Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 158
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

 

Adam Panasiuk

 

Dzieje wsi Wincencin

 

  1. Powstanie wsi i jej rozwój w okresie zaborowym

Jeszcze pod koniec XVIII wieku, co potwierdza mapa Zachodniej Galicji z 1801 roku, na fali wzmożonego osadnictwa, powstała wieś Wincencin, a właściwie leśna osada Wincencin Majdan.  „Majdanem” nazywano wówczas obozowiska robotników leśnych, którzy ustawiali domy (budy) w czworobok. Pierwszymi osadnikami byli więc smolarze i popielarze, którzy poza karczowaniem lasów wyrabiali smołę i węgiel drzewany. Główny trzon nazwy wsi miał charakter odimienny, więc pochodzi od imienia Wincentego. Imię to zostało wzięte od jednego z dziedziców andrzejowskich, podstolego chełmskiego (od 1793 roku) i komisarza cywilno-wojskowego ziemi parczewskiej (od 1794 roku) Wincentego Bonieckiego, który był właścicielem tutejszych dóbr w drugiej połowie XVIII stulecia. Okres ten charakteryzował się tym, iż zaczęto osadzać nowych kolonistów na dotychczasowych obszarach leśnych. Tym sposobem jeszcze pod koniec XVIII stulecia, jego brat Dominik Boniecki, dziedzic wytycki, założył Majdan Dominiczyn, a Wincenty założył Majdan Wincencin. Majdan założono na łąkach cerkiewnych, zwanych Łąką Dratowską. W protokołach Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego z 1828 roku zapisano, iż grunt ten przez Dziedziców tychże dóbr odebrany samowładnie i Maydancom na tymże polu osadzonym podzielony został.[1]

Wieś Wincencin był wsią niejednolitą narodowościowo, gdyż zamieszkiwała ją ludność polska, ruska i żydowska. Już w pierwszym dziesięcioleciu XIX wieku we wsi mieszkały rzymskokatolickie rodziny Józefczuków, Sadowskich, Mareczków i Horulów, zaś karczmę żydowską z patentem szynkarskim prowadził Zelman Berkowicz. W tym czasie właściciele dóbr andrzejowskich Węglińscy przeznaczyli znaczną część swoich dochodów na urządzenie majdanu, co niewątpliwie stanowiło zachętę dla nowych osadników. Władze Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego uskarżały się, że budowa majdanu przyczyniła się do pustek w funduszu andrzejowskiej cerkwi.

Zgodnie z podanymi informacjami w protokole wizytacyjnym Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego w andrzejowskiej parafii z 1825 roku w Wincencinie znajdowało się 12 zagród, zamieszkanych przez 47 dusz.[2] Dane spisu ludnościowego z 1827 roku wykazywały już 16 domów mieszkalnych, zamieszkiwanych przez 85 mieszkańców, należących głównie do parafii unickiej w Andrzejowie. W przeważającej mierze osadnikami byli unici, ale coraz częściej w Wincencinie osadzali się rzymskokatolicy. Z ksiąg parafialnych kościoła w Wereszczynie dowiadujemy, że do wymienionych łacinników dołączyli kolejni: Orłowscy, Kyniunowie, Harachowie, Harasimowie, Waszukowie, czy też Buławy. Różnice wyznaniowe i narodowościowe nie stanowiły większej bariery we współżyciu sąsiedzkim „majdańców”. Zawierane często były małżeństwa mieszane (np. unity Jakuba Kibniuka i łacinniczki Apolonii Mareczko), a świadkami przy uroczystościach typu chrzciny, czy ślub zostawali najczęściej najbliżsi sąsiedzi, nie bacząc na ich narodowość, czy wyznanie. Pod koniec stulecia we wsi znajdowały się 23 domostwa, zamieszkałe przez 151 osadników, a grunty wsi zajmowały powierzchnię 481 mórg ziemi. Na północ od zabudowań wiejskich znajdował się młyn – wiatrak. Do 1915 roku liczba domostw wzrosła do 30.

Mieszkańcy zajmowali się przede wszystkim uprawą roli, co znacząco ułatwił ukaz uwłaszczeniowy z marca 1864 roku. Wówczas z dóbr andrzejowskich przekazano na rzecz 19 osad włościańskich łącznie 638 mórg ziemi. Ponadto włościanom przyznano serwitut leśny i pastwiskowy. Włościanie otrzymali prawo do wypasania określonej ilości bydła, koni i owiec, ale liczonych łącznie z inwentarzem dworskim. W tym celu korzystać mogli z uroczysk: Kaczanowo, Woskowe Błoto, Bieleckie Błoto, Grycowe Błoto, Krzywa Niwa i z lasu Brzezina. W maju 1910 roku wszyscy gospodarze z Wincencina zawarli z Karpińskimi dobrowolną umowę określającą szczegółowe zasady korzystania z gruntów serwitutowych, gdyż dotychczasowe ogólne prawa określone w tabeli likwidacyjnej prowadziły często do sporów. Każdemu z sygnatariuszy umowy została wskazana działka leśna do korzystania, a nieprzestrzeganie postanowień umowy wiązało się z zapłatą określonej grzywny. Umowę podpisało 21 gospodarzy: Franciszek Bonsaj, Franciszek Sadowski, Jan i Walenty Samojlukowie, Paweł, Łukasz i Walenty Jaroszukowie, Iwan Panek, Wasyl Garach, Iwan, Oleksa i Marcin Mareczkowie, Iwan Zan, Korniło Kucharczuk, Paweł, Maciej i Iwan Szawułowie, Franciszek i Adam Józefczukowie, Iwan Buława oraz Antoni Kucharuk. W 1915 roku dokonano pomiędzy uprawnionymi włościanami podziału na części wspólnego pastwiska serwitutowego.

O dużych wpływach polskich świadczyć może fakt, iż do 1895 roku we wsi istniała zakonspirowana szkoła polska, wykryta jednak przez władze carskie. Lekcje prowadziło w niej dwóch podlaskich nauczycieli Leyzorowicz i Berko Soroka. Dążenie do rozwijania tajnego nauczania stanowiło formę oporu ludności polskiej wobec polityki caratu.

W sierpniu 1915 roku Wincencin znalazł się na linii frontu rosyjsko-niemieckiego, który dosyć szybko uległ przełamaniu przez wojska niemieckie. W wyniku tych manewrów wojskowych wieś nie uległa zniszczeniu, jednakże wojska carskie zabrały ze sobą w głąb Rosji mieszkańców narodowości ukraińskiej oraz wielu z ludności polskiej. Wysiedlono rodziny Walentego Wojtaluka, Franciszka Wakuły, czy Tomasza Krzowskiego. Ten ostatni do Wincencina nie powrócił, zmarł w 1915 roku miasteczku Bicków w Guberni Saratowskiej. W Rosji zmarł również Ignacy Jaroszuk.

 

  1. Wincencin w Drugiej Rzeczypospolitej

Dwudziestolecie międzywojenne to okres szybkiego wzrostu ludnościowego wsi. Dane przeprowadzonego w 1921 roku powszechnego spisu ludności wykazały 178 mieszkańców, zamieszkałych w 31 budynkach. Spośród nich 103 było wyznawcami prawosławia, 73 wyznawało rzymskokatolicyzm, a 2 osoby zanotowano jako bezwyznaniowców. Dane spisu powszechnego znajdują potwierdzenie w sprawozdaniu[3] starosty włodawskiego do wojewody, w którym podał, że tym okresie w Wincencinie mieszkało 100 prawosławnych i 72 rzymskokatolików. Liczba prawosławnych jeszcze przez kilka lat rosła, gdyż cały czas powracali z Rosji wysiedleni, głównie Ukraińcy. Przed wojną – według sprawozdania starosty – miało być ich 267. Polacy powrócili z Rosji zaraz po wybuchu rewolucji październikowej w 1917 roku.

Tak duża liczba prawosławnych świadczyła o tym, iż wysiedleni do Rosji w 1915 roku Ukraińcy powrócili po wojnie do swoich pozostawionych domostw. W przededniu wojny światowej znajdowało się w Wincencinie 54 gospodarstwa, a we wschodniej części wsi stał młyn-wiatrak typu „koźlak”. W skład gromady Wincencin wchodził także folwark Łysocha. Zdecydowana większość gospodarstw rolnych było ukraińskich. Z powodu spalenia w 1915 roku cerkwi w Wereszczynie mieszkańców prawosławnych przyporządkowano parafii w Syczynie. Relacje między Polakami i Ukraińcami układały się poprawnie, pogorszeniu uległy dopiero przed wybuchem II wojny światowej. Ja to po rusku umiałam mówić, to mnie lubili, ale słychać przed wojną było, jak mówili, że na Lachów się wybiorą[4]wspomina Kazimiera Kruk.

Dzieci uczęszczały do szkoły w sąsiednim Kulczynie lub Andrzejowie. W okresie jesienno-zimowym opuszczały lekcje z powodu pomocy rodzicom w pracach polowych. Jednego wrześniowego dnia w 1928 roku przy drodze wiejskiej kilku chłopców natrafiło na miejsce, gdzie były ślady świeżo usypanej ziemi. Zainteresowani tem chłopcy zaczęli kopać i ku wielkiemu przerażeniu odkopali zwłoki dziecka płci żeńskiej (…). Na trupie dziecka były ślady uduszenia.[5] W wyniku dochodzenia policji okazało się, że matką jest osiemnastoletnia Katarzyna Sidoruk. Do uduszenia dziecka matka nie przyznała się, stwierdzając, że w ogóle nie może sobie wyobrazić, w jaki sposób to się stało, że została matką, gdyż wcale z mężczyznami nie miała bliższych znajomości.[6] Policja wytłumaczeniom nie dała wiary i kobietę aresztowała. Ta relacja czynu, o którym można było przeczytać w lokalnym dwutygodniku samorządowym „Ziemia Włodawska”, ukazuje poniekąd oblicze wsi okresu dwudziestolecia międzywojennego. Wszelkie problemy, konflikty sąsiedzkie i patologie rodzinne nie przekraczały granic tej trochę zapomnianej wsi.

 

  1. Okres II Wojny Światowej i działalności partyzantki antykomunistycznej

Życie wsi nieodwracalnie zmieniła II wojna światowa. Już starcie wojsk polskich i radzieckich pod Wytycznem spowodowało napięcie między miejscowymi Polakami i Ukraińcami. Część Ukraińców wsparło bowiem wojska radzieckie, pomagając w przeprowadzeniu ich przez Krowie Bagno, a tym samym otoczyć broniących się żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza. W Wincencinie mieszkał Kasperczuk, to on przeprowadził Rosjan. Znał te bagna bardzo dobrze. Widziałem go z Ruskimi na własne oczy. Stał mój ojciec, sąsiad Gicel i ja między nimi, jak on z bagien wprowadzał ich do Wytyczna[7] – wspomina Henryk Miąskiewicz. Po wkroczeniu wojsk sowieckich niektórzy Ukraińcy manifestowali poparcie dla komunistycznej ideologii, kilku z nich wyjechało nawet za wojskami do Związku Socjalistycznego Republik Radzieckich (ZSRR). Marianna Zabłuda wspomina, że wśród nich był Mikołaj Kalisz, ale za Bugiem okazało się, że ledwo uszedł żywy. Zamknęli wszystkich takich w stodole i mieli ich zabić, ale Mikołaj uciekł. Gdy wrócił to zmienił swoje poglądy.[8]

Po wycofaniu się wojsk radzieckich nastąpiła okupacja niemiecka. Niemcy zaglądali do tej położonej na uboczu wsi raczej rzadko. Jakoś do nas Niemcy rzadko zaglądali. Byli, gdy mordowano w Andrzejowie i na Zastawiu (tj. 26 maja 1942 roku), ale nikogo od nas nie zabrali. Wcześniej Niemcy chodzili przebrani za „plennych”, jednak pomocy zbytnio nie otrzymali, więc i nikogo nie spisali. U nas też byli, ale ojciec ich poznał, mieli eleganckie płaszcze, więc uciekł z domu[9] – wspomina Kazimiera Kruk. Podczas akcji pacyfikacyjnej z maja 1942 roku w Wincencinie schował się żydowski chłopiec, który jako jeden z nielicznych ocalał z pogromu Żydów w Andrzejowie. Został pastuchem u jednej rodziny, jednakże w obawie o bezpieczeństwo domowników został odstawiony na posterunek w Urszulinie.

 Także większe oddziały partyzanckie pojawiały się w okolicach sporadycznie. Taka sytuacja stwarzała dobre warunki na rozbudowę struktur partyzanckich. W działalność konspiracyjną Armii Krajowej zaangażowali się Jan Sołoducha, Władysław Przybylski ps. „Wrzos”. Przed wkroczeniem wojsk sowieckich do wsi wkroczyli niemieccy żołnierzy, ścigający żydowskich partyzantów Siemiona Baranowskiego. Świadkiem wydarzenia był Henryk Kozłowski z Urszulina: Jadąc furmanką przez Urszulin widzę wóz konny wiozący trzech partyzantów z oddziału generała Baranowskiego. Kierują się drogą Włodawa-Lublin w stronę Cycowa. Ostrzegam ich. Zawracają. Tuż przed tym dostaliśmy wiadomość, że w Cycowie pojawiły się czołgi niemieckie. Tak tylko mogli penetrować okoliczne tereny, Wszyscy wiedzieli, że most w Cycowie na rzece Śwince jest uszkodzony, więc byliśmy przekonani, że okupant do Urszulina nie dotrze. Jednak nie daliśmy uśpić naszej czujności. Tuż przed południem usłyszeliśmy dźwięk silników. Wraz z dwoma kolegami wyskoczyliśmy z domu i uciekaliśmy w stronę łąk między Urszulinem, a Andrzejowem. Biegnąć odwróciłem się. Zobaczyłem trzech jadących konno partyzantów. Jesteśmy do siebie około 400 metrów. Wskazuję w stronę Urszulina i próbuję zasygnalizować niebezpieczeństwo. Partyzanci zatrzymują się. W tym momencie na horyzoncie pojawia się pierwszy czołg. Robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Partyzanci w pośpiechu zawracają. Uciekają w stronę wsi Wincencin. Wszystko trwa bardzo krótko. Widzieliśmy tylko jeden wystrzał z armaty czołgowej, na szczęście niecelny. We wsi Wincencin okazuje się, że jeden z koni nie jest zdolny do dalszej ucieczki. Uciekinier pozostawia go na drodze, a sam chowa się w pobliskim zbożu. Nadjeżdżający Niemcy zatrzymują się przy koniu, zabierają go, a następnie sprzedają jednemu z gospodarzy. Nie podejmują próby poszukiwań uciekiniera. Pogoń za pozostały partyzantami trwa aż do lasów położonych koło Sawina. Wszystkim udaje się uciec. Widziałem się później z chłopcami, którzy swoje konie oddali do taboru na odpoczynek. Mówili, że partyzant ukrywający się w zbożu odzyskał swojego konia, zabrał też zboże od okolicznych rolników i przetransportował do oddziału, wykonując tym samym zadanie patrolu.[10]

Wzrost polsko-ukraińskich antagonizmów nastąpił po wkroczeniu w 1944 roku Armii Czerwonej. W dniu 4 grudnia został zamordowany przez partyzanta z Sękowa Piotr Jaroszuk – gminny sekretarz Polskiej Partii Robotniczej (PPR). Zdjął oficerki, wszedł do jego mieszkania i tam zastrzelił[11] – wspomina Alfred Jung z Andrzejowa. Ten Jaroszuk, to taki aktywny działacz komunistyczny. My w tym czasie pracowaliśmy na Łysosze i on przychodził, by nas poganiać w pracy[12]powraca pamięcią Kazimiera Kruk.

Wieś położona z dala od większych miejscowości była dobrym schronieniem dla powojennych partyzantów. Tutaj schronienie niejednokrotnie znajdował komendant rejonowy WiN („Wolność i Niezawisłość”) Klemens Panasiuk, ps. „Orlis” i „Żytosław”, jak też inni powojenni partyzanci (np. Ludwik Szmydke ps. „Czarny Jurek”). Stąd też władze organów represji zaliczały Wincencin do jednej z kilku miejscowości w gminie opanowanych przez organizacje konspiracyjne, co potwierdza jeden z tajnych raportów włodawskiego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP), sporządzony w grudniu 1944 roku.

 

  1. Wincencin w Polsce Ludowej

Przesiedlenie ludności ukraińskiej wpłynęło znacznie na stan zaludnienia wsi. Dane z 1943 roku wskazywały jeszcze na 341 mieszkańców, a w marcu 1943 roku 271 osób. Aż 193 osoby (51 rodzin) były narodowości ukraińskiej, Polaków było natomiast 78 osób (26 rodzin). Chęć wyjazdu do ZSRR zadeklarowali wszyscy Ukraińcy, choć ostatecznie 5 rodzin, czyli 17 osób zostało. Następnego roku przesiedlenia odbywały się już przy wsparciu wojska. Wywożono Ukraińców niezależnie od wyznawanej wiary, podczas gdy rok wcześniej za kryterium uznawano deklarację prawosławnego wyznania. Według przeprowadzonego spisu za Ukraińców uznano małżeństwo Heleny i Józefa Samoluków, 3 rodziny Kucharuków, Ksenię i Stefana Wołczyków, rodzinę Gołębiowskich, Juliannę i Mikołaja Kaliszów, rodzinę Antoniny i Mikołaja Garachów, Szawułów oraz Mikołaja Sonejuka (łącznie 27 osób). Tylko Sonejuk i Samolukowie z tej listy nie zadeklarowali polskiej narodowości. Józef Gołębiowski i Mikołaj Garach zadeklarowali ponadto, że są wyznania greckokatolickiego. W dniu 16 czerwca wywieziono trzyosobową rodzinę, w dniach 28-29 czerwca kolejne 2 rodziny, w sumie 9 osób, a 5-6 lipca jeszcze 2 osoby. Wśród pozostałych w Wincencinie osób pochodzenia ukraińskiego był Szawuła oraz rodziny mieszane, chociażby 2 małżeństwa Mareczków. Pozostali Kaliszowie, a Mikołaj objął funkcję kościelnego diaka w Chełmie.

Akcja przesiedleńcza przebiegała w przyjaznej atmosferze, a zdecydowana większość Ukraińców deklarowała chęć wyjazdu. Kazimiera Kruk wspomina, jak moja mam mówiła do swojej sąsiadki żeby zostali, a ona opowiedziała: „choć świta kawałek zobaczym”. Może starym szkoda było, ale młodzi chętnie wyjeżdżali.[13] Podczas przesiedlenia Ukraińcy pozostawili swoje gospodarstwa, które do dzisiejszego dnia są użytkowane. Efektem przesiedleń było znaczące zmniejszenie się poziomu zaludnienia, gdyż według stanu z kwietnia 1947 roku w Wincencinie mieszkało już 155 osób. Do opustoszałych ukraińskich chałup w tym czasie wprowadziło się jedynie 4 repatriantów zza Buga (Antoni Roszkiewicz do domu Józefa Sidoruka, Katarzyna Roszkiewicz do domu Marii Zajdel, Antonina Gierach zamieszkała po Piotrze Szawule, a Aniela Gąszcz po Zofii Postawskiej i Elenie Sidoruk). Niektóre gospodarstwa przejęli nowi osadnicy w drodze sądowej, gdy udało się wykazać trwałe porzucenie przez dotychczasowego właściciela. W ten sposób sąd orzekł utratę mienia przez Marka Kucharuka. Pozostałe poukraińskie majątki upaństwowiono orzeczeniem Prezydium Powiatowej Rady Narodowej we Włodawie z 1955 roku. Państwo przejęło wszelkie mienie (…) wraz z zabudowaniami, drzewostanem, inwentarzem żywym i martwym, po osobach przesiedlonych do ZSRR, (…) ze wszelkimi prawami i przynależnościami.[14] Łącznie państwo objęło na własność 261 ha.

Pierwszym powojennym przedstawicielem wsi w Gminnej Radzie Narodowej (GRN) Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie został Józef Mareczko. Od kwietnia 1950 roku wieś w GRN reprezentował Aleksander Kucharuk. Z Wincencina wybrano także 2 przewodniczących Gromadzkiej RN w Urszulinie. Taką funkcję pełnił najpierw Stefan Wołczyk, który był radnym w latach 1954-1961, a następnie Józef Pawlak, wybrany do rady w 1965 roku. W 1978 roku do odtworzonej GRN, ale już w nowych granicach administracyjnych, wybrano Józefa Pawlaka. Pawlak ponownie został radnym w 1984 roku. Funkcję sołtysa na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych sprawował Czesław Miszkiewicz, a po nim Stefan Wołczyk.

Po wojnie mieszkańcy bardzo szybko ”zderzyli się” z nową rzeczywistością. Gospodarowanie utrudniały nie tylko bagienne okolice i działalność band rabunkowych, ale również represje nowej władzy ludowej. Rolnicy zostali zobowiązani do kontyngentów i wysokich podatków, wobec czego uprawa roli i wykonywanie zawodów rzemieślniczych przestało się opłacać. Sytuację pogarszał brak podstawowych produktów spożywczych i przemysłowych. Wobec zarzutów o niewywiązywanie się z powinności kontyngentowych i podatkowych, kierowanych do przedstawicieli wsi na posiedzeniach GRN, sołtys Czesław Miszkiewicz odpowiedział: Nikt nie młóci, bo brak nafty i oliwy.[15] W 1951 roku sołectwo miało jeden z najniższych w gminie wskaźników realizacji planu przymusowego skupu zboża, plan osiągnięto jedynie w 61%. Wobec osób z największymi brakami w dostawach władze gminne w latach 1952-1953 zastosowały sankcję grzywny – od 50 do 300 złotych za mleko i około 1.000 złotych za zboże. Za niedostarczenie zboża ukarano wówczas Karola Barana i Antoninę Gierach, a za mleko – Aleksandra Kucharuka, Jana Czmielewskiego, Andrzeja Mareczko i Władysława Sadowskiego.

Z racji dużej odległości do większych miejscowości w latach pięćdziesiątych utworzono w Wincencinie czteroklasową szkołę powszechną. Upominał się o nią Aleksander Kucharuk na posiedzeniach GRN. Pilną potrzebę jej utworzenia uzasadniał liczbą 33 dzieci, które chodziły do szkoły w Andrzejowie. Po utworzeniu placówka stała się jedną z najmniejszych w gminie, gdyż chodziło do niej kilkunastu uczniów, stąd też nie budowano nowego budynku, lecz umieszczono ją w jednym pokoiku w domu Kucharuków. Pod koniec lat sześćdziesiątych została zlikwidowana, a dzieci przeniesiono przede wszystkim do szkoły w Kulczynie, choć niektóre chodziły jeszcze do szkoły w Andrzejowie.

Choć wieś mała, to w 1964 roku utworzono w niej jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej. Na początku lat siedemdziesiątych liczyła 13 ochotników. Na naczelnika wybrano Tadeusza Sadowskiego, jego zastępcą został Władysław Marton, mechanikami Mieczysław Brzozowiec i Bogusław Moszczuk, a furmanem Józef Pawlak. Na początku lat osiemdziesiątych rozpoczęto budowę remizy strażackiej, odebranej uroczyście przez mieszkańców w 1983 roku.

Mapa topograficzna z 1965 roku wskazywała na prawie dwukrotnie mniejszą liczbę gospodarstw w stosunku do stanu sprzed wojny, wynosiła bowiem 33 gospodarstwa, a do gromady Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie włączyło w 1952 roku także grunty kolonii Łysochy z 6 gospodarstwami. W tych wszystkich gospodarstwach mieszkały 152 osoby. W latach siedemdziesiątych we wsi znajdowało się już 30 gospodarstw. Spadkowi liczby mieszkańców sprzyjało niekorzystne położenie wsi, z dala od szlaków komunikacyjnych. Pod koniec lat sześćdziesiątych budowano drogę z Hańska od Urszulina, ale ominęła ona wieś. Pierwotnie droga omijała także Andrzejów, ale mieszkańcy tamtej wsi wywalczyli zmianę planów, natomiast interwencje mieszkańców Wincencina w tej sprawie pojawiły się za późno, gdyż ruszyły już prace w tym zakresie.

Odległość od szlaków komunikacyjnych, to nie jedyny problem mieszkańców. Utrudniającym życie we wsi były również trudne warunki gospodarowania, gdyż od północy jeszcze do połowy lat siedemdziesiątych rozciągało się dzikie Krowie Bagno.
W przeprowadzonej w 1975 roku w tych okolicach relacji dziennikarskiej „Sztandaru Ludu” przytoczono słowa jednego z mieszkańców, który narzekał na panujące warunki: Każdej wiosny i w mokre lata nasze łąki są zalane wodą i upodabniają się do wielkiego jeziora, nad którym unoszą się stada dzikich kaczek. Łąki są bagniste, jednokośne, nieodwodnione, o lichej jakości i małej wydajności niskowartościowego siana. Większość rolników zwozi siano zimą, ciągnąc samemu po wodzie wóz lub sanie, bo topiele rzadka zamarzają i nie raz konie się topiły.
[16] Stąd też młodzi mieszkańcy uciekali do miasta za lepszym życiem, na wsi pozostawali zaś starzy gospodarze, którzy często za dożywotnią rentę przekazywali ziemię na rzecz państwa, gdyż nie opłacało się na niej gospodarować. Liczba ludności w połowie lat osiemdziesiątych wynosiła w Wincencinie jeszcze około 130 mieszkańców.

Pierwszym powojennym przedstawicielem gromady w Gminnej Radzie Narodowej (GRN) Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie został Józef Mareczko. Od kwietnia 1950 roku wieś w GRN reprezentował Aleksander Kucharuk. Ze wsi wywodzi się także 2 przewodniczących Gromadzkiej RN w Urszulinie. Taką funkcję pełnił najpierw Wołczyk, a następnie Józef Pawlak.

Z racji dużej odległości do większych miejscowości w latach pięćdziesiątych utworzono w Wincencinie czteroklasową szkołę powszechną. Upominał się o nią Aleksander Kucharuk na posiedzeniach GRN. Pilną potrzebę jej utworzenia uzasadniał liczbą 33 dzieci, które chodziły do szkoły w Andrzejowie. Po utworzeniu placówka stała się jedną z najmniejszych w gminie, gdyż chodziło do niej kilkunastu uczniów, stąd też nie budowano nowego budynku, lecz umieszczono ją w jednym pokoiku w domu Kucharuków. Pod koniec lat sześćdziesiątych została zlikwidowana, a dzieci przeniesiono przede wszystkim do szkoły w Kulczynie, choć niektóre chodziły jeszcze do szkoły w Andrzejowie.

 

  1. Wincencin współczesny

Na początku tysiąclecia we wsi mieszkało jedynie 98 osób, do 2007 roku liczba ta spadła o 4 osoby. Mieszkały one w 14 gospodarstwach rolnych. W ostatnich latach liczba ludności wzrosła, gdyż rejestr gminny na koniec 2009 roku wykazał 107 zameldowanych. Funkcję sołtysa pełni Leszek Czmielewski. W wyborach samorządowych z 1990 i 1994 roku mieszkańcy powierzyli Józefowi Pawlakowi funkcję radnego Rady Gminy w Urszulinie, a w 2002 roku radnym został jego syn Waldemar Pawlak.

Po przemianach ustrojowych zaprzestała działalności Ochotnicza Straż Pożarna. Od 2008 roku wieś objęta jest pilotowanym przez Powiat Włodawski programem scaleniowym gruntów. Decyzja o wyborze Wincencina zapadła dzięki staraniom Członka Zarządu Powiatu Włodawskiego Adam Panasiuk. Po korekcie granic, zmianie numeracji, podziałach i łączeniu działek, jak również podziału gruntów wspólnotowych, rozpoczęto program zagospodarowania poscaleniowego. W listopadzie 2012 roku zakończono budowę drogi asfaltowej przez całą wieś. Drogi gruntowe utwardzono piachem i kamieniem oraz płytami, które ułożone były wcześniej przez wieś. Poza drogami poprawiono urządzenia melioracyjne – pogłębiono rowy odwadniające i założono nowe przepusty.

Do dnia dzisiejszego we wsi można odnaleźć ślady mieszkańców ukraińskich. Niektóre chaty zachowały kolory błękitny i żółty, które są narodowymi kolorami Ukrainy. W gospodarstwie Goluchów stoi natomiast jedyny jeszcze w Gminie Urszulin duży niezniszczony drewniany krzyż prawosławny, choć już z powodu swojego wieku wspiera się o konary drzewa. Został postawiony najprawdopodobniej po zakończeniu I wojny światowej. Ufundował go gospodarz ukraiński, jako wyraz pamięci po swoim synu, który będąc żołnierzem wojska carskiego nigdy już do domu nie wrócił.

 

Źródła i literatura:

  • „Sztandar Ludu”, Lublin, nr 65 z 1975 roku, artykuł Stanisława Jadczaka pt. „Dajcie helikopter!”;
  • „Tygodnik Chełmski”, Chełm, nr 23 z 1990 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • „Ziemia Włodawska”, Włodawa, nr 14-15 z 1928 roku;
  • Akta Gminy Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie (nr zespołu 74/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Carte von West-Gallizien In den Jahren von 1801 bis 1804, Anton Mayer von Heldensfeld, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;
  • Chełmski Konsystorz Grekokatolicki (nr zespołu 95/0), Archiwum Państwowe w Lublinie, http:www.szukajwarchiwach.pl;
  • Dokumentacja w zbiorach Edmunda Brożka z Włodawy;
  • Dokumenty w zbiorach własnych;
  • Działalność oświatowa ruchu ludowego na Południowym Podlasiu (do 1944 Roku), [w:] Kołodziejczyk Arkadiusz, Na drogach ruchu ludowego, Warszawa 1999;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie, nr 1 z 1978 roku, nr 1 z 1984 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, nr 3 z 1953 roku, nr 1 i 4 z 1955 roku, nr 4 z 1958 roku, nr 17 z 1965 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Województwa Chełmskiego, nr 8 z 1990 roku, nr 5 z 1994 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin, [w:] „Liderzy Polesia”, Cyców, nr 3 z 2007 roku;
  • Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;
  • Herbut Agata, Więzień historii, I Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie;
  • Komisarz do Spraw Włościańskich Powiatu Włodawskiego (nr zespołu 163/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Koprukowaniak Albin, Społeczna aktywność w regionie chełmskim (1864-1914), [w:] „Roczniki Chełmskie”, t. I, 1995;
  • Hipoteka we Włodawie (nr zespołu 118/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 30 z 1935 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Makus Grzegorz, Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa we Włodawie w walce z polskim podziemiem niepodległościowym w latach 1944-1947, Włodawa 2009;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, t. IV – Województwo Lubelskie;
  • Spis strażaków jednostek OSP Powiatu Włodawskiego, dokonany przez Komendę Powiatową Straży Pożarnej we Włodawie około 1970 roku;
  • Starostwo Powiatowe we Włodawie (nr zespołu 6/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Sulimierski Filip, Chlebowski Bronisław, Walewski Władysław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 13, Warszawa 1880-1902, http://dir.icm.edu.pl;
  • Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;
  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911-1915;
  • Urząd Wojewódzki Lubelski (nr zespołu 403/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wspomnienia mieszkańców: Czesław Chudzik z Urszulina; Jan Panasiuk z Urszulina; Marianna Zabłuda (z domu Dorosz) z Andrzejowa, Alfred Jung z Andrzejowa, Kazimiera Kruk (z domu Misińska) z Zastawia, Henryk Miąszkiewicz z Wytyczna.


[1] Chełmski Konsystorz Greckokatolicki (nr zespołu 95/0). Archiwum Państwowe w Lublinie.

[2] Tamże.

[3] Sprawy dotyczące tworzenia i rozmieszczenia parafii prawosławnych na terenie powiatu włodawskiego (sygn. 655), Urząd Wojewódzki Lubelski. Wydział Polityczno-Społeczny (nr zespołu 403/0/2). Archiwum Państwowe w Lublinie.

[4] Relacja z 17 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

[5] „Ziemia Włodawska”, nr 14-15 z 1928 roku.

[6] Tamże.

[7] Relacja z 13 listopada 2011 roku. W zbiorach własnych.

[8] Relacja z 30 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[9] Relacja z 17 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

[10] Agata Herbut, Więzień historii, I Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie, s. 6.

[11] Relacja z 4 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[12] Relacja z 17 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

[13] Relacja z 17 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

[14] Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, 1955, nr 4, poz. 91, s. 104.

[15] Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN (sygn. 15-23), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

[16] „Sztandar Ludu”, nr 65 z 1975 roku, s. 6.

 

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
helena  - dawne czasy   |2012-08-16 11:28:33
Urodzilam sie we wsi Wincencin , moj tata był tam kowalem.Pamiętam bagna, moczary, szmaciane lalki, jakieś zebranie u nas w domu.Pamiętam wyprowadzkę na ziemie odzyskane mówiono'zachód"
pamiętam dworzec w Lublinie, sapiąca lokomotywę, uciekających przed nia braci...pamiętam chatki kryte strzechą, zapach tlących się podczas kucia kopyt końskich, miałam wtedy 5 lat. Nigdy
więcej już tam nie byłam....
Administrator  - wincencin   |2012-08-16 13:46:02
Witam
Cieszę się, że dotarła Pani na stronę. Opisanie historii takiej miejscowości jak Wincencin jest niezwykle trudne, gdyż podczas wojny spłonęły dokumenty gminne i powiatowe. Jakby
chciała Pani spisać i przesłać swoje wspomnienia, byłbym niemiernie wdzięczny. A może zachowały się jakies fotografie, czy dokumenty?.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia .pl
ZYGMUNT  - poszukiwanie   |2011-01-30 09:54:31
poszukuję informacji o pochodzeniu mojej Mamy urodzonej w Wincencinie w dniu 26 Lutego
1906 r.Nazwisko Szawuła Aleksandra,z ojca Jana Szawuły,matki Marii Jaroszczuk.
Zygmunt Jędrychowski tel.602
719 021
Anonimowy   |2010-03-06 02:54:48
tee prostak - prosciej sie ni da 3 razy kliknąć dla dziecka neostrady to za duzo????? LENIU
prostak   |2010-03-05 19:47:55
strona jest źle zrobiona.... trudno znaleźć co kolwiek.... owszem można poczytać ale do zdięć różnych wsi sie dostać to masakra..... tu zaglądają też prosci ludzie więc może wysuńcie
wszystko na wierzch troche co???? pap
administrator  - strona   |2010-03-07 10:31:31
Witam
Czekam więc na konkretne propozycje, jeżeli będą ciekawe to można byłoby zrobić. Choć jak już się zaczęło coś to przy tej ilości materiału ułożyć stronę na nowo to niestety
przekracza moje możliwości. A poza tym, aby wejść na galerię jakiejś wsi, wystarczy dwa kliknięcia. Tylko 2!!!
Może zamiast narzekać pomógł by Pan w znalezieniu kolejnych ciekawych
zdjęć?
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2009-11-30 07:50:03
W poprzednim komentarzu nie wpisałem ważnego fragmentu zdania, powinno być: zaobserwowałem przypadki życzliwego odnoszenia się do Ukraińców przez miejscową ludność, z której większość
nie pochodzi z Sosnowicy
Anonimowy   |2009-11-29 15:18:07
Przyjazne stosunki między ludnością różnych nacji, zamieszkującą Wincencin należały z pewnością do rzadkości na ziemiach polskich w czasach zaborów i II RP, a tym bardziej w latach II
wojny światowej i bezpośrednio po jej zakończeniu. Podnosi na duchu to, co piszesz o istniejących dotąd pozytywnych kontaktach między częścią mieszkańców Wincencina a potomkami wysiedlonych
Ukraińców. Kiedy byłem na początku lipca 2007 r. w Sosnowicy (obecnie powiat parczewski), uczestniczyłem w dorocznym nabożeństwie prawosławnym w tamtejszej cerkwi. Zaobserwowałem przypadki
życzliwego odnoszenia się do Ukraińców, z której większość nie pochodzi z Sosnowicy. Chodzi o gości, którzy przyjechali z Ukrainy specjalnie na nabożeństwo. Sam rozmawiałem z panią z
Kijowa, która wyjechała z Sosnowicy wraz z rodziną jako dziecko po II wojnie światowej, a w 2007 r. przyjechała tam pierwszy raz. W rozmowie ze mną potwierdzila część informacji historycznych
o Sosnowicy z okresu II RP i II wojny światowej, jakie zebrałem wcześniej przeglądają źródła archiwalne.

Opracowany przez Ciebie opis historii Wincencina jako zapomnianej wsi,
położonej na uboczu, działa na wyobraźnię czytelnika, będąc jednocześnie bardzo wiarygodnym od strony faktograficznej.


Pozdrawiam

Adrian
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Środa, 26 Grudzień 2012 17:04