Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 170
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

 

 Adam Panasiuk

 

Dzieje wsi Babsk

 

  1. Geneza powstania wsi

Na obszarze współczesnej Gminy Urszulin Babsk posiada najkrótsza historię. Początek istnienia miejscowości datuje się na dwudziestolecie międzywojenne, choć już wcześniej na rozciągniętym obszarze dzisiejszej wsi występowały pojedyncze zabudowania, chociażby na uroczysku Zarudka. Uroczysko swoją nazwę wywodzi od właściciela ziemskiego Zarudzkiego. Na inną genezę powstania nazwy wskazywałyby szesnastowieczne księgi parafialne z Wereszczyna, które znajdujące się w tym miejscu leśne pustkowie określiły Rudką. Z tego okresu najprawdopodobniej pochodzą szczątki ludzkie i narzędzia żelazne (chociażby gwoździe kowalskie) oraz kamienne (siekierki, tłuczki), jakie można jeszcze dziś znaleźć na polu w zachodniej części wsi, przy drodze z Woli Wereszczyńskiej do Urszulina. Gdy w latach sześćdziesiątych XX wieku robiono nasyp pod drogę asfaltową, wówczas wykopano 2 szable. Wtedy też dużo kości znaleziono. Ksiądz Krzywiec kazał je zebrać w skrzynię i pochowano na nowym cmentarzu[1] – wspomina Bronisława Kapała. Znaleziska te świadczyłyby o istnieniu w tym miejscu cmentarza, najprawdopodobniej mieszkańców Woli Wereszczyńskiej, poległych w okresie powstań kozackich. Tam rósł kiedyś dąb wielki. Mógł mieć ze 400 lat, a w środku był wypalony. Pradziadek mi opowiadał, że Tatarzy i Kozacy wieszali na nim ludzi[2]wspomina Marian Kapała z Wiązowca. Jego żona Bronisława wspomina, jak gdy byłam mała, to koło tego dęba przed wojną jeździliśmy na odpust do Sosnowicy. Wtedy mój dziadek powiedział, że ten dąb mógłby wiele opowiedzieć. Ponoć mieli tam wieszać jeszcze za cara. No i tam straszyło, zawsze jakieś zwierzęta obok latały. Niejeden je widział.[3] Opowieść potwierdzają inni starsi mieszkańcy. Całkiem prawdopodobnym jest, że na obszarze dzisiejszego Babska pod koniec XVIII stulecia znajdowała się osada leśna.

Na przełomie XIX i XX stuleci Zarudzki posiadał tutaj włości w powierzchni ponad 200 ha, głównie zarośla i krzaki, a także tartak. Rozciągały się na wschód od drogi Wola Wereszczyńska-Urszulin. Gdy Zarudzki przejeżdżał przez wieś swoją bryczką, to każde dziecko, które powiedziało: „Dzień dobry Panie dziedzicu”, otrzymywało cukierki[4] – wspomina Józef Kujawski. Podczas wycofywania się Rosjan w 1915 roku cały majątek spalono, a wszelkie maszyny wywieziono do Rosji. W 1920 roku Zarudzki sprzedał ziemię Piotrowi Kujawskiemu i Stanisławowi Hlebickiemu-Józefowiczowi z Garbatówki, któremu przypadło siedlisko. Zabudowania zarudzkie nigdy nie były osobnym sołectwem, administracyjnie zaliczano je do miejscowości Olszowo.

Nazwa Babsk po raz pierwszy pojawiła się w księgach hipotecznych dla określenia położenia 3-morgowego gospodarstwa Piotra Manteja, które w 1904 roku przeszło na własność jego owdowiałej żony i 12 dzieci. Wywodzi się od Babskich, którzy byli właścicielami majątku Wola Wereszczyńska z przyległościami przez okres około 100 lat. W wyniku ogromnego zadłużenia Eligiusz Babski zaproponował w 1912 roku Bankowi Włościańskiemu zbycie swoich dóbr. Nabywcą zostali żydowscy kupcy z Siedlec – Lejzor Lindenbaum, Gdala Zygelbaum i Anczel Turobiner. Ci z kolei majątek podzielili i rozpoczęli sprzedaż na pojedyncze parcele.

 

  1. Wieś w okresie Drugiej Rzeczpospolitej

Babsk powstał jako kolonia z bardzo rozproszoną zabudową. Przez długi czas nie stanowił odrębnej gromady, był częścią Olszowa. Największą grupą narodowościową w tym okresie byli Polacy (Chomowie, Zabłoccy, Ulmanowie, Majewscy, Kujawscy, Kłosowie, Rucińscy). Mieszkali także Niemcy– Rydlowie, Nerynbergowie, oraz rodziny Gustawa Krygera i Samuela Jeske. Tuż przed wybuchem II wojny światowej w Babsku zamieszkiwało w  17 rodzin, w tym dwie na Zarudce.

Dwór i pozostałe dobra Babskich o łącznej powierzchni 712 mórg zostały w 1921 roku w większości wykupione przez Antoniego Marczewskiego i Franciszka Bernasia, zaś w latach trzydziestych zmieniły właściciela na Stefana Cichońskiego. Oj, nie był to gospodarz. Wszystko bidowało, konie chude, fornale po jedzenie do nas przychodzili[5] – opowiada Janina Sempruch. Majątek z upływem lat rozprzedawano, a okoliczni chłopi rozebrali wszystkie budynki.

W Zarudce zamieszkał Teofil Hlebicki-Józefowicz, syn właściciela majątku w Garbatówce. Ten Józefowicz ożenił się ze swoją służącą, więc ojciec wydziedziczył go z majątku. Jak umarł, to ta jego służąca nikogo nie wpuszczała, duże psy miała, więc nie można było się zbliżyć[6] – wspomina Genowefa Stadnik. Gdy umarł, to kondukt żałobny prowadziła czwórka koni, były pochodnie, a na pogrzeb do Wereszczyna odprowadzała go niemal cała okoliczna szlachta[7] – wspomina wydarzenie Zdzisław Kopron. Po śmierci Józefowicza w 1939 roku majątkiem zarządzała żona Emilia. Do pomocy zatrudniała Piotra i Mikołaja Gierlińskich z Nowego Załucza. Z powodu niespłacania pożyczek w Kasie Stefczyka w Wereszczynie egzekucją długu zajął się komornik. W 1942 roku zlicytowano niektóre składniki majątkowe. Podczas okupacji w gospodarowaniu pomagał jej Andrzej Fulara i Mieczysław Misztal. Fulara przybył z Zwierzyńca. Uciekł stamtąd, bo działał w podziemiu. Znał się na sadownictwie, więc z Misztalem założyli bardzo duży sad[8]wspomina Marian Kapała.

Właścicielem znacznej części był znany żydowski kupiec z Lublina Ela Aron Lindenbaum – syn wspomnianego Lejzora. W 1928 roku posiadał grunty o powierzchni 113 mórg. Kontynuował założoną na początku wieku przez Babskich hodowlę ryb w stawach. Zakupiony przez ojca majątek do tego czasu znacznie uszczuplał. Chociażby w 1919 roku nabywcą 8 mórg w Zarudce został Aleksander Sprzączek z Woli Wereszczyńskiej, płacąc za nie 800 rubli. Aaron Lindenbaum wybudował dom od strony Nowego Załucza. Nie miał on żony, więc bardzo często stołował się u sąsiadów, chociażby u Radzimowskich z sąsiedniej dębowieckiej kolonii. Nie był wybredny. Życzył sobie zawsze zsiadłe mleko z kartoflami. Gdy matka pytała się go czym te kartofle okrasić, to odpowiadał: „Bez różnicy, czy w spodniach, czy w spódnicy” – wspominała po latach Janina Sempruch i dodała - Bardzo przestrzegał swojej wiary. Gdy w kartoflach znalazł jakiegoś „skwarka”, to wyrzucał na ziemię.[9]

Zdecydowana większość mieszkańców utrzymywała się z rolnictwa, ciesielstwem zajmował się Rydel. W 1926 roku cegielnie wybudowali Feliks Ulman (znajdowała się nad kanałem, łączącym jeziora Płotycze z Wytyckim) i Michał Choma. Obydwie produkowały około 25.000 cegieł rocznie. Od strony Urszulina rozciągały się stawy hodowlane. Piotr Kujawski pełnił funkcję szefa gminnych struktur Narodowej Demokracji. Jego aktywność polityczna przejawiała się w pełnieniu przez kilkanaście lat funkcji przewodniczącego rady gminy, zastępcy kierownika komisji oświatowej, czy też przewodniczącego gminnych struktur kółka rolniczego. Jego syn Aleksander był prezesem Katolickiego Związku Młodzieży Męskiej, zaś córka Emilia szefowała Katolickiemu Związkowi Młodzieży Żeńskiej.

 

  1. Mieszkańcy Babska podczas II wojny światowej

Po wkroczeniu wojsk niemieckich niektórzy miejscowi Niemcy czynnie włączyli się w organizację struktur okupacyjnych. Komendantem cywilnej policji i jednocześnie sołtysem wsi został Kryger. Ten Krygier, to nie był bardzo szkodliwy, ale Nerynberg to bardzo[10] – wspomina Józef Kujawski. Latem 1940 roku wszystkie niemieckie rodziny opuściły wieś, a ich miejsce zajęli Poznaniacy, np. rodzina Dąbrowskich.

Dość szybko rozpoczęto prześladowanie ludności żydowskiej. Jedyny miejscowy Żyd Aaron Lindenbaum opuścił wieś przed samą wojną. Po wojnie w Lublinie Aarona spotkał ojciec (tj. Władysław Radzimowski). Załatwił on nam materiał na ubrania.[11] U Chomów i Kujawskich schronienie znalazło 6 Żydów z Urszulina, jednak po kilkutygodniowym pobycie postanowili dołączyć do włodawskiego getta. Furmanką powieźli ich Jan Choma i Józef Kujawski, jednak już w Wytycznie natknęliśmy się na niemiecki żołnierzy, szli pijani z kobietami. Zatrzymali furmankę i zapytali: „Kogo wieziecie?”. Sytuację uratował Choma, który nie zastanawiając się odpowiedział, że chorych na tyfus. Odstraszyło to Niemców od przeprowadzenia kontroli[12] – wspomina Józef Kujawski. Duwcio z Woli Wereszczyńskiej schronienie znalazł u Lutomskich, jednak po pewnym czasie przeniósł się do Olszowa, gdzie zginął. Pomagał ojcu przy żniwach, przy obsłudze maszyny[13] – wspomina Stanisław Lutomski.

Okolice Babska podczas wojny był miejscem natężonego działania partyzantki niepodległościowej, zasilanej przez miejscowych. W nocy z 13 na 14 sierpnia 1942 roku w domu Piotra Kujawskiego doszło w obecności Komendanta Armii Krajowej (AK) na Powiat Włodawski Józefa Milerta ps. „Sęp” do zaprzysiężenia gminnej organizacji. Wcześniej Józef Milert z Aleksandrem Kujawskim tworzyli struktury Związku Walki Zbrojnej (ZWZ). W strukturach AK służyli lub utrzymywali kontakty Franciszek i Irena (ps. „Jutrzenka”) Parulscy, Czesław Ulman ps. „Kalina”, Stanisława Wiśniewska, Aleksander i Józef Kujawscy, Emilia Zabłocka, Józef Pastucha ps. „Miś”, Adam, Józef, Jan (ps. „Wilk), Antoni (ps. „Batory”) i Stanisław Chomowie. Słyszałem, że Franciszek Parulski to był bardzo odważny, rozbroił bardzo dużo Niemców[14] – opowiada Stanisław Brzezina. Komendantem placówki składającej się z Babska i Olszowa był Edward Brzyski z Olszowa. Aleksander Kujawski i Józef Choma wchodzili w skład oddziału egzekucyjnego, wykonującego wyroki śmierci na konfidentach i niemieckich żandarmach, którzy szczególnie gnębili ludność polską. Mój brat z Wacławem Wochem z Zawadówki zabili chociażby w Parczewie Kreszera, który na rynku powiesił około 300 Polaków. Innym razem, również z Wochem, zabił Bulbiaka z Włodawy, Ukraińca służącego Niemcom.[15] – wspomina Józef Kujawski. Aleksander Kujawski został szefem włodawskiego wywiadu, natomiast jego siostra Emilia Zabłocka założyła gminne struktury Wojskowej Służby Kobiet ZWZ. Oprócz partyzantki prolondyńskiej funkcjonowały liczebne polskie oddziały proradzieckie, jak „Jeszcze Polska nie zginęła” Roberta Satanowskiego i oddział Armii Ludowej Aleksandra Skotnickiego ps. „Zemsta”. W oddziałach ty służyli dowódca plutonu Edward Lutomski ps. „Wnuczek”, czy też Bolesław Łoś. Wielu mieszkańców kwaterowało u siebie zamiejscowych partyzantów Satanowskiego.

Odpowiedzią okupanta na aktywność partyzantów były represje. W dniu 13 sierpnia 1943 roku Niemcy wymordowali część rodziny Aleksandra Kujawskiego. W wyniku obserwacji i donosu miejscowego Ukraińca Semenio Gorczyka, jak też przekazanych informacji przez wójta gminy Ukraińca Kulchawiuka z Przymiarek, 6 niemieckich funkcjonariuszy zjawiło się w domu Kujawskich, w którym przebywał Aleksandra wraz z kompanem Mieczysławem Misztalskim. Schowani byli w rowie. Jak zapukali, to ja im otwierałem drzwi. Pytali się o brata. Wtedy rozległy się strzały, gdyż z okna wyskoczył Misztalski, a mój brat wybiegł w drugą stronę. Obaj zostali zabici. Tego dnia zabrali z domu Joannę Misztalską, ale później ją w Zabrodziu odbiliśmy[16] – tak wydarzenia opisuje Józef Kujawski. W odwecie za odbicie Misztalskiej Niemcy pojawili się u  Kujawskich następnego dnia. Niemców zauważył Edmund Szadkowski z Urszulina, który szybko rowerem powiadomił Chomów, a ci moją rodzinę. Z domu zdążyli uciec jedynie rodzice, mnie wtedy w domu nie było, została natomiast siostra (tj. Emilia Kujawska-Zabłocka) z małymi dziećmi Jurkiem i Elą. Gdy Niemcy z dwoma Polakami (tj. „granatowymi” policjantami z Urszulina) dojechali, to kazali Emilii wziąć dzieci i pójść za stodołę. Tam Niemiec zabrał dzieci i rozkazał jednemu z „granatowych” strzelać do siostry. Była w dziewiątym miesiącu ciąży. Dzieci zaprowadzono do sąsiadów Kadelów[17]wspomina Kujawski. Zabitą Emilię oraz Aleksandra Kujawskiego i Mieczysława Misztalskiego zakopano na podwórku, a w miejscu tym do dnia dzisiejszego stoi drewniany krzyż. Następnego dnia zamordowanych wykopano i pochowano na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej. Natomiast 2 dni później polscy partyzanci w odwecie zamordowali Kulchawiuka, gdy ten wracał do swojego domu w Przymiarkach.

Podobny los spotkał rodzinę Chomów. Za działalność w podziemiu braci Chomów Niemcy na początku 1944 roku zamordowali wszystkich obecnych w domu członków rodziny (Michała, Michalinę i Władysława). Już wcześniej Józefa i Stanisława Chomów aresztowali funkcjonariusze gestapo i osadzili w obozie w Oświęcimiu. Józef przebywał w nim aż do czasów jego likwidacji. Aresztowanie Stanisława nastąpiło w wyniku donosu volksdeutscha Roberta Wegnera z Woli Wereszczyńskiej.

Podczas zbiorowej masakry w Urszulinie z dnia 25 kwietnia 1944 roku zginęła Maria Gierlińska z Babska. Ginęli nie tylko mieszkańcy wsi. W rejonie Babska ukraińscy policjanci z hańskiego posterunku zamordowali Tadeusza Huberta z Dubeczna i Tadeusza Knecia z Darczyna.

Duża liczba budynków wiejskich uległa spaleniu podczas niemieckiego nalotu na Wolę Wereszczyńską, który miał miejsce w dniu 17 czerwca 1944 roku. Oddziały AK jeszcze przez kilka dni po walkach przebywały w okolicy, kwaterując również na Babsku. W dniu 21 czerwca właśnie tutaj Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, przekazał dowództwo nad III-cim Batalionem partyzanckim 7 Pułku Piechoty Leg. Bolesławowi Flisiukowi ps. „Jarema”, dotychczasowemu komendantowi Obwodu AK „Wrzos” na Powiat Włodawski.

 

  1. Wieś wobec działań partyzantki antykomunistycznej

W ciągu kilku miesięcy po wyzwoleniu spod niemieckiej okupacji w okolicach szybko rozbudowały się struktury organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN), których partyzanci podjęli walkę ze służbami nowej władzy. Do tzw. „leśnych ludzi” przystępowali także miejscowi, w tym Franciszek Parulski, Antoni i Jan Chomowie, Stanisław i Józef (ps. „Barczak”) Pastuchowie oraz Stanisław Romaniuk. Mieszkańcy Babska wstępowali także do nowopowstałych państwowych formacji polityczno-militarnych. Po stronach obu wałczących sił stanęli więc dotychczasowi sąsiedzi.  Pierwszy po wojnie, bo w dniu 21 października 1944 roku, zginął Edward Lutomski. Pełniąc funkcję funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej (MO) na posterunku w Wytycznie, a przebywając w odwiedzinach u rodziny, został porwany przez partyzantów WiN i uprowadzony do Nowego Załucza. Wraz z nim uprowadzono Bolesława Wójcika, również funkcjonariusza MO, który po latach wspominał: Wpadło do mnie i Edka Lutomskiego jedenastu z AK i nas zabrali i zarazem wszystką bieliznę i ubrania oraz konia i wóz… Przywieźli do Nowego Załucza na sąd. Po przeczytaniu nam wyroku, że jesteśmy skazani na śmierć, że należeliśmy do AL. Kazali nam zleźć i iść w kierunku lasu, lecz ja pomyślałem sobie i tak śmierć i tak śmierć i począłem uciekać spod kul od dwóch automatów.[18] Lutomski nie zdołał uciec, zginął. (przez Franciszka Parulskiego).

Zabójstwo to spowodowało, że 2 dni później funkcjonariusze włodawskiej bezpieki dokonali najazdu na wieś. Podczas obławy wpadli w partyzancką zasadzkę, która zakończyła się zabiciem włodawskiego milicjanta Władysława Brenkiewicza. Pomimo nieudanej akcji funkcjonariusze bezpieki podjęli w kolejnych dniach następne działania, mające na celu znalezienie sprawców zabójstwa Edwarda Lutomskiego. Aresztowano komendanta oddziału lotnego WiN Antoniego Chomę, jednak wobec braku dowodów udział w zabójstwie został po kilkunastu dniach zwolniony z aresztu.

Stojący przy drodze kamienny obelisk postawiono na cześć zamordowanych 4 funkcjonariuszy z posterunku MO w Wytycznie, w tym Bolesława Łosia z Babska, Jana Niewiadomskiego, komendanta Stefana Bieleckiego i Wasyla Stefana Prażmowskiego z Woli Wereszczyńskiej oraz radzieckiego komendanta o nieznanym nazwisku. Pili, jeździli i wysyłali na Sybir. Dlatego ich zabiliśmy. Po mnie w domu byli już dwa razy[19] – uzasadnia mord Zygmunt Pękała. Zasadzkę zorganizowała grupa Józefa Struga ps. „Ordon”, w tym miejscowi – Czesław Osieleniec z Zawadówki, Franciszek Parulski z Babska, Eugeniusz Arasimowicz ps. „Mongoł” i Stefan Dziubiński ze Starego Załucza. Wydarzenie miało miejsce w dniu 13 listopada 1944 roku. Jadący od gospodarstwa Grabowskich „Ordon” wraz z towarzyszami zatrzymali się przy kuźni Piotra Zabłockiego. Wybraliśmy to miejsce, bo nie wiedzieliśmy, gdzie skręcą – czy na Urszulin, czy na Wolę Wereszczyńską[20] – wspomina Zygmunt Pękała. W pewnym momencie w kierunku żołnierzy zbliżały się pędzące galopem 2 furmanki – opowiada naoczny świadek Józef Kujawski i dodaje – jechali na nich funkcjonariusze MO z placówki w Wytycznie. Partyzanci otworzyli ogień zabijając prawie wszystkich.[21] Zbiec udało się jedynie Mieczysławowi Wołosowi. Przy radzieckim komendancie znaleźliśmy listę osób do aresztowania. Przekazaliśmy ją później dla komendanta obwodu „Marsa”[22] (tj. Stanisława Parzebuckiego) – dodaje Pękała. Furmani Chilimoniuk i Niewiadomski – Ukraińcy z Woli Wereszczyńskiej, zostali zatrzymani i zarekwirowano im konie. Ranny w nogę Niewiadomski schronił się szybko w zabudowaniach Piotra Zabłockiego, a Chilimoniuk wrócił się po konie. Zabił go Czesław Osieleniec i zabrał mu sweter[23] opowiada Józef Kujawski, którego partyzanci wzięli do rozpoznania zabitych funkcjonariuszy. Po dokonaniu rozpoznania Kujawskiego wypuszczono.

Po zakończeniu akcji partyzanci udali się w stronę Kulczyna, gdzie rozlokowali się w 3 kwaterach. Podążający za nimi żołnierze wojska ludowego natrafili na jedną, w której znaleziono Stefana Dziubińskiego i 2 towarzyszy. Zatrzymanych odbili w nocnej strzelaninie towarzysze z pozostałych kwater. Dalsza ich ucieczka przywiodła na szuwary w Czarnym Lesie. Tam żołnierze Ludowego Wojska Polskiego (LWP), funkcjonariusze urzędu bezpieczeństwa i Komendy Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) zorganizowali obławę, zabijając 8 partyzantów.

Z rąk partyzantów „Ordona” zginął również Franciszek Łoś, ojciec Bolesława. Motywem zbrodni były negatywne wypowiedzi pod jego adresem. Zabójstwa dokonano w nocy z 8 na 9 marca 1947 roku, przy okazji z domu Łosiów zrabowano odzież i bieliznę. Morderstwo mogło być powiązane ze śmiercią wójta gminy Jana Ochala, który zginął w Dębowcu tej samej nocy. Bliskie położenie wsi i ten sam czas dokonania mordów wskazywałoby, iż ich sprawcami były te same osoby.

W 1945 roku, także w okresie jesiennym, w bratobójczej walce zamordowano w Babsku Stefana Bielińskiego, ps. „Barabas”. Według relacji Jana Ciepałowicza ps. „Vis” jechał on z dowódcą Leonem Taraszkiewiczem, ps. „Jastrząb” i trzema innymi partyzantami do Wincentego Majewskiego, któremu wcześniej miano zrabować krowy. Po drodze partyzanci wstąpili do Antoniego Chomy na obiad, po czym ruszyli dalej. W drodze do Majewskiego „Barabas” rzucił rkm i powiedział, że już nigdzie nie będzie chodził i idzie do domu. „Jastrząb” wystrzelił z pepeszy do niego zabijając go na miejscu.[24] Inną relację wydarzenia przedstawia w swoich pamiętnikach brat „Jastrzębia” – Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny”. Oddział „Jastrzębia” wyruszyć miał do Babska, by zastrzelić 2 braci Lutomskich. Przybywszy na umówione miejsce „Barabas”, który usłyszał, że akcja została odłożona do następnego dnia z powodu braku wywiadu, zaczął wykrzykiwać oburzliwie:

- A ja to wszystko pierdolę, ja wszystko rzucam i idę do Włodawy, i to już jutro rano.

„Jastrząb”, „Vis” i „Lew” (tj. Albin Bojczuk) zaczęli uspokajać „Barabasa”, postawili mu specjalnie pół litra wódki, które wspólnie wypili. „Barabas” jednakowoż i potem nie chciał z planu swego ustąpić, mimo że „Jastrząb” i „Vis” przemawiali do niego około dwóch godzin. „Jastrząb” mówił do niego:

- O ile chcesz Stefek już koniecznie iść, odmelduj się u komendanta „Orlisa”.

Na to „Barabas”: 

- Ja komendanta pierdolę!

Widząc taki stan rzeczy, znając „Barabasa” bardzo dobrze, że „Barabas” mając słaby charakter, o ile tylko dostanie się do Włodawy, stanie się łatwo narzędziem w rękach żydokomuny. „Barabas” jako człowiek sztabowy wiedział o wszystkim, postanowił „Jastrząb” „Barabasa” rozbroić i oddać do dyspozycji komendanta „Orlisa” (tj. Klemensa Panasiuka). „Grot” i „Krogulec” udali się pod przewodnictwem „Jastrzębia” do kwatery, gdzie był „Barabas” celem jego rozbrojenia. Przybywszy na miejsce „Grot” i „Krogulec” (tj. Eugeniusz Jarecki) weszli do mieszkania, gdzie „Barabas” chodził nerwowo z odbezpieczonym pistoletem w rękach. „Grot” upatrzywszy odpowiedni moment schwycił go za rękę z pistoletem i rzecze mu łagodnie:

- Oddajcie bracie broń!

Na co „Barabas”:

- Zginę, ale nie oddam!

 Zaczął się „Grom” szamotać, powstał bardzo dramatyczny moment, nie wiadomo co by wynikło, gdyby „Krogulec” nie pociągnął za cyngiel od zaradki, kładąc trupem na miejscu „Barabasa”.

Stefana Bielińskiego pochowano na cmentarzu w Woli Wreszczyńskiej. Cała bojówka w dwa tygodnie później zbudowała mu duży brzozowy krzyż, uwili wianek, obłożyli grób dookoła darniną oraz dano na mszę świętą dla odpuszczenia wszelkich grzechów „Barabasowi”[25]dopisał „Żelazny” na zakończeniu relacji w pamiętniku. Wydarzenie to spowodowało odłożenie zamachu na braci Lutomskich. Nie bez znaczenia dla tego tragicznego wydarzenia była wcześniejsza scysja „Barabasa” z „Jastrzębiem” w gospodarstwie Zielińskich na Lipniaku. Wówczas „Barabas” mierzył automatem w swojego dowódcę „Orlisa”, a w konsekwencji zamordowano Stanisława Marcinkowskiego ps. „Dunaj”, który miał do tego czynu podburzać.

Kolejną ofiarą bratobójczej walki został Antoni Choma, zastrzelony w Rozpłuciu w dniu 3 lutego 1947 roku przez partyzantów Józefa Struga, ps. „Ordon”. Zdarzenie zrelacjonował Henryk Budzyński ps. „Błysk”: Zatrzymując się przy jednym z budynków zauważyłem, że ktoś wyskoczył i ucieka. „Ordon” będąc przy mnie blisko nie wydawał żadnego rozkazu do strzelania, co chcę stanowczo podkreślić. Tymczasem Falkiewiczi ps. „Ryś” zza węgła domu posłał uciekającemu serię z rkm zabijając „Batorego”, dowódcę żandarmerii.[26] Od śmierci z rąk swoich towarzyszy nie uchronił fakt, że po rozwiązaniu struktur AK Antoni Choma został dowódcą oddziału żandarmerii Obwodu WiN Włodawa. Zamordowano go w odwecie za wcześniejsze rozbrojenie oddziału „Ordona”, dokonanym z rozkazu zastępcy komendanta Obwodu WiN Klemensa Panasiuka ps. „Orlis”. Rozkaz wydano na wieść o bandyckiej i rabunkowej działalności Józefa Struga, co bardzo negatywnie wpływało na reputację i poparcie w terenie organizacji WiN.

Aktywne uczestnictwo mieszkańców Babska w antykomunistycznym podziemiu wynikało z silnych wpływów w tym terenie państwowych służb represyjnych. Najbardziej gorliwym funkcjonariuszem UBP był wspomniany Bolesław Wójcik, Za okupacji był kurokradem, nawet w areszcie siedział, a po wojnie donosił, także na swoich sąsiadów[27] – opowiada Józef Kujawski. Zamordował m.in. byłego żołnierza AK i swojego najbliższego sąsiada Franciszka Parulskiego, a całą jego rodzinę oskarżył o działalność reakcyjną. Siostra Franciszka została aresztowana i przetrzymana w areszcie w Andrzejowie pod zarzutem ukrywania partyzantów. Trzymali mnie tam ponad tydzień, zamknęli w pomieszczeniu ze zbożem. Bili bardzo, bo chcieli wiedzieć, gdzie się brat ukrywa[28] – opowiada Zofia Brzezina. Przyczynił się do aresztowania wielu innych mieszkańców Babska i okolic. Józefa Pastuchę i Wincentego Majewskiego zatrzymano za posiadanie broni i dokonanie napadów rabunkowych. Dla Pastuchy postawiono ponadto zarzut kradzieży aparatu fotograficznego i robienie zdjęć dla członków podziemia. Wójcik był autorem listy osób do zesłania na Syberię, na której znaleźli się Józef Kujawski i Antoni Choma. Józef Kujawski opowiada, że mnie Wójcik dwa razy osobiście aresztował, ale dzięki Bogu uniknąłem wyjazdu na Syberię. Pierwszym razem mnie i Antka Chomę Wójcik z enkawudzistami aresztowali w październiku 1944 roku. Trzymali nas w jakiejś pustej chałupie w Wytycznie. Był tam też Edward Brzyski, on był komendantem na Babsk. Jego to bili łańcuchami od rowerów. Po kilku dniach zaczęli wszystkich wywozić. Mnie i Chomę tylko zostawili, bo wypadła z portfela mojego fotografia Krystyny Mańkowskiej, ona była sekretarką w gminie. Zatrzymali nas, byśmy mogli przeciw niej zeznawać. Później chcieli nas konno dowieźć do transportu Sybiraków w Parczewie. Jak wyjeżdżaliśmy, to moja i Antka siostry przyniosły na drogę jedzenie i bimber. Sowieci to wzięli, a po drodze w Pieszowoli zatrzymaliśmy się na podkucie koni, a następnie wstąpiliśmy do mojej rodziny na odpoczynek. Tam z Sowietami zjedliśmy i popiliśmy trochę. Jak się spiliśmy, to oni powiedzieli, żebyśmy im nie uciekali, a oni zrobią tak, że się spóźnimy na pociąg. Pod Parczewem zatrzymaliśmy się u mojego wujka. W sumie byliśmy w Parczewie już 3 godziny po odjeździe pociągu. Tam nas trzymali kilka tygodni, a później przewieźli do Włodawy. Po kilku dniach wypuścili nas. I tak wódka uratowała nas od Sybiru. Później aresztowali mnie w 1946 roku. We Włodawie przesłuchiwał mnie Jan Pieszakowski z Lejna. Chcieli, abym się przyznał do zabójstwa Kosyny. Siedziałem 3 miesiące, ale za mną zeznawała nawet córka Kosyny, bo on zginął, po jej ślubie. Pieszakowski proponował współpracę z UB, ale odmówiłem. Ostatecznie mnie uniewinnili. Zaraz po tym „Jastrząb” rozbił włodawskie UB. Ojca i siostrę też za mnie aresztowali.[29] Do obozu w Borowiczach w Związku Socjalistycznym Republik Radzieckich (ZSRR) ostatecznie zesłano z Babska organistę Zabłockiego, Pawła Wójtowicza i Józefa Jadwisiuka. Ostatni dwaj tam zmarli. Bolesław Wójcik po kilku latach powojennych prześladowań przeniósł się na „ziemie odzyskane”.

 

  1. Babsk w Polsce Ludowej

Wojna zmieniła oblicze wsi. W czerwcu 1945 roku przeprowadzono spis powszechny dorosłych oraz dzieci i młodzieży do lat dwudziestu. Na Babsku mieszkało wówczas 63 rodziny, w sumie 259 osób, w tym 33 osoby w wieku do 18 lat. Wszyscy deklarowali polski, jako swój język ojczysty. Po upływie 2 lat stan zaludnienia zmniejszył się do 181 osób. Już w 1945 roku na „zimie odzyskane” wyjechała ośmioosobowa rodzina Wójtowiczów i Krystyna Lisiecka. W marcu następnego roku tak samo postąpiła siedmioosobowa rodzina Jedynaków, zaś po 2 miesiącach do tej samej miejscowości (tj. Weszczno) przewieziono młode małżeństwo Dobrzyńskich. W lipcu 1947 roku w ramach akcji „Wisła” wysiedlono na zachód kolejne 4 osoby z rodziny Ordowskich. Ta akcja wpisywała się w rządowe hasło ostatecznego rozwiązania problemu ukraińskiego w Polsce.[30]

Babsk powiększył się o gospodarstwa należące przed wojną do Kolonii Wola Wereszczyńska, co znacząco wpłynęło na wysokość zaludnienia. Obwieszczeniem Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie z 1952 roku utworzono gromadę Babsk, która składała się ze wsi oraz kolonii Zarudka i Olszowo. Ludność gromady przypisano do placówki pocztowej w Urszulinie. Mapa topograficzna z 1965 roku wykazywała już 38 gospodarstw w Babsku, zamieszkanych przez około 200 osób. W tym czasie coraz więcej osób opuszczało Olszowo, natomiast osada Zarudka całkowicie wyludniła się. Fulara wrócił w swoje strony, więc w majątku została Józefowiczka z Misztalem, ale ten później też znalazł żonę i się wyprowadził. Po wojnie u Józefowiczki mieszkała długo Przybyszewska z Urszulina. Co na starość jej przyszło, że nawet krowy pasła. U niej zmarła (w 1956 roku) i pochowano na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej. Ta Józefowiczka też zachorowała i zmarła. Gdy chorowała, to opiekował się nią sołtys Zabłocki[31] – opowiadają Bronisława i Marian Kapałowie. Po Józefowiczach nie zgłosili się spadkobiercy, więc majątek znacjonalizowano.   

Od 1972 roku przez 2 lata budowano drogę od Urszulina do Woli Wereszczyńskiej i dalej do Sosnowicy. W planach inwestycyjnych Powiatu Włodawskiego z 1973 roku w latach osiemdziesiątych miano wybudować drogę do Babska z Wólki Wytyckiej, po linii brzegowej jeziora. Planów nigdy nie zrealizowano.

Na pierwszego przedstawiciela wsi w Gminnej Radzie Narodowej (GRN) w Woli Wereszczyńskiej wybrany w październiku 1947 roku Andrzeja Fularę. Bolesława Chomę w tym czasie wybrano do trzyosobowego zarządu gminnego. W styczniu 1949 roku Fularę w GRN zastąpił Tadeusz Zabłocki. Na początku lat pięćdziesiątych radnym był Edward Brzyski. W styczniu 1950 roku Dominika Łosia wybrano wójtem gminy, a Józefa Łosia delegatem i wiceprzewodniczącym GRN oraz delegatem Powiatowej Rady Narodowej (PRN). W pierwszych powojennych latach w domu Łosiów umieszczono niektóre oddziały szkoły, gdyż jej budynek uległ podczas wojny dużemu zniszczeniu.

Sołtysem w ostatnich latach wojny i po jej zakończeniu był Feliks Woch. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych funkcję tą pełnił Jan Wieleba. Został odwołany ze stanowiska w grudniu 1951 roku, gdyż realizacja planu przymusowego skupu zbóż we wsi wynosiła jedynie 57%. Na posiedzeniu GRN wezwano do zastosowania ostrych sankcji wobec elementu wrogiego i neutralnego, zaśmiecającego aparat Władzy Ludowej.[32] W konsekwencji odwołano Wielebę, 5 innych sołtysów oraz 6 radnych. Jego miejsce zajął Jan Brzezina. W kolejnych latach realizacja planów skupu płodów rolnych również nie przebiegała poprawnie. Babsk znalazł się pośród tych miejscowości w gminie, z których ukarano najwięcej gospodarzy. Na wniosek Prezydium PRN grzywny o średniej wysokości 1.000 zł. nałożono na Józefa i Annę Pastuchów, Tadeusza Zabłockiego, Weronikę Majewską, Stanisława Kłosa, Jana Chomę, Józefa Kujawskiego, Stanisława i Władysława Wesołowskich, Stanisława Studzińskiego, Stanisława Romaniuka, Antoniego Wójtowicza i Jana Wielebę. Wielu otrzymywało zaświadczenia, zwalniające z niektórych obciążeń. Ja załatwiłem zaświadczenie, że mój buhaj jest zarodowy, więc zwolniono z kontyngentu ziemniakowego[33] – wspomina Jerzy Rzepiela. Wobec powtarzających się problemów kontyngentowych Brzezinę na stanowisku sołtysa zastąpił w 1954 roku Ryszard Kadela, a po nim funkcję tą sprawował Tadeusz Zabłocki. Obowiązki kontyngentowe zniesiono dopiero w połowie lat sześćdziesiątych.

W 1954 roku do Gromadzkiej RN w Woli Wereszczyńskiej, którą wprowadzono po likwidacji gmin, wybrano Janinę Gałgańską i Ryszarda Kadelę. Kadeli powierzono wówczas funkcję przewodniczącego. Po następnych wyborach gromadę Babsk reprezentowali przez dwie niepełne kadencje Ryszard Kadela i Antoni Wesołowski. Kadelę wybrano również w 1978 roku do ponownie powołanej do życia rady gminy, ale już w nowych granicach administracyjnych. Sześć lat później do rady wybrano Tomasza Kaczmarzewskiego.

 

  1. Babsk współczesny

W ostatnich dziesięcioleciach XX wieku poziom zaludnienia Babska zmalał, gdyż na początku wieku mieszkało tutaj 130 osób, które znajdowały się w spisie parafian kościoła w Woli Wereszczyńskiej. Według danych z 2007 roku oficjalnie zameldowanych było w Babsku 182 osoby, które mieszkały w 24 gospodarstwach. Do końca 2009 roku liczba zameldowanych zmniejszyła się o 2 osoby.

W wyborach samorządowych z 1990 roku mieszkańcy na swojego przedstawiciela do Rady Gminy w Urszulinie wybrali Tomasza Kaczmarzewskiego, zaś w 1994 i 1998 roku Dariusza Lutomskiego, który za drugim razem wszedł w skład zarządu gminnego. W kolejnych wyborach z 2002 roku wybrano Piotra Brzezinę. Funkcję sołtysa pełni Jacek Tymoszczuk, który w 2011 roku zastąpił Elżbietę Marcińczak.

Wieś ma charakter zabudowy rozproszonej, co jednak nie przeszkodziło jej zwodociągowaniu. Inwestycję rozpoczęto w 2000 roku, a skończono po 4 latach. W uroczysku Zarudka w byłym majątku Józefowiczów powstało pole biwakowe z zadaszeniami Poleskiego Parku Narodowego (PPN). W obrębie wsi znajduje się jezioro Płotycze o powierzchni 14 ha, szczególnie obfite w liny i karasie. Urokliwe okolice, objęte w większości ochroną PPN, dają szanse mieszkańcom na poszukiwanie pozarolniczych źródeł utrzymania. Gospodarstwa agroturystyczne prowadzą Elżbieta Marcińczak i Grażyna Konias.

Otaczająca dzika przyroda stwarza także niebezpieczeństwa. We wrześniu 2005 roku po okolicy grasował dorodny łoś. W końcu doszło do wypadku, w którym zraniony został jeden z mieszkańców. Henryk P. (Polkowski) poszedł na łąkę po krowy. Nie zauważył, że między bydłem skrył się łoś i wszedł prosto na niego. Wystraszony rogacz poderwał się z ziemi i zaatakował. Wziął mężczyznę na rogi, podrzucił do góry i uciekł do lasu. Policja znalazła łosia – leżał martwy, około 200 metrów od miejsca ataku na rolnika. Na skórze zwierzęcia widoczne były niezagojone rany, zadane najprawdopodobniej przez innego łosia[34] – opisał wydarzenie „Dziennik Wschodni”. Kolejny łoś, nazwany przez mieszkańców Zuzią, grasował po okolicy w 2011 roku. Krzywdy nikomu jednak nie zrobił, choć wyrządzał szkody w uprawach.  

W sierpniu 2012 roku w lesie zaginął Michałek Lutomski. Poszukiwania, w których udział wzięło ok. 200 osób, zakończyły się dopiero rankiem dnia następnego. W akcji brał udział nawet helikopter z kamerą termowizyjną. Ośmiolatek, dopóki było widno, chodził po lesie, próbując się wydostać. Słyszałem głos taty, ale przez ten wiatr nie mogłem go zlokalizować. Próbowałem wrócić do samochodu, ale zbłądziłem. Potem zobaczyłem drewnianą ambonę myśliwską. Pomyślałem, żeby tam się schronić, ale była spróchniała i bałem się na nią wejść. Szedłem więc dalej. Po drodze w lesie napotkałem na głębokie rowy z wodą. Uważałem, żeby do nich nie wpaść i nie zmoczyć ubrań. Bolały mnie już nogi i byłem zmęczony. Chciało mi się spać i byłem głodny i spragniony[35] – opowiedział po znalezieniu swoje przeżycia Michałek. Wieczorem zaczął szukać miejsca do spędzenia nocy. Przysnąłem na chwilę. Potem zobaczyłem, że w pobliżu chodzi łoś. Słyszałem też dziki. Nie bałem się ich. Było mi zimno, bo miałem na sobie tylko kurtkę i kaszkietówkę na głowie. Marzły mi uszy. Osłaniałem je sobie ręką na zmianę. Potem zapadłem w sen – wspomina Michałek i dodaje, jak wczesnym rankiem następnego dnia znalazłem polanę, na którą padały promienie słońca. Tam się trochę ogrzałem. Potem ruszyłem w dalszą drogę. Udało mi się wyjść z lasu. Zobaczyłem zabudowania i już szedłem w ich kierunku, gdy nagle zobaczyłem duże psy. Przestraszyłem się ich i znowu wszedłem do lasu. Po chwili usłyszałem dźwięk helikoptera. Chwyciłem za gałązkę i machałem do nich, ale chyba mnie nie widzieli.[36] Odnalazł go leśniczy PPN Andrzej Barczak: Szedłem ścieżką wydeptaną przez zwierzynę. Wołałem go. Wtedy się odezwał.[37] W ogóle nie był wystraszony. Spokojnie opowiadał, jak sobie radził w lesie. Opowiadał, że pani na lekcji w szkole tłumaczyła, ile człowiek może wytrzymać bez jedzenia i picia. Mówił, że nie pił brudnej wody i starał się nie przemoczyć ubrań, żeby nie doszło do wychłodzenia organizmu. (…) Jedynym zmartwieniem Michała było to, że już dzisiaj do szkoły nie zdąży.[38]

Kolejnym, często pojawiającym się zagrożeniem, są pożary. Wiosną 2009 roku w dość krótkim czasie miały miejsce 4 pożary, więc o przypadku nie było mowy. Po dochodzeniu śledczym okazało się, że sprawcami byli 2 nastolatkowie z Babska. Przyznali się do czynów, a napytanie o motyw dopowiedzieli, że podpalali dla zabawy.[39]

Latem 2012 roku zdarzył się kolejny wypadek z udziałem ognia, o którym rozpisywały się regionalne gazety. W domu rodziny Pastuchów wybuchł pożar, najprawdopodobniej zaprószony przez pozostawione dzieci. Przed przybyciem straży pożarnej z wnętrza palącego się budynku rodzina wyniosła czwórkę dzieci w wieku od 1,5 roku do 9 lat. W wyniku pożaru jedno z dzieci - chłopiec w wieku ok. 8 lat doznał poważnych poparzeń i to on został w pierwszej kolejności odwieziony do szpitala przez zespół Pogotowia Ratunkowego przybyły z Urszulina. W dalszej kolejności zdecydowano o przewiezieniu na obserwację dwójki młodszych dzieci, u których stwierdzono objawy podtrucia dymem.[40] Solidarność z pogorzelcami pokazali mieszkańcy Babska i okolic. Powołano Społeczny Komitet Pomocy Pogorzelcom. Gmina pomogła na w założeniu konta bankowego, na które zbieramy pieniądze dla rodziny na odbudowę domu[41] mówił o inicjatywie dziennikarzowi „Nowego Tygodnia” sołtys Jacek Tymoszczuk. W ciągu miesiąca uzbierano ponad 13.000 zł. oraz pomoc w naturze w postaci sprzętu RTV i AGD, materiałów budowlanych, a także odzieży i środków czystości. Zebrane pieniądze przeznaczono na zakup brakujących materiałów budowlanych.

 

Źródła:

  • „Dziennik Wschodni”, 15 września 2005, 3 maja 2009, 24 września 2012, http://www.dziennikwschodni.pl;
  • „Głos Podlasia: tygodnik społeczno-literacki”, Siedlce, nr 3 z 1912 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;
  • „Tygodnik Chełmski”, Chełm, nr 46 z 1983 roku, nr 23 z 1990 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • „Nowy Tydzień. Powiat Włodawski”, Chełm, nr 34 (359), 40 (365) i 43 (368) z 2012 roku;
  • Akta Gminy Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie (nr zespołu 74/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Broński Zdzisław „Uskok”. Pamiętnik (1941 – maj 1949), red. i oprac. Sławomir Poleszak, Warszawa 2004; 
  • Dokumenty w zbiorach: Marii Kozłowskiej z Woli Wereszczyńskiej, Edmunda Brożka z Włodawy i Romana Marciniuka z Urszulina;
  • Dokumenty w zbiorach własnych autora;
  • Dokumenty w zbiorach Zarządu Miejsko-Gminnego Polskiego Stronnictwa ludowego we Włodawie;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie, nr 1 z 1978 roku, nr 3 z 1980 roku, nr 1 z 1984 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, nr 3 z 1953 roku, nr 1 z 1955 roku, nr 4 z 1958 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Województwa Chełmskiego, nr 8 z 1990 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Kersten Krystyna, Szarota Tomasz (red.), Polska 1944/45-1989. Studia i materiały, t. 4, Warszawa 2004, http://www.books.google.com;
  • Księga pamięci poległych funkcjonariuszy SB, MO, ORMO, Warszawa 1971;

·         Pożar domu w Babsku, Komenda Powiatowa PSP we Włodawie, 10 sierpnia 2012, http://straz.wlodawa.pl;

  • Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, http://www.wbc.poznan.pl;
  • Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 1 z 1932 roku, nr 30 z 1935 roku, http://cyfrowa.chbp.chelm.pl;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992, http://www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Materiały administracyjne PUBP Włodawa (nr zespołu 037/24, k. 24), Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, t. XV, Włodawa 2008;
  • Starostwo Powiatowe we Włodawie (nr zespołu 6/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Taraszkiewicz Edmund Edward „Żelazny”. Trzy Pamiętniki, red. i oprac.: Filipek Andrzej, Janocińska Bożena, Warszawa-Lublin 2008;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wspomnienia mieszkańców: Józef Kujawski z Babska, Stanisław Lutomski z Babska, Stanisław Ośko z Czarnego Lasu, Zofia Brzezina (z domu Parulska) z Babska, Janina Sempruch (z domu Radzimowska) z Urszulina, Zygmunt Pękała z Lublina, Marian Kapała z Wiązowca, Henryk Arasimowicz z Wereszczyna, Zdzisław Kopron, Genowefa Stadnik (z domu Kopron) z Wólki Cycowskiej, Jerzy Rzepiela z Babska, Bronisława Kapała (z domu Brzyska) z Wiązowca;
  • Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” Okręg Lubelski (nr zespołu 1099/0/12), Archiwum Państwowe w Lublinie, http://www.szukajwarchiwach.pl.

Literatura:

·         Caban Ireneusz, Machocki Edward, Za władzę ludu, Lublin 1975;

·         Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia”, Cyców, nr 3 z 2007 roku;

·         Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;

·         Pająk Henryk, Jastrząb kontra UB, Lublin 1993.



[1] Relacja z 8 grudnia 2012 roku. W zbiorach własnych.

[2] Relacja z 5 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

[3] Relacja z 8 grudnia 2012 roku. W zbiorach własnych.

[4] Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

[5] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[6] Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

[7] Relacja z 24 marca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[8] Relacja z 8 grudnia 2012 roku. W zbiorach własnych.

[9] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[10] Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

[11] Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

[12] Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

[13] Relacja z 30 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

[14] Relacja z 20 marca 2009 roku. W zbiorach własnych.

[15] Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

[16] Tamże.

[17] Tamże.

[18] Krystyna Kersten, Tomasz Szarota (red.), Polska 1944/45-1989. Studia i materiały, t. 4, s. 331.

[19] Relacja z 27 lipca 2009 roku. W zbiorach własnych.

[20] Tamże.

[21] Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

[22] Relacja z 27 lipca 2009 roku. W zbiorach własnych.

[23] Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

[24] Henryk Pająk, Jastrząb kontra UB, s. 48

[25] Wspomnienia Taraszkiewicza Edwarda ps. „Grot”, „Żelazny” sekretarza przy zastępcy Komendanta Obwodu oraz członka bojówki obwodowej bychawskiego Tadeusza ps. „Sęp” i oddziału Taraszkiewicza Leona pt. „Pamiętniki ogólnych prac” (sygn. 444), Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” Okręg Lubelski (nr zespołu 1099/0/12). Archiwum Państwowe w Lublinie.

[26] Henryk Pająk, op. cit., s. 25.

[27] Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

[28] Relacja z 3 sierpnia 2007 roku. W zbiorach własnych.

[29] Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

[30] Michał Główka, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, s. 37.

[31] Relacja z 8 grudnia 2012 roku. W zbiorach własnych.

[32] Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, (sygn. 15-23), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

[33] Relacja z 8 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[34] „Dziennik Wschodni”, 19 września 2005 rok, http://www.dziennikwschodni.pl.

[35] „Nowy Tydzień. Powiat Włodawski”, nr 40 (365) z 2012 roku, s. 5.

[36] Tamże.

[37] „Dziennik Wschodni”, z dnia 24 września 2012 roku, http://www.dziennikwschodni.pl.

[38] „Nowy Tydzień. Powiat Włodawski”, nr 40 (365) z 2012 roku, s. 5.

[39] „Dziennik Wschodni”, z dnia 3 maja 2009 roku, http://www.dziennikwschodni.pl.

[40] Pożar domu w Babsku, Komenda Powiatowa PSP we Włodawie, z dnia 10 sierpnia 2012 roku, http://straz.wlodawa.pl.

[41] „Nowy Tydzień. Powiat Włodawski”, nr 34 (359) z 2012 roku, s. 2.

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
wladyslaw  - stare mapy babska   |2011-05-20 14:15:52
poszukuje starych map Babska z roku 1915 bądź niedługo po tym roku będę wdzięczny za informacje,
agata  - Witam   |2011-01-22 11:03:14
Panie Adamie napisał Pan że Michalina z Michałem Choma i synem Władysławem zostali rozstrzelani. Z tego co ja wiem to Michał miał żonę Barbarę a nie Michalinę. Do dziś na ich grobie
widnieje napis Michał, Barbara i Władysław Choma. Proszę aby Pan to sprostował, ponieważ Barbara to moja prababcia. Pozdrawiam
Agata Pełka
admin  - choma   |2011-01-22 12:10:41
Witam
Dziękuję za sprostowanie. Nie pamiętam na jakim etapie nastąpił błąd, być może błąd był w dokumentach, a nie wykluczone, że i ja się gdzieś pomyliłem. Artykuł zaraz poprawię.

Dziękuję i pozdrawiam
zz  - Pytanie   |2010-08-19 19:53:20
Dlaczego podano nazwisko Bolesława Ulmana , że był w oddziałach WIN-u?.
On wyjechał do Niemiec na roboty dwa lata przed końcem wojny.
I nie powrócił,....(a dlaczego to my wiemy). Niech się
wypowie ten kto
podał jego nazwisko.Lub ktoś kto redagował tę stronę.
administrator  - ulman   |2010-08-20 17:21:38
Witam
Przy opisywaniu tego wycinka historii posługiwałem się przede wszystkim dokumentami IPN, miałem możliwość zapoznania się z kilkoma tomami dokumentów. Nie pamiętam w jakim kontekście
padło nazwisko Ulmana, ale musiało być wymienione, skoro ja je podałem. Choć przy weryfikacji danych z tych akt dało się zauważyć dużą niestaranność, błędy, często te listy tworzono na
podstawie doniesień, pośrednich dowodów. Jeżeli twierdzi Pan, że taka sytuacja nie mogła zaistnieć, to nie mam powodu, aby Panu nie wierzyć. Powyższa monografia, jak i inne umieściłem nie
tylko po to, żeby zaprezentować, ale także by weryfikować dane. Przy niektórych informacjach mam pewne dowody, ale liczne są podawane na podstawie np. jednego tylko dokumenty, często
wątpliwej nazwijmy to "reputacji".
Jeżeli stwierdziłby Pan/Pani inne błędy, byłbym wdzięczny za wskazanie. Może posiada Pan/Pani jakieś ciekawe zdjęcia?
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2009-12-12 22:06:55
Dramatycznie, a zarazem obiektywnie ukazałeś bratobójcze walki partyzanckie, jakie toczyły się w rejonie Babska po zakończeniu II wojny światowej. Ciekawy temat, uwzględniony w artykule, to
także ścieranie się w końcowym okresie wojny wpływów polskiej partyzantki prolondyńskiej i proradzieckiej.
Pozdrawiam
Adrian
Bardzo ciekawy jest dla mnie o  - Wola Wereszczynska   |2009-02-13 16:55:19
Chetnie wymienie dane o losach Zydow Woli Wereszczynskiej.
Moj ojciec Szloma Szczupak byl chyba jedynym Zydem urodzonym w tej wsi ktory przezyl wojne.
Umarl w 1965 w Legnicy. Bardzo malo wiem o jego
rodzinie po za tym ze wszyscy zgineli.
Mieszkam w USA ale okazyjnie odwiedzam Polske.
Pragne uzyskac jakiekolwiek wiadomosci o Szczupakach z Woli Wereszczynskiej.
Bede wdzieczny za odezwe do
tego
emaila.
Simon Szczupak.
Anonimowy  - LOSY ZYDOW WOLI WERESZCZYNSKIEJ   |2009-02-13 16:43:50
Chetnie wymienie dane o losach Zydow Woli Wereszczynskiej. Moj ojciec Szloma Szczupak byl chyba jedynym zydem urodzonym
w tej wsi ktory przezyl wojne. Umarl w 1965 w Legnicy. Bardzo malo wiem o jego
rodzinie po za tym ze wszyscy zgineli.
Mieszkam w USA ale okazyjnie odwiedzam Polske. Pragne uzyskac jakiekolwiek wiadomosci o Szczupakach z Woli Wereszczynskiej.
Bede wdzieczny za odezwe do tego
emaila.
Simon Szczupak.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Czwartek, 20 Grudzień 2012 09:16