Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 37
SłabyŚwietny 
Dodaj swój Komentarz

 

 

Adam Panasiuk

 

Śladami zapomnianej historii …

Urszulin

 

 

1.     Historia osady w okresie zaborów

1.1.            Geneza miasteczka Urszulin

W połowie XVIII wieku ówczesny właściciel dóbr andrzejowskich, podsędek ziemi chełmskiej Antoni Ludwik Boniecki, założył w pobliżu swojego dworu nową osadę. Miała stanowić dar dla drugiej żony Ludwika Bonieckiego, podsędkowej Urszuli Bonieckiej z Wereszczyńskich, stąd dzisiejsza nazwa wsi – Urszulin. Hipotezę tą potwierdzałaby pierwsza wzmianka źródłowa dotycząca osady, która pochodzi ze sporządzonego przez Franciszka Czajkowskiego „regestru diecezjów” z 1783 roku. Czajkowski jako właścicielkę wymienia już trzecią żonę Antoniego, czyli podsędkową Wiktorię Boniecką ze Stoińskich. Kolejna wzmianka pojawia się w przeprowadzonym w 1786 roku spisie ludności. W Urszulinie, położonym na ziemi chełmskiej, w Dystrykcie Krasnostawskim, znajdowało się wówczas jedynie 8 domów.

Nazwa miejscowości uległa modyfikacji na dokumentach z późniejszych lat, głównie na mapach przełomu XVIII i XIX wieku (tj. Generalna Karta Zachodniej Galicji Benedicta Lucasa Sohna z końca XVIII w., Mapa Zachodniej Galicji Freyhernna von Metzburga z 1799 roku, Mapa Zachodniej Galicji Antona Mayera von Heldensfelda z 1801 roku) widnieje nazwa Urzulin, zaś na mapie Królestwa Polskiego z 1839 figuruje nazwa Orzulin. Mogło to wynikać ze zniemczenia nazwy, gdyż w kolejnych źródłach, mniej więcej od 1810 roku (tj. księgi parafialne Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława w Wereszczynie z 1811 roku, Karta Polski Friediena von Tilsta i Stanisława Rędziny z 1810 roku), figuruje już nazwa Urszulin. Pierwszymi osadnikami zostawali miejscowi i sprowadzani z centralnych ziem polskich fornale, którzy mieli za zadanie wykarczowanie okolicznego lasu. W miejscu karczowiska mogli zakładać swoje gospodarstwa. Jeszcze na początku XIX stulecia Węglińscy, ówcześni właściciele Urszulina, sprowadzali nowych osadników, by dokonać wycinki dorodnego drzewostanu.

Urszulin został założony jako miasteczko, mapy z końca XVIII stulecia wyraźnie wskazują na zabudowę typu czworobocznego rynku. Był jednak najmniejszym miasteczkiem w Guberni Siedleckiej, co potwierdza opracowanie statystyczne pt. „Jeografia Królestwa Polskiego i Wolnego Miasta Krakowa” z 1816 roku, gdyż liczył zaledwie 10 domów i 54 mieszkańców, a dwa lata później już tylko 25 mieszkańców. Tej wielkości miasteczka były administrowane przez wójta, który wykonywał zarządzenia władz, zbierał podatki i zarządzał kancelarią. Z racji tej urszuliński wójt nosił tytuł „egzekutora podatku konsumpcyjnego”, a funkcję tą, w dość krótkiej miejskiej historii miasteczka Urszulina, pełnił Antoni Pawłowski, a następnie jego brat Józef. Prawa miejskie Urszulin utracił w 1820 roku, gdyż władze Królestwa Polskiego w 1818 roku nałożyły obowiązek utrzymywania w miastach magistratu i wypłacania wójtowi, zwanemu często burmistrzem, corocznej pensji. Wobec wprowadzenia tej regulacji prawnej właściciele ziemscy rezygnowali z utrzymywania magistratów, a tym samym rezygnowali z praw miejskich. Tak też postąpili Węglińscy ze Starego Andrzejowa, w których to dobrach znajdowało się miasteczko Urszulin.

Pomimo utraty praw miejskich Urszulin jeszcze przez kilkadziesiąt lat potocznie określano „miasteczkiem”. W jednej z encyklopedii z 1852 roku osadę zdefiniowano jako miasteczko w Województwie Lubelskim wśród bagien urszulińskich, które zajmują 70 mil kwadratowych. Po utworzeniu Gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie znajdowała się poczta. Choć Urszulin przez długi czas był miejscowością z niewielką liczbą mieszkańców, to jednak skrzyżowanie szlaków, zwłaszcza przebieg trasy Lublin – Łęczna – Włodawa, pozwalało na rozwój handlu, rzemiosła i usług. Włodawa była największym punktem celnym w okolicy, zaś w Łęcznej odbywały się największe jarmarki. Rocznie przez Urszulin w połowie XIX wieku mogło być przepędzanych około 30 tysięcy sztuk bydła rosyjskiego.

Urszulin, w planach założyciela osady, miał stanowić jeden z głównych przystanków na planowanej drodze pocztowej (pomysł takiej drogi pojawił się jeszcze za rządów austriackich) oraz na szlaku wodnym prowadzonym z Włodawy do Łęcznej. Zrodzony w 1829 roku zamysł budowy kanału miał na celu skrócenie drogi statkom rzecznym płynącym z górnej części Bugu do Warszawy, ożywienia handlu zbożowego, polepszenia warunków transportu drzewnego, a przede wszystkim osuszenia wielkich okolicznych bagien. Planu jednak nie zrealizowano ze względu na wysokie koszty całej inwestycji.

Kolejnym niezrealizowanym planem była budowa cerkwi. Świątynie w Andrzejowie i Wytycznie były bardzo zaniedbane i groziły zawaleniem, dlatego właścicielka dóbr andrzejowskich Felicjanna Załuska, do której należało również Wytyczno, wystąpiła w 1828 roku do Komisji Rządowej Województwa Podlaskiego o ich rozebranie i zezwolenie na budowę nowej w Urszulinie, a właściwie pomiędzy Urszulinem a Michelsdorfem. Przedstawiciel komisji rządowej pisał do władz Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego, że należy, aby w Urszulinie, iako w środkowym miejscu takowe (czyli cerkwie i budynki plebalniane) postawione były. Grunta z Wytyczna i Andrzejowa przez zamianę tamże do Urszulina na iedno mieysce przeniesione zostały. Sprzeciw wyraziły jednak władze konsystorza, uzasadniając swoją decyzję tym, że grunta funduszowe Cerkwi Andrzejowskiey i Wytyczańskiey, będąc w drobnych częściach porozrzucane bez rozmiaru jeometrycznego, w iedną połączyć na sam rzut oka bez krzywdy funduszu nie podobna. Koncepcja budowy cerkwi w Urszulinie pojawiała się jeszcze przez kilkanaście lat, jednak ze względu na koszty i braku wiernych na świątynię parafialną połączonych andrzejowskiej i wytyckiej parafii wskazano wytycką cerkiew. W 1846 roku Komisarz Rządowy Spraw Wewnętrznych i Duchownych pisał do chełmskiego biskupa, że Urszulin bynajmniej nie jest w środku tych parafii położony, jak to z mapy widzieć można i nie jest stosownym dla parafii, bo nie ma żadnego parafianina i że nawet gleba ziemi w Urszulinie jest gorszą od gruntów na Wytycznie i Andrzejowie. Ponadto już rok wcześniej wybudowano Wytycznie nową plebanię, stodołą i stajnię.

 

1.2.            Pierwsi osadnicy

Wraz z przybyciem na tereny Polesia w 1796 roku mennonitów, pochodzących z francuskiego miasteczka Montbeliard, pierwszym miejscem ich zamieszkania stał się Urszulin. Przywędrowali do Polski na zaproszenie ówczesnego właściciela Włodawy księcia Adama Czartoryskiego, w Urszulinie jednak przebywali niedługo, bo zaledwie kilka lat. Pierwsze rodziny zaczęły budować swoje domy i zagrody na znajdującej się od strony północnej wyniosłości wśród bagien. Nową osadę nazwano Michelsdorfem, po czym w kolejnych latach do swoich rodaków dołączyły pozostałe rodziny. Opuścili teren Urszulina, a po kilkunastu latach także Michelsdorfu, gdyż nie odpowiadały im tutejsze zabagnione okolice, które trudno było dostosować do upraw zbóż. Dzięki wyspecjalizowaniu się w hodowli bydła mlecznego, mogli utrzymać się finansowo, ale nie dawało im to większych możliwości na rozwój gospodarczy. Z opisu zawartego w liście jednego z tutejszych osadników Jacoba Mullera, wysłanego do swojej rodziny na Zachodzie, możemy odtworzyć obraz tutejszego mieszkańca: Polacy są biedni. Nie mają stołów, ław i łóżek w domach. Ich odzież jest skromna o niskiej jakości. Ich wygląd jest niezwykły, ze względu na ich duże wąsy i specyficzny typ fryzury, który składa się z jednego poziomu włosów wokół głowy. Ich włosy „nie widziały grzebienia”.

Po opuszczeniu wsi przez mennonitów, czyli zgodnie ze stanem z 1827 roku, w Urszulinie, należącym do andrzejowskiej parafii greckokatolickiej, znajdowało się jedynie 7 zabudowań gospodarskich z 31 mieszkańcami, będącymi wyznawcami religii rzymsko-katolickiej lub mojżeszowej. Tak więc od 1816 roku z Urszulina ubyło prawie połowę mieszkańców. W zabudowaniach wiejskich przebywali szewcy, krawcy, stolarze, mydlarze, handlarze, szynkarze obsługujący transporty i najemnicy z okolicznych folwarków, przeważnie polskiej narodowości oraz Żydzi. W pierwszej połowie XIX wieku karczmę, która stanowiła centrum życia społeczno-kulturalnego, prowadził Michał Gawryszewski. Od połowy stulecia szynkiem we wsi zarządzał Franciszek Arciszewski, który sprowadził się z Nadrybia. Urszulin słynął z tkactwa, w tak małym „miasteczku” tym rzemiosłem zajmowali się wspomniany karczmarz Michał Gawryszewski, Paweł Oleksiuk, Jakub Staszewski, Jacek Kazieracki, Marcin Kędzierski, Józef Godny i Jan Jung (przeniósł się z Michelsdorfu), a w drugiej połowie dziewiętnastego stulecia potomkowie Jana Junga, czyli Jakub, Andrzej i Ignacy oraz Jan Pawłowski. Poza tkaczami w miasteczku w początku wieku zamieszkiwał wytwarzający wyroby ze skóry kuśnierz Mikołaj Michalski oraz stolarz Andrzej Łachmański i murarz Antoni Michałowski. Pomimo rzemieślniczo-handlowego charakteru znaczna część mieszkańców zajmowała się również uprawą roli, chociażby podatkowy egzekutor Józef Pawłowski, Jędrzej Borkowski, czy też Jędrzej Wolszyński. W okresie pierwszej połowy XIX wieku polskimi rodzinami zamieszkującymi „miasteczko” byli także Wołosiucy, Konichy, Ignatowscy, Marcinkowscy, a także Karaszewscy, mający korzenie szlacheckie. Wśród mieszkańców żydowskich znajdowały się rodziny Dawida Leybowicza, Haima Mortkowicza oraz Herszki Fawlowicza.

 

1.3.            Urszulin i jego mieszkańcy wobec ruchów niepodległościowych

Nie zachowały się historyczne ślady, świadczące o obecności w okolicach powstańców z okresu powstania kościuszkowskiego z 1794 roku, istnieją natomiast relacje z okresu wojen napoleońskich i powstania listopadowego. Generał Amilkar Kosiński, wojskowy komendant Departamentu Lubelskiego i Siedleckiego, zapisał w swoich pamiętnikach, że w dniu 20 listopada 1812 roku jeden z oddziałów piechoty wojsk napoleońskich przybył do Urszulina, by stawić opór grasującym w okolicach kozakom, którzy sieli spustoszenie na obszarze Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. W lipcu splądrowali Włodawę i okolice, co wywołało panikę wśród miejscowej ludności. Grabieży ziem całego powiatu kozacy dokonali ponownie w dniu 10 października. W Urszulinie wojska polskie utworzyły posterunek, który miał utrzymywać kontakt z posterunkami w Łęcznej, Parczewie i w Chełmie. Efektem długiego postoju napoleońskiego oddziału piechoty w Urszulinie było osiedlenie się niektórych z żołnierzy i ich rodzin. Chociażby na Zastawiu i w Wereszczynie w połowie wieku osadzili się członkowie włoskiej rodziny Blachanich, którzy najprawdopodobniej przywędrowali w te tereny za jednym z włoskich żołnierzy napoleońskich.

Natomiast w swoich wspomnieniach Ludwik Sczaniecki, weteran wojen napoleońskich, który walczył jako adiutant Jana Henryka Dąbrowskiego, wymienia Urszulin pośród miejscowości, które w dniu 3 września 1831 roku mijali dowodzeni przez niego powstańcy. Pisał o bardzo przychylnej postawie mieszkańców tych okolic: Radość mieszkańców na nasz widok, nie jest do opisania. Ubiegali się, by nas opatrzyć w wszystko co nam było potrzebnem; chłop i wieśniaczki ze łzami radości wynosili żołnierzom pożywienie. To usposobienie ludu pozwalało mi dowiedzieć się o ruchach nieprzyjacielskich i o wszystkich drogach najskrytszych przez lasy i błota, któremi postępować mogłem. Nie trzeba było szukać przewodnika, o ten zaszczyt dobijano się.

Niewielka miejscowość, jaką wówczas był Urszulin, stała się areną jednej z większych potyczek powstania styczniowego. Około godziny 10 rano w dniu 7 lipca 1863 roku, stacjonujący we dworze w Lejnie powstańcy (oddziały Józefa Kajetana Jankowskiego i Zielińskiego), zostali zaatakowani przez kozaków z piechurami z oddziału majora Ostachiewicza. Rosjanie znaleźli się w Lejnie za ściganym innym oddziałem powstańczym ze zgrupowania Karola Krysińskiego. Aby nie zdradzić faktycznej roli, jaką pełnił dwór, powstańcy bez boju wycofali się przez wieś do lasu. W tej fazie spotkania z nieprzyjacielem nikt nie został nawet ranny. Powstańcy przemieszczali się leśnymi duktami, a znacznie wolniej za nimi Rosjanie. Chcieli się dostać na trakt pocztowy wiodący z Włodawy do Lublina. Między wsią Kozubatą a Urszulinem zostali niespodziewanie zaatakowani przez rosyjską kolumnę pułkownika Szelkinga, składającą się z trzy i pół kompanii piechoty z dwoma działami oraz jednej i pół sotni kozaków, podążającą z Lublina. Jankowski, będąc nieprzygotowany do walki, nie ryzykował  starcia i ostrzeliwując kierował się do Urszulina. Tu już toczył bitwę powstańczy patrol z oddziału Karola Krysińskiego, atakowany przez kolumnę rosyjską, goniącą powstańców od strony Wytyczna.

Bitwa pod Urszulinem toczona była w sposób chaotyczny zarówno przez dowódców carskich, jak i powstańczych. Żadna z walczących stron nie posiadała rozeznania, co do położenia sił własnych i przeciwnika. Nie dążono do rozstrzygnięcia walki. Jeszcze większą dezorganizację wniosło do bitwy przybycie pod Urszulin powstańczego oddziału majora Ruckiego, który przybył tutaj z zamiarem niesienia pomocy walczącym powstańcom. Rucki ze swoimi powstańcami obozował pomiędzy Świerszczowem a Wereszczynem, regenerując siły po stoczonej dwa dni wcześniej bitwie pod Osową. Przybywając na pole bitwy, pod ogniem rosyjskich dział, szykował atak kosynierów.  Wykorzystując ten atak oddziały Krysińskiego, Jankowskiego i Zielińskiego wycofały się z pola bitwy w kierunku północnym, do powstańczego obozu wśród bagien na Lipniaku. Wycofanie się tych oddziałów spowodowało, że cały ciężar walki spoczął na oddziale Ruckiego, liczącego dwudziestu powstańców piechoty, wspieranego przez niewielki oddział jazdy Zawadzkiego. W dodatku, w zasadniczej chwili bitwy, Rosjanom przyszły z pomocą posiłki dowodzone przez Ostachiewicza, goniące powstańców od Lejna. Świeże  zastępy nieprzyjacielskie uderzyły na prawe skrzydło oddziału Ruckiego. Zatrzymały ich jednak celne strzały powstańców, a nawet zmusiły do chwilowego odwrotu. To pozwoliło trzykrotnie mniejszym oddziałom Ruckiego na wycofanie się z walki i odwrót w kierunku Chełma zasadniczych sił, a części do pobliskiego Świerszczowa (oddział podporucznika Piotr Piotrkowskiego z kilkudziesięcioma strzelcami). Za głównymi siłami powstańców ruszyły w pogoń oddziały rosyjskie. Zostały one wstrzymane ostrzałem powstańczej kawalerii Zawadzkiego i pozorowanym atakiem kosynierów Witkowskiego ze skraju lasu. To spowodowało, że Rosjanie zatrzymali się w Urszulinie i Andrzejowie. Po przenocowaniu obie ich kolumny (Szelkinga i Ostachiewicza) pomaszerowały najpierw na wschód przez Hańsk i Lutę, a potem na północ, w kierunku Brusa i Lubienia.

W potyczce pod Urszulinem straty powstańców w ludziach były stosunkowo niewielkie. U Jankowskiego było 2 zabitych i kilku rannych. Prawdopodobnie zostali pochowani pod wielkim dębem, znajdującym się przy wsi Wiązowiec. W oddziale Ruckiego było 10 zabitych. W dniu 10 lipca proboszcz parafii wereszczyńskiej ks. Józef Wnorowski pochował 10 powstańców na miejscowym cmentarzu, na taką samą liczbę poległych wskazuje również raport naczelnika Powiatu Radzyńskiego. Poza zabitymi w trakcie walk 5 powstańców zostało rannych, ponadto kilkudziesięciu zdezerterowało, porzucając broń, a nawet i umundurowanie. Rosjanie mieli 15 zabitych i 2 rannych. Brak współdziałania między oddziałami powstańczymi, liczącymi razem około 1.600 ludzi, a także brak rozeznania sił przeciwnika sprawiło, że w bitwie pod Urszulinem nie odnieśli zwycięstwa. Z przebiegu bitwy wynika, że każdy dowódca działał na własną rękę, chcąc ratować swój oddział. Analogiczny brak współdziałania ze strony przeciwnika, w liczbie również około 1.500 żołnierzy, uchronił powstańców od większych strat.

 

1.4.            Urszulin i Aleksandrówka w okresie rozwoju handlu, rzemiosła i usług

Pomimo rozwoju handlu, rzemiosła i usług Urszulin był w dalszym ciągu miejscowością niewielką, wobec tego nawet i nazwy „miasteczko” zaprzestano używać. Po upadku powstania styczniowego w osadzie znajdowało się jedynie 8 domów mieszkalnych, w których zamieszkiwało 55 mieszkańców. Jednakże w Urszulinie, od strony Kozubaty, umieszczono placówkę pocztową, która obsługiwała obszar całej gminy, w tym o wiele większe wsie, jak Wereszczyn i Wola Wereszczyńska. W ramach reformy uwłaszczeniowej z 1864 roku przekazano na własność 5 osad 114 morgów ziemi, w dobrach andrzejowskich pozostało już tylko 69 morgów.

Pod koniec XIX wieku, a dokładnie w 1898 roku powstała osada Aleksandrówka, początkowo zwana Aleksandrówką Andrzejowską. Uroczysko istniało już od dwudziestu lat, a swoje pierwsze gospodarstwo wybudowała w nim rodzina Adamowskich, po nich Solarscy, Topolewscy i Miąszkiewicze. Osada wzięła nazwę od dziedzica Andrzejowa Aleksandra Karpińskiego, który postanowił sprzedawać drzewo z okolicznego dorodnego lasu. Bardzo częste w tych czasach było pośpieszne karczowanie lasów, poprzez wycinanie głównie drzewostanu wysokiego, pozostawiając zaś poręby porośnięte poszyciem i krzaki. Borykająca się z kłopotami finansowymi gospodarka folwarczna, nie mogąc we własnym zakresie zagospodarować takich terenów, sprzedawała je dość tanio napływającym kolonistom. W ten sposób w dość krótkim czasie powstała osada leśna, ze swoim tartakiem, zamieszkała głównie przez kolonistów niemieckich i polskich.

Utwardzenie w latach 1898 – 1899 traktu Lublin – Włodawa stwarzało jeszcze większe szanse rozwoju dla obu wsi, jednak do czasu odzyskania niepodległości znajdowały się w stagnacji. Według stanu z 1915 roku w Aleksnadrówce zamieszkiwało 6 rodzin, zaś w pobliskim Urszulinie jedynie 8 rodzin i były to rodziny w zdecydowanej większości narodowości polskiej.

Podczas pierwszej wojny światowej Urszulin szybko został zajęty przez wojska niemieckie i uniknął spalenia, tak jak to miało miejsce w pobliskim Wytycznie i Dominiczynie. Pomimo odzyskania przez Polskę niepodległości walki w rejonie Urszulina nie zakończyły się. W 1920 roku okolice te były polem bitwy pomiędzy wojskami polskimi a oddziałami bolszewickimi, której apogeum nastąpiło pod Cycowem. Do wsi Aleksnadrówka w dniu 15 sierpnia 1920 roku przybyły świeże oddziały bolszewickie i zaatakowały grupę kapitana Zajchowskiego, stacjonującego w okolicach Borysik – Garbatówka.

 

2.     Wieś w okresie międzywojnia

2.1.            Rozwój handlu, rzemiosła i usług

W Urszulinie w okresie międzywojennym mieszkali głównie Polacy. Według danych z przeprowadzonego w 1921 roku powszechnego spisu ludności w Urszulinie zamieszkiwało już 196 osób, w tym 22 osoby przy tartaku (tzn. w majątku Przybyszewskich). We wsi znajdowało się 21 domów oraz cztery inne budynki pełniące funkcję mieszkalną, w tym jeden zbiorczy dla pracowników tartaku. W pobliskiej Aleksandrówce Andrzejowskiej w 5 domach zamieszkiwało 37 osób. Mieszkańców wyznania rzymskokatolickiego było 111 w Urszulinie i 19 w Aleksandrówce, prawosławnych w Urszulinie 6 osób i 5 przy tartaku, ewangelików 31 osób w Urszulinie i 11 w Aleksandrówce, zaś Żydów 26 osób w Urszulinie i 7 w Aleksandrówce. W przededniu wybuchu wojny światowej w Urszulinie znajdowało się 47 gospodarstw, przy czym dwa gospodarstwa położone były w uroczysku Płotycze, nieopodal jeziora noszącego tą samą nazwę.

Sklepy w Urszulinie prowadzili Emilian Kędzierski i Franciszek Kozłowski, a także Czupryńscy, Gajewscy oraz Żyd E. Karner. Handlem tkaninami zajmowała się rodzina Handelsmanów z Aleksandrówki. Jednym z najbogatszych mieszkańców gminy był Emilian Kędzierski, dlatego często w gościnach u niego bywali nie tylko przedstawiciele władz gminnych, ale również i powiatowych. Pełnił funkcje publiczne, był chociażby jednym z trzech w gminie delegatów do prestiżowej Rady Szkolnej Powiatowej we Włodawie, która rozpatrywała wszelkie wnioski rodziców i nauczycieli z całego powiatu. Aktywnie działał również w sferze politycznej, wiążąc się z Polskim Stronnictwem Ludowym „Piast”. Pełnił funkcję prezesa tej partii w gminie, a także wraz z wójtem Stanisławem Piaseckim z Lipniaka, byli asesorami struktur powiatowych „Piasta”.

Drugim lokalnym handlowcem był Franciszek Kozłowski, posiadający sklep, zarówno z artykułami spożywczymi, jak i przemysłowymi, restaurację, a od 1936 roku przedsiębiorstwo przewozowe Włodawska Spółka Autobusowa Franciszek Kozłowski i S-ka z siedzibą w Urszulinie i kapitałem zakładowym w wysokości 10 tysięcy złotych. Udziałowcem (w wysokości 10% udziału) w spółce Kozłowskiego był Henryk Sidorowski z Zabrodzia. Sidorowski, świadczył dwa razy dziennie usługi przewozowe na trasie Lublin – Włodawa już od 1928 roku. Był posiadaczem dwóch autobusów (polski fiat i chevrolet), choć faktycznie stanowiły one własność Franciszka Kozłowskiego i Joska Szabrona z Urszulina. W październiku 1933 roku spłonął autobus marki chevrolet, wobec powyższego koncesja wystawiona na Henryka Sidorowskiego została wstrzymana. By uzupełnić brakujący tabor Sidorowski wszedł we współpracę z Szlomo Fiszmanem z Włodawy i rozpoczął starania o odzyskanie koncesji. Wobec nacisków Stowarzyszenia Właścicieli Autobusów, zwłaszcza wchodzących w skład stowarzyszenia spółek autobusowych z Chełma oraz z Zamościa, wojewoda lubelski najpierw nakazał spółce z Urszulina wymianę starego chevroleta na nowy autobus, a gdy to żądanie zostało spełnione poprzez zakup nowego polskiego fiata, wojewoda nakazał połączenie ze spółką z Chełma. Powodem stosowania nacisków była konkurencja na odcinku Lublin – Piaski – Fajsławice, stąd też występujący w imieniu spółki Sidorowski i Fiszman gotowi byli nie zabierać pasażerów od Piask do drogi fajsławickiej, byleby tylko wojewoda odstąpił od nakazu połączenia się z chełmską spółką. Na pojawiające się problemy z uzyskaniem koncesji wpływ miała także negatywna opinia Starosty Powiatu Włodawskiego Andrzeja Sucheckiego, który do władz wojewódzkich pisał: Kozłowski i Szabron w celu uniknięcia podatku dochodowego, jak i odpowiedzialności karnej, starają się o wyrobienie koncesji na nieodpowiedzialnego Henryka Sidorowskiego. (…) Wspomniany jest rolnikiem, żadnego własnego majątku nie posiada. Ponadto już tylko w korespondencji z Sidorowskim urzędnicy wojewody „delikatnie” wskazywali, iż przeszkodą w przedłużeniu koncesji jest żydowski wspólnik, zachęcając równocześnie do jego porzucenia i przyłączenia się do spółki autobusowej w Chełmie.

Trzyletnia koncesja na obsługę trasy Lublin – Piaski – Urszulin – Włodawa została ostatecznie przyznana w styczniu 1935 roku, ale na nowo-zawiązaną Włodawską Spółkę Autobusową H. Sidorowski i Sz. Fiszman z kapitałem zakładowym 4 tysięcy złotych, w której Fiszman posiadał 2/3 udziałów. Do ruchu nie został jednak dopuszczony autobus chevrolet, który został wniesiony aportem przez Fiszmana, stąd w maju 1936 roku Sidorowski odstąpił od niego i zawiązał razem z Franciszkiem Kozłowskim wspomnianą „Włodawską Spółkę Autobusową Franciszek Kozłowski i S-ka”. Powodem przyznania koncesji, pomimo negatywnej opinii starosty i Stowarzyszenia Właścicieli Autobusów, były bardzo duże problemy komunikacyjne zwłaszcza, że na terenie Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego nie występowała kolej żelazna. Wójt Gminy Wola Wereszczyńska Jan Piskorski pisał do władz wojewódzkich, że kursujący obecnie jeden autobus (tj. własności Szmula Fiszmana i Herszka Buchbindera z Włodawy) Włodawa – Lublin nie jest w stanie należycie obsłużyć, gdyż jest przepełniony pasażerami z Włodawy. Pasażerów ze stacji autobusowej Urszulin, Cyców i innych miejscowości, położonych przy szosie w stronę Lublina spotyka stała przykrość, gdyż muszą wracać do domów po długim wyczekiwaniu na autobus wskutek przepełnienia (…). Również Wójt Gminy Wiszniewice Antoni Końcowy pisał do władz wojewódzkich: Ponieważ autobus ten należy do izraelitów w soboty i święta izraelickie zupełnie nie kursuje, a tem samem pozbawia miejscową ludność możności przedostania się do większych ośrodków (miast). Odczuwa się tutaj brak autobusu należącego do chrześcijanina. W 1936 roku spółka dokupiła do dwóch posiadanych polskich fiatów spełniający wymagania techniczne używany autobus marki chevrolet. Do ich obsługi spółka zatrudniała kilka osób, w tym Franciszka Junga i Mieczysława Sidorowskiego jako konduktorów oraz szoferów Jana Wiśniewskiego, Henryka Sidorowskiego i Joska Szabrona. Bilet na pełną trasę wynosił 6 złotych, a planowany czas podróży wynosił 3 i ½ godziny.

W lutym 1937 roku Franciszek Kozłowski uzyskał koncesję na przewozy towarowe na trasie Włodawa – Radzyń – Łuków – Siedlce – Warszawa, pomimo sprzeciwu władz powiatowych, które wskazywały na zły stan techniczny mostu w Hannie. Po półtorarocznym konkurowaniu z firmą przewozową Szloma Fiszmana doszło do połączenia i utworzenia Włodawskiej Spółki Przewozu Towarów Franciszek Kozłowski i Szmul Fiszman. Kozłowski wniósł do spółki aport rzeczowy w postaci samochodu ciężarowego polski fiat i po dokonaniu wyrównania pieniężnego uzyskał 25% udziału. Podjął też współpracę z Fiszmanem w zakresie starań o koncesję na przewozy osobowe na trasie Włodawa – Warszawa, uzyskując taką zgodę w kwietniu 1939 roku.

Duże przychody dla Franciszka Kozłowskiego przynosiła również restauracja, gdyż Urszulin znalazł się wówczas na znaczącym konnym szlaku transportowym drewna z lasów włodawskich i stał się miejscem tzw. „pierwszego popasu”. W kamienicy Kozłowskich znajdował się posterunek policji, w którym służyli Teodor Bartosiewicz, Kazimierz Chołaj, mający za żonę przepiękną Żydówkę, Zalewski, Jackowski oraz Urszulak.

Polscy mieszkańcy Urszulina przed wojną założyli nawet swoją spółdzielnię, w której znajdował się sklep. Budynek spółdzielni wykorzystywano również pod inne cele, choćby mieszkalne. Oprócz handlu wielu mieszkańców zajmowało się także rzemiosłem, w Urszulinie mieszkał niemiecki cieśla Kontsman oraz kowale Stanisław Jung i Wacław Nowakowski. W miejscu dzisiejszej lecznicy dla zwierząt znajdował się młyn – wiatrak, który obsługiwał niemiecki młynarz Samuel Krebs. W tym też miejscu mieszkał Józef Kamiński, członek zmilitaryzowanej formacji drogowej, odpowiedzialny za utrzymanie dobrego stanu drogi na odcinku z Urszulina do Wytyczna. Była to część drogi utwardzona tłuczniem, gdyż teren, który przecinała, do dnia dzisiejszego ma charakter bagienno-torfowy.

Rozwój handlu i rzemiosła spowodował, iż już w 1927 roku wójt gminy zwrócił się do starosty o przeniesienie jarmarków z Wereszczyna właśnie do Urszulina. Wniosek rozpatrzono pozytywnie, pod warunkiem odpowiedniego urządzenia targowicy i powołania komisji targowej. Warunki te zostały szybko spełnione, dlatego też już w 1927 roku targi odbywały się w Urszulinie. Przenosiny odbywających się co dwa tygodnie w środy jarmarków były efektem starań miejscowego dziedzica Józefa Przybyszewskiego, który przyjął na siebie zadanie przygotowania placu targowego. Na jarmarki zapraszał orkiestry ludowe, umilające handlującym czas. Targi odbyły się w Urszulinie jedynie dwa razy, ale stanowiły dla mieszkańców rodzaj wielkiego świeckiego święta. Po miesiącu jarmarki przeniesiono z powrotem do Wereszczyna, gdyż mieszkańcy wsi wystarali się o zabezpieczenie odpowiedniej ilości gruntu pod targowisko.

Pomimo szybkiego powrotu jarmarków do Wereszczyna tempo rozwoju Urszulina nie malało, czego dowodem była trzecia w gminie placówka pocztowa.
W roku 1925 władze gminne uzyskały od władz Sejmiku Powiatowego we Włodawie zgodę na utworzenie w Urszulinie agencji pocztowej, która z czasem została przekształcona w samodzielną pocztę. Utworzenie placówki pocztowej nastąpiło kosztem zamknięcia urzędu pocztowego w Wereszczynie, ale w dość krótkim czasie poczta została tam ponownie otwarta, pełniąc do czasu wojny funkcję placówki gminnej. W 1934 roku urszulińska placówka pocztowa uzyskała połączenie telefoniczne z Cycowem. Mieszkańcy Urszulina starali się także o budowę budynku urzędu gminnego, jednak przegrali rywalizację z mieszkańcami Wereszczyna. Wydział Powiatowy we Włodawie podjął w 1923 roku decyzję, w której zdecydował się na Wereszczyn, ze względu na wygospodarowanie przez tamtejszych mieszkańców odpowiedniego placu pod budowę. Budynek urzędu gminy
ostatecznie został jednak wybudowany w Woli Wereszczyńskiej. Urszulin, jako jedna z nielicznych wsi w okolicy, miała zapewnioną stałą opiekę medyczną, gdyż chorych mieszkańców przyjmował lekarz Mikołaj Żukowski.

W Urszulinie funkcjonował tartak parowy, uruchomiony w 1928 roku, mleczarnia i młyn parowy obsługiwany przez Mieczysława Heca. Wszystkie wymienione zakłady należały do folwarku będącego własnością Józefa Donata Przybyszewskiego, a po jego śmierci do jego zięcia Włodzimierza Omylińskiego. Wielu starszych mieszkańców do dnia dzisiejszego pamięta syrenę z tartaku, która wyła każdego dnia równo o godzinie dwunastej. Był to sygnał dla wszystkich pracowników folwarcznych obwieszczający porę posiłkową, ale równocześnie wyznaczał rytm dobowy dla ludzi, mieszkających nawet kilka kilometrów od folwarku. Niektóre budynki majątku jeszcze do dzisiejszego dnia stoją na placu w lesie od strony Dębowca. Jest nim wymurowany w 1935 roku z cegły duży budynek spełniający funkcję obory i stajni, murowana piwnica, w której zawsze było zimno, pachniało wędzonką i przyprawami, no i miejsce nie dla dzieci, co kusiło – wspomina Jacek Omyliński. Pozostał również drewniany dworek, który w latach pięćdziesiątych został zaadoptowany na publiczny ośrodek zdrowia. Przy dworku znajduje się dworska studnia z ręczną pompą. Przerabiając dorodne w okolicy lasy dębowe i bory sosnowe tartak dworski dawał zatrudnienie wielu okolicznym mieszkańcom. W zarządzeniu majątkiem pomagał szwagier Ludwik Omyliński. W folwarku pracował syn Ludwika Włodzimierz, który jako absolwent szkoły technicznej zaprojektował tartak i cegielnie, był też kierownikiem prac wycinkowo-melioracyjnych, jak również kierował produkcją oraz hodowlą w folwarku.

Część placu z tartakiem wydzierżawiali Żydzi, przerabiając dorodne okoliczne lasy. Zdaniem wielu najstarszych mieszkańców umowa dzierżawy została zawarta na czas określony. Gdy w przeddzień wygaśnięcia umowy przyszedł dzierżawca z prośbą o przedłużenie umowy, wówczas dziedzic odpowiedział: Co ty się boisz! Będę ci placu żałował? Następnego dnia dzierżawca zobaczył na bramie nową kłódkę tak, że wszystko co znajdowało się na placu zostało przejęte przez Przybyszewskiego. Czyn ten miał być zemstą dziedzica za niespełnienie jego prośby pozostawienia dorodnego dęba. Dotychczasowi dzierżawcy wyjechali z Urszulina, jednak po niedługim czasie pojawili się w majątku podpalacze – opowiadał Eugeniusz Lewandowski, choć i inni starsi mieszkańcy wskazują na tą samą przyczynę. Pożar, który wydarzył się w 1938 roku, strawił większą część majątku Przybyszewskiego, w tym młyn parowy i kotłownię. Mieszkańcy byli przekonani, iż dokonali tego ludzie wynajęci przez owych Żydów, choć podejrzenie właściciela padło także na grupę miejscowych Niemców, którzy w myśl propagandy faszystowskiej dokonywali akcji dywersyjnych, mających na celu osłabić gospodarczo państwo polskie.

Zabudowania w Urszulinie, poza kilkoma wyjątkami, miały konstrukcję drewnianą, zaś najpowszechniejszą formą krycia dachów była strzecha. Przy zwartej zabudowie każdy, nawet niewielki pożar, niósł za sobą duże zagrożenie dla całej wsi. Jeden z największych miał miejsce dnia 22 października 1928 roku. Pożar wybuchł wieczorem w zabudowaniach Władysława Grabowskiego i w błyskawicznym tempie przeniósł się na budynki sąsiednie. W sumie poszkodowanych było czterech gospodarzy: Grabowskiemu spłonęła stodoła, obora i chlew, Nucie i Szyi Zarobczykom stodoła, obora i krowa, Janowi Kozieradzkiemu stodoła i obora. Największe straty poniósł zaś Piotr Kędzierski, któremu spalił się dom, stodoła, obora i dwie świnie. Wszystkie zabudowania były ubezpieczone, co było powszechne przy tego typu zabudowie i dużej częstotliwości pożarów. Z pomocą poszkodowanym przyszli mieszkańcy, którzy pomogli przy odbudowie zabudowań, a także dziedzic Nowego Andrzejowa Edward Karpiński, przyjmując rodzinę Kędzierskiego do swojego dworu na czas odbudowy. Pogorzelcom z pomocą przyszedł również brat Piotra, Emilian Kędzierski.

Liczne pożary, zarówno w Urszulinie, jak i w okolicznych miejscowościach, wymusiły na gminnych urzędnikach, by wydawali pozwolenia budowlane w myśl zasady „szachownicy”, czyli na przemian miały znajdować się działki zabudowane i niezabudowane, w odwrotnej kolejności od zabudowań z drugiej strony ulicy. Wprowadzono także wymóg stosowania ogniotrwałych pokryć dachowych, choć kontrola powiatowej inspekcji budowlanej z 1931 roku wykazała w tym zakresie znaczne uchybienia w pracy miejscowych urzędników.

W Urszulinie rozwijało się życie towarzyskie. W miejscu dzisiejszego zamieszkania Panasiuków i Wesołowskich znajdowała się podmokła łąka i dolinka, na której zawsze wiosną pływano drewnianymi baliami. Któregoś lata zrobiono (na działce Panasiuków) drewniany podest, obsadzono brzózkami i od tej pory organizowano tam zabawy „pod chmurką” – wspomina Urszula Wiczuk. W Urszulinie dawało się zauważać występowanie rozwarstwienia majątkowego. Bogatsi dla podtrzymania statusu poszukiwali dla swych dzieci odpowiednich partnerów, jednak miłość zazwyczaj przełamywała te zwyczaje. Był w Urszulinie nauczyciel Henryk Jarzyna, a w nim zakochała się Sabina Kozłowska, córka majętnego Franciszka Kozłowskiego. Często flirtowali w trakcie lekcji. Nauczyciel Jarzyna zadawał lekcje, by następnie udawać się na ganek, gdyż zawsze rowerem damką przyjeżdżała Sabina. Majętny Kozłowski odrzucał jednak jego zaręczyny, gdyż był za biedny, aby starać się o jej rękę. W poszukiwaniu „odpowiedniego” partnera dał nawet ogłoszenie do prasy, jednak na te ogłoszenie odpowiedział niejaki Popowicz spod Kołacz, który miał 100 morgów ziemi. Kozłowski jednak jego przegnał. – wspomina dziś Klementyna Kozłowska. Los zakochanych połączyła wojna, która osłabiła opór ojca Sabiny. Młodzi wyjechali do Lublina.

 

2.2.            Mniejszości narodowe

            W Urszulinie sporą część mieszkańców stanowili Żydzi. Zamieszkiwali głównie dzisiejszą ulicę Kwiatową (rodzina Samuela Orzecha, która przeprowadziła się z Michelsdorfu, Nuty i Szyi Zarubczyków z dziećmi, Moszka Bitmana, rodzina Joska Rajsa, która przed wojną wyprowadziła się do Cycowa, Chyl, rodzina Chuny trudniącego się handlem obnośnym, rodzina krawca Herszka, rodziny Szyi i Szai Tenenbaumów, kierowca autobusu Josek Szabron, zwany przez mieszkańców Kirszejem, oraz rodzina Kałmanów), a zwłaszcza w Aleksandrówce (np. rodzina Handelsmanów). W majątku Przybyszewskiego mieszkał Żyd, zwany Pachciarzem, a trudniący się wyrobem serów. Miejscowi Żydzi trudnili się rzemiosłem, a więc byli stosunkowo majętni. Zajmowali się również rolnictwem, handlem zwierzętami domowymi, a także handlem obnośnym.

            Zgodnie z zasadami swojej religii, a byli zazwyczaj bardzo pobożni, Żydzi nie mogli pracować w sobotę (święto szabasowe), czy też podczas innych świąt (np. trzydniowe kuczwy). W święta te nic nie gotowali, jedynie wypiekali mace. Nabożeństwa odbywały się w bożnicy, która znajdowała się przy szkole. Najstarsi mieszkańcy Urszulina do dziś pamiętają, że gdy jako dzieci wścibsko podglądaliśmy przebieg ich obrzędów, wówczas straszono, że te mace robione są z krwi polskich dzieci – opowiada Klementyna Kozłowska. Z powodu szczególnego charakteru takich dni do czynności usługiwania im zatrudniali biedniejszych miejscowych mieszkańców. Rodziny polskie, głównie poza handlarskimi rodzinami Kędzierskich i Kozłowskich, były mniej zamożne, dlatego też często godziły się na taki rodzaj pracy. Tym czynnościom towarzyszyły często zachowania poniżające, polegające między innymi na tym, że obsiadywali dookoła takiego parobka i popychali jeden do drugiego – dodaje Kozłowska. Te postępowania mieszkańców żydowskich, jak i również Polaków, powodowały, iż pomiędzy tymi narodowościami współżycie nie układało się najlepiej. Ponadto często dochodziło do rywalizacji w sferze handlowej, gdyż i Polaków „ciągnęło” do handlu. Antagonizmy te mogły być przyczyną podpalenia w 1926 roku stodoły dla wspomnianego Szyi Zarubczyka, choć policji miejscowej nie udało się ustalić sprawców. Pomimo antagonizmów zdarzały się małżeństwa polsko-żydowskie, jak i inne formy wzajemnych kontaktów towarzyskich.

Mieszkańców ukraińskich przed wojną w Urszulinie nie było już wcale, mało też było Niemców. Sześć rodzin niemieckich zamieszkiwało na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych w osadzie Aleksandrówka (np. Geisheimery), stanowiąc połowę liczby jej mieszkańców. Były to jednak rodziny zubożałe, trudniące się pracami w folwarcznym tartaku. Podobna ilość Niemców mieszkała w samej wsi (np. Pietrychy, którzy przed wojną wyjechali do Wytyczna, Kontsmany). Od strony Andrzejowa żyła wspomniana wielodzietna rodzina Samuela Krebsa, której głównym źródłem utrzymania był młyn – wiatrak.

 

2.3.            Szkolnictwo

W Urszulinie od 1934 roku funkcjonowała szkoła powszechna. Utworzono ją w budynku Frączków, którzy w formie rekompensaty otrzymali wspólnotowe pole w Michelsdorfie. Do szkoły chodziły dzieci polskie, niemieckie, żydowskie i ukraińskie, a ich nauczycielami byli Antoni Kubiczek z żoną Zofią, Kazimierz Chmielewski, który po pierwszym roku szkolnym przeniósł się do Wereszczyna, Jan Szydłowski, Henryk Jarzyna, Lucyna Furmanówna oraz wikariusze z Wereszczyna, najdłużej ks. Kazimierz Szlędak. Kierownikiem szkoły był początkowo Kazimierz Chmielewski, a w 1936 roku zastąpiła go na tej funkcji Zofia Kubiczek. W roku 1935 nauczanie w czteroklasowej szkole rozpoczęło 141 dzieci. Najwięcej było uczniów wyznania rzymskokatolickiego, bo 65 dzieci. Niewiele mniej uczyło się dzieci wyznania ewangelickiego, gdyż 51 uczniów. Dzieci wyznania mojżeszowego było tylko 6, a prawosławnego tylko 4. W roku szkolnym 1938/39 do sześcio-oddziałowej szkoły uczęszczało już 199 uczniów, głównie rzymkokatolickiego wyznania (112 uczniów). Bardzo dużą grupę stanowili dzieci wyznania ewangelickiego (76), pochodzący głównie z pobliskiego Michelsdorfu, a w klasach młodszych ewangelicy stanowili nawet większość. Tylko po 8 uczniów było wyznania prawosławnego i mojżeszowego. Oprócz dzieci z Urszulina do szkoły uczęszczały dzieci ze wspomnianego Michelsdorfu, Wiązowca i Zabrodzia, w którym w połowie lat trzydziestych zlikwidowano szkołę. Ponadto do trzeciej, czwartej i piątej klasy uczęszczały dzieci po ukończeniu edukacji w szkołach w Andrzejowie, Dębowcu, Grabniaku, a nawet z Garbatówki, w których było mniej oddziałów.

Dzieci przychodziły najczęściej boso i nie posiadały jakichkolwiek przyborów szkolnych. Szkoła była uboga w wyposażeniu. Były tylko dwie sale i aż sześć klas, dlatego lekcje były prowadzone w łączonych klasach – wspomina swoją edukację Marian Kapała z Wiązowca. Przed wojną dzieci chodziły do szkoły również w sobotę. Jedynie ze względu na szabas z tego obowiązku zostali zwolnieni nieliczni uczniowie żydowscy. Młodzież pozaszkolna, poza codziennymi pracami w gospodarstwie, działała w prorządowej Młodzieżowej Drużynie Strzeleckiej „Strzelec”, w której uczono się przysposobienia obronnego i innych zajęć o tematyce patriotycznej. Podnoszeniu świadomości narodowej towarzyszyły dyscypliny sprawnościowe oraz często organizowane zawody sportowe.

 

3.     II wojna światowa

3.1.            Pierwsze lata okupacji

Po wybuchu wojny światowej jako pierwsze do Urszulina wkroczyły wojska radzieckie, szybko jednak wycofały się za rzekę Bug, robiąc miejsce dla okupanta niemieckiego. Zaraz po tym władze niemieckie wprowadziły porządek, którego zasady wyznaczał sam okupant. Już w listopadzie 1939 roku hitlerowscy funkcjonariusze rozstrzelali miejscowego Tadeusza Kozioła. Wielu mieszkańców, zwłaszcza ci, którzy stracili dach nad głową, schronienia szukało i znalazło u dziedziców Przybyszewskich oraz Karpińskich z Andrzejowa.

Pierwszy posterunek policyjny umieszczono w budynku Emiliana Kędzierskiego (dzisiaj własność Wiczuków), później w domu Kozłowskich, a następnie w murowanym domu przy głównym skrzyżowaniu, który należał do Franciszka Kozłowskiego. Posterunki chętniej umieszczano w budynkach murowanych z obawy przed podpaleniami, których dokonywali partyzanci. Urzędowali w nich polscy policjanci, zwani „granatowymi”. Komendantem „granatowych” był Grajek, a funkcjonariuszami Chałajdziak, Matuszak, Bożek, czy też Józef Strug, późniejszy działacz winowski o pseudonimie „Ordon”. Oceny działalności tychże funkcjonariuszy wśród pamiętających tamte wydarzenia mieszkańców są mieszane. Niektórzy wspominają o egzekucjach, jakie wykonywali na rozkaz okupanta, chociażby morderstwo na rodzinie Kujawskich na Babsku, czy też egzekucje ocalałych Żydów, podczas obław organizowanych w okolicach Wereszczyna w latach 1942-1943. W takiej działalności wyróżniali się Matuszak i Józef Strug. Jednak byli też tacy, chociażby Chałajdziak i Grajek, którzy ostrzegali zaangażowanych w działalność partyzancką mieszkańców przed rewizjami, czy obławami. Gdy nabywali informacje o potencjalnym niebezpieczeństwie, takim jak pacyfikacja, łapanki, czy aresztowania, wówczas przechodzili przez wieś i spotkanym zaufanym, a jednocześnie zagrożonym miejscowym podawali hasło, takie jak „stado gęsi z Urszulina”. Podanie takiego hasła oznaczało, by jak najszybciej opuścić wieś – tłumaczy ówczesna łączniczka Krystyna Frącek. Chałajdziak i Grajek dostarczali broń dla dowództwa Armii Krajowej (AK), w tym dla ukrywającego się w Sękowie u rodziny Romana Panasiuka Komendanta Obwodu AK na Powiat Włodawski Józefa Milerta ps. „Sęp”. Takie postępowanie Chałajdziaka, Bożka i komendanta Grajka wynikało z tego, iż sami byli zaprzysiężeni w AK, brakuje natomiast dowodów wskazujących na przynależność w AK Matusiaka i Struga.

Najbardziej pozytywnie zapamiętanym funkcjonariuszem był komendant Grajek. W trakcie pacyfikacji ludności żydowskiej w Wereszczynie uratował życie Miriam Zonsztajn i umieścił ją w domu Marianny Kozłowskiej, w pobliżu którego mieścił się posterunek policji. Jednak ten sam komendant dokonał, podczas jednej z obław, egzekucji złapanego wereszczyńskiego Żyda Ałty i jego syna. Po zabójstwie wójta Andrzeja Schwedowskiego Grajek został zatrzymany i osadzony na zamku w Lublinie, gdzie dokończył żywota. 

Przez pierwszych kilka lat oficjalnie funkcjonowała szkoła polska, do której w 1940 roku uczęszczało 93 dzieci. Była to już tylko szkoła dwuklasowa. Funkcję kierownika i nauczyciela powierzono Janowi Szydłowskiemu, ponieważ małżeństwo Kubiczków zostało aresztowane na początku wojny i do Urszulina już nie wrócili: Nagle do wsi najechało się Niemców, kazali nam wszystkim rozejść się i zabrali ich ze sobą na samochód – wspomina po latach Jadwiga Misztalska. Oprócz Szydłowskiego w szkole uczyła jego żona Zofia, Janina Korniakówna, wikariusz z Wereszczyna ks. Władysław Filipek oraz Henryk Jarzyna, którego spotkał podobny los jak Kubiczków. Podstawową literaturą do nauki była publikacja „Ster”, choć pisana w języku polskim, to mająca na celu indoktrynację proniemiecką i faszystowską. Marian Kapała z Wiązowca wspomina, że gdy jednego razu do szkoły przyjechał wizytator niemiecki i zobaczył u mnie w książce godło Polski, to wyrwał mi tą stronę, podarł ją i wrzucił do kosza.

Szkołę w Urszulinie zamknięto w 1942 roku, a w następnym roku aresztowano kierownika Jana Szydłowskiego. W areszcie Szydłowski przebywał przez rok, ale po wyjściu do Urszulina już nie wrócił. Jeszcze przed jej zamknięciem w części pomieszczeń budynku szkoły znajdował się magazyn na kontyngentowe zboże. Wszyscy mieszkańcy Urszulina byli zobowiązani przez Niemców do pilnowania tego zboża. Wartowanie odbywało się w ten sposób, iż mieszkańcy przekazywali sobie pałkę, która była symbolem obowiązku tejże warty. Kto nie poszedł na wartę, temu władze gminne wymierzały kary, chociaż nie były one tak dotkliwe – opowiadał Eugeniusz Lewandowski. Nad porządkiem zobowiązany był czuwać sołtys wsi, a funkcję tą w okresie pożogi wojennej pełnił Jan Solarski.

Wybuch wojny sprawił, iż bardzo pogorszyły się relacje między polskimi i niemieckimi mieszkańcami. Był w Michelsdorfie mieszkaniec niemiecki Edward Tiede, który przed wojną zajmował się budowaniem studni. Po wprowadzeniu okupacji niemieckiej chodził po polskich gospodarzach, między innymi był u Andrzejewskich, u których przed wojną wykonywał robotę i wymuszał ponowną zapłatę – wspomina Urszula Wiczuk. Emil, Fryderyk i Walder, synowie niemieckiego młynarza Samuela Krebsa, wstąpili w trakcie wojny do nazistowskiej, wojskowej jednostki SS. Jako jedynie Niemcy nie wyjechali z Urszulina w 1940 roku, gdyż sam Samuel został zatrudniony jako kierowca. Cała rodzina pozostała w Urszulinie aż po zakończenie okupacji niemieckiej. Wtedy to przeprowadzono nad nimi sąd. Stanisław Szwaj z Michałowa wspomina, jak ja i Jarząbek zeznawaliśmy na jego procesie, pytali się nas jaki on mundur nosił, jak się zachowywał. Złego słowa nie powiedziałem, Jarząbek jeszcze lepiej o nim powiedział. Chociażby, że zrobił mu żarna i Hitlera przeklinał. W procesie nie wykazano ich zbrodniczej działalności, dlatego też zostali uniewinnieni. Nienawiść do Niemców, byłego okupanta, nie pozwoliła na normalne życie, dlatego też dość szybko przeprowadzili się na ziemie zachodnie.

W krótkim czasie po wprowadzeniu okupacji niemieckiej rozwinęły się struktury „podziemia”. W pierwszej połowie 1940 roku powstała placówka Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), której komendantem został wspominany nauczyciel Henryk Jarzyna ps. „Szerszeń”. Tutejszy obwód obejmował swoim zasięgiem również Zabrodzie, Dębowiec i Kozubatę, a oddział liczył około 35 partyzantów. W 1942 roku ZWZ został przekształcony w Armię Krajową, włączając w swe szeregi członków innych organizacji podziemnych, zwłaszcza z Batalionów Chłopskich. Przed samym wkroczeniem Armii Czerwonej, latem 1944 roku, sformowany został w Urszulinie oddział Armii Ludowej, zwana grupą „Klarneta”. Pod koniec wojny aktywnie działał także proradziecki oddział partyzancki Roberta Satanowskiego „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Często młodzi mieszkańcy Urszulina spotykali się w tajemnicy „po domach”. Klementyna Kozłowska opowiada, jak wówczas kocami zasłaniano szyby, by zapalone światło nie było widoczne na zewnątrz i w tak ukrytych pomieszczeniach odnawiali oraz składali nową broń. Ze starej, zniszczonej i pordzewiałej broni robili nową, która miała służyć okolicznym partyzantom. Odrdzewiali, smarowali, lakierowali i dorabiali drewniane elementy. Dziewczyny były często łączniczkami, jak Krystyna Kozieradzka ps. „Marysia”, która dostarczała informacje od urszulińskich „granatowych” policjantów dla powiatowego komendanta AK Józefa Milerta ps. „Sęp”. Często przesyłki pozostawiano w umówionych miejscach, jak piaskowania znajdująca się przy zabudowaniach Szadkowskich. Komendantami placówki AK w Urszulinie byli Stanisław Kozieradzki, Wacław Kozłowski, a po jego śmierci brat Henryk Kozłowski.  Poza wspomnianymi osobami do struktur organizacji należeli Hieronim Jarząbek ps. „Olszyna”, Jerzy Grabowski ps. „Topola”, Eugenia Grabowska ps. „Nadzieja”, Jadwiga, Henryk i Eugeniusz Lewandowscy, Edmund Szadkowski ps. „Jawor”, Edward Szadkowski, Urszula Kędzierska, Stanisław Szczygielski ps. „Szczygieł”, Stanisław Syroka ps. „Brzoza”, Rozalia Ostasz ps. „Kaśka”, Jan Kozłowski i Henryk Jarzyna. W 1944 roku Henryk Jarzyna został adiutantem Romualda Kompfa ps. „Rokicz” – Dowódcy III-ego Batalionu partyzanckiego 7 Pułku Piechoty Legionów AK.

W dniu 21 września 1943 roku miejscowi partyzanci AK przeprowadzili akcję odbicia swojego towarzysza Zygmunta Antoniuka, którego kilka dni wcześniej w Zastawiu aresztowali funkcjonariusze niemieccy i „granatowej” policji. Został osadzony w miejscowym areszcie, po czym zjawił się partyzancki pluton, który zaatakował i rozbił owy posterunek, zabierając ze sobą Antoniuka oraz uwalniając sześciu innych więźniów. Odbicie Antoniuka było najprawdopodobniej umówione z funkcjonariuszami „granatowej” policji, gdyż podczas tej akcji nikt nie zginął i nikt nie został ranny. Uczestnik odbicia Henryk Kozłowski wspominał po latach, jak wszyscy partyzanci i policjanci pozorowali walkę, strzelając w powietrze. Natomiast następnego dnia jeden z funkcjonariuszy policji oddał w ręce Kozłowskiego magazynek broni, zgubiony przez jednego z partyzantów.

W odwecie za działalność podziemną władze okupacyjne dokonywały aresztowań, umieszczając zatrzymanych, najczęściej młodzież, na Majdanku. Taki los spotkał chociażby Eugeniusza Lewandowskiego i Jerzego Grabowskiego, oskarżonych o działalność w „podziemiu”. Wielu ich kolegów wywieziono na roboty publiczne do III Rzeszy. Lata okupacji obfitowały nie tylko w aresztowania przez władze niemieckie, ale również w liczne grabieże, dokonywane przez miejscowych partyzantów, czy podszywających się pod nich pospolitych złodziei. Eugeniusz Lewandowski wspominał, że nocą przychodzili dobrze znani mu „partyzanci”, często bliscy sąsiedzi: gdy potrzebowali transportu wymuszali oddanie koni, wozów, ale raczej zawsze po kilku dniach odstawiali. Około trzydziestosobowy oddział zrabował w dniu 25 lutego 1944 roku majątek Józefa Przybyszewskiego. Skradziono wówczas 2 parokonne podwody, 6 świń, bieliznę, odzież i 960 złotych gotówki.

 

3.2.            Eksterminacja ludności żydowskiej – 1942

Po dokonaniu w dniu 26 maja 1942 roku masowej eksterminacji Żydów w Andrzejowie, Zastawiu i Wereszczynie żołnierze niemieccy, wraz z zatrzymanymi Polakami i Ukraińcami, przybyli do Urszulina. W stodole u Emiliana Kędzierskiego zamknięto wszystkich zatrzymanych, by przygotować transport do obozu na Majdanek. Podejrzanych o związki z podziemiem Ukraińców i Polaków dowożono z okolicznych miejscowości, wśród nich był Jan Kędzierski z Andrzejowa. Za synem podążyła matka z córką, które udały się do swojego rodzonego brata Emiliana. Świadek tamtego wydarzenia Kazimiera Radomska wspomina: Tam Niemcy zrobili swój sztab. Całą akcją kierował inspektor Blum z folwarku na Łysosze, a wśród Niemców był volksdouthe z Poznańskiego o nazwisku Peryszkiewicz. Gdy przybyliśmy z matką do swojego stryja, wówczas poprosiliśmy go o pomoc. Stryjenka zawołała Peryszkiewicza, błagając by wypuścili Janka. Dawała mu pieniądze, ale ich nie przyjął, choć poszedł porozmawiać z inspektorem Blumem. W tym czasie matka ze stryjenką złapały indyka, szybko go oskubały i ugotowały. Dały dla Bluma indyka, a ten się zgodził na wypuszczenie Janka. Gdy wszyscy wychodzili ze stodoły na ciężarówki, wówczas Blum kazał Jankowi wystąpić z szeregu i stać dopóki cały konwój nie odjedzie. Miał się nikomu nie pokazywać przez kilka dni.

Dwa dni po eksterminacji ludności żydowskiej w Andrzejowie, Zastawiu i Wereszczynie taki sam los spotkał Żydów w Urszulinie. Nie ma możliwości ustalenia dokładnej liczby ofiar, według dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej zamordowano dwunastu, zdaniem świadków zginąć mogło nawet trzydziestu Żydów. Wśród nich było rodzeństwo Gałmanów z Wereszczyna, dwóch braci i siostra. Mord, dokonany przez funkcjonariuszy niemieckich i ukraińskiej policji pomocniczej, miał miejsce w obecnym gospodarstwie Jurków, znajdującym się przy ulicy Kwiatowej. Żołnierze niemieccy nakazali sołtysowi Janowi Solarskiemu zebranie kilku mieszkańców celem wykopania dołu i pochowania zamordowanych. Niektórych Polaków (np. Wacław Kryger) zabrano tego dnia na posterunek w Cycowie.

Z Żydów urszulińskich egzekucji uniknęli córka Szai Tanenbam i Szyja Zarobczyk, którzy zaraz po tym wydarzeniu uciekli w głąb kraju. Jednakże jeszcze w tym samym roku Szyja został złapany i umieszczony w obozie na Majdanku, z którego nie powrócił żywy. Dwóch innych ocalałych mężczyzn z rodziny Kałmanów esesmani zamordowali w późniejszym czasie, a zakopano ich za stodołą gospodarstwa Grabowskich. Do kopania grobu esesmani wyznaczyli Józefa Kędzierskiego. Jeszcze na początku zimy krawiec Herszek z synem chowali się w jednym z niezebranych stogów siana, znajdujących się pomiędzy Urszulinem a Andrzejowem. Przez kilka dni żywność donosiła im Lewandowska z Urszulina, u której przed wojną wynajmował kwaterę, jednak poprosiła o zmianę miejsca ukrycia, gdyż po każdej wizycie pozostawały ślady na śniegu, mogące zdradzić miejsce ukrycia.

Z pogromu majowego z 1942 roku uratowały się ponadto dwie matki z dziećmi. Pierwsza, nietutejsza o nieznanym nazwisku, została jednakże wraz z dzieckiem rozstrzelana jesienią 1943 roku przez żandarmów z posterunku w Cycowie. Druga matka, miejscowa Chunicha, w dniu pacyfikacji przekazała córkę rodzinie Kozieradzkich, którzy przechowywali ją w domu przez kilka dni. Sama zaś schowała się w poletku z żytem, znajdującym się koło gospodarstwa Emiliana Kędzierskiego. Przyleciała do nas do domu (tj. do Emiliana Kedzierskiego) z tobołkiem łachów rozmaitych, szmyrgnęła pod drzwi i zwróciła się do Milka: Panie Kędzięrski, niech to leży! Po czym poleciała w żyto. Gdy Niemcy opuścili wieś wróciła i tobołek zabrała – relacjonuje Urszula Wiczuk. Dziecko Chunichy przebywało u Kozieradzkich przez kilka dni. Największe znaczenie miała nauka pacierza, gdyż jego nieznajomość była najczęstszym sposobem rozpoznawania przez Niemców dzieci żydowskich. Po kilku dniach „granatowy” funkcjonariusz Bożek pomógł przenieść dziecko do mieszkającej w Kozubacie rodziny żydowskiej, u której schroniła się matka dziewczynki. W Urszulinie bardzo często pojawiali się żołnierze niemieccy, zaś Kozubata była wówczas wsią położoną na uboczu, w której ukrywało się wielu Żydów. Dziecko przenosiłam w koszu z kartoflami. Gdy szliśmy natknęliśmy się na niemiecką wartę. Aby nie zwrócić ich uwagi Bożyk objął mnie i udawaliśmy parę zakochanych – wspomina Krystyna Frącek. Jeszcze tegoż samego roku Żydzi z Kozubaty zostali umieszczeni w getcie włodawskim.

W dniu pacyfikacji Wereszczyna do Urszulina przybyła Miriam Zonsztajn, którą przyjął wspomniany policjant Grajek. Ten, małą Żydówkę ukrył w domu Kozłowskich. Syn Marianny, Henryk, pojawienie się w domu Miriam zapamiętał następująco: Nic nie miała. Tylko sukieneczkę białą z czerwonymi klinami. Gołą główkę. Ciemna blondynka. I więcej nic. Marianna przyjęła dziewczynkę pod swój dach i nadała własne imię i nazwisko – Maria Kozłowska. Odtąd jej syn Henryk miał za zadanie nauczyć Miriam/Marię polskiego języka i zasad religii katolickiej. Sąsiadom powiedziano, że jest to córka krewnych, która przyjechała do Urszulina, żeby pomóc w gospodarstwie. O jej pobycie w swoim domu Henryk opowiadał: Z mamą spała, jadła, rozmawiała. Mama mówiła mi później, że Miriam bardzo się martwiła, chciała przeżyć, chciała przeżyć dlatego, żeby jej ród nie zaginął. Taka mała dziewuszka, a jak poważnie myślała. Chciała przeżyć, żeby jej naród nie zaginął. Mała, ośmioletnia dziewuszka. Ładne to było.

Po trzech miesiącach Miriam poprosiła Kozłowską, żeby sprawdzić, czy we wsi zostali jeszcze jacyś Żydzi, chciała do nich dołączyć. Henryk odwiózł ją więc do kobiety, która prowadziła gospodę w Urszulinie i pracowała dla podziemnej organizacji. Zgodziła się przenocować Miriam tylko przez jedną noc i poleciła poszukać kryjówki w innym miejscu. Po wędrówce od wsi do wsi dotarła najpierw do mieszkającego w Grabniaku lekarza Żukowskiego, a następnie do polsko-żydowskiej rodziny Urbanów w Starym Załuczu, z którą przeprowadzili się na koniec Kolonii Garbatówka. Irena Urban aż do końca wojny ukrywała ją w piwnicy swojego domu. Po wojnie Miriam, w jednym z listów do rodziny Kozłowskich, napisała: Gdy po raz pierwszy modliłam się przed ołtarzem Matki Boskiej „Ojcze nasz”, myślałam, że żydowski Ojciec, który jest w niebie, nie przebaczy mi tego grzechu. Jestem z bardzo pobożnej rodziny. Gdy nic mi się nie stało, zrozumiałam, że jeśli istnieje Ojciec w niebie, jest on ojcem wszystkich ludzi na świecie, wszystkich ras i narodów. W 2008 roku Henryk Kozłowski odebrał w imieniu swojej matki Marianny medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

W kolejnych dniach po majowej pacyfikacji dokonywano we wsi egzekucji Żydów zatrzymanych lub wydanych również w innych miejscowościach. Na jednym urszulińskim podwórku funkcjonariusz niemiecki zastrzelił wydaną przez Ukraińca z Wytyczna Żydówkę z małym dzieckiem. Żydów wydawali także Polacy, w tym członkowie podziemia, co potwierdza miejscowy komendant AK Henryk Kozłowski, opowiadając o losach kilkunastoletniego chłopca o imieniu Gidala: On zaczął szukać miejsca, żeby się gdzieś zaczepić. Chłopcy grali w karty, oczywiście przy lampie, bo nie było światła jeszcze wówczas, światło otrzymaliśmy tutaj daleko po drugiej wojnie światowej. I coś mignęło im przed oknem. Pijani nie byli, wyskoczyli, złapali. A to był obywatel polski narodowości żydowskiej z Urszulina. Gidala miał na imię. Już prawie dorosły chłopak. Znałem, bo to sąsiedzi moi byli. Na drugi dzień spojrzałem - pod posterunkiem chłopaki z AK. Znałem ich. Podchodzę, pytam, co tu robicie? A, powiadają mi, że złapali Gidalę i przyprowadzili go na posterunek policji granatowej. Ta policja odwiozła go do Cycowa i oddała żandarmerii. Po przesłuchaniu wyprowadzili go na plac, gdzie kopcowano ziemniaki na jesieni, i tam zamordowali. Ja to wszystko znałem, widziałem, przeżywałem. Jeden z tej trójki Polaków niedługo później został zamordowany.

Z czasem, gdy miejscowa i okoliczna ludność z obawy o swoje życie nie chciała ukrywać Żydów w swoich gospodarstwach, zasiedlona została murowana obora w majątku Przybyszewskiego. Znajdowała się na uboczu, stąd też do 1943 roku skrywało się tam kilkudziesięciu Żydów, a mało który z mieszkańców wiedział o tym fakcie. O ich ukrywaniu Niemcy dowiedzieli się przypadkowo. Podczas gdy prowadzili przez Wiązowiec konwój zatrzymanych mieszkańców z Woli Wereszczyńskiej, z przeznaczeniem na roboty w III Rzeszy, zatrzymali się we wsi by zabrać kilka młodych dziewczyn. Trafiło na córkę jedynego w Wiązowcu Ukraińca, który celem jej wykupienia, wskazał miejsce ukrywania się Żydów. Wszystkich ukrywających się (ponoć 47 osób) pięciu żołnierzy niemieckich wyprowadziło na zewnątrz i rozstrzelali na miejscu. W tym czasie zatrzymani w konwoju rozbiegli się po okolicznym lesie. Następnego dnia pracownicy folwarczni załadowali ciała na furę, a następnie pod lasem wykopali dół głęboki, układając w nim ciała jedno na drugim – wspomina naoczny świadek, kilkunastoletni wówczas Marian Kapała z Wiązowca. Ciała pomordowanych nie zostały ekshumowane do dnia dzisiejszego.

 

3.3.            Eksterminacja ludności polskiej – 1944

Rok 1944 był najtragiczniejszy dla mieszkańców wioski. W kwietniu tegoż roku doszło do pacyfikacji budynków urzędniczych. Po spaleniu budynku gminy w Woli Wereszczyńskiej wójt urzędował w Urszulinie. Określany był burmistrzem, a funkcję tą pełnił uznający się za volksdeutcha i pochodzący z Wielkopolski Andrzej Schwedowski (Szwedowski). Był niezwykle surowy dla chłopów i sołtysów ukraińskich. Jednego z nich, sołtysa z Zienek, publicznie wychłostał za używanie w jego obecności języka ukraińskiego – wspomina Klementyna Kozłowska. Jego zachowanie doprowadziło do dokonania pacyfikacji budynków publicznych w Urszulinie

Wydarzenie miało miejsce w dniu 3 marca 1944 roku. Z okolic Zienek i Górek zjechali konno partyzanci z oddziału Borysa Kołosenki Brygady im. Wandy Wasilewskiej (około dwadzieścia osób). Jedna grupa przyjechała od strony Grobelek (Michałów), druga przez Wiązowiec. Gdy dojechali do drogi Lublin – Włodawa to pozrzynali słupy telefoniczne – wspomina Stanisław Szwaj z Michałowa. Gdy przybyli do Urszulina to zaczęli podpalać budynki, w tym sklep Franciszka Kozłowskiego i posterunek policji, ale próba nie powiodła się, gdyż był to budynek murowany. Posterunku broniło 6 policjantów, lecz w wyniku ostrzału i zapalenia się stojących w pobliżu dwóch stert słomy poddali się. Ukraińcy zabrali karabiny, amunicje i ekwipunek. Następnie otoczyli budynek gminy, w którym znajdował się również urząd pocztowy oraz sklep (budynek był własnością Emiliana Kędzierskiego). W nim trwała w tym czasie sesja gminy. Widząc palący się posterunek policji wójt Schwedowski uciekł przez okno z budynku, podążając w kierunku Andrzejowa. Udał się do budynków Gąsiorowskich (na dzisiejszej ulicy Kwiatowej), a następnie na strych. Zanim Ukraińcy jego dopadli on już leżał nieżywy, gdyż popełnił samobójstwo. Zwłoki Andrzeja Schwedowskiego umieścili okupanci w szkole – relacjonuje Klementyna Kozłowska. Z budynku gminy wyniesiono wszelkie dokumenty, które na placu przed budynkiem spalono. Następnie podpalono budynki urzędu gminy i poczty. Była tego dnia wietrzna pogoda, dlatego też tylko dzięki ofiarności mieszkańców dało się zapobiec spaleniu miejscowości – dodaje Kozłowska. Po tym wydarzeniu siedziba poczty została przeniesiona do domu mieszkalnego Emiliana Kędzierskiego.

W trakcie akcji Ukraińców nikt z mieszkańców nie zginął, kolejna tragedia, już ze skutkami śmiertelnymi, nastąpiła miesiąc później. W tej malutkiej jeszcze miejscowości z rąk okupantów niemieckich i służących w wojsku niemieckim Ukraińców zginęło kilkadziesiąt osób narodowości polskiej. Nie była to zaplanowana akcja pacyfikacyjna hitlerowców, lecz wynikła z przypadku, a przede wszystkim z agresywnej reakcji żołnierzy okupacyjnych.

Pacyfikacja ludności Urszulina, a także częściowo Zabrodzia, miała miejsce dnia 25 kwietnia 1944 roku. W okresie tym okolice Urszulina faktycznie nie były kontrolowane przez okupanta, czego dowodem jest opisana akcja partyzantki ukraińskiej. Kilka miesięcy wcześniej, w dniu 3 stycznia, oddziały Batalionów Chłopskich zniszczyły natomiast linię telefoniczną, łączącą Urszulin z Cycowem. Zaś w dniu 20 kwietnia partyzanci z prosowieckiego oddziału im. Józefa Stalina, stacjonującego w Woli Wereszczyńskiej, zatrzymali pod Urszulinem i uprowadzili samochód pocztowy. Był to teren zabagniony, a zimą i wczesną wiosną nieprzejezdny, co sprzyjało działalności partyzanckiej. Spalony został również most na Włodawce w Michelsdorfie, co jeszcze bardziej utrudniało komunikację na tym terenie. Wobec takich warunków wojska okupacyjne „zapuszczały się” tutaj jedynie w większych kolumnach.

Powód, dla jakiego Niemcy wysłali do Urszulina swoje wojska, był związany z rabunkiem dokonanym przez jedną z miejscowych grup partyzanckich. Na Łysosze (Andrzejów) w dawnym majątku Witolda Borettiego przebywał inspektor rolny Niemiec Selinghera. Po pewnym czasie został przeniesiony do majątku Zamojskich w Adampolu. Załatwiając zaległe sprawy wysłał konno posłańca ukraińskiego do dworu Karpińskich w Nowym Andrzejowie. Partyzanci z miejscowej placówki widząc samotną osobę na koniu, w skórzanej czapie, charakterystycznej dla chłopów ukraińskich, postanowili jego obrabować. Posłańca zobaczyli siedząc w zabudowaniach Jarząbka, który mieszkał na skraju Urszulina. Po jego zatrzymaniu partyzanci zabrali konia i puścili wolno, a sami wrócili z powrotem do zabudowań Jarząbka. Posłaniec dotarł pieszo do Janiny Karpińskiej przekazując list i opowiadając całą historię. Karpińska znając osobiście Jarząbka nakazała oddanie konia i tak też zrobili. Jednakże po powrocie posłańca również Selingherowi została zdana relacja z tego incydentu – opowiada Klementyna Kozłowska. Jako że Selinghera był urzędnikiem niemieckim informacja o tym incydencie szybko trafiła do odpowiednich wojskowych władz niemieckich. Dlatego też wysłane wojsko miało na celu jedynie spalenie zabudowań i najprawdopodobniej zlikwidowanie Jarząbka.

Żołnierze okupacyjni, jadąc z posterunku z Cycowa, celem zlikwidowania bandy i spalenia zabudowań Jarząbka, natrafili na ludzi wybierających kartofle z kopców kontyngentowych. Około dwudziestu kopców ziemniaków, po 50 metrów długości każdy, znajdowały się od strony Miechelsdorfu (między kanałem a dzisiejszą ulicą Kwiatową). Zebrane ziemniaki, w wyniku wspomnianej dłuższej nieobecności wojsk okupacyjnych, były powszechnie przez mieszkańców wybierane. Z okolic Zienek i Górek partyzanci i mieszkańcy ukraińscy wywozili dziennie nawet kilka furmanek. Widząc ich bezkarność mieszkańcy Urszulina i okolic zaczęli coraz częściej i bez obaw o konsekwencje także je wybierać. Najczęściej przy kopcach można było spotkać przesiedlonych Poznaniaków, gdyż ich sytuacja materialna była najgorsza (w wyniku przesiedleń mało kto miał własne płody rolne), a także członków okolicznej partyzantki, którzy sprzedawali ziemniaki i za zarobione pieniądze kupowali broń.

Do tragedii doprowadziła paniczna reakcja wybierających kartofle mieszkańców, którzy na widok wojska niemieckiego i wspierających je oddziałów ukraińskich zaczęli uciekać. Prawdopodobnie jeden z nich o nazwisku Miazga zaczął strzelać do nadjeżdżających żołnierzy. Wobec takiego zachowania uciekający zostali wzięci za bandytów, dlatego ich ostrzelano. Część osób zginęła na miejscu, jednak żołnierze podążyli również za tymi, którym udało się w pierwszych minutach uciec. Ludzie, pośród których była młodzież i dzieci, chowali się w budynkach, zakrzaczeniach i rowach. W rowie ukryło się siedmioro. Skulili się i czekali, aż wojsko odjedzie. Jednak do rowu doszedł Ukrainiec i strzelał do każdej osoby z bliska. Jak doszliśmy na miejsce, to Lucia była postrzelona w głowę przez zakrywające ręce. Mój brat natomiast miał kulę i w oku, jak i w plecach – tak opisuje wydarzenia Klementyna Kozłowska, której brat i jego znajomi zginęli. Następnego dnia, już wczesnym rankiem, udaliśmy się z całą rodziną i z nieżywym bratem na cmentarz do Wereszczyna, gdyż ludzie mówili, że cały Urszulin zostanie spalony. Ukraińcy dotarli za uciekającymi do Zabrodzia, w którym również zginęło kilka osób. Jeden z mieszkańców, Kowalski, pobiegł z łopatą do kilku zabudowań powiedzieć, co się dzieje w sąsiednim Urszulinie. Najprawdopodobniej owa łopata z daleka została potraktowana jako broń, więc został ostrzelany, a żołnierze wkroczyli do tych budynków (m.in. Śliwińskich, Sironiów, Pajączkowskich), mordując wszystkich, kogo zastali – dodaje Kozłowska.

Paradoksem jest to, iż cel okupanta nie został zrealizowany, chociaż zginęło łącznie 23 mieszkańców, a według Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce Instytutu Pamięci Narodowej 33 osoby (spośród rodowitych mieszkańców Urszulina zginęli: Władysław Grabowski, Lucyna Kozłowska, Tomasz i Hieronim Jungowie, Majewski). Jarząbek przeżył. Mijając jadącą do jego zabudowań kolumnę wojska nie został rozpoznany, lecz chwilę później zatrzymano go w Urszulinie, skąd uciekł. Ucieczkę ułatwiło mu zachowanie Ukraińców, którzy, zostając w Urszulinie, zajęli się grabieżą pozostałych mieszkańców z kosztowności i żywności. Żołnierzy niemieckich zagadał ponadto Emil Kędzierski i w tym czasie Jarząbek szybko schował się w jego zabudowaniach – relacjonuje Klementyna Kozłowska. Na strychu stodoły u Kędzierskiego już wcześniej schroniło się kilku mężczyzn, w tym Józef Kozieradzki.

W gospodarstwie Jarząbków żołnierze niemieccy zastali jedynie siostrę Zofię Jarząbek, Tomasza Junga, dwunastoletniego Antoniego Kamińskiego i Majewskiego. Junga i Majewskiego zamordowano, Antoni i Zofia zdołali uciec. Mój ojciec leżał przed przygotowanym do rozstrzeliwania karabinem maszynowym. Podpalenie zabudowań Jarząbków spowodowało postępującą eksplozję ukrytej w słomie amunicji. Przestraszyło to okupantów i wywołało zamieszanie, które mój tato z innymi zdołał wykorzystać i zbiec. Mówiło się, że podniósł z ziemi karabin z nadpaloną kolbą, który wypadł z płonącej strzechy, a następnie wrzucił go do studni – przytacza wspomnienia swoich rodziców Marek Kamiński. Natomiast Zofia, wykorzystując osłonę dymu, udała się do Janiny Karpińskiej. Dziedziczka natychmiast przybyła na miejsce zbrodni i wykorzystując znajomości z funkcjonariuszami niemieckimi zatrzymała rzeź mieszkańców. Do Włodawy Niemcy zabrali tylko jednego miejscowego członka AK. Przy kopcach pozostała duża ilość furmanek, stąd też Niemcy, tym co przeżyli. nakazali z załadowanymi furmankami jechać do Włodawy, jednak po dotarciu do Wytyczna, nie widząc podążających za konwojem żołnierzy, furmani rozjechali się w różne strony, głównie na Wólkę Wytycką – wspomina Urszula Wiczuk.

W krótkim czasie po wyjeździe oddziałów okupanta we wsi zjawili się partyzanci AK, zarówno z miejscowych placówek, jak i z oddziału „Nadbużanki”, gdyż w okolicy byli rozkwaterowani. Na kilka dni przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Urszulina przybyli żołnierze z III dywizjonu konnego policji SS. Były też inne jednostki niemieckie, których zamiarem było okrążenie partyzantów walczących w Lasach Parczewskich. Jednak, z coraz bliższą obecnością Armii Czerwonej, zaczęli przygotowania do ewakuacji. Wówczas miejscowi partyzanci postanowili zatrzymać wycofujących się żołnierzy. Przez Urszulin w pobliżu majątku Przybyszewskiego przejeżdżała tankietka z kilkoma Niemcami, którą zatrzymało pięciu miejscowych. Byli tak pewni powodzenia w akcji, że sytuacja się odwróciła i to oni znaleźli się przed lufami karabinów. Uciekający przed Rosjanami Niemcy postanowili przebrać się w ubrania cywilne zatrzymanych Polaków, a ich przywiązali do drzewa. Życie zawdzięczają jedynie Przybyszewskiej, która w zamian za ich pozostawienie zobowiązała się przeprowadzić przebranych Niemców w bezpieczny rejon. Ponoć za Wolą Wereszczyńską zostali rozstrzelani – wspomina Marian Kapała.

 

4.     „Wyzwolenie” – pierwsze lata pod sowiecką okupacją

W dniu 22 lipca 1944 roku do Urszulina wkroczyły „wyzwolicielskie” wojska sowieckie, a dokładniej żołnierze Pierwszego Frontu Białoruskiego, choć nie oznaczało to końca ofiar wojny. Rabunkowa polityka okupanta odbiła się na poziomie życia mieszkańców, wielu z nich żyło na skraju nędzy, a tym samym wyższa była umieralność. We wrześniu 1944 roku zmarło w jednym czasie troje dzieci Władysława i Eleonory Kozieradzkich. Wielu byłych członków AK zostało aresztowanych i przetrzymywanych na zamku w Lublinie, żywiąc jedynie zupą ugotowaną ze zgniłych kartofli. Taki los spotkał w grudniu 1944 roku Eugeniusza Lewandowskiego i Jerzego Grabowskiego, którzy byli więzieni również w czasach okupacji niemieckiej.

W okolicach Woli Wereszczyńskiej szybko powstały struktury organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN), walczącej z nowym systemem władzy. W Urszulinie u rodziny Dobrowolskich, która osiadła w młynarskim gospodarstwie Samuela Krebsa, znajdowała się najbardziej zaufana kwatera partyzantów, choć gospodarstwo znajdowało się w pobliżu posterunku Milicji Obywatelskiej (MO). W ich budynkach miał kryjówkę oddział Antoniego Chomy ps. „Batory” (w 1946 roku), ranny w obławie na „Ordona” pod Sękowem Józef Domański, zaś zimę 1949/1950 przetrwali w niej Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny” i Stanisław Torbicz ps. „Kazik”. Dla skuteczniejszej ochrony przechowywanych partyzantów Roman Dobrowolski ps. „Dobry”, „Ostrożny” pod deskami podłogi wybudował bunkier, w którym miesięczne schronienie zimą 1951 roku znalazło kilku partyzantów. Wejście do kryjówki maskowało łóżko, na którym sypiał gospodarz. Roman i jego siostra Janina Dobrowolska za tą działalność zostali aresztowani w październiku 1951 roku, kilka dni po zabójstwie „Żelaznego”. Rozprawa przeciwko Dobrowolskim odbyła się w Urszulinie, przy zastosowaniu trybu doraźnego. Roman Dobrowolski za udzielanie pożywienia i kwater ukrywającym się partyzantom został skazany na karę śmierci, którą wykonano w więzieniu na Zamku Lubelskim w dniu 3 grudnia 1951 roku, zaś jego siostrę skazano na osiem lat więzienia.

Roman Dobrowolski nie był jedynym tutejszym członkiem organizacji WiN, skazanym na karę śmierci. W lipcu 1947 roku zatrzymano w Urszulinie partyzanta z rozbitej grupy Józefa Struga, Ludwika Szmydke ps. „Czarny Jurek”, który przybył na tutejsze tereny z Łódzkiego. Najstarsi mieszkańcy wspominają, że chodził w biały dzień po Urszulinie w mundurze bez odznak, nie ukrywając się, a wręcz prowokując. Wszyscy wtedy „leśni” byli inaczej ubrani i zachowywali się inaczej. Jego zatrzymanie nie było rutynową akcją bezpieki, lecz splotem przypadkowych wydarzeń i spostrzegawczości jednego z funkcjonariuszy Stanisława Nowaka, który we wspomnieniach po latach pisał: Szmitke zaczął się denerwować. Wprost nachalnie przedstawiał nam swoich znajomych z Urszulina, sekretarza gminy i wójta, którzy na pewno poświadczą o jego uczciwości. Oczywiście i wójt i sekretarz ręczyli za niego, twierdzili, że to człowiek wyjątkowej wprost uczciwości. Aż mi się podejrzane wydały te hymny pochwalne. Gdy powsadzaliśmy do samochodu, sekretarz i wójt wprost wyrywali nam go z rąk. Wobec podejrzanych zachowań aresztowano wójta Włodzimierza Omylińskiego i sekretarza Stadnika. Zabrakło nam cierpliwości i razem ze Szmitke zabraliśmy ze sobą także dwóch jego, aż nazbyt gorliwych obrońców – dodaje Nowak. Wyrok śmierci na Ludwiku Szmydke wykonano jeszcze we wrześniu tegoż roku.

Wszyscy funkcjonariusze publiczni w okresie pierwszych lat po wojnie nie mogli się czuć bezpiecznie, chyba, że sami współpracowali z miejscowymi partyzantami. Przebywający w więzieniu wójt Włodzimierz Omyliński, w prośbie o darowanie kary, pisał: Wiadomym było, że Władze Bezpieczeństwa pojawiają się rzadko i na krótko, a za wszelkie narażenie się członkom krążących się w okolicy band grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Urszulin zaliczany był przez włodawski Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) do miejscowości opanowanych przez organizacje konspiracyjne. Z partyzantami współpracowali pracownicy i decydenci urzędu gminy, jak też sami mieszkańcy, chociażby Konstanty Jarząbek oraz wspomniani Roman i Janina Dobrowolscy.

Oprócz niewyjaśnionych do końca morderstw, w tym wójtów Jana Ochala oraz Kazimierza Pajurka, i aresztowań funkcjonariuszy publicznych (np. wójta Włodzimierza Omylińskiego), na porządku dziennym były rabunki, czy napady. Pierwszy napad i rozbrojenie miejscowego posterunku MO miało miejsce w marcu 1945 roku. Kolejny nastąpił w dniu 9 kwietnia 1946 roku, a dokonany został przez winowski oddział Leona Taraszkiewicza ps. „Jastrząb”. Dokładny opis przebiegu akcji znajdujemy w raportach PUBP: Zajechawszy do Urszulina spotkali milicjanta Dębskiego Jana z posterunku gm. Wola Wereszczyńska, rozbroili go mówiąc, iż są Resortem z Chełma. Z milicjantem Dębskim kilku bandytów udało się do agencji pocztowej w Urszulinie, z kąd interesantów bandyci wyżucili za drzwi a sami z pistoletami w ręku bez uprzedzenia zerwali centralkę mówiąc kierownikowi agencji, że robią po to, aby Milicja Obywatelska nie mogła połączyć się z Resortem we Włodawie. Podczas jednego z napadów na posterunku przebywali Marian Kapała z Wiązowca i Edmund Szadkowski z Urszulina. Gdy przybyliśmy na posterunek nikogo nie było, gospodyni powiedziała, że milicjanci pojechali na Wielkopole i należy poczekać. Wtem weszło dwóch partyzantów z rkm i pistoletami. Pytają się gospodyni: Wladza jest? Nie ma, pojechali na Wielkopole, ale zaraz będą – odpowiedziała im. Oni siedli, wody się napili i zaczęli się wypytywać nas dlaczego tu jesteśmy. Gdy podaliśmy powód oni powiedzieli, że są z UB i nasze papiery zabiorą ze sobą. Następnie jeden z nich wziął leżącą siekierę i zaczął rozwalać meble. Następnie kazał nam wyrzucić przez okno te meble oraz papiery, a sam siadł na fotel. Gdy wszystko wyrzuciliśmy on wziął to podpalił, a nam kazał iść do domu – wspomina swoje pierwsze spotkanie z Edwardem Taraszkiewiczem ps. „Żelazny” i jego trzema towarzyszami Marian Kapała.

Taktyka walki z posterunkami MO miała na celu osiągnięcie efektu psychologicznego, a przede wszystkim wytworzenie wśród społeczeństwa przekonania o słabości władzy ludowej. Dążono tym samym do zastraszenia młodzieży wiejskiej przed wstępowaniem w szeregi MO i organów bezpieczeństwa. O swojej słabości zdawały sobie sprawę władze komunistyczne, wskazując również pijaństwo swoich funkcjonariuszy, jako przyczynę tego stanu rzeczy. Niejednokrotnie w raportach podkreślano, że stan pijaństwa kompromituje i traci zaufanie wśród społeczeństwa postępowego, co również ujemnie oddziaływuje na realizację linii partii i Rządu. W raporcie włodawskiej bezpieki z 1950 roku alarmowano, że komendant placówki MO w Urszulinie systematycznie się upija i zaniedbuje się w pracy (…), stąd też nie żyje zagadnieniem zwalczania bandytyzmu. Początkowo próbowano tolerować pijaństwo, gdyż nie zarządzano wystarczającą kadrą do obsady wszystkich posterunków, z czasem jednak upijających się milicjantów umieszczano w areszcie.

Taktyka walki z funkcjonariuszami miejscowych służby bezpieczeństwa początkowo przynosiła spodziewane efekty, gdyż Gmina Wola Wereszczyńska w 1945 roku zaliczana była w Powiecie Włodawskim do tych, w której najwięcej mężczyzn uchylało się od służby wojskowej, a ci, którzy byli już w formacjach militarnych masowo dezerterowali. Według stanu z lutego na 126 osób, które w gminie musiały się stawić celem odbycia służby wojskowej, 31 osób nie przybyło,
 a następnie 20 osób w późniejszym czasie zdezerterowało.

Celem ataku partyzantów stawały się z czasem również inne budynki użyteczności publicznej. W nocy z 15 na 16 listopada 1946 roku partyzanci „Jastrzębia” włamali się do budynku gminnego, zabierając rejestry mieszkańców 22 gromad gminy oraz teczkę z aktami dotyczącymi spraw wojskowych. W dniu 29 stycznia 1947 roku czteroosobowy oddział WiN, uzbrojony w automaty i rkm, dokonał nocnego napadu na budynki publiczne w Urszulinie, zabierając z urzędu gminy 50 tysięcy złotych, z placówki pocztowej ponad 2 tysiące złotych, zaś z kasy miejscowej spółdzielni ponad 12 tysięcy złotych. W zrabowanych budynkach partyzanci pozostawili po sobie pokwitowania, jedno z napisem „Bierut”, drugie zaś z napisem „Groźny”. Ofiarami działalności antykomunistycznej partyzantki zostawali również sami mieszkańcy. W maju 1946 roku w lasku przy folwarku Przybyszewskich dwóch nieznanych osobników obrabowali z posiadanych pieniędzy (prawie 15.000 złotych) inkasentów podatkowych sołtysów Stanisława Junga z Dębowca i Jana Górko ze Starego Załucza. Górko po rabunku zeznał, że dokonało tego 2 nieznanych osobników, ubranych po cywilnemu, uzbrojonych w rewolwery i granaty. (…) Po rabunku bandyci odjechali rowerami w krzaki. W sierpniu 1945 roku grupa uzbrojona w broń maszynową wymusiła na Józefie Lewandowskim oddanie dwóch koni z wozem. Również w sierpniu, ale dwa lata później, Władysław Kozłowski zgłosił lokalnym władzom rabunek dwóch świń, zdaniem poszkodowanego dokonany przez winowski oddział. W jednym z sprawozdań wójt gminy pisał do władz powiatowych, że ludność przeważnie o dokonanych napadach rabunkowych nie melduje, ponieważ przekonała się, że nie daje to żadnego rezultatu i gmina dowiaduje się o dokonanych napadach, kradzieżach po upływie 2-3 tygodniach okolicznościowo.

Działalność oddziałów partyzanckich z jednej strony, a funkcjonariuszy bezpieki z drugiej strony czyniły w pierwszych latach stan bezprawia. Jeszcze w 1944 roku działalność lokalnych demokratycznych sił politycznych wspierana była przez władze powiatowe, które zostały opanowane przez przedwojennych przedstawicieli stronnictw demokratycznych. Przewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej, a zarazem starostą został ludowiec i członek Batalionów Chłopskich (BCh) Kazimierz Markiewicz. Na jego polecenie usunięto z tutejszej Gminnej Rady Narodowej, kierowanej przez Stanisława Wakułę z Wereszczyna, dwóch prosowieckich przedstawicieli, czy też uwolniono z miejscowego aresztu kilku AK-owców. Urząd bezpieczeństwa słusznie podejrzewał istnienie ścisłych kontaktów Markiewicza ze strukturami peeselowskimi i akowskimi. W jednym z raportów PUBP skierowanym do Wojewódzkiego UBP, stwierdzono, że (…) zamiast tego, żeby silniej przycisnąć gminę Wola Wereszczyńska, gdzie ona przeważnie zaśmiecona jest przez różne akowskie elementy, gdzie najwięcej jest zabójstw przedstawicieli PKWN, gdzie jest najwięcej wrogiej agitacji (…) ob. Markiewicz stara się tę gminę nie tylko zasłonić swoją osobą, a nawet daje im jak najlepszą opinię. Strukturami organizacji niepodległościowych w Urszulinie kierować mógł ówczesny wójt Jan Ochal. Kierownik PUBP Włodzimierz Kaliszczuk w swoich raportach pisał, że reakcja zakonspirowała się w urzędach i czynnie współpracuje z miejscowymi oddziałami AK. Jako przykład takiej współpracy wymieniał właśnie wójta Jana Ochala, który wydawał zagrożonym aresztowaniem lub poborem do wojska zaświadczenia tożsamości z fałszywym nazwiskiem lub datą urodzenia.

Z upływem czasu sytuacja przedstawicieli sił prolondyńskich ulegała pogorszeniu. Władze komunistyczne otrzymywały wsparcie Armii Czerwonej, NKWD (Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych ZSRR), LWP (Ludowego Wojska Polskiego) i organów represji, jak MO i UBP. Przy miejscowym posterunku MO utworzono referat UB, a referentem został Jan Matczuk. Struktury organizacji prozachodnich utrzymywały się jednak dalej, co doskonale zobrazował kolejny z raportów PUBP we Włodawie, sporządzony przez referendarza włodawskiej bezpieki Bazylego Dohojdy w dniu 8 października 1946 roku: Na terenie obwodu wyborczego gm. Wola Wereszczyńska jest zła sytuacja z powodu band reakcyjnych jakie istnieją w danym obwodzie, ludność togo obwodu jest przepojona agitacją reakcyjną i z tego powodu jest wrogo usposobiona do teraźniejszego ustroju (…) teren tego obwodu jest najbardziej zanieczyszczony przez najróżniejsze wrogie elementy (…) ludność bierze czynny udział w spółpracy z bandą WiN „Orlisa” i prowadzi anty Państwową propagandę. Po rozpędzeniu partii PPR przez bojówkie „Jastrzębia” rzadna inna organizacja legalna utrzymać się nie może z powodu terroru band. (…) Wobec powyższego do ochrony lokalu wyborczego tego obwodu potrzebne jest nie mniej jak 50 żołnierzy zdyscyplinowanych dobrze uzbrojonych. W podobnym tonie sytuację polityczną w gminie opisywał Kazimierz Ostapowicz, referent w przeprowadzonym referendum ludowym: Na terenie obwodu wyborczego gm. Wola Wereszczyńska jest kiepska sytuacja z powodu band reakcyjnych jakie istnieją w danym obwodzie, ludność tegosz obwodu jest przepojona agitacją reakcyjną i z tego powodu jest wrogo usposobiona do teraźniejszego ustroju. Teren danego obwodu jest najbardziej zanieczyszczony przez najrozmaitsze wrogie elementy, którym dobrze mogą się skrywać przed organami Bezpieczeństwa. Początkowo była partia PPR lecz w dalszym ciągu utrzymać się nie mogła z powodu band terorystycznych jakie tam istnieją. Toteż ludność przybrała inne zapatrywania względem ustroju, część ludności bierze czynny udział w współpracy z bandą i prowadzą anty Państwową propagandę. Po rozpędzeniu partii PPR rzadna inna organizacja legalna utrzymać się niemoże z powodu terroru band. Ludność tamtejsza niema możności organizowania się i twożenia legalnych organizacji, natomiast pod wpływem agitacji reakcyjnych dają się otumanić i przybierają zły stosónek względem Demokracji.

Wobec silnego poparcia ludności dla opozycji antykomunistycznej referendum z dnia 30 czerwca 1946 roku i pierwsze wybory z roku kolejnego musiały być fałszowane. Urnę z głosami z referendum przewieziono z Urszulina do Parczewa, bez jakiegokolwiek przeliczenia i pod nieobecność członków komisji. Oficjalne wyniki wskazywały na zdecydowane zwycięstwo rządu, czyli na głosowanie przez ludność 3 X TAK. Zgoła odmienne były wyniki nieoficjalne, znane jedynie dla służby bezpieczeństwa. W głosowaniu udział wzięło 2.254 osób na 2.935 osób uprawnionych do głosowania. Na pierwsze pytanie, dotyczące zniesienia senatu, odpowiedź pozytywną dało 314 osób, negatywną aż 1.860, co oznaczała zdecydowany sukces Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) Stanisława Mikołajczyka i WiN, które agitowały za taką odpowiedzią. Na drugie pytanie dotyczące przeprowadzenia reformy rolnej i upaństwowienia gospodarki pozytywnej odpowiedzi udzieliło 344 osoby, a negatywnej 1.784. Jedynie na trzecie pytanie, dotyczące utrwalenia zachodnich granic państwa na Odrze i Nysie, większość odpowiedziało pozytywnie. Za odpowiedzią TAK głosowało 1.969 osób, zaś na odpowiedź NIE tylko 153. Bezpieka „zadbała” również o wynik w styczniowych wyborach do Sejmu Ustawodawczego z 1947 roku. W związku z przebiegiem wyborów w tajnym raporcie bezpieki ówczesnego sołtysa wsi uznano za wrogiego władzy ludowej, choć nie spotkały jego z tego powodu większe represje.

Celem obrony indywidualnych form gospodarowania na wsi, praw w spółdzielniach, czy autonomii Kościoła, działacze opozycyjni wstępowali do „satelickiego” SL (Stronnictwa Ludowego), później przekształconego w ZSL (Zjednoczone Stronnictwo Ludowe). Partie te w Urszulinie, jak i w innych okolicznych miejscowościach (np. Wytyczno, Wola Wereszczyńska, Zabrodzie, Wereszczyn), stały się jedyną legalną siłą, przeciwstawiającą komunizacji wszelkich sfer życia. Wstąpiło do niej większość pierwszych powojennych decydentów gminnych, wójtowie Jan Ochal, Kazimierz Radomski oraz ich współpracownicy Wacław Zabłuda, czy Stanisław Podkowa. Włodawska bezpieka, uświadamiając sobie opozycyjność ludowców, poddała ich szczegółowej inwigilacji. Niejednokrotnie w swoich tajnych raportach podkreślali, że SL i ZSL jest silnie rozbudowane i bazuje w większości na elementach kapitalistycznych, jak również dużej liczbie inteligencji. Jako, że SL i ZSL były legalnie działającymi partiami politycznymi, funkcjonariusze bezpieki nie mogli poddać ich członków represjom, dopóki nie zostały naruszone przepisy prawa karnego. Naciski na władze powiatowe i wojewódzkie ludowców, dotyczące usuwania wrogich w stosunku do idei komunistycznej „elementów”, nie przynosiły skutków. Stąd też zebrania członków miejscowych struktur ludowców stały się płaszczyzną ostrej krytyki polityki rządowej. Na spotkaniu miejscowego Zarządu Gminnego SL, które odbyło się w Urszulinie w dniu 13 lutego 1949 roku, poddano krytyce działania partii rządzącej. Sekretarz partii Brodowski stwierdził, iż ujawnieni (tj. członkowie AK, WiN i PSL) obecnie nie mają żadnego głosu i prawa. Pod adresem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) powiedział, że prowadzi rozbijacką robotę, wobec czego nic nie wypada robić, jak tylko pójść do bandy.


5.     Urszulin w Polsce Ludowej

5.1.            Powstawanie struktur administracyjnych

Z małej wsi, lub jak niektórzy określali z „miasteczka”, rozwinęła się miejscowość, która w dość krótkim czasie ludnościowo wyprzedziła Wereszczyn, Wolę Wereszczyńską i Wytyczno. Już w 1943 roku Urszulin stał się jedną z większych miejscowości, gdyż zamieszkiwało w nim 268 mieszkańców. Do marca 1945 roku liczba ta znacząco zmalała do 167 osób (43 rodziny), a to z powodu wyjazdu tzw. Poznaniaków. Przez następne dwa lata ubyło 10 osób. W kolejnych powojennych latach następował ciągły wzrost liczby ludności. Już w 1965 roku we wsi znajdowało się 69 gospodarstw, a więcej w gminie było tylko w Starym Załuczu, Wereszczynie i w Wytycznie. Liczba ta szybko rosła, gdyż w latach siedemdziesiątych ilość gospodarstw wzrosła do 84, ustępując już Wereszczynowi i Wytycznu, a w połowie lat osiemdziesiątych liczba mieszkańców przekroczyła granicę 500, ustępując jedynie Wytycznu. Na szybki wzrost ludności w Urszulinie wpływ miało przede wszystkim ulokowanie instytucji administracyjnych i użyteczności publicznej, takie jak urząd gminy, szkoła, poczta, ośrodek zdrowia, a przede wszystkim Kombinat Rolny PGR.

Siedzibę Gminy Wola Wereszczyńska przeniesiono do Urszulina już w 1944 roku, a to z obawy przed bardzo aktywnymi w okolicach Woli Wereszczyńskiej oddziałami partyzanckimi. Pozostała do dnia dzisiejszego, pomimo spalenia w pierwszych miesiącach ulokowania jej we wsi. Przez kilka pierwszych lat po wojnie o przeniesienie siedziby do swoich miejscowości starali się przedstawiciele Woli Wereszczyńskiej i Wereszczyna oraz ich okolic. W odpowiedzi na pismo sołtysów i radnych zachodniej części gminy z 1947 roku Starosta Powiatu Włodawskiego Ludwik Rycerski napisał: Urszulin, ze względu na swoje położenie, nadaje się na siedzibę gminy daleko lepiej, niż Wola Wereszczyńska. W Urszulinie jest telefon, agencja pocztowa oraz posterunek policji, co zapewnia bezpieczeństwo urzędowi gminnemu. Jest położony przy szosie i posiada częstą i dobrą komunikację autobusową. Odległości od krańcowych zachodnich wsi od Urszulina są takie same, jak od wsi wschodnich do Woli Wereszczyńskiej.

Gmina Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie była średniej wielkości, zamieszkała według stanu z 1947 roku przez 5.038 osób. Przez kolejne dwa lata poziom zaludnienia zmniejszył się do 4.736 osób, a w 1966 roku gminę zamieszkiwało już 4.579 osób. Pierwszym wójtem urzędującym w Urszulinie był volksdeutch Andrzej Schwedowski, chociaż nosił tytuł nie wójta, lecz burmistrza. Po morderstwie Schwedowskiego wójtem został z ramienia Stronnictwa Ludowego (SL) Jan Ochal z Kalinówki, który dla sprawniejszego wykonywania swej funkcji przeniósł się do pobliskiego Dębowca. Funkcję wójtowską pełnił prawie trzy lata. W tym czasie przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej był Stanisław Wakuła z Wereszczyna. Jana Ochala zamordowali w dniu 9 marca 1947 roku tzw. „leśni ludzie”, za odmowę wydania dokumentów na kradzione konie, które później były sprzedawane na bazarze w Łęcznej. Wcześniej, gdyż w czerwcu 1946 roku, podczas spotkania z Ukraińcami w Zienkach przeprowadzono na jego życie zamach. Tematem spotkania były przesiedlenia za rzekę Bug. Po odbytym zebraniu w drodze do domu sołtysa ktoś z tłumu strzelił do wójta, kula przeleciała obok głowy wójta. (…) Wójt uprzedzony został o planowanym na jego osobę mordzie za sporządzenie wykazu ludności ukraińskiej. (…) W tych warunkach sprawowanie czynności urzędowych przez wójta na terenie gminy Wola Wereszczyńska staje się coraz trudniejsze – zapisano w protokole wysłanym do władz wojewódzkich.

Po śmierci Jana Ochala wójtem został Włodzimierz Omyliński z Urszulina, przedwojenny zarządca majątku Przybyszewskiego, a po „wyzwoleniu” urzędnik stanu cywilnego i dotychczasowy zastępca wójta Ochala. Jako urzędnik i przedstawiciel inteligencji pomagał miejscowej ludności w kwestiach prawnych, pisząc chociażby prośby o uwolnienie aresztowanych członków podziemia. Jego aktywność na tym gruncie spowodowała, iż mieszkańcy poparli kandydaturę Omylińskiego na zastępcę wójta, a po śmierci Jana Ochala zajął jego stanowisko. Będąc w czasie wojny członkiem struktur podziemnych został dość szybko, bo po pół rocznym sprawowaniu urzędu, aresztowany. Aresztowano również pozostałych pracowników urzędu, oskarżając ich o współpracę i pomoc partyzantom WiN zwłaszcza, że w urzędzie często przebywał wspominany Ludwik Szmydke. W trakcie prowadzonego przeciwko niemu śledztwa ustalono, że pożyczał partyzantom „Ordona” pieniądze oraz legalizował dokumenty na rabowane przez nich konie. Takie druki znaleziono chociażby przy zwłokach zabitego w Wielkopolu Józefa Struga. W podaniu o darowanie kary Włodzimierz Omyliński na usprawiedliwienie swoich czynów pisał: było najzupełniej niewątpliwe, że odmawiając przybicia pieczęci, narażę się na zemstę dywersantów, dla których zastrzelenie mnie, przy stosunkach panujących w naszej okolicy i wobec dodatkowego faktu, że sam byłem kompletnie bezbronny, nie przedstawiało najmniejszych trudności. Los mego poprzednika zbyt żywo stał mi przed oczyma i ostemplowałem dane mi blankiety. Władza ludowa dokonując aresztowania przedstawicieli władzy administracyjnej chciała w ten sposób pokazać swoją aktywność w rozprawianiu się z osobami winnymi zbrodni dokonanej w Puchaczowie, w którym partyzanci WiN zabili 23 osoby. Omyliński został skazany na piętnaście lat i konfiskatę całego mienia, w więzieniu przesiedział jednak osiem lat, korzystając z warunkowego zwolnienia. Po jego opuszczeniu został konwojentem, a następnie magazynierem w urszulińskiej spółdzielni rolnej, mieszkał zaś u rodziny Topolewskich na Dębowcu. Jego żona została natomiast kucharką w miejscowym przedszkolu.

W następstwie aresztowania Omylińskiego funkcję wójtowską objął w sierpniu 1947 roku jego dotychczasowy zastępca Hieronim Radomski z Andrzejowa, przedstawiciel SL. Funkcję podwójta przyjął wówczas na okres kilku lat Wacław Zabłuda z Wielkopola. Sytuacja gospodarcza gminy była bardzo zła. W skierowanym do Starostwa Powiatowego we Włodawie piśmie wójt Radomski pisał: (…) 1/3 części powierzchni ogółem leży ugorem, a to ze względu na to, że ludność ukraińska została ewakuowana do U.S.S.R (tj. Ukraińskiej Socjalistycznej Republik Radzieckiej), na pozostawione gospodarstwa repatrianci z za Buga nie zgłosili się ze względu na liche ziemie, zaś którzy przybyli i osiedlili na gospodarstwach po wysiedlonych są niezamożni i nie są w stanie opłacić podatków gruntowych. Do najpilniejszych potrzeb gospodarczych należy dostarczenie rolnikom nawozów sztucznych jak azotowych i fosforowych oraz zboża siewnego, gdyż oziminy wymarzły, zaś ludność z braku funduszów materialnych nie jest w stanie kupna na rynku. Stan inwentarz żywego jest mały i dlatego gospodarstwa rolne nie mogą być dobrze prowadzone. Pożądanym byłoby przeprowadzenie elektryfikacji przez przeciągnięcie linii wysokiego napięcia (…), rozwinąć lub usprawnić środki komunikacyjne (…). Niezaleznie od powyższego należy uruchomić tartak w Wytycznie, pobudować przynajmniej jedną cegielnię i założyć betoniarnię. Z braku elektryfikacji i komunikacji rolnictwo, przemysł i handel na terenie gminy rozwijać się nie może. Własnych przedsiębiorstw komunalnych gmina nie posiada. Spółdzielczość rozwija się słabo, a to wskutek częstych rabunków.

W marcu 1949 roku przez kilka miesięcy wójtem gminy był Kazimierz Pajurek (PZPR) z Wereszczyna. Podobnie jak Jan Ochal Kazimierz Pajurek zginął tragicznie, gdyż we wrześniu 1949 roku zastrzelono go (oficjalnie w wyniku przypadku) podczas polowania na kaczki na Jeziorze Wytyckim. Wakujące stanowisko wójtowskie objął najpierw Andrzej Dudkowski, a po nim Bolesław Harasim z Zawadówki. Funkcję wójtowską w pierwszych latach po wojnie pełnił Stanisław Jung.

W tym okresie urząd gminy i rady gromadzkiej wraz z posterunkiem milicji znajdował się w dawnym budynku spółdzielczym przy obecnej ulicy Kwiatowej. Jako miejscowość gminna Urszulin posiadał swoją placówkę pocztową, w której funkcję jednego z pierwszych kierowników sprawował Tadeusz Sidorowski. Początkowo znajdowała się w domu Władysława i Jadwigi Misztalskich, a następnie w domu Wiczuków. Po wybudowaniu murowanego budynku przeniesiono do niej także placówkę pocztową.

W 1950 roku do Urszulina przeniesiono z Wereszczyna siedzibę Kasy Stefczyka, działającej tam od 1928 roku. Placówka zamieniona w bank spółdzielczy znajdowała się w budynku drewnianym, znajdującym się przy ulicy Lubelskiej, naprzeciwko lodziarni Zuzanny Mazurek. Dopiero w 1982 roku bank przeniesiono do budynku murowanego, w którym znajduje się do dnia dzisiejszego. Dyrektorami banku zostawali kolejno Józef Grenda z Andrzejowa, Henryk Kozłowski, Antoni Marczewski, Mieczysław Michalski, ponownie Kozłowski, Marczewski, Andrzej Konieczny i Eugeniusz Głogowski z Wytyczna.

W grudniu na święta Bożego Narodzenia 1960 roku Urszulin, jako pierwsza miejscowość w gminie, został w całości zelektryfikowany. Już w lipcu tego roku elektryczność miała miejscowa szkoła. Sieć elektryczna prywatnych gospodarstw została wykonana z inicjatywy samych mieszkańców, którzy ponieśli koszty jej założenia. Nawet pobyt głównego inżyniera był opłacany przez mieszkańców, a wiele prac ziemnych przy instalacji sieci wykonali we własnym zakresie. Szybko rozwijała się infrastruktura drogowa. W 1966 roku rozpoczęto prace nad stabilizacją drogi od Urszulina do Wereszczyna, a trzy lata później przy drodze od Sosnowicy do Hańska. Większość prac przygotowawczych wykonywali mieszkańcy w ramach czynu społecznego. W latach siedemdziesiątych wzdłuż drogi krajowej mieszkańcy wyłożyli płyty chodnikowe.

W dniu 29 września 1954 roku w miejsce jednostki gminnej wprowadzono nowe jednostki administracyjne, jakimi były gromady. Gromadzka Rada Narodowa w Urszulinie funkcjonowała do dnia 1 stycznia 1973 roku. Była terenowym oddziałem władzy państwowej, która odpowiadała za utrzymywanie porządku publicznego, a jednocześnie działała w celu polepszenia warunków gospodarczych, społecznych, oświatowych, komunalnych i kulturalnych. Po wprowadzeniu struktury gromadzkiej życiem w gromadzie kierował przewodniczący rady. Taką funkcję kolejno pełnili Bolesław Harasim, Wołczyk z Wincencina, Jerzy Grabowski, Józef Pawlak z Wincencina oraz Marian Kapała z Wiązowca. Znany jest pełny skład GRN z 1961 roku. Zasiadali w niej: Maria Lis, wymieniony Jerzy Grabowski jako przewodniczący, Irena Nurska, Konstanty Jarząbek, Irena Tetych, Paweł Bedłuszak, Mieczysław Drob, Józef Kafarski, Franciszek Jung, Wacław Małecki, Zdzisław Siwelec, Mieczysław Szewc, Ryszard Markiewicz, Stefan Kędzierski, Ludwik Janczara, Bronisław Zabłuda i Janina Zuzaniuk.

Pierwszym, powojennym sekretarzem gminy został Piotrowski, po nim funkcję tą sprawowali Stanisław Podkowa z Sękowa, Ignacy Panasiuk oraz Ignacy Stadnik. W latach pięćdziesiątych Stadnika zastąpił najpierw Henryk Arasimowicz, a następnie Ryszard Dębicki, który pełnił funkcję do końca 1972 roku, czyli do dni rozwiązania gromad. W tym czasie Urzędem Stanu Cywilnego kierował Marcin Skurak, sprawami wojskowymi i meldunkowymi Alfons Małek, a referatem obowiązkowych dostaw Maria Zabłocka. Ryszarda Dębickiego

Po likwidacji gromad uchwałą Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie utworzono z dniem 1 stycznia 1973 roku nową gminę, nie tylko z siedzibą w Urszulinie, ale również z Urszulinem w nazwie i w nowych granicach. Do nowej gminy nie weszły sołectwa Daleczkąt, Dominiczyn, Helenin, Jagodno, Janówka, Jelino, Komarówka, Lejno, Lipniak, Zagłębocze, Zamłyniec, Zbójno i Zienki, które wchodziły w skład dawnej Gminy Wola Wereszczyńska. Wieś i PGR Zienki przyłączono do gromady w Sosnowicy już w 1961 roku. Obszar gminy powiększono natomiast o Borysik, Sumin i Grabniak.

Nowo utworzone gminy miały być podstawowym organem władzy państwowej i samorządu społecznego, faktycznie jednak podporządkowane były procesom decyzyjnym zapadającym na szczeblach centralnych i wojewódzkich. Jej głównym zadaniem stało się wykonywanie polityki władz państwowych. Namiastką samorządności była gminna rada narodowa, choć faktycznie życiem w gminie kierował jej organ wykonawczy, jakim był naczelnik, wybierany przez radę. Naczelnikiem zostawały osoby namaszczone przez sekretarza Komitetu Gminnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (KG PZPR), rzadziej zostawały osoby z „partii satelickich”, głównie reprezentujących ZSL. W latach siedemdziesiątych budynek urzędu gminy przeniesiono do nowego i piętrowego budynku murowanego przy skrzyżowaniu dzisiejszych ulic Lubelskiej i Modrzewiowej.

Pierwszym Naczelnikiem Gminy Urszulin został w 1973 roku Jerzy Sitański z Andrzejowa, w następnej kadencji zastąpił go na okres ponad jednego roku Roman Marciniuk z Zawadówki. Następczynią Marciniuka została zootechnik z Woli Uhruskiej Romualda Dudzińska, a po niej naczelnikiem  został ponownie Roman Marciniuk. W okresie stanu wojennego (w lutym 1982 roku) został odwołany ze stanowiska przez wojewodę chełmskiego, a funkcję naczelnika objęła wówczas po raz drugi Romualda Dudzińska. Po niej w 1986 roku naczelnikiem do czasu likwidacji gminy w tej formie ustrojowej (tj. 1990 roku) był Andrzej Konieczny. Naczelnikowi w pracy pomagał sekretarz gminy. Pierwszym sekretarzem w nowoutworzonej gminie został Roman Marciniuk, a gdy objął stanowisko naczelnika, zastąpił go Stanisław Grzegorczyk, a następnie Halina Kupisz. Od 1980 roku funkcję sekretarza pełnił Henryk Wesołowski jednak, gdy objął funkcję I Sekretarza Komitetu Gminnego PZPR, zastąpił go Andrzej Konieczny. Po objęciu funkcji naczelnika przez Koniecznego na stanowisko sekretarza powrócił Henryk Wesołowski.

Przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej (GRN) w 1973 roku został Jerzy Grabowski. Od następnej kadencji wprowadzono zasadę, by przewodniczącym zostawał gminny sekretarz „partii”, tak więc zostawali nimi Henryk Wierzejski z Wereszczyna, Czesław Chudzik oraz Jan Baczyński ze Świerszczowa. Po zniesieniu tej zasady, na początku 1981 roku, przewodniczącym został wybrany wieloletni naczelnik szkoły Kazimierz Chrzaniuk, po nim stanowisk ponownie objął Jerzy Grabowski.

Życiem w Urszulinie, ale też w całej gminie, kierował faktycznie gminny sekretarz PZPR, które to stanowisko było nawet opłacane ze środków państwowych. Sekretarz decydował o sprawach społecznych i gospodarczych gminy, o inwestycjach, a nawet o zatrudnieniu. W instytucjach państwowych na kierowniczych stanowiskach pracować mogły wyłącznie osoby posiadające legitymację jednej z trzech legalnie działających partii. Wobec niechęci do PZPR bardzo dużo osób pracujących w administracji zapisywało się do ZSL. Lokalne władze partii ludowej nie narzucały światopoglądu komunistycznego, jak to było w PZPR, a przede wszystkim zezwalały na uczestnictwo w życiu religijnym, co było bardzo mocno krytykowane u silniejszego sojusznika.

W latach sześćdziesiątych funkcję sekretarza Komitetu Gminnego PZPR pełnił Józef Lewandowski z Zabrodzia, po nim Henryk Kozłowski, Marian Baranowski z Wytyczna, Czesław Chudzik, Jan Baczyński ze Świerszczowa, Henryk Wesołowski, oraz Kazimierz Panasiuk. Był sekretarzem partii tylko przez rok i to w charakterze społecznym, odrzucając państwowy etat. Było to związane z niechęcią rozstania się z pracą w PGR Andrzejów. Panasiuka zastąpił Kazimierz Stopa z Kopiny, który pełnił funkcję sekretarza do 1989 roku. Członkami Komitetu Wojewódzkiego PZPR zostawali Tadeusz Stadnik, Marian Kapała z Wiązowca i Hieronim Kociuba. Według stanu z końca 1979 roku partia liczyła w gminie 263 członków.

Strukturami gminnymi ZSL kierował natomiast prezes, a kadencja wynosiła najczęściej dwa lata. W latach sześćdziesiątych funkcję tą piastował Jerzy Grabowski, następnie przez dwie kadencje Jan Panasiuk z Zastawia. Po Panasiuku prezesami byli kolejno Roman Mazurek, ponownie Jerzy Grabowski, Andrzej Konieczny i Jan Panasiuk, który na funkcji prezesa pozostał do 2008 roku. Jan Panasiuk był delegatem do Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie przez trzy kadencje (w latach 1976 – 1988), a następnie taką funkcję z ramienia ZSL pełnił miejscowy weterynarz Romuald Cisłak.

Już w 1980 roku zaczęły w gminie tworzyć się struktury organizacji opozycyjnych. W Urszulinie zawiązały się struktury Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych (NSZZ RI) „Solidarność”. Liderem tejże organizacji został Henryk Lewandowski.

 

5.2.            Instytucje rolne i ich wpływ na rozwój Urszulina

Jako miejscowość z siedzibą gminy Urszulin szybko poddano kolektywizacji, tworząc na początku lat pięćdziesiątych w sąsiednim Andrzejowie Państwowe Gospodarstwo Rolne (PGR), w którym ulokowano siedzibę kombinatu rolnego. Inne placówki rolne zlokalizowane zostały w zlikwidowanym i upaństwowionym w 1950 roku majątku Józefa Przybyszewskiego, na funkcjonującym do dnia dzisiejszego placu Spółdzielni Kółek Rolniczych (SKR), jak również na placu przy szosie Lublin – Włodawa. Upaństwowienie majątku Przybyszewskiego odbyło się w 33-lecie rewolucji październikowej, stąd też Wojewódzka Rada Narodowa w Lublinie wydała zarządzenie o szczególnych formach obchodów tej rocznicy. Do Urszulina przywieziono 120 par koni z pługami i bronami, przez co zdołano zaorać i zasiać żytem 25 ha odłogów w tym majątku.

W miejscu dzisiejszego placu SKR mieściła się Gminna Spółdzielnia Usługowo – Wytwórcza Kółek Rolniczych w Urszulinie, założona kilka miesięcy po wojnie. Jej wieloletnim prezesem był Henryk Kozłowski, pracował także były współwłaściciel tychże dóbr Włodzimierz Omyliński. W latach sześćdziesiątych spółdzielnią kierował Mieczysław Lewczuk. Choć funkcjonowała w okresie gospodarki centralnie sterowanej to zachowała namiastkę spółdzielczości. Głównym przedmiotem jej działalności był skup płodów rolnych, jednak niewielką część z ich sprzedaży przeznaczano na specjalny fundusz, z którego kupowano sprzęt rolniczy. Następnie utworzono Międzykółkową Bazę Maszynową Kółek Rolniczych, która odpłatnie świadczyła usługi na rzecz mieszkańców. Taka baza skupiała okoliczne kółka rolnicze, by zgromadzić dysponowany przez nie sprzęt w jednym miejscu. Druga taka baza znajdowała się w Wereszczynie. W zamian za przekazywanie składek na rzecz wspomnianego funduszu rolnicy mogli liczyć na bezpłatne prace przy wiejskiej infrastrukturze drogowej.

Przy obecnej ulicy Lubelskiej powstała baza Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Urszulinie, której kierownikiem został Strzałkowski.
W latach 1952–53 wybudowano murowany magazyn, który służył do skupu płodów rolnych. Spółdzielnia zajmowała się również zaopatrzeniem okolicznych sklepów, także w towary przez siebie wytwarzane. Na placu w byłym majątku Przybyszewskiego umieszczono skup ziemniaków, piekarnię oraz rozlewnię wód mineralnych, a nawet piwa, choć w małych ilościach. W dworskiej stajni utworzono warsztat maszynowy. W domu Kożuszków utworzono gospodę, którą w latach siedemdziesiątych ulokowano w nowym budynku, nazwanym „Urszulką”. Na sam koniec utworzono Gminną Spółkę Wodną w Urszulinie, która w 1988 roku uzyskała koncesję na wykonywanie robót melioracyjnych.

Już w latach pięćdziesiątych w Urszulinie na dzisiejszej ulicy Szkolnej umieszczono dyrekcję zespołu PGR-ów. Obejmowała PGR-y w Andrzejowie, Kulczynie, Hańsku, Zienkach, Pasiece, Turnie, Kaplonosach, Kolorówce, Suchawie,  Woli Uhruskiej i Wólce Tarnowskiej. Dla dyrekcji wybudowano baraki, a dla pracowników kilka budynków mieszkalnych. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych poszczególne PGR zostały usamodzielnione. Do modelu zespołu PGR powrócono w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. W 1978 roku przeniesiono z Sosnowicy do Urszulina Kombinat PGR, a budynek administracyjny umieszczony został w PGR Andrzejów. Kombinat skupiał te same PGR, za wyjątkiem Wólki Tarnowskiej. Miał stanowić żywnościowe zaplecze dla rozwijającego się zagłębia górniczego w Bogdance. W latach 1981 – 1983 kombinat przejął majątek po zlikwidowanych SKR Zachajki i SKR Sobibór. Pod koniec lat siedemdziesiątych przystąpiono, przy dzisiejszej ulicy Chełmskiej, do budowy trzech bloków mieszkalnych, z przeznaczeniem dla pracowników zakładu. Pierwsi lokatorzy wprowadzili się do mieszkań w 1980 roku. Osiedle posiadało swoją hydrofornię i oczyszczalnię ścieków, do których podłączeni byli także pozostali mieszkańcy Urszulina. Na osiedlu umieszczono ponadto przedszkole.

Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych kombinat rozpoczął budowę wytwórnię pasz pełnoporcjowych dla bydła na licencji duńskiej, typu „skiold”. Był to jeden z dwunastu takich zakładów w Polsce, lecz ze względu na małą ilość potrzebnej do produkcji słomy nigdy nie osiągnął pełnej mocy produkcyjnej. By produkować granulowaną paszę zakład wyposażono w nowoczesne jak na owe czasy technologie, którą obsługiwał Piotr Kozłowski i Krzysztof Chudzik. Wysokie koszty produkcji i energochłonne technologie czyniły zakład mało opłacalnym, więc z początkiem lat dziewięćdziesiątych zaprzestano produkcji. Poza produkcją paszy wytwórnia prowadziła dla Państwowych Zakładów Zbożowych skup zbóż. Wybudowane w zakładzie silosy mogą pomieścić aż 3 tysiące ton zboża.

 

5.3.            Szkolnictwo i ochrona zdrowia

Bardzo szybko, bo jeszcze we wrześniu 1944 roku, reaktywowano we wsi nauczanie w pięcioklasowej szkole. W pierwszym roku nauczali kierowniczka szkoły Zofia Kozłowska, a religii wikariusz z Wereszczyna ks. Jan Dziedzic, przebywający na co dzień w Wytycznie. W kolejnym roku Kozłowskiej pomagał w nauczaniu Antoni Anders, kierownik szkoły z Wytyczna. Rok szkolny rozpoczęło 149 uczniów, a skończyło jedynie 81 dzieci. Tak duży spadek liczby dzieci wynikał z bardzo ożywionego wówczas ruchu migracyjnego, gdyż wielu dotychczasowych mieszkańców osiedlało się na ziemiach odzyskanych. Wszystkie uczęszczające do szkoły dzieci były wyznania rzymskokatolickiego. Wraz ze zmniejszeniem się liczby dzieci oraz problemów w zapewnieniu wystarczającej liczbie nauczycieli zredukowano klasy do dwóch.

Początkowo szkoła znajdowała się w tym samym budynku, co przed wojną.  Od 1948 roku przy szkole funkcjonowała gminna biblioteka. W okresie letnim budynek szkolny wykorzystywany był również do innych celów, chociażby jako magazyn dla prowadzonego skupu owoców. Lekcje w siedmioklasowej szkole odbywały się w klasach łączonych, a przebiegająca przed budynkiem droga służyła dzieciom za boisko. Trzeba było ciągle uważać, czy drogą nie jedzie jakaś furmanka – wspomina ówczesna nauczycielka Janina Chrzaniuk. Wraz ze wzrostem liczby dzieci na sale lekcyjne adoptowano pomieszczenia w budynkach prywatnych. W domu rodziny Sidorowskich wynajęte było jedno pomieszczenie do zajęć technicznych, zaś w domu rodziny Dorszów na salę lekcyjną zaadaptowano podpiwniczenie. Janina Chrzaniuk po latach opisuje warunki, w jakich odbywały się wówczas zajęcia: na jednej połowie pomieszczenia odbywały się lekcje, a w drugiej połowie stały kurczęta.  

Pierwszych powojennych nauczycieli zastąpiła Dąbrowska i Furmaniuk, religii nauczał zaś proboszcz z Wytyczna ks. Jan Rębisz. W późniejszych latach pojawili się nauczyciele Tadeusz Sucharski, Kazimierz Chrzaniuk, Halina Michańska, Janina Kłos, Jadwiga Anders z Wytyczna i Młynarczyk. Kazimierz Chrzaniuk pełnił funkcję kierownika, a następnie dyrektora szkoły, począwszy od 1953 roku, przez okres 25 lat. Do dnia dzisiejszego jego wychowankowie wspominają o wysokim poziomie nauczania, co przekładało się na pozytywne wyniki przy egzaminach do szkół średnich. Jeszcze w latach czterdziestych i na początku lat pięćdziesiątych religii w szkole nauczał ks. Władysław Urbańczyk z parafii wereszczyńskiej, choć często zastępowały go katechetki (zakonnice) z Wereszczyna. Nauczanie religii w szkole z upływem czasu zostało zabronione, więc katechezy przeniesiono do punktu katechetycznego, który początkowo znajdował się w domu Jadwigi i Władysława Misztalskich. Walka państwa z Kościołem osiągnęła taki poziom, że gdy podczas kolędy księdza do swojego domu przyjął dyrektor szkoły Kazimierz Chrzaniuk, to już następnego dnia musiał tłumaczyć się ze swojego czynu przed władzami wojewódzkimi.

W grudniu 1952 roku Wojewódzka Rada Narodowa (WRN) w Lublinie wprowadziła do swoich wieloletnich planów inwestycyjnych budowę w Urszulinie nowej szkoły murowanej. Środki na budowę pochodzić miały ze sprzedaży materiałów z rozbiórki starej szkoły oraz ze środków państwowych. Mijały lata, a szkoły nie było, stąd też mieszkańcy rozpoczęli jesienią 1959 roku „dziką budowę”. Tak nazywano budowę z drewna rozbiórkowego nowej szkoły drewnianej, większej od poprzedniej, pomimo braku zgody Wydziału Oświaty WRN w Lublinie. Władze państwowe zabraniały wówczas budowania szkół drewnianych, zezwalając jedynie na szkoły murowane, jednakże wobec braków lokalowych działanie mieszkańców ostatecznie zaakceptowano. Po wprowadzeniu się do nowego budynku szkolnego starą szkołę rozebrano.

Nie od razu cały budynek szkoły został oddany do użytku, gdyż w pierwszym roku tylko niektóre pomieszczenia zostały wykończone, zaś pozostałe znajdowały się w stanie surowym. Jednak z czasem warunki lokalowe uległy znacznemu polepszeniu, choć w stosunku do budynków szkolnych z Wytyczna, Wereszczyna i Woli Wereszczyńskiej szkoła w Urszulinie nie prezentowała się najlepiej. W szesnastą rocznicę ogłoszenia manifestu PKWN (Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego), czyli w dniu 22 lipca 1960 roku, w szkole zabłysła pierwsza żarówka. Rok później zakupiono telewizor, a cały plac szkolny zadrzewiono topolą i krzewami morwy. Najgorzej było w okresie zimowym, co opisuje cytowana już Janina Chrzaniuk: W ostre zimy dzieciom zamarzał atrament w kałamarzach, w miednicach woda, a by utrzymać odpowiednią temperaturę w pomieszczeniach woźny musiał przychodzić już o godzinie czwartej, by dobrze dogrzać piec kaflowy. Piec był chyba marnie wykonany, skoro kafle się rozchodziły, dlatego też co jakieś dwadzieścia minut musieliśmy przeprowadzać ćwiczenia rozgrzewające. Toaleta była na podwórku, stąd dzieci, jak i nauczyciele dość często chorowali na zapalenie nerek i pęcherzy. Wiosną i jesienią pojawiał się problem zawilgocenia, stąd też bardzo szybko pojawiły się zagrzybienia. Rosnąca szybko liczba uczniów powodowała konieczność umieszczenia niektórych klas w budynkach prywatnych. Między biurkiem nauczyciela a ławkami uczniów nie było miejsca, by się swobodnie poruszać – wspomina Czesław Chudzik. Stąd też oprócz podpiwniczenia domu Doroszów wykorzystywano jedno pomieszczenie w starym budynku gminnym i w domu rodzinnym Korniaków, a dwa pomieszczenia w domu rodzinnym Łukasiewiczów.

Jeszcze przed oddaniem nowej szkoły do użytku pojawili się w Urszulinie nowi nauczyciele, czyli Janina Ryszkowska (po mężu Chrzaniuk), Genowefa Chwedczuk, Halina Pawlik i Halina Us (po mężu Kotiuk), a z Wereszczyna przybyła Leokadia Borys, jednak została oddelegowana do szkoły w Andrzejowie. Problemem były lokale mieszkaniowe dla nowych nauczycielek, gościny na kilka lat udzieliło małżeństwo Misztalskich, wynajmując im jeden pokój. Na przestrzeni kolejnych lat do szkoły przybyli: Henryka Jonasz, Halina Oleszczuk, Danuta Chwedoruk, Ewa Zabłuda, Jan Aleksandrowicz, Krystyna i Czesław Chudzikowie, Elżbieta Kowalska, Henryk Mieszkowski, Zofia Kędzierska, Barbara Siroń, Irena Dynos, Alicja Zabłocka, Zofia Stupka, Marianna Matusik, czy Teresa Marciniuk. W 1978 roku stanowisko dyrektora na krótko przejęła Irena Dynos, a w następnym roku funkcja ta przypadła Janowi Aleksandrowiczowi.

W 1968 roku do Urszulina przeniesiono z Woli Wereszczyńskiej Szkołę Przysposobienia Rolniczego, w której przygotowywano młodzież pozaszkolną do przejmowania po rodzicach gospodarstw rolnych. Nauczania zawodów rolniczych prowadził Roman Marciniuk. Młodzież szkolną angażowano w ramach obowiązkowego czynu społecznego do prac rolnych. Każdej jesieni dzieci uczestniczyły w pracach rolnych w PGR-ach w Andrzejowie i Zienkach, ale także u osób starszych. W 1974 roku zbierano chociażby ziemniaki u 88-letniej Krygierowej, Oprócz prac przy wykopkach dzieci angażowano do sadzenia drzewek, czy sprzątania miejscowości. Nagrodą za aktywność były najczęściej drobne upominki, jednakże w 1978 roku, za udział uczniów w powszechnej zbiórce złomu, szkoła otrzymała kolorowy telewizor. Powszechne były zajęcia z funkcjonariuszami służb państwowych, takich jak Milicja Obywatelska, czy Ludowe Wojsko Polskie. W 1984 roku przyjechali nawet goście z zagranicy. Byli to kombatanci z ZSRR, którzy opowiadali dzieciom o walce z faszyzmem niemieckim na ziemi polskiej.

Szkoła w Urszulinie pełnia funkcję zbiorczej szkoły gminnej, dlatego też dysponowała autobusem do dowozu dzieci zamiejscowych zwłaszcza, że stopniowo likwidowano na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych szkoły czteroklasowe w mniejszych miejscowościach (Andrzejów, Dębowiec, Stare Załucze). Było to marne auto, którym kierował Pan Ryszard Kotiuk. Ni to bus, ni to gazik, nie wiadomo co, a wchodziło tam z wielką biedą kilkanaścioro dzieci – opisuje pierwszy szkolny transport w Urszulinie ówczesny nauczyciel Czesław Chudzik.

Likwidacja mniejszych ościennych szkół powodowała lawinowy wzrost liczby dzieci. Wobec problemów lokalowych brano pod uwagę nawet wożenie dzieci siódmych i ósmych klas do szkoły w Wytycznie. Stąd też na szkolnej wywiadówce pojawił się pomysł, by wykorzystać jeden z baraków kombinatu rolnego z miejscowości Zbójno, który był przeznaczony do rozbiórki. W tej sprawie zobowiązali się pomóc pracownicy kombinatu Tadeusz Stadnik i Kazimierz Panasiuk, którzy mieli swoje dzieci w wymienionych rocznikach. Zadeklarowaliśmy pomoc, ale uczyniliśmy to bez wiedzy dyrektora Laskowskiego. Następnego dnia poszliśmy do niego, aby o tym powiedzieć, na co on wyraził zgodę – wspomina Kazimierz Panasiuk. Na mieszkańcach spoczął obowiązek przewiezienia elementów baraku, wylania fundamentów i złożenia baraku. Przy spełnieniu tych zobowiązań budynek został przekazany bezpłatnie, tak więc w latach siedemdziesiątych na placu szkolnym postawiono tzw. „słomianą szkołę”. Był do parterowy, podłużny budynek zmontowany z płyt paździerzowych, w którym znajdowało się siedem pomieszczeń, w tym biblioteka, pokój dyrektora i sekretariat. Standardy były lepsze niż w starej szkole, gdyż wmurowano piec, czy też zamontowano centralne ogrzewanie. Jednakże służby sanepidu, ze względu na niską jakość materiału, z którego postawiono budynek, pod koniec lat osiemdziesiątych nakazały dokonania jego rozbiórki.

Szybko rosnąca liczba mieszkańców samego Urszulina powodowała, że nowy podłużny budynek nie rozwiązywał problemów lokalowych. Już w lutym 1968 roku na zebraniu rodzicielskim rodzice zobowiązali się uiścić jednorazowo na budowę nowej murowanej szkoły kwotę w wysokości 200 złotych od każdej rodziny. Ponadto w trakcie prac nad budową z każdej rodziny jedna osoba miała świadczyć usługi konno przez jedną dniówkę i jedną dniówkę pieszo. Powołano nawet komitet budowy, w skład którego weszli: Kazimierz Grabowski, Ryszard Dębicki, Kazimierz Chrzaniuk, Jerzy Grabowski, Tadeusz Sidorowski, Stanisław Kozłowski i Edward Wasilewicz. Widząc aktywność mieszkańców władze gminy wystąpiły do władz powiatowych z prośbą o rozwiązanie problemu budynku szkolnego. W powiecie proponowano wybudowanie w Urszulinie budynku sześcioizbowego, co zostało wpisane do planów inwestycyjnych już w 1965 roku. Władze gminne, z Przewodniczącym GRN Jerzym Grabowskim, nie zgodziły się jednak na ten pomysł, gdyż uważano, że taka szkoła nie zapewniłaby warunków lokalowych na przyszłe kilkadziesiąt lat.

Wobec reorganizacji władz terenowych w 1975 roku adresatem próśb władz gminnych stał się wojewoda chełmski. Do Urszulina przyjechała w tej sprawie nawet czteroosobowa komisja sejmowa, a w dniu 13 grudnia 1980 roku przewodniczący Jan Baczyński zwołał otwartą sesję GRN, na którą zaprosił również wojewodę i innych przedstawicieli urzędu wojewódzkiego. Do małej salki SKR przybyło ponad 100 osób. Był to mroźny grudniowy dzień, ale atmosfera na spotkaniu była tak podniosła, że przedstawiciele urzędu zdejmowali marynarki – wspomina Jan Baczyński. Na spotkaniu wojewoda zobowiązał się wpisać inwestycję budowy szkoły z halą sportową, podobnie jak i budowę gminnego ośrodka zdrowia, na pierwsze miejsce wojewódzkich planów inwestycyjnych. Pojawiły się jednak problemy, najpierw z wytyczeniem miejsca pod zabudowę, a następnie ze znalezieniem przedsiębiorstwa, które by wykonało inwestycję.

Przygotowanie miejsca pod zabudowę zabrało ówczesnym włodarzom gminy kilka lat, gdyż oprócz wytyczenia miejsca niezbędną czynnością było uruchomienie procedury wywłaszczeniowej. Gdy kwestie wywłaszczeniowe zostały uregulowane, wówczas pojawił się problem w zakresie wykonawstwa. Dopiero naczelnik Romualda Dudzińska uzyskała gwarancję podjęcia robót budowlanych w Urszulinie przez Powiatowe Przedsiębiorstwo Budownictwa Rolniczego we Włodawie. W 1989 roku budynek oddano do użytku, choć podczas uroczystości z tej okazji nie obyło się bez zgrzytu. Na uroczystość zaproszono wielu gości, pośród których zabrakło najbardziej zasłużonej dla budowy szkoły Romualdy Dudzińskiej.

Oprócz szkolnictwa w Urszulinie zadbano również o ochronę zdrowia. W pierwszych latach po wojnie ośrodek zdrowia umieszczono w budynku znajdującym się na skrzyżowania dzisiejszych ulic Pocztowej i Lubelskiej. Ludzi od 1953 roku leczył felczer Kwiatkowski, zaś o uzębienie mieszkańców dbała dentystka Zofia Sidorowska. W połowie lat pięćdziesiątych ośrodek został przeniesiony do dworku Józefa Przbyszewskiego, który w 1950 roku odebrano właścicielom. W poszukiwaniu złota po dziedzicu dworek rozebrano, jednak nic nie znaleziono, stąd też budynek szybko odbudowano. Poza gabinetem lekarskim w ośrodku znajdowała się izba położnicza. Funkcję ośrodka zdrowia dworek pełnił do końca lat osiemdziesiątych, dziś jest w posiadaniu prywatnym, podobnie jak ocalała od pożaru duża ceglana stajnia.

W trakcie rozmów miejscowych władz z władzami regionalnymi na temat budowy nowej szkoły w Urszulinie pojawiła się kwestia budowy także nowego budynku dla ośrodka zdrowia. W rozmowie z wojewódzkim architektem dowiedzieliśmy się, że władze wojewódzkie mają plan budowy ośrodka zdrowia, który muszą wdrożyć w określonym roku budżetowym. Pieniądze na realizację tego planu gwarantował Państwowy Fundusz Zdrowia. Wówczas w rozmowie zaczęto się zastanawiać, czy nie wdrożyć tego planu właśnie w Urszulinie – wspomina uczestnik rozmowy, ówczesny Sekretarz Gminnego Komitetu PZPR w Urszulinie Czesław Chudzik. W trakcie kilku kolejnych rozmów postanowiono o realizacji planu w Urszulinie. Podobnie jak przy budowie szkoły, największym problemem była kwestia wywłaszczenia dotychczasowych właścicieli gruntów, co spowodowało przesunięcie rozpoczęcia inwestycji o kilka lat. Piętrowy budynek oddano do użytku pod koniec lat osiemdziesiątych.

 

5.4.            Życie społeczne, gospodarcze i religijne

W latach czterdziestych zlokalizowane w Urszulinie były nie tylko instytucje publiczne, powstawały także sklepy, zakłady usługowe, a w zabudowaniach Kozłowskich utworzono karczmę. Po krótkim czasie została przeniesiona do dzisiejszego domu Kożuszków. Karczmę prowadził Władysław Misztalski z Eugeniuszem Lewandowskim. Misztalski w pierwszych miesiącach po wojnie prowadził karczmę w Wereszczynie ale, że był tam narażony na częste napady utrzymujących się jeszcze partyzantów ukraińskich, inspirowanych i zaopatrywanych przez Urząd Bezpieczeństwa, dlatego zdecydował się na przenosiny do Urszulina. Również w Urszulinie nie było możliwości prowadzenia karczmy, o czym wspomina Jadwiga Misztalska: Razu jednego do męża przyszli żołnierze polscy i radzieccy. Porucznik sowiecki kazał Władysławowi, aby zdjął ze ściany obraz Józefa Piłsudskiego, na co mąż nie chciał się zgodzić. Zabiłby męża, ale w ostatniej chwili żołnierz polski podbił karabin tak, że ten strzelił w sufit. Mąż ze złości zdjął obraz i sam roztrzaskał o podłogę. Misztalski został aresztowany, a karczma została przejęta przez państwo. Krótko po wojnie karczma znajdowała się także w domu Feliksa Kadeli, lecz nacjonalizacyjna polityka państwa uniemożliwiała dalsze jej funkcjonowanie.

Trudności zaopatrzeniowe i formalno-prawne, jakie pojawiły się pod koniec lat czterdziestych, doprowadziły ostatecznie do zamknięcia sklepów i innych prywatnych budynków usługowo-handlowych. Funkcję tą przejęła GS „Samopomoc Chłopska” w Urszulinie. Powszechne stały się wówczas długie, nawet kilkudniowe kolejki oraz puste półki. Taki stan był nie tylko spowodowany brakami w zaopatrzeniu, ale również nieuczciwością osób zarządzających sklepami. Przeprowadzona w 1981 roku wykazała, że wiele towarów, zamiast trafić na półki sklepowe, przechowywane były w magazynach. Wśród nich znalazły się telewizory, magnetofony i radioodbiorniki. Pomimo, że wobec winnych tego stanu wyciągnięto konsekwencje służbowe, to taki stan utrzymywał się do 1989 roku. Oprócz sklepów GS „Samopomoc Chłopska” utworzyła restaurację „Urszulkę”, która stała się głównym miejscem wieczornych zabaw, znanym na okolice. Funkcję kierownika restauracji przez wiele lat sprawował Zygmunt Solarski. Handel mięsem odbywał się natomiast głównie w rzeźni, położonej za kanałem od strony Andrzejowa.

Dopiero w latach osiemdziesiątych zezwolono na niewielką prywatną działalność gospodarczą, choć napotykała na duże utrudnienia. Pierwszym prywatnym sklepem był otwarty w 1984 roku warzywniak Krystyny i Jana Panasiuków. Zaraz później powstała słynna na okolice lodziarnia prowadzona przez Zuzannę Mazurek, jak też pijalnia piwa Włodzimierza Kameli. Jeszcze przed przemianami ustrojowymi zaczęły funkcjonować trzy sklepy spożywcze. Jeden powstał przy pijalni piwa Kameli, drugi w miejsce warzywniaka Panasiuków, trzeci sklep otworzyli Ryszard i Maria Drobowie.

Największa wymiana handlowa odbywała się podczas piątkowych targów, zyskujących na coraz większej popularności w latach siedemdziesiątych. Urszulin nie posiadał tradycji jarmarkowych, poza epizodem przeniesienia na okres kilku tygodni w dwudziestoleciu międzywojennym jarmarków wereszczyńskich. Jednakże w latach sześćdziesiątych, wzdłuż dróg biegnących ku głównemu skrzyżowaniu, każdego piątku zaczęły się ustawiać handlarki w wyrobami wytworzonymi we własnym gospodarstwie. Tu kobiety stały z masłem, śmietaną, owocami, warzywami. Później, na obecnym targowisku pobudowano baraki z przeznaczeniem na handel, ale nie od razu wszyscy się przenieśli, handlowano trochę tu, trochę tam – wspomina Czesław Chudzik. Od końca lat sześćdziesiątych targi, na których pojawiało się coraz więcej handlarzy spoza Urszulina, odbywały się już regularnie, czyli w każdy piątek. Głównym przedmiotem handlu były zwierzęta i inne płody rolne, choć z czasem na jarmarku mieszkańcy gminy i okolic zaczęli zaopatrywać się również w inne artykuły, takie jak odzież, narzędzia rolnicze.

Każdego roku w dniu święta 1 Maja i rocznicy ogłoszenia manifestu PKWN organizowano uroczyste pochody komunistyczne, którym towarzyszyła orkiestra ludowa i dzieci szkolne recytujące wierszyki o „przyjaźni” polsko-radzieckiej. Początkowo obchody odbywały się na placu SKR, na której ustawiano trybunę dla przedstawicieli władzy, w późniejszych latach uroczystości przeniesiono na plac szkolny. Wiele drobniejszych inwestycji dokonano w Urszulinie w czynie społecznym. W 1968 roku ułożono wzdłuż drogi Lublin – Włodawa chodnik, natomiast w latach siedemdziesiątych usypano, w pobliżu majątku po Przybyszewskim, wielką strzelnicę, która swoją funkcję pełniła jeszcze do niedawna. Dziś stanowi wymarzone miejsce dla dzieci do zimowego saneczkowania.

Z inicjatywy Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej utworzono w 1966 roku jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) w Urszulinie. Utworzenie jednostki zbiegło się z organizacją w Urszulinie gminnych zawodów strażackich. Prezesem nowej jednostki został Przewodniczący GRN Jerzy Grabowski, a naczelnikiem Leonard Majewski. Poza nimi założycielami jednostki byli druhowie: Henryk Szadkowski, Edward Kożuszek, Aleksander Majewski, Tadeusz Tetyk, Mieczysław Drob, Ryszard Cegłowski, Edward Solarski, Henryk Kozłowski, Stefan Lewandowski, Henryk Kozłowski s. Czesława, Ryszard Wałecki, Józef Mielniczuk, Mieczysław Lewczuk, Władysław Misztalski, Adolf Szynkarek, Władysław Martynowski, Tadeusz Szwaj, Bronisław Adamczyk, Ryszard Stachyra i Mieczysław Wiczuk. Początkowo nowa jednostka dysponowała jedynie sprzętem gaśniczym, przekazanym przez Komendę Powiatową Państwowej Straży Pożarnej we Włodawie. Była to sikawka ręczna, 10 wiader, 10 węży, drabina, 3 sikawki i 10 toporków. Na akcje bojowe strażacy jeździli wówczas furmankami.

Przez wiele lat strażacy z OSP Urszulin nie posiadali swojego budynku, a wyposażenie co raz było przenoszone. Dopiero w 1982 roku jednostka otrzymała grunty pod budowę strażnicy, które znajdowały się przy Wytwórni Pasz Pełnoporcjowych „Skiold” w Urszulinie. Znajdujący się tam niewielki budynek rozebrano i przystąpiono do budowy nowego. Pomieszczenie garażowe budowane było w ramach czynu społecznego, przy wsparciu miejscowej gminy. Wraz ze wzrostem ilości jednostek OSP na terenie Gminy Urszulin tradycją stały się gminne zawody sportowo-pożarnicze, które organizowano na płycie boiska przy dzisiejszej ulicy Leśnej. Zawody cieszyły się bardzo dużą popularnością, przyciągając wielu widzów. 

Pod koniec lat siedemdziesiątych, tj. w 1979 roku, z inicjatywy ówczesnego sekretarza gminnych struktur PZPR Czesława Chudzika, miłośnicy wędkowania założyli koło Polskiego Związku Wędkarskiego (PZW). Warunkiem jego powstania było zarejestrowanie minimum 50 uczestników, stąd też do PZW w Urszulinie zapisało się wielu wędkarzy z sąsiednich gmin, głównie z miejscowości Cyców, Stary Brus i Dubeczno. Prezesem został inicjator powołania koła, jednak wobec wielu innych pełnionych funkcji (chociażby sekretarza KG PZPR i przewodniczącego GRN) zrezygnował z prezesury, a jego miejsce zajął Władysław Mielniczuk. Kolejnym prezesem został Ryszard Kiryk.

Doprowadzenie w 1960 roku elektryczności wpłynęło na pojawianie się we wsi odbiorników radiowych i telewizorów. Pierwszy telewizor pojawił się w domu Ryszarda Kotiuka, kolejny zaś w budynku szkoły. Od tego momentu każdego czwartku organizowano w szkole seanse filmowe. Poza seansami na życie kulturalne duży wpływ wywierał miejscowy teatr, w którym grała młodzież pozaszkolna, jak również dorośli. Utworzenie teatru było jedną z inicjatyw dyrektora Kazimierza Chrzaniuka. Z przedstawieniami „Grube ryby”, „Kalosze szczęścia”, „Rabusia” młodzież jeździła po okolicznych szkołach i świetlicach. A że nie było wówczas telewizorów w domach odgrywane sztuki przyciągały tłumy. W 1964 roku zorganizowany został kilkudziesięcioosobowy zespół muzyczny. Opiekunem zespołu został Feliks Kadela, a w 1971 roku zastąpił go Spaczyński.

W latach siedemdziesiątych młodzież uaktywniła się w grach sportowych, organizowano turnieje głównie piłkarskie, ale także siatkarskie. Były to zawody,
w których rywalizowały ze sobą drużyny reprezentujące większe miejscowości w gminie, ale także i pozagminne. Postanowiono wykorzystać aktywność młodzieży, stąd na początku lat osiemdziesiątych, z inicjatywy Czesława Chudzika, zaczęto na placu szkolnym organizować „Dni Urszulina”. Była o impreza o charakterze przede wszystkim sportowym, ale towarzyszyło jej wiele imprez sprawnościowych (np. przeciąganie liny), śpiewy pań z kół gospodyń wiejskich, konkursy dla młodzieży i dorosłych, czy też występy kabaretów. Można było się też napić piwa, lemoniady, skosztować słodyczy, choć w tych czasach prawie wszystkie produkty były deficytowe. Pod koniec lat osiemdziesiątych zaprzestano organizowania imprezy. Nie powiodły się również próby utworzenia i rejestracji drużyny sportowej, która by w brała udział w rozgrywkach ligowych. Doprowadzono natomiast do skutku budowę boiska piłkarskiego przy ulicy Kwiatowej i Chełmskiej, choć miało ono parametry i przeznaczenie wyłącznie amatorskie.

Podczas wizyty kanonicznej biskupa siedleckiego ks. Wacława Skomoruchy w Wereszczynie w maju 1971 roku zauważono potrzebę ulokowania w Urszulinie kaplicy parafialnej. Motywowano ją dużą odległością oraz stale rosnącą liczbą mieszkańców. Również podczas kolejnej wizyty biskupa w październiku 1976 roku miejscowi mieszkańcy przywitali szanownego gościa, zmierzającego do Wereszczyna celem wizytacji parafii, wykazując tym samy potrzebę wybudowania w Urszulinie kaplicy. Podczas tej wizyty w parafii biskup Skomorucha jeszcze raz odwiedził Urszulin, by przyjrzeć się funkcjonowaniu punktu katechetycznego. W raporcie zapisał, że spośród wizytowanych miejscowości parafii to właśnie w Urszulinie doznał wiele serdeczności wyrażonej we wspaniałym przyjęciu w punkcie katechetycznym.

Staraniem mieszkańców i kolejnych proboszczów, po paru latach od wizyty biskupiej, utworzono kaplicę parafialną. Początkowo ks. Mieczysław Lipniacki planował przyszłą świątynię zlokalizować przy dzisiejszej ulicy Pocztowej, pomiędzy gospodarstwami Sironiów i Wasiutów. W tym celu wykopano już studnię. Jednakże w 1985 roku jego następca ksiądz Ryszard Andruszczak podjął prace zmierzające ku wybudowaniu kościoła, ale w pobliżu dotychczasowego punktu katechetycznego. Oddanie w październiku 1987 roku do użytku nowej świątyni zbiegło się z wizytą kanoniczną biskupa siedleckiego ks. Jana Mazura. Podobnie, jak podczas poprzednich wizyt, również i tym razem mieszkańcy Urszulina zorganizowali uroczyste powitanie. Nad drogą znajdowała się przystrojona brama powitalna, a delegacja mieszkańców częstowała gościa chlebem i solą. Po przywitaniu biskupa do Wereszczyna poprowadziła banderia motocykli i samochodów. Dzień po wizytacji Wereszczyna biskup Jan Mazur przyjechał do Urszulina by odprawić mszę w nowej świątyni.

Kościół był gotowy pod koniec 1987 roku, a obok świątyni urządzono cmentarz grzebalny. Stara kaplica służyła jeszcze przez dwa lata jako dom katechetyczny, gdyż ciągle do 1989 roku nauczanie religii w szkole było zabronione, a następnie przeniesiono ją do Garbatówki, w której do dnia dzisiejszego służy do celów religijnych.

 

6.     Urszulin współczesny

6.1.            Samorządność i administracja

Przeobrażenia ustrojowe z 1989 roku najkorzystniej wpłynęły na Urszulin, gdyż miejscowość stała się niekwestionowanym centrum gminy, podczas gdy pozostałe miejscowości ulegają powolnemu wyludnianiu. Już w latach dziewięćdziesiątych liczebnie Urszulin przerósł Wytyczno. Na początku nowego wieku zamieszkiwało 850 osób, w 2007 roku już 998 osób, a w roku kolejnym trzema mieszkańcami liczba zaludnienia Urszulina przekroczyła 1000 osób. Według stanu z ostatniego dnia 2009 roku w Urszulinie było zameldowanych 1006 osób. Obecnie funkcję sołtysa pełni Zenobiusz Kwiatkowski, który w 2007 roku zastąpił Włodzimierza Kamelę.

Jednym z rezultatów przemian ustrojowych było utworzenie samorządnych gmin. Gmina Urszulin utrzymała granice wyznaczone w 1973 roku, rzecz jasna siedziba również pozostała w Urszulinie. Obejmuje obszar prawie 172 km2. Liczba ludności każdego roku ulega zmniejszeniu. Według danych z 1999 roku w gminie mieszkało 4.225 osób, w 2003 roku zameldowanych było 4.112 osób, po trzech latach liczba mieszkańców zmniejszyła się do 4.062, a w kolejnym do 4.035 osób.
W przeliczeniu na powierzchnię gminy dawało to 24 osoby na km2. W 2009 roku liczba mieszkańców spadła aż do 3.859 osób, a wskaźnik gęstości zaludnienia obniżył się do niecałych 23 osób na km2. Sytuuje to Gminę Urszulin po środku w rankingu gęstości zaludnienia gmin Powiatu Włodawskiego. Niższy wskaźnik wykazują gminy sąsiadujące, czyli Hańsk (22 osoby na km2) i Stary Brus (16 osoby na km2). Analiza ruchów ludności wykazuje niewielki przyrost naturalny (większa liczba urodzeń od zgonów), jednakże na spadek liczby ludności decydujący wpływ ma ujemna migracja, czyli znaczna przewaga odpływu nad napływem nowych mieszkańców.

Pierwszym samorządowym wójtem na okres dwóch kadencji został mieszkaniec Urszulina Henryk Wesołowski. Już w pierwszych latach jego urzędowania urząd gminy przeniósł się do nowego budynku, połączonego z remizą i garażami strażackimi. W 1998 roku Wesołowskiego na stanowisku wójta zastąpił Waldemar Abramczuk z Wytyczna, jednakże w 2002 roku ponownie powrócił Henryk Wesołowski. Po raz pierwszy odbyły się wówczas wybory bezpośrednie, w których Wesołowski i Abramczuk „zmierzyli się” w II turze. Do 2002 roku wójta wybierała rada gminy, ponadto wyłaniano zarząd gminy, który łącznie z wójtem tworzył miejscową egzekutywę. W wyborach samorządowych w 2006 roku nowym wójtem został Roman Wawrzycki z Wereszczyna.

Pierwszym Przewodniczącym samorządowej Gminy Urszulin został dyrektor szkoły Zdzisław Herbut, w kolejnej kadencji zastąpił go Ryszard Trościańczyk z Andrzejowa. W 1998 roku mieszkańcy Urszulina wybrali spośród siebie następujących radnych: Ryszarda Kiryka, Andrzeja Stefanowicza, Jana Lewandowskiego i Pawła Skrętowicza. Przewodniczącym rady gminy został Roman Wawrzycki z Wereszczyna. W kolejnych wyborach (2002 roku) radnymi zmniejszonej już do 15 osób rady zostali Adam Wojcieszuk, Ryszard Kiryk i Tomasz Misztalski. Adamowi Wojcieszukowi radni powierzyli funkcję przewodniczącego rady, a jego zastępcą został mieszkający w Urszulinie, ale wybrany z Zabrodzia, Grzegorz Doszko. W wyborach z 2006 roku do rady wybrano Andrzeja Stefanowicza, Tomasza Misztalskiego i Ewę Piasecką. Andrzej Stefanowicz niemal jednogłośnie (13 radny „za”) został wybrany na funkcję przewodniczącego rady.

Od 1998 roku wybierano także przedstawicieli do dwudziestopięcioosobowej Rady Powiatu we Włodawie. W pierwszych wyborach jedynym przedstawicielem gminy został Jan Panasiuk (PSL) z Urszulina. W kolejnych wyborach skład rady zmniejszono do 17 osób, jednak z Gminy Urszulin do rady powiatu wydelegowano już trzech radnych, ponownie Jana Panasiuka, Mieczysława Wiczuka (Samoobrona) z Urszulina i Romana Wawrzyckiego (SLD). W wyborach z 2006 roku liczba radnych z Gminy Urszulin nie zmieniła się. Radnymi zostali Adam Panasiuk i Marian Tomasz Kupisz, obaj z PSL i Urszulina, oraz ponownie Mieczysław Wiczuk.

W Polsce Urszulin stał się znany z faktu utworzenia w dniu 1 maja 1990 roku Poleskiego Parku Narodowego (PPN) z siedzibą właśnie w Urszulinie. Za „ojca” pomysłu uznaje się prof. Dominika Fijałkowskiego, który jako pierwszy zaproponował utworzenie parku w tym regionie. Był to wówczas pierwszy w kraju projekt parku narodowego o charakterze wodno-torfowiskowym i nazwany został Wytyckim Parkiem Narodowym. Jednakże dopiero sprzyjająca sytuacja dla powoływania nowych obszarów chronionych, jaka wytworzyła się po obradach "okrągłego stołu", pozwoliła na powstanie Poleskiego Parku Narodowego.

Umieszczenie siedziby PPN w Urszulinie nie było na początku tak oczywiste, brano pod uwagę lokalizację dworu Sosnowskich w Sosnowicy. Dopiero Dyrektor Kombinatu Rolnego w Urszulinie Wiesław Laskowski zaproponował bezpłatne użyczenie pomieszczeń w PGR Andrzejów, a następnie oddał połowę budowanego bloku mieszkalnego w Urszulinie. Na siedzibę parku przeznaczono dwa mieszkania, a do pozostałych wprowadzili się zamiejscowi pracownicy tej instytucji. Pierwszym wieloletnim dyrektorem był Zbigniew Karbowski, a Przewodniczącym Rady Naukowej PPN został Stanisław Radwan. Dopiero w 2002 roku został oddany do użytku nowy budynek Ośrodka Dydaktyczno-Administracyjnego PPN. W tym czasie od 1998 roku parkiem kierował dyrektor Dariusz Piasecki. W 2010 roku Dariusza Piaseckiego na stanowisku dyrektora zastąpił dotychczasowy jego zastępca Jarosław Szymański.

 

6.2.            Szkolnictwo, ochrona zdrowia i kwestie wyznaniowe

Lata dziewięćdziesiąte były okresem, w którym wszystkie ulokowane w Urszulinie instytucje publiczne przeniesiono do nowych budynków. W pierwszej kolejności rozwiązano problem szkoły i ochrony zdrowia. Już w 1989 roku młodzież szkolna wprowadziła się do nowo wymurowanego budynku szkolnego, który cele edukacyjne spełnia do dnia dzisiejszego. Pierwszym dyrektorem szkoły w nowym budynku był Zdzisław Herbut. W połowie lat dziewięćdziesiątych zastąpił go Mirosław Chudzik i pełni tą funkcję do dnia dzisiejszego. Jest inicjatorem znanych w regionie biegów ekologicznych, organizowanych na początku każdego czerwca. Szkole na początku lat dziewięćdziesiątych nadano imię Alfreda Lityńskiego, słynnego polskiego hydrologa, badającego przed wojną świat roślin i zwierząt jezior Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Obecnie w szkole uczy się ponad 200 dzieci (229 w 2007 roku).

Za kadencji wójta Waldemara Abramczuka rozbudowano szkołę o jedno skrzydło, w którym ulokowano klasy utworzonego w 1999 roku gimnazjum. Natomiast w 2008 roku zakończyła się budowa wielofunkcyjnego pełno-wymiarowego stadionu piłkarskiego z trybunami. W budynku szkolnym funkcjonuje ponadto przedszkole, a w 2005 roku podjęto próbę utworzenia liceum ogólnokształcącego o profilu przyrodniczym. Niestety, z powodzeniem przeprowadzono tylko jeden nabór uczniów, stąd też po przeprowadzeniu egzaminów maturalnych liceum zlikwidowano. W budynku szkoły funkcjonuje Szkolne Schronisko Młodzieżowe w Urszulinie z 27 miejscami noclegowymi, jedno z sześciu w powiecie. Bliskość obszarów chronionych PPN i duża liczba jezior sprawia, iż w schronisku wypoczywa największa liczba osób, więcej niż w schroniskach włodawskich. Rocznie turyści korzystają z kilkuset noclegów.

Pod koniec lat osiemdziesiątych oddano do użytku również budynek nowego publicznego ośrodka zdrowia, w którym obecnie znajduje biblioteka, Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Urszulinie, posterunek policji, a swoją siedzibę ma w nim także kilka organizacji pozarządowych. Czasy gospodarki rynkowej spowodowały, iż w miejsce publicznego ośrodka zdrowia zostały utworzone dwa niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej „Animed” i „Vita” i przyzakładowe apteki. Poza tymi zakładami ulokowano w Urszulinie pogotowie ratunkowe. Niewielki, ale nowy budynek otrzymała placówka pocztowa, zaś na przełomie tysiąclecia wybudowano remizę strażacką, nad którą umieszczono siedzibę urzędu gminy.

Reforma ustrojowa zbiegła się z utworzeniem największej w gminie parafii. Parafia p.w. Chrystusa Miłosiernego w Urszulinie została w 1990 roku erygowana na bazie zachodniej części dotychczasowej Parafii p.w. Św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie. Mszę odprawił wówczas biskup ks. Jan Mazur. W skład nowej weszły miejscowości: Urszulin (850 wiernych), Andrzejów (275 wiernych), Dębowiec (174 wiernych), Grabniak (150 wiernych), Kozubata (51 wiernych), Sumin (87 wiernych), Wiązowiec (80 wiernych) oraz Zabrodzie (159 wiernych), a także Garbatówka z Gminy Cyców ze 150 wiernymi. Łącznie parafia w Urszulinie liczy 1976 wiernych. Pierwszym proboszczem nowej parafii został Bogdan Kozioł, a od 2007 roku posługi kapłańskie pełni ks. Maciej Głasek. Już w czwartym roku istnienia parafii, tj. w dniu 12 maja 1994 roku wiernych odwiedził Prymas Polski kardynał Józef Glemp. Prymasa witali Wojewoda Chełmski Marian Cichosz, Dyrektor Polskiego Parku Narodowego (PPN) Zbigniew Karbowski i Wójt Gminy Urszulin Henryk Wesołowski. Oprócz parafii prymas odwiedził nową szkołę, jak też został obwieziony bryczką po Poleskim Parku Narodowym. W 2001 roku z wizytą kanoniczną przyjechał do Urszulina biskup Jan Wiktor Nowak.

 

6.3.            Organizacje pozarządowe i życie codzienne

Prężnie działa Ochotnicza Straż Pożarna (OSP) w Urszulinie, która dysponuje swoją remizą i samochodami bojowymi. Poza sprzętem typowo pożarniczym, jak motopompy, jednostka posiada wyposażenie do ratownictwa technicznego, czyli piłę mechaniczną do cięcia drewna, wyciągarkę, czy też hydrauliczny sprzęt ratunkowy. Dysponuje dwoma dużymi samochodami bojowymi, a w 2001 roku zakupiono samochód Lublin III do ratownictwa mechanicznego. W lipcu 2002 roku jednostce nadano sztandar, a poświęcili go miejscowy proboszcz ks. Bogdan Kozioł i kapelan strażaków diecezji lubelskiej ks. Roman Sawczuk. W trakcie uroczystości druh Ryszard Kiryk, jako pierwszy strażak OSP Urszulin, został odznaczony „Złotym Medalem za Zasługi dla Pożarnictwa” Związku OSP Rzeczypospolitej Polskiej, a kilkunastu otrzymało odznaczenia resortowe.

OSP Urszulin jest najbardziej aktywną ochotniczą jednostką w Powiecie Włodawskim, dlatego została wpisana do Krajowego Systemu Ratownictwa Gaśniczego. Niemalże w każdym roku strażacy z OSP Urszulin są wzywani do największej liczby interwencji. Chociażby w 2007 roku strażacy brali udział w 32 zdarzeniach, a w 2009 roku aż w 61 zdarzeniach, dwukrotnie więcej niż druga pod tym względem jednostka OSP Hańsk. Najczęstszymi zdarzeniami są pożary, głównie powszechnie występujących łąk torfowych i upraw rolniczych, jak też podtopienia budynków gospodarczych i mieszkalnych (np. w 2009 roku). Każdego roku dla podtrzymania sprawności organizowane są gminne zawody pożarniczo-sportowe, a w 2003 roku odbyły się w Urszulinie między-gminne zawody z udziałem jednostek z gmin Wola Uhruska, Hańsk i oczywiście Urszulin. W 2005 roku odbyły się natomiast ćwiczenia jednostek OSP z Gminy Urszulin i KP PSP we Włodawie na zabytkowym obiekcie wereszczyńskiego kościoła.

Organizacją pożarniczą kieruje prezes Wiesław Samojło, a pomagają mu naczelnik Ryszard Kiryk, zastępca naczelnika i gospodarz Dariusz Michalski, sekretarz Stanisław Artymiuk, gospodarz (do 2003 roku) Ryszard Misztalski, kronikarz Mariusz Kucharski skarbnik Kazimierz Muszyński i wielu innych. Zaplecze kuchenne przy świetlicy strażackiej pozwala na organizację dużych uroczystości, takich jak wesela, dlatego też OSP uzyskuje znaczne dochody. Pozyskane w ten sposób środki przeznaczane są na zakup nowego sprzętu, czy też na dofinansowywanie działającej pod okiem Mariusza Kucharskiego i Andrzeja Stefanowicza Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej w Urszulinie. Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza w Urszulinie jest przykładem połączenia przyjemnego z pożytecznym. Dzieci i młodzież, spędzając wolny czas, uczą się nieść pierwszą pomoc, zachowywać się w przypadku pożaru, a być może wielu z nich znajdzie swoje miejsce w szeregach zawodowych strażaków. Chociażby latem 2007 roku młodzież odpoczywała na terenie ośrodka wypoczynkowego nad Jeziorem Grabniak, a w międzyczasie przybyli zawodowi strażacy z Włodawy, którzy prezentowali specjalistyczne wyposażenie samochodu ratownictwa drogowego, jak też na specjalnym manekinie uczyli udzielania pierwszej pomocy. 

Oprócz OSP aktywnie działa miejscowe koło PZW, które obecnie liczy około 150 członków. Od przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych funkcję prezesa koła pełni Tomasz Misztalski, jego zastępcą jest Kazimierz Panasiuk, sekretarzem Janusz Jefimczuk, a skarbnikiem Czesław Skurak. Koło gospodaruje na łącznej powierzchni wód wynoszącej około 750 ha. Oprócz zajmowania się wędkowaniem członkowie koła organizując patrole ochraniają wody przed kłusownictwem, prowadzą gospodarkę zarybieniową, by nie zabrakło ryb w okolicznych wodach, czy też remontują pomosty wędkarskie.

Oblicze wsi zmieniają nie tylko placówki publiczne, ale przede wszystkim prywatna przedsiębiorczość. Urszulin jest jedyną miejscowością w gminie, w której głównym źródłem utrzymania mieszkańców nie są dochody z rolnictwa. Stał się trzecim w Powiecie Włodawskim miejscem, po samej Włodawie i Okunince, pod względem liczebności zarejestrowanych przedsiębiorców. W Urszulinie funkcjonuje kilkadziesiąt sklepów spożywczych, przemysłowych, odzieżowych, czy też z asortymentami rolniczymi. Firma „Drob” wybudowała w 2008 roku zajazd z karczmą i miejscami noclegowymi, w którym prawie każdej soboty organizowane są wesela. Wielu mieszkańców pracuje w administracji samorządowej, w szkole i innych spółkach usługowych, jak chociażby w Gminnym Zakładzie Usług Komunalnych w Urszulinie.

Nie wszyscy mieszkańcy zajmują się legalnym zarobkowaniem. Bliska odległość od ukraińskiej granicy i duża różnica cen na niektóre produkty stwarza pokusę na przemyt tych towarów. „Super Tydzień Chełmski” przytacza relacje jednej z osób: Jeżdżę na Ukrainę z prozaicznego powodu – mówi Joanna z Urszulina. – Jestem od paru lat bez pracy, mój mąż też. Nie mamy prawa do zasiłku, ziemi, a i rodzicom też się nie przelewa, żeby nam pomagać. Mamy trójkę dzieci. Dlatego jedyną alternatywą dla nas stał się przemyt. Od listopada zeszłego roku wozimy ze znajomymi papierosy, wódkę, słodycze, cukier, no i oczywiście paliwo. Tak przywiezione towary dystrybuowane są często sposobem chałupniczym, ale największa ich ilość trafia oczywiście na piątkowe jarmarki.

 

Źródła i literatura:

Źródła:

  • „Super Tydzień Chełmski”, nr 10 (175) z 2009 roku;
  • „Ziemia Włodawska”, numery z lat 1923 – 1927: nr 19 (1923); nr 6, 7, 10 (1926); nr 5 (1927);
  • Białowąs Czesława, Walczyny Ryszard (red.), XX lat w służbie narodu. Wspomnienia pracowników, MSW 1964;
  • Broński Zdzisław „Uskok”, Pamiętnik (1941 – maj 1949), red. i oprac. Sławomir Poleszak, Warszawa 2004; 
  • Busching Anton Friedrich (red.), Magazin fur die neue Historie und Geographie Angelegt, Volume 22, Halle 1788, www.books.google.com;
  • Carte von Polen und einen grossen Theil der angrenzenden Laender, Friedien von Tilsta i Stanisław Rędzina, 1810, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;
  • Carte von West-Gallizien In den Jahren von 1801 bis 1804, Anton Mayer von Heldensfeld, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;
  • Chełmski Konsystorz Greckokatolicki (nr zespołu: 35/95/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Dokumenty w zbiorach Edmunda Brożka z Włodawy;
  • Dokumenty w zbiorach własnych autora;
  • Dzienniki szkolne Szkoły Powszechnej w Zabrodziu z lat 1921 – 1932 i Szkoły Powszechnej w Urszulinie z lat 1935 - 1946, zebrane w Zespole Szkół w Urszulinie;
  • General Carte von Westgallizien, Benedict Lucas Sohn, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;
  • Górzyński Sławomir i Chłapowski Krzysztof (wstęp i przypisy), „Regestr Diecezjów” Franciszka Czaykowskiego, czyli Właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784, Warszawa 2006;
  • Hucał Michał, Kantoraty i osady ewangelickie w Parafii Cyców na 1 II 1929;
  • Kalendarium działań oddziału „Jastrzębia” – „Żelaznego” w okresie czerwiec 1945 – kwiecień 1947, www.podziemiezbrojne.blox.pl; 
  • Kiełboń Janina, Leszczyńska Zofia, Kobiety Lubelszczyzny represjonowane w latach 1944 – 1956, Tom I, Lublin 2002;
  • Kronika Ochotniczej Straży Pożarnej w Urszulinie, spisana przez Mariusza Kucharskiego;
  • Kronika Szkoły Podstawowej im. Alfreda Lityńskiego w Urszulinie;
  • Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, www.wbc.poznan.pl;
  • Księgi hipoteczne Sądu Rejonowego we Włodawie;
  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymsko-katolickiej p.w. Św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Księga wizyt kanonicznych Parafii Rzymsko-katolickiej p.w. Św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;
  • Lublin – ambasador Izraela wręczył medale Sprawiedliwi wśród Narodów Świata, 2008, www.ewangelizacja.pl;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1965, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa 1992, www.geoportal.gov.pl;
  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;
  • Metryki obwodu szkolnego w Urszulinie z 1939 roku, zebrane w Zespole Szkół w Urszulinie;
  • Moraczewski Jędrzej, Starożytności polskie: Ku wygodzie czytelnika porządkiem abecadłowym zebrane, 1852, www.books.google.pl;
  • Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, Tom XV, Włodawa 2008;
  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;
  • Politowski Wojciech, Jeografia Królestwa Polskiego i Wolnego Miasta Krakowa, z dołączeniem wiadomości statystycznych, Warszawa 1816, www.ebuw.uw.edu.pl;
  • Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na Ziemiach Polskich w latach 1939 – 1945, oprac.: Główna Komisja Badania zbrodni hitlerowskich w Polsce Instytutu Pamięci Narodowej, Warszawa 1986;
  • Relacje świadków i członków ich rodzin: Ewa Grabowska – Kujawa; Jacek Omyliński; Marek Kamiński; Ewelina Pietrzak z Warszawy;
  • Sczaniecki Stanisław, Pamiętniki Ludwika Sczanieckiego pułkownika wojsk polskich, Poznań 1863, www.books.google.com;
  • Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Marianna Kozłowska (10862), www.warsaw.mfa.gov.il;
  • Starostwo Powiatowe we Włodawie (nr zespołu 6/0, dokumenty z lat 1944 – 1953), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;
  • Strategia Rozwoju Powiatu Włodawskiego na lata 2008 – 2015, Włodawa 2008;
  • Sulimierski Filip, Wawelski Władysław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, 1880-1914, www.dir.icm.edu.pl;
  • Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, Warszawa 1827, www.wbc.poznan.pl;
  • Tarczyński Marek (red.), Bitwa Warszawska 13 – 28 VIII 1920. Dokumenty operacyjne, Część I, Warszawa 1995;
  • Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;
  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911 – 1915;
  • Urząd Wojewódzki Lubelski (nr zespołu 35/403/0/5.5/236, akta z lat 1930 - 1931), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • Urząd Wojewódzki Lubelski (nr zespołu 403/0, akta z lat 1919 – 1939, 1940 – 1944), Archiwum Państwowe w Lublinie;
  • West-Galizien, Freyhernn von Metzburg, 1799, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;
  • Willaume Juliusz, Amilkar Kosiński 1769 – 1823, Poznań 1930, www.wbc.poznan.pl;
  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944 – 1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;
  • Wspomnienia mieszkańców: Urszula Wiczuk (z domu Kedzierska); Klementyna Kozłowska (z domu Jung), Józef Trubaj z Andrzejowa; Krystyna Frącek (z domu Kozieradzka) z Urszulina; Kazimiera i Eugeniusz Lewandowscy z Urszulina; Stanisław Lutomski z Babska; Henryk Kozłowski z Urszulina (www.tnn.pl); Stanisław Ośko z Czarnego Lasu; Kazimiera Radomska (z domu Kędzierska) z Andrzejowa; Jadwiga Misztalska (z domu Lewandowska) z Urszulina; Janina Chrzaniuk (z domu Ryszkowska) z Urszulina; Janina Sempruch (z domu Radzimowska) z Urszulina; Jan Panasiuk z Urszulina; Marian Kapała z Wiązowca; Jerzy Zygmuntowicz z Wiązowca; Czesław Chudzik z Urszulina; Jan Baczyński vel Mróz z Cycowa; Roman Mazurek z Urszulina; Stanisław Szwaj z Michałowa; Henryk Wesołowski z Urszulina;
  • www.archiwa.gov.pl;
  • www.kaufmandna.info;
  • www.poleskipn.pl;
  • www.straz.wlodawa.net.pl;
  • www.swissmennonite.org;
  • www.urszulin.sacro.pl;
  • www.yadvashem.org.

 

Literatura

  • Caban Ireneusz, Machocki Edward, Za władzę ludu, Lublin 1975;
  • Dzieje Włodawy, pod red. Olszewskiego Edwarda i Szczygła Ryszarda, Lublin-Włodawa 1991;
  • Giemza Zbigniew; Historie miejscowości Gminy Urszulin [w:] „Liderzy Polesia” nr 3 z 2007 r.;
  • Góra Stanisław, Partyzantka na Podlasiu 1863 – 1864, Warszawa 1976;
  • Kasperek Józef, Konspiracyjny ruch ludowy na Lubelszczyźnie 1939 – 1944, Warszawa 1988;
  • Kołacz Małgorzata, Tarasiuk Dariusz, Dzieje Gminy Sosnowica. Analiza potencjału historycznego, Sosnowica 2007;
  • Kurek Ewa, Poza granicą solidarności: stosunki polsko-żydowskie 1939-1945, Kielce 2006;
  • Makus Grzegorz, „Jastrząb” i „Żelazny” ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego 1945 – 1951, Włodawa 2008;
  • Makus Grzegorz, Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa we Włodawie w walce z polskim podziemiem niepodległościowym w latach 1944 – 1947, Włodawa 2009;
  • Osękowski Czesław, Referendum 30 czerwca 1946 roku w Polsce, Warszawa 2000, www.books.google.pl;
  • Pająk Henryk, Żelazny kontra UB, Lublin 1993;
  • Piotrkowski Wiesław, Giemza Zbigniew, Historia rejonu Poleskiego Parku Narodowego, www.poleskipn.pl;
  • Piotrkowski Wiesław, Powstanie styczniowe w okolicach obecnego Polskiego Parku Narodowego [w:] Zeszyty muzealne, Tom X, Włodawa 2002;
  • Siemion Leszek, Czas kowpakowców, Lublin 1981;
  • Siemion Leszek, Rajdy partyzanckie w Lubelskiem 1943 – 1944, Lublin 1983;
  • Sobiecki Leonard, Z dziejów szkolnictwa podstawowego Powiatu Włodawskiego w okresie okupacji z uwzględnieniem tajnego nauczania, Lublin 1974;
  • Śladkowski Wiesław, Kolonizacja niemiecka w południowo-zachodniej części Królestwa Polskiego w latach 1815-1915, Lublin 1969;
  • Wawryniuk Andrzej, Encyklopedia Euroregionu Bug, powiat włodawski (Polska), Łuck 2009;
  • Wilkowski Eugeniusz, Solidarność na Ziemi Chełmskiej w latach 1980 – 1989, Chełm 2005, www.cyfrowa.chdp.chelm.pl;
  • Wójcikowski Włodzimierz, Polesia czar. Knieje i mszary, miasta i wioski, Lublin 2006;
  • Wyrobisz Andrzej, Dubas-Urwanowicz Ewa, Urwanowicz Jerzy, Miasto, region, społeczeństwo: studia ofiarowane Profesorowi Andrzejowi Wyrobiszowi w sześćdziesiątą rocznicę jego urodzin, Białystok 1992, www.books.google.pl;
  • Zieliński Stanisław, Bitwy i potyczki 1863 – 1864, Rapperswil 1913.

 

Komentarze
Dodaj nowy
Anonimowy   |2010-07-30 09:57:40
FANTASTYCZNE OPRACOWANIA, CZYTAM JE Z WIELKĄ PRZYJEMNOŚCIĄ, JAKI WSPANIAŁY JĘZYK I LEKKOŚĆ W OPISYWANIU DZIEJÓW .
ŻYCZĘ WIELE DOCIEKLIWOŚCI I CIERPLIWOŚCI.
T. OSTASZ -ŁÓDŹ
zwgrajek  - szukam rodziny   |2010-06-17 17:20:57
Czy są komuś znane nazwiska Łupina, Zdybel, Mirzwa związane z przedwojennym Urszulinem?
administrator  - grajek   |2010-06-17 19:41:55
Nazwisko Mierzwy występowało w Wereszczynie, o Łupinie nie słyszałem, podobnie o Zdybelach, ale poszukam w dziennikach. Czy Pana przodkiem był Grajek z Urszulina. Był on tzw. granatowym
funkcjonariuszem, choć faktycznie tworzył struktury AK. Jeżeli to Pana przodek lub posiada Pan zdjęcia, czy informacje o innych mieszkańcach przedwojennego Urszulina to prosiłbym o
kontakt.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
T.Wesołowski  - brawo   |2010-06-13 09:19:42
Gosteczek ładnie to opracowałeś, w życiu bym się nie dowiedziała tak ciekawych rzeczy o gminie Urszulin.
pozdrowienia z "Krakówka"
Gość   |2010-05-24 11:06:18
Witam!Chciałabym zapytać się o rodzinę Zielińskich z Wideł.Chodzi o rodzinę leśniczego.Dziękuję!
administrator  - zielińscy   |2010-05-25 15:17:12
Witam

Niestety, ale nie bęe w stanie Pani pomóc. Moje badania ograniczyłem do miejscowości Gminy Urszulin, a Widły znajdują się za jej granicami.

Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.p l
Siska29  - Rodzina Kogutowskich i Zielińskich   |2010-05-11 11:51:25
Witam! Chciałąbym sie dowiedzieć coś na temat rodziny Kogutowskich,Zielińskich z Wereszczyna oraz Sidorowskich z Łęcznej.Maria lub Mariannna panieńskie Kogutowska po mężu Zielińska.Jestem
prawnuczka.Dziękuje
administrator  - kogutowscy   |2010-05-11 21:59:17
Witam

O Kogutowskich i Zielińskich znajdzie Pani informacje w monografii Stare Załucze. Ponadto mam zdjęcie małżeństwa Kogutowskich z lat 30-tych, ale zaznaczam, że była to bardzo duża
rodzina (mieszkali także w Świerszczowie). O Sidorowskich to znajdzie Pani informacje, ale tylko z Urszulina i Zabrodzia, do Łęcznej moje zainteresowania nie sięgają. Jak coś to proszę się
kontaktować na adam.panasiuk@interia.pl
Pozdrawiam
Anonimowy   |2010-04-16 07:06:55
Adam, jest trochę błędów w historii wsi Urszulin. Po p. Sitańskim - około połowy 1974 roku - Naczelnikiem Gminy został p. Roman Marciniuk. Z tego co pamiętam był nim ok. 1-1,5 roku. Po nim
Naczełnikiem została p. Dudzińska, w 1978 roku (chyba) Naczelnikiem został znowu p. Marciniuk, a następnie - jak piszesz - do 1986 roku znowu p. Dudzińska. Ostatnim Naczelnikiem (do połowy
czerwca 1990 roku) był p. Andrzej Konieczny. P. Wesołowski nie był Naczelnikiem, lecz - jak piszesz dalej - pierwszym po reformie administracyjnej Wójtem Gminy. Natomiast Sekretarzem Gromadzkiej
Rady Narodowej do końca (do 31 grudnia 1972 roku) był p. Ryszard Dębicki. Po utworzeniu gmin pierwszym Sekretarzem Urzędu Gminy został p. Roman Marciniuk. Po awansowaniu na Naczelnika jego
miejsce zajął p. Stanisław Grzegorczyk i był nim jeszcze do pierwszego "naczelnikowania" przez p. Dudzińską. Dopiero po nim Sekretarzem Urzędu została p. Halina Kupisz, a po niej - od
1 października 1980 roku - p. Henryk Wesołowski. Po wybraniu go na I Sekretarza gminnego PZPR na to miejsce przyszedł p. Andrzej Konieczny, który był Sekretarzem Urzędu aż do obęcia stanowiska
Naczelnika Gminy po p. Dudzińskiej. Jesienią 1986 roku na stanowisko Sekretarza Urzędu powrócił p. Henryk Wesołowski, który był nim do reformy administracyjnej i do objęcia stanowiska Wójta
Gminy.
Anonimowy   |2010-04-16 07:11:57
ps. Historia wszystkich wsi w gminie Urszulin, w twoim opisie, jest bardzo pasjonująca. Dużo z niej dowiedziałem się o rodzinnych stronnach, o swojej wsi, a i trochę o moich przodkach
administrator  - urszulin   |2010-04-22 17:12:29
Dziękuję za cenne uwagi. Nie było mnie przez 2 tygodnie i dużo spraw się nazbierało, ale w najbliższym czasie postaram się nanieść uwagi do monografii. Mam świadomość, że w tekście
mogą być błędy, w końcu pamięć jest często zawodna. Jak być coś jeszcze budziło wątpliwość to będę wdzięczny za informacje.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.p l
Jarzyna  - Rodzina   |2010-03-30 19:39:10
Franciszek Kozłowski to mój pra-pra-dziadek, moja pra-babcia (jego córka) opowiadała mi, że przez pewien czas go nienawidziła, dokładniej kiedy zmarła jej mama [ i tu muszę się dowiedzieć
jak się nazywała! błagam o pomoc, bo szukam jakichś informacji czy drzew genealogicznych. ] i on ponownie się ożenił ;)
administrator  - kozłowski   |2010-03-30 22:22:01
Witam
Trudno będzie mi pomóc, ale znam osobę, która dobrze orientuję się w tych sprawach. Jest to Klementyna Kozłowska, zamieszkała w Urszulinie. Jeżeli byłaby możliwość to przydałaby
się Panu rozmowa z Panią Klementyną. Urodziła się przed wojną i myślę, że dużo by powiedziała o rodzinie. To od niej mam historię Pana pradziadków.
A czy może zachowały się u Pana
jakieś stare fotografie z Urszulina, które warto byłoby zaprezentować na stronie?
adam.panasiuk@interia.pl
agusia  - super   |2010-03-20 15:54:59
Bardzo dobre opracowanie miejscowości Urszulin. Tutaj właśnie mieszkam i dzięki temu opracowaniu dowiedziałam się czegoś więcej na temat miejsca zamieszkania.
Anonimowy   |2009-11-01 17:11:53
Bardzo solidne opracowanie dziejów i współczesnego rozwoju Urszulina. Artykuł dobrze służy promocji miejscowości i jest chyba najczęściej czytanym tekstem spośród zamieszczonych na
stronie.

Pozdrawiam

Adrian Uljasz
Szawuł  - Popieram..   |2009-01-21 15:15:50
inicjatywę :) i życzę powodzenia w rozbudowie pomysłu!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Piątek, 16 Lipiec 2010 16:44