Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 178
SłabyŚwietny 
Dodaj swój Komentarz

 

Adam Panasiuk

 

Dzieje wsi Grabniak

 

  1. Powstanie wsi

Genezę osadnictwa na obszarze położenia dzisiejszej wsi Grabniak, rozciągającej się pomiędzy jeziorem Rotcze (na mapie Zachodniej Galicji z 1801 roku nazywanego jeziorem Ciesiaczyn) i jeziorem Uściwierz znaleźć można już w okresie średniowiecza. Słynny polski kronikarz Jan Długosz dokładnie opisał historię wsi Osthfysz, która już za czasów jego żywota nie istniała. Osada Ostwisz znajdowała się u brzegów jeziora Uściwierz, nazywanego wówczas jeziorem Ostwisz i należała do parafii łęczyńskiej, a była własnością opactwa sieciechowskiego. Jednakże już w latach siedemdziesiątych piętnastego stulecia była zapisywana jako wieś pusta, czyli wyludniona. Dziś po tej średniowiecznej osadzie ślady nie zachowały się.

Natomiast geneza obecnie istniejącej wsi wiąże się z ostatnią falą osadnictwa i związaną z nią powstawaniem nowych osad, które było skutkiem powstania styczniowego z 1863 roku i reformy rolnej z roku następnego. Wówczas dziedzice, przeważnie jednowioskowi, poprzez uwłaszczenie i kontrybucje zmuszeni zostali do rozdrobnienia i sprzedaży swoich majątków. W ten sposób powstał Grabniak, który swoją nazwę prawdopodobnie zawdzięcza lasowi grabowemu, występującym na tutejszym terenie.

Prawie do końca XIX stulecia grunty wokół Jeziora Rotcze i Jeziora Sumin, jak też same jeziora, należały do majątku Ostaszewskiego z Garbatówki. W majątku jako gajowy pracował Feliks Sochaczewski. O jego związku z powstaniem miejscowości Grabniak opisuje Teresa Rutkowska-Białowąs: Podczas obchodu rozciągających się tutaj lasów grabowych, zawsze zatrzymywał się w miejscu dzisiejszej wsi na odpoczynek. Gdy dziedzic Ostaszewski dzielił grunty Feliks Sochaczewski wybrał właśnie to miejsce. Musiał być zapewne romantykiem, skora ziemia, choć położona w urokliwym miejscu, do żyznych nie należała.[1] Tak więc Feliks Sochaczewski był najprawdopodobniej jednym z pierwszych osadników nowej koloni.

Pojedyncze parcele w miejscu dzisiejszej wsi pojawiały się już na mapach geodezyjnych z końca XIX stulecia. Mapa sporządzona w 1896 roku przez geodetę Bronisława Złotkowskiego wyszczególnia kolonię Baraki, w której znajdowało się 8 gospodarstw, należących do gruntów folwarcznych Garbatówki. W pobliżu baraków znajdowała się huta szkła, stąd też jej pierwszymi mieszkańcami byli pracownicy huty oraz przytoczony wcześniej Feliks Sochaczewski. Od południa grunty kolonii graniczyły z folwarkiem i wspomnianą hutą szkła w Garbatówce, od północnego-wschodu z gruntami kolonii Sumin, na zachód znajdowały się łąki zwane Dąbkiem, a od północy kolonia Grabniak. Czyli już pod koniec tegoż stulecia funkcjonowała nazwa Grabniak, z czasem Baraki zostały włączone do obrębu geodezyjnego tejże kolonii.

Pierwszy spis mieszkańców Grabniaka pochodzi z księgi sprawozdawczej Guberni Lubelskiej z 1905 roku. Podaje ona aż 276 mieszkańców, zamieszkałych w 38 domach. Była to więc ówcześnie jedna z największych miejscowości z dzisiejszego obszaru Gminy Urszulin. Zdecydowaną większość stanowili protestanci (196 osób), dużą grupę stanowili rzymskokatolicy (62 osoby), poza tym zamieszkiwało kilka rodzin żydowskich (18 osób). W Grabniaku nie było mieszkańców wyznania prawosławnego, choć jeszcze do wydania ukazu tolerancyjnego z 1905 roku wyszczególniono w Grabniaku 28 osób tego wyznania. Po przyznaniu swobody wyznania wiary wszyscy prawosławni, czyli dawni unici siłą włączeni do Cerkwi prawosławnej, przyjęli wiarę rzymskokatolicką.

W osadzie jeszcze przed wojną światową zamieszkały oprócz rodziny Feliksa Sochaczewskiego, także polskie rodziny Romańskich, Piaseckich, Smętkowskich, Matuszaków, Radków, Majewskich, czy też Morawskich. Liczba mieszkańców we wsi byłaby jeszcze większa, ale na początku XX stulecia ludzie młodzi masowo wyjeżdżali do Ameryki Północnej. Na liście pasażerów statku z Europy do Nowego Jorku w 1910 roku znaleźli się chociażby Antoni Kłembochowski, a rok wcześniej Stanisław Bielecki. Dopiero po I wojnie światowej osada uzyskała status sołectwa. Podstawowym zajęciem mieszkańców była uprawa roli, jednakże niektórzy z gospodarzy zajmowali się dodatkowo rzemiosłem. Miejscowym cieślą był chociażby Józef Smętkowski i to on pracował nad budową większości chat we wsi przed wybuchem wojny. Jego synowie Mieczysław, Leopold i Stanisław zostali kowalami, zakładając pierwszą we wsi kuźnię. Szybko rosnąca populacja przyczyniała się do utworzenia jeszcze przed wybuchem wojny szkoły powszechnej, w której zajęcia prowadził nauczyciel Jerzy Romański. Podczas okupacji uczyć mogła Helena Rost, którą w październiku 1917 roku chełmska komenda powiatowa nominowała na nauczycielkę jednoklasowej szkoły w Cycowie.

Rozwój wsi zahamował wybuch I wojny światowej. Wobec zbliżających się latem 1915 roku wojsk niemiecko-austriackich władze carskie podjęły akcję wysiedleńczą ludności niepolskiej w głąb Rosji. W Grabniaku w przeważającej większości mieszkała ludność polska, jednakże niektórzy osiedlili się tutaj, przybywając z zaboru pruskiego. Obywatelstwo pruskie posiadali chociażby Smętkowscy pomimo, że mieszkali w Grabniaku już od kilkudziesięciu lat. Wysiedlono ich do Rosji, niektórych aż za Ural, podobnie jak kolonistów niemieckich i ludność prawosławną. Oprócz Smętkowskich do Rosji wywieziono rodzinę Seweryna Sochaczewskiego. Moją mamę wywieźli, ale do dobrych ludzi trafiła. Pracowała w pralni u jakiegoś hrabiego. Jak naszli komuniści to wyrżnęli wszystkich panów, nawet grobowce zniszczyli. Po rewolucji mamę zabrali ojciec z Czupryńskim i wrócili pociągiem[2] – opowiada Eugenia Jung.

W sierpniu 1915 roku przebiegający nieopodal front rosyjsko-niemiecko-austriacki został przełamany, wobec czego rozpoczęła się wieloletnia okupacja austriacka, choć już wraz z gruntami Dębowca zaczynała się obszar kontrolowany przez okupanta niemieckiego. Ta sytuacja utrudniała mieszkańcom w codziennym życiu, a zwłaszcza w życiu religijnym. Nie zezwalając na przekraczanie granicy parafianom uniemożliwiano uzyskiwanie sakramentów i czynnego uczestnictwa w nabożeństwach kościelnych w pobliskim Wereszczynie. Okupacja austriacka charakteryzowała się uciążliwą eksploatacją miejscowej ludności z posiadanej żywności. Panującej biedzie towarzyszyły epidemie i zarazy. Jeszcze za okupacji rosyjskiej, w czerwcu 1915 roku, wybuchła epidemia ospy, zabierając ze świata żywych osoby najmniej odporne, czyli starców i dzieci (np. czteroletnia Apolonia Smętkowska).

Wybuch w 1917 roku rewolucji październikowej w Rosji pozwolił niektórym na powrót w swoje rodzinne strony, już w lipcu tego roku do Grabniaka wrócili Smętkowscy, po kilku miesiącach Sochaczewscy. W wyniku działań wojennych dom i zabudowania Smętkowskich były spalone. Józef wraz ze swoją rodziną zamieszkał w ocalałych budynkach Adamczyków, a w przeciągu 2 następnych lat wybudował własny dom i kuźnię, w której wraz z synami kowalami zarabiali na życie. Większość powracających nie miało takiej możliwości. W Głosie Ziemi Chełmskiej” opisano sytuację materialną tych ludzi: Na miejscu dawnych chat zastają tylko opustoszałe ruiny i zgliszcza. Ziemia ugorem od trzech lat leżąca wymaga niezmiernie ciężkiej pracy dla przygotowania jej pod uprawę. A tu brak zupełny inwentarza, brak zboża do zasiewu, brak sił do walki z przeciwnościami. I cóż czynią przybyli? Kopią ziemianki, by stworzyć sobie dach nad głową, w rzadkich wypadkach próbują ręcznie uprawiać kawałki swojego gruntu, w większości żebraczą falą rozlewają się po okolicy.[3] Wobec dużych zniszczeń wielu, zwłaszcza Niemcy, sprzedało gospodarstwa i wyemigrowało na zachód. Wiele osób ponabierało po Niemcach gospodarek, ale ziemia była tak tania, że nie opłacało się nią handlować. My też kupiliśmy po Niemcach[4]opowiada Eugenia Jung. Powojenne zgliszcza sprzyjały chorobom, wskutek czego wielu, zwłaszcza dzieci i niemowlęta, zmarło. Część osób zmarło jeszcze na zesłaniu w Rosji lub w trakcie powrotu. W Skrzeszewie (Powiat Sokołów Podlaski) zginął ułan 19-go pułku 3-go szwadronu 3-go plutonu Edward Bolesław Uzdowski.

 

  1. Grabniak w okresie międzywojnia

Grabniak w okresie dwudziestolecia międzywojennego włączono do Gminy Cyców i dość szybko stał się jedną z największych w niej miejscowości. Przeprowadzony w 1921 roku spis powszechny wykazał 320 mieszkańców, zamieszkujących 53 domy. Ludnością przeważającą byli już Polacy, gdyż osób deklarujących wyznanie rzymskokatolickie wykazało 265 osób. Poza rzymskokatolikami we wsi zamieszkiwało 36 ewangelików (np. rodzina Augusta Rova, Emila Tyda, Michała Dusterhofta, Wilhelma Redela, Wolterów, Sztofelów, czy Szramów, zamieszkujących głównie od strony Dębowca i pod jeziorem Uściwierz) oraz 19 prawosławnych. Narodowość polską zadeklarowało 276 osób, rusińską – 8 osób i 36 niemiecką. Tak więc 11 prawosławnych zadeklarowało narodowość polską.

W okresie międzywojennym do wsi sprowadziła się rodzina żydowska Szulima Zylbersztajna z żoną i 4 dzieci. Oni szczególnie handlowali rybami, bo rybacy łapali na tym jeziorze Uściwierz, a oni wywozili do Łęcznej, do Lublina. (…)  Mieszkał na wsi i gospodarowali, krowę mieli. I był też takim stróżem nad tym jeziorem[5] – wspominała Weronika Choma. W domu rodziny Adamczuków mieszkała kolejna żydowska rodzina. Eugenia Jung wspomina, jak Polacy zrobili im psotę. W szabas nic oni nie robili, to wynieśli im z mieszkania łóżko żelazne i zawiesili na sokorze. Gdy szliśmy do szkoły słyszymy, że coś brzęczy. Patrzymy w górę, a to łóżko nad nami.[6] W okresie 2 dekad ze wsi wyprowadzili się Ukraińcy, jedyna rodzina w latach trzydziestych pozostała w części Baraki.

Wieś rozwijała się stosunkowo szybko, przed wybuchem wojny znajdowało się w niej bowiem 70 domów mieszkalnych. Układ przestrzenny miejscowości miał charakter bardzo rozproszonej zabudowy, gdyż budynki wiejskie ciągnęły się od Sumina i Dębowca na wschodzie, aż do zabudowań zwanych Grądami, znajdujących się tuż przy Czarnym Lesie i Starym Załuczu na zachodzie. Jezioro Rotcze było początkowo własnością dziedzica z Garbatówki Józefowicza. Planował on rozbudowę dóbr poprzez intensywną hodowlę ryb w jeziorach Rotcze oraz Uściwierz. Realizacja tych inwestycji wymagała znacznych środków finansowych, jakie Józefowicz uzyskał zapożyczając się w bankach. Wielki kryzys gospodarczy na świecie, jaki miał miejsce w latach 1929-1933 pokrzyżował plany dziedzicowi, który popadł w poważne tarapaty finansowe. W ramach spłaty długu jezioro przejął bank, następnie zakupione zostało przez Żyda Motyla, a ten po kilku latach odsprzedał proboszczowi wereszczyńskiemu ks. Mikołajowi Filipowiczowi z Wereszczyna. W imieniu księdza jeziorem zarządzał Stanisław Zyga. Na zakup jeziora Filipowicz przeznaczył pieniądze parafialne, co stało się zarzewiem konfliktu księdza z parafianami. Filipowicz postawił piętrowy domek letniskowy, z werandą skierowaną w stronę jeziora, do którego często przyjeżdżał na wypoczynek (spalił się podczas wojny). Pamiętam, jak raz w jeziorze kąpała się jego gospodyni w stroju kąpielowym. My młodzi zaczęliśmy ją podglądać i wtedy ksiądz nas przegonił – wspomina Hieronim Maciejewski i dodaje: W pobliżu jeziora była chłodnię z lodu i trocin. Tam trzymano ryby, a później wożono je głównie do Lublina.[7]

Ksiądz Flipowicz był miłośnikiem wędkarstwa, więc mieszkańcy często byli świadkami zjazdu jego przyjaciół, którzy wspólnie poddawali się pasji wędkowania. Na co dzień wędkarstwo traktowano jako zbytek i marnotrawstwo cennego czasu, więc za wędkę chwytały najczęściej dzieci i najstarsi. Tadeusz Roczniak pisze, że w Grabniaku do połowów podlodowych używano tzw. bleśniówek, spławikówek lub zastawiano kozule. Żyłki były trudnodostępne i drogie, dlatego też „z dziada pradziada” na rosochę, czy gwoździki wbite w wędzisko, nawijano splot zrobiony z końskiego włosia. Spławik to kawałek patyczka lub stosiny piórka, haczyk ze szpilki, obciążenie z kawałka ołowiu. Robaki na przynętę kopano z pod sterty słomy, gdzie ziemia nie zamarzała. Wędzisko o długości ok. 40 cm wykonane było z drewna kruszyny (bardzo wytrzymałe), zakończone oplecionym oczkiem. Do żyłki lub splotu przywiązywano jedną lub dwie bleśnie (dzisiejsza nazwa: błystka podlodowa),  odlewane z cyny. Letnie wędki i wędy też znacznie się różniły od współczesnych. Oczywiście nie było węglówek z oplotem krzyżowym, czy kątowym. Wędziska, zawsze jednolite, łączonych nie znano, były robione z kija leszczynowego, krótsze z kruszyny. Długość ich była różna, w zależności od potrzeb. Do połowów „z piechoty” na spławach w jeziorze, czy sadzawce oczywiście musiały być dłuższe niż do „wędzenia” z czółna. Stosowano również tzw. samołówki, krótkie sztywne wędki, którymi obstawiano torfiarkę, czy rów co kilka metrów. Żyłkę, a najczęściej splot z końskiego włosia pozyskanego z ogona, zawiązywano wprost do szczytówki.[8]

W latach trzydziestych radnym Gminy Wiszniewice z siedzibą w Cycowie został Kazimierz Czarnecki, natomiast wieloletnim sołtysem wsi był Emilian Piasecki, brat rodzony wójta Gminy Wola Wereszczyńska 2 pierwszych kadencji Stanisława Piaseckiego. Choć nie miał uprawnień lekarza, to pomagał miejscowym i okolicznym mieszkańcom, gdyż służąc w wojsku carskim ukończył szkołę felczerską.

Mieszkańcy Grabniaka utrzymywali się głównie z pracy na roli. Z racji dużej ilości łąk powszechna była hodowla bydła. Pamiętam, jak ludzie zmawiali się na koszenie, bo mało kto kosił sam. Zbierało się 4-5 i szli razem, jeden obok drugiego. A kobiety jedzenie szykowały dla wszystkich[9] – wspomina Eugenia Jung. Wielu z mieszkańców zajmowało się rybołówstwem (np. Stanisław Zyga i Feliks Matuszak). Najbogatszą rodziną we wsi byli natomiast Czarneccy, którzy oprócz dużego gospodarstwa znaczące przychody uzyskiwali z użytkowania jeziora Sumin. We wsi żyło kilku rzemieślników, stolarstwem trudnił się Jan Dybek, szewstwem – Jan Bitoki i Seweryn Sochaczewski, a kowalstwem Stanisław Smętkowski.

Miejscowi rolnicy założyli w 1930 roku Spółdzielnię Związkową „Wspólnota”, która posiadała nawet swój sklep. W 1940 roku do spółdzielni należało 67 rolników. W latach trzydziestych we wsi powstało jedno z czterech w Gminie Wiszniewice kółek rolniczych.  Zapewne podwaliny do jego utworzenia stworzył Aleksander Eleszuk, który pod koniec I wojny światowej przeprowadził się z Woli Wereszczyńskiej. Był on wychowanek szkoły rolniczej w Nałęczowie, a wchodził w 1918 roku w skład zarządu Chełmskiego Związku Kółek Rolniczych. W ramach kółka rolniczego prowadzono poletka doświadczalne, członków wyposażano w materiał siewny i zarodowy, prowadzono szkolenia i konkursy. O jednym konkursie dowiadujemy się ze „Sprawozdania z Działalności Okręgowego Towarzystwa Organizacji i Kółek Rolniczych w Chełmie za rok 1936/1937”. Jego przedmiotem było prowadzenie warzywnego poletka doświadczalnego i uzyskanie jak najlepszych wyników w plonie. W konkursie uczestniczył reprezentujący miejscowy Związek Strzelecki Michał Grabowski, który za osiągnięte wyniki uzyskał nagrodę I klasy, a były nią 2 sadzonki drzewek owocowych.  

Zaraz po wojnie młodzież z Grabniaka zwróciła się z prośbą do proboszcza rzymskokatolickiej parafii w Wereszczynie ks. Edwarda Kucierzyńskiego o pomoc przy zarejestrowaniu stowarzyszenia młodzieżowego. Pomoc nie została udzielona, gdyż ksiądz ciągle się tłumaczył, iż potrzebny jest mu sekretarz od spraw stowarzyszeń. Ostatecznie powstało koło Związku Strzeleckiego.

Szybki rozwój ludnościowy wsi wpłynął na utworzenie szkoły – w latach dwudziestych jednoklasowej, a później czteroklasowej. Początkowo znajdowała się w budynku prywatnym, dopiero przy pomocy finansowej władz gminnych (w wysokości 600 zł.) przeniesiono ją do osobnego budynku przy jeziorze. W roku szkolnym 1930/1931 uczyło się w niej 53 dzieci. Od samego początku lekcje prowadziła grekokatoliczka Melania Leśkówna ze Lwowa, udzielała również korepetycje w godzinach pozaszkolnych. Jeden z jej wychowanków Marian Smętkowski z Garbatówki w kronice rodzinnej o Melanii zapisał: (…) bezinteresownie zajmowała się moim wykształceniem i wychowaniem. W pewnych okresach mieszkałem u niej, była jak gdyby drugą moją matką.[10] Początkowo również lekcje religii były przez nią prowadzone. Dopiero na początku lat trzydziestych lekcje prowadzili wikariusze, a później również proboszczowie z Wereszczyna, których zawsze przywoził wyznaczony mieszkaniec. Już podczas wojny razu jednego po księdza Urbańczyka nikt nie pojechał więc ten, osiodłał konia i po błocie dotarł do szkoły na czas[11] – wspomina Eugenia Jung. Dzieci starsze uczęszczały do szkoły pięcioklasowej w sąsiednim Dębowcu. Szkoła poza zadaniami edukacyjnymi pełniła również funkcję społeczną. W jej budynku odbywały się zebrania wiejskie, jak i taneczne zabawy, w której – jak wspominają mieszkańcy – nikt się nie bił.[12] 

Stosunki narodowościowe we wsi układały się nadzwyczaj dobrze, nie było konfliktów na tym tle. Zdarzały się natomiast wypadki, często ze skutkami śmiertelnymi. O jednym z nich dowiadujemy się z lokalnego tygodnika chełmskiego „Zwierciadło” roku: Na weselu Daniela Mantyki we wsi Grabniak gm. Cyców, gdy orszak weselny wyruszał do kościoła jeden z gości Julian Wejman zaczął strzelać na wiwat z karabinu, nabitego ostrymi nabojami. Rezultat, śmiertelna rana w szyję stojącej z dzieckiem na ręku Lidji Helman. Kula raniła i dziecko w rączkę. Po upływie pół godziny ofiara wiwatów skonała. Wejman powędrował do kozy.[13] W rubryce kryminalnej Lubelskiego Dziennika Wojewódzkiego z 1936 roku znaleźli się za uchylanie od służby wojskowej Aleksander Dusterhoft i Ludwik Redel.

 

  1. Okres II wojny światowej

Życie mieszkańców zakłócił wybuch wojny światowej. W pierwszych miesiącach zaogniły się stosunku polsko-niemieckie. Kilkunastoletni wówczas Hieronim Maciejewski wspomina, że nasi Niemcy generalnie byli dobrzy, ale był taki Mantyk, który dał się we znaki. On hitlerowiec był.[14] Sołtysem został Szram, ale dobry był z niego człowiek. Starał się konflikty zażegnywać na miejscu i nie zawiadamiał o nich w Cycowie[15] – powracają pamięcią Halina i Jan Wakułowie. W 1940 roku rodziny niemieckie wyjechały z Grabniaka, a ich miejsce na początku października zajęli Polacy przesiedleni z Poznańskiego (np. Mazurkowie, Rakusowie, Kordoszowie, czy Wosiowie z okolic Nowego Tomyśla). Jak przyszli, to te swoje chatki mieli takie marne, prymitywne. Bidowali. Naszej sąsiadce, to z czwórki dwoje dzieci zmarło[16] – wspomina Hieronim Maciejewski. Nasi sąsiedzi zboże, które dostali po Niemcach, to nawet kurom sypali, a na zimę to nie mieli co jeść. Do siostry przychodził Zenuś i tak dawała mu tego chleba[17] – opowiada Eugenia Jung.

Szkoła powszechna funkcjonowała jeszcze przez pierwszy rok okupacji. W 1940 roku została zlikwidowana, stąd też większość dzieci zaprzestało naukę, choć niektórzy uczęszczali do funkcjonującej przez całą wojnę szkoły w Wereszczynie i w Woli Wereszczyńskiej. Nauczanie potajemne prowadziła Melania Leśkówna, po mężu Chimiuk, jednak w 1942 roku zmarła na panującą we wsi epidemię tyfusu. Po jej śmierci przez krótki czas uczył przybyły ze Stawka Józef Kwiciński.

Powszechne były aresztowania za najmniejsze naruszenia reguł życia okupacyjnego. Aresztowano chociażby Kazimierza Czarneckiego, który przebywał w obozach koncentracyjnych przez cały okres wojny. Dobry był, jak mego ojca Niemcy aresztowali, to wziął on teczkę z rybami i poszedł od Cycowa. Po kilku godzinach wrócił z ojcem[18] – powraca pamięcią Eugenia Jung. W domu Czarneckich przez długi czas ukrywał się proboszcz z Woli Wereszczyńskiej ks. Józef Bujalski. Kolejną zmorą dla mieszkańców były obowiązkowe kontyngentowe dostawy płodów rolnych oraz przymusowe wyjazdy na roboty publiczne do III Rzeszy. Z Grabniaka, to na robotach nie był nikt tylko od nas i z od Sochaczewskich, a tak, to przynajmniej po jednej osobie z domu zabierali. Nam się udało, bo, gdy przyjeżdżali na łapankę, to zawsze matkę ktoś wcześniej powiadomił[19]wspomina Hieronim Maciejewski. Mnie raz złapali, ale w Chełmie im uciekłam[20] – powraca pamięcią Eugenia Jung. Do III Rzeszy wywieziono chociażby Seweryna Romańskiego, Michała Brzozowca, Stanisława Rekuckiego, Jana Olszewskiego, Józefa Lisieckiego, Dudę z córką, Aleksandra Zielińskiego, Litwiniuka, Witkowskiego, Marcinka, Matuszaka, Wacława Smagałę i Janinę Postawską. Rekucki i Olszewski do Grabniaka już nie wrócili, po zajęciu przez aliantów Niemiec wyemigrowali do Ameryki Północnej.

Lesiste i bagienne okolice wykorzystywano podczas II wojny światowej do chronienia osób poszukiwanych przez okupanta, zwłaszcza Żydów. Funkcjonariusze niemieccy nie pojawiali się we wsi zbyt często, bojąc się o swoje bezpieczeństwo. Stąd też w sąsiedniej Garbatówce zorganizowano ośrodek do przechowywania dzieci żydowskich, w tym Miriam Zunszajn, która ocalała z pogromu ludności żydowskiej w maju 1942 roku w Wereszczynie. Miriam najpierw do lekarza Mikołaja Żukowskiego, który przeprowadził się z Wereszczyna w 1942 roku i zamieszkał u Pietrzaków oraz Matuszaków, przywiózł rowerem Henryk Kozłowski z Urszulina. Mikołaj Żukowski przechowywał Miriam przez kilka miesięcy, a następnie umieścił ja u polsko-żydowskiej rodziny dentysty Urbana, mieszkającego w Starym Załuczu. Załucze było wówczas jedną z większych wsi, stąd też gdy w domu przebywało już kilkoro żydowskich dzieci, przeprowadzili się na koniec Kolonii Garbatówka: To było gospodarstwo rolne na boku zlokalizowane, które miało kilkoro młodzieży żydowskiej – wspominał Henryk Kozłowski i dodawał – One tam się bawiły. Jeżeli ktoś szedł, to one się chowały. Ktoś to finansował na pewno. Bo podobno rodzina ta, później już po wojnie, pozwalała sobie na lepsze życie. Nie jak to na wsi, rolnik. Ja pracowałem, liczący każdy grosz. Stamtąd właśnie Miriam dostała się do Izraela. Miałem tam też koleżankę z AK - wyszła za mąż za obywatela polskiego narodowości żydowskiej i wyjechała z nim do Izraela. Mieszkała przez drogę ze mną. Wszystko widziała. Tylko ona miała nic nie mówić. Młoda jeszcze, dość przystojna niewiasta, Stadnik Krystyna.[21]

Przeżyło także 2 dzieci Szulima Zyrbensztajna, pozostali zginęli w Trawnikach. Weronika Choma opowiadała, jak jeden z synów Izaak pojawił się z siostrą i swoim szwagrem Herszkiem w Ostrowie Nadrybskim z prośbą o pomoc: Wyszłam na dwór, a on już był na tej górce nad zwierzętami i stamtąd zawołał mnie i mówi, że uciekli i są bardzo głodne, żeby im dać jeść. Zaraz im jeść zrobiłam, tak ukradkiem, żeby ich nikt nie widział. W wiaderku takim, co się niesie zwierzętom jedzenie, było ukryte. I późni już byli jakiś czas. Z Trawnik uciekli we wrześniu. Tam masa ludzi, masa Żydów była wybita.[22] Opisała także warunki, w jakich rodzina się ukrywała: Na tym strychu nad zwierzętami była słoma i były snopki ustawione. Tam nie było tak, że nie można znajść, ale tyle było, że nikt nie zobaczył, że oni są. Bo jakby chciał ktoś znajść, to by ich tam znalazł. Oni do 1945 roku, jak się skończyło, to dotąd byli. W piątym skończyła się ta wojna i już każdy mógł sobie wyjść. Jeść i bieliznę prałam i pierzynę dałam na spanie, bo jak było zimno, trza było nakryć się czymś (…). To było tak trochę kłopotliwe. No ale co było, ani to powiedzieć, żeby ich zabrali. Bardzo, bardzo chcieli przeżyć.[23] Weronika Choma z mężem postanowili pomóc, pomimo grożącego niebezpieczeństwa utraty życia. Po latach przyznała: Ja się nie tak bałam, jak się mąż bardzo bał. On zdawał sobie sprawę, co to może być. Ja myślałam, kto tam będzie szukał (…). Raz sąsiad już pod koniec zobaczył tego Herszta, że on jest w wodzie, poszedł się umyć w nocy. I poznał go, ale jakoś nie powiedział.[24] Za udzielenie pomocy trójce Żydów Weronika Choma i jej mąż Feliks otrzymali w 1995 roku medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

Przez okres wojny łęczyńscy Żydzi ukrywali się u Labrygów i Matuszaków. U Labrygów było czterech, u Matuszaka dwóch. Nikt o nich nie wiedział, dopiero po wojnie wyszło na jaw. Mieszkali na końcu przy jeziorze, więc mało kto tam zaglądał[25] – opowiada Wacław Rentflejsz. Mieszkańcy wspominają jeszcze o ukrywającym się przy jeziorze Sumin Żydzie, nazywanym Zalcem. On tam wybudował szałas i wychodził po jedzenie tylko w nocy[26] wspomina Hieronim Maciejewski.

Oprócz Żydów po 1941 roku ukrywali się rosyjscy zbiegli jeńcy. W okolicach często błąkali się tacy i szli ku Bugu, ale nie wiem czy byli w stanie przeżyć. Jednej zimy były takie mrozy, że jak jeden z plennych poprosił mojego tatę o kawałek chleba, to nie chciał nawet butów zdjąć i nic ciepłego wypić, bo bał się, że jak rozgrzany wyjdzie, to zamarznie[27] – wspomina Eugenia Jung. Nie udało się ukryć jedynie Konopce. W maju 1942 roku żołnierze niemieccy zebrali wszystkich mieszkańców i przegonili do Garbatówki. Tam nam powiedziano, że jak będziemy pomagać partyzantom, to wszystkich nas wymordują[28] – powraca pamięcią Heronim Maciejewski. W tym czasie przeprowadzono obławę na ukrywających się w okolicy jeńcach. We wsi natknął się ten Konopka na Niemców i go na miejscu na polu z żytem zabili[29] – wspomina Jan Wakuła.

We wsi i w lesistych okolicach ukrywali się przed okupantem niemieckim, a później przed władzą ludową, także partyzanci. Razem z młodzieżą Garbatówki tworzyli miejscową placówkę Armii Krajowej (AK), której dowodził Kazimierz Kot ps. „Leszcz”. Marian Smętkowski z Garbatówki pisał w pamiętnikach: Przechodziłem szkolenie wojskowe z musztry i znajomości broni, konspiracyjnie, z grupą zaprzysiężonych rówieśników latem 1942 roku. Szkolenia odbywały się każdej pogodnej niedzieli, we wczesnych godzinach rannych, na półwyspie otoczonym zaroślami przy jeziorze sumińskim.[30] Do placówki oprócz wspomnianego Kota należeli Stanisław i Stanisława (ps. „Elżbieta”) Sochowie, Józef Szymański ps. „Trzmiel”, Stanisław Olszewski ps. „Chyży”, Albin Zieliński ps. „Bluszcz”, Witold Sochaczewski, Aleksander Czarnecki, Mikołaj Żukowski, Eugeniusz Żukowski ps. „Miglans” oraz Henryk Biernacki ps. „Czarny”. Partyzanci z tutejszej placówki uczestniczyli chociażby w akcji na posterunek niemiecki w Sosnowicy i policji ukraińskiej w Hańsku. W 1943 roku natknęli się w pobliskim Starym Załuczu na patrol niemiecki, jednakże w wyniku krótkiej strzelaniny nikt nie zginął. Pod koniec okupacji część partyzantów z oddziału AK przystąpiło do oddziału Armii Ludowej lub do prosowieckiego oddziału „Jeszcze Polska nie zginęła” Roberta Satanowskiego (np. Mikołaj i Eugeniusz Żukowscy).

Od dnia 14 grudnia 1943 roku na okres zimowy u licznych miejscowych gospodarzy kwaterowali partyzanci z oddziału AK „Nadbużanka”. W Grabniaku pod przewodnictwem „Sępa” (tj. Józefa Milerta – komendanta obwodu AK na Powiat Włodawski) dostaliśmy przydział do poszczególnych gospodarzy rozsianych po terenie w promieniu kilkunastu kilometrów. Formalności przydziału dawał posmak targu żywym towarem. Staliśmy w szeregu, a przed nami w półkolu duża grupa gospodarzy o różnym wyglądzie. Przyszli nasi chlebodawcy w większości byli ubrani w chłopskie kożuchy z dużymi podniesionymi kołnierzami[31] – opisywał chwilę przydziału w swoich wspomnieniach Stanisław Pasikowski ps. „Tygrys” z Woli Uhruskiej. Partyzanci co jakiś czas spotykali się w grupach i prowadzali wówczas szkolenia wojskowe, lub wysyłani byli w teren celem poszukiwania broni. Wraz z partyzantami „Nadbużanki” ćwiczyli miejscowi członkowie AK. Kwaterowanie dużej liczby partyzantów wpłynęło również na życie towarzyskie we wsi, gdyż co raz w miejscowej szkole organizowane były zabawy wiejskie. W 1944 roku wielu partyzantów AK wstąpiło do proradzieckiego oddziału Roberta Satanowskiego „Jeszcze Polska nie zginęła”. Po tym dostali dużo broni, bo jej w oddziale brakowało. Jak ją dostali, to napadli na Niemców w Łęcznej. Wtedy Olek Czarnecki został ranny w nogę[32] – opowiada Stanisław Szynkora.

 

  1. Grabniak wobec działalności partyzantki antykomunistycznej

Zakończenie wojny nie przyniosło dla mieszkańców spokoju, gdyż ze względu na okoliczne lasy i bagna wieś stanowiła ośrodek koncentracji partyzantów antykomunistycznych. Potwierdzał ten stan jeden z tajnych raportów włodawskiego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) sporządzony w grudniu 1944 roku, który zaliczał Grabniak do miejscowości opanowanych przez organizacje konspiracyjne. Natomiast we wrześniu następnego roku do PUBP we Włodawie trafił donos agenta o pseudonimie „Stary” o spotkaniu partyzantów w krzakach pod Grabniakiem, z którego został sporządzony raport o następującej treści: (…) dnia 7.IX.1945 r. odbyło się w krzakach między Urszulinem a Grabniakiem Gm. Wola Wereszczyńska zebranie A.K. Na zebraniu był por „Rogacz”, jak również Kozieracki Stanisław, zam. w Urszulinie. Wszystkich na zebraniu było około 12 osób. Widział to pastuch agenta „Stary” i słyszał ich rozmowę. Por. „Rogacz” ganił ich za rabunki, które oni dokonują.[33]

W oddziałach „Wolność i Niezawisłość” (WiN), a wcześniej w AK, służyło wielu miejscowych, w tym Witold Matuszak ps. „Witek”. Podczas okupacji niemieckiej Matuszak walczył w oddziale Armii Ludowej Roberta Satanowskiego, a następnie wstąpił do wojska ludowego, z którego zdezerterował. Jak był na przepustce, to jego namówili. Wtedy on wrócił do jednostki, wziął karabin i do nich przystąpił[34]opowiada Stanisław Szynkora. Za swoją działalność partyzancką w oddziale Józefa Struga, ps. „Ordon” został stracony w we wrześniu 1947 roku. Przystąpił do partyzantów na kilka tygodni przed dokonaniem mordu w Puchaczowie. Matuszaka wydał zatrzymany wcześniej (bo w lipcu) Ludwik Szmytke, a wyrok śmierci wydano właśnie za dokonanie morderstwa 21 osób w pobliskim Puchaczowie. Ponadto udowodniono mu udział w napadzie na spółdzielnię w Woli Wereszczyńskiej.

Inni zaś mieszkańcy (Aleksander Czarnecki, Kogus, Alfred Radko) tworzyli Ochotnicze Rezerwy Milicji Obywatelskiej (ORMO), którzy wyposażeni w broń mieli za zadanie chronić mieszkańców przed rabunkową działalnością tzw. „leśnych ludzi”.

Często działalność niektórych partyzantów była wykorzystywana do załatwiania partykularnych interesów, na co wskazuje treść powyżej umieszczonego raportu. Niekiedy działalność taka kończyła się wykonywaniem egzekucji, także na mieszkańcach wsi Grabniak. Z rąk partyzantów we wrześniu 1946 roku zginęła rodzina Czarneckich, czyli ojciec Kazimierz i jego 2 synów – Aleksander i Zbigniew.

 

  1. Grabniak w Polsce Ludowej

Po wojnie opuszczone przez Poznaniaków poniemieckie gospodarstwa zajmowali ich sąsiedzi, czy też nowoprzybyli mieszkańcy. Jeszcze w 1943 roku we wsi zamieszkiwało aż 421 osób. Z upływem lat miejscowość zaczęła się rozwijać, stając się jedną z najbardziej rozciągniętych miejscowości w gminie. Mapa topograficzna z 1965 roku wskazywała na istnienie we wsi 52 gospodarstw rozrzuconych w promieniu kilku kilometrów, co oznaczało znaczny jednak spadek w porównaniu ze stanem sprzed wojny. Na zmniejszenie miało wpływ chociażby przyporządkowanie gospodarstw znajdujących się na południe od jeziora Sumin do sołectwa Sumin. W kolejnych latach liczba zabudowań jednakże szybko wzrastała, wynosząc już w latach siedemdziesiątych 67 gospodarstw. Duże znaczenie dla wzrostu populacji miała budowa drogi z Garbatówki. Z początkiem 1973 roku wieś zmieniła przynależność administracyjną, stając się sołectwem nowoutworzonej Gminy Urszulin. Już wcześniej, pomimo przynależności do Gminy Wiszniewice (Cyców) mieszkańców Grabniaka obejmował obwód pocztowy w Urszulinie. W tym samym roku Powiat Włodawski w plany inwestycyjne wpisał budowę drogi z Grabniaka do Dębowca. Inwestycja miała być zrealizowana w latach osiemdziesiątych, ale nigdy nie została wykonana. W latach osiemdziesiątych we wsi zamieszkiwało około 200 mieszkańców.

Pierwszym powojennym sołtysem został Franciszek Uzdowski, który wykazywał dużą aktywność polityczną. Zasiadał we władzach Prezydium Powiatowego Komitetu Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, stąd też pełnił kilka funkcji publicznych. W 1949 roku został członkiem Komisji Rewizyjnej Kasy Stefczyka w Cycowie. W latach 1954 i 1958 wybierano do Gromadzkiej Rady Narodowej w Garbatówce i jednocześnie do Powiatowej Rady Narodowej (PRN) w Chełmie. W 1958 roku do PRN wybrano reprezentującą spółdzielnię produkcyjną Aurelię Piasecką, która zasiadała również w poprzedniej kadencji po odwołaniu Mariana Sierpnia. W późniejszych latach funkcję sołtysa pełnił Radko. W 1978 roku już do Gminnej Rady Narodowej w Urszulinie wybrano Ryszarda Adamczuka, a 6 lat później – Zbigniewa Witkowskiego.

W 1952 roku utworzono Rolniczą Spółdzielnię Produkcyjną w Grabniaku, w której, za pomocą wspólnego sprzętu rolniczego, obrabiano pola miejscowych rolników. Do spółdzielni włączono gospodarstwa poniemieckie. Założył ją Franciszek Uzdowski z nauczycielem Leonem Maciejewskim, Szymańskim, Piasecki, Zuzańskim i Krauzą. Większość gospodarzy nie przystąpiło jednak do spółdzielni. Jej członków włączano do wszelkich prac w ramach czynu społecznego, chociażby przy budowie kanału Wieprz-Krzna, którzy uzyskali najwyższą wydajność – 7 m3 na furmankę[35] – zapisał inżynier Kwapiszewski w propagandowej publikacji. Spółdzielczość mogła stać się dla mieszkańców cenną formą gospodarowania, gdyż zdecydowana większość z nich trudniła się pracą na roli. Jej utworzenie nie było jednak efektem dobrowolnych decyzji mieszkańców, stąd też przymusowa przynależność do spółdzielni wpływała na niską efektywność. W dzień orali moje ziemie, a ja w nocy wychodziłem i zboże siałem – opisuje swoją walkę z kolektywizacją Hieronim Maciejewski i dodaje: Moją matkę, to za opór na kilka dni zamknęli.[36] Kierownikami grabniackiej spółdzielni byli Szymański i Piasecki, a księgową Leokadia Zuzańska. Eugenia Jung wspomina, że Piasecki był bardzo zawzięty. Raz wycinaliśmy z mężem łozę na płoty i on nas złapał, a to nasz kuzyn był. Powiedział, że nie będzie na nas skarżył, ale za drzewo mamy zapłacić.[37]

Pomimo, że pobudowano budynki gospodarcze, w tym stojącą do dnia dzisiejszego oborę, spółdzielnia została w latach sześćdziesiątych włączona do świerszczowskiej. Zastąpiło je kółko rolnicze.

W budynku obory pospółdzielczej utworzono miejscową jednostkę ochotniczej straży pożarnej. Jej wieloletnim naczelnikiem był Hieronim Maciejewski. Na początku lat siedemdziesiątych funkcję prezesa sprawował Ryszard Adamczuk, jego zastępcą był Aleksander Kwiatkowski, a mechanikami Jerzy Kazimierczyk i Szczepan Królikowski. Jednostka liczyła wówczas 25 ochotników. Na wyposażeniu znajdowały się pompy wożone konnym zaprzęgiem oraz syrena.

W tak dużej wsi po wojnie w kwietniu 1948 roku utworzono szkołę podstawową w której uczył Leon Maciejewski. Wraz ze zmniejszającą się liczbą dzieci szkołę zlikwidowano, a Grabniak włączono do rejonu szkolnego w Garbatówce. Wraz z otwarciem nowej szkoły w Starym Załuczu w 1967 roku dzieci z Grabniaka przyporządkowano właśnie do niej, choć w większości nadal uczęszczały do szkoły w Garbatówce.

Z racji bardzo dużej odległości od kościoła parafialnego w Wereszczynie ks. Władysław Urbańczyk, przy pomocy wiernych, utworzył pod koniec lat pięćdziesiątych kaplicę w prywatnym mieszkaniu Jana i Lucyny Łukasiewiczów. Msze przez proboszcza wereszczyńskiego odprawiane był w jedną niedzielę w miesiącu, a w latach sześćdziesiątych już w co drugą niedzielę. Odprawiane przez proboszcza niedzielne nabożeństwa gromadziły bardzo dużą ilość wiernych. Wielkim świętem dla mieszkańców było zawsze poświęcenie pól, na które również przyjeżdżał osobiście proboszcz z Wereszczyna. Ponadto w kaplicy zorganizowany był dla młodzieży szkolnej punkt katechetyczny, gdyż od końca lat czterdziestych zakazano nauczania religii w szkole. Przygotowywano w nim dzieci do przyjęcia sakramentu I komunii św. Podczas wizyty kanonicznej biskupa siedleckiego ks. Wacława Skomoruchy w Wereszczynie w maju 1971 roku mówiono o potrzebie wybudowania w Grabniaku nowej kaplicy parafialnej. Motywowano ją dużą odległością oraz stale rosnącą liczbą mieszkańców, jednakże w późniejszych latach zamiaru niezrealizowano.

Niezależnie od rozwiązania spółdzielni głównym źródłem utrzymania mieszkańców była w dalszym ciągu praca na roli. Zawody wykonywane przez przedwojennych rzemieślników z upływem czasu i postępem technologicznym zanikały. Jeszcze przez kilkanaście lat kowal Stanisław Smętkowski świadczył swoje usługi, jednakże z upływem czasu głównym źródłem dochodu stawało się gospodarstwo rolne, aż w końcu na starość rozebrał jedyną wiejską kuźnię.

Sytuacja gospodarcza mieszkańców znacząco zmieniła się na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Elektryfikacja wsi, budowa w latach 1967-1968 od strony Garbatówki szosy, w miejsce nieprzejezdnej przez większą część roku grobelki ze zgniłymi balami sosnowego drewna, spowodowała, że ludziom zaczęło się żyć lepiej. Plantacje tytoniu, truskawek, czy pomidorów przynosiły spodziewane zyski. W dość szybkim tempie zaczęły zanikać pokryte strzechą drewniane domy, a w ich miejsce powstawały kryte eternitem domy murowane. Powstała w połowie lat siedemdziesiątych kopalnia w Bogdance dala wielu mieszkańcom dochodową pracę. Jeden z ówczesnych młodszych mieszkańców wsi Tadeusz Roczniak w opracowanej przez siebie historii wsi pisze: Wydawać by się mogło, że nastał czas dobrobytu. Jednak młodzi zaczęli opuszczać jeden po drugim rodzinną wieś „zabitą dechami”, jak się wtedy mówiło. W poszukiwaniu lepszego życia wyjeżdżali do pobliskiej Łęcznej, czy do Lublina i Świdnika, a nawet do Puław i Białej Podlaskiej. Grabniak się wyludnia, pozostało niewielu gospodarzy, z roku na rok coraz mniej…[38]

Jeszcze w latach sześćdziesiątych na obszarze sołectwa Grabniak podjęto zakrojone na szeroką skalę poszukiwania pokładów węgla, ropy i gazu. Po tych poszukiwaniach pozostały we wsi betonowe plomby i płyty na drodze koło jeziora i na jego wale. W 1963 roku rozpoczęto ponadto działania zmierzające do „poprawy warunków siedliskowych”. Jest to nierozliczona do tej pory zbrodnia przeciwko naturze[39] – ocenia owe działania Tadeusz Roczniak. Działania te miały na celu stworzenie z jezior Uściwierz, Nadrybie i Bikcze zbiorników retencyjnych. Plan się nie powiódł, jednakże zmieniono bezpowrotnie bagienne okolice. Zbiorowiska zmienno-wilgotnych łąk trzęślicowych z elementami wiechliny łąkowej i kostrzewy czerwonej zastąpiły łąki kośne oraz pastwiska. Linie brzegowe jeziora zaczęły porastać zarośla łozowe. Stworzony doprowadzalnik Wola Wereszczyńska-Bogdanka nie jest użytkowany, a poziom lustra wody w okolicznych jeziorach spadł o około jeden metr.

Ze względu na pobliskie Jezioro Rotcze, zwane potocznie „Grabniakiem”, wieś już w latach siedemdziesiątych przybrało charakter letniskowy. Nad jeziorem powstał Ośrodek Wypoczynkowo-Szkoleniowy Związku Harcerstwa Polskiego (ZHP) Chorągwi Ziemi Chełmskiej. Budynek spółdzielczego spichlerza zaadaptowano na magazyn sprzętu ośrodka, zaś w poszkolnym budynku urządzono kuchnię. Podjęto następnie działania, by ośrodek rozbudować. W tym celu powołano Społeczny Komitet Rozbudowy Ośrodka ZHP w Grabniaku, a jej przewodniczącym został Wicewojewoda Chełmski Bolesław Struzik. Komitet miał poszukiwać dodatkowych środków finansowych poprzez zbiórki, a przede wszystkim zachęcać młodzież do prac nad rozbudową. W ciągu kilku lat w ośrodku powstał sześćdziesięcioosobowy pawilon mieszkalny, 10 czteroosobowych domków letniskowych, kuchnia i stołówka, hydrofornia, umywalnia polowa, pomosty, boiska sportowe, pola namiotowe i plaże. W 1982 roku harcerze wybudowali hangar na sprzęt wodny oraz zaadaptowali stary magazyn na pracownię szkutniczą. Dwa lata później harcerze otrzymali 3 jachty średniej wielkości. Przez wiele lat ośrodek cieszył się olbrzymią popularnością wśród harcerzy, w trakcie wakacji wypoczywało tutaj nawet ponad 600 harcerzy i druhów z Chełma, ale i z zagranicy (ZSRR, NRD), a często i młodych karateków. Oprócz zajęć typowo harcerskich i sportowych niejednokrotnie młodzież pomagała w pracach polowych w pobliskich spółdzielniach i u okolicznych rolników. W latach osiemdziesiątych powstawały nowe ośrodki wypoczynkowe, a przede wszystkim jednorodzinne zabudowania letniskowe, zaludniane w okresie letnim. Zabudowa letniskowa powstała też u wybrzeża Jeziora Uściwierz.

Zabudowa wybrzeża, jak też osuszenie okolicznego terenu, zniweczyły plany ekologów, dążących do utworzenia w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych rezerwatu przyrody z Jeziora Uściwierz. Z czasem estetyka wokół jezior ulegała zaniedbaniu. Prężnie rozwijający się ośrodek harcerski już od połowy lat osiemdziesiątych zaczął niszczeć, lawinowo przybywały nielegalne budowle, lokalizowane nawet po kilka metrów od linii brzegowej jeziora, a coraz większa liczba odpoczywających potęgowała chaos. Jeden z letnich dni nad Jeziorem Grabniak przedstawił korespondent „Tygodnika Chełmskiego”: Za płotem okolonym malinami tabuny samochodów. Każdy swoim metalowym potworkiem chce wjechać prawie do jeziora. Kilkumetrowe przejście zwalone mniej lub bardziej sprawnymi gratami. Na rozwalającym się płocie harcerskiej stanicy wodnej ktoś zamocował kartkę i koślawymi literami zakazał tutaj parkowania pojazdów i biwakowania. Nikt nie boi się w Polsce paragrafów, a tym bardziej tabliczki zakazującej czegoś koślawymi literami… (…) Tuż nad brzegiem sporo barwnych namiotów. Motocykle, rowery, niedaleko domku letniskowego przypominającego kapliczkę góralską jakiś miłośnik wjechał starym gratem na kołach prawie do wody. W nocy słuchać warkot natrętnie brzęczącej motorówki. Jest już po dwudziestej, ale ktoś uparcie piłuje lustro jeziora. (…) młodzi ludzie, zmożeni mocą kalorii taniego wina legną na tropiku swojego namiotu, a jutro rozbijają go na powrót![40]

Brak porządku na plaży, parkingów i punktów sprzedaży, to nie jedyne problemy. Inny korespondent „Tygodnika Chełmskiego” o sytuacji nad jeziorem pisał: W Grabniaku do jeziora właściwie nie ma już dostępu. Większość terenów zajął ośrodek Związku Harcerstwa Polskiego, a te które pozostały, opanowali właściciele dzikich dacz. Ambicją prawie każdego było wybudowanie domku jak najbliżej wody. Niektórzy mogą, siedząc na balkonie, moczyć nogi w jeziorze. Wszyscy oczywiście ogrodzili swoje posiadłości i to tak dokładnie, że zupełnie uniemożliwili innym dojście do wody i plażowanie.[41] Władze gminne próbowały wypowiedzieć wojnę właścicielom „dzikich budowli”, ale jak mówił ówczesny gminny sekretarz Henryk Wesołowski, wszystko zostanie uporządkowane, kiedy będzie gotowy projekt szczegółowego zagospodarowania jeziora. Teraz właściwie nie ma podstaw prawnych, żeby ruszyć posiadaczy dzikich domków. Można tylko ukarać właścicieli działek, czyli miejscowych rolników, obciążając ich grzywną w wysokości dziesięciokrotnej wartości gruntu za to, że bez niczyjej zgody wyłączyli ziemię spod produkcji rolnej. Na propozycję rozbiórki nielegalnych budów naczelnik gminy Andrzej Konieczny odpowiedział: Słyszałem o naczelniku spod warszawskiej gminy, który tak zrobił. Szybko przestał być naczelnikiem.[42] Pomimo obawy przed interwencją osób wpływowych pod koniec lat osiemdziesiątych władze wojewódzkie wydały wiele decyzji nakazujących rozbiórkę samowolnych inwestycji i zobowiązały naczelnika gminy do wyegzekwowania tych decyzji.

 

  1. Grabniak współczesny

Jeszcze na początku milenium we wsi mieszkało 150 osób, stan osób zameldowanych z 2007 roku wykazał już 143 mieszkańców. Zamieszkiwali oni w 25 gospodarstwach. W kolejnych latach nastąpił znaczący wzrost liczby mieszkańców, gdyż rejestr zameldowanych z ostatniego dnia 2009 roku wykazywał 159 osób. Bardzo dużo osób buduje się w przysiółku znajdującym się przy jeziorze Uściwierz, określanym „Za Jeziorem”. Funkcję sołtysa pełni Ryszard Orłowski. W 1990 roku i 4 lata później przedstawicielem Rady Gminy Urszulin wybrano Edwarda Adamczuka.

W 2004 roku Główna Kwatera ZHP podjęła decyzję o sprzedaży działek swojego ośrodka, gdyż dotychczasowi prywatni dzierżawcy wycofali się z umowy. Hufiec Chełm wydzierżawił stanicę w momencie, kiedy nie miał ani złotówki na jej utrzymanie. W zamian za pięcioletnie użytkowanie dzierżawcy w formalnej umowie zobowiązali się, między innymi do wyremontowania stołówki, sanitariatów, drewnianych domków oraz murowanego pawilonu. (…) Gdyby nie prywatny użytkownik, to ośrodek w Grabniaku niechybnie popadł by w ruinę. Przed przekazaniem stan poszczególnych obiektów i urządzeń był taki, że sanepid gotów był stanicę zamknąć. (…) Problem jedynie w tym, że dzierżawcy zrejterowali, gdyż ponoszone przez nich koszty przekraczały zyski[43] – powiedział prasie Komendant Chorągwi ZHP w Lublinie Kazimierz Wysocki. Obok ośrodka powstają „jak grzyby po deszczu” prywatne domki letniskowe, budowane nie tylko przy samych jeziorach Rotcze i Uściwierz, ale także przy drodze do Dębowca. Wraz z domkami powstają liczne sezonowe sklepiki i ogródki piwne. W 2007 roku aż około 30 domków letniskowych wokół jeziora Uściwierz było nielegalnie postawionych. Zdecydowana większość działek ma rolne przeznaczenie, a znajdujące się na niej budynki nie mają pozwoleń budowlanych. Traci na tym gmina, gdyż z terenów faktycznie zabudowanych płacony jest niski podatek rolny. W 2011 roku zakończono inwestycję budowy infrastruktury wodociągowo-kanalizacyjnej. W następnym roku postawiono nowe molo. Problemem jest niezalegalizowana w pełni letniskowa zabudowa.

Od strony Starego Załucza do dzisiejszego dnia znajduje się wyludnione już uroczysko Grądy. Do gruntów wiejskich należy jezioro Rotcze, ponadto przylegają największe na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim jeziora – Uściwierz (284 ha) i Sumin. Niestety, ale duże, lecz stosunkowo płytkie jezioro Uściwierz, o bardzo łagodnym spadku dna, należy do najszybciej zanikających jezior całego Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Pod koniec XIX stulecia jezioro było około 2 wiorst szerokie i tyleż długie, zajmujące 513 morgów i głębokie miejscami do 50 stóp (tj. ok. 15 metrów).[44] Od lat pięćdziesiątych do 2007 roku powierzchnia jeziora Uściwierz zmniejszyła się o 22 ha, co stanowi 8%, natomiast powierzchnia otwartego lustra wody zmalała aż o 65 ha, co stanowi 27%. Jest to pokłosie przeprowadzonej w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych melioryzacji bagien i obecnej eksploatacji torfu, którego pokłady szacuje się na około 37 tysięcy m3. Aby chronić ocalałe formy unikatowej przyrody w 2004 roku jezioro Uściwierz zostało zgłoszone na europejską listę obszarów specjalnej ochrony siedlisk Natura 2000. Na południe od wsi znajduje się drugi obszar chroniony – rezerwat Ciesiacin. Wciąż wielką popularnością wśród turystów cieszy się zajmujące powierzchnię 45 ha jezioro Rotcze, bogate w ryby – lina i szczupaka.

W latach dziewięćdziesiątych i w pierwszej połowie dekady nowego wieku w budynku gospodarczym spółdzielni produkcyjnej, a następnie ochotniczej straży pożarnej, umieszczona była znana na okolice dyskoteka. Później zabawy „pod chmurką” przeniosły się do budynku naprzeciwko. Niestety, nocne zabawy obfitują w częste interwencje policji, zdarzają się przypadku wymuszenia haraczu na gastronomach i handel narkotykami. W sierpniu 2012 roku gmina zorganizowała nad jeziorem festyn kulturalny. Były konkursy na grillowaną rybę, przyrządzoną rybę, najśmieszniejszy strój rybacki dzieci, skrobanie ryby na czas i inne. Festyn poprzedziły zawody wędkarskie, a publiczność zabawiały miejscowe zespoły ludowe i młodzież śpiewem oraz scenkami obrzędowymi. Zakończył się koncertem zespołów szantowych i nocnym puszczaniem „lampionów szczęścia”.

Otaczająca dzika przyroda z jednej strony sprzyja rozwojowi turystyki, z drugiej zaś utrudnia rolnikom gospodarowanie. Powszechne są szkody w uprawach rolnych wyrządzane przez dziką zwierzynę. W kwietniu 1998 roku pojawiło się natomiast zagrożenie wścieklizny. Wówczas Wojewoda Chełmski Leszek Burakowski wydał rozporządzenie uznające wieś i tereny położone w odległości do 5 km za obszar zagrożony wścieklizną. Zakazano urządzania wszelkich polowań i odłowów, otwierania zwłok i zdejmowania skór ze zwierząt padłych, pozostawiania zwierząt gospodarskich na noc na pastwiskach, wybiegach i okólnikach oraz swobodnego puszczania psów i kotów, jak również wywożenia psów i kotów bez zgody lekarza weterynarii. Nakazano odstrzał sanitarny zwierząt dzikich, a wstęp do lasu ograniczono do niezbędnego minimum. Po upływie 2 miesięcy rozporządzenie uchylono.

 

 

Źródła i literatura:

  • „Dziennik Wschodni”, 7 maj 2003 rok, http://www.dziennikwschodni.pl.
  • „Gazeta Rzemieślnicza”, Warszawa, nr 31 z 1898 roku, www.ebuw.uw.edu.pl;
  • „Głos Ziemi Chełmskiej”, Chełm, nr 3 i 14 z 1918 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • „Informator polityczny”, Komitet Wojewódzki PZPR w Chełmie, nr 22 z 1982 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • „Tygodnik Chełmski”, Chełm, nr 18, 24, 25 i 32 z 1982 roku, nr 46 z 1983 roku, nr 10 z 1984 roku, nr 33 z 1986 roku, nr 29, 31 i 41 z 1989 roku, nr 23 z 1990 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie””, Cyców, nr 10 z 2012 roku;
  • „Zwierciadło”, Chełm, nr 7-8 z 1926 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Broński Zdzisław „Uskok”, Pamiętnik (1941 – maj 1949), red. i oprac. Sławomir Poleszak, Warszawa 2004;
  • Caban Ireneusz, Oddziały Armii Krajowej 7 Pułku Piechoty Legionów, Lublin 1994;
  • Carte von West-Gallizien In den Jahren von 1801 bis 1804, Anton Mayer von Heldensfeld, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;
  • Chmielewski Tadeusz (red.), Ekologia krajobrazów hydrogenicznych Rezerwatu Biosfery „Polesie Zachodnie”, Lublin 2009;
  • Cholmskaja Gubernia 1914 g., Chełm 1914, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dąbrowski Adam (oprac.), Sprawozdanie z działalności Okręgowego Towarzystwa Organizacji i Kółek Rolniczych w Chełmie za rok 1936/1937, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dokumentacja w zbiorach Edmunda Brożka z Włodawy, Reginy Sikory z Włodawy;
  • Dokumenty w zbiorach własnych;

·         Dokumenty w zbiorach Zarządu Miejsko-Gminnego Polskiego Stronnictwa ludowego we Włodawie;

  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie, nr 1 z 1978 roku, nr 3 z 1980 roku, nr 1 z 1984 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, nr 3 z 1953 roku, nr 1 z 1955 roku, nr 4 z 1958 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Województwa Chełmskiego, nr 8 z 1990 roku, nr 5 z 1994 roku, nr 6 i 9 z 1998 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia”, Cyców, nr 3 z 2007 roku;
  • Giemza Zbigniew, Piotrkowski Wiesław, Historia ziem Polskiego Parku Narodowego, www.poleskipn.pl;
  • Kończal Małgorzata, Konwersje 1905-1957 w Wereszczynie, Lublin 2008;
  • Kronika rodziny Smętkowskich spisana przez Mariana Smętkowskiego z Garbatówki;
  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Księga wizyt kanonicznych Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Kuraś Stanisław, Słownik historyczno-geograficzny Województwa Lubelskiego w średniowieczu [w:] Mencel Tadeusz (red.), Dzieje Lubelszczyzny – Tom III, Warszawa 1983, www.dlibra.umcs.lublin.pl;
  • Kwapiszeski J., Budujemy Kanał Wieprz-Krzna, Warszawa 1956, www.bbc.mbp.org.pl;
  • Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 11 z 1936 roku, http://cyfrowa.chbp.chelm.pl;
  • Makus Grzegorz, Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa we Włodawie w walce z polskim podziemiem niepodległościowym w latach 1944-1947, Włodawa 2009;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992 r., www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Olbromski Mieczysław, Przemijanie, Warszawa 1971;
  • Pasikowski Stanisław, Lotny Oddział AK „Nadbużanka”, Łódź 2003;
  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, t. IV – Województwo Lubelskie;
  • Plan ziemi kolonii Baraki wchodzącej w skład majątku Garbatówka lit. A sporządzony na podstawie pomiaru w naturze dokonanego w 1896 r. przez geodetę Br. Zotkowskiego;
  • Relacje świadka historii: Weronika Choma i Henryk Kozłowski, http://biblioteka.teatrtnn.pl;
  • Roczniak Tadeusz, Historia Uściwierza i okolic. Czasy teraźniejsze, dawne i jeszcze dawniejsze …, http://www.usciwiez.juz.pl;
  • Roczniak Tadeusz, Wędkarstwo dawniejsze na Polesiu, http://www.usciwiez.juz.pl;
  • Spis strażaków jednostek OSP Powiatu Włodawskiego, dokonany przez Komendę Powiatową Straży Pożarnej we Włodawie około 1970 roku.
  • Szkoły Rzeczypospolitej Polskiej w roku szkolnym 1930/31, Warszawa-Lwów 1933, http://www.dbc.wroc.pl;
  • Szpetko Zofia, Powracam pamięcią do Cycowa…, [w:] „Merkuriusz Łęczyński”, Łęczna, nr 24 z 2011 roku, http://towarzystwoleczna.pl;
  • Wartel Zenon Czesław, Wysiedlenia niemieckie. Wojenne losy mieszkańców powiatu Nowy Tomyśl – Grodzisk Wlkp., Opalenica 2002, www.wbc.poznan.pl;
  • Wawryniuk Andrzej, Powiat Włodawski. Historia, geografia, gospodarka, polityka. Monografia miejscowości, Włodawa 2010;
  • Wojciechowski Stefan, Sochacka Anna, Szczygieł Ryszard, Osady zaginione i o zmienionych nazwach historycznego Województwa Lubelskiego [w:] Mencel Tadeusz (red.), Dzieje Lubelszczyzny, Warszawa 1986, www.dlibra.umcs.lublin.pl;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wspomnienia mieszkańców: Eugenia Jung (z domu Sochaczewska) z Dębowca, Stanisław Szynkora z Jamnik, Teresa Rutkowska-Białowąs, Hieronim Maciejewski z Grabniaka, Halina i Jan Wakułowie z Grabniaka, Czesław Świerszcz ze Starego Załucza, Jan Szysz z Sumina, Jerzy Żukowski z Kętrzyna, Wacław Rentflejsz ze Starego Załucza, Ludmiła Stopa (z domu Smętkowska) z Krasnegostawu;
  • www.familysearch.org;
  • http://www.bscycow.pl.


[1] Relacja z 3 sierpnia 2009 roku. W zbiorach własnych.

[2] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[3] „Głos Ziemi Chełmskiej”, nr 14 z 1918 roku, s. 6.

[4] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[5] Relacja świadka historii z 23 września 2007 roku, Biblioteka Teatru NN.

[6] Relacja z 25 kwietnia 2010 roku. W zbiorach własnych.

[7] Relacja z 6 września 2010 roku. W zbiorach własnych.

[8] Tadeusz Roczniak, Wędkarstwo dawniejsze na Polesiu, http://www.usciwiez.juz.pl.

[9] Relacja z 1 maja 2010 roku. W zbiorach własnych.

[10] Kronika rodziny Smętkowskich spisana przez Mariana Smętkowskiego. W zbiorach ……

[11] Relacja z 21 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[12] Relacja z 21 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[13] „Zwierciadło”, nr 7-8 z 1926 roku, s. 7.

[14] Relacja z 6 września 2010 roku. W zbiorach własnych.

[15] Relacja z 6 września 2010 roku. W zbiorach własnych.

[16] Relacja z 6 września 2010 roku. W zbiorach własnych.

[17] Relacja z 8 października 2012 roku. W zbiorach własnych.

[18] Relacja z 21 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[19] Relacja z 6 września 2010 roku. W zbiorach własnych.

[20] Relacja z 21 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[21] Relacja świadka historii z 1 lutego 2008 roku, Biblioteka Teatru NN.

[22] Relacja świadka historii z 23 września 2007 roku, Biblioteka Teatru NN.

[23] Tamże.

[24] Tamże.

[25] Relacja z 13 stycznia 2012 roku. W zbiorach własnych.

[26] Relacja z 6 września 2010 roku. W zbiorach własnych.

[27] Relacja z 17 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[28] Relacja z 6 września 2010 roku. W zbiorach własnych.

[29] Relacja z 6 września 2010 roku. W zbiorach własnych.

[30] Kronika rodziny Smętkowskich, op. cit.

[31] Stanisław Pasikowski, Lotny Oddział AK „Nadbużanka”, s. 90.

[32] Relacja z 10 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

[33] Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin.

[34] Relacja z 10 lutego 2010 roku. W zbiorach własnych.

[35] J. Kwapiszeski, Budujemy Kanał Wieprz-Krzna, s. 52.

[36] Relacja z 6 września 2010 roku. W zbiorach własnych.

[37] Relacja z 15 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

[38] Tadeusz Roczniak, Historia Uściwierza i okolic. Czasy teraźniejsze, dawne i jeszcze dawniejsze …, www.usciwiesz.juz.pl;

[39] Tamże.

[40] „Tygodnik Chełmski”, nr 29 z 1989 roku, s. 15.

[41] „Tygodnik Chełmski”, nr 31 z 1989 roku, s. 1.

[42] Tamże.

[43] „Dziennik Wschodni”, z dnia 7 maja 2003 roku, http://www.dziennikwschodni.pl.

[44] „Gazeta Rzemieślnicza”, nr 31 z 1898 roku, s.249.

 

Komentarze
Dodaj nowy
Jiri ZOCEK, Czechy  - Grabniak - Br.ROCZNIAK i Leok.SOCHACZEWSKA   |2013-01-26 20:14:48
Dzien dobry,

jest to bardzo dobrze opracowane jestem pelen podziwu. Pracuje nad historia rodziny, moj dziadek byl Bronislaw Roczniak(1909-1988) syn Adama i Ewy Roczniak(Radko) i babcia Leokadia
Sochaczewska(1912-1980) dcorka Seweryna i Katarzyny Sochaczewskiej(Grabowska). Przeczytalem historie wioski Grabniak a takze zobaczylem galerie. Zauwazylem kilka osob rodziny Sochaczewskich. Moze ktos
ma jakies zdjecia lub wiecej informacji o rodzinach Roczniak/Sochaczewscy? Kazda informacja lub wskazanie kierunku poszukiwan jest bardzo witana. Z gory dziekuje i pozdrawiam Jiri Zocek, Hradec
Kralove, Czechy
Krystyna.P  - Errata do Grabniak:1/Okres II wojny światowej.   |2012-01-24 16:57:42
wg.wspomnień Hieronima Maciejewskiego chcę dodać, że wg.siostry Wacława Smagały Ireny do Niemiec także wywieziono Wacława Smagałę.Pracował w Saksonii ok. roku. po wypadku w gospodarstwie
rolnym-ranie ręki, za poradą pracującego tam lekarza francuskiego symulował niedowład ręki tak więc po pewnym czasie odesłano go szczęśliwie do domu.Wielka Rzesza Niemiecka straciła
darmowego pracownika.
Administrator  - smagała   |2012-01-25 17:32:00
Witam
Przy najbliższej aktualizacji uzupełnię listę.
Pozdrawiam
Anonimowy   |2011-03-30 07:02:16
W monografii Wereszczyna występuje pewna nieścisłość.Rzeczywiście podczas pacyfikacji starał się tłumaczyć na język polski 19-letni wówczas Eugeniusz Żukowski s.Mikołaja, absolwent /1939
r./ gimnazjum włodawskiego./J.Ż/
admin  - zukowski   |2011-03-30 21:42:20
Witam Panie Jerzy
Grabniak już został poprawiony, proszę sprawdzić czy wszystko jest poprawne. Liczę jednak na Pana uzupełnienia, zdjęcia, wspomnienia. Natomiast co do Wereszczyna, to
praktycznie już nie dokonuję korekty przez wiele miesięcy, a w najbliższym czasie zostanie artykuł zawieszony. Jest to związane z planowaną promocją mojej książki o Wereszczynie. Choć
książka jest już w wydawnictwie to zobaczę, czy da się jeszcze tą informację sprostować.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2011-03-24 17:22:49
Z uwagą i łezką w oku wszystko to przeczytałem, bo wiele jeszcze pamiętam.Proszę tylko sprostować,że tym lekarzem podczas okupacji w Grabniaku był Mikołaj Żukowski /1899-1977/-mój
ojciec.Natomiast Eugeniusz Żukowski /1923-2003/był moim bratem,po powrocie z obozu na Majdanku krótko przebywał w domu,więcej w oddziale leśnym AK. Jerzy Żukowski /Kętrzyn/-proszę o kontakt.
admin  - Żukowski   |2011-03-27 15:56:35
Witam
Bardzo się cieszę z Pana komentarza. Bardzo bym chciał nawiązać kontakt, być może zachowały się jakieś zdjęcia, wspomnienia, którymi warto byłoby uzupełnić galerię i monografię.
Oczywiście błąd w najbliższym czasie poprawie. Taki sam błąd nastąpił w monografii Wereszczyna. Ostatnio znalazłem informacje, że Pana ojciec był lekarzem gminnym na przełomie lat 40/50 -
ze sprawozdania Gminnej Rady Narodowej.
Proszę o kontakt na adres: adam.panasiuk@interia.pl
Pozdrawiam
Anonimowy   |2010-10-14 18:02:45
moj ojciec pochodzil z grabniaka duzo wiem o wojnie o zydach o walce o strachu ale ze ciotka weronika dostala order sprawiedliwy wsrod narodow to nie wiedzialam .ratowali zydow to tez wiedzialam i
napewno ani ciotka ani babcia feliksa ani moi rodzice nie brali pieniedzy bo zydzi byli tak samo biedni jak wszyscy w grabniaku ,ludzie oni zyli razem od pokolen
administrator  - choma   |2010-10-14 19:01:32
Witam
Cieszę się bardzo z komentarza od Pani. Byłbym wdzięczny za uzupełnienia w tym zakresie, lub też jakby udało się Pani znaleźć czy zdjęcia, czy jakieś
dokumenty.
Pozdrawiam
adam.panasiuk
K  - mapa   |2010-08-26 20:15:36
Naprawdę znakomita strona. Jestem pod wrażeniem ogromu pracy, ale również "nienachalnej" elegancji strony. Trafiłem tu nieco przypadkiem, w czasie regionalnych poszukiwań. Z
zamiłowania jestem kimś "z okolic" historyka i regionalisty (głównie w dziwnych fragmentach przeszłości Lublina), a zawodowo geografem-kartografem. Pozwolę sobie zatem na małe
wyjaśnienie dot. źródeł. Mapy topograficzne (dostępne na geoportalu) nie pochodzą z lat 1965 i 1992. Te daty to nazwy układów (w uproszczeniu - kompletu definicji różnych aspektów serii
map), a nie czas wydania. Dla przykładu topograficzna mapa z układu 1965 dostępna w internecie ma przeważnie aktualność na sam początek lat 80. XX wieku.
Pozdrawiam i życzę dalszego owocnego
poszukiwania tego, co kształtuje naszą obecność w naszym miejscu.
Kamil
addministrator  - mapy   |2010-08-29 17:52:38
Witam
Dziękuję za tak ciepłe słowa, rzeczywiście ogrom pracy, ale pasja nie zna granic.
Dziękuję za cenne uwagi. Zgadza się, jeżeli chodzi o mapy, dane brałem ze strony geoportalu i tylko
taki daty tam znalazłem, choć wydały mi się podejrzane. Nie zgadzały mi się budowy dróg, dlatego w monografiach tekstowych wolałem nie podawać już konkretnej daty. W takim razie, czy
mógłbym przy tych dwóch mapach podać jakiś konkretny rok, czy raczej rok lepiej usunąć?
adam.panasiuk@interia.pl
Kamil   |2010-08-29 19:35:18
Odpisałem Panu na adres pocztowy, żeby nie wchodzić tu w szczegóły techniczne :)
jakubauskas  - the best of Poland   |2010-07-27 15:02:46
tytuł mówi, czym ta strona jest - przykładem czegoś, co ten kraj wyciąga z oparów absurdu i zaściankowości, czyli czystą pasją tworzenia bez oglądania się na przymiotniki typu
"historia polska" "historia prawdziwa" (i jeszcze bardziej prawdziwa), "historia żydowska" itd.... pasja, jak prawda i fakt, jest niepodzielna. Ta strona to prawdziwy pomnik.
gratulacje syny i córy urszulińskiej ziemi!
Anonimowy   |2009-11-27 07:31:36
Witaj, Adam!

Poruszyłeś w tym artykule istnotny problem pomocy, jaką służyła Żydom w czasie II wojny światowej duża część Polaków oraz kwestię motywacji, z jaką się tego
podejmowano. Sam znam zarówno przypadki osób,które pomagały Żydom bezinteresownie, jak i takie, kiedy robiono to z myślą o zysku, np. sprzedawano dla zarobku metryki po zmarłych członkach
własnej rodziny. Niemniej w obu przypadkach pomagający Żydom narażali swoje życie, choć w drugiej sytuacji robili to z chęci zysku. Pod koniec zeszłego roku czytałem autobiograficzną
książkę Anny Langfus "Skazana na życie", w której autorka dużo pisze o takich i podobnych sytuacjach oraz różnych, często niemoralnych motywacjach. Przedtem czytałem wiele publikacji
wspomnieniowych o analogicznej tematyce, ale ta zrobiła na mnie szczególne wrażenie.

Interesująca kwestia, wymagająca szczegółowych badań to pomoc, jaką niosly ofiarom Holokaustu polskie
Kościoły, szczególnie rzymskokatolicki (zwłaszcza klasztory przechowując żydowskie dzieci) i ewangelicko - reformowany.

Po wpisach na Twoją stronę kolejny raz widzę, że ma zasięg
międzynarodowy, co mi imponuje.

Pozdrawiam

Adrian
Anonimowy   |2009-06-25 16:35:28
Самое большое счастье в жизни - это уверенность в том, что тебя любят. - В. Гюго
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Czwartek, 20 Grudzień 2012 09:39