Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 158
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

 

Adam Panasiuk

 

Dzieje wsi Przymiarki

 

  1. Geneza powstania wsi i jej pierwsi mieszkańcy

Nazwa Przymiarki funkcjonowała już w XVIII stuleciu i używana była do określenia znajdujących się tutaj gruntów włościan wereszczyńskich i parafii greckokatolickiej. Pierwsza wzmianka źródłowa o mieszkańcach wsi Przymiarki pojawiła się natomiast w 1839 roku. W tym bowiem roku tkacz Franciszek i Marianna Arciszewscy ochrzcili w kościele wereszczyńskim swojego syna Jana, Wojciech i Apolonia Szurkowie córkę Wawrzynię, zaś Jan i Franciszka Olesiukowie syna Michała. W tych wszystkich przypadkach jako miejsce zamieszkania rodziców wskazana została wieś Przymiarki, byli więc oni najprawdopodobniej pierwszymi mieszkańcami nowej osady. Z racji bliskiej odległości od znanego Wereszczyna, określana była często Przymiarkami Wereszczyńskimi, dla odróżnienia od Przymiarek Garbatowskich. Po przybyciu pierwszych osadników w najbliższych kolejnych latach we wsi osiedlili się także: Teodor i Marianna Kotowie, Sawko i Tekla Kalichowie, Jan Maśluch, czy też Piotr i Marianna Wakułowie. „Dziennik Urzędowy Guberni Lubelskiey” z 1845 roku informuje o istnieniu we wsi karczmy z patentem szynkarskim.

Kuriozalnie osadnictwu sprzyjał upadek powstania styczniowego z 1863 roku, a w następstwie reforma rolna z roku następnego. Carat, chcąc odciągnąć chłopów od powstania, w dniu 3 marca 1864 roku wydał ukaz uwłaszczeniowy, nadając chłopom na własność ziemię, którą użytkowali. W sumie na rzecz 7 osad włościańskim przyznanych zostało 214 morgów ziemi: W Przymiarkach otrzymali:

  1.  
    • Danił Rozeljuk – 21 mórg;
    • Iwan Jarczuk – 22 morgi;
    • Fiodor Kot – 23 morgi;
    • Gabriel Kalisz – 21 mórg;
    • Sawielij Kalich – 23 morgi;
    • Iwan Maluch – 24 morgi;
    • Kornił Kulchawiuk – 27 morgów.

Ponadto każdy z wyżej wymienionych uzyskał po 7 mórg w uroczysku Czemerniki. Ósmą osadą było pastwisko na Czemernikach i wygon dla bydła we wsi, o łącznej powierzchni około 50 mórg. W ramach służebności serwitutowych każdy z siedmiu włościan miał prawo użytkować dworskie 3 morgi i 26 prętów w Czemernikach oraz 12 morgów i 99 prętów we wsi.

Stan zaludnienia utrzymywał się do 1905 roku. Wówczas w 7 zagrodach zamieszkiwało 85 mieszkańców, w przeważającej większości rzymskokatolików (71 osób) i w niewielkiej ilości protestantów (10 osób) i prawosławnych (4 osoby). W tym też roku, w efekcie wydania przez cara ukazu tolerancyjnego, aż 17 prawosławnych przyjęło wyznanie wiary rzymskokatolickiej. Byli to „dawni” unici, których po 1875 roku przymuszono do Cerkwi prawosławnej. W 1915 roku już w bardzo rozciągniętej wsi znajdowało się 11 gospodarstw. Obok zwartej zabudowy przy lesie małkowskim istniały uroczyska Małków i Budka, zaś od strony Wereszczyna osady określane z czasem Tadzinem i Władzinem. Były to grunty podworskie, rozparcelowane jeszcze przed pierwszą wojną światową, pomiędzy 2 synów dziedzica tutejszych dóbr. Osada Władzin obejmowała zabudowania późniejszej Kalinówki, zaś Tadzin zabudowania północnej części wsi.

Jako wieś w przeważającej większości ruska liczba mieszkańców uległa znaczącemu uszczupleniu w 1915 roku, kiedy przez okolice przebiegał front rosyjsko-niemiecki. Jeszcze przed wybuchem wojny światowej wielu mężczyzn wcielono do wojska w tym Jana i Tomasza Ochalów – synów Konstantego i Wojciecha, którzy sprowadzili się do Władzina w 1907 roku. W sierpniu 1915 roku z Przymiarek wojska niemieckie przeprowadziły atak na rosyjskie okopy znajdujące się w Wielkopolu, a przede wszystkim na Wereszczyn, w którym ulokowane zostało dowództwo i lekkie baterie artyleryjskie.

Wraz z wycofującymi się wojskami carskimi do Rosji uciekali ze swoim dobytkiem mieszkańcy ukraińscy. Wśród nich był Tomasz Maśluch, który pracując w fabryce amunicji w Złotouściu (Rosja), przystąpił do Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) i włączył się czynnie w wydarzenia rewolucji październikowej. Po odzyskaniu niepodległości wrócił do kraju, by podjąć działania mające na celu wprowadzenie w Polsce ustroju komunistycznego. Z tego powodu był dwukrotnie aresztowany i więziony, choćby za próby nielegalnego przekroczenia granicy. W rewolucji październikowej czynny udział po stronie bolszewików brał również Jan Ochal, jednak po powrocie do kraju nie podejmował antypaństwowej działalności. Do Guberni Czernihowskiej wysiedlono rodzinę Kazimierza Grzywaczewskiego, do Przymiarek powrócili zaraz po wybuchu rewolucji.

 

  1. Przymiarki w okresie międzywojnia

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę wieś ulegała nieznacznemu powiększeniu. Według powszechnego spisu ludności przeprowadzonego w 1921 roku we wsi zamieszkiwało 50 mieszkańców, z czego 27 było wyznania prawosławnego, a 23 wyznania rzymskokatolickiego. Ponadto do gromady Przymiarki zaliczano 2 kolonie: Władzin, który w 1921 roku zamieszkany był przez 52 rzymskokatolików (m.in. Ochalowie, Krawczykowie, Karbowscy, Szadkowscy) i Tadzin zamieszkany przez 6 rzymskokatolików i 18 prawosławnych. W kolejnych latach liczba ludności jeszcze wzrosła, gdyż do 1921 roku nie wszyscy wrócili z wypędzenia do Rosji, zwłaszcza Ukraińcy. Chociażby dopiero w 1922 roku do rodzinnej Kalinówki wrócili Tomasz i Jan Ochalowie. Starosta włodawski w sprawozdaniu[1] do wojewody lubelskiego z 1921 roku pisał, że w Przymiarkach mieszka 49 rzymskokatolików i 26 prawosławnych, choć przed wojną miało być prawosławnych aż 210.

Dzieci z Przymiarek przypisano do rejonu Szkoły Powszechnej w Małkowie. Taki podział rejonów wynikał z niewielkiej odległości, jaka dzieli obie miejscowości. Oprócz nauki szkoła była miejscem spędzania przez dzieci wolnego czasu. Najczęściej graliśmy w piłkę siatkową. Jedna z nauczycielek organizowała przedstawienia, w których graliśmy i z nimi jeździliśmy po okolicy. Wcześniej do Przymiarek przyjeżdżał nauczyciel, który uczył nas języka rosyjskiego i niemieckiego[2] – wspomina Weronika Łopong. Jedynie dzieci z kolonii Tadzin i Władzin przyporządkowano do obrębu szkolnego ze szkołą w Wereszczynie.

W latach trzydziestych wieś doczekała się własnej czteroklasowej szkoły, choć była to najmniejsza pod względem ilości uczniów szkoła w gminie. Umieszczono ją w jednej izbie domu Kazimierza Szadkowskiego. Bolesław Dadacz rozpamiętuje, jak z rana przychodziły dzieci z dwóch klas, o po południu pozostałe. Z racji niewielkiej liczby uczniów w szkole nauczał tylko jeden etatowy nauczyciel Wanda Kostanecka z Radomia. W ostatnim przed wojną roku szkolnym uczęszczało bowiem do niej tylko 36 uczniów, w tym 24 wyznania prawosławnego i 12 wyznania rzymskokatolickiego.

W przededniu wybuchu II wojny światowej we wsi znajdowało się 38 gospodarstw i 10 gospodarstw w kolonii Kalinówka (dawny Tadzin i Władzin, które to osady mapa topograficzna z 1938 roku już nie wyszczególniała). Wieś miała zwartą zabudowę, choć kilka gospodarstw rozproszonych znajdowało się na wschód od wsi. Przymiarki zamieszkiwała przeważnie ludność prawosławna oraz od strony północnej kilka rodzin rzymskokatolickich (Dadaczowie, Szadkowscy, Miszkurkowie, Kuśmierczukowie i Grzywaczewscy). Punktem rozgraniczającym polską od ukraińskiej części wsi był stojący do dna dzisiejszego krzyż rzymskokatolicki.

Stosunki polsko-ukraińskie przed wybuchem wojny były poprawne. Bolesław Dadacz o przedwojennych wzajemnych relacjach mówi, że zgoda była, chodziliśmy nawet na święta i uroczystości do nich, rodziny się mieszały.[3] Jego żona Zofia dodaje: Niektórzy chaty mieli malowane na niebieski kolor, a w domu zamiast obrazów były częściej ikon. W rogu izby zawsze była ikona przypasana ręcznikiem. Ale po polsku rozmawiali z nami, że trudno było rozpoznać, czy to Ukrainiec, czy Polak.[4] Weronika Łopong wspomina, że Polacy trzymali raczej ze swoimi. Ale była jedna rodzina, która nas zawsze zapraszała, a maja mama nawet chrzestną ich dziecka została. Do Polaków garnęli ci bogatsi Ukraińcy, biedniejsi trzymali się osobno.[5]

W latach trzydziestych w Przymiarkach osiedliły się 2 rodziny żydowskie. Najpierw mieszkał Wulwa, prowadził sklep we wsi. Był garbaty i brzydki, ale dzieci miał ładne. Po nim nastał Rewe z córką Bajłą, także handlował, gdyż u Miszkurków mieszkał i miał sklep. Mieli naftę, trochę jedzenia, różne rzeczy w nich były. Gdy przyszła sobota, to nawet ognia nie rozpalał. Wszystko było przygotowane i najmował do obsługi, a sklep zamykał. Ja często chodziłem do niego, bo cukierki dawał. Ale tak rozpalałem, by szybko zgasło, bo wtedy, gdy drugi raz rozpalałem, to drugiego cukierka dostawałem. W kuczki za mieszkaniem stawiał szałas, narzucał na siebie taką tkaninę i się w nim modlił. Z tydzień się tak modlił[6] – wspomina Bolesław Dadacz. Oprócz rodziny Wulwy i Rewego we wsi często pojawiali się Żydzi wereszczyńscy, by skupywać płody rolne. Mój dziadek miał cielaka i przybył do niego najpierw jeden Żyd, by dać zadatek. Po nim przyszedł drugi, a następnie trzeci. W sumie trzy zadatki miały wartość cielaka. Dziadek więc powiedział każdemu z osobna, by przyszli za godzinę. Gdy przybyli, to zaproponował, że puści cielaka i kto go złapie, to będzie jego. Oni się zgodzili, bo mogli mieć cielaka za trzecią część ceny, ale jak jeden złapał, to ci dwaj zażądali zwrotu zadatku od dziadka. Dziadek nie dał, bo przecież się zgodzili. W sądzie sprawa się skończyła, ale dziadek wygrał z nimi[7]przywołuje w pamięci historię przodka Weronika Łopong.  

Władzin (Kalinówkę) zamieszkiwała przed wojną wyłącznie ludność polska. Po przedwojennych zabudowaniach dworskich pozostał jedynie duży sad owocowy, dzierżawiony przez wereszczyńskich Żydów. W 2 gospodarstwach mieszkały rodziny Ochalów. U Jana znajdowała się największa na okolicę pasieka pszczela. Poza zajmowaniem się pszczelarstwem i gospodarstwem rolnym Jan Ochal czynnie angażował się w życie społeczne, zostając chociażby w 1928 roku członkiem pierwszej rady nadzorczej Kasy Stefczyka w Wereszczynie.

Głównym źródłem utrzymania ówczesnej ludności były gospodarstwa rolne. Z racji dużej ilości rolników i ich aktywności utworzono przed wojną kółko rolnicze. Wielu mniej rolnych gospodarzy dorabiało w okolicznych dworach lub u bogatszych chłopów. Zdarzało się często, że mieszkańcy Przymiarek i okolic celem zwiększenia swych dochodów zajmowali się kłusownictwem. Do spotkania kłusowników z policjantami doszło w 1925 roku, a efektem była jedna ofiara śmiertelna. Przebieg tego wypadku opisuje chełmski tygodnik powiatowy „Zwierciadło”: Patrol policyjny, złożony z dwóch policjantów, Fura Filipa i Gutowskiego Jana zauważył na polach wsi Przymiarki gm. Wola Wereszczyńska trzech ludzi z dubeltówkami, idących w stronę lasu. Policjanci okrzykami „stój, ręce do góry” usiłowali ich zatrzymać. Jegomości ci okrzyków policjantów nie usłuchali, a odpowiedzieli strzałami z dubeltówek. Policjanci przypadli do ziemi i tym sposobem uniknęli śmierci. Jednocześnie posterunkowy Fura leżąc na ziemi zaczął strzelać z karabinu i trafił w jednego z kłusowników, kładąc go trupem na miejscu. Zabitym okazał się Józef Stasiak, lat około 35. Znaleziono przy nim cztery zastrzelone zające i wystrzeloną dubeltówkę, z której dwukrotnie wypalił do policjantów. Stasiak nie cieszył się dobrą opinią i miał ustaloną sławę kłusownika i awanturnika. Pozostali dwaj kłusownicy zbiegli, lecz jednego udało się policji złapać.[8] Nie był to jedyny wypadek śmiertelny, o którym rozpisywały się gazety. „Kurjer Lubelski” informuje o zdarzeniu w kolonii Władzin z 1932 roku: Przy rozbieraniu domu mieszkalnego powstała sprzeczka w czasie której Gawryluk Stanisław zabił pchnięciem nożem swego szwagra Józefa Jaszuka.[9]

 

  1. Wieś podczas II wojny światowej

Wybuch wojny wpłynął na zmianę relacji sąsiedzkich. Jak wybuchła wojna to zaczęli pojawiać się czerwonopaskowscy. Mówili, że dwadzieścia lat czekali na Ukrainę i się doczekali[10] – wspomina Bolesław Dadacz. Uaktywnili się również polscy komuniści, którzy organizowali oddziały Czerwonej Gwardii, wyczekując na wkroczenie Armii Czerwonej. Głównym organizatorem jednego okolicznego takiego oddziału był Aleksander Ochal, który na powitanie czerwonoarmistów przybył do swojego kuzyna Jana Ochala z Kalinówki.

Wraz z wycofaniem się Rosjan do Związku Socjalistycznego Republik Radzieckich (ZSRR) wyjechało kilka ukraińskich dziewczyn i chłopaków, zafascynowanych komunistyczną ideologią. W okresie okupacji niemieckiej ludność ukraińska w dalszym ciągu była faworyzowana. Polskiego sołtysa zastąpił Ukrainiec Mikołaj Świszcz, realizujący gorliwie zarządzenia władz okupacyjnych we wsi. Nas było czworo we wsi i ostatnią krowę nam zabrali. Sołtys powiedział, że za mało hektarów mamy. Nie patrzyli czy w domu są dzieci – żali się na postępowanie swoich ukraińskich sąsiadów Bolesław Dadacz i dodaje: Jak wybuchła wojna niemiecko-rosyjska w 1941 roku to wzięli mojego ojca i stryja z furmankami na podwody na front. Ojciec wcześniej wrócił, ale stryj to aż pod Moskwą był.[11] Dość szybko zlikwidowano szkołę polską, a w jej miejsce utworzono ukraińską. Uczono w niej w języku ukraińskim i niemieckim. Do szkoły tej w 1940 roku na zajęcia prowadzone przez nauczyciela Pawła Szymczaka uczęszczało 44 uczniów. W kolejnych latach w szkole nauczał późniejszy wójt Kulchawiuk.

Nacjonalistyczne nastroje mieszkańców ukraińskich potęgowały się wraz z trwaniem wojny. W dolinie pod Kalinówką wiosną 1942 roku powstał jeden z większych w okolicy obóz nacjonalistów ukraińskich, którzy podjęli próbę organizowania struktur partyzanckich. Działania te były stymulowane przez wywiad niemiecki, dlatego też najbardziej aktywni nacjonaliści ukraińscy zostali straceni podczas pacyfikacji Wereszczyna w dniu 26 maja wspomnianego roku. Pośród zamordowanych nie było mieszkańców Przymiarek, jednakże 2 dni po pacyfikacji kilku młodych zabrano na roboty do III Rzeszy.

W 1942 roku wywieźli do włodawskiego getta rodzinę Rewego. Bolesław Dadacz wspomina o jego córce, która jako jedyna nie została umieszczona w getcie: Była ona bardzo ładna, dlatego Niemcy wzięli ją na posterunek do Cycowa. Gotowała im, ale po pewnym czasie i ją zabili.[12] W tym samym roku Niemcy zorganizowali obławę na Żydów, pozostałych po pacyfikacji Wereszczyna. Uczestnikami obławy byli oprócz żołnierzy niemieckich i funkcjonariuszy policji „granatowej” także Polacy, wyznaczani do tej czynności przez wójta gminy. Większość uczestników zachowywało się biernie, jednak byli też tacy, którzy nadgorliwie wykonywali swoje zadanie. Wśród nich znajdował się jeden z mieszkańców Kalinówki, tropiąc dwóch Żydów, którzy zostali następnie rozstrzelani. Innego razu ten sam zatrzymał uciekającego z Wereszczyna Leopolda Biernackiego. Gdy żołnierze niemieccy dobiegli do zatrzymanego strzałem w głowę dokonali jego egzekucji. Osobę tą sprawiedliwość dosięgła podczas jednej z obławy, w której jego nadgorliwość doprowadziła do śmierci. Henryk Arasimowicz wspomina: Podczas grudniowej obławy, ktoś wspominał o ukrywających się w lesie trzech sowieckich jeńcach. Stacho był tak gorliwy, że zginął w akcji tropienia Sowietów. Bo Sowieci to byli żołnierze, nie dali się tak łatwo wziąć. Jeden z nich zginął, ale najpierw zabił Stacha, który chciał odciąć im drogę ucieczki. Nikt go nie żałował. A tych dwóch sowieckich jeńców, którym udało się przeżyć obławę, uciekło do Wincencina.[13]

Nie były to jedyne ofiary okupanta niemieckiego. Nastoletnia wówczas Irena Pawłowska przypomina sobie, jak kilku żołnierzy niemieckich prowadziło na sznurku jednego Żyda do Wereszczyna. Innym razem widziałam jak dwa małżeństwa Żydów szły w stronę Wielkopola. Jak weszli na pagórek, to nagle najechali Niemcy i ich zamordowali na miejscu. Podobno Żydzi ci poszukiwali mogił swoich bliskich.[14] W wielkopolskim lesie zastrzelono 2 ukrywających się chłopców. Ginęli nie tylko Żydzi, ale także i miejscowi Polacy. Jednej nocy Niemcy poszli do Rentflejsza, mieszkającego na końcu wsi i jego zabili. Nie wiem, za co[15] – dodaje Irena Pawłowska. Podobny los spotkał Jana Bolesławskiego, który od maja 1943 roku do wiosny 1943 roku przetrzymywał Żyda Mordkę. Naocznym świadkiem zabójstwa Bolesławskiego i Mordki był Stanisław Kosacki z Cycowa: Na Bolesławskiego donieśli Niemcom miejscowi Ukraińcy. Na szczęście przyjechali po niego i Mordkę granatowi z Urszulina, bo gdyby Niemcy, to całą rodzinę by wymordowano. Powieźli Mordkę i Bolesławskiego furmanką na posterunek niemieckiej żandarmerii w Cycowie. Widziałem, jak w Wólce Cycowskiej Bolesławski zaczął uciekać. Strzelali do niego, ale chyba specjalnie nie chcieli trafić. Gdy Bolesławski przebiegał przez kładkę na Śwince, to zagrodził mu drogę jeden z miejscowych i on wpadł do rzeki. W tym czasie słysząc strzały przybiegli niemieccy żandarmi. Kazali Bolesławskiemu wyjść z wody, a następnie Karl Kindler jego zastrzelił. Gdy prowadzono na posterunek Mordkę, to z balkonu posterunku zastrzelił go niemiecki funkcjonariusz.[16]

W Przymiarkach mieszkał jeden z wójtów gminy, urzędujących podczas okupacji niemieckiej. Dotychczasowy nauczyciel, Ukrainiec Kulchawiuk, objął stanowisko wójtowskie w 1943 roku, jednak swoją funkcję sprawował bardzo krótko. Jeszcze w tym samym roku został zamordowany, a jego oprawcami byli dwaj miejscowi, polscy partyzanci. Byłam wtedy w pobliżu. Kulchawiuk jechał rowerem do gminy, jednak koło krzyża na Kalinówce czekało na niego dwóch naszych partyzantów. Gdy dojechał, oni wyszli i jego zabili, a następnie szybko odjechali. Gdy dolecieliśmy do niego on jeszcze rękoma ziemię rwał. Krzyczał: „mamo!”[17] – wspomina Irena Pawłowska. Zamordowanemu dano szansę ucieczki, lecz po oddaniu kilku kroków jeden z partyzantów strzelił mu w plecy. Zabójstwo było podyktowane przekazaniem Niemcom przez Kulchawiuka informacji, że w domu Kujawskich na Babsku przebywają uzbrojeni partyzanci Aleksander Kujawski i Mieczysław Misztalski. Kulchawiuk posiadał takie informacje, gdyż niejednokrotnie umawiał się z Joanną Misztalską, siostrą Mieczysława, w celach towarzyskich. W wyniku donosu Kulchawiuka jednego dnia zginęli od kul funkcjonariuszy niemieckich i policji „granatowej” obydwaj wspomniani partyzanci, a dnia następnego Emilia Zabłocka.

Mieszkańców niemieccy okupanci poddali licznym restrykcjom. Najbardziej uciążliwym był obowiązek dostarczania kontyngentów rolniczych i wysyłki do pracy w III Rzeszy. Kontroli poddano nawet mielenie zboża, a mieszkańcom zabroniono posiadania żaren. Przykładem takich restrykcji jest historia Stefana Łoponga, opowiedziana przez Lucjana Sitkowskiego z Wielkopola: Jak wydano zakaz mielenia własnymi żarnami dziadek schował je pod końskim żłobem. Ale przyszedł do niego Wegiera (tj. gminny kontyngentowy z Wiązowca) z niemieckim policjantem i kazali oddać dziadkowi żarna. Ale on się wypierał, że je ma. Przeszukali gospodarstwo i nic nie znaleźli, więc dalej się dziadka dopytywali. Gdy dziadek się dalej wypierał rzucili go na ziemię i zaczęli okładać, najpierw nahajem, a później Wegiera cepem i grabiami, ale dziadek im nie powiedział. Gdyby powiedział to i tak by go zabili. Gdy dziadka zanieśli do domu, to na całej głowie miał dziury, pod skórą zrobiła się galareta. Kilka razy musieli głowę obmywać, ale przeżył, bo był zdrowy.[18]  

W trakcie wojny największym poważaniem wśród mieszkańców cieszył się Jan Ochal z Kalinówki, aktywnie uczestniczący w lewicowym ruchu oporu. On miał dużą pasiekę, dlatego miał papiery na kupno cukru. Jeździł do Lublina i za miód dostawał cukier. Moja mam często do niego po ten cukier wysyłała[19] - wspomina Klementyna Kozłowska. Po II wojnie światowej Jan Ochal, jak został wójtem, to przeniósł się do Dębowca, gdzie w marcu 1947 roku został zamordowany.

 

  1. Wieś w Polsce Ludowej

Przymiarki, jako wieś w połowie ukraińską, objęło po wojnie przesiedlenie. Jeszcze w 1943 roku we wsi żyło 257 mieszkańców, natomiast w marcu 1945 roku liczba ta wzrosła do 264 osób. Spośród nich 135 osób (28 rodzin) deklarowało narodowość ukraińską, zaś polską 129 osób (24 rodziny). Niemal wszyscy zadeklarowani Ukraińcy (np. Świszczowie, Nikołajewiczowie, Kulchawiukowie) wyjechali tego roku do ZSRR. Gdy wyjeżdżali nasi krewni z Przymiarek, to obiecali matce, że jak tylko tam dojadą, to przyślą nam pomarańczy, cytryn i mandarynek tyle, ile będziemy chcieli[20]opowiada Alfred Marcyniuk z Wereszczyna. Przyjechały po nich ciężarówki, którymi się udali do Włodawy, a dalej wywieziono ich pociągami – wraca pamięcią Zofia Dadacz i dodaje – bardzo żałowali, bo tam nędza była. Zabrali im wszystko już we Włodawie i wyjechali z niczym. A tam traktowali ich jak Polaków, musieli się ukrywać przed swoimi.[21] Spis z lutego 1946 roku wykazał, iż we wsi mieszkało już tylko 4 Ukraińców – Rozalia i Władysław Trupaczowie oraz Wiera i Eugeniusz Szymczukowie. Jeszcze przez wiele lat niektórzy Ukraińcy przyjeżdżali do Przymiarek w odwiedziny, zwłaszcza ci, którzy wcześniej dobrze żyli z Polakami[22] – wspomina Weronika Łopong.

Znaczna część zabudowań wiejskich z opustoszałej poukraińskiej części spłonęła od uderzenia pioruna. W pozostałe po nich gospodarstwa wprowadzili się nieliczni repatrianci zza Buga. W 1945 roku do Przymiarek przyjechały rodziny:

  1.  
    • Zofii Satoluchy – osiedliła się po Stefanie Maksymiuku;
    • Adama Satoluchy – po Stefanie Maślaku;
    • Adama Sołodnickiego – Heksarimie Raliebie;
    • Stanisława Burka – po Teodorze Kocie;
    • Marii Sołoduchy – po Józefie Kulchawiuku;
    • Floriana Stańko – po Włodzimierzu Grysiuku;
    • Adama Sikory – po Janie Kocie.

W kolejnych latach przyjechało zza Buga kolejne 7 osób. W Przymiarkach osiedlali się również miejscowi i okoliczni Polacy, którzy nie posiadali swoich własnych gospodarstw. Niektórzy otrzymali je na własność w drodze sądowej, gdy udało się wykazać trwałe opuszczenie majątku przez dotychczasowego właściciela. W ten sposób sąd orzekł o przepadku majątków Justyny Dudycz, Aleksandra Trupacza i Michała Kalicha. Gospodarstwo Kalicha zasądzono jednocześnie Józefowi Zabłudzie. Pozostałe gospodarstwa w 1955 roku przejęło państwo uchwałą Prezydium Powiatowej Rady Narodowej (PRN) we Włodawie. Łącznie upaństwowiono 164 ha oraz wszelkie mienie (…) wraz z zabudowaniami, drzewostanem, inwentarzem żywym i martwym, (…) ze wszelkimi prawami i przynależnościami.[23]

W pierwszych latach po wojnie zmorą mieszkańców były represje nowej władzy ludowej, ale też i działalność oddziałów partyzanckich, a przede wszystkich podszywających się pod partyzantów pospolitych band. W dniu 25 lutego 1945 roku do wsi przybył około dwudziestoosobowy oddział partyzancki, dowodzony przez por. Woładyjowskiego. Partyzanci zajechali do gospodarstwa sołtysa Siedlińskiego, z którego zabrano 800 kg żyta, zebranego w ramach kontyngentów od wszystkich mieszkańców wsi. Sołtysowi Woładyjowski pozostawił pokwitowanie ze swoim podpisem.

Do oddziałów partyzantki antykomunistycznej przystępowali też miejscowi. Jednym z nich był Bolesław Chwaluk ps. „Grab”, który pełnił funkcję wachmistrza na rejon, obejmujący obszar kilku gmin. Chwaluk, wraz z dwoma swoimi towarzyszami, zginął w gospodarstwie Majewskich w Wereszczynie w dniu 13 września 1945 roku. Jego śmierć była efektem obławy przeprowadzonej przez tzw. „wolańców” z pobliskiego Tarnowa, czyli Ukraińców współpracujących z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa. Z rąk „wolańców” zginęło na początku tego listopada roku jeszcze 3 mieszkańców, Michał Dadacz, Bronisław Grzywaczewski i Jan Rentflejsz z Kalinówki oraz Czekierda z Małkowa. Jednym ze świadków był Bolesław Dadacz: Graliśmy wtedy w karty, gdy pod wieczór pod dom stryja zajechały żelaźniaki, a na nich „wolańcy”. Później okazało się, że już w Małkowie Czekierdę zabili. Zabrali na furmankę Stryja (tj. Michała Dadacza) i Grzywaczewskiego, który mieszkał dom dalej. Słyszałem wystrzał, ale to świnię zabili i również zabrali na furmankę. Następnie pojechali do Miazia na Glinach i tam zabrali świniaka. Od niego ruszyli do Renflejszów na Kalinówce. Tam też zabrali świniaka i Renflejsza, po czym ruszyli na plebanię w Wereszczyna. Księdza obrabowali i jednego świniaka zabrali, na koniec obrabowali Leona Arasimowicza z Sękowa. Wszystkich bito, a na koniec zastrzelono w Czemernikach. Stryja zabili strzałem w głowę, a głowa Grzywaczewskiego była nie do poznania, aż mózg wypłynął. Nie wiadomo za co ich zamordowali, może dlatego, że już podczas wojny otwarcie negatywnie wypowiadali się o Ukraińcach. Na jednym zebraniu mój stryj powiedział, że „prędzej mu na dłoni włosy wyrosną, niż Ukrainę wolna powstanie”.[24] W wyniku śledztwa prowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej ustalono, że wśród sprawców oprócz Trybiło był również Florczak i Skubiej. Wszyscy byli narodowości ukraińskiej i mieszkali w Wólce Tarnowskiej.

Pierwszym przedstawicielem wsi w Gminnej Radzie Narodowej (GRN) w Woli Wereszczyńskiej był Wacław Zabłuda, który w sierpniu 1947 roku objął nawet stanowisko podwójta. W 1949 roku zastąpił jego popierany przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą (PZPR) Stanisław Łopong. Od kwietnia 1950 gromadę w GRN reprezentował Aleksander Kot. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych w ramach polityki kolektywizacji rolnictwa nałożono na indywidualnych rolników podatki i zobowiązano do przymusowego skupu zbóż. W Przymiarkach opór chłopów był największy, w 1951 roku plan kontyngentowego skupu zrealizowano w 32%, co stanowiło najniższy wskaźnik w gminie. Na grudniowym posiedzeniu GRN jeden z delegatów oskarżał: Gromada Przymiarki nie wywiązała się do chwili obecnej w 50%, a sołtys tej gromady Ob. Łopong Stanisław uważa, że wykonanie planu gromadzkiego może nastąpić nawet, gdy on sam się nie wywiąże z planowanego skupu zboża.[25] Wyliczono, że Łopong nie dostarczył na skup 801 kg zboża, w konsekwencji znalazł się pośród sześciu odwołanych sołtysów w gminie. Jego zastąpił Florian Stańko. Na tym samym posiedzeniu wezwano do zastosowania ostrych sankcji wobec elementu wrogiego i neutralnego, zaśmiecającego aparat Władzy Ludowej.[26] Adresatem oskarżeń był m.in. radny Aleksander Kot, którego w konsekwencji pozbawiono mandatu. Jego miejsce w GRN zajął z kolei Ludwik Brodowski. Zmiany nie wpłynęły na poprawę stopnia realizacji przymusowych dostaw, w 1953 roku Przymiarki również osiągnęły jeden z najniższych wskaźników w gminie. Ukarano wówczas grzywnami o średniej wysokości 1.000 złotych Marię Sołoduchę, Jana Krawczyka, Stanisława Kuśmierczuka i Stanisława Jasińskiego.

Po utworzeniu Gromadzkiej RN w Wereszczynie w 1954 roku Aleksander Kot został jej przewodniczącym. Kota wybrano także 4 lata później, natomiast w 1965 roku już do Gromadzkiej RN w Urszulinie wybrano Mieczysława Chudasia. Chudasia wybrano także w 1984 roku do ponownie powołanej do życia GRN.

Z powodu powszechnie panującej biedy i represji władz ze mieszkańcy – zwłaszcza młodzi – zaczęli wyjeżdżać. Ich celem były ziemie zachodnie, a nawet zagranica. Kilka lat po wojnie władze powiatowe zorganizowały dla ochotników wyjazd na roboty rolne do Czechosłowacji. Z takiej oferty skorzystał Bolesław Dadacz, lecz po niespełna roku powrócił do wsi. Człowiek był młody i ciekawy świata, ponadto mój rocznik podlegał wojsku. Zarobki były lepsze i pełna mechanizacja. Nawet sztuczne zapłodnienie krów było, a gdy po powrocie o tym mówiłem to nikt nie chciał wierzyć i wszyscy się śmieli[27]wspomina Dadacz.

Emigracja zarobkowa, a przede wszystkim masowe przesiedlenia wpłynęły znacznie na zmniejszenie się poziomu zaludnienia, gdyż w kwietniu 1947 roku we wsi mieszkało już 177 osób. Kolejne lata to dalszy spadek poziomu zaludnienia. Zgodnie z mapą topograficzną z 1965 roku w Przymiarkach znajdowało się 32 gospodarstwa, czyli o 6 mniej w stosunku od stanu sprzed wojny. W gospodarstwach tych żyło jeszcze 172 osoby. W kolejnych latach liczba gospodarstw zmniejszyła się o dwa. W połowie lat osiemdziesiątych w Przymiarkach zamieszkiwało już około 90 mieszkańców, a nowe zabudowania zaczęły pojawiać się od strony Wereszczyna.

Dokonując w 1952 roku aktualizację podziału administracyjnego województwa Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie do utworzonej gromady Przymiarki przyporządkowało wieś oraz kolonie Tadzin i Władzin. Obecnie do obrębu ewidencyjnego Przymiarki należy osada Kalinówka, wówczas przyporządkowana gromadzie Wereszczyn. W 1965 roku w osadzie tej znajdowało się 11 gospodarstw. Przez pierwsze powojenne lata do gromady Przymiarki zaliczano gospodarstwa przy lesie, dziś znajdują się one w obrębie sołectwa Wielkopole. Podczas prowadzonej w 1952 roku dyskusji nad podziałem gminy na dwie – Wola Wereszczyńska i Urszulin, pytano się przedstawicieli gromady Przymiarki o opinie mieszkańców w sprawie przynależności, zaproponowano nawet możliwość przyłączenia się do Gminy Wiszniewice (obecnie Cyców). Sołtys Ludwik Brodowski i Władysław Wesołowski z Wielkopola wyrazili jednak zdecydowanie, że mieszkańcy wolą należeć do gminy w Urszulinie.

Pomimo niewielkiej liczby ludności udało się mężczyznom utworzyć w 1967 roku jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej. Jednostka liczyła na początku lat siedemdziesiątych 21 ochotników. Na prezesa wybrano Mariana Kozłowskiego, jego zastępcą został Walenty Grzywaczewski, naczelnikiem Józef Sołoducha, a mechanikami Zygmunt Dacz i Edward Grzywaczewski.

Po wojnie nie odtworzono szkoły w Przymiarkach. Początkowo dzieci chodziły do szkoły w Małkowie, później w Wereszczynie. Duża liczba gospodarstw rolnych zmobilizowała do utworzenia we wsi kółka rolniczego. Znana w okolicy była pasieka Józefa Stańki. To m.in. z jego inicjatywy założono w 1976 roku Gminne Koło Pszczelarzy w Urszulinie, któremu przez okres kilku lat prezesował.

 

  1. Przymiarki współczesne

Na początku nowego milenium w Przymiarkach mieszkało jedynie 25 mieszkańców oraz 11 w Kalinówce, którzy byli wiernymi parafii wereszczyńskiej. Jest to liczba zaniżona, lub nie wszyscy znajdowali się w wereszczyńskim rejestrze parafialnym, gdyż dane ludności z 2007 roku wykazały 56 mieszkańców, zamieszkałych w 19 gospodarstwach, i 11 mieszkańców Kalinówki. Według stanu z ostatniego dnia 2009 roku w Przymiarkach było zameldowanych już 57 osób. Od strony południowej znajdują się opustoszałe już przysiółki Załoza i Leśnica. Tak mała liczba zaludnienia Przymiarek nie przeszkodziła jednak, by w wyborach samorządowych z 1994 roku wybrać na funkcję radnego gminy Daniela Dadacza, a w 2006 roku Mariana Nikołajewicza. Funkcję sołtysa wsi pełni Stanisław Szymczuk.

 

 

Źródła i literatura:

·         „Głos Podlaski. Tygodnik Prawdą i Pracą”, Siedlce, nr 50 z 1938 roku, nr 5 z 1939 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;  

  • „Kurjer Lubelski”, Lublin, nr 140 z 1932 roku, http://biblioteka.teatrnn.pl;  
  • „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie”, Cyców, nr 4 z 2011 roku;
  • „Zwierciadło”, Chełm, nr 39 z 1925 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Akta Gminy Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie (nr zespołu 74/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Barsukow E., Artylerjia ruskoj armii (1900-1917), ZSRR 1949, www.militera.lib.ru;
  • Chełmski Konsystorz Grekokatolicki (nr zespołu 95/0), Archiwum Państwowe w Lublinie, www.szukajwarchiwach.pl;
  • Dokumenty w zbiorach własnych;
  • Dziennik Urzędowy Guberni Lubelskiey, nr 24 z 1845 roku, www.dlibra.umcs.lublin.pl;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie, nr 1 z 1984 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, nr 3 z 1953 roku, nr 1 i 8 z 1955 roku, nr 4 z 1958 roku, nr 17 z 1965 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Województwa Chełmskiego, nr 5 z 1994 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin, [w:] „Liderzy Polesia”, Cyców, nr 3 z 2007 roku;
  • Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;
  • Hipoteka we Włodawie (nr zespołu 118/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Kończal Małgorzata, Konwersje 1905-1957 w Wereszczynie, Lublin 2008;
  • Księga Polaków uczestników Rewolucji Październikowej 1917-1920. Biografie, oprac.: Kochański Aleksander (red.), Kalestyńska Lidia, Toporowicz Wiesława, Warszawa 1997;
  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Kurek Ewa, Poza granicą solidarności: stosunki polsko-żydowskie 1939-1945, Kielce 2006;

·         Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 30 z 1935 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Ochal Aleksander, Moje wojny i rewolucje, Warszawa 1982;
  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, t. IV – Województwo Lubelskie;
  • Sobiecki Leonard, Z dziejów szkolnictwa podstawowego Powiatu Włodawskiego w okresie okupacji z uwzględnieniem tajnego nauczania, Lublin 1974;
  • Spis strażaków jednostek OSP Powiatu Włodawskiego, dokonany przez Komendę Powiatową Straży Pożarnej we Włodawie około 1970 roku.
  • Starostwo Powiatowe we Włodawie (nr zespołu 6/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Tabele likwidacyjne (nr zespołu 168/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911-1915;
  • Urząd Wojewódzki Lubelski (nr zespołu 403/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wspomnienia mieszkańców: Henryk Arasimowicz z Wereszczyna; Irena Pawłowska (z domu Ochal) z Dębowca, Zofia (z domu Łepecka) i Bolesław Dadaczowie z Przymiarek, Weronika Łopong z Przymiarek, Zygmunt Pękała z Lubina, Lucjan Sitkowski z Wielkopola, Stanisław Kosacki z Cycowa, Alfred Marcyniuk z Wereszczyna, Klementyna Kozłowska (z domu Jung) z Urszulina.


[2] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[3] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[4] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[5] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[6] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[7] Relacja z 15 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[8] „Zwierciadło”, nr 39 z 1925 roku, s. 3.

[9] „Kurjer Lubelski”, nr 140 z 1932 roku, s. 3.

[10] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[11] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[12] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[13] Relacja z 11 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[14] Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[15] Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[16] Relacja z 16 lipca 2011 roku. W zbiorach własnych.

[17] Relacja z 6 sierpnia 2009 roku. W zbiorach własnych.

[18] Relacja z 15 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[19] Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[20] Relacja z 29 października 2008 roku. W zbiorach własnych..

[21] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[22] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[23] Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, 1955, nr 8, poz. 107, s. 115.

[24] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[25] Protokoły z posiedzeń sesji GRN (sygn. 15-19), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

[26] Tamże.

[27] Relacja z 16 czerwca 2010 roku. W zbiorach własnych.

 

Komentarze
Dodaj nowy
Małgorzata  - Historia   |2016-09-15 11:24:50
Jestem wnuczką Stanisława Czekierdy, który został zamordowany na Małkowie w dn. 20 października 1945r. Znam historię od żony Stanisława, mojej ś.p. Babci, Apolonii Czekierda (z domu
Pleskot). Będę wdzięczna za jakieś informacje lub stare zdjęcia.
Dagmara   |2014-11-13 16:09:04
Witam, widzę ze ktores z mojego ciotecznego rodzeństwa opisuje historie naszej rodziny. To prawda, dziadek Wladysław pochodził z Przymiarek, a babcia Teresa była dziewczyna z Małkowa. Jedynie co
nam zostalo po nich z tego regionu to tylko kawałek ziemii na Przymiarkach i las na Wielkopolu. Zero zdjec i zapisków z tamtych czasow, moze jedynie wspomnienia i historie, ktore opowiadala babcia.
Anonimowy   |2014-11-24 19:11:39
Witam.
Moi dziadkowie pochodzą z Przymiarek. Janina Brodowska to moja babcia. Podobno miała brata Władysława, może Twój dziadek był bratem mojej babci. Twój dziadek był w obozie w Majdanku?
Moja prababcia nosiła nazwisko Zabłuda.
Magda   |2014-11-25 11:18:35
Owszem, dziadek był na Majdanku. Nazwisko Zabłuda jak najbardziej przewija się w historii mojej rodziny. Najpewniej więc jesteśmy dalekimi kuzynami :)
Anonimowy  - Brodowscy   |2014-12-01 14:20:19
Najwyraźniej:) Moi dziadkowie wyjechali z Przymiarek ok. 1958r. tak bynajmniej wynika z relacji mojej mamy. Mamy dziadkowie zostali w Przymiarkach (Kazimiera zd. Zabłuda i Ludwik Brodowski) do
których pojechała wraz z siostrą na wakacje (ok. 1970r.).
Udało mi się odbudowac drzewo genealogiczne prababci do roku 1852, niestety nic nie wiem o pradziadku. Jeśli coś wiesz, to bardzo Cię
proszę o pomoc. Oczywiście ja też w razie potrzeby służę pomocą. Mój e-mail bluenetka@wp.pl
Anonimowy   |2014-12-01 14:34:49
Chciałam bardzo podziękowac za tak wnikliwą i bardzo dobrą historię. Babcia często opowiadała o Przymiarkach, a teraz dzięki Panu miałam możliwośc poznac wzbogaconą historię.
Administrator  - przymiarki   |2014-12-02 10:40:29
Witam

Dziękuję za ciepłe słowa nt. strony. Staram się powoli tą historię przelać na papier w postaci książek. Jest już 5 wydanych. W przyszłości planuję wznowić wydanie historii
Wereszczyna poszerzając ją o historię Przymiarek, Wielkopola, Zastawia i Sękowa. Dlatego bardzo mnie interesują wszelkie informacje na temat tych miejscowości.
Patrząc na wpisy pewnie
Pani/Pana juz od dłuższego czasu pracuje na d historią rodziny. Czy posiada Pani/Pan jakieś informacje, dokumenty, a może zdjęcia. Byłbym wdzięczny za pomoc.
Pozdrawiam
Magda  - Dziękuję   |2013-08-31 01:18:01
Mój dziadek pochodził z Przymiarek a wziął ślub z dziewczyną z Małkowa.
admin  - przymiarki   |2013-09-02 12:52:21
Witam

A może posiada Pan/Pani jakieś starsze fotografie, dokumenty? I czy dziadek jeszcze żyje? Gdyby mieszkał gdzies w pobliżu to mógłbym wybrac się na
wywiad.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Magda  - .   |2013-09-02 17:03:11
Nie. Dziadek zmarł w 1994 roku jest pochowany w Wereszczynie. Nazywał się Władysław Brodowski. Babcia Teresa z domu Pleskot zmarła przed miesiacem. Ale postaram się poszperać w starych
rodzinnych zdjęciach, może cos się znajdzie ze zdjęć i dokumentów. Obecnie w tamtym rejonie nie pozostał juz nikt z rodziny ani babci ani dziadka.
Administrator   |2013-09-03 19:49:12
BYłbym bardzo wdzięczny.
A tak nawiasem, najczęsciej bywa tak, że znajdujemy czas, by zainteresować się przeszłością rodziny, gdy najstarsi jej członkowie już nie żyją. Ja też nie
zdążyłem z moimi babciami porozmawiać (bo dziadków to nawet nie pamiętam) i teraz bardzo tego żałuję.
Pozdrawiam
Anonimowy   |2013-05-01 20:34:00
super historia
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Środa, 26 Grudzień 2012 16:54