Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 166
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

 

Adam Panasiuk



Śladami zapomnianej historii… Zawadówka



  1. Geneza powstania wsi

Zawadówka powstała w drugiej połowie XVIII stulecia na dobrach wereszczyńskich, co potwierdzają regestry i mapy z tegoż okresu. Geneza osadnictwa na tych gruntach może być jednak znacznie dłuższa. Już w XV stuleciu słynny polski kronikarz Jan Długosz do jezior Królestwa Polskiego zaliczył Łukie, znajdujące się koło wsi Dubiecka. Wieś Dubiecka mogła znajdować się na gruntach dzisiejszej Zawadówki, skoro w zapisach dokonanych 200 lat później w wereszczyńskich księgach parafialnych wspomniano, iż jedną z mieszkanek Woli Wereszczyńskiej była Dubieszowska.

Nazwa „Zawadówka” po raz pierwszy pojawiła się w rejestrze podatku podymnego ziemi chełmskiej z 1775 roku. Kolejny raz wymieniono ją w „regestrze diecezjów” Franciszka Czajkowskiego z 1783 roku, który jako właściciela podał skarbnika chełmskiego Jana Wereszczyńskiego, a następnie w spisie ludności w 1786 roku. Wówczas w Zawadówce doliczono się 10 domów, więc była to jedna z najmniejszych wsi w okolicy. Nie oznaczono jej natomiast na mapie szczegółowej Karola de Pertheesa, sporządzonej w tym samym roku, ale mogło to wynikać z długiego okresu pracy autora nad jej stworzeniem. Pojawiła się zaś na mapie Zachodniej Galicji z 1801 roku.

Pochodzenie nazwy wsi wywodzić można od zawady, czyli jakiejś przeszkody naturalnej lub zrobionej sztucznie, albo od przezwiska lub nazwiska Zawada. Niedaleko wsi, przy jeziorze Łukim, znajduje się uroczysko Rybakówka, nazwane również ,,Pałacami” lub ,,Pokojami”. Ponoć w pogodną księżycową noc można usłyszeć tam plusk wioseł, a czasem zobaczyć ducha, który pływa po jeziorze, pilnując ryb i strasząc kłusowników.

Przy drodze Stare Załucze-Zawadówka znajduje się porosła trzcinami i oczeretami mała sadzawka, z której ponoć woda nigdy nie wysycha. Według legendy, w miejscu tym stała żydowska karczma. Cieszyła się bardzo złą sławą. Chłopi, zamiast iść w pole, całe dnie i noce przesiadywali w karczmie, przepijając ciężko zarobione pieniądze, za plony i tak lichych zbiorów. W końcu, gospodynie nie wytrzymały, karczmarza przegnały, a karczmę przeklęły, co by na wieki zapadła się pod ziemię. Co też tak się stało. A do tej pory czasami, w miejscu gdzie ongiś stała karczma, słychać gwar wesołej biesiady, śpiewy biesiadników i brzęk butelek oraz szklanic.1 Złośliwi powiadają, że nazwa Zawadówka wywodzić się może właśnie od tych „bab”, co przeklęły karczmę, jedyną uciechę dla chłopów. Legendę uprawdopodobnia fakt istnienia we wsi karczmy, co potwierdza „Dziennik Urzędowy Guberni Lubelskiey” z 1845 roku.

Najstarsi mieszkańcy twierdzą na podstawie opowiadań ich przodków, że we wsi na wzgórku, przy stojącym do dzisiejszego dnia młynie, stały w okresie insurekcji z 1794 roku wojska Tadeusza Kościuszki.



  1. W okresie rozbiorów

Przez pierwsze dziesięciolecia istnienia nowych mieszkańców w Zawadówce nie przybywało. W 1827 roku liczyła 9 domów z 61 mieszkańcami. Mieszkali w niej nieliczni łacinnicy w osobach braci Jakuba, Jana i Ignacego Rekuckich, grabarza Jerzy Orłowskiego, Marcina Ostrowskiego, Józefa, Jana i Szymona Oleszczuków oraz Józefa Branickiego. Przeważali zdecydowanie Rusini – w 1860 roku było już 101 osób tej narodowości. W drugiej połowie XIX stulecia coraz więcej osiedlało się polskich rodzin – Czupryńscy, Banaszkiewiczowie, Michalczukowie, Barczukowie, Stachurscy, Dobraczyńscy i Lutyńscy. Łacinnicy należeli do parafii w Wereszczynie, a unici mieli swoją cerkiew w Woli Wereszczyńskiej. Wszyscy gospodarze zobowiązani byli jednak do płacenia dziesięciny na rzecz cerkwi unickiej. Miała ona charakter snopowy i wynosiła po 10 snopów od każdego gospodarza. Po reformie uwłaszczeniowej z 1864 roku dziesięcinę zastąpił podatek gruntowy, wynoszący 13 kopiejek z morga ziemi żytniej i 16 kopiejek z morga łąki jednokośnej.2

Podstawowym zajęciem ówczesnych mieszkańców było rolnictwo, nastawione głównie na użytkowanie obszernych okolicznych łąk. Jedynymi zanotowanymi rzemieślnikami w rzymskokatolickich księgach wereszczyńskiego kościoła byli wspomniani Jakub i Jan Rekuccy, pełniący usługi tkackie w I połowie XIX wieku. Rzemieślnicy innych zawodów (np. szewcy, kowale, garbarze) zamieszkiwali głównie w Woli Wereszczyńskiej oraz w Urszulinie.

Na przełomie XVIII i XIX wieku Zawadówkę od rodziny Wereszczyńskich odkupił Karol Godowski. Pomimo śmierci w końcu lat dwudziestych pozostawał on formalnie właścicielem do połowy lat pięćdziesiątych. Majątkiem zarządzał jego zięć Leon Babski – Podprefekt Powiatu Włodawskiego, jednak w 1833 roku Jan de Matta Godowski, syn Karola, cofnął Babskiemu wszelkie pełnomocnictwa. Zawadówkę sprzedano w latach pięćdziesiątych, gdyż w 1856 roku jako właścicieli zapisywano Antoniego, Henryka, Józefa i Karolinę Osieckich oraz Franciszka i Józefa Piątkowskich. Być może nabyli Zawadówkę w wyniku licytacji z 1850 roku, gdy dobra Godowskich w Woli Wereszczyńskiej wraz z przyległością zawadowską wystawiono na publiczną licytację ze względu na nieuregulowane wierzytelności wobec Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Z nowych właścicieli w Zawadówce zamieszkał Antoni Osiecki.

Po niedługim czasie Zawadówkę nabyła rodzina Rostworowskich. Julian Rostworowski swojemu jedynemu synowi Janowi wybudował dwór i zabudowania gospodarcze. Gospodarowanie Janowi Rostworowskiemu zakłócił wybuch powstania styczniowego. W wieku 25 lat stał się czynnym uczestnikiem, co szczegółowo opisał w wydanych już śmierci wspomnieniach. Początkowo odnosił się do powstańców umiarkowanie, jego kontakty ograniczały się do dostarczania żywności, koni i pieniędzy. Dopiero na Wielkanoc przyjął u siebie około 300 powstańców Wawrzyńca Lewandowskiego. Wydarzenie to opisał następująco: Wszedłszy do domu (tj. Lewandowski) oznajmił mi, że oddział jego nadchodzi i polecił przygotować dlań żywność. Pamiętam dobrze mój kłopot, czem nakarmić 300 ludzi, a zwłaszcza w czem strawę dla nich przyrządzić. Kazałem zabić krowę, nadeszły obozowe kotły i powstańcy sami zaczęli gotować obozowy krupnik. Dzień był słotny, wszystko kryło się pod dachy. Szczupły mój domek zaledwie naczelnika i jego przybocznych pomieścił, inni stali w oborze, stajni, stodole i nieskończonym, zaledwie pod dachem, domu folwarcznym, w którym pozakładali ogniska, ciągle na dworze gasnące. Uzbrojenie składało się z małej liczby karabinów, reszta w połowie miała strzelby myśliwskie, w połowie kosy.3 Ta gościna spowodowała przyłączenie się Rostworowskiego i jego pracowników folwarcznych do powstańców. Wspominał, że chcąc być rzeczywistą lubo małą pomocą oddziałowi, do którego wejść postanowiłem, wystarałem się o jaką taką broń, tej bowiem więcej brakowało niż ludzi do noszenia jej. Porządnych strzelb myśliwskich nie można było zupełnie dostać, wszystkie były w powstaniu; karabiny, jakie przychodziły z zagranicy, dostawiano wprost do oddziałów, ledwo więc u myśliwych kolonistów udało mi się kupić trzy pojedynki, stare ale bardzo długie, z grubemi lufami, widocznie przerobione ze starych karabinów i bijące kulą na przeszło 200 kroków. Do tych strzelb kazałem dorobić bagnety i uzbrojony w jednę z nich oraz w rewolwer, który miałem w ukryciu od dawna, w towarzystwie strzelca mojego Franciszka, który już dawno miał ochotę spróbować życia wojskowego, a teraz wziął drugą strzelbę i kindżał, zabrawszy trzecią pozostałą, wyruszyliśmy do Tyśmienicy bryczką.4

Rostworowski przystąpił do powstańców pomimo braku większej wiary w jego sukces. Taką decyzję uzasadnił tym, że nie mając wiary w pomyślny skutek powstania, wolałem przyjąć w nim udział, nie zaś jako organizator, zaciągać, namawiać i narażać innych. Zupełnie nieczynnym niepodobna było zostać, nie pozwalało mi na to zresztą przekonanie. Według mnie, czas rozprawiania minął z dniem wybuchu, czy powstanie było silne, czy słabe, obowiązkiem każdego Polaka było popierać je… Zresztą uczucie miłości kraju, wlane mi przez rodziców, kazało mi uważać możność walczenia za ojczyznę jako wielkie szczęście, którego nie chwytać się byłoby niegodne.5 Służąc pod dowództwem Karola Krysińskiego został jego podkomendnym oraz naczelnikiem oddziału konnego. Jego czternastoosobowy oddział składał się z weteranów wojsk polskich, a także armii rosyjskiej, austriackiej i pruskiej. W odróżnieniu do dowództwa Rostworowski stale przebywał, spał i jadł z żołnierzami, pozyskując ich przywiązanie i zdobywając zawodowy autorytet.

Rostworowski walczył w wielu potyczkach, w tym w Wytycznie i Andrzejowie. Kilka razy uszedł z życiem przed ścigającymi go kozakami: Wyszedłszy na ganek mego domu ujrzałem kilku kozaków, którzy przebiegając zapytali mnie, kto popędził przez wieś konno. Tego wiedzieć nie mogłem, rozpatrzywszy się spostrzegłem na wzgórzu w Woli Wereszczyńskiej kilkudziesięciu kozaków, a pomiędzy nimi oficerów. Chcąc uniknąć spotkania z nimi włożyłem płócienny surdut i słomiany kapelusz i wyszedłem w pole, jednak ku lasowi. Widziano mnie niezawodnie, lecz wyglądałem na gospodarza chodzącego koło robotników i rzeczywiście była tam jakaś robota. Szedłem krokiem niby to wolnym, aby nie dać poznać, że uciekam, lecz bardzo wyciągniętym, a gdybym już minął robotników i zbliżał się ku lasowi, kilkanaście koni ruszyło w mym kierunku. Nie przyspieszając kroku doszedłem do lasu i tam dopiero dałem folgę chęci zmykania, za chwilę byłem w takich gąszczach bagnistych, że cała potęga Rosyi niczem mi się wydawała.6 Po rozbiciu oddziału Krysińskiego Rostworowski przedostał się do Austrii, gdzie został aresztowany. Do Zawadówki powrócił po około dwuletnim pobycie na emigracji.

Oprócz powstańców Rostworowskiego i Lewandowskiego Zawadówkę odwiedzały i inne oddziały. W marcu 1863 roku maszerował tędy ze swoimi powstańcami Marcin Borelowski ps. „Lelewel”. Pod koniec lipca, po porażce pod Kaniwolą, w lesie pod wsią spotkali się przywódcy wszystkich uczestniczących w walce oddziałów – Karol Krysiński, Józef Władysław Rucki, Tomasz Wierzbicki, Bronisław Deskur i naczelnik wojskowy na Lubelskie i Podlasie Michał Heydenreich-Kruk. Omówiono wówczas przyczyny porażki oraz dalsze plany walki z zaborcą.

Pod koniec chylącego się ku upadkowi powstania styczniowego, tj. w marcu 1864 roku, przeprowadzono uwłaszczenie włościan. W ten sposób dobra mocno okrojono, co wpłynęło na pogorszenie sytuacji gospodarczej dworu. W 1866 roku zaległości wobec samego Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego (TKZ) wynosiły 1.602 rubli, dlatego w następnym roku dobra wystawiono na sprzedaż poprzez publiczną licytację. Zajmowały wówczas powierzchnię włók 111, morgów 21, prętów 233 ½.7 W następnym roku zadłużenie wobec towarzystwa wzrosło do 2.336 rubli, by po 3 latach zmniejszyć się do 541 rubli. Nie przeszkodziło to jednak towarzystwu wystawieniu dóbr do kolejnej licytacji. Prawdopodobnie wszystkie nie powiodły się, skoro właścicielem pozostawał Rostworowski.

Po reformie uwłaszczeniowej Jan Rostworowski rozpoczął intensywną akcję rozkolonizowania części swoich lasów, wobec czego powierzchnia gruntów użytkowanych rolniczo stale rosła, także kosztem zmniejszania granic gruntów łomnickich i wolańskich. Podczas kontroli geodety Siedleckiej Izby Skarbowej w 1884 roku stwierdzono niewłaściwy wymiar płaconego podatku z pół po wykarczowanym lesie, stąd też Rostworowskiemu nakazano zapłatę zaległości podatkowej za wszystkie lata od objęcia dóbr. Odwołał się od decyzji władz skarbowych do ministra skarbu dowodząc, że karczunki nastąpiły w ostatnich dopiero latach, a za tem, że deklaracya pierwotna fałszywą nie była.8 Ministerstwo przychyliło się argumentom Rostworowskiego, zwalniając ze zobowiązań podatkowych z tych gruntów sprzed dnia kontroli.

Folwark Rostworowskich w latach osiemdziesiątych XIX stulecia obejmował powierzchnię 884 mórg ziemi rolnej i dodatkowo 729 mórg użytkowanych przez kolonistów na prawie wieczystej dzierżawy. Dobra zawadowskie liczyły łącznie 3.402 morgi ziemi. Oprócz gruntów folwarcznych składały się jeszcze z jeziora Łukiego, część gruntów Zawodówki, Nowego i Starego Załucza, a także powstała później osady Wujek, zwanej początkowo Kolonią Załucze. Jezioro pod koniec XIX stulecia było rozległe 291 m. i do 30 stóp (tj. ok. 9 metrów) głębokie.9 W folwarku znajdowała się m.in. cegielnia i kilka innych drobniejszych zakładów, w których pracę znajdowało wielu okolicznych mieszkańców, chociażby furman Franciszek Czupryński.

Rostworowski w okresie popowstaniowym podjął się badań nad jeziorami Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, wydając pracę „Jeziora Łęczyńsko-Włodawskie”. Jego dążeniem było takie uregulowanie poziomu wód w tychże jeziorach, by umożliwić przeprowadzenie przez nie kanału pomiędzy rzekami Wieprz i Bug. Jego zdaniem doprowadziłoby to do osuszenia okolicznych bagien, a tym samym umożliwiłoby lepsze wykorzystanie gospodarcze i rolnicze. W ramach tego planu wody jeziora Łukiego miałyby być spuszczone do wód w jeziorach niżej położonych. Ostrzegał zarazem, że niewłaściwe odprowadzenie wód może doprowadzić do nadmiernego przesuszenia. Rostworowski pisał również artykuły do „Gazety Rolniczej”, a w 1888 roku wygrał konkurs za pracę „Nil conscire sibi” na najlepszą rachunkowość rolniczą, za co otrzymał 300 rubli nagrody. Już wcześniej powołano go na radcę dyrekcji TKZ w Siedlcach, a następnie Dyrekcji Głównej TKZ w Warszawie. Pełniąc różne funkcje w TKZ oraz w Towarzystwie Osad Rolnych został zapamiętany, jako osoba powszechnie szanowana i lubiana. W jednym z herbarzy znajdujemy taki oto jego opis: Był to mąż zdolny, wykształcony i niezmiernie pracowity a sumienny. Cechowała go przytem niezwykła skromność. Dzięki przymiotom tym oraz wielkiej uprzejmości i prawości charakteru, był powszechnie szanowany, ceniony i lubiany. Na każdem stanowisku umiał być pożytecznym członkiem społeczeństwa, gorliwym i prawym obywatelem kraju.10

Rostworowski utrzymywał dobre stosunki z włościanami. Jego bratanek w liście do kuzynki pisał o swoim stryju następująco: Jan z Zawadówki był przemiłym, dobrym człowiekiem, wesoły w towarzystwie (o ile był bez swojej żony), dowcipnym, ale nigdy nie wątrobiano-złośliwym. W pożyciu ze swoją żoną (tj. Rozalią z Waliszewskich) musiał być nieszczęśliwy, bo to była pani w charakterze do stryja wprost przeciwnym. Stryj wydawał się przy niej onieśmielonym, przybitym. Bratanica pisała natomiast, iż stryjek jakby nigdy nie chorował, tańcował i ożywiał całe grono.11 W Zawadówce małżeństwu Rostworowskich w 1876 roku urodziła się córka Róża Rozalia.

Zrujnowany finansowo powstaniem Jan Rostworowski z czasem sprzedawał i przekazywał w wieczystą dzierżawę swoje grunty. Tylko w 1873 roku wydzierżawił kilkadziesiąt osad w Zawadówce, Jagodnie i Jedlinie. Pod koniec wieku Rostworowski zamieszkał w Warszawie, w której żył do śmierci. Tu w Zawadówce mówili, że miał syna, który poszedł do wojska, gdy wybuchła wojna światowa. Czekał na niego, ale gdy on wrócił do domu, to Rostworowski zmarł. Syn jego pobył tutaj przez kilka tygodni, ale ostatecznie wyprowadził się do Warszawy12 – opowiada Janina Osieleniec. Poborcami czynszu dzierżawnego z dworskich gruntów byli Józef, Paweł i Ludwik Osieleńcowie oraz Emilian Marciniuk. Rodzina Osiedleńców pojawiła się w Zawodówce, gdy Nina i Anastazja Osieleniec nabyły od Ewy i Róży Rostworowskich 46 ha gruntów. W 1902 roku 9-morgową nieruchomość zakupił Emilian Marciniuk. Sześć lat później jego gospodarstwo zwiększyło się o 23 ha, które odziedziczyła po Osieleńcach jego żona Marianna. Oprócz Osieleńców i Marciniuków grunty podworskie zakupiły również rodziny Wochów i Kotów.

Po upadku powstania styczniowego we wsi znajdowało się 16 domów, zamieszkałych przez 160 mieszkańców.. Akcja kolonizacyjna Rostworowskiego sprzyjała osadnictwu. Wybudowano wiatrak typu koźlak, który jako jedyny w gminie dotrwał do dni dzisiejszych. Obsługiwał go młynarz Wojciech Brzostowski. Istniała też kuźnia Józefa Kołodzieja. Dużo osób trudniło się rybołówstwem – rzymskokatolickie księgi z początku XX zanotowały rybaka Michała Grabowieckiego.

W 1873 roku łąki i pastwiska w pobliżu jeziora Karaśnego (tj. Szerokie i Szaryna), zakupiło 8 mieszkańców Zawadówki i okolic: Paweł Demedziuk, Józef Lutyński, Stefan Czeszej, Marcin Sokołowski, Kazimierz Dąbrowski, Jakub Dobraczyński oraz Konrad i Jan Kozłowscy. Dało to zaczątek powstania nowej osady – Wujek. Kolonię, choć znajdowała się przy samej wsi Zawadówka, zaliczano administracyjnie do Załucza. Pod koniec XIX stulecia zamieszkiwało ją 59 osób, w tym 35 wyznania prawosławnego i 24 rzymskokatolickiego. Mieszkańcy zajmowali się wyłącznie rolnictwem, gospodarując na 172 morgach ziemi.

Według stanu z 1915 roku Zawadówka liczyła już 17 zabudowań mieszkalnych. Zabudowań byłoby zapewne więcej, gdyby nie pożar z 1908 roku, który strawił połowę wsi. Wieś zamieszkiwało 93 rzymskokatolików i 80 prawosławnych. Jeszcze do wydania przez cara ukazu tolerancyjnego z 1905 roku przeważali prawosławni, jednakże już do 1906 roku aż 20 prawosławnych przyjęło wyznanie wiary rzymskokatolickiej. Byli to „dawni” unici, siłą włączeni w 1875 roku do Cerkwi prawosławnej. Znacząco spadła liczba mieszkańców w Wujku, gdyż w 1915 roku znajdowało się w nim jedynie 7 zabudowań mieszkalnych. Odpływ mieszkańców z osady spowodowany był niską jakością występujących tam gleb.

Wielu mieszkańców Zawadówki i Wujka było w miarę zamożnych. O zasobności Adama i Jana Dąbrowskich z Wujka dowiadujemy się ze spisu13 majątku z 1915. Posiadali konia, 2 krowy, 2 jałówki, 2 świnie, 3 pługi i brony, wóz, 2 sanie i sanki, 40 mórg ziemi. W miarę bogate było również wyposażenie domu: 2 stoły, 2 łóżka, 2 krzesła, 68 ksiąg i książek, 12 obrazów, zegar. Wobec dokonanych zniszczeń wojennych – zarówno przez wojska rosyjskie, jak i niemieckie – Adam Dąbrowski otrzymał w 1917 roku od Powiatowej Komisji Szacunkowo-Rolnej prawo do rekwizycji (zajęcia opuszczonej w wyniku wojny czyjejś własności) nieruchomości o wartości 584 rubli. Przed wybuchem I wojny światowej kilku rolników Zawadówki brało udział w doświadczeniach uprawowych Centralnego Towarzystwa Rolniczego Królestwa Polskiego. W 1910 roku Emilian Marciniuk w uprawie żyta stosował doświadczalnie nawożenie saletrowe, a buraki nawoził saletrą i superfosfatem.

Gdy wybuchła I wojna światowa wielu mężczyzn (np. Mikołaj Gierliński) wcielono do carskiego wojska. Latem 1915 roku przez wieś przeszedł front rosyjsko-niemiecki, w wyniku czego większość mieszkańców narodowości ruskiej, ale też i Polacy (np. bracia Rekuccy), wysiedlono do Rosji. Opuszczone przez nich gospodarstwa, zwłaszcza w części zachodniej wsi, zostały podpalone przez wycofujących się Rosjan. Zniszczeniu uległy również zabudowania dworskie po Janie Rostworowskim. Niektórym udało się uniknąć wysiedlenia. Ci, którzy utracili dach nad głową, przenieśli się do ocalałych z pożaru czworaków dworskich.



  1. W niepodległej Polsce

    1. Układ przestrzenny i zaludnienie

Wojna światowa nie zmieniła oblicza narodowościowego i wyznaniowego wsi – przeważała ludność ukraińska o wyznaniu prawosławnym. Według przeprowadzonego w 1921 roku powszechnego spisu ludności na 192 mieszkańców aż 135 deklarowało wyznanie prawosławne. Prawosławnych nie było natomiast w części zwanej „Folwarkiem”, liczącym 15 mieszkańców, zaś w kolonii Wujek było jedynie 9 osób tego wyznania na 74 mieszkańców ogółem. Poza prawosławnymi we wsi mieszkali jedynie rzymskokatoliccy w liczbie 57 osób, w Folwarku – 9, zaś w kolonii Wujek aż 65. W Zawodówce nie było ewangelików, zaś wyznawców religii mojżeszowej zanotowano 6 osób w Folwarku. Łącznie w Zawodówce znajdowało się 24 domy, natomiast w Folwarku tylko 2. Proporcje wyznaniowe i narodowościowe w późniejszych latach zapewne uległy zmianie, gdyż jeszcze wracali wysiedleni w 1915 roku do Rosji. Przed wybuchem II wojny światowej we wsi znajdowało się 49 zabudowań gospodarskich i już tylko 11 zabudowań w Wujku. Gromadę Zawadówka składała się wówczas z: wsi Zawadówka, kolonii Zawadówka, kolonii Wujek i folwarku Dębiny Łukie.

Wszelkie instytucje publiczne znajdowały się w pobliskiej Woli Wereszczyńskiej. Do czasu wybudowania tam szkoły powszechnej w Zawodówce na od strony jeziora mieściła się jednoklasówka. Nazywano ją „szkołą zimową”, bo tylko zimą funkcjonowała. Wiosną, latem i jesienią, to dzieci najczęściej pomagały przy pracach polowych, a na naukę nie było czasu14 – opowiada Alfred Dąbrowski. Uczyła w niej miejscowa Aniela Sacawa. Lekcje prowadzono także w prywatnym domu Marciniuków.

I wojnę światową przetrwały niektóre zabudowania dworskie po Rostworowskich, które wraz z częścią gruntów wykupił Teofil Józefowicz-Chlebicki. W ciągu kilku lat rozebrano je. Również gruntów dworskich zostało niewiele, gdyż w 1928 roku zajmowały powierzchnię zaledwie 92 morgów. Budynków już nie było, ale sad został. Były takie stare drzewa czereśni, czy jabłoni. Mama opowiadała, że przy wiatraku znajdowały się czworaki dworskie15 wspomina Genowefa Stadnik.

W Zawadówce w zdecydowanej przewadze mieszkały rodziny ukraińskie, chociażby Pilipiukowie, Artymukowie, Czubkowie, Gierlińscy, czy Kozłowscy. W 1928 roku założono filię Stowarzyszenia „Ridna Chata” („Ojczysty Dom”). Funkcjonowała 2 lata, a jej mężem zaufania był Józef Kozłowski. To ukraińskie stowarzyszenie stało się największą i najważniejszą organizacją oświatową tejże mniejszości narodowej w Polsce. Skupiało się głównie na kolportażu prasy ukraińskiej oraz organizowaniu życia kulturalnego Ukraińców.

Kilka rodzin było narodowości polskiej, np. Ciupczyńscy. Relacje polsko-ukraińskie były przed wojną w miarę poprawne. Z niektórymi Ukraińcami to bardzo dobrze się żyło. Za studnią w stronę młyna żył taki Artymiuk, dużo pomagał. Jak my choinkę na Trzech Króli rozbieraliśmy, to dawaliśmy Ukraińcom. Ogólnie do wojny nie było z nimi konfliktów16 – wspomina Genowefa Stadnik.

W Folwarku i Wujku gospodarowano na zasadzie wieczystej dzierżawy, a czynsz płacono na rzecz sukcesorów Jana Rostworowskiego. Dzięki dokonanemu w 1922 roku spisowi dzierżaw wieczystych Powiatu Włodawskiego dowiadujemy się o wielkości gospodarstw tych częściach Zawadówki. W Folwarku gospodarzyli Jan Tyryluk na 9 morgach, Andrzej Baraniuk na 6 morgach, Leon Koszeluk na 6 morgach i Jan Kozłowski na 16 morgach. Znajdowało się również szesnastomorgowe gospodarstwo braci Rekruckich, było jednak opustoszałe, gdyż właściciele nie powrócili do tego czasu z Rosji. Czynszu dzierżawnego nie płaciły rodziny Wochów, Emiliana Marciniuka oraz Józefa, Pawła i Ludwika Osieleńców, którzy nabyli pełne prawo własności. W dalszym ciągu Józef Osieleniec i Emilian Marciniuk byli poborcami czynszu dzierżawnego. Na Wujku znajdowało się 12 gospodarstw użytkowanych na zasadzie wieczystej dzierżawy. Należały do rodziny Dąbrowskich: Antoniego – 4 morgi, Katarzyny – 11 mórg, Teofila – 2 morgi, Józefa – 11 mórg, Adama – 11 mórg i Jana – 2 morgi, a także do Heleny Łobejko – 8 mórg, Jana Tymoszczuka – 6 mórg, Magdaleny Czeberak – 9 mórg, Józefa Sokołowskiego – 14 mórg i Karoliny Klimkiewicz – 4 morgi. Również i w Wujku znajdowało się jedno opuszczone gospodarstwo – 6 mórg Romualda Lutyńskiego, który również nie wrócił z Rosji. W latach trzydziestych w Wujku mieszkali także Śniadkowscy, Wójtowiczowie, Maliszewscy, Ulmanowie, Ciupczyńscy, Rucińscy, Łepłeciowie oraz Berkowie.

Jedną z bogatszych rodzin byli Dąbrowscy z Wujka, zwani przez mieszkańców „przemysłowcami”. Adam Dąbrowski z synem Janem zaraz po odzyskaniu niepodległości wybudowali dom murowany, na którego zużyto 35.000 cegły i 102 pudy wapna.17 Cegłę Dąbrowscy wyrabiali sami. Jan był miłośnikiem książek, zbieranych jeszcze w okresie rosyjskiego panowania. Miał bardzo duży księgozbiór, dlatego wielu mieszkańców mogło zapoznać się z treścią nie jednej lektury, jak trylogia Henryka Sienkiewicza, czy epopeja „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza18 – opowiada o teściu Alfred Dąbrowski. Jeszcze w okresie zaborów młody Jan spisywał w zeszycie treści zakazanych przez zaborcę patriotycznych pieśni i wierszy.

Przy jeziorze Łukim, powstała malutka osada zwana Dębiny Łukie, w której znajdowały się zabudowania folwarczne. Część zamieszkałą przez pracowników folwarcznych zwano Rybakówką. Właścicielami prawie 300-hektarowego majątku było małżeństwo Wandy i Stanisława Ulasińskich, którzy zakupili zadłużony majątek od Strzałkowskich. Stanisław urodził się w pobliskich Zienkach, a w młodym wieku wychowywał się we dworze swoich kuzynów Babskich. Pasją Wandy Ulasińskiej było malarstwo, a jedno z jej dzieł – obraz św. Teresy od Dzieciątka Jezusa, zawisło na bocznym ołtarzu kościoła w Woli Wereszczyńskiej. Niestety, wraz z pożarem kościoła z 1956 roku spłonął też obraz. W Dębinach Łukach mieszkała także matka Wandy. Genowefa Stadnik wspomina, że jak zmarła, to wieźli ją karawaną z pochodniami do Urszulina, a stamtąd w metalowej trumnie zawieźli ciało do Wilna.19

W uroczysku Ulasińscy wybudowali dworek z balkonem od strony jeziora. Przed domem była oszklona altanka, gdzie matka wystawiała wszystkie swoje kwiaty. Tędy można było wchodzić do domu, ale właściwie wejście znajdowało się przez mały ganeczek, potem przez sień do kuchni, do małego stołowego. Obok był babciny pokój, następnie duży stołowy salonik, dwie spiżarnie, sypialnie, toaleta20opisuje Danuta Bohdanowicz. Na zewnątrz dworek zdobiony był na ludowo, a ściany porastała pnąca się winorośl. Na wszystkich oknach znajdowały się okiennice. W wewnątrz również dbano o estetykę, o czym świadczyć mógł piec wybudowany z gdańskich kafli, liczne rzeźby na ścianach i obrazy malowane przez Ulasińską. Piękne to było21 – wspomina Alfred Dąbrowski. Głównym źródłem utrzymania było dla Ulasińskich jezioro Łukie. Jego dokładny opis poznajemy z „Rocznika Nauk Rolniczych i Leśnych”: Powierzchnia 163,3 ha. Brzegi nizkie, bagniste, częściowo porośnięte rzadkim, wyniszczonym lasem. Na wiosnę poziom wody znacznie się podnosi i z powodu niskich brzegów jeziora wylewa na łąki na znacznej przestrzeni. Największa głębokość zbadana przez nas wynosi 6 m. Część północna płytka, maksymum nie przekracza 2 m, część południowa głębsza. Dno równe, szlamiaste, u brzegów piaszczyste, pas przybrzeżny szeroki, spadek ku głębi bardzo łagodny. Jezioro żyzne, fauna i flora obfita. Rybostan mieszany, przeważa okoń i płotka często dużych rozmiarów, lin, karaś, słonecznica, leszcz, karp zapuszczony, szczupak w większej ilości, miętuz. Leszcza przed rokiem 1920 nie było. Zimą 1920-21 roku wynikła silna przyducha i prawie cała ryba wyginęła. W 1922 roku zostały zapuszczone 2 komplety terlaków leszcza (2 samice i 6 samców) i 100 kg drobnych leszczy.22 Alfred Dąbrowski opowiada, że jednego roku, jak była przyducha, to ze stawów wrony wyciągały karpie nawet dwudziestokilowe. Takie tutaj ryby były.23 Danuta Bohdanowicz pamięta ponadto, jak po jeziorze pływały kępy traw, na których kaczki łyski i nurki wiły gniazda.24

Do połowu ryb Ulasińscy zatrudniali wielu miejscowych. Zaraz po wojnie rybołówstwem zajmował się Michał Grabowiecki, później Berek z rodziną z Wujka, Kazimierz, Jan i Włodzimierz Dąbrowscy z Zawadówki, Feliks Matuszak z Grabniaka, a na służbę przyjęto kilkuletniego Henryka Pajączkowskiego z Zabrodzia. Transportem zajmowali się Żydzi i Polacy ze Starego Załucza. Stanisław Ośko wspominał, jak ryby wożono w beczkach z wodą, ale co jakiś czas trzeba było wodę wymienić. Pierwszy przystanek robiliśmy przy jeziorze Piaseczno, później zatrzymywaliśmy się przy studni w Ludwinie. Po drodze mieliśmy jeszcze kilka przystanków. W Lublinie rybę od nas odbierali Żydzi.25 Robotnicy folwarczni mieszkali w budynku murowanym, ze składem na sprzęt i pomieszczeniem mieszkalnym. W folwarku znajdowała się chłodnia z zebranego zimą lodu, który wystarczał na całe lato. Nawet w upalne lato ludzie pracowali w niej w kożuchach26 - opowiada Alfred Dąbrowski. Przetrzymywano w niej ryby złowione w jeziorze oraz ze stawów, które znajdowały się przy samym jeziorze i na trzęsawiskach od strony Starego Załucza.

Ulasińscy posiadali ponadto około 100 ha łąk i pastwisk, które wydzierżawiali miejscowym rolnikom. Użytki zielone znajdowały się na podłożu torfowym, dlatego wykorzystywano je do kopania torfu, który służył mieszkańcom do ogrzewania domów. Trzymali jeszcze konia, krowy i owce27 – dodaje Alfred Dąbrowski.

W wyniku konfliktu z ludnością ukraińską Zawadówki, którzy utrudniali przewóz ryby przez wieś, Ulasińscy usypali wzdłuż jeziora groblę prowadzącą do Załucza. Nazwaliśmy ją aleją róż. Prowadziła ona w stronę Załucza, ale nie do końca, bo potem zaczynały się trzęsawiska. To była trawa pływająca. Tam był również torf, który się kopało i suszyło na opał28przekazuje wspomnienia sióstr Ewa Strullu-Ulasińska. Przyczyną konfliktu było zakazanie mieszkańcom Zawodówki moczenia konopi w jeziorze. Spór potęgowało kłusownictwo. Ganiał ludzi nawet za najmniejszą rybę – wspomina Genowefa Stadnik. Wobec konfliktu z mieszkańcami, a przed usypaniem grobli, Ulasiński zorganizował transport ryb przez jezioro. Stanisław Ośko wspominał, że Ulasiński miał jednego takiego konia, który całe jezioro przepływał razem z wozem.29 Z czasem, dzięki zatrudnianiu mieszkańców do prac przy połowach i transporcie ryb, konflikt z Ulasińskim ustał.



    1. Życie codzienne

Głównym źródłem dochodu mieszkańców była praca na roli. Najbogatsi zatrudniali mniej majętnych, mieli też swoich parobków. Z zapisków Jana Dąbrowskiego poznać można stawki za pracę na łąkach i roli: W 1931 roku na 16 morgi łąki wyszło kosiarzy najemnych 11, po 4 złote dziennie zapłacono gotówką i 5 swoich licząc po 4 złote dziennie. Do tegoż siana najemnych grabarzy wyszło 5 po 2 złote za dzień, a swoich grabarzy 7 po 2 złote. Sprzątnięto siana 160 kopic bez potrawi. Rok był bardzo nieurodzajny na siano, co starczyło na przeżywienie pięciu sztuk dorosłych (tj. bydła) i jednego konia, bez obdzierania strzechy na paszę, bo w tym roku połowa ludzi dożywiała na wiosnę bydło strzechami. Snopek słomy w tym roku kosztował 1 złoty, a ćwierć żyta kosztowała 6 złotych. Kartofli w 1931 roku było zasadzone 1 morga i 250 prętów. Urodziło się 144 korce, korzec na miarę równał się 112 kilogramów kartofli. Kopaczy najemnych wyszło 23 po 2 złote dziennie, a swoich kopaczy 5, co stanowi 10 złotych.30 Każdy gospodarz zobowiązany był do prac publicznych, które najczęściej miały charakter świadczeń drogowych w naturze i wynosiły po kilka dni (zazwyczaj 1 tydzień) w roku. Bogatsi do takich prac zatrudniali biedniejszych.

Rolnictwo nie było jedynym źródłem utrzymania, wielu pracowało w gospodarstwie rybnym Ulasińskich. U Stanisława Osieleńca znajdowała się ponad stu-pniowa pszczela pasieka, a u Józefa Kołodzieja, Jana Łobejki i Głowackich – kuźnia. Rodzina Zielińskich była właścicielami młyna-wiatraka i olejarni. Położenie gospodarstwa na skraju wsi powodowało, że stało się obiektem zainteresowań rabusiów. O jednym rabunku pisano w „Kurjerze Lubelskim”: Ubiegłej nocy (…) niewykryci dotąd złodzieje skradli Andrzejowi Tymoszczukowi konia z wozem, wartości 400 zł. W trakcie ucieczki złodzieje zostawili konia, a zabrali ze sobą jedynie uprząż i wóz, na którym załadowali skradzione bezpośrednio przedtem zboże u właściciela wiatraka Zielińskiego.31 Olejarnię Zielińscy sprzedali w Starym Załuczu, natomiast wiatrak pod koniec lat trzydziestych odkupił Ukrainiec Czubek. Pracował w niej młynarz Tadeusz Szumski.

Na łąkach, głównie na uroczysku Szarzyna, eksploatowano torf, który po wysuszeniu służył jako opał. Mieszkająca w niedalekim Ostrówku Helena Brodowska opisała w swoich wspomnieniach prace przy torfie: Lubiłam tą robotę, choć była ciężka i brudna. Bawiła mnie umiejętność łapania cegiełek wykopywanych specjalnymi łopatkami (nożami) na drewnianych trzonkach przez mężczyzn stojących w dołach, w których schodzili coraz niżej, nierzadko w głęboką wodę. Odbierane, zazwyczaj przez kobiety mokre cegiełki torfu układano w stosy, po lekkim osuszeniu wiatrem ustawiano w małe „kuczki” przewiewne. Wysuszony wiatrem i słońcem torf zwożono do szop, gdzie również składowano drewno opałowe…32 Ze względu na utrudniony dostęp do innych surowców torf najczęściej stosowano do ogrzewania domów. Jak się na wieś wjechało, to od razu czuć było, że torfem opalane, strasznie śmierdziało. Ale jak wieczorem się podłożyło, to popiół jeszcze rano się tlił33 – powraca pamięcią Genowefa Stadnik.

Pracę w gospodarstwie rolnym wykonywano przy użyciu przestarzałego sprzętu, często z udziałem dzieci i starców. W biedniejszych rodzinach wykorzystywano każdą parę rąk, stąd licznie zdarzały się wypadki, również ze skutkiem śmiertelnym. Jeden wydarzył się w maju 1927 roku w kolonii Wujek, a opisała go gazeta lokalna „Ziemia Włodawska: Maliszewska Helena idąc do roboty w pole zabrała ze sobą dziecko siedmiotygodniowe, gdyż nie miała je przy kim zostawić. Po skończeniu pracy Maliszewska widocznie zbytnio skrępowała dziecko chustami, gdyż niosąc je do domu w drodze zadusiła. Dochodzenie policyjno-lekarskie ustaliło, iż śmierć dziecka spowodowane zostało przez nieostrożność matki.34 Cztery lata wcześniej w pobliskim jeziorze utonął Piotr Łepłecim. Wymieniony poszedł przez jezioro do stogu po siano i wracając z takowym do domu natrafił na cienki lód, który pod nim załamał się.35



  1. II wojna światowa

Wybuch wojny bardzo popsuł stosunki polsko-ukraińskie. Wielu Ukraińców jawnie manifestowało poparcie dla ideologii komunistycznej, a po nastaniu okupacji niemieckiej Niemcy powierzyli im zarządzanie sprawami wiejskimi. U nas nie było jeszcze tak źle, ale w Woli Wereszczyńskiej, to Polacy z Ukraińcami nie żyli w zgodzie. Jednak, jak wesele u nas gdzieś było, to na pasierba przychodzili i trzeba było dać im jeść. Ale jak potańczyli, to poszli36 – wspomina Genowefa Stadnik.

Niezależnie od narodowości wielu, zwłaszcza młodzi, wstąpiło do oddziałów partyzanckich. W polskich oddziałach Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) i Armii Krajowej (AK) służyli m.in. Wacław i Jan Wochowie, Henryk Sacawa, Feliks Marciniuk ps. „Szczygieł”, Czesław Dąbrowski ps. „Mars”, Stanisław Osieleniec ps. „Wierzba”, oficer łączności Piotr Osieleniec ps. „Grzmot”, Edward Główka ps. „Kaszka” (zginął w Puchaczowie w 1944 roku w boju z Niemcami) oraz Stanisław Ulasiński ps. „Szwoleżer”, który został komendantem ZWZ na obszar Starego i Nowego Załucza, Jagodna oraz Dębin Łukich. Zawodówka weszła natomiast do obwodu razem z Wolą Wereszczyńską i Babskiem. W majątku Ulasińskiego partyzanci zorganizowali skład broni, chowając ją w zabudowaniach i wodach jeziora. Jak do niego Ukraińcy przyjeżdżali aresztować, to on ich bimbrem poił tak, że mój ojciec później ich furmanką odwoził37opowiada Alfred Dąbrowski. Po kilku udanych próbach Ulasińskiego aresztowano i uwięziono na Zamku Lubelskim. Przez ten czas całkowicie osiwiał38 – opowiada córka Irena Ulasińska.

W mniejszej ilości mieszkańcy Zawadówki zasilali szeregi proradzieckich oddziałów partyzanckich. W ostatniej fazie wojny w domu Stanisława Osieleńca sztab ulokowała Brygada Armii Ludowej (AL) im. Wandy Wasilewskiej. Natomiast w dniu 7 maja 1944 roku przez cały dzień w Zawadówce stacjonowali partyzanci z oddziału AL, dowodzonego przez Leona Kasmana ps. „Janowski”.

Przez całą wojnę towarzyszyły represje, wielu (np. wspomniana nauczycielka Aniela Sacawa) wywieziono na roboty publiczne do III Rzeszy. Działalność represyjną okupanta ułatwiała obecność volksdeutscha Roberta Wegnera w administracji niemieckiej. Wegner był dzieckiem z mieszanego polsko-niemieckiego małżeństwa wyznania katolickiego, jednakże po wkroczeniu Niemców podpisał volklistę i wstąpił do SA (tj. Sturmabteilung), czyli oddziałów szturmowych NSDAP (Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników). Zajmował się kontyngentami. Tylko jak się dowiedział, że ktoś coś trzyma, to zaraz Niemców sprowadzał, do nas również39 – opowiada Wacław Rentflejsz ze Starego Załucza. Po wojnie pozostawił w Zawadówce żonę i dzieci, a sam wyjechał do Niemiec. Być może on doniósł o ukrywaniu się 2 żołnierzy sowieckich, tzw. „plennych”. Niemcy zabili ich na miejscu, a gospodarstwa, w których się ukrywali, spalono40 – wspomina Józef Artymiuk.

Peryferyjne położenie wsi sprzyjało bezprawiu. Rodzinę Dąbrowskich aż trzykrotnie obrobiono, co opisał w pamiętnikach sam gospodarz: W roku 1942, 1943, 1943 trzy rabunki. Pierwszy siedem Rusiny narabowali 7 worki pełne, było to przed święty. Drugi rabunek, na którym było cztery Żydy, te narabowali już mniej. Trzeci rabunek, na którym było dwa Polskich rabuśniki, które już nie mieli co zrabować.41 Z racji utrudnionego kontaktu z lekarzem powszechne były zarazy, szczególnie tyfus plamisty. Brakowało żywności, gdyż większość żywności oddawano w ramach kontyngentów. Jak się świnię wieczorem zabiło, to trzeba było do rana ją rozebrać i nikogo w tym czasie do domu nie wpuszczać42powraca pamięcią Genowefa Stadnik. Głównym źródłem utrzymania stawał się szmugiel zabronionymi towarami. Genowefa Stadnik wspomina, że woziłam spirytus i inne towary do Żydów w Parczewie. Gdy się palił, to brali. Ale zatrzymali mnie Niemcy ze Starego Załucza. Wszystko mi zabrali.43

Na początku okupacji dzieci mogły chodzić do polskiej szkoły w Woli Wereszczyńskiej. W sumie z takiej sposobności korzystało 11 dzieci z Wujka i 7 z Zawadówki. Kilkoro dzieci korzystało z lekcji prowadzonych przez prywatnego nauczyciela córek Stanisława Ulasińskiego. Ja u Ulasińskich przerabiałam trzecią i czwartą klasę. Nas tylko trzy ze wsi chodziło i dwie córki Ulasińskiego. Chodziliśmy tam tylko przez zimę, bo później wiosną nie dało się dojść. A i czasem młodzi Ukraińcy w drodze przez wieś dokuczali44 – wspomina Maria Kadela.

Możliwości chodzenia do szkoły nie miał żydowski chłopiec Mike Rozynek, ukrywany przez Ulmanów i Śniadkowskich z Wujka. Tam chłopca umieścili partyzanci żydowscy z oddziału Siemiona Baranowskiego. Po wojnie mały Mike wyemigrował do Kanady. Wojny nie przeżyła rodzina Berka. Danuta Bohdanowicz wspomina ich tragiczny los: Gdy ojca (tj. Stanisława Ulasińskiego) poinformowano, że Niemcy szukają Żydów, to on wywiózł tą rodzinę do Orłowa i ukrył ich w czółnach. Dowozili też im żywność, ale niestety Żydzi nie wytrzymali, wyszli stamtąd i wpadli w ręce Niemców.45

Podczas pacyfikacji Woli Wereszczyńskiej w dniach 17 i 28 czerwca 1944 roku w Zawodówce spalono kilka zabudowań. W obawie o swoje życie niektórzy schowali się w okolicznych zaroślach (głównie w Orłowie). Moi bracia uciekli do Załucza, ojciec natomiast wrócił się puścić luzem konie. Gdy wracał usłyszał strzały z młyna, dlatego też jak się położył w zbożu, to już do końca dnia nie ruszał się z miejsca46wspomina Roman Marciniuk.



  1. Powojenne represje

Zaraz po oswobodzeniu tych ziem z okupacji niemieckiej zaczęły organizować się komunistyczne struktury władzy, ale też i organy represji. Za samo posiadanie broni skazywano na więzienie. Stanisław Dąbrowski swoją przygodę z wymiarem sprawiedliwości opisał w pamiętnikach: Przyznałem się im, że pasąc bydło w pobliżu krzaków znalazłem mocno zardzewiały wżynek z karabina (typu mauzer) bez drzewa wyrzucony do lochu. Oznajmiłem im, że ten wżynek skradziono mi z pastwiska, gdzie go porzuciłem. Za posiadanie broni odesłany zostałem do Parczewa, po 4 do 5 dni odesłany zostałem do Włodawy, we Włodawie byłem w więzieniu miesiąc i przewieziony zostałem do Lublina na proces sądowy.47 Skazano go na 5 lat więzienia. Podobny los spotkał za to samo przewinienie Piotra Rynkiewicza.

Wzmożone represje i sprzyjające położenie wsi zachęcało do działalności w partyzantce antykomunistycznej WiN („Wolność i Niezawisłość”). Przystąpili do nich Andrzej Artymiuk, Bolesław Śniatkowski, Czesław Dąbrowski i Jan Bogutyn z Wujka oraz Franciszek Kapa, Zygmunt i Czesław Osieleńcowie, Bolesław Harasim Jan Woch ps. „Leszek” i Władysław Dąbrowski z Zawadówki. Często działalność w organizacjach partyzanckich nabierała charakter zbrodniczy, czego przykładem stał się Czesław Osieleniec, zabijając wielu mieszkańców wsi i okolic. W raporcie włodawskiego PUBP pisano, że lubi szmuglować, to on najwięcej handlował końmi.48 Zginął w czerwcu 1947 roku od kul członków Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej w Garbatówce. Wybrał się tam by zamordować Chimiuka, męża nauczycielki Melanii Chimiuk.

Według tajnych raportów włodawskiego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP), z grudnia 1944 roku Zawadówka uchodziła wówczas za miejscowość opanowaną przez organizacje konspiracyjne.49 Wielu z nich aresztowano, jednakże Czesławowi Dąbrowskiemu udało się z więzienia uciec. Z 12 na 13 sierpnia 1946 roku w antypartyzanckiej akcji w Zawadówce zginął starszy szeregowy Alojzy Grzeszczak. Oprócz oddziałów partyzanckich dość liczne były bandy, które pod niepodległościowymi hasłami realizowały własne cele, głównie o charakterze rabunkowym.



  1. W Polsce Ludowej

Pierwsze lata po wojnie to okres masowych przesiedleń. Jeszcze w 1943 roku w Zawadówce mieszkało 386 osób, a w marcu 1945 roku liczba ta nieznacznie zmalała do 356. Aż 228 osób (61 rodzin) było narodowości ukraińskiej, a polskiej tylko 128 (32 rodziny). Wiosną 1945 roku na Ukrainę dobrowolnie wyjechało 177 osób (41 rodzin). Byli wśród nich Adamiukowie, Groniukowie, Baraniukowie, Tyrylukowie, Wójtowicze, Czeberakowie, Rekućkowie, Kosobuccy, Tymoszczukowie, Gromiukowie, Wychowańcowie, Hertosowie, Mikitukowie, Artemiukowie, Niewiadomscy, Tyrylikowie, czy Buraczukowie. Różnie to było z tymi Ukraińcami. Niektórzy chcieli jechać, niektórzy nie, ale do ich wyjazdu dużo rabunków było. Do naszego domu wpadło kilku na Zielone Świątki i grozili, że będą „Polaczków riazat”. Ja się bałam, ale w domu był stryj Piotr, wojskowy, i powiedział grzecznie, żeby zjedli i grzecznie wyszli50 – powraca pamięcią Maria Kadela. Według spisu dzieci i młodzieży do dwudziestego roku życia, sporządzonego w czerwcu 1945 roku, w Zawadówce w tej kategorii wiekowej mieszkało 81 osób, 3 w Dębinach Łukich i 21 w Wujku. Z tego grona tylko 4 osoby posługiwały się językiem ukraińskim, jako ojczystym.

Pozostałych Ukraińców wywieziono w 1946 roku. Wysiedlenie miało charakter przymusowy i odbywało się przy wsparciu wojska. Typowanie wysiedleńców odbywało się na podstawie dokumentów tożsamości, niezależnie od wyznawanej religii. W dniach 25 i 25 czerwca zabrano 9 Ukraińców (2 rodziny), następnego dnia kolejnych 10 (3 rodziny), w dniach 28 i 29 czerwca – 35 (10 rodzin), a 3 i 4 lipca 3 osoby. Niektórym udało się zostać, a były to osoby zwłaszcza z mieszanych małżeństw. Wielu pomógł ks. Bolesław Krzywiec, wydając prawosławnym fikcyjne zaświadczenia o zawarciu związku małżeństwa z katolikiem, lub też katolickie metryki chrztu.

Na przełomie lat 1945-1946 do opustoszałych gospodarstw poukraińskich sprowadziło się 49 repatriantów zza Bugu (rodziny Haclów, Szatkowskich, Głogowskich, Malenkich, Najderów, Huzarków, Polaków, Matysiaków, Ryszkowskich, Jaworskich, Nienciaszków, Ostapiuków, Zduniaków, Urbanów, Nikusków, Nowackich, Wardów, Sztuków, Batuzów, Jaworowskich, Więcaszków, Pszczelników, Ślusarskich, Falkowskich i Mechów). Po kilku miesiącach niektórych z nich wysiedlono dalej na zachód. Chociażby w kwietniu 1946 roku do Radomia wywieziono dwuosobową rodzinę Matysiaków. W kolejnych miesiącach na „zimie odzyskane” przesiedlano kolejnych – np. Antoninę Stasiewicz i Jana Jaworskiego, w 1947 roku wyjechali Murawscy. Zaraz po wojnie wieś opuściło także kilku miejscowych, chociażby czteroosobowa rodzina Łobejków.

W wyniku przesiedleń poziom zaludnienia w Zawadówce zmalał prawie o połowę, gdyż w kwietniu 1947 roku w aktach gminnych zapisano już tylko 181 mieszkańców. Wszyscy deklarowali już polską narodowość. Przy aktualizacji podziału administracyjnego województwa Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie określając granice gromady Zawadówka wyszczególniła wieś, kolonię Zawadówka, kolonię Wujek i Dębiny Łukie PGR. Jeszcze do 1954 roku mieszkańcy zamieniali swoje siedliska, zajmując opuszczone gospodarstwa. W tym roku mierniczy Aleksander Łojko dokonał ostatnich pomiarów, porządkując tym samym sprawy własnościowe.

W nowych komunistycznych realiach niemożliwym było funkcjonowanie rybackiego majątku Ulasińskich. Stanisław wstąpił do wojska ludowego, obejmując dowództwo nad batalionem 26 Drezdeńskiego Pułku Piechoty, więc na Rybakówce przebywał rzadko. Kilkuletni ówcześnie Alfred Dąbrowski wspomina, jak w czasie, gdy Armia Czerwona wkroczyła w lipcu 1944 roku, to Ulasiński ubrał się w mundur wojskowy, wziął szablę i na swojej kasztance przedefilował przed Ukraińcami, zgłaszając się do punktu rekrutacyjnego w Wytycznie.51 Za wojenne zasługi odznaczono go Krzyżem Walecznych. Majątkiem zarządzała jego żona Wanda, wychowująca 3 córki. Ostatecznie Rybakówkę zajął Skarb Państwa, a właścicieli wysiedlono na „ziemie odzyskane”. Majątek przeszedł pod zarząd państwowego gospodarstwa rybnego w Starym Brusie. W 1945 roku Powiatowy Pełnomocnik Reformy Rolnej we Włodawie zezwolił na tymczasowe zamieszkiwanie Wandy, ale tylko do czasu zakończenia nauki przez najmłodsze córki. Po ich wyjeździe większość budynków rozebrano. Pozostał jedynie drewniany dworek, nazywany przez mieszkańców „Pokojami”, czy też „Pałacami”. Początkowo majątek dzierżawił Jan Marciniuk. W „Pokojach” mieszkali rybacy, jako ostatni rodzina Artymiuków. Ciężkie życie tam było. Piliśmy wodę z jeziora, a po jedzeniu wszystko trzeba było chować do skrzyni, bo zaraz szczury były. Nawet jak kurom ziarno sypaliśmy, to trzeba było jednocześnie kijem je odganiać52wspomina Andrzej Artymiuk. Po ich wyprowadzeniu się w 1959 roku również i ten budynek rozebrano.

W pierwszych kilkunastu latach po wojnie nastąpił nieznaczny spadek ludności w stosunku do stanu sprzed wojny. Na mapie topograficznej z 1965 roku oznaczono 45 gospodarstw w Zawadówce - 4 mniej od stanu sprzed wojny, i 6 w Wujku – połowa stanu sprzed wojny. Łącznie gospodarstwa te zamieszkiwało 223 osoby. Rybakówka była już w tym czasie osadą wyludnioną. W połowie lat osiemdziesiątych wieś zamieszkiwało około 170 osób – była tym samym liczebniejszą od Woli Wereszczyńskiej.

Pierwszym przedstawicielem Zawadówki w Gminnej Radzie Narodowej (GRN) w Woli Wereszczyńskiej z siedzibą w Urszulinie był Jan Marciniuk. W kwietniu 1950 roku na delegata GRN wybrano Józefa Mecha, w następnym roku również Marię Ryczkowską. W 1954 roku oprócz Mecha radnym i jednocześnie przewodniczącym został Bolesław Harasim. Pierwszym po wojnie sołtysem został Jan Dąbrowski, po nim obowiązki przejął Jan Krząstek.

W istniejącej od 1954 roku Gromadzkiej RN w Woli Wereszczyńskiej wieś reprezentował najpierw Piotr Gierliński, później Gierliński razem z Antonim Świątkiem, a po kolejnych wyborach razem z Janem Ulmanem. Do Gromadzkiej RN w Urszulinie wybrano w 1965 roku Piotra Gierlińskiego. W odtworzonej w 1978 roku GRN wieś reprezentował najpierw Henryk Ryszkowski, którego w 1965 roku wybrano również na przedstawiciela do Powiatowej RN we Włodawie. Od 1984 roku Zawadówkę w GRN reprezentował Józef Osieleniec.

Pierwsze lata po wojnie były szczególnie trudne dla indywidualnych rolników. Na gospodarzy nakładano coraz to więcej obciążeń finansowych. Szczególnie uciążliwy był podatek gruntowy. Obowiązkowymi dostawami objęto zboże, ziemniaki, trzodę chlewną i mleko. W latach 1952-1953 za niedostarczenie mleka ukarano grzywnami (od 50 do 300 złotych) Władysława Pawlędzio, Jana Marciniuka i Edwarda Śliwińskiego, natomiast za niedostarczenie zboża grzywnami w wysokości średnio 1.000 złotych ukarano Władysława Ośko i Jadwigę Ryczkowską. Wprowadzono obowiązkową kontraktację, nawet na takie rośliny jak len, którego gmina zobowiązała się w 1950 roku uprawiać na obszarze 90 ha. Pierwszy rok uprawy lnu wykazał niedochodowość produkcji, dlatego też w kolejnym nikt nie chciał podpisywać kontraktu. Kolejnym nakazem publicznym była obowiązkowa praca w państwowych gospodarstwach rolnych oraz obowiązek nocnej warty we wsi. Za jej opuszczenie Piotra Grzywaczewskiego i Józefa Sztukę ukarano grzywnami po 150 złotych.

Po wojnie komitet mieszkańców pod przewodnictwem Zygmunta Osieleńca podjął starania zmierzające ku utworzeniu nowej szkoły. Nie zyskały aprobaty lokalnej władzy, wobec czego dzieci musiały w dalszym ciągu chodzić do szkoły w Woli Wereszczyńskiej. W 1950 roku w poukraińskim domu Artymiuków umieszczono Punkt Zdrowia Matki i Dziecka. Ważną dla życia wsi instytucją było utworzone w latach sześćdziesiątych Kółko Rolnicze, przekształcone w Międzyszkółkową Bazę Maszynową, która odpłatnie świadczyła usługi na rzecz mieszkańców. Baza znajdowała się naprzeciwko młyna - jej budynki pozostały do dnia dzisiejszego.



  1. W latach współczesnych

Na początku nowego tysiąclecia we wsi zamieszkiwało 145 osób i była to największa miejscowość w rzymskokatolickiej parafii Wola Wereszczyńska. Do 2007 roku liczba ludności zmniejszyła się do 123 osób, zamieszkałych w 46 gospodarstwach rolnych. W ostatnich latach zaludnienie wzrosło do 139 osób (według stanu z 2010 roku). W 2000 roku wieś zwodociągowano.

Zawadówkę otaczają łąki i bagna Szarzyna, Moszaryny, Grądy, Rygle oraz Spławy, a także lasy Orłów (nazwa od siedliska orłów), Torfowisko, Sześciomorgi, Brzezinki. Jeszcze przez kilkanaście lat po wojnie z łąk Szarzyny i Spławy wydobywano torf dla celów grzewczych.

W wyborach samorządowych z 1990 roku mieszkańcy wybrali na funkcję radnego Rady Gminy w Urszulinie Józefa Osieleńca, 4 lata później radną została Jadwiga Woch. a w 1998 roku Alfred Dąbrowski. Tomasza Ryszkowskiego wybrano radnym w 2006 roku. Powierzono mu wówczas funkcję Zastępcy Przewodniczącego Rady Gminy. W 2010 roku radną została Monika Żuk. Funkcję sołtysa pełni obecnie Jan Ulman.

Do niedawna jedyną wiejską instytucją publiczną była Ochotnicza Straż Pożarna (OSP). Brak nowoczesnego i dużego sprzętu bojowego powoduję, iż jednostka ta od kilku lat nie notuje żadnych interwencji. W 2012 roku utworzono Stowarzyszenie „Pod Wiatrakiem”. Już w pierwszym roku działalności zorganizowano w świetlicy wiejskiej Dzień Dziecka i uroczystość utworzenia organizacji.

Obecnie w Zawadówce pozostały nieliczne ślady przypominające bogatą historię wsi. W drodze na Stare Załucze stoi dziewiętnastowieczny drewniany młyn obrotowy, typu koźlak. W latach sześćdziesiątych został zakupiony przez Wójtowiczów, a w młynie mieszkańcy mełli zboże jeszcze do lat siedemdziesiątych. W jego pobliżu znajduje się jedyna w gminie chata z pokryciem słomianym. Te zabytki architektury wiejskiej Polesia doskonale komponują się w szlaki przyrodniczo-turystyczne Poleskiego Parku Narodowego, które przebiegają przez wieś w stronę jeziora Łukiego i Starego Załucza. Walory przyrodnicze to największy atut tej miejscowości. Jezioro i otaczające je lasy są miejscem lęgowym wielu gatunków ptaków. W maju 1858 roku zoolog Władysław Taczanowski widział nad jeziorem bardzo rzadką rybitwę białoskrzydłą. Miejscowi odradzają jednakże nocne wyprawy w okolicę uroczyska Rybakówka, gdzie obecnie znajduje się wiata turystyczna parku oraz pływający pomost. Ponoć nocami coś straszy. Po zabudowaniach folwarcznych Ulasińskich pozostały jedynie krzewy bzu i kilka zdziczałych drzewek owocowych.

Otaczająca dzika przyroda z jednej strony przyciąga turystów, z drugiej zaś utrudnia rolnikom gospodarowanie. Powszechne są szkody w uprawach rolnych, wyrządzane przez dziką zwierzynę. W kwietniu 1998 roku pojawiło się zagrożenie wścieklizny. Wówczas Wicewojewoda Chełmski Kazimierz Żbikowski wydał rozporządzenie uznające wieś i tereny położone w odległości do 5 km za obszar zagrożony wścieklizną. Zakazano urządzania wszelkich polowań i odłowów, otwierania zwłok i zdejmowania skór ze zwierząt padłych, pozostawiania zwierząt gospodarskich na noc na pastwiskach, wybiegach i okólnikach oraz swobodnego puszczania psów i kotów, jak również wywożenia psów i kotów bez zgody lekarza weterynarii. Nakazano odstrzał sanitarny zwierząt dzikich, a wstęp do lasu ograniczono do niezbędnego minimum. Po upływie miesiąca rozporządzenie uchylono.



Źródła i literatura

  1. Źródła

  1. Prasa:

  • Gazeta Warszawska”, Warszawa, nr 241 z 1850 roku, nr 253 1866 roku, nr 240 z 1867 roku, nr 210 z 1869 roku, nr 10 z 1871 roku, nr 8 i 9 z 1884 roku, nr 140 z 1888 roku, http://ebuw.uw.edu.pl;

  1. Archiwa państwowe i dzienniki urzędowe:

  • Akta Gminy Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie (nr zespołu 74/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;

  • Chełmski Konsystorz Greckokatolicki (nr zespołu: 35/95/0), Archiwum Państwowe w Lublinie, http://www.szukajwarchiwach.pl;

  • Dziennik Urzędowy Guberni Lubelskiey, nr 24 z 1845 roku, http://dilibra.umcs.lublin.pl;

  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie, nr 1 z 1978 roku, nr 1 z 1984 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, nr 3 z 1953 roku, nr 1 z 1955 roku, nr 4 z 1958 roku, nr 17 z 1965 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Dziennik Urzędowy Województwa Chełmskiego, nr 8 z 1990 roku, nr 5 z 1994 roku, nr 6 i 7 z 1998 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 30 z 1935 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Starostwo Powiatu Włodawskiego (nr zespołu 416/4), Archiwum Państwowe w Lublinie;

  • Trzewik Michał, Zawadówka. Inwentaryzacja konserwatorska młyna wietrznego, Lublin 1980 (sygn. 76), Archiwum Zakładowe Chełmskiej Delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków;

  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;

  1. Spisy i mapy:

  • Busching Anton Friedrich (red.), Magazin fur die neue Historie und Geographie Angelegt, vol. 22, Halle 1788, http://www.books.google.com;

  • Carte von West-Gallizien In den Jahren von 1801 bis 1804, Anton Mayer von Heldensfeld, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;

  • Górzyński Sławomir i Chłapowski Krzysztof (wstęp i przypisy), „Regestr Diecezjów” Franciszka Czaykowskiego, czyli Właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784, Warszawa 2006;

  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992, http://www.geoportal.gov.pl;

  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;

  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, t. IV – Województwo Lubelskie;

  • Sulimierski Filip, Chlebowski Bronisław, Walewski Władysław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 14, Warszawa 1880-1902, http://.dir.icm.edu.pl;

  • Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, Warszawa 1827, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;

  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911-1915;

  1. Dokumenty w zbiorach lokalnych:

  • Dokumenty w zbiorach Alfreda Dąbrowskiego z Zawadówki, Edmunda Brożka z Włodawy i Romana Marciniuka z Urszulina;

  • Dokumenty w zbiorach własnych autora;

  • Kolberg Oskar, Chełmskie. Obraz etnograficzny, t. I-II, Kraków 1890-1891;

  • Kronika szkolna i dokumentacja zgromadzona w Szkole Podstawowej w Woli Wereszczyńskiej;

  • Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;

  1. Wspomnienia:

  • Brodowska-Kubicz Helena, Z chłopskiej łąki. Wspomnienia, Łódź 1994;

  • Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, t. XV, Włodawa 2008;

  • Pamiętniki spisane przez Jana i Stanisława Dąbrowskich z Zawadówki;

  • Roczniak Tadeusz, Historia Uściwierza i okolic. Czasy teraźniejsze, dawne i jeszcze dawniejsze …, http://www.usciwiesz.juz.pl;

  • Rostworowski Emanuel Mateusz, Popioły i korzenie. Szkice historyczne i rodzinne, Kraków 1985;

  • Rostworowski Jan Nałęcz, Wspomnienia z 1863 i 1864 roku, Kraków 1900;

  • Wspomnienia mieszkańców: Jan Ulman z Zawadówki, Stanisław Lutomski z Babska, Stanisław Ośko z Czarnego Lasu, Alfred Dąbrowski z Zawadówki, Janina Osieleniec (z domu Renflejsz) z Zawadówki, Roman Marciniuk z Urszulina, Eugenia Jung (z domu Sochaczewska) z Dębowca, Zdzisław Kopron, Józef Artymiuk z Woli Wereszczyńskiej, Maria Kadela (z domu Kędzierska) z Babska, Ewa Strullu-Ulasińska z Paryża, Danuta Bohdanowicz (z domu Ulasińska) z Giżycka, Andrzej Artymiuk z Zawadówki, Genowefa Stadnik (z domu Kopron) z Wólki Cycowskiej, Wacław Rentflejsz ze Starego Załucza, Irena Ulasińska z Ełka.

  1. Inne:

  • Chełmicki Wojciech, Antropogeniczne zmiany zwierciadła wód gruntowych w Polsce, [w:] „Przegląd Geograficzny”, zeszyt 1-2, t. 62 z 1990 roku, http://rcin.org.pl;

  • Przeździecki Aleksander, Jana Długosza Kanonika Krakowskiego Dzieła Wszystkie, Kraków 1867, http://www.books.google.com;

  • Sakowicz Stanisław, Kaszewski Leon, Badania pogłowia leszcza (Abramis brama L) w jeziorach z grupy Łęczyńsko-Włodawskiej na Podlasiu. cz. II. Analiza szybkości wzrostu leszcza, [w:] Schramm Wiktor (red.), Rocznik Nauk Rolniczych i Leśnych, Poznań, t. XXI, zeszyt 2 z 1929 roku, http://www.wbc.poznan.pl;

  • Sprawozdanie Centralnego Towarzystwa Rolniczego w Królestwie Polskim za rok za rok 1910, Warszawa, http://dilibra.umcs.lublin.pl;

  • Żychliński Teodor, Złota księga szlachty polskiej, 1899, t. 21, http://ebuw.uw.edu.pl.

  1. Strony www:

  1. Literatura:

  • Caban Ireneusz, Machocki Edward, Za władzę ludu, Lublin 1975;

  • Doroszewski Jerzy, Oświata i życie kulturalne społeczności ukraińskiej na Lubelszczyźnie w latach 1918-1939, Lublin 2000;

  • Giemza Zbigniew, Czary, zmory i upiory, czyli czego się bali ludzie na Polesiu, Urszulin 2007;

  • Giemza Zbigniew; Historia miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia”, Cyców, nr 3 z 2007 roku;

  • Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;

  • Kończal Małgorzata, Konwersje 1905-1957 w Wereszczynie, Lublin 2008;

  • Makus Grzegorz, Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa we Włodawie w walce z polskim podziemiem niepodległościowym w latach 1944-1947, Włodawa 2009;

  • Piotrkowski Wiesław, Zarys historii okolic Poleskiego Parku Narodowego, [w:] „Zeszyty muzealne”, t. X, Włodawa 2002;

  • Sokołowski Jan, Ptaki ziem polskich, t. 2, Warszawa 1972, http://books.google.com;

  • Winiarski Piotr, Od Bogdanowicza do Ejtminowicza. Z dziejów powstania styczniowego w Łęcznej i okolicy, [w:] „Studia Łęczyńskie“, t. 2-3, Łęczna 2010-2011.

1 Zbigniew Giemza; Historia miejscowości Gminy Urszulin, [w:] „Liderzy Polesia”, nr 3 z 2007 roku, s. 9.

2 „Gazeta Warszawska”, nr 8 z 1884 roku, s. 1.

3 Jan Nałęcz Rostworowski, Wspomnienia z 1863 i 1864 roku, s. 13.

4 Tamże, s. 16.

5 Tamże, s. 14-15.

6 Tamże, s. 40.

7 „Gazeta Warszawska”, nr 253 z 1866 roku, s. 8.

8 „Gazeta Warszawska”, nr 8 z 1884 roku, s. 2.

9 „Gazeta Rzemieślnicza”, nr 31 z 1898 roku, s.249.

10 Teodor Żychliński, Złota księga szlachty polskiej, 1899, t. 21, s. 222.

11 Emanuel Mateusz Rostworowski, Popioły i korzenie. Szkice historyczne i rodzinne, s. ?

12 Relacja z 5 lipca 2009 roku. W zbiorach własnych.

13 Dokument w zbiorach Alfreda Dąbrowskiego. Tłumaczył Adam Panasiuk.

14 Relacja z 27 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

15 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

16 Tamże.

17 Dokument w zbiorach Alfreda Dąbrowskiego.

18 Relacja z 17 listopada 2007 roku. W zbiorach własnych.

19 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

20 Relacja z 17 lipca 2009 roku. W zbiorach własnych.

21 Relacja z 27 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

22 Stanisław K. Sakowicz, Leon Kaszewski, Badania pogłowia leszcza (Abramis brama L) w jeziorach z grupy Łęczyńsko-Włodawskiej na Podlasiu. Cz. II. Analiza szybkości wzrostu leszcza, [w:] Wiktor Schramm (red.), Rocznik Nauk Rolniczych i Leśnych, Poznań, t. XXI, zeszyt 2 z 1929 roku, s. 196.

23 Relacja z 27 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

24 Relacja z 17 lipca 2009 roku. W zbiorach własnych.

25 Relacja z 25 stycznia 2009 roku. W zbiorach własnych.

26 Relacja z 27 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

27 Tamże.

28 Relacja z 17 lipca 2009 roku. W zbiorach własnych.

29 Relacja z 25 stycznia 2009 roku. W zbiorach własnych.

30 Dokument w zbiorach Alfreda Dąbrowskiego.

31 „Kurjer Lubelski”, nr 151 z 1932 roku, s. 3.

32 Helena Brodowska-Kubicz, Z chłopskiej łąki. Wspomnienia, s. 9.

33 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

34 „Ziemia Włodawska”, nr 11 z 1927 roku, s. 8.

35 „Ziemia Włodawska”, nr 4 z 1923 roku, s 10.

36 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

37 Relacja z 27 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

38 Relacja z 23 lipca 2012 roku. W zbiorach własnych.

39 Relacja z 13 stycznia 2012 roku. W zbiorach własnych.

40 Relacja z 24 marca 2010 roku. W zbiorach własnych.

41 Pamiętnik w zbiorach Alfreda Dąbrowskiego.

42 Relacja z 27 marca 2011 roku. W zbiorach własnych.

43 Tamże.

44 Relacja z 30 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

45 Relacja z 17 lipca 2009 roku. W zbiorach własnych.

46 Relacja z 21 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

47 Pamiętnik w zbiorach Alfreda Dąbrowskiego.

48 Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne, PUBP Włodawa 1944-1964, Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin.

49 Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie, op. cit.

50 Relacja z 30 lipca 2010 roku. W zbiorach własnych.

51 Relacja z 27 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

52 Relacja z 22 sierpnia 2010 roku. W zbiorach własnych.

53 Relacja z 27 maja 2009 roku. W zbiorach własnych.

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
annakrzastek  - Sprostowanie do artykułu   |2017-09-06 05:20:24
W historii o wsi Zawadówka z lat 47-54 podano, że sołtysem byl Jan Krzystek . Jest to nieprawdą nazwisko brzmi Jan Krząstek o mój ojciec . Moja siostra Irena urodziła się w 1947r, ja Anna
1951, mój brat Władysław 1952r wszyscy w Zawadówce. W tym czasie nie mieszkali w Zawadówce Krzystkowie. Proszę o sprostowanie naszego nazwiska w historii Zawadówki. Z poważaniem Anna
Krząstek-Szyszka
Administrator   |2017-09-07 14:50:31
Naturalnie, nazwisko poprawię. To efekt błędnego zapisania w protokołach gminnych. Urzędnicy w tamtych czasach mieli jeszcze duże problemy z pisaniem i bardzo często spotykam się z
przekręconymi nazwiskami. A czy posiada Pani fotografie z Zawadówki, których kopie mógłbym umieścić na stronie.
Pozdrawiam
Adam Panasiuk
panasiuk.adam80@gmail.com
lablenka_x  - Okupacja niemiecka   |2017-06-15 04:00:26
W Zawadówce podczas okupacji mieszkało kilka rodzin wysiedlonych z poznańskiego. Pan Bielawski pracował w stolarni.Może ktoś posiada zdjęcie tej stolarni. Może ktoś tych wysiedleńców
jeszcze pamięta?? Zbieram wspomnienia wysiedlonych do książki , która przygotowuję i każda dodatkowa informacja jest szczególnie cenna. Pozdrawiam.
Anonimowy   |2017-06-16 16:40:08
Witam serdecznie.
Ale czy na pewno ma Pani na myśli właściwą Zawadówkę. Tu opisana jest Zawadówka pod Wolą Wereszczyńską. Nie dotarłem, by podczas II woj św. mieszkali tu tzw Poznaniacy,
by w tej Zawadówce nie było ludności niemieckiej, a z reguły to Poznaniacy zamieszkiwali w gospodarstwach po wyjeżdżających Niemcach.
Pozdrawiam
Adam Panasiuk
Aga  - Rodzina Wojdeckich   |2017-05-09 04:01:41
Witam.Szukam informacji o rodzinie mojej babci z domu Wojdecki . Mieszkała we wsi Zawadowka, jej rodzice Szymon i Anna mieli mlyn. W wieku 5 lat (1930) rodzice umarli i została wysłana do
sierocinca wraz z bratem Izydor em, oraz siostra Gienia. Czy ktoś słyszał o tej rodzinie? Miała jeszcze starsza siostrę Marysia ale nie znam nazwiska po jej mezu.
Anonimowy   |2017-05-10 16:47:06
Witam serdecznie
Niestety, nic nie mam na temat Pani/Pana rodziny, co nie oznacza, że taka mogła być. Archiwaliów z tego okresu prawie w ogóle nie ma, bo gmina spłonęła w 1944 r., dokumentacja
starostwa również została zniszczona. Stąd w lokalnej historii jest jeszcze wiele białych plam. A czy miałaby Pani/Pan jakiś dokument z Zawadówki?
Pozdrawiam
Adam Panasiuk
Anonimowy   |2011-12-01 21:50:53
Ta chałupa na zdjęciach to dom moich śp. dziadków Antoniego i Józefy Ślusarczyków. Obecnie prezentuje się fatalnie, pozbawiony jest drewnianych ornamentów (cześć z nich widziałem kiedyś
na strychu), posiada typowy rozkład izb. Kuchnia z piecem chlebowym powinna być w bardzo dobrym stanie. Pamiętam jak moja babcia w czasie żniw piekła w nim chleb :) Rzadko się to zdarzało,
najczęściej po chleb jeździło się do sklepu w Woli Wereszczyńskiej. Sklep w Zawadówce niedaleko kościoła funkcjonował do" bardzo wczesnego mojego dzieciństwa" i po prostu byłem za
mały aby tam robić zakupy....
Administrator  - chałupa   |2011-12-02 11:55:35
Może się coś zachowało z dokumentów, czy zdjęć?
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
kamilu   |2011-11-01 19:48:35
Gratuluje Adam!! Świetna robota! Gdyby nie Ty, historia mojej wsi z roku na rok by umierała.
Pozdrawiam serdecznie
Kamila Węglewska
Małgosia  - Zawadówka   |2011-04-14 14:48:35
Jestem wdzięczna za zainteresowanie. Niestety żadnych zdjęć nie posiadam.
Z poważaniem Małgorzata Zubowicz
Małgosia  - Zawadówka   |2011-04-12 22:04:49
Witam Panie Adamie!
Mój dziadek Tadeusz Szumski pochodził z przedwojennej Zawadówki.Był młynarzem.Miał brata Michała. Z żoną Romualdą (z domu Łozińska) i trzema synami po wojnie osiedlił
się na ziemiach odzyskanych .Dziadkowie i mój ojciec (Józef -najstarszy syn) już nie żyją , szukam wszelkich informacji na temat rodziny .Pozdrawiam.
Małgorzata Zubowicz
admin  - szumski   |2011-04-13 19:14:21
Witam
Niestety, ale przeszukałem dokumenty, które posiadam i nic o braciach Szumskich nie znalazłem. Ale będę miał w pamięci i monografię uzupełnię, bo młyn, w którym Pani dziadek
pracował jeszcze stoi. Można zobaczyć go w galerii zdjęć współczesnych. A może u Pani lub w rodzinie zachowały się jakieś zdjęcia z Zawadówki? Choć z Zawadówki zdjęć mam dużo to są
to bądź z majątku nad jeziorem lu wykonane w czasie wojny i po jej zakończeniu. Bardzo mało mam z okresu przedwojennego.
W razie jakby znalazły się jakieś zdjęcia byłbym wdzięczny za
kontakt na adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2013-09-16 13:16:12
Witam! Mój mąż nazywał się z domu Szumski ma na imię Włodzimierz pamięta że miał siostrę Żenię [Gienię] była starsza od niego bo pamięta że nosiła go na plecach byli w czasie wojny
w domu dziecka w Połocku mąż urodził się 1940roku tak ma napisane w metryce ale to może być fałszywe został adoptowany a jego siostra została w domu dziecka gdy dorósł szukał swojej
siostry przez czerwony krzyż ale bez skutecznie może ktoś będzie wiedział o dwójce dzieci które zginęły rodzinie Szumskich bylibyśmy bardzo wdzięczni gdy by się jaka kolwiek rodzina
odnalazła bo nie wiemy czy siostra męża żyje pozdrawiamy
karol  - zawadówka   |2010-10-29 20:49:43
hej o której zawadówce piszesz koło chełma blizej tez była zawadówka bym chciał cos o nie usłyszec
Anna  - Zawadówka   |2010-10-29 20:56:47
Pisałam o Zawadówce na Kresach, dawne woj. tarnopolskie
administrator  - zawadówka   |2010-10-31 19:53:07
Niestety, musi Pan o Zawadówce koło Chełma sam coś poszukać, ta Zawadówka jest koło Urszulina.
anna352  - Łozińscy, Dydynowei   |2010-06-02 18:58:01
Czy wiadomo coś o tych rodzinach? Są jakieś dokumenty, akty? To moja rodzina ze strony matki i babci. Szukam jakichkolwiek informacji, bo moja mama i babcia już nie żyją.
Anna
administrator  - łozińscy   |2010-06-02 19:49:50
Niestety ja nie natrafiłem na te nazwiska lub je nie pamiętam, ale jak na nie natrafię to dam znać.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
josel  - Rodzina Śniatkowskich   |2010-04-21 08:42:21
Czy ktos moze zna dzieje rodziny p.Śniatkowskich z Zawadowka,ktorzy ratowali Zydow w czasie wojna.Niestety imienie nie pamietac.Bede bardo wdzieczny jak ktos poda o nich informacja i adres
Josel
Rosenthal N.Y.USA
administrator  - śniatkowscy   |2010-04-22 17:15:45
Jak będę miał więcej czasu to udam się do rodziny Śniatkowskich,może czegoś się dowiem. Byłbym wdzięczny za wszelkie informacje, czy też zdjęcia, jakie Pan posiada o losach Żydów z
Zawadówki i okolic.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2010-04-26 08:18:17
Znam rodzinę Śniatkowskich i Ulmanów.To moja dalsza rodzina. Małgorzata
Anonimowy  - JNFORMACJE   |2013-08-27 18:30:26
Pochodze z rodziny Sniatkowskich jezeli pan chce uzyskac informacje podaje adres. i telefon .Zawadowka 47 22-234 Urszulin wj.Lubelskie telefon.0048825712227
Anonimowy   |2009-06-17 14:59:39
Bedę sie starał pogrzebac coś w archiwach rodzinnych, ale to wymaga wyjazdu, bo mój ojciec w Krakowie takich fotografii nie posiada.
pozdrowienia
Cezary Ulasiński
administrator   |2009-06-28 07:22:12
Witam Panie Cezary
Dziękuję za zainteresowanie. Będę czekał na informacje, czy wszelkiego rodzaju skany, fotokopie zdjęć i innych dokumentów z okresu pobytu Pana rodziny w Dębinach Łukich.

Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2009-05-13 15:29:03
dziekuje za informacje o moim przodku. Parę lat temu ogladałem miejsce po starym dworku, według mojego ojca Zdzisława Ulasińskiego, modrzewiowym
Cezary Ulasiński
administrator  - ulasiński   |2009-05-13 22:08:29
Cieszę się, że artykuł dostarczył Panu trochę informacji. Faktycznie, przodkowie Pana mieszkali kiedyś w bardzo ładnym miejscu, a i słyszałem dworek też był ładny i zadbany. Chciałbym
bardzo umieścić stare zdjęcia z tego miejsca, ale niestety żadnych nie mam, mieszkańcy również nie posiadają. Może u Pana coś się zachowało z pamiątek fotograficznych rodziny. Byłbym
bardzo wdzięczny, a i galeria wsi niewątpliwie zostałby bezcennie wzbogacona. Raz pisał do mnie Pan Andrzej Ulasiński, ale niestety kontakt się urwał. Tak więc proszę o pomoc.
Pozdrawiam
Ewa Ulasinska-Strullu  - informacja   |2009-07-21 17:47:40
Szanowny Panie
Siostra moja Danuta podala mi informacje oPana poszukiwaniach.
Wnosze poprawke do tekstu ktory pobierznie przeczytalam: Ostatnim wlasciciielem prawnym Debin byla moja matka Wanda
Ulasinska.
Stanislaw Ulasinski z zawodu agronom tym majatkiem zarzadzal.
Andrzej Ulasinski jest synem Stanislawa z drugiego malrzenstwa ,nigdy w Debinach nie
mieszkal ,nie moze Panu udzielic zadnej
na ten temat informacji.
Kto to jest Cezary Ulasinski?
Jestem do Pana dyspozycji w sprawie ewentualnych pytan.
Z powarzaniem
Ewa Ulasinska-Strullu
administrator  - Dębiny   |2009-07-21 18:50:22
Witam Pani Ewo.
Cieszę się z kontaktu od Pani. Czekam też na wszelkie uwagi dotyczące treści artykułu. Uwagi które Pani napisała oczywiście naniosę w najbliższym czasie. Pan Cezary
Ulasiński, trudno mi powiedzieć o więzach rodzinnych, gdyż nie wnikałem w ten temat, bo to nie moje zadanie.
Natomiast chciałbym wszelkie informacje, które mogłyby coś wnieść do monografii
wsi, czy też zdjęcia, które mógłbym umieścić w galerii wsi. Chodzi mi szczególnie o zdjęcia dworku, zdjęcia z codziennych prac na folwarku.
Mój kontakt to
adam.panasiuk@interia.pl
Pozdrawiam
Mat   |2014-08-29 10:27:38
Witam

Wydawało mi się, że Andrzej U. jest synem Jana U., rzeczywiście z drugiego małżeństwa.
Niestety nie mogę się upewnić na 100%, bo dziadek już nie żyje.

Pozdrawiam
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Czwartek, 07 Wrzesień 2017 18:52