Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 15
SłabyŚwietny 
Dodaj swój Komentarz

 

CZARY, ZMORY I UPIORY - czyli czego się na Polesiu ludzie bali.

 

,,Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co podziwiacie’’. Zwiedzając Poleski Park Narodowy, poznamy dziewiczą przyrodę, a tu mówią,, że chodzenie po bagnach wciąga’’, również tu jeszcze spotkamy się z tradycją ludową, czarami, strachami i upiorami.

 

 

 

Żądza złota.

 

Sto, może dwieście lat temu, a może jeszcze dawniej, we wsi Stare Załucze, idąc w kierunku Zawodówki, gdzie dzisiaj rosną dwa srebrne świerki, stała biedna chatka, w której mieszkał stary biedny chłop, co zwał się Bornus. Zawsze narzekał, a to, że bieda we wsi, na nic się nie rodzi, a nawet jak się urodzi; to albo susza albo burze i pioruny zniszczą plony, a w chacie zawsze bieda i gdyby ktoś dałby mu pieniądze, to nawet oddałby diabłu dusze. Raz w nocy przyszedł do niego jakiś nieznajomy pan i obiecał dać mu tyle złota, ile zdoła podnieść, w zamian za podpisanie cyrografu na jego duszę. Bornus ochoczo się zgodził, cyrograf podpisał i obiecane złoto otrzymał. Lecz tak jak był biedny, dalej był biedny, bo szkoda było mu tego złota ruszyć. Zakopał złoto na moczarach, w stawie lub biegnącym nieopodal głębokim rowie, na którym był drewniany mostek, w tylko sobie znanym miejscu. Niedługo potem jeszcze pożył, bo w zimie zmarł, a diabeł zabrał jego duszę. I od tej pory na tym moście straszyło.

Zawsze przed godziną dwunastą w nocy, na moście stał jakiś pan, w czarnym płaszczu lub we fraku, w kapeluszu na głowie i pilnował ukrytego skarbu. Często przechodzący nocą ludzie go wdzieli, lecz on nikogo nie zaczepiał. Dopiero jak ktoś zauważył, że zamiast butów miał kopyta, strach objął całą okolice. Wiedziano wtedy, że to diabeł strzegący zakopanego złota. Często mamiło ludzi, w tej okolicy. Zdarzało się, że taki nocny podróżny całą noc błąkał się, chodząc wkoło, aby o wschodzie słońca stwierdzić, że pomimo całonocnego błądzenia, jest w tym samym miejscu skąd wyszedł. Taki stan rzeczy, szerzący grozę wśród mieszkańców okolicznych wsi, trwał dosyć długo dopóty, dopóki dziedzic Ulasiński, po zakupie Jeziora Łukie z okolicznymi bagnami i moczarami nie postawił krzyży na granicach swojego majątku. Jeden z tych krzyży, postawił przy mostku, w miejscu nawiedzanym przez strzegącego skarbów Bornusa diabła. Od tej pory już go nie spotykano, a złoto do dnia dzisiejszego leży gdzieś zakopane na bagnach. A do twój pory stoi tam drewniany krzyż, jako dowód na tej opowieści.

 

Wróżby i uroki, czyli jak drzewiej leczono.

 

Na uroczysku zwanym ,,Kirkutem”, co można się domyślać w miejscu starego cmentarza żydowskiego, w nędznej chacie, mieszkała stara  babula,  co  może  miała tylko jeden ząb, a może w ogóle nie miała,  słynna  na  całą  okolicę z wróżenia. Mimo że chatkę miała skromną, to jednak żyła dostatnio z opłat za wróżenie, głównie pannom, jak i mężatkom. Wróżkę tą nazywano Zwida. Miała ona czarnego kota, który siedział na progu chaty i nikogo nie wpuszczał do środka. Nawet kobiety, które przyszły sobie wróżyć, słuchały Zwidy przez próg, nie odważając się przestąpić progu chaty. Uważano powszechnie, że kot to czart na usługach Zwidy. Umiała również czarować, czym budziła zazdrość i zawiść okolicznej ludności. Potrafiła zabrać krowom mleko, rzucić na kogoś urok, zawiązać kłosy żyta w węzeł, przez co całe zbiory uległy zniszczeniu, albo od robactwa, albo od myszy. Zdarzyło się, że gospodarzowi, który nie chciał dać jej mleka, urodziło się ciele z dwoma głowami, na drugiego co zwał się Łabędź rzuciła urok i krowa mu zachorowała, że trzeba było ją dobić, a przy obdzieraniu ze skóry, tyle spłynęło mleka, że zalało ono całe podwórko. Ludzie bardzo długo bali się Zwidy jak ognia, gdy szła przez wieś, matki zabierały i chowały przed nią dzieci, aby czasem nie rzuciła uroku. Aż do czasu, gdy jeden z wiejskich parobków, uważany za głupiego, nie podpalił jej chaty. Wraz z chatą, spaliła się Zwida z całym swoim dostatkiem i wiedzą. Ponoć podpalacza pokręciło i niedługo potem zmarł. Na miejscu spalonej chaty, został tylko czarny kot, który nie dopuszczał ludzi, gryzł i wydrapywał oczy. Miejsce to omijali ludzie z daleka.

W Kaniwoli żyła stara babka, co nazywano ją Kaszarką. Ból brzucha leczyła stawiając garnki. W przekrojony kartofel wbijała smolne szczypki, które następnie podpalała i przykrywała odwróconym glinianym garnkiem. Zdarzało się często, że garnek tak przyssał się do brzucha, że trzeba go było rozbić, bo nie można go było oderwać.

Uroki zadane komuś przez złe oczy leczyła rzucając na wodę chleb i węgiel drzewny. Jeżeli węgiel pierwszy poszedł na dno, to urok zadał mężczyzna, jeżeli chleb, to kobieta. I wtedy brała, albo portki chłopa, albo spódnice babską, przeciągała po chorym, trzy razy spluwając za siebie, wymawiając przy tym zaklęcie ,,Lepsze Boże Narodzenie, jak ludzkie spojrzenie’’. Była też stara baba, która leczyła dzieci. Przy każdej chorobie, gdy dziecko płakało, leczenie jej polegało na przyciąganiu kolana i łokcia do siebie, aż się złączyły. Często przy takiej kuracji dużo dzieci było garbatych. Następnie przykrywano dziecko dużą niecką i przeganiano przez nią świnie. I wtedy to już całkiem miało być dobrze i dziecko powinno wyzdrowieć.

 

 

Skrzaty, czyli dobre duszki chaty.

 

Odwieczna tradycja Poleska nakazywała hołubić i szanować dobre duchy zamieszkujące chatę. Nazywano ich ,,domownikami’’ lub ,,skrzatami”. Należało ich karmić, za to one opiekowały się tą chatą, w której mieszkały. Gospodyni dojąc rano i wieczorem krowę zawsze odlewała do miski trochę mleka dla skrzatów, i cieszyła się, że później mleka nie było. Zwyczaj ten wykorzystywały, dosyć licznie występujące węże zaskrońce. I to one przychodziły pić pozostawione mleko, przy okazji tępiły myszy. Koty zaś mogły spokojnie wygrzewać się na zapiecku. Także, gdy z okazji Świąt, kiedy kobiety piekły pierogi z gruszkami, grochem lub kaszą, to zawsze zostawiano na górze porę pierogów dla skrzatów, aby i one mogły się pożywić. Dawano im także kaszę jaglaną, którą trzeba było najpierw wystudzić, bo gorącą zwalali zaraz na łeb. I mogły się obrazić.

 

Na psa urok.

 

Wiara w rzucanie uroków i ,,złe oczy” była tak mocna, że ludzie starali się od tego bronić. Gdy gospodyni sprzedała lub dała komuś mleko, zawsze po kryjomu sypała do mleka szczyptę soli, aby ten ktoś nie zabrał krowom mleka. Uważano, że to tak, gdy się komuś oczy zaprószy solą i wtedy on nie widzi. W ten dzień, gdy się urodziło ciele nie wolno było nikomu nic pożyczyć, bo później krowa była rykliwa. Aby zapobiec, że ktoś odbierze krowom mleko kładziono kosę lub sierp pod próg obory. Również, gdy na Wielkanoc święcono jajka, to święcili też i masło, i tym święconym masłem smarowano krowie rogi i wymiona, wtedy już nikt nie mógł odebrać krowie mleka.

Święcono też kasztany, gdyż wierzono, że święcony kasztan przynosi szczęście w miłości.

Dziewczyna, gdy zaczynała kroić chleb, pierwszą krajkie, przylepkę zatrzymuje dla siebie, aby ją chłopcy kochali i aby któryś przylepił się do niej.

Częstym utrapieniem gospodarzy były ,,zmory”. W widne noce, podczas pełni księżyca. Zmora zakradała się do stajni i jeździła na koniu. Wchodząc rano do stajni, zastawał gospodarz zmęczonego konia, całego w pianie, z grzywą i ogonem tak splątanym w węzły i supły, że trzeba było obciąć, bo nie dało rozwiązać. ,,Zmory” nikt nie widział, chociaż ludzie słyszeli tętent w stajni, jak koń się tłucze i skacze. Aby ,,zmora” nie przychodziła, trzeba było zabić jastrzębia, i nad drzwiami w stajni przybić go z rozpostartymi skrzydłami. Jak wisiał jastrząb, to już ,,zmora” nie przyszła i konia nie męczyła?

Do dnia dzisiejszego, panuje głębokie przekonanie i wiara, że ,,złe” istnieje a diabeł chodzi po świecie i ukazuje się ludziom. Wśród licznych relacji, opowiadający powołują się na świadków, i są głęboko przekonani, że widzieli diabła.

Ukazuje się on przeważnie pod postacią barana, ogromnego psa, czarnego kota, lub ładnie  ubranego Pana w kapeluszu, z fajką i okularach.  I tylko w wybranych miejscach: na torfiankach, w miejscu gdzie stała dawniej karczma, oraz w pobliżu figurek na rozstajnych drogach. Niekiedy można było usłyszeć ,,złego”: pod postacią czarnego kota uderzony kijem rzewnie płakał, innym razem, zawołany ciziu, ciziu, przedrzeźniał powtarzając kiziu, kiziu.

Wierzono również, że diabeł był na usługach niektórych gospodarzy, jednak kazał sobie drogo płacić. Często, jako zapłatę porywał młodą ładną dziewczynę, córkę gospodarza.

 

Zaklęty Młodzieniec

 

Pomiędzy wsią Orzechów Nowy a Zienkami położona jest urokliwa wieś Komarówka. Z nią związana jest tragiczna legenda niespełnionej miłości. Razu pewnego zdarzyło się, że piękny młodzieniec zakochał się w pięknej, jasnowłosej, lecz biednej dziewicy. Matka jego, mimo że znała ich ogromne uczucie kategorycznie sprzeciwiała się ożenkowi syna. Nie pomogły prośby i groźby matki, syn, co wieczór kulbaczył rączego wierzchowca i udawał się do ukochanej. Aż pewnego razu, w ogromnej złości matka przeklęła syna. W jednej chwili młodzieniec zamienił się w potężne drzewo jawor, a jego koń w głaz. Po wielu latach, gdy chłopi ścieli jawor z jego pnia wypłynął sok czerwony jak krew, tworząc wokół ogromną kałużę niewysychającą przez wiele dni. Zjawisko to budziło trwogę wśród mieszkańców, zaś koń zaklęty w głaz leży na uroczysku Cycowiec nad rzeką Piwonią. Do dziś można rozpoznać sylwetkę galopującego rumaka z rozwianą grzywą.

 

Legendy Zawadówki

 

Uroczysko Rybakówka we wsi Zawadówka nazywano ,,Pałace” lub ,,Pokoje’’, gdzie  jeszcze po wojnie stał dwór Ulasińskiego. W pogodną księżycową noc można jeszcze dzisiaj usłyszeć plusk wioseł, a czasem zobaczyć ducha jeziora, który pływa po jeziorze Łukie, pilnując ryb i strasząc kłusowników. Również w tej samej Zawadówce istnieje do dzisiaj przy trakcie Załucze Stare - Zawadówka, mała sadzawka porosła trzcinami i oczeretami, z którego ponoć woda nigdy nie wysycha. Według legendy w miejscu tym, stała żydowska karczma. Cieszyła się bardzo złą sławą. Chłopi, zamiast iść w pole, całe dnie i noce przesiadywali w  karczmie, przepijając ciężko zarobione pieniądze, za plony i tak lichych  zborów. W końcu  gospodynie nie wytrzymały, karczmarza przegnały, a karczmę przeklęły co by na wieki zapadła się pod ziemię. Co też, tak się stało A do tej pory, czasami, w miejscu gdzie ongiś  stała karczma, słychać gwar wesołej biesiady, śpiewy biesiadników i brzęk butelek i szklanic.

 

Zatopiony kosciól.

 

Między wsią Wereszczyn a Zastawiem, znajduje się małe urokliwe jezioro, przez jednych zwane Zastawskim, przez innych Bąbelkiem. Budząca grozę głębina i czarna woda tego jeziorka sprawia, że owiane jest ono wieloma mitami i legendami. Jedna z nich mówi o zatopionym w zamierzchłych czasach kościele. Jako że Wereszczyn jest najstarszą osadą książęcą, wspominaną w tzw. Latopisie Hipackim już w 1204 roku, trudno dociec, skąd wywodzi się ta legenda. Jednak, przed największymi świętami roku, spod tafli jeziora dochodzi dudnienie dzwonów zatopionego kościoła, poruszanych przez duszę zmarłych.

A według legendy i tradycji, dawno, dawno temu jeszcze ukazywała się z ponad tafli jeziora wieża kościelna, zwieńczona krzyżem.

Podobną legendą owiane są wody jeziora Wytyczno. Największa głębia tego jeziora nazywana jest ,,Złotą jamą’’. Dawno temu, przed wiekami w miejscu gdzie teraz jest jezioro stał potężny zamek, który z niewiadomych przyczyn został zalany przez wody jeziora. Tak mówi legenda, faktem jest jednak, że nurkowie wynoszą na powierzchnie fragmenty ceramiki i cegieł, co by potwierdzało tą legendę.

 

Tarnowo v Ternowo, Tarnów; nazwa od wyrazu tarń, tarnina cierń pochodząca.

 

            Tarnów, wieś w pobliżu Sawina. Przy tej wsi jezioro, Tarnowskim zwane. Ludzie wierzą, co w jeziorze tym dwór jest zatopiony. Na dowód tego, przytaczają legendę, że pewnego razu, jeden śmiały parobczak, nurkując w głębi jeziora, natrafił na różne sprzęty, pojazdy i mnóstwo wszelakiego dobra.

 

Zatopiona armia.

           

Lejno. Pod wodami jeziora, w głębi, żyją liczne ludy, wojska morskich ludzi, liczniejsze niż cała Polszcza. Raz, królowi jednemu zginęło gdzieś wojsko. Szukał go wszędzie; wreszcie w głębi pod wodami, znalazł wszystko swoje wojsko stojące jak mrowie.

 

Wesoły diabeł

 

Humorystyczną opowieścią jest opowieść, jak diabeł zamienił się w bryłę soli. Przed wojną, sól była bardzo droga i pożądana. Pewnego razu chłop jadąc wozem, zobaczył przy drodze, dużą bryłę soli. Nie wierząc własnym oczom, zabrał sól na wóz i co raz pocierał palcami o bryłę i oblizywał, aby się upewnić, że to sól. Jakież było jego zdziwienie, gdy dojeżdżając do wsi, zamiast bryły soli ujrzał diabła. Ten zeskoczył z wozu i ciesząc się z głupiej miny chłopa, powiedział do niego ,,aleś mi chłopie dupę wylizał”                                                                                                                                                                                                                                                                        

Zebrał i opracował na podstawie opowieści mieszkańców Polesia

 

 

 

Zbigniew Giemza

22 -234 Urszulin

ul. Chełmska 7/8

 

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
Anonimowy   |2009-03-26 19:13:12
Panie Sąsiedzie, bardzo ciekawy artykuł! Że też nie wiedziałem o takich opowieściach o mojej malowniczej gminie.
Anonimowy   |2009-03-26 18:47:54
To naprawdę ciekawe legendy. Musiał się Pan dużo napracować! Doceniam to, że ktoś poświęcił swój czas na opisanie tak wielu historii.
lysy   |2009-02-28 01:29:50
Fajowskie,o kurcze u mnie we wsi taka historia
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Piątek, 27 Luty 2009 17:26