wpłynęło na rozwój wsi, gdyż dane z połowy lat osiemdziesiątych wykazywały już tylko około 150 mieszkańców w Woli Wereszczyńskiej i jej koloniach.

Stopniowemu wyludnieniu uległo Olszowo, gdyż słabe gleby oraz otaczające osadę lasy i bagna (tj. Dzikie Łąki od strony północno-zachodniej, Zadołże od strony północnej, las Tafle od strony północno-wschodniej, czy też las Brzeziny od strony południowo-wschodniej) sprawiły, iż mieszkańcy zaczęli przesiedlać się do sąsiednich wsi, głównie Woli Wereszczyńskiej. Jeszcze w 1945 roku w Olszowie mieszkały 32 osoby będące w wieku do 18 lat, a wszyscy posługiwali się językiem polskim, jako ojczystym. Zgodnie z danymi mapy topograficznej z 1965 roku w kolonii znajdowało się już tylko 10 gospodarstw.

 

  1.  
    1. Kształtowanie się struktur nowej władzy

Już pod koniec 1942 roku zaczęły organizować się w Woli Wereszczyńskiej struktury ugrupowań komunistycznych. Najpierw powstała komórka Polskiej Partii Robotniczej (PPR) we wsi, a w drugiej połowie 1943 roku utworzono Komitet Gminny PPR. Jego sekretarzem został Jan Kosobudzki, który w okresie od października 1943 roku do lipca 1944 roku pełnił także funkcję sekretarza Komitetu Powiatowego PPR. Do PPR w okresie okupacji hitlerowskiej należeli ponadto Stefan Bielecki, Bazylii Demczuk, Adam Pilipiuk, Jan Niewiadomski i Jan Panasiuk. Pod koniec wojny miejscowe struktury partii szybko rozrastały się, stąd też jako jedne z nielicznych w powiecie zdołały w 1944 roku zorganizować we wsi obchody święta 1 Maja. Głównie na członkach PPR oparła się utworzona w maju 1944 roku GRN w Woli Wereszczyńskiej.

W 1945 roku nowych członków w PPR nie przybywało, co podkreślano w tajnych raportach bezpieki: Przypływ do partii ustał całkowicie, z powodu terroru band, ze strony reakcyjnej, instruktorzy nie mogą wyjechać w teren w celu przeprowadzenia pracy organizacyjnej i propagandowej.156 Na 10 komórek partyjnych w gminie pozostała tylko jedna w Zienkach. Nowych i dotychczasowych członków odstraszały częste zabójstwa, chociażby gminnego sekretarza Pawła Jaroszuka zmordowano w Wincencinie w grudniu 1944 roku. Ponadto mieszkańcy w większości sympatyzowali z partyzantami. W napisanych po latach wspomnieniach jeden z funkcjonariuszy władzy Mieczysław Olbromski pisał: Wielu ginęło, bo gospodarz zaprosił, postawił na stole wódkę, kiełbasę, a dziecko wysłał po bandę – ile w ten sposób zginęło w Woli Wereszczyńskiej!157

Siła miejscowego PPR rosła wraz z utrwalaniem komunistycznej władzy. Coraz aktywniej zaczęły działać organy represji – MO, UBP, które swoich członków rekrutowały głównie spośród ludności ukraińskiej. W takiej działalności wyróżniali się Bolesław W z Babska i Jan P z Lejna. Przyczynili się do aresztowania kilkudziesięciu osób, których następnie osadzano w więzieniu, a niekiedy ślad po aresztowanym ginął na zawsze. Aresztowanych byłoby zapewne więcej, jednakże niektórzy funkcjonariusze współpracowali z partyzantami. Ze sprawozdań Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Lublinie dowiadujemy się, że zastępca miejscowej placówki PPR przekazywał informacje i wydawał partyzantom amunicję, za co został aresztowany.

Indoktrynacji komunistycznej poddano życie społeczno-kulturowe. Starano się uroczyście obchodzić rocznice wydarzeń takich, jak uchwalenie Manifestu PKWN, czy Święto Pracy. Jesienią 1949 roku zorganizowano obchody siedemdziesięciolecia urodzin Józefa Stalina. Do przygotowania dekoracji zobowiązano Ludwikę Piekarzównę, a komitet organizacyjny uzupełnili: kierownik poczty Bolesław Żmuda, nauczyciel ze Starego Załucza Henryk Kapłon, sołtys Starego Załucza Michał Brudz, Kazimierz Kunach, wójt Andrzej Dudkowski i sołtys Jamnik Jan Piwowarski.

Jednocześnie rozwijały się struktury opozycyjnego Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL). Swobodnej działalności tej partii utrudniały szykany władzy komunistycznej. Jednego z pierwszych sekretarzy PSL zmuszono do współpracy z bezpieką kompromitującymi materiałami. Była ona pozorna, skoro we wrześniowym raporcie PUBP we Włodawie z 1947 roku zapisano: Agent „Wola” pracuje średnio, w teczce pracy jest 9 doniesień informacji ogólnej, ostatecznie pracuje więcej po linii band.158 Władza komunistyczna nie miała też wsparcia wśród sołtysów i radnych. W tajnym raporcie bezpieki uznano sołtysa Jana Mirończuka przed styczniowymi wyborami do Sejmu Ustawodawczego za wrogiego wobec władzy ludowej.

W czerwcu 1946 roku przeprowadzono referendum ludowe, które miało być przedwyborczym sprawdzianem popularności władzy komunistycznej, a poniekąd ją legitymizować. Partie komunistyczne nakłaniały do trzykrotnej pozytywnej odpowiedzi, natomiast główna partia opozycyjna PSL, chcąc wyrazić sprzeciw polityce opartej na sojuszu z ZSRR, rekomendowała odpowiedź negatywną na pierwsze pytanie. WiN rekomendował nawet 2 negatywne odpowiedzi. Bardzo popularny stał się wówczas wierszyk, którego treść zapamiętał Józef Kujawski: Wszyscy to powtarzali: „Nie głosuj na dany przez wroga znak, głosuj dwa razy nie, a trzeci raz tak.”159 Wybory przeprowadzono w niedemokratycznych warunkach, a oficjalne wyniki sfałszowano. Rzeczywisty obraz poparcia sił komunistycznych poznajemy z tajnych raportów włodawskiej bezpieki, które przyznały się do porażki w powiecie. W okręgu w Woli Wereszczyńskiej, obejmującym zachodnią część gminy, w głosowaniu udział wzięło 1.267 osób na 1.387 uprawnionych. Na pierwsze pytanie dotyczące zniesienia senatu odpowiedź pozytywną oddało 194 osoby, negatywną – aż 948. Na drugie pytanie dotyczące przeprowadzenia reformy rolnej i upaństwowienia gospodarki twierdząco odpowiedziało 224 wyborców, przecząco – 924. Jedynie na trzecie pytanie dotyczące utrwalenia zachodnich granic państwa na Odrze i Nysie większość odpowiedziało pozytywnie – 1.049 osób, negatywnie – tylko 95. Oficjalnie ogłoszono, że zdecydowana większość głosowała 3xTAK. Przewodniczącego komisji Piotra Kujawskiego aresztowano. Przyszli po niego po północy, gdy wygasł immunitet członka komisji. Razem z nim zatrzymali siostrę. Trzy tygodnie ich trzymali160powraca pamięcią Józef Kujawski.

Ucieczka z kraju Prezesa PSL Stanisława Mikołajczyka po sfałszowanych wyborach do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947 roku oznaczała faktycznie koniec istnienia pluralizmu politycznego w państwie. Przejęcie przez komunistów pełnej władzy nie zażegnało sporów, które z ich inspiracji przyjęły charakter klasowy. Celem ataku stali się bogatsi chłopi, indywidualne formy gospodarowania, czy funkcjonujące od lat spółdzielnie produkcyjne. Konflikt na tym tle rozgorzał również w Woli Wereszczyńskiej, a jego podstawą stały się wpływy w utworzonej jeszcze przed wojną spółdzielni. W styczniu 1949 roku w budynku szkoły odbyło się zebranie, w celu wyboru komitetu sklepowego. W imieniu chłopów nieposiadających udziałów głos zabrał Jan Gwizen żądając, by do komitetu wybrać kogoś z biednych. Wywołało to protest udziałowców spółdzielni, w imieniu których głos zabrał Feliks Wójtowicz mówiąc, że biedni i ci którzy nie mają udziału głosu nie mają.161 Wobec używania sformułowań „kułak” i oskarżenia o dzielenie towarów wyłącznie pomiędzy udziałowców porozumienia nie uzyskano, a spółdzielnię po niedługim czasie rozwiązano. Komunistom nie udało się jednak założyć rolnej spółdzielni produkcyjnej, która w założeniu miała doprowadzić do kolektywizacji indywidualnego rolnictwa. Przysłano do wsi agitatorów na odpust przy kościele. Ludzie o mało ich nie pobili162powraca w pamięci Jerzy Rzepiela.

Kolejną formą ograniczenia indywidualnej modelu gospodarowania były wysokie podatki i zobowiązania kontyngentowe. W 1951 roku udało się w Woli Wereszczyńskiej zrealizować jedynie 70% zaplanowanego przez władzę przymusowego skupu zbóż. Kontyngent objął także ziemniaki i żywiec. Za winnego niezrealizowania planu uznano sołtysa Franciszka Górskiego, dlatego też na grudniowej sesji GRN wezwano do zastosowania ostrych sankcji wobec elementu wrogiego i neutralnego, zaśmiecającego aparat Władzy Ludowej.163 W efekcie odwołano ze stanowiska Górskiego, a zastąpił jego Mateusz Małek. W kolejnych latach realizacja planu również nie przebiegała pomyślnie, dlatego Prezydium Powiatowej Rady Narodowej (PRN) wystąpiło o ukaranie indywidualnych rolników: Kazimierza Jaworka, Marię Górską, Zdzisława i Stanisława Kopronów, Hieronima Niewiadomskiego, Natalię Ćwirzeń, Jana Krupkę i Alfreda Cichońskiego. Na wszystkich nałożono grzywny o średniej wysokości 1.000 złotych. Ucieczką od obowiązku przymusowych dostaw były zaświadczenia zwalniające z niektórych obciążeń. Ja załatwiłem zaświadczenie, że mój buhaj jest zarodowy, więc zwolniono z kontyngentu ziemniakowego164 – wspomina Jerzy Rzepiela. Obowiązki kontyngentowe zniesiono dopiero w połowie lat sześćdziesiątych.

Po rozbiciu PSL partią skupiającą działaczy broniących przedwojennych spółdzielni, indywidualnych form gospodarowania, czy autonomii Kościoła stało się „satelickie” SL, przekształcone później w Zjednoczone Stronnictwo Ludowe (ZSL). SL i ZSL w Woli Wereszczyńskiej, jak i w innych okolicznych miejscowościach (np. Wytyczno, Urszulin, Zabrodzie, Wereszczyn), stało się jedyną legalną siłą, przeciwstawiającą komunizacji wszelkich sfer życia. Włodawska bezpieka, uświadamiając sobie opozycyjność ludowców, poddała ich szczegółowej inwigilacji. Niejednokrotnie w swoich tajnych raportach podkreślali, że SL i ZSL jest silnie rozbudowane i bazuje w większości na elementach kapitalistycznych, jak również dużej liczbie inteligencji.165

 

  1.  
    1. Życie gminne i gromadzkie

Ranga Woli Wereszczyńskiej z upływem czasu zaczęła maleć. Choć zaraz po wojnie działalność wznowiło większość instytucji (szkoła, poczta, biblioteka), to siedziba urzędu gminy pozostała już na stałe w Urszulinie, stającym się głównym ośrodkiem życia w okolicy. Mieszkańcy Woli Wereszczyńskiej i sąsiednich wsi podejmowali jeszcze próby „przyciągnięcia” siedziby gminy do Woli Wereszczyńskiej, zwłaszcza, że do 1954 roku gmina funkcjonowała w przedwojennych granicach, a Wola Wereszczyńska pozostała w jej nazwie. Sołtysi i radni z tej części gminy wystosowali w 1947 roku do Starosty Powiatowego we Włodawie Ludwika Rycerskiego pismo z prośbą o zlokalizowanie siedziby w Woli Wereszczyńskiej i wyjaśnienie stanowiska starostwa, które skłaniało się ku koncepcji Urszulina, jako ośrodka gminnego. W uzasadnieniu prośby napisano: Gmina Wola Wereszczyńska istnieje już ponad sto lat i zawsze swą siedzibę miała we wsi Wola Wereszczyńska, i słusznie, bo ta wieś jest punktem środkowym gminy. We wsi Wola Wereszczyńska jest 2 ha. ziemi gminnej, gdzie może stworzyć nowy budynek gminny, bez kosztów zbędnych kupna placu, jak np. w Urszulinie. W Woli Wereszczyńskiej przy placu gminnym stoi spalony, olbrzymi, piętrowy budynek szkolny, który po dokonaniu remontu mógłby służyć jednocześnie za lokal gminny, jak również do użytku szkolnego. Czyż osobiste ambicje radnych ze strony wschodniej gminy mają przekreślić i znieść to, co ma setki lat istnienia? Czy może istnieć gmina w Urszulinie, dokąd ludzie z wiosek zachodniej strony: Zagłębocza, Jagodnego, Zamłyńca, Komarówki, Zienek, Janówki, Zbójna, Lipniaka, Jamnik, Łomnicy mają do dwudziestu kilometrów i ponad dwadzieścia? Nie! Czyż mając 2 ha. ziemi gminnej we wsi Wola Wereszczyńska można dopuścić do tego, by pieniądze wpływające z podatków miały być zużyte na kupno placu w Urszulinie, pod przyszły lokal gminny, kiedy nie ma tych pieniędzy na uruchomienie nie istniejących od 1939 r. wielu szkół, lub też na remont spalonego budynku szkolnego w Woli Wereszczyńskiej? Czy siedziba gminy może być na krańcu gminy, dając wygodę prywatnej ambicji kilku zaledwie wiosek, położonych na wschód od szosy Włodawa-Lublin? To byłoby wręcz niesprawiedliwe i nieprawne. Niesprawiedliwe – bo krzywdziłoby większość mieszkańców tejże gminy; nieprawne – bo gmina jest osobą moralną, a jako taka po stu latach istnienia staje się nienaruszalną i cieszy się opieką prawa.166 W odpowiedzi starosta Rycerski uzasadnił koncepcję zlokalizowania siedziby gminy w Urszulinie wskazując na lepszą dostępność komunikacyjną, pocztową i telefoniczną. W zakończeniu napisał: Gmina nie jest osobą „moralną, lecz prawną. Sto lat jej istnienia nie daje jednak prawa do nienaruszalności miejsca siedziby gminy. Życie samo dyktuje pod tym względem prawa.167 Podał ponadto, iż jednym z rozwiązań może być korekta granic gminy, co nie wykluczył w przyszłości. Kolejnym pomysłem, jaki pojawił się na sesji GRN w listopadzie 1947 roku, był podział gminy na dwie – z siedzibami w Woli Wereszczyńskiej i Wereszczynie. W głosowaniu radni odrzucili ten pomysł.

Nadzieje na odzyskanie gminnej siedziby wzrosły, gdy wójtem został Bolesław Harasim z sąsiedniej Zawadówki. Po objęciu stanowiska okazało się, że chciał odkupić naszą organistówkę i przenieść do Urszulina na gminę, ale ludzie się nie zgodzili. Mówili, że jak gmina w Urszulinie, to niech oni szukają budynku168 – opowiada Stanisław Lutomski. Starania mieszkańców Woli Wereszczyńskiej i okolicznych wsi były blisko sukcesu, gdyż w maju 1952 roku odbyła się sesja GRN, poświecona podziałowi gminy na dwie – z siedzibami w Urszulinie i w Woli Wereszczyńskiej. Andrzej Dudkowski z Komarówki zadeklarował chęć przystąpienia gromady do Gminy Sosnowica. Głos zabrali również inni radni oraz sołtysi krańcowych gromad. Po wysłuchaniu wszystkich radni GRN podjęli uchwałę o utworzeniu 2 gmin. Gminę Wola Wereszczyńska tworzyć miały: Wola Wereszczyńska wieś i kolonia, Lejno, Zawadówka, Jamniki, Babsk, Załucze Stare, Załucze Nowe, Łomnica i Jagodno. Gmina Urszulin składać się miała z: Urszulina, Michałowa, Wiązowca, Dębowca, Kozubaty, Zabrodzia, Wólki Wytyckiej, Przymiarek, Andrzejowa, Wytyczna, Wincencina, Zastawia, Wereszczyna, Sękowa, Wielkopola i Dominiczyna. Komarówkę, Lipniak i Zbójno miano włączyć do Gminy Sosnowica. Plan podziału nie wprowadzono w życie, gdyż nie uzyskał akceptacji wyższych władz.

Gromada Wola Wereszczyńska jako jedyna posiadała w pierwszych powojennych latach 2 przedstawicieli w GRN – byli Maciej Kobak i Marceli Nowodziński. Nowodzińskiego odwołano na posiedzeniu rady w październiku 1947 roku. Przewodniczący Konstanty Jarząbek uzasadniał, że z gromady Wola Wereszczyńska jest wybranych dwóch Radnych, zaś są gromady o większym zaludnieniu i nie posiadają swojego przedstawiciela do GRN, co jest sprzeczne z ustawą o Radach Narodowych.169 Od kwietnia 1950 roku wieś w GRN reprezentował Aleksander Hodun (w tym czasie przeniósł się do Wólki Wytyckiej), a następnie skład uzupełnił Stanisław Kopron. Po nim w GRN, aż do jej likwidacji, zasiadał Stanisław Ćwirzeń.

Po likwidacji gminy utworzono Gromadzką RN w Woli Wereszczyńskiej. Funkcjonowała od 1954 roku do ostatniego dnia grudnia 1961 roku. Stanowiła terenowy oddział władzy państwowej, który odpowiadał za utrzymywanie porządku publicznego, a jednocześnie za działanie w celu polepszenia warunków gospodarczych, społecznych, oświatowych, komunalnych i kulturalnych. Rada gromadzka obradowała w organistówce, a istniejący tam dotychczas sklep spółdzielczy przeniesiono do zabudowań Łosiów. Uchwałą WRN z 1957 roku umiejscowiono w Woli Wereszczyńskiej drugą po Urszulinie siedzibę Urzędu Stanu Cywilnego (USC), które obsługiwała wszystkie wsie gromady. USC w Woli Wereszczyńskiej funkcjonował do 1968 roku.

W grudniu 1954 roku do Gromadzkiej RN w Woli Wereszczyńskiej wybrano: Janinę Gałgańską, Ryszarda Kadelę, Henryka Kapłona, Władysława Soleckiego, Antoniego Kasińskiego, Piotra Gierlińskiego, Stanisława Ćwirzenia, Bronisława Bachmana, Marię Dąbrowską i Mariana Zasadzkiego, a z Woli Wereszczyńskiej – Mariana Wielemborka i Józefa Górskiego. Przewodniczącym został Ryszard Kadela, zaś sekretarzem Józef Górski. Od 1958 roku w radzie zasiadali: Ryszard Kadela, Józef Klepacki, Antoni Świątek, Antoni Wesołowski, Henryk Kapłon, Maria Dąbrowska, Piotr Gierliński, Władysław Solecki, Mateusz Małek, Zenon Chibowski, Mikołaj Nawrocki, a z Woli Wereszczyńskiej – Hieronim Niewiadomski, Edward Brzyski, Franciszek Górski i nauczyciel Jan Szydłowski. W ostatnim roku funkcjonowania radę tworzyli: Grzegorz Kobak z Woli Wereszczyńskiej, Antoni Zalewski, Ryszard Kadela, Józef Klepacki, Maria Dąbrowska, Władysław Solecki, Jan Ulman, Piotr Gierliński, Hieronim Ośko, Janina Pawlędzio, Antoni Wesołowski, Michalina Gierlińska, Bronisław Bachman, Stanisław Szynkora i Józef Kuberski.

W 1962 roku Wolę Wereszczyńską przyporządkowano Gromadzkiej RN w Urszulinie. Od 1965 rok wieś reprezentowali w niej Antoni Zalewski i Józef Górski.

W 1973 roku przywrócono gminę, jako stopień administracji państwowej, ale już w nowych granicach terytorialnych i bez Woli Wereszczyńskiej w nazwie. Pięć lat później do GRN w Urszulinie wybrano z Woli Wereszczyńskiej Urszulę Niewiadomską i Józefa Górskiego. W wyborach z 1984 roku największe poparcie ponownie uzyskał Górski.

 

  1.  
    1. Szkolnictwo

Już w 1944 roku wznowiono nauczanie – początkowo zorganizowano pięć, a następnie 7 klas. Naukę utrudniał zniszczony lokal oraz brak kadry nauczycielskiej. Zaraz po sowieckim „wyzwoleniu” w Woli Wereszczyńskiej pojawiło się 3 mieszkańców Urszulina, którzy rozpoczęli rozbiórkę budynku szkolnego, by uzyskać materiał na budowę szkoły w swojej miejscowości. Rabunek udaremniono. Spalony budynek nie nadawał się do użytku, dlatego do marca 1945 roku dzieci uczono w prywatnych domach w Olszowie, a później w organistówce. Alfred Dąbrowski opowiada, że tam to mało miejsca było, bo był jeszcze sklep i organista mieszkał.170 Z tego powodu niektóre oddziały mieściły się w prywatnym domu Łosiów na Babsku oraz u Wójcickich i Grabowskich w Woli Wereszczyńskiej. Ale co to były za budynki. Dachy dziurawe, dziury w ścianach, sami musieliśmy je łatać171dodaje Dąbrowski. Wobec braku kadry nauczycielskiej oraz znacznego zmniejszenia się liczby dzieci, spowodowanego wysiedleniem Ukraińców, szkołę na krótki okres zredukowano do jednoklasowej.

Do 1946 roku uczyli tylko Piekarzówna i ksiądz Krzywiec, następnie dołączyli do nich Edward Torbicz, Danuta Szulc, Krystyna Litwińczuk i Kazimiera Dąbrowska. W 1949 roku odeszła Ludwika Piekarzówna, prawdopodobnie z powodu umieszczenia jej przez władze włodawskiej bezpieki na liście osób podejrzanych o współpracę z partyzantami „Żelaznego”. W przeciągu latach pięćdziesiątych nauczało kilkunastu nauczycieli, w tym Józef Kujawski, Zdzisław Olkowski Helena Rentflejsz, Jan Ulman, Jan Szydłowski, czy też wuefista Antoni Pilarski, który organizował szeregi harcerstwa. W 1965 roku utworzono pierwszą drużynę Związku Harcerstwa Polskiego, kierowaną przez nową nauczycielkę Janinę Jung. Po odejściu Piekarzównej kierownikiem został Olkowski, a po jego śmierci w 1959 roku Jan Ulman z Zawadówki.

Podczas wojny zniszczono nie tylko budynek, ale także wyposażenie, dlatego w 1945 roku zorganizowano zbiórkę mebli szkolnych. W jej ramach 10 ławek przywieziono z Wólki Wytyckiej. W sumie w 1948 roku szkoła dysponowała jedynie 25 ławkami dwuosobowymi. Mieszkańcy przekazywali pojedyncze eksponaty naukowe, które udało się uratować od zniszczeń, a najcenniejszym z nich był przekazany przez miejscowego popa przedwojenny globus. Według spisu z 1948 roku z istotniejszych rzeczy na wyposażeniu znajdowały się: krzyż dębowy z wizerunkiem uratowany ze spalonej szkoły, szafa czarna, szafa brązowa bez szyb, 2 tablice z dykty i jedna z desek, komoda na ilustracje szkolne, kwietnik – stojak z półeczkami – uratowany przez St. Pastuchównę, liczydło z 32 gałkami, ptaki wypchane sowa i gil, probówki, menzurki, linia metrowa pęknięta.172

Najprostsze prace porządkowe – od zbierania gruzu do wyrównywania boiska – wykonywały dzieci. Stworzyły ponadto chorągiewki, piłki małe gumowe, skakankę, odznaki do gier i zabaw, koszyk do piłek.173 Pod okiem Ludwiki Piekarzównej organizowały przedstawienia, by tym sposobem uzbierać pieniądze na najpilniejsze potrzeby. Remontu budynku podjęli się również mieszkańcy, ale ich praca była niewystarczająca. Na usprawiedliwienie Piekarzówna pisała: Ludność tutejsza nie może zdobyć się na odbudowę szkoły, ponieważ sama jest w bardzo ciężkim położeniu materialnym, spalona jest nie tylko szkoła, ale i przeważna cześć wsi.174 W 1947 roku szkołę wsparła GRN w Woli Wereszczyńskiej, przeznaczając 600.000 złotych na jej remont, a 2 lata później kolejne 450.000 złotych. Inwestycje przeprowadziła PRN, ogłaszając przetarg w 1948 roku. Szkoła była przygotowana do pełnienia swojej roli w pełnym zakresie dopiero w 1956 roku, choć już kilka lat wcześniej niektóre sale oddano do użytku. Całkowity remont szkoły zakończył się dopiero w 1966 roku. Oprócz sal szkolnych w budynku mieściło się mieszkanie dla nauczyciela, zajmowane początkowo przez Ludwikę Piekarzówną.

Dopóki nauczycielami byli ks. Bolesław Krzywiec i Ludwika Piekarzówna w programie zajęć szkolnych znajdowały się nauki religijno-moralne i patriotyczne. Szczególnym szacunkiem obdarzano Piekarzównę. Każdego wychowanka potrafiła odwiedzić w domu. Zdarzało się, że zimą pojawiała się u swoich uczniów nocą, nawet u tych, którzy mieszkali w Czarnym Lesie, na Lipniaku, Rozpłuciu, w Lejnie, czy w Załuczu, by dowiedzieć się, jaka jest u niego sytuacja. Uczyła wszystkiego, od języka francuskiego, po grę na skrzypcach175wspomina Alfred Dąbrowski. Z czasem program szkolny wypełniał się elementami doktryny komunistycznej. Już w 1945 roku wprowadzono obowiązkowy temat spółdzielczości, a dzieci o tej formie gospodarowania musiały recytować wiersze, śpiewać pieśni, czy też przygotowywać inscenizacje. Przeprowadzano liczne konkursy, jak „Wiedza o Leninie” zorganizowany w stulecie jego urodzin. Z programu usunięto nauczanie religii i przedlekcyjną modlitwę, zastępując ją codziennymi apelami z prelekcjami o tematyce komunistycznej.

Wprowadzono dużą ilość zajęć społecznych, polegających chociażby na zbieraniu ziół leczniczych, czy też żołędzi na zasiewy lasów. W zamian szkoła otrzymywała drewno opałowe. Były to jednak ilości niewystarczające, dlatego w okresie zimowym pomoc w ogrzewaniu szkoły świadczyli mieszkańcy Woli Wereszczyńskiej i okolicznych miejscowości. W jednym z listów z grudnia 1945 roku Ludwika Piekarzówna pisała do sołtysa Zawadówki Jana Dąbrowskiego: (…) proszę ze swojego sołectwa wyznaczyć w jak najszybszym czasie, chociażby dzisiaj 2-3 rębany. Szkoła jest nieopalona, dzieci marzną. W przeciwnym razie będę zmuszona zwrócić się do Pana Wójta albo Pana Inspektora o pomoc.176 W późniejszych latach zaczęto organizować wycieczki szkolne, jednakże pieniądze na wyjazd dzieci zarabiały biorąc udział w masowych akcjach sadzenia lasu, czy zbierania ziemniaków w państwowych gospodarstwach rolnych.

Od 1966 roku nauczanie odbywało się w 8 klasach i taki system utrzymał się aż do 1999 roku, kiedy zredukowano klasy do sześciu, tworząc jednocześnie gimnazja. Inna była organizacja roku szkolnego, a zwłaszcza rozkład ferii. W październiku dzieci miały czterodniową przerwę w nauce, gdyż w tym okresie pomagały rodzicom w wykopkach. Pozostałe przerwy świąteczne i zimowe pokrywały się z obecnymi. Wcześniej zaczynały się wakacje, gdyż w dniu 5 czerwca, ale kończyły się jeszcze w sierpniu. Dłuższe przerwy letnie i zimowe rekompensował obowiązek uczęszczania do szkoły w soboty, dopiero w 1980 roku dzień ten stał się wolny.

W 1969 roku Jana Ulmana na stanowisku kierownika zastąpił Zenon Krzywda, choć Ulman dalej nauczał historii. Razem z Krzywdą do Woli Wereszczyńskiej przybyła jego żona Regina, również nauczycielka. W latach siedemdziesiątych i następnych do szkoły przybyli nauczyciele Maria Urbańska, Adam Zieliński, Jadwiga Piskorska, Maria Niewiadomska, Zbigniew Bądaruk, Sylwester Adamski, Maria Piskorska, Wanda Walęciuk, Barbara Kaczmarzewska, Joanna i Tomasz Chibowscy, Mirosława Wojcieszuk i inni.

W 1963 roku przy szkole utworzono dla starszej młodzieży szkołę przysposobienia rolniczego, w której nauczyciel i agronom gromadzki Roman Marciniuk z Zawadówki przygotowywał młodzież do przejmowania po rodzicach gospodarstw rolnych. Szkoła funkcjonowała jedynie do 1968 roku, po czym, ze względu na małe zainteresowanie, zakończono jej działalność. O przebiegu zajęć opowiada Roman Marciniuk: Prowadziłem zarówno zajęcia praktyczne – chów zwierząt, uprawa roślin, organizacja wsi i gospodarstw rolnych, ale oprócz tego młodzież uczyła się przedmiotów powszechnych – fizyka, matematyka, chemia, język polski. Absolwent takiej szkoły mógł z tego powodu ukończyć technikum w przyśpieszonym trybie. Dysponowaliśmy gruntami o niewielkiej powierzchni, na których młodzież w pierwszym roku prowadziła uprawy doświadczalne. Na drugim roku młodzież otrzymywała zwierzęta do chowu, chociażby króliki. Zajęcia odbywały się w szkole, ale w tygodniu mieliśmy dzień praktyki. Szliśmy wtedy do gospodarstw indywidualnych i pokazywałem, jak ustawia się siewniki i inne maszyny rolnicze.177

 

  1.  
    1. Pozostałe instytucje publiczno-społeczne

Instytucją, która nieprzetrwanie funkcjonowała, także podczas wojny, była placówka pocztowa. Jej pierwszym powojennym kierownikiem został Bolesław Żmuda, natomiast pracownikiem Czesław Świerszcz – obaj ze Starego Załucza. Jednohektarowy plac pod budowę nowego urzędu wydzielono z działek Antoniego Kozłowskiego, Marii Brzyskiej i Mikołaja Adamiaka, przy drodze Łomnica-Zawadówka. Aktualizując w 1952 roku podział administracyjny województwa Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie określiło granice obwodów pocztowych. Do tutejszej placówki pocztowej przyporządkowano mieszkańców gromad: Wola Wereszczyńska, Jagodno, Jamniki, Komarówka, Lejno, Lipniak, Łomnica, Stare Załucze, Nowe Załucze i Zawadówka.

Na początku 1948 roku Wolę Wereszczyńską stelefonizowano. W marcu 1950 roku GRN utworzyła w domu po Ignacym Smotryckim Punkt Zdrowia Matki i Dziecka. Kilka z izb przeznaczono na mieszkanie dla gminnej położnej. W tym samym czasie utworzono punkt biblioteczny, który obsługiwał bibliotekarz Jozef Łoś.

Ważną organizacją dla życia wsi było Kółko Rolnicze, przekształcone później w Międzyszkółkową Bazę Maszynową, która odpłatnie świadczyła usługi na rzecz mieszkańców. Taka baza skupiała okoliczne kółka rolnicze, by zgromadzić dysponowany przez nie sprzęt w jednym miejscu. W pobliżu skrzyżowania znajdował się sklep Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”, natomiast od strony Łomnicy spółdzielnia prowadziła punkt skupu mleka. Spółdzielczy sklep był obiektem wielokrotnych kradzieży, na początku lat osiemdziesiątych doszło do niej aż trzykrotnie. Za trzecim razem milicja schwytała sprawcę, którym okazał się Aleksander P. Towary skradziono w wartości 80.000 złotych. W marcu 1983 roku ponownie dokonano rabunku – skradziono jedynie alkohol oraz papierosy na wartość kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Po pożarze kościoła w 1956 roku założono jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP). Pierwszym naczelnikiem został Marian Wielemborek, prezesem Antoni Zalewski, a skarbnikiem Zdzisław Kopron. Kopron i Tadeusz Gnyp pełnili ponadto funkcje mechaników. W latach sześćdziesiątych nowym naczelnikiem został Jerzy Rzepiela. Bardzo szybko jednostka stała się najliczniejszą w gminie, na początku lat siedemdziesiątych należało do niej 53 ochotników, nie tylko z Woli Wereszczyńskiej, ale i z Babska, Jamnik i Zawadówki. Początkowo strażacy dysponowali jedynie motopompą, w latach sześćdziesiątych zakupiono duży samochód marki Lublin, a na początku lat siedemdziesiątych wybudowano dla niego strażnicę z wieżyczką alarmową.

 

  1.  
    1. Parafia i kościół

Przed Bożym Narodzeniem 1944 roku do Woli Wereszczyńskiej przybył z Prostynia ks. Bolesław Krzywiec. Księdza Bujalskiego, jako wojskowego, zamierzano powołać do Ludowego Wojska Polskiego. Znając zamiary komunistów Bujalski udał się do biskupa, a ten w jego miejsce przysłał Krzywca178 – opowiada o kulisach odejścia Stanisław Lutomski. Zaraz po wojnie msze święte odprawiano jeszcze w Starym Załuczu. Nowy proboszcz mieszkał początkowo w domu Jana Piskorskiego, a po opuszczeniu Starego Załucza przez Poznaniaków w jednej z opuszczonej chacie. Do Woli Wereszczyńskiej przeprowadził się w połowie 1945 roku, gdy kościół z powrotem zamieniono na świątynię katolicką. Prawosławny pop Wasyl Kukawski chciał pozostać we wsi. Był wdowcem i miał 2 córki. Lubili go Polacy, a i on chciał zostać. Chciał uczyć w szkole, ale władze nie pozwolili mu179 – wspomina Stanisław Lutomski.

W wyniku pożogi wojennej świątynia została częściowo zniszczona. Mieszkańcy na różne sposoby starali się, by odzyskała przedwojenny błysk. W tym celu organizowano zabawy, a dochód ze sprzedaży biletów przekazywano na jej restaurację. Za pieniądze w ten sposób uzyskane ksiądz Krzywiec odnowił ołtarz główny i boczne, zdemontował prawosławny ikonostas, a także sprowadził z „ziem odzyskanych” zabytkowe organy. W 1949 roku przy budynku świątyni ustawiono 3 nowe dzwony. Dzwony były takie, że jak zadzwoniły, to było słychać z jednej strony w Urszulinie, a z drugiej w Sosnowicy180 – wspomina z dumą Zdzisław Kopron. Wnętrze świątyni kilka razy odmalowywano farbami olejnymi. W 1950 roku na ponad jednohektarowej działce założono nowy cmentarz grzebalny.

Oprócz remontów Krzywiec podjął działania, mające na celu organizację życia religijnego w parafii. Jeszcze w latach czterdziestych złożył bractwo różańcowe, do którego należało ponad 20 parafian. Oprócz bractwa aktywnie funkcjonował chór parafialny, którym kierował organista Tarandzio.

W dniu 1 kwietnia 1956 roku wieś spotkała największa po wojnie tragedia – spłonął z trudem odremontowany kościół. Pożaru można byłoby uniknąć, gdyby nie feralny dzień 1 kwietnia. Pierwsza dziewczyna, która zauważyła ogień, to poleciała do kościelnego Kruka, ale ten machnął ręką. Myślał, że to primaaprilisowy żart. Wtedy ogień szybko nad ołtarzem buchnął, bo wszystko farbami olejnymi malowane było181 – wspomina Stanisław Brzezina. Słowa Brzeziny potwierdza Maria Kadela, która jako pierwsza zauważyła ogień: Modliłam się w kościele, ale zechciało mi się pić, więc udałam się do zakrystii. Gdy weszłam tam zauważyłam ogień, szyby w drzwiach pękały od gorąca. Kościelny początkowo nie uwierzył, nawet żartował, ale gdy zobaczył, to najpierw wyniósł sakrament święty.182

Ze względu na utrudniony dojazd żadna jednostka OSP nie dojechała na czas. Nie mieliśmy jeszcze drogi asfaltowej, a było to w kwietniu, więc wszędzie błoto. Jechały wozy bojowe z Włodawy, ale zabłądzili i dojechali do Dębowca. Były we wsi gaśnice i koce azbestowe, ale nic one nie pomogły183 – opowiada Roman Marciniuk. Przy kościele był Ryszard Kadela, on zdążył wynieść puszkę z tabernakulum, a ja w tym czasie jechałem na chrzciny. Wyskoczyłem z wozu i zdążyłem wynieść jedną z chorągwi184 – wspomina Ulman. Pierwsi przyjechali strażacy z OSP Wereszczyn, ale zastali już tylko zgliszcza. Od pożaru ocalał stojący tuż przy świątyni krzyż misyjny, jak również plebania, którą ludzie obrzucali błotem wymieszanym ze śniegiem. Spaliła się natomiast dzwonnica, a wiszące w niej dzwony uległy zniszczeniu. Pamiętam, jak duży dzwon spadając na ziemię jeszcze w locie zadzwonił185wspomina Roman Marciniuk. W tym czasie przybył ze Starego Załucza ks. Bolesław Krzywiec, który odprawiał nabożeństwo rezurekcyjne w tamtejszej kaplicy. Mógł już tylko oglądać zgliszcza. Miał już swoje lata i tak się przejął, że co jakiś czas mdlał186powraca pamięcią Maria Kadela.

Natychmiast po pożarze mieszkańcy podjęli kolejny wysiłek wybudowania nowej świątyni, w tym samym miejscu, co poprzednia. Do tego czasu msze święte odprawiano w organistówce. Ulokowane tam wcześniej klasy szkolne zostały przeniesione do odnowionego budynku szkoły. Ksiądz Krzywiec miał bardzo dobre stosunki z władzą lokalną (kilka razy uczestniczył w posiedzeniach GRN), a nawet centralną. Starając się o kościół niejednokrotnie jeździł do wojewody, a nawet do ministerstwa oraz samego prezydenta Bolesława Bieruta. Na rozmowę z prezydentem nie wyrażono zgody, wówczas Krzywiec wszedł do gabinetu „kuchennymi drzwiami”, porozmawiał i dostał zgodę na budowę kościoła. Taki był uparty, wyrzucali go jednymi drzwiami, to wchodził drugimi187 – wspomina Janina Osieleniec. Budulec ks. Krzywiec zgromadził pomagając mieszkańcom w uzyskiwaniu talonów na budowę fikcyjnych domów i budynków gospodarczych. Zaginięcie części cegieł skłóciło jednak księdza z niektórymi parafianami. Nowy murowany kościół ukończono w 1962 roku. W międzyczasie sprowadzano wyposażenie, chociażby ołtarze boczne już rok wcześniej przywieziono z Wisznic.

Najprawdopodobniej w wyniku pomówienia w 1973 roku przeniesiono księdza Krzywca do innej parafii. Był bardzo długo, to się niektórym sprzykrzył188 – podsumowuje Janina Osieleniec. Nie chciał stąd odchodzić, tak długo tutaj przebywał. Tutaj pochował ojca i matkę i sam chciał pozostać do śmierci189 – opowiada Stanisław Lutomski. W nowej parafii ksiądz Krzywiec przebywał niedługo, gdyż po niepełnym roku zmarł. Do dnia dzisiejszego najstarsi parafianie pamiętają księdza Krzywca z fajką, bardzo dowcipnego, pracowitego, który nie stronił od pracy na gospodarstwie. Nie wywyższał się, każdemu pomógł i z każdym porozmawiał. Sam pracował na parafialnych gruntach190wspomina Zdzisław Kopron. Pozytywnie wypowiadali się księża z sąsiednich parafii. Ks. Jan Rębisz z Wytyczna zapisał w kronice, że wszędzie go proszą, bo Stwórca obdarzył go dowcipem i humorem.191

Na miejsce Krzywca przybył ks. Kazimierz Zdunek, jednak wobec sporów z mieszkańcami po rocznym pobycie opuścił parafię. Kolejnym proboszczem został ks. Jan Borkowski, który w Woli Wereszczyńskiej przebywał 5 lat. W 1980 roku zastąpił do ks. Stanisław Wakulski, tego z kolei w 1987 roku na okres 4 lat zamienił ks. Roman Wiśniewski.

 

  1. W latach współczesnych

    1. Układ przestrzenny i stosunki ludnościowe

Przez ostatnie kilkadziesiąt lat Wola Wereszczyńska traciła status lokalnego ośrodka publiczno-gospodarczego. Współcześnie po siedzibie gminnej i wielu innych instytucjach publicznych pozostały tylko trudno zauważalne ślady. Na początku milenium w Woli Wereszczyńskiej mieszkało tylko 90 osób uwzględnionych w rejestrze parafialnym kościoła rzymskokatolickiego, mniej niż w sąsiadującym Babsku, Zawodówce, czy Łomnicy. Według danych z 2007 roku wieś liczyła 125 mieszkańców, zamieszkałych w 38 gospodarstwach rolnych. Do końca 2009 roku liczba zameldowanych zmalała o 4 osoby. Funkcję sołtysa pełni drugą kadencję Helena Kosińska. W Radzie Gminy Urszulin wieś od 2006 roku reprezentuje Józef Górski.

Wola Wereszczyńska nie jest wsią o zabudowie zwartej. Kilka gospodarstw na północ tworzy Kolonię Wola Wereszczyńska, a kilka znajduje się w uroczyskach Podołoże i Szaławiły. Od strony wschodniej znajdują się łąki Stawek i las Was, natomiast od strony zachodniej Dzikie Łąki. Po zabudowaniach dworskich nie pozostały jakiekolwiek ślady. Z krajobrazu znikły także wiatraki koźlaki. W miejsce zabytkowej infrastruktury pojawiają się budowle współczesne, jak gminne ujęcie wody, którego budowa ukończona została w 2000 roku. Inwestycja pozwoliła na zwodociągowanie Woli Wereszczyńskiej i sąsiadującej z nią miejscowości.

Wola Wereszczyńska podczas każdych wyborów jest wyznaczana na siedzibę obwodu wyborczego, dzięki czemu możemy poznać preferencje polityczne mieszkańców Woli Wereszczyńskiej i Zawadówki, Babska, Jamnik i Łomnicy. Inaczej niż mieszkańcy obwodów z Urszulina i Wytyczna tutejsi wyborcy głosowali w 2003 roku w referendum nad przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Prawie 61% wyborców było przeciwnych polskim aspiracjom przynależności do struktur europejskich. W wyborach przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego z 2004 roku wygrała zdecydowanie lista wyborcza Samoobrony. Dominacja Samoobrony potwierdzona została w wyborach do Sejmu RP z 2005 roku, gdyż zagłosowało na nią 31% mieszkańców obwodu. W dalszej kolejności wyborcy wskazywali na kandydatów PSL – 24%, Prawa i Sprawiedliwości (PiS) – 18% i Ligi Polskich Rodzin (LPR) – 10%. Poniżej 5% poparcia uzyskały listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD) i Platformy Obywatelskiej (PO).

Preferencje wyborcze zmieniły się znacznie po skróceniu kadencji parlamentu w 2007 roku. Afera z przewodniczącym Samoobrony Andrzejem Lepperem spowodowała odwrócenie się wyborców od tej formacji politycznej. Wybory w tutejszym obwodzie wygrało PiS (40% poparcia) przed PSL (27%). W przeciągu 2 lat wzrosło poparcie dla PO (11%) i komitetu Lewica i Demokraci (8%), natomiast lista Samoobrony nie przekroczyła progu 5%. Podobne poparcie uzyskały partie polityczne w wyborach posłów do Parlamentu Europejskiego z 2009 roku. Lista PiS w uzyskała 39% poparcia, a na drugim miejscu znalazło się ponownie PSL (26%). Na listę Samoobrony zagłosowało 15% wyborców, a PO – 10%. W wyborach do parlamentu krajowego z 2011 roku kandydaci PiS cieszyli się rekordowym poparciem 51%, lista PSL uzyskała 26%, PO – 10%, a Ruchu Palikota – 8%

Podstawowym źródłem utrzymania mieszkańców są dochody uzyskiwane z rolnictwa, ale mieszkańcy poszukują innych form zarobkowania. Coraz bardziej popularne są usługi turystyczne zwłaszcza, że Wola Wereszczyńska sąsiaduje z obszarami chronionymi Poleskiego Parku Narodowego (PPN). We wsi znajduje się chociażby stadnina koni Renaty Grabowskiej, w które każdy turysta może nauczyć się jazdy konnej, a jednocześnie podziwiać krajobrazy Polesia Lubelskiego.

Bogactwa PPN wykorzystywane są również z naruszeniem przepisów prawa, gdyż coraz częściej mieszkańcy wsi i okolic kłusują na liczną w okolicznych lasach zwierzynę. Dla kłusowników nie ma świętości – mówił w 2008 roku w wywiadzie dla „Dziennika Wschodniego” dyrektor PPN Dariusz Piasecki, który Wolę Wereszczyńską wyróżnił na kłusowniczej mapie parku. W wywiadzie dodał: Wciąż natrafiamy na ślady ich obecności. My zdejmujemy zastawione przez nich wnyki, a oni zakładają nowe.192

 

  1.  
    1. Instytucje i organizacje społeczne

Z licznych w przeszłości instytucji publicznych pozostała szkoła, do której uczęszcza około 50 dzieci (49 w 2010 roku, 52 w 2011 roku). Przez okres ponad 20 lat nieprzerwanie kieruje nią Sylwester Adamski. Mała ilość uczęszczających dzieci skłania lokalnych decydentów do podejmowania prób jej likwidacji. Pierwsza miała miejsce w 2004 roku na sesji Rady Gminy w Urszulinie, jednak w głosowaniu radni sprzeciwili się planom wójta Henryka Wesołowskiego. Podobnie było w lutym 2011 roku, kiedy radni odrzucili projekt uchwały przekształcenia szkoły w filię Zespołu Szkół w Urszulinie, przygotowany przez wójta Romana Wawrzyckiego. Tak samo postąpili z projektem autorstwa grupy radnych w lutym 2012 roku. Próby czasu nie wytrzymała natomiast placówka pocztowa, zlikwidowano ją na początku lat dziewięćdziesiątych. Obecnie w sklepie spożywczym rodziny Chrząszczów znajduje się jedynie punkt pocztowy.

Zebrania wiejskie odbywają się w wyremontowanej świetlicy wiejskiej, przy której działa Ochotnicza Straż Pożarna w Woli Wereszczyńskiej. Prezesem OSP jest Seweryn Adamczuk, a naczelnikiem Piotr Brzezina z Babska. Brak nowoczesnego dużego sprzętu bojowego uniemożliwiał jednostce większą aktywność, dlatego w pierwszym dziesięcioleciu nowego tysiąclecia notowała jedynie po kilka interwencji rocznie. Czasami zdarzają się wypadki o dużym zagrożeniu, jak chociażby z dnia 1 listopada 2008 roku. Wówczas niezidentyfikowany sprawca podpalił budynek gospodarczo-administracyjny Poleskiego Parku Narodowego (PPN). W sprawozdaniu Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej we Włodawie czytamy: Po przybyciu na miejsce zdarzenia zastępu OSP Wola Wereszczyńska obiekt był całkowicie objęty pożarem. Działania zastępu polegały na podaniu jednego prądu wody na palący się obiekt. Po przybyciu na miejsce zdarzenia zastępu OSP Urszulin podano drugi prąd wody, co doprowadziło do ugaszenia pożaru. Działania przybyłych w dalszej kolejności zastępów JRG Włodawa i OSP Wereszczyn ograniczyły się do zabezpieczenia i przeszukania pomieszczeń obiektu oraz wyniesienia butli z gazem propan-butan. Spaloną konstrukcję, jako zagrażającą osobom postronnym, zdecydowano się rozebrać, a murowany komin przewrócono.193 Od 2008 roku strażacy dysponują zakupionym samochodem bojowym, który znacznie poprawił ich aktywność. W kolejnym roku zanotowano bowiem aż 21 interwencji, w tym 18 do pożarów w uporczywie podpalanych lasach PPN.

Instytucją, która nie poddaje się upływowi czasu jest kościół. Obecnie Parafia Rzymskokatolicka p.w. św. Izydora w Woli Wreszczyńskiej liczy 990 mieszkańców. Do parafii należą zarówno miejscowości z Gminy Urszulin: Wola Wereszczyńska (90 wiernych), Zawadówka (145 wiernych), Babsk (130 wiernych), Stare Załucze, w którym znajduje się kaplica dojazdowa (105 wiernych), Nowe Załucze (100 wiernych), Jamniki (65 wiernych) i Łomnica (140 wiernych), a także miejscowości z Gminy Sosnowica – Lejno (130 wiernych) i Jagodno (120 wiernych). Proboszczem parafii jest ks. Witold Semeniuk, który zastąpił przybyłego w 1991 roku ks. Tomasza Kosteckiego. Odpusty odbywają się w święto Przemienienia Pańskiego.

Kościół jest budynkiem nowym, lecz jego wyposażenie ma częściowo charakter zabytkowy. Znajduje się w nim przeniesiony z Parczewa czterokolumnowy z bogatą dekoracją snycerską ołtarz główny z pierwszej połowy XVII wieku, przeniesione z Włodawy tabernakulum z baldachimem z połowy XVIII wieku oraz przeniesione z Wisznic 2 ludowe ołtarze boczne z XIX wieku, z obrazami z XVIII i XIX wieku.

Świadectwem dawnej obecności mieszkańców wyznania prawosławnego jest użytkowany od końca XIX stulecia cmentarz, który po I wojnie światowej zaadaptowano na cmentarz katolicki. W tylnej części pozostało kilka prawosławnych nagrobków, które po przesiedleniu Ukraińców do ZSRR z czasem opanowała przyroda, czy też zostały zdewastowane przez wandalów. W 2011 roku Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania „Polesie” zrealizowało projekt uporządkowania obiektu i renowacji nagrobków. Prace porządkowe prowadzili wolontariusze – strażacy z OSP Wola Wereszczyńska, natomiast renowację i konserwację nagrobków wykonali wolontariusze Towarzystwa dla Natury i Człowieka, czyli młodzież z Polski i Ukrainy. Realizację projektu zakończono na cmentarzu wspólnym spotkaniem organizatorów z mieszkańcami, podczas którego podkreślono istotę ochrony pozostałości wielokulturowego dziedzictwa. Na cmentarzu pozostało około 20 nagrobków i kilka drewnianych krzyży, w tym 2 monumentalne, które oddzielają część prawosławną od katolickiej. Najcenniejszy z nagrobków, a zarazem najstarszy, to grobowiec popa Żukowieckiego, zmarłego w 1892 roku. Wykonano go z piaskowca w 1897 roku. Odnalezione podczas prac porządkowych krzyże zwieńczeniowe po oczyszczeniu i zakonserwowaniu trafiły do Ośrodka Dydaktyczno-Muzealnego Poleskiego Parku Narodowego (PPN) w Starym Załuczu.

Cześć katolicka cmentarza – ze względu na krótszą historię – w dalszym ciągu jest użytkowana, choć już od wielu lat zmarłych chowa się na nowym. Oprócz grobów cywilnych znajduje się w niej zbiorowa mogiła poległych i zamordowanych podczas II wojny światowej żołnierzy AK oraz innych organizacji podziemnych. Mogiła została ufundowana ze składek osób grupy inicjatywnej pamięci żołnierzy AK z obwodu włodawskiego, pod przewodnictwem Edwarda Romanowskiego. Uroczyste odsłonięcie i poświęcenie odbyło się w 1987 roku.

 

Źródła i literatura:

Źródła:

  1.  
    1. Prasa

  • Cholmsko-Varsavskij Eparchialnyj Vestnik”, Warszawa, nr 24 z 1890 roku, nr 20 z 1895 roku, nr 14 z 1896 roku, nr 25 z 1901 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Dziennik Powszechny”, Warszawa, nr 238 z 1833 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;

  • Dziennik Wschodni”, Lublin, nr z 15 stycznia 2008 roku, http://www.dziennikwschodni.pl;

  • Gazeta Korrespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”, Warszawa, nr 45 z 1822 roku, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Gazeta Sądowa Warszawska”, nr 10 z 1901 roku, nr 17 z 1904 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;

  • Gazeta Warszawska”, Warszawa, nr 241 z 1850 roku, nr 110 z 1851 roku, nr 215 i 253 z 1866 roku, nr 205 z 1875 roku, nr 221 z 1876 roku, nr 223 z 1883 roku, nr 18 z 1885 roku, nr 254 z 1886 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;

  • Głos Podlasia. Tygodnik społeczno-literacki”, Siedlce, nr 1 z 1910 roku, nr 4 z 1911 roku, nr 2 z 1912 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;

  • Głos Warszawski”, Warszawa, nr 203 z 1909 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;

  • Kultura i Społeczeństwo”, Warszawa 1980, t. 24, http://www.books.google.com;

  • Kurjer Lubelski”, Lublin, nr 177 i 215 z 1932 roku, http://biblioteka.teatrnn.pl;

  • Kurjer Warszawski”, Warszawa, nr 193 z 1835 roku, nr 136 z 1847 roku, nr 13 z 1864 roku, nr 236 z 1874 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;

  • Ojczyzna i Postęp. Z Dokumentów Chwili”, Warszawa, nr 111 z 1918 roku, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Podlasiak. Tygodnik polityczno-społeczno-narodowy, poświęcony sprawom ludu podlaskiego”, Biała Podlaska, nr 48-9 z 1923 roku, nr 29 z 1927 roku, http://bbc.mbp.org.pl;

  • Podlaskie Nowiny Wyborcze, Siedlce, nr 4 z 1922 roku, http://bbc.mbp.org.pl;

  • Tygodnik Chełmski”, Chełm, nr 38 z 1981 roku, nr 19-23 z 1982 roku, nr 15, 17, 23 i 46 z 1983 roku, nr 7 z 1990 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Tygodnik Zamojski”, Zamość, nr 15 z 1984 roku;

  • Ziemia Włodawska”, Włodawa, nr 1, 6, 12, 19 i 20 z 1923 roku; nr 5, 7, 14 z 1924 roku; nr 5, 8, 15, 18-19, 21 z 1925 roku; nr 4, 5-6, 7 z 1926 roku; nr 9-10, 12, 16 i 17 z 1927 roku; nr 2, 4, 12-13 z 1928 roku; nr 14 z 1929 roku;

  • Ziemia. Dwutygodnik Krajoznawczy Ilustrowany”, Warszawa, nr 22 z 1926 roku, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Ziemia. Tygodnik Krajoznawczy Ilustrowany”, Warszawa, nr 48 z 1910 roku; http://www.wbc.poznan.pl;

  • Życie Urszulina. Czasopismo Gminy Urszulin”, Urszulin, nr 1 (7) z 2000 roku.

  1.  
    1. Archiwa państwowe:

  • Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;

  • Chełmski Konsystorz Greckokatolicki (nr zespołu: 35/95/0), Archiwum Państwowe w Lublinie, http://www.szukajwarchiwach.pl;

  • Hipoteka we Włodawie (nr zespołu 118/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;

  • Kraczkowskij Julian, Płoszczanskij Benedikt (red.:), Akty Izdawajemyje Wilenskoj Komissiej dla Razbora Drjewnich Aktow. Akty Hołmskawo Grodskawo Suda, t. XXIII, Wilno 1896, http://knigafund.ru;

  • Płoszczanskij Benedikt, Proszłoje Chołmskoj Rusi po archiwnym dokumentam XV-XVIII w. i drugim istoćnikam, t. 1 i 2, Wilno 1899-1901, http://knigafund.ru;

  • Proces puchaczowski – dokumentacja, Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej o/Lublin;

  • Starostwo Powiatu Włodawskiego (nr zespołu 416/4), Archiwum Państwowe w Lublinie;

  • Urząd Wojewódzki Lubelski (sygn.: 35/403/0/5.5/236 – akta z lat 1930-1931), Archiwum Państwowe w Lublinie, http://www.szukajwarchiwach.pl;

  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;

  • Zarząd Powiatowy we Włodawie (nr zespołu 137/6 – zbiór szczątków zespołu z lat 1858–1917), Archiwum Państwowe w Lublinie;

  • Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” Okręg Lubelski (sygn.: 35/1099/0/12), Archiwum Państwowe w Lublinie, http://www.szukajwarchiwach.pl;

  • Związek Walki Zbrojnej – Armia Krajowa Okręg Lublin (sygn.: 35/1072/0/2.1/459), Archiwum Państwowe w Lublinie; http://www.szukajwarchiwach.pl.

  1.  
    1. Dzienniki urzędowe

  1.  
    1. Dokumenty w zbiorach lokalnych:

  • Dokumenty w zbiorach Edmunda Brożka z Włodawy, Bogusława Garacha z Zastawia, Klementyny Kozłowskiej z Urszulina i Romana Marciniuka z Urszulina;

  • Dokumenty w zbiorach własnych autora;

  • Spis strażaków jednostek OSP Powiatu Włodawskiego, dokonany przez Komendę Powiatową Straży Pożarnej we Włodawie około 1970 roku.

  • Kronika Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Andrzeja Boboli w Wytycznie, spisana przez ks. Jana Rębisza i późniejszych proboszczów parafii;

  • Kronika szkolna i dokumentacja zgromadzona w Szkole Podstawowej w Woli Wereszczyńskiej;

  • Księgi donacyjne Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;

  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;

  • Księga wizyt kanonicznych Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie.

  1.  
    1. Wspomnienia:

  • Barowicz Antoni, Marcin „Lelewel” Borelowski rękodzielnik-pułkownik, Rzeszów 1913;

  • Cereniewicz Bogusław, Wrześniowe drogi, Warszawa 1969, http://www.books.google.com;

  • Liniewski Józef Seweryn, Pamiętnik, Fragment z lat 1861-1864, wstęp i oprac.: Józef Tomczyk, [w:] Mencel Tadeusz (red.), Powstanie styczniowe na Lubelszczyźnie. Pamiętniki 1863 r., Lublin 1966;

  • Machalski Tadeusz, Przykład pościgu. Nasza kawaleria na prawym skrzydle bitwy warszawskiej, [w:] „Przegląd Kawaleryjski”, Warszawa, nr 3 (149) z 1938 roku;

  • Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] „Zeszyty Muzealne”, t. XV, Włodawa 2008;

  • Nikołajewicz Iwan „Czorny”, Wiarygodne dane, 1968, http://militera.lib.ru;

  • Olbromski Mieczysław, Przemijanie, Warszawa 1971;

  • Pasikowski Stanisław, Lotny Oddział AK „Nadbużanka”, Łódź 2003;

  • Romanowski Edward, Zarys działań przeprowadzonych w Wytycznie pod moim kierunkiem w latach 1988-1994, w zakresie upamiętnienia tragedii żołnierzy zgrupowania Korpusu Ochrony Pogranicza, [w:] „Ślady Pamięci. 80 rocznica powstania KOP, Warszawa 2004, jednodniówka.

  • Taraszkiewicz Edmund Edward „Żelazny”. Trzy Pamiętniki, red. i oprac.: Filipek Andrzej, Janocińska Bożena, Warszawa-Lublin 2008;

  • Wspomnienia mieszkańców: Marta Mantaj (z domu Urbaś) z Dębowca, Stefania Namielska (z domu Małek) z Woli Wereszczyńskiej, Stanisław Brzezina z Wiązowca, Antoni Stefaniuk z Lipniaka, Józef Kujawski z Babska, Jan Ulman z Zawadówki, Stanisław Lutomski z Babska, Alfred Dąbrowski z Zawadówki, Janina Osieleniec (z domu Renflejsz) z Zawadówki, Roman Marciniuk z Urszulina, Jerzy Zygmuntowicz z Wiązowca, Marian Kapała z Wiązowca, Edward Romanowski z Warszawy, Zdzisław Korpon, Józef Artymiuk z Woli Wereszczyńskiej, Mirosława Górska (z domu Durys) z Woli Wereszczyńskiej, Maria Kadela (z domu Osieleniec) z Babska, Stanisława Sidorowska (z domu Arasimowicz) z Zabrodzia, Simon Shupak (Szczupak) z Waszyngtonu (Stany Zjednoczone), Andrzej Ulasiński z Chicago, Ewa Strullu-Ulasińska, Andrzej Dyczko z Radzynia Podlaskiego, Jakub Shupak (Szczupak) ze Stanów Zjednoczonych, Michał Ośko z Nowego Załucza, Stanisława Szynkora (z domu Piwowarska) z Jamnik, Wanda Kapłon (z domu Dudkiewicz) ze Starego Załucza, Klementyna Kozłowska (z domu Jung) z Urszulina, Genowefa Stadnik (z domu Kopron) z Wólki Cycowskiej, Jerzy Rzepiela z Babska, Zofia Brzezina (z domu Parulska) z Babska, Mosze Bar-Zur (Zinczuk) z Izraela, Gabriela Leszczyńska (z domu Kapała) ze Starego Załucza.

  1.  
    1. Mapy i spisy:

  • Busching Anton Friedrich (red.), Magazin fur die neue Historie und Geographie Angelegt, vol. 22, Halle 1788, http://www.books.google.com;

  • Dziewulski Stefan, Statystyka Ludności gubernii Lubelskiej i Siedleckiej wobec projektu utworzenia gubernii Chełmskiej, Warszawa 1909, http://cw.kul.lublin.pl;

  • Kumor Bolesław, Spis wojskowy ludności Galicji z 1808 roku, [w:] „Przeszłość Demograficzna Polski”, t. XII, 1980;

  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992, http://www.geoportal.gov.pl;

  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;

  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, t. IV – Województwo Lubelskie;

  • Skorowidz Gmin Rzeczypospolitej Polskiej. Ludność i budynki na podstawie tymczasowych wyników Drugiego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 9.XII.1931 r. oraz powierzchnia ogólna i użytki rolne, http://statlibr.stat.gov.pl;

  • Statystyka wyborów do Sejmu i Senatu z dnia 4 i 11 marca 1928 roku, http://statlibr.stat.gov.pl;

  • Sulimierski Filip, Chlebowski Bronisław, Walewski Władysław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 13, Warszawa 1880-1902, http://dir.icm.edu.pl;

  • Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, Warszawa 1827, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;

  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911-1915.

  1.  
    1. Inne:

  • Caderbaum Henryk, Powstanie Styczniowe. Wyroki audytoryatu polowego z lat 1863, 1864, 1865 i 1866, Warszawa–Lublin–Łódź–Kraków 1917, http://pbc.biaman.pl;

  • Cholmskaja Gubernia 1914 g., Chełm 1914, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Gmiterek Henryk, Materiały źródłowe do dziejów Żydów w księgach grodzkich lubelskich za panowania Augusta II Sasa 1697-1733, http://biblioteka.teatrnn.pl;

  • Górzyński Sławomir i Chłapowski Krzysztof (wstęp i przypisy), „Regestr Diecezjów” Franciszka Czaykowskiego, czyli Właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784, Warszawa 2006;

  • Jabłonowski Aleksander, Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym, t. VII: Ziemie ruskie. Ruś Czerwona, cz. I i II, Warszawa 1903, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Księga adresowa przemysłu, handlu i finansów, Warszawa 1922, http://www.sbc.org.pl;

  • Kunicki Leon, Ubiory włościan z rejonu Podlasia Nadbużańskiego, [w:] „Tygodnik Ilustrowany”, nr 150 z 1862 roku, http://www.kul.pl;

  • Rocznik statystyczny Królestwa Polskiego. Rok 1913, w opracowaniu Biura Pracy Społecznej pod kierownictwem Władysława Grabskiego, Warszawa 1914, http://pbc.biaman.pl;

  • Rocznik statystyczny Królestwa Polskiego. Rok 1914, opracowany pod kierunkiem Władysława Grabskiego, Warszawa 1915, http://pbc.biaman.pl;

  • Spis Abonentów Sieci Telefonicznych Dyrekcji Okręgu Poczt i Telegrafów w Lublinie i Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej w Mieście Lublinie na 1939 r., http://dilibra.umcs.lublin.pl;

  • Sprawozdanie Centralnego Towarzystwa Rolniczego w Królestwie Polskim za rok 1908 i za rok 1910, Warszawa, http://dilibra.umcs.lublin.pl;

  • Sprawozdanie Okręgu Lubelskiego Ligi Morskiej i Kolonialnej w Lublinie za Rok 1934 i 1935, Lublin 1935-1936, http://dilibra.umcs.lublin.pl;

  • Uruski Seweryn, Rodzina. Herbarz szlachty polskiej, Warszawa 1907; http://www.wbc.poznan.pl.

  1.  
    1. Strony www:

 

Literatura:

  • Wojskowy Przegląd Historyczny, t. 4., Warszawa 1959, http://books.google.com;

  • Adamski Sylwester, Z historii Szkoły Podstawowej w Woli Wereszczyńskiej, [w:] „Życie Urszulina. Czasopismo Gminy Urszulin”, Urszulin, nr 2 (8) z 2000 roku;

  • Balicki Leon, Dzieje gospodarcze Diecezji Lubelskiej 1918-1939, Lublin 1991;

  • Bem Marek, Sobibór. Niemiecki ośrodek zagłady 1942-1943, Włodawa-Sobibór 2011;

  • Borysiuk Bolesław, Lata walki. PPR, GL i AL na północnej Lubelszczyźnie 1942-1944, Warszawa 1981;

  • Caban Ireneusz, Machocki Edward, Za władzę ludu, Lublin 1975;

  • Caban Ireneusz, Oddziały Armii Krajowej 7 Pułku Piechoty Legionów, Lublin 1994;

  • Czarnecki Włodzimierz, Figiel Grzegorz, Gurba Jan, Śladkowski Wiesław, Dzieje Cycowa, dóbr, parafii, gminy, szkół, Cyców 2010;

  • Doroszewski Jerzy, Oświata i życie kulturalne społeczności ukraińskiej na Lubelszczyźnie w latach 1918-1939, Lublin 2000;

  • Dymsza Lubomir, Sprawa Chełmska, Warszawa 1911, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Dyszewski Jan, Z dziejów Świerszczowa – Wieś i dobra na przełomie XIX i XX wieku, [w:] „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie””, Cyców, nr 5 z 2011 roku;

  • Giersz Józef, Z dziejów Sosnowicy i okolic, Sosnowica 2003, http://bbc.mbp.org.pl;

  • Głaz Alicja, Ewakuacja ludności cywilnej z Lubelszczyzny latem 1915 r., Annales UMCS w Lublinie 2001;

  • Głowacka-Maksymiuk Urszula, Gubernia Siedlecka w latach rewolucji 1905-1907, Warszawa 1985,

  • Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;

  • Grzegorzewski Marjan, Reforma kas gminnych pożyczkowo-oszczędnościowych w Królestwie Polskim, Kielce 1907, http://sbc.wbp.kielce.pl;

  • Historia powstania Parafii Rzymsko-Katolickiej w Hańsku, http://www.hansk.info;

  • Horoch Emil, Komunistyczna Partia Polski w Województwie Lubelskim w latach 1918-1938, Lublin 1993, http://dilibra.umcs.lublin.pl;

  • Horoch Emil, Koprukowaniak Albin, Szczygieł Ryszard, Dzieje Parczewa 1401-2001, Parczew-Lublin 2001, http://dilibra.umcs.lublin.pl;

  • Kasperek Józef, Wywóz na przymusowe roboty do Rzeszy z dystryktu lubelskiego w latach 1939-1944, Warszawa 1977, http://books.google.com;

  • Kiełboń Janina, Leszczyńska Zofia, Kobiety Lubelszczyzny represjonowane w latach 1944-1956, t. I, Lublin 2002;

  • Kołacz Małgorzata, Tarasiuk Dariusz, Dzieje Gminy Sosnowica. Analiza potencjału historycznego, Sosnowica 2007;

  • Kołbiuk Witold, Duchowieństwo unickie a sprawa niepodległości, [w:] Chrześcijański wschód a kultura polska, pod red. Ryszarda Łużnego, Lublin 1989;

  • Kończal Małgorzata, Konwersje 1905-1957 w Wereszczynie, Lublin 2008;

  • Kopczyński Stanisław, Przemysł ludowy na tle stosunków gospodarczych Powiatu Włodawskiego, Lublin 1930;

  • Koprukowaniak Albin, Społeczna aktywność w regionie chełmskim (1864-1914), [w:] „Rocznik Chełmski”, t. I, Chełm 1995;

  • Krakowski Shmuel, The war oft he doomed: Jewish armed resistance in Poland, 1942-1944, Nowy Jork 1984, http://books.google.com;

  • Krzykała Stanisław, Front Młodego Pokolenia na Lubelszczyźnie 1933-1937, Lublin 1965-1969, http://books.google.com;

  • Lück Kurt, Die deutschen Siedlungen im Cholmer und Lubliner Land, Poznań 1933;

  • Łukasiewicz Bogdan Jerzy, Zbrodnie okupanta hitlerowskiego w Powiecie Włodawskim 1939-1944, Lublin 1973;

  • Łużny Ryszard, Chrześcijański Wschód, a kultura polska: studia, Lublin 1989;

  • Makus Grzegorz, Bracia wyklęci. Działalność oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” i Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” w latach 1945-1951, Lublin 2011;

  • Mądzik Marek, Utworzenie powiatu włodawskiego i jego dzieje do 1918 r., Włodawa 2010, http://powiat.wlodawa.pl;

  • Nowolecki Aleksander, Kraszewski Józef Ignacy, Pamiątka dla rodzin polskich. Część 2: Krótkie wiadomości biograficzne o straconych na rusztowaniach, rozstrzelanych, poległych na polu boju oraz zmarłych w więzieniach, na tułactwie i na wygnaniu Syberyjskiem w roku 1861-1866, zebrał i ułożył Zygmunt Kolumna, Kraków 1888, http://www.pbi.edu.pl;

  • Olszewski Edward i Szczygieł Ryszard (red.), Dzieje Włodawy, Lublin-Włodawa 1991;

  • Pająk Henryk, Jastrząb kontra UB, Lublin 1993;

  • Pająk Henryk, Za samostijną Ukrainę, Lublin 1992;

  • Pająk Henryk, Żelazny kontra UB, Lublin 1993;

  • Pelica Jacek Grzegorz, Kościół chełmsko-wołyński, [w:] „Przegląd Prawosławny Ortodoxia”, nr 6 (213) z 2003 roku, http://www.przegladprawoslawny.pl;

  • Pelica Jacek Grzegorz, Ślady zapomnianego piękna. Włodawa i okolice, Włodawa 2009;

  • Piotrkowski Wiesław, Zarys historii okolic Poleskiego Parku Narodowego, [w:] „Zeszyty muzealne”, Włodawa 2002, t. X;

  • Polacy – Ukraińcy 1939-1947, Instytut Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu;

  • Przvborowski Walery, Dzieje 1863 roku, t. 2, Kraków 1899, http://bc.mbpradom.pl;

  • Przyborowski Walery, Włościanie u nas i gdzie indziej. Szkice historyczne, Wilno 1881, http://bc.mbpradom.pl;

  • Rąkowski Grzegorz, Polska Egzotyczna II. Przewodnik, Białystok 1996, http://books.google.pl;

  • Rogalski Artur, Elita powiatu włodawskiego doby Księstwa Warszawskiego. Notatki do biogramów, [w:] Życiorysy w trzy kultury wpisane. Włodawskie biografie, pod red.: Marka Bema i Adama Duszyka, Radom-Włodawa 2008;

  • Schyzma i jej apostołowie z okoliczności ostatnich prześladowań Unitów w Diecezyi Chełmskiej, wyd.: A. P. L., Kraków 1875, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Siemion Leszek, Czas kowpakowców, Lublin 1981;

  • Siemion Leszek, Lubelszczyzna w latach okupacji hitlerowskiej, Lublin 1977;

  • Siemion Leszek, Niezapomniany lipiec, Lublin 1979;

  • Siemion Leszek, Rajdy partyzanckie w Lubelskiem 1943-1944, Lublin 1983;

  • Smolarek Dariusz, Władze komunistyczne wobec opozycji na południowym Podlasiu w latach 1944-1947, Siedlce 2005;

  • Sobiecki Leonard, Z dziejów szkolnictwa podstawowego Powiatu Włodawskiego w okresie okupacji z uwzględnieniem tajnego nauczania, Lublin 1974;

  • Socha Janusz, Stronnictwa ludowe po zamachu majowym, Warszawa 1983;

  • Stawarz Andrzej, X pawilon Cytadeli Warszawskiej 1827–1997, Warszawa 1998, http://books.google.com;

  • Załęski Stanisław, O masonii w Polsce od roku 1738 do 1822 na źródłach wyłącznie masońskich, Kraków 1908, http://communitybooks. ebooklibrary.org.

1 Walery Przyborowski, Włościanie u nas i gdzie indziej. Szkice historyczne, s 145.

2 Benedikt Płoszczanskij, Proszłoje Chołmskoj Rusi po archiwnym dokumentam XV-XVIII w. i drugim istoćnikam, t. 2, s. 79. Tłumaczył Adam Panasiuk.

3 Księgi donacyjne Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie.

4 Henryk Gmiterek, Materiały źródłowe do dziejów Żydów w księgach grodzkich lubelskich za panowania Augusta II Sasa 1697–1733, nr zapisu 876.

5 Tj. kapłan prawosławny (greckokatolicki).

6 Julian Kraczkowskij, Benedikt Płoszczanskij (red.:), Akty Izdawajemyje Wilenskoj Komissiej dla Razbora Drjewnich Aktow. Akty Hołmskawo Grodskawo Suda, t. XXIII, s. 20-21. Tłumaczył o. Roman Piętka.

7 Chełmski Konsystorz Greckokatolicki (nr zespołu: 95/0). Archiwum Państwowe w Lublinie.

8 Tamże.

9 Tamże.

10 Tamże.

11 Tamże.

12 Tamże.

13 Tamże.

14 Tamże.

15 Tamże.

16 „Dziennik Powszechny”, nr 238 z 1833 roku, s. 1044.

17 Jego córka Maria poślubiła w 1904 roku Henryka Sienkiewicza.

18 „Głos Podlasia”, nr 1 z 1910 roku, s. 10.

19 Relacja z dnia 9 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

20 „Gazeta Warszawska”, nr 254 z 1886 roku, s. 2.

21 Dziennik Urzędowy Gubernii Lubelskiey, nr 37 z 1845 roku, s. 725.

22 „Kurjer Warszawski”, nr 236 z 1874 roku, s. 2.

23 Tamże.

24 Chełmski Konsystorz Greckokatolicki, op. cit.

25 Opłaty od obrzędów religijnych, jak pogrzeby, chrzciny i śluby oraz za wydawanie aktów metrykalnych.

26 Chełmski Konsystorz Greckokatolicki, op. cit.

27 1 kopa równała się 60 snopom.

28 Chełmski Konsystorz Greckokatolicki, op. cit.

29 Tamże.

30 Tamże.

31 Tamże.

32 Ryszard Łużny, Chrześcijański Wschód, a kultura polska: studia, s. 28.

33 Relacja z 15 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

34 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

35 Józef Seweryn Liniewski, Pamiętnik. Fragment z lat 1861-1864, wstęp i oprac.: Józef Tomczyk, [w:] Tadeusz Mencel (red.), Powstanie styczniowe na Lubelszczyźnie. Pamiętniki 1863 r., s. 172.

36 Stefan Dziewulski, Statystyka Ludności gubernii Lubelskiej i Siedleckiej wobec projektu utworzenia gubernii Chełmskiej, Warszawa 1909, s. 13.

37 „Gazeta Korespondenta Warszawskiego y Zagranicznego”, nr 78 z 1812 roku, s. 1247.

38 Józef Seweryn Liniewski, Pamiętnik, op. cit., s. 169.

39 Starostwo Powiatu Włodawskiego (nr zespołu 416/4), Archiwum Państwowe w Lublinie. Tłumaczył Adam Panasiuk.

 

40 Tamże.

41 „Ojczyzna i Postęp. Z Dokumentów Chwili”, nr 111 z 1918 roku, s. 48

42 Tadeusz Machalski, Przykład pościgu. Nasza kawaleria na prawym skrzydle bitwy warszawskiej, [w:] „Przegląd Kawaleryjski”, nr 3 (149) z 1938 roku, s. 291.

43 Tamże.

44 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

45 „Ziemia Włodawska”, nr 7 z 1924 roku, s. 5.

46 „Ziemia Włodawska”, nr 6 z 1923 roku.

47 Tamże.

48 Odpis wierzytelny aktu notarialnego z 1919 roku. W zbiorach Romana Marciniuka.

49 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

50 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

51 Relacja z 5 lipca 2009 roku. W zbiorach własnych.

52 „Kurjer Lubelski”, nr 215 z 1932 roku, s. 3.

53 Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 16 z 1936 roku, s. 278.

54 „Kurjer Lubelski”, nr 177 z 1932 roku, s. 3.

55 Relacja z 8 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

56 Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

57 Tj. miejsca odosobnienia dla więźniów politycznych, głównie komunistów, Ukraińców i Białorusinów.

58 Relacja z 20 marca 2009 roku. W zbiorach własnych.

59 Relacja z 30 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

60 Tamże.

61 Relacja z 4 stycznia 2009 roku. W zbiorach własnych.

62 Relacja z 1 lutego 2009 roku. W zbiorach własnych.

63 Relacja z 30 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

64 Relacja z 24 marca 2010 roku. W zbiorach własnych.

65 Historia powstania Parafii Rzymsko-Katolickiej w Hańsku, http://www.hansk.info.

66 Tamże.

67 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

68 “Ziemia Włodawska”, nr 5-6 z 1925 roku, s. 13.

69 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

70 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

71 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

72 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

73 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

74 Bogusław Cereniewicz, Wrześniowe drogi.

75 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

76 Relacja z 4 stycznia 2009 roku. W zbiorach własnych.

77 Relacja z 1 lutego 2009 roku. W zbiorach własnych.

78 Relacja z 5 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

79 Relacja z 4 stycznia 2009 roku. W zbiorach własnych.

80 Relacja z 8 lutego 2009 roku. W zbiorach własnych.

81 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

82 Relacja z 30 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

83 Polacy – Ukraińcy 1939-1947, Instytut Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, http://www.ipn.gov.pl.

84 Relacja z 24 marca 2010 roku. W zbiorach własnych.

85 Tamże.

86 Relacja z 8 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

87 Relacja z 25 kwietnia 2010 roku. W zbiorach własnych.

88 Relacja z 1 lutego 2009 roku. W zbiorach własnych.

89 Tamże.

90 Relacja z 24 marca 2010 roku. W zbiorach własnych.

91 Relacja z 8 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

92 Tamże.

93 Tamże.

94 Tamże.

95 Relacja z 10 stycznia 2009 roku. W zbiorach własnych.

96 Relacja z 1 maja 2010 roku. W zbiorach własnych.

97 Relacja z 4 stycznia 2009 roku. W zbiorach własnych.

98 Relacja z 11 września 2009 roku. W zbiorach własnych.

99 Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

100 Relacja z 20 marca 2009 roku. W zbiorach własnych.

101 Dokument w zbiorach Szkoły Podstawowej w Woli Wereszczyńskiej.

102 Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

103 Relacja z 21 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

104 Relacja z 15 sierpnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

105 Relacja z 20 marca 2009 roku. W zbiorach własnych.

106 Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

107 Relacja z 8 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

108 „Tygodnik Chełmski”, nr 17 z 1983 roku, s. 4.

109 Relacja z 15 sierpnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

110 Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

111 Nikołajewicz Iwan „Czorny”, Wiarygodne dane, http://militera.lib.ru.

112 Tamże.

113 Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] „Zeszyty Muzealne”, t. XV, s. 98.

114 Nikołajewicz Iwan „Czorny”, op. cit.

115 Np. artykuł Jana Połomskiego w „Tygodniku Chełmskim”, nr 17 z 1983 roku, s.5.

116 Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

117 Relacja z 1 maja 2010 roku. W zbiorach własnych.

118 Nadbużański Zryw, op. cit., s. 99.

119 Nikołajewicz Iwan „Czorny”, op. cit.

120 Tamże.

121 Nadbużański Zryw, op. cit., s. 98.

122 „Tygodnik Chełmski”, nr 17 z 1983 roku, s. 5.

123 „Wojskowy Przegląd Historyczny”, t. 4, s. 71.

124 Relacja z 1 maja 2010 roku. W zbiorach własnych.

125 Tamże.

126 Relacja z 3 sierpnia 2007 roku. W zbiorach własnych.

127 Relacja z 15 sierpnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

128 Relacja z 30 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

129 Relacja z 11 września 2009 roku. W zbiorach własnych.

130 „Tygodnik Zamojski”, nr 15 z 1984 roku.

131 Janina Kiełboń, Zofia Leszczyńska, Kobiety Lubelszczyzny represjonowane w latach 1944-1956, t. I, s. ?

132 Wspomnienia Taraszkiewicza Edwarda ps. „Grot”, „Żelazny” sekretarza przy zastępcy Komendanta Obwodu oraz członka bojówki obwodowej bychawskiego Tadeusza ps. „Sęp” i oddziału Taraszkiewicza Leona pt. „Pamiętniki ogólnych prac”, Archiwum Państwowe w Lublinie (sygn. 35/1099/0/12/444).

133 Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

134 „Kultura i społeczeństwo”, t. 24 z 1980 roku, s. 158.

135 Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

136 Relacja z 15 sierpnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

137 Henryk Pająk, Jastrząb kontra UB, s. 162.

138 Relacja z 15 sierpnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

139 Relacja z 1 maja 2010 roku. W zbiorach własnych.

140 Wspomnienia Taraszkiewicza Edwarda, op. cit.

141 Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne, PUBP Włodawa 1944-1964, Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin.

142 Henryk Pająk, op. cit., 161.

143 Proces puchaczowski – dokumentacja, Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej o/Lublin.

144 Tamże.

145 Relacja z 21 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

146 Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach

147 Józef Giersz, Z dziejów Sosnowicy i okolic, s. 90.

148 Wspomnienia Taraszkiewicza Edwarda, op. cit.

149 Tamże.

150 Tamże.

151 Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie, op. cit.

152 Michał Główka, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, s. 32.

153 Grzegorz Rąkowski, Polska egzotyczna II. Przewodnik, s. 159.

154 Relacja z 1 maja 2010 roku. W zbiorach własnych.

155 Relacja z 4 stycznia 2009 roku. W zbiorach własnych.

156 Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie, op. cit.

157 Mieczysław Olbromski, Przemijanie, s. 145.

158 Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie, op. cit.

159 Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

160 Tamże.

161 Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie, op. cit.

162 Relacja z 8 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

163 Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, (sygn. 15-23), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

164 Relacja z 8 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

165 Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie, op. cit.

166 Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, op. cit.

167 Tamże.

168 Relacja z 30 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

169 Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, op. cit.

170 Relacja z 27 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

171 Tamże.

172 Majątek gminy 1948 (sygn. 35), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

173 Tamże.

174 Dokument w zbiorach Szkoły Podstawowej w Woli Wereszczyńskiej.

175 Relacja z 27 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

176 Dokument w zbiorach Szkoły Podstawowej w Woli Wereszczyńskiej.

177 Relacja z 21 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

178 Relacja z 4 stycznia 2009 roku. W zbiorach własnych.

179 Tamże.

180 Relacja z 24 marca 2010 roku. W zbiorach własnych.

181 Relacja z 6 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

182 Relacja z 30 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

183 Relacja z 21 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

184 Relacja z 20 marca 2009 roku. W zbiorach własnych.

185 Relacja z 21 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

186 Relacja z 30 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

187 Relacja z 5 lipca 2009 roku. W zbiorach własnych.

188 Tamże.

189 Relacja z 4 stycznia 2009 roku. W zbiorach własnych.

190 Relacja z 24 marca 2010 roku. W zbiorach własnych.

191 Kronika Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Andrzeja Boboli w Wytycznie, spisana przez ks. Jana Rębisza i późniejszych proboszczów parafii.

192 „Dziennik Wschodni”, nr z 15 stycznia 2008 roku, www.dziennikwschodni.pl.

Komentarze
Dodaj nowy
Anonimowy   |2013-09-03 20:53:52
Dziekuje za bardzo ciekawa historie Woli Wereszczyńskiej, ktora byla dawna posiadlosc rodzinna w XVI wieku.

Pozdrawiam,

Sebastian Wereszczyński (London, UK).
Anna  - Z Wereszczyńskich   |2014-06-21 22:30:15
Ja również pochodzę z tego rodu Wereszczyńskich. Znam historię rodziny do 154 lat wstecz, ale bez innych linii rodu, a bardzo jestem ciekawa losów rodziny. Jeśli Pan to przeczyta, to
prosiłabym o kontakt lub o informację na tym forum.

Pozdrawiam
Anna
Anonimowy  - Wola Wereszczyńska -Ignacy Stadnik   |2012-01-27 20:07:17
Witam,
Obejrzałam zdjęcia zamieszczone w Galerii Zdjęcia dawne dot. Woli Wereszczyńskiej i znalazłam dwa w których opisie zamieszczono nazwisko mojego Dziadka-Ignacego Stadnika. Są to zdjęcia
z 1926 i 1929 roku i stwierdzam , że na tych zdjęciach nie ma mojego Dziadka.
Osoba/osoby ( bo w opisie jednego z nich przedstawia się również rzekomo moją Babcię, a żonę Ignacego) nie są
moimi krewnymi i nie odpowiadają ich wygladowi.
Bardzo proszę o o zweryfikowanie tych opisów/
Z poważaniem
Grażyna Konarzewska wnuczka Ignacego Stadnika
Artur Bałtowicz  - Ponowne zapytanie   |2011-11-29 10:49:58
Witam
Kiedyś już do pana pisałem w sprawie informacji na temat Klemensa Bałtowicz dostałem odpowiedź za która bardzo dziękuję. Od odpowiedzi minęło sporo czasu więc może natknął się
pan na jakieś informacje na temat Klemensa.
Pozdrawiam
Artur Bałtowicz
Zbigniew Odrowąż Kamczyk  - godowscy   |2011-01-21 10:19:03
Witam czytałem ten opis historyczny Woli Wereszczynskiej z wielkim zainteresowaniem doczytałem że właścicielami miejscowości w latach 1790-1820 byli Godowscy szukam przodków mojej rodziny i
trop urywa sie na śląsku na Antonim (Anton) Godowski ur. ok.1783-88 zm.1833 w tych samych latach właścicielami Woli sa Karol i Jan Godowscy mam pytanie czy mieli może brata lub syna o imieniu
Antoni były to lata wojen Napoleońskich i powstań z jakiś przyczyn muśiał emigrować i ośiadł na śląsku prosze o odpowiedz bardzo by mi to pomogło w dalszej pracy
admin  - godowscy   |2011-01-21 17:24:14
Witam

Niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć, musiałbym ponownie sprawdzać księgi. Podczas badań notuję tylko te informacje które są przydatne dla mnie, natomiast sprawy rodzinne mnie nie
interesują, chyba że ma to związek z badanym obszarem.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
abasan30  - Poszukuję przodków   |2010-09-17 11:00:29
Dzień dobry
Mam na nazwisko Bałtowicz. Sprawdzałem w internecie jak często się pojawia. Na dzień dzisiejszy jest w Polsce 26 osób o tym nazwisku. Natknąłem się też na Klemensa Bałtowicza
który był gumiennym. Zastanawiam się czy to jest jeden z moich przodków. Więc zwracam się z wielką prośbą o udzielenie mi informacji na temat Klemensa Bałtowicz. Jaka role pełnił gumienny,
czy miał potomstwo, jakim był człowiekiem. Jeżeli to możliwe to chciałbym dowiedzieć się o tej osobie jak najwięcej.
Bardzo dziękuje.
Z poważaniem Artur Bałtowicz
administrator  - bałtowicz   |2010-09-18 20:00:18
Witam
Niestety niewiele będę mógł więcej powiedzieć o Klemensie Bałtowiczu. Gumienny był wówczas urzędnikiem dworskim i odpowiadał za zbiory. Czy miał potomstwo? Trzeba byłoby sprawdzić
w księgach metrykalnych rzymskokatolickiej parafii w Wereszczynie, księgi są w archiwum lubelskim, Ja niestety na takie pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, tym bardziej jakim on był
człowiekiem.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Artur Bałtowicz  - Jeszcz jedno pytanie   |2010-09-20 11:37:59
Bardzo dziękuję za odpowiedz ale może pan wie w jakich latach żył Klemens Bałtowicz będzie mi łatwiej szukać. Jeszce raz bardzo dziękuję za pomoc
King  - pozdrowienia   |2010-08-20 18:48:05
Przepiekna histria moich root korzeni. Rodzina mojej mamy Antoniny Pilarskiej z domu Plackowskiej a mojej Babci Zofi Plackowskiej z domu Budycz i cala rodzina Mironczukow ( ojciec krzesny mojej mama.
( mam zdjecia Jan Mironczuka orazmojej mamy i babci z roku 1947) Chcialbym sie dowiedzic o rodzinie Obuchowskich i Plackowskich cay oni jeszcze zyja w WoliWeresczynskiej. Moja Babcia miala 9--cioro
rodzenstwa i jej najstarszy brat Stephan Budycz wyjechal do Ameryki 1910 roku i ja mam cala dokumentacje jego wyjazdu do Ameryki. Ja mieszkam obecnie w Skokie Illinois i chcialbym w przyszlym roku
odwiedzic Wole Werescynska.
Arthur Eldar
administrator  - plackowscy   |2010-08-21 20:14:39
Witam
Cieszy mnie kontakt od Pana. Byłbym wdzięczny za wszelkie informacje od Pana, zdjęcia, dokumenty, czy wspomnienia. Emigracja zarobkowa z początku XX wieku to ciekawy temat, niestety mam
bardzo mało informacji. Wiem natomiast, że bardzo dużo ludzi z Woli Wereszczyńskiej i okolic wyjechało wówczas do Ameryki, czy Brazylii. Może za Pana pomocą dałoby się to
rozwinąć.
Plackowskich i Obuchowskich chyba u nas nie ma, ale jeszcze popytam się najstarszych, może ktoś z ich rodziny pozostał.
Pozdrawiam i czekam na kontakt. Z chęcią umieściłbym
zdjęcia posiadane przez Pana na stronie.
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2010-09-24 20:36:52
Mój dziedek pochodził z rodziny Mirończuków i mieszkał w Woli Werszczyńskiej a jego brat rodzony miał na imię Jan obaj są pochowani na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej. Obecnie rodzin o
nazwisku Obuchowskich i Plackowskich nie ma w Woli Wereszczyńskiej,a w Woli Wereszczyńskiej obecnie rdzennych mieszkańców jest bardzo mało. Chętnie obejrzę zdjęcia mojego stryjecznego
dziadka Jana Mirończuka myslę że to napewno on. mój adres e-mail zofias5@wp.pl Czekam na zdjęcie i kontakt.
google  - Historia rodu   |2012-05-25 18:48:10
Witam serdecznie! Nazywam się Stanisława Pilarska, jestem synową Antoniego Pilarskiego, który był pierwszym mężem Antoniny Pilarskiej z d .Obuchowskiej. Mój mąż Jerzy pamięta Wasze
spotkanie we wczesnych latach pięćdziesiątych, we wsi Górki, kiedy Pan wraz z mamą odwiedził rodzinę Plackowskich w Górkach. Jesteśmy w posiadaniu aktu ślubu pana mamy z Antonim Pilarskim.
Cytuję dosłownie:
"Akt ślubu.
Działo się to we wsi Załucze Stare parafii Wola Wereszczyńska, dnia 31 stycznia 1943 roku o godzinie 12.00. Wiadomo czynimy iż w obecności świadków Jana
Mirończuka, rolnika 42 lat liczącego, zamieszkałego we wsi Wola Wereszczyńska i Wacława Pilarskiego rolnika, 33 lat liczącego zamieszkałego we wsi Bohutyn, zawarty został w dniu dzisiejszym,
religijny związek małżeński między Antonim Pilarskim kawalerem, rolnikiem, 28 lat liczącym urodzonym w Mariance, zamieszkałym we wsi Górki, synem Stanisława i Jadwigi z Garmołów ,
małżonków Pilarskich a Antoniną Obuchowską panną przy matce, lat szesnaście liczącą, urodzoną i zamieszkałą we wsi Wola Wereszczyńska, córką Zofii z Dudyczów wdowy. Małżeństwo to
poprzedziły trzy przedślubne zapowiedzi ogłoszone w tutejszym i Sosnowickim kościołach parafialnych w dniach: siedemnastego,dwudziestego czwartego i trzydziestego pierwszego stycznia bieżącego
roku. Nowozaślubieni oświadczyli iż umowy przedślubnej nie zawierali. Zezwolenie nieletniej córce na zawarcie małżeństwa udzieliła matka.Obrzęd religijny dopełnił ks. Józef Bujalski
proboszcz miejscowy. Akt ten stawąjącym świadkom i nowozaślubionym , przeczytany i przez nich podpisany został..
utrzymujący Akta Stanu Cywilnego ks.Józef Bujalski
Zgodność niniejszego
wypisu z oryginałem stwierdza Ks. Proboszcz par. Wola Wereszczyńska.
Wola Wereszczyńska dnia 24 lutego1963 r. Proboszcz Bolesław Krzywiec.

Posiadamy również akt zgonu Pana mamy,...
art  - rodzina pilarkich   |2012-05-26 17:43:56
Pani Stanislawo prosze podac adres emaila lub numer telefonu

Serdecznie pozdrawiam i pamietam Jerzego kiedy bylismy w Gorkach to juz troche lat minelo.

Arthur
Anonimowy  - Dzieje rodzinne   |2012-05-27 21:09:12
Witam serdecznie! Cieszę się, że Pan przeczytał moja odpowiedź na pana informację.Podaję adres e-mail : stanislawapilarska@wp.pl Pozdrawiamy serdecznie.
Anonimowy   |2012-06-30 14:13:29
Witam serdecznie!jestem wnuczką Stanisławy Plackowskiej która kiedyś mieszkała w Woli Wereszczyńskiej lecz już od bardzo dawna mieszka w Górkach.Babcia posiada zdjęcie na którym jest pan ze
swoim bratem Stanisławem zrobione w Ameryce.To jest jej jedyna pamiątka po was.
Anonimowy  - dotyczy powiatu Sokołow Podlaski   |2010-02-10 20:48:52
Witam. poszukuję osoby .która znała Władysława Głowackiego byłw AK mial pseudonim Domb walczyl w partyzantce duzo niewiem bo miałam 15 lat kiedy zmarl. dlatego chcialabym sie więcej
dowiedziec o ludziach którzy walczyli zmoim ojcem.Zmarł63r
Anonimowy  - Podziekowanie   |2009-11-26 07:10:26
Witam
Dziekuję za przekaz historyczny mojej rodzinnej miejscowosci Woli Wereszczyńskiej czytałam z dużym zainteresowaniem i przyznaję że nie znałam tej histoirii, jestem zdziwiona że ma tak
bogatą hostorię. Obecnie nie ma juz rdzennych mieszkańców. W wiekszości starzy mieszkańcy wymarli a dzieci ich wyjechały. Szkoda, że miejscowość tak podupadła i się nie roziwnęła.
administrator   |2009-11-26 19:03:47
Cieszą mnie tak pozytywne opinie, a to daje jeszcze większą motywację do szukania i pisania. Też początkowo nie zdawałem sobie sprawy z bogactwem naszej historii, a myślę że wiele jeszcze do
okrycia pozostało, choć wymagać to będzie żmudnego i czasochłonnego przeszukania archiwów. Również żałuję, że mało pozostało świadków, szczególnie dotyczy to właśnie Woli
Wereszczyńskiej, ale cieszmy się z tych, którzy zostali i są wśród nas.
Pozdrawiam
Adam Panasiuk
Anonimowy   |2009-11-27 21:05:43
Przepraszam nie przedstawiłam się
Komentarz napisała
Zofia Suska dawna mieszkanka Woli Wereszczyńskiej
administrator   |2009-11-28 09:21:04
Miałbym do Pani jeszcze prośbę. Może posiada Pani jakieś źródła, stare fotografie, lub zna Pani osoby, które mogłyby zrelacjonować przeszłe wydarzenia. Cały czas staram się te monografie
uzupełniać, by, jeżeli jakieś finanse się znajdą, wydać w przyszłości monografie z elementami albumu.

Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Andrzej  - Witam   |2009-05-30 10:59:15
Jestem wnukiem wspomnianego w pracy Pawła Dyczko - dawnego kierownika Szkoły Powszechnej w Woli Wereszczyńskiej. W pracy zgodnie z moją wiedzą jest kilka nieścisłosci odnośnie jego osoby.
Zamordowany został przez Niemców nie w Oświecimiu ale w Sachsenhausen. Jego żona miała panieńskie nazwisko Furgał. Jeśli chce pan sprostować te informacje to proszę o kontakt na adres
mailowy darfnet@wp.pl

Z poważaniem
Andrzej Dyczko
administrator  - olkowscy   |2009-04-14 20:33:04
Witam
Niestety nie znajduje tego nazwiska w kopiach dokumentów które zebrałem. Najlepiej byłoby się skontaktować z proboszczem Parafii Wola Wereszczyńska, ale parafia w tej wsi powstała
dopiero w 1922 roku, wcześniej Wola Wereszczyńska przynależała do Parafii Wereszczyn. Tam jednak brakuje ksiąg parafialnych z lat 1887 - 1911, są jednak w Archiwum Państwowym w Lublinie. Chyba
że Olkowscy byli prawosławnymi, choć nazwisko na to nie wskazuje. Trzeba też sprawdzić wcześniej czy Zdzisław Olkowski urodził się tutaj, czy się w te tereny sprowadzili.
Jak będę coś
miał, to powiadomię.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia. pl
Zdzislaw Olkowski  - Zdzislaw Olkowski   |2009-04-14 16:37:54
Witam, poszukuje przodkow - ... brat mojego Dziadka mial na imie Zdzislaw - Czy wiadomo Panstwu jak nazywali sie rodzice Zdzislawa Olkowskiego (imiona)? lub gdzie sie urodzil?

Z powazaniem
Janusz
Olkowski
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Poniedziałek, 18 Czerwiec 2012 11:02