Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 17
SłabyŚwietny 
Dodaj swój Komentarz

 

Adam Panasiuk

 

Dzieje wsi Grabniak

 

  1. Powstanie wsi

Genezę osadnictwa na obszarze położenia dzisiejszej wsi Grabniak, rozciągającej się pomiędzy Jeziorem Rotcze (na mapie Zachodniej Galicji z 1801 roku nazywanego Jeziorem Ciesiaczyn) i Jeziorem Uściwierz znaleźć można już w okresie średniowiecza. Słynny polski kronikarz Jan Długosz dokładnie opisał historię wsi Osthfysz, która już za czasów jego żywota nie istniała. Osada Ostwisz znajdowała się u brzegów Jeziora Usciwierz, nazywanego wówczas Jeziorem Ostwisz i należała do Parafii Łęczyńskiej, a była własnością Opactwa Sieciechowskiego. Jednakże już w latach siedemdziesiątych piętnastego stulecia była zapisywana jako wieś pusta, czyli wyludniona. Dziś po tej średniowiecznej osadzie ślady nie zachowały się.

Natomiast geneza obecnie istniejącej wsi wiąże się z ostatnią falą osadnictwa i związaną z nią powstawaniem nowych osad, które było skutkiem Powstania Styczniowego z 1863 roku i reformy rolnej z roku następnego. Wówczas dziedzice, przeważnie jednowioskowi, poprzez uwłaszczenie i kontrybucje zmuszeni zostali do rozdrobnienia i sprzedaży swoich majątków. W ten sposób powstał Grabniak, który swoją nazwę prawdopodobnie zawdzięcza lasowi grabowemu, występującym na tutejszym terenie.

Prawie do końca XIX stulecia grunty wokół Jeziora Rotcze i Jeziora Sumin, jak też same jeziora, należały do majątku Ostaszewskiego z Garbatówki. W majątku jako gajowy pracował Feliks Sochaczewski. Podczas obchodu rozciągających się tutaj lasów grabowych, zawsze zatrzymywał się w miejscu dzisiejszej wsi na odpoczynek. Gdy dziedzic Ostaszewski dzielił grunty Feliks Sochaczewski wybrał właśnie to miejsce. Musiał być zapewne romantykiem, skora ziemia, choć położona w urokliwym miejscu, do żyznych nie należała. Tak więc Feliks Sochaczewski był najprawdopodobniej jednym z pierwszych osadników nowej koloni.

Pojedyncze parcele w miejscu dzisiejszej wsi pojawiały się już na mapach geodezyjnych z końca XIX stulecia. Mapa sporządzona w 1896 roku przez geodetę Bronisława Zotkowskiego wyszczególnia kolonię Baraki, w której znajdowało się 8 gospodarstw, należących do gruntów folwarcznych Garbatówki. W pobliżu baraków znajdowała się huta szkła, stąd też jej pierwszymi mieszkańcami byli pracownicy huty oraz przytoczony wcześniej Feliks Sochaczewski. Od południa grunty kolonii graniczyły z folwarkiem i wspomnianą hutą szkła w Garbatówce, od północnego-wschodu z gruntami kolonii Sumin, na zachód znajdowały się łąki zwane Dąbkiem, a od północy kolonia Grabniak. Czyli już pod koniec tegoż stulecia funkcjonowała nazwa Grabniak, z czasem Baraki zostały włączone do obrębu geodezyjnego tejże kolonii.

Pierwszy spis mieszkańców Grabniaka pochodzi z księgi sprawozdawczej Guberni Lubelskiej z 1905 roku. Podaje ona aż 276 mieszkańców, zamieszkałych w 38 domach. Była to więc ówcześnie jedna z największych miejscowości z dzisiejszego obszaru Gminy Urszulin. Zdecydowaną większość stanowili protestanci (196 osób), dużą grupę stanowili katolicy (62 osoby), poza tym zamieszkiwało kilka rodzin żydowskich (18 osób). W osadzie jeszcze przed wojną światową zamieszkały oprócz rodziny Feliksa Sochaczewskiego, także polskie rodziny Romańskich, Piaseckich, Smętkowskich, Matuszaków, Radków, czy też Morawskich. Szybko rosnąca populacja przyczyniała się do utworzenia jeszcze przed wybuchem wojny szkoły powszechnej, w której zajęcia prowadził nauczyciel Jerzy Romański. Dopiero po I wojnie światowej osada uzyskała status sołectwa. Podstawowym zajęciem mieszkańców była uprawa roli, jednakże niektórzy z gospodarzy zajmowali się dodatkowo rzemiosłem. Miejscowym cieślą był chociażby Józef Smętkowski i to on pracował nad budową większości chat we wsi przed wybuchem wojny. Jego synowie Mieczysław, Leopold i Stanisław zostali kowalami, zakładając pierwszą we wsi kuźnię.

Rozwój wsi zahamował wybuch I wojny światowej. Wobec zbliżających się latem 1915 roku wojsk niemiecko-austriackich władze carskie podjęły akcję wysiedleńczą ludności niepolskiej w głąb Rosji. W Grabniaku w przeważającej większości mieszkała ludność polska, jednakże niektórzy osiedlili się tutaj, przybywając z zaboru pruskiego. Obywatelstwo pruskie posiadali chociażby Smętkowscy pomimo, że mieszkali na Polesiu Zachodnim już od kilkudziesięciu lat. Wysiedlono ich do Rosji, niektórych aż za Ural, podobnie jak kolonistów niemieckich i ludność prawosławną. W sierpniu 1915 roku przebiegający nieopodal front rosyjsko-niemiecki został przełamany, wobec czego rozpoczęła się wieloletnia okupacja niemiecka, charakteryzująca się uciążliwą eksploatacją miejscowej ludności z posiadanej żywności. Panującej biedzie towarzyszyły epidemie i zarazy. Jeszcze za okupacji rosyjskiej, w czerwcu 1915 roku, wybuchła epidemia ospy, zabierając ze świata żywych osoby najmniej odporne, czyli starców i dzieci (np. czteroletnia Apolonia Smętkowska).

Wybuch w 1917 roku Rewolucji Październikowej w Rosji pozwolił niektórym na powrót w swoje rodzinne strony, już w lipcu tego roku do Grabniaka wrócili Smętkowscy. W wyniku działań wojennych dom i zabudowania były spalone. Józef wraz ze swoją rodziną zamieszkał w ocalałych budynkach Adamczyków, a w przeciągu dwóch następnych lat wybudował własny dom i kuźnię, w której wraz z synami kowalami zarabiali na życie.

 

  1. Grabniak w okresie międzywojnia

Grabniak w okresie dwudziestolecia międzywojennego włączono do Gminy Cyców i dość szybko stał się jedną z największych w niej miejscowości. Przeprowadzony w 1921 roku spis powszechny wykazał 320 mieszkańców, zamieszkujących 53 domy. Ludnością przeważającą byli już Polacy, gdyż osób deklarujących wyznanie katolickie wykazało 265 osób. Poza katolikami we wsi zamieszkiwało 36 ewangelików (np. rodzina Augusta Rova, Emila Tyda, Wolterów, czy Szromów) i 19 prawosławnych. Narodowość polską zadeklarowało 276 osób, rusińską – 8 osób i 36 niemiecką. Tak więc 11 prawosławnych zadeklarowało narodowość polską.

Wieś rozwijała się stosunkowo szybko, przed wybuchem wojny znajdowało się w niej bowiem siedemdziesiąt domów mieszkalnych. Układ przestrzenny miejscowości miał charakter bardzo rozproszonej zabudowy, gdyż budynki wiejskie ciągnęły się od Sumina i Dębowca na wschodzie, aż do zabudowań zwanych Grądami, znajdujących się tuż przy Czarnym Lesie i Starym Załuczu na zachodzie.

Wieloletnim sołtysem wsi był Emilian Piasecki, brat rodzony wójta Gminy Wola Wereszczyńska dwóch pierwszych kadencji Stanisława Piaseckiego. Choć nie miał uprawnień lekarza, to pomagał miejscowym i okolicznym mieszkańcom, gdyż służąc w wojsku carskim ukończył szkołę felczerską. W 1939 roku we wsi u rodziny Pietrzaków i Matuszaków zamieszkał zawodowy lekarz Eugeniusz Żukowski. Mieszkańcy Grabniaka utrzymywali się głównie z pracy na roli, choć wielu z nich, z racji pobliskich jezior, zajmowało się rybołówstwem (np. Stanisław Zyga i Feliks Matuszak, pracujący w folwarku rodziny Ulasińskich Dębiny Łukie) oraz rzemiosłem (np. stolarz Jan Dybek, szewc Jan Bitoki, czy kowal Stanisław Smętkowski). Najbogatszą rodziną we wsi byli natomiast Czarneccy, którzy oprócz dużego gospodarstwa znaczące przychody uzyskiwali z użytkowania Jeziora Sumin. Miejscowi rolnicy założyli w 1930 roku Spółdzielnię Związkową „Wspólnota”, która posiadała nawet swój sklep. W 1940 roku do spółdzielni należało 67 rolników. W 1937 roku we wsi powstało jedno z czterech w Gminie Wiszniewice (Cyców) kółek rolniczych.

Jezioro Rotcze było własności dziedzica z Garbatówki Józefowicza. Planował on rozbudowę dóbr poprzez intensywną hodowlę ryb w Jeziorze Rotcze oraz Jeziorze Uściwierz. Realizacja tych inwestycji wymagała znacznych środków finansowych, jakie Józefowicz uzyskał zapożyczając się w bankach. Wielki kryzys gospodarczy na świecie, jaki miał miejsce w latach 1929 – 1933 pokrzyżował plany dziedzicowi, który popadł w poważne tarapaty finansowe. W ramach spłaty długu jezioro przejął bank, następnie zakupione zostało przez Żyda Motyla, a ten odsprzedał proboszczowi wereszczyńskiemu ks. Mikołajowi Filipowiczowi z Wereszczyna. W imieniu księdza jeziorem zarządzał wspomniany Zyga. Nad jeziorem Filipowicz postawił domek letniskowy, z werandą skierowaną w stronę jeziora, do którego często przyjeżdżał na wypoczynek. Na zakup jeziora Filipowicz przeznaczył pieniądze parafialne, co stało się zarzewiem konfliktu księdza z parafianami.

Stosunki narodowościowe we wsi układały się nadzwyczaj dobrze, nie było konfliktów na tym tle. Już zaraz po wojnie młodzież z Grabniaka zwracała się z prośbą do proboszcza Parafii w Wereszczynie ks. Edwarda Kucierzyńskiego o pomoc przy zarejestrowaniu stowarzyszenia młodzieżowego. Pomoc nie została udzielona, gdyż ksiądz ciągle się tłumaczył, iż potrzebny jest mu sekretarz od spraw stowarzyszeń. Szybki rozwój liczebny wsi wpłynął jednak na utworzenie dla dzieci szkoły czteroklasowej, jeszcze w drugiej połowie lat dwudziestych,. W miejscowej szkole lekcje prowadziła Melania Leśkówna, udzielała również korepetycje w godzinach pozaszkolnych. Jeden z jej wychowanków Marian Smętkowski z Garbatówki w kronice rodzinnej o Melanii zapisał: (…) bezinteresownie zajmowała się moim wykształceniem i wychowaniem. W pewnych okresach mieszkałem u niej, była jak gdyby drugą moją matką. Początkowo również lekcje religii były przez nią prowadzone. Dopiero na początku lat trzydziestych lekcje prowadzili wikariusze, a później również proboszczowie z Wereszczyna, których zawsze przywoził wyznaczony mieszkaniec. Już podczas wojny razu jednego po księdza Władysława Urbańczyka nikt nie pojechał więc ten, aby nie spóźnić się na lekcje, osiodłał konia i pomimo błotnistych dróg dotarł do szkoły na czas – wspomina Eugenia Jung. Dzieci starsze uczęszczały do szkoły pięcioklasowej w sąsiednim Dębowcu. Szkoła poza zadaniami edukacyjnymi pełniła również funkcję społeczną. W jej budynku odbywały się zebrania wiejskie, jak i taneczne zabawy, w której – jak wspominają mieszkańcy – nikt się nie bił. 

W okresie międzywojennym do wsi sprowadziła się rodzina żydowska Szulima Zylbersztajna z żoną i czwórką dzieci. Mieszkał na wsi i gospodarowali, krowę mieli. I był też takim stróżem nad tym jeziorem (tj. Uściwierz) – wspomina Weronika Choma.

 

  1. Okres II wojny światowej

W pierwszym roku wojny funkcjonowała szkoła powszechna, a nauczał w niej Józef Kwieciński. W 1940 roku została zlikwidowana, stąd też większość dzieci zaprzestało naukę, choć niektórzy uczęszczali do funkcjonującej przez cały okres wojny szkoły w Wereszczynie i w Woli Wereszczyńskiej. Nauczanie potajemne prowadziła Melania Leśkówna, po mężu Chimiuk, jednak w 1942 roku zmarła na panującą we wsi epidemię tyfusu. W okresie tym nastąpiły pierwsze aresztowania, w tym Kazimierza Czarneckiego, który przebywał w obozach koncentracyjnych przez cały okres wojny. Dobry był z niego człowiek, jak mego ojca Niemcy aresztowali, to wziął on teczkę z rybami i poszedł od Cycowa. Po kilku godzinach wrócił z ojcem – wspomina Eugenia Jung. W domu Czarneckich przez długi czas ukrywał się proboszcz z Woli Wereszczyńskiej ks. Józef Bujalski.

Lesiste i bagienne okolice wykorzystywano podczas II wojny światowej do chronienia osób poszukiwanych przez okupanta, zwłaszcza Żydów. Funkcjonariusze niemieccy nie pojawiali się we wsi zbyt często, bojąc się o swoje bezpieczeństwo. Stąd też w sąsiedniej Garbatówce zorganizowano ośrodek do przechowywania dzieci żydowskich, w tym Miriam Zonsztajn, która ocalała z pogromu ludności żydowskiej w maju 1942 roku w Wereszczynie. Miriam najpierw do lekarza Żukowskiego przywiózł rowerem Henryk Kozłowski z Urszulina, u którego w domu przez trzy miesiące się ukrywała. Żukowski, który mieszkał na Grabniaku najpierw u rodziny Matuszaków, a później u Pietrzaków, przechowywał Miriam przez kilka miesięcy, a następnie umieścił ja u polsko-żydowskiej rodziny dentysty Urbana, mieszkającego w Starym Załuczu. Załucze było wówczas jedną z większych wsi, stąd też gdy w domu przebywało już kilkoro żydowskich dzieci, przeprowadzili się na koniec Kolonii Garbatówka: To było gospodarstwo rolne na boku zlokalizowane, które miało kilkoro młodzieży żydowskiej – wspominał Henryk Kozłowski - One tam się bawiły. Jeżeli ktoś szedł, to one się chowały. Ktoś to finansował na pewno. Bo podobno rodzina ta, później już po wojnie, pozwalała sobie na lepsze życie. Nie jak to na wsi, rolnik. Ja pracowałem, liczący każdy grosz. Stamtąd właśnie Miriam dostała się do Izraela. Miałem tam też koleżankę z AK - wyszła za mąż za obywatela polskiego narodowości żydowskiej i wyjechała z nim do Izraela. Mieszkała przez drogę ze mną. Wszystko widziała. Tylko ona miała nic nie mówić. Młoda jeszcze, dość przystojna niewiasta, Stadnik Krystyna. 

Przeżyło także dwoje dzieci Szulima Zyrbensztajna, pozostali zginęli w Trawnikach. Weronika Choma opowiada, jak jeden z synów Izaak pojawił się z siostrą i swoim szwagrem Herszkiem w Ostrowie Nadrybskim z prośbą o pomoc: Wyszłam na dwór, a on już był na tej górce nad zwierzętami i stamtąd zawołał mnie i mówi, że uciekli i są bardzo głodne, żeby im dać jeść. Zaraz im jeść zrobiłam, tak ukradkiem, żeby ich nikt nie widział. W wiaderku takim, co się niesie zwierzętom jedzenie, było ukryte. I późni już byli jakiś czas. Z Trawnik uciekli we wrześniu. Tam masa ludzi, masa Żydów była wybita. Opisuje także warunki, w jakich rodzina się ukrywała: Na tym strychu nad zwierzętami była słoma i były snopki ustawione. Tam nie było tak, że nie można znajść, ale tyle było, że nikt nie zobaczył, że oni są. Bo jakby chciał ktoś znajść, to by ich tam znalazł. Oni do 1945 roku, jak się skończyło, to dotąd byli. W piątym skończyła się ta wojna i już każdy mógł sobie wyjść. Jeść i bieliznę prałam i pierzynę dałam na spanie, bo jak było zimno, trza było nakryć się czymś (…). To było tak trochę kłopotliwe. No ale co było, ani to powiedzieć, żeby ich zabrali. Bardzo, bardzo chcieli przeżyć. Weronika Choma z mężem postanowili pomóc, pomimo grożącego niebezpieczeństwa utraty życia. Po latach przyznaje: Ja się nie tak bałam, jak się mąż bardzo bał. On zdawał sobie sprawę, co to może być. Ja myślałam, kto tam będzie szukał (…). Raz sąsiad już pod koniec zobaczył tego Herszta, że on jest w wodzie, poszedł się umyć w nocy. I poznał go, ale jakoś nie powiedział. Za udzielenie pomocy trójce Żydów Weronika Choma i jej mąż Feliks otrzymali w 1995 roku medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

We wsi i w lesistych okolicach ukrywali się przed okupantem niemieckim, a później przed władzą ludową, także partyzanci. Razem z młodzieżą Garbatówki tworzyli miejscową placówkę Armii Krajowej (AK), której dowodził Kazimierz Kot. Marian Smętkowski z Garbatówki pisał w pamiętnikach: (…) przechodziłem szkolenie wojskowe z musztry i znajomości broni, konspiracyjnie, z grupą zaprzysiężonych rówieśników latem 1942 roku. Szkolenia odbywały się każdej pogodnej niedzieli, we wczesnych godzinach rannych, na półwyspie otoczonym zaroślami przy jeziorze sumińskim. Partyzanci z tej placówki uczestniczyli chociażby w akcji na posterunek niemiecki w Sosnowicy i policji ukraińskiej w Hańsku. W 1943 roku natknęli się w pobliskim Starym Załuczu na patrol niemiecki, jednakże w wyniku krótkiej strzelaniny nikt nie zginął.

Od dnia 14 grudnia 1943 roku na okres zimowy u licznych miejscowych gospodarzy kwaterowali partyzanci z oddziału AK „Nadbużanka”. W Grabniaku pod przewodnictwem „Sępa” (tj. Józefa Milerta – komendanta obwodu AK na Powiat Włodawski) dostaliśmy przydział do poszczególnych gospodarzy rozsianych po terenie w promieniu kilkunastu kilometrów. Formalności przydziału dawał posmak targu żywym towarem. Staliśmy w szeregu, a przed nami w półkolu duża grupa gospodarzy o różnym wyglądzie. Przyszli nasi chlebodawcy w większości byli ubrani w chłopskie kożuchy z dużymi podniesionymi kołnierzami – tak opisywał chwilę przydziału w swoich wspomnieniach Stanisław Pasikowski ps. „Tygrys” z Woli Uhruskiej. Partyzanci co jakiś czas spotykali się w grupach i prowadzali wówczas szkolenia wojskowe, lub wysyłani byli w teren celem poszukiwania broni. Wraz z partyzantami „Nadbużanki” ćwiczyli miejscowi członkowie AK. Kwaterowanie dużej liczby partyzantów wpłynęło również na życie towarzyskie we wsi, gdyż co raz w miejscowej szkole organizowane były zabawy wiejskie.

 

  1. Grabniak wobec działalności partyzantki antykomunistycznej

Zakończenie wojny nie przyniosło dla mieszkańców spokoju, gdyż ze względu na okoliczne lasy i bagna wieś stanowiła ośrodek koncentracji partyzantów antykomunistycznych. Potwierdzał ten stan jeden z tajnych raportów włodawskiego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) sporządzony w grudniu 1944 roku, który zaliczał Grabniak do miejscowości opanowanych przez organizacje konspiracyjne. Natomiast we wrześniu następnego roku do PUBP we Włodawie trafił donos agenta o pseudonimie „Stary” o spotkaniu partyzantów w krzakach pod Grabniakiem, z którego został sporządzony raport o następującej treści: (…) dnia 7.IX.1945 r. odbyło się w krzakach między Urszulinem a Grabniakiem Gm. Wola Wereszczyńska zebranie A.K. Na zebraniu był por „Rogacz”, jak również Kozieracki Stanisław, zam. w Urszulinie. Wszystkich na zebraniu było około 12 osób. Widział to pastuch agenta „Stary” i słyszał ich rozmowę. Por. „Rogacz” ganił ich za rabunki, które oni dokonują.

W oddziałach „Wolność i Niezawisłość” (WiN), a wcześniej w AK, służyło wielu miejscowych, w tym Witold Matuszak ps. „Witek”. Podczas okupacji niemieckiej Matuszak walczył w oddziale Armii Ludowej Roberta Satanowskiego, a następnie wstąpił do wojska ludowego, z którego zdezerterował. Za swoją działalność partyzancką w oddziale Józefa Struga, ps. „Ordon” został stracony w we wrześniu 1947 roku. Przystąpił do partyzantów na kilka tygodni przed dokonaniem mordu w Puchaczowie. Matuszaka wydał wcześniej zatrzymany (bo w lipcu) Ludwik Szmydke, a wyrok śmierci wydano właśnie za dokonanie przez jego oddział pacyfikacji i morderstwa 21 osób w pobliskim Puchaczowie. Ponadto udowodniono mu udział w napadzie na spółdzielnię w Woli Wereszczyńskiej.

Inni zaś mieszkańcy tworzyli Ochotnicze Rezerwy Milicji Obywatelskiej (ORMO), którzy wyposażeni w broń mieli za zadanie chronić mieszkańców przed rabunkową działalnością tzw. „leśnych ludzi”. 

Często działalność niektórych partyzantów była wykorzystywana do załatwiania partykularnych interesów, na co wskazuje treść powyżej umieszczonego raportu. Niekiedy działalność taka kończyła się wykonywaniem egzekucji, także na mieszkańcach wsi Grabniak. Z rąk partyzantów we wrześniu 1946 roku zginęła rodzina Czarneckich, czyli ojciec Kazimierz i jego dwóch synów Aleksander i Zbigniew.

 

  1. Grabniak w Polsce Ludowej

Po wojnie wieś zmieniła przynależność administracyjną, stając z początkiem 1973 roku się sołectwem nowoutworzonej Gminy Urszulin. Opuszczone poniemieckie gospodarstwa zajmowali ich sąsiedzi, czy też nowoprzybyli mieszkańcy. Jeszcze w 1943 roku we wsi zamieszkiwało aż 421 osób. Z upływem lat miejscowość zaczęła się rozwijać, stając się jedną z najbardziej rozciągniętych miejscowości w gminie. Mapa topograficzna z 1965 roku wskazywała na istnienie we wsi 52 gospodarstw rozrzuconych w promieniu kilku kilometrów, co oznaczało znaczny jednak spadek w porównaniu ze stanem sprzed wojny. Na zmniejszenie miało wpływ chociażby przyporządkowanie gospodarstw znajdujących się na południe od Jeziora Sumin do sołectwa Sumin. Jednakże w kolejnych latach liczba zabudowań szybko wzrastała wynosząc już w latach siedemdziesiątych 67 gospodarstw.. W latach osiemdziesiątych we wsi zamieszkiwało około 200 mieszkańców.

Pierwszym powojennym sołtysem został Franciszek Uzdowski, następnie funkcję tą pełnił Radko. W 1952 roku utworzono Rolniczą Spółdzielnię Produkcyjną w Grabniaku, w której, za pomocą wspólnego sprzętu rolniczego obrabiano pola miejscowych rolników. Członków spółdzielni włączano do wszelkich prac w ramach czynu społecznego, chociażby przy budowie kanału Wieprz-Krzna, którzy uzyskali najwyższą wydajność – 7 m3 na furmankę – zapisał inżynier Kwapiszewski w propagandowej publikacji „Budujemy Kanał Wieprz-Krzna”. Spółdzielczość mogła stać się dla mieszkańców cenną formą gospodarowania, gdyż zdecydowana większość z nich trudniła się pracą na roli. Jej utworzenie nie było jednak efektem dobrowolnych decyzji mieszkańców, stąd też przymusowa przynależność do spółdzielni wpływała na niską efektywność. Pomimo, że pobudowano budynki gospodarcze, w tym stojącą do dnia dzisiejszego oborą, została w latach sześćdziesiątych rozwiązana. W budynku obory utworzono miejscową jednostkę ochotniczej straży pożarnej. Pomimo rozwiązania spółdzielni głównym źródłem utrzymania mieszkańców była w dalszym ciągu praca na roli. Zawody wykonywane przez przedwojennych rzemieślników z upływem czasu i postępem technologicznym zanikały. Jeszcze przez kilkanaście lat kowal Stanisław Smętkowski świadczył swoje usługi, jednakże z upływem czasu głównym źródłem dochodu stawało się gospodarstwo rolne, aż w końcu na starość rozebrał jedyną wiejską kuźnię.

W tak dużej wsi zaraz po wojnie utworzono szkołę podstawową. Z racji bardzo dużej odległości od kościoła parafialnego w Wereszczynie ks. Władysław Urbańczyk, przy pomocy wiernych, utworzył pod koniec lat pięćdziesiątych kaplicę w prywatnym mieszkaniu Jana i Lucyny Łukasiewiczów. Msze przez proboszcza wereszczyńskiego odprawiane był w jedną niedzielę w miesiącu, a w latach sześćdziesiątych już w co drugą niedzielę. Odprawiane przez proboszcza niedzielne nabożeństwa gromadziły bardzo dużą ilość wiernych. Wielkim świętem dla mieszkańców było zawsze poświęcenie pól, na które również przyjeżdżał osobiście proboszcz z Wereszczyna. Ponadto w kaplicy zorganizowany był dla młodzieży szkolnej punkt katechetyczny, gdyż od końca lat czterdziestych zakazano nauczania religii w szkole. Przygotowywano w nim dzieci do przyjęcia sakramentu I komunii św. Podczas wizyty kanonicznej Biskupa Siedleckiego ks. Wacława Skomruchy w Wereszczynie w maju 1971 roku mówiono o potrzebie wybudowania w Grabniaku nowej kaplicy parafialnej. Motywowano ją dużą odległością oraz stale rosnącą liczbą mieszkańców, jednakże w późniejszych latach zamiaru niezrealizowano.

Sytuacja gospodarcza mieszkańców znacząco zmieniła się na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Elektryfikacja wsi, budowa w latach 1967 – 1968 od strony Garbatówki szosy, w miejsce nieprzejezdnej przez większą część roku grobelki ze zgniłymi balami sosnowego drewna, spowodowała, że ludziom zaczęło się żyć lepiej. Plantacje tytoniu, truskawek, czy pomidorów przynosiły spodziewane zyski. W dość szybkim tempie zaczęły zanikać pokryte strzechą drewniane domy, a w ich miejsce powstawały kryte eternitem domy murowane. Powstała w połowie lat siedemdziesiątych kopalnia w Bogdance dala wielu mieszkańcom dochodową pracę. Jeden z ówczesnych młodszych mieszkańców wsi Tadeusz Roczniak w opracowanej przez siebie historii wsi pisze: Wydawać by się mogło, że nastał czas dobrobytu. Jednak młodzi zaczęli opuszczać jeden po drugim rodzinną wieś „zabitą dechami”, jak się wtedy mówiło. W poszukiwaniu lepszego życia wyjeżdżali do pobliskiej Łęcznej, czy do Lublina i Świdnika, a nawet do Puław i Białej Podlaskiej. Grabniak się wyludnia, pozostało niewielu gospodarzy, z roku na rok coraz mniej …

Jeszcze w latach sześćdziesiątych na obszarze sołectwa Grabniak podjęto zakrojone na szeroką skalę poszukiwania pokładów węgla, ropy i gazu. Po tych poszukiwaniach pozostały we wsi betonowe plomby i płyty na drodze koło jeziora i na jego wale. W 1963 roku rozpoczęto ponadto działania zmierzające do „poprawy warunków siedliskowych”. Jest to nierozliczona do tej pory zbrodnia przeciwko naturze – ocenia owe działania Tadeusz Roczniak. Działania te miały na celu stworzenie z jezior Uściwierz, Nadrybie i Bikcze zbiorników retencyjnych. Plan się nie powiódł, jednakże zmieniono bezpowrotnie bagienne okolice. Zbiorowiska zmienno-wilgotnych łąk trzęślicowych z elementami wiechliny łąkowej i kostrzewy czerwonej zastąpione zostały łąkami kośnymi oraz pastwiskami. Linie brzegowe jeziora zaczęły porastać zarośla łozowe. Stworzony doprowadzalnik Wola Wereszczyńska – Bogdanka nie jest użytkowany, a poziom lustra wody w okolicznych jeziorach spadł o około jeden metr.

Ze względu na pobliskie Jezioro Rotcze, zwane potocznie „Grabniakiem” wieś już w latach siedemdziesiątych przybrało charakter letniskowy. Nad jeziorem powstał Ośrodek Wypoczynkowo – Szkoleniowy Związku Harcerstwa Polskiego (ZHP) Chorągwi Ziemi Chełmskiej. Budynek spółdzielczego spichlerza zaadaptowano na magazyn sprzętu ośrodka, zaś w poszkolnym budynku urządzono kuchnię. W ciągu kilku lat w ośrodku powstał pawilon mieszkalny, kilkanaście domków letniskowych, kuchnia i stołówka, hydrofornia, umywalnia polowa, pomosty, boiska sportowe, pola namiotowe i plaże. Przez wiele lat ośrodek cieszył się olbrzymią popularnością wśród harcerzy, w trakcie wakacji wypoczywało tutaj nawet po 500 harcerzy i druhów. W kolejnych latach powstawały nowe ośrodki wypoczynkowe, a przede wszystkim jednorodzinne zabudowania letniskowe, zaludniane w okresie letnim.

Zabudowa letniskowa powstała też u wybrzeża Jeziora Uściwierz. Początkowo domki letniskowe powstawały nielegalnie, z czasem miejscowe organy samorządowe legalizowały ten stan. Zabudowa wybrzeża, jak też osuszenie okolicznego terenu, zniweczyły plany ekologów, dążących do utworzenia w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych rezerwatu przyrody

 

  1. Grabniak współczesny

Jeszcze na początku milenium we wsi mieszkało 150 osób, stan osób zameldowanych z 2007 roku wykazał już 143 mieszkańców. Zamieszkiwali oni w 25 gospodarstwach. Przysiółek z gospodarstwami znajdującymi się przy Jeziorze Uściwierz określa się „Za Jeziorem”. Funkcję sołtysa pełni Ryszard Orłowski. Problemem jest nie zalegalizowana w pełni letniskowa zabudowa. W 2007 roku aż około 30 domków letniskowych wokół Jeziora Uściwierz było nielegalnie postawionych.

Od strony Starego Załucza do dzisiejszego dnia znajduje się wyludnione już uroczysko Grądy. Do gruntów wiejskich należy Jezioro Rotcze, ponadto przylegają największe na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim Jezioro Uściwierz (284 ha) i Jezioro Sumin. Niestety, ale duże, lecz stosunkowo płytkie Jezioro Uściwierz, o bardzo łagodnym spadku dna, należy do najszybciej zanikających jezior całego Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Od lat pięćdziesiątych do 2007 roku powierzchnia Jeziora Uściwierz zmniejszyła się o 22 ha, co stanowi 8%, natomiast powierzchnia otwartego lustra wody zmalała aż o 65 ha, co stanowi 27%. Jest to pokłosie przeprowadzonej w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych melioryzacji bagien i obecnej eksploatacji torfu, którego pokłady szacuje się na około 37 tysięcy m3. Aby chronić ocalałe formy unikatowej przyrody w 2004 roku Jezioro Uściwierz zostało zgłoszone na europejską listę obszarów specjalnej ochrony siedlisk Natura 2000.

Wciąż wielką popularnością wśród turystów cieszy się Jezioro Rotcze. W 2004 roku Główna Kwatera ZHP podjęła decyzję o sprzedaży działek swojego ośrodka. Miejsce ośrodka wypełniają prywatne domki letniskowe, budowane nie tylko przy samym Jeziorze Rotcze i Jeziorze Uściwierz, ale także przy drodze do Dębowca. Wraz z domkami powstają liczne sezonowe sklepiki i ogródki piwne. W latach dziewięćdziesiątych i w pierwszej połowie dekady nowego wieku w budynku gospodarczym spółdzielni produkcyjnej, a następnie ochotniczej straży pożarnej, umieszczona była znana na okolice dyskoteka.

 

Źródła i literatura:

  • Broński Zdzisław „Uskok”, Pamiętnik (1941 – maj 1949), red. i oprac. Sławomir Poleszak, Warszawa 2004;
  • Caban Ireneusz, Oddziały Armii Krajowej 7 Pułku Piechoty Legionów, Lublin 1994;
  • Carte von West-Gallizien In den Jahren von 1801 bis 1804, Anton Mayer von Heldensfeld, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;
  • Chmielewski Tadeusz (red.), Ekologia krajobrazów hydrogenicznych Rezerwatu Biosfery „Polesie Zachodnie”, Lublin 2009;
  • Cholmskaja Gubernia 1914 g., Chełm 1914, www.cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia” nr 3 z 2007 r.;
  • Giemza Zbigniew, Piotrkowski Wiesław, Historia ziem Polskiego Parku Narodowego, www.poleskipn.pl;
  • Kronika rodziny Smętkowskich spisana przez Mariana Smętkowskiego;
  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymsko-Katolickiej w Wereszczynie;
  • Księga wizyt kanonicznych Parafii Rzymsko-Katolickiej w Wereszczynie;
  • Kuraś Stanisław, Słownik historyczno-geograficzny Województwa Lubelskiego w średniowieczu [w:] Mencel Tadeusz (red.), Dzieje Lubelszczyzny – Tom III, Warszawa 1983, www.dlibra.umcs.lublin.pl;
  • Kwapiszeski J., Budujemy Kanał Wieprz-Krzna, Warszawa 1956, www.bbc.mbp.org.pl;
  • Makus Grzegorz, Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa we Włodawie w walce z polskim podziemiem niepodległościowym w latach 1944 – 1947, Włodawa 2009;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1965, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1992, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Pasikowski Stanisław, Lotny Oddział AK „Nadbużanka”, Łódź 2003;
  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
  • Plan ziemi kolonii Baraki wchodzącej w skład majątku Garbatówka lit. A sporządzony na podstawie pomiaru w naturze dokonanego w 1896 r. przez geodetę Br. Zotkowskiego;
  • Roczniak Tadeusz, Historia Uściwierza i okolic. Czasy teraźniejsze, dawne i jeszcze dawniejsze …, www.usciwiesz.juz.pl;
  • Relacja świadków i ich rodzin: Teresa Rutkowska – Białowąs;
  • Wawryniuk Andrzej, Encyklopedia Euroregionu Bug, powiat włodawski (Polska), Łuck 2009;
  • Wojciechowski Stefan, Sochacka Anna, Szczygieł Ryszard, Osady zaginione i o zmienionych nazwach historycznego Województwa Lubelskiego [w:] Mencel Tadeusz (red.), Dzieje Lubelszczyzny, Warszawa 1986, www.dlibra.umcs.lublin.pl;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944 – 1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wspomnienia mieszkańców: Eugenia Jung (z domu Sochaczewska) z Dębowca; Henryk Kozłowski z Urszulina (www.tnn.pl); Stanisław Szynkora z Jamnik; Weronika Choma (www.tnn.pl);

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
K  - mapa   |2010-08-26 20:15:36
Naprawdę znakomita strona. Jestem pod wrażeniem ogromu pracy, ale również "nienachalnej" elegancji strony. Trafiłem tu nieco przypadkiem, w czasie regionalnych poszukiwań. Z
zamiłowania jestem kimś "z okolic" historyka i regionalisty (głównie w dziwnych fragmentach przeszłości Lublina), a zawodowo geografem-kartografem. Pozwolę sobie zatem na małe
wyjaśnienie dot. źródeł. Mapy topograficzne (dostępne na geoportalu) nie pochodzą z lat 1965 i 1992. Te daty to nazwy układów (w uproszczeniu - kompletu definicji różnych aspektów serii
map), a nie czas wydania. Dla przykładu topograficzna mapa z układu 1965 dostępna w internecie ma przeważnie aktualność na sam początek lat 80. XX wieku.
Pozdrawiam i życzę dalszego owocnego
poszukiwania tego, co kształtuje naszą obecność w naszym miejscu.
Kamil
addministrator  - mapy   |2010-08-29 17:52:38
Witam
Dziękuję za tak ciepłe słowa, rzeczywiście ogrom pracy, ale pasja nie zna granic.
Dziękuję za cenne uwagi. Zgadza się, jeżeli chodzi o mapy, dane brałem ze strony geoportalu i tylko
taki daty tam znalazłem, choć wydały mi się podejrzane. Nie zgadzały mi się budowy dróg, dlatego w monografiach tekstowych wolałem nie podawać już konkretnej daty. W takim razie, czy
mógłbym przy tych dwóch mapach podać jakiś konkretny rok, czy raczej rok lepiej usunąć?
adam.panasiuk@interia.pl
Kamil   |2010-08-29 19:35:18
Odpisałem Panu na adres pocztowy, żeby nie wchodzić tu w szczegóły techniczne :)
jakubauskas  - the best of Poland   |2010-07-27 15:02:46
tytuł mówi, czym ta strona jest - przykładem czegoś, co ten kraj wyciąga z oparów absurdu i zaściankowości, czyli czystą pasją tworzenia bez oglądania się na przymiotniki typu
"historia polska" "historia prawdziwa" (i jeszcze bardziej prawdziwa), "historia żydowska" itd.... pasja, jak prawda i fakt, jest niepodzielna. Ta strona to prawdziwy pomnik.
gratulacje syny i córy urszulińskiej ziemi!
Anonimowy   |2009-11-27 07:31:36
Witaj, Adam!

Poruszyłeś w tym artykule istnotny problem pomocy, jaką służyła Żydom w czasie II wojny światowej duża część Polaków oraz kwestię motywacji, z jaką się tego
podejmowano. Sam znam zarówno przypadki osób,które pomagały Żydom bezinteresownie, jak i takie, kiedy robiono to z myślą o zysku, np. sprzedawano dla zarobku metryki po zmarłych członkach
własnej rodziny. Niemniej w obu przypadkach pomagający Żydom narażali swoje życie, choć w drugiej sytuacji robili to z chęci zysku. Pod koniec zeszłego roku czytałem autobiograficzną
książkę Anny Langfus "Skazana na życie", w której autorka dużo pisze o takich i podobnych sytuacjach oraz różnych, często niemoralnych motywacjach. Przedtem czytałem wiele publikacji
wspomnieniowych o analogicznej tematyce, ale ta zrobiła na mnie szczególne wrażenie.

Interesująca kwestia, wymagająca szczegółowych badań to pomoc, jaką niosly ofiarom Holokaustu polskie
Kościoły, szczególnie rzymskokatolicki (zwłaszcza klasztory przechowując żydowskie dzieci) i ewangelicko - reformowany.

Po wpisach na Twoją stronę kolejny raz widzę, że ma zasięg
międzynarodowy, co mi imponuje.

Pozdrawiam

Adrian
Anonimowy   |2009-06-25 16:35:28
Самое большое счастье в жизни - это уверенность в том, что тебя любят. - В. Гюго
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Czwartek, 22 Kwiecień 2010 17:11