Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 165
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

 

Adam Panasiuk

 

Dzieje wsi Zastawie

 

1.      Geneza powstania wsi i jej rozwój do odzyskania niepodległości

Geneza powstania miejscowości sięga końca XVIII wieku, choć zbudowania mogły znajdować się znacznie wcześniej. Znaleziska numizmatyczne wskazują, iż na terenie wsi, w pobliżu stawu, znajdowały się budynki gospodarcze już w XV stuleciu, być może był to dworski młyn wodny, lub znajdująca się na trasie Wereszczyn-Andrzejów karczma. Jednak spis[1] ludności i mapa szczegółowa Karola de Pertheesa[2] z 1786 roku nazwy wsi jeszcze nie wymieniają, choć czyni to Franciszek Czajkowski[3] w sporządzonym przez siebie w 1783 roku „regestrze diecezjów”. Jako właściciela Zastawia Czajkowski podaje szambelana Seweryna Wereszczyńskiego.

Wieś swoją wzięło od powiedzenia za stawem. Nazwa sugeruje, że oprócz jeziora Wereszczyńskiego nazywanego „Bąbelkiem” istniał wówczas sztuczny zbiornik wodny. I faktycznie, na mapie Zachodniej Galicji[4] z 1801 roku wieś położona była w delcie rzeki Włodawka, rozgałęzionej na 3 nurty, wpadających do w miarę dużego rozlewiska. Również na mapie topograficznej Królestwa Polskiego[5] z lat 1839 rozciąga się rozlewisko, nad którym oznaczono młyn wodny. Młyn obsługiwał Gotfryd Tomaszewski, będący jednocześnie młynarzem w Borysiku. Jeszcze po II Wojnie Światowej przy rzece można było spotkać drewniane pale, które pozostały po owym młynie.

Z jeziorem Wereszczyńskim, czy też Zastawskim, wiąże się legenda o zatopionym kościele. Według legendy i opowiadań najstarszych mieszkańców z ponad tafli jeziora ukazywała się zwieńczona krzyżem wieża kościelna. Ponadto przed największymi świętami z głębi jeziora dochodzi odgłos dzwonów zatopionego kościoła, zdaniem ludzi, poruszanych przez dusze zmarłych. Legendę uprawdopodobnia fakt odnajdywania i wyławiania z jeziora starych desek i bali, co by wskazywało, iż jakieś budynki drewniane rzeczywiście były w nim zatopione.

Pierwsza wzmianka o mieszkańcach Zastawia pojawiła się w 1799, zanotowano wówczas 10 zagród wiejskich. Miejscowość znalazła się także w Tabeli miast, wsi i osad Królestwa Polskiego[6] z 1827 roku. Wieś liczyła wówczas 39 mieszkańców, zamieszkujących w 9 gospodarstwach, którzy zajmowali się przede wszystkim uprawą roli. Jednymi z pierwszych mieszkańców, jakich zanotowały księgi parafialne kościoła w Wereszczynie, byli łacinnicy Jan Marciniuk, Andrzej Kot oraz Marcin i Jakub Wakułowie. We wsi sporą grupę stanowili także Rusini, czyli wyznawcy greckokatolicyzmu (później prawosławia), gdyż w 1860 roku było 46 (6 rodzin) wiernych greckokatolickiej parafii w Wereszczynie. Na rzecz swojej świątyni płacili dziesięcinę w łącznym wymiarze 1 kopy i 15 snopów żyta.

W Zastawiu licznie mieszkali również Żydzi, zwani starozakonnymi, chociażby Mortka Leyzonowicz, będący na początku stulecia właścicielem miejscowej karczmy z patentem szynkarskim. Zamieszkali w niej Zelka Nuchimowicz, Berko Lyzyknicz i Berko Szmulowicz. W połowie wieku karczmę prowadził szynkarz Maciej Altmajer, zatrudniony jednocześnie jako furman w wereszczyńskim dworze. Zastawska karczma była miejscem gdzie chłopi szukali zapomnienia, ale także odgrywała rolę ośrodka życia kulturalno-społecznego.

O dobrym współżyciu mieszkańców różnej narodowości i wyznania dowodziły wspólne ceremonie religijne. Na przykład na chrzcinach Franciszka Wakuły świadkiem był prawosławny Wasyl Kalisz. Stosunkowa duża liczba polsko-brzmiących nazwisk występujących w księgach parafialnych świadczyła o dużej grupie łacinników, a tym samym Polaków zamieszkujących wieś. W księgach parafialnych późniejszych lat pojawiają się także takie nazwiska jak: Mendel, Niewiadomski, Wójcik, Korbut, Jachowski, Starzyński. Zajmowali się głównie rolnictwem, choć zdecydowana większość dorabiała w dworach. Moja mama opowiadała, jak ludzie o północy czekali przed dworem, by dziedzic wziął ich do pracy. Najczęściej chodziła do zżynania zboża sierpem. Jego (tj. Józefa Wojtkowskiego) pole było w pobliżu, za drogą. Jak gęś przeszła za drogę, to zarządca od razu ją zabijał. Ale sam dziedzic pozwalał matce na pasanie gęsi na swoich ugorach, czasami na zerwanie trochę źdźbeł[7] – opowiada Regina Woźnica. Dla niektórych praca w dworze była jedynym źródłem utrzymania.

Jednymi z nielicznych rzemieślników, zamieszkujących wieś był w pierwszej połowie XIX stulecia magister kunsztu budownictwa Piotr Prochowski, a w połowie stulecia mularz Jan Iżewski i stelmach Stanisław Kozłowski. Po założeniu Józefina zamieszkał w nim stolarz Sylwester Łatko. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych we wsi mieszkała włoska rodzina Blachanich. Ksawery Blachani prowadził we wsi karczmę, trudnił się też kołodziejstwem. Jego obecność na ziemiach polskich była najprawdopodobniej wynikiem wojen napoleońskich, gdyż rodzina Blachanich mogła przybyć za przebywającym w 1812 roku w Urszulinie lub okolicach żołnierzem napoleońskim. W pierwszej połowie stulecia na Zastawiu mieszkał emerytowany żołnierz rosyjskich wojsk carskich Bazyli Protasiuk.

Kilkanaście lat przed wybuchem powstania styczniowego powstała kolonia Józefin, a wyodrębniono ją na austriackiej mapie topograficznej z 1887 roku, czy w spisie miejscowości rzymskokatolickiego dekanatu włodawskiego z około 1880 roku, który podawał 1878 rok założenia wsi. Pierwszymi mieszkańcami Józefina zarejestrowanymi w księgach parafialnych kościoła w Wereszczynie byli osadnicy niemieccy, którzy przeprowadzili się z pobliskiego Michelsdorfu: Fryderyk i Agata Bielofowie, Wilhelm i Julianna Taronowie oraz Chrystian i Marianna Rolofowie, którzy ochrzcili swoje dzieci w 1852 roku. W kolejnych latach osiedliła się rodzina Pfejferów, a także Polacy oraz Ukraińcy, chociażby Szymon i Anna Harachowie, Konrad i Marianna Szawułowie, czy też Józef i Tekla Boczkalowie. Współcześnie grunty józefińskie wchodzą w skład obrębu ewidencyjnego Zastawie.

Duże znaczenie na rozwój obu wsi miała reforma uwłaszczeniowa z 1864 roku, w ramach której z majątku Wereszczyńskiego wydzielono 362 morgi ziemi i przyznano je 10 osadom włościańskim, natomiast w Józefowie 179 mórg przydzielono 8 osadom. Poza przydzielonymi gruntami zastawscy włościanie otrzymali prawo do korzystania z dworskich pastwisk i lasów. W księgach hipotecznych zapisano, że włościanom wsi Zastawie służy prawo otrzymywać drzewo z lasów dziedzica majątku na reparację zabudowań w miarę potrzeby, a na opał po jednej furze zbieraniny na osadę na każdy tydzień, przy czym suche gałęzie i leżaninę mogą rąbać siekierą; pastwisko zajmują oddzielne przyznane na ich własność. Wszystkie (…) osady mają prawo otrzymywać raz na trzy lata po połowie fury materiału na wozy i sanie, a również kołki i chrust na ogrodzenia osad w miarę potrzeby. Wszystkie wspomniane osady mają pastwiskowy serwitut z dworskim bydłem w Krzakach „Staw”, ciągnących się od granicy ich własnego pastwiska nazywającego się Starego Rowu.[8] Niemalże takie same służebności zostały przyznane włościanom z Józefina: Każda osada tej wsi ma prawo otrzymywać leżaninę i susz na opał po jednej furze na tydzień z lasów dziedzica w ciągu roku – wjeżdżając do lasu z siekierą rąbać surowego drzewa z pnia zabroniono. Pastwisko mają własne, z dworskiego nie korzystają, albowiem takowe na żadnych zasadach nie mogło być im przyznane.[9]

W 1885 roku samo Zastawie liczyło łącznie 20 osad, zamieszkałych przez 94 mieszkańców. Jeszcze kilka lat wcześniej wieś była ludniejsza, jednak w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych prawdopodobnie wystąpiły zarazy. W 1878 roku w gospodarstwie Wakułów zmarło 4 domowników, również w innych latach (np. w latach 1888-1889) śmiertelność była znacznie wyższa. Z mapy Karta Rusell-West z 1915 roku dowiadujemy się, iż Zastawie w owym roku składało się już tylko z 14 gospodarstw, a Józefin z 11. Gospodarstwo po Wasylim Kocie zakupili w 1907 roku Ksenia (z Boczkalów) i Stepan Garach z Wincencina, również przed I wojną światową osadę włościańską od Zygmunta Czarneckiego kupiła za 1.000 rubli Katarzyna Worobiej. Przed wybuchem wojny wieś w zamieszkiwali głównie prawosławni, choć po wydaniu w 1905 roku ukazu tolerancyjnego już w pierwszym roku aż 28 prawosławnych przeszło na rzymskokatolicyzm. Byli to dawni unici, „oderwani” od religii ojców po 1875 roku. W podziękowaniu za możliwość swobodnego wyboru wyznania dawni unici postawili na skrzyżowaniu dróg krzyż, który został zdementowano dopiero w 2011 roku. Według sprawozdania[10] starosty włodawskiego z 1921 roku prawosławnych w Zastawiu i Józefinie miało być 202.

Na trwałe w pamięci mieszkańców Zastawia zapisały się wydarzenia I wojny światowej. Po jej wybuchu w lipcu 1914 roku prawodawstwo rosyjskie pozbawiło prawa do posiadania nieruchomości przez poddanych państw nieprzyjacielskich, tudzież kolonistów i wychodźców niemieckich.[11] Te surowe sankcje dotyczyło wielu kolonistów niemieckich z Józefina. Młodszych mężczyzn wcielono do wojska, niektórzy już nie powrócili (np. Konstanty Kot). W lipcu 1915 roku większość mieszkańców Zastawia i Józefina wywieziono do Rosji w okolice Riazania. Wojska carskie zabierały ich w trakcie wycofywania się przed nacierającymi wojskami niemieckimi. Moja rodzina też musiała wyjechać. Mam opowiadała, że zabrali na furmankę dużo jedzenia i ruszyli w drogę. W Wytycznie złamało się koło, więc ojciec wrócił po narzędzia. Gdy dojechał do Zastawia, to Kozacy już świnię rozbierali i zboże młócili. A we Włodawie to pakowali ich w bydlęce wagony. Nic z furmanki nie mogli zabrać. Podróżowali ze trzy tygodnie, w tym czasie wiele osób umarło. Jak brakowało zupy, to wodę dolewali i ludzie biegunki dostawali. Wysadzili wszystkich na jakiś stepach pod Riazaniem. Nic dookoła nie rosło. Ludzie porobili ziemianki i tak zimowali. Nie było czym palić, ludzie zbierali jakieś patyczki i odchody, które suszyli, a potem palili. Wtedy dziadek mój zmarł na hiszpankę. Wiosną już było lepiej. Mama znalazła pracę, jako opiekunka, a jej brat pilnował sadów. Było już trochę jedzenia. Gdy cara obalili to moja rodzina wróciła.[12] – opowiada o losach rodziny Kotów Regina Woźnica. Zabierali wszystkich. Niektórzy uciekli w Lesie Różanieckim, ale większość trafiło do Rosji. Później po trochę wracaliśmy, najpierw dziadek, by zobaczyć, co z gospodarstwa zostało, a później cała rodzina. Na szczęście budynki nasze pozostały[13]wspomina o swojej rodzinie Neronów kilkuletnia wówczas Maria Szaruga. Wywieziono niemalże wszystkie ukraińskie rodziny i wiele polskich – np. Wakułów i Delmaczyńskich. Wielu Polaków skryło się przed wyjazdem na Bagnie Bubnów. Część Rusinów wyjechało dobrowolnie, ale większość czyniło to pod przymusem. Wielu już do Zastawia nigdy nie wróciło. Oprócz wspomnianego Kota gminne[14] i sądowe dokumenty informuję o śmierci w Rosji Eudoki, Michaliny i Hieronima Czarneckich, Katarzyny, Stefana, Włodzimierza i Pawła Jaroszuków, Katarzyny Wójciak (zmarła w Ufie w 1919 roku) oraz Grzegorz Kalicha z Józefina.

Głównym motywem dobrowolnego wyjazdu do Rosji był strach przed opisywanymi przez prasę rosyjską okrucieństwami wojsk niemieckich, jak też obawa przed działaniami wojennymi, które się w okolicach toczyły. Do głównego starcia doszło w dniach 5 i 6 sierpnia na polach pomiędzy Wielkopolem a Wereszczynem oraz na bagnach pomiędzy Zastawiem, Józefinem, a Kolonią Wereszczyn. W końcowej fazie walk do Zastawia przeniesiono lekkie baterie artyleryjskie z Wereszczyna, by umożliwić wycofywanie się pozostałych jednostek przy jak najmniejszych stratach. Wobec naporu wojsk niemieckich Rosjanie wycofali się w stronę Wytyczna.

Po wybuchu rewolucji październikowej w 1917 roku większość mieszkańców zaczęło wracać na swoje włości, niektórzy przyjechali dopiero w 1920 roku (np. Fedor Garach). Gdy wrócili moi rodzice, to była taka bieda, że nie było co jeść i pić. Za kromkę chleba mama moja cały dzień pracowała. Babcia przędła nici i szyła ubrania, a to wymieniali na jedzenie[15] – przywołuje wspomnienia rodziców Regina Woźnica. We wsi panował głód, a do tego w okolicy toczyły się działania wojenne. Na łąkach i polach od strony Andrzejowa miała miejsce potyczka wojsk polskich z bolszewikami, w której zginął porucznik Chrynkiewicz i kilku jego żołnierzy. Oddziały polskie zaatakowały wojska bolszewickie, które stacjonowały właśnie na Zastawiu i w Andrzejowie. Takie warunki sprzyjały chorobom i epidemiom, w 1919 roku zmarło małżeństwo Mikołaja i Józefy Białasów.

 

  1. Zastawie w okresie Drugiej Rzeczypospolitej

W Zastawiu, po odzyskaniu niepodległości, oprócz Polaków (np. Czarneccy, Delmaczyńscy, Sędziccy, Wakułowie, Klepaccy, Lisowie, Protasowie, Kuźmiczowie, Kowalczykowie, Skowronkowie, Krajewscy) mieszkali Ukraińcy (np. Szulakowie, Neronowie, Kunachowie, Romańczukowie, Grzesiukowie, Potrapelukowie, Wołczykowie, Hajdaczukowie, Dmiterczukowie, Kościukowie, Wójciakowie, Garachowie, Gieregowie, Kalichowie, Wolankowie, Bekieszowie i Trubiczukowie) i Żydzi. W Józefinie również przeważali Polacy (np. Krajewscy). Według przeprowadzonego w 1921 roku powszechnego spisu ludności na Zastawiu żyło 113 mieszkańców, zaś 73 na Józefinie. Dominowali rzymskokatolicy, których było 74 osoby na Zastawiu i 46 osób na Józefinie. Kolejną grupą wyznaniową byli prawosławni w liczbie 35 osób na Zastawiu i 24 osoby na Józefinie. Oprócz mieszkańców tych 2 grup wyznaniowych na Zastawiu żyło 4, a na Józefinie 3 osoby wyznania mojżeszowego. Z licznej przed I wojny światowej ludności niemieckiej pozostała jedynie rodzina Pfejferów, mieszkająca przy Bagnie Bubnów.

Nieco odmienne dane przedstawił starosta włodawski w sprawozdaniu[16] do wojewody, podając, że w tym okresie w Zastawiu i Józefinie mieszkało 109 rzymskokatolików i 105 prawosławnych. Duże różnice w danych dotyczących liczby prawosławnych wynikać mogły z ciągle trwających powrotów wysiedlonych do Rosji. Niemalże wszyscy Polacy uczynili to zaraz po wybuchu rewolucji październikowej w 1917 roku, Ukraińcy powracali natomiast znacznie dłużej. Natomiast według spisu[17] gminy wyznaniowej z Ostrowa z 1923 roku w Zastawiu żyło 10 Żydów.

 

Dzięki pozostawionym aktom notarialnym dowiadujemy się o gruntach Katarzyny Worobiej, po której osadę włościańską odziedziczyły dzieci: Jan Worobiej, Ksenia Nowosad i Natalia Kostecka. Części po Janie i Kseni w 1928 roku zakupiła Bronisława Mendel. Część gruntów dzisiejszego Zastawia (jezioro Zastawskie oraz grunty na południe i zachód od linii wzdłuż drogi i rzeki) tuż po wojnie należała do Józefa Wojtkowskiego z Wereszczyna. Na początku lat dwudziestych z gruntów tych wydzielono osadę dla rodziny Delmaczyńskich. W 1925 roku cały majątek przejęło za długi Towarzystwo Kredytowe Ziemskie (TKZ), które po dwóch nieudanych licytacjach w 1933 roku dokonało sprzedaży wydzielonych parceli miejscowej ludności. Trzecią część jeziora i grunty zostały zakupione w różnych udziałach przez Romana Panasiuka z Sękowa i gospodarzy z Kolonii Wereszczyn: Magdalenę Parulską, Macieja, Wacława i Janinę Aftyków, Jana i Marię Kozaków, Genowefę Wójcik, Rozalię i Tomasza Radomskich, Janinę, Jana, Józefa i Mieczysława Tkaczyków, Annę i Antoniego Marciniaków, Stefanię Jabłoniec, Konstantego i Anielę Arasimowiczów, a także Emilię, Franciszka, Jana i Juliana Szarugów. Według pomiarów cały rozprzedany majątek miał powierzchnię ponad 117 hektarów.

W 1936 roku z jeziora Zastawskiego i rzeki Włodawka od jej źródeł do mostu na rzece Włodawce, na szosie z Urszulina do Wytyczna[18] lubelski wojewoda utworzył na wniosek Janiny Karpińskiej z Nowego Andrzejowa odrębny obwód rybacki. W przededniu wybuchu wojny światowej we wsi znajdowało się 34 gospodarstw oraz 19 gospodarstw w sąsiednim i wciąż odrębnym Józefinie. Pierwszym powojennym sołtysem został J. Szaruga. Od 1922 roku funkcję sołtysa sprawował Jan Trubiczuk, natomiast na zebraniu wioskowym z 1927 roku zastępcą sołtysa wybrano Teodora Garacha.

Układ przestrzenny zabudowań wiejskich miał charakter jednostronnej ulicówki. Budowano się bowiem przy drodze od strony Andrzejowa, gdyż od strony Wereszczyna znajdowały się grunty dworskie i zalewane każdą wiosną łąki Staw. Dopiero na Józefinie ulicówka miała charakter zabudowy dwustronnej. Dopiero po sprzedaży gruntów podworskich przez TKZ powstawały pierwsze zabudowania z tej strony drogi. W pierwszym gospodarstwie zamieszkała rodzina Parulskich i Jerzy Szulak. Regina Woźnica wspomina, jak spod chałupy Szulaka, to nawet jarmarki wereszczyńskie było widać.[19]

Ludność obydwu wsi trudniła się przede wszystkim rolnictwem na własnych gospodarstwach rolnych, najczęściej jedno- lub dwumorgowych. Natomiast mieszkańcy małorolni i bez roli zatrudniani byli jako wyrobnicy w sąsiednich dworach (np. Rozalia Główniak). Rzemiosłem zajmowało się jedynie kilka osób. Zaraz po wojnie kuźnię w Zastawiu prowadzili Stanisław Wojewódzki i Konstanty Delmaczyński, w późniejszych latach przejął ją Stefan Delmaczyński, który wykonywał ponadto usługi ślusarskie. W Józefinie kuźnię posiadał Stefan Kowalczyk. Zawód przemysłowca przypisywano Franciszkowi Klepackiemu, zajmował się handlem, tyle że w Wereszczynie.

Rodziny żydowskie, których z upływem lat przybywało, były biedniejsze, niektórzy w gliniankach mieszkali[20] – wspomina Jan Szaruga. Jedynie rodzina szewca Chaima Magera była bardziej zasobna, ale dorabiała po dworach[21]wspomina Regina Woźnica. Miał Chaim 4 dzieci, w tym córki Ruchlę i Esterę oraz 2 synów. Po sąsiedzku mieszkała jego siostra Sura Grynszpan, która zajmowała się handlem obnośnym, z synem Elkiem. O Elku wspomina Janina Kędzierska: Był trochę głupkowaty, ale kręcił się zawsze na jarmarku w Wereszczynie i coś tam drobnego kradł do jedzenia. Wtedy wszyscy krzyczeli, a on uciekał, choć nikomu za nim się nie chciało gonić.[22] W kolejnej chacie żył Josek Lejbus z córkami Maszką, Surą i Ruchlą. Ostatnią rodziną była Hajka Rychter z 2 córkami. W Zastawiu urodzili się Sara Mendel, Yoel Schiffer, ale przed wojną wyjechali.

Podstawowym źródłem utrzymania zastawskich Żydów był handel. Żyd, to był mądry człowiek. Gdy tylko wiedział, że u jakiegoś gospodarza była krowa cielna, to już kilka tygodni przed porodem przychodził i zadatek dawał. I nawet dzieci od małego handlowali. Jak chciałam nauczyć się po żydowsku mówić to koleżanka uczyła, ale najpierw musiałam jej grochu z ogródka przynieść[23]wspomina sąsiadów Regina Woźnica. Pomimo swojej zubożałości Żydzi przestrzegali obrzędy religijne, wynajmując polskie i ukraińskie dzieci do usługiwania im w tych daniach. Najczęściej zapłatą były słodycze i inne smakołyki. W sobotę, to nic nie mogli robić. Nawet do zapalenia ognia w piecu nas wynajmowali, za cukierki. Ja z siostrą do nich chodziłam. Ale jak rodzice się dowiedzieli, to nam zabronili[24]opowiada Zofia Brzezina.

Rzymskokatolicy chodzili do kościoła w Wereszczynie, zaś prawosławni, po spaleniu w 1915 roku cerkwi wereszczyńskiej, mieli swoją świątynię w Syczynie. Do szkół dzieci najczęściej chodziły do Wereszczyna, choć te z Józefina często wybierały bliższą szkołę w Andrzejowie. Regina Woźnica o wzajemnych polsko-ukraińskich relacjach mówi, że żyliśmy bardzo zgodnie. Polacy zapraszali prawosławnych na święta, a oni Polaków na swoje. Święta prawie się nie różniły, te same potrawy, tak samo się ubierali. Pamiętam, że w każdym prawosławnym domu w rogu wisiał obraz ręcznikiem przepasany. Na święta wszyscy lepili pierogi, to z grochem, to z kapustą i innymi warzywami. Nosiliśmy do kościoła i dawaliśmy dziadom kościelnym.[25] Inaczej „dziecięce” polsko-ukraińskie relacje zapamiętała Janina Kędzierska, zamieszkała wówczas w Kolonii Wereszczyn: U nas mieszkali głównie Polacy, a na Zastawiu Ukraińcy. Pamiętam jak wiosną przy rowie do jeziora z jednej strony zbierały się polskie dzieci, a z drugiej ukraińskie. I tak przez rów przyzywaliśmy się różnie, błotem się rzucaliśmy.[26] Przed wybuchem wojny światowej coraz większą popularność zyskiwała ideologia komunistyczna, a jej liderem był Wołodia Wójcik. Aresztowano go i umieszczono w więzieniu w Berezie Kartuskiej.

Jezioro nie tylko żywiło mieszkańców, ale również pochłonęło wiele ofiar. Utopił się chociażby Wójcik. Irena Olszewska opowiada, że jak utopił się ten Wójcik, młody chłopak, to my z Garbatówki jeździliśmy pomagać cioci w zbiorze zboża.[27]

 

  1. Losy wsi podczas wojny

Stosunki pomiędzy trzema narodowościami układały się poprawnie, dopiero w czasach II wojny światowej ujawniły się antagonizmy narodowościowe. Bardzo silna były w okolicy bandy ukraińskie i polskie (np. Stanisława Kozłowskiego). Do dziś mieszkańcy wspominają, jak nocą zdarzały się rabunki i grabieże, a często i pobicia dokonywane przez Ukraińców na ludności polskiej i odwrotnie. Jednym z przywódców ukraińskich band był z Zastawia Wołodia Wójciak. Prawdopodobnie został zabity przez partyzantów polskich. Jego krewni Bolesław i Mikołaj byli podczas okupacji sołtysami.

Uciążliwe dla mieszkańców były przymusowe kontyngenty płodów rolnych i obciążenia podatkowe. Zboża i ziemniaki dostarczano do Urszulina lub Wereszczyna, zwierzęta hodowlane można było posiadać tylko za zezwoleniem władz, a odchowane trzeba było odstawiać do Włodawy. Przykładowo Teodor Garach z około 10-hektarowego gospodarstwa płacił rocznie około 60 zł. tytułem ubezpieczenia budynków i ruchomych sprzętów rolniczych oraz 50 zł. tytułem podatku gruntowego, drogowego, gminnego i dodatku wojennego do podatku gruntowego. Za dostarczenie 100 kg kontyngentowych ziemniaków otrzymywał 6 zł. Ponadto miał obowiązek corocznie dostarczać 890 kg zboża chlebowego i 689 kg zboża pastwiskowego. Gdy w 1940 roku Teodor Garach nie wywiązał się z dostarczenia zbożowego kontyngentów, wówczas otrzymał pismo następującej treści:

1. nastąpi wywłaszczenie Pana z gospodarstwa,

2. zostanie Pan wysłany do Obozu Pracy z poniesieniem kosztów wyżywienia, które obciążają Jego gospodarstwo,

3. nałożone zostaną wysokie kary pieniężne.[28]

W dniu 26 maja 1942 roku na Zastawiu doszło do zbrodni wojennej, w wyniku której wymordowano wielu mieszkańców. Już kilka miesięcy przed tym wydarzeniem Niemcy podjęli akcję wywiadowczą, mającą na celu wykryć aktywistów ukraińskich, którzy zakładali w okolicach struktury organizacji nacjonalistycznych, takich jak OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) i jej militarnych przybudówek. Działania owe polegały na tym, iż żołnierze wywiadu niemieckiego, bądź też kolaborujący z nimi Ukraińcy, w przebraniu sowieckich dezerterów z niemiecko-radzieckiego frontu chodzili po okolicznych miejscowościach, prosząc o strawę i schronienie. Ich celem było przeniknięcie do struktur tworzących się nacjonalistycznych organizacji ukraińskich oraz wyłapanie tych mieszkańców, którzy byli najbardziej skorzy do niesienia pomocy. Duża część okolicznych mieszkańców z nieufnością odnosiła się do tego rodzaju gości, nazywanych plennymi. Zdradzały ich bowiem drobne szczegóły. Pod starymi łachmanami ci plenni mieli czyste koszule, byli ogoleni i ładnie ostrzyżeni, mieli często złote zęby[29] – wspomina Regina Woźnica. Niektórzy mieszkańcy twierdzą nawet, że spod przebrania widać było często niemiecki mundur i wystawała broń. Byli to „dezerterzy” zdecydowanie lepiej się prezentujący, od tych, co pojawiali się wcześniej, czyli zapchlonych, wychudzonych i brudnych. W domu Kazimiery Panasiuk, na końcu Józefowa, ci „plenni” często spotykali się, grali na akordeonie, pili i śpiewali[30] – wspomina Regina Woźnica. Kazimiera Kruk dodaje, że u Panasiukowej, to „plenni” przez kilka dni siedzieli.[31] Częstym gościem spotkań u Pansiukowej był Stanisław Lis i Henryk Delmaczyński. Te działania wywiadu niemieckiego doprowadziły do przeprowadzenia wielkiej pacyfikacji aktywnej ludności ukraińskiej, jednakże postanowiono, iż przy okazji zostanie zlikwidowany problem miejscowej ludności żydowskiej.

Pacyfikacja miała miejsce w godzinach rannych, po dokonaniu zagłady Żydów w Andrzejowie. Do Zastawia funkcjonariusze niemieccy i ukraińskiej policji pomocniczej. przyjechali na furmankach powożonych przez gospodarzy z Urszulina i okolic, w tym Czesława Klepackiego i Jana Kościuka z Zastawia. Klepacki zeznawał po wojnie, że prawie wszyscy funkcjonariusze posługiwali się językiem ukraińskim: Ubrani byli w mundury koloru stalowego, na czapkach mieli trupie główki.[32] Główny oficer według świadków miał posługiwać się także polskim. Wśród funkcjonariuszy był policjant „granatowej” policji z Urszulina Józef Matusiak.

Władysław Wakuła zeznawał, że po przyjeździe udali się do sołtysa (tj. Mikołaja Wójciaka) i polecili jemu, by zwołał wszystkich ludzi do stawiennictwa się na pastwisku, znajdującego się na środku wsi. Osobno mieli zebrać się Polacy, a osobno Żydzi.[33] Jedynie starców i matki z małymi dziećmi pozostawiano w domu. Moja mama była z małym dzieckiem, to ją i babcię zostawili. Ale ja z pięcioletnią siostrą Zosią musiałyśmy pójść[34] – opowiada Regina Woźnica. Gdy ustawiliśmy się wszyscy w dwuszeregu wówczas jeden oficer przechodził przed nami i każdego legitymował. Ze sobą miał jakąś kartkę[35]zeznawał Władysław Wakuła. Paulina Lis zeznawała, że gdy zeszli się wszyscy mieszkańcy wsi, wtedy podszedł do nas jakiś Niemiec i wskazał na mojego męża.[36] W sumie wybrano 12 osób. Podwoda Aleksander Kozłowski z Urszulina zeznawał, że wszystkich zaprowadzili pod dom ogacony liśćmi. Żerdziami zagaty bili ich, aż krew pryskała.[37] Kolejny podwoda Wacław Krygier z Urszulina jeszcze dokładniej opisał męczarnie mężczyzn: Z domu wyniesiony został stół. Polacy schwytani musieli kłaść się pojedynczo na tym stole, a Niemcy bili ich drewnianymi kijami, mówiąc im, że biją ich za to, że udzielają pomocy partyzantom.[38] Zdzisława Chudzik pamięta, że wrócili ledwo przytomni. Z kolei Józef Kuźmicz zeznawał, że niektórzy z tych mężczyzn mieli pokrwawione twarze i ubrania, widziałem jak z rąk i twarzy ociekała im krew.[39] Regina Woźnica zapamiętała, jak mężczyzn tych podzielono na 2 grupy, a oficer powiedział: sześciu ubijom, a sześciu zabirim.[40] Moment zbrodni opisał Władysław Wakuła: Tym sześciu mężczyznom oficer rozkazał uklęknąć i pożegnać się i do wszystkich nas obecnych powiedział: „za to, ze dawaliście bandzie żarcie, przetrzymywaliście bandę, wskazywaliście im drogi, tych sześciu zostanie skazanych na karę śmierci, a jeszcze jak raz się to powtórzy, to całą waszą wieś wybijemy i spalimy”. Po wypowiedzeniu tych słów naprzeciwko sześciu klęczących mężczyzn stanęło sześciu Niemców i na dany rozkaz oficera rozstrzelano ich. Strzelano w tył głowy. Po dokonaniu egzekucji obok leżących mężczyzn przeszedł wspomniany oficer i do każdego jeszcze wystrzelił w głowę z pistoletu.[41] Aleksander Kozłowski zeznawał, że jeden z brzegu zerwał się i począł uciekać. Został natychmiast zastrzelony po przebiegnięciu około 100 m. Pozostałych rozstrzelano, strzelając do nich z tyłu, z karabinów w odległości 20 m.[42] Ucieczki próbował Stefan Delmaczyński.

Zamordowano 4 Ukraińców (Antoni Steć – lat 30, Aleksander Grzesiuk – lat 40, Aleksander Gierega – lat 20, Józef Dmiterczuk – lat 40) i 2 Polaków (Stefan Delmaczyński – lat 25 i Stanisław Lis – lat 30). Przypadkową ofiarą stał się Stefan Delmaczyński, gdyż to jego brat Henryk znajdował się na niemieckiej liście egzekucyjnej. Na pomyłkę złożyło się te same nazwisko i duże podobieństwo. Zapewne na liście do egzekucji była Kazimiera Panasiuk z Józefina, ale ostrzeżona wcześniej wyjechała z dziećmi ze wsi[43]opowiada Regina Woźnica by później udać się na Zachód.

Zamordowanych pochowano w miejscu egzekucji. Jan Szaruga zeznawał, że w parę dni po egzekucji Stefan Delmaczyński został potajemnie pochowany na cmentarzu, po uprzednim zabraniu go ze wspólnej mogiły.[44] Na wiosnę zezwolono mieszkańcom wykopać pomordowanych i przenieść zwłoki na cmentarz. Ale już ręce i nogi odpadały - opowiada Regina Woźnica i dodaje: Wypasane tam bydło było zawsze niespokojne, wyło i ryło rogami.[45] Pomimo przeprowadzonej melioracji w miejscu tym zrobiło się zabagnione obniżenie gruntu. Gdy tych sześciu zabito nam rozkazano uciekać i nie oglądać się[46]opowiada Zdzisława Chudzik.

            Po dokonaniu egzekucji Niemcy polecili sołtysowi, aby zebrał wszystkie furmanki ze wsi, celem odwiezienia Niemców[47] – zeznawał Władysław Wakuła. Do zatrzymanych w Andrzejowie dołączono osoby z drugiej grupy, która uniknęła egzekucji – Henryka i Władysława Delmaczyńskich, Wiktora Hajdaczuka z bratem, Kalisza i Aleksandra Wójciaka. Pojechali wszyscy do Wereszczyna, w którym hitlerowska zbrodnia przyjęła największe rozmiary. Potem furmanów zabrano do Wólki Tarnowskiej, a stamtąd w Lasy Świerszczowskie, w których potyczkę z Niemcami stoczyli partyzanci radzieccy. Bojąc się wejść do lasu Niemcy kazali iść najpierw wszystkim furmanom. W lesie znaleziono spalony niemiecki czołg oraz ciała 6 Niemców i 2 Ukraińców. Z kolei sześciu zatrzymanych wywieziono do obozu na Majdanku, jedynie Aleksander Wójciak trafił z nich na przymusowe roboty do III Rzeszy. Wrócił do Zastawia dopiero po wojnie. Po tygodniowym pobycie Wiktora Hajdaczuka zastrzelono. Bo wyglądał przez okno[48] – zdradza powody zamordowania towarzysza obozowej niedoli Gabriel Trubaj z Wereszczyna

Okrutny los spotkał 10 mieszkańców narodowości żydowskiej. Najpierw kazano im się bić, później tańczyć, chcieli ich upodlić, a później zabili[49]powraca pamięcią Regina Woźnica. Mordu dokonano za stodołą Wakułów. Była jedna kilkuletnia Żydówka z matką, ja z nią do szkoły chodziłam. Niemiec podszedł do nich i zabił matkę, potem zaczął strzelać do niej. Ona skoczyła w jedną stronę, za drugim razem w drugą stronę. W końcu podszedł drugi Niemiec, złapał ją za rączkę i tamten strzelił jej prosto w głowę[50]wspomina o śmierci Pachulskich Krystyna Wołosiuk. Wmieszała się w nas Żydówka Hajka z córką Maszką. Wszyscy ją wyganiali, bo baliśmy się, że i nas zastrzelą[51] – powraca pamięcią Zdzisława Chudzik. Hajka przeżyła, ale cała się telepała, gdy na jej oczach zabijali jej dzieci. Gdyby krzyknęła, to ją też by zabili[52] – opowiada Regina Woźnica. Wśród zamordowanych byli Josek Lejbus z córkami Surą i Ruchlą, Chaim Mager z 4 dzieci oraz Sura Pachulska z córką Estrą z Wereszczyna. Żona Chaima zginęła w Wereszczynie. Ciała zakopano za stodołą Władysława Wakuły i znajdują się tam do dnia dzisiejszego. Wykopanie dołu i pogrzebanie zamordowanych polecono zatrzymanym wcześniej mieszkańcom Andrzejowa. W miejscu pochówku działy się przez długi czas dziwne, niewytłumaczalne zjawiska. Edzio Protas kiedyś chodził i widział tam króliki. Chciał złapać i poszedł do wujaszka, by mu pomógł, ale on powiedział, że też widział, ale nie ma co ich łapać, bo mają dusze zamordowanych Żydów[53] – opowiada Regina Woźnica, której wtórują inni starsi mieszkańcy. W trakcie egzekucji we wsi znaleziono żydowskiego mężczyznę z dzieckiem. Zastrzelono go za domem, gdzie wcześniej pobito 8 mężczyzn. Przed śmiercią musiał sam wykopać sobie grób.

            Ocalałe Hajka Lejbus (Rychter) z Maszką ukryły się u Klepackich. U nas w stodole się schowała. Matka jej przez kilka nocy przynosiła jedzenie, ale później poprosiła, aby się stąd wyprowadziła, bo gdyby Niemcy się dowiedzieli, całą by rodzinę naszą wymordowali. Dała jej kawałek chleba, słoniny i ona poszła[54]wspomina Krystyna Wołosiuk. Niestety jej żywot nie był długi. Zdając sobie sprawę, jakim niebezpieczeństwem obarcza mieszkańców Zastawia, jak też zachowanie samych mieszkańców, którzy bali się pomagać, spowodowało, że sama poprosiła o przetransportowanie do getta włodawskiego.

Eksterminacji, ale już w Wereszczynie, uniknął Elek Grynszpan. Uciekł spod samej studni, w której mordowano Żydów, i szybkim biegiem udał się w kierunki swojej miejscowości. W pościgu za nim brał udział nawet samolot niemiecki. Samolot kołami go doganiał. Strzelali do niego z ziemi i z powietrza, ale udało się mu schować w trzcinie pod jednym grzybieniem w jeziorze. Tam wszystko przeczekał i dopiero wieczorem wyszedł[55]relacjonuje Regina Woźnica. Tadeusz Garach opowiadał, że został ranny, ale rowami uciekł ze wsi na Łysochę. Wtedy przestali za nimi gonić.[56] Henryk Zabłuda dodaje, że błąkał się on kilka dni, ale później poszedł do Wytyczna i tam oddał się Niemcom. Wtedy słuch o nim zaginął.[57] Elek trafił ostatecznie do Trembowli, w której został zgładzony. Instytut Yad Vashem ustalił ponadto miejsce śmierci innych Żydów mieszkających przed wojną na Zastawiu. Sara Mendel i Yoel Schiffer zginęli również w 1942 roku, ale w Transnistrze na Ukrainie,

            Po tym wydarzeniu okupanci jeszcze kilkakrotnie odwiedzali wieś i okoliczne lasy celem wychwycenia partyzantów, a przede wszystkim ocalałych w 1942 roku Żydów. W wyniku donosu w dniu 21 września 1943 roku funkcjonariusze niemieccy wraz „granatowymi” policjantami z placówki w Urszulinie aresztowali Zygmunta Antoniuka, członka Armii Krajowej (AK), ukrywającego się w domu Szarugów. Osadzony w areszcie przebywał tylko kilka dni, gdyż jego koledzy z podziemia przeprowadzili udaną akcję rozbicia posterunku, w efekcie czego uwolniono Antoniuka i 6 osadzonych więźniów. Akcja była udana, gdyż jej przeprowadzenie ułatwili sami funkcjonariusze „granatowej”, z których przynajmniej trzech było zaprzysiężonych w AK. Uczestnik akcji Henryk Kozłowski z placówki AK w Urszulinie wspominał po latach, jak wszyscy partyzanci i policjanci pozorowali walkę, strzelając w powietrze. Natomiast następnego dnia jeden z funkcjonariuszy policji oddał w ręce Kozłowskiego magazynek broni zgubiony przez jednego z partyzantów. 

 

  1. Zastawie w Polsce Ludowej

Na przełomie 1944 i 1995 roku wywieziono do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) większość mieszkańców ukraińskich, jak też osoby z rodzin mieszanych. Jeszcze w 1943 roku na Zastawiu mieszkało 243 mieszkańców, a w marcu 1945 roku 226 osób. Byli to w większości Polacy (133 osoby w 38 rodzinach), ale licznie także Ukraińcy (96 osób w 30 rodzinach). W tym czasie Polskę opuściło 88 z nich, według stanu z 1947 roku we wsi pozostała tylko rodzina Konstantego i Heleny Wójciaków z 2 synami oraz Zofia Kalisz. Płakali bardzo, nie chcieli wyjeżdżać. Ale musieli, dali im dwa dni[58] – wspomina Regina Woźnica. Stanisław i Zdzisława Chudzikowie dodali, że ludzi we Włodawie pakowano do jednych wagonów, a dobytek i zwierzęta do drugich. Na Ukrainie wysadzono ich samych, a wszystko zabrali, nic tam nie mieli, musieli w kołchozach żyć.[59]

Pozostawione przez Ukraińców chałupy w części zostały zasiedlone, a pozostałe majątki upaństwowiono orzeczeniem Prezydium Powiatowej Rady Narodowej (PRN) we Włodawie z 1955 roku. Państwo przejęło wszelkie mienie (…) wraz z zabudowaniami, drzewostanem, inwentarzem żywym i martwym, po osobach przesiedlonych do ZSRR, (…) ze wszelkimi prawami i przynależnościami.[60] Łącznie państwo objęło na własność 103 ha. Po wyjeździe Ukraińców w Zastawiu zamieszkało 9 rodzin repatriantów zza Buga (np. rodzina Aleksandra Gajosa osiedliła się w domu Mikołaja Wójciaka, Franciszka Czecha po Janie Janickim, Władysława Harcaja po Jerzym Szulaku, Bronisław Czech po Katarzynie Koścież, Karolina Szyjka po Marii Kalisz, Teofil Łajewski po Józefie Wójciaku), pozostałe zajęli okoliczni mieszkańcy. Zza Buga do Zastawia sprowadził się także Władysław Staśkiewicz. Wraz z kompletnymi rodzinami zza Buga przybyło wiele sierot. Jeszcze w 1951 roku Jasiński na sesji Gminnej Rady Narodowej (GRN) apelował do władz gminnych: W gromadzie są sieroty, które nie mają metryk, nie mają skąd wyrobić przez sąd, oni są zza Buga.[61] Niektóre gospodarstwa powierzono polskim sąsiadom, chociażby rodzinie Garachów przyznano grunty i zabudowania po Janie i Józefie Kościukach. Również udziały jeziora po Dmowskich i Kukawskich przejęło państwo, a z udziałów nabytych po części Wojtkowskiego utworzono wspólnotę. Po wojnie wszyscy zapomnieli o tych udziałach w jeziorze. Jak prowadzili komasację to próbowałem się dowiedzieć, jak odzyskać udziały po dziadkach (tj. Romanie Panasiuku i Ludwiku Parulskim), ale to było tak skomplikowane, że koszty sądowe przewyższyłyby wartość odzyskanej części[62] – wspomina Jan Panasiuk.

Przesiedleniom towarzyszyły grabieże na masową skalę, dokonywane przez polskie bandy. Jeden z przykładów polskiego bandytyzmu pojawia się listopadowym (1944 roku) raporcie wereszczyńskiego popa Arseniego Myszkowskiego, pisanego do włodawskiego dziekana. Wśród miejsc aktów bandytyzmu wymienił Zastawie pisząc, że w nocy z 18 na 19 XI banda polskich złodziejów ograbiła we wsi Zastawie 10 gospodarzy i zabrali całą odzież, obuwie i mąkę.[63] Ale i działalność rabunkowa ukraińskich band była w okolicy powszechna. Przed wojną jeździli z Zastawia do naszych lasów i zawsze mówili: „dzień dobry”, a podczas wojny jeździli po okolicy i rabowali[64] wspomina ukraińskich sąsiadów Helena Lisiecka. Zdzisława Chudzik dodaje, jak często z Andrzejowa przychodzili Ukraińcy do kulawego Gieregi i się zmawiali, że będą Polaków mordować, ale nikt nikogo nie zabił.[65] Zdarzały się również sytuacje, że to sami Polacy rabowali rodaków, podszywając się pod Ukraińców. Przychodzili w nocy wysmarowani sadzą i łupili gospodarzy z wszelkich kosztowności. Nawet dobrze po rusku nie mówili. A następnego dnia te same osoby mówiły do siebie „dzień dobry”, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Gdy tylko ktoś na wsi sprzedał zboże lub świniaka, to już tej samej nocy pojawiali się bandyci. I często wiedzieli nawet, gdzie ukryta jest gotówka[66] – wspominali Zofia i Jan Szarugowie. Takie wzajemne akcje przyśpieszyły przesiedlenia.

Grabieże nie ustały po wyjeździe Ukraińców. Dopuszczali się ich mieszkańcy okolicznych wsi, ale zdarzało się, że również i z samego Zastawia. Niby partyzantka, ale w większości to złodzieje byli. Kto miał broń, to rabował. Zbierali się, wsiadali na furę i jeździli po okolicy. A to świnię wyciągnęli, a to krowę, a to zboże. Tak było, jeden drugiego rabował. Ojca mojego 7 razy obrabowali, Romana Panasiuka też. Zabierali co było, konie, wóz, świnie, zboże. Znało się wszystkich, ale co można było zrobić?[67]wspomina Maria Szaruga. Rabowano wszystko, co dało się sprzedać, przede wszystkim żywność i zwierzęta gospodarskie. W domu Jana Szarugi, czy też nowo-osiadłego Romana Panasiuka, takie grabieże zdarzały się kilka razy w roku. Z drugiej strony funkcjonariusze Powiatowego Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) we Włodawie represjonowali wszystkich, co mieli jakiekolwiek kontakty z partyzantami. Inwigilowali chociażby zamieszkałego we wsi bratanka Zygmunta Łoponga ps. „Kominiarz”, „Wiarus”, członka oddziału partyzanckiego Wolność i Niezawisłość (WiN) Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, który brał udział w mordzie puchaczowskim.

Z jednej strony grasowały bandy, z drugiej represje stosowała władza, zwłaszcza wobec byłych członków i zwolenników prolondyńskiego podziemia. Do obozów w ZSRR wywieziono Adama Wakułę, Władysława Kunacha, Wilhelma Pfejfera i Czesława Klepackiego. Pamiętam te chwile, gdyż zostali najpierw zamknięci w jakiejś stodole w Wytycznie. Klepacka poprosiła mojego ojca, by ich stamtąd wybronił, ale nic nie dało, zagrozili, że jak się będzie kręcił, to jeszcze jego zamkną[68]wspomina Regina Woźnica. Czesław Klepacki i Adam Wakuła powrócili po kilku latach, o Władysławie Kunachu nikt już nie słyszał.

Pierwszym powojennym przedstawicielem gromady w Gminnej Radzie Narodowej (GRN) Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie został Franciszek Szaruga. W 1949 roku do GRN wybrano z poparcia Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) Stanisława Jasińskiego. Od kwietnia 1950 roku wieś w radzie reprezentował Antoni Mendel, lecz w kolejnym roku zastąpili go Aleksander Gajos i Anna Kowalczyk. Po kilku miesiącach przedstawicielem gromady w radzie byli już Jan Szurga i Aleksander Gajos. Ich, do czasu likwidacji GRN w 1954 roku, zastąpił Czesław Klepacki. Sołtysami w tym czasie byli Henryk Sidoruk, a po nim Stanisław Jasiński. Sidoruk od 1954 roku reprezentował wieś w nowoutworzonej Gromadzkiej RN w Wereszczynie. W 1958 roku oprócz niego do rady wybrano także Aleksandra Gajosa.

Pierwszym latom towarzyszyły nie tylko powszechne grabieże i represje władz komunistycznych, ale także bardzo duże obciążenia finansowe wobec indywidualnego rolnictwa. W 1951 roku wprowadzono obowiązek przymusowego skupu zbóż, ziemniaków i zwierząt rzeźnych, jak również świadczeń w naturze na niektóre cele publiczne. Wymiar obciążeń poznajemy dzięki zachowanej dokumentacji rodziny Garachów. Z 9 ha Leokadia Garach zobowiązana była do przymusowej sprzedaży 22 kg żywca, z 2,5 ha uprawy ziemniaków należało odstawić 950 kg, a z 4,5 uprawy zboża 532 kg. Obowiązkowej sprzedaży podlegało także mleko. W pierwszym roku w Zastawiu planu skupu zrealizowano jedynie w 73%. Realizacji planu utrudniał brak podstawowych przedmiotów i narzędzi do produkcji rolnej. Nie lepiej było w latach kolejnych, w 1953 roku wykonanie planu obowiązkowych dostaw było w Zastawiu na jednym z niższych w gminie poziomie. Bardzo wysokimi grzywnami ukarano wówczas Jana Szarugę, Władysława Wakułę i Romana Panasiuka. Nałożona na Panasiuka grzywna 2.500 zł była najwyższa w całej gminie. 

Oprócz przymusowych dostaw gospodarzy obciążono wysokim podatkiem gruntowym, zmuszano do pracy w państwowych gospodarstwach rolnych lub do kontraktacji narzuconych roślin. W 1950 roku rozpoczęto namawiać mieszkańców do kontraktacji lnu. Choć zawieranie umów było dobrowolne, to na sesji GRN w marcu 1951 roku Jasiński powiedział o przebiegu rozmów z przedstawicielami władzy w tej sprawie: Delegaci z województwa, którzy byli w 1950 roku bardzo źle się odnieśli do ludzi, straszyli, że będą do więzienia zamykać. Ludzie bojąc się kontraktowali, a później nie chcieli ich należycie załatwić.[69]   

Z powodu powszechnie panującej biedy wielu wyjechało z Zastawia na ziemie zachodnie, a nawet za granicę. Kilka lat po wojnie władze powiatowe zorganizowały dla ochotników wyjazd na roboty rolne do Czechosłowacji. Z takiej oferty skorzystał Stanisław Chudzik, jednak po niespełna roku powrócił. W wyniku zarobkowej emigracji, a przede wszystkim masowych przesiedleń znacznie zmniejszył się poziom zaludnienia, gdyż do kwietnia 1947 roku w Zastawiu mieszkało już 155 osób. Nie wiadomo czy spis objął rodzinę Karoliny i Romana Panasiuków, którzy w tym samym roku do swoich gruntów po Wojtkowskim zakupili gospodarstwo po Szulaku i z dziećmi w nim zamieszkali. Na przestrzeni kilkunastu lat gospodarstwo powiększono o grunty zwane „kukawszczyzną”. Rodzina Panasiuków żyła w trudnych warunkach, zwłaszcza, że w 1949 roku na 3 lata przyjęli pogorzelców, czyli sąsiadów Chudzików. Pożar chyba wybuchł od szopy z torfem. Chudzikom wszystko się spaliło, zapalił się także dom Kuźmiczów. Blisko drogi znajdowała się nasza szopa, a jakby ona się zapaliła, to spłonąłby i dom. Na strzechę sypaliśmy ziemię. Tata mnie wsadził na wyszki i polewałam strzechę wodą, którą mi podawali – opowiada Krystyna Szadkowska i dodaje: Kuźmicze zamieszkali w stodole, ale szybko wprowadzili się do odbudowanego domu. A Chudziki mieszkali u nas 3 lata. U nas dzieci było dużo, od nich kilku chłopaków było, a tylko jedną kuchnię mieliśmy.[70]

Podczas aktualizacji w 1952 roku podziału administracyjnego województwa Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie utworzyło gromadę Zastawie, do której włączono kolonię Józefin. Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych od strony Urszulina zamieszkiwali kolejno:

- nr 1 – Maria i Antoni Dziurdziowie;

- nr 2 – Stanisława Marciniak z Marią i Józefem Szawułami oraz z dziećmi Janem i Mieczysławą;

- nr 3 – Jan, Eugenia i Edward Protasowie z synami Jerzym i Zbigniewem;

- nr 4 – Tadeusz i Henryka Garachowie,

- nr 5 – Józef Kuźmicz z Reginą i Zdzisławem Woźnicami;

- nr 6 – Jan i Maria Chudzikowie ze Stanisławem Aftyką;

- nr 7 – Karolina i Roman Panasiukowie z dziećmi Kazimierzem, Krystyną, Janem, Janiną, Lucyną i Dorotą;

- nr 8 – Józef Wiak, a następnie Henryk i Jadwiga Kunachowie;

- nr 9 – rodzeństwo Władysław, Kazimiera i Janina Delmaczyńscy;

- nr 10 – Eugenia i Jan Szyjkowie z synem Piotrem;

- nr 11 – Stefania z Tadeuszem i Danutą Kunachami;

- nr 12 – Mieczysław Bekiesza z synami Pawłem, Władysławem i Teresą, a następnie Józefa i Zdzisław Mendlowie z synem Stanisławem;

- nr 13 – Maria i Jan Szarugowie z Zofią i Janem;

- nr 14 – Małgorzata Mendel z Wandą i Feliksem Zielińskimi;

- nr 15 – Zofia i Czesław Klepaccy;

- nr 16 – Lucyna i Adam Wakuły z Bronisławem oraz z Marią i Stanisławem Marcyniukami;

- nr 17 – Józefa i Jan Wakułowie z synem Pawłem;

- nr 18 – Stanisław Bajuk z córką Pauliną i wnukami Zdzisławą i Stanisławem Lisami;

- nr 19 – Hanna i Władysław Wakułowie z synem Władysławem;

- nr 20 – Czesława i Jan Skibiccy z synem Stanisławem;

- nr 21 – Antoni Mendel z żoną i córką Leokadią;

- nr 22 – Maria i Jan Przychoccy;

- nr 23 – Halina i Stefan Kwiatkowscy;

- nr 24 – Maria i Aleksander Gajosowie z dziećmi Krystyną, Wiesławą, Marianem, Lucyną i Zbigniewem;

- nr 25 – Helena i Aleksander Wójciakowie z dziećmi.

W przysiółku Józefin zamieszkiwali:

- nr 26 – Zdzisława i Stanisław Chudzikowie;

- nr 27 – Hanna Kowalczyk i Władysław Woźnica;

- nr 28 – Maria i Danuta Jungowie;

- nr 29 – Kazimiera i Jan Krukowie;

- nr 30 – Antoni Jasiński z synem Hipolitem;

- nr 31 – Helena i Stanisław Wakułowie z synem Tadeuszem;

- nr 32 – Bolesław Leszczyński;

- nr 33 – Maria i Franciszek Szarugowie;

- nr 34 – Filip Sidoruk z synami Henryk i Wincentym i Stanisławem;

- nr 35 – Roman Leszczyński z córkami Henryką i Janiną;

- nr 36 – Wilhelm Pfejfer z dziećmi (wyprowadzili się w latach siedemdziesiątych).

Pomiędzy Józefinem a Sękowem mieszkali ponadto Lucjan Łopong i Stanisław Borowski.

            Wielu mieszkańców nie żyje, ale do dnia dzisiejszego w pamięci żyjących sąsiadów pozostały po nich wspomnienia. Jedno z najciekawszych o Filipie Sidoruku i Romanie Leszczyńskim opowiada Jan Panasiuk: Filip był ślepy, a Roman sparaliżowany, a w dodatku również ślepy na jedno oko. Pewnego razu z lasu państwowego ktoś wywiózł trochę drzewa i podejrzewani sprawcy zostali nawet ustaleni, ale ci, jako winnych kradzieży, wskazali Filipa i Romana. Zostali wezwani na przesłuchanie do urzędu, które znajdowało się na pierwszym piętrze. Aby się tam dostać ślepy Filip wziął „na barana” sparaliżowanego Romana i tak przy jednym sprawnym oku dostali się na piętro na przesłuchanie.[71] Ich niepełnosprawność oczywiście wykluczyła z listy osób podejrzanych o kradzież.

W przeciwieństwie do okolicznych miejscowości wieś Zastawie, długo po wojnie, zachowało swój tradycyjny charakter. Na trwałe w zastawski krajobraz wpisał się las sosnowy przy wyjeździe od strony Urszulina, zasadzony w 1958 roku. Zmniejszało się w dalszym ciągu poziom zaludnienie, gdyż na mapie topograficznej z 1965 roku oznaczono tylko 37 zabudowań, czyli prawie o 20 mniej niż przed wojną. Zamieszkiwało je 139 osób. Wyjechała chociażby niemiecka rodzina Pfejferów, gospodarująca na bubnowskich bagnach. Nie wyjechał po wojnie, bo komunistą był. Trudno się z nim żyło, ciągle się skarżył, sądził, nie był sąsiedzki[72] – wspominali sąsiada Zdzisława i Stanisław Chudzikowie. W kolejnych latach liczba gospodarstwa spadła o jeszcze kolejne pięć, a w połowie lat osiemdziesiątych we wsi zamieszkiwało już około 120 osób. Na zmniejszenie się liczby ludności wpływ miał przede wszystkim brak dojazdu, gdyż do dnia dzisiejszego wieś nie posiada drogi o utwardzonej nawierzchni.

W okresie Polski Ludowej przeprowadzono jedynie elektryfikację, mieszkańcom nie udało się natomiast wywalczenie budowy drogi Urszulin-Wereszczyn-Wielkopole przez wieś Zastawie. Wspólne zebranie w tej sprawie mieszkańców Zastawia, Sękowa, Wereszczyna, Przymiarek i Wielkopola odbyło się wiosną 1966 roku. Pomimo przychylności mieszkańców Zastawia i Sękowa, jak i obecnych na spotkaniu władz powiatowych, w głosowaniu wygrała druga koncepcja, omijająca Zastawie. Choć w tym samym roku do wykazu dróg publicznych w województwie wpisano drogę Urszulin-Wólka Tarnowska przebiegającą przez Zastawie, to jednak inwestycja przebiegała według planu omijającego wieś. Gdy inwestycja doszła do kapliczki w Starym Andrzejowie mieszkańcy Zastawia i Sękowa ponownie podjęli próbę zmiany przebiegu drogi. Na zebraniu w domu Karoliny Panasiuk, z udziałem Przewodniczącego PRN Leona Mazurkiewicza, postanowili, aby każdy wziął kredyt w wysokości 2.000 zł. z przeznaczeniem na budowę drogi. Wobec oporu mieszkańców pozostałych wsi projekt nie został zmieniony. Zawinili również sami mieszkańcy, gdyż w Sękowie wpłatę zadeklarowali prawie wszyscy, a u nas reakcja była znikoma. Przeszkodą był także brak regulacji geodezyjnej drogi od wereszczyńskiego dworu do Wielkopola. Okazało się, że droga ta na mapach geodezyjnych w ogóle nie istnieje. Dużo dały wpływy Gawlińskiego, który optował za drogą przez środek wsi[73] – opowiada Jan Panasiuk.

Według planów inwestycyjnych Powiatu Włodawskiego z 1973 roku drogę od lasku przez Zastawię i Wereszczyn do Wielkopola miano zrealizować w latach osiemdziesiątych. Niestety, inwestycji nie wykonano. Dzięki kontaktom Jana Panasiuka Wojewódzka Komisja Czynów Społecznych w Chełmie przyznała w 1989 roku pewną kwotę pieniędzy na zakup cementu. Same kupno, a przede wszystkim przygotowanie drogi i wylanie na nią gotowego cementu należało już do mieszkańców. W 1990 roku sołectwo otrzymało kolejne pieniądze, co pozwoliło na wylanie cementem kolejnego odcinka. Ostatnie pieniądze mieszkańcy otrzymali w roku następnym, w sumie wieś w czynie społecznym utwardziła odcinek blisko kilometrowy. Nie wszyscy w równym stopniu brali udział w wykonywanych pracach, a byli też tacy, którzy nie czekając na wyschnięcie cementu ruszyli sprzętem rolniczym na nową drogę, pozostawiając na niej tym samym trwałe ślady. W tym samym czasie prowadzona była melioracja zastawki użytków zielonych. Baza melioracyjna urządzona została w gospodarstwie Jana Panasiuka.

We wsi przez dłuższy okres funkcjonował spółdzielczy kiosk spożywczy. Było to jedyne miejsce użytku publicznego we wsi. Wielkim wydarzeniem były przyjazdy samochodów ciężarowych, często z zagranicy, po odbiór owoców do sadu Jana Panasiuka. Aby taki samochód mógł zrobić nawrót, potrzeba było niejednokrotnie pomocy kilkunastu osób i traktorów, a taka akcja trwała raz aż 3 dni. Jan Panasiuk był nie tylko największym gospodarzem we wsi, ale pełnił również wiele prestiżowych funkcji w życiu publicznym. Był wieloletnim prezesem gminnych struktur Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (ZSL), delegatem 3 kadencji do Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie (w latach 1976-1988), jak też delegatem do Powiatowej Rady Narodowej we Włodawie do czasu zlikwidowania struktur powiatowych w 1975 roku. W GRN w okresie tym wieś reprezentował natomiast Aleksander Gajos, którego wybrano w 1978 i 1984 roku.

Głównym miejscem spotkań mieszkańców i plotkowania był znajdujący się przy krzyżu i skrzyżowaniu dróg niewielki murowany sklep Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Wcześniej sklep znajdował się w domu Kuźmiczów. Inne miejsce spotkań stanowił duży drewniany most na rzece Włodawka. Przy moście stała jeszcze niedawno drewniana kuźnia, która często służyła za miejsce do nocnych zabaw. Można powiedzieć, iż życie na Zastawiu determinowała w znacznej mierze przepływająca rzeka. Aż do wykonania melioracji w latach dziewięćdziesiątych Włodawka co roku wylewała na okoliczne łąki, tworząc wielki akwen wodny. Wszyscy mieszkańcy wówczas wybierali się na łodzie celem połowu ryb, zwłaszcza szczupaków. Latem zaś przy moście było większe kąpielisko, na którym można było zażyć trochę orzeźwienia. Jeszcze do lat dziewięćdziesiątych powszechnym było pranie ubrań za pomocą tarek. Wieś tętniła życiem przede wszystkim latem i wiosną, na zimę zamierała. Niejednokrotnie śnieżyce odcinały mieszkańców od okolicznych wsi, również i wczesną wiosną drogi były w takim stanie, że przebyć je można było tylko na koniu. Taka sytuacja powodowała, iż mieszkańcy zimą musieli być samowystarczalni. W okresie tym prawie każdy gospodarz bił świniaka i wyrabiał wędliny, gospodynie zaś trudniły się wypiekaniem chleba, wyrabianiem masła, makaronów i innych produktów spożywczych.

 

  1. Zastawie współczesne

Przez kolejne dziesięciolecia liczba zaludnienia Zastawia spadła o połowę, gdyż na początku milenium zamieszkiwało 65 osób. Według danych z 2007 roku w 24 gospodarstwach zameldowanych było już 79 osób, a w ostatnim dniu 2009 roku 86 osób. Wzrosła w tym czasie powierzchni sołectwa, gdyż w listopadzie 2008 roku Rada Gminy Urszulin podjęła uchwałę o zmianie granicy pomiędzy sołectwem Zastawie i Wereszczyn. Do Zastawia przyłączono kilkadziesiąt hektarów tak zwanej Wojtkowszczyzny i Kukawszczyzny, a więc dawnych gruntów dworskich, znajdujących się na południowy-wschód od głównej drogi. Pomimo, iż grunty te znajdowały się dotychczas w Wereszczynie, to faktycznie uznawane były już od kilkudziesięciu lat za integralną część Zastawia.

Powiększenie granic miało związek z programem scaleń grunt, którego realizację rozpoczął Powiat Włodawski. Decyzja o wyborze Zastawia zapadła dzięki staraniom Członka Zarządu Powiatu Włodawskiego Adam Panasiuk. Po korekcie granic, zmianie numeracji, podziałach i łączeniu działek, jak również podziału gruntów wspólnotowych, rozpoczęto program zagospodarowania poscaleniowego. W listopadzie 2012 roku w ramach tych prac wybudowano drogę asfaltową od zastawskiego lasku do dawnego Józefina. Ponadto wybudowano krótki odcinek od kapliczki w stronę Wereszczyna. Drogi gruntowe utwardzono piachem i kamieniem oraz płytami, które ułożone były wcześniej przez wieś. Poza drogami poprawiono urządzenia melioracyjne – pogłębiono rowy odwadniające i założono nowe przepusty. Zadbano również o miejsce kultu religijnego – przed kapliczką przy skrzyżowaniu wyłożono kostkę brukową. W 2012 roku powstała również infrastruktura wypoczynkowa nad jeziorem – molo pływające. Powstała w ramach projektu gminnego „Po pracy Polesie”.

Choć Zastawie jest jedną z najmniejszych miejscowości w gminie, to mieszkańcy aktywnie uczestniczą w życiu społecznym. Jan Panasiuk, choć już jako mieszkaniec Urszulina, pełnił funkcje również w administracji samorządowej demokratycznej Polski. W 1998 i 2002 roku mieszkańcy gminy dwukrotnie wybrali go na radnego Rady Powiatu we Włodawie. W 2006 roku na radnego Rady Gminy w Urszulinie mieszkańcy wybrali Dariusza Kunacha, który w poprzednich wyborach samorządowych przegrał w drodze losowania. Funkcję sołtysa pełni Jan Szaruga.

We wsi z upływem lat coraz więcej jest domów murowanych, budowanych w miejsce drewnianych chat. Wyludnieniu ulega przede wszystkim część józefińska, w której znajduje się kilka opuszczonych zabudowań. Łąki wokół jeziora nazywane są Stawem, a zakrzaczenia od strony północno-wschodniej Sosnowem.

W gospodarstwie Kruków znajduje się najstarsza chata, wybudowana przed II wojną światową przez Ukraińca Gieregę. W 2011 roku w miejscu ponad stuletniego krzyża wierni rzymskokatoliccy wybudowali murowaną kapliczkę.

 

 

Źródła i literatura:

·         „Tygodnik Chełmski”, Chełm, nr 33 z 1989 roku, www.cyfrowa.chbp.chelm.pl;

  • Akta Gminy Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie (nr zespołu 74/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Barsukow E., Artilerjia ruskoj armii (1900-1917), ZSRR 1949, www.militera.lib.ru;
  • Carte von West-Gallizien In den Jahren von 1801 bis 1804, Anton Mayer von Heldensfeld, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;

·         Cichor Dariusz, Spis miejscowości należących do parafii dekanatu włodawskiego około 1880 r., [w:] „Zeszyty Muzealne”, t. X, Włodawa 2000;

  • Chełmski Konsystorz Greckokatolicki (nr zespołu 95/0), Archiwum Państwowe w Lublinie, www.szukajwarchiwach.pl;
  • Dokumenty w zbiorach Bogusława Garach z Zastawia;
  • Dokumenty w zbiorach własnych autora;
  • Dokumenty w zbiorach Zarządu Miejsko-Gminnego Polskiego Stronnictwa ludowego we Włodawie;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie, nr 1 z 1978 roku, nr 1 z 1984 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, nr 3 z 1953 roku, nr 1 i 4 z 1955 roku, nr 4 z 1958 roku, nr 14 z 1966 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Giemza Zbigniew, Czary, zmory i upiory, czyli czego się bali ludzie na Polesiu;
  • Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin, [w:] „Liderzy Polesia”, Cyców, nr 3 z 2007 roku;
  • Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;
  • Górzyński Sławomir i Chłapowski Krzysztof (wstęp i przypisy), „Regestr Diecezjów” Franciszka Czaykowskiego, czyli Właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784, Warszawa 2006;
  • Hipoteka Dóbr Wereszczyn (sygn. 688-698), Hipoteka we Włodawie (nr zespołu 118/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Kołacz Małgorzata, Tarasiuk Dariusz, Dzieje Gminy Sosnowica. Analiza potencjału historycznego, Sosnowica 2007;
  • Kołodziejak Emilia, Mniejszość niemiecka na terenie Gminy Wierzbica, [w:] „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie””, Cyców, nr 5 z 2011 roku;
  • Kończal Małgorzata, Konwersje 1905-1957 w Wereszczynie, Lublin 2008;
  • Kronika szkolna Szkoły Podstawowej w Wereszczynie;
  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 2 z 1936 roku, http://cyfrowa.chbp.chelm.pl;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, t. IV – Województwo Lubelskie, Warszawa 1923;
  • Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na Ziemiach Polskich w latach 1939-1945, oprac.: Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce Instytutu Pamięci Narodowej, Warszawa 1986;
  • Starostwo Powiatowe we Włodawie (nr zespołu 6/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Sulimierski Filip, Chlebowski Bronisław, Walewski Władysław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 14, Warszawa 1880-1902, http://dir.icm.edu.pl;
  • Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, Warszawa 1827, www.wbc.poznan.pl;
  • Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;
  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911-1915;
  • Urząd Wojewódzki Lubelski (nr zespołu 403/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wójcikowski Włodzimierz, Polesia czar. Knieje i mszary, miasta i wioski, Lublin 2006;
  • Wspomnienia mieszkańców: Jan Szaruga z Zastawia, Zofia Szaruga (z domu Kuźmicz) z Zastawia, Regina Woźnica (z domu Kuźmicz) z Zastawia, Zofia Brzezina (z domu Parulska) z Babska, Jan Panasiuk z Urszulina, Tadeusz Garach z Zastawia, Kazimierz Panasiuk z Urszulina, Maria Szaruga (z domu Neron) z Włodawy, Krystyna Wołosiuk (z domu Klepacka) z Wereszczyna, Halina Lisiecka (z domu Jasińska) z Sękowa, Ewelina Pietrzak z Warszawy, Stanisław Chudzik z Zastawia, Zdzisława Chudzik (z domu Łopong) z Zastawia, Gabriel Trubaj z Andrzejowa, Henryk Zabłuda z Andrzejowa, Kazimiera Kruk (z domu Misińska) z Zastawia, Janina Kędzierska (z domu Aftyka) z Andrzejowa, Krystyna Szadkowska (z domu Panasiuk) z Urszulina, Irena Olszewska (z domu Wójcik) z Garbatówki, Janina Borys (z domu Zuzaniuk) z Chełma;
  • www.nadbuhom.free.ngo.pl;

·         www.yadvashem.org;

  • Zbrodnie popełnione przez Niemców na osobach narodowości polskiej i żydowskiej w m. Andrzejów, Zastawie i Wereszczyn, pow. Włodawa w V 1942 r. (Ds. 122/67), Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin.


[1] Anton Friedrich Busching (red.), Magazin fur die neue Historie und Geographie Angelegt, volume 22.

[2] Mappa szczegulna Woiewodztwa Lubelskiego zrządzona przez Karola de Pertheesa w 1786 roku, Zakład Zbiorów Kartograficznych Biblioteki Narodowej w Warszawie.

[3] Sławomir Górzyński i Krzysztof Chłapowski (wstęp i przypisy), „Regestr Diecezjów” Franciszka Czaykowskiego, czyli Właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784.

[4] Carte von West-Gallizien In den Jahren von 1801 bis 1804, Anton Mayer von Heldensfeld.

[5] Topograficzna Karta Królestwa Polskiego.

[6] Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji.

[7] Relacja z 13 października 2012 roku. W zbiorach własnych.

[8] Hipoteka Dóbr Wereszczyn (sygn. 688-698), Hipoteka we Włodawie (nr zespołu 118/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

[9] Tamże.

[10] Sprawy dotyczące tworzenia i rozmieszczenia parafii prawosławnych na terenie powiatu włodawskiego (sygn. 655), Urząd Wojewódzki Lubelski. Wydział Polityczno-Społeczny (nr zespołu 403/0/2). Archiwum Państwowe w Lublinie.

[11] Emilia Kołodziejak, Mniejszość niemiecka na terenie Gminy Wierzbica, [w:] „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie””, nr 5 z 2011 roku, s. 9.

[12] Relacja z 13 października 2012 roku. W zbiorach własnych.

[13] Relacja z 3 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

[14] Likwidacja mienia opuszczonego – gm. Wola Wereszczyńska, pow. Włodawa (sygn. 529-530), Urząd Wojewódzki Lubelski. Wydział Ogólny (nr zespołu 403/0/1). Archiwum Państwowe w Lublinie.

[15] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[16] Sprawy dotyczące tworzenia i rozmieszczenia parafii, op. cit.

[17] Statystyka gmin wyznaniowych żydowskich – powiat włodawski (sygn. 728), Urząd Wojewódzki Lubelski. Wydział Polityczno-Społeczny (nr zespołu 403/0/2). Archiwum Państwowe w Lublinie.

[18] Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 2 z 1936 roku, s. 16.

[19] Relacja z 16 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[20] Relacja z 16 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[21] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[22] Relacja z 28 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

[23] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[24] Relacja z 3 sierpnia 2007 roku. W zbiorach własnych.

[25] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[26] Relacja z 28 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

[27] Relacja z 18 lipca 2012 roku. W zbiorach własnych.

[28] Dokument w zbiorach własnych.

[29] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[30] Relacja z 16 kwietnia 2009 roku. W zbiorach własnych.

[31] Relacja z 17 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

[32] Protokół przesłuchania z 13 grudnia 1969 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 122/67).

[33] Protokół przesłuchania z 8 grudnia 1969 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 395/67).

[34] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[35] Protokół przesłuchania z 8 grudnia 1969 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 395/67).

[36] Protokół przesłuchania z 13 grudnia 1969 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 395/67).

[37] Protokół przesłuchania z 25 maja 1966 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 122/67).

[38] Protokół przesłuchania z 9 września 1969 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 122/67).

[39] Protokół przesłuchania z 8 grudnia 1969 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 395/67).

[40] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[41] Protokół przesłuchania z 8 grudnia 1969 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 395/67).

[42] Protokół przesłuchania z 25 maja 1966 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 122/67).

[43] Relacja z 16 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[44] Protokół przesłuchania z 24 stycznia 1968 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 395/67).

[45] Relacja z 16 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[46] Relacja z 22 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[47] Protokół przesłuchania z 8 grudnia 1969 roku. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (DS 395/67).

[48] Relacja z 8 marca 2008 roku. W zbiorach własnych.

[49] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[50] Relacja z 25 sierpnia 2009 roku. W zbiorach własnych.

[51] Relacja z 22 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[52] Relacja z 13 października 2012 roku. W zbiorach własnych.

[53] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[54] Relacja z 25 sierpnia 2009 roku. W zbiorach własnych.

[55] Relacja z 16 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[56] Relacja z 30 lipca 2008 roku. W zbiorach własnych.

[57] Relacja z 19 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

[58] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[59] Relacja z 22 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[60] Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, 1955, nr 4, poz. 91, s. 104.

[61] Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, (sygn. 15-23), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

[62] Relacja z 1 kwietnia 2012 roku. W zbiorach własnych.

[63] Kazimierz Urban, Materiały do powojennych dziejów cerkwi prawosławnej na Podlasiu, cz. II, http://nadbuhom.pl. Tłumaczył Adam Panasiuk.

[64] Relacja z 2 września 2009 roku. W zbiorach własnych.

[65] Relacja z 22 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[66] Relacja z 16 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

[67] Relacja z 3 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

[68] Relacja z 9 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

[69] Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, op. cit.

[70] Relacja z 27 sierpnia 2007 roku. W zbiorach własnych.

[71] Relacja z 6 listopada 2006 roku. W zbiorach własnych.

[72] Relacja z 22 października 2010 roku. W zbiorach własnych.

[73] Relacja z 1 września 2010 roku. W zbiorach własnych.

Komentarze
Dodaj nowy
Wioleta  - Pradziadek   |2014-08-08 16:10:55
Witam! Mam na imię Wioleta jestem prawnuczką Filipa Sidoruka. A mój dziadek to Wiktor Sidoruk który już niestety zmarł. Moja babcia żyje i też mieszkała w Zastawie nazywa się Danuta Sidoruk
po mężu a panieńskie nazwisko babci to Jung. Oglądając zdjęcia i czytając artykuł zauważyłam kilka nie prawidłowości ale to nic. Cieszy mnie fakt że mogłam dowiedzieć się chociaż
trochę na temat moich przodków. Pozdrawiam Wiola.
Paweł  - Szarugowie   |2011-02-21 19:22:10
Witam!

Ja nazywam się Paweł Szaruga i mam 13 lat :)

Jan szaruga Był moim pradziadkiem, a Maria prababcią. Babcia obecnie żyje i ma się dobrze ( 97 lat)
Ich syn - Stanisław jest oczywiście
moim dziadkiem, zaś jego syn - Mariusz Szaruga moim ojcem. Dużo wiem o swojej rodzinie, aczkolwiek nie wiedziałem np. tego, iż w domu dziadka ukrywał się partyzant. Neronowie to również moja
rodzina - prapradziadek i babcia. Tak jak jest napisane - wysiedlono ich do Rosji, i tam są pochowani. Wiem także, że pradziadek Jan miał mały dworek w zastawiu, ale przyszły czasy Komuny ( lata
50 to były podajże) i został on zbużony a ziemia oddana w ręce państwa. Cóż jestem dumny ze swoich przodków :)
Paweł   |2011-02-21 19:28:51
Widzę także że na dole wpisał się także wujek Krzysztof :)

Kojarzysz mnie troszkę wujku? :) Ja zbytnio niestety cię nie pamiętam. Stanisław to twój brat?
Paweł   |2011-02-21 19:32:14
Nie wiem czy to prawda z tym dworkiem tak przynajmniej coś mówił dziadek :)
Anonimowy  - Ciąg dalszy Uwięzionych w Borowiczach   |2011-02-06 13:07:06
4. Adam WAKUŁA s. Stanisława ur. 1913 r. archiwalna teczka personalna zespołu 461/p - sygnatura 182889; wyjechał z obozu transportem nr 2 > 12 lutego 1946 r. teczka 65, karta 306-131; K2 -955,
P1-288; - B.
Dotychczas ukazały się w Polsce: Tom I - Rozstrzelani w Katyniu, Tom II - Rozstrzelani w Charkowie, Tom III - Rozstrzelani w Twerze i Tom IV - Uwięzieni w Borowiczach obejmujący
alfabetyczne wykazy 5795 Polaków i przedwojennych obywateli innych narodowości więzionych w obozie jenieckim nr 270 NKWD ZSRR w Borowiczach a latach 1944-1949.
Wpis uzupełnił Jerzy Marek WAKUŁA
tel. 77- 455 75 20 / 601 920 980.
admin  - sybiracy   |2011-02-06 17:23:51
Dziękuję Panie Jerzy za uzupełnienia. Podane przeze mnie nazwiska mam z "Tygodnika Chełmskiego" z 1990 roku, ale widocznie tamten spis nie był zupełny, skoro pominięty został Wilhelm
Pfajfer. Zastanawiająca jest obecność Pjafera, jedynego Niemca, który mieszkał w Zastawiu, czy był w partyzantce? I jakie były jego motywy pozostania we wsi, prawie wszyscy Niemcy wyjechali w
1940 roku.
Myślę, że dzięki takim ludziom jak Pan, dzięki takim merytorycznym uzasadnieniom, monografia nabiera wartości.
Pozdrawiam
adam.panasiuk
Anonimowy  - Mieszkańcy Zastawia uwięzieni w Borowiczach w po I   |2011-02-06 12:48:03
Wkroczenie Armii Czerwonej na ziemie polskie w 1944 r. zapoczątkowało aresztowania, skierowane w pierwszej kolejności przeciwko uczestnikom podziemia, a przede wszystkim żołnierzom Armii
Krajowej. Aresztowani obywatele w pasie przyfrontowym podlegali jurysdykcji sowieckich władz wojskowych, zgodnie z umową między PKWN i rządem ZSRR z 26.08.1944r. W latach 1944-45 wywieziono do
obozów jenieckich lub kontrolno-filtracyjnych czterema transportami z Sokołowa Podlaskiego, Lublina i Przemyśla 4 893 członków podziemia. W latach 1944-49 przez obóz jeniecki nr 270 NKWD ZSRR w
Borowiczach w obwodzie nowogrodzkim pomiędzy Moskwą a Leningradem przeszło około 16 000 obywateli polskich. Przetrzymywani w tym obozie Polacy stanowili jedno z największych skupisk w ZSRR.
Internowanych Polaków przetrzymywano w 5 okolicznych podobozach gdzie ciężko pracowali przeważnie w kopalniach węgla, torfu i w szpitalu specjalnym nr 3810 w mieście Borowicze. Mieszkańcy wsi
Zastawie wywiezieni zostali z FPPŁ /frontowoj prijomnopieriesylnyj łagier/ transportem nr 43 z Lublina w dniu 26 listopada 1944 r. Wśród wywiezionych obywateli z Zastawia byli między innymi:
1.
KUNACH Włodzimierz ur. 1904 r. syn Andrzeja - figuruje w archiwalnej teczce personalnej zespołu 466/p-83518, zmarł w podobozie nr 2 w Ust'je - figuruje w archiwalnej księdze cmentarnej - teczka nr
1695-10.5-185; - B.
2. FEJFER Wilchelm ur. 1896 r. syn Franciszka - figuruje w archiwalnej teczce personalnej zespołu 461/p-178524. Odjechał do kraju transportem nr 3 w dniu 22 lutego 1946 r. teczka
195 karty 62-972; K3-689; P1-52; - B.
3. KLEPACKI Czesław ur. 1906 r. syn Franciszka - figuruje w archiwalnej teczce personalnej zespołu 461/p-178793. Odjechał do kraju transportem nr 1 w dniu 22
stycznia 1946 r. teczka 65, karty 280.5-464; K1-2054; I-24520; - B.
4. Adam WAKUŁA ur. 1913 r. syn Stanisława - figuruje w archiwalnej teczce personalnej zespołu 461...
trick  - Zastawie   |2010-09-07 18:06:37
Skąd Pan wie, że w Zastawiu mieszkała rodzina Blachani, jestem tym bardzo zainteresowana, poszukuję rodzinnych korzeni, moja mama nazywa się Blachani, proszę o kontakt
administrator  - blachani   |2010-09-07 20:52:46
Witam
Informacje mam od Pani Ewy Blachani, a potwierdzają je wpisy w księgach urodzeń rzymskokatolickiej parafii w Wereszczynie. Zdjęcie umieszczone w galerii zastawia przedstawia Ksawerego
Blachaniego, który w latach osiemdziesiątych według ksiąg prowadził karczmę w Zastawiu.
Pozdrawiam
Anonimowy  - Po II wojnie w Zastawiu mieszkali   |2010-08-29 23:15:58
W latach pięćdziesiątych po II wojnie funkcjonowała wieś Zastawie z przysiółkiem Józefina, które wówczas zamieszkały lub jeszcze mieszkają:
1. DZIURDZIA Antoni i Celina / NYSZKA Ryszard.
Przed wojną mieszkali Hajdaczuk i Krajewski.
2. MARCINIAK Stanisława / SZAWUŁA Józef i Maria / SZAWUŁA Jan + Mieczysława.
3. PROTAS Jan / PROTAS Edward i Eugenia / synowie.
4. GARACH Tadeusz /
synowie.
5. KUŹMICZ Józef / WOŹNICA Zdzisław i Regina.
6. CHUDZIK Jan / AFTYKA Stanisław i
7. PANASIUK Roman i Adela / Kazimierz i Jan > X Y - nie znam
8. WIAK Józef / KUNACH Henryk i
Jadwiga.
9. DELMACZYŃSKI Władysław / DAWIDEK Marian i Maria.
10. SZYJKA Jan i Eugenia.
11. KUNACH Stefania / KUNACH Tadeusz i Danuta / KUNACH Dariusz.
12. BEKIESZA Stanisław > MENDEL Zdzisław i
Józefa / MENDEL Stanisław.
13. SZARUGA Jan i Janina / SZARUGA Jan i Zofia.
14. MENDEL Małgorzata / ZIELIŃSKI Feliks i Wanda / SZARUGA
15. KLEPACKI Czesław i Zofia.
16. WAKUŁA Adam i Lucyna +
WAKUŁA Bronisław / MARCYNIUK Stanisław i Maria.
17. WAKUŁA Jan i Józefa + Paweł -
18. (BAJUK Stanisław) LIS Paulina / LIS Zdzisława / LIS Stanisław.
19. WAKUŁA Władysław i Hanna / WAKUŁA
Władysław.
20. SKIBICKI Jan i Czesława / SKIBICKI Stanisław.
21. MENDEL Antoni -
22. PRZYCHOCKI Jan i Maria -
23. GRZESIUK / KWIATKOWSKI Stefan i Halina / SZYJKA Piotr i Celina.
24. GAJOS
Aleksander i Maria / + X Y - nie znam
25. LEMIESZCZUK > WÓJCIAK Aleksander / WÓJCIAK Jan.
W dawnym przysiółku Józefina zamieszkiwali :
26. CHUDZIK Stanisław i Zdzisława.
27. KOWALCZYK Hanna
-
28. JUNG Maria i Danuta -
29. KRUK Jan i Eugenia.
30. JASIŃSKI Antoni / JASIŃSKI Hipolit / JASIŃSKI
31. WAKUŁA Stanisław / WAKUŁA Walerian -
32. LESZCZYŃSKI Bolesław -
33. SZARUGA
Franciszek i Maria -
34. SIDORUK Henryk i Winek -
35. LESZCZYŃSKI Roman / KRUPKA Stanisław i Henryka.
36. PFEJFER Wilchelm -
37. ŁOPON Lucjan -
38. BOROWSKI Stanisław -
administrator  - zastawie   |2010-08-30 10:33:45
Bardzo się cieszę z tak szczegółowych danych. Przy niektórych miejscowościach (Debowiec, Michelsdorf) już dokonałem szczegółowego opisania kolejnych domostw, tyle że według stanu sprzed
wojny. Warto byłoby też zrobić to dla Zastawia, bo widzę po nazwiskach, że wiele rodzin już teraz nie mieszka. A dobrze by było, jezeli udałoby się odtworzyć stan sprzed wojny, choć
wyborażam sobie, że może to być bardzo trudne, gdyż wieś zamieszkiwali przede wszystkim Ukraińcy.
Jezeli Pan/i pozwoli umiesciłbym bym ten spis w monografii, choć wymaga drobnych korekt,
chociazby imię mojej baci, nie Adela, lecz Karolina Panasiuk.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.p l
ps. A może posiada Pan/i ciekawe zdjecia z Zastawia?
jerwak  - Uzupełnienie historii o wątek z lat 1945-60.   |2010-05-26 12:51:26
Mam 62 lata, wychowałem się tam i odwiedzam Zastawie w wakacje oraz trochę pamiętam faktów z okresu powojennego, posiadam też ciekawą książkę - Indeks represjonowanych ton IV pt.
"Uwięzieni w Borowiczach" > Alfabetyczny wykaz 5795 Polaków i przedwojennych obywateli polskich innych narodowości więzionych w obozie jenieckim nr 270 NKWD ZSRR w Borowiczach w latach
1944-1949 w której są wyszczególnieni obywatele z Zastawia i wsi sąsiednich z obwodu parczewsko - włodawskiego AK, aresztowanych niesłusznie i wywiezionych do łagrów.
administrator  - zastawie   |2010-05-26 17:33:07
Witam

Cieszę się z kontaktu. Byłbym bardzo zainteresowany Pana pomocą w uzupełnieniu danych, nie tylko Zastawia, ale wszystkich badanych przeze mnie miejscowości. Ja wymieniam nazwiska
wywiezionych, ale nie korzystałem ze źródła, tylko z innego opracowania, stąd też mogły nie być podane wszystkie nazwiska. Będę wdzięczny za pomoc w tym zakresie, ale także z innych
informacji o dziejach Zastawia. Może zachowały się jakieś zdjęcia z okresu Pana pobytu w Zastawiu?
ZAINTERESOWANA  - ZASTAWIEkolo Wolki Zastawskiej? Gm.Stanin   |2010-05-18 11:04:46
... jesli tak mam male pytanko czy Pani Starsza ,ktora napisala zdaje sie sie te INTERESUJACA HISTORIE potrafilaby sobie przypomniec lata 19oo-1936- Moja Rodzinka tam mieszkala do dziadka mojego
nalezaly Zastawskie ziemie ,ktore to po trochu wyprzedawal Ludzie w Okolicy musieli go dobrze znac poniewaz z opowiadan wiem ze wymierzal Ziemie ... Zmarl ok 1938- moze pozniej byl dwa razy zonaty i
zatrudnial ludzi do pracy w swoim domostwie na imie mial Josef H.mial corke z pierwszego malzenstwa i paru synow z drugiego malzenstwa - musial umrzec majac wtedy ponad 70 lat .Bylabym wdzieczna jesli
ktos odezwalby sie na moj eMail - nie wiem nic o mojej rodzinie a chcialabym siega starej daty bo conajmniej od 1840 roku ...pod koniec 2wojnySW moja rodzinka przeniosla sie w kierunku ziem
odzyskanych ... moze chetnie moglabym porozmawiac telefonicznnie ? prosze o kontakt .Zainteresowana historia Zastawia.
administrator  - zastawie   |2010-05-18 19:32:54
Jak się Pani dokładnie wczyta to łatwo spostrzec, że chodzi w tym artykule o zupełnie inną miejscowość. Jest to Zastawie w Gminie Urszulin, Parafia w Wereszczynie.
Pozdrawiam
Dawid  - Kontakt   |2009-03-30 17:00:26
Jak możecie to odpiszcie na numer tele 511000429 lub gg 1789557 albo na emial dawwidek2@o2.pl
Dziękij!
Dawid  - ???   |2009-03-30 16:58:21
Hej o tym jest mowa Zastawie woj. Lubelskie gmina Stanin?
Bo nie jestem pewien.
Anonimowy   |2009-11-01 10:44:34
tak, tylko gmina urszulin
Krzysztof Szaruga  - podziekawonia   |2009-03-08 22:06:59
Super -dzieki wszystkim kto poswiecił troche uwagi tej małej miejscowości dla niektórych to cały swiat i zycie zastawie i okolice, niektóre tematy mozna uszczegółowić jesli moge w czymś
pomóc to prosze o info. Krzysztof Szaruga
administrator   |2009-03-09 16:29:47
Witaj Krzysiek
Cieszę się że strona się podoba. Uaktualnieniem strony zawsze będę zainteresowany i ciągle nad tym pracuję, więc jakbyś mógł coś wnieść to musimy się skontaktować.
Rozmawiałem z Twoimi rodzicami, ale przede wszystkim chciałbym porozmawiać z Twoją babcią, która chyba jest najstarszą mieszkanką Zastawia. Tyle że ciągle brakuje czasu, ale tej wiosny
muszę to nadrobić.
Pozdrawiam
Szaruga  - babcia   |2009-11-01 21:33:13
cześć, babcia ma 97 lat ostatnio troche choruje zreszta taka pora ze wszyscy troche zaniemogli, w tej sprawie trzeba pogadać z Iza Jurko z urszulina, babcia czesto u niej bywa jak trzeba pomoc w
spotkaniu to pisz, pozdrawiam
K. Sz.
Administrator   |2009-11-04 17:25:36
Witaj
Kilka miesięcy temtu miałem okazję rozmawiać z Twoją babcią, dużo nowych rzeczy dodałem w monografii Wereszczyna i Zastawia po naszej rozmowie. Obiecałem, że odwiedzę jeszcze raz,
ale jak zwykle czasu brakuje. Dobrym pomysłem byłoby spotkanie Twojej babci z inną osobą pamiętającą czasy przedwojenne, gdyż jak dwie osoby starsze ze sobą rozmawiają to wtedy bardzo dużo
sobie przypominają, a tak na niektóre moje pytania Twoja babcia nie zabardzo sobie mogła przypmnieć, lub pamiętała niewiele. Mój stryjek wspominał, że jak w tym roku spotkał się u Jurków z
Twoją Babcią to mu z 2 godziny zeszło na wspominaniu. Szkoda, że mnie wtedy nie było...
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Środa, 26 Grudzień 2012 17:11