Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 159
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

 

Adam Panasiuk

Dzieje wsi Wielkopole

  1. Geneza powstania wsi i jej pierwsi osadnicy

Początek osadnictwa na gruntach Wielkopola szacuję się na okres wczesnego średniowiecza. W pobliżu wsi, na skraju Bagna Bubnów, znajduje się 11 starożytnych kurhanów, w których znaleziono naczynia kultury trzcinnieckiej i łużyckiej. Wykopano również fragmenty naczyń wczesnośredniowiecznych, datowanych na schyłek VIII i pierwszą połowę IX wieku.

Obecnie istniejąca wieś Wielkopole powstała natomiast w ostatniej fali osadnictwa, związanej z wybuchem powstania styczniowego i reformy rolnej. Carat, chcąc odciągnąć chłopów od powstania, w dniu 3 marca 1864 roku wydał ukaz uwłaszczeniowy, nadając im na własność ziemię, którą użytkowali. W nowych okolicznościach ziemianie nie potrafili przestawić się na kapitalistyczną formę gospodarowania, gdyż przywykli do gospodarowania w oparciu o darmową siłę roboczą. Nie mając przymusowych pracowników majątku dość szybko zadłużały się. Kryzys finansowy nie ominął miejscowych Błociszowskich i Eydziatowiczów z pobliskiego Wereszczyna, którzy celem utrzymania płynności finansowej sprzedawali masowo zarastające grunty nowoprzybyłym osadnikom. W ten sposób w latach siedemdziesiątych powstało Wielkopole. Spis miejscowości rzymskokatolickiego dekanatu włodawskiego (z około 1880 roku) podaje 1879 rok, jako datę założenia osady. Nazwę wieś wywodzi od „wielkiego pola”, dlatego też zdarzało się, iż osada zapisywana była początkowo jako Wielko Pole.

Pierwotnie Wielkopole stanowiło wydzielony z dóbr wereszczyńskich folwark, będący w posiadaniu Błociszewskiego. Dwór leżący na uboczu był często odwiedzany przez powstańców. Jednego razu 2 powstańców zarekwirowawszy tam dwa kożuchy, spodnie, płaszcz, dwie pary butów i dwie koszule, ruszyli ku Wólce Tarnowskiej.[1] W 1880 roku folwark został zakupiony przez Władysława Kukawskiego i Aleksandra Sawickiego. Trzy lata lat później został podzielony na kilka części. Pierwsza część „Wielkopole” składała się z budynku murowanego i 6 drewnianych oraz z gruntów o powierzchni 210 mórg (104 morgi gruntów ornych i ogrodów, 61 mórg łąk i pastwisk, 44 morgi lasów i 1 morga nieużytków). Na drugą część „Wielkopole A” składało się 6 budynków drewnianych oraz grunty o rozległości 234 morgi (144 morgi gruntów ornych i ogrodów, 8 mórg łąk i pastwisk, 45 mórg lasów i 2 morgi nieużytków). Trzecią zaś część „Wielkopole C” stanowiło 6 budynków drewnianych oraz grunty o powierzchni 294 morgi (208 mórg gruntów ornych i ogrodów, 55 mórg łąk i pastwisk, 3 morgi lasów i 28 mórg nieużytków).

W 1884 roku dobra te wystawiono na sprzedaż. Jedną część zakupili Józef i Romuald Perkowscy. Na początku 1887 roku dobra Wielkopole, Wielkopole A i Wielkopole C zostały wystawione do publicznej licytacji przez Towarzystwo Kredytowe Ziemskie, które przejęło je za niespłacone raty od zaciągniętych kredytów (na łączną kwotę 1.404 rubli). Po kilku próbach sprzedaży kolejną z części zakupił Antoni Gąsowski. Dobra były obciążone prawem serwitutowym, czyli do korzystania z tutejszych z dworskich lasów, na rzecz mieszkańców Wereszczyna i Zastawia. W 1900 roku takie same prawa uzyskali mieszkańcy Zabrodzia, Dębowca oraz Kozubaty, płacąc kwotę 400 rubli na rzecz właścicieli majątków wereszczyńskich, do których owe lasy należały.

Wereszczyńskie księgi parafialne jako pierwszych mieszkańców nowej osady Kolonii Wielkopole podają nazwiska Zielińskich, Mielniczuków, Mendlów, Czekierdów. Jednakże dokumenty z 1912 roku, regulujące tutejsze sprawy włościańskie, wymieniają już zupełnie inne osiadłe rodziny. We wsi swoje gospodarstwa mieli: Mikołaj, Antoni, Aleksander i Władysław Flisiuki, Franciszek i Mikołaj Biernaccy, Stanisław Tomaszewski, Walenty Guczewski oraz Iwan i Kazimierz Wesołowscy. Wymienieni członkowie rodziny Flisiuków sprowadzili się do Wielkopola w 1909 roku, wykupując od Perkowskich dobra folwarczne, jednakże we wsi już od kilku lat mieszkał Stanisław Flisiuk. Według stanu z 1915 roku we wsi znajdowało się razem z folwarkiem jedynie sześć gospodarstw, choć dane ludnościowe sprzed kilku lat wskazywały, iż we wsi żyło 12 prawosławnych i aż 108 rzymskokatolików. Jeszcze dane wyznaniowe sprzed 1905 roku wykazywały większą grupę wielkopolskich prawosławnych, jednakże wskutek uznanej przez cara ukazem tolerancyjnym swobody wyznania 10 „dawnych” unitów, siłą włączonych do Cerkwi prawosławnej w 1875 roku, przyjęło wyznanie wiary rzymskokatolickiej.

Zmniejszenie się liczby gospodarstw w tak krótkim okresie wynikało z faktu, iż w tym roku przez wieś przeszedł front rosyjsko-niemiecki. Okopy rosyjskiej piechoty znajdowały się przy lesie na południowo-wschodnim skraju wsi. Jeszcze przed rozpoczęciem walk dowództwo rosyjskie uskarżało się, że obszar ten był słabo widoczny z ich punktu obserwacyjnego. Rosyjskie raporty dzienne na pierwszy niemiecki atak wielkopolskich okopów wskazują 22 godzinę dnia 5 sierpnia. Próbowano w ten sposób wykorzystać osłonę nocy i znajdowanie się okopów poza zasięgiem wereszczyńskiego punktu obserwacyjnego. Ruch wojsk niemieckich został jednak dostrzeżony, dlatego też kierowany z Wereszczyna ostrzał artyleryjski lekkich baterii powstrzymał atak tego dnia. Być może zostały szybko zdobyte przez nieprzyjaciela, a liczne ciała poległych mogłyby wskazywać na wybuch paniki i niekontrolowany odwrót. Nieżyjący już mieszkańcy wspominali, iż pola w stronę Wereszczyna pokryte były martwymi żołnierzami.

Jeszcze do dnia dzisiejszego rolnicy podczas prac polowych natrafiają na ślady walk z 1915 roku, najczęściej w postaci łusek z amunicji i elementów umundurowania. Wykopywane militaria mogę być również pozostałościami po walkach polsko-bolszewickich z 1920 roku. W dniach od 13 do 15 sierpnia w okolicy od Wereszczyna do Andrzejowa i Zabrodzia starły się oddziały walczących armii, a apogeum walk nastąpiło w bitwie pod Cycowem. W jednym polskim meldunku z dnia 12 sierpnia zanotowano, że lotnik własny widział wczoraj na drodze od Wielkopola do Hańska szwadron nieprzyjaciela wycofujący się w popłochu w kierunku na Hańsk.[2]

Przy drodze do Wólki Tarnowskiej, znajduje się wojenna mogiła z tego roku, na której widnieje napis: Tu spoczywa żołnierz Polski, który padł od szabli. Historię nieznanego żołnierza pamięta z opowiadań przodków Lucjan Sitkowski: Z Chełma wracał żołnierz do domu, mieszkał gdzieś w okolicy. Mówili, że w Urszulinie. Na drodze spotkał go kozak na koniu. Początkowo jego wylegitymował, a następnie kazał mu się żegnać. W tym momencie uderzył jego szablą w głowę, zadając śmiertelną ranę. Żołnierzem tym miał być Józef Kosiński z Glin. Był on spokrewniony z mim dziadkiem Wesołowskim. Opowiadał mi, że jego cało leżało kilka dni, zanim ktoś go zobaczył. Miał głowę szablą przeciętą – opowiada Stanisław Jaworek.

Wojna polsko-bolszewicka to niejedne nieszczęście, jakie spotkało mieszkańców Wielkopola w tym toku. Wiele osób, zwłaszcza niemowląt, zmarło w wyniku chorób i epidemii tyfusu.

  1. Dwudziestolecie w Wielkopolu

Przez długi czas, gdyż przez cały okres Drugiej Rzeczypospolitej, wieś nosiła nazwę Kolonii Wielkopole. Była to kolonia relatywnie niewielka, gdyż dane przeprowadzonego w 1921 roku spisu powszechnego ludności wykazały 108 mieszkańców, zamieszkałych w 15 domach i 3 barakach mieszkalnych. W zdecydowanej większości byli to rzymskokatolicy, gdyż zanotowano 80 osób tego wyznania, pozostali w liczbie 28 osób byli wyznawcami religii prawosławnej. Wieś się szybko rozwijała, gdyż w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej we wsi znajdowało się już 44 zabudowania gospodarskie. Oprócz wsi w skład gromady Wielkopole chodziła kolonię Janin. Być może były to grunty dziedzica Jana Męczyńskiego i Heleny Kazimiery Niewiadomskiej, którym udało się odbudować folwark, zajmujący w 1928 roku powierzchnię 230 morgów ziemi. Sam dwór już w 1931 roku jako jeden z 4 obiektów w gminie został wpisany do wojewódzkiego rejestru zabytków kultury. Majątek zlicytowano w 1928 roku na wniosek wierzycieli Nuchima Adera i Andrzeja Pawłowskiego. Oprócz wnioskodawców hipotekę obciążało jeszcze wiele innych zobowiązań, w tym pożyczki Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego na kwotę 8.600 złotych. Cały majątek wyceniono na kwotę 50.000 złotych. W latach trzydziestych część tych dóbr zostały zakupione przez Flisiuków i Sitkowskich.

Największymi gospodarzami we wsi byli Sitkowscy, Stęplewscy, Władziewiczowie, pozostali mieszkańcy utrzymywali się także z rolnictwa. U Władziewiczów znajdowała się jedyna w osadzie kuźnia. Kilku z gospodarzy pracowało w pobliskich folwarkach, zaś Kajetan Śniadkowski zarobkował pełniąc usługi krawieckie, a Józef Zabłuda trudnił się rymarstwem. Słynne na okolice usługi akuszerskie wykonywała Łopongowa, a jej mąż Antoni Łopąng był gajowym. Wielu z mieszkańców czynnie angażowało się w życie publiczne. Bolesław Wesołowski został członkiem pierwszego trzyosobowego zarządu utworzonej w 1928 roku Kasy Stefczyka w Wereszczynie, zaś Antoni Flisiuk wszedł w skład jej rady nadzorczej. We wrześniu 1931 roku wojewoda lubelski zarejestrował w Wielkopolu Koło Gospodyń Wiejskich „Jutrzenka” – pierwsze w gminie. Przed wojną funkcjonowało także kółko rolnicze.

Oprócz ludności polskiej przed samą wojną mieszkało kilka rodzin ukraińskich (np. Kulchawiukowie, Grzeszczukowie, Potrapelukowie, Panasiukowie, Ostapowie) i żydowska rodzina Wulwy, która przeprowadziła się z Przymiarek. Jej źródłem utrzymania był wiejski sklepik. Ale do wsi przychodziło wielu Żydów z Wereszczyna i handlowali czym się dało. Jeden z nich to szyby sprzedawał – wspomina Zofia Dadacz z Przymiarek.

  1. Wielkopole w okresie II wojny światowej

Wybuch wojny znacznie pogorszył relacje pomiędzy polskimi i ukraińskimi mieszkańcami. Po roku okupacji sołtysa Feliksa Kaszewskiego Niemcy zastąpili Ukraińcem Ostapem. Zofia Dadacz wspomina, jak podczas wojny wszyscy w domu chorowaliśmy na tyfus, ale ojciec najbardziej. Myśleliśmy, że już nie wyjdzie z tego. Wtedy sołtys wyznaczał mieszkańców na podwozy, a ten, kto nie mógł, miał przekazać konia. I nam zabrali, choć mieliśmy tylko jego. Jak zwrócili, to tak był wycieńczony, że po niedługim czasie zdechł. Potem ten Ostap z innymi Ukraińcami przyszli do nas i wszystkie zboże zabrali, że nie było czym na wiosnę zasiać pola. Podobnie zachowywali się inni Ukraińcy. Gdy wojna wybuchła zaraz ruszyli rabować dwory. Furmankami wywozili wszystko co się dało, ale głównie trzodę, bydło i zboże. Łukasz Kulchawiuk, gdy jeździli do dworu w Wytycznie, to i mojego ojca na rabunki namawiał – dodaje Zofia Dadacz. Powszechne były rabunki, dlatego też polscy mieszkańcy, przy wsparciu młodzieży z Wereszczyna, organizowali warty we wsi.

Zaraz po klęsce kampanii wrześniowej tworzyły się w okolicy struktury partyzanckie, chociażby Związek Walki Zbrojnej z Kazimierzem Chmielewskim na czele, czy Bataliony Chłopskie, którymi dowodził Bolesław Flisiuk z pobliskich Czemernik. W 1942 rok wszystkie prolondyńskie organizacje połączyły się, tworząc struktury Armii Krajowej (AK) Komendantem miejscowej placówki AK, która obejmowała również Przymiarki, Małków, czy Widły, był Wacław Zabłuda. Został zamordowany już po wycofaniu się Niemców. Zdarzenie miało miejsce w Małkowie, a brutalnego pobicia ze skutkiem śmiertelnym dokonali tarnowscy pepeerowcy, czyli członkowie Polskiej Partii Robotniczej.

Oddalenie od ważniejszych szlaków i bliskie sąsiedztwo lasów powodowało, iż w grudniu 1943 roku na okres zimowy we wsi zakwaterowali się partyzanci z oddziału AK „Nadbużanka”. W tym czasie do oddziału przystąpiło kilku miejscowych. We wsi pod koniec kwietnia 1944 roku kwaterowali w gospodarstwie Mazurów również partyzanci oddziału Brygady Armii Ludowej (AL.) im. Wandy Wasilewskiej, dowodzonego przez Jana Bulwickiego. Jeden z partyzantów AL Zbigniew Małyszczycki, napisał w swoich wspomnieniach: Opowiedziano im tu, że poprzedniej nocy rozerwał się w pobliżu jakiś nieznany pocisk niemiecki. Wybuch był tak silny, że w okolicznych domach powylatywały szyby z okien. Prawdopodobnie był to pocisk V.[3]

Podczas wojny w osadzie oraz w okolicznych lasach okupanci, przy pomocy miejscowych mieszkańców, organizowali obławy, których celem było wyłapanie partyzantów i pozostałych mieszkańców żydowskich, ocalałych z pacyfikacji Wereszczyna z dnia 26 maja 1942 roku. We wsi schowało się w stercie siana w gospodarstwie Podstawskich dwóch Żydów z Wereszczyna, Ałta i jego kilkunastoletni syn, Podczas jednej z obław mieszkaniec Kalinówki wiedząc o tym fakcie poszedł z widłami przegonić ukrywających się, a komendant „granatowej” policji z Urszulina o nazwisku Grajek, kazał im się rozebrać, zdjąć buty i rozstrzelał ich. Jako że syn Ałty było osobnikiem młodym Grajek strzelił aż pięć razy, za nim ten wyzionął ducha[4]wspomina Henryk Arasimowicz z Wereszczyna. W lasach pod Wielkopolem, podczas następnej obławy, zastrzelono jeszcze dwóch innych chłopców żydowskich, którzy chronili się w domu Jana Bolesławskiego w Przymiarkach. Był u nas pod lasem jeden taki gospodarz, który za pieniądze i złoto przechowywał Żydów, a następnie wywoził do lasku i ich zabijał. Niejeden to widział. Podczas wojny wyjechał stąd i nigdy już nie wrócił – anonimowo opowiada jeden z mieszkańców.

W dniu 23 maja 1943 roku zamordowany przez polskich partyzantów został także tutejszy ukraiński gospodarz Iwan Kulhawiuk, ale bliższe okoliczności jego śmierci nie są znane. Następną ofiarą polskich partyzantów został Łukasz Kulhawiuk. O kolejnej zbrodni opowiada Stanisława Łopąg: Ja tego nie pamiętam, bo mnie tu nie było, ale mąż wszystko widział. W lesie ukrywało się trochę partyzantów radzieckich. Przystąpili do nich Ukraińcy, którzy służyli dla Niemców. Ale Rosjanie dowiedzieli się, komu służą. Zabrali ich i przyprowadzono do domu mego męża. Przesłuchali, a następnie poszli do lasu i wycieli dębowe kołki. Jak zaczęli ich bić, to krwi było pełno. Moja teściowa zaczęła płakać, ale ten powiedział jej, żeby nie płakała, bo by oni z nimi jeszcze gorzej postąpili. Ledwo żywych ich wyprowadzili i w lesie zastrzelili. Tych Ukraińców trzech pochowano. Do rana wszyscy sprzątali, bo bali się Niemców. Sprzątał mąż, Gienka Wakułów z Zastawia i teściowa. Jakby się czegoś dowiedzieli, to i by naszą rodzinę zamordowano, a zabudowania by spalili. I byli później Niemcy, ale nie zachodzili do domu.

Oprócz morderstw na tle narodowościowym i powszechnych rabunków zmorą dla mieszkańców były zobowiązania kontyngentowe i pracownicze na rzecz niemieckiego okupanta. Już 2 dni po pacyfikacji Wereszczyna zatrzymano kilku mieszkańców Wielkopola i wywieziono ich na roboty do III Rzeszy. Już wcześniej (latem 1940 roku) do Niemiec na okres całej wojny wywieziono Władysława Wesołowskiego i Feliksa Kaszewskiego. Każdy rolnik musiał dostarczać część płodów w ramach kontyngentów oraz pracować, chociażby przy zwózce drewna do stacji kolejowej w Orchówku. Za jakiekolwiek braki, czy opóźnienia mieszkańców surowo karano, czego przykładem jest historia Mieczysława Sitkowskiego, opowiedziana przez jego syna Lucjana: Mój ojciec zwoził z pobliskiego lasu drzewo do Orchówka. Już miał drzewo załadowane, koniczynę i siano dla koni wzięte, ale przybył do niego Wygiera (tj. funkcjonariusz z wereszczyńskiego posterunku) z niemieckim policjantem. Mieli pretensje, że ojciec jeszcze nie wyjechał. Nagle Wygiera w twarz nahajem uderzył, że dwa zęby wypadły. Ojciec szybko chustą twarz zakrwawioną przykrył i musiał jechać.

Eskalacja polsko-ukraińskiego antagonizmu nastąpiła pod koniec wojny, a właściwie w pierwszych miesiącach po wycofaniu się niemieckiego okupanta. Ukraińcy pacyfikowali gospodarstwa polskie, a Polacy ukraińskie. Raz polscy partyzanci, głównie z Wereszczyna, otoczyli trzy gospodarstwa tutejszych Ukraińców. Ale oni też byli uzbrojeni. Jeden z nich wpadł do stodoły i uciekł dalej w pole. Ale Polacy za to zabili mu krowę i konia, u pozostałych dwóch to samo zrobili. A oni już więcej tutaj nie wrócili, ich gospodarstwo państwo przejęło – opowiada dzieje mieszkańców Wielkopola Lucjan Sitkowski.

Pomimo licznych ograniczeń okupacyjnych, grabieży i napadów w dniu 2 lutego 1940 roku powstała w Wielkopolu Spółdzielnia Spożywców „Wielkopolanka”. Na pierwszego prezesa wybrano Feliksa Kaszewskiego, sekretarzem i rachmistrzem został Bronisław Wesołowski, a skarbnikiem Józef Zabłuda. Po wywiezieniu Kaszewskiego na roboty do III Rzeszy prezesem wybrano Jana Rycaka. Radę nadzorczą tworzyli: prezes Władysław Biernacki, zastępca Heronim Władziewicz, Feliks Kaszewski, Antoni Flisiuk, Bronisław Wesołowski, Józef Zabłuda, Stefan Flisiuk, Mieczysław Sitkowski i Antoni Tomaszewski. Do komisji rewizyjnej wybrano Antoniego i Stefana Flisiuków oraz Antoniego Tomaszewskiego. Dla członków zarządu ustalono wynagrodzenie, ustalone na podstawie wysokości obrotów miesięcznych w spółdzielczym sklepie – od ¼ do 1¼%. Subiektem (kasjerem) został Edward Józefczuk – jego wyposażenie wynosiło 2% od obrotu. Sklep umieszczono u Antoniego Flisiuka, za co otrzymywał ½% od obrotu. Na sklepową zatrudniono Janinę Flisiuk.

Już po kilku miesiącach działalności pojawiły się nieprawidłowości i braki w kasie. Feliks Kaszewski po kilkukrotnych upominkach przez komisję rewizyjną, aby spółdzielnię prowadził według statutu, nie podporządkował się. Po przeprowadzeniu rewizji komisja wykazała subiektowi Edwardowi Józefczukowi kredyty za duże, które ciążą już od dłuższego czasu i leżą w spółdzielni, jako martwy kapitał. Komisja zastrzegła kategoryczne nieudzielanie kredytów, a w przypadku nieściągnięcia dotychczasowych on sam będzie musiał pokryć.[5] Na kolejnym posiedzeniu wykazano nieprawidłowości w prowadzeniu księgowości przez rachmistrza Bronisława Wesołowskiego. Ostatecznie pod koniec grudnia 1940 roku Wesołowskiego odwołano, a na nowego rachmistrza wybrano Stefana Szatkowskiego.

Działalność spółdzielni utrudniały wojenne warunki z powodu braku towarów w oddziale Społem, jak również i na rynku.[6] Aresztowania powodowały częste zmiany kadrowe. Oprócz wyżej wymienionych na początku 1941 roku z gospodarza zrezygnował Antoni Flisiuk, a jego obowiązki przejął prezes Rycak. Pod koniec 1941 roku on również złożył rezygnację i przeniósł spółdzielnię w nieodpowiedni lokal.[7] Po kilkumiesięcznych utarczkach gospodarzem został Edward Bolesławski Wcześniej, z powodu choroby, ze skarbnika zrezygnował Józef Zabłuda – zastąpił go Władysław Biernacki, z kolei jego na stanowisku prezesa rady nadzorczej zastąpił Antoni Tomaszewski. Nowym członkiem rady nadzorczej został wówczas Kazimierz Rycak.

Dość często zmieniali się sprzedawcy sklepowi. Z powodu manka Janinę Flisiuk zastąpiła Halina Soborska, ale po kilkumiesięcznej pracy również ją oskarżono o braki w kasie. Zwolniono ją i – wobec odmowy uregulowania braków – pozwano do sądu grodzkiego. W jej miejsce zatrudniono Władysława Panasiuka, ale w dość krótkim czasie także i u niego pojawiło się manko, sięgające piątą część wartości wszystkich towarów. Zarządzano od niego spłaty brakującej kwoty w 2 ratach, w przeciwnym razie miano skierować sprawę na drogę sądową.[8] Nową sklepową na okres ponad roku została Halina Władziewiczówna.

Niedbałość w prowadzeniu spółdzielni i niesprowadzanie towarów spowodowało postawienie w czerwcu 1942 roku wniosku o upadłość. Spółdzielni nie zlikwidowano, ale odwołano z gospodarza Bolesławskiego, zastępując go w styczniu 1943 roku Michałem Bakalarzem. Rozwiązaniem problemów finansowych mogło być połączenie ze spółdzielnią w Wereszczynie, ale rada nadzorcza wniosek taki odrzuciła. Pod koniec wojny prowadzenie działalności było coraz trudniejsze, najprawdopodobniej z powodu coraz częstszych rabunków. W kwietniu 1944 roku Wesołowski Bronisław zarzucił wspólnikom, że rada nadzorcza za mało się interesuje działalnością organizacyjną, sprawę toleruje lekkomyślnie, a mianowicie trudna sprawa od czasu do czasu zwołać zebranie.[9] Apel nie poskutkował, a działalność spółdzielni zawieszono do lutego 1947 roku.

  1. Walk partyzantki antykomunistycznej z aparatem władzy ludowej

Wkroczenie w lipcu 1944 roku wojsk sowieckich nie zmieniło wiele w życiu mieszkańców. Okupanta niemieckiego zastąpili okupanci radzieccy, wspierani przez polskich komunistów i Ukraińców. Już w październiku 1944 roku NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR) zatrzymało Bolesława Flisiuka, przetrzymując go do lutego następnego roku. Te same lasy, które były schronieniem w okresie okupacji niemieckiej stały się miejscem ukrycia dla miejscowych partyzantów WiN („Wolność i Niezawisłość”), którzy walczyli z aparatem władzy komunistycznej. W dniu 9 kwietnia 1946 roku doszło do wymiany ognia pomiędzy oddziałem WiN, dowodzonym przez Leona Taraszkiwicza ps. „Jastrząb”, który przyjechał od strony Świerszczowa dwiema zarekwirowanymi ciężarówkami, a miejscowymi partyzantami. Zdarzenie opisali funkcjonariusze włodawskiego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w jednym z raportów: Niedojeżdżając do wsi Wielkopole z tej że wsi bandyci zostali obstrzelani z broni maszynowej, w skutek czego powstał bój, który trwał około 10-ciu minut. Dowódca w/w bandy dał rozkaz wstrzymać ogień i obie strony porozumiały się. Dowódcy obu stron podali sobie ręce i mieli jakąś naradę, kto mógł strzelać ze wsi nie ustalono, grupa ta była w ubraniach cywilnych. Banda przeszła wieś Wielkopole i załadowawszy się do maszyn pojechała w kierunku wsi Andrzejów – Nowy.

W dniu 30 lipca 1947 roku w lesie od strony Czemiernik jednostki Ludowego Wojska Polskiego (LWP) zastrzeliły dowódcę jednego z oddziałów współdziałających z WiN Józefa Struga ps. „Ordon”. Rozpoznania zwłok dokonali zatrzymani Stanisław Wakuła z Wereszczyna i Stanisław Wesołowski. Tego krytycznego dnia byłem w Wielkopolu u rymarza Zabłudy. Usłyszałem strzały i zobaczyłem wojsko, a jak się później okazało, było to UB. Strzały dochodziły z lasu Wereszczyńskiego. Bałem się odejść, więc dłuższy czas tam czekałem, a gdy już wojsko wracało z lasu do Wielkopola, udałem się do domu do Wereszczyna. Po drodze dogonił mnie samochód i wojskowi zawołali mnie, czy nie znam tego zabitego. Podszedłem i od razu poznałem w tym trupie Józefa Struga. Im jednak nie powiedziałem, że go znam, żeby mnie razem z nim nie zabrali. Za parę dni zostałem aresztowany, wywieziony do Puchaczowa i umieszczony w szkole tamtejszej[10]zeznawał po latach przed sądem metropolitarnym Stanisław Wakuła. W miejscu śmierci „Ordona” stoi do dnia dzisiejszego pomnik. „Ordon” i jego partyzanci bardzo często przebywali w lasach pomiędzy Karczunkiem, Wielkopolem i Sękowem.

  1. Wielkopole w Polsce Ludowej

Liczba ludności we wsi była wysoka podczas wojny, w 1943 roku wynosiła 252 osoby. Do marca 1945 roku zmniejszyła się do 150 osób. W zdecydowanej większości byli to Polacy (120 osób, 42 rodziny), piątą część stanowili Ukraińcy (30 osób, 8 rodzin). Deklarację wyjazdu do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) zgłosiło 24 osoby i wszystkie z nich wyjechały. Według spisu z lutego 1946 roku we wsi pozostawały tylko 3 osoby ukraińskiej narodowości – Adam, Paraskedia i Katarzyna Kulchawiukowie. Pozostawione przez Ukraińców chałupy w części zostały zasiedlone, a pozostałe majątki upaństwowiono orzeczeniem Prezydium Powiatowej Rady Narodowej we Włodawie z 1955 roku. Państwo przejęło wszelkie mienie (…) wraz z zabudowaniami, drzewostanem, inwentarzem żywym i martwym, po osobach przesiedlonych do ZSRR, (…) ze wszelkimi prawami i przynależnościami.[11] Łącznie państwo objęło na własność 44 ha.

Po ukraińskich przesiedleniach miejsce zamieszkania zaczęli zmieniać i Polacy. W poukraińskich gospodarstwach zaczęli osiedlać się zabużanie, a wielu z dotychczasowych mieszkańców wyjechało na ziemie odzyskane lub w inne regiony Polski (np. Bronisław Pietrzak w Chełmskie). Przez okres kolejnych 2 lat Wielkopole było jedyną z nielicznych w gminie wsi, w której poziom zaludnienia w wyniku przesiedleń i lokalnych migracji wzrósł, choć nieznacznie, bo do 153 osób. Choć Wielkopole zawsze w swojej historii należało do Gminy Wola Wereszczyńska, to na majowej sesji Gminnej Rady Narodowej (GRN) z 1952 roku, na której rozmawiano o podziale gminy i zmianie granic, pozwolono mieszkańcom gromady na wypowiedzenie się o przynależności administracyjnej. Sołtys Władysław Wesołowski powiedział, że gromada Wielkopole nie chce należeć do gm. Wiszniewice pow. Chełm z powodu, że lepsze warunki drogi do gminy Urszulin i bliżej jest.[12] W podobnym tonie wypowiedział się Ludwik Brodowski z sąsiednich Przymiarek.

Według mapy topograficznej z 1965 roku we wsi znajdowało się 28 gospodarstw, co w stosunku do stanu sprzed wojny oznaczało spadek prawie o połowę. Ponadto 4 gospodarstwa powstały w Kolonii Wielkopole, znajdującej się tuż przy miejscowości Przymiarki (przez pierwsze lata jako osada Tadzin po wojnie należało do sołectwa Przymiarki). Łącznie gospodarstwa te zamieszkiwało 164 osoby. Wybudowanie w połowie lat siedemdziesiątych drogi utwardzonej i otwarcie sklepu spożywczego nie wpłynęło na wzrost liczby ludności, gdyż w tym czasie ubyło 4 gospodarstwa, a w połowie lat osiemdziesiątych liczbę mieszkańców szacowano na około 130 osób. W 1973 roku Powiat Włodawski wpisał do planów inwestycji drogowych na lata osiemdziesiąte drogę z Wielkopola przez Wereszczyna do zastawskiego lasku, jednak inwestycji nierzealizowano.

Pierwszym przedstawicielem wsi w GRN został Mieczysław Sitkowski, w tym czasie wchodził również w skład pięcioosobowego Prezydium GRN, które razem z wójtem pełniło władzę wykonawczą w gminie. W 1949 roku zastąpił go Władysław Wesołowski, wybrany z poparcia Stronnictwa Ludowego (SL), ale od kwietnia 1950 roku Sitkowski był ponownie delegatem. Został ponadto kierownikiem handlowym w Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska, a także od 1954 roku pełnił funkcję sołtysa. Zastąpił na tym stanowisku Władysława Wesołowskiego.

Sitkowskiego wybrano na radnego również w 1978 roku oraz w latach 1954-1958 do Gromadzkiej RN w Wereszczynie. W 1958 roku z Wielkopola do rady gromadzkiej wybrano również Jana Rycaka, Mariana Skibę i Józefa Zabłudę.

W pierwszych latach po zakończeniu wojny w Wielkopolu, jako jednej z nielicznych wsi w gminie, sukcesem zakończyło się zakładanie rolnej spółdzielni produkcyjnej. Nie udawał się natomiast przymusowy skup zbóż, w roku 1951 skupiono jedynie 62% zaplanowanej ilości. Mieli coś płacić, a nic nie dawali. Ja ostatnią świnię na skup zawiozłam i nic nie dostałam – opowiada o przymusie kontyngentowym Stanisława Łopąg. Podobnie było w kolejnych latach, w 1953 roku Wielkopole znalazło się pośród najgorszych gromad w realizacji obowiązkowych dostaw. Publicznie oskarżono gospodarza Władysława Skibę z najbardziej pozostałych w tyle gromady Wielkopole, jeden z bogatszych gospodarzy, który posiada odpowiednią siłę roboczą i pociągową (…) – stoi biernie, nie stara się spełnić swego patriotycznego obowiązku względem ojczyzny Polski – a wręcz odwrotnie, stara się podstępnym biadoleniem swoim o rzekomym nieurodzaju wprowadzić władz w błąd.[13] W sumie w Wielkopolu skupiono tylko 40% planowanego zboża, a podatku gruntowego wpłacono w wymiarze tylko 18%. Gospodarz Jan Rycak skarżył się, że niskie wykonanie skupowego planu nastąpiło z przyczyny przydzielonej kosiarki i żniwiarki nieprzygotowanej do akcji i dodał, że gdy udał się do gminnej spółdzielni po części do maszyn zostałem drwiąco wyśmiany przez jednego z pracowników.[14] Niska realizacja przymusowego skupu przełożyła się na liczbę ukaranych rolników, która była jedną z najwyższych w gminie. Grzywnami o średniej wysokości 1.000 złotych ukarano Władysława Skibę, Stanisława Łepeckiego, Władysława i Romana Wesołowskich, Marię Rusek, Teodora Muzyczuka, Jana i Kajetana Szadkowskich oraz Piotra Grzegorczyka.

W lutym 1947 roku reaktywowano działalność Spółdzielni Spożywców „Wielkopolanka”. Prezesem i gospodarzem sklepu wybrano Władysława Wróbla, rachmistrzem – Stanisława Podkowę z Sękowa, skarbnikiem – Hieronima Władziewicza. Prezesem rady nadzorczej został Bronisław Pietrzak, a na stanowisku sklepowej zatrudniono Zdzisławę Flisiuk. Radę nadzorczą tworzyli wówczas: Hieronim Władziewicz, Mieczysław Sitkowski, Edward Flisiuk, Kazimierz i Jan Rycakowie oraz Bolesław Trojanowski. Powojenne przesiedlenia powodowały liczne zmiany na stanowiskach. W ciągu kilku miesięcy gospodarza Wróbla zastąpił Jan Przybylski, a prezesa rady nadzorczej Pietrzaka – Władysław Wesołowski. W 1948 roku „Wielkopolanka” stała się filą Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska w Wereszczynie. Mieczysław Sitkowski został tam członkiem komisji rewizyjnej. Podczas kontroli sklepu ze stycznia 1948 roku wytknięto brak krat w oknach, sztaby na drzwiach, a nawet podłogi w budynku. Później sklep znajdował się chociażby u Chudasiów. W latach osiemdziesiątych wybudowano oddzielny budynek sklepu.

Po wojnie powstało w Wielkopolu kółko rolnicze.

W okresie Polski Ludowej wieś zyskała oprócz sklepu kolejną placówkę publiczną. Była nią czteroklasowa szkoła powszechna, będąca filią Szkoły Powszechnej w Wereszczynie. Jako pierwsza nauczała w niej Honorata Flisiuk, następnie Ewa Kowal, a przez okres niemalże dekady żona organisty Eugenia Kwiatoń. W 1966 roku zastąpił ją Henryk Wierzejski, jednak po 3 latach zaproponowano mu funkcję kierownika szkoły w Wereszczynie, więc zastąpiła go Zofia Rabczewska. Rabczewska uczyła do czasu likwidacji szkoły, czyli do 1972 roku. Choć szkoła była cztero-oddziałowa, to lekcje odbywały się w 3 klasach, gdyż ze względu na mała liczbę dzieci (około 20 uczniów) połączono trzeci i czwarty oddział. Do szkoły, oprócz dzieci z Wielkopola, uczęszczały jedynie dzieci z Przymiarek i Czemernik. Nie było wydzielonego budynku szkolnego, lekcje odbywały się w domach prywatnych. Najpierw u Władziewiczów, później w 1 izbie Janiny i Stanisława Olszewskich, następnie u Flisiaków, by na końcu przenieść się do domu Ludwika Kuli. Warunki były mizerne, ale jak na wiejskie warunki widać było, że gospodarz się starał. Były czysto i zawsze napalone. W izbie znajdował się piec kaflowy, odnowiona była podłoga – wspomina Henryk Wierzejski.

W 1967 roku założono w budynku szkolnym pierwszy we wsi telefon, co znacznie ułatwiło kontakt z ośrodkami w Urszulinie i Wereszczynie. Wobec rozdziału państwa od Kościoła zabronione było nauczanie religii w szkole, stąd też miejscowy proboszcz ks. Władysław Urbańczyk założył w Wielkopolu punkt katechetyczny. Lekcje religii prowadził najczęściej wikary, a za probostwa ks. Zygmunta Syroczyńskiego sam proboszcz.

Funkcjonowanie szkoły we wsi znaczący wpłynęło na uatrakcyjnienie życia kulturalnego mieszkańców. Już za czasów Eugenii Kwiatoń na stałe w życiu wsi wpisały się organizowane w szkole seanse filmowe. Po przybyciu Henryka Wierzejskiego stworzono dla dorosłych wiejski teatrzyk. Najzabawniejsze było, że scenariusze przedstawień musiałem uzgadniać z wydziałem cenzury we Włodawie – wspomina Wierzejski. Z przedstawieniami mieszkańcy jeździli po okolicznych miejscowościach, w ten sposób uzbierali kwotę około 2.000 złotych. Pojechałem z tymi pieniędzmi do władz powiatowych oświatowych z prośbą o dołożenie do zakupu akordeonu wskazując, iż taka kwota została uzbierana w wyniku starania mieszkańców w tak małej wsi. Kazali pójść do sklepu, wybrać nowy akordeon i przynieść rachunek. Gdy przyniosłem podjęli się zapłaty całej kwoty, a za uzbierane pieniądze kupiłem dla szkoły aparat marki „Zenit” – opisuje swoją przygodę z mieszkańcami Wielkopola Wierzejski.

  1. Wielkopole współczesne

Liczba mieszkańców ulega dalszemu zmniejszaniu się. Na początku nowego tysiąclecia wieś zamieszkiwało tylko 92 osoby, w 2007 roku w 30 gospodarstwach było już dwóch mieszkańców mniej. W ostatnim dniu 2009 roku liczb zameldowanych wynosiła już 85 osób. Oprócz zabudowań znajdujących się przy drodze asfaltowej po kilka gospodarstw tworzy przysiółki Bankowe, Flisiuków i Męczeńszczyzna, natomiast gospodarstwa od strony Kolonii Wereszczyn tworzą przysiółek zwany Pod Lasem, zaś zabudowania od strony południowej tworzą Kolonię Wielkopole. Obecnie funkcję sołtysa pełni Marek Olszewski. W wyborach samorządowych z 2002 roku mieszkańcy wybrali na swojego gminnego radnego Krzysztofa Kulę, a w 2010 roku Joannę Jusiuk.

W Wielkopolu nie funkcjonują organizację pozarządowe, jednak w 2012 roku rozpoczął działalność zespół śpiewaczy „Wielkopolanki”. Uczestniczył w Europejskich Dniach Dziedzictwa w Wereszczynie, przygotował również akademię patriotyczną w kościele, z okazji kampanii wrześniowej. Wielkopolankom akompaniuje Henryk Wierzejski, grając na akordeonie.

W dniu 2 stycznia 2012 roku pod Wielkopolem tragicznie zginął wójt gminy Roman Wawrzycki. Wójt był myśliwym, miał na łąkach w pobliżu wsi 3 ambony. W poniedziałek przygotował kilka główek kapusty, którymi chciał zwabić jelenia. Czekał na tego konkretnego już od jakiegoś czasu[15] – opowiadali dziennikarzom mieszkańcy Wielkopola. Przyczyną śmierci mężczyzny było rozerwanie tętnicy udowej i wykrwawienie się na skutek strzału z bliskiej odległości. Te ustalenia potwierdzają hipotezę, że doszło do nieszczęśliwego wypadku, samopostrzelenia z broni myśliwskiej[16] – informowała rzeczniczka prokuratury okręgowej. Przed zgonem zadzwonił do żony, ale chyba już nic nie zdążył powiedzieć, bo nie dał rady. Ona wyczuła, że stało się coś złego[17] – powiedział dziennikarzowi znajomy wójta. Natychmiast poinformowano pogotowie. Jeden z mieszkańców Wielkopola opowiadał dziennikarzowi: Samochód postawił na końcu drogi. Minęły niecałe dwie godziny i zaczęli się zjeżdżać policjanci, przyjechało pogotowie. Nie mogli podjechać pod ambonę, bo było za grząsko, więc ludzie podwieźli ich ciągnikami.[18] Ciało znaleziono w ambonie w Wielkopolu. Gdy dotarli na miejsce, zastali mężczyznę w kałuży krwi. Natychmiast wezwali załogę „erki” reanimacyjnej, ale lekarz mógł już tylko stwierdzić zgon[19] – wyjaśniał dyrektor Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie Tadeusz Kazimierczak.

W wielkopolskim lesie do dnia dzisiejszego ocalały 3 mogiły: żołnierza poległego w 1920 roku, zamordowanych 3 partyzantów ukraińskich i Józefa Struga ps. „Ordon”. Najstarszą mogiłą opiekuje się młodzież. Po wojnie grobem tym zaczęła opiekować się młodzież szkolna, teraz z PGR Wólka Tarnowska – mówi Stanisława Łopąg. Krzyżem i mogiłą zamordowanych Ukraińców opiekuje się rodzina Łopągów. W latach dziewięćdziesiątych mogiłą i uroczystą mszą upamiętniono miejsce śmierci „Ordona”. W uroczystości udział wzięli jego żona Sylwinie Strug i Zygmunt Pękała ps. „Śmiały”, który ufundował pomnik.

Źródła i literatura:

  • „Gazeta Sądowa Warszawska”, nr 4, 18 i 24 z 1888 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;
  • „Gazeta Warszawska”, Warszawa, nr 202 z 1886 roku, nr 257 z 1887 roku, nr 100 i 264 z 1888 roku, nr 230 z 1889 roku, nr 67 z 1892 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;
  • „Głos Podlaski. Tygodnik Prawdą i Pracą”, Siedlce, nr 50 z 1938 roku, nr 5 z 1939 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;
  • „Super Tydzień we Włodawie”, Chełm, nr 2 (530) z 2012 roku;
  • „Nowy Tydzień. Powiat Włodawski”, Chełm, nr 2 (327) z 2012 roku;
  • Barsukow E., Artilerjia ruskoj armii (1900-1917 r.), ZSRR 1949, www.militera.lib.ru;
  • Akta Gminy Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie (nr zespołu 74/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Caban Ireneusz, Oddziały Armii Krajowej 7 Pułku Piechoty Legionów, Lublin 1994;
  • Cichor Dariusz, Spis miejscowości należących do parafii dekanatu włodawskiego około 1880 r., [w:] „Zeszyty Muzealne”, tom X, Włodawa 2000;
  • Dokumenty w zbiorach własnych;
  • Dokumenty w zbiorach Zarządu Miejsko-Gminnego Polskiego Stronnictwa ludowego we Włodawie;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie, nr 1 z 1978 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, nr 1 i 4 z 1955 roku, nr 4 z 1958 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Województwa, nr 24 z 1928 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin, [w:] „Liderzy Polesia”, Cyców, nr 3 z 2007 roku;
  • Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;
  • Guziak Tomasz, Por. cz.w. Józef Strug ps. „Ordon” (1919-1947), http://podziemiezbrojne.blox.pl;
  • Komisarz do Spraw Włościańskich Powiatu Włodawskiego (nr zespołu 163/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Kończal Małgorzata, Konwersje 1905-1957 w Wereszczynie, Lublin 2008;
  • Kronika szkolna Szkoły Podstawowej w Wereszczynie;
  • Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, www.wbc.poznan.pl;
  • Księga protokołów Rady Nadzorczej Spółdzielni Spożywców „Wielkopolanka” z lat 1940-1947, w zbiorach własnych;
  • Księga wizyt kanonicznych Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;

· Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 11 z 1931 roku, nr 2 z 1932 roku, nr 30 z 1935 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

· Małyszczycki Zbigniew, Partyzanci z Polesia. Z dziejów Brygady Armii Ludowej im. Wandy Wasilewskiej, Warszawa 1974;

  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1965, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1992, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Mencel Tomasz, Dzieje Lubelszczyzny, Lublin 1974, www.books.google.com;
  • Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, Tom XV, Włodawa 2008;
  • Pająk Henryk, Jastrząb kontra UB, Lublin 1993;
  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
  • Protokoły z posiedzeń Rady Nadzorczej Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska w Wereszczynie z 1948 roku, w zbiorach własnych.
  • Rocznik Wsi Polskiej. 1913, oprac.: A. Laskowski, Warszawa-Lublin-Łódź 1913, www.mtg-malopolska.org.pl;
  • Sulimierski Filip, Chlebowski Bronisław, Walewski Władysław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, tom 13, Warszawa 1880-1902, http://dir.icm.edu.pl;
  • Tarczyński Marek (red.), Bitwa Warszawska 13-28 VIII 1920. Dokumenty operacyjne, Część I, Warszawa 1995;
  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911-1915;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wspomnienia mieszkańców: Henryk Arasimowicz z Wereszczyna, Henryk Wierzejski z Wereszczyna, Zofia Dadacz (z domu Łepecka) z Przymiarek; Grażyna Fortuna (z domu Zabłuda) z Legnicy; Lucjan Sitkowski z Wielkopola; Zygmunt Pękała z Lublina, Stanisława Łopąg z Wielkopola, Stanisław Jaworek z Wereszczyna.


[1] Tomasz Mencel, Dzieje Lubelszczyzny, s. 91.

[2] Marek Tarczyński (red.), Bitwa Warszawska 13-28 VIII 1920. Dokumenty operacyjne, Część I.

[3] Zbigniew Małyszczycki, Partyzanci z Polesia. Z dziejów Brygady Armii Ludowej im. Wandy Wasilewskiej, s. ?

[4] Relacja z 11 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych

[5] Księga protokołów Rady Nadzorczej Spółdzielni Spożywców „Wielkopolanka.

[6] Tamże.

[7] Tamże.

[8] Tamże.

[9] Tamże.

[10] Henryk Pająk, Jastrząb kontra UB, s. 242.

[11] Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, 1955, nr 4, poz. 91, s. 104.

[12] Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, (sygn. 15-23), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

[13] Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, op. cit.

[14] Tamże.

[15] „Super Tydzień we Włodawie”, nr 2 (530) z 2012 roku, s. 3.

[16] „Gazeta Wyborcza”, z dnia 5 stycznia 2012 roku, http://wyborcza.pl.

[17] „Nowy Tydzień. Powiat Włodawski”, nr 2 (327) z 2012 roku, s. 5.

[18] „Super Tydzień we Włodawie”, nr 2 (530) z 2012 roku, s. 3.

[19] „Nowy Tydzień. Powiat Włodawski”, nr 2 (327) z 2012 roku, s. 5.

 

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
yrek   |2015-11-28 19:11:34
Antoni Łopąg a nie łopong
Anonimowy   |2010-07-30 10:14:03
Panie Adamie, pierwsza szkoła po wojnie w Wielkopolu była wg. moich wiadomości
w domu państwa Janiny i Stanisława Olszewskich. Choć nie jestem też pewna , czy przez pewien początkowy okres
nie było to u państwa Władziewiczów .
Tak mi się zdaje, że zdjęcie dzieci przed budynkiem drewnianym jest zrobione właśnie przed domem p. Władziewiczów od strony drogi biegnacej przez
wieś.
Pozdrawiam.
Teresa Ostasz /Wesołowska/
Administrator   |2010-07-30 12:01:18
Dziękuję za podpowiedź, przy najbliższej aktualizacji uzupełnię. Rozmawiałem z kilkoma osobami z Wielkopola ostatnio, lecz już z budynkiem szkoły nie dociekałem, ale przy kolejnych wizytach
w Wielkopolu popytam się.
A może u Pani w rodzinnym zbiorze fotografii znajdują się jakieś ciekawe zdjęcia z Wielkopla i okolic, które mógłbym umiescić na stronie? Będę wdzięczny za
pomoc.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
pavfcio  - zdjecie   |2010-03-28 21:58:14
Panie Adamie
na zdjeciu z wielkopola podpisanym Henryk Zabłuda ze swoją rodziną ... widoczni są dorośli: od lewej stoją Antoni Krauze, mój dziadek, jego szwagier Józef Zabłuda, siedzą
Marianna Banucha i jej siostra Helena, tyle, ze zdjecie na pewno nie jest z 1946 roku, bo widoczne są na nim moje ciotki, Józefa z lewej i Urszula posrodku obie urodzone w 1948, to wyklucza ze jest
to zdjecie z chrztu Henryka Zabłudy, poza tym samo zdjęcie nie jest zrobione w Wielkopolu, tam w 1948 roku nie bylo kraweznikow, co zaswiadczaja moja mama i ciotka widoczna na zdjeciu, trzecim
dzieckiem na zdjeciu z prawej jest moj wujek Leszek Zabłuda
administrator  - zaabłuda   |2010-03-30 17:17:21
Dziękuję za cenne wskazówki. Jeszcze dziś postaram się poprawić. A może Pana rodzina posiada jakieś zdjęcia z Wielkopola i okolic, które warto byłoby zaprezentować na stronie? Byłbym
bardzo wdzięczny
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2010-06-16 04:46:41
To była pomyłka już oisałam do Pana Adama ,że to chrzest był Henryka Krauza we Wrocławiu a ózef Zabłuda był chrzestnym.Pozdrawiam
Anonimowy   |2010-06-16 04:50:11
Nigdy nie była Józia tylko Ziuta
administrator  - krauze   |2010-06-17 07:07:30
Witam, w najbliższych dniach będzie poprawione zgodnie z Pani sugestią.
pozdrawiam
Anonimowy   |2009-12-26 13:23:53
Artykuł jest interesujący. Ze szczególnym zainteresowaniem przeczytałem fragment o okresie II wojny światowej.

Pozdrawiam

Adrian
Anonimowy   |2009-06-25 16:26:26
Читал похожую статью на эту тему, но у Вас совсем другое мнение, спасибо, интересно было сравнить :)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Środa, 09 Grudzień 2015 19:22