Adam Panasiuk
Dzieje wsi Zastawie
1. Geneza powstania wsi i jej rozwój do odzyskania niepodległości
Geneza powstania miejscowości sięga końca XVIII wieku, choć zbudowania mogły znajdować się znacznie wcześniej. Znaleziska numizmatyczne wskazują, iż na terenie wsi, w pobliżu stawu, znajdowały się budynki gospodarcze już w XV stuleciu, być może był to dworski młyn wodny, lub znajdująca się na trasie Wereszczyn – Andrzejów karczma. Jednak spis ludności z 1786 roku nazwy wsi jeszcze nie wymienia. Zastawie powstało na dobrach rodu Wereszczyńskich, a nazwę swoją wzięło od powiedzenia za stawem. Nazwa sugeruje, że oprócz Jeziora Wereszczyńskiego nazywanego „Bąbelkiem” istniał wówczas sztuczny zbiornik wodny. I faktycznie, na mapie Zachodniej Galicji z 1801 roku wieś położona była w delcie rzeki Włodawka, rozgałęzionej na trzy nurty, wpadających do w miarę dużego rozlewiska. Również na mapie topograficznej Królestwa Polskiego z lat 1839 rozciąga się rozlewisko, nad którym oznaczono młyn wodny. Jeszcze po Drugiej Wojnie Światowej przy rzece można było spotkać drewniane pale, które pozostały po owym młynie.
Z Jeziorem Wereszczyńskim, czy też Zastawskim, wiąże się legenda o zatopionym kościele. Według legendy i opowiadań najstarszych mieszkańców z ponad tafli jeziora ukazywała się zwieńczona krzyżem wieża kościelna. Ponadto przed największymi świętami z głębi jeziora dochodzi odgłos dzwonów zatopionego kościoła, zdaniem ludzi, poruszanych przez dusze zmarłych. Legendę uprawdopodobnia fakt odnajdywania i wyłowywania z jeziora starych desek i bali, co by wskazywało, iż jakieś budynki drewniane rzeczywiście były w nim zatopione.
Pierwsza wzmianka o mieszkańcach Zastawia pojawia się w 1799, zanotowano wówczas 10 zagród wiejskich. Miejscowość pojawiła się także w Tabeli miast, wsi i osad Królestwa Polskiego z 1827 roku. Wieś liczyła wówczas 39 mieszkańców, zamieszkujących w 9 gospodarstwach, którzy zajmowali się przede wszystkim uprawą roli. Jednymi z pierwszych mieszkańców, jakich zanotowały księgi parafialne kościoła w Wereszczynie, byli łacinnicy Jan Marciniuk, Andrzej Kot i Marcin Wakuła. We wsi sporą grupę stanowili także Rusini, czyli wyznawcy grekokatolicyzmu (później prawosławia), gdyż w 1860 roku było 46 (6 rodzin) wiernych greckokatolickiej parafii w Wereszczynie. Na rzecz swojej świątyni płacili dziesięcinę w łącznym wymiarze 1 kopy i 15 snopów żyta.
W Zastawiu licznie mieszkali również Żydzi, zwani starozakonnymi, chociażby Mortka Leyzonowicz, będący właścicielem miejscowej karczmy i zamieszkali w niej Zelka Nuchimowicz, Berko Lyzyknicz i Berko Szmulowicz. Zastawska karczma była miejscem gdzie chłopi szukali zapomnienia, ale także odgrywała rolę ośrodka życia kulturalno-społecznego.
O dobrym współżyciu mieszkańców różnej narodowości i wyznania dowodziły wspólne ceremonie religijne. Na przykład na chrzcinach Franciszka Wakuły świadkiem był prawosławny Wasyl Kalisz. Stosunkowa duża liczba polsko-brzmiących nazwisk występujących w księgach parafialnych świadczyła o dużej grupie łacinników, a tym samym Polaków zamieszkujących wieś. W księgach parafialnych późniejszych lat pojawiają się także takie nazwiska jak: Mendel, Niewiadomski, Wójcik, Korbut. Jachowski, Starzyński. Zajmowali się głównie rolnictwem, choć część mieszkańców było wyrobnikami, zatrudnionymi w pobliżu znajdujących się dworach, a Stanisław Jóźwiak wynajmował się u okolicznych mieszkańców za pastucha. Jednymi z nielicznych rzemieślników, zamieszkujących wieś był w pierwszej połowie XIX stulecia magister kunsztu budownictwa Piotr Prochowski, a w połowie stulecia murarz Jan Iżewski. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych we wsi mieszkała włoska rodzina Blachanich. Ksawery Blachani prowadził we wsi karczmę, trudnił się też kołodziejstwem. Jego obecność na ziemiach polskich była najprawdopodobniej wynikiem wojen napoleońskich, gdyż rodzina Blachanich mogła przybyć za przebywającym w 1812 roku w Urszulinie lub okolicach żołnierzem napoleońskim.
Kilkanaście lat przed wybuchem Powstania Styczniowego powstała kolonia Józefin, a wyodrębniono ją na austriackiej mapie topograficznej z 1887 roku. Pierwszymi mieszkańcami Józefina zarejestrowanymi w księgach parafialnych kościoła w Wereszczynie byli osadnicy niemieccy, którzy przeprowadzili się z pobliskiego Michelsdorfu: Fryderyk i Agata Bielofy, Wilhelm i Julianna Tarony oraz Chrystian i Marianna Rolofy, którzy ochrzcili swoje dzieci w 1852 roku. W kolejnych latach osiedlili się także Polacy i Ukraińcy, chociażby Szymon i Anna Harachy, Konrad i Marianna Szawuły, czy też Józef i Tekla Boczkale. Współcześnie jednak grunty józefińskie wchodzą w skład obrębu ewidencyjnego Zastawie.
Duże znaczenie na rozwój obu wsi miała reforma uwłaszczeniowa z 1864 roku, w ramach której z majątku Wereszczyńskiego wydzielono 362 morgi ziemi i przyznano je 10 osadom włościańskim, natomiast w Józefowie 179 morgów przydzielono 8 osadom. Poza przydzielonymi gruntami zastawscy włościanie otrzymali prawo do korzystania z dworskich pastwisk i lasów. W księgach hipotecznych zapisano, że włościanom wsi Zastawie służy prawo otrzymywać drzewo z lasów dziedzica majątku na reparacyę zabudowań w miarę potrzeby, a na opał po iednej furze zbieraniny na osadę na każdy tydzień, przyczem suche gałęzie i leżaninę mogą rąbać siekierą; pastwisko zajmują oddzielne przyznane na ich własność. Wszystkie (…) osady mają prawo otrzymywać raz na trzy lata po połowie fury materyału na wozy i sanie, a również kołki i chrust na ogrodzenia osad w miarę potrzeb. Wszystkie wspomniane osady mają pastwiskowy serwitut z dworskim bydłem w krzakach stąd ciągnących się od granicy ich własnego pastwiska nazywającego się Starego Rowu. Niemalże takie same służebności zostały przyznane włościanom z Józefina, z tymże, jak zapisano w księgach hipotecznych, z pastwiska dworskiego nie korzystają, albowiem takowe na żadnych zasadach nie mogło być im przyznane.
W 1885 roku samo Zastawie liczyło łącznie 20 osad, zamieszkałych przez 94 mieszkańców. Jeszcze kilka lat wcześniej wieś była ludniejsza, jednak w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych prawdopodobnie wystąpiły zarazy. W 1878 roku w gospodarstwie Wakułów zmarło czterech domowników, również w innych latach (np. w latach 1888 – 1889) śmiertelność była znacznie wyższa. Z mapy Karta Rusell – West z 1915 roku dowiadujemy się, iż Zastawie w owym roku składało się już tylko z 14 gospodarstw, a Józefin z 11 gospodarstw.
W 1915 roku większość mieszkańców Zastawia i Józefina wywieziono do Rosji. Wojska carskie zabierały ich w trakcie wycofywania się przed nacierającymi wojskami niemieckimi. Zabierali wszystkich. Niektórzy uciekli w Lesie Różanieckim, ale większość trafiło do Rosji. Później po trochę wracaliśmy, najpierw dziadek, by zobaczyć co z gospodarstwa zostało, a później cała rodzina. Na szczęście budynki nasze pozostały – wspomina kilkuletnia wówczas Marysia Neron, po mężu Szaruga. Oprócz Neronów wywieziono również rodziny Wakułów i Delmaczyńskich, jednakże większość polskich mieszkańców skryło się na Bagnie Bubnów. Część Rusinów wyjechało dobrowolnie, ale większość czyniło to pod przymusem, a mężczyzn w sile wieku wcielano do wojska carskiego. Głównym motywem dobrowolnego wyjazdu był strach przed opisywanymi przez prasę rosyjską okrucieństwami wojsk niemieckich, jak też obawa przed działaniami wojennymi, które się w okolicach toczyły. Do głównego starcia doszło w dniach 5 i 6 sierpnia na polach pomiędzy Wielkopolem a Wereszczynem oraz na bagnach pomiędzy Zastawiem, Józefinem, a Kolonią Wereszczyn. W końcowej fazie walk do Zastawia przeniesiono lekkie baterie artyleryjskie z Wereszczyna, by umożliwić wycofywanie się pozostałych jednostek przy jak najmniejszych stratach. Wobec naporu wojsk niemieckich Rosjanie wycofali się w stronę Wytyczna.
Po wybuchu Rewolucji Październikowej w 1917 roku większość mieszkańców zaczęło wracać na swoje włości, niektórzy przyjechali dopiero w 1920 roku. Czasy ich powrotów również nie należały do spokojnych. Na łąkach i polach od strony Andrzejowa miała miejsce potyczka wojsk polskich z bolszewikami, w której zginął porucznik Chrynkiewicz i kilku jego żołnierzy. Oddziały polskie zaatakowały wojska bolszewickie, które stacjonowały właśnie na Zastawiu i w Andrzejowie.
- Zastawie w okresie Drugiej Rzeczypospolitej
Na Zastawiu, po odzyskaniu niepodległości, oprócz Polaków mieszkali Ukraińcy (np. Szulak, Romańczuk, Łukasz i Józef Garachy, Wójciaki) i Żydzi. W Józefinie również w przeważającej większości mieszkali Polacy. Według przeprowadzonego w 1921 roku powszechnego spisu ludności na Zastawiu żyło 113 mieszkańców, zaś 73 na Józefinie. Dominowali katolicy, których było 74 osoby na Zastawiu i 46 osób na Józefinie. Kolejną grupą wyznaniową byli prawosławni w liczbie 35 osób na Zastawiu i 24 osoby na Józefinie. Oprócz mieszkańców tych dwóch grup wyznaniowych na Zastawiu żyło 4 osoby, a na Józefinie 3 osoby wyznania mojżeszowego. W przededniu wybuchu wojny światowej we wsi znajdowało się 34 gospodarstw oraz 19 gospodarstw w sąsiednim i wciąż odrębnym Józefowie.
Większość gruntów wsi Zastawie tuż po wojnie należało do rodzin szlacheckich, Kukawskich, Dmowskich i Biernackich z Wereszczyna. W okresie II Rzeczypospolitej rody te ulegały upadkowi, zadłużały się, a rodzina Kukawskich została wymordowana przez swojego pasierba Mateusza Zięcinę. Ich majątki, a na Zastawiu były nim głównie Jezioro Wereszczyńskie oraz okoliczne łąki zwane „stawem”, zostały z tego powodu przejęte przez Towarzystwo Kredytowe Ziemskie, które dokonały w 1933 roku sprzedaży majątku miejscowej ludności. Jezioro i łąki zostały zakupione w różnych udziałach przez rodzinę Panasiuków z Sękowa, którzy po wojnie osiedlili się na zakupionych gruntach, i przez rodziny wereszczyńskie (dokładnie z Kolonii Wereszczyn): Parulskich, Szarugów, Kozaków, Aftyków, Wójcików, Radomskich, Tkaczyków, Marciniaków, Jabłońców i Arasimowiczów. Według pomiarów cały rozprzedany majątek miał powierzchnię ponad 117 hektarów. Układ przestrzenny zabudowań wiejskich miał charakter ulicówki.
Ludność obydwu wsi trudniła się przede wszystkim rolnictwem na własnych gospodarstwach rolnych, najczęściej jedno lub dwumorgowych. Natomiast mieszkańcy małorolni i bez roli zatrudniani byli jako wyrobnicy w sąsiednich dworach (np. Rozalia Główniak). Rzemiosłem zajmował się jedynie zamieszkały w Józefinie Stefan Kowalczyk, wykonujący usługi kowalskie, i Stefan Delmaczyński z Zastawia, wykonujący usługi ślusarskie.
Rodziny Żydowskie, których z upływem lat przybywało, były bardzo biedne, gdyż mieszkały w chatach „gliniankach”. Jedynie rodzina Chaima Magera była bardziej zasobna, jednak i jego żona dorabiała na dworze Dmowskich w Wereszczynie. Miał Chaim czworo dzieci, w tym córki Ruchlę i Esterę, które to wychowywały się razem z dziećmi polskimi, chodziły również do polskiej szkoły w Wereszczynie. Poza rodziną Chaima we wsi żyła jeszcze rodzina Joska Lejbusa, Sara Mendel, Yoel Schiffer oraz Elek (Elcze) Grynszpan z matką Surą, zajmującą się handlem obnośnym. Pomimo swojej zubożałości Żydzi przestrzegali obrzędy religijne, wynajmując polskie i ukraińskie dzieci do usługiwania im w tych daniach. Najczęściej zapłatą były słodycze i inne smakołyki.
Przed wojną nie było mieszkańców narodowości niemieckiej. Katolicy chodzili do kościoła w Wereszczynie, zaś prawosławni, po spaleniu w 1915 roku cerkwi wereszczyńskiej, mieli swoją świątynię w Syczynie. Do szkół dzieci najczęściej chodziły do Wereszczyna, choć te z Józefina często wybierały bliższą szkołę w Andrzejowie. Głównym miejscem spotkań i zabaw mieszkańców był most drewniany na rzece Włodawka oraz znajdująca się nieopodal kuźnia Delmaczyńskich.
- Losy wsi podczas wojny
Stosunki pomiędzy trzema narodowościami układały się poprawnie, dopiero w czasach II wojny światowej ujawniły się antagonizmy narodowościowe. Bardzo silna była w okolicy partyzantka ukraińska, aktywne były również bandy polskie. Do dziś mieszkańcy wspominają, jak nocą zdarzały się rabunki i grabieże, a często i pobicia dokonywane przez Ukraińców na ludności polskiej. Jednym z przywódców ukraińskich band był Wójciak, nazywany „Wołodią”, który był mieszkańcem Zastawia, a prawdopodobnie zabity został przez partyzantów polskich. Jednakże często zdarzały się również sytuacje, że to sami Polacy rabowali rodaków, podszywając się pod Ukraińców. Wysmarowani sadzą, wpadali najczęściej w nocy i posługując się językiem ukraińskim, (bardzo często wymieszanym z polskim) łupili gospodarzy z wszelkich kosztowności, po czym następnego dnia te same osoby mówiły do siebie dzień dobry, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Gdy tylko ktoś na wsi sprzedał swoje płody rolne lub część swojego inwentarza, wówczas już tej samej nocy pojawiali się bandyci, w dodatku bardzo często wiedząc, gdzie ukryta jest gotówka.
W dniu 26 maja 1942 roku na Zastawiu doszło do zbrodni wojennej, w wyniku której wymordowano znaczną część mieszkańców. Już kilka miesięcy przed tym wydarzeniem Niemcy podjęli akcję wywiadowczą, mającą na celu wykryć aktywistów ukraińskich, którzy zakładali w tych okolicach struktury organizacji nacjonalistycznych, takich jak OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) i jej militarnych przybudówek. Działania owe polegały na tym, iż żołnierze wywiadu niemieckiego, bądź też kolaborujący z nimi Ukraińcy, w przebraniu sowieckich dezerterów z niemiecko-radzieckiego frontu chodzili po okolicznych miejscowościach, prosząc o strawę czy schronienie. Ich celem było przeniknięcie do struktur tworzących się nacjonalistycznych organizacji ukraińskich oraz wyłapanie tych mieszkańców, którzy byli najbardziej skorzy do niesienia pomocy. Duża część okolicznych mieszkańców z nieufnością odnosiła się do tego rodzaju gości, nazywanych plennymi. Zdradzały ich bowiem drobne szczegóły. Często pod starymi łachmanami ci owi plenni mieli czyste koszule, byli ogoleni i ładnie ostrzyżeni, mieli często złote zęby, a niektórzy mieszkańcy twierdzą nawet, że spod przebrania widać było często niemiecki mundur. Byli to „dezerterzy” zdecydowanie lepiej się prezentujący, od tych, co pojawiali się wcześniej, czyli zapchlonych, wychudzonych i brudnych. W domu Panasiuków, na końcu Józefowa, często ci owi plenni spotykali się, by przy samogonie i śpiewach wychwycić tych najbardziej aktywnych. Wśród nich częstym gościem był Stanisław Lis i Stefan Delmaczyński. Te działania wywiadu niemieckiego doprowadziły do przeprowadzenia wielkiej pacyfikacji aktywnej ludności ukraińskiej, jednakże postanowiono, iż przy okazji zostanie zlikwidowany problem miejscowej ludności żydowskiej.
Pacyfikacja miała miejsce w godzinach rannych. Wszystkich mieszkańców zgoniono w dwie grupy, pozostali jedynie starcy i matki z małymi dziećmi. Pierwsza grupa składała się z mieszkańców żydowskich, druga zaś z polskich i ukraińskich. Po ustawieniu drugiej grupy w szeregu na łąkach pomiędzy drogą a jeziorem zostało wyczytanych sześciu mieszkańców, w tym czterech Ukraińców:
· Antoni Steć, zwany „Czerwonym Józkiem”;
· Aleksander Grzesiuk;
· Antoni Gierega;
· Józef Dmietriczuk;
i dwóch Polaków:
· Stefan Delmaczyński;
· Stanisław Lis.
Zapewne na liście do zlikwidowania była Kazimiera Panasiuk z Józefina, ale ostrzeżona wcześniej wyjechała z dziećmi ze wsi, by później udać się na Zachód.
Wszyscy pamiętający te wydarzenia powtarzają, iż ci żołnierze w granatowych mundurach posługiwali się językiem ukraińskim, jedynie komendy wydawano w języku niemieckim. Byli to funkcjonariusze ukraińskiej policji pomocniczej, składającej się głównie z banderowców. Egzekucję poprzedziło pobicie wyczytanych, a następnie wygłoszenie powodów tego czynu, wśród których pojawiły się zarzuty przetrzymywania bandytów, udzielania im schronienia, ich żywienie. Wyrok na mieszkańcach został wygłoszony w „łamanym” języku polskim: sześciu zabirim, a sześciu ubijom. Wszyscy wyczytani zostali straceni na miejscu. Każdy z nich miał uklęknąć i założyć ręce za głowę, po czym do każdego podszedł żołnierz i strzałem w tył głowy wykonał egzekucję. Zamordowani zostali pochowani w miejscu egzekucji. Oprócz straconych sześciu mieszkańców zostało zabranych wozami do Wereszczyna, a następnie wywieziono ich do obozu na Majdanku. Na wiosnę zezwolono mieszkańcom wykopać pomordowanych i przenieść zwłoki na cmentarz, jednak przez kilka, a nawet kilkanaście lat, w miejscu tym wypasane bydło było zawsze niespokojne, gdyż wyło i ryło rogami.
Okrutny los spotkał ośmioro mieszkańców narodowości żydowskiej. Egzekucję poprzedzone zostały rozkazami, które miały na celu ich upodlenie. Wyśmiewano się z nich, jak też kazano im tańczyć. Następnie zagonili ich za stodołę Wakułów, po czym wszystkich rozstrzelano. Była jedna kilkuletnia Żydówka z matką, ja z nią do szkoły chodziłam. Niemiec podszedł do nich i zabił matkę, potem zaczął strzelać do niej. Ona jednak uchyliła się w jedną stronę, za drugim razem w drugą stronę. W końcu podszedł drugi Niemiec, złapał ją za rączkę i tamten strzelił jej prosto w głowę. – wspomina o śmierci matki i córki Pachulskich Krystyna Wołosiuk, z domu Klepacka. Wykopanie dołu i pogrzebanie zamordowanych polecono zatrzymanym wcześniej mieszkańcom Andrzejowa, którzy mieli być odesłani na Majdanek. Wśród zamordowanych byli zarówno dorośli (Josek Lejbus, Chaim Mager, Sura – matka Elka, który uciekł i schronił się w jeziorze, Pachulska z Wereszczyna), jak i dzieci (Ruchla i jej dwóch braci będących dziećmi Chaima oraz Maszka i Sura, będące córkami Joska, córka Pachulskiej). Żona Chaima zginęła w Wereszczynie. Ciała pomordowanych znajdują się w tym miejscu po dzień dzisiejszy. Po tymże tragicznym wydarzeniu w miejscu pochówku zamordowanych działy się przez długi czas dziwne, niewytłumaczalne zjawiska. Licznym mieszkańcom w tym miejscu pokazywały się białe króliki, choć nikt nie potrafił ich złapać. Mieszkańcy bardzo szybko przyjęli, iż najprawdopodobniej to dusze pomordowanych w tym miejscu Żydów, które wcieliły się w ciała tych zwierząt.
Ocalała jedynie Estera, która wmieszała się w grupę mieszkańców polskich i ukraińskich. U nas w stodole się schowała. Matka jej przez kilka dni przynosiła jedzenie, ale później poprosiła, aby się stąd wyprowadziła, bo gdyby Niemcy się dowiedzieli całą by rodzinę naszą wymordowali. Dała jej kawałek chleba i ona poszła. – wspomina Krystyna Wołosiuk. Niestety jej żywot nie był długi. Zdając sobie sprawę, jakim niebezpieczeństwem obarcza mieszkańców Zastawia, jak też zachowanie samych mieszkańców, którzy bali się pomagać, spowodowało, że sama poprosiła o przetransportowanie do getta włodawskiego.
Eksterminacji, ale już w Wereszczynie uniknął pochodzący z Zastawia Elek, właściwie Elcze Grynszpan. Uciekł w ostatniej chwili przed egzekucją i szybkim biegiem udał się w kierunki swojej miejscowości. W pościgu za nim brał udział nawet samolot niemiecki. Pomimo tak silnego ostrzału, z ziemi i z powietrza, udało się mu schować w trzcinie w okolicznym jeziorze pod jednym z grzybieni. Tam przeczekał wydarzenie, jakie miało miejsce w Wereszczynie i dopiero wieczorem wyszedł i udał się na Łasochę. Oddał się jednak w ręce niemieckie, udając się do Żydów zamieszkałych w Wytycznie, a stamtąd trafił ostatecznie do Trembowli, w której został zgładzony. Jeden z mieszkańców Zastawia zeznał, iż widział jeszcze jednego Żyda, uciekającego przed dwoma mundurowymi. Pomimo odniesionych ran udało mu się schować w dolinie rzeki Włodawka. Ścigający go żołnierze, po utracie z pola widzenia, zaniechali pościgu. Jego dalszy los również nie jest znany. Instytut Yad Vashem ustalił ponadto miejsce śmierci innych Żydów mieszkających przed wojną na Zastawiu. Sara Mendel i Yoel Schiffer zginęli również w 1942 roku, ale w Transnistrze na Ukrainie,
Po tych wydarzeniach okupanci jeszcze kilkakrotnie odwiedzali wieś i okoliczne lasy celem wychwycenia partyzantów, a przede wszystkim ocalałych w 1942 roku Żydów. W wyniku donosu w dniu 21 września 1943 roku funkcjonariusze niemieccy wraz „granatowymi” policjantami z placówki w Urszulinie aresztowali Zygmunta Antoniuka, członka Armii Krajowej (AK), ukrywającego się we wsi w domu Szarugów. Osadzony w areszcie przebywał tylko kilka dni, gdyż jego koledzy z podziemia przeprowadzili udaną akcję rozbicia posterunku, w efekcie czego uwolniono Antoniuka i sześciu osadzonych więźniów. Akcja była udana, gdyż jej przeprowadzenie ułatwili sami funkcjonariusze „granatowej”, z których przynajmniej trzech było zaprzysiężonych w AK. Uczestnik akcji Henryk Kozłowski z placówki AK w Urszulinie wspominał po latach, jak wszyscy partyzanci i policjanci pozorowali walkę, strzelając w powietrze. Natomiast następnego dnia jeden z funkcjonariuszy policji oddał w ręce Kozłowskiego magazynek broni zgubiony przez jednego z partyzantów.
- Zastawie w Polsce Ludowej
Na przełomie 1944 i 1995 roku wywieziono do Związku Radzieckiego większość mieszkańców ukraińskich, jak też osoby z rodzin mieszanych. Jeszcze w 1943 roku na Zastawiu mieszkało 243 mieszkańców, a w marcu 1945 roku 226 osób. Byli to w większości Polacy (133 osoby w 38 rodzinach), ale licznie także Ukraińcy (96 osób w 30 rodzinach). W tym czasie Polskę opuściło 88 z nich. Przesiedleniom towarzyszyły grabieże na masową skalę, dokonywane przez polskie bandy. Jeden z przykładów polskiego bandytyzmu pojawia się listopadowym (1944 roku) raporcie wereszczyńskiego popa Arszeniego Myszkowskiego, pisanego do włodawskiego dziekana. Wśród miejsc zdarzenia się wielu aktów bandytyzmu wymienił Zastawie pisząc, że w nocy z 18 na 19 XI banda polskich złodziejów ograbiła we wsi Zastawie 10 gospodarzy i zabrali całą odzież, obuwie i mąkę. Takie akcje przyśpieszyły przesiedlenia. Do poukraińskich posiadłości wprowadzili się głównie polscy przesiedleńcy za Buga oraz mieszkańcy okolicznych miejscowości. Z rdzennych mieszkańców we wsi pozostały rodziny Garachów, Mendlów, Jasińskich, czy Skibickich. Z powodu powszechnie panującej biedy wyjeżdżali także Polacy, głównie na Ziemie Zachodnie, a nawet za granicę. Kilka lat po wojnie władze powiatowe zorganizowały dla ochotników wyjazd na roboty rolne do Czechosłowacji. Z takiej oferty skorzystał Stanisław Chudzik. W wyniku zarobkowej emigracji, a przede wszystkim masowych przesiedleń znacznie zmniejszył się poziom zaludnienia, gdyż do kwietnia 1947 roku w Zastawiu mieszkało już 155 osób.
Jeszcze przez kilka lat po wojnie ludność nie czuła się bezpiecznie. Na porządku dziennym były w dalszym ciągu grabieże, dokonywane przez mieszkańców okolicznych wsi, ale zdarzało się, że również i z samego Zastawia. Niby partyzantka, ale w większości to złodzieje byli. Kto miał broń, to rabował. Zbierali się, wsiadali na furę i jeździli po okolicy. A to świnię wyciągnęli, a to krowę, a to zboże. Tak było, jeden drugiego rabował. Ojca mojego siedem razy obrabowali. Zabierali co było, konie, wóz, świnie, zboże. Znało się wszystkich, ale co można było zrobić? – wspomina jedna z ówczesnych mieszkanek. Rabowano wszystko, co dało się sprzedać, przede wszystkim żywność i zwierzęta gospodarskie. W domu Jana Szarugi, czy też nowo-osiadłego Romana Panasiuk, takie grabieże zdarzały się kilka razy w roku. Z drugiej strony funkcjonariusze Powiatowego Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) we Włodawie represjonowali wszystkich, co mieli jakiekolwiek kontakty z partyzantami. Inwigilowali chociażby zamieszkałego we wsi bratanka Zygmunta Łopąga ps. „Kominiarz”, „Wiarus”, członka oddziału partyzanckiego Wolność i Niezawisłość (WiN) Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, który brał udział w mordzie puchaczowskim.
W przeciwieństwie do okolicznych miejscowości wieś Zastawie, długo po wojnie, zachowało swój tradycyjny charakter. Zmniejszyła się w dalszym ciągu poziom zaludnienia, gdyż na mapie topograficznej z 1965 roku oznaczono tylko 37 zabudowań, czyli prawie o dwadzieścia mniej niż przed wojną. W kolejnych latach liczba gospodarstwa spadła o jeszcze kolejne pięć, a w połowie lat osiemdziesiątych we wsi zamieszkiwało już około 120 osób. Na zmniejszenie się liczby ludności wpływ miał przede wszystkim brak dojazdu, gdyż do dnia dzisiejszego wieś nie posiada drogi o utwardzonej nawierzchni. Pierwszym powojennym przedstawicielem gromady w Gminnej Radzie Narodowej Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie został Franciszek Szaruga.
W okresie Polski Ludowej przeprowadzono jedynie elektryfikację, mieszkańcom nie udało się natomiast wywalczenie koncepcji budowy drogi Urszulin – Wereszczyn – Wielkopole przez wieś Zastawie. Wspólne zebranie w tej sprawie mieszkańców Zastawia, Sękowa, Wereszczyna, Przymiarek i Wielkopola odbyło się wiosną 1966 roku. Pomimo przychylności mieszkańców Zastawia i Sękowa, jak i obecnych na spotkaniu władz powiatowych, w głosowaniu wygrała druga koncepcja, omijająca Zastawie, którą w następnych latach zrealizowano. Gdy inwestycja doszła do kapliczki w Starym Andrzejowie mieszkańcy Zastawia i Sękowa ponownie podjęli próbę zmiany przebiegu drogi. Na zebraniu w domu Karoliny Panasiuk postanowili by każdy wziął kredyt w wysokości 2 tysięcy złotych z przeznaczeniem na budowę drogi. Wobec oporu mieszkańców pozostałych wsi projekt nie został zmieniony. Zawinili również sami mieszkańcy, gdyż w Sękowie wpłatę zadeklarowali prawie wszyscy, zaś na Zastawiu reakcja mieszkańców była znikoma. Przeszkodą był także brak regulacji geodezyjnej drogi od wereszczyńskiego dworu do Wielkopola. Okazało się, że droga ta na mapach geodezyjnych w ogóle nie istnieje.
We wsi przez dłuższy okres funkcjonował sklep spożywczy. Było to jedyne miejsce użytku publicznego we wsi. Wielkim wydarzeniem były przyjazdy samochodów ciężarowych, często z zagranicy, po odbiór owoców do sadu Jana Panasiuka. Aby taki samochód mógł zrobić nawrót, potrzeba było niejednokrotnie pomocy kilkunastu osób i traktorów, a taka akcja trwała raz aż trzy dni. Jan Panasiuk był nie tylko największym gospodarzem we wsi, ale pełnił również wiele prestiżowych funkcji w życiu publicznym. Był wieloletnim prezesem gminnych struktur Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (ZSL), delegatem trzech kadencji do Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie (w latach 1976 – 1988), jak też delegatem do Powiatowej Rady Narodowej od czasu zlikwidowania struktur powiatowych w 1975 roku.
Głównym miejscem spotkań mieszkańców i plotkowania był duży drewniany most na rzece Włodawka. Przy moście stała jeszcze niedawno drewniana kuźnia, która często służyła za miejsce do nocnych zabaw. Można powiedzieć, iż życie na Zastawiu determinowała w znacznej mierze przepływająca rzeka. Aż do wykonania melioracji w latach dziewięćdziesiątych Włodawka co roku wylewała na okoliczne łąki, tworząc wielki akwen wodny. Wszyscy mieszkańcy wówczas wybierali się na łodzie celem połowu ryb, zwłaszcza szczupaków. Latem zaś przy moście było większe kąpielisko, na którym można było zażyć trochę orzeźwienia. Jeszcze do lat dziewięćdziesiątych powszechnym było pranie ubrań za pomocą tarek. Wieś tętniła życiem przede wszystkim latem i wiosną, na zimę zamierała. Niejednokrotnie śnieżyce odcinały mieszkańców od okolicznych wsi, również i wczesną wiosną drogi były w takim stanie, że przebyć je można było tylko na koniu. Taka sytuacja powodowała, iż mieszkańcy zimą musieli być samowystarczalni. W okresie tym prawie każdy gospodarz bił świniaka i wyrabiał wędliny, gospodynie zaś trudniły się wypiekaniem chleba, wyrabianiem masła, makaronów i innych produktów spożywczych.
Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mieszkańcy znacznie poprawili dostępność do Urszulina i ośrodków miejskich. Kontakty Jana Panasiuka z przedstawicielami organów wojewódzkich pozwoliły na częściowe zrealizowanie potrzeby drogi o lepszym standardzie. Wojewódzka Komisja Czynów Społecznych w Chełmie przyznała mieszkańcom w 1989 roku pewną kwotę pieniędzy na zakup cementu. Same kupno, a przede wszystkim przygotowanie drogi i wylanie na nią gotowego cementu należało już do mieszkańców. W 1990 roku sołectwo otrzymało kolejne pieniądze, co pozwoliło na wylanie cementem kolejnego odcinka. Ostatnie pieniądze mieszkańcy otrzymali w roku następnym, w sumie wieś w czynie społecznym utwardziła odcinek blisko kilometrowy. Nie wszyscy w równym stopniu brali udział w wykonywanych pracach, a byli też tacy, którzy nie czekając na wyschnięcie cementu ruszyli sprzętem rolniczym na nową drogę, pozostawiając na niej tym samym trwałe ślady.
- Zastawie współczesne
Przez kolejne dziesięciolecia liczba zaludnienia Zastawia spadła o połowę, gdyż na początku milenium zamieszkiwało 65 osób. Według danych z 2007 roku w 24 gospodarstwach zameldowanych było już 79 osób, a w ostatnim dniu 2009 roku 86 osób. Wzrosła w tym czasie powierzchni sołectwa, gdyż w listopadzie 2008 roku Rada Gminy Urszulin podjęła uchwałę o zmianie granicy pomiędzy sołectwem Zastawie i Wereszczyn. Do Zastawia przyłączono kilkadziesiąt hektarów tak zwanej Kukawszczyzny i Dymowszczyzny, znajdujących się na południe od drogi. Pomimo, iż grunty te znajdowały się dotychczas w Wereszczynie, to faktycznie uznawane były już od kilkudziesięciu lat za integralną część Zastawia.
Choć Zastawie jest jedną z najmniejszych miejscowości w gminie, to mieszkańcy aktywnie uczestniczą w życiu społecznym. Jan Panasiuk, choć już jako mieszkaniec Urszulina, pełnił funkcje również w administracji samorządowej demokratycznej Polski. W 1998 i 2002 roku mieszkańcy gminy dwukrotnie wybrali go na radnego Rady Powiatu we Włodawie. W 2006 roku na radnego Rady Gminy w Urszulinie mieszkańcy wybrali Dariusza Kunacha, który w poprzednich wyborach samorządowych przegrał w drodze losowania. Funkcję sołtysa pełni Jan Szaruga.
Źródła i literatura:
- Barsukow E., Artyleria rosyjskiej armii (1900 – 1917), ZSRR 1949, www.militera.lib.ru;
- Carte von West-Gallizien In den Jahren von 1801 bis 1804, Anton Mayer von Heldensfeld, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;
- Chełmski Konsystorz Greckokatolicki (nr zespołu: 35/95/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
- Dokumenty w zbiorach własnych autora;
- Giemza Zbigniew, Czary, zmory i upiory, czyli czego się bali ludzie na Polesiu;
- Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia”, nr 3 z 2007 r.;
- Kołacz Małgorzata, Tarasiuk Dariusz, Dzieje Gminy Sosnowica. Analiza potencjału historycznego, Sosnowica 2007;
- Kronika szkolna Szkoły Podstawowej w Wereszczynie;
- Księgi hipoteczne Sądu Rejonowego we Włodawie;
- Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymsko-Katolickiej p.w. Św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
- Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1965, www.geoportal.gov.pl;
- Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1992, www.geoportal.gov.pl;
- Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
- Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
- Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na Ziemiach Polskich w latach 1939 – 1945, oprac.: Główna Komisja Badania zbrodni hitlerowskich w Polsce Instytutu Pamięci Narodowej, Warszawa 1986;
- Relacje świadków i członków ich rodzin: Ewelina Pietrzak z Warszawy;
- Starostwo Powiatowe we Włodawie (nr zespołu 6/0, dokumenty z lat 1944 – 1953), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
- Sulimierski Filip, Wawelski Władysław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, 1880-1914, www.dir.icm.edu.pl;
- Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, Warszawa 1827, www.wbc.poznan.pl;
- Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;
- Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911 – 1915;
- Wawryniuk Andrzej, Encyklopedia Euroregionu Bug, powiat włodawski (Polska), Łuck 2009;
- Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944 – 1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
- Wójcikowski Włodzimierz, Polesia czar. Knieje i mszary, miasta i wioski, Lublin 2006;
- Wspomnienia mieszkańców: Jan Szaruga z Zastawia; Helena Woźnica (z domu Kuźmicz) z Zastawia; Helena Brzezina (z domu Parulska) z Babska; Jan Panasiuk z Urszulina; Tadeusz Garach z Zastawia; Kazimierz Panasiuk z Urszulina; Maria Szaruga (z domu Neron) z Włodawy; Krystyna Wołosiuk (z domu Klepacka) z Wereszczyna; Halina Lisiecka (z domu Jasińska) z Sękowa;
- www.nadbuhom.free.ngo.pl;
- www.yadvashem.org;
| Komentarze |
|
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||
|
||||||||



