Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 229
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

 

Adam Panasiuk

Śladami zapomnianej historii …

Urszulin


1. Historia osady w okresie zaborów

1.1. Geneza miasteczka urszulin

W połowie XVIII wieku ówczesny właściciel dóbr andrzejowskich, podsędek ziemi chełmskiej Antoni Ludwik Boniecki, założył w pobliżu swojego dworu nową osadę. Miała być darem dla drugiej żony Ludwika Bonieckiego, podsędkowej Urszuli Bonieckiej z Wereszczyńskich, stąd dzisiejsza nazwa wsi – Urszulin. Hipotezę tą potwierdzałaby pierwsza wzmianka źródłowa dotycząca osady, która pochodzi ze sporządzonego przez Franciszka Czajkowskiego „regestru diecezjów” z 1783 roku. Czajkowski, jako właścicielkę, wymienił już trzecią żonę Antoniego, czyli podsędkową Wiktorię Boniecką ze Stoińskich. Kolejna wzmianka pojawiła się w przeprowadzonym w 1786 roku spisie ludności. W Urszulinie, położonym na ziemi chełmskiej, w Dystrykcie Krasnostawskim, znajdowało się wówczas jedynie 8 zagród. W tym samym roku została wydana mapa szczegółowa Karola de Pertheesa, która jako jedną z miejscowości wymienia Słobodę Urszulin. Pierwsza część nazwy osady mogłaby wskazywać, iż nowym osadnikom przyznawano jakieś swobody, najpewniej o charakterze prawnym i dotyczące powinności wobec właściciela. Pierwszymi osadnikami najprawdopodobniej byli pracownicy leśni – smolarze i popielarze, którzy zajmowali się karczowaniem lasów i produkcją smoły oraz węgla drzewnego.

Nazwa miejscowości uległa modyfikacji na dokumentach z późniejszych lat, głównie na mapach1 przełomu XVIII i XIX wieku widnieje nazwa Urzulin, zaś na mapie Królestwa Polskiego z 1839 figuruje nazwa Orzulin. Mogło to wynikać ze zniemczenia nazwy, gdyż w kolejnych źródłach2, mniej więcej od 1810 roku, figuruje już nazwa Urszulin.

Mapy z końca XVIII stulecia wyraźnie wskazują na zabudowę Urszulinie w formie czworobocznego rynku. Dzięki zapisom w księgach hipotecznych andrzejowskiego dworu możemy uzyskać kilka informacji o budynkach i ich właścicielach z przełomu XVIII i XIX stulecia. Dochodzący swoich roszczeń przed włodawskim sądem Wincenty Wielczyński udowadniał, że dom z ogrodem na Urszulinie od Wincentego Bonieckiego za zp (tj. złotych polskich) 500 nabył. Ten sam udowadniał także, że w 1814 roku dom zajezdny na Urszulinie z placem, iak też Browar, Stodołę z całym Zabudowaniem stawiającym od Chrystyana Sztuki za sumę czer. zł ważnych holenderskich sztuk 50 nabył. Wcześniej tą parcelę Christian Stucki kupił w 1806 roku od Józefa Mundleina, a ten nabył ją od Dominika Bonieckiego za 4.000 złotych polskich. Prawdopodobnie Mundlein i Stucki byli tylko wpisani do hipoteki jako właściciele, a zabudowania te faktycznie należeć mogły do całej wspólnoty mennonickiej z Michelsdorfu. Trzecie roszczenie dotyczyło parceli nabytej od Eli Aronowicza, który w latach 1797-1799 kupił od Wincentego Bonieckiego karczmę z połową placu, częścią pola i łąki. Wielczyńskiemu udało się przed sądem udowodnić jedynie pierwsze roszczenie. Z roszczeniem zwracał się także Józef Pawłowski, który udowadniał, że jego ojciec Wojciech nabył od Wincentego Bonieckiego domostwo z placem i Ogrodem za 125 złotych, przy czym pewne części gruntu obciążone były prawem oddawania w rok piątego snopa do dworu. Także i tego roszczenia sąd nie uznał.

Wiedeński spis3 ziem siedleckich, bialskich, chełmskich i lubelskich, sporządzony w 1803 roku, był pierwszym znanym dokumentem, który informował o posiadaniu przez osadę praw miejskich. Urszulin był najmniejszym miasteczkiem w Guberni Podlaskiej, co potwierdza opracowanie statystyczne pt. „Jeografia Królestwa Polskiego i Wolnego Miasta Krakowa” z 1816 roku, gdyż liczył zaledwie 10 domów i 54 mieszkańców, a 2 lata później już tylko 25 mieszkańców. Tej wielkości miasteczka były administrowane przez wójta, który wykonywał zarządzenia władz, zbierał podatki i zarządzał kancelarią. Z racji tej urszuliński wójt nosił tytuł „egzekutora podatku konsumpcyjnego”, a funkcję tą, w dość krótkiej miejskiej historii miasteczka Urszulina, pełnił Antoni Pawłowski, a następnie wspominany już jego brat Józef. Prawa miejskie Urszulin utracił w 1820 roku, gdyż władze Królestwa Polskiego w 1818 roku nałożyły obowiązek utrzymywania w miastach magistratu i wypłacania wójtowi, zwanemu często burmistrzem, corocznej pensji. Wobec wprowadzenia tej regulacji prawnej właściciele ziemscy rezygnowali z utrzymywania magistratów, a tym samym rezygnowali z praw miejskich. Tak też postąpili Węglińscy ze Starego Andrzejowa, w których to dobrach znajdowało się miasteczko Urszulin.

Pomimo utraty praw miejskich Urszulin jeszcze przez kilkadziesiąt lat potocznie określano „miasteczkiem”. W jednej z encyklopedii z 1852 roku osadę zdefiniowano jako miasteczko w Województwie Lubelskim wśród bagien urszulińskich, które zajmują 70 mil kwadratowych.4 Po utworzeniu Gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie znajdowała się poczta. Choć Urszulin przez długi czas był miejscowością z niewielką liczbą mieszkańców, to jednak skrzyżowanie szlaków, zwłaszcza przebieg trasy Lublin-Łęczna-Włodawa, pozwalało na rozwój handlu, rzemiosła i usług. Włodawa była największym punktem celnym w okolicy, zaś w Łęcznej odbywały się największe jarmarki. Rocznie przez Urszulin w połowie XIX wieku mogło być przepędzanych około 30.000 sztuk bydła rosyjskiego. Jeszcze na początku wieku właściciel Urszulina pobierał od opłaty od pędzonych wołów i solarzy.

Urszulin, w planach założyciela osady, miał stanowić jeden z głównych przystanków na planowanej drodze pocztowej (pomysł takiej drogi pojawił się jeszcze za rządów austriackich) oraz na szlaku wodnym prowadzonym z Włodawy do Łęcznej. Zrodzony przed 1829 rokiem zamysł budowy kanału miał na celu skrócenie drogi statkom rzecznym płynącym z górnej części Bugu do Warszawy, ożywienia handlu zbożowego, polepszenia warunków transportu drzewnego, a przede wszystkim osuszenia wielkich okolicznych bagien. Planu jednak nie zrealizowano ze względu na wysokie koszty całej inwestycji, choć prace w tym zakresie mogły być już poczynione. Jeden z dowodów znajdujemy w rzymskokatolickich księgach parafialnych, które pod 1828 rokiem notują zamieszkałego w Urszulinie „oryla przechodniego” Michała Walerskiego, czyli osobę zajmującą się spławianiem drewna i budową tratw. Wspomniana mapa szczegółowa Karola de Pertheesa wykazuje, iż wszystkie cieki wodne z okolic Urszulina spływały do rzeki Wieprz, a nie do rzeki Bug. Natomiast mapy sporządzone w XIX wieku wykazują istnienie rzeki Włodawka, którą wody okolicznych bagien spływały do Bugu. Różnice te albo dowodzą błędnego oznaczenia cieków wodnych na mapie Karola de Pertheesa, bądź też sztucznego stworzenia koryta rzeka Włodawka na cele kanału Włodawa-Łęczna.

Kolejnym niezrealizowanym planem była budowa cerkwi. Świątynie w Andrzejowie i Wytycznie były bardzo zaniedbane i groziły zawaleniem, dlatego właścicielka dóbr andrzejowskich Felicjanna Załuska, do której należało również Wytyczno, wystąpiła w 1828 roku do Komisji Rządowej Województwa Podlaskiego o ich rozebranie i zezwolenie na budowę nowej w Urszulinie, a właściwie pomiędzy Urszulinem a Michelsdorfem. Przedstawiciel komisji rządowej pisał do władz Chełmskiego Konsystorza Greckokatolickiego, że należy, aby w Urszulinie, iako w środkowym miejscu takowe (czyli cerkwie i budynki plebalniane) postawione były. Grunta z Wytyczna i Andrzejowa przez zamianę tamże do Urszulina na iedno mieysce przeniesione zostały. Sprzeciw wyraziły jednak władze konsystorza, uzasadniając swoją decyzję tym, że grunta funduszowe Cerkwi Andrzejowskiey i Wytyczańskiey, będąc w drobnych częściach porozrzucane bez rozmiaru jeometrycznego, w iedną połączyć na sam rzut oka bez krzywdy funduszu nie podobna. Koncepcja budowy cerkwi w Urszulinie pojawiała się jeszcze przez kilkanaście lat, jednak ze względu na koszty i braku wiernych na świątynię parafialną połączonych andrzejowskiej i wytyckiej parafii wskazano wytycką cerkiew. W 1846 roku Komisarz Rządowy Spraw Wewnętrznych i Duchownych pisał do chełmskiego biskupa, że Urszulin bynajmniej nie jest w środku tych parafii położony, jak to z mapy widzieć można i nie jest stosownym dla parafii, bo nie ma żadnego parafianina i że nawet gleba ziemi w Urszulinie jest gorszą od gruntów na Wytycznie i Andrzejowie. Ponadto już rok wcześniej wybudowano Wytycznie nową plebanię, stodołą i stajnię.



    1. Pierwsi osadnicy

Pierwszymi osadnikami zostawali miejscowi i sprowadzani z centralnych ziem polskich fornale, którzy mieli za zadanie wykarczowanie okolicznego lasu grądowego. W miejscu karczowiska mogli zakładać swoje gospodarstwa. Jeszcze na początku XIX stulecia Węglińscy – ówcześni właściciele Urszulina – sprowadzali nowych osadników, by dokonać wycinki dorodnego drzewostanu. Nowi mieszkańcy otrzymywali parcele w ówczesnym Urszulinie na zasadzie dzierżawy czynszowej.

Wraz z przybyciem na tereny Polesia w 1796 roku mennonitów, pochodzących z francuskiego miasteczka Montbéliard, pierwszym miejscem ich zamieszkania stał się Urszulin. Przywędrowali do Polski na zaproszenie ówczesnego właściciela Włodawy księcia Adama Czartoryskiego, w Urszulinie jednak przebywali niedługo, bo zaledwie kilka lat. Pierwsze rodziny zaczęły budować swoje domy i zagrody na znajdującej się od strony północnej wyniosłości wśród bagien. Nową osadę nazwano Michelsdorfem, po czym w kolejnych latach do swoich rodaków dołączyły pozostałe rodziny. Opuścili teren Urszulina, a po kilkunastu latach także Michelsdorfu, gdyż nie odpowiadały im tutejsze zabagnione okolice, które trudno było dostosować do upraw zbóż. Dzięki wyspecjalizowaniu się w hodowli bydła mlecznego, mogli utrzymać się finansowo, ale nie dawało im to większych możliwości na rozwój gospodarczy. Z opisu zawartego w liście jednego z tutejszych osadników Jacoba Mullera, wysłanego do swojej rodziny na Zachodzie, możemy odtworzyć obraz tutejszego mieszkańca: Polacy są biedni. Nie mają stołów, ław i łóżek w domach. Ich odzież jest skromna o niskiej jakości. Ich wygląd jest niezwykły, ze względu na ich duże wąsy i specyficzny typ fryzury, który składa się z jednego poziomu włosów wokół głowy. Ich włosy „nie widziały grzebienia”.5

Po opuszczeniu wsi przez mennonitów, czyli zgodnie ze stanem z 1827 roku, w Urszulinie, należącym do andrzejowskiej parafii greckokatolickiej, znajdowało się jedynie 7 zabudowań gospodarskich z 31 mieszkańcami, będącymi wyznawcami religii rzymskokatolickiej lub mojżeszowej. Tak więc od 1816 roku z Urszulina ubyło prawie połowę mieszkańców. W zabudowaniach wiejskich przebywali szewcy, krawcy, stolarze, mydlarze, handlarze, szynkarze obsługujący transporty i najemnicy z okolicznych folwarków, przeważnie polskiej narodowości oraz Żydzi. W pierwszej połowie XIX wieku karczmę, która stanowiła centrum życia społeczno-kulturalnego, prowadził Michał Gawryszewski, a następnie Franciszek Pawłowski. Od połowy stulecia szynkiem we wsi zarządzał Franciszek Arciszewski, który sprowadził się z Nadrybia. Urszulin słynął z tkactwa, w tak małym „miasteczku” tym rzemiosłem zajmowali się wspomniany karczmarz Michał Gawryszewski, Paweł Oleksiuk, Jakub Staszewski, Jacek Kazieracki, Marcin i Piotr Kędzierscy, Józef Godny, Aleksander Garnuch (Woyciuk), Jędrzej Borkowski oraz Jan Jung (przeniósł się z Michelsdorfu) i jego teść Jędrzej Borkowski, a w drugiej połowie XIX stulecia potomkowie Jana Junga, czyli Jakub, Andrzej i Ignacy oraz Jan Pawłowski. Poza tkaczami w miasteczku w początku wieku zamieszkiwał wytwarzający wyroby ze skóry kuśnierz Mikołaj Michalski, stolarz Andrzej Łachmański, kowal Kajetan Drzewiński i Wojciech Dąbrowski oraz murarz Antoni Michałowski. Pomimo rzemieślniczo-handlowego charakteru znaczna część mieszkańców zajmowała się również uprawą roli, chociażby podatkowy egzekutor Józef Pawłowski, Jarmusz Haruszuk, Adam Kędzierski, Jędrzej Borkowski, czy też Jędrzej Wolszyński. W okresie pierwszej połowy XIX wieku polskimi rodzinami zamieszkującymi „miasteczko” byli także Wołosiucy, Konichy, Ignatowscy, Marcinkowscy, Domańscy, a także mający korzenie szlacheckie Karaszewscy. Wśród mieszkańców żydowskich znajdowały się rodziny Dawida Leybowicza, Chaima Mortkowicza oraz Herszki Fawlowicza.



    1. Urszulin i Aleksandrówka w okresie rozwoju handlu, rzemiosła i usług

Pomimo rozwoju handlu, rzemiosła i usług Urszulin był w dalszym ciągu miejscowością niewielką, wobec tego nawet i nazwy „miasteczko” zaprzestano używać. Po upadku powstania styczniowego w osadzie znajdowało się jedynie 8 domów mieszkalnych, w których zamieszkiwało 55 mieszkańców. W 1864 roku z sąsiedniej Kozubaty przeniesiono jednakże placówkę pocztową, która obsługiwała obszar całej gminy, w tym o wiele większe wsie, jak Wereszczyn i Wola Wereszczyńska. O częstotliwości kursów konwojów pocztowych pisano w „Kurjerze Warszawskim”: Na trakcie tym jak dotąd kursować będą i nadal poczty wózkowe 2 razy w tygodniu, w jedną i drugą stronę, a nadto poczta konna raz na tydzień z Urszulina przez Łęcznę do Lublina.6 Do 1867 roku obsługiwał ją ekspedytor pocztowy Romuald Ruszkiewicz. Poczta w Urszulinie nie dotrwała jednak do I wojny światowej.

W ramach reformy uwłaszczeniowej z 1864 roku przekazano na własność 5 osadom 114 mórg ziemi, w dobrach andrzejowskich pozostało już tylko 69 urszulińskich mórg. Ziemię otrzymali:

  • Karol Jung – 18 mórg;

  • Andrzej Jung – 21 mórg;

  • Zelman Moszkowicz – 23 morgi;

  • Piotr Kędzierski – 36 mórg;

  • Michał Wołoszyński – 11 mórg.

Zelman Moszkowicz otrzymał ponadto 1 morgę, obciążoną jednak służebnością na rzecz pozostałych włościan z przeznaczeniem na drogę i wygon dla bydła. Uwłaszczeni chłopi zostali zobowiązani do zapłaty dla dziedzica rekompensaty pieniężnej w wysokości powyżej 6 rubli każdy.

Ziemia to nie jedyne dobrodziejstwo uwłaszczenia. Właścicielom tych osad przyznano liczne prawa serwitutowe, jak chociażby korzystanie z drewna lasów dóbr andrzejowskich w celu remontu swoich zabudowań i ogrzania chat w zimowych miesiącach. Ponadto każdego roku chłopi mogli wykopać 1 wóz karpiny (tj. pniaków z korzeniami), ale tylko w miejscu wyznaczonym przez właściciela dworu. Dla kontroli korzystania z tych uprawnień wyznaczono określone miesiące na wjazd do lasu, dni tygodnia oraz drogę, z której chłopi mogli korzystać. Prawo serwitutowe obejmowało również korzystanie z pastwisk. W ciągu roku urszulińscy chłopi mogli wypasać tylko 5 koni, 68 głów rogacizny i 22 owiec w uroczyskach: Ponowie, Kąty, Zgszalerz, Leśnik, do Jeziora Płotycze. Nie mogli natomiast wypasać świni, kur, czy gęsi. W tabeli likwidacyjnej w 1892 roku sprecyzowano uprawnienia serwitutowe. Zapisano, iż w czwartym roku od dokonania zapisu każdy urszuliński włościanin będzie miał prawo wyciąć na poprawę budynków raz w roku trzy drzewa długich na 15 łokci o średnicy 12 cali przy wysokości 3 łokci od ziemi. W piątym roku tylko jedno drzewo o długości 12 łokci o średnicy 8 cali przy wysokości 3 łokci od ziemi, w trzecim roku cztery drzewa o długości po 10 łokci o średnicy 3 cali na łokieć od ziemi. Na naprawę ogrodzeń każdy z nich otrzymał prawo wywiezienia 60 kołków długich na 4 łokci o średnicy 3 cali, a w celu ogrzania izb 2 jednakowe wozy chrustu i 52 jednakowe wozy leżaniny.

W 1878 roku powstała osada Aleksandrówka, początkowo zwana Aleksandrówką Andrzejowską. Została wymieniona w spisie miejscowości rzymskokatolickiego dekanatu włodawskiego, pochodzącego z około 1880 roku. pierwsze gospodarstwo wybudowała w nim rodzina Adamowskich, po nich Solarscy, Topolewscy i Miąszkiewicze. Osada wzięła nazwę od dziedzica Andrzejowa Aleksandra Karpińskiego, który postanowił sprzedawać drzewo z okolicznego dorodnego lasu. Bardzo częste w tych czasach było pośpieszne karczowanie lasów, poprzez wycinanie głównie drzewostanu wysokiego, pozostawiając zaś poręby porośnięte poszyciem i krzaki. Borykająca się z kłopotami finansowymi gospodarka folwarczna, nie mogąc we własnym zakresie zagospodarować takich terenów, sprzedawała je dość tanio napływającym kolonistom. W ten sposób w dość krótkim czasie powstała osada leśna, ze swoim tartakiem, zamieszkała głównie przez kolonistów niemieckich i polskich. Po hipotecznym wydzieleniu Aleksandrówki z dóbr andrzejowskich w 1912 roku parcele kupili Józef Solecki, Józef Adamowski, ewangelicki kantor z Dębowca August Bielke, Moszik Kuncman, Anna i Daniel Szeflerowie, Adolf Bill, Leon Krauza, Stefan Jung oraz Michał i Władysław Krygierowie.

Utwardzenie w latach 1898-1899 traktu Lublin-Włodawa stwarzało jeszcze większe szanse rozwoju dla obu wsi, jednak do czasu odzyskania niepodległości znajdowały się w stagnacji. Księgi ludności stałej z 1901 roku wymieniają w Urszulinie 127 osób, jednakże byli to członkowie tylko kilkunastu rodzin. Po kilkadziesiąt osób było z polskich rodzin Kozłowskich i Kędzierskich (którzy do Urszulina sprowadzili się w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia), zamieszkiwała liczna rodzina Jungów i po kilka osób z Gulipów, Gonerowskich, Kadelów, Rybińskich, Wadziewiczów, Witieków, Wójcików. Licznie Urszulin zamieszkiwali Żydzi, a przede wszystkim kilkudziesięciu członków rodziny Zarobczyków. Poza nim w ewidencji zapisano Gandejwmanów i Icka Gondlestana. W 1913 roku Szyja Tenenbaum zarejestrował w Urszulinie przedsiębiorstwo handlujące bydłem. Trzecią grupą narodowościową byli Niemcy, czyli małżeństwo Wegnerów rodzina Krugerów oraz notariusz Karol Milke, posiadający majątki Urszuli Nowy i Urszuli B.

Według stanu z 1915 roku w Aleksnadrówce zamieszkiwało 6 rodzin, zaś w pobliskim Urszulinie jedynie 8 rodzin i były to rodziny w zdecydowanej większości narodowości polskiej. Wielu w tym czasie w poszukiwaniu lepszego warunków życia wyjeżdżało na zachód, głównie do Ameryki Północnej. W 1913 roku wyjechała z Urszulina chociażby Marianna Urbaniak.

Tuż przed wybuchem wojny światowej z dóbr andrzejowski wydzielono kolejną osadę Andrzejów Kolonia G, która po wojnie została włączona do Urszulina. Grunty w niej posiadali: Jan i Józef Kozłowscy, Feliks, Stanisław i Piotr Kędzierscy, Jan i Marian Kaszewscy, Franciszek i Józef Jungowie, Jan Mendel, Paulina Bąk, Wiktor Gonerowski, Feliks Żak, Józef Kloc, Adam Rosa, Iwan Wołosiuk, Bronisław Drożgowski, Władysław Biernacki i Józef Zabłuda.



    1. Urszulin i jego mieszkańcy wobec ruchów niepodległościowych

Nie zachowały się historyczne ślady, świadczące o obecności w okolicach powstańców z okresu powstania kościuszkowskiego z 1794 roku, istnieją natomiast relacje z okresu wojen napoleońskich i powstania listopadowego. Generał Amilkar Kosiński, wojskowy komendant Departamentu Lubelskiego i Siedleckiego, zapisał w swoich pamiętnikach, że w dniu 20 listopada 1812 roku jeden z oddziałów piechoty wojsk napoleońskich przybył do Urszulina, by stawić opór grasującym w okolicach kozakom, którzy sieli spustoszenie na obszarze Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Stan ten potwierdza w notatka w „Gazecie Korrespondenta Warszawskiego y Zagranicznego” z września 1812 roku, w której zapisano, że w tym czasie obywatele Powiatu Włodawskiego musieli szukać schronienia w innych częściach kraiu przed licznym nieprzyiacielem, który ich domy i niwy na krótki czas zaiął i naszedł.7 W lipcu Kozacy splądrowali Włodawę i okolice, co wywołało panikę wśród miejscowej ludności. Grabieży ziem całego powiatu kozacy dokonali ponownie w dniu 10 października. W Urszulinie wojska polskie utworzyły posterunek, który miał utrzymywać kontakt z posterunkami w Łęcznej, Parczewie i w Chełmie. Efektem długiego postoju napoleońskiego oddziału piechoty w Urszulinie było osiedlenie się niektórych z żołnierzy i ich rodzin. Chociażby na Zastawiu i w Wereszczynie w połowie wieku osadzili się członkowie włoskiej rodziny Blachanich, którzy najprawdopodobniej przywędrowali w te tereny za jednym z włoskich żołnierzy napoleońskich.

Podczas powstania listopadowego ludność Urszulina co raz obserwowała przemieszczające przez wieś wojska powstańcze i carskie. Na początku lutego 1831 roku z Włodawy do Łęcznej maszerował carski korpus gen. Teodora Geismara. Natomiast w swoich wspomnieniach Ludwik Sczaniecki – weteran wojen napoleońskich, który walczył jako adiutant Jana Henryka Dąbrowskiego – wymienia Urszulin pośród miejscowości, które w dniu 3 września 1831 roku mijali dowodzeni przez niego powstańcy. Pisał o bardzo przychylnej postawie mieszkańców tych okolic: Radość mieszkańców na nasz widok, nie jest do opisania. Ubiegali się, by nas opatrzyć w wszystko co nam było potrzebnem; chłop i wieśniaczki ze łzami radości wynosili żołnierzom pożywienie. To usposobienie ludu pozwalało mi dowiedzieć się o ruchach nieprzyjacielskich i o wszystkich drogach najskrytszych przez lasy i błota, któremi postępować mogłem. Nie trzeba było szukać przewodnika, o ten zaszczyt dobijano się.8 Skutki działań powstańczych dla ówczesnych mieszkańców Urszulina były jednak negatywne. Zniszczenia wojenne sprzyjały wybuchowi epidemii cholery, a rosyjski feldmarszałek Dubicz postanowił wywieźć ludność chłopską z południowego Podlasia i Chełmszczyzny w głąb Rosji.

Niewielka miejscowość, jaką wówczas był Urszulin, stała się areną jednej z większych potyczek powstania styczniowego. Około godziny 10 rano w dniu 7 lipca 1863 roku stacjonujący we dworze w Lejnie powstańcy (oddziały Józefa Kajetana Jankowskiego i Adama Zielińskiego) zostali zaatakowani przez kozaków z piechurami z oddziału majora Ostachiewicza. Rosjanie znaleźli się w Lejnie za ściganym innym oddziałem powstańczym ze zgrupowania Karola Krysińskiego. Aby nie zdradzić faktycznej roli, jaką pełnił dwór, powstańcy bez boju wycofali się przez wieś do lasu. W tej fazie spotkania z nieprzyjacielem nikt nie został nawet ranny. Powstańcy przemieszczali się leśnymi duktami, a znacznie wolniej za nimi Rosjanie. Chcieli się dostać na trakt pocztowy wiodący z Włodawy do Lublina. Między wsią Kozubatą, a Urszulinem zostali niespodziewanie zaatakowani przez rosyjską kolumnę pułkownika Szelkinga, składającą się z 3 i ½ kompanii piechoty z 2 działami oraz 1 i ½ sotni kozaków, podążającą z Lublina. Jankowski, będąc nieprzygotowany do walki, nie ryzykował  starcia i ostrzeliwując kierował się do Urszulina. Tu już bitwę toczył powstańczy patrol z oddziału Karola Krysińskiego, atakowany przez kolumnę rosyjską, goniącą powstańców od strony Wytyczna.

Bitwa pod Urszulinem toczona była w sposób chaotyczny, zarówno przez dowódców rosyjskich, jak i powstańczych. Żadna z walczących stron nie posiadała rozeznania, co do położenia sił własnych i przeciwnika. Nie dążono do rozstrzygnięcia walki. Jeszcze większą dezorganizację wniosło przystąpienie do bitwy powstańczego oddziału mjr Józefa Władysława Ruckiego, który przybył tutaj z zamiarem niesienia pomocy walczącym powstańcom. Rucki ze swoimi powstańcami obozował pomiędzy Świerszczowem a Wereszczynem, regenerując siły po stoczonej 2 dni wcześniej bitwie pod Osową. Przybywając na pole bitwy, pod ogniem rosyjskich dział, szykował atak kosynierów.  Wykorzystując ten atak oddziały Krysińskiego, Jankowskiego i Zielińskiego wycofały się z pola bitwy w kierunku północnym, do powstańczego obozu wśród bagien na Lipniaku. Wycofanie się tych oddziałów spowodowało, że cały ciężar walki spoczął na oddziale Ruckiego, liczącego 20 powstańców piechoty, wspieranego przez niewielki oddział jazdy Zawadzkiego. W dodatku, w zasadniczej chwili bitwy, Rosjanom przyszły z pomocą posiłki dowodzone przez Ostachiewicza, goniące powstańców od Lejna. Świeże  zastępy nieprzyjacielskie uderzyły na prawe skrzydło oddziału Ruckiego. Zatrzymały ich jednak celne strzały powstańców, a nawet zmusiły do chwilowego odwrotu. Sam Rucki wspominał: Widząc się zagrożonym i że bez poniesienia wielkich strat trudne będzie wycofanie się z tak niekorzystnej pozycji, naznaczyłem punkt zborny i rozdzieliłem oddział na trzy części, żeby tym sposobem wymaszerować tylko przy wyżej wymienionych stratach.9 Trzykrotnie mniejsze oddziały Ruckiego wycofały się z walki i udały się w kierunku Cycowa, a oddział ppor. Piotr Piotrkowskiego z kilkudziesięcioma strzelcami do Świerszczowa. Za głównymi siłami powstańców ruszyły w pogoń oddziały rosyjskie. Zostały wstrzymane ostrzałem powstańczej kawalerii Zawadzkiego i pozorowanym atakiem kosynierów Witkowskiego ze skraju lasu. To spowodowało, że Rosjanie zatrzymali się w Urszulinie i Andrzejowie. Po przenocowaniu obie ich kolumny (Szelkinga i Ostachiewicza) pomaszerowały najpierw na wschód przez Hańsk i Lutę, a potem na północ, w kierunku Brusa i Lubienia.

W potyczce pod Urszulinem straty powstańców w ludziach były stosunkowo niewielkie. U Jankowskiego było 2 zabitych i kilku rannych (prawdopodobnie 5). Ponadto kilkudziesięciu zdezerterowało, porzucając broń, a nawet i umundurowanie. Poległych pochowano pod wielkim dębem, w lesie od strony Wiązowca. W celu upamiętnienia miejsca okoliczni mieszkańcy, w tajemnicy przed zaborcą, zawiesili na dębie krzyż. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości postawiono duży krzyż, przy którym przez kilkadziesiąt lat regularnie modlono się i składano kwiaty. Krzyż nie dotrwał do dnia dzisiejszego. W oddziale Ruckiego było 10 zabitych, choć kilka lat później sam Rucki w pamiętnikach pisał o 8 poległych i 14 rannych. Raport naczelnika powiatu radzyńskiego donosi, że z placu bitwy pod Urszulinem zebrano 1 rannego i 10 poległych powstańców, którzy pochowani zostali w Wereszczynie, o czym świadczą akty zgonów z tej parafii. Piotr Kędzierski i Andrzej Jung z Urszulina 3 dni po walce zeznali przed proboszczem parafii wereszczyńskiej ks. Józefem Wnorowskim, że o godzinie piątej po południu umarło dziesięciu mężczyzn pod wsią Urszulinem w lesie w utarczce powstańców z wojskami Rosyjskiemi zabitych, z nazwisk i pochodzenia niewiadomymi. Nie wiadomo, czy poległych pochowano na miejscowym cmentarzu, czy też w widocznych do dnia dzisiejszego kopcach w Kopinie. Na ich zwieńczeniu posadzono rosnące do dnia dzisiejszego dęby. Łęczyński regionalista Piotr Winarski podejrzewa, że mogli być tam pochowani powstańcy Ruckiego, którzy zginęli podczas wycofywania się z bitwy, a ich śmierci raporty urzędowe nie uwzględniły.10 Rosjanie mieli 15 zabitych i 2 rannych.

Brak współdziałania między oddziałami powstańczymi, liczącymi razem około 1.600 ludzi, a także brak rozeznania sił przeciwnika sprawiło, że w bitwie pod Urszulinem nie odnieśli zwycięstwa. Z przebiegu bitwy wynika, że każdy dowódca działał na własną rękę, chcąc ratować swój oddział. Analogiczny brak współdziałania ze strony przeciwnika, w liczbie również około 1.500 żołnierzy, uchronił powstańców od większych strat.

Bitwa nie kończyła związków Urszulina z powstaniem. Z racji położenia wieś znajdowała się często na szlakach przemarszu oddziałów powstańczych i wojsk rosyjskich. W drugiej połowie grudnia przez kilka dni w okolicach Urszulina przebywał litewski oddział ppłk. Walerego Wróblewskiego oraz polskie oddziały mjr Edwarda Ponińskiego i ppłk. Szymona Szydłowskiego. Następnie przez Urszulin przemaszerowała ścigająca ich rosyjska kolumna wojskowa w liczbie około 1.000 żołnierzy pod dowództwem ppłk Fedorowskiego. W sylwestrowy dzień doszło do potyczki pod Osową, w konsekwencji do pościgu powstańców z oddziału Wróblewskiego przez jazdę kozacką. Pościg zakończył się o zmierzchu w Woli Wereszczyńskiej.

Wybuch wojny światowej po raz kolejny zaburzył życie w Urszulinie. Kilku mężczyzn wcielono do wojska carskiego (np. Józef Lewandowski), a mieszkańców wsi wykorzystywano do prac przy budowie umocnień obronnych. Od czerwca do sierpnia 1915 roku ludność wywożono do Rosji, najpierw dobrowolnie, później pod przymusem. Wielu schowało się w lasach przed przybyciem kozaków. Nie udało się rodzinie Józefa Stolarskiego z Aleksandrówki, których wywieziono na początku sierpnia wywieziono. W tym czasie trwały już walki frontowe, w wyniku których wojska niemieckie dość szybko zajęły Urszulin. Być może dzięki temu uniknął spalenia przez kozaków, tak jak to miało miejsce w pobliskim Wytycznie i Dominiczynie.

Pomimo odzyskania przez Polskę niepodległości walki w rejonie Urszulina nie zakończyły się. W 1920 roku okolice te były polem bitwy pomiędzy wojskami polskimi a oddziałami bolszewickimi, której apogeum nastąpiło pod Cycowem. Do wsi Aleksnadrówka w dniu 15 sierpnia 1920 roku przybyły świeże oddziały bolszewickie i zaatakowały grupy kpt. Zajchowskiego i gen Bułaka-Bałachowicza, stacjonujące w okolicach Borysik-Garbatówka.



  1. Wieś w okresie międzywojnia

    1. Rozwój handlu, rzemiosła i usług

Wieś nie ucierpiała bardzo w pożodze wojennej, jak to było w przypadku pobliskiego Wytyczna, czy Dominiczyna. Niewielkie zniszczenia zostały w pierwszych powojennych latach naprawione. Jednakże restrykcyjnej polityce żywnościowej władz okupacyjnych towarzyszył głód, a w konsekwencji choroby. W pierwszych latach po wojnie wybuchła w okolicy epidemia tyfusu, zabierając ze świata żywych wielu mieszkańców Urszulina. Fala powracających z Rosji uchodźców przyniosła nam do powiatu wraz ze swoją nędzą i chorobami zarazę tyfusu. Straszne warunki, w jakich żyli w Rosji bolszewickiej, odbiły się na naszej skórze11 - pisano w „Ziemi Włodawskiej”. Do wszystkich gmin powiatu ruchome kolumny sanitarne zaopatrujące chorymi baraki dezynfekujące we Włodawie. Tylko w 1922 roku zdezynfekowano 2.360 osób.

W Urszulinie w okresie międzywojennym mieszkali głównie Polacy. Według danych z przeprowadzonego w 1921 roku powszechnego spisu ludności w Urszulinie zamieszkiwało już 196 osób, w tym 22 osoby przy tartaku (tzn. w majątku Przybyszewskich). We wsi znajdowało się 21 domów oraz 4 inne budynki pełniące funkcję mieszkalną, w tym jeden zbiorczy dla pracowników tartaku. W pobliskiej Aleksandrówce Andrzejowskiej w 5 domach zamieszkiwało 37 osób. Mieszkańców wyznania rzymskokatolickiego było 111 w Urszulinie i 19 w Aleksandrówce, prawosławnych – 6 w Urszulinie i 5 przy tartaku, ewangelików – 31 w Urszulinie i 11 w Aleksandrówce, zaś Żydów – 26 w Urszulinie i 7 w Aleksandrówce.

W `1931 roku liczba ludności nieznacznie wzrosła do 202 osób. W przededniu wybuchu wojny światowej w Urszulinie i włączonej do niego Aleksandrówce oraz Andrzejowa Kolonii znajdowało się 47 gospodarstw, przy czym 2 gospodarstwa położone były w uroczysku Płotycze, nieopodal jeziora noszącego tą samą nazwę. Gromadę Urszulin składała się bowiem z kilku części: Urszulin wieś, Urszulin kolonia, Urszulin majątek, Płotycze kolonia, Aleksandrówka kolonia i Andrzejów kolonia. Ostatnimi przed wojną sołtysami byli Aleksander Kozłowski i Konstanty Jarząbek.

Sklepy w Urszulinie prowadzili Emilian Kędzierski i Franciszek Kozłowski, a także Czupryńscy, Gajewscy oraz Żyd E. Karner. Handlem tkaninami zajmowała się rodzina Handelsmanów z Aleksandrówki, a handlem bydła w dalszym ciągu Szyja Tenenbaum, natomiast w 1916 roku przedsiębiorstwo o tym samym profilu zarejestrował Lejba Zarobczyk. Jednym z najbogatszych mieszkańców gminy był Emilian Kędzierski – oprócz sklepu posiadał duże gospodarstwo rolne i pasiekę. Pełnił funkcje publiczne, był chociażby jednym z trzech w gminie delegatów do prestiżowej Rady Szkolnej Powiatowej we Włodawie, która rozpatrywała wszelkie wnioski rodziców i nauczycieli z całego powiatu. Aktywnie działał również w sferze politycznej, wiążąc się z Polskim Stronnictwem Ludowym (PSL) „Piast”. Pełnił funkcję prezesa tej partii w gminie, a także wraz z wójtem Stanisławem Piaseckim z Lipniaka, byli asesorami struktur powiatowych „Piasta”.

Drugim lokalnym handlowcem był Franciszek Kozłowski. To jego żona tak obrotna była, z niczego takiego majątku dzięki niej się dorobili. Początkowo zajmowała się handlem obnośnym, to jakieś nici, zapałki, tkaniny. Potem to coraz więcej i w domu zaczęła handel opowiada Rozalia Ostasz. Janina Wałecka wspomina o Romanowskim, ojcu Kozłowskiej. On wrócił z Ameryki i przywiózł dużo pieniędzy. Stąd im się tak powodziło.12 Szybko zdobyty majątek i osobisty charakter Kozłowskiego nie zjednywał szacunku mieszkańców. On to wredny był. Raz za cukierki najął żydowskich chłopców, by jednemu chłopu drzewo z furmanki pozrzucali13opowiada Klementyna Kozłowska.

W latach trzydziestych Kozłowscy wybudowali kamienicę, w której posiadali sklep spożywczo-przemysłowy i restaurację. W jego sklepie było wszystko – mięso, metal, tkaniny, alkohol, nawet futra14wspomina Józef Kujawski. Restauracja przynosiła duże dochody, gdyż Urszulin znalazł się na znaczącym konnym szlaku transportowym drewna z lasów włodawskich i stał się miejscem tzw. „pierwszego popasu” Widziałem przed restauracją Kozłowskiego nawet po 30 furmanek15dodaje Kujawski. Kozłowscy założyli ponadto skład desek.

W osiąganiu dochodów Kozłowski nie zawsze przestrzegał prawa. W 1927 roku do policji trafiło doniesienie pracownicy Eugenii Kosackiej o sprzedaży alkoholu w restauracji, pomimo braku koncesji. Jedną w gminie koncesję w tym czasie posiadał Stanisław Czupryński z Wereszczyna. Kosacka zeznała: Służyłam u Franciszka Kozłowskiego w Urszulinie, który ma sklep spożywczy w Urszulinie. Kozłowscy handlowali wódką nawet na kieliszki. Skoro przyznał się komendant policji Chyliński, wówczas Kozłowscy bez obawy otwarcie handlowali wódką. Komendant policji Chyliński uprzedzał, kiedy miała być rewizja kontroli akcyjnej. Pewnego razu, kiedy miała być rewizja u Kozłowskich kontrolera Bychewskiego, to przyszedł komendant policji Chyliński i uprzedził Franciszka Kozłowskiego, aby pochował trunki, gdyż dzisiaj ma się odbyć u Kozłowskich rewizja. Ten fakt miał miejsce na wiosnę, kiedy się nabierało kartofle z lochu. Wówczas byłam w lochu piwnicy w sieniach i słyszałam jak uprzedzał posterunkowy Chyliński, aby wódkę pochować. Potem Chyliński siedział cały dzień u Kozłowskich i pili wódkę przyprawianą cukrem i sokami.16 Ta sprawa najprawdopodobniej zmobilizowała Kozłowskiego do formalizacji sprzedaży alkoholu, gdyż Urszulin wymieniono w wojewódzkim spisie punktów detalicznej sprzedaży i wyszynku napojów alkoholowych z 1931 roku.

Od 1936 roku Kozłowscy prowadzili przedsiębiorstwo przewozowe Włodawska Spółka Autobusowa Franciszek Kozłowski i S-ka z siedzibą w Urszulinie i kapitałem zakładowym w wysokości 10.000 złotych. Udziałowcem (w wysokości 10%) w spółce był Henryk Sidorowski z Zabrodzia. Sidorowski świadczył 2 razy dziennie usługi przewozowe na trasie Lublin-Włodawa już od 1928 roku – było to pierwsze autobusowe połączenie przez Urszulin. Szaia Kohn i Szlomo Lejbie z Piask oraz Grzegorz Miagkow z Włodawy uruchomili ponadto w tym roku połączenia Urszulin-Wólka Cycowska oraz Urszulin-Włodawa. Za podróż do Włodawy zapłacić trzeba było 3 złote i 20 groszy, a do Wólki Cycowskiej 1 złoty i 10 groszy. Dla porównania 1 kg chleba żytniego kosztował 60 groszy, a litr mleka 30 groszy.

W następnych latach uruchomiono kursy na trasie Urszulin-Lublin (4 kursy na dobę) i Urszulin-Chełm (1 kurs). Działalność spółki ułatwiało wybrukowanie w latach 1930-1931 drogi na odcinku Urszulin-Lublin. W okresie letnim w 1932 roku spółka obsługiwała na trasie Lublin-Włodawa ponad 200 osób na dobę, zimą o połowę mniej. Był posiadaczem 2 autobusów (polski fiat i chevrolet), choć faktycznie stanowiły one własność Franciszka Kozłowskiego i Joska Szabrona z Urszulina.

W październiku 1933 roku spłonął autobus marki chevrolet, wobec powyższego koncesja wystawiona na Henryka Sidorowskiego została wstrzymana. By uzupełnić brakujący tabor Sidorowski wszedł we współpracę z Szlomo Fiszmanem z Włodawy i rozpoczął starania o odzyskanie koncesji. Wobec nacisków Stowarzyszenia Właścicieli Autobusów, zwłaszcza wchodzących w skład stowarzyszenia spółek autobusowych z Chełma oraz z Zamościa, wojewoda lubelski najpierw nakazał spółce z Urszulina wymianę starego chevroleta na nowy autobus, a gdy to żądanie zostało spełnione poprzez zakup nowego polskiego fiata, wojewoda nakazał połączenie ze spółką z Chełma. Powodem stosowania nacisków była ogólna tendencja konsolidacja spółek autobusowych na Lubelszczyźnie, a przede wszystkim konkurencja na odcinku Lublin-Piaski-Fajsławice. Występujący w imieniu spółki Sidorowski i Fiszman gotowi byli nie zabierać pasażerów od Piask do drogi fajsławickiej, byleby tylko wojewoda odstąpił od nakazu połączenia się z chełmską spółką. Na pojawiające się problemy z uzyskaniem koncesji wpływ miała także negatywna opinia Starosty Powiatu Włodawskiego Andrzeja Sucheckiego, który do władz wojewódzkich pisał: Kozłowski i Szabron w celu uniknięcia podatku dochodowego, jak i odpowiedzialności karnej, starają się o wyrobienie koncesji na nieodpowiedzialnego Henryka Sidorowskiego. (…) Wspomniany jest rolnikiem, żadnego własnego majątku nie posiada. Ponadto już tylko w korespondencji z Sidorowskim urzędnicy wojewody „delikatnie” wskazywali, iż przeszkodą w przedłużeniu koncesji jest żydowski wspólnik, zachęcając równocześnie do jego porzucenia i przyłączenia się do spółki autobusowej w Chełmie.

Trzyletnia koncesja na obsługę trasy Lublin-Piaski-Urszulin-Włodawa została ostatecznie przyznana w styczniu 1935 roku, ale na nowo-zawiązaną Włodawską Spółkę Autobusową H. Sidorowski i Sz. Fiszman z kapitałem zakładowym 4.000 złotych, w której Fiszman posiadał 2/3 udziałów. Do ruchu nie został jednak dopuszczony autobus chevrolet, który został wniesiony aportem przez Fiszmana. Powodem przyznania koncesji, pomimo negatywnej opinii starosty i Stowarzyszenia Właścicieli Autobusów, były bardzo duże problemy komunikacyjne zwłaszcza, że na terenie Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego słabo była rozwinięta kolej żelazna. Wójt Gminy Wola Wereszczyńska Jan Piskorski jeszcze przed przyznaniem koncesji pisał do władz wojewódzkich, że kursujący obecnie jeden autobus (tj. własności Szmula Fiszmana i Herszka Buchbindera z Włodawy) Włodawa-Lublin nie jest w stanie należycie obsłużyć, gdyż jest przepełniony pasażerami z Włodawy. Pasażerów ze stacji autobusowej Urszulin, Cyców i innych miejscowości, położonych przy szosie w stronę Lublina spotyka stała przykrość, gdyż muszą wracać do domów po długim wyczekiwaniu na autobus wskutek przepełnienia (…). Również Wójt Gminy Wiszniewice (obecnie Cyców) Antoni Końcowy pisał do władz wojewódzkich: Ponieważ autobus ten należy do izraelitów w soboty i święta izraelickie zupełnie nie kursuje, a tem samem pozbawia miejscową ludność możności przedostania się do większych ośrodków (miast). Odczuwa się tutaj brak autobusu należącego do chrześcijanina. Pomimo przyznania koncesji dla połączonej spółki Fiszmana i Sidorowskiego władze wojewódzkie oraz władze Stowarzyszenia Właścicieli Przedsiębiorstw Komunikacji Samochodowej w Lublinie w dalszym ciągu naciskały na konsolidację ze spółką chełmską, organizując w tym celu trójstronne spotkania. Przy dużej niechęci właścicieli spółek konsolidacja nie doszła do skutku.

W maju 1936 roku Sidorowski odstąpił od Fiszmana i zawiązał razem z Franciszkiem Kozłowskim wspomnianą „Włodawską Spółkę Autobusową Franciszek Kozłowski i S-ka”. W tym samym roku spółka dokupiła do posiadanych 2 polskich fiatów spełniający wymagania techniczne używany autobus marki chevrolet. Do ich obsługi spółka zatrudniała kilka osób, w tym Franciszka Junga i Mieczysława Sidorowskiego jako konduktorów oraz szoferów Antoniego Stopę, Jana Wiśniewskiego, Henryka Sidorowskiego i Joska Szabrona. Bilet na pełną trasę (tj. Włodawa-Lublin) kosztował 6 zł., a planowany czas podróży wynosił 3 i ½ godziny.

W lutym 1937 roku Franciszek Kozłowski uzyskał koncesję na przewozy towarowe na trasie Włodawa-Radzyń-Łuków-Siedlce-Warszawa, pomimo sprzeciwu władz powiatowych, które wskazywały na zły stan techniczny mostu w Hannie. Po półtorarocznym konkurowaniu z firmą przewozową Szloma Fiszmana doszło do połączenia i utworzenia Włodawskiej Spółki Przewozu Towarów Franciszek Kozłowski i Szmul Fiszman. Kozłowski wniósł do spółki aport rzeczowy w postaci samochodu ciężarowego polski fiat i po dokonaniu wyrównania pieniężnego uzyskał 25% udziału. Podjął też współpracę z Fiszmanem w zakresie starań o koncesję na przewozy osobowe na trasie Włodawa-Warszawa, uzyskując taką zgodę w kwietniu 1939 roku. Przedsiębiorstwo upadło wraz z wybuchem wojny światowej, zwłaszcza że w pierwszych miesiącach spłonął autobus. Wszyscy rzucili się do wynoszenia z pomieszczenia benzyny, bo jakby ogień się tam dostał to kto wie, cały Urszulin by spłonął wspomina Rozalia Ostasz. Podobnie było z pozostałymi zakładami, które nie poradziły sobie z restrykcyjną polityką gospodarczą niemieckiego okupanta.

W kamienicy Kozłowskich znajdował się posterunek policji, utworzony już w latach dwudziestych. Służyli w nim Teodor Bartosiewicz, Kazimierz Chołaj, Bronisław Zalewski, Daniel Chomik, Jackowski, a pod koniec lat trzydziestych Leon Bartnik i Józef Urszulak. Funkcję komendanta najdłużej pełnił Chomik. W 1937 roku zastąpił go przybyły z posterunku w Opolu Bartnik – uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, dwukrotnie odznaczony Brązowym Medalem Zasługi.

Polscy mieszkańcy Urszulina przed wojną założyli nawet swoją spółdzielnię, w której znajdował się sklep. Budynek spółdzielni wykorzystywano również pod inne cele, choćby mieszkalne. Oprócz handlu wielu mieszkańców zajmowało się także rzemiosłem. W Urszulinie mieszkał niemiecki cieśla Kontsman, szewcowie Mieczysław Ostasz i Kuncman, krawiec Orzech oraz kowale Stanisław Jung i Wacław Nowakowski. W miejscu dzisiejszej lecznicy dla zwierząt znajdował się młyn-wiatrak, który obsługiwał niemiecki młynarz Samuel Krebs. W tym też miejscu mieszkał Józef Kamiński, członek zmilitaryzowanej formacji drogowej, odpowiedzialny za utrzymanie dobrego stanu drogi na odcinku z Borysika do Dominiczyna. Kupował tłuczeń, rozwoził na całej długości i każdą dziurę uzupełniał i ubijałwspomina jego syn Franciszek Kamiński. Była to część drogi utwardzona tłuczniem, gdyż teren, który przecinała, do dnia dzisiejszego ma charakter bagienno-torfowy.

Rozwój handlu i rzemiosła spowodował, iż już w 1927 roku wójt gminy zwrócił się do starosty o przeniesienie jarmarków z Wereszczyna właśnie do Urszulina. Wniosek rozpatrzono pozytywnie, pod kilkoma warunkami:

  1. Urządzenia targowicy we wsi Urszulin zgodnie z zatwierdzonym planem,

  2. Przestrzegania regulaminu targowego,

  3. Przestrzegania przepisów sanitarnych, weterynaryjnych i bezpieczeństwa publicznego, obowiązujących obecnie i mogących obowiązywać w przyszłości,

  4. Targowisko dla bydła rogatego, trzody chlewnej i koni należy ogrodzić i podzielić oddziały dla poszczególnych gatunków zwierząt, opatrzonych tablicami,

  5. Oddział dla świń należy ogrodzić szczelnie, aby uniemożliwić wprowadzenie lub przenoszenie świń przez ogrodzenie,

  6. Oddział izolacyjny i plac dookoła kancelarji wyszutrować, względnie wybrukować oraz szczelnie ogrodzić,

  7. O obrębie targowiska urządzić studnię.17

Warunki te zostały spełnione, dlatego też już w 1932 roku targi odbywały się w Urszulinie. Wojewoda zezwolił na organizację targów rocznych – w środę przed św. Józefem w miesiącu marcu, i cotygodniowych – co drugą środę.18 Przenosiny były efektem starań miejscowego dziedzica Józefa Przybyszewskiego, który przyjął na siebie zadanie przygotowania placu targowego. Na jarmarki zapraszał orkiestry ludowe, umilające handlującym czas. Targi odbyły się w Urszulinie jedynie 2 razy, ale stanowiły dla mieszkańców rodzaj wielkiego świeckiego święta. Przeniesiono je z powrotem do Wereszczyna, gdyż mieszkańcy gromady wystarali się o zabezpieczenie odpowiedniej ilości gruntu pod targowisko, a przede wszystkim doprowadzili do unieważnienia decyzji władz przez Naczelny Trybunał Administracyjny.

Pomimo szybkiego powrotu jarmarków do Wereszczyna tempo rozwoju Urszulina nie malało, czego dowodem była druga w gminie placówka pocztowa. W roku 1925 władze gminne uzyskały od władz Sejmiku Powiatowego we Włodawie zgodę na utworzenie w Urszulinie agencji pocztowej, która z czasem została przekształcona w samodzielną pocztę. Utworzenie placówki pocztowej nastąpiło kosztem zamknięcia urzędu pocztowego w Wereszczynie, ale w dość krótkim czasie poczta została tam ponownie otwarta. Placówka w Urszulinie jednak pozostała, w dodatku jako gminna. W 1934 roku urszulińska placówka pocztowa uzyskała połączenie telefoniczne z Cycowem i została wyposażona w centralę do wysyłania telegramów i wykonywania rozmów międzymiastowych. W kolejnych latach do czasu wybuchu wojny w połączenie telefoniczne został wyposażony posterunek policji oraz prywatne domy, najpierw u Józefa Przybyszewskiego, a następnie u Franciszka Kozłowskiego. Połączenia telefoniczne wykonywać można było jedynie od godziny 8.00 do godziny 15.00.

Mieszkańcy Urszulina starali się także o budowę budynku urzędu gminnego, jednak przegrali rywalizację z mieszkańcami Wereszczyna. Wydział Powiatowy we Włodawie podjął w 1923 roku decyzję, w której zdecydował się na Wereszczyn, ze względu na wygospodarowanie przez tamtejszych mieszkańców odpowiedniego placu pod budowę. Budynek urzędu gminy ostatecznie został jednak wybudowany w Woli Wereszczyńskiej.

Największym właścicielem ziemskim był Józef Donat Przybyszewski. Osiedlił się w Urszulinie w 1923 roku, wykupując zrujnowany majątek od notariusza Karola Milke. Wybudował tartak parowy, uruchomiony w 1928 roku, mleczarnię, kuźnię, w której pracował Kłos z Babska, młyn parowy obsługiwany przez Mieczysława Heca, a w latach trzydziestych wybudował pod Wiązowcem cegielnię. Wszystkie wymienione zakłady należały do jego folwarków Urszulin Nowy i Urszulin B, które po jego śmierci zostały własnością zięcia Włodzimierza Omylińskiego. Hodował dużą ilość krów mlecznych. A przed wojną rozwinięto hodowlę owiec. Józef Przybyszewski był aktywny również na płaszczyźnie społecznej oraz politycznej, pełniąc przez wiele lat z rekomendacji Narodowej Demokracji funkcję radnego i zastępcy przewodniczącego rady gminnej, a przez okres 1 kadencji sprawował funkcję przewodniczącego.

Las z częścią placu i tartakiem wydzierżawili Żydzi (prawdopodobnie Girszweld), w celu wycinki dorodnego okolicznego drzewostanu. Umowę dzierżawy zawarli na czas określony. Gdy w przeddzień jej wygaśnięcia przyszli Żydzi z prośbą o przedłużenie, to dziedzic odpowiedział: „Co ty się boisz! Będę ci placu żałował?” Następnego dnia dzierżawca zobaczył na bramie nową kłódkę. Wszystko, co znajdowało się na placu, przejął Przybyszewski. Dziedzic był zły, bo prosił, by Żydzi zostawili jednego dorodnego dęba, a ci oszczędzili marną dębinę. Żydzi wyjechali z Urszulina, ale po niedługim czasie pojawili się w majątku podpalacze19opowiadał Eugeniusz Lewandowski. Inni starsi mieszkańcy wskazują na tą samą przyczynę, a przedmiotem sporu miał być dąb przy powstańczym krzyżu. Pozostał tylko dzięki oporowi polskich drwali. Pożar wybuchł w 1938 roku i strawił większą część majątku Przybyszewskiego, w tym młyn parowy i kotłownię. Mieszkańcy byli przekonani, iż dokonali tego ludzie wynajęci przez owych Żydów, choć podejrzenie właściciela padło także na grupę miejscowych Niemców, którzy w myśl propagandy faszystowskiej dokonywali akcji dywersyjnych, mających na celu osłabić gospodarczo państwo polskie.

Wielu starszych mieszkańców do dnia dzisiejszego pamięta syrenę z tartaku, która wyła każdego dnia równo o godzinie dwunastej, bo wtedy była przerwa na obiad dla fornali20powracała pamięcią Janina Sempruch. Był to sygnał dla wszystkich pracowników folwarcznych obwieszczający porę posiłkową, ale równocześnie wyznaczał rytm dobowy dla ludzi, mieszkających nawet kilka kilometrów od folwarku. Przerabiając dorodne w okolicy lasy dębowe i bory sosnowe tartak dworski dawał zatrudnienie wielu okolicznym mieszkańcom. Znajdował się na przeciwko gruntów Kozłowskiego, od północnej strony dzisiejszej ulicy Szkolnej. Niektóre budynki majątku jeszcze do dzisiejszego dnia stoją na placu w lesie od strony Dębowca. Jest nim wymurowany w 1935 roku z cegły duży budynek spełniający funkcję obory i stajni, murowana piwnica, w której zawsze było zimno, pachniało wędzonką i przyprawami, no i miejsce nie dla dzieci, co kusiłowspomina Jacek Omyliński. Pozostał również drewniany dworek, który w latach pięćdziesiątych został zaadoptowany na publiczny ośrodek zdrowia. Przy dworku znajduje się dworska studnia z ręczną pompą. W zarządzeniu majątkiem pomagał szwagier Ludwik Omyliński. W folwarku pracował syn Ludwika Włodzimierz, który jako absolwent szkoły technicznej zaprojektował tartak i cegielnie, był też kierownikiem prac wycinkowo-melioracyjnych, jak również kierował produkcją oraz hodowlą w folwarku.

Majątki zostały znacznie okrojone w licytacji komorniczej z 1926 roku. W wyniku obciążenia ciężarami hipotecznymi, służebnościami i długami do publicznej licytacji bialskopodlaski komornik sądowy wystawił do publicznej sprzedaży 77 morgów ziemi majątku Urszulin B, w tym 7 morgów gruntów ornych, 5 morgów lasu sosnowego, 14 morgów łąk bagiennych, 29 morgów ziemi po wykarczowanym lesie oraz budynki mieszkalne, gospodarcze i tartaczne. Wartość szacunkową licytowanego majątku komornik sądowy ustalił na 1.000 amerykańskich dolarów, zaś wartość majątku Urszulin Nowy wyceniono na 3.000 dolarów.

Zabudowania w Urszulinie, poza kilkoma wyjątkami, miały konstrukcję drewnianą, zaś najpowszechniejszą formą krycia dachów była strzecha. Przy zwartej zabudowie każdy, nawet niewielki pożar, niósł za sobą duże zagrożenie dla całej wsi. Jeden z największych miał miejsce dnia 22 października 1928 roku. Pożar wybuchł wieczorem w zabudowaniach Władysława Grabowskiego i w błyskawicznym tempie przeniósł się na budynki sąsiednie. W sumie poszkodowanych było 4 gospodarzy: Grabowskiemu spłonęła stodoła, obora i chlew, Nucie i Szyi Zarobczykom stodoła, obora i krowa, Janowi Kozieradzkiemu stodoła i obora. Największe straty poniósł zaś Piotr Kędzierski, któremu spalił się dom, stodoła, obora i 2 świnie. Wszystkie zabudowania były ubezpieczone, co było powszechne przy tego typu zabudowie i dużej częstotliwości pożarów. Z pomocą poszkodowanym przyszli mieszkańcy, którzy pomogli przy odbudowie zabudowań, a także dziedzic Nowego Andrzejowa Edward Karpiński i brat Emilian Kędzierski. Pożaru nie pamiętam, bo miałam wtedy rok, ale tatuś opowiadał, że zaraz przyjechał Karpiński i zaoferował pomoc. Załatwił i poręczył kredyt oraz znalazł w Wytycznie dom do kupna. Mało tego, u nas w domu były same małe dzieci, więc na czas postawienia budynku przyjął nas do siebie21wspominała Urszula Wiczuk.

Liczne pożary, zarówno w Urszulinie, jak i w okolicznych miejscowościach, wymusiły na gminnych urzędnikach, by wydawali pozwolenia budowlane w myśl zasady „szachownicy”, czyli na przemian miały znajdować się działki zabudowane i niezabudowane, w odwrotnej kolejności od zabudowań z drugiej strony ulicy. Wprowadzono także wymóg stosowania ogniotrwałych pokryć dachowych, choć kontrola powiatowej inspekcji budowlanej z 1931 roku wykazała w tym zakresie znaczne uchybienia w pracy miejscowych urzędników. Wprowadzono przymusowe ubezpieczenia budynków od ognia i opłaty kominowe.

Pomimo niedużej liczby mieszkańców w Urszulinie rozwijało się życie towarzyskie, z udziałem młodzieży sąsiednich wsi. Biedny był wtedy Urszulin, wszędzie dookoła rozlegały się moczary. Tu, gdzie dziś mieszkają Panasiukowie i Wesołowscy wiosną zawsze było dużo wody i tam pływaliśmy na baliach22opowiada Janina Serafin z Michałowi. Któregoś lata zrobiono (na działce Panasiuków) drewniany podest, obsadzono brzózkami i od tej pory organizowano tam zabawy „pod chmurką”. W każdą sobotę powraca pamięcią Klementyna Kozłowska i dodaje: Wystarczył bębenek z harmonią i zabawa była.23



    1. Mniejszości narodowe

W Urszulinie sporą część mieszkańców stanowili Żydzi. Zamieszkiwali głównie dzisiejszą ulicę Kwiatową – rodziny: Samuela Orzecha, która przeprowadziła się z Michelsdorfu, krawca Abrama Orzecha (mieszkali przy kamienicy Kozłowskich), Nuty i Szyi Zarobczyków, Fajwela i Raheli Zarobczyków, Moszka Bitmana, Josefa Rajsa, która przed wojną wyprowadziła się do Cycowa, Chyla i Chuny Zarobczyków trudniącego się handlem obnośnym, krawca Herszka, Szyi i Szaji Tenenbaumów, kierowca autobusu Josek Szabron, zwany przez mieszkańców Kirszejem. Kilka rodzin mieszkało w Aleksandrówce (np. Handelsmanowie i Kałmanowie). W majątku Przybyszewskiego mieszkał Żyd, zwany Pachciarzem, a trudniący się wyrobem serów. Robił świetne sery, słynął z nich w całej okolicy wspomina Miriam Raz-Zunszajn. Miejscowi Żydzi trudnili się rzemiosłem, a więc byli stosunkowo majętni. Zajmowali się również rolnictwem, handlem zwierzętami domowymi, a także handlem obnośnym.

Zgodnie z zasadami swojej religii, a byli zazwyczaj bardzo pobożni, Żydzi nie mogli pracować w sobotę, czy też podczas innych świąt (np. kuczki, zwane świętem namiotów). W święta te nic nie gotowali, jedynie wypiekali mace. Nabożeństwa odbywały się w domowej bożnicy, która znajdowała się przy szkole. Najstarsi mieszkańcy Urszulina do dziś pamiętają, że gdy jako dzieci wścibsko podglądaliśmy ich obrzędy. Wtedy nas straszono, że te mace robione są z krwi polskich dzieci24opowiada Klementyna Kozłowska. Z powodu szczególnego charakteru takich dni do czynności usługiwania im zatrudniali biedniejszych miejscowych mieszkańców. Tym czynnościom towarzyszyły często zachowania poniżające. Obsiadywali dookoła takiego parobka, nazywali go hamanem, i popychali jeden do drugiego25dodaje Klementyna Kozłowska. Z drugiej strony na porządku dziennym było dokuczanie w związku z odmiennymi zwyczajami, zwłaszcza wśród dzieci. Oni modlili się w namiotach. Raz nasz kolega Jurek Chomik złapał wronę i gdy się modlili, to wpuścił im ją do środka. Ale później ile przez to było krzyku. Żydzi byli ze skargą w szkole i u jego ojca – komendanta policji26opowiadają Józefa Serafin i Janina Wałecka.

Te postępowania mieszkańców żydowskich, jak i również Polaków, powodowały, iż pomiędzy tymi narodowościami współżycie nie układało się najlepiej. Ponadto często dochodziło do rywalizacji w sferze handlowej, gdyż i Polaków „ciągnęło” do handlu. Antagonizmy te mogły być przyczyną podpalenia w 1926 roku stodoły dla wspomnianego Szyi Zarobczyka, choć policji miejscowej nie udało się ustalić sprawców. Przedwojenne antysemickie nastroje na świecie udzielały się również urszulińskiej młodzieży. Przed wojną młodzież zaczęła im dokuczać, zwłaszcza tym, co nosili pejsy i brody – wspomina Jan Szysz. Pomimo antagonizmów zdarzały się małżeństwa polsko-żydowskie, jak i inne formy wzajemnych kontaktów towarzyskich.

Mieszkańców ukraińskich przed wojną w Urszulinie nie było już wcale, mały odsetek stanowili Niemcy. Sześć rodzin niemieckich zamieszkiwało w osadzie Aleksandrówka (np. Geisheimerowie, Bilkowie, Bilowie, Bilofowie, Krygierowie i szewca Kuncmana (dziś kościół), stanowiąc połowę jej zaludnienia. Były to jednak rodziny zubożałe, trudniące się pracami w folwarcznym tartaku. W 1927 roku z Aleksandrówki wyprowadził się August Bilke, sprzedając gospodarstwo Antoniemu Kozłowskiego, a w roku następnym Adolf Bilof, gospodarstwo odkupił Melchior Pajączkowski. Podobna ilość Niemców mieszkała w samej wsi (np. rodzina Samuela Petrycha, która przed wojną wyjechała do Wytyczna, Daniela Szeflera, Wilhelma Pahla, Kontsmanowie). Mój brat Heronek kolegował się z Pahlami. Raz się huśtali na huśtawce. Jeden z Pahlów tak się rozbujał, że spadł i zginął27opowiada Klementyna Kozłowska. Na wzniesieniu od strony Andrzejowa żyła wspomniana wielodzietna rodzina Samuela Krebsa, której głównym źródłem utrzymania był młyn-wiatrak. Ale to biedota była, poza wiatrakiem 1 morga piachu. Jak wiatr był, to trochę mielił, a jak nie było, to siedzieli – wspomina Franciszek Kamiński.



    1. Szkolnictwo

W Urszulinie od 1934 roku funkcjonowała szkoła powszechna. Utworzono ją w budynku Frączków, którzy w formie rekompensaty otrzymali wspólnotowe pole w Michelsdorfie. Wraz ze wzrastająca liczbą dzieci dla kilku klas lekcje zorganizowano w budynku Franciszka Kozłowskiego i Emiliana Kędzierskiego, u których wygospodarowano po 1 sali. Do szkoły chodziły dzieci polskie, niemieckie, żydowskie i ukraińskie, a ich nauczycielami byli Antoni Kubiczek z żoną Zofią, Burcan, Kazimierz Chmielewski, który po pierwszym roku szkolnym przeniósł się do Wereszczyna, Jan Szydłowski z żoną Zofią, Henryk Jarzyna, Lucyna Furmanówna oraz wikariusze z Wereszczyna, najdłużej ks. Kazimierz Szlędak. Kierownikiem szkoły był początkowo Kazimierz Chmielewski, a w 1936 roku zastąpiła go na tej funkcji Zofia Kubiczek.

Z osobą Henryka Jarzyny, głośny był romans z Sabiną Kozłowską, córka majętnego Franciszka. Jarzyna był bardzo przystojny, ona również. Często flirtowali ze sobą. Jarzyna zadawał dzieciom lekcje i wychodził na ganek, bo tam zawsze damką przyjeżdżała Sabina. Kozłowski nie godził się na ich zaręczyny, bo Jarzyna był za biedny, aby starać się o rękę córki. W poszukiwaniu męża dał nawet ogłoszenie do prasy, jednak odpowiedział na nie niejaki Popowicz, Ukrainiec spod Kołacz, który miał 100 morgów ziemi. Był chłopem, więc Kozłowski go przegnał. Chciał oficera za zięcia, wojskowi byli wtedy bardzo poważani28wspomina Klementyna Kozłowska. Los zakochanych połączyła wojna, która osłabiła opór ojca Sabiny. Młodzi wyjechali do Lublina.

W 1935 roku nauczanie w czteroklasowej szkole rozpoczęło 141 dzieci. Najwięcej było uczniów wyznania rzymskokatolickiego, bo 65 dzieci. Niewiele mniej uczyło się dzieci wyznania ewangelickiego, gdyż 51 uczniów. Dzieci wyznania mojżeszowego było tylko 6, a prawosławnego – 4. W roku szkolnym 1938/39 do sześcio-oddziałowej szkoły uczęszczało już 199 uczniów, głównie rzymskokatolickiego wyznania (112 uczniów). Bardzo dużą grupę stanowili dzieci wyznania ewangelickiego (76), pochodzący głównie z pobliskiego Michelsdorfu, a w klasach młodszych ewangelicy stanowili nawet większość. Tylko po 8 uczniów było wyznania prawosławnego i mojżeszowego. Oprócz dzieci z Urszulina do szkoły uczęszczały dzieci ze wspomnianego Michelsdorfu, Wiązowca i Zabrodzia, w którym w połowie lat trzydziestych zlikwidowano szkołę. Ponadto do trzeciej, czwartej i piątej klasy uczęszczały dzieci po ukończeniu edukacji w szkołach w Andrzejowie, Dębowcu, Grabniaku, a nawet z Garbatówki, w których było mniej oddziałów.

Dzieci przychodziły najczęściej boso i nie posiadały jakichkolwiek przyborów szkolnych. Szkoła była uboga w wyposażeniu. Franciszek Kamiński wspomina, jak z jednej strony sali była jedna klasa, z drugiej druga. Kubiczek zadawał najpierw zadanie dla jednych, a następnie szedł do drugich. Przed wojną dzieci chodziły do szkoły również w sobotę. Jedynie ze względu na szabas z tego obowiązku początkowo zostali zwolnieni nieliczni uczniowie żydowscy. Później inspektor kazał im chodzić. Do naszej klasy chodził Icek Orzech. Do szkoły w sobotę przychodził, lecz nic nie pisał, nie czytał, tylko siedział w ławce. Ale obecny był29wspomina Klementyna Kozłowska. Lekcje rozpoczynały się modlitwą, ale z poszanowaniem wiary wyznawanej przez wszystkie dzieci. Jan Szysz wspomina, że wszyscy wstawali i każdy modlił się do Ducha Świętego, a na końcu żegnał się po swojemu. Jedynie Icek zwolniony był z modlitwy, musiał tylko w tym czasie wstać. Nikt z nas z tego powodu mu nie dokuczał. Wtedy to była dyscyplina, bo jak ktoś jakąś psotę zrobił to albo dostał linijką po dłoniach, albo całą lekcję z koszem nad głową w kącie klęczał. Nikt się w domu nawet nie skarżył, bo nauczyciel miał wtedy szacunek. Po lekcjach prawie wszyscy przenosili się na drogę: Na drodze graliśmy w pikora. Stawialiśmy kołek i rzucaliśmy w niego takimi deskami. Chłopcy grali w palanta, a ja z nimi. Kopali dołek na drodze i taką pałką uderzaliśmy piłkę, aby trafić w ten dołek. Najstarsi, to w piłkę siatkową grali. Siatkę wieszaliśmy na drodze między budynkami Milka Kędzierskiego i Kozłowskich. I piłkę mieliśmy30opowiada Klementyna Kozłowska.

Młodzież pozaszkolna, poza codziennymi pracami w gospodarstwie, działała w prorządowej Młodzieżowej Drużynie Strzeleckiej „Strzelec”, w której uczono się przysposobienia obronnego i innych zajęć o tematyce patriotycznej. Liderem organizacji był Stefan Grabowski z Dębowca. Podnoszeniu świadomości narodowej towarzyszyły dyscypliny sprawnościowe oraz często organizowane zawody sportowe. Tu w lesie obok nas była usypana społecznie strzelnica. Często przyjeżdżali i ćwiczyli. Mój brat Janek do nich należał – wspomina Franciszek Kamiński. W Urszulinie zawiązano ponadto struktury Związku Harcerstwa Polskiego, którymi kierował nauczyciel Kazimierz Chmielewski.



  1. II wojna światowa

    1. Pierwsze lata okupacji

Życie w Urszulinie na zawsze odmieniła wojna światowa. Pamiętam te dni. Chodziliśmy wszyscy do Emiliana Kędzierskiego, bo on jedyny miał radio. Każdy chciał wiedzieć, co się dzieje31opowiada Klementyna Kozłowska. Po pierwszych tygodniach do Urszulina, jako pierwsze, wkroczyły wojska radzieckie. Pozwolono okolicznym Ukraińcom na rabowanie „pańskiej” własności. Mojemu ojcu (tj. Hipolitowi Kędzierskiemu) to od razu wszystkie deski zabrali, jakie trzymał na składzie w Urszulinie opowiada Zbigniew Kędzierski z Urszulina. Pierwszego dnia października mieszkańcy byli świadkami krwawej bitwy polskiego Korpusu Ochrony Pogranicza z nacierającą Armią Czerwoną pod Wytycznem. Mój brat (tj. Mieczysław Ostasz) służył w korpusie. Jak przybyli do Wytyczna, to poprosił dowódcę o przepustkę. Puścili go, ale miał wrócić o świcie. W nocy rozległy się strzały i tata już go nie puścił. Za kilka dni przybyło kilku Ukraińców z Andrzejowa – Mikołaj Kalisz z kolegą, z czerwonymi opaskami na ramieniu. Kazali bratu oddać karabin, ale jego zostawili32wspomina Janina Wałecka.

Po przegranej przez Polaków walce wojsko radzieckie rozpoczęło wprowadzać rządy okupacyjne. Zabrano komendanta policji Leona Bartnika i funkcjonariusza Józefa Urszulaka, a następnie w Ostaszkowie zamordowano ich, chowając zwłoki w lasach Miednoje. O zachowaniu czerwonoarmistów opowiada Rozalia Ostasz: U Kamińskich nocowali jacyś polscy żołnierze i zostawili karabin. Kamiński rano przyniósł go do ojca (tj. Konstantego Jarząbka), bo był sołtysem. Miał go zanieść ruskim, ale że była już sobota, to chciał oddać dopiero w poniedziałek. Ale w niedzielę wpadają do nas ruskie i pytają się o karabin. Zaczęli rewizję robić i znaleźli. Wyciągnęli tatusia, ale ja wyskoczyłam za nim i rzuciłam się mu na szyję. Kazali mi odejść, odciągali, ale ja się jego mocno trzymałam. Chcieli go zastrzelić. Już zaczęli strzelać nad nami. W tym czasie jakiś ruski z czerwoną opaską z Andrzejowa przejeżdżał obok nas i ręczył za ojca, że to „haroszyj ciełowiek”. To ojca uratowało, zabrali karabin i poszli. Ale gdybym ja nie trzymała się ojca, to by tatusia zabili.

Po wytyckiej bitwie wojska sowieckie wycofały się za rzekę Bug, robiąc miejsce dla okupanta niemieckiego. Zaraz po tym władze niemieckie wprowadziły porządek, którego zasady wyznaczał sam okupant. Już w listopadzie 1939 roku hitlerowscy funkcjonariusze rozstrzelali miejscowego Tadeusza Kozioła. Na posterunku w Cycowie przez wiele dni przetrzymywani i bici byli Stanisław Kędzierski oraz Kożuszek. Jak nasz Stasiek wrócił to był cały obolały. Przewiązywali mu do pleców deskę i walili w nią drugą. Jak tylko wrócił, to z obawy o kolejne aresztowania wyjechał do ciotki wspomina siostra Urszula Wiczuk. Moich dwóch braci (tj. Stanisława i Wacława Ostaszów) tu trzymali i bili. Jeden siadał na nogi, drugi na głowę i tak bili33wspomina Janina Wałecka. Wielu mieszkańców, zwłaszcza ci, którzy na początku wojny stracili dach nad głową, schronienia szukało i znalazło u dziedziców Przybyszewskich oraz Karpińskich z Andrzejowa.

Pierwsze, wyposażone w połączenia telefoniczne posterunki policyjne umieszczono w budynku Emiliana Kędzierskiego (dzisiaj własność Wiczuków). W pierwszym urzędował niemiecki policjant Ferdynand Fruk z Michelsdorfu, ale zamknięto go, gdy wysiedlono miejscowych Niemców w poznańskie. W drugim posterunku służbę pełnili polscy policjanci, tzw. „granatowi”, od noszonego granatowego munduru. Ich komendantem był Grajek, a funkcjonariuszami Wolski, Kulik, Chałajdziak, Matusiak, Bożek, Józef Strug, późniejszy działacz winowski o pseudonimie „Ordon” i 2 Ukraińców z ukraińskiej policji pomocniczej. W połowie wojny posterunek przeniesiono do murowanego domu przy głównym skrzyżowaniu, który należał do Franciszka Kozłowskiego. Właściciela wysiedlono z kamienicy do drewnianego domu. Posterunki chętniej umieszczano w budynkach murowanych z obawy przed podpaleniami, których dokonywali partyzanci. Czasami do posterunku przyjeżdżali funkcjonariusze niemieccy, którzy mordowali przetrzymywanych więźniów i Żydów. Za posterunkiem zamordowali chociażby Feliksa Biernackiego z Wereszczyna. Zakopali go w kopcach kontyngentowych, ale następnego dnia rodzina jego odkopała i pochowali w Wereszczynie34wspomina Klementyna Kozłowska.

Oceny działalności polskich funkcjonariuszy wśród pamiętających tamte wydarzenia mieszkańców są mieszane. Niektórzy wspominają o egzekucjach, jakie wykonywali na rozkaz okupanta, chociażby morderstwo na rodzinie Kujawskich na Babsku, czy też egzekucje ocalałych Żydów, podczas obław organizowanych w okolicach Wereszczyna w latach 1942-1943. W takiej działalności wyróżniali się Matusiak i Józef Strug. Jednak byli też tacy, chociażby Chałajdziak z Kopiny, Kulik, Wolski i Grajek, którzy ostrzegali zaangażowanych w działalność partyzancką mieszkańców przed rewizjami, czy obławami. Gdy otrzymywali informacje o łapance, czy aresztowaniu, wówczas przechodzili przez wieś i kogo tylko spotkali, to mówili: „stado gęsi z Urszulina”. poza wieś wspomina Urszula Wiczuk. Podanie takiego hasła oznaczało, że trzeba jak najszybciej opuścić wieś tłumaczy ówczesna łączniczka Krystyna Frącek. Albo – choć padał deszcz – sugerowali, że ładna pogoda i wypadało by wyjechać. Natomiast Grajek zawsze wiedział, gdy jakiś Niemiec miał przyjechać na wizytację. Wtedy posyłał naszych chłopaków, by takiego nastraszyć. Trochę postrzelali i do Urszulina następnym razem bali się już przyjeżdżać. Raz opowiadali, że taki Niemiec, to pod łóżko na komisariacie się schował i siedział z granatem w jednej i z różańcem w drugiej ręce – uzupełnia Urszula Wiczuk. Wolski to uratował mojego brata Wacława (Ostasza). Jechali po niego Niemcy, a ten wysłał swoją żonę do brata. Ledwo co zdążyła go ostrzec. Gdy Niemcy dojechali, to on był już za stodołą opowiada Janina Wałecka. Chałajdziak i Grajek dostarczali broń dla dowództwa Armii Krajowej (AK), w tym dla ukrywającego się w Sękowie u rodziny Romana Panasiuka Komendanta Obwodu AK na Powiat Włodawski Józefa Milerta ps. „Sęp”. Chałajdziak, Bożek i komendant Grajka tworzyli siatkę wywiadowczą AK, składając – jako jedni z pierwszych w gminie – w 1942 roku w gospodarstwie Dutkiewiczów w Starym Załuczu. Wraz ze wspomnianymi „granatowymi” policjantami zaprzysiężony został Włodzimierz Omyliński. Wątpliwości do dnia dzisiejszego istnieją, co do przynależności do AK Józefa Struga. Ja Struga wtedy dobrze nie znałem, ale jak pytałem się o niego Henryka Kozłowskiego, to ten powiedział, że był funkcjonariuszem, wzorowo wywiązującym się z niemieckich rozkazów. Natomiast zaprzeczył, by należał do AK. Kozłowski był szefem placówki, to by o tym wiedział35 - opowiada Józef Kujawski.

Najbardziej pozytywnie zapamiętanym funkcjonariuszem był komendant Grajek. W trakcie pacyfikacji ludności żydowskiej w Wereszczynie uratował życie Miriam Zunszajn i umieścił ją w domu Marianny Kozłowskiej, w pobliżu którego znajdował się posterunek policji. Uratował także Esterę Zarobczyk z dzieckiem. Jednak ten sam komendant dokonał egzekucji złapanego w obławie wereszczyńskiego Żyda Ałty i jego syna. Po zabójstwie wójta Andrzeja Schwedowskiego Grajek został zatrzymany i osadzony na zamku w Lublinie, gdzie dokończył żywota.

Przez pierwszych kilka lat oficjalnie funkcjonowała szkoła polska, do której w 1940 roku uczęszczało 93 dzieci. Uczono w starym budynku szkolnym oraz w domu u Nowakowskiego (dziś Kaniewskich). Do szkoły chodziły jedynie dzieci polskiej i ukraińskiej narodowości. Dzieciom żydowskim zakazano uczęszczania, a dla dzieci niemieckich utworzono placówki w Dębowcu i Michelsdorfie. Uczyliśmy się w dwóch salach, trzy klasy w jednej i trzy w drugiej. Przez środek przebiegał korytarz. Dwa lata uczyliśmy się w szóstej klasie i zaliczano nam ten drugi roku jako siódmą, ale w technikum siódmej klasy mi nie uznano36powraca pamięcią Marian Kapała z Wiązowca. Funkcję kierownika powierzono Janowi Szydłowskiemu, ponieważ małżeństwo Kubiczków zostało aresztowane na początku wojny i do Urszulina już nie wrócili: Nagle do wsi najechało się Niemców, kazali nam wszystkim rozejść się i zabrali ich ze sobą na samochódwspomina po latach Jadwiga Misztalska. Oprócz Szydłowskiego w szkole uczyła jego żona Zofia, Janina Korniakówna, wikariusz z Wereszczyna ks. Władysław Filipek oraz Henryk Jarzyna.

Zabroniono nauki historii Polski, a z literatury wyrzucono utwory treści patriotycznej. Na początku wojny wszedł jeden z naszych Niemców, ze swastyką na ramieniu i kazał nam zdjąć godło opowiada Jan Szysz. Podstawową literaturą do nauki była publikacja „Ster”, choć pisana w języku polskim, to mająca na celu indoktrynację proniemiecką i faszystowską. Marian Kapała wspomina, że gdy jednego razu do szkoły przyjechał wizytator niemiecki i zobaczył u mnie w książce godło Polski, to wyrwał mi tą stronę, podarł i wrzucił do kosza.37 Brakowało sal lekcyjnych, wyposażenia, ale i szykany władz okupacyjnych utrudniały nauczanie. Co to za nauka była. Szydłowski z czasem Niemców się coraz bardziej bał. Gdy tylko Niemcy przyjeżdżali do Urszulina, to nam kazał cicho siedzieć, a sam przez okno uciekał – powraca pamięcią Franciszek Kamiński. Szkołę w Urszulinie zamknięto w 1942 roku, a w następnym roku aresztowano kierownika Jana Szydłowskiego. W areszcie Szydłowski przebywał przez rok, ale po wyjściu do Urszulina już nie wrócił.

Jeszcze przed zamknięciem szkoły w części pomieszczeń budynku znajdował się magazyn na kontyngentowe zboże. Wszyscy mieszkańcy Urszulina byli zobowiązani do jego pilnowania. Była taka duża pałka, którą przekazywano od domu do domu. Kto ją miał, to szedł na wartę, a jeżeli nie, to była kara38opowiada Klementyna Kozłowska. Nad porządkiem czuwał sołtys wsi, a funkcję tą w okresie pożogi wojennej pełnili kolejno Konstanty Jarząbek, Szczepan Jung, Aleksander Kozłowski i Jan Solarski. Kierownikiem poczty został Bolesław Żmuda ze Starego Załucza.

Wybuch wojny sprawił, iż bardzo pogorszyły się relacje między polskimi i niemieckimi mieszkańcami. Jak tylko wybuchła wojna i wkroczyli Niemcy to zaraz powstała grupka miejscowych i wszystkich obcych, co przejeżdżali przez wieś, rabowali. Był w Michelsdorfie Niemiec Edward Tiede, który przed wojną zajmował się budowaniem studni. Za okupacji chodził po Polakach, (np. u Andrzejewskich), u których przed wojną wykonywał robotę i wymuszał ponowną zapłatę wspomina Urszula Wiczuk. Emil, Fryderyk i Walder, synowie niemieckiego młynarza Samuela Krebsa, zostali po wybuchu wojny powołani do wojska. Ponoć jednego wzięli do niewoli, ale znaleźli przy nim nazwisko polskiego oficera, więc nic mu się nie stało – przypuszcza Bronisław Klepacki z Wereszczyna. Oprócz Fryderyka Pahla (zmarł w 1943 roku) byli jedynymi Niemcami, którzy w 1940 roku nie wyjechali z Urszulina. Samuel pracował podczas wojny w przedsiębiorstwie transportowym. Cała rodzina Krebsów pozostała w Urszulinie aż do końca okupacji niemieckiej. Oni dobre sąsiady byli, ale krew niemiecką mieli, o swoich tajnych spotkaniach nie mówili. Ja z jednym się kolegowałem, bracia z drugimi, mleko od nas brali. Po polsku z nami mówili, wtedy to by nie poznał, że to Niemcy – wspomina mieszkający po sąsiedzku Franciszek Kamiński. Braci Krebsów dobrze pamięta także inna sąsiadka – Rozalia Ostasz: Fryc to bardziej Polakiem się czuł. Był w SS, ale Polakom w partyzantce woził broń. Często nam śpiewał:

Jeszcze Polska nie zginęła i zginąć nie musi.

Jeszcze Niemiec Polakowi czyścić buty musi.”

Raz zabił świniaka, choć my nie chcieliśmy, by Niemcy się nie dowiedzieli. Ale on wyrwał kulczyk ze świniaka i nałożył małemu prosiakowi. Za kilka dni sołtys nam przyniósł zawiadomienie, że mamy tego świniaka odstawić na kontyngent. Gdy niemiecki urzędnik go zobaczył to zaczął się śmiać z ojca i kazał mu odejść, by odchować na dużego świniaka. Później nam załatwił z młyna Przybyszewskiego żarna i zbił nam śrutownik na kierat. Był taki dobry, że nawet po wojnie go używano. Jak Niemcy przyjeżdżali to wrzucaliśmy w kosz słomę i wyglądało to jak sieczkarnia, bo żarna nie można było mieć. Później tak dużo do nas ludzi przychodziło mleć, że tatuś oddał Lewandowskiemu. Po wkroczeniu wojsk sowieckich przeprowadzono nad braćmi Krebsami rozprawę sądową. Stanisław Szwaj z Michałowa wspomina, jak ja i Kostek Jarząbek zeznawaliśmy na jego procesie, pytali się nas, jaki on mundur nosił, jak się zachowywał. Złego słowa nie powiedziałem, Jarząbek jeszcze lepiej o nim powiedział. Chociażby, że zrobił mu żarna i Hitlera przeklinał. W procesie nie wykazano ich zbrodniczej działalności, dlatego też zostali uniewinnieni. Nienawiść do Niemców, byłego okupanta, nie pozwoliła na normalne życie, dlatego też dość szybko przeprowadzili się na ziemie zachodnie. Rodzina Fryderyka Pahla już przed wojną przyjęła wyznanie rzymskokatolickie i nawet po śmierci ojca dzieci na stałe pozostały w Polsce. Do opustoszałych niemieckich gospodarstw wprowadzili się tzw. Poznaniacy, chociażby rodzina Wiśniewskich i Panfilowie.

W krótkim czasie po wprowadzeniu okupacji niemieckiej rozwinęły się struktury „podziemia”. W pierwszej połowie 1940 roku powstała placówka Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), której komendantem został wspominany nauczyciel Henryk Jarzyna ps. „Szerszeń”. Tutejszy obwód obejmował swoim zasięgiem również Zabrodzie, Dębowiec i Kozubatę, a oddział liczył około 35 partyzantów. W 1942 roku ZWZ został przekształcony w Armię Krajową, włączając w swe szeregi członków innych organizacji podziemnych, zwłaszcza z Batalionów Chłopskich. Przed samym wkroczeniem Armii Czerwonej, latem 1944 roku, sformowany został w Urszulinie oddział Armii Ludowej, zwana grupą „Klarneta”. Pod koniec wojny aktywnie działał także proradziecki oddział partyzancki Roberta Satanowskiego „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Często młodzi mieszkańcy Urszulina spotykali się w tajemnicy „po domach”. Klementyna Kozłowska opowiada, jak wówczas kocami zasłaniali szyby, by światła nie było widać. I wtedy czyścili oraz składali broń. Ze starej, zniszczonej broni robili nową. Odrdzewiali, smarowali, lakierowali i dorabiali drewniane części. A my dziewczynki wartowałyśmy.39 Dziewczyny były często łączniczkami, jak Krystyna Kozieradzka ps. „Marysia”, która dostarczała informacje od urszulińskich „granatowych” policjantów dla powiatowego komendanta AK Józefa Milerta ps. „Sęp”. Często przesyłki pozostawiano w umówionych miejscach, jak piaskowania znajdująca się przy zabudowaniach Szadkowskich. Komendantami placówki AK w Urszulinie byli Stanisław Kozieradzki, Wacław Kozłowski, a po jego śmierci brat Henryk Kozłowski. Poza wspomnianymi osobami do struktur organizacji należeli Hieronim Jarząbek ps. „Olszyna”, Jerzy Grabowski ps. „Topola”, Eugenia Grabowska ps. „Nadzieja”, Jadwiga, Henryk i Eugeniusz Lewandowscy, Edmund Szadkowski ps. „Jawor”, Edward Szadkowski, Urszula Kędzierska, Stanisław Szczygielski ps. „Szczygieł”, Stanisław Syroka ps. „Brzoza”, Rozalia Ostasz ps. „Kaśka”, Jan Kozłowski, Wacław i Mieczysław Ostaszowie oraz Henryk Jarzyna. W 1944 roku Henryk Jarzyna został adiutantem Romualda Kompfa ps. „Rokicz” – Dowódcy III-ego Batalionu partyzanckiego 7 Pułku Piechoty Legionów AK.

W dniu 21 września 1943 roku miejscowi partyzanci AK przeprowadzili akcję odbicia swojego towarzysza Zygmunta Antoniuka, którego kilka dni wcześniej w Zastawiu na rozkaz gestapo aresztowali funkcjonariusze „granatowej” policji. Został osadzony w miejscowym areszcie, po czym zjawił się partyzancki pluton, który zaatakował i rozbił owy posterunek, zabierając ze sobą Antoniuka oraz uwalniając sześciu innych więźniów. Odbicie Antoniuka było najprawdopodobniej umówione z funkcjonariuszami „granatowej” policji, gdyż podczas tej akcji nikt nie zginął i nikt nie został ranny. Uczestnik odbicia Henryk Kozłowski wspominał po latach, jak wszyscy partyzanci i policjanci pozorowali walkę, strzelając w powietrze. Natomiast następnego dnia jeden z funkcjonariuszy policji oddał w ręce Kozłowskiego magazynek broni, zgubiony przez jednego z partyzantów.

W odwecie za działalność podziemną władze okupacyjne dokonywały aresztowań, umieszczając zatrzymanych na Majdanku. Taki los spotkał w 1943 roku chociażby Eugeniusza Lewandowskiego i Jerzego Grabowskiego, oskarżonych o działalność w „podziemiu”. Lewandowskiego, Grabowskiego, nauczycieli Szydłowskich, Ofiarskiego i jeszcze kilku trzymali Niemcy na łące przed Aleksandrówką. Byli dookoła otoczeni. Mama wysłała mnie, bym Szydłowskim zaniosła trochę śmietany, dzieckiem byłam, więc mi Niemcy pozwolili do nich podejść. Później zabrali ich na Majdanek, ale kilku na stacji w Trawnikach wypuścili wspomina Klementyna Kozłowska. O życiu obozowym opowiedział Eugeniusz Lewandowski: Było bardzo ciasno. Spaliśmy na deskach i jak jeden chciał się przewrócić na drugi bok, to musieli wszyscy razem. Do jedzenia, to małą kromkę chleba się dostawało.40 W chełmskim więzieniu dwukrotnie przebywał Stanisław Ostasz. Później musiał się ukrywać, bo poszukiwano go listem gończym41opowiada jego siostra Janina Wałecka. Wielu wywieziono na roboty publiczne do III Rzeszy. Ginęły także przypadkowe osoby, o jednym zabójstwie opowiada Klementyna Kozłowska: Jak ktoś przed Niemcami uciekał, to do takiej osoby strzelali. Gdzie dziś bloki, to rosło zboże Milka Kędzierskiego, a dalej pastwisko. Każdy przez te zboże skracał drogę do Wereszczyna i tam Niemcy zastrzelili młodego pastucha. Taki ładny, czarny był.

Lata okupacji obfitowały nie tylko w aresztowania przez władze niemieckie, ale również w liczne grabieże, dokonywane przez miejscowych partyzantów, czy podszywających się pod nich pospolitych złodziei. Eugeniusz Lewandowski wspominał, że co drugą noc przychodzili (Henryk Kozłowski) i kazali, żeby ich wozić lub woza z końmi oddać. Ale zawsze po kilku dniach odstawiali. Najczęściej do Wereszczyna jeździli po jajka i inne produkty. Raz w koło Hańska zabrali byka, a gospodarzowi oddali tylko ćwiartkę42 Około trzydziestoosobowy oddział zrabował w dniu 25 lutego 1944 roku majątek Józefa Przybyszewskiego. Skradziono wówczas 2 parokonne podwody, 6 świń, bieliznę, odzież i 960 złotych gotówki.

Represje okupanta i grabieże to nie jedyne bolączki ówczesnych mieszkańców. Ograniczenia posiadanego inwentarzu, przymusowe kontyngenty, podatki i brak dostępu do wielu urządzeń rolniczych powodował brak żywności, a w konsekwencji liczne choroby, a nawet epidemie (np. tyfusu). We wrześniu 1944 roku ofiarą epidemii została 3 malutkich dzieci w domu Kosackich. Za niewielkie przewinienia okupant rekwirował inwentarz żywy. Jak nam konia zabrali, to musiałam do Milka Kędzierskiego chodzić do kopania ziemniaków, by w zamian pożyczył konia. We wsi prawie nikt konia wtedy nie posiadał. A my wcześniej taką fajną kasztankę mieliśmy wspomina Klementyna Kozłowska. Podobnie trudy codziennego życia podczas okupacji zapamiętała Rozalia Ostasz: Nie było tłumaczenia, że nie ma co jeść, zabierali wszystko. Dobrze, że mieszkaliśmy na uboczu. Bo ojciec za wsią zrobił kopiec w dołku, że nie było jego widać i przynajmniej kartofle mieliśmy.



    1. Majowa zagłada – 1942

Po wkroczeniu wojska niemieckiego w październiku 1939 roku na ludność żydowską nakładano stopniowo ograniczenia w zakresie ich swobody poruszania się i zarobkowania. Najpierw nałożono obowiązek noszenia na ramieniu opaski z gwiazdą Dawida. Następnie w lipcu 1941 roku wydano w Powiecie Chełmskim zarządzenie, zabraniające Żydom używania publicznych środków przewozowych w miejscowym ruchu.

Po dokonaniu w dniu 26 maja 1942 roku masowej eksterminacji Żydów w Andrzejowie, Zastawiu i Wereszczynie żołnierze niemieccy, wraz z zatrzymanymi Polakami i Ukraińcami, przybyli do Urszulina. W stodole u Emiliana Kędzierskiego zamknięto wszystkich zatrzymanych, by przygotować transport do obozu na Majdanek. Podejrzanych o związki z podziemiem Ukraińców i Polaków dowożono z okolicznych miejscowości, wśród nich był Jan Kędzierski z Andrzejowa. Za synem podążyła matka z córką, które udały się do swojego rodzonego brata Emiliana. Świadek tamtego wydarzenia Kazimiera Radomska wspomina: Tam Niemcy zrobili swój sztab. Całą akcją kierował inspektor Blum z folwarku na Łysosze, a wśród Niemców był volksdeutsch z Poznańskiego o nazwisku Peryszkiewicz. Gdy przybyliśmy z matką do swojego stryja, wówczas poprosiliśmy go o pomoc. Stryjenka zawołała Peryszkiewicza, błagając by wypuścili Janka. Dawała mu pieniądze, ale ich nie przyjął, choć poszedł porozmawiać z inspektorem Blumem. W tym czasie matka ze stryjenką złapały indyka, szybko go oskubały i ugotowały. Dały dla Bluma indyka, a ten się zgodził na wypuszczenie Janka. Gdy wszyscy wychodzili ze stodoły na ciężarówki, wówczas Blum kazał Jankowi wystąpić z szeregu i stać dopóki cały konwój nie odjedzie. Miał się nikomu nie pokazywać przez kilka dni. Z miejscowych zatrzymano wówczas Mieczysława Ostasza. Jego i niektórych wypuszczono po kilku dniach pobytu w cycowskim areszcie, pozostałych wywieziono na Majdanek.

Po upływie 2 dni od eksterminacji ludności żydowskiej w Andrzejowie, Zastawiu i Wereszczynie taki sam los spotkał Żydów w Urszulinie. Nie ma możliwości ustalenia dokładnej liczby ofiar, według dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej zamordowano 12 Żydów, zdaniem świadków zginąć mogło nawet 30. Wśród nich było rodzeństwo Gałmanów z Wereszczyna, 2 braci i siostrę. Dokonany przez funkcjonariuszy niemieckich i ukraińskiej policji pomocniczej mord miał miejsce za stodołą Chuny Zarobczyka – w obecnym gospodarstwie Jurków przy ulicy Kwiatowej. Naocznym świadkiem zbrodni był kilkunastoletni Jan Szysz z Sumina: Przed szkołę spędzili wszystkich Żydów z Urszulina, chyba 5 rodzin było, ale Icka z naszej klasy nie widziałem, może gdzieś uciekł. Dzieci ustawili osobno, a dorośli kopali dół dla siebie. Wtedy do szkoły wszedł Niemiec, sprawdzić czy są wśród nas osoby o semickich rysach. Następnie wyprowadzili nauczycielkę Korniakówną, a nas zamknęli i zabronili wyglądać przez okno. Ale my jak to dzieci, ciekawi szybko rzuciliśmy się do okna. Ten dół był tuż przy szkole. Podchodził do niego Żyd, a Niemiec strzelał mu w tył głowy. Później chyba wymordowali dzieci, ale tego już nie widziałem. Po tym wszystkim pozwolili nam wyjść i kazali nam iść prosto do domów. Żołnierze niemieccy nakazali sołtysowi Janowi Solarskiemu zebranie kilku mieszkańców celem zakopania dołu z zamordowanymi. Wykopali dół w szopie tego Mocia, który tutaj mieszkał. I wszystkich tam zakopali opowiada Rozalia Ostasz. Polscy sąsiedzi byli świadkami w tym dniu także kilku pojedynczych mordów. Franciszek Kamiński wspomina, jak wyglądałem wtedy przez okno i widziałem Niemca, który przed sobą prowadził Żydówkę. Koło Sironiów był dół i tam ją zastrzelił. Przyprowadził kogoś ze wsi i kazał mu ją zakopać. Natomiast Klementyna Kozłowska opowiada, jak w kopcach kartofli za Kozłowskim mój ojciec, bo był sołtysem, musiał zakopać kobietę z dzieckiem. Niektórych Polaków (np. Wacław Kryger) zabrano tego dnia na posterunek w Cycowie.

Z Żydów urszulińskich egzekucji uniknęli córka Szaji Tanenbaum i Szyja Zarobczyk, którzy zaraz po tym wydarzeniu uciekli w głąb kraju. Szaja Tanenbaum zginął w 1942 roku w obozie w Majdanku, podobnie jak Jeszua Zarobczyk, tyle że on zmarł rok wcześniej. Dwóch innych ocalałych mężczyzn z rodziny Kałmanów esesmani zamordowali w późniejszym czasie, a zakopano ich za stodołą gospodarstwa Grabowskich. Do kopania grobu esesmani wyznaczyli Józefa Kędzierskiego.

Z pogromu majowego z 1942 roku uratowały się ponadto 2 matki z dziećmi. Pierwsza – Dworka Zarobczyk, zwana po mężu Chunichą, w dniu pacyfikacji przy pomocy policjanta Grajka przekazała córkę rodzinie Kozieradzkich, którzy przechowywali ją w domu przez kilka dni. Sama zaś schowała się w poletku z żytem, znajdującym się koło gospodarstwa Emiliana Kędzierskiego. Przyleciała do nas do domu (tj. do Emiliana Kedzierskiego) z tobołkiem łachów rozmaitych, szmyrgnęła pod drzwi i zwróciła się do Milka: „Panie Kędzierski, niech to leży!” Po czym poleciała w żyto. Gdy Niemcy opuścili wieś wróciła i tobołek zabrała relacjonuje Urszula Wiczuk. Dziecko Chunichy przebywało u Kozieradzkich przez kilka dni. Chunicha przychodziła do nas nocami po jedzenie. Słyszałam, że potem była w partyzantce, a z nią Josek, syn Szaji wspomina Halina Frącek. Los drugiej matki nie jest znany.

Mieszkańcy pamiętają o 2 egzekucjach za posterunkiem policji, znajdującym się w budynku Kozłowskich. Jesienią 1943 roku żandarmi z posterunku w Cycowie zastrzelili Cyrlę z Wereszczyna i jej dziecko. Świadkiem zbrodni był przesiedlony z Poznańskiego mieszkaniec Łowiszowa – Jerzy Rybarczyk: Z moim bratem ciotecznym Tadeuszem Wesołowskim byłem wtedy na Poczcie w Urszulinie. Było wtedy przedpołudnie. Widziałem przez okno, że do jednej z zagród gospodarskich podjechał samochód ciężarowy, z którego wysiadło ok. 20-stu żandarmów. Udali się na podwórze jakiegoś zabudowania i stamtąd wyprowadzili jakąś kobietę z dzieckiem na ręku. Dziecko to było owinięte w chustę. (…) Żandarmi ci prowadzili tą kobietę przez duże podwórko w kierunku znajdującej się tam stodoły. Za kobietą szło kilku żandarmów. Kiedy kobieta ta znalazła się w bezpośredniej odl. od stodoły ok. 8-10 metrów, wówczas jeden z żandarmów strzelił do niej w tył głowy z pistoletu. (…) Zaraz po strzale upadła na twarz. Trzymała cały czas dziecko. (…) Żandarm strzelał jeszcze do kobiety, kiedy ta leżała na ziemi. Po tej egzekucji Niemcy odjechali. (…) Słyszałem, że kobieta ta na miejscu zastrzelenia została pochowana.43 W tym samym miejscu i w ten sam sposób zastrzelono również inną Żydówkę z Wereszczyna i jej 3 córki.

Dla ukrywających się Żydów największe znaczenie miała nauka pacierza, gdyż jego nieznajomość była najczęstszym sposobem rozpoznawania przez Niemców dzieci żydowskich. Po kilku dniach „granatowy” funkcjonariusz Bożek pomógł przenieść dziecko do mieszkających w Kozubacie Fuschmanów, u których schroniła się matka dziewczynki. Dziecko przenosiłam w koszu z kartoflami. Gdy szliśmy natknęliśmy się na niemiecką wartę. Aby nie zwrócić ich uwagi Bożyk objął mnie i udawaliśmy parę zakochanych wspomina Krystyna Frącek.

W dniu pacyfikacji Wereszczyna do Urszulina przybyła Miriam Zunszajn, którą przyjął wspomniany policjant Grajek. Ten małą Żydówkę ukrył w domu Kozłowskich. Syn Marianny, Henryk, pojawienie się w domu Miriam zapamiętał następująco: Nic nie miała. Tylko sukieneczkę białą z czerwonymi klinami. Gołą główkę. Ciemna blondynka. I więcej nic. Marianna przyjęła dziewczynkę pod swój dach i nadała własne imię i nazwisko – Maria Kozłowska. Odtąd jej syn Henryk miał za zadanie nauczyć Miriam/Marię polskiego języka i zasad religii katolickiej. Sąsiadom powiedziano, że jest to córka krewnych, która przyjechała do Urszulina, żeby pomóc w gospodarstwie. Mieszkałam obok, miałam kilkanaście lat i nic nie wiedziałam. Dopiero po wojnie mi powiedzieli. Tak ją ukrywali opowiada Urszula Wiczuk. O jej pobycie w swoim domu Henryk opowiadał: Z mamą spała, jadła, rozmawiała. Mama mówiła mi później, że Miriam bardzo się martwiła, chciała przeżyć, chciała przeżyć dlatego, żeby jej ród nie zaginął. Taka mała dziewuszka, a jak poważnie myślała. Chciała przeżyć, żeby jej naród nie zaginął. Mała, ośmioletnia dziewuszka. Ładne to było.

Po 3 miesiącach Miriam poprosiła Kozłowską, żeby sprawdzić, czy we wsi zostali jeszcze jacyś Żydzi, chciała do nich dołączyć. Henryk odwiózł ją więc do kobiety, która prowadziła gospodę w Urszulinie i pracowała dla podziemnej organizacji. Zgodziła się przenocować Miriam tylko przez 1 noc i poleciła poszukać kryjówki w innym miejscu. Po wędrówce od wsi do wsi dotarła najpierw do mieszkającego w Grabniaku lekarza Mikołaja Żukowskiego, a następnie do polsko-żydowskiej rodziny Urbanów w Starym Załuczu, z którą przeprowadzili się na koniec Kolonii Garbatówka. Irena Urban aż do końca wojny ukrywała ją w piwnicy swojego domu. W 2008 roku Henryk Kozłowski odebrał w imieniu swojej matki Marianny medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Miriam nie było na uroczystości, ale przysłała list, w którym napisała: W każdym piekle jest kilka aniołów, którzy są gotowi poświęcić swoje życie, aby ocalić duszę ludzką, gdy grozi mu najgorsze. Marianna Kozłowska i jej syn Henryk byli między tymi aniołami. Po akcji w Urszulinie, gdy komendant policji polskiej pan Grajek – mój pierwszy anioł – przyprowadził mnie do Marianny i prosił, aby mnie utrzymała, ona mogła oddać mnie Niemcom i nawet dostać nagrodę za to. Marianna otworzyła mi natomiast swój dom i serce, mimo że wiedziała, że grozi jej i synowi śmierć, jak Niemcy się dowiedzą, że jestem Żydówką. Marianna dała mi nowe imię, swoje nazwisko, nauczyła chrześcijańskich modlitw, które miałam mówić głośno, aby Niemcy, którzy mieszkali u niej, wierzyli, że jestem Polką. Gdy po raz pierwszy modliłam się przed ołtarzem Matki Boskiej „Ojcze nasz”, myślałam, że żydowski Ojciec, który jest w niebie, nie przebaczy mi tego grzechu. Jestem z bardzo pobożnej rodziny. Gdy nic mi się nie stało, zrozumiałam mając dziewięć lat, że jeśli istnieje Ojciec w niebie, jest on Ojcem wszystkich ludzi na świecie, wszystkich ras i narodów. Marianna była pobożną kobietą, dla niej byłam dzieckiem Boga, które trzeba ratować, nie zależało jej na moim pochodzeniu. Ludzi jak Marianna było mało w czasie okupacji. Marianna była dla mnie wielkim światłem w ciemności żydowskiego cierpienia. Jestem bardzo wdzięczna Mariannie i jej synowi Henrykowi Kozłowskiemu za ich część w mojej walce o życie. Bardzo mnie cieszy, że Henryk dostaje ten medal w imię jego matki, jemu groziła śmierć jak nam wszystkim w czasie mojego pobytu u nich. Dzięki rodzinie Kozłowskich i kilku innych dobrych ludzi jestem dziś babcią ośmiu wnuków, żyję w moim kraju. Modlitwa matki mojej się spełniła – został potomek z rodziny Zunszajn, który opowiada, gdzie tylko może, o ich istnieniu. Jestem jedynym świadkiem wereszczyńskich Żydów. Postawiłam tam pomnik na ich pamięć i będę bardzo wdzięczna ludziom z okolicy, którzy pomogą mi pilnować go. Dziękuję z góry Miriam Raz Zunszajn i kiedyś Marysia Kozłowska.

Jeszcze na początku zimy krawiec Herszek z synem chowali się w jednym z niezebranych stogów siana, znajdującym się pomiędzy Urszulinem, a Andrzejowem. Przez kilka dni żywność donosiła im Lewandowska z Urszulina, u której przed wojną wynajmował kwaterę. Wtedy nie patrzyli, czy coś jest koszerne, czy nie. Jedli wszystko, co dostali opowiada Rozalia Ostasz. Z racji pozostawianych śladów, mogących zdradzić miejsce ukrycia, Lewandowscy poprosili o opuszczenie stogu. Słyszałam, że zostali zabici gdzieś w Lesie Różanieckim dodaje Rozalia Ostasz. Wcześniej u tych samych Lewandowskich ukrywała się na strychu obory kobieta z dzieckiem. Ja wtedy u nich mieszkałam i nikt o tym początkowo nie wiedział. Dziwili się wszyscy, dlaczego krowa każdego ranka nie chciała dawać mleka. Okazało się, że ta Żydówka codziennie przed świtem doiła tą krowę w kubek półlitrowy i na tym tylko mleku żyli przez kilka dni. Jak ich odkryliśmy to Lewandowska poprosiła, by się schowali gdzieś indziej, przecież wszystkich za to by zamordowano. Później chowała się w stogu siana, ale chyba ktoś ich znalazł, bo zabili ich w Urszulinie wspomina Rozalia Ostasz.

Sześcioro urszulińskich Żydów ukryło się na Babsku – dwoje u Kujawskich i czworo u Chomów. Byli z tydzień, może dwa, ale jak się dowiedzieli, że we włodawskim getcie Żydzi żyją spokojnie, nie muszą się ukrywać, to nas poprosili, żeby uch odwieźć. Odwiozłem ich ja z Jankiem Chomą. Wieźliśmy ich nocą, ale w Wytycznie szli Niemcy pijani z dziewczynami. Zatrzymali nas. Spytali się nas, kogo wieziemy. Jak Choma odpowiedział, że chorych na tyfus, to bez sprawdzania szybko nas puścili44wspomina Józef Kujawski.

Przypadków egzekucji Żydów było więcej. Na jednym urszulińskim podwórku funkcjonariusz niemiecki zastrzelił wydaną przez Ukraińca z Wytyczna Żydówkę z małym dzieckiem. Żydów wydawali także Polacy, w tym członkowie podziemia, co potwierdza miejscowy komendant AK Henryk Kozłowski, opowiadając o losach kilkunastoletniego chłopca o imieniu Gidala: On zaczął szukać miejsca, żeby się gdzieś zaczepić. Chłopcy grali w karty, oczywiście przy lampie, bo nie było światła jeszcze wówczas, światło otrzymaliśmy tutaj daleko po drugiej wojnie światowej. I coś mignęło im przed oknem. Pijani nie byli, wyskoczyli, złapali. A to był obywatel polski narodowości żydowskiej z Urszulina. Gidala miał na imię. Już prawie dorosły chłopak. Znałem, bo to sąsiedzi moi byli. Na drugi dzień spojrzałem - pod posterunkiem chłopaki z AK. Znałem ich. Podchodzę, pytam, co tu robicie? A, powiadają mi, że złapali Gidalę i przyprowadzili go na posterunek policji granatowej. Ta policja odwiozła go do Cycowa i oddała żandarmerii. Po przesłuchaniu wyprowadzili go na plac, gdzie kopcowano ziemniaki na jesieni, i tam zamordowali. Ja to wszystko znałem, widziałem, przeżywałem. Jeden z tej trójki Polaków niedługo później został zamordowany.

Z czasem, gdy miejscowa i okoliczna ludność z obawy o swoje życie nie chciała ukrywać Żydów w swoich gospodarstwach, zaczęli ukryli się w murowanej oborze w majątku Przybyszewskiego. Znajdowała się na uboczu, więc mało kto wiedział o nich. O ich ukrywaniu Niemcy dowiedzieli się przypadkowo. Podczas gdy pięciu Niemców prowadziło przez Wiązowiec konwój zatrzymanych na roboty do III Rzeszy, to u nas się zatrzymali, by zabrać kilka dziewczyn. Wtedy zabrali moją siostrę, Wygierównę, ale też córkę Ukraińca Pokranta. Na to on zaczął krzyczeć do Niemców: Judy jest! Poprowadził tych Niemców do obory Przybyszewskiego, a tam zastano kilkudziesięciu Żydów, chyba 47. Wszystkich wyprowadzono i rozstrzelano, a później zakopano. W tym czasie ci z łapanki pouciekali. Następnego dnia ludzie załadowali ciała na furę i zakopali ich w głębokim dole pod lasem. Po wojnie zaczęli tam kopać szambo, ale jak zobaczyli ciała, to je zakopali45wspomina naoczny świadek, kilkunastoletni wówczas Marian Kapała z Wiązowca. Ciała pomordowanych nie zostały ekshumowane do dnia dzisiejszego.



    1. Mord ludności polskiej – 1944

Rok 1944 był najtragiczniejszy dla mieszkańców wioski. W kwietniu tegoż roku doszło do pacyfikacji budynków urzędniczych. Po spaleniu budynku gminy w Woli Wereszczyńskiej wójt urzędował w Urszulinie. Określany był burmistrzem,
a funkcję tą pełnił uznający się za volksdeutscha i pochodzący z Wielkopolski Andrzej Schwedowski (Szwedowski). Był niezwykle surowy dla chłopów ukraińskich.
Jednego z nich, sołtysa z Zienek, publicznie wychłostał za używanie przy nim języka ukraińskiego wspomina Urszula Wiczuk. Jego zachowanie doprowadziło do dokonania pacyfikacji budynków publicznych w Urszulinie

Wydarzenie miało miejsce w dniu 3 marca 1944 roku. Z okolic Zienek i Górek zjechali konno partyzanci z oddziału Borysa Kołosenki Brygady im. Wandy Wasilewskiej (około 20 osób). Jedna grupa przyjechała od strony Grobelek (Michałów), druga przez Wiązowiec. Gdy dojechali do drogi Lublin-Włodawa, to pozrzynali słupy telefoniczne wspomina Stanisław Szwaj z Michałowa. W Urszulinie zaczęli podpalać budynki, w tym murowany budynek Franciszka Kozłowskiego, w którym znajdował się posterunek policji. Posterunku broniło 6 policjantów, lecz w wyniku ostrzału i zapalenia się stojących w pobliżu 2 stert słomy poddali się. Pamiętam, jak na skrzyżowaniu leżeli w samych kalesonach, bo mundury im zabrali46powraca pamięcią Marian Kapała z Wiązowca. Ukraińcy oprócz mundurów zabrali karabiny, amunicje i ekwipunek. Następnie otoczyli budynek gminy, w którym znajdował się również urząd pocztowy oraz sklep (budynek był własnością Emiliana Kędzierskiego). W nim trwała w tym czasie sesja gminy. Samo sesja była. Gdy Schwedowski zobaczył palący się posterunek policji, to uciekł przez okno w kierunku Andrzejowa. Tam wbiegł na strych domu Gąsiorowskich (na dzisiejszej ulicy Kwiatowej). Zanim Ukraińcy jego dolecieli, on już leżał nieżywy, popełnił samobójstwo. Jego zwłoki umieścili w szkole47relacjonuje Klementyna Kozłowska. Alfred Jung z Andrzejowa dodaje: Głowę miał rozwaloną, że mózg wypłynął. Zdjęli mu też buty, oficerki takie ładne miał. Jak się na niego napatrzyłem, to z miesiąc spać nie mogłem, tak się bałem. Z budynku gminy wyniesiono wszelkie dokumenty, które na placu przed budynkiem spalono. Następnie podpalono budynki urzędu gminy i poczty oraz sterty kontyngentowego siana i słomy. Była tego dnia wietrzna pogoda, dlatego też tylko dzięki ofiarności mieszkańców udało się zapobiec spaleniu miejscowości. Ja i siostry nosiliśmy wiadrami wodę, by ogień się nie rozszedł opowiada Urszula Wiczuk. Po tym wydarzeniu siedziba poczty została przeniesiona do domu mieszkalnego Emiliana Kędzierskiego.

W trakcie akcji Ukraińców nikt z mieszkańców nie zginął, kolejna tragedia, już ze skutkami śmiertelnymi, nastąpiła miesiąc później. W tej malutkiej jeszcze miejscowości z rąk okupantów niemieckich i służących w wojsku niemieckim Ukraińców zginęło kilkadziesiąt osób narodowości polskiej. Nie była to zaplanowana akcja pacyfikacyjna hitlerowców, lecz wynikła z przypadku, a przede wszystkim z agresywnej reakcji żołnierzy okupacyjnych.

Pacyfikacja ludności Urszulina, a także częściowo Zabrodzia, miała miejsce dnia 25 kwietnia 1944 roku. W okresie tym okolice Urszulina faktycznie nie były kontrolowane przez okupanta, czego dowodem jest opisana akcja partyzantki ukraińskiej. Kilka miesięcy wcześniej, w dniu 3 stycznia, oddziały Batalionów Chłopskich zniszczyły natomiast linię telefoniczną, łączącą Urszulin z Cycowem. Zaś w dniu 20 kwietnia partyzanci z prosowieckiego oddziału im. Józefa Stalina, stacjonującego w Woli Wereszczyńskiej, zatrzymali pod Urszulinem i uprowadzili samochód pocztowy. Był to teren zabagniony, a zimą i wczesną wiosną nieprzejezdny, co sprzyjało działalności partyzanckiej. Spalony został również most na Włodawce w Michelsdorfie, co jeszcze bardziej utrudniało komunikację na tym terenie. Wobec takich warunków wojska okupacyjne „zapuszczały się” tutaj jedynie w większych kolumnach.

Powód, dla jakiego Niemcy wysłali do Urszulina swoje wojska, był związany z rabunkiem ukraińskiego posłańca. Na Łysosze (Andrzejów) w dawnym majątku Witolda Borettiego przebywał inspektor rolny Niemiec Selinghera (Blum). Po pewnym czasie został przeniesiony do majątku Zamojskich w Adampolu. Załatwiając zaległe sprawy wysłał posłańca ukraińskiego na koniu do Karpińskich w Nowym Andrzejowie. Miał na głowie skórzaną czapę, taką co Ukraińcy nosili, i jak nasi go zobaczyli, to zaraz ruszyli go obrabować48opowiada Klementyna Kozłowska. Franciszek Kamiński uzupełnia: W Urszulinie zaraz zaczęli rozpowiadać, że jedzie ktoś zabić Karpińską. Kilku ruszyło wtedy do byłego granatowego policjanta Kulika, który chował się w zabudowaniach u Przybyszewskich, a ten pijany zaczął posłańca gonić. Za nim pobiegło kilku z Urszulina, w tym Henryk Kozłowski. Na moście przy dworze zaczął strzelać, wylegitymowali go i zabrali konia, ale jego puścili. Ten chował się pod wierzbą w parku Karpińskiej i widział, jak tego konia prowadzili do Jarząbków. Klementyna Kozłowska dodaje: Posłaniec poszedł do Karpińskiej, dał list i opowiedział całą historię. Ona poszła do Jarząbka, kazała oddać konia i tak zrobili. Ale, gdy posłaniec wrócił do Adampola, opowiedział wszystko Blumowi.49 Jako że Selingher (Blum) był urzędnikiem niemieckim informacja o tym incydencie szybko trafiła do odpowiednich wojskowych władz niemieckich. Dlatego też wysłane wojsko miało na celu jedynie spalenie zabudowań i najprawdopodobniej zlikwidowanie Jarząbka. Spotkała nas tragedia, choć ci z koniem nawet na nasze podwórko nie weszli. Przechodzili obok nas i to wystarczyło powraca pamięcią Rozalia Ostasz.

Do Urszulina wysłano z Włodawy 2 ciężarowe samochody żołnierzy, celem zlikwidowania „bandy” i spalenia zabudowań Jarząbka. W Urszulinie natrafiono na ludzi wybierających kartofle z kopców kontyngentowych. Około 20 kopców ziemniaków, po 50 m. długości każdy, znajdowały się od strony Miechelsdorfu (między kanałem, a dzisiejszą ulicą Kwiatową). Z Zienek i Górek Ukraińcy wywozili dziennie nawet kilka furmanek. Przyjeżdżali głównie w nocy. A rano nasi kończyli, skoro Niemcy nie reagowali powraca pamięcią Urszula Wiczuk. Najczęściej przy kopcach można było spotkać przesiedlonych Poznaniaków, gdyż ich sytuacja materialna była najgorsza (w wyniku przesiedleń mało kto miał własne płody rolne), a także członków okolicznej partyzantki, którzy sprzedawali ziemniaki i za zarobione pieniądze kupowali broń. Wtedy też z ojcem wybierałem. Nagle zaczął wyć nasz pies. Ja powiedziałem ojcu, żeby jechać, ale on jeszcze nic chciał, bo wóz nie był pełny. Ale kobyła się zerwała, więc pojechałem, to i ojciec za nami poszedł. Tata do budynków nie doszedł, a już Niemcy byli50opowiadał Eugeniusz Lewandowski.

Do tragedii doprowadziła paniczna reakcja wybierających kartofle mieszkańców. Jak ci zobaczyli, że jadą Niemcy, to zaczęli uciekać, a oni zaczęli do nich strzelać powraca pamięcią Urszula Wiczuk. Pierwszą ofiarą został Kosacki. Urszula Wiczuk wspomina, że jego, to już przed domem zabili. Patrzył się, jak Niemcy jechali i wtedy zastrzelili. Podobnie Andrzejewski. Gdy usłyszał strzały, to wybiegł z domu i zaczął uciekać w pole i wtedy go zabili. Część osób zginęło na miejscu, jednak żołnierze podążyli również za tymi, którym udało się w pierwszych minutach uciec. Ludzie, w tym młodzież i dzieci, chowali się w budynkach, zakrzaczeniach i rowach. W rowie ukryło się siedmioro. Skulili się i czekali, aż wojsko odjedzie. Wtedy doszedł Ukrainiec i strzelał do każdego z bliska. Jak doszliśmy na miejsce, to Lucia była postrzelona w głowę przez zakrywające ręce. Mój brat miał kulę w oku i w plecach. Zabili tam też Krazuzę i Środka z Nowego Załuczaopisuje wydarzenia Klementyna Kozłowska i dodaje: Następnego dnia, już wczesnym rankiem, udaliśmy się z całą rodziną i z nieżywym bratem na cmentarz do Wereszczyna. Tam ludzie mówili, że cały Urszulin zostanie spalony.51 Wielu zostało rannych. Ja uciekałam z koleżanką Helą Tacikówną, z Poznańskiego tutaj przyjechała, i Natalką Andrzejewską. Troszkę biegliśmy i upadaliśmy. I tak na zmianę. Ale zaraz zobaczyłam, że Hela krwawi, nawet nie było słuchać jak dostała. Zawieźli ją na Załucze do Rempałów. My ukryliśmy się z Natalką. Jak wróciliśmy, to Natalka dowiedziała się, że jej ojca zabili – opowiada Janina Wałecka. Niektórzy schronili się w zabudowaniach Emiliana Kędzierskiego. Urszula Wiczuk wspomina, że gdy przyjechali Niemcy, to ja z siostrą rozrzucałyśmy na polu gnój. Strzelali do nas, ale nie uciekaliśmy, bo by wtedy na pewno nas zabili. Gdy zobaczyli, że w rękach mamy tylko widły, to pozwoli pójść do domu. Jak zaszliśmy do Milka, to u niego było już z 20 osób. Uciekła też rodzina Lewandowskich: Moja mam ukryła się u Karpińskich, a ja z bratem schowaliśmy się w lasku pod Zastawiem.52 Za uciekającymi mieszkańcami Ukraińcy i Niemcy dotarli do Zabrodzia. Kowalski pobiegł z łopatą na wieś, by powiedzieć, co się dzieje w Urszulinie. Niemcy myśleli, że w rękach trzyma broń, więc zaczęli strzelać. Wielu z Zabrodzia zabrali53opowiada Klementyna Kozłowska.

Tego dnia w Urszulinie i w sąsiednich miejscowościach zginęło 23 mieszkańców, a według Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce Instytutu Pamięci Narodowej 33 osoby (spośród rodowitych mieszkańców Urszulina zginęli: Władysław Grabowski, policjant Stanisław Andrzejewski, Lucyna Kozłowska, Hieronim Jung). O śmierci Władysława Grabowskiego opowiada Rozalia Ostasz: Uciekał z synem Józkiem, ale postrzelili jego w piętę. Józek dostał w udo, ale razem z nimi uciekało dwóch z Andrzejowa i jego zabrali. Schował się w pierwszym rowie w krzakach i czekał do wieczora, aż brat Jurek po niego przyszedł. A do Władysława doszedł Niemiec i dobił go.

Konstanty Jarząbek, po którego przyjechali Niemcy, przeżył. Nie został rozpoznany, gdy mijał się z jadącymi do jego zabudowań niemieckimi żołnierzami, lecz chwilę później zatrzymano go w Urszulinie. Na wygonie koło Kędzierskiego wszystkich trzymali. Ale Milek, jak go zobaczył, to podszedł do niego. Wtedy Niemiec wziął go razem do zatrzymanych, jednak zobaczył to Blum i kazał mu odejść. On dobrze Kędzierskiego znał, bo miał u niego pokój. Jak Kędzierski odchodził to wypchał przed siebie tatusia i w domu zamknął powraca pamięcią Rozalia Ostasz. Na strychu stodoły u Emiliana Kędzierskiego już wcześniej schroniło się kilku mężczyzn, w tym Józef Kozieradzki.

W gospodarstwie Jarząbków żołnierze niemieccy zastali Zofię Jarząbek, jej brata, matkę oraz wuja, Tomasza Junga, małżeństwo Ostaszów, dwunastoletniego Antoniego Kamińskiego i Majewskiego. Rozalia Ostasz wspomina, że jeszcze nie doszli do nas, a już ślepa kula od strzałów w Urszulinie zabiła nam krowę. Większość z obecnych zdołało uciec. Mój ojciec leżał przed przygotowanym do rozstrzeliwania karabinem maszynowym. Podpalenie zabudowań Jarząbków spowodowało postępującą eksplozję ukrytej w słomie amunicji. Przestraszyło to okupantów i wywołało zamieszanie, które mój tato z innymi zdołał wykorzystać i zbiec. Mówiło się, że podniósł z ziemi karabin z nadpaloną kolbą, który wypadł z płonącej strzechy, a następnie wrzucił go do studniprzytacza wspomnienia swoich rodziców Marek Kamiński. W miedzy czasie uciekli Ostaszowie, natomiast Zofia Jarząbek, wykorzystując osłonę dymu, udała się w stronę andrzejowskiego dworu. Niemiec za nią strzelał, ale ona kilka razy upadała i nie trafił w nią. Po nią wybiegła Karpińska opowiada Rozalia Ostasz. Dziedziczka natychmiast przybyła na miejsce zbrodni i wykorzystując znajomości z funkcjonariuszami niemieckimi przerwała rzeź mieszkańców. Zaczęła z Niemcami szwargotać i braci Jarząbka, ich matkę oraz krowy puścili, a Junga i Majewskiego pogonili do Milka Kędzierskiego – wspomina Franciszek Kamiński. Nawet później sami Niemcy pomagali ratować. Zwierzęta pospuszczali, ale budynki spłonęły dodaje Rozalia Ostasz.

Przy kopcach pozostała duża ilość furmanek, stąd też Niemcy, tym co przeżyli, nakazali z załadowanymi furmankami jechać do Włodawy. Gdy dojechali do Wytyczna, to zobaczyli, że nikt nie jedzie, więc rozjechali się w różne strony, głównie na Wólkę Wytycką54wspomina Klementyna Kozłowska. Wielu wtedy aresztowano (m.in. Józefa Pajączkowskiego, Karbowskich, Sironiów i Śledzińskich, Majewskiego i Junga). Wszyscy trafili do obozu w Majdanku, a stamtąd większość już nie wróciła. W krótkim czasie po wyjeździe oddziałów okupanta we wsi zjawili się partyzanci AK, zarówno z miejscowych placówek, jak i z oddziału „Nadbużanki”, gdyż w okolicy byli rozkwaterowani.

Na kilkanaście dni przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Urszulina przybyli żołnierze z III dywizjonu konnego policji SS . Wraz z nimi przyjechały inne jednostki niemieckie oraz Kałmucy z Ostlegionu, których zamiarem było okrążenie partyzantów walczących w Lasach Parczewskich. Jednak, z coraz bliższą obecnością Armii Czerwonej, zaczęli przygotowania do ewakuacji. Wówczas miejscowi partyzanci postanowili zatrzymać wycofujących się żołnierzy. Moja matka opowiadała, jak przez Urszulin w pobliżu majątku Przybyszewskiego przejeżdżała tankietka z kilkoma Niemcami. Zatrzymało ją kilku naszych. Byli pewni, że się Niemcy poddadzą, a to oni wzięli naszych pod karabiny. Gdyby nie Przybyszewska, to pewnie by zginęli, ale ona się za nimi wstawiła. Rozebrali ich, przywiązali do drzewa i przebrali się w ich ciuchy. Pojechali na Wolę Wereszczyńską55opowiada Jerzy Zygmuntowicz.



  1. Wyzwolenie” – pierwsze lata pod sowiecką okupacją

W dniu 22 lipca 1944 roku do Urszulina wkroczyły „wyzwolicielskie” wojska sowieckie, a dokładniej żołnierze Pierwszego Frontu Białoruskiego, choć nie oznaczało to końca ofiar wojny. Rabunkowa polityka okupanta odbiła się na poziomie życia mieszkańców, wielu z nich żyło na skraju nędzy, a tym samym wyższa była umieralność. We wrześniu 1944 roku zmarło w jednym czasie 3 dzieci Władysława i Eleonory Kozieradzkich. Wielu byłych członków AK zostało aresztowanych i przetrzymywanych na zamku w Lublinie. Taki los spotkał w grudniu 1944 roku więzionych również podczas niemieckiej okupacji Eugeniusza Lewandowskiego i Jerzego Grabowskiego. Żywiono nas tam wodą, gotowaną ze zgniłymi kartoflami56wspominał czas pobytu w więzieniu Eugeniusz Lewandowski. W listopadzie tego samego roku do obozu w Jegolsku (ZSRR) wywieziono Mieczysława Ostasza – tam zmarł.

Aresztowania trwały jeszcze kilka lat, ich ofiarami podali wszyscy, którzy współpracowali z antykomunistycznymi organizacji politycznymi. W 1948 roku przetrzymywano w lubelskim areszcie za członkostwo w Polskim Stronnictwie Ludowym gminnego lekarza Mikołaja Żukowskiego. Jego syn Jerzy po latach wspomina: Pamiętam, jak każdego dnia staliśmy pod bramą aresztu z nadzieją, że ujrzymy ojca. Niestety, w dniu kiedy wyszedł na wolność tylko mama jakość instynktownie go rozpoznała wśród innych ludzie. Taki był zmieniony, zarośnięty, brudny, sporo zmalał i był bardzo obolały. Do chełmskiego więzienia trafił na początku lat pięćdziesiątych Konstanty Jarząbek.

W okolicach Woli Wereszczyńskiej szybko powstały struktury organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN), walczącej z nowym systemem władzy. W Urszulinie u rodziny Dobrowolskich, która osiadła w młynarskim gospodarstwie Samuela Krebsa, znajdowała się najbardziej zaufana kwatera partyzantów, choć gospodarstwo znajdowało się w pobliżu posterunku Milicji Obywatelskiej (MO). W ich budynkach miał kryjówkę oddział Antoniego Chomy ps. „Batory” (w 1946 roku), ranny w obławie na „Ordona” pod Sękowem Józef Domański, zaś zimę 1949/1950 przechowywali się w niej Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny” i Stanisław Torbicz ps. „Kazik”. Dla skuteczniejszej ochrony skrywanych partyzantów Roman Dobrowolski ps. „Dobry”, „Ostrożny” pod deskami podłogi wybudował bunkier, w którym miesięczne schronienie zimą 1951 roku znalazło kilku partyzantów. Wejście do kryjówki maskowało łóżko, na którym sypiał gospodarz. Raz usłyszałam, że Dobrowolscy zabili jałówkę, więc poszłam odkupić trochę mięsa. Ale ona nie chciał, widziałam też cały sagan nagotowanego krupniaku. Potem tatuś (tj. Konstanty Jarząbek) powiedział mi, że chowają partyzantów. Gdy tylko Dobrowlski wchodził na strych, to oznaczało, że są u niego. Ciągle udawał, że strzechę na dachu ładuje opowiada Rozalia Ostasz. Roman i jego siostra Janina za tą działalność zostali aresztowani w październiku 1951 roku, kilka dni po zabójstwie „Żelaznego”. Wpadli przez głupotę. Ukradli z poczty w Urszulinie radio i wtedy przyjechała milicja z psem. A on po śladach zaprowadził do kryjówki u Dobrowolskich. Nikogo tam nie zastali, ale dokumenty były57opowiada Klementyna Kozłowska. Rozprawa przeciwko Dobrowolskim odbyła się w Urszulinie, przy zastosowaniu trybu doraźnego. Pamiętam rozprawę. Razem z nimi do Urszulina przywieźli aptekarza z Sosnowicy. On tłumaczył, że nie wiedział komu wydaje lekarstwa. Mieli recepty, to dawał. A o wszystkim sypał taki jeden, którego na noszach przywieźli. Sypał na wszystkich, jak z rękawa wspomina Rozalia Ostasz. Roman Dobrowolski za udzielanie pożywienia i kwater ukrywającym się partyzantom został skazany na karę śmierci, którą wykonano w więzieniu na lubelskim Zamku w dniu 3 grudnia 1951 roku, zaś jego siostrę skazano na 8 lat więzienia.

Roman Dobrowolski nie był jedynym tutejszym członkiem organizacji WiN, skazanym na karę śmierci. W lipcu 1947 roku zatrzymano w Urszulinie partyzanta z rozbitej grupy Józefa Struga, Ludwika Szmydke ps. „Czarny Jurek”, który przybył na tutejsze tereny z Łódzkiego. Najstarsi mieszkańcy wspominają, że chodził w biały dzień po Urszulinie w mundurze bez odznak, nie ukrywając się, a wręcz prowokując. Wszyscy wtedy „leśni” byli inaczej ubrani i zachowywali się inaczej. Jego zatrzymanie nie było rutynową akcją bezpieki, lecz splotem przypadkowych wydarzeń i spostrzegawczości jednego z funkcjonariuszy Stanisława Nowaka, który we wspomnieniach po latach pisał: Szmitke zaczął się denerwować. Wprost nachalnie przedstawiał nam swoich znajomych z Urszulina, sekretarza gminy i wójta, którzy na pewno poświadczą o jego uczciwości. Oczywiście i wójt i sekretarz ręczyli za niego, twierdzili, że to człowiek wyjątkowej wprost uczciwości. Aż mi się podejrzane wydały te hymny pochwalne. Gdy powsadzaliśmy do samochodu, sekretarz i wójt wprost wyrywali nam go z rąk. Wobec podejrzanych zachowań aresztowano wójta Włodzimierza Omylińskiego i sekretarza Stadnika. Zabrakło nam cierpliwości i razem ze Szmitke zabraliśmy ze sobą także dwóch jego, aż nazbyt gorliwych obrońców58dodał Nowak. Wyrok śmierci na Ludwiku Szmydke wykonano jeszcze we wrześniu tegoż roku.

Wszyscy funkcjonariusze publiczni w okresie pierwszych lat po wojnie nie mogli się czuć bezpiecznie, chyba, że sami współpracowali z miejscowymi partyzantami. Przebywający w więzieniu wójt Włodzimierz Omyliński, w prośbie o darowanie kary, pisał: Wiadomym było, że Władze Bezpieczeństwa pojawiają się rzadko i na krótko, a za wszelkie narażenie się członkom krążących się w okolicy band grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.59 Urszulin zaliczany był przez włodawski Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) do miejscowości opanowanych przez organizacje konspiracyjne.60 Z partyzantami współpracowali pracownicy i decydenci urzędu gminy, jak też sami mieszkańcy, chociażby Konstanty Jarząbek oraz wspomniani Roman i Janina Dobrowolscy.

Oprócz niewyjaśnionych do końca morderstw, w tym wójtów Jana Ochala oraz Kazimierza Pajurka, i aresztowań funkcjonariuszy publicznych (np. wójta Włodzimierza Omylińskiego), na porządku dziennym były rabunki, czy napady. Pierwszy napad i rozbrojenie miejscowego posterunku MO (znajdującego się w podworskich zabudowaniach w Starym Andrzejowie) miało miejsce w marcu 1945 roku. Kolejny nastąpił w dniu 9 kwietnia 1946 roku, a dokonany został przez winowski oddział Leona Taraszkiewicza ps. „Jastrząb”. Dokładny opis przebiegu akcji znajdujemy w raportach PUBP: Zajechawszy do Urszulina spotkali milicjanta Dębskiego Jana z posterunku gm. Wola Wereszczyńska, rozbroili go mówiąc, iż są Resortem z Chełma. Z milicjantem Dębskim kilku bandytów udało się do agencji pocztowej w Urszulinie, z kąd interesantów bandyci wyżucili za drzwi a sami z pistoletami w ręku bez uprzedzenia zerwali centralkę mówiąc kierownikowi agencji, że robią po to, aby Milicja Obywatelska nie mogła połączyć się z Resortem we Włodawie. Partyzanci zarekwirowali 2 automaty, 4 karabiny, 2 pistolety, 4 granaty, amunicję i 3 płaszcze wojskowe, zostawiając pokwitowanie za zrabowaną broń. Podczas jednego z napadów na posterunku przebywali Marian Kapała z Wiązowca i Edmund Szadkowski z Urszulina. Gdy przybyliśmy na posterunek nikogo nie było. Gospodyni powiedziała, że milicjanci pojechali na Wielkopole i mamy czekać. Wtedy weszło 2 partyzantów z rkm i pistoletami. Pytają się gospodyni:

- Władza jest?

- Nie ma, pojechali na Wielkopole, ale zaraz będą – odpowiedziała im.

Oni siedli, wody się napili i zaczęli się wypytywać nas dlaczego tu jesteśmy. Gdy podaliśmy powód oni powiedzieli, że są z UB i nasze papiery zabiorą ze sobą. Potem jeden z nich wziął siekierę i zaczął rozwalać meble. Nam kazał wyrzucić przez okno meble i papiery, a sam siadł na fotel. Gdy wszystko wyrzuciliśmy on wziął to podpalił, a nam kazał iść do domu61wspomina swoje pierwsze spotkanie z Edwardem Taraszkiewiczem ps. „Żelazny” Marian Kapała. Taktyka walki z posterunkami MO miała na celu osiągnięcie efektu psychologicznego, a przede wszystkim wytworzenie wśród społeczeństwa przekonania o słabości władzy ludowej. Dążono tym samym do zastraszenia młodzieży wiejskiej przed wstępowaniem w szeregi MO i organów bezpieczeństwa.

Taktyka walki z funkcjonariuszami miejscowych służby bezpieczeństwa początkowo przynosiła spodziewane efekty, gdyż Gmina Wola Wereszczyńska w 1945 roku zaliczana była w Powiecie Włodawskim do tych, w której najwięcej mężczyzn uchylało się od służby wojskowej, a ci, którzy byli już w formacjach militarnych masowo dezerterowali. Według stanu z lutego na 126 osób, które w gminie musiały się stawić celem odbycia służby wojskowej, 31 osób nie przybyło, a następnie 20 osób w późniejszym czasie zdezerterowało.

Celem ataku partyzantów stawały się z czasem również inne budynki użyteczności publicznej. W dniu 31 sierpnia 1945 roku nieznani sprawcy zrabowali 10 czystych blankietów z pieczątką zarządu gminnego i wójta. W nocy z 15 na 16 listopada 1946 roku partyzanci „Jastrzębia” włamali się do budynku gminnego, zabierając rejestry mieszkańców 22 gromad gminy oraz teczkę z aktami dotyczącymi spraw wojskowych. W dniu 29 stycznia 1947 roku czteroosobowy oddział WiN, uzbrojony w automaty i rkm, dokonał nocnego napadu na budynki publiczne w Urszulinie, zabierając z urzędu gminy 50.000 zł., z placówki pocztowej ponad 2.000 zł., zaś z kasy miejscowej spółdzielni ponad 12.000 złotych. W zrabowanych budynkach partyzanci pozostawili po sobie pokwitowania, jedno z napisem „Bierut”, drugie zaś z napisem „Groźny”. W dniu 2 maja 1951 roku „Żelazny” z 2 partyzantami zabrali z placówki pocztowej walizkowy odbiornik radiowy.

Ofiarami działalności antykomunistycznej partyzantki zostawali również sami mieszkańcy. W maju 1946 roku w lasku przy folwarku Przybyszewskich 2 nieznanych osobników obrabowali z posiadanych pieniędzy (prawie 15.000 złotych) inkasentów podatkowych sołtysów Stanisława Junga z Dębowca i Jana Górko ze Starego Załucza. Górko po rabunku zeznał, że dokonało tego 2 nieznanych osobników, ubranych po cywilnemu, uzbrojonych w rewolwery i granaty. (…) Po rabunku bandyci odjechali rowerami w krzaki. W sierpniu 1945 roku grupa uzbrojona w broń maszynową wymusiła na Józefie Lewandowskim oddanie 2 koni z wozem. Również w sierpniu, ale 2 lata później, Władysław Kozłowski zgłosił lokalnym władzom rabunek 2 świń, zdaniem poszkodowanego dokonany przez winowski oddział. W jednym z sprawozdań wójt gminy pisał do władz powiatowych, że ludność przeważnie o dokonanych napadach rabunkowych nie melduje, ponieważ przekonała się, że nie daje to żadnego rezultatu i gmina dowiaduje się o dokonanych napadach, kradzieżach po upływie 2-3 tygodniach okolicznościowo.

Działalność oddziałów partyzanckich z jednej strony, a funkcjonariuszy bezpieki z drugiej strony czyniły w pierwszych latach stan bezprawia. Jerzy Żukowski o pierwszych po wojnie latach w Urszulinie wspomina: Było tam fajnie, były piękne święta – słowem raj po wojnie. Tylko wieczory i noce były straszne, gdyż prawie zawszę się gdzieś paliło, a potem albo ojciec (tj. Mikołaj Żukowski) opatrywał poszkodowanych, albo znikał na całą noc i baliśmy się wszyscy, czy wróci do domu.62 Jeszcze w 1944 roku działalność lokalnych demokratycznych sił politycznych wspierana była przez władze powiatowe, które zostały opanowane przez przedwojennych przedstawicieli stronnictw demokratycznych. Przewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej (PRN), a zarazem starostą, został ludowiec i członek Batalionów Chłopskich (BCh) Kazimierz Markiewicz. Na jego polecenie usunięto z tutejszej Gminnej Rady Narodowej (GRN), kierowanej przez Stanisława Wakułę z Wereszczyna, 2 prosowieckich przedstawicieli, czy też uwolniono z miejscowego aresztu kilku AK-owców. Urząd bezpieczeństwa słusznie podejrzewał istnienie ścisłych kontaktów Markiewicza ze strukturami peeselowskimi i akowskimi. W jednym z raportów PUBP skierowanym do Wojewódzkiego UBP, stwierdzono, że (…) zamiast tego, żeby silniej przycisnąć gminę Wola Wereszczyńska, gdzie ona przeważnie zaśmiecona jest przez różne akowskie elementy, gdzie najwięcej jest zabójstw przedstawicieli PKWN, gdzie jest najwięcej wrogiej agitacji (…) ob. Markiewicz stara się tę gminę nie tylko zasłonić swoją osobą, a nawet daje im jak najlepszą opinię. Strukturami organizacji niepodległościowych w Urszulinie kierować mógł ówczesny wójt Jan Ochal. Kierownik PUBP Włodzimierz Kaliszczuk w swoich raportach pisał, że reakcja zakonspirowała się w urzędach i czynnie współpracuje z miejscowymi oddziałami AK. Jako przykład takiej współpracy wymieniał właśnie wójta Jana Ochala, który wydawał zagrożonym aresztowaniem lub poborem do wojska zaświadczenia tożsamości z fałszywym nazwiskiem lub datą urodzenia.

Z upływem czasu sytuacja przedstawicieli sił prolondyńskich ulegała pogorszeniu. Władze komunistyczne otrzymywały wsparcie Armii Czerwonej, NKWD (Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych ZSRR), LWP (Ludowego Wojska Polskiego) i organów represji, jak MO i UBP. Przy miejscowym posterunku MO utworzono referat UB, a referentem został Jan Matczuk. Struktury organizacji prozachodnich utrzymywały się jednak dalej, co doskonale zobrazował kolejny z raportów PUBP we Włodawie, sporządzony przez referendarza włodawskiej bezpieki Bazylego Dohojdy w dniu 8 października 1946 roku: Na terenie obwodu wyborczego gm. Wola Wereszczyńska jest zła sytuacja z powodu band reakcyjnych jakie istnieją w danym obwodzie, ludność togo obwodu jest przepojona agitacją reakcyjną i z tego powodu jest wrogo usposobiona do teraźniejszego ustroju (…) teren tego obwodu jest najbardziej zanieczyszczony przez najróżniejsze wrogie elementy (…) ludność bierze czynny udział w spółpracy z bandą WiN „Orlisa” i prowadzi anty Państwową propagandę. Po rozpędzeniu partii PPR przez bojówkie „Jastrzębia” rzadna inna organizacja legalna utrzymać się nie może z powodu terroru band. (…) Wobec powyższego do ochrony lokalu wyborczego tego obwodu potrzebne jest nie mniej jak 50 żołnierzy zdyscyplinowanych dobrze uzbrojonych. W podobnym tonie sytuację polityczną w gminie opisywał Kazimierz Ostapowicz, referent w przeprowadzonym referendum ludowym: Na terenie obwodu wyborczego gm. Wola Wereszczyńska jest kiepska sytuacja z powodu band reakcyjnych jakie istnieją w danym obwodzie, ludność tegosz obwodu jest przepojona agitacją reakcyjną i z tego powodu jest wrogo usposobiona do teraźniejszego ustroju. Teren danego obwodu jest najbardziej zanieczyszczony przez najrozmaitsze wrogie elementy, którym dobrze mogą się skrywać przed organami Bezpieczeństwa. Początkowo była partia PPR lecz w dalszym ciągu utrzymać się nie mogła z powodu band terorystycznych jakie tam istnieją. Toteż ludność przybrała inne zapatrywania względem ustroju, część ludności bierze czynny udział w współpracy z bandą i prowadzą anty Państwową propagandę. Po rozpędzeniu partii PPR rzadna inna organizacja legalna utrzymać się niemoże z powodu terroru band. Ludność tamtejsza niema możności organizowania się i twożenia legalnych organizacji, natomiast pod wpływem agitacji reakcyjnych dają się otumanić i przybierają zły stosónek względem Demokracji.



  1. Urszulin w Polsce Ludowej

    1. Zaludnienie

Z małej wsi rozwinęła się miejscowość, która w dość krótkim czasie ludnościowo wyprzedziła Wereszczyn, Wolę Wereszczyńską i Wytyczno. Już w 1943 roku Urszulin stał się jedną z większych miejscowości, gdyż zamieszkiwało w nim 268 mieszkańców. Do marca 1945 roku liczba ta znacząco zmalała do 167 osób (43 rodziny), a to z powodu wyjazdu tzw. Poznaniaków. Przez następne 2 lata ubyło 10 osób. Przybywający w te strony repatrianci osiedlali się w większych miejscowościach, w Urszulinie tylko kilka osób, ale i oni po kilku miesiącach wyjeżdżali dalej na zachód (Władysława Metlerska, nauczycielka Olga Żuchowska z córką, Stefan Lipski, Antoni Modzar, Ewelina Łapiuk). Razem z nimi wyjeżdżali rdzenni mieszkańcy (np. Tadeusz i Czesław Szadkowscy).

W kolejnych powojennych latach następował ciągły wzrost liczby ludności. Tworząc w 1952 roku gromadę Urszulin Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej (WRN) w Lublinie przyporządkowało jej wieś i kolonię, nie podając jej nazwy, choć najprawdopodobniej miano na myśli dawną Aleksandrówkę. Już w 1965 roku we wsi znajdowało się 69 gospodarstw, a więcej w gminie więcej było tylko w Starym Załuczu, Wereszczynie i w Wytycznie. Gospodarstwa te zamieszkiwało 314 osób. Liczba zabudowań szybko rosła, gdyż w latach siedemdziesiątych ilość gospodarstw wzrosła do 84, ustępując już Wereszczynowi i Wytycznu, a w połowie lat osiemdziesiątych liczba mieszkańców przekroczyła granicę 500, ustępując jedynie Wytycznu. Na szybki wzrost ludności w Urszulinie wpływ miało przede wszystkim ulokowanie instytucji administracyjnych i użyteczności publicznej, takie jak urząd gminy, szkoła, poczta, ośrodek zdrowia, a przede wszystkim Kombinat Rolny Państwowego Gospodarstwa Rolnego (KR PGR).

W grudniu na święta Bożego Narodzenia 1960 roku Urszulin, jako pierwsza miejscowość w gminie, został w całości zelektryfikowany. Już w lipcu tego roku elektryczność miała miejscowa szkoła. Sieć elektryczna prywatnych gospodarstw została wykonana z inicjatywy samych mieszkańców, którzy ponieśli koszty jej założenia. Nawet pobyt głównego inżyniera był opłacany przez mieszkańców, a wiele prac ziemnych przy instalacji sieci wykonali we własnym zakresie.

Szybko rozwijała się infrastruktura drogowa. Jeszcze pod koniec lat pięćdziesiątych wybrukowano odcinek drogi od skrzyżowania do ośrodka zdrowia w byłym majątku Przybyszewskich. W 1966 roku rozpoczęto prace nad stabilizacją drogi od Urszulina do Wereszczyna, a 3 lata później przy drodze od Sosnowicy do Hańska. W połowie lat siedemdziesiątych drogę od majątku przedłużono do Dębowca. Większość prac przygotowawczych wykonywali mieszkańcy w ramach czynu społecznego, podobnie jak wiele innych drobniejszych inwestycji. W 1968 roku ułożono wzdłuż drogi Lublin-Włodawa chodnik, natomiast w latach siedemdziesiątych usypano, w pobliżu majątku po Przybyszewskim, wielką strzelnicę, która swoją funkcję pełniła jeszcze do niedawna. Dziś stanowi wymarzone miejsce dla dzieci do zimowego saneczkowania. Od 1988 roku zaczęła funkcjonować mechaniczno-biologiczna oczyszczalnia ścieków.

Pierwszym powojennym sołtysem był Jan Solarski, który pełnił funkcję od końca 1941 roku do końca lat czterdziestych. Na początku lat pięćdziesiątych sołtysem został Edmund Szadkowski, a jego zastąpił Henryk Szadkowski.



    1. Działalność gminnych i gromadzkich władz administracyjnych

Siedzibę Gminy Wola Wereszczyńska przeniesiono do Urszulina już podczas wojny, a to z obawy przed bardzo aktywnymi w okolicach Woli Wereszczyńskiej oddziałami partyzanckimi. Umieszczono ją wraz z pocztą w budynku Emiliana Kędzierskiego na głównym skrzyżowaniu, a samego właściciela wysiedlono. Wskutek podpalenia i tego budynku urząd przeniesiono do budynku pożydowskiego, później spółdzielczego, przy obecnej ulicy Kwiatowej. Pocztę ulokowano w drugim budynku Kędzierskiego

Przez kilka pierwszych lat po wojnie o przeniesienie siedziby do swoich miejscowości starali się przedstawiciele Woli Wereszczyńskiej i Wereszczyna oraz ich okolic. W odpowiedzi na pismo sołtysów i radnych zachodniej części gminy z 1947 roku Starosta Powiatu Włodawskiego Ludwik Rycerski napisał: Urszulin, ze względu na swoje położenie, nadaje się na siedzibę gminy daleko lepiej, niż Wola Wereszczyńska. W Urszulinie jest telefon, agencja pocztowa oraz posterunek policji, co zapewnia bezpieczeństwo urzędowi gminnemu. Jest położony przy szosie i posiada częstą i dobrą komunikację autobusową. Odległości od krańcowych zachodnich wsi od Urszulina są takie same, jak od wsi wschodnich do Woli Wereszczyńskiej.63

Starania mieszkańców Woli Wereszczyńskiej i okolic nie ustały, w maju 1952 roku odbyła się sesja Gminnej Rady Narodowej (GRN), która poświecona była podziałowi gminy na dwie – z siedzibami w Urszulinie i w Woli Wereszczyńskiej. Wypowiedzieć się mogli wszyscy przedstawiciele gromad. Andrzej Dudkowski z Komarówki zadeklarował chęć przystąpienia gromady do Gminy Sosnowica. Głos zabrali również inni radni oraz sołtysi krańcowych gromad. Sołtys Władysław Wesołowski z Wielkopola powiedział, że gromada Wielkopole nie chce należeć do gm. Wiszniewice pow. Chełm z powodu, że lepsze warunki drogi do gminy Urszulin i bliżej jest. W podobnym tonie wypowiedział się Ludwik Brodowski z Przymiarek. Dalszą przynależność do Urszulina zadeklarowali przedstawiciele Dominiczyna. Albin Wojtaluk powiedział: Do Brusa jest trochę bliżej, ale Gm. Urszulin leży przy szosie. Stefan Kędzierski dodał, że przydzieleniem Dominiczyna do gm. Brus utrudni się ludności załatwianie spraw urzędowych, jak np. książki Stanu Cywilnego są wszystkie w gm. Urszulin, a to z powodu tego, że gromadę Dominiczyn obejmowała parafia Wereszczyn, a teraz parafia Wytyczno.64 Po wysłuchaniu wszystkich głosów radni GRN podjęli uchwałę o utworzeniu 2 gmin. Gminę Wola Wereszczyńska tworzyć miały: Wola Wereszczyńska wieś i kolonia, Lejno, Zawadówka, Jamniki, Babsk, Załucze Stare, Załucze Nowe, Łomnica i Jagodno. Gmina Urszulin składać się miała z: Urszulina, Michałowa, Wiązowca, Dębowca, Kozubaty, Zabrodzia, Wólki Wytyckiej, Przymiarek, Andrzejowa, Wytyczna, Wincencina, Zastawia, Wereszczyna, Sękowa, Wielkopola i Dominiczyna. Komarówkę, Lipniak i Zbójno miano włączyć do Gminy Sosnowica. Plany podziału nie wprowadzono w życie, gdyż nie uzyskały akceptacji wyższych władz.

Gmina Wola Wereszczyńska z siedzibą w Urszulinie była średniej wielkości, zamieszkała według stanu z lutego 1946 roku przez 6.022 osoby, a już w kolejnym roku przez 5.038 osób. W ciągu kolejnych 2 lat poziom zaludnienia zmniejszył się do 4.736 osób, a w 1966 roku gminę zamieszkiwało już 4.579 osób. Pierwszym wójtem urzędującym w Urszulinie był volksdeutch Andrzej Schwedowski, chociaż nosił tytuł nie wójta, lecz burmistrza. Po morderstwie Schwedowskiego wójtem został z ramienia Stronnictwa Ludowego (SL) Jan Ochal z Kalinówki, który dla sprawniejszego wykonywania swej funkcji przeniósł się do pobliskiego Dębowca. Funkcję wójtowską pełnił prawie 3 lata. W tym czasie przewodniczącym GRN był Stanisław Wakuła z Wereszczyna. Jana Ochala zamordowali w dniu 9 marca 1947 roku tzw. „leśni ludzie”, za odmowę wydania dokumentów na kradzione konie, które później były sprzedawane na bazarze w Łęcznej. Wcześniej, gdyż w czerwcu 1946 roku, podczas spotkania z Ukraińcami w Zienkach przeprowadzono na jego życie zamach. Tematem spotkania były przesiedlenia za rzekę Bug. Po odbytym zebraniu w drodze do domu sołtysa ktoś z tłumu strzelił do wójta, kula przeleciała obok głowy wójta. (…) Wójt uprzedzony został o planowanym na jego osobę mordzie za sporządzenie wykazu ludności ukraińskiej. (…) W tych warunkach sprawowanie czynności urzędowych przez wójta na terenie gminy Wola Wereszczyńska staje się coraz trudniejsze65zapisano w protokole wysłanym do władz wojewódzkich.

Po śmierci Jana Ochala wójtem został Włodzimierz Omyliński z Urszulina, przedwojenny zarządca majątku Przybyszewskiego, a po „wyzwoleniu” urzędnik stanu cywilnego i dotychczasowy zastępca wójta Ochala. Jako urzędnik i przedstawiciel inteligencji pomagał miejscowej ludności w kwestiach prawnych, pisząc chociażby prośby o uwolnienie aresztowanych członków podziemia. Jego aktywność na tym gruncie spowodowała, iż mieszkańcy poparli kandydaturę Omylińskiego na zastępcę wójta, a po śmierci Jana Ochala zajął jego stanowisko. Będąc w czasie wojny członkiem struktur podziemnych został dość szybko, bo po pół rocznym sprawowaniu urzędu, aresztowany. Aresztowano również pozostałych pracowników urzędu, oskarżając ich o współpracę i pomoc partyzantom WiN zwłaszcza, że w urzędzie często przebywał wspominany Ludwik Szmydke. W trakcie prowadzonego przeciwko niemu śledztwa ustalono, że pożyczał partyzantom „Ordona” pieniądze oraz legalizował dokumenty na rabowane przez nich konie. Takie druki znaleziono chociażby przy zwłokach zabitego w Wielkopolu Józefa Struga. W podaniu o darowanie kary Włodzimierz Omyliński na usprawiedliwienie swoich czynów pisał: Było najzupełniej niewątpliwe, że odmawiając przybicia pieczęci, narażę się na zemstę dywersantów, dla których zastrzelenie mnie, przy stosunkach panujących w naszej okolicy i wobec dodatkowego faktu, że sam byłem kompletnie bezbronny, nie przedstawiało najmniejszych trudności. Los mego poprzednika zbyt żywo stał mi przed oczyma i ostemplowałem dane mi blankiety.66 Władza ludowa dokonując aresztowania przedstawicieli władzy administracyjnej chciała w ten sposób pokazać swoją aktywność w rozprawianiu się z osobami winnymi zbrodni dokonanej w Puchaczowie, w którym partyzanci WiN zabili 23 osoby. Omyliński został skazany na 15 lat i konfiskatę całego mienia, w więzieniu przesiedział jednak 8 lat, korzystając z warunkowego zwolnienia. Po jego opuszczeniu został konwojentem, a następnie magazynierem w urszulińskiej spółdzielni rolnej, mieszkał zaś u rodziny Topolewskich na Dębowcu. Jego żona została natomiast kucharką w miejscowym przedszkolu.

W następstwie aresztowania Omylińskiego funkcję wójtowską objął w sierpniu 1947 roku jego dotychczasowy zastępca Hieronim Radomski z Andrzejowa, SL. Funkcję podwójta przyjął wówczas na okres kilku lat Wacław Zabłuda z Przymiarek. Sytuacja gospodarcza gminy była bardzo zła. W skierowanym do Starostwa Powiatowego we Włodawie piśmie wójt Radomski pisał: (…) 1/3 części powierzchni ogółem leży ugorem, a to ze względu na to, że ludność ukraińska została ewakuowana do U.S.S.R (tj. Ukraińskiej Socjalistycznej Republik Radzieckiej), na pozostawione gospodarstwa repatrianci z za Buga nie zgłosili się ze względu na liche ziemie, zaś którzy przybyli i osiedlili na gospodarstwach po wysiedlonych są niezamożni i nie są w stanie opłacić podatków gruntowych. Do najpilniejszych potrzeb gospodarczych należy dostarczenie rolnikom nawozów sztucznych jak azotowych i fosforowych oraz zboża siewnego, gdyż oziminy wymarzły, zaś ludność z braku funduszów materialnych nie jest w stanie kupna na rynku. Stan inwentarz żywego jest mały i dlatego gospodarstwa rolne nie mogą być dobrze prowadzone. Pożądanym byłoby przeprowadzenie elektryfikacji przez przeciągnięcie linii wysokiego napięcia (…), rozwinąć lub usprawnić środki komunikacyjne (…). Niezależnie od powyższego należy uruchomić tartak w Wytycznie, pobudować przynajmniej jedną cegielnię i założyć betoniarnię. Z braku elektryfikacji i komunikacji rolnictwo, przemysł i handel na terenie gminy rozwijać się nie może. Własnych przedsiębiorstw komunalnych gmina nie posiada. Spółdzielczość rozwija się słabo, a to wskutek częstych rabunków.67

Od stycznia 1949 roku przez kilka miesięcy wójtem gminy był Kazimierz Pajurek (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza (PZPR)) z Wereszczyna. Podobnie jak Jan Ochal, Kazimierz Pajurek zginął tragicznie, gdyż we wrześniu 1949 roku zastrzelono go (oficjalnie w wyniku przypadku) podczas polowania na kaczki na Jeziorze Wytyckim. Wakujące stanowisko wójtowskie objął najpierw Andrzej Dudkowski z Komarówki, a w styczniu 1950 roku wybrano Dominika Łosia. Po Łosiu wójtem został Bolesław Harasim z Zawadówki, a następnie Stanisław Jung. Funkcja wójta została usunięta wraz ze zlikwidowaniem w 1954 roku gmin. Wójt do tego czasu wraz z zarządem i Prezydium GRN był organem wykonawczym w gminie. W listopadzie 1947 roku zarząd tworzyli Józef Klauda z Wytyczna, Antoni Świrski z Zabrodzia i Bolesław Choma z Babska.

Pierwszym, powojennym sekretarzem gminnym został Piotrowski, po nim funkcję sprawowali kolejno Stanisław Podkowa z Sękowa, Ignacy Panasiuk oraz Ignacy Stadnik. W 1950 roku Stadnika zastąpił najpierw Czesław Pawlak, następnie Henryk Arasimowicz, po nim funkcję pełnił Mieczysław Drob, a od 1954 roku Wacław Rekucki. W urzędzie gminy pracowano w ramach referatów. Referentem rolnym był Kazimierz Kosyna, Stanisław Jung i Stanisław Żybura, finansowym – Henryk Arasimowicz i Mieczysław Drob, wojskowym oraz od spraw Urzędu Stanu Cywilnego (USC) – Marcin Skurak, podatkowym oraz drogowym – Stanisław Ostasz, Henryk Chruścik i Jerzy Sitko, socjalnym – Helena Kuraś, Irena Szymańska i Helena Pruszkowska. Pełnomocnikiem ds. skupu zbóż i kontraktacji był Hieronim Leszczyński. W terenie urząd wspierali instruktorzy rolni – Józef Trubaj, czy Stefan Kędzierski. W pierwszych latach funkcjonowania urzędu pieniędzy brakował niemal na wszystko. Od 1951 roku zaczęto już ręcznie protokołować posiedzenia GRN, a sporządzano je na rewersjach innych druków urzędowych. Zdarzały się nawet protokoły sporządzane ołówkiem.

Głównym problemem „młodego” samorządu były bardzo duże potrzeby inwestycyjne przy zupełnym braku środków finansowych. Ludzie wyczerpani wojną uchylali się nakładanym coraz to nowym obciążeniom finansowym. Już w 1946 roku wprowadzono podatki w ramach „daniny narodowej”, a nawet opłaty za „stójkę konną”, którą pełnili lub płacili mieszkańcy dla zapewnienia podwozu funkcjonariuszom służb publicznych. Kwestia wywiązywania się mieszkańców z podatków była wielokrotnie poruszana na posiedzeniach GRN. W październiku 1947 roku przewodniczący Konstanty Jarząbek wezwał wszystkich radnych i sołtysów do podpisania zobowiązania, że w pierwszym rzędzie radni i sołtysi dla przykładu, wymierzony podatek w ziemiopłodach i gotówce, oddadzą zaraz po doręczeniu nakazu płatniczego. Ponadto na tej samej sesji wprowadzono obowiązek odpłatnej samopomocy rolnej, ale nie może przekraczać dni czternastu (14) w ciągu całego roku, to jest łącznie przy pomocy siewnej jesiennej, siewnej wiosennej i żniwnej. Pomoc wyżej omawiana ma być udzielana tylko tym rolnikom, którzy nie posiadają bez swej winy niezbędnych do pracy w rolnictwie środków.68 W kolejnym roku opodatkowano wszystkich mieszkańców gminy w wysokości 150 złotych każdy, celem budowy nowych szkół w Wereszczynie i Urszulinie oraz ukończenia remontu szkoły w Woli Wereszczyńskiej.

Skład rady z sierpnia 1947 roku przedstawiał się następująco: Maciej Kobak, Stefan Kędzierski, Ignacy Sochaczewski, Hieronim Radomski, Bolesław Jung, Kazimierz Chibowski, Aleksander Gierliński, Wacław Zabłuda, Konstanty Jarząbek z Urszulina, Józef Mareczko, Mieczysław Sitkowski, Kazimierz Uliński, Edward Siwiński, Bolesław Małek, Franciszek Szaruga, Józef Głogowski, Michał Mikołajczyk, Michał Chmiel, Marceli Nowodziński, Paweł Józefczuk, Bronisław Bachman, Jan Marcyniuk i Wacław Lewandowski. Przewodniczącym Prezydium GRN wybrano Jarząbka, na zastępcę Kędzierskiego, skład prezydium uzupełniali Sochaczewski, Chibowski i Sitkowski. W październiku tego roku odwołano Marcelego Nowodzińskiego z Woli Wereszczyńskiej, a w jego miejsce powołano Czesława Dąbrowskiego z Sękowa. Posiedzenia rady odbywały się w świetlicach kolejnych gromad.

Od stycznia 1949 roku GRN obradowało w nowym składzie. Tworzyli go: przewodniczący Jerzy Sitko (PZPR), zastępca Andrzej Dudkowski, Aleksander Dębicki (bezpartyjny), Bronisław Grzeszczuk, Hieronim Leszczyński (PZPR), Stanisław Łopong (PZPR), Bronisław Bachman, Władysław Bedłuszak (PZPR), Władysław Wesołowski (SL), Stanisław Jasiński (PZPR), Paweł Sawczuk, Władysław Kamela (PZPR), Tadeusz Pleszczyński (SL), Zygmunt Kancewicz, Bolesław Jung (SL), Czesław Dąbrowski (SL), Czesław Piskorski (PZPR), Jan Szydłowski (PZPR) z Urszulina i Tadeusz Zabłocki. Prezydium GRN w 1950 roku tworzyli przewodniczący Andrzej Dudkowski, Paweł Sawczuk, Tadeusz Zabłocki oraz Daniel Tyszczuk, który zastąpił Jana Szydłowskiego. Nowa rada już na pierwszej sesji podjęła decyzję o zagospodarowaniu skonfiskowanego majątku Przybyszewskich. To w nim postanowiono ulokować nową szkołę, a budynki mieszkalne przeznaczyć na dom mieszkalny na biuro dla gminy i mieszkanie dla sekretarza i kilka budynków podgrzewanych. Resztę budynków przeznaczyć spółdzielni Samopomoc Chłopska.69

Z końcem lat czterdziestych rozpoczął się okres największej indoktrynacji komunistycznej. Funkcji pozbawiano często pod najmniejszym pretekstem. Jako pierwszego odwołano Bolesława Junga z Kozubaty, gdyż został aresztowany. Od kwietnia 1950 roku GRN obradowała już w zupełnie nowym składzie: Paweł Tylczyk, Franciszek Potapczuk z Urszulina, Feliks Skowronek, Ludwik Kowalski, Aleksander Hodun, Mieczysław Sitkowski, Regina Ozga, Stanisław Leszczyński, Hipolit Tomaszewski, Franciszek Lisiecki, Bronisław Rafalski, Franciszek Jung, Aleksander Kucharuk, Józef Mech, Antoni Mendel, Jan Dąbrowski, Alicja Pac, Janina Wysocka, Jan Solarski, Eugenia Solarska, Józef Łoś, Nikodem Trześniak, Andrzej Kozioł, Bronisław Bachman, Kazimierz Grzeszczuk, Henryk Kozłowski z Urszulina, Aleksander Kot, Apolonia Ryczkowska i Wacław Wojtaluk. Przewodniczącym Prezydium GRN został Paweł Tylczuk, jego zastępcą Józef Łoś, a członkami Franciszek Potapczuk, Feliks Skowronek i Józef Kowalski. Gdy Łoś został wybrany na delegata Powiatowej RN zastępcą przewodniczącego został Henryk Arasimowicz, natomiast w 1951 roku na funkcji przewodniczącego Tylczyka zastąpił Bolesław Harasim. Po niespełna pół roku działalności rady odwołano Pac, Solarskiego, Wojtaluka, Dąbrowskiego, Kozieła i Trześniaka, a skład uzupełniono o Władysława Kamelę. Za oficjalny powód odwołań uznano nieuczęszczanie na sesję.70 Faktycznie, frekwencja rzadko przekraczała połowy składu rady, a większość komisji ani razu się nie zbierało, jednakże konsekwencje w postaci usunięcia stosowano tylko wobec niektórych. Na przestrzeniu kilku kolejnych miesięcy ubyło 2 radnych. W maju „Żelazny” zastrzelił Hipolita Tomaszewskiego, a w październiku aresztowano Reginę Ozgę za udzielanie pomocy partyzantom. Ofiarami oskarżenia, wywołanego niezrealizowaniem planów przymusowego skupu zbóż, zostali Kowalski, nowa radna Władysława Trześniak, Kazimierz Grzeszczuk, Aleksander Kot i Franciszek Lisiecki. Ich miejsce w radzie zajęli: Natalia Suprynowicz, Lucyna Sitko, Kazimierz Uliński, Ludwik Brodowski, Stanisław Kopron i Władysław Włoskowicz. Razem z radnymi odwołano 6 sołtysów.

W czerwcu 1951 roku GRN obradowała już w nowym składzie. Przywrócono do składu Ludwika Kowalskiego, a pozostałych odwołanych zastąpili: Stanisław Łuszczewski, Kazimiera Gronicka i Józef Szkutnik z Urszulina, Maria Ryczkowska, Aleksander Gajos oraz Adolf Pleszczyński. Prezydium tworzyli przewodniczący Stanisław Łuszczewski oraz Stanisław Ostasz, Czesław Pawlak, Bolesław Szalast i Franciszek Jung. Rotacja była ciągle duża. W tym samym roku na wniosek Stanisława Ostasza odwołano Stanisława Leszczyńskiego. Sołtys Michałowa Władysława Rusek popierając wniosek stwierdziła, że jak można walczyć z analfabetyzmem, jak członek Rady ob. Leszczyński Stanisław jest analfabetą.71 Pod koniec 1951 roku zarzucano na posiedzeniu GRN niektórym radnym i sołtysom brak troski o oczyszczanie aparatu rad z wrogich elementów, który jawnie toczył do chwili obecnej krecią i wroga robotę w wykonywaniu naszych planów Państwowych.72 Odwołania nastąpiły dopiero w kolejnym roku. W kwietniu zwolniono z radnego Zdzisława Skowronka z Łomnicy, któremu zarzucono, że źle pracuje i gromada nie jest zadowolona. W jego miejsce powołano Teofila Węglewskiego, rolnika blisko klasowego, który cieszy się zaufaniem w gromadzie.73 W kolejnym miesiącu za niepłacenie podatku gruntowego odwołano Bronisława Bachmana, Władysława Feldmana i Kazimierza Ulińskiego, jednakże na następną sesję przywrócono ich. Zmienił się natomiast skład prezydium. Przewodniczącego Łuszczewskiego zastąpił Bolesław Harasim, a Ostasza – Jan Solarski.

Ostatni rok funkcjonowania GRN (tj. 1954) również obfitował w odwołania. Na początku roku zwolniono Apolonię Ryczkowską, byłego wójta Andrzeja Dudkowskiego, Stefana Wiatra i Stefana Kędzierskiego, gdyż czuli się odpowiedzialnymi za powierzone im prace, nie przestrzegali dyscypliny oraz nie ujawnili żadnej aktywności.74 Kędzierskiego zastąpił Stanisław Józefczuk, a pozostałych przywrócono. GRN pracował więc w składzie: Bronisław Bachman i Teodor Węglewski z Łomnicy, Kazimierz Uliński ze Zbójna, Czesław Klepacki z Zastawia, Aleksander Hodun z Wólki Wytyckiej, Aleksander Jung z Dębowca, Natalia Suprynowicz z Zabrodzia, Hieronim Radomski i Stefan Wiatr z Andrzejowa, Ludwik Brodowski z Przymiarek, Aleksander Kucharuk i Stefan Wołczyk z Wincencina, Stefania Pawłowska z Wereszczyna, Paweł Marcyniuk z Lejna, Bonifacy Rafalski z Jamnik, Władysław Feldman z Jagodna, Józef Mech i Bolesław Harasim z Zawadówki, Apolonia Ryczyńska z Lipniaka, Mieczysław Sitkowski z Wielkopola, Stefan Garbol z Sękowa, Władysław Solecki ze Starego Załucza, Stanisław Józefczuk z Dominiczyna, Andrzej Dudkowski i Bronisław Mikołajewski z Komarówki, Antoni Anders i Władysław Szadkowski z Wytyczna, Stanisław Ćwirzeń z Woli Wereszczyńskiej, Edward Brzyski z Babska, a z Urszulina – Kazimiera Gronicka. Na kolejnej sesji za słabą frekwencję Pawła Marcynika zastąpiono Stefanem Paterkiem.

Indoktrynacja polityczna przejawiała się także w treści uchwał GRN. W lipcu 1950 roku radni przegłosowali uchwałę, w której wzywali, aby wzmóc czujność w pracy oraz starać się na każdym odcinku życia gospodarczego i społecznego wykrywać wroga ludowej ojczyzny, by przez to przyczynić się swą pracą do szybszego rozkwitu Polski Ludowej wkraczającej na tory socjalizmu. Na następnym posiedzeniu Franciszek Potapczuk wezwał, aby radni zajęli się likwidacją analfabetyzmu poprzez dostarczanie lokali i innych sprzętów niezbędnych do nauki, tak by do dnia 1 maja 1951 r. analfabetyzm został zlikwidowany.75

Przed każdym większym świętem zwoływano sesje celem dokonania odczytów komunistycznych. W przeddzień rocznicy ogłoszenia Manifestu PKWN (Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego), czyli w dniu 21 lipca 1951 roku, zwołano sesję, by dokonać uczczenia Święta Niepodległości Polski Ludowej. Rozpoczął ją hymn narodowy odegrany przez miejscową orkiestrę, która na zakończenie zagrała „Międzynarodówkę”. Jako pierwszy swój odczyty przedstawił Stanisław Ostasz, mówiąc: (…) rozwój jest możliwy, dlatego że z nami jest ZSRR i kraje demokracji ludowej oraz wszyscy ludzie miłujący Pokój na Świecie, możliwym jest to dlatego, że idziemy drogą wytkniętą nam 22 lipca 1944 r. przez PKWN. W zwycięskim marszu do Socjalizmu zwyciężymy, bo z nami jest Stalin. Czesław Pawlak wygłosił natomiast przemowę o Wielkim Bojowniku Feliksie Dzierżyńskim (…), który jest gwiazdą przewodnią dla wszystkich ludzi walczących o wolność i pokój. Choć zaplanowano dyskusję, to nikt nie zabrał głosu. Podjęto uchwałę, w której zobowiązano się, że dla uczczenia 33 rocznicy Rewolucji Październikowej udzielić siły zaprzęgowej i roboczej dla zlikwidowania 25 ha odłogu, który jest w posiadaniu GS Urszulin i takowy areał zasiać żytem.76 Następnego dnia w przemówieniu do mieszkańców gminy powiedziano: Chłopi naszej gminy przepędzili obszarników, rozdając ziemię małorolnym chłopom i fornalom pracującym u „panów” Karpińskich, Przybyszewskich, Kukawskich i innych, razem rozparcelowano 2.600 ha ziemi jaśnie pańskiej.77

Bardzo często organizowano spotkania z bohaterami radzieckimi. W czerwcu 1957 roku do Urszulina przybył Iwan Nikołajewicz Banow, który podzielił się wspomnieniami z boju pod Wolą Wereszczyńską. Z kolei na wszelkie sposoby dążono do wymazania z pamięci mieszkańców chlubnych wydarzeń sprzed 1944 roku. Zabroniono kultywowania rocznic bitwy pod Wytycznem, próbowano również walczyć z pamięcią o poległych pod Urszulinem powstańcach styczniowych. Krzyż powstańczy przy dębie zniszczono, a zawieszane mniejsze krzyże na drzewie natychmiast zrywano. Marzena Solarska pamięta, jak jeszcze w latach sześćdziesiątych pod ten dąb przychodzili modlić się ludzie, a najczęściej by odprawiać nabożeństwa majowe. Zawsze na Wszystkich Świętych palono na nim znicze.78

Okres ten w działalności GRN przebiegał w atmosferze walki z chłopami, tj. rozliczania ich z wywiązywania się z przymusowych zobowiązań skupowych. Skupowi podlegało zboże, ziemniaki, zwierzęta rzeźne oraz mleko. Pełnomocnik od skupu zboża i kontraktacji Hieronim Leszczyński informował w sierpniu 1951 roku, że na terenie gminy tut. żadna z gromad dotychczas nie wywiązała się z planem, a nawet większość gromad jest, które nawet nie sprzedały ani 1 kg zboża, tłumacząc się brakiem maszyn do omłotu.79 Na posiedzeniu w listopadzie zarzucono, że gromady gminy tut. nie doceniają ważności realizacji wywiązywania się gromad ze wszelkich zadłużeń, dbając o dobre i należyte wykonanie planu. Sołtys Wincencina Czesław Miszkiewicz w formie usprawiedliwienia krótko powiedział: Nikt nie młóci, bo brak nafty i oliwy. Aleksander Hodun z Wólki Wytyckiej uskarżał się, że w jego okolicy wywiązanie się ze skupu zboża jest trudne, gdyż dziki niszczą wszystkie zasiewy. Natomiast Bonifacy Rafalski powiedział, że plan kontraktacji na gromadę Jamniki jest za duży, z powodu, że słaba gleba nieurodzajna i dużo wymoków.80 W samym Urszulinie w tym roku plan przymusowego skupu zboża zrealizowano w 72%. Żeby zachęcić do dostarczania płodów rolnych GRN nawet w imię współzawodnictwa sparowała gromady.

W kolejnych latach również występowały problemy z realizacją planów przymusowych skupów rolniczych. Tym razem największym problemem był ciągle psujące się maszyny do młócki. W całej gminie w 1953 roku w stosunku do zakładanych planów zboże skupiono w 67%, ziemniaki – 70%, żywiec – 60%, a mleko – 75%. Najlepsze wyniki osiągnięto w Komarówce, Jamnikach, Jagodnie, Andrzejowie i Lejnie, a najgorsze w Wielkopolu, Wytycznie, Sękowie, Przymiarkach i Zastawiu. Jan Rycak z Wielkopola tłumacząc słabe wykonanie planu wskazał na kosiarki i żniwiarki nieprzygotowane do akcji, a gdy udał się do gminnej spółdzielni po części, to zastałem drwiąco wyśmiany przez jednego z pracowników.81 Pracująca w latach sześćdziesiątych w urzędzie gromadzkim Maria Kozłowska wspomina: Gospodarstwa powyżej 2 ha były zwolnione z kontyngentu zbożowego i ziemiankowego, musieli zdawać tylko żywiec, więc wielu dzieliło gospodarstwa na mniejsze, rozpisując je nawet na zmarłych. Ponadto pracownicy sami pisali za ludzi podania o umorzenia zaległości, nawet po kilkadziesiąt, a przewodniczący Grabowski zatwierdzał zwolnienia z opłat skarbowych. Gospodarzy wymyślali jeszcze wiele innych sposobów uniknięcia świadczenia tego uciążliwego obowiązku. Świniaki trzeba było kolczykować. U nas, jak świniak był dorosły, to zabijało się go, a kolczyk przyczepiało się do małego i jego oddawało się na skup. Dużo Dębicka w gminie pomagała82opowiada Eugenia Jung. Z przymusowych skupów zrezygnowano dopiero w 1964 roku.

Skupom towarzyszyła przymusowa kontraktacja na rośliny odgórnie narzucone. W 1950 roku, gmina zobowiązała się do uprawy lnu na obszarze 90 ha, jednakże ze względu na nieopłacalność uprawy niemalże wszyscy się uchylali się od umów. W pierwszym roku najwięcej zawarto umów w Zawadówce i Wytycznie, w kolejnym nawet i w tych gromadach brakowało chętnych. Z tego powodu zwołano w tej sprawie specjalną sesję GRN, na której zaczęto rozliczać poszczególnych radnych. Ripostując Władysław Kamela oskarżał władze gminne, mówiąc: Gazeta pisze, że kontraktacja jest nie przymusowa, a w rzeczywistości jest inaczej. Śniadkowski z Zawadówki stwierdził, że nie opłaca się kontraktować len, gdyż trzeba go transportować do stacji w Orchówku i się to nie opłaci. Jasiński z Zastawia wypomniał, że agitujący delegaci z województwa, którzy byli w 1950 roku bardzo źle się odnieśli do ludzi, straszyli, że będą do więzienia zamykać. Ludzie bojąc się kontraktowali, a później nie chcieli ich należycie załatwić. Aleksander Hodun z Wólki Wytyckiej mówił z kolei: Moja kobieta kupiła 6 kg lnu, posiała i urodziło się 4 kg i tak, że nie opłaca się siać lnu.83

Realizacja przymusowych skupów i kontraktacji na niezadawalającym poziomie wywołała frontalny atak władz gminnych na rolników „kułaków”. W listopadzie 1950 roku gminny sekretarz PZPR Franciszek Potapczuk zarzucił lokalnemu aktywowi partyjnemu: Brak jest ostrej walki klasowej, gdyż kułaki wiejskie ukryli zboża, a aktyw wiejski źle podchodzi do sprawy i nie potrafi wykryć kułackiego zboża i zmusić go do dostaw so Spółdzielni.84 W styczniu 1951 roku GRN podjęła uchwałę, która w treści nakazywała utworzyć trójki gromadzkie do wywieszania list imiennych kułaków, którzy się nie wywiązali z planowanego skupu zboża oraz wstrzymać we wszystkich filiach na terenie całej gminy sprzedaż nawet najdrobniejszych artykułów spożywczych dla tych właśnie kułaków, którzy się nie wywiązali do chwili obecnej z planowanego skupu zboża.85 Nazwiska „kułaków” starano się upubliczniać również w trakcie przemówień na uroczystościach państwowych. W lutym 1954 roku oskarżono o „kułactwo” Władysława Skibę z Wielkopola Tadeusza Pleszczyńskiego i Bolesława Mycia z Wytyczna, zaś jako przykład wymieniono Kazimierę Gronicką z Urszulina: Wdowa samotna, w podeszłym wieku, posiada tylko 1 krowę, znajduje się w biednym stanie, jednak z pełnym zaufaniem i poczuciem obywatelskim zboże pierwsza dostarczyła na punkt skupu, jak również ziemniaki i inne produkty rolne.86 Pochwalono również Jerzego Grabowskiego z Urszulina, Władysława Soleckiego ze Starego Załucza i Czesława Kowalika z Łomnicy. Obowiązki kontyngentowe zniesiono dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych.

W 1951 roku wprowadzono również obowiązek świadczeń w naturze na niektóre cele publiczne. Chłopów zobowiązywano do pracy przy wywózce drewna z państwowych lasów, czy na rzecz PGR. Na apel gminnego sekretarza PZPR Bolesława Szalasta o sumienne wykonywanie obowiązków Regina Ozga odpowiedziała na sesji, że teraz rolnicy mają więcej ziemi, przez co mają więcej pracy w gospodarstwie i do PGR nie mają czasu chodzić. Inny powód niechęci pracy w PGR podał Franciszek Lisiecki: Są ludzie w gromadzie, co nic nie robią, tylko się wałęsają, a do PGR nie chodzą. (…) Sami jesteśmy przeznaczeni do pracy w PGR Zienki, to jest b. daleko, nasza gromada Załucze Nowe wolelibyśmy chodzić do PGR Andrzejów, bo tutaj mamy bliżej. W odpowiedzi na skargi radnych Czesław Pawlak wezwał do utworzenia piątek gromadzkich do werbowania ludzi do pracy w PGR.87 Za pracę w PGR otrzymywano zapłatę, choć skarżono się, że nie jest ona adekwatna do wykonywanych czynności.

Pracę w gospodarstwie utrudniało jeszcze wiele drobniejszych absurdalnych przepisów prawnych. W 1950 roku wojewoda Paweł Dąbek wprowadził obowiązek niszczenia chwastów (osty, łopuchę, lebiodę, ognichę) na gruntach rolnych, pastwiskach, a nawet miedzach. Przy zaniechaniu w niszczeniu wójt miał obowiązek zarządzenia odpłatnego usuwania, oczywiście kosztami obciążano rolnika. W tym samym roku wojewoda zarządził również poszukiwanie i zwalczanie stonki ziemniaczanej. Każdy sołtys był zobowiązany do zebrania ludności wsi 4 razy w roku w ilości minimum 2 osoby na hektar ziemniaczanej uprawy. Drużyny od 10 do 20 osób musiały „zlustrować” całą powierzchnię uprawy ziemniaków we wsi.

W dniu 29 września 1954 roku w miejsce gminy wprowadzono nowe jednostki administracyjne, jakimi były gromady. Była terenowym oddziałem władzy państwowej, która odpowiadała za utrzymywanie porządku publicznego, a jednocześnie działała w celu polepszenia warunków gospodarczych, społecznych, oświatowych, komunalnych i kulturalnych. Gromadzka Rada Narodowa w Urszulinie funkcjonowała do dnia 1 stycznia 1973 roku. Obejmowała prócz Urszulina wsie Wincencin, Andrzejów, Michałów, Dębowiec, Zabrodzie, Kozubata i Wincencin. Z czasem obszar gromady powiększano o likwidowane sąsiednie gromady.

Po wprowadzeniu struktury gromadzkiej życiem w gromadzie kierował przewodniczący rady. Taką funkcję kolejno pełnili Stefan Wołczyk z Wincencina, Jerzy Grabowski, Józef Pawlak z Wincencina oraz Marian Kapała z Wiązowca. Sekretarzem GRN została Irena Szymańska i pełniła tą funkcję aż do jej likwidacji. W grudniu 1954 roku do rady wybrano: Irenę Szymańską, Stefana Wołczyka, Jana Jabłońskiego, Aleksandra Dębickiego, Stefana Wiatera, Aleksandra Stefaniuka, Franciszka Junga, Bronisławę Bydlińską, Mieczysława Szewca, a z Urszulina – kierownika szkoły Kazimierza Chrzaniuka i milicjanta Wacława Rekuckiego. Od 1958 roku w GRN zasiadali: Jan Nurski, Stefan Wołczyk, Józef Wałecki, Zygmunt Szczepański, prezes gminnej spółdzielni Waldemar Głąb, Ludwik Józefczuk, Józef Kafarski, Franciszek Jung, Mieczysław Sidorowski, Mieczysław Szewc, a z Urszulina – Kazimierz Chrzaniuk, Stanisław Jung, Jerzy Grabowski, Konstanty Jarząbek i Wiktor Martynowski.

W 1961 roku GRN funkcjonowała już w nowym składzie: Jerzy Grabowski jako przewodniczący, Konstanty Jarząbek, Irena Tetych, Mieczysław Drob, Irena Nurska, Maria Lis (główna księgowa GS), Paweł Bedłuszak, Józef Kafarski, Franciszek Jung, Wacław Małecki, Zdzisław Siwelec, Mieczysław Szewc, Ryszard Markiewicz, Stefan Kędzierski, lekarz weterynarii Ludwik Janczura, Bronisław Zabłuda i Janina Zuzaniuk. Obszar terytorialny gromady w Urszulinie powiększony był już wówczas o wsie po zlikwidowanej gromadzie Wereszczyn. Po kolejnych wyborach z 1965 roku w radzie zasiadali również przedstawiciele wsi po zlikwidowanych gromadach w Wytycznie i Woli Wereszczynśkiej. Urszulin w radzie reprezentowali wówczas Ludwik Janczura, Kazimierz Chrzaniuk, Jerzy Grabowski i Tadeusz Torbicz. Z pozostałych wsi wybrano: Ryszarda Stachyrę, Hipolita Kędzierskiego, Adama Dębickiego, Jana Sierociuka, Józefa Dyksę, Wacława Wałeckiego, Ludwika Zacharskiego, Stanisława Hoduna, Eugenię Jung, Leokadię Borys, Stefana Garbola, Mieczysława Chudasia, Józefa Pawlaka, Krystynę Jabłońską, Jana Józefczuka, Marię Szawułę, Antoniego Zalewskiego, Stanisława Nawrockiego, Piotra Gierlińskiego, Władysława Soleckiego, Jana Dąbrowskiego, Józefa Górskiego i Józefa Kuberskiego.

Sekretarzem urzędu gromadzkiego od 1956 roku był Ryszard Dębicki, który pełnił funkcję do 1972 roku. W tych latach USC kierował Marcin Skurak, sprawami wojskowymi i meldunkowymi Alfons Małek, referatem obowiązkowych dostaw Maria Zabłocka, Stanisław Brzeziński odpowiadał za kasę, Roman Marciniuk za sprawy rolne, Teresa Brzozowiec za podatki, a Teresa Radomska za finanse. Agronomami gromadzkimi byli Mieczysław Lewczuk i Franciszek Pawlik. USC w Urszulinie w okresie gromadzkim obsługiwał mieszkańców gromad Urszulin, Wytyczno i Wereszczyn, nie obejmował natomiast wsi z gromady Wola Wereszczyńska.

W 1966 roku przy radzie gromadzkiej utworzono społeczną komisję pojednawczą, która prowadziła postępowania ugodowe dla mieszkańców w sprawach cywilnych i drobniejszych sprawach karnych. Pierwszym jej przewodniczącym został Tadeusz Sidorowski, zastępcą Irena Tetyk, a członkami Eugenia Jung, Ryszard Kadela, Jan Kuracki, Hipolit Kędzierawski, Stanisław Kozłowski, Ryszard Stachyra i Kazimierz Chrzaniuk.

Po likwidacji gromad uchwałą WRN utworzono z dniem 1 stycznia 1973 roku nową gminę, nie tylko z siedzibą w Urszulinie, ale również z Urszulinem w nazwie i w nowych granicach. Do nowej gminy nie weszły sołectwa Daleczkąt, Dominiczyn, Helenin, Jagodno, Janówka, Jelino, Komarówka, Lejno, Lipniak, Zagłębocze, Zamłyniec, Zbójno i Zienki, które wchodziły w skład dawnej Gminy Wola Wereszczyńska. Wieś i PGR Zienki przyłączono do gromady w Sosnowicy już w 1961 roku. Obszar gminy powiększono natomiast o Borysik, Sumin i Grabniak.

Nowo utworzone gminy miały być podstawowym organem władzy państwowej i samorządu społecznego, faktycznie jednak podporządkowane były procesom decyzyjnym zapadającym na szczeblach centralnych i wojewódzkich. Jej głównym zadaniem stało się wykonywanie polityki władz państwowych. Namiastką samorządności była gminna rada narodowa, choć faktycznie życiem w gminie kierował jej organ wykonawczy, jakim był naczelnik, wybierany przez radę. Naczelnikiem zostawały osoby namaszczone przez sekretarza Komitetu Gminnego (KG) PZPR, rzadziej zostawały osoby z „partii satelickich”, głównie reprezentujących Zjednoczone Stronnictwo Ludowe (ZSL). W latach siedemdziesiątych budynek urzędu gminy przeniesiono do nowego i piętrowego budynku murowanego przy skrzyżowaniu dzisiejszych ulic Lubelskiej i Modrzewiowej.

Pierwszym Naczelnikiem Gminy Urszulin został w 1973 roku Jerzy Sitański z Andrzejowa, w następnej kadencji zastąpił go na okres ponad 1 roku Roman Marciniuk z Zawadówki. Następczynią Marciniuka została zootechnik z Woli Uhruskiej Romualda Dudzińska, a po niej naczelnikiem został ponownie Roman Marciniuk. W okresie stanu wojennego (w lutym 1982 roku) Marciniuk został odwołany ze stanowiska przez wojewodę chełmskiego, jak w oficjalnym stanowisku uzasadniono, z uwagi na utratę zdolności kierowania w okresie stanu wojennego.88 W późniejszym czasie za kolejny powód odwołania uznano doprowadzenie do niekontrolowanej akceptacji podań na sprzedaż atrakcyjnych towarów89 (tj. kolorowe telewizory, meble, pralki, itp.). Funkcję naczelnika objął wówczas na okres kilku miesięcy komisarz wojskowy, a następnie po raz drugi naczelnikiem została Romualda Dudzińska (przed nominacją pełniła funkcję I sekretarza PZPR w Wyrykach). W 1986 roku została naczelnikiem Gminy Włodawa, a zwolnione stanowisko w Urszulinie objął Andrzej Konieczny do czasu likwidacji gminy w tej formie ustrojowej (tj. 1990 roku).

Naczelnikowi w pracy pomagał sekretarz gminy. Pierwszym sekretarzem w nowoutworzonej gminie został Roman Marciniuk, a gdy objął stanowisko naczelnika, zastąpił go Stanisław Grzegorczyk, a następnie Halina Kupisz. Od 1980 roku funkcję sekretarza pełnił Henryk Wesołowski, jednak, gdy objął funkcję I Sekretarza KG PZPR, zastąpił go Andrzej Konieczny. Po objęciu funkcji naczelnika przez Koniecznego na stanowisko sekretarza powrócił Henryk Wesołowski.

Przewodniczącym GRN w 1973 roku został Jerzy Grabowski. Od następnej kadencji wprowadzono zasadę, by przewodniczącym zostawał gminny sekretarz „partii”, tak więc zostawali nimi Henryk Wierzejski z Wereszczyna, Czesław Chudzik oraz Jan Baczyński ze Świerszczowa. Po zniesieniu tej zasady, na początku 1981 roku, przewodniczącym został wybrany wieloletni naczelnik szkoły Kazimierz Chrzaniuk, po nim stanowisko ponownie objął Henryk Wierzejski, następnie Jerzy Grabowski, by w 1988 roku po raz kolejny wybrać Kazimierza Chrzaniuka.

Skład Gminnej Rady Narodowej z 1978 roku przedstawiał się następująco: Krystyna Jabłońska i Henryk Dąbrowski z Sękowa, Lucjan Sitkowski z Wielkopola, Jeremi Suprynowicz z Borysika, Aleksander Gajos z Zastawia, Henryk Wierzejski i Jan Józefczuk z Wereszczyna, Aleksander Egiert z Sumina, Władysław Sochaczewski z Dębowca, Ryszard Adamski z Grabniaka, Marian Kapała z Wiązowca, Stefan Szwaj z Michałowa, Czesław Chudzik, Jerzy Grabowski i Ludwik Janczura z Urszulina, Stanisław Józefczuk i Stefan Siwik z Andrzejowa, Józef Pawlak z Wincencina, Ryszard Kadela z Babska, Janina Radko, Józef Górski i Urszula Niewiadomska z Woli Wereszczyńskiej, Henryk Ryszkowski z Zawadówki, Józef Huzarek z Nowego Załucza, Józef Dudkiewicz ze Starego Załucza, Józef Dyksa z Wólki Wytyckiej oraz Jan Tyszczuk, Helena Dohojda, Jadwiga Tomala i Barbara Głogowska z Wytyczna.

W 1984 roku do GRN wybrano: Mieczysława Chudasia z Kalinówki, Aleksandra Gajosa, Henryka Wierzejskiego i Konstantego Wołosiuka z Wereszczyna, Jeremiego Suprynowicza, Krystynę Jabłońską, Zbigniewa Witkowskiego z Grabniaka, Mieczysława Szewca i Andrzeja Czajkowskiego z Dębowca, Henryka Kozłowskiego, Kazimierza Chrzaniuka i Tomasza Misztalskiego z Urszulina, Piotra Budkowskiego z Zabrodzia, Mariana Kapałę, Bolesława Junga z Kozubaty, Stefana Siwika i Piotra Kędzierskiego z Andrzejowa, Józefa Pawlaka, Janinę Radko, Józefa Górskiego, Stanisława Szynkorę z Jamnik, Tomasza Kaczmarzewskiego z Babska, Zbigniewa Szymańskiego z Nowego Załucza, Alicję Janiuk ze Starego Załucza, Józefa Osieleńca z Zawadówki, Ludwika Zacharskiego, Barbarę Żołnacz, Stanisława Waszuka i Grzegorz Droba z Wytyczna oraz Stanisława Ryszkowskiego z Wólki Wytyckiej.

Gminę w WRN najdłużej reprezentowali Marian Kapała i Jan Panasiuk z Zastawia (w latach 1976-1988). W 1988 roku członkiem WRN został weterynarz Romuald Cisłak.



    1. Struktury polityczne

Po zakończeniu okupacji niemieckiej zaczęły na terenie gminy tworzyć się organizacje polityczne. Jeszcze w pierwszych latach ośrodkiem życia politycznego w gminie była Wola Wereszczyńska, jednak wraz z przeniesieniem siedziby gminy Urszulin stał się faktycznym ośrodkiem decyzjno-politycznym. Rywalizowali ze sobą przede wszystkim komuniści z PPR (przekształconym w PZPR), proradzieccy ludowcy z SL i ludowcy prolondyńscy z Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) Stanisława Mikołajczyka. Z PSL związał się gminny lekarz Mikołaj Żukowski. Co roku z rozmachem organizowano dożynki, biegi narodowe i podobne uroczystości90wspomina syn Piotr Żukowski. Niestety, członkostwo w PSL odbiło się później przy aresztowaniu i osadzeniu ojca na ul Krótkiej w Lublinie. Retorsja władz po emigracji Stanisława Mikołajczyka odbiła się niemal na wszystkich członkach PSL w naszej gminie, bardzo wówczas aktywnej w całym powiecie włodawskim91opowiada Jerzy Żukowski. Władze powiatowe o współpracę z ludowcami podejrzewali także wójta Jana Ochala. Okazją do pierwszego starcia politycznego było referendum z dnia 30 czerwca 1946 roku, niestety sfałszowane. Urnę z głosami z referendum przewieziono z Urszulina do Parczewa, bez jakiegokolwiek przeliczenia i pod nieobecność członków komisji. Oficjalne wyniki wskazywały na zdecydowane zwycięstwo rządu, czyli na głosowanie przez ludność 3 x TAK. Zgoła odmienne były wyniki nieoficjalne, znane jedynie dla służby bezpieczeństwa. W głosowaniu udział wzięło 2.254 osób na 2.935 osób uprawnionych do głosowania. Na pierwsze pytanie, dotyczące zniesienia senatu, odpowiedź pozytywną dało 314 osób, negatywną aż 1.860, co oznaczała zdecydowany sukces PSL i WiN, które agitowały za taką odpowiedzią. Na drugie pytanie dotyczące przeprowadzenia reformy rolnej i upaństwowienia gospodarki pozytywnej odpowiedzi udzieliło 344 osoby, a negatywnej 1.784. Jedynie na trzecie pytanie, dotyczące utrwalenia zachodnich granic państwa na Odrze i Nysie, większość odpowiedziało pozytywnie. Za odpowiedzią TAK głosowało 1.969 osób, zaś na odpowiedź NIE tylko 153. Bezpieka „zadbała” również o wynik w styczniowych wyborach do Sejmu Ustawodawczego z 1947 roku. W związku z przebiegiem wyborów w tajnym raporcie bezpieki ówczesnego sołtysa wsi uznano za wrogiego władzy ludowej, choć nie spotkały jego z tego powodu większe represje.

Celem obrony indywidualnych form gospodarowania na wsi, praw w spółdzielniach, czy autonomii Kościoła, działacze opozycyjni wstępowali do „satelickiego” SL, później przekształconego w ZSL. Partie te w Urszulinie, jak i w innych okolicznych miejscowościach (np. Wytyczno, Wola Wereszczyńska, Zabrodzie, Wereszczyn), stały się jedyną legalną siłą, przeciwstawiającą komunizacji wszelkich sfer życia. Wstąpiło do niej większość pierwszych powojennych decydentów gminnych, wójtowie Jan Ochal, Hieronim Radomski oraz ich współpracownicy Wacław Zabłuda, Józef Klauda, czy Stanisław Podkowa. Włodawska bezpieka, uświadamiając sobie opozycyjność ludowców, poddała ich szczegółowej inwigilacji. Niejednokrotnie w swoich tajnych raportach podkreślali, że SL i ZSL jest silnie rozbudowane i bazuje w większości na elementach kapitalistycznych, jak również dużej liczbie inteligencji. Jako, że SL i ZSL były legalnie działającymi partiami politycznymi, funkcjonariusze bezpieki nie mogli poddać ich członków represjom, dopóki nie zostały naruszone przepisy prawa karnego. Naciski na władze powiatowe i wojewódzkie ludowców, dotyczące usuwania wrogich w stosunku do idei komunistycznej „elementów”, nie przynosiły skutków. Stąd też zebrania członków miejscowych struktur ludowców stały się płaszczyzną ostrej krytyki polityki rządowej. Na spotkaniu miejscowego Zarządu Gminnego SL, które odbyło się w Urszulinie w dniu 13 lutego 1949 roku, poddano krytyce działania partii rządzącej. Sekretarz partii Ludwik Brodowski stwierdził, iż ujawnieni (tj. członkowie AK, WiN i PSL) obecnie nie mają żadnego głosu i prawa. Pod adresem PZPR powiedział, że prowadzi rozbijacką robotę, wobec czego nic nie wypada robić, jak tylko pójść do bandy.

Życiem w Urszulinie, ale też w całej gminie, kierował faktycznie gminny sekretarz PZPR, które to stanowisko było nawet opłacane ze środków państwowych. Sekretarz decydował o sprawach społecznych i gospodarczych gminy, o inwestycjach, a nawet o zatrudnieniu. W instytucjach państwowych na kierowniczych stanowiskach pracować mogły wyłącznie osoby posiadające legitymację jednej z 3 legalnie działających partii. Wobec niechęci do PZPR bardzo dużo osób pracujących w administracji zapisywało się do ZSL. Lokalne władze partii ludowej nie narzucały światopoglądu komunistycznego, jak to było w PZPR, a przede wszystkim zezwalały na uczestnictwo w życiu religijnym, co było bardzo mocno krytykowane u silniejszego sojusznika.

Pod koniec lat czterdziestych funkcję sekretarza gminnego PZPR sprawował Daniel Tyszczuk, a w 1950 roku zastąpił go Franciszek Potapczuk z Urszulina. Jego w 1951 roku na krótko zmienił najpierw Piotr Piskała, potem Jan Kudła, po nich sekretarzem wybrano Bolesława Szalasta. W 1954 roku sekretarzem gminnym był już Aleksander Hetman. W latach sześćdziesiątych funkcję I sekretarza KG PZPR pełnił Józef Lewandowski z Zabrodzia, po nim Henryk Kozłowski, Marian Baranowski z Wytyczna, Czesław Chudzik, Jan Baczyński ze Świerszczowa (do połowy 1981 roku), Henryk Wesołowski, oraz Kazimierz Panasiuk. Panasiuk sekretarzem partii tylko przez rok (od grudnia 1983 roku) i to w charakterze społecznym, odrzucając państwowy etat. Było to związane z niechęcią rozstania się z pracą w PGR Andrzejów. Panasiuka zastąpił Kazimierz Stopa z Kopiny, który pełnił funkcję sekretarza do 1989 roku. Członkami Komitetu Wojewódzkiego PZPR i innych wojewódzkich organów partyjnych lub delegatami na zjazd zostawali Marian Kapała z Wiązowca, Kazimierz Lewandowski, Romualda Dudzińska, Marian Baranowski z Wytyczna, Henryk Ośko, Tadeusz Stadnik, Michał Ośko z Nowego Załucza, Hieronim Kociuba z Dębowca i Wacław Perchuć. Marian Baranowski dwukrotnie uczestniczył w Zjeździe Krajowym PZPR. Od 1976 do 1988 roku Marian Kapała był wybierany z listy PZPR na radnego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie. W wyborach z 1988 roku radną została Janina Chrzniuk, pokonując Tomasza Misztalskiego i Mariana Kapałę.

Według stanu z końca 1979 roku partia liczyła w gminie 263 członków, a w każdej większej wsi miało struktury w formie Podstawowych Organizacji Partyjnych (POP). Po ogłoszeniu stanu wojennego nastąpił kryzys w strukturach partyjnych, co potwierdzają słowa delegata na zjazd wojewódzki PZPR z 1983 roku Mariana Baranowskiego. W dyskusji zwrócił uwagę, że najpilniejszym zadaniem powinno być umacnianie POP i jej szeregowych członków oraz ich obrona przed niesłusznymi szykanami ze strony przeciwników naszej ideologii.92 W połowie lat osiemdziesiątych nastąpił wzrost liczby członków partii, szczególnie w POP, funkcjonujących przy większych zakładach pracy. W największym tutejszym zakładzie, czyli w Kombinacie PGR Urszulin, do PZPR należało połowa pracowników, a funkcję sekretarza POP pełnił wówczas Jerzy Zabłocki. O aktywności członków organizacji mówił w jednym z wywiadów „Tygodnika Chełmskiego: Wielu naszych pracowników to aktyw gminny, mamy też delegatów na konferencję gminną. To ułatwia nam przeforsowanie wielu spraw. Zyskaliśmy zaufanie wśród bezpartyjnych pracowników. Coraz częściej zwracają się do nas ze swoimi sprawami. Pomagamy w miarę naszych możliwości. Są to głównie problemy większościowe, oraz dotyczące warunków pracy. Chwalił wzrost samodzielności POP, dodając, że jako sekretarz nie chodzę po wskazówki do instancji wyższej.93

PZPR wspierały organizacje polityczne, jak Związek Młodzieży Polskiej (ZMP), czy Związek Walki Młodych (ZWM). W 1950 roku strukturami gminnymi ZWM kierował Stanisław Dziubiński, a w roku następnym Kazimierz Drozdowski. Aktywnie w powiatowych strukturach działał Edward Gronicki z Urszulina, jednakże jego politycznej karierze utrudniały „inteligenckie” korzenie, był bowiem synem nauczycielki. Towarzysz z organizacji Jan Ignaciuk we wspomnieniach zapisał: Stanisław Łopatniuk – przywódca naszej rewolucyjnej grupy młodzieżowej miał zastrzeżenia do Edka Gronickiego z powodu jego inteligenckiego pochodzenia. Nie miał bowiem do niego zaufania. Szeptał nam na ucho, że taki inteligent jak Gronicki nie może być prawdziwym rewolucjonistą, i to oddanym dla Partii na śmierć i życie. Taki mięczak może załamać się i nas wszystkich wydać wrogom rewolucji.94 Jego matka Kazimiera Gronicka stała na czele Ligi Kobiet. Strukturami ZMP w gminie kierował Kazimierz Staniak

Strukturami gminnymi ZSL kierował natomiast prezes, a kadencja wynosiła najczęściej 2 lata. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych funkcję prezesa ZSL (a przed 1949 rokiem SL) sprawował Bolesław Żuraw, a po nim Kazimierz Szuta. Sekretarzem struktur wykonawczych był wówczas Jerzy Grabowski, któremu w latach sześćdziesiątych powierzono funkcję prezesa. W tym czasie liczba członków ZSL była największa. O aktywności gminnej organizacji partyjnej dowodzą chociażby składki na fundację powiatowego sztandaru. Z Urszulina przekazano 1.000 zł. – najwięcej w powiecie. Na okres następnych 2 kadencji Grabowskiego na funkcji prezesa zastąpił Jan Panasiuk z Zastawia. Po Panasiuku prezesami byli kolejno Roman Mazurek, ponownie Jerzy Grabowski, Andrzej Konieczny i Jan Panasiuk, który na funkcji prezesa pozostał do 2008 roku. Pod koniec lat osiemdziesiątych gminne struktury liczyły ponad 30 członków, czego dowodzą liczby prenumerat ludowej prasy. „Zielony Sztandar” prenumerowało 31 osób, a „Dziennik Ludowy” – 7. Jan Panasiuk był delegatem do WRN w Chełmie przez 3 kadencje (w latach 1976-1988), a następnie taką funkcję z ramienia ZSL pełnił miejscowy weterynarz Romuald Cisłak. W ostatnich wyborach z 1988 roku Romuald Cisłak wygrał z Janem Panasiukiem i Wiesławem Szynkorą z Jamnik.

Już w 1980 roku zaczęły w gminie tworzyć się struktury organizacji opozycyjnych. W Urszulinie zawiązały się struktury Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych (NSZZ RI) „Solidarność”. Liderem tejże organizacji został Henryk Lewandowski. Rozwój związku zahamowało ogłoszenie stanu wojennego. Nie tylko rozwiązano struktury organizacji opozycyjnych, ale również wprowadzono szereg ograniczeń w życiu codziennym. Wojewoda Chełmski Alojzy Zieliński wprowadził ograniczenia swobody poruszania się w miastach Chełm, Włodawa i Krasnystaw w godzinach 22.00-6.00, wprowadzono zakaz sprzedaży napojów alkoholowych o zawartości alkoholu powyżej 4,5%, zawieszono działalność instytucji kulturalnych, czy też artystyczną i rozrywkową prowadzoną w lokalach gastronomicznych, zakazano prowadzenia handlu ulicznego, jak również zakazano wykonywania zdjęć fotograficznych i filmowych na terenie całego województwa. Odpowiedzią rządu na tworzenie się niezależnych związków zawodowych były utworzony w czasie stanu wojennego Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego (PRON), organizacja polityczna mająca na celu wykazanie poparcia dla polityki partii. Przewodniczącym Gminnego Zjazdu PRON w Urszulinie został Ryszard Drob.

Działalność organizacji solidarnościowych ożywiła się dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych. W dniu 22 października 1989 roku powołany został Komitet Obywatelski Gminy Urszulin, kierował nim nowy dyrektor szkoły Zdzisław Herbut. Komitet wystawił swoich kandydatów w wyborach samorządowych w 1990 roku.



    1. Instytucje publiczne

Posterunek MO umieszczono w dworze w Starym Andrzejowie, a jej naczelnikiem został Lucjan Gajownik. W 1948 roku zastąpił go Franciszek Kowalczyk, a w latach pięćdziesiątych Jozef Wulczak. Jednymi z pierwszych milicjantów byli Sutryk, Jerzy Badurowicz, Marian Iwan Wacław Rekucki, Stanisław Steciuk, Aleksander Włodarczyk i wspomniany Jan Matczuk. Wyposażenie posterunku było słabe, brakowało nawet środka transportu, dlatego też na sesji GRN w maju 1948 roku radni podjęli decyzję o opodatkowaniu mieszkańców celem utrzymania stójki konnej.95 Ponadto gromady miały obowiązek wyznaczać osoby do pełnienia warty. Poważnym problemem było pijaństwo funkcjonariuszy. Niejednokrotnie w raportach włodawskiej bezpieki podkreślano, że stan pijaństwa kompromituje i traci zaufanie wśród społeczeństwa postępowego, co również ujemnie oddziaływuje na realizację linii partii i Rządu. W raporcie z 1950 roku alarmowano, że komendant placówki MO w Urszulinie systematycznie się upija i zaniedbuje się w pracy (…), stąd też nie żyje zagadnieniem zwalczania bandytyzmu.96 Początkowo próbowano tolerować pijaństwo, gdyż nie zarządzano wystarczającą kadrą do obsady wszystkich posterunków, z czasem jednak upijających się milicjantów umieszczano w areszcie.

Zastępcą komendanta w latach sześćdziesiątych był Jan Wysocki, a jednym z funkcjonariuszy – Jan Ignatiuk. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych komendantem był Waldemar Niemiec.

Jako miejscowość gminna Urszulin posiadał swoją placówkę pocztową. Pierwszym powojennym kierownikiem został Bolesław Żmuda, a po nim funkcję przejął Tadeusz Sidorowski. Listonoszami zostali natomiast Czesław Świerszcz ze Starego Załucza, Stanisław Werner z Andrzejowa i Marian Pajączkowski z Zabrodzia. Początkowo placówka znajdowała się w domu Władysława i Jadwigi Misztalskich, a następnie w domu Wiczuków. Po wybudowaniu murowanego budynku przeniesiono do niej także placówkę pocztową. Podczas aktualizacji w 1952 roku podziału administracyjnego Województwa Lubelskiego na gromady określono obwody pocztowe. Do placówki w Urszulinie przyporządkowano gromady: Urszulin, Andrzejów, Babsk, Dominiczyn, Dębowiec, Michałów, Wincencin, Wytyczno, Wólkę Wytycką, Zabrodzie, a także Sumin i Grabniak z ówczesnej Gminy Wiszniewice (Cyców),

W 1950 roku do Urszulina przeniesiono z Wereszczyna siedzibę Kasy Stefczyka, działającej tam od 1928 roku. Placówka zamieniona w bank spółdzielczy znajdowała się w budynku drewnianym, znajdującym się przy ulicy Lubelskiej, naprzeciwko lodziarni Zuzanny Mazurek. Dopiero w 1982 roku bank przeniesiono do budynku murowanego, w którym znajduje się do dnia dzisiejszego. Pierwszym dyrektorem mianowano Józefa Grendę z Andrzejowa, został jednak aresztowany za malwersacje finansowe. Kolejnymi dyrektorami zostawali kolejno Henryk Kozłowski, Antoni Marczewski, Mieczysław Michalski, ponownie Kozłowski, Marczewski, Andrzej Konieczny, Marian Baranowski i Eugeniusz Głogowski z Wytyczna.

Bardzo szybko, bo jeszcze we wrześniu 1944 roku, reaktywowano we wsi nauczanie w pięcioklasowej szkole. W pierwszym roku nauczali kierowniczka szkoły Zofia Kozłowska, Połajdowiczowa z Sękowa, a religii wikariusz z Wereszczyna ks. Jan Dziedzic, przebywający na co dzień w Wytycznie. W kolejnym roku Kozłowskiej pomagał w nauczaniu Antoni Anders, kierownik szkoły z Wytyczna. Rok szkolny rozpoczęło 149 uczniów, a skończyło jedynie 81 dzieci. Tak duży spadek liczby dzieci wynikał z bardzo ożywionego wówczas ruchu migracyjnego, gdyż wielu dotychczasowych mieszkańców osiedlało się na ziemiach odzyskanych. Wszystkie uczęszczające do szkoły dzieci były wyznania rzymskokatolickiego. Wraz ze zmniejszeniem się liczby dzieci oraz problemów w zapewnieniu wystarczającej liczbie nauczycieli zredukowano klasy do dwóch.

Początkowo szkoła znajdowała się w tym samym budynku, co przed wojną. Na wyposażeniu znajdowało się 30 ławek podwójnych i 3 trzyosobowe. Z racji dużego obwodu szkolnego już w pierwszych latach po wojnie zastanawiano się na sesjach GRN o wyznaczeniu nowej lokalizacji i budowie szkoły. W 1947 roku postanowiono wykupić 1 ha gruntu z budynkiem pożydowskim od Józefa Kozieradzkiego, przeznaczając w formie zapłaty ponad trzyhektarowy poniemiecki plac szkolny w Michałowie. Plany zmieniono, gdyż zgłosił się właściciel ziemi pożydowskiej i ziemię sprzedał.97 W kolejnych latach GRN podjęła uchwałę o budowie szkoły i domu nauczyciela w przejętym majątku Przybyszewskiego. Zakupiono nawet dom w Kaplonosach, ale również i tego planu nie zrealizowano. W sierpniu 1948 roku GRN powołała Komitet Budowy Szkół, przeznaczając kwotę 1.500.000 złotych. Przewodniczącym został Aleksander Gierliński z Wiązowca, a członkami Stefan Jung z Kozubaty, Kazimierz Martynowski z Urszulina i Maria Mierzwa z Wereszczyna. Na nową szkołę w Urszulinie mieszkańcy czekali jednak do 1960 roku.

W okresie letnim budynek szkolny wykorzystywany był również do innych celów, chociażby jako magazyn dla prowadzonego skupu owoców. Lekcje w siedmioklasowej szkole odbywały się w klasach łączonych, a przebiegająca przed budynkiem droga służyła dzieciom za boisko. Trzeba było ciągle uważać, czy drogą nie jedzie jakaś furmankawspomina ówczesna nauczycielka Janina Chrzaniuk. Wraz ze wzrostem liczby dzieci na sale lekcyjne adoptowano pomieszczenia w budynkach prywatnych. W domu rodziny Sidorowskich wynajęte było pomieszczenie do zajęć technicznych, zaś w domu rodziny Dorszów na salę lekcyjną zaadaptowano podpiwniczenie. Janina Chrzaniuk po latach opisuje warunki, w jakich odbywały się wówczas zajęcia: Na jednej połowie pomieszczenia odbywały się lekcje, a w drugiej połowie stały kurczęta.

Od 1948 roku przy szkole funkcjonowała gminna biblioteka z 11 zamiejscowymi punktami bibliotecznymi. W pierwszym roku otrzymała jedynie 11 tytułów (po 10 egzemplarzy każdy), ale w kolejnych latach zbiory szybko powiększyły się. W 1950 roku biblioteka posiadała już 779 egzemplarzy. Kierownikiem mianowano Kazimierza Brożka, a bibliotekarzem gminnym została Helena Bogutyn. W 1949 roku uruchomiono trzyletnią szkołę przysposobienia rolniczego.

Pierwszych powojennych nauczycieli zastąpiła Kazimiera Gronicka, Dąbrowska i Furmaniuk, religii nauczał zaś proboszcz z Wytyczna ks. Jan Rębisz. W późniejszych latach pojawili się nauczyciele Tadeusz Sucharski, Kazimierz Chrzaniuk, Halina Michańska, Janina Kłos, Jadwiga Anders z Wytyczna i Młynarczyk. Kazimierz Chrzaniuk pełnił funkcję kierownika, a następnie dyrektora szkoły, począwszy od 1953 roku, przez okres 25 lat. Do dnia dzisiejszego jego wychowankowie wspominają o wysokim poziomie nauczania, co przekładało się na pozytywne wyniki przy egzaminach do szkół średnich. Jeszcze w latach czterdziestych i na początku lat pięćdziesiątych religii w szkole nauczał ks. Władysław Urbańczyk z parafii wereszczyńskiej, choć często zastępowały go katechetki (zakonnice) z Wereszczyna. Nauczanie religii w szkole z upływem czasu zostało zabronione, więc katechezy przeniesiono do punktu katechetycznego, który początkowo znajdował się w domu Jadwigi i Władysława Misztalskich. Walka państwa z Kościołem osiągnęła taki poziom, że gdy podczas kolędy przyjęliśmy księdza do domu, to już następnego dnia mąż musiał tłumaczyć się ze swojego czynu przed władzami wojewódzkimi wspomina Janina Chrzaniuk.

W grudniu 1952 roku WRN wprowadziła do swoich wieloletnich planów inwestycyjnych budowę w Urszulinie nowej szkoły murowanej. Środki na budowę pochodzić miały ze sprzedaży materiałów z rozbiórki starej szkoły oraz ze środków państwowych. Mijały lata, a szkoły nie było, stąd też mieszkańcy rozpoczęli jesienią 1959 roku „dziką budowę”. Tak nazywano budowę z drewna rozbiórkowego (4 poukraińskich chat z Wyryk i Suchawy) nowej szkoły drewnianej, większej od poprzedniej, pomimo braku zgody Wydziału Oświaty WRN. Władze państwowe zabraniały wówczas budowania szkół drewnianych, zezwalając jedynie na szkoły murowane, jednakże wobec braków lokalowych działanie mieszkańców ostatecznie zaakceptowano. Po wprowadzeniu się do nowego budynku szkolnego starą szkołę rozebrano.

Nie od razu cały budynek szkoły został oddany do użytku, gdyż w pierwszym roku tylko niektóre pomieszczenia zostały wykończone, zaś pozostałe znajdowały się w stanie surowym. Jednak z czasem warunki lokalowe uległy znacznemu polepszeniu, choć w stosunku do budynków szkolnych z Wytyczna, Wereszczyna i Woli Wereszczyńskiej szkoła w Urszulinie nie prezentowała się najlepiej. W szesnastą rocznicę ogłoszenia manifestu PKWN, czyli w dniu 22 lipca 1960 roku, w szkole zabłysła pierwsza żarówka. Rok później zakupiono telewizor, a cały plac szkolny zadrzewiono topolą i krzewami morwy. Najgorzej było w okresie zimowym, co opisuje cytowana już Janina Chrzaniuk: W ostre zimy dzieciom zamarzał atrament w kałamarzach, w miednicach woda, a by utrzymać odpowiednią temperaturę w pomieszczeniach woźny musiał przychodzić już o godzinie czwartej, by dobrze dogrzać piec kaflowy. Piec był chyba marnie wykonany, skoro kafle się rozchodziły, dlatego też co jakieś dwadzieścia minut musieliśmy przeprowadzać ćwiczenia rozgrzewające. Toaleta była na podwórku, stąd dzieci, jak i nauczyciele dość często chorowali na zapalenie nerek i pęcherzy. Wiosną i jesienią pojawiał się problem zawilgocenia, stąd też bardzo szybko pojawiły się zagrzybienia. Rosnąca szybko liczba uczniów powodowała konieczność umieszczenia niektórych klas w budynkach prywatnych. Między biurkiem nauczyciela a ławkami uczniów nie było miejsca, by się swobodnie poruszać wspomina Czesław Chudzik. Negatywne opinie nauczycieli nie były jedynymi, problem zauważały władze wojewódzkie i dziennikarze. W „Tygodniku Chełmskim” napisano: Uczniowie siedzieli po troje w ławkach, z nosem na tablicy. Niektórzy z nich mieli wątpliwą przyjemność pobierać nauki w… piwnicach. I nie dlatego, że kształcenie było zakazane, po prostu były to jedyne pomieszczenia, które udało się wynająć i przystosować dla potrzeb szkoły.98 Oprócz podpiwniczenia w domu Doroszów wykorzystywano jedno pomieszczenie w starym budynku gminnym i w domu rodzinnym Korniaków, a dwa pomieszczenia w domu rodzinnym Łukasiewiczów.

Jeszcze przed oddaniem nowej, drewnianej szkoły do użytku pojawili się w Urszulinie nowi nauczyciele, czyli Janina Ryszkowska (po mężu Chrzaniuk), Genowefa Chwedczuk, Halina Pawlik i Halina Us (po mężu Kotiuk), a z Wereszczyna przybyła Leokadia Borys, jednak została oddelegowana do szkoły w Andrzejowie. Problemem były lokale mieszkaniowe dla nowych nauczycielek, gościny na kilka lat udzieliło małżeństwo Misztalskich, wynajmując im jeden pokój. Na przestrzeni kolejnych lat do szkoły przybyli: Henryka Jonasz, Halina Oleszczuk, Danuta Chwedoruk, Ewa Zabłuda, Jan Aleksandrowicz, Krystyna i Czesław Chudzikowie, Elżbieta Kowalska (której powierzono funkcję gminnego inspektora oświaty i wychowania, odpowiedzialnej chociażby za sprawy zatrudniania nauczycieli), Henryk Mieczkowski, Zofia Kędzierska, Barbara Siroń, Irena Dynos, Alicja Zabłocka, Zofia Stupka, Marianna Matusik, czy Teresa Marciniuk. W 1978 roku stanowisko dyrektora na krótko przejęła Irena Dynos, a w następnym roku funkcja ta przypadła Janowi Aleksandrowiczowi.

W latach pięćdziesiątych utworzono Uniwersytet Powszechny w Urszulinie, na bazie 10 szkół (Urszulin, Wytyczno, Wielkopole, Wincencin, Andrzejów, Dębowiec, Stare Zatłucze, Wola Wereszczyńska i Zienki), którego głównym celem było szerzenie oświaty i kultury wśród dorosłych. Kierownikiem uniwersytetu został Zdzisław Olkowski. Organizowano kursy wieczorowe dla młodzieży i dorosłych, którzy ze względu na wcześniejsze zaniedbania, a przede wszystkim wskutek wojny, nie ukończyli 7 klas. Do każdej pracy wymagali ukończonych 7 klas, więc trzeba było uzupełnić edukację. Ale co to za nuka była, niektórzy to ni be, ni me. Na egzaminie to chłopy ani godziny nie byli, nic nie zdawali, a papier dali. Przynajmniej rozrywki trochę byli, ale nauki żadnej powraca pamięcią Franciszek Kamiński. Kursy wieczorowe służyły ponadto realizacji popularnego hasła likwidacji analfabetyzmu. Chodziło tylko o to, aby każdy się mógł podpisać wspomina ówczesna pracownica urzędu gromadzkiego Maria Kozłowska. Jeszcze w latach sześćdziesiątych wiele osób podpisywało się krzyżykami. Po krótkim okresie funkcjonowania usamodzielnił się uniwersytet w Wereszczynie, a następnie w Wytycznie, co doprowadziło do rozpadu uniwersytetu gminnego. Do całkowitego upadku tej koncepcji przyszło z momentem, kiedy zapoznano się z przepisami finansowymi. Okazało się, że nie było w państwie przepisów, które by urządziły wydatki na ten typ uniwersytetów99zapisał Zdzisław Olkowski w kronice szkolnej z Woli Wereszczyńskiej. W latach sześćdziesiątych powrócono do kursów wieczornych dla dorosłych.

W 1968 roku do Urszulina przeniesiono z Woli Wereszczyńskiej szkołę przysposobienia rolniczego, gdyż wcześniej uruchomiona w Urszulinie zaniechała działalności. W szkole przygotowywano młodzież pozaszkolną do przejmowania po rodzicach gospodarstw rolnych. Nauczania zawodów rolniczych prowadził Roman Marciniuk. W kolejnych latach młodzież do 35 roku życia, prowadzącą gospodarstwo rolne, założyła na terenie gminy dwa Kluby Młodego Rolnika. Przy wsparciu rolniczych instytucji wojewódzkich kluby otrzymywały czasopisma rolnicze, a ich członkowie byli szkoleni w zakresie podnoszenia wiedzy rolniczej. W latach osiemdziesiątych w mieszkaniach bloku kombinatu rolnego utworzono dla najmłodszych przedszkole. Uczyła Teresa Arciszewska i Władysława Biernacka.

Także młodzież szkolną angażowano w ramach obowiązkowego czynu społecznego do prac rolnych. Każdej jesieni dzieci uczestniczyły w pracach rolnych w PGR-ach w Andrzejowie i Zienkach, ale także u osób starszych. W 1974 roku zbierano chociażby ziemniaki u 88-letniej Krygierowej, Oprócz prac przy wykopkach dzieci angażowano do sadzenia drzewek, czy sprzątania miejscowości. Nagrodą za aktywność były najczęściej drobne upominki, jednakże w 1978 roku, za udział uczniów w powszechnej zbiórce złomu, szkoła otrzymała kolorowy telewizor. Powszechne były zajęcia z funkcjonariuszami służb państwowych, takich jak Milicja Obywatelska, czy Ludowe Wojsko Polskie. W 1984 roku przyjechali nawet goście z zagranicy. Byli to kombatanci z ZSRR, którzy opowiadali dzieciom o walce z faszyzmem niemieckim na ziemi polskiej.

Szkoła w Urszulinie pełnia przez dłuższy czas funkcję zbiorczej szkoły gminnej, dlatego też dysponowała autobusem do dowozu dzieci zamiejscowych zwłaszcza, że stopniowo likwidowano na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych szkoły czteroklasowe w mniejszych miejscowościach (Andrzejów, Dębowiec, Stare Załucze). Było to marne auto, którym kierował Pan Ryszard Kotiuk. Ni to bus, ni to gazik, nie wiadomo co, a wchodziło tam z wielką biedą kilkanaścioro dzieci opisuje pierwszy szkolny transport w Urszulinie ówczesny nauczyciel Czesław Chudzik. W 1981 roku funkcję gminnej szkoły zbiorczej przejęła placówka w Wytycznie. Władze oświatowe województwa uważając, że tablica z napisem „Zbiorcza Szkoła Gminna w Urszulinie” przymocowana do „takiego” budynku jest profanacją (oczywiście tablicy) podjęły decyzje o obniżeniu stopnia organizacyjnego szkoły i przeniesieniu szkoły zbiorczej do Wytyczna. Pozostać miała tylko czteroklasówka100 - opisał dziennikarz „Tygodnika Chełmskiego”. Planów redukcji klas jednak nie zrealizowano, a po upływie roku, w wyniku oddania do użytku nowego parterowego budynku, szkoła zbiorcza powróciła do Urszulina.

Likwidacja mniejszych ościennych szkół powodowała lawinowy wzrost liczby dzieci. Wobec problemów lokalowych brano pod uwagę nawet wożenie dzieci siódmych i ósmych klas do szkoły w Wytycznie. Z tego pomysły nie zrealizowano, ale wprowadzono nauczanie zmianowe, a niektóre dzieci przeniesiono do szkół w Wytycznie i Woli Wereszczyńskiej. Z tych też na jednej ze szkolnych wywiadówek pojawił się pomysł, by wykorzystać jeden z baraków kombinatu rolnego z miejscowości Zbójno, który był przeznaczony do rozbiórki. W tej sprawie zobowiązali się pomóc pracownicy kombinatu Tadeusz Stadnik i Kazimierz Panasiuk, którzy mieli swoje dzieci w wymienionych rocznikach. Zadeklarowaliśmy pomoc, ale uczyniliśmy to bez wiedzy dyrektora Laskowskiego. Następnego dnia poszliśmy do niego, aby o tym powiedzieć, na co on wyraził zgodę – wspomina Kazimierz Panasiuk. Na mieszkańcach spoczął obowiązek przewiezienia elementów baraku, wylania fundamentów i złożenia baraku. Przy spełnieniu tych zobowiązań budynek został przekazany bezpłatnie, tak więc w 1982 roku na placu szkolnym oddano do użytku tzw. „słomianą szkołę”. Był do parterowy, podłużny budynek zmontowany z płyt paździerzowych, w którym znajdowało się 6 sal lekcyjnych, biblioteka, pokój dyrektora i sekretariat. Standardy były lepsze niż w starej szkole, gdyż wmurowano piec, czy też zamontowano centralne ogrzewanie. Niestety, pomimo wszystko jest ciasno. Są problemy z przechowywaniem pomocy naukowych. Wiele rzeczy moglibyśmy sprowadzić, ale gdzie je trzymać. Niemożliwością jest tez zebrania ponad 30 uczniów w Sali o powierzchni około 40 metrów kwadratowych. Są trudności z organizacją apeli i wszelkich uroczystości101odpowiadała na pytania dziennikarza o warunki lokalowe budynku nauczycielka Alicja Zabłocka. Z tego tez powodu, jaki i ze względu na niską jakość materiału, z którego postawiono budynek, służby sanepidu pod koniec lat osiemdziesiątych nakazały dokonania rozbiórki budynku.

Szybko rosnąca liczba mieszkańców samego Urszulina powodowała, że nowy podłużny budynek nie rozwiązywał problemów lokalowych. Już w lutym 1968 roku na zebraniu rodzicielskim rodzice zobowiązali się uiścić jednorazowo na budowę nowej murowanej szkoły kwotę w wysokości 200 zł. od każdej rodziny. Ponadto w trakcie prac nad budową z każdej rodziny jedna osoba miała świadczyć usługi konno przez jedną dniówkę i jedną dniówkę pieszo. Powołano nawet komitet budowy, w skład którego weszli: Kazimierz Grabowski, Ryszard Dębicki, Kazimierz Chrzaniuk, Jerzy Grabowski, Tadeusz Sidorowski, Stanisław Kozłowski i Edward Wasilewicz. Widząc aktywność mieszkańców władze gminy wystąpiły do władz powiatowych z prośbą o rozwiązanie problemu budynku szkolnego. W powiecie proponowano wybudowanie w Urszulinie budynku sześcioizbowego, co zostało wpisane do planów inwestycyjnych już w 1965 roku. Na zebraniu ogólnym w 1968 roku mieszkańcy nie zgodzili się jednak na ten pomysł, gdyż uważano, że taka szkoła nie zapewniłaby warunków lokalowych na przyszłe kilkadziesiąt lat.

Wobec reorganizacji władz terenowych w 1975 roku adresatem próśb władz gminnych stał się wojewoda chełmski. Ja byłem wtedy przewodniczącym rady i sekretarzem KG PZPR. Razem z naczelnikiem Romanem Marciniukiem zabiegaliśmy u wojewody o przesunięcie kolejności budowy szkoły w Urszulinie z czwartego na pierwsze miejsce. Wojewoda Łaszcz przychylał się do naszych argumentów, natomiast kurator oświaty na to się nie godził, tłumacząc innymi decyzjami i brakiem funduszy wspomina Czesław Chudzik. W wyniku jego starań do Urszulina przyjechała w tej sprawie nawet 4 posłów z sejmowej Komisji Kultury i Oświaty. W spotkaniu udział wzięli przedstawiciele władz gminnych (Czesław Chudzik i dyrektor szkoły Kazimierz Chrzaniuk) i wojewódzki kurator oświaty. O przebiegu spotkania opowiada Czesław Chudzik: Spotkanie odbyło się w lutym w starej, bardzo zimnej szkole. Rozmowy trwały ponad 2 godziny. Negatywnie oceniam postawę kuratora, który jako zwierzchnik Chrzaniuka bardzo ograniczał jego wypowiedzi. Byłem przekonany, że nasza argumentacja i bardzo mizerny stan szkoły oraz to, że goście porządnie zmarzli, przekona do szybkiego zajęcia się budową szkoły. Po miesiącu na spotkaniu u wojewody dowiedzieliśmy się, że szkoła w Urszulinie będzie budowana w pierwszej kolejności. W dniu 13 grudnia 1980 roku przewodniczący Jan Baczyński zwołał otwartą sesję GRN, na którą zaprosił również wojewodę i innych przedstawicieli urzędu wojewódzkiego. Do małej salki SKR przybyło ponad 100 osób. Był to mroźny grudniowy dzień, ale atmosfera na spotkaniu była tak podniosła, że przedstawiciele urzędu zdejmowali marynarki wspomina Jan Baczyński. Na spotkaniu wojewoda ponownie zobowiązał się wpisać inwestycję budowy szkoły z halą sportową, podobnie jak i budowę gminnego ośrodka zdrowia, na pierwsze miejsce wojewódzkich planów inwestycyjnych. Wprawdzie okrojono trochę nasze propozycje – 25 sal i pełnowymiarowej sali gimnastycznej, ale i tak projekt zakładał budowę nowoczesnego budynku szkolnego dodaje Czesław Chudzik. Pojawiły się jednak problemy, najpierw z wytyczeniem miejsca pod zabudowę, a następnie ze znalezieniem przedsiębiorstwa, które by wykonało inwestycję.

Przygotowanie miejsca pod zabudowę zabrało ówczesnym włodarzom gminy kilka lat, gdyż oprócz wytyczenia miejsca niezbędną czynnością było uruchomienie procedury wywłaszczeniowej. Gdy kwestie wywłaszczeniowe zostały uregulowane, wówczas pojawił się problem w zakresie wykonawstwa. Przedsiębiorstwo Budownictwa Rolniczego w Lublinie (PBRol) odmówiło. Dopiero naczelnik Romualda Dudzińska z przewodniczącym Janem Baczyńskim uzyskali gwarancję podjęcia robót budowlanych w Urszulinie przez Powiatowe PBRol we Włodawie. Prace rozpoczęto w 1983 roku od budowy bloku mieszkalnego dla nauczycieli, w roku następnym zaczęto budowę szkoły. Kierował nimi Waldemar Szadkowski z Urszulina. Trwały wiele lat, często zdarzały się przestoje. Już na samym początku przez długi czas odwadniano teren, później budowę kilkakrotnie przerywano, gdyż pracowników przenoszono na inne place budowy. W piątek 26 czerwca (1987 roku) o godzinie 13.00 nie było nikogo. Nie wiem czy przypadek to, czy reguła. Wiem natomiast, że na teren ten może wejść każdy. Brak bowiem jakiegokolwiek zabezpieczenia, a drzwi domu nauczyciela podparte są jedynie kołkiem102 - opisuje przebieg budowy dziennikarz „Tygodnika Chełmskiego”. Następnie pojawił się problem z pracami instalacyjnymi. Budynek zaczęto użytkować w styczniu 1989 roku, ale inwestycja w pełni została ukończona pół roku później. Mieszkania dla nauczycieli oddano do użytku już w 1988 roku, w tym czasie do Urszulina przybyły 3 nowe rodziny nauczycieli, w tym Zdzisław i Krystyna Herbutowie. Podczas uroczystości oddania budynku do użytku nie obyło się bez zgrzytu. Zaproszono wielu gości, pośród których zabrakło najbardziej zasłużonej dla inwestycji Romualdy Dudzińskiej.

Oprócz szkolnictwa w Urszulinie zadbano również o ochronę zdrowia. Stan zdrowia mieszkańców w pierwszych latach po wojnie był zły. Wynikał on jeszcze z biedy okresu przedwojennego, ale także z nawarstwienia zaniedbań lat okupacji i braku w tym czasie dostępu do żywności, lekarza i leków. Panoszyły się choroby zakaźne przenoszone różnymi drogami. Wprawdzie rozpoczynały się już masowe akcje szczepień, ale powszechne były jeszcze tyfus, gruźlica i koklusz. Były to wciąż skutki małej odporności w wyniku niedożywienia i braku higieny. Widziałem też wiele osób chorych na tężca, którym ojciec z braku skutecznych leków niewiele mógł pomóc, ale wykorzystując swoje znajomości w Lublinie – tam ich kierował. Niektórzy wracając byli dozgonnie wdzięczni za ocalenie im życia. Wiele osób powracało do gminy po wojnie, niewoli, z obozów, a później z walk na terenie południowej Polski zarażonych kiłą, co wymagało pilnego leczenia i izolacji.  Wiosną osłabione organizmy dzieci atakowały dyfteria (błonica), odra, a nawet zapalenie opon mózgowych. Odczuliśmy to z siostrą osobiście. Zapadaliśmy bowiem na wszystkie choroby, z jakimi stykał się nasz ojciec. Najbardziej odczuła to siostra. Po zapaleniu opon mózgowych była osobą niesłyszącą do końca życia. Mnie natomiast tylko cudem jakoś (dzięki penicylinie oleistej z USA) udało się uratować, gdy jednocześnie dopadły odra i dyfteria. Brak dobrych narzędzi na wsi powodował wiele okaleczeń, ran, złamań i innych kontuzji. Dodatkowo jeszcze u nas w Urszulinie ciągle strzelano do ludzi i ciągle wybuchały granaty. Nawet takie, które wrzucano dla zabawy do ognisk. Robili to głownie nudzący się przy spasaniu bydła, a ich efekt był czasami tragiczny. Bo materiałów wybuchowych leżało sporo na polach jeszcze od 1939 r., dostarczyła go okupacja i wojska frontowe w 1944 r.  Ojciec szczycił się ponadto odebraniem kilkuset porodów w gminie, co było powodem częstych naszych obecności na chrzcinach wielu nowych obywateli gminy. Ludność u nas – na ogół bardzo ambitna – starała się jak tylko mogła odwdzięczyć za pomoc w chorobie. Najważniejszym było – wg mojego ojca – to, że przez okres nieco dłuższy niż dwa lata udało się opanować wszystkie choroby zakaźne, rozpocząć szczepienia i znacznie podnieść poziom zdrowia i higieny mieszkańców gminy. Cieszył się tym bardzo, bo odczuwał wdzięczność i pamięć tamtejszych ludzi do końca swojego życia103opowiada Jerzy Żukowski, syn lekarza gminnego Mikołaja. Przeprowadził się do Urszulina z Grabniaka w 1947 roku za namową właściciela gospody Feliksa Kadeli. Zaczął przyjmować chorych w budynku, gdzie mieszkała jeszcze Petronela Przybyszewska104opowiada jego syn Jerzy. W krótkim czasie aresztowali go funkcjonariusze służb bezpieczeństwa, oskarżając o udzielanie pomocy lekarskiej wszystkim, którzy jej potrzebowali, oraz za działalność w PSL. Po powrocie w 1949 roku z więzienia przeniósł się do Cycowa105dodaje Żukowski.

Od 1953 roku leczył felczer Kwiatkowski, a o uzębienie dbała dentystka Zofia Sidorowska. Od lat pięćdziesiątych w Państwowej Lecznicy dla Zwierząt pracował gromadzki agronom, lekarz weterynarii Ludwik Janczura. W 1959 roku Prezydium PRN wyznaczyło dla gromad Urszulin, Wereszczyn, Wola Wereszczyńska, Wytyczno, Wołoskowola i Brus lekarza sądowego Barbarę Kuryłło, która codziennie przyjmowała w urszulińskim ośrodku zdrowia. W 1953 roku wprowadzono obowiązkowe szczepienia przeciwko durowi brzusznemu. Równocześnie prowadzono przymusowe akcje odszczurzania budynków publicznych, a nawet prywatnych.

W połowie lat pięćdziesiątych ośrodek został przeniesiony do dworku Przbyszewskich. Poza gabinetem lekarskim w ośrodku znajdowała się izba położnicza. Funkcję ośrodka zdrowia dworek pełnił do końca lat osiemdziesiątych, dziś jest w posiadaniu prywatnym, podobnie jak ocalała od pożaru duża ceglana stajnia. Apteka znajdowała się natomiast w budynku prywatnym.

W trakcie opisywanych rozmów miejscowych władz z władzami regionalnymi na temat budowy nowej szkoły w Urszulinie pojawiła się kwestia budowy także nowego budynku dla ośrodka zdrowia. W rozmowie z wojewódzkim architektem dowiedzieliśmy się, że władze wojewódzkie mają plan budowy ośrodka zdrowia, który muszą wdrożyć w określonym roku budżetowym. Pieniądze na realizację tego planu gwarantował Państwowy Fundusz Zdrowia. Wówczas w rozmowie zaczęto się zastanawiać, czy nie wdrożyć tego planu właśnie w Urszulinie wspomina uczestnik rozmowy Czesław Chudzik, ówczesny sekretarz KG PZPR w Urszulinie. W trakcie kilku kolejnych rozmów postanowiono o realizacji inwestycji w Urszulinie, którą wpisano do planów Wojewódzkiej Dyrekcji Rozbudowy Miast i Osiedli Wiejskich na 1983 rok. Zgodnie z nimi prace rozpoczęto w tym roku od budowy bloków mieszkalnych dla personelu medycznego. Podobnie jak przy budowie szkoły, największym problemem była kwestia wywłaszczenia dotychczasowych właścicieli gruntów, co spowodowało przesunięcie zakończenia inwestycji o kilka lat. W trakcie prac budowlanych okazało się, iż plany inwestycyjne są znacznie niedoszacowane. Budowa ośrodka kosztowała łącznie 130 milionów złotych, a według dokumentacji miała kosztować tylko 30 milionów. Z końcem 1988 roku oddano do użytku 8 mieszkań, w roku następnym piętrowy budynek ośrodka zdrowia z 8 gabinetami, wyposażonymi w nowoczesne urządzenia.

Problemem był nie tylko brak odpowiedniego budynku, ale również kadry lekarskiej. Brakowało zawodowych lekarzy, a mieszkańców gminy na początku lat osiemdziesiątych leczyły jedynie 3 pielęgniarki oraz felczer, przyjeżdżający ze Świerszczowa tylko 3 razy w tygodniu. W przeciągu lat siedemdziesiątych w Urszulinie leczyło w sumie 4 lekarzy, ale żaden z nich nie pozostał na dłużej. Powodem odejścia stawał się brak mieszkania, stąd też i farmaceutka opuściła w 1982 roku Urszulin, która do tego czasu dojeżdżała aż z Piask. Problem kadrowy w urszulińskiej służbie zdrowia dostrzegł redaktor „Tygodnika Chełmskiego”, który w tej sprawie pisał: Jest szansa, że już wkrótce nie będzie w Urszulinie ani lekarza, ani apteki. Kandydaci do zatrudnienia znaleźliby się, gdyby były dla nich mieszkania. Zgłosiło się nawet małżeństwo farmaceutów, ale przyjdą jeśli dostaną mieszkanie. To samo z lekarzem. A mieszkań nie ma.106 W połowie lat osiemdziesiątych sytuacja uległa poprawie, gdyż na stałe leczył lekarz ogólny, a dojeżdżali do Urszulina stomatolog i ginekolog. Leczeniem zwierząt trudnił się wówczas Romuald Cisłak.

W Polsce Urszulin stał się znany z faktu utworzenia Poleskiego Parku Narodowego (PPN) z siedzibą właśnie w Urszulinie. Za „ojca” pomysłu uznaje się prof. Dominika Fijałkowskiego, który jako pierwszy zaproponował utworzenie parku w tym regionie. Odniósł się tym samym do jeszcze przedwojennej koncepcji Szafera utworzenia parku narodowego na obszarach Polesia. Projekt parku narodowego Fijałkowskiego był pierwszą w kraju propozycją obszaru chronionego o charakterze wodno-torfowiskowym. Nazwany został Wytyckim Parkiem Narodowym. Już w 1966 roku powstał rezerwat „Durne Bagno”, w 1972 roku rezerwat „Jezioro Moszne”, w 1978 roku „rezerwat „Jezioro Długie”, a w 1982 roku rezerwat „Torfowisko Orłowskie”. W marcu 1983 roku rezerwaty te objęte zostały utworzonym Poleskim Parkiem Krajobrazowym. Jeszcze w 1987 roku planowana nazwa nowego parku miała brzmieć „Zachodniopolski Park Narodowy”, ostatecznie pierwszy park nazwano „poleskim”. Umieszczenie siedziby PPN w Urszulinie nie było na początku tak oczywiste, brano pod uwagę lokalizację dworu Sosnowskich w Sosnowicy. Dopiero Dyrektor Kombinatu Rolnego w Urszulinie Wiesław Laskowski zaproponował bezpłatne użyczenie pomieszczeń swojego przedsiębiorstwa.

Utworzeniu obszarów chronionych sprzeciwiali się jednak rolnicy, byli jedynymi na 18 gmin Województwa Chełmskiego, którzy w 1982 roku nie wyrazili na to zgody. Sprawą podstawową, która wywołała negatywny stosunek do projektu, stały się melioracje. Stosunki wodne w gminie Urszulin są tak niedobre, a sprawy melioracji tak zagmatwane, że gdy rolnicy dowiedzieli się, że projekt systemu obszarów chronionych przewiduje ingerowanie w projektowanie i wykonawstwo melioracji, natychmiast postanowili go odrzucić107zapisano w „Tygodniku Chełmskim”. Choć melioryzację gminy rozpoczęto w latach siedemdziesiątych, to na początku lat osiemdziesiątych prace wstrzymał Wojewódzki Konserwator Przyrody. Dopiero przy kolejnych spotkaniach rolnicy posiadający grunty, na obszarze których planowano obszary chronione, stopniowo przychylali się do planów ekologów.



    1. Instytucje rolne i spółdzielcze

Zaraz po wojnie Urszulin poddano kolektywizacji, a majątek ziemiański Przybyszewskich znacjonalizowano w 1950 roku. Jedynie część gruntów Omylińscy (sukcesorzy Józefa Przybyszewskiego) zdążyli sprzedać rodzinie Lewandowskich z Zabrodzia. Upaństwowienie majątku odbyło w 33-lecie rewolucji październikowej, stąd też WRN wydała zarządzenie o szczególnych formach obchodów tej rocznicy, a GRN podjęła stosowną uchwałę. Do Urszulina przywieziono 120 par koni z pługami i bronami, przez co zdołano zaorać i zasiać żytem 25 ha odłogów majątku.

Do czasu znacjonalizowania w dworku mieszkała Petronela Przybyszewska, rodziny Włodzimierza Omylińskiego oraz lekarza Mikołaja Żukowskiego. Gabinet i wejście było od strony zachodniej. Nasza rodzina zajmowała pomieszczenia przez wejście od strony północnej. Od wschodu miała swoje wejście i pokoje właścicielka Petronela P. Pani ta była typową przedstawicielką ziemiaństwa i choć pozostało jej wówczas już tylko około 5 ha ziemi, to chodziła ubrana po męsku, krawacie, bryczesach, o dżokejce na głowie. Mówiła niewiele. Odczuwała żal do wszystkich, za doznaną krzywdę i jako sąsiedzi bardzo jej współczuliśmy. W dodatku musiała patrzeć, jak jej majątek i reszta zabudowań popada w ruinę. Miejscowi mieszkańcy Urszulina nie darzyli jej zbytnią sympatią powraca pamięcią Jerzy Żukowski i dodaje: U Petroneli Przybyszewskiej mieszkał często jej kuzyn (tj. Włodzimierz Omyliński) – starszy, szczupły, wysoki inteligent w okularach. Codziennie rano miał nawyk jeść zacierkę i bardzo to celebrował. Po ugotowaniu w rondelku wystawiał swoją zupę dla schłodzenia i przez to zagęszczenia, na słupek przed domem. Razem z kolegą z sąsiedztwa obserwowaliśmy skrycie, jak później jadł ją z apetytem. Cmokał przy tym, oblizywał się, oglądał łyżkę i wychwalał zalety tego niebiańskiego daru Boga. Zacierka w tym czasie była podstawą wyżywienia w każdym domu naszego regionu – jako, że wiatraki i młyny pracowały całą noc, bo wreszcie plony były dobre. Ale tak dobrą zacierkę podobno tylko on umiał przygotować. Tak wielka pokusa spowodowała, że dwukrotnie podjedliśmy mu trochę tej zupy, parząc sobie przy tym wargi i języki. Powstały przez to ubytek uzupełniliśmy ciepłą wodą. Ale i tak nasz „mecenas” chyba coś zauważył, bo zacierka nie gęstniała. Od tego czasu bardzo pilnował swojego rondelka, próbując bezskutecznie ustalić, dlaczego czasami nie gęstnieje mu zupa.108

W maju 1949 roku komisja gminna przy udziale Przybyszewskiej i zamieszkałej w majątku Petroneli Forysiuk dokonała sporządzenia inwentarza. Zachowały się meble: biurko jasne jesionowe, stolik jasny krągły, 6 krzeseł dębowych wyplatane, 2 szafy ubraniowe w tym jedna jesionowa z lustrem trzydrzwiowa, druga dębowa dwudrzwiowa rzeźbiona masywna, kredens duży trzykondygnacyjny dębowy, rzeźbiony, stół duży dwunastoosobowy rozkładany, dębowy, ciemny, otumana koloru zielonego trochę przyniszczona, 2 łóżka jesionowe jasne, nowe, szafa ubraniowa, sosnowa nie malowana (u doktora Mikołaja Żukowskiego) i inne. Zabudowania folwarczne składały się z: dom mieszkalny 10-ubikacjowy drzewniany w stanie średnim, dom mieszkalny murowany 4-ubikacjowy w stanie dobrym, dom murowany „kantor” w stanie dobrym, obora murowana duża nowoczesna w stanie dobrym, stodoła drzewniana trzy zapola, dwa klepiska w stanie dobrym, wozownia szopa w stanie dobrym, 3 chlewiki na drób w stanie dobrym, chlewnia duża na 75 szt. świń w stanie dobrym, kuźnia bez narzędzi w stanie złym, wędzarnia wraz z chlewikami na drób w stanie dobrym, obora drzewniana w stanie średnim, piwnica murowana w stanie dobrym.109 W zabudowaniach tych trzymano 2 konie, 4 krowy, 3 świnie i 42 kury.

Po upaństwowieniu w poszukiwaniu złota po dziedzicu dworek rozebrano, jednak nic nie znaleziono, stąd też budynek szybko odbudowano. Umieszczono w nim gminny ośrodek zdrowia i mieszkania dla pracowników gminnych, np. Jerzego Sitko. W upaństwowionym majątku ulokowano instytucje rolno-spółdzielcze. Zaraz po wojnie założono spółdzielnię spożywców, a na początku lat pięćdziesiątych w sąsiednim Andrzejowie utworzono PGR, w którym później ulokowano siedzibę kombinatu rolnego.

O wyższości państwowych form gospodarowania gruntami nad rolnictwem indywidualnym mieszkańców przekonywali przysyłani instruktorzy rolni. Jednym z nich był inspektor Piela, który w wywiadzie z 1954 roku zwierzył się z trudami działalności w gromadzie Urszulin, podkreślając propagandowy charakter swojej pracy: Urszulin… gromady rozrzucone w promieniu 20 kilometrów od gminy. Zasypane śniegiem drogi i ludzie brnący przez nie w trzydziestostopniowy mróz. Przedzierają się przez zaspy i zwały lodowatego wiatru do zadymionej niewielkiej Sali, żeby posłuchać, co mówi człowiek przybyły z daleka o sprawach tak im znanych, a nowych. Tu u nich, w powiecie włodawskim, który słynął z najprymitywniejszych sposobów uprawy ziemi, to, co nowe, przyjmuje się nadspodziewanie szybko. Ludzie wierzą. (…) Urszulin… Do niedawna jeszcze grasowały tam bandy Żelaznego i jemu podobnych. Ogłupiały słowem, terrorem – nie próżnowały. Dlatego czasem trochę trudno zrozumieć ludziom stamtąd wiele praw oczywistych.110 Spotkania propagandowe nie przynosiły skutków, opór przed zakładaniem spółdzielni rolniczych był duży. Na zebraniu gromadzkim w kwietniu 1954 roku sekretarz gminny PZPR Aleksander Hetman przekonywał: Wroga propaganda krążyła pomiędzy łatwowierną ludnością, że jest już tyle lat po wojnie, a brak jest wiader, gwoździ i wiele innych żeczy, ale nie wiedzą o tym te wrogie elementy, że Polska Ludowa buduje przede wszystkim przemysł ciężki.(…) Nie był również spotykany (przed wojną) traktor, żniwiarka, snopowiązałka, a gdy obecnie zobaczyli w Spółdzielni traktor, to powiedzieli, że z tego chleba nie będą jeść. Dlatego też chłopi nieświadomie uchylają się od budowy Spółdzielni Produkcyjnych, którzy są w wielkim błędzie, wystarczy jedno przekonanie się chłopa o słuszności, wyższej i lżejszej formie gospodarowania, to wówczas nikt go nie przekona, że w Spółdz. Produk. jest gożej, jak na gospodarstwie indywidualnym.111

Jeszcze w latach czterdziestych w miejscu dzisiejszego placu SKR utworzono Gminny Ośrodek Maszynowy (GOM). W 1950 roku w jego wyposażeniu znajdowało się 2 traktory, 4 snopowiązałki, 2 żniwiarki, 13 siewników, 5 kopaczek i 2 kosiarki. Zatrudniano 25 pracowników fizycznych i 14 biurowych. W latach siedemdziesiątych GOM przekształcono w Międzykółkową Bazę Maszynową Kółek Rolniczych (MBZ KR), zarządzaną przez Gminną Spółdzielnię Usługowo-Wytwórczą, przekształconą później przez Spółdzielnię Usług Rolniczych (SUR). MBZ skupiała okoliczne kółka rolnicze, by zgromadzić dysponowany przez nie sprzęt w jednym miejscu. Druga taka baza znajdowała się w Wereszczynie. W zamian za przekazywanie składek na rzecz wspomnianego funduszu rolnicy mogli liczyć na bezpłatne prace przy wiejskiej infrastrukturze drogowej. Naturalnie w Urszulinie działało jedno z wielu w gminie kółek rolniczych, którego wieloletnim prezesem (w latach osiemdziesiątych) był Mieczysław Michalski. Michalski pełnił jednocześnie funkcję kierownika SUR.

Konserwacją urządzeń wodnych zajmowała się spółka wodna, której sekretarzem w latach sześćdziesiątych był Hipolit Kędzierski.

Już w latach pięćdziesiątych w Urszulinie na dzisiejszej ulicy Szkolnej umieszczono dyrekcję zespołu PGR-ów. Obejmowała PGR-y w Andrzejowie, Kulczynie, Hańsku, Zienkach, Pasiece, Turnie, Kaplonosach, Kolorówce, Suchawie, Woli Uhruskiej i Wólce Tarnowskiej. Dla dyrekcji wybudowano baraki, a dla pracowników kilka budynków mieszkalnych. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych poszczególne PGR zostały usamodzielnione. Do modelu zespołu PGR powrócono w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. W dniu 1 lipca 1978 roku przeniesiono z Sosnowicy do Urszulina Kombinat PGR, a budynek administracyjny umieszczono w PGR Andrzejów. Funkcję dyrektora pełnili chociażby Wiesław Laskowski, Jan Andrzyk, a od 1987 roku Tadeusz Stadnik. Kombinat skupiał te same PGR, za wyjątkiem Wólki Tarnowskiej. Miał stanowić żywnościowe zaplecze dla rozwijającego się zagłębia górniczego w Bogdance. W latach 1981-1983 przejął majątek po zlikwidowanych SKR Zachajki i SKR Sobibór. Gospodarowano w nim na 13.000 hektarach gruntów, co stanowiło połowę zasobów gruntów upaństwowionych całego Województwa Chełmskiego. Większość gruntów kombinatu stanowiły łąki i pastwiska, dlatego też podstawowa działalność opierała się na hodowli bydła i krów mlecznych, chów trzody chlewnej i owiec stanowiła działalność uzupełniającą. Pod koniec lat osiemdziesiątych zwiększono ilość hodowanej trzody chlewnej, a w związku z tym kosztem zbóż zwiększył się areał uprawy ziemniaków i roślin strączkowych. Kombinat był nie tylko największy, ale też najlepiej zorganizowanym w województwie, na początku lat osiemdziesiątych jako jedyny posiadał przy PGR 5 stołówek przyzakładowych, z których korzystało ponad 200 pracowników. Ściśle współpracował z ośrodkami akademickimi, w tym z Akademią Rolniczą w Lublinie.

Pod koniec 1979 roku kombinat rozpoczął budowę wytwórni pasz pełnoporcjowych dla bydła na licencji duńskiej, typu „skiold”. Budowa była jedną z największych inwestycji rolniczych w województwie. Jeden z brygadzistów Mieczysław Rocha w wywiadzie prasowym dla „Tygodnika Chełmskiego” o budowie mówił: Od grudnia 1979 r. brygada moja rozpoczęła pracę przy budowie mieszalni pasz w Urszulinie. Było tu wtedy jeszcze pole. Przystąpiliśmy do kopania i zalewania fundamentów. Warunki były ciężkie. Fundament sięgał trzech i pół metra, a woda była już na głębokości metr osiemdziesiąt. Brakowało sprzętu.112 Podczas budowy pojawiały się jednak liczne problemy, chociażby niekontrolowany wywóz piasku przez niektórych kierowców. Budowa wytwórni pasz i magazynów zakończona została w 1985 roku.

Wytwórnia była jedną z 12 takich zakładów w Polsce, lecz ze względu na małą ilość potrzebnej do produkcji słomy nigdy nie osiągnął pełnej mocy produkcyjnej. W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych moce wytwórcze zakładu były wykorzystywane tylko w kilkunastu procentach. By produkować granulowaną paszę zakład wyposażono w nowoczesne jak na owe czasy technologie, którą obsługiwał Piotr Kozłowski i Krzysztof Chudzik. Wysokie koszty produkcji i energochłonne technologie czyniły zakład mało opłacalnym, więc z początkiem lat dziewięćdziesiątych zaprzestano produkcji. Poza produkcją paszy wytwórnia prowadziła dla Państwowych Zakładów Zbożowych skup zbóż. Wybudowane w zakładzie silosy mogą pomieścić aż 3.000 ton zboża.

Pod koniec lat siedemdziesiątych przystąpiono, przy dzisiejszej ulicy Chełmskiej, do budowy 3 bloków mieszkalnych, z przeznaczeniem dla pracowników zakładu. Pierwsi lokatorzy wprowadzili się do mieszkań w 1980 roku. Osiedle posiadało swoją hydrofornię i oczyszczalnię ścieków, do których podłączeni byli także pozostali mieszkańcy Urszulina. Na osiedlu umieszczono ponadto przedszkole i sklep spożywczy. Pod koniec lat osiemdziesiątych rozpoczęto budowę 2 kolejnych bloków po 18 mieszkań w każdym. Inwestycję znacznie spowolnił brak materiałów inwestycyjnych i na pokrycie dachów.

Inwestycje gospodarcze i na potrzeby mieszkalne przypadły w okresie kryzysu gospodarczego. W 1984 roku kombinat był zadłużony na kwotę 600.000.000 złotych, tracąc zdolność kredytową. Jeszcze na początku lat osiemdziesiątych roczne zyski sięgały po kilkanaście milionów złotych, ale w kolejnych latach kombinat przynosił straty również w działalności bieżącej, co jeszcze bardziej pogarszało sytuację finansową. W efekcie złej sytuacji finansowej wprowadzono zarządcę komisarycznego, ograniczając tym samym kompetencje samorządu pracowniczego. Ta decyzja, jak również wstrzymanie podwyżek, wywołała reakcję pracowników tak, że w mediację interweniować musiały władzy wojewódzkie.

Koncentracja instytucji rolnych przyczyniła się do utworzenia w 1981 roku w Urszulinie Wojewódzkiego Ośrodka Postępu Rolniczego (WOPR), jednego z sześciu w Województwie Chełmskim. Tym samym zastąpiono funkcjonujące przy każdej gminie nieefektywne gminne służby rolne. Pracownicy ośrodka mieli doradzać oraz instruować rolników we właściwym gospodarowaniu na swoich gruntach. W rzeczywistości siedziby ośrodków były otwierane sporadycznie, a dostępność doradców WOPR była bardzo ograniczona. Na sam koniec okresu „demokracji ludowej” utworzono Gminną Spółkę Wodną w Urszulinie, która w 1988 roku uzyskała koncesję na wykonywanie robót melioracyjnych.

Funkcjonowanie Kombinatu Rolnego PGR w Urszulinie, PGR Andrzejów i przeważających indywidualnych gospodarstw rolnych stanowiło o typowo rolniczym obliczu ówczesnej Gminy Urszulin. Z początkiem 1981 roku stan zagospodarowania gruntów rolnych Państwowego Funduszu Ziemskiego (PFZ) chełmskich gmin skontrolowała Najwyższa Izba Kontroli. Raport kontrolny wykazał, iż najgorsze wykorzystanie gruntów PFZ przedstawiało się w Gminie Urszulin. Do dnia 1 stycznia 1981 roku nie rozdysponowano 1.918 ha ziemi. Władzom gminy zarzucano uchybienia w sporządzaniu wykazu gruntów z przeznaczeniem na sprzedaż, a przede wszystkim przekazywanie gruntów (1.158 ha) rolnikom indywidualnym bez jakichkolwiek umów. Urząd gminny nie potrafił powiedzieć, kto te grunty użytkuje. Pewne areały ziemi, które można i trzeba uprawiać pozostaje niewykorzystane rolniczo113komentował raport Witold Graboś – dziennikarz „Tygodnika Chełmskiego”. Kontrolujący funkcjonariusze skupili się również na procesie przekazywania gospodarstw następcom. Okazało się, że część następców to ludzie zatrudnieni poza rolnictwem. (…) Wśród nich jest wielu, którzy z racji wykonywanych zawodów, a bywa i odległego miejsca zamieszkania, nie mogą i nie zajmują się uprawą roli. (…) Przekazanie takie czyni następców formalnymi właścicielami, zaś faktycznie ziemię uprawiają starzy właściciele, biorąc przy tym emeryturę114dodawał dziennikarz. Złe wykorzystywanie gruntów zarzucono również kierownictwu Kombinatu Rolnego PGR w Urszulinie. Podstawowy zarzut dotyczył niezagospodarowania gruntów zakrzaczonych lub zabagnionych, a była to konsekwencja słabej mechanizacji. Na ponad 3.000 hektarów użytków rolnych Krowiego Bagna przypadało w połowie lat osiemdziesiątych tylko 3 sieczkarnie do zbioru zielonek.

O złym wykorzystaniu gruntów rolnych mówili również sami rolnicy, narzekający jednak najbardziej na bardzo słabą mechanizację w tutejszym rolnictwie. W trakcie Wojewódzkiej Konferencji Programowo-Wyborczej PZPR w Chełmie w 1981 roku głos zabrał Michał Ośko z Nowego Załucza, który w swoim przemówieniu podkreślał fatalny stan mechanizacji: (…) Zadania przed rolnictwem stawia się coraz większe, ale żeby im sprostać, trzeba sprzętu i maszyn. Jestem w komisji, która przydziela maszyny dla poszczególnych rolników. Pracę tą można najkrócej scharakteryzować tak: „rzucono kość między zgłodniałe psy”. (…) Gmina Urszulin otrzymała w tym roku dwa rozrzutniki do obornika. Dwa rozrzutniki to dla nas tyle, co dla Chełma dwie świnie na miesiąc. Przydziały cementu nie sięgają nawet połowy potrzeb. Czym wytłumaczyć też realizację zamówień na gwoździe w 70 procentach, albo przydział 20 sztuk zębów do grabi konnych dla 30 wsi. Oprócz środków produkcji brakuje na wsi środków higieny osobistej. Grozi nam brud i wszawica. Dla siedmiotysięcznej gminy przydział proszku do prania wynosi na miesiąc 100 kg. To jest przysłowiowa kropla w morzu.115 Na słabe wykorzystanie gruntów rolnych w Gminie Urszulin wpływały również warunki obiektywne, przede wszystkim bagienne okolice i nieuregulowane rzeki. Prace melioracyjne rozpoczęto w 1975 roku i trwały aż do lat dziewięćdziesiątych.



    1. Życie społeczne, gospodarcze i religijne

W latach czterdziestych zlokalizowane w Urszulinie były nie tylko instytucje publiczne, powstawały także sklepy, zakłady usługowe, a w zabudowaniach Kozłowskich utworzono karczmę. Po krótkim czasie została przeniesiona do dzisiejszego domu Kożuszków. Karczmę prowadził Władysław Misztalski z Eugeniuszem Lewandowskim. Misztalski w pierwszych miesiącach po wojnie prowadził karczmę w Wereszczynie, ale, że był tam narażony na częste napady utrzymujących się jeszcze partyzantów ukraińskich, inspirowanych i zaopatrywanych przez Urząd Bezpieczeństwa, zdecydował się na przenosiny do Urszulina. Również w Urszulinie nie było możliwości prowadzenia karczmy, o czym wspomina Jadwiga Misztalska: Razu jednego do męża przyszli żołnierze polscy i radzieccy. Porucznik sowiecki kazał Władysławowi, aby zdjął ze ściany obraz Józefa Piłsudskiego, na co mąż nie chciał się zgodzić. Zabiłby męża, ale w ostatniej chwili żołnierz polski podbił karabin tak, że ten strzelił w sufit. Mąż ze złości zdjął obraz i sam roztrzaskał o podłogę. Misztalski został aresztowany, a karczma na początku lat pięćdziesiątych została przejęta przez państwo. Krótko po wojnie karczma znajdowała się także w domu Feliksa Kadeli, lecz nacjonalizacyjna polityka państwa uniemożliwiała dalsze jej funkcjonowanie.

Trudności zaopatrzeniowe i formalno-prawne, jakie pojawiły się pod koniec lat czterdziestych, doprowadziły ostatecznie do zamknięcia sklepów i innych prywatnych budynków usługowo-handlowych. Funkcję tą przejęła Gminna Spółdzielnia (GS) „Samopomoc Chłopska” w Urszulinie, obsługująca również sąsiadującą Gminę Stary Brus. Jej pierwszym powojennym kierownikiem został Strzałkowski. W kolejnych latach kierownictwo GS zmieniało się nawet co kilka miesięcy, prezesami zostawali Waldemar Głąb, Tadeusz Pleszczyński, Hieronim Leszczyński, Konstanty Jarząbek, Mieczysław Lewczuk, Seweryn Piotrowicz, Józef Szkutnik, Jan Józefczuk i Wiktor Martynowski. Następnie do 1975 roku i od 1984 roku spółdzielnią kierował Henryk Kozłowski, jego zastępcą został Marek Lamparski.

W 1950 roku GS prowadziła 9 sklepów, gospodę (w domu Kożuszków), magazyn rozdzielczy, punkt skupu mleka, masarnię i młyn w Łowiszowie. Pierwszy sklep w Urszulinie utworzono w podłużnym baraku, w miejscu dzisiejszej poczty. Tam były produkty spożywcze i rolnicze. W spożywczym sprzedawał Romek Wasiuta, a w rolniczym Stasiek Kozłowski. Ale towaru mało było. Co to za sklep, jak się kupowało za jajka – opowiada Zygmunt Szczepański. Kierownikiem od spraw handlowych był wówczas Mieczysław Sitkowski z Wielkopola. Duże dochody przynosiła sprzedaż węgla. W następnym roku uruchomiła eksploatację torfu. W latach 1952-1953 wybudowano murowany magazyn, który służył do skupu płodów rolnych. Organizacją skupu w tym okresie zajmował się Hieronim Leszczyński, po nim Jerzy Pajączkowski. W kolejnych latach na placu w byłym majątku Przybyszewskiego umieszczono skup ziemniaków, piekarnię, młyn, w której młynarzem był Marian Baranowski, oraz rozlewnię wód mineralnych, a nawet piwa, choć w małych ilościach. Rozlewnią wód mineralnych od 1975 roku do 1984 roku kierował wspomniany Henryk Kozłowski. W dworskiej stajni utworzono warsztat maszynowy.

Powszechne stały się wówczas długie, nawet kilkudniowe kolejki oraz puste półki. Taki stan był nie tylko spowodowany brakami w zaopatrzeniu, ale również nieuczciwością osób zarządzających spółdzielczymi sklepami i zakładami. W raporcie za 1950 roku podkreślano, że tylko w sklepach w Lejnie i w Wereszczynie nie było manka na sumy od 10-ciu złotych do 34 tysięcy. Podobnie sytuacja przedstawiała się w innych zakładach. W części dotyczącej masarni zapisano, że pracownicy, a przeważnie kierownicy lekceważyli sobie swoje zadania, co spowodowało, iż masarnia w roku 1950 miała manko w sumie zł 54 tysiące.116 Sytuacja w kolejnym roku nie zmieniła się, liczne zarzuty podnosili radni an lipcowej sesji GRN w 1951 roku. Franciszek Lisiecki skarżył się, że w GS brakuje bron, cukru i innych produktów. Mieczysław Sitkowski „dorzucił” brak gwoździ i smarów. Ludwik Kowalski powiedział natomiast: Magazynier towary przetrzymuje w magazynie, a do sklepu nie daje, przez co źle się odbija na miejscowej ludności. Kazimiera Gronicka informowała o kumoterstwie w sklepach, mówiąc: Jeżeli przyjdzie cukier, to sklepowy po 5-ć kg rozda swoim bliskim, a resztę ludności nie otrzymuje. Franciszek Lisiecki zaproponował wówczas, by najlepiej sklepowych zmieniać co pół roku, bo jeśli jest 3 lata sklepowym, to jemu się przedstawia, że jest jego własny sklep i robi jak mu się podoba. Radni wzięli w obronę zwolnionego prezesa Józefa Szkutnika zarzucając, że przedstawiciele GS, widzieli tylko, aby usunąć Szkutnika, lecz nie zastąpiono go odpowiedzialnymi osobami. Odpowiadając na te wszystkie zarzuty Przewodniczący GRN Stanisław Łuszczewski winę zrzucił na nas wszystkich, gdyż nie doceniamy sprawy i nie udzielamy się konkretnej pracy.117

Sytuacja była podobna w latach osiemdziesiątych. Przeprowadzona w 1981 roku kontrola wykazała, że wiele towarów, zamiast trafić na półki sklepowe, przechowywane były w magazynach. Wśród nich znalazły się 2 kolorowe telewizory, 13 magnetofonów i 14 radioodbiorników, łącznie wartość ukrytych towarów wynosiła ponad 40.000 złotych. Nieprawidłowości wykazano również w magazynach spółdzielni. Po kilku transakcjach nie zachowała się dokumentacja, a towar z magazynów znikał. Łącznie kontrola wykazała brak towarów na kwotę powyżej 160.000 złotych. Wobec winnych tego stanu wyciągnięto konsekwencje służbowe, przede wszystkim zwolniono wiceprezesa GS ds. zaopatrzenia (Zygmunt Solarski) za brak nadzoru nad pracą podległych jednostek handlowych118, a w konsekwencji odwołano naczelnika gminy.

Złe zarządzanie, pomimo dobrze rozwiniętej sieci sklepów, przyczyniło się do wielkiego zadłużenia spółdzielni, przekraczającego w 1984 roku 45.000.000 złotych. Wobec takiego stanu banki wstrzymały kredytowanie. Przeprowadzone kontrole wykazały, że wypłacano pieniądze wszystkim pracownikom za wszystko nie badając czy istnieje jakakolwiek podstawa dokonania tych wypłat.119 W samej masarni kontrolerzy wykazali brak wyrobów na kwotę 752.000 złotych, a pracujące w niej osoby nie miały nawet podpisanej umowy o pracę, w związku z czym za ten stan nikogo nie można było pociągnąć do odpowiedzialności. Podczas kolejnej kontroli zakwestionowano jakość wszystkich wyrobów masarskich. „Tygodnik Chełmski” informował o poważnych brakach w dokumentacji i niekontrolowanej wypłacie pieniędzy z kasy spółdzielni, w sumie lista uchybień zajęła kontrolerom kilka stron maszynopisu.120 Sytuacją w Urszulinie zainteresowały się nawet władze centrali spółdzielczości rolniczej, wymieniono zarząd oraz poddano kontroli wszelkie transakcje finansowe. Okoliczne spółdzielnie pożyczyły 70.000.000 złotych, co pozwoliło na spłatę bankowego zadłużenia, zapłacenia sześciomilionowej wierzytelności wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, a przede wszystkim na wznowienie działalności.

Gospodę u Kożuszków przekształcono w 1952 roku na restaurację „Urszulka”, która stała się głównym miejscem wieczornych zabaw, znanym na okolice. W 1966 roku „Urszulkę” umieszczono w nowym murowanym budynku. Funkcję kierownika restauracji przez wiele lat sprawował Zygmunt Solarski. Restauracja spółdzielcza miała na celu wykazać wyższość państwowych form gospodarowania nad prywatnymi, jednak nie stała się tego przykładem. W „Sztandarze Ludu” przyznano, że stosunki panują tu takie same, jak w dawniejszej prywatnej restauracji, roi się od pijaków i chuliganów, a kupić można wódkę, piwo, papierosy i zakąskę. W gospodzie przesiaduję nie tylko nałogowi pijacy, ale nawet ludzie zajmujący odpowiedzialne stanowiska w Gminnej Spółdzielni. Należałoby, aby tacy pracownicy (…) przestali pić w gospodzie i zabrali się szczerze do swojej pracy zawodowej, ponieważ chłopi z okolicznych wiosek przyjeżdżający z różnymi sprawami do Gminnej Spółdzielni idą załatwić je w gospodzie, ponieważ (…) pracowników GS można tam zastać.121

Jakość świadczonych usług w restauracji była zła także w późniejszych latach, co dowodzi dziennikarski reportaż w „Tygodniku Chełmskim” z początku lat osiemdziesiątych. Autor reportażu po wizycie w restauracji pisał: W Urszulinie w barze o wdzięcznej nazwie „Urszulka” są dwie części: plebejska i arystokratyczna. Ta druga oddzielona jest co prawda tylko kotarą, ale jednak. Są tu białe obrusy (powiedzmy, prawie białe), są także serwetki, nie wszędzie co prawda, ale są. Kelnerki nie mówią „dzień dobry” byle komu, ale nic nie szkodzi. Druga część – plebejska przeznaczona jest – jak oświadczyła kelnerka – dla pijaków. Chłopi jak wiadomo to naród wysoko niekulturalny, a do knajpy przychodzą by napić się wódki, pokląć siarczyście, wziąć się za łby i powywracać stoliki z kryształami po musztardzie, a na ścianie pozostawić barwne freski z niestrawionego jadła. Te właśnie gusta uwzględnia wspomniana druga część baru – plebejska. Można tu napluć i przydeptać, zgasić niedopałek obcasem, otrzeć nos mankietem. Nie mając wielkiego wyboru konsumenci głównie piją. Jedzą niewiele, na jedzeniu, jak wiadomo, warstwom niższym nigdy nie zbywało. (…) Kelnerka, której podawałem nazwy potraw, jakie chciałbym zjeść na obiad apostrofowała mnie: „Proszę podać najpierw zupę, bo zupę najpierw się podaje. Inaczej nie zapamiętam.” No właśnie, po co łamać głowę, lepiej sprawę postawić na głowie. Bo coś musi być pierwsze, a coś drugie, coś lepsze, a coś gorsze.122 Polemizując z autorem artykułu Zarząd GS w Urszulinie potwierdził, że sala „arystokratyczna” przeznaczona jest wyłącznie na spożywanie obiadów przez pracowników miejscowych urzędów, jak również przyjezdnych gości oraz turystów, którzy chcą zjeść sobie obiad bez napoi trunkowych. Natomiast nieuprzejmość kelnerek uzasadniono następująco: Dzień dobry” ze strony kelnerki jest zbyteczne, bo z kolei powiedzenie dzień dobry dla biesiadników, którzy ucztują i są pod wpływem alkoholu, byłoby ironią i powodowałoby wrzawę wśród pijących.123 Nieprzyjemna obsługa to nie jedyna „przywara”, jaką przypisywano restauracji, często zdarzały się kradzieże i bójki. W 1989 roku pobito do nieprzytomności pracownika kombinatu rolnego, który po kilku dniach zmarł. Sprawcy przyznali się do winy, usprawiedliwiając swój czyn, że chcieli jedynie go uspokoić, dając mu kilka razy w gębę.124

W latach osiemdziesiątych zezwolono na niewielką prywatną działalność gospodarczą, choć napotykała na duże utrudnienia. Pierwszym prywatnym sklepem był otwarty w 1984 roku warzywniak Krystyny i Jana Panasiuków. Zaraz później powstała słynna na okolice lodziarnia prowadzona przez Zuzannę Mazurek, jak też pijalnia piwa Włodzimierza Kameli. Jeszcze przed przemianami ustrojowymi zaczęły funkcjonować 3 sklepy spożywcze. Pierwszy powstał przy pijalni piwa Kameli, drugi w miejsce warzywniaka Panasiuków, trzeci sklep otworzyli Ryszard i Maria Drobowie.

Największa wymiana handlowa odbywała się podczas piątkowych targów, zyskujących na coraz większej popularności w latach siedemdziesiątych. Urszulin nie posiadał tradycji jarmarkowych, poza epizodem przeniesienia na okres kilku tygodni w dwudziestoleciu międzywojennym jarmarków wereszczyńskich. Jednakże w latach sześćdziesiątych, wzdłuż dróg biegnących ku głównemu skrzyżowaniu, każdego piątku zaczęły się ustawiać handlarki w wyrobami wytworzonymi we własnym gospodarstwie. Tu kobiety stały z masłem, śmietaną, owocami, warzywami. Później, na obecnym targowisku pobudowano baraki z przeznaczeniem na handel, ale nie od razu wszyscy się przenieśli, handlowano trochę tu, trochę tam wspomina Czesław Chudzik. Rozwojowi targów sprzyjało zniesienie obowiązku kontyngentowego. Od końca lat sześćdziesiątych targi, na których pojawiało się coraz więcej handlarzy spoza Urszulina, odbywały się już regularnie, czyli w każdy piątek. Głównym przedmiotem handlu były zwierzęta i inne płody rolne, choć z czasem na jarmarku mieszkańcy gminy i okolic zaczęli zaopatrywać się również w inne artykuły, takie jak odzież, czy narzędzia rolnicze.

Każdego roku w dniu święta 1 Maja i rocznicy ogłoszenia manifestu PKWN organizowano uroczyste pochody komunistyczne, którym towarzyszyła orkiestra ludowa i dzieci szkolne recytujące wierszyki o „przyjaźni” polsko-radzieckiej. Początkowo obchody odbywały się na placu SKR, na której ustawiano trybunę dla przedstawicieli władzy, w późniejszych latach uroczystości przeniesiono na plac szkolny. W niektórych latach, jak chociażby w 1982 roku organizowano w Urszulinie uroczyste obchody Święta Ludowego.

Formą przymusowej pracy społecznej młodzieży w pierwszych kilkunastu latach po wojnie była praca w „junakach”. Każdy młody musiał odpracować swoje kilka lat, chyba ze trzy. Brali nas na prace przy drogach, jeździliśmy na odbudowę Warszawy, przeszkolenia wojskowe były, a i śpiewać nam przy pracy kazali. Całym szefem na gminę był Henryk Kozłowski z Urszulina. Jak człowiek do domu wracał, to już nie dawał rady w polu robić wspomina pracę Marian Szczepanik z Andrzejowa.

Z inicjatywy Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w dniu 18 kwietnia 1966 roku utworzono jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) w Urszulinie. Powstanie jednostki zbiegło się z organizacją w Urszulinie gminnych zawodów strażackich. Prezesem strażaków został Przewodniczący GRN Jerzy Grabowski, zastępcą Władysław Wiczuk, naczelnikiem Leonard Majewski, a mechanikiem Eugeniusz Adamczyk. Poza nimi założycielami jednostki byli druhowie: Henryk Szadkowski, Edward Kożuszek, Aleksander Majewski, Tadeusz Tetyk, Mieczysław Drob, Ryszard Cegłowski, Edward Solarski, Henryk Kozłowski, Stefan Lewandowski, Henryk Kozłowski s. Czesława, Ryszard Wałecki, Józef Mielniczuk, Mieczysław Lewczuk, Władysław Misztalski, Adolf Szynkora, Władysław Martynowski, Tadeusz Szwaj, Bronisław Adamczyk, Ryszard Stachyra i Mieczysław Wiczuk. Początkowo nowa jednostka dysponowała jedynie sprzętem gaśniczym, przekazanym przez Komendę Powiatową Państwowej Straży Pożarnej we Włodawie. Była to sikawka ręczna, 10 wiader, 10 węży, drabina, 3 sikawki i 10 toporków. Na akcje bojowe strażacy jeździli wówczas furmankami.

Pierwsze lata były trudne organizacyjnie dla jednostki, z powodu małej aktywności strażaków i słabego wyposażenia. Ówczesny wojewódzki inspektor OSP Jerzy Górnicki wspomina, jak przyjechałem w latach sześćdziesiątych na inspekcję do Urszulina to zarządziłem alarm. Przyleciał tylko Misztalski, nikogo więcej nie byłem. Po tym wnioskowałem do komendanta wojewódzkiego o rozwiązanie jednostki, ale on postanowił się wstrzymać. Przez wiele lat strażacy nie posiadali swojego budynku, a wyposażenie co raz było przenoszone. Dopiero w 1982 roku jednostka otrzymała grunty pod budowę strażnicy, które znajdowały się przy Wytwórni Pasz Pełnoporcjowych „Skiold” w Urszulinie. Znajdujący się tam niewielki budynek rozebrano i przystąpiono do budowy nowego. Pomieszczenie garażowe budowano w ramach czynu społecznego, przy wsparciu miejscowej gminy. Wraz ze wzrostem ilości jednostek OSP na terenie Gminy Urszulin tradycją stały się gminne zawody sportowo-pożarnicze, które organizowano na płycie boiska przy dzisiejszej ulicy Leśnej. Zawody cieszyły się bardzo dużą popularnością, przyciągając wielu widzów.

W 1979 roku z inicjatywy Czesława Chudzika miłośnicy wędkowania założyli koło Polskiego Związku Wędkarskiego (PZW). Na naszym terenie dużo ludzi zajmowało się dorywczo łowieniem ryb w bardzo różny sposób, nawet kłusowniczy. Uprawnienia wędkarskie posiadało tylko 5 osób – należeli oni do koła we Włodawie opowiada o początkach wędkarstwa w Urszulinie Czesław Chudzik. Warunkiem powstania koła wędkarskiego było zarejestrowanie minimum 50 uczestników. Na zebraniu założycielskim udało mi się zebrać 35 chętnych na prawie 100 zaproszeń. Wojewódzki przedstawiciel przyjął zgłoszenie założenia koła pod warunkiem, że na następnym zebraniu będziemy mieć 50 członków wspomina Chudzik. Aby spełnić wymóg formalny do zapisania się do PZW w Urszulinie namówiono wielu wędkarzy z sąsiednich gmin, głównie z miejscowości Cyców, Stary Brus i Dubeczno. Drugie zebranie założycielskie odbyło się z udziałem już 65 przyszłych wędkarzy. Prezesem został założyciel koła, jednak wobec wielu innych pełnionych funkcji społecznych i publicznych (chociażby sekretarza KG PZPR, przewodniczącego GRN, prezesa Banku Spółdzielczego) zrezygnował po roku z prezesury, a jego miejsce zajął Władysław Mielniczuk. Kolejnym prezesem został Ryszard Kiryk.

Kolejną prężna organizacją był Gminne Koło Pszczelarzy w Urszulinie. Organizacja powstała w roku 1976 z inicjatywy pszczelarzy Juliana Szysza z Sumina, miejscowego Tadeusza Wiczuka, Józefa Stańko z Przymiarek i Stanisława Hołasta oraz przy formalno-prawnej pomocy działacza organizacji pszczelarskich Andrzeja Pejo. W pierwszych latach istnienia koło liczyło około 60 członków, lecz pasiek liczących więcej niż 20 rodzin było niewiele. Większość członków to byli starzy pszczelarze, posiadający po kilka lub kilkanaście uli. Działalność urszulińskich pszczelarzy w tym okresie polegała głównie na zaopatrzeniu pszczelarzy w cukier, który wówczas był towarem deficytowym. Prezesami koła od początku istnienia byli kolejno: Wacław Ofiarski z Michałowa, Józef Stańko, Stanisław Hołast. Po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 roku działalność organizacji, jak wielu innych, została zawieszona, a wznowiono ją w 1983 roku. Nowym prezesem został Andrzej Tomala z Wytyczna, ówczesny członek zarządu Nadbużańskiego Związku Pszczelarzy w Chełmie.

Kobiety zorganizowane były w strukturach Koła Gospodyń Wiejskich. W budynku starej gminy, czy Spółdzielni Kółek Rolniczych, organizowano warsztaty rękodzielnicze, pierzarki, czy warsztaty kulinarne „pod okiem” instruktorki Wolskiej. Mieliśmy swoje naczynia, a nawet kurczaki hodowałyśmy wspomina z sentymentem Klementyna Kozłowska. Dla KGW z całej gminy organizowano konkursy, np. „Więcej warzyw – owoców – kwiatów”, czy „Więcej mleka wysokiej jakości”, które kończyły się uroczystym wręczaniem nagród. Początkowo siedziba koła mieściła się w budynku spółdzielni, w latach osiemdziesiątych panie przeprowadziły się do budynku na placu targowym.

Doprowadzenie w 1960 roku elektryczności wpłynęło na pojawianie się we wsi odbiorników radiowych i telewizorów. Pierwszy telewizor pojawił się w domu Ryszarda Kotiuka, kolejny zaś w budynku szkoły. Od tego momentu każdego czwartku organizowano w szkole seanse filmowe. Poza seansami na życie kulturalne duży wpływ wywierał miejscowy teatr, w którym grała młodzież pozaszkolna, jak również dorośli. Utworzenie teatru było jedną z inicjatyw dyrektora Kazimierza Chrzaniuka. Z przedstawieniami „Grube ryby”, „Kalosze szczęścia”, „Rabusia” młodzież jeździła po okolicznych szkołach i świetlicach. A że nie było wówczas telewizorów w domach odgrywane sztuki przyciągały tłumy. W 1964 roku zorganizowany został kilkudziesięcioosobowy zespół muzyczny. Opiekunem zespołu został Feliks Kadela, a w 1971 roku zastąpił go Spaczyński. Zabawy taneczne odbywały się w odnowionym w 1969 roku pomieszczeniu klubowym budynku gminnym.

W latach siedemdziesiątych młodzież uaktywniła się w grach sportowych, organizowano turnieje głównie piłkarskie, ale także siatkarskie. Były to zawody,
w których rywalizowały ze sobą drużyny reprezentujące większe miejscowości w gminie, ale także i pozagminne. Postanowiono wykorzystać aktywność młodzieży, stąd na początku lat osiemdziesiątych, z inicjatywy Czesława Chudzika, zaczęto na placu szkolnym organizować „Dni Urszulina”. Była o impreza o charakterze przede wszystkim sportowym, ale towarzyszyło jej wiele imprez sprawnościowych (np. przeciąganie liny), śpiewy pań z kół gospodyń wiejskich, konkursy dla młodzieży i dorosłych, czy też występy kabaretów. Można było się też napić piwa, lemoniady, skosztować słodyczy, choć w tych czasach prawie wszystkie produkty były deficytowe. Pod koniec lat osiemdziesiątych zaprzestano organizowania imprezy. Nie powiodły się również próby utworzenia i rejestracji drużyny sportowej, która by w grała w rozgrywkach ligowych. Z inicjatywy Czesława Chudzika doprowadzono natomiast do skutku budowę boiska piłkarskiego przy ulicy Kwiatowej i Chełmskiej, choć miało ono parametry i przeznaczenie wyłącznie amatorskie. Pracę wykonał miejscowy kombinat PGR.

Podczas wizyty kanonicznej biskupa siedleckiego ks. Wacława Skomoruchy w Wereszczynie w maju 1971 roku zauważono potrzebę ulokowania w Urszulinie kaplicy parafialnej. Motywowano ją dużą odległością oraz stale rosnącą liczbą mieszkańców. Również podczas kolejnej wizyty biskupa w październiku 1976 roku miejscowi mieszkańcy przywitali szanownego gościa, zmierzającego do Wereszczyna celem wizytacji parafii, wykazując tym samy potrzebę wybudowania w Urszulinie kaplicy. Podczas tej wizyty w parafii biskup Skomorucha jeszcze raz odwiedził Urszulin, by przyjrzeć się funkcjonowaniu punktu katechetycznego. W raporcie zapisał, że spośród wizytowanych miejscowości parafii to właśnie w Urszulinie doznał wiele serdeczności wyrażonej we wspaniałym przyjęciu w punkcie katechetycznym.

Staraniem mieszkańców i kolejnych proboszczów, po paru latach od wizyty biskupiej, utworzono kaplicę parafialną. Początkowo ks. Mieczysław Lipniacki planował przyszłą świątynię zlokalizować przy dzisiejszej ulicy Pocztowej, pomiędzy gospodarstwami Sironiów i Wasiutów. W tym celu wykopano już studnię. Jednakże w 1985 roku jego następca ksiądz Ryszard Andruszczak podjął prace zmierzające ku wybudowaniu kościoła, ale w pobliżu dotychczasowego punktu katechetycznego. Wmurowanie kamienia węgielnego nastąpiło w lipcu 1985 roku, a czynności tej dokonał biskup siedlecki ks. Jan Mazur. Również oddanie w październiku 1987 roku do użytku nowej świątyni zbiegło się z wizytą kanoniczną biskupa Mazura. Podobnie, jak podczas poprzednich wizyt, także i tym razem mieszkańcy Urszulina zorganizowali uroczyste powitanie. Nad drogą znajdowała się przystrojona brama powitalna, a delegacja mieszkańców częstowała gościa chlebem i solą. Po przywitaniu biskupa do Wereszczyna poprowadziła banderia motocykli i samochodów. Dzień po wizytacji Wereszczyna biskup Jan Mazur przyjechał do Urszulina by odprawić mszę w nowej świątyni.

Kościół był gotowy pod koniec 1987 roku, a obok świątyni urządzono cmentarz grzebalny. Stara kaplica służyła jeszcze przez 2 lata jako dom katechetyczny, gdyż ciągle do 1989 roku nauczanie religii w szkole było zabronione, a następnie przeniesiono ją do Garbatówki, w której do dnia dzisiejszego służy do celów religijnych.



  1. Urszulin współczesny

    1. Samorządność i administracja

Przeobrażenia ustrojowe z 1989 roku najkorzystniej wpłynęły na Urszulin, gdyż miejscowość stała się niekwestionowanym centrum gminy, podczas gdy pozostałe miejscowości ulegają powolnemu wyludnianiu. Już w latach dziewięćdziesiątych liczebnie Urszulin przerósł Wytyczno. Na początku nowego wieku zamieszkiwało 918 osób, w 2007 roku już 998 osób, a w roku kolejnym 3 mieszkańcami liczba zaludnienia Urszulina przekroczyła 1000 osób. Według stanu z ostatniego dnia 2009 roku w Urszulinie było zameldowanych 1006 osób. Tak duża liczba mieszkańców wpłynęła na nadanie nazw poszczególnym ulicom. Obecnie w Urszulinie znajdują się ulice: Lubelska, Kwiatowa, Pocztowa, Chełmska, Szkolna, Leśna i najnowsze Modrzewiowa, Krótka i Nowa. W 1992 roku miejscowość zwodociągowano, w 1998 roku stelefonizowano, a w 2004 roku skanalizowano. Za zabudowaniami skiold-u wybudowano w 2001 roku gminną oczyszczalnię ścieków. W 2000 roku gmina podjęła współpracę partnerską z Gminą Wihelmsdorf z Niemiec. Funkcję sołtysa pełni Zenobiusz Kwiatkowski, który w 2007 roku zastąpił Włodzimierza Kamelę.

Jednym z rezultatów przemian ustrojowych było utworzenie samorządnych gmin. Gmina Urszulin utrzymała granice wyznaczone w 1973 roku, rzecz jasna siedziba również pozostała w Urszulinie. Obejmuje obszar prawie 172 km2. Liczba ludności każdego roku ulega zmniejszeniu. Według danych z 1999 roku w gminie mieszkało 4.225 osób, w 2003 roku zameldowanych było 4.112 osób, po 3 latach liczba mieszkańców zmniejszyła się do 4.062, a w kolejnym do 4.035 osób.
W przeliczeniu na powierzchnię gminy dawało to 24 osoby na km
2. W 2009 roku liczba mieszkańców spadła aż do 3.859 osób, a wskaźnik gęstości zaludnienia obniżył się do niecałych 23 osób na km2. Sytuuje to Gminę Urszulin po środku w rankingu gęstości zaludnienia gmin Powiatu Włodawskiego. Niższy wskaźnik wykazują gminy sąsiadujące, czyli Hańsk (22 osoby na km2) i Stary Brus (16 osoby na km2). Analiza ruchów ludności wykazuje niewielki przyrost naturalny (większa liczba urodzeń od zgonów), jednakże na spadek liczby ludności decydujący wpływ ma ujemna migracja, czyli znaczna przewaga odpływu nad napływem nowych mieszkańców.

Pierwszym samorządowym wójtem na okres 2 kadencji został mieszkaniec Urszulina Henryk Wesołowski. Już w pierwszych latach jego urzędowania urząd gminy przeniósł się do nowego budynku, połączonego z remizą i garażami strażackimi. W 1998 roku Wesołowskiego na stanowisku wójta zastąpił Waldemar Abramczuk z Wytyczna, jednakże w 2002 roku ponownie powrócił Henryk Wesołowski. Po raz pierwszy odbyły się wówczas wybory bezpośrednie, w których Wesołowski i Abramczuk „zmierzyli się” w II turze. Do 2002 roku wójta wybierała rada gminy, ponadto wyłaniano zarząd gminy, który łącznie z wójtem tworzył miejscową egzekutywę. W wyborach samorządowych w 2006 roku nowym wójtem został Roman Wawrzycki z Wereszczyna, który wygrał z Henrykiem Wesołowskim w II turze głosowania. Kilka lat później (w 2011 roku) Wesołowski, co spotkało się z wielkim przygnębieniem mieszkańców. Mimo doczesnego odejścia z tego świata zmarły pozostał w naszej pamięci jako człowiek niezwykle pracowity i kompetentny125pisali przyjaciele do kwartalnika „Z Życia Polesia”. Wójta żegnali koledzy z licznych organizacji, do których należał – m.in. PZW i OSP.

Z powodu bardzo dużego zadłużenia gminy w wyborach z 2010 roku Wawrzycki nie miał kontrkandydatów. Zginął w dniu 2 stycznia 2012 roku podczas polowania. Przyczyną śmierci mężczyzny było rozerwanie tętnicy udowej i wykrwawienie się na skutek strzału z bliskiej odległości. Te ustalenia potwierdzają hipotezę, że doszło do nieszczęśliwego wypadku, samopostrzelenia z broni myśliwskiej126informowała rzeczniczka prokuratury okręgowej. Ciało znaleziono w ambonie w Wielkopolu.

Osobą pełniącą obowiązki wójta do czasu rozstrzygnięcia przedterminowych wyborów został Tomasz Antoniuk, również z Wereszczyna, choć zamieszkały tylko kilka lat. Nominacja premiera znacznie się wydłużyła, gdyż Wojewoda Lubelski Jolanta Szołno-Koguc wyznaczyła na to stanowisko Dyrektora Zespołu Szkół w Urszulinie Mirosława Chudzika, mającego poparcie PSL, jednak z przyczyn politycznych nie spotkała się ona z akceptacją premiera Donalda Tuska. Premier po kilkutygodniowym oczekiwaniu podpisał dopiero następną nominację Tomasza Antoniuka (PO), który przed objęciem stanowiska musiał się zrzec mandatu radnego powiatowego i zrezygnować z pracy w Urzędzie Gminy w Urszulinie. Antoniuk wystartował w przedterminowych wyborach i zdecydowanie je wygrał, pokonując w II turze Dariusza Kozłowskiego – również z Urszulina

Pierwszym przewodniczącym samorządowej Gminy Urszulin został dyrektor szkoły Zdzisław Herbut (przewodniczący Komitetu Obywatelskiego NSZZ „Solidarność”), oprócz niego mieszkańcy Urszulina wybrali na swojego radnego Tomasza Misztalskiego. W kolejnej kadencji przewodniczącym rady został Ryszard Trościańczyk z Andrzejowa, a zastępcą Mieczysław Tymczuk. Oprócz Tymczuka radnymi z Urszulina zostali Ewa Kozłowska i Jan Lewandowski. W 1998 roku mieszkańcy Urszulina wybrali spośród siebie następujących radnych: Ryszarda Kiryka, Andrzeja Stefanowicza, Jana Lewandowskiego i Pawła Skrętowicza. Nowo-wybrani radni wybrali z kolei do gminnego zarządu Stefanowicza i Lewandowskiego. Przewodniczącym rady gminy został Roman Wawrzycki z Wereszczyna. W kolejnych wyborach (2002 roku) radnymi zmniejszonej już do 15 osób rady zostali Adam Wojcieszuk, Ryszard Kiryk i Tomasz Misztalski. Adamowi Wojcieszukowi radni powierzyli funkcję przewodniczącego rady, a jego zastępcą został mieszkający w Urszulinie, ale wybrany z Zabrodzia, Grzegorz Doszko. W wyborach z 2006 roku do rady wybrano kolejno Andrzeja Stefanowicza, Tomasza Misztalskiego i Ewę Piasecką. Andrzej Stefanowicz niemal jednogłośnie (13 radny „za”) został wybrany na funkcję przewodniczącego rady. Wyniki wyborów samorządowych z 2010 roku były podobne, z tym że mieszkańcy wybierali już 4 radnych. Mandat uzyskał Andrzej Stefanowicz, ponownie zostając przewodniczącym rady, Tomasz Misztalski, Henryk Rutkowski i Janina Adamska.

Od 1998 roku wybierano także przedstawicieli do dwudziestopięcioosobowej Rady Powiatu we Włodawie. W pierwszych wyborach jedynym przedstawicielem gminy został Jan Panasiuk (PSL) z Urszulina. W kolejnych wyborach skład rady zmniejszono do 17 osób, jednak z Gminy Urszulin do rady powiatu wydelegowano już 3 radnych, ponownie Jana Panasiuka, Mieczysława Wiczuka (Samoobrona) z Urszulina i Romana Wawrzyckiego (Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD)). W wyborach z 2006 roku liczba radnych z Gminy Urszulin nie zmieniła się. Radnymi zostali Adam Panasiuk i Marian Tomasz Kupisz, obaj z PSL i Urszulina, oraz ponownie Mieczysław Wiczuk. Największym poparciem w gminie oraz w urszulińskim obwodzie cieszył się Adam Panasiuk, uzyskując najlepszy wynik w Gminie Urszulin w historii wyborów do samorządu powiatowego (460 głosów – 25% poparcia). W następnych wyborach z 2010 roku wynik ten został poprawiony (507 głosów – 30% poparcia), co pozwoliło naturalnie na zdobycie mandatu radnego. Oprócz Adama Panasiuka z listy PSL mandat uzyskał ponownie Marian Tomasz Kupisz.

Podczas każdych wyborów politycznych w gminie tworzone są 4 punkty wyborcze, w tym jeden w Urszulinie. Obwód wyborczy w Urszulinie obejmuje poza Urszulinem także Sumin, Kozubatę, Grabniak, Dębowiec, Nowe i Stare Załucze, Michałów, Wiązowiec, Andrzejów, Zabrodzie i Wincencin. Wyniki wyborów pozwalają nam na bliższą charakterystykę politycznych zapatrywań mieszkańców. W referendum nad przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej z 2003 roku mieszkańcy gminy wyrazili poparcie dla polskich aspiracji (51% „za”). Na tak dobry wynik w gminie na obszarze wiejskim zapracowali zwłaszcza wyborcy z urszulińskiego obwodu (56% „za”). Jednakże już w wyborach przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego z 2004 roku poparto kandydatów partii o anty-unijnym nastawieniu. W gminie wybory te zdecydowanie wygrała Samoobrona (44% poparcia) przed Ligą Polskich Rodzin (LPR) (19%), Platformą Obywatelską (PO) (10%), PSL (10%) i SLD (6%). Bardzo słabe poparcie uzyskało Prawo i Sprawiedliwość (PiS), otrzymując 4% poparcia. Z komitetu obywatelskiego w wyborach startował Michał Szawuła z Urszulina, ale podobnie jak jego komitet wyborczy uzyskał niewielkie poparcie. Poparcie dla partii politycznych podobnie kształtowało się w wyborach do Sejmu RP z 2005 roku. W gminie ponownie wygrała Samoobrona, uzyskując 37% poparcia, a w urszulińskim obwodzie 33%. W całej gminie 19% poparcia uzyskało PSL, 13% - PiS, 11% - LPR, a po 8% PO i SLD. W tutejszym obwodzie słabsze poparcie w porównaniu z gminnymi wynikami uzyskało PSL, otrzymując 16% głosów, natomiast PO otrzymała 11% poparcia.

Zgoła odmienne wyniki wyborów odnotowano w 2007 roku, po skróceniu kadencji parlamentu w wyniku afery z przewodniczącym Samoobrony Andrzejem Lepperem. Wybory wygrało PiS, uzyskując 39% poparcia w gminie, a w urszulińskim obwodzie 36%. Wyniki sprzed 2 lat poprawiło PSL (21%) i PO (19%). Komitet Wyborczy Lewicy i Demokratów z SLD uzyskało 9%, a lista Samoobrony tylko 8% poparcia. W urszulińskim obwodzie tradycyjnie lepsze poparcie uzyskała PO (23%), a gorsze PSL (18%). Z listy Lewicy i Demokratów kandydował Sebastian Wojcieszuk z Urszulina, uzyskał jednak niewielkie poparcie. Podobne poparcie uzyskały partie polityczne w wyborach posłów do Parlamentu Europejskiego z 2009 roku. Lista PiS w gminie uzyskała 31% poparcia, a na drugim miejscu znalazło się ponownie PSL (19%). Lista PO uzyskała 18% poparcia, Samoobrony – 16%, a Libertasu – 5%. Poniżej 5% poparcia uzyskali kandydaci SLD. W urszulińskim obwodzie lepszym poparciem cieszyła się lista PO (23%), a gorszym PSL (17%). Podobna kolejność wystąpiła w wyborach do parlamentu krajowego z 2011 roku. Lista PiS uzyskała 39%, PSL – 20%, PO – 15%, Ruchu Palikota – 12%, a SLD 9%. Tradycyjnie w urszulińskim obwodzie lepszy wynik od PSL (17%) uzyskała PO (19%).

Rok 1990 w historii Urszulina to nie tylko data powstania samorządu gminnego, ale również rozpoczęcie budowy nowego budynku administracyjnego. W zamyśle budynek miał służyć za remizę strażacką połączoną z domem ludowym, jednak po jego ukończeniu umieszczono urząd gminy, strażnica i salę widowiskową zarządzaną przez miejscowe OSP.



    1. Szkolnictwo, ochrona zdrowia i przyrody oraz kwestie wyznaniowe

Lata dziewięćdziesiąte były okresem, w którym wszystkie ulokowane w Urszulinie instytucje publiczne przeniesiono do nowych budynków. W pierwszej kolejności rozwiązano problem szkoły i ochrony zdrowia. Już w 1989 roku młodzież szkolna wprowadziła się do nowo wymurowanego budynku szkolnego, który cele edukacyjne spełnia do dnia dzisiejszego. Rok wcześniej do nowych 12 mieszkań wprowadzili się nauczyciele. Pierwszym dyrektorem szkoły w nowym budynku był Zdzisław Herbut. W połowie lat dziewięćdziesiątych zastąpił go Mirosław Chudzik i pełni tą funkcję do dnia dzisiejszego. Jest inicjatorem znanych w regionie biegów ekologicznych, organizowanych od 1992 roku na początku każdego czerwca. Szkole na początku lat dziewięćdziesiątych nadano imię Alfreda Lityńskiego, słynnego polskiego hydrologa, badającego przed wojną świat roślin i zwierząt jezior Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Obecnie w szkole uczy się ponad 200 dzieci (229 w 2007 roku).

W 2001 roku rozpoczęto inwestycję rozbudowy szkoły o skrzydło, w którym ulokowano klasy utworzonego w 1999 roku gimnazjum. Natomiast w 2008 roku zakończyła się budowa wielofunkcyjnego pełno-wymiarowego stadionu piłkarskiego z trybunami. W budynku szkolnym funkcjonuje ponadto przedszkole, a w 2005 roku podjęto próbę utworzenia liceum ogólnokształcącego o profilu przyrodniczym. Niestety, z powodzeniem przeprowadzono tylko 1 nabór uczniów, stąd też po przeprowadzeniu egzaminów maturalnych liceum zlikwidowano. W budynku szkoły funkcjonuje Szkolne Schronisko Młodzieżowe w Urszulinie z 27 miejscami noclegowymi, jedno z sześciu w powiecie. Bliskość obszarów chronionych PPN i duża liczba jezior sprawia, iż w schronisku wypoczywa największa liczba osób, więcej niż w schroniskach włodawskich. Rocznie turyści korzystają z kilkuset noclegów.

Szkoła podejmuje wiele cennych inicjatyw. Najbardziej znaną są oczywiście „Biegi Ekologiczne” odbywające się corocznie w pierwszą niedzielę czerwca od początku lat dziewięćdziesiątych. Na zawody przyjeżdża wiele gości z zagranicy, głównie z Ukrainy, gdyż wpisane zostały w cykl Grand Prix Polski Środkowo-Wschodnie. Odbywają się biegi dla przedszkolaków, młodzieży szkolnej oraz dla dorosłych – kobiety na trasie Stare Załucze-Urszulin i mężczyźni na trasie Urszulin-Stare Załucze-Urszulin. W imprezę włączył się PPN, dlatego do 2011 roku odbywał się równocześnie „Bieg Parkowca i Leśnika”. Malejąca liczba uczestników spowodowała wycofanie się ze współorganizowania zawodów.

W szkole zorganizowano mini-muzeum poświęcone pamięci patrona Alfreda Lityńskiego. Jest to największy w Polsce zbiór rzeczy związanych z tym sławnym hydrologiem. Ponadto dzięki zaangażowaniu historyka Andrzeja Stefanowicza udało się zebrać wiele przedmiotów archeologicznych i z życia codziennego dawnych Poleszuków, które są prezentowane w korytarzowych gablotach. W ramach projektu Fundacji „Liderzy Polesia” Adam Panasiuk zorganizował stałą wystawę kilkudziesięciu fotokopii zdjęć, przedstawiających dawnych mieszkańców Urszulina i okolic. Zdobi ona korytarz główny szkoły.

Bardzo często szkoła organizuje spotkania z ciekawymi ludźmi i lokalnymi organizacjami. Niejednokrotnie gościli strażacy z OSP Urszulin, pszczelarze, funkcjonariusze policji. Bywają tez goście z dalszych stron kraju i świata. W październiku 2011 roku przybyła z liczną grupą młodzieży Miriam Raz-Zunszajn – Żydówka, ocalała z zagłady w Wereszczynie, a w maju 2012 roku Naczelny Rabin Rzeczypospolitej Polskiej Michael Schudrich, w towarzystwie przedstawicieli Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu, Komisji Rabinicznej ds. Cmentarzy i „Fundacji „Pamięć, która Trwa”. Pytań było dużo. Rabin opowiadał o swojej pracy, jak i polskich korzeniach. Pani Jadwiga Gawrych opowiedziała o swoich przeżyciach związanych z ratowaniem Żydów. Przypomniała, że w okupowanej Polsce za pomoc Żydom karano śmiercią, w innych krajach nie, a mimo to Polacy są najliczniejszym narodem, którym przyznano medal „sprawiedliwych”. Gościom na pamiątkę pobytu wręczyłem (tj. Adam Panasiuk) książki "Andrzejów. Śladami zapomnianej historii". Na koniec Dyrektor Mirosław Chudzik oprowadził gości po izbie pamięci patrona szkoły - Alfreda Lityńskiego.127 Młodzież szkolna opiekuje się miejscem pochówku 2 powstańców styczniowych.

Przez wiele lat przy szkole funkcjonowała Młodzieżowa Orkiestra Dęta. Od 2009 roku organizuje coroczny konkurs muzyczny „Kolędy i pastorałki – dawniej i dziś”. Biorą w nim udział zespoły ludowe seniorskie i dziecięce oraz soliści. Miło widzieć u siebie tak wielu artystów – od najmłodszych do najstarszych. Rosnąca co rok liczba uczestników dowodzi, że takie konkury warto organizować. Nie tylko rozwijają się talenty muzyczne najmłodszych, zachowujemy w pamięci piękne kolędy i pastorałki, warto zwrócić uwagę również na integrację międzypokoleniową, jaka tu ma miejsce. Z tych powodów zawsze będziemy wspierać takie konkursy i miło nam będzie gościć obecnych dziś, ale i nowych wykonawców w przyszłym roku128powiedział na podsumowaniu konkursu w 2012 roku dyrektor szkoły Mirosław Chudzik.

Pod koniec lat osiemdziesiątych oddano do użytku również budynek nowego publicznego ośrodka zdrowia, w którym obecnie znajduje biblioteka, Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Urszulinie, posterunek policji, a swoją siedzibę ma w nim także kilka organizacji pozarządowych. Czasy gospodarki rynkowej spowodowały, iż w miejsce publicznego ośrodka zdrowia zostały utworzone nowe niepubliczne zakłady. Najpierw zlikwidowany w 1999 roku Ośrodek Zdrowia w Urszulinie zastąpiono Niepublicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej w Urszulinie. Budynek ośrodka i bloki mieszkalne do tego czasu były własnością Powiatu Włodawskiego, jednak ten w formie darowizny przekazał je gminie. Z czasem kontrakty na leczenie podpisywały już prywatne niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej, najpierw „Animed” (od 2000 roku), a następnie „Vita” (od 2005 roku). Początkowo zakłady te dzierżawiły budynki gminne, po kilku latach rozpoczęły i skutecznie zakończyły inwestycje budowy własnych. Wraz z konkurencją pojawiła się rywalizacja. Rzeczywiście na początku były niesnaski, obawa o podbieranie pacjentów i strach przed koniecznością redukowania personelu mówi właściciela przychodni „Animed” Anna Kalicka-Rutkowska i dodaje: Ale teraz sytuacja się uspokoiła i działamy w symbiozie, a nawet – można powiedzieć – we współpracy.129Animed” wyspecjalizował się w świadczeniu usług lekarzy rodzinnych, zaś „Vita” w lecznictwie specjalistycznym. Anna Kalicka-Rutkowska mówi, że większość naszych poradni pokrywa się. Jeśli jakiejś nie mamy, to odsyłamy do konkurencji. Dzisiaj nie ma między nami waśni.130 Przy zakładach funkcjonują apteki. Poza tymi zakładami ulokowano w Urszulinie pogotowie ratunkowe. Niewielki, ale nowy budynek otrzymała placówka pocztowa, zaś na przełomie tysiąclecia wybudowano remizę strażacką, nad którą umieszczono siedzibę urzędu gminy.

Starania ekologów zostały zwieńczone w dniu 1 maja 1990 roku, utworzono bowiem Poleski Park Narodowy (PPN) z siedzibą w Urszulinie. Już w następnym roku do istniejących 4 rezerwatów przyrody dołączono nowy, „Bagno Bubnów”. Obszar parku objął 4.813 ha gruntów, ale w 1994 roku powiększono go do 9.762 ha. W 2012 roku UNESCO nadało obszarowi parku status Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery (MRB) – drugiego w Polsce. Uroczyste wręczenie certyfikatu odbyło się w Warszawie, lecz konferencję nt. dalszych działań ochronnych zorganizowano w Zajeździe „Drob” w Urszulinie. MRB „Polesie Zachodnie” obejmuje niemalże cały obszar Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, Pojezierze Szackie na Ukrainie i białoruskie Polesie Zachodnie. To wyraźny sygnał potwierdzający, że te nadbużańskie tereny pogranicza są ze wszech miar unikatowe z punktu widzenia ekosystemu na świecie. Naprawdę żyjemy tu w „perełce biosferycznej”131powiedział uczestnik konferencji Arkadiusz Iwaniuk.

Na pierwszego dyrektora nowopowstałego PPN wybrano Zbigniewa Karbowskiego, a Przewodniczącym Rady Naukowej PPN został Stanisław Radwan. Po objęciu funkcji dyrektora Zbigniew Karbowski mówił: Zrobiono kiedyś dużą krzywdę temu terenowi. Najpierw coś zniszczono i przeprowadzono „melioracje”, a dopiero potem, gdy zauważono, że z dawniej istniejącej przyrody pozostały resztki, podjęto próby jej reanimacji. Jestem wręcz przerażonym tym, co tu widzę. Czeka nas więc żmudna, codzienna robota nad próbą zachowania istniejącego stanu oraz – być może – przywrócenia w części dawnego stanu przyrody.132 W 1991 roku z pomieszczeń Kombinatu Rolnego PGR Urszulin siedzibę przeniesiono do bloku mieszkalnego w Urszulinie, gdyż park otrzymał połowę całego budynku. Na biuro przeznaczono 2 mieszkania, a do pozostałych wprowadzili się zamiejscowi pracownicy tej instytucji. W październiku 1999 roku uroczyście wmurowano akt erekcyjny w posady Ośrodka Dydaktyczno-Administracyjnego PPN, budowanego na wzór dworu magnackiego Sosnowskich z Sosnowicy. Inwestycję finansowaną ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oddano do użytku po 3 latach. W tym czasie od 1998 roku parkiem kierował dyrektor Dariusz Piasecki. W 2010 roku Dariusza Piaseckiego na stanowisku dyrektora zastąpił dotychczasowy jego zastępca Jarosław Szymański.

Z przeprowadzonych badań ankietowych wśród mieszkańców okolicznych miejscowości (Stare Załucze, Wytyczno, Łomnica, Wereszczyn, Kulczyn i Wołoskowola), dotyczących stosunku miejscowej ludności do funkcjonowania PPN, wynika, że najbardziej uciążliwymi są starty w uprawach rolnych przez chronione zwierzęta i ptaki, zakazy zbierania owoców runa leśnego i wycinki drzewa, ograniczenie odstępu do niektórych miejsc w lesie, czy zakaz połowu ryb. Jednak niektórzy podkreślali, że dzięki funkcjonowaniu parku osiągnęli korzyści finansowe, chociażby z wynajmowania kwater agroturystycznych, lub z handlu, co jest konsekwencją znacznego ożywienia ruchu turystycznego.133

Park nie tylko zajmuje się ochroną i promocją cennych przyrodniczo terenów, ale również zarządza dużymi połaciami lasów. Oprócz korzyści, jakie przynosi chociażby sprzedaż drewna, na parkowej służbie leśnej spoczywa obowiązek pilnowania przed nielegalną wycinką, kłusownictwem, czy nawet ochrony przed wścieklizną. Ta zwierzęca choroba zakaźna wystąpiła na terenie Gminy Urszulin chociażby na początku 1992 roku. Wówczas Wojewoda Chełmski Leszek Burakowski wydał rozporządzenie w sprawie zwalczania wścieklizny zwierząt dzikich, nakazując wójtowi chociażby ustawienie tablic ostrzegawczych, czy prowadzenie polityki informacyjnej. Odstrzałem zwierząt chorych zajmowała się parkowa służba leśna. W maju kolejnego roku sytuacja powtórzyła się, dlatego wojewoda znowu wprowadził zakaz polowań, skupu zwierząt łownych, czy wypuszczania psów i kotów. Jesienią 1996 roku pojawił się problem bardzo dużej ilości szczurów. Zarządzona w całym Województwie Chełmskim akcja odszczurzania trutką objęła wszystkich właścicieli nieruchomości państwowych, samorządowych, spółdzielczych, społecznych, a nawet osób fizycznych.

Reforma ustrojowa zbiegła się z utworzeniem największej w gminie parafii. Parafia p.w. Chrystusa Miłosiernego w Urszulinie została w dniu 26 sierpnia 1990 roku erygowana na bazie zachodniej części dotychczasowej Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie. Mszę odprawił wówczas biskup ks. Jan Mazur. W skład nowej weszły miejscowości: Urszulin (850 wiernych), Andrzejów (275 wiernych), Dębowiec (174 wiernych), Grabniak (150 wiernych), Kozubata (51 wiernych), Sumin (87 wiernych), Wiązowiec (80 wiernych) oraz Zabrodzie (159 wiernych), a także Garbatówka z Gminy Cyców ze 150 wiernymi. Łącznie parafia w Urszulinie liczy 1976 wiernych. Odpusty w urszulińskiej parafii odbywają się w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Cmentarz parafialny założono w 1992 roku na wschód od świątyni.

Pierwszym proboszczem nowej parafii został Bogdan Kozioł, a od 2007 roku posługi kapłańskie pełni ks. Maciej Głasek. Już w czwartym roku istnienia parafii, tj. w dniu 12 maja 1994 roku wiernych odwiedził Prymas Polski kardynał Józef Glemp. Prymasa witali Wojewoda Chełmski Marian Cichosz, Dyrektor PPN Zbigniew Karbowski i Wójt Gminy Urszulin Henryk Wesołowski. Oprócz parafii prymas odwiedził nową szkołę, jak też został obwieziony bryczką po Poleskim Parku Narodowym. W 2001 roku z wizytą kanoniczną przyjechał do Urszulina biskup Jan Wiktor Nowak.



    1. Organizacje pozarządowe i życie codzienne

Prężnie działa Ochotnicza Straż Pożarna (OSP) w Urszulinie, która dysponuje swoją remizą i samochodami bojowymi. W ukończonym w 1992 roku budynku administracyjnym OSP przekazano garaże na sprzęt bojowy, pomieszczenie biurowe oraz salę widowiskową. Strażacy dysponują kilkoma samochodami bojowymi, w 2001 roku zakupiono samochód Lublin III do ratownictwa mechanicznego, a 3 lata później Ford Transit i Jelcz 004 ze zbiornikiem na wodę o pojemności 6.000 litrów. Poza sprzętem typowo pożarniczym, jak motopompy i samochody bojowe, jednostka posiada wyposażenie do ratownictwa technicznego, czyli piłę mechaniczną do cięcia drewna, wyciągarkę, czy też hydrauliczny sprzęt ratunkowy. W lipcu 2002 roku jednostce nadano sztandar, a poświęcili go miejscowy proboszcz ks. Bogdan Kozioł i kapelan strażaków diecezji lubelskiej ks. Roman Sawczuk. W trakcie uroczystości druh Ryszard Kiryk, jako pierwszy strażak OSP Urszulin, został odznaczony „Złotym Medalem za Zasługi dla Pożarnictwa” Związku OSP Rzeczypospolitej Polskiej, a kilkunastu otrzymało odznaczenia resortowe.

OSP Urszulin jest najbardziej aktywną ochotniczą jednostką w Powiecie Włodawskim, dlatego została wpisana do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Niemalże w każdym roku strażacy z OSP Urszulin są wzywani do największej liczby interwencji. Chociażby w 2007 roku strażacy brali udział w 32 zdarzeniach, a w 2009 roku aż w 61 zdarzeniach, dwukrotnie więcej niż druga pod tym względem jednostka OSP Hańsk. Najczęstszymi zdarzeniami są pożary, głównie powszechnie występujących łąk torfowych i upraw rolniczych, jak też podtopienia budynków gospodarczych i mieszkalnych (np. w 2009 roku). W 2010 roku licznie uczestniczyli w akcji powodziowej w nadwiślańskich gminach. Każdego roku dla podtrzymania sprawności organizowane są gminne zawody pożarniczo-sportowe, a w 2003 roku odbyły się w Urszulinie między-gminne zawody z udziałem jednostek z gmin Wola Uhruska, Hańsk i oczywiście Urszulin. W 2005 roku odbyły się natomiast ćwiczenia jednostek OSP z Gminy Urszulin i KP PSP we Włodawie na zabytkowym obiekcie wereszczyńskiego kościoła.

Organizacją pożarniczą kieruje prezes Wiesław Samojło (w 2000 roku zastąpił Mieczysława Tymczuka, który prezesował od 1996 roku), a pomagają mu naczelnik Ryszard Kiryk, zastępca naczelnika i gospodarz Dariusz Michalski, sekretarz Stanisław Artymiuk, gospodarz (do 2003 roku) Ryszard Misztalski, kronikarz Mariusz Kucharski, skarbnik Kazimierz Myszyński i wielu innych. Zaplecze kuchenne przy świetlicy strażackiej pozwala na organizację dużych uroczystości, takich jak wesela, dlatego też OSP uzyskuje znaczne dochody. Pozyskane w ten sposób środki przeznaczane są na zakup nowego sprzętu, czy też na dofinansowywanie działającej pod okiem Mariusza Kucharskiego i Andrzeja Stefanowicza Młodzieżowej i Kobiecej Drużyny Pożarniczej w Urszulinie (MDP i KDP).

Każdego roku strażacy uroczyście świętują w „Dniu Strażaka” i uczestniczą z sukcesami w zawodach międzypowiatowych. We wrześniu 1912 roku, aby uświetnić wizytę Niemców z zaprzyjaźnionego samorządu Wilhelmsdorf, zorganizowali pokaz strażacki pt. „Krótka historia pożarnictwa”. W 4 scenach przedstawiono technikę gaszenia pożarów od czasów najdawniejszych do współczesnych.

Młodzieżowa i kobieca drużyny są przykładem łączenia przyjemnego z pożytecznym. Inicjatywa powołania Drużyny wypłynęła ze strony prezesa Gminnego Związku druha Mariusza Kucharskiego i trafiła na podatny grunt. Na pierwszą zbiórkę w grudniu 2006 r. stawiło się około 50 uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum, w tym spora grupa dziewcząt134pisał o początkach Andrzej Stefanowicz. O życiu wewnętrznym pisał, że to młodzi decydowali o wyborze dowódców, dniach zbiórek i programie działania.135 Dzieci i młodzież, spędzając wolny czas, uczą się nieść pierwszą pomoc, zachowywać się w przypadku pożaru, a być może wielu z nich znajdzie swoje miejsce w szeregach zawodowych strażaków. Chociażby latem 2007 roku młodzież odpoczywała na terenie ośrodka wypoczynkowego nad jeziorem Grabniak, a w międzyczasie przybyli zawodowi strażacy z Włodawy, którzy prezentowali specjalistyczne wyposażenie samochodu ratownictwa drogowego, jak też na specjalnym manekinie uczyli udzielania pierwszej pomocy. W 2011 roku kobiety i młodzież ze starszymi ochotnikami czynnie wspierali akcję Stowarzyszenia Lokalnej Grupy Działania „Polesie” porządkowania cmentarzy ewangelickich w Dębowcu i Michałowie. Mariusz Kucharski udzieloną pomoc uzasadnił następująco: Przyjechaliśmy wspomóc Waszą inicjatywę, aby zachować w pamięci nasza historię, bo te cmentarze są jego częścią. Nie było żadnych wątpliwości, gdy na zarządzie rozmawialiśmy o pomocy dla Was, niewiadomą była tylko kwestia, czy przyjedzie 20, czy 30 osób. My pomagamy, ale jednocześnie poznajemy historię. Jeżeli będą inne podobne do tej akcje społeczne, to z chęcią się w nie włączymy.136 W trakcie czterodniowych zmagań udział wzięło prawie 50 wolontariuszy. Akcja zakończyła się wspólnym z organizatorami ogniskiem i wręczeniem drobnych upominków. Ponadto wolontariuszy – młodszych i starszych – zaprosiła Wojewoda Lubelski Genowefa Tokarska, która na spotkaniu wyraziła uznanie dla wolontariuszy, zwłaszcza tych najmłodszych. (…) Zobowiązała się wspierać nas w dalszej tego typu działalności. Po kilkudziesięciominutowej rozmowie wręczyła wszystkim nagrody, a starsi otrzymali imienne dyplomy uznania.137 Na koniec spotkania pokazała swój gabinet i zaprezentowała medale oraz odznaczenia wręczane przez wojewodę. Ponadto w nagrodę sołtys wsi Wytyczno Piotr Oleszczuk i Adam Panasiuk zorganizowali spływ kajakowy po jeziorze Wytyczno.

Młodzi ochotnicy corocznie uczestniczą w konkursach (np. „Młodzież zapobiega pożarom”, „112 w trudnej sprawie – nie używaj przy zabawie”” i zawodach strażackich, zdobywając czołowe miejsca. W prezentacyjnych strojach uczestniczą w uroczystościach państwowych i religijnych. W ciągu kilku lat swojej działalności przez szeregi MDP w Urszulinie przewinęła się prawie setka dziewcząt i chłopców z całej gminy. Zdecydowana większość z nich przyjęła zupełnie nowe dla nich zasady dyscypliny, musztry oraz obciążenia dodatkowymi obowiązkami. Część odeszła. Są też tacy, którzy pojawili się na pierwszej zbiórce w grudniu 2006 roku i pozostali do dnia dzisiejszego. W tej chwili drużyna liczy 44 członków. Część dziewcząt należących wcześniej do MDP stanowi trzon pierwszej w historii Urszulina Kobiecej Drużyny Pożarniczej. Kilku chłopców po osiągnięciu pełnoletniości bierze już udział w akcjach jednostki OSP Urszulin w ramach Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. To oni nieśli pomoc powodzianom w nadwiślańskich gminach w ubiegłym roku138posumował działalność Andrzej Stefanowicz.

Oprócz OSP aktywnie działa miejscowe koło PZW, które obecnie liczy około 150 członków. Od przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych funkcję prezesa koła pełni Tomasz Misztalski, jego zastępcą jest Kazimierz Panasiuk, sekretarzem Janusz Jefimczuk, a skarbnikiem Czesław Skurak. Koło gospodaruje na łącznej powierzchni wód wynoszącej około 750 ha. Oprócz zajmowania się wędkowaniem członkowie koła organizując patrole ochraniają wody przed kłusownictwem, prowadzą gospodarkę zarybieniową, by nie zabrakło ryb w okolicznych wodach, czy też remontują pomosty wędkarskie.

Prężnie funkcjonuje organizacja pszczelarska, którą od 1996 roku kieruje Aleksander Kafarski z Michałowa. W 2008 roku członkowie podjęli uchwałę o zmianie nazwy z Gminnego Koła Pszczelarzy w Urszulinie na Koło Pszczelarzy im. Ks. Jana Dolinowskiego w Urszulinie. Ilość członków należących do koła wahała się w ciągu ostatnich 10 lat od 14 do 26, a ilość posiadanych rodzin pszczelich od 460 do 1097. Działalność nasza polega głównie na zaopatrywaniu członków w leki od warozy, dokonywaniu zaopatrzenia w materiał hodowlany. Członkowie uczestniczą w zimowych szkoleniach, organizowanych przez Nadbużański Związek Pszczelarzy w Chełmie, a sześciu z nich ukończyło kurs i otrzymało tytuł „Mistrza Pszczelarza”. Prowadzimy też współpracę ze szkołami na terenie gminy, organizując w szkole i bezpośrednio w pasiece pogadanki o życiu i znaczeniu pszczoły, pokazując sprzęt używany w pasiekach i pracę pszczelarza, co zawsze stanowi atrakcję dla dzieci. W szkole w Urszulinie organizowane były trwające tydzień „Dni Pszczoły”, podczas których zrobiliśmy z dziećmi wystawę pszczelarską. Corocznie uczestniczymy w obchodach Nadbużańskiego Święta Pszczoły w Okszowie, jak również w „Dniach Pszczelarza” w Hańsku139opowiadał o działalności Kazimierz Panasiuk.

W budynku „starego” ośrodka zdrowia swoje siedziby mają organizacje: gminne struktury Związku Emerytów i Rencistów,” kombatanci wojenni, zespół śpiewaczo-obrzędowy „Seniorzy i inne. Wszystkie organizują oni uroczystości okazyjne – opłatki noworoczne, spotkania w dniu Wojska Polskiego, „Dni Emeryta, Seniora i Inwalidy”, na które licznie zbierają się członkowie i zaproszeni goście. Szczególnie aktywni są członkowie zespołu „Seniorzy”, uczestnicząc w ze scenkami, obrzędowymi, pieśniami, wyrobami kulinarnymi i rękodzielniczymi na różnych imprezach masowych, także o randze wojewódzkiej. O początkach działalności zespołu opowiedziała liderka Sabina Szczepańska: Na początku lat dziewięćdziesiątych została Przewodniczącą Koła Związku Emerytów i Rencistów w Urszulinie, a Jasia Chrzaniukowa moją zastępcą. Robiliśmy często spotkania i pomyśleliśmy, że fajnie byłoby pośpiewać. Początkowo śpiewałyśmy same z siebie, przynosiłyśmy teksty i tak próbowałyśmy. (…) Po kilku miesiącach zaczęliśmy przedstawiać scenki. Tutaj było trudniej, bo nie było komu pisać nam scenariuszy. Krótko pomagał nam instruktor z Rosji, który prowadził szkolna orkiestrę dętą. Jak nas pierwszy raz posłuchał, to się załamał. Mówił, że w jedną „rurę” śpiewamy. O zdolnościach swoich członków powiedziała: Mietek Brudz jest znany z wyplatanych koszyków. Jasia Chrzaniukowa specjalizuje się w ozdóbkach ręcznych, ja lubię szydełkowanie, Jasia Kędzierska układa ładne bukiety.140

Oblicze wsi zmieniają nie tylko placówki publiczne i coraz liczniejsze organizacje społeczne, ale przede wszystkim prywatna przedsiębiorczość. Urszulin jest jedyną miejscowością w gminie, w której głównym źródłem utrzymania mieszkańców nie są dochody z rolnictwa. Stał się trzecim w Powiecie Włodawskim miejscem, po samej Włodawie i Okunince, pod względem liczebności zarejestrowanych przedsiębiorców. W Urszulinie funkcjonuje kilkadziesiąt sklepów spożywczych, przemysłowych, odzieżowych, czy też z asortymentami rolniczymi. Firma „Drob” wybudowała w 2008 roku zajazd z karczmą i miejscami noclegowymi, w którym prawie każdej soboty organizowane są wesela. W zajeździe znajduje się centrum konferencyjne, w którym chociażby w 2012 roku zorganizowano 2 konferencje o randze krajowej i międzynarodowej – w kwietniu rozmawiano o scaleniach w Polsce, a we wrześniu o MRB. Wielu mieszkańców pracuje w administracji samorządowej, w szkole i innych spółkach usługowych, jak chociażby w Gminnym Zakładzie Usług Komunalnych (GZUK) w Urszulinie. Powstają również prywatne firmy usługowe, chociażby usługi komunalne w zakresie odbioru śmieci przez wiele lat prowadziła Ewa Szczepanik. W sytuacji wolnorynkowej nie potrafiła odnaleźć się istniejąca przeszło 40 lat Gminna Spółdzielnia w Urszulinie. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ogłoszono upadłość, a likwidatorem majątku został Eugeniusz Głogowski z Wytyczna. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży majątku posłużyły na spłatę zaległych zobowiązań spółdzielni.

Nie wszyscy mieszkańcy zajmują się legalnym zarobkowaniem. Bliska odległość od ukraińskiej granicy i duża różnica cen na niektóre produkty stwarza pokusę na przemyt tych towarów. „Super Tydzień Chełmski” przytacza relacje jednej z osób: Jeżdżę na Ukrainę z prozaicznego powodu – mówi Joanna z Urszulina. – Jestem od paru lat bez pracy, mój mąż też. Nie mamy prawa do zasiłku, ziemi, a i rodzicom też się nie przelewa, żeby nam pomagać. Mamy trójkę dzieci. Dlatego jedyną alternatywą dla nas stał się przemyt. Od listopada zeszłego roku wozimy ze znajomymi papierosy, wódkę, słodycze, cukier, no i oczywiście paliwo.141 Tak przywiezione towary dystrybuowane są często sposobem chałupniczym, ale największa ich ilość trafia oczywiście na piątkowe targi.

W 1998 roku reaktywowano największą gminą imprezę „Dni Urszulina”. W programie pierwszych uroczystości przeważały przeróżne konkurencje sportowe dla miejscowych. Odbywały się zawody wędkarskie, zawody strzelnicze, pokazy strażackie, konkurencje rodzinne, a konkurencje sprawnościowe kończył mecz piłki nożnej nauczycieli z samorządowcami o puchar wójta. Niedzielnym wieczorem rozpoczyna się do dnia dzisiejszego zabawa „pod chmurką”, trwająca do „białego” rana. Z czasem program imprezy urozmaicano występami artystycznymi, zaprasza się osobistości znane w całym kraju, a w trakcie występów organizuje się konkurencje przyrodnicze i kulinarne dla wystawców miejscowej kuchni. W 2008 roku zmieniono nazwę dla imprezy na „Eko-fest”, choć już wcześniej poprzednia nazwa została zmodyfikowana na „Dni Gminy Urszulin”. Niestety z powodu kłopotów finansowych gminy w 2011 roku impreza nie odbyła się. Za to w 2012 roku oprócz „Eko-festu” zorganizowano festyn rowerowy „Polesie na dwóch kółkach” – niestety ze względu na złą pogodę zgromadził niewielu uczestników.

Wiele drobniejszych zabaw („Noc w bibliotece”, „Cała Polska czyta dzieciom”, rodzinne rajdy rowerowe) organizuje Gminna Biblioteka Publiczna. Przy bibliotece działa Dyskusyjny Klub Książki, który co roku spotyka się z autorami książek – w tym lokalnymi pisarzami Czesławem Chudzikiem (2011) i Adamem Panasiukiem (2012). Bardzo dużo uczestników bierze natomiast udział w imprezach edukacyjnych PPN, szczególnie w rajdach rowerowych - „Przez bagna PPN” (dla starszych) oraz „Żółwik” i „Nałęcz” (dla młodszych). Obie imprezy mają charakter zadaniowy i organizowane są tak, że na kilku punktach kontrolnych na trasie rajdu grupy otrzymują zadania, które rozwiązują pod okiem opiekunów oraz pracowników PPN. Na zakończenie ich praca jest weryfikowana i oceniana. Najlepsze drużyny zawsze są nagradzane, a każdy uczestnik otrzymuje upominki. W ten sposób dzieci i młodzież, poprzez doskonała zabawę, poznają gatunki roślin i zwierząt typowych dla PPN, uczą się zachować przyjaznych środowisku142pisał o rajdzie pracownik PPN Agata Panasiuk. Dużą popularnością cieszą się „Ferie w PPN”. Inicjatywy PPN na stałe wpisały się w kalendarz mieszkańców i turystów, lubiących aktywnie wypoczywać na łonie natury.

W 2007 roku oddano do użytku stadion sportowy, na którym odbywają się niestety największe imprezy, niestety bardzo sporadycznie. Stadion stał się motywatorem dla utworzenia drużyn młodzików chłopców, gdyż dziewczęcy zespół istniał już kilka lat wcześniej. Młodzicy trenowani przez Andrzeja Stefanowicza i Zbigniewa Bądaruka grali w okręgowych ligach piłkarskich, lecz brak wsparcia finansowego gminy i większych sponsorów uniemożliwił dalszą działalność. Brak pielęgnacji murawy doprowadził ją niemalże do całkowitego zniszczenia. Wystarczyło trochę upalnego lata, by idealna jeszcze przed rokiem murawa zaczęła wysychać. Problem nabrał rangi wręcz politycznej, skoro skłócił niektórych radnych z wójtem143pisał w „Dzienniku Wschodnim” Jacek Barczyński.



Źródła i literatura:

Źródła:

  • Gazeta Korrespondenta Warszawskiego y Zagranicznego”, Warszawa, nr 78 z 1812 roku, www.ebuw.uw.edu.pl;

  • Gazeta Wyborcza”, 5 stycznia 2012, http://wyborcza.pl;

  • Informator polityczny”, Komitet Wojewódzki PZPR w Chełmie, nr 52 i 53 z 1981 roku, nr 10 i 35 z 1982 roku, nr 7 i 29 z 1983 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Kurjer Warszawski”, Warszawa, nr 133 z 1865 roku, www.ebuw.uw.edu.pl;

  • Nasza Gmina. Biuletyn Urzędu Gminy Urszulin”, nr 2 i 3 z 2004 roku;

  • Nowy Tydzień. Powiat Włodawski”, Chełm, nr 37 (362) z 2012 roku;

  • NSZZ Solidarność. Biuletyn informacyjny Regiony Chełmskiego”, Chełm, nr 28 z 1989 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Podlasiak. Tygodnik polityczno-społeczno-narodowy, poświęcony sprawom ludu podlaskiego”, Biała Podlaska, nr 19 i 23-24 z 1926 roku; www.bbc.mbp.org.pl;

  • Samochód”, Poznań, nr 24 z 1930 roku, www.wbc.poznan.pl;

  • Słowo Chełma. Pismo Komitetu Obywatelskiego w Chełmie”, nr 2 z 1990 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Super Tydzień Chełmski”, Chełm, nr 10 (175) z 2009 roku, www.supertydzien.pl;

  • Tygodnik Chełmski”, Chełm, nr 5 z 1980 roku, nr 5, 8 i 26 z 1981 roku, nr 14, 17, 22, 34, 41 i 43 z 1982 roku, nr 39 i 41 z 1983 roku, nr 4 i 21 z 1984 roku, nr 8 i 21 z 1985 roku, nr 8 z 1986 roku, nr 3, 8 i 28 z 1987 roku, nr 21 i 26 z 1988 roku, nr 5, 6 i 33 z 1989 roku, nr 7, 23 i 27 z 1990 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie””, Cyców, nr 4, 5, 6 i 7 z 2011 roku, nr 9 z 2012 roku;

  • Ziemia Włodawska”, Włodawa: nr 1 i 19 z 1923 roku; nr 6, 7 i 10 z 1926 roku; nr 5 i 7z 1927 roku;

  • Życie Urszulina. Czasopismo Gminy Urszulin”, nr 1 i 3/4 z 1999 roku, nr 1 i 2 z 2000 roku;

  • Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;

  • Amtliches Fernsprechbuch fur das Generalgourvenement, Deutsche Post Osten, 1940, http://bc.mbpradom.pl;

  • Białowąs Czesława, Walczyny Ryszard (red.), XX lat w służbie narodu. Wspomnienia pracowników, MSW 1964;

  • Broński Zdzisław „Uskok”, Pamiętnik (1941 – maj 1949), red. i oprac. Sławomir Poleszak, Warszawa 2004;

  • Busching Anton Friedrich (red.), Magazin fur die neue Historie und Geographie Angelegt, Volume 22, Halle 1788, http://www.books.google.com;

  • Carte von Polen und einen grossen Theil der angrenzenden Laender, Friedien von Tilsta i Stanisław Rędzina, 1810, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;

  • Carte von West-Gallizien In den Jahren von 1801 bis 1804, Anton Mayer von Heldensfeld, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;

  • Chełmski Konsystorz Greckokatolicki (nr zespołu: 35/95/0), Archiwum Państwowe w Lublinie, www.szukajwarchiwach.pl;

  • Dokumenty w zbiorach Edmunda Brożka z Włodawy i Krystyny Boguc z Mińska Mazowieckiego;

  • Dokumenty w zbiorach własnych autora;

  • Dokumenty w zbiorach Zarządu Miejsko-Gminnego Polskiego Stronnictwa ludowego we Włodawie.

  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Chełmie, nr 4 z 1981 roku, nr 2 z 1988 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Dziennik Urzędowy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, nr 3 z 1953 roku, nr 1 z 1955 roku, nr 9 z 1957 roku, nr 4 z 1958 roku, nr 8 i 9 z 1959 roku, nr 17 z 1965 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Dziennik Urzędowy Województwa Chełmskiego, nr 8 z 1990 roku, nr 1 z 1992 roku, nr 4 z 1993 roku, nr 5 z 1994 roku, nr 11 z 1996 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Dziennik Urzędowy Województwa Chełmskiego, nr 25 z 1928 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Dzienniki szkolne Szkoły Powszechnej w Zabrodziu z lat 1921-1932 i Szkoły Powszechnej w Urszulinie z lat 1935-1946, zebrane w Zespole Szkół w Urszulinie;

  • Garbowski Henryk, Szlaki bez drogowskazów. Z Wołynia przez Polesie w Lubelskie, Poznań 2001;

  • General Carte von Westgallizien, Benedict Lucas Sohn, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;

  • Główka Michał, Migracje ludności na terenie gminy Wola Wereszczyńska w latach 1945-1953, Lublin 2011;

  • Górzyński Sławomir i Chłapowski Krzysztof (wstęp i przypisy), „Regestr Diecezjów” Franciszka Czaykowskiego, czyli Właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784, Warszawa 2006;

  • Hipoteka we Włodawie (nr zespołu 118/0), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;

  • Hucał Michał, Kantoraty i osady ewangelickie w Parafii Cyców na 1 II 1929;

  • Ignaciuk Jan, Czerwony poranek (Wspomnienia z działalności w ruchu młodzieżowym), Lublin 1986, www.bbc.mbp.org.pl;

  • Kalendarium działań oddziału „Jastrzębia” – „Żelaznego” w okresie czerwiec 1945 – kwiecień 1947, www.podziemiezbrojne.blox.pl;

  • Kiełboń Janina, Leszczyńska Zofia, Kobiety Lubelszczyzny represjonowane w latach 1944-1956, Tom I, Lublin 2002;

  • Kieniewicz Stefan, Józefa Władysława Ruckiego relacja o kampanii własnej”, [w:] „Teki Archiwalne”, Warszawa, t. 22 z 1992 roku;

  • Kozieł Edyta, Kozieł Marcin, Relacje człowiek-środowisko w opiniach mieszkańców okolic Poleskiego Parku Narodowego, [w:] Współczesne problemy badawcze geografii polskiej – geografia fizyczna, pod red.: Elżbiety Jekatierinczuk-Rudczyk, Mirosława Stepaniuka, Marcina Mazura, Warszawa 2008;

  • Kronika Ochotniczej Straży Pożarnej w Urszulinie, spisana przez Mariusza Kucharskiego;

  • Kronika Szkoły Podstawowej im. Alfreda Lityńskiego w Urszulinie;

  • Kronika Szkoły Podstawowej w Woli Wereszczyńskiej;

  • Księga adresowa Polski (wraz z W.M Gdańsk) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa, 1928, www.wbc.poznan.pl;

  • Księga adresowa przemysłu, handlu i finansów, Warszawa 1922, www.sbc.org.pl;

  • Księga pamięci GZRKiOR Urszulin, spisana przez Jerzego Zygmuntowicza.

  • Księgi urodzeń, ślubów i zgonów Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;

  • Księga wizyt kanonicznych Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Wereszczynie;

  • List Miriam Raz Zunszajn z 2008 roku wysłany na uroczystość wręczenia Henrykowi Kozłowskiemu medalu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”;

  • Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 30, 35 i 40 z 1928 roku, nr 24 z 1931 roku, nr 1 i 9 z 1932 roku, nr 30 z 1935 roku, nr 9 z 1945 roku, nr 8 z 1949 roku, nr 1/12 i 11 z 1950 roku, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Lublin – ambasador Izraela wręczył medale Sprawiedliwi wśród Narodów Świata, 2008, www.ewangelizacja.pl;

  • Mappa szczegulna Woiewodztwa Lubelskiego zrządzona przez Karola de Pertheesa w 1786 roku; Zakład Zbiorów Kartograficznych Biblioteki Narodowej w Warszawie;

  • Mapa topograficzna Polski, Warszawa, układ 1965 i 1992, www.geoportal.gov.pl;

  • Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego, Warszawa 1938;

  • Metryki obwodu szkolnego w Urszulinie z 1939 roku, zebrane w Zespole Szkół w Urszulinie;

  • Midenoje. Księga Cmentarna Polskiego Cmentarza Wojennego, t. 1 i 2, Warszawa 2005, http://www.radaopwim.gov.pl;

  • Moraczewski Jędrzej, Starożytności polskie: Ku wygodzie czytelnika porządkiem abecadłowym zebrane, Poznań 1852, http://www.books.google.com;

  • Nadbużański Zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] Zeszyty Muzealne, Tom XV, Włodawa 2008;

  • Pelica Grzegorz Jacek, Bałachowcy Stanisława Lisa-Błońskiego jako przestrzeń refleksji i historyczny dokument, Lublin 2011;

  • Pierwszy Powszechny Spis Ludności z dnia 30 września 1921 roku. Główny Urząd Statystyczny Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1923, Tom IV – Województwo Lubelskie;

  • Politowski Wojciech, Jeografia Królestwa Polskiego i Wolnego Miasta Krakowa, z dołączeniem wiadomości statystycznych, Warszawa 1816, www.ebuw.uw.edu.pl;

  • Protokół przesłuchania świadka Jerzego Rybarczyka z 18 lutego 1971 roku, Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (sygn. 284/1197/1);

  • Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na Ziemiach Polskich w latach 1939-1945, oprac.: Główna Komisja Badania zbrodni hitlerowskich w Polsce Instytutu Pamięci Narodowej, Warszawa 1986;

  • Rybicka Alina, Siew inżyniera Pieli, [w:] „Kamena. Kwartalnik społeczno-literacki”, Lublin 1954, nr 1-3, s. 120-121, www.tnn.pl;

  • Sczaniecki Stanisław, Pamiętniki Ludwika Sczanieckiego pułkownika wojsk polskich, Poznań 1863, http://www.books.google.com;

  • Spis Abonentów Sieci Telefonicznych Dyrekcji Okręgu Poczt i Telegrafów w Lublinie i Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej w Mieście Lublinie na 1937 i 1939 r., www.dilibra.umcs.lublin.pl;

  • Spis strażaków jednostek OSP Powiatu Włodawskiego, dokonany przez Komendę Powiatową Straży Pożarnej we Włodawie około 1970 roku.

  • Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Marianna Kozłowska (10862), www.warsaw.mfa.gov.il;

  • Starostwo Powiatowe we Włodawie (nr zespołu 6/0, dokumenty z lat 1944-1953), Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie;

  • Strategia Rozwoju Powiatu Włodawskiego na lata 2008-2015, Włodawa 2008;

  • Sulimierski Filip, Wawelski Władysław, Chlebowski Bronisław, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, tom 12, Warszawa 1880-1914, www.dir.icm.edu.pl;

  • Suma Tomasz, Urzednicy pocztowi w Królestwie Polskim, 1815-1871. Słownik Biograficzny, Warszawa 2006, http://www.books.google.com;

  • Tabela miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności, alfabetycznie ułożona w Biurze Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, Warszawa 1827, www.wbc.poznan.pl;

  • Tabele likwidacyjne (nr zespołu 168/0), Archiwum Państwowe w Lublinie;

  • Tarczyński Marek (red.), Bitwa Warszawska 13-28 VIII 1920. Dokumenty operacyjne, Część I, Warszawa 1995;

  • Topograficzna Karta Królestwa Polskiego z 1839 roku;

  • Ubersichtsblatt der Karte des westlichen Russlands z lat 1911-1915;

  • Urząd Wojewódzki Lubelski (nr zespołu 35/403/0, akta z lat 1919-1939, 1940-1944), Archiwum Państwowe w Lublinie, www.szukajwarchiwach.pl;

  • West-Galizien, Freyhernn von Metzburg, 1799, http://teca.bncf.firenze.sbn.it;

  • Willaume Juliusz, Amilkar Kosiński 1769-1823, Poznań 1930, www.wbc.poznan.pl;

  • Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin;

  • Wspomnienia mieszkańców: Urszula Wiczuk (z domu Kędzierska), Klementyna Kozłowska (z domu Jung), Gabriel Trubaj z Andrzejowa; Krystyna Frącek (z domu Kozieradzka) z Urszulina; Kazimiera i Eugeniusz Lewandowscy z Urszulina; Stanisław Lutomski z Babska; Henryk Kozłowski z Urszulina (www.tnn.pl); Stanisław Ośko z Czarnego Lasu; Kazimiera Radomska (z domu Kędzierska) z Andrzejowa; Jadwiga Misztalska (z domu Lewandowska) z Urszulina; Janina Chrzaniuk (z domu Ryszkowska) z Urszulina; Janina Sempruch (z domu Radzimowska) z Urszulina; Jan Panasiuk z Urszulina; Marian Kapała z Wiązowca; Jerzy Zygmuntowicz z Wiązowca; Czesław Chudzik z Urszulina; Jan Baczyński vel Mróz z Cycowa; Roman Mazurek z Urszulina; Stanisław Szwaj z Michałowa; Henryk Wesołowski z Urszulina; Stanisława Sidorowska (z domu Arasimowicz) z Zabrodzia; Ewa Grabowska-Kujawa; Jacek Omyliński z Warszawy; Marek Kamiński; Ewelina Pietrzak z Warszawy; Bronisław Klepacki z Wereszczyna; Józef Kujawski z Babska; Wanda Kapłon (z domu Dudkiewicz) ze Starego Załucza; Alfred Jung z Andrzejowa; Jan Szysz z Lublina; Franciszek Kamiński z Michałowa; Jerzy Górnicki z Lublina, Jerzy Żukowski z Kętrzyna; Maria Kozłowska (z domu Zabłocka) z Woli Wereszczyńskiej; Rozalia Ostasz (z domu Jarząbek) z Puław; Marian Szczepanik z Andrzejowa; Zbigniew Kędzierski z Andrzejowa; Miriam Raz-Zunszajn z Izraela; Jacek Omyliński z Warszawy; Józefa Serafin (z domu Szwaj) z Michałowa; Janina Wałecka (z domu Ostasz) z Michałowa;

  • www.archiwa.gov.pl;

  • www.familysearch.pl;

  • http://www.nowytydzien.pl;

  • www.pkw.gov.pl;

  • www.poleskipn.pl;

  • www.straz.wlodawa.net.pl;

  • www.swissmennonite.org;

  • www.urszulin.sacro.pl;

  • www.yadvashem.org.



Literatura

  • Wojskowy Przegląd Historyczny, t. 4., Warszawa 1959, http://books.google.com;

  • Caban Ireneusz, Machocki Edward, Za władzę ludu, Lublin 1975;

  • Cichor Dariusz, Spis miejscowości należących do parafii dekanatu włodawskiego około 1880 r., [w:] „Zeszyty Muzealne”, tom X, Włodawa 2000;

  • Dzieje Włodawy, pod red. Olszewskiego Edwarda i Szczygła Ryszarda, Lublin-Włodawa 1991;

  • Giemza Zbigniew; Historie miejscowości Gminy Urszulin, [w:] „Liderzy Polesia”, Cyców, nr 3 z 2007 roku;

  • Góra Stanisław, Partyzantka na Podlasiu 1863-1864, Warszawa 1976;

  • Kasperek Józef, Konspiracyjny ruch ludowy na Lubelszczyźnie 1939-1944, Warszawa 1988;

  • Kołacz Małgorzata, Tarasiuk Dariusz, Dzieje Gminy Sosnowica. Analiza potencjału historycznego, Sosnowica 2007;

  • Kurek Ewa, Poza granicą solidarności: stosunki polsko-żydowskie 1939-1945, Kielce 2006;

  • Makus Grzegorz, „Jastrząb” i „Żelazny” ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego 1945-1951, Włodawa 2008;

  • Makus Grzegorz, Bracia wyklęci. Działalność oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” i Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” w latach 1945-1951, Lublin 2011;

  • Makus Grzegorz, Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa we Włodawie w walce z polskim podziemiem niepodległościowym w latach 1944-1947, Włodawa 2009;

  • Najgrakowski Michał, Miasta Polski do początku XXI wieku. Podstawowe informacje o datach założenia i likwidacji, [w:] „Dokumentacja Geograficzna”, Warszawa, nr 39 z 2009 roku, http://rcin.org.pl;

  • Orzechowska Elżbieta, Powstańcza działalność Walerego Wróblewskiego na Podlasiu i w Lubelskiem w latach 1863-1864, [w:] „Rocznik Lubelski”, Lublin, t. 20 z 1977 roku, http://dilibra.umcs.lublin.pl;

  • Osękowski Czesław, Referendum 30 czerwca 1946 roku w Polsce, Warszawa 2000, http://www.books.google.com;

  • Pająk Henryk, Żelazny kontra UB, Lublin 1993;

  • Piotrkowski Wiesław, Giemza Zbigniew, Historia rejonu Poleskiego Parku Narodowego, www.poleskipn.pl;

  • Piotrowski Wiesław, Już za dwa lata 150 rocznica bitwy pod Urszulinem, Urszulin 2011, artykuł w zbiorach własnych;

  • Piotrkowski Wiesław, Powstanie styczniowe w okolicach obecnego Polskiego Parku Narodowego [w:] Zeszyty muzealne, Tom X, Włodawa 2002;

  • Schrag Martin, The European history (1525-1874) of the Swiss Mennonites from Volhynia, 1956, http://freepages.genealogy.rootsweb.ancestry.com;

  • Siemion Leszek, Czas kowpakowców, Lublin 1981;

  • Siemion Leszek, Rajdy partyzanckie w Lubelskiem 1943-1944, Lublin 1983;

  • Sobiecki Leonard, Z dziejów szkolnictwa podstawowego Powiatu Włodawskiego w okresie okupacji z uwzględnieniem tajnego nauczania, Lublin 1974;

  • Stahly Jerold, The Monbeliard Polish Move to Poland in 1791. Mennonite Family History, 1989, http://freepages.genealogy.rootsweb.ancestry.com;

  • Stefanowicz Andrzej, 45 lat OSP w Urszulinie, [w:] „Z Życia Polesia”, Cyców, nr 6 z 2011 roku;

  • Śladkowski Wiesław, Kolonizacja niemiecka w południowo-zachodniej części Królestwa Polskiego w latach 1815-1915, Lublin 1969;

  • Wilkowski Eugeniusz, Solidarność na Ziemi Chełmskiej w latach 1980-1989, Chełm 2005, http://cyfrowa.chdp.chelm.pl;

  • Winiarski Piotr, Łęczna i okolice w okresie powstania listopadowego, [w:] „Merkuriusz Łęczyński”, Łęczna 2011, nr 24;

  • Winiarski Piotr, Partyzantka powstania styczniowego w okolicy Cycowa w latach 1863-1864, [w:] „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie””, Cyców, nr 8 z 2012 roku;

  • Wójcikowski Włodzimierz, Polesia czar. Knieje i mszary, miasta i wioski, Lublin 2006;

  • Wyrobisz Andrzej, Dubas-Urwanowicz Ewa, Urwanowicz Jerzy, Miasto, region, społeczeństwo: studia ofiarowane Profesorowi Andrzejowi Wyrobiszowi w sześćdziesiątą rocznicę jego urodzin, Białystok 1992, http://www.books.google.com;

  • Zieliński Stanisław, Bitwy i potyczki 1863-1864, Rapperswil 1913.

1Tj. Generalna Karta Zachodniej Galicji Benedicta Lucasa Sohna z końca XVIII w.; Mapa Zachodniej Galicji Freyhernna von Metzburga z 1799 roku; Mapa Zachodniej Galicji Antona Mayera von Heldensfelda z 1801 roku.

2Tj. księgi parafialne Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława w Wereszczynie z 1811 roku; Karta Polski Friediena von Tilsta i Stanisława Rędziny z 1810 roku.

3West Galizien. III-tes Blatt enthaltend den Wiazowner, Siedlcer, Bialer, Chelmer und Lubliner Kreis, Wiedeń, 1803.

4Jędrzej Moraczewski, Starożytności polskie: Ku wygodzie czytelnika porządkiem abecadłowym zebrane, s. 632.

5Martin Schrag, The European history (1525-1874) of the Swiss Mennonites from Volhynia. Tłumaczyła Agata Grzywaczewska.

6Kurjer Warszawski”, nr 133 z 1865 roku, s. 625.

7Gazeta Korrespondenta Warszawskiego y Zagranicznego”, nr 78 z 1812 roku, s. 1247.

8Sczaniecki Stanisław, Pamiętniki Ludwika Scanieckiego pułkownika wojsk polskich, s. 284.

9Stefan Kieniewicz, Józefa Władysława Ruckiego relacja o kampanii własnej”, [w:] „Teki Archiwalne”, t. 22 z 1992 roku, s. 26.

10Zob.: Piotr Winiarski, Partyzantka powstania styczniowego w okolicy Cycowa w latach 1863-1864, [w:] „Z Życia Polesia. Kwartalnik Stowarzyszenia LGD „Polesie””, nr 8 z 2012 roku, s. 5-6.

11Ziemia Włodawska”, nr 1 z 1923 roku, s. 4.

12Relacja z 18 lutego 2012 roku. W zbiorach własnych.

13Relacja z 22 stycznia 2011 roku. W zbiorach własnych.

14Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

15Tamże.

16Ziemia Włodawska”, nr 7 z 1927 roku, s. 11.

17Lubelski Dziennik Wojewódzki, nr 9 z 1932 roku, poz. 60, s. 214.

18Tamże.

19Relacja z 26 grudnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

20Relacja z 23 lutego 2008 roku. W zbiorach własnych.

21Relacja z 17 września 2007 roku. W zbiorach własnych.

22Relacja z 24 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

23Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

24Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

25Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

26Relacja z 24 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

27Relacja z 22 stycznia 2011 roku. W zbiorach własnych.

28Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

29Relacja z 22 stycznia 2011 roku. W zbiorach własnych.

30Relacja z 22 stycznia 2011 roku. W zbiorach własnych.

31Relacja z 3 lutego 2011 roku. W zbiorach własnych.

32Relacja z 24 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

33Relacja z 24 czerwca 2008 roku. W zbiorach własnych.

34Relacja z 1 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

35Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

36Relacja z 2 lipca 2008 roku. W zbiorach własnych.

37Relacja z 5 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

38Relacja z 14 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

39Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

40Relacja z 26 grudnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

41Relacja z 18 lutego 2012 roku. W zbiorach własnych.

42Relacja z 26 grudnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

43Protokół przesłuchania świadka Jerzego Rybarczyka z 18 lutego 1971 roku, Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin (sygn. 284/1197/1).

44Relacja z 11 listopada 2008 roku. W zbiorach własnych.

45Relacja z 2 lipca 2008 roku. W zbiorach własnych.

46Relacja z 2 lipca 2008 roku. W zbiorach własnych.

47Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

48Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

49Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

50Relacja z 26 grudnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

51Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

52Relacja z 26 grudnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

53Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

54Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

55Relacja z 2 lipca 2012 roku. W zbiorach własnych.

56Relacja z 26 grudnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

57Relacja z 15 kwietnia 2008 roku. W zbiorach własnych.

58Czesława Białowąs, Ryszard Walczyny (red.), XX lat w służbie narodu. Wspomnienia pracowników.

59Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie – materiały administracyjne. PUBP Włodawa 1944-1964. Instytut Pamięci Narodowej o/Lublin.

60Tamże.

61Relacja z 5 maja 2008 roku. W zbiorach własnych.

62Relacja z 1 marca 2012 roku. W zbiorach własnych.

63Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN (sygn. 15-23), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

64Tamże.

65Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie, op. cit.

66Tamże.

67Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, op. cit.

68Tamże.

69Tamże.

70Tamże.

71Tamże.

72Tamże.

73Tamże.

74Tamże.

75Tamże.

76Tamże.

77Tamże.

78Wiesław Piotrowski, Już za dwa lata 150 rocznica bitwy pod Urszulinem, artykuł w zbiorach własnych.

79Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, op. cit.

80Tamże.

81Tamże.

82Relacja z 15 maja 2011 roku. W zbiorach własnych.

83Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, op. cit.

84Tamże.

85Tamże.

86Tamże.

87Tamże.

88Informator polityczny”, nr 10 z 1982 roku, s.12.

89Informator polityczny”, nr 35 z 1982 roku, s.6.

90Relacja z 29 lutego 2012 roku. W zbiorach własnych.

91Relacja z 24 września 2012 roku. W zbiorach własnych.

92Informator polityczny”, nr 7 z 1983 roku, s.8.

93Tygodnik Chełmski”, nr 8 z 1986 roku, s.5.

94Jan Ignaciuk, Czerwony poranek (Wspomnienia z działalności w ruchu młodzieżowym), Lublin 1986, s. 15-16.

95Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, op. cit.

96Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Lublinie, op. cit.

97Majątek gminy 1948 (sygn. 35), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

98Tygodnik Chełmski”, nr 28 z 1987 roku, s. 11.

99Kronika Szkoły Podstawowej w Woli Wereszczyńskiej.

100Tygodnik Chełmski”, nr 28 z 1987 roku, s. 11.

101Tygodnik Chełmski”, nr 28 z 1987 roku, s. 11.

102Tygodnik Chełmski”, nr 28 z 1987 roku, s. 11.

103Relacja z 24 września 2012 roku. W zbiorach własnych.

104Relacja z 29 lutego 2012 roku. W zbiorach własnych.

105Tamże.

106Tygodnik Chełmski”, nr 34 z 1982 roku, s. 8.

107Tygodnik Chełmski”, nr 41 z 1982 roku, s. 7.

108Relacja z 17 września 2012 roku. W zbiorach własnych.

109Sprawy sądowe (sygn. 171), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

110Alina Rybicka, Siew inżyniera Pieli, [w:] „Kamena. Kwartalnik społeczno-literacki”, Lublin 1954, nr 1-3, s. 120-121.

111Zebrania gromadzkie (sygn. 31), Akta gminy Wola Wereszczyńska w Urszulinie (nr zespołu 74/0). Archiwum Państwowe w Lublinie Oddział w Chełmie.

112Tygodnik Chełmski”, nr 5 z 1980 roku, s.6.

113Tygodnik Chełmski”, nr 8 z 1981 roku, s.11.

114Tamże.

115Tygodnik Chełmski”, nr 26 z 1981 roku, s.6.

116Protokoły z posiedzeń sesji GRN i posiedzeń Prezydium GRN, op. cit.

117Tamże.

118Informator polityczny”, nr 53 z 1981 roku, s.8.

119Tygodnik Chełmski”, nr 21 z 1984 roku, s. 1.

120Tamże.

121Nasza Gmina”, nr 2 z 2004 roku, s. 4, przedruk artykułu „Sztandaru Ludu” z dnia 27-28 grudnia 1952 roku.

122Tygodnik Chełmski”, nr 5 z 1980 roku, s. 16.

123Tygodnik Chełmski”, nr 5 z 1981 roku, s. 14.

124Tygodnik Chełmski”, nr 7 z 1990 roku, s 5.

125Z Życia Polesia”, nr 6 z 2011 roku, s. 6.

126Gazeta Wyborcza”, z dnia 5 stycznia 2012 roku, http://wyborcza.pl.

127Z Życia Polesia”, nr 9 z 2012 roku, s. 22.

128Kolędy i pastorałki dawniej i dziś, [w:], „Z Życia Polesia”, nr 8 z 2012 roku, s. 21.

129Nowy Tydzień” z dnia 14 marca 2012, http://www.nowytydzien.pl.

130Tamże.

131Nowy Tydzień. Powiat Włodawski”, nr 37 (362) z 2012 roku, s. 17.

132Tygodnik Chełmski”, nr 27 z 1990 roku, s. 3.

133Zob. szerzej: Edyta Kozieł, Marcin Kozieł, Relacje człowiek-środowisko w opiniach mieszkańców okolic Poleskiego Parku Narodowego, [w:] Współczesne problemy badawcze geografii polskiej – geografia fizyczna, pod red.: Elżbiety Jekatierinczuk-Rudczyk, Mirosława Stepaniuka, Marcina Mazura, ss. 187-194.

134Andrzej Stefanowicz, Jedzie, jedzie (młoda) straż ogniowa…, [w:] „Z Życia Polesia”, nr 5 z 2011 roku, s. 16.

135Tamże.

136Adam Panasiuk, Zadbajmy o nasze dziedzictwo – wolontariusze porządkują cmentarze, [w:] „Z Życia Polesia”, nr 6 z 2011 roku, s. 2.

137Adam Panasiuk, Wolontariusze u Wojewody, [w:] „Z Życia Polesia”, nr 7 z 2011 roku, s. 21.

138Andrzej Stefanowicz, op. cit., s. 17.

139Kazimierz Panasiuk, Pszczelarze z Urszulina, [w:]„Z Życia Polesia”, nr 4 z 2011 roku, s. 18.

14015 urodziny „Seniorów”, [w:]„Z Życia Polesia”, nr 7 z 2011 roku, s. 14.

141Super Tydzień Chełmski”, nr 10 z 2009 roku, www.supertydzien.pl.

142Agata Panasiuk, Spędzaj czas aktywnie w Poleskim Parku Narodowym, [w:] „Z Życia Polesia”, nr 7 z 2011 roku, s. 15.

143Dziennik Wschodni”, 31 sierpnia 2009 rok, http://www.dziennikwschodni.pl.

 

Komentarze
Dodaj nowy
zdzisław  - Komitet Obywatelski   |2016-03-23 15:23:31
Drogi Adamie ogrom pracy, podziwiam ...ale nasz Komitet Obywtelski z 1990 roku nie był NZZS "Solidarność" czy coś juz kiepsko z pamięcią? pozdrawiam erdecznie z.Herbut
Anonimowy   |2016-03-25 20:20:35
Witam Panie Zdzisławie. Błąd oczywiście poprawiam teraz. Dobrze, że sie Pan odezwał. Przyznam się szczerze, za mały byłem wtedy, by się interesować wyborami, więc tych wyborów z 1990 r.
zupełnie nie pamiętam. Z kolei następną radę pamiętam już lepiej, bo często po sesji radni przychodzili na piwo do sklepu. Ale mam i do Pana Propozycję. Jak czas pozwoli to chciałbym wydać
monografię Urszulina, która będzie najtrudniejszym wyzwaniem z powodu historii powojennej, tzn związanej z funkcjonowaniem gminy i jej jednostek. Mógłby mi Pan spisać swoje wspomnienia
związane z okresem "przełomu" ustrojowego. Interesują mnie właśnie tamte wybory, jak budowano gminę na gruncie ustawy z 1990 r., jak dokonywały się w gminie przemiany
ustrojowe?
Pozdrawiam
panasiuk.adam80@gmail.com
Katarzyna  - Trojanowskie   |2013-03-21 18:59:39
Jestem zachwycona Panska strona. Niesamowicie szczegolowe opisy!!
Cala rodzina mojej mamy pochodzi z Zalucza a mama urodzila sie w Babsku.
Niestety nie znalazlam zadnych info dla nazwiska
Trojanowski. Czy cos o nim Panu wiadomo? Czy jest mozliwosc wgladu do aktow slubow, urodzin, zgonow w Parafii w Woli Wereszczynskiej? Interesuja mnie nazwiska Trojanowscy i Zybert (do II wojny
swiatowej tam mieszkali).
Pozdrawiam serdecznie i czekam na maila (kaszwarc@cogeco.ca)
Katarzyna Szwarc
Roma  - Podziękowanie   |2013-01-30 11:57:26
Mam 60 lat .Od kilkunastu lat zajmuję się genealogią . Mieszkam od urodzenia na Pomorzu . Mój pradziadek Jakub Witakowski ur się w 1863r w Urszulinie , parafia Wereszczyn . Jego matką była
Ludwika z d. Żankowska .Żmarła wcześnie .Był to rok 1866. Ojcem Jakuba Witakowskiego był też Jakub nazywam go seniorem ur w 1831r . Ten Jakub - senior ożenił się drugi raz z Pauliną
Borkowską / ur 1833 zm 1899 w Rzeczniowie/ Dzięki takim opracowaniom jak to , dowiedziałam się w jakim trudnym czasie żyli moi przodkowie . Bardzo dziękuję . Roma Wesołowska
d   |2011-08-10 06:40:52
sugeruję dopisać o Orkiestrze Dętej przy SP Urszulin. A której już niestety nie ma. Była świetna promocja Gminy. Ale niektórym to się nie podobało, bo pieniędzy szkoda....
Anonimowy   |2011-03-08 07:58:04
Panie Adamie, czy może Pan ustalić kto obecnie administruje stare cmentarze w gminie Urszulin, np. w Wytycznie, od strony Krowiego Bagna jest cmentarz z przed I wojny światowej, prawdopodobnie
unicki.

Z uszanowaniem
Daleki Kuzyn
Administrator  - cmentarze   |2011-03-08 08:14:54
Witam
Tak więc cmentarze ewangelickie sa własności Skrabu Państwa. W gminie mamy je chyba 4 (Debowiec, Michałów, Stare Załucze i w Wytycznie - to ten o którym Pan pisze). Cmentarze
prawosławne są własności diecezji lub parafii prawosławnej, za wyjątkiem cmentarza w Woli Wereszczyńskiej, ktory znajduje się na działce ewidencyjnej cmentarza rzysmkokatolickiego.
Prawosławnych cmentarzy mamy tez 4 (Wereszczyn, Wola Wereszczyńska, Andrzejów i Wytyczno). Unicki (może wojenny) cmentarz jest w Wereszczynie, ale oprócz barwinków tam nic nie pozostało, no i w
Woli Wereszczyńskiej jest cmentarzysko. Tam nie byłem, ale ponoć też tam nic nie pozostało. W Wereszczynie jest ponadto stary cmentarz rzymskokatolicki, ale także oprócz barwinku nic już tam
nie zostało, choć elemnty nagrobków jakieś leżą. Był to cmentarz niemalże wyłącznie z krzyżami drewnianymi, tak więc te elementy mogą być z obecnego cmentarza. Niestety powstało na nim
nawet dzikie wyspisko.
Obecnie moje Stowarzyszenie złożyło wniosek na renowację ccmentarzy w Debowcu, Michałowie i w Woli Wereszczyńskiej, ale o szczegółach powiem więcej jak przejdzie
wniosek pozytywnie weryfikację.
Pozdrawiam
Anonimowy   |2010-12-29 20:30:20
w Michałowie zmarła moja babcia Józefa Borkowska.Była wysiedlona z 2 synami z Kujaw.czy mogę się dowiedzieć czegoś więcej np.datę jej urodzin,smierci,imiona jej rodziców.czy może mi ktoś
pomóc.bardzo proszę.Ania
Anonimowy   |2010-07-30 09:57:40
FANTASTYCZNE OPRACOWANIA, CZYTAM JE Z WIELKĄ PRZYJEMNOŚCIĄ, JAKI WSPANIAŁY JĘZYK I LEKKOŚĆ W OPISYWANIU DZIEJÓW .
ŻYCZĘ WIELE DOCIEKLIWOŚCI I CIERPLIWOŚCI.
T. OSTASZ -ŁÓDŹ
zwgrajek  - szukam rodziny   |2010-06-17 17:20:57
Czy są komuś znane nazwiska Łupina, Zdybel, Mirzwa związane z przedwojennym Urszulinem?
administrator  - grajek   |2010-06-17 19:41:55
Nazwisko Mierzwy występowało w Wereszczynie, o Łupinie nie słyszałem, podobnie o Zdybelach, ale poszukam w dziennikach. Czy Pana przodkiem był Grajek z Urszulina. Był on tzw. granatowym
funkcjonariuszem, choć faktycznie tworzył struktury AK. Jeżeli to Pana przodek lub posiada Pan zdjęcia, czy informacje o innych mieszkańcach przedwojennego Urszulina to prosiłbym o
kontakt.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.pl
T.Wesołowski  - brawo   |2010-06-13 09:19:42
Gosteczek ładnie to opracowałeś, w życiu bym się nie dowiedziała tak ciekawych rzeczy o gminie Urszulin.
pozdrowienia z "Krakówka"
Gość   |2010-05-24 11:06:18
Witam!Chciałabym zapytać się o rodzinę Zielińskich z Wideł.Chodzi o rodzinę leśniczego.Dziękuję!
administrator  - zielińscy   |2010-05-25 15:17:12
Witam

Niestety, ale nie bęe w stanie Pani pomóc. Moje badania ograniczyłem do miejscowości Gminy Urszulin, a Widły znajdują się za jej granicami.

Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.p l
Siska29  - Rodzina Kogutowskich i Zielińskich   |2010-05-11 11:51:25
Witam! Chciałąbym sie dowiedzieć coś na temat rodziny Kogutowskich,Zielińskich z Wereszczyna oraz Sidorowskich z Łęcznej.Maria lub Mariannna panieńskie Kogutowska po mężu Zielińska.Jestem
prawnuczka.Dziękuje
administrator  - kogutowscy   |2010-05-11 21:59:17
Witam

O Kogutowskich i Zielińskich znajdzie Pani informacje w monografii Stare Załucze. Ponadto mam zdjęcie małżeństwa Kogutowskich z lat 30-tych, ale zaznaczam, że była to bardzo duża
rodzina (mieszkali także w Świerszczowie). O Sidorowskich to znajdzie Pani informacje, ale tylko z Urszulina i Zabrodzia, do Łęcznej moje zainteresowania nie sięgają. Jak coś to proszę się
kontaktować na adam.panasiuk@interia.pl
Pozdrawiam
Anonimowy   |2010-04-16 07:06:55
Adam, jest trochę błędów w historii wsi Urszulin. Po p. Sitańskim - około połowy 1974 roku - Naczelnikiem Gminy został p. Roman Marciniuk. Z tego co pamiętam był nim ok. 1-1,5 roku. Po nim
Naczełnikiem została p. Dudzińska, w 1978 roku (chyba) Naczelnikiem został znowu p. Marciniuk, a następnie - jak piszesz - do 1986 roku znowu p. Dudzińska. Ostatnim Naczelnikiem (do połowy
czerwca 1990 roku) był p. Andrzej Konieczny. P. Wesołowski nie był Naczelnikiem, lecz - jak piszesz dalej - pierwszym po reformie administracyjnej Wójtem Gminy. Natomiast Sekretarzem Gromadzkiej
Rady Narodowej do końca (do 31 grudnia 1972 roku) był p. Ryszard Dębicki. Po utworzeniu gmin pierwszym Sekretarzem Urzędu Gminy został p. Roman Marciniuk. Po awansowaniu na Naczelnika jego
miejsce zajął p. Stanisław Grzegorczyk i był nim jeszcze do pierwszego "naczelnikowania" przez p. Dudzińską. Dopiero po nim Sekretarzem Urzędu została p. Halina Kupisz, a po niej - od
1 października 1980 roku - p. Henryk Wesołowski. Po wybraniu go na I Sekretarza gminnego PZPR na to miejsce przyszedł p. Andrzej Konieczny, który był Sekretarzem Urzędu aż do obęcia stanowiska
Naczelnika Gminy po p. Dudzińskiej. Jesienią 1986 roku na stanowisko Sekretarza Urzędu powrócił p. Henryk Wesołowski, który był nim do reformy administracyjnej i do objęcia stanowiska Wójta
Gminy.
Anonimowy   |2010-04-16 07:11:57
ps. Historia wszystkich wsi w gminie Urszulin, w twoim opisie, jest bardzo pasjonująca. Dużo z niej dowiedziałem się o rodzinnych stronnach, o swojej wsi, a i trochę o moich przodkach
administrator  - urszulin   |2010-04-22 17:12:29
Dziękuję za cenne uwagi. Nie było mnie przez 2 tygodnie i dużo spraw się nazbierało, ale w najbliższym czasie postaram się nanieść uwagi do monografii. Mam świadomość, że w tekście
mogą być błędy, w końcu pamięć jest często zawodna. Jak być coś jeszcze budziło wątpliwość to będę wdzięczny za informacje.
Pozdrawiam
adam.panasiuk@interia.p l
Jarzyna  - Rodzina   |2010-03-30 19:39:10
Franciszek Kozłowski to mój pra-pra-dziadek, moja pra-babcia (jego córka) opowiadała mi, że przez pewien czas go nienawidziła, dokładniej kiedy zmarła jej mama [ i tu muszę się dowiedzieć
jak się nazywała! błagam o pomoc, bo szukam jakichś informacji czy drzew genealogicznych. ] i on ponownie się ożenił ;)
administrator  - kozłowski   |2010-03-30 22:22:01
Witam
Trudno będzie mi pomóc, ale znam osobę, która dobrze orientuję się w tych sprawach. Jest to Klementyna Kozłowska, zamieszkała w Urszulinie. Jeżeli byłaby możliwość to przydałaby
się Panu rozmowa z Panią Klementyną. Urodziła się przed wojną i myślę, że dużo by powiedziała o rodzinie. To od niej mam historię Pana pradziadków.
A czy może zachowały się u Pana
jakieś stare fotografie z Urszulina, które warto byłoby zaprezentować na stronie?
adam.panasiuk@interia.pl
Anonimowy   |2015-09-11 20:25:28
Zona Franciszka Kozłowskiego nazywała się Seweryna Kozłowska. Ich córka Sabina - wyszła za mąż za Jarzynę(prababcia). Moja babcia (Feliksa Sidorowska z domu Kozłowska była siostra
Franciszka Kozłowskiego. Znam historie tej rodziny. Pozdrawiam. Wiesława Sidorowska
agusia  - super   |2010-03-20 15:54:59
Bardzo dobre opracowanie miejscowości Urszulin. Tutaj właśnie mieszkam i dzięki temu opracowaniu dowiedziałam się czegoś więcej na temat miejsca zamieszkania.
Anonimowy   |2009-11-01 17:11:53
Bardzo solidne opracowanie dziejów i współczesnego rozwoju Urszulina. Artykuł dobrze służy promocji miejscowości i jest chyba najczęściej czytanym tekstem spośród zamieszczonych na
stronie.

Pozdrawiam

Adrian Uljasz
Szawuł  - Popieram..   |2009-01-21 15:15:50
inicjatywę :) i życzę powodzenia w rozbudowie pomysłu!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Piątek, 25 Marzec 2016 20:39