Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 161
SłabyŚwietny 

 

Adam Panasiuk

 

Dzieje wsi Jamniki

 

  1. Geneza powstania wsi

Na fali wzmożonego osadnictwa powstała w drugiej połowie XIX wieku miejscowość Jamniki. Nazwa wsi ma charakter topograficzny i pochodzi od ukształtowania terenu (jamny, jamnisty). Genezę nazwa ma dłuższą od wieku samej miejscowości, gdyż już pod koniec XVI wieku „Jamnik” był używany podczas dokonywania podziału dóbr wereszczyńskich, dla określenia znajdujących się tu grądów.

Wieś stanowiła prywatną własność Jana Bogdanowicza, a została wydzielona jako odrębny folwark w 1885 roku. Dobra te zajmowały powierzchnię ponad 600 mórg, w tym 130 mórg gruntów ornych, 130 mórg łąk, 198 mórg pastwisk, 114 mórg lasów, 5 mórg zajmowały bagna, 43 morgi nieużytki, a 10 mórg drogi, wygony oraz wody. W 1887 roku właścicielem folwarku został Jakub Jenszyn, a następnie Wilhelm Janbre odkupił go za kwotę 15.500 rubli. Kolejnymi właścicielami zostali Grzegorz i Marianna Gołodowie, od 1902 roku Jan Pakuła, a od 1905 roku Józefa Gierlińska. Już po wybuchu wojny w 1915 roku jako właściciel figurował Jan Chudopara, a po nim Ludwik i Władysław Kapowie.

Podobnie jak w okolicy wieś zamieszkiwali głównie chłopi wyznania rzymskokatolickiego oraz greckokatolickiego, którzy po kasacji unii zostali siłą przypisani do Cerkwi prawosławnej. Po wydaniu przez cara w 1905 roku ukazu tolerancyjnego zanotowano, że 22 mieszkańców przeszło z prawosławia na rzymskokatolicyzm. Przy prawosławiu pozostali jedynie domownicy 2 gospodarstw – Wasilina Iwaniny i Piotra Krupki. Zupełnie niezrozumiałe są dane carskie sprzed wybuchu pierwszej wojny światowej, wskazujące na przewagę ludności prawosławnej (60 osób) nad rzymskokatolicką (26 osób).

W 1915 roku nastąpiła masowa ewakuacja mieszkańców przed nacierającymi wojskami niemieckimi. Kilku wysiedlonych zginęło lub zmarło z powodu głodu i chorób. Dokumenty sądowe i gminne potwierdzają śmierć w Rosji Teodora Gawryluka, Nestor Iwaniny i Antoniny Wołos.

 

 

  1. Losy wsi w okresie międzywojennym

Jamniki po odzyskaniu niepodległości były miejscowością, w której zamieszkiwali głównie Polacy. W przeprowadzonym w 1921 roku powszechnym spisie ludności wykazano 73 mieszkańców, z czego 63 rzymskokatolików (np. Piwowarscy, Sadowscy, Marcinkowscy, Zasadzcy, Wróblewscy, Iwanina). Poza rzymskokatolikami we wsi mieszkało 3 prawosławnych (Sytykowie, Gromiukowie) i 7 Żydów (rodziny Szczupaków i Zinczuków). Znajdowało się wówczas we wsi 12 domów i 2 inne budynki mieszkalne. Stan zaludnienia stale się zmieniał, gdyż jeszcze powracały rodziny z zesłania do radzieckiej Rosji, z drugiej strony niektórzy szukali lepszego życia za granicą. Chociażby w 1922 roku na liście pasażerów statku z Bremy do Nowego Jorku znalazły się Katarzyna Brzozowiec z córką Heleną.

Folwark Jamniki własności braci Kapów był zadłużony, stąd też przejęty został przez Towarzystwo Kredytowe Ziemskie. Kilkakrotnie wystawiano go na licytację, ostatnio w 1937 roku za na kwotę 60.000 złotych. Przed samym wybuchem wojny we wsi znajdowało się 13 zabudowań mieszkalnych oraz 3 gospodarstwa przy drodze na Lipniak, tworzące Kolonię Jamniki. Jezioro Moszne było własności żydowskiej rodziny Szczupaków, dlatego też głównym źródłem utrzymania był handel rybami. Miał starą szkapę i beczkę do wożenia ryb. Jeździł z nimi do Parczewa. Starsi opowiadali, że w tym jeziorze utopiło się kilku ruskich z Łomnicy[1] – wspomina Stanisława i Stanisław Szynkorowie. Przed wybuchem wojny do Jamnik sprowadził się z Lublina żydowski fryzjer, natomiast rodzina Zinczuków przeprowadziła się do Woli Wereszczyńskiej. Głównym źródłem utrzymania polskich mieszkańców było rolnictwo, jednak nie brakowało rzemieślników. Chociażby usługi szewskie świadczył Jan Skowronek.

Dzieci ze wsi chodziły do dwuklasowej szkoły w Zienkach, zaś w latach trzydziestych niektóre uczęszczały do sześcioklasowej szkoły w Woli Wereszczyńskiej. Dorośli zajmowali się przede wszystkim rolnictwem oraz wykonywaniem zawodów okołorolniczych. We wsi funkcjonował młyn-wiatrak znajdujący się przy drodze za zabudowaniami wiejskimi od strony Zienek, będący własnością H. Sadowskiego. Razu jednego w latach dwudziestych skrzydło z wiatraka uderzyło w dziewczynkę, która w wyniku odniesionych ran zmarła.

Prawie wszystkie zabudowania były drewnianej konstrukcji i pokryte najczęściej strzechą. Stąd też we wsi często pojawiały się pożary, jeden z nich zdarzył się w dniu 11 maja 1925 roku w gospodarstwie Konstantego Skowronka. Skutki pożaru były tragiczne. Spalił się dom, a wraz z nim dwuletnia córeczka gospodarza – Janinka. Pożar z domu przerzucił się na stodołę, którą strawił wraz z przebywającą w niej zwierzyną. Podpalaczem okazał się sześcioletni syn gospodarza Józef, który nieostrożnie bawił się zapałkami.

 

  1. Jamniki podczas II wojny światowej

Wybuch wojny światowej zmienił historię wsi. Wielu młodych gospodarzy, których powołano do wojska, trafiło do niewoli. Wśród nich był Jan Piwowarski. Do niewoli trafił 17 września. Później zabrali go do obozu w Niemczech, a tam przydzielili do jakiegoś gospodarstwa[2] – wspomina córka Stanisława Szynkora. W Korpusie Ochrony Pogranicza służył brat Jana – Ignacy. Brał udział w bitwie pod Wytycznem. To on zniszczył dwa czołgi sowieckie. Po zaprzestaniu walk uciekł do lasu, aż w końcu dostał się na Jamniki. Później zamieszkał koło Piaseczna, ale tam go Niemcy zastrzelili[3]wspomina Stanisława Szynkora. Po nastaniu okupacji niemieckiej wielu zostało zesłanych na roboty publiczne do III Rzeszy, chociażby Józef Piwowarski.

Wojna tragicznie doświadczyła 3 rodziny żydowskie, w tym fryzjera, małżeństwa Benichów oraz Myszli i Rojzy Szczupaków. Nienawiść okupanta do Żydów przejawiała się już w pierwszych miesiącach wojny. Gdy do domy wszedł Niemiec i zobaczył wspólną fotografię mojego ojca i żydowskiego fryzjera z wojska od razu ściągnął, rozbił o podłogę i podeptał[4] – wspomina Stanisława Szynkora. Wojnę przeżyło 2 synów Myszli Szczupaka. Jeden służył w wojsku polskim, drugi zaś Abram wyjechał z Chaną (córką Benichów) do Związku Socjalistycznego Republik Radzieckich (ZSRR) jeszcze we wrześniu 1939 roku, przed wkroczeniem do Jamnik wojsk niemieckich.

W wyniku działalności okupanta Żydówka zwana Benichą została w 1942 roku zamordowana na miejscu, natomiast pozostałych wywieziono do okolicznych gett. Egzekucji Benichy naocznym świadkiem był pasący w pobliżu krowy Antoni Stefaniuk z Lipniaka: Mając lat 9 pasłem krówki pod miejscowością Jamniki. W tych Jamnikach mieszkała żydowska rodzina, których nazywano Benichami. Nagle do wsi przyjechało motorem trzech Niemców, którzy przywlekli w krzaki Żydówkę Benichę. Do mnie jeden z nich powiedział: raus klaine, a do tej Żydówki wystrzelił. Trafił ją w pośladek. Ja byłem schowany za grubym konarem więc wszystko to widziałem. W takim przydrożnym rowku zakopali ją jeszcze żywą. Twierdzę tak dlatego, iż długo jeszcze ziemia w tym miejscu ruszała się.[5] Świadkowie tego bestialskiego mordu obok funkcjonariuszy niemieckich widzieli Roberta Wegnera z Zawadówki, który naprowadził Niemców. Prawdziwość mordu potwierdza Stanisława Szynkora: Oni już od wiosny ukrywali się na bagnach, do domu przychodzili rzadko. Raz Benicha wybrała się do domu, by uprać ubrania, wtedy Robert sprowadził żandarmów. Wywołali z domu i kazali jej uciekać. Za pierwszym trafił w ramię. Potem drugi raz do niej strzelił i tym razem już trafił. Ale jak ją zakopywali, to jeszcze żyła. Musieli ją chłopi zakopać, bo by ich też zabili.[6]

Benicha nie była jedyną ofiarą tego dnia, zamordowano również żydowskiego fryzjera i kobietę zwaną Rojzę Szczupak. Fryzjera zakopali na polu i przez wiele lat w tym miejscu ziemia była rdzawa. Ale mówili, że jego wykopała żona i pochowała na kirkucie pod Sosnowicą[7]wspomina Stanisława Szynkora. Dwóch Żydów ukrywało się u rodziny ukraińskiej w Kolonii Jamniki, przy drodze do Lipniaka. W wyniku donosu na miejsce ukrycia przyjechali Niemcy wraz z funkcjonariuszami policji „granatowej” z Urszulina. Wymordowani zostali zarówno Żydzi, jak i wszyscy członkowie rodziny ich przechowującej. Wobec zbliżających się mrozów ukrywający się na bagnach Żydzi udali się do włodawskiego getta.

Ze względu na okoliczne lasy we wsi bardzo często pojawiali się partyzanci, którzy otrzymywali wsparcie mieszkańców. Wiosną 1944 roku około trzydziestoosobowy oddział partyzantów Armii Krajowej (AK) zarekwirował na wiejskiej drodze niemieckie środki transportu. Do oddziałów partyzanckich należeli także niektórzy mieszkańcy, w tym Jan Piwowarski, Kazimierz Zasadzki i Stanisław Marcinkowski ps. „Brzytwa”, oficer wywiadu AK.

W czerwcu 1944 roku kampania AK Ludwika Pałysa ps. „Ludwik” dokonała zajęcia wsi. Pozostałe akowskie kompanie zajęły Lipniak i Zbójno tworząc tym sposobem trójkąt, w którym przez dłuższy czas utrzymywali się partyzanci. Już w tym czasie w okolicy lotnictwo radzieckie dokonywało zrzutów broni dla walczących z Niemcami oddziałów partyzantki prosowieckiej, część z nich trafiało więc do oddziałów polskich. W dniu 17 czerwca do wsi wkroczyły oddziały niemieckie w liczbie około 150 żołnierzy i nieświadome zagrożenia posuwały się w kierunku Woli Wereszczyńskiej. Przebieg wydarzeń opisał w swoich pamiętnikach Romuald Kompf ps. „Rokicz”, dowódca III-ciego Batalionu partyzanckiego 7 Pułku Piechoty Legionów: Gdy cała kolumna pacyfikacyjna przedefilowała przed nami i spokojnie doszła do wsi Jamniki, por. rez. „Ludwik” Ludwik Pałys ukryty ze swoją kompanią za wsią, przepuścił jeszcze dalej nieprzyjaciela, aż do południowego skraju wsi, gdzie wystawiony był silny jego posterunek z erkaemem pod dowództwem plutonowego „Visa” Zygmunta Stadnika, który podpuściwszy czoło kolumny na bardzo bliską odległość, otworzył silny ogień z broni maszynowej. Niespodziewane zaskoczenie i silny ogień erkaemu, który z miejsca rozbił pierwsze trzy wozy, wywołało panikę wśród Kałmuków i żandarmów niemieckich, którzy zeskakiwali z wozów i zaczęli uciekać w lewo z drogi w zboża. Wykorzystał to natychmiast por. „Ludwik”, który rozwinął swoje dwa plutony do natarcia i silnym ogniem broni maszynowej robił spustoszenie w szeregach uciekającego nieprzyjaciela, nie dając mu się zorganizować do obrony mimo, że oficerowie niemieccy poczęli nawoływać swoich żołnierzy do opanowania się.[8] Uciekający żołnierze nieprzyjaciela natrafili w Lipniaku i w Zbójnie na kolejne oddziały partyzanckie, dlatego też skierowali się w kierunku Woli Wereszczyńskiej, tam zaś zostały ostrzelane przez prosowieckie oddziały Iwana Banowa „Czornego” i Baranowskiego. Po półtora godzinnej walce z nieprzyjacielem będącym w okrążeniu nadleciały z Chełma dwa niemieckie samoloty typu „Strochy” lub „Bociany”, jak je pospolicie nazywali partyzanci, które otworzyły ogień z pokładowej broni maszynowej oraz zaczęły zrzucać wiązki granatów, lecz pomoc ta była nieskuteczna, gdyż trudno było odróżnić w zbożu swoich od nieprzyjaciela i przez pomyłkę lotnicy strzelali też do swoich. Samoloty te po ostrzelaniu terenu walki odlatywały z powrotem, a po chwili wracały, by zabrać z pola walki swoich dowódców i oficerów ciężko rannych, których znosili na teren koło cerkwi w Woli Wereszczyńskiej[9]pisał dalej Romuald Kompf. W walce śmierć poniosło ponoć kilkudziesięciu żołnierzy nieprzyjaciela, około 30 zostało rannych, a partyzanci zdobili bardzo dużą ilość broni. W szeregach własnych mieli tylko 3 zabitych i kilku rannych. Dużą liczbę rannych potwierdza naoczny świadek Stanisława Szynkora: Pasłam wtedy krowy. Ubrania i pościel mieliśmy już wyniesione, bo budynki często palono. Gdy zaczęli walczyć, to zaczęły latać samoloty. Strzelano wszędzie, więc my się pokładliśmy osobno. Niemcy mieli dużo rannych. Pozabierali dla nich wszystkie prześcieradła. Wywieźli ich furmankami chłopi z Pieszowoli. Ci chłopi to ruskie byli i zaczęli w czasie walki szabrować. U nas znaleźli lornetkę i chcieli za to spalić dom, ale Niemcy nie pozwolili na to.[10]

 

  1. Jamniki w okresie działalności partyzantki powojennej

Oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do wsi dnia 22 lipca 1944 roku. Szybko okazało się, że nie był to szczęśliwy dla mieszkańców rok. Do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) zesłano Jana Piwowarskiego. Teść był wtedy sołtysem. Przyszli jacyś i kazali zaprowadzić ich do Zasadzkich. No i zaprowadził, ale jego też zabrali[11] – opowiada Stanisław Szynkora. Kazimierza Zasadzkiego zwolniono po 3 miesiącach z powodu nieudowodnienia winy, tj. przynależności do nielegalnej antypaństwowej organizacji AK.[12] O dalszych losach Piwowarskiego opowiada córka Stanisława Szynkora: Z moim ojcem zabrali wtedy Chibowskiego z Komarówki i Antka Zalewskiego z Woli Wereszczyńskiej. Wszyscy byli w jednym łagrze. Najpierw trafili do jakiegoś aresztu w Wytycznie. Moja mama z Chibowską dowiedziały się o tym. Szybko pojechały, by coś im tam dać. Tam milicjantem był Bolesław Łoś. Wziął od nich jedzenie, ale ojcu i Chibowskiemu nie dał, tylko rzucił pod nogi. Później wywieźli na Sybir. Dowiedzieliśmy się, że podczas transportu jeden uciekał i jego zabili. Nie wiedzieliśmy kto, może to był ojciec? Jak ojciec wrócił, to opowiadał, że jedli tam tylko brukiew i chleb, ale tak moczony, że między palcami wyciekał. Jak ojciec wrócił, to był chudy do kości i brodę po kolana miał.[13]

Po wkroczeniu wojsk radzieckich w Jamnikach i okolicach rozbudowała się bardzo partyzantka, zorganizowana w strukturach organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN). W 1945 roku w lasach od Olszowa, do jeziora Moszne i Jamnik stacjonował poakowski oddział w liczbie 80 partyzantów. Wobec donosów o rozrastających się strukturach partyzantów w ostatni dzień maja 1945 roku funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) we Włodawie i Milicji Obywatelskiej (MO) zorganizowali zbiorową operację na obszarze wsi, w trakcie której zatrzymali jednego z partyzantów o nieustalonej tożsamości. Podczas wyjazdu ze wsi natknęli się na partyzancką zasadzkę i po krótkiej wymianie ognia wycofali się. Podczas strzelaniny zginął zatrzymany partyzant, a jeden z funkcjonariuszy MO został ranny. 

Do struktur WiN-u przystępowali także miejscowi, chociażby Stanisław Skowronek, czy Stanisław Marcinkowski ps. „Dunaj” z Kolonii Jamniki. Marcinkowski, cieszący się dobrą opinią wśród mieszkańców, był współzałożycielem placówek w okolicznych wioskach, jak Lipniak, Jamniki, Wola Wereszczyńska, czy Olszowo, zaprzysięgając pierwszych partyzantów. Zginął jednak z rąk swoich towarzyszy, a jego ciało zatopiono w jeziorze w pobliżu wsi Lipniak. Śmierć stanowiła karę za podburzenie Stefana Bielińskiego ps. „Barabas”, przeciwko dowódcy oddziału partyzanckiego Leonowi Taraszkiewiczowi ps. „Jastrząb”. Podczas czerwcowej uczty w 1945 roku w gospodarstwie Zielińskich na Lipniaku „Dunaj” podburzył „Barabasa”, że ten chwycił za automat i granaty mierząc na „Jastrzębia”. Całą sytuację załagodził wówczas kom. „Orlis (tj. Klemens Panasiuk), który przybył akurat na ten czas i zdołał uspokoić „Barabasa” i zabrać mu broń[14]pisze w swoich wspomnieniach Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny”. Po tym wydarzeniu Marcinkowskiego partyzanci zaczęli izolować, a gdy doszły do komendanta „Orlisa” wypowiadane pod jego adresem przez „Dunaja” oskarżenia, wydał na niego wyrok śmierci, fałszywie argumentując ten wyrok współpracą z urzędem bezpieczeństwa. Być może przyczyny zabójstwa Marcinkowskiego znajdują się w morderstwie Komendanta Obwodu AK Włodawa Józefa Milerta ps. „Sęp”, którego wcześniej miał zabić właśnie Marcinkowski. Powiedziano mu, że „Sęp” jest Niemcem, który podszywa się pod oficera AK. Do wykonania wyroku nie doszło, gdyż Marcinkowski po zorientowaniu się w sprawie opowiedział wszystko „Sępowi”.[15]

Pierwszy zamach zorganizowano, gdy Marcinkowski miał wracać z Woli Wereszczyńskiej, w której u jednego z chłopów był zatrudniony przy koszeniu zboża. Zamach się nie udał, gdyż w tym czasie nigdzie nie napotkano Marcinkowskiego. W sierpniu „Vis” (tj. Jan Ciepałowicz), przy pomocy „Grota” (tj. Edwarda Taraszkiewicza) i „Krogulca” (tj. Eugeniusz Jarecki) aresztował Marcinkowskiego w Olszowie i udając się nad jezioro zastrzelił z krótkiej broni. Celując do „Dunaja” nabój nie wypalił, celując zaś w powietrze każdemu nabój wypalał! Zużyliśmy w tej akcji cztery magazynki, po osiem naboi w każdym magazynku. To nasz wszystkich załamało duchowo do takiego stopnia, że poczuliśmy okropny wstręt do tego, kto nam wydał rozkaz zastrzelić „Dunaja”, już konający mówił: chłopcy, niech wam Pan Bóg wszystko wybaczy i niech was chroni, żebyście nie zginęli tak marnie za konspirację, jak ja – pisał „Żelazny”, dodając, że wyrok na „Dunaju” wrył się nam głęboko w serce.[16] Kilka godzin po zbrodni szwagier „Dunaja”, Stanisław Zasadzki z Lipniaka o pseudonimie „Brodacz”, prosił swoich towarzyszy aby tylko wskazali miejsce, w którym został „Dunaj” pochowany, jednak takiej odpowiedzi nie otrzymał. Dopiero po dziesięciu dniach zwłoki przypadkowo odnalazł w jeziorze jeden z okolicznych rybaków.

Szybko okazało się, że i „Brodacz” musiał się ukrywać. W swoich pamiętnikach „Żelazny” pisał, że „Brodacz” mówił też naszej bojówce w oczy: wiecie co chłopaki, że ja wam też nie wierzę, wy mnie pewnie przy pierwszej lepszej okazji zastrzelicie z tyłu. (…) Słyszeliśmy te słowa nie tylko z ust „Brodacza”, ale i z ust wielu innych naszych ludzi, z którymi stykaliśmy się bezpośrednio. Dlatego tez cała nasza bojówka zlała się od razu w jeden blok samoobrony.[17]

U niektórych gospodarzy partyzanci mieli swoje kwatery. Tych, którzy pomagali, dotykały represje ze strony aparatu państwowego. Mieszkaniec kolonii Jamniki Kazimierz Zasadzki ps. „Leniwy”, choć nie był zaprzysiężonym członkiem WiN, został aresztowany za udzielanie kwatery partyzantom WiN, w tym przez wiele miesięcy komendantowi obwodu „Orlisowi”. O Kazimierzu Zasadzkim „Żelazny” pisał, że gdy trzeba było, to jechał w dzień i w nocy na podwody z nami. Pod jego rękę były oddawane do schronienia broń, żywność i sprzęt oddziałowy, co też zawsze skrzętnie czynił. Za swoją pracę nie otrzymywał od nas nic, mawiając często w żartach, „że ja za swoją pomoc to chyba kulę dostanę od resortu”. Niestety słowa te sprawdziły się.[18] Aresztowano go w wskutek donosu byłego partyzanta „Niedźwiedzia” z Wielkiego Łanu, któremu udzielał kilkudniowego schronienia. W jego gospodarstwie funkcjonariusze PUBP znaleźli radiostację i dwa automaty. Kazimierza Zasadzkiego tzw. trybunał ludowy dokonał osądzenia w Pieszowoli, na którym wydał wyrok śmierci. Egzekucję wykonano na miejscu, a ciało zakopano na włodawskim kirkucie. Represje spotkały całą jego rodzinę, gdyż aresztowano matkę Anielę, siostry Wandę i Konstantynę. Wanda i Konstantyna zostały oskarżone, jako łączniczki w oddziałach WiN. W przypadkowej strzelaninie w sosnowickiej gospodzie w dniu 17 stycznia 1946 roku pomiędzy partyzantami „Jastrzębia” i funkcjonariuszami MO zginęła mieszkanka Jamnik o nazwisku Zając.

W okolicach Zienek i Górek funkcjonowały ponadto liczebne oddziały partyzantki ukraińskiej, współpracującej często z aparatem władzy ludowej. Ich cel działania skupiał się głównie na obronie ukraińskości okolicznych wiosek, co powodowało, że często wchodzili w konflikt z partyzantami polskimi. Jedno takie zdarzenie miało miejsce w Jamnikach pod koniec lipca 1945 roku. Powracający ze żniw na polach jamnikowskich Ukraińcy z Zienek napotkali na drodze dwóch polskich partyzantów („Jastrząb” i „Vis”), wiozących furmanką porwanego w Woli Wereszczyńskiej porucznika resortu włodawskiej bezpieki Kosynę. Były to czasy niespokojne, dlatego też przy każdym takim gromadnym wyjściu Ukraińcy zabierali ze sobą broń. Po krótkiej wymianie zdań i szybkiemu zorientowaniu się w sytuacji „Jastrząb” i „Vis” rzucili się do ucieczki. Kosyna podniósł natomiast ręce do góry i stanął przy furmance. Ukraińcy dobiegłszy do fury byli głęboko przekonani, że porucznik Kosyna jest naszym porucznikiem i niewiele myśląc zarżnęli go na wzór „rezaków” zza Buga zwyczajną kosą pana por. Kosynę. Naturalnie, że w dzień później to ci sami Ukraińcy ze złości chyba posinieli, że zarżnęli przecież swego człowieka[19]wspominał w swoich pamiętnikach brat „Jastrzębia” Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny”.

Przez mieszkających w pobliżu Ukraińców prześladowani byli nie tylko partyzanci, ale również sami mieszkańcy. Najeżdżali na wieś i zabierali różne rzeczy. Nam zabrali koce. Ale był w Zienkach ruski Czeberak, bardzo sprawiedliwy człowiek. Moja mama poskarżyła się niemu i po kilku dniach te koce nam przynieśli i jeszcze przeprosili[20] – powraca pamięcią Stanisława Szynkora.

 

  1. Jamniki w Polsce ludowej

Pomimo, że już przed wojną Jamniki były miejscowością typowo polską, w wyniku czego mieszkańców nie dotknęły dotkliwie przesiedlenia, to liczba ludności we wsi po wojnie nie uległa wzrostowi. W 1943 roku we wsi zamieszkiwało 76 osób. Tyle samo mieszkańców zanotowano w 2 lata później. Były to osoby przede wszystkim narodowości polskiej, w sumie 16 rodzin (70 osób), i 2 rodziny ukraińskiej (6 osób). W tym samym roku Ukrainiec Sytyk wyjechał na wschód za rzekę Bug, a do kwietnia 1947 roku łącznie ubyło 4 mieszkańców tej narodowości. Większość członków rodziny Styków pozostało we wsi z racji „wymieszania się” jeszcze przed wojną z rodzinami polskimi. Ukraińcy z sąsiednich Zienek i Górek zostali przesiedleni dopiero w 1947 roku. Wtedy dużo naszych wprowadziło się w opuszczone przez nich gospodarstwa, bo nasze były marne. Ale w dniu 25 maja w dniu Zielone Świątki przyjechali zza Buga Ukraińcy i spalili całą wieś, jedynie jedną ruską oszczędzili. Więc nasze, którzy się tam przeprowadzili, całe wyposażenie stracili i powrócili do Jamnik[21]wspomina Stanisława Szynkora. Przesiedlano nie tylko Ukraińców. W 1945 roku wieś opuścił Jan Skowronek, w maju następnego roku do Kołobrzegu wywieziono niedawno osiadłych repatriantów zza Buga Janinę Kryszuk i Józefa Łubę.

Po wojnie do wsi powrócił najmłodszy syn Myszli Szczupaka, który jako jedyny z nielicznych Żydów przeżył wojnę. Całe swoje gospodarstwo przekazał na własność Skarbu Państwa, poświęcając swoje życie karierze wojskowej. Na własność państwa przeszły również jamnikowskie grunty Ukraińców z Zienek i Górek. Za opłatą zostały one rozdzielone pomiędzy mieszkańców.

Obwieszczeniem Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie z 1952 roku utworzono gromadę Jamniki, która składała się ze wsi oraz kolonii. Mapa topograficzna z 1965 roku wskazywała na 15 gospodarstw we wsi, czyli o jedno mniej niż przed wojną, zamieszkanych przez 69 osób (w 1966 roku). Nie było już Kolonii Jamniki, gdyż na początku lat pięćdziesiątych w ramach reformy rolnej mieszkańców z tej części wsi przesiedlono do Jamnik, a tereny po gospodarstwach zalesiono. Stan zaludnienia był stabilny, gdyż pomiar ludności z lat osiemdziesiątych wykazał około 80 mieszkańców, co jest liczbą prawie identyczną w stosunku do stanu zaludnienia z 1921 roku. Przez wieś już w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych można było jeździć drogą o nawierzchni utwardzonej. Wybudowanie drogi z jednej strony ułatwiło mieszkańcom komunikację ze światem, z drugiej zaś sprzyjało wypadkom komunikacyjnym. Latem 1985 roku motocyklista z Zienek zjechał nagle na prawy pas jezdni i zderzył się czołowo z cementowozem[22]zanotowano w „Tygodniku Chełmskim”. Motocyklista poniósł śmierć na miejscu. Jedyną placówką publiczną we wsi był sklep Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Urszulinie.

Ze względu na niewielką liczbę mieszkańców Jamniki tylko sporadycznie reprezentowane były na szczeblach władz gminnych, powiatowych, czy wojewódzkich. W kwietniu 1950 roku do Gminnej Rady Narodowej (GRN) w Woli Wereszczyńskiej wybrano Bronisława Rafalskiego. W wyniku uzyskania w 1951 roku jednego z najniższych w gminie wskaźników realizacji planu przymusowego skupu zbóż (39%) nastąpiła powszechna nagonka w oczyszczaniu elementu wrogiego i neutralnego, zaśmiecającego aparat Władzy Ludowej. Odpowiadając na zarzuty Rafalski stwierdził, że plan na gromadę Jamniki jest za duży z powodu, że słaba gleba nieurodzajna i dużo wymoków.[23] Rafalskiego nie odwołano, choć postąpiono tak w stosunku do wielu radnych i sołtysów. Pozostał radnym aż do likwidacji GRN w 1954 roku. W tym samym czasie sołtys Jan Piwowarski (był sołtysem także zaraz po zakończeniu wojny aż do wywiezienia do ZSRR) został przez władze gminne nagrodzony, gdyż w gromadzie Jamniki, jako pierwszej zebrano cały podatek gruntowy. W kolejnych latach Jamniki znalazły się wśród najlepszych gromad pod względem realizacji przymusowych dostaw. Nie uchroniło to kar finansowych dla niektórych z mieszkańców. Grzywnami około 1.000 złotych za niedostarczenie zboża ukarano w latach 1952-1953 Zofię i Eugenię Skowronków oraz Onufrego Iwanicza.

Do Gromadzkiej RN w Woli Wereszczyńskiej w 1954 roku wybrano Mariana Zasadzkiego, w kolejnych wyborach na 2 kadencje zastąpił go Stanisław Szynkora. Wybrano go również w 1984 roku. W wyborach do Wojewódzkiej RN w Chełmie z 1988 roku z listy Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego kandydował Wiesław Szynkora. Wybory przegrał z Romualdem Cisłakiem z Urszulina i Janem Panasiukiem z Zastawia.

 

  1. Jamniki współczesne

Na początku nowego milenium liczba ludności spadła we wsi do 65 osób, a sklep spółdzielczy został zlikwidowany. Dane ludnościowe z 2007 roku wykazały już 57 mieszkańców, którzy żyli w 13 gospodarstwach rolnych. Przez kolejne lata poziom zaludnienia wzrósł do 69 osób, tyle osób wykazał gminny rejestr zameldowanych według stanu z ostatniego dnia 2009 roku. W 2000 roku wieś została zwodociągowana. Do 2011 roku funkcję sołtysa sprawował Sławomir Skowronek, na stanowisku zastąpiła go Agnieszka Skowronek. Natomiast w wyborach samorządowych z 1998 roku mieszkańcy wybrali Wiesława Szynkorę na swojego przedstawiciela w Radzie Gminy Urszulin.

Na zachód od zabudowań wiejskich znajduje się las zwany Chylinkiem i Łąki Szerokie, zaś na wschód przed rezerwatem ścisłym „Jezioro Moszne” (utworzonym w 1972 roku) znajduje się las zwany Bagnem. Wieś ozdabiają przydrożne krzyże. Od strony Łomnicy krzyż na dawnym rozstaju dróg do Łomnicy i Woli Wereszczyńskiej postawił Jan Piwowarski. Skowronek dał na niego dęba[24] - opowiada Stanisława Szynkora. Z drugiej strony wsi znajduje się krzyż „wypadkowy”, postawiony po śmierci Demczuka. Przedwojenny krzyż znajduje się na kolonii Jamniki. Jego postawił Zasadzki. On miał dużo dzieci, ale żadne nie mogło się pożenić i w tej intencji postawił krzyż – opowiada Stanisław Szynkora. Jego żona Stanisława dodaje, że kiedyś, to poświęcenie pól w Jamnikach od tego krzyża się zaczynało.[25] Urocze okolice stwarzają dobre warunki do rozwijania działalności agroturystycznej, z czego skorzystała Krystyna Skowronek.

Z drugiej strony otoczenie dziką przyrodą stwarza pewne zagrożenia. Powszechne są szkody wyrządzane przez zwierzynę dziką w uprawach rolnych. W marcu 1998 roku pojawiło się natomiast zagrożenie wścieklizny. Wówczas Wojewoda Chełmski Leszek Burakowski wydał rozporządzenie uznające wieś i tereny położone w odległości do 5 km za obszar zagrożony wścieklizną. Zakazano urządzania wszelkich polowań i odłowów, otwierania zwłok i zdejmowania skór ze zwierząt padłych, pozostawiania zwierząt gospodarskich na noc na pastwiskach, wybiegach i okólnikach oraz swobodnego puszczania psów i kotów, jak również wywożenia psów i kotów bez zgody lekarza weterynarii. Nakazano odstrzał sanitarny zwierząt dzikich, a wstęp do lasu ograniczono do niezbędnego minimum. Po upływie miesiąca rozporządzenie uchylono.

 

 

Źródła i literatura:

  • „Ziemia Włodawska”, Włodawa, nr 11 z 1925 roku;
  • „Tygodnik Chełmski”, Chełm, nr 38 z 1985 roku, nr 26 z 1988 roku, www.cyfrowa.chbp.chelm.pl;
  • Akta Gminy Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie (nr zespołu 74/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Dokumenty w zbiorach własnych;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie, nr 3 z 1980 roku, nr 1 z 1984 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, nr 3 z 1953 roku, nr 1 z 1955 roku, nr 4 z 1958 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Województwa Chełmskiego, nr 4 i 6 z 1998 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin, [w:] „Liderzy Polesia”, nr 3 z 2007 roku;
  • Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;
  • Kopiński Jarosław, Kilka uwag o śmierci Komendanta Obwodu AK Włodawa Kapitana Józefa Milerta „Sęp”, „Kowalski”, [w:] „Rocznik Chełmski”, Chełm, t. 5 z 1999 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, www.wbc.poznan.pl;
  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymsko-katolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Makus Grzegorz, Bracia wyklęci. Działalność oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” i Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” w latach 1945-1951, Lublin 2011;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, Tom XV, Włodawa 2008;
  • Pająk Henryk, Za samostijną Ukrainę, Lublin 1992;
  • Pająk Henryk, Żelazny kontra UB, Lublin 1993;
  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
  • Siemion Leszek, Czas kowpakowców, Lublin 1981;
  • Starostwo Powiatowe we Włodawie (nr zespołu 6/0, dokumenty z lat 1944-1953), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Taraszkiewicz Edmund Edward „Żelazny”. Trzy Pamiętniki, red. i oprac.: Filipek Andrzej, Janocińska Bożena, Warszawa-Lublin 2008;
  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911-1915;
  • Urząd Gubernialny Siedlecki do spraw Włościańskich (nr zespołu 144/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Urząd Wojewódzki Lubelski (nr zespołu 403/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wspomnienia mieszkańców: Antoni Stefaniuk z Lipniaka; Stanisław Lutomski z Babska; Józef Artymiuk z Woli Wereszczyńskiej; Stanisław Szynkora z Jamnik, Stanisława Szynkora (z domu Piwowarska) z Jamnik;
  • www.familysearch.org;
  • Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” Okręg Lubelski (nr zespołu: 35/1099/0/12/444), Archiwum Państwowe w Lublinie, www.szukajwarchiwach.pl.


[1] Relacja z 20 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[2] Relacja z 1 grudnia 2012 roku. W zbiorach własnych.

[3] Relacja z 20 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[4] Relacja z 20 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[5] Relacja z 8 września 2007 roku. W zbiorach własnych.

[6] Relacja z 20 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[7] Relacja z 20 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[8] Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] „Zeszyty Muzealne”, t. XV, Włodawa 2008, s. 98.

[9] Tamże.

[10] Relacja z 20 października 2010 roku i 1 grudnia 2012 roku. W zbiorach własnych.

[11] Relacja z 1 grudnia 2012 roku. W zbiorach własnych.

[12] Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne, PUBP Włodawa 1944-1964, Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin.

[13] Relacja z 1 grudnia 2012 roku i 20 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[14] Wspomnienia Taraszkiewicza Edwarda ps. „Grot”, „Żelazny” sekretarza przy zastępcy Komendanta Obwodu oraz członka bojówki obwodowej bychawskiego Tadeusza ps. „Sęp” i oddziału Taraszkiewicza Leona pt. „Pamiętniki ogólnych prac”, Archiwum Państwowe w Lublinie (sygn. 1099/0/12/444).

[15] Jarosław Kopiński, Kilka uwag o śmierci Komendanta Obwodu AK Włodawa Kapitana Józefa Milerta „Sęp”, „Kowalski”, [w:] „Rocznik Chełmski”, t. 5 z 1999 roku, s. 240.

[16] Wspomnienia Taraszkiewicza Edwarda, op. cit.

[17] Tamże.

[18] Tamże.

[19] Tamże.

[20] Relacja z 20 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[21] Relacja z 20 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[22] „Tygodnik Chełmski”, nr 38 z 1985 roku, s. 2.

[23] Tamże.

[24] Relacja z 1 grudnia 2012 roku. W zbiorach własnych.

[25] Tamże.

 

Komentarze
Dodaj nowy
ciekawaapochodzenia  - Przodkowie   |2016-12-14 06:02:31
Witam po raz kolejny przejrzałam właśnie galerie historii Jamnik i z tego co wiem Aniela Kaczorowska była siostrą rodzoną mojej prababci Rozalii Nawrockiej . Czekam na więcej informacji . Z
tego co wiem to Aniela odeszła w tym roku dożywając ponad 100 lat .
admin  - Kaczorowska   |2016-12-23 08:04:11
Niestety, na teraz to mi trudno cokolwiek więcej napisać. A może Pani coś by dodała - wspomnienia, jakieś dane, a może fotografie?
Pozdrawiam
Adam Panasiuk
panasiuk.adam80@gmail.com
Wojtek  - Zienki   |2013-09-12 21:06:36
A może ktoś posiada dużo informacji o pobliskich Zienkach? Badzo byłbym wdzięczny za nie. może jakaś strona internetowa z ich historią?
nace  - jamniki   |2010-12-15 08:03:04
a gdzie dokładnie leżą Jamniki? ciekawe miejsce, a czy ten Bogdanowicz nie brał udział w powstaniu styczniowym? bo na naszych terenach walczył powstaniec niejaki Bogdanowicz?
admin  - jamniki   |2010-12-16 18:35:52
Co do położenia wsi to zapraszam do map, a z Bogdanowiczem to słusznie Pani przypuszcza, to ten sam. A ciekawsze informacje o Bogdanowiczu to znaleźć można chociażby w pamiętnikach
Liniewskiego z Lejna.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2009-12-12 22:28:13
Opis Zagłady rodziny żydowskiej w Jamnikach jest wstrząsający, jak każdy opis podobnych wydarzeń, spisany z ust naocznego świadka. Przełamywaniu negatywnych stereotypów służy informacja o
losie ukraińskiej rodziny, zamordowanej przez hitlerowców za ukrywanie Żydów.

Pozdrawiam

Adrian
wnuk Eugeni Dudkowskiej z domu  - sprostowanie   |2009-12-04 12:36:49
witam
W związku z powyższym artykułem opisującym dzieje Jamnik chciałem umieścić sprostowanie dotyczące pożaru który wydarzył się w dniu 11 maja 1925 roku w gospodarstwie Konstantego
Zacharuka. Otóż pożar faktycznie wydarzył się w danym dniu i roku ale nazwisko się nie zgadza.Mieszkająca w Woli Wereszczyńskiej moja babcia Eugenia Dudkowska jest córką Konstantego
Skowronka oraz siostrą podpalacza Józefa i Janiny która wtedy zginęła ,poza tym pamięta wiele innych bardzo ciekawych szczegółów z tamtych lat,ponadto reportaż jest bardzo ciekawy i
pouczający.
Serdecznie pozdrawiam.
admin  - pożar   |2009-12-04 16:24:52
Witam
Dziękuję za sprostowanie, już wcześniej wspominał mi Sławomir Skowronek, że pożar był u jego krewnego, a nie u Zacharuków, ale mi wyleciało z głowy by poprawić. Będę wdzięczny
również za inne uwagi dotyczące tekstu, jak też za skany zdjęć, jeżeli się zachowały. Galeria Jamnik jest bardzo uboga, a ci mieszkańcy, których odwiedziłem nie mogą znaleźć nic
ciekawego w swoich albumach
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Czwartek, 20 Grudzień 2012 09:40