Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 10
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

Zbigniew Giemza

 

NÓŻ W PLECY – CZYLI IV ROZBIÓR POLSKI.

 

Walki Grupy Korpusu Ochrony Pogranicza pod dowództwem generała Orlika – Rückemanna a Armią Czerwoną w kampanii wrześniowej 1939 roku.

 

17 września 1939 roku na arenie działań wojennych, II Wojny Światowej w Polsce ujawnił się drugi, oprócz hitlerowskich Niemiec, wróg Rzeczypospolitej - Armia Czerwona. W nocy poprzedzającej agresję, Stalin przyjął na Kremlu ambasadora niemieckiego Friedricha Schulenburga oznajmiając mu, że Armia Czerwona przekroczy granicę Polski na linii od Połocka do Kamieńca Podolskiego.

            We wczesnych godzinach porannych potężne siły zgrupowane w dwóch frontach: Białoruskim i Ukraińskim w sile: czterdziestu dywizji piechoty, szesnastu brygad kawalerii pancernych i zmotoryzowanych oraz pięciu grup lotniczych i flotylli rzecznej przekroczyły granicę polsko - sowiecką. W sumie wojska agresora liczyły około 900 tysięcy, posiadające około 4 tysięcy czołgów i wozów pancernych[1].

            Już po wkroczeniu wojsk rosyjskich, 17 września o godzinie 3 ºº według czasu moskiewskiego Władimir Potiomkin zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych Rosji Radzieckiej wezwał Wacława Grzybowskiego ambasadora Rzeczpospolitej Polskiej i odczytał mu notę o następującej treści, w której uzasadniał przyczynę wkroczenia wojsk sowieckich w granicę Rzeczypospolitej.                      

           ,,Wojna niemiecko - polska ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojskowych Polska straciła wszystkie swoje okręgi przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd Polski uległ rozkładowi i nie okazuje przejawów życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego Rząd przestały faktycznie istnieć. Dlatego też, straciły ważność traktaty zawarte pomiędzy ZSRR a Polską. Pozostawiona własnemu losowi i pozbawiona kierownictwa Polska stała się łatwym polem wszelkiego rodzaju niebezpiecznych i niespodziewanych akcji, mogących stać się groźbą dla ZSSR. Dlatego Rząd Radziecki, który zachowywał dotychczas neutralność nie może w obliczu tych faktów zajmować nadal neutralnego stanowiska.

            Rząd Radziecki nie może również pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pokrewna ludność Ukraińskiego i białoruskiego pochodzenia jest bezbronna i została pozostawiona własnemu losowi.

 Rząd Radziecki polecił wobec powyższych okoliczności Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd Radziecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu uwolnienie narodu polskiego od nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozsądni przywódcy i umożliwienie mu życie w pokoju[2]Noty tej Wacław Grzybowski nie przyjął. Jednak to już nie miało większego znaczenia.

Tekst dokumentu wyjątkowo kłamliwie interpretował sytuację zaistniałą w Polsce w związku z wybuchem II Wojny Światowej. W owym czasie w Polsce nadal trwały walki z okupantem hitlerowskim, pomimo że zorganizowana obrona w wielu miejscach się załamywała. Broniła się Warszawa, Lwów, Brześć, Gdynia i Hel. Poszczególne związki taktyczne i jednostki wojskowe nadal stawiały opór nieprzyjacielowi. Naczelne władze Rzeczypospolitej, pomimo że przygotowane były do opuszczenia granic Polski 17 września przebywały jeszcze na obszarze państwa polskiego. I mimo że kraj znajdował się w stanie okupacji, to nie znaczy, że Polska przestała istnieć. Inwazja ze wschodu, jak i jej uzasadnienie stanowiło pogwałcenie prawa międzynarodowego i złamanie obowiązującego traktatu o nieagresji[3].

            O ile od dawna spodziewano się agresji niemieckiej na Polskę, gdyż poczynania Hitlera w Austrii i Czechosłowacji jasno wytyczały jego agresywną politykę, atak sowiecki był przysłowiowym ,,nożem w plecy” wbitym walczącej Polsce.

Władze Polski, nawet po 23 sierpnia, kiedy to w Moskwie został podpisany pakt o nieagresji pomiędzy ZSRR a Niemcami, nie spodziewały się współudziału Armii Czerwonej w ataku na Polskę. Sądzono, że pakt podpisany, przez Ribbentropa i Mołotowa ma zapewnić Hitlerowi neutralność Stalina i nie dopuścić do ewentualnego zjednoczenia ZSRR, Anglii, Francji i Polski przeciw agresywnemu poczynaniu Niemiec. Polacy nie mogli przewidzieć, że oprócz oficjalnie ogłoszonego komunikatu z podpisania paktu, podpisano dodatkowy tajny protokół, w którym praktycznie zawarta była zgoda na IV rozbiór Polski. Jeszcze raz, tragicznie mogli się przekonać, że w polityce tak agresywnych sąsiadów nie ma sentymentów.

Wobec zaistniałej sytuacji i beznadziejnej walki z dwoma przeciwnikami, nieznających realiów agresji sowieckiej, marszałek Rydz Śmigły wydał 17 września ostatnią dyrektywę do walczących jeszcze oddziałów. Nakazywał w niej ogólne wycofywanie się oddziałów na Węgry i do Rumuni. W spotkaniu z Sowietami nie walczyć, tylko w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów[4].

            Realia te znał aż za dobrze ostatni dowódca Korpusu Ochrony Pogranicza generał brygady Wilhelm Orlik – Rückemann przebywający wraz ze sztabem od 15 września w Dawidgródku. Z chwilą otrzymania informacji o atakach na strażnice i próby przekroczenia granicy przez wojska sowieckie, nakazał podległym sobie oddziałom zdecydowanej obrony i przeciwstawienie się agresorowi.

W momencie ataku sowieckiego Orlik – Rückemann miał pod swoimi rozkazami dziewięć batalionów piechoty, w tym dwa forteczne, wchodzące w skład następujących jednostek.

-         Brygady ,,Polesie” (dca płk dypl. Tadeusz Różycki – Kołodziejczyk  z batalionami: ,,Kleck” pod faktycznym dowództwem ppłk. Jacka Jury (dcy pułku KOP – u "Baranowicze”), pomimo że dowódcą batalionu był kpt. Stanisław Zwojszczyk, do którego dołączyła 17 września kompania KOP – u z pułku ,,Głębokie” lub ,,Wilejka”; ,,Sienkiewicze” (dca ppłk Jan Dyszkiewicz); ,,Ludwikowo” (dca kpt. Andrzej Szumliński). Zadaniem brygady była obrona kierunku Sienkiewicze – Łachwa.

-         Wyodrębnionego z brygady ,,Polesie” batalionu ,,Dawidgródek” pod dowództwem mjr. Jacka Tomaszewskiego, mającego zabezpieczyć kierunek Stolin – Moroczno.

-         Pułku ,,Sarny” (dca ppłk dypl. Nikodem Sulik) z batalionami: ,,Rokitno” (dca mjr Jan Wojciechowski); ,,Bereźne” (dca mjr Antoni Żurowski) oraz fortecznymi: ,,Sarny” (dca mjr Bronisław Brzozowski); ,,Małyńsk” (dca mjr Piotr Frankowski) i kompanii fortecznej ,,Tyszyca” (dca mjr Lucjan Grot), a także szwadronami kawalerii ,,Bystrzyce” pod dowództwem rtm. Wiktora Jakubowskiego – miał za zadanie obronę w ufortyfikowanym pasie na kierunku Sarny – Kowel[5].

Przeciwko tej słabej grupie wojsk Korpusu Ochrony Pogranicza, która liczyła szacunkowo około sześciu tysięcy żołnierzy, rozrzuconych ponadto w pasie 200 – 250 kilometrów, występowały następujące związki, taktyczno – operacyjne Armii Czerwonej.

-         Na południowym skrzydle Frontu Białoruskiego – dowódca komandarm II rangi (gen. płk) Michaił Kowalow – do prowadzenia działań na Polesiu z kierunkiem uderzenia na Brześć i Podlasie wyznaczone zostały dwa związki operacyjne: 4 armia pod dowództwem komdiwa (gen. mjr.) Wasilija Czujkowa w składzie pięciu dywizji strzeleckich (6, 8, 42 – dca płk I. S. Łazarienko, 52 – dca płk I. N. Russijanow, 55 – dca płk D. I. Iwaniuk, Grupy Lotniczej i dwóch brygad pancernych (29 – dca kombryg S. M. Kriwoszein, 32 – dca płk W. W. Nawikow); 23 samodzielny korpus piechoty, prawdopodobnie pod dowództwem komdiwa s. D. Akimowa, w składzie trzech dywizji strzeleckich (93, 109, 152) oraz Dnieprzańska Flotylla Wojenna pod dowództwem kpt. I rangi G. N. Czubunowa.

-         Na północnym skrzydle Frontu Ukraińskiego – dowódca konandarm I rangi 9 gen. armii Siemion Timosznko – do prowadzenia działań w pasie od Prypeci do Równego; w ogólnym kierunku na Zamość i Chełm miały również nacierać dwa związki operacyjne: 15 samodzielny korpus piechoty, prawdopodobnie pod dowództwem komdiwa P. M. Fiłatowa, w składzie trzech dywizji strzeleckich (7, 45, 60), 5 armia pod dowództwem komdiwa Iwana Sowietnikowa, w skład, której wchodził 8 korpus piechoty pod dowództwem komdiwa K. S. Kołganowa (dywizje strzeleckie: 44 – dca kombryg A. Winogradow, 76 – dca kombryg G. A. Chaluzin, 89 – dca kombryg G.I. Szarstiuk) oraz dwie brygady pancerne (2 dca kombryg P.W. Wołoch, 3 – dca kombryg M.M. Bogomołow) i Grupa Lotnicza[6].

     W momencie ataku 17 września zarówno wysunięte placówki, jak i kompanie graniczne otrzymały rozkaz odwrotu na pozycje umocnione, przy równoczesnym prowadzeniu na drogach swojego marszu walk opóźniających. Nie wszystkie jednak strażnice, a nawet placówki oddalone dalej od granicy zdążyły opuścić swoje stanowiska i dołączyć do macierzystych pododdziałów. Przydarzyło się tak jednej placówce batalionu ,,Małyńsk”. Nieopodal wsi Tynne załogi dwóch bunkrów broniły się aż do nadejścia sowieckich czołgów. Pomimo silnego ognia armatniego, polscy żołnierze dzielnie odpierali ataki. Czołgi sowieckie swoimi stalowymi pancerzami zakryły strzelnice bunkrów, co pozwoliło saperom podłożyć ładunki wybuchowe. Bunkry zamilkły dopiero po odpaleniu ładunków a ich rumowiska stały się grobem dzielnych obrońców. Tutaj też rozstrzelano pierwszych czterech żołnierzy KOP-u w walce sowieckim najeźdźcą.

     Najdłużej broniły się oddziały wchodzące w skład pułku ,,Sarny” w pasie centralnym, w oparciu o fortyfikacje nad rzeką Słucz. Pododdziały, znajdujące się w odległości 15 – 25 kilometrów od granicy, zdążyły obsadzić główną, ufortyfikowaną linie granicy a nawet wystawić na przedpole silne placów do przygotowanych wcześniej umocnień[7]. Pomimo dzielnej obrony generał Orlik – Rückemann zdawał sobie sprawę, że pozycje, nawet te ufortyfikowane wcześniej czy później zostaną przełamane a żołnierze otoczeni i wzięci do niewoli. W ciągłych walkach wojska cofały się na Kowel, nie wiedząc, że 21 września został on zajęty przez jednostki sowieckie. 20, 21, i 22 września pododdziały KOP-u koncentrują się na zachodnim brzegu rzeki Styr. Większość jednostek znajdujących się pod bezpośrednimi rozkazami generała Orlika – Rückemanna ześrodkowana było w rejonie miejscowości Kuchecka Wola – Kuchacze – Chrapin – Moroczno, wśród lasów i podmokłych terenów dorzecza Styru, Stochodu i Prypeci. Koncentracja wojsk odbywała się pośród licznych walk i potyczek zarówno z nacierającymi oddziałami wojsk sowieckich jak i z silnymi grupami nacjonalistyczno – dywersyjnymi.

         I tak bataliony ,,Ludwikowo”, ,,Kleck” i częściowo ,,Sienkiewicze” rankiem 20 września zmuszone były podjąć walkę pod Osowem z nacierającym pułkiem piechoty Armii Czerwonej wspomaganym czołgami. Po odrzuceniu przeciwnika w kierunku na Duboje mógł kontynuować dalszy marsz. Batalion ,,Bereźne” zmuszony został do walki o most na rzece Horyń w Stepaniu broniony przez bandy terrorystyczno – dywersyjne uzbrojone w ciężkie karabiny maszynowe. Również w Rafałówce zgrupowanie ,,Małyńsk” atakowane były przez silny ogień tych ugrupowań.

         Jednocześnie samoloty wroga nasiliły coraz bardziej ataki na zauważone cofające się jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza bombardując i ostrzeliwując z broni pokładowej żołnierzy. Między innymi na południe od Rafałówki na skutek ataków lotnictwa nieprzyjacielskiego zostały częściowo zniszczone i rozproszone pododdziały 135 rezerwowego pułku piechoty, dowodzonego przez pułkownika Tadeusza Tabaczyńskiego, byłego komendanta Szkoły Podoficerów Zawodowych KOP-u w Osowcu.

26 wrzenia jednostki KOP-u po stoczeniu osiemnastu potyczek docierają na tereny nadbużańskie w rejon miejscowości Ratno. Tutaj doszło do dwukrotnego starcia z jednostkami Armii Czerwonej. Najpierw marynarze z Flotylli Pińskiej natknąwszy się na silną zaporę złożoną z piechoty i czołgów ponoszą duże straty w zabitych i rannych. Wieczorem, tego samego dnia doszło do drugiej bitwy o Ratno. Idące na czele bataliony ,,Bereźne”, ,,Rokitno” i ,,Małyńsk” przy wsparciu baterii armat 75 mm z marszu uderzyły na miasto. Pomimo silnego ognia broni ręcznej i maszynowej oraz artylerii oddziały polskie zdobyły Ratno. Wojska sowieckie i wspierający ich dywersanci zbiegli w kierunku północnym porzucając sprzęt i uszkodzone samochody[8].

27 września we wczesnych godzinach porannych batalion ,,Bereźne” w rejonie Zabłocia rozbił oddział ,,czerwonej milicji”. Tego samego dnia batalion ,,Kleck” natknął się na nieprzyjaciela w rejonie Mielnik. Była to piechota na samochodach i kolumna czołgów. Z pomocą do walki włączył się batalion ,,Sienkiewicze”.  Natarcie w rejonie Mielnik miało na celu przerwanie drogi Luboml – Szack – Piszcza.I pomimo że spędzono przeciwnika z drogi, nie udało się przerzucić sił na drugą stronę.

28 września doszło do największej bitwy z wojskami sowieckimi w rejonie nadbużańskim w zwaną bitwą o Szack. W owym czasie w Szacku znajdowały się oddziały 52 Dywizji Strzeleckiej pod dowództwem płk. Russijanowa wzmocniona 411 samodzielnym batalionem czołgów. Rosjanie orientowali się, że od wschodu nadciąga grupa wojsk Korpusu Ochrony Pogranicza określana przez nich jako ,,banda polskich oficerów” w sile około dwóch pułków piechoty i pułku kawalerii. Generał Orlik – Rückemann zdawał sobie sprawę, że wobec nasycenia terenu wojskami sowieckimi, coraz trudniej będzie można manewrować wojskiem podczas wycofywania się za Bug. Próby obejścia Szacka znacznie spowolniłoby tempo marszu a nawet zachodziła obawa, że wojska sowieckie mogą odciąć Polaków i systematycznie zlikwidować. Rozkazał, więc ppłk Sulikowi siłą otworzyć sobie przejście przez Szack. Rankiem 28 września ppłk Sulik postanowił uderzyć na nieprzyjaciela siłą trzech batalionów: dwóch KOP-u ,,Bereźne” i ,,Rokitno” oraz batalionem piechoty mir. Balcerzaka 76 pułku piechoty z Grodna. Natarcie miał wspierać dywizjon artylerii mjr. Czernika. Ze względu na trudny, podmokły teren, poszczególne bataliony miały atakować pojedynczo, a sygnałem przystąpienia do ataku miały być różnokolorowe rakiety. Poczynania polskie wyprzedziło silne uderzenie silnego pododdziału pancerno – motorowego wojsk sowieckich. Tak wspomina ten atak mjr Antoni Żurowski dowódca batalionu ,,Bereźne”

            ,,Nastał ładny, słoneczny dzień, widoczność bardzo dobra. Przed nami ogromna dolina podmokła, gdzieniegdzie porośnięta tylko niskimi krzakami. Od Szacka w naszym kierunku prowadzi droga polna, na dużym odcinku biegnie ona po grobli wzdłuż rzeki Ryta wypływającej z jeziora Lucmierz. Grobla dość długa, ale wąska. I nagle od strony Szacka słychać warkot silników, a na grobli pokazują się, co 10 – 15m czołgi nieprzyjaciela. Ogień artylerii i cekaemów wroga umilkł. Celowniczowie działek ppanc. Szybkimi ruchami pokręteł naprowadzają lufy na cel. Ale zgodnie z moim rozkazem stojący przy nich działonowi mówią: poczekajcie. Czołg zza zakrętu w Szacku wytacza się na groblę, a za nim pokazują się następne. ,,Jeszcze poczekajcie” – mówią działonowi. Warkot silników narasta. Na grobli jest długi warkocz czołgów i samochodów pancernych. Jadą jakby uważali, że na sam ich widok pęknie nasza linia obrony. W lukach czołgów stoją ich dowódcy... Strzelcy na stanowiskach odwracają głowy w stronę działek ppanc. Nasze cekaemy mają taśmy załadowane amunicją zwykłą, przeciwpancerną i zapalającą. Też czekają na rozkaz otwarcia ognia. Jest taka cisza na linii obrony piechoty, że słychać brzęczenie owadów.... Kiedy z Szacka wyjeżdża chyba ostatni, dwunasty czołg oraz samochód ciężarowy załadowany piechotą.... Huknęły strzały i prawie równocześnie wybuchły kolejno w czołgach. Jednocześnie artyleria nasza kładzie ogień na drogę w Szacku.... Wraki czołgów na wskutek zapalania się benzyny dają wysoki płomień. Wylatuje w powietrze samochód ciężarowy z sowieckimi żołnierzami. Sowietów ogarnęła panika.... Ci żywi jeszcze wyskakują z czołgów i rozbiegają się po łące i tylko kilku z nich – oficerowie stoją posłusznie w pobliżu wraków, położyli pistolety z pasami na ziemi i trzymają ręce w górze, poddają się ....[9].

            Podczas trwania tej walki, na drodze z Szacka w kierunku na Wielicę pojawiła się inna sowiecka grupa pancerno – motorowa. Szła bezpośrednio na ubezpieczenia kompanii fortecznej "Tyszyca” dowodzonej przez mjr. Lucjana Grota. Pomimo chwilowego zaskoczenia, żołnierze polscy otworzyli skuteczny ogień i celnym ogniem działek przeciwpancernych zniszczyli 4 czołgi i rozbili kolumnę samochodową. Rozbicie dwóch kolumn nieprzyjacielskich na przedpolu Szacka stworzyło bardzo dogodną sytuację do ataku na Szack. Do ataku ruszył batalion mjr. Balcerzaka, który do tej pory nie brał udziału w walkach. Natarcie jego batalionu skutecznie wspierał ogniem artylerii mjr Czernik. Za batalionem Balcerzaka do walki wkroczył batalion ,,Bereźne” mir. Żurowskiego. Widok płonących czołgów i samochodów zmobilizował żołnierzy do natarcia. W samym mieście doszło do gwałtownych starć. Rozbity nieprzyjaciel wycofał się w popłochu na Piszczę. W mieście zdobyto 1 czołg – amfibię, 5 samochodów, 2 działa, kilka cekaemów i część kancelarii dywizji sowieckiej. Droga za Bug stanęła otworem. Kompania ,,Tyszyca” zabezpieczyła przemarsz jednostkom polskim przemarsz przez Szack. Na kierunkach, gdzie spodziewano się ataku sowietów zabezpieczono przemarsz wojsk silnymi placówkami ogniowymi. O godzinie 13ºº wraz ze sztabem przybył do Szacka generał Orlik – Rückemann, gdzie wydał ppłk. Sulikowi rozkazy zabezpieczenia przemarszu w kierunku Bugu i przeprawy zgrupowania w rejonie Zbereża. W ciągłych walkach z wrogiem zgrupowanie ppłk. Sulika dotarło dość sprawnie i do rana przeprawiło się na jego zachodni brzeg wykorzystując prowizoryczne środki przeprawy i brody. Niestety część ciężkiego sprzętu, w tym samochody ciężarowe musiano pozostawić na zachodnim brzegu rzeki, uprzednio go niszcząc[10].

Po przeprawie przez Bug pododdziały ppłk Sulika skoncentrowano w lesie na wschód i południe od Kosynia gdzie kwaterował sztab dowództwa KOP – u, a Brygadę ,,Polesie” w lesie pomiędzy Sobiborem i Osową. Po zebraniu się całej grupy KOP, liczącej około 3 tysięcy żołnierzy, która w nocy z 29 na 30 września przesunęła się w rejon Kosynia, sformowano batalion ,,Polesie” z pozostałych żołnierzy brygady o tej samej nazwie, powierzając dowództwo ppłk. Janowi Dyszkiewiczowi, ponieważ wyczerpany fizycznie i psychicznie płk Różycki – Kołodziejczyk nie był w stanie dowodzić żadną formacją wojskową. Najlepiej pod względem wartości bojowej przedstawiało się zgrupowanie ppłk Sulika, które po reorganizacji przyjęło strukturę pułku ,,Sarny” w liczbie trzech batalionów. Również stan artylerii był w miarę dobry, jedynym ewenementem był brak amunicji. Doliczono się po 8 sztuk na haubicę i po 40 na armatę 75 mm, co znacznie ograniczało ewentualne wsparcie piechoty, czy walkę z czołgami nieprzyjaciela.

            30 września o godzinie 17ºº Grupa KOP w jednej zwartej kolumnie opuściła rejon koncentracji w rejonie Kosynia i lasami, drogą na Hańsk, do rana 1 października miała osiągnąć kompleks leśny położony na zachód od Wytyczna. Kolejnym etapem miały być lasy parczewskie, gdzie spodziewano się połączyć z Samodzielną Grupą Operacyjną ,,Polesie” generała Franciszka Kleeberga. Przemarsz wojska odbywał się prawie bez przeszkód. Jedynie batalion ,,Bereźne’’ stanowiący tylną straż kolumny natknął się przy przekraczaniu szosy Chełm – Włodawa w rejonie Osowej na jakiś pododdział sowiecki z dwoma czołgami. Celne strzały z małej odległości armaty 75 mm zapaliły dwa czołgi i skutecznie ostudziły zapał do ataku piechoty nieprzyjacielskiej. W ciągu nocy i nad ranem 1 października osiągnięto rejon Wytyczna, otoczony bagnami, wodami jeziora Wytyckiego i niewielkimi lasami. Przecinała go szosa Włodawa – Lublin, na której odbywał się ciągły ruch jednostek sowieckich.

Do pierwszych starć doszło już 1 października pomiędzy godziną 1ºº a 2ºº gdy czołowe oddziały zaczęły przekraczać szosę, aby skryć się w lasach na zachód od niej. Oddziały zostały zaatakowane przez kolumnę czołgów sowieckich od strony Cycowa i Urszulina. Były to oddziały 36 Brygady pancernej, które wycofywały się za linię demarkacyjną na Bugu. W pierwszym starciu ogniem działek ppanc. I pojedynczych armat 75 mm zniszczono 4 czołgi. Do rana szosę przekroczyła większa część pułku KOP ,,Sarny”, tabory i artyleria. Nad ranem od strony Urszulina rozpoczęła atak sowiecka piechota wsparta czołgami i artylerią. Bataliony pułku ,,Sarny” zajęły pozycje wśród bagien i lasków na wschód od jeziora Wytyckiego. Artyleria usytuowana w rejonie Wólki Wytyckiej, skutecznie powstrzymywała ataki piechoty nieprzyjacielskiej. ,,Sowieci dokładnie wiedzą, jakiego nieprzyjaciela mają przed sobą i jakie jest jego położenie. Nad jednostkami KOP-u krążą samoloty nieprzyjacielskie atakując stanowiska oddziałów polskich bombami i ogniem karabinów maszynowych. Artyleria nieprzyjacielska w sile czterech baterii zajmuje stanowiska i otwiera ogień na polskie stanowiska. Artyleria polska nie pozostaje dłużna i pomimo że zmuszona przez nieprzyjacielskie lotnictwo i artylerie do ciągłych zmian stanowisk powstrzymuje skutecznie kolejne ataki piechoty, niszcząc przy okazji następne dwa czołgi. Niestety, polskim artylerzystom zaczyna brakować amunicji. Ogień staje się coraz rzadszy, strzelają już tylko do dobrze widocznych i rozpoznanych celów”[11].

Generał Orlik – Rückemann, chcąc zyskać na czasie i odwrócić uwagę nieprzyjaciela od szosy, aby przegrupować jak najwięcej polskich oddziałów do lasu na zachód od Wytyczna, przed godziną 9ºº wydał drogą radiową rozkaz do dowódcy batalionu ,,Polesie”, aby ten uderzył na skrzydło przeciwnika, które znajdowało się przed południowym skrajem lasu, na wschód od Wytyczna. Atak miał ubezpieczać batalion ,,Bereźne”. Pomimo potwierdzenia rozkazu uderzenie nie nastąpiło. Zarówno dowódca batalionu ,,Polesie” ppłk Dyszkiewicz jak i ppłk Jacek Jura bezskutecznie próbowali poderwać swoich żołnierzy do ataku. Zmęczeni i całkowicie wyczerpani nie byli wstanie do dalszej walki. Część z nich zaczęła się poddawać, część w panice porzuciła broń i rozproszyła się po okolicy. Przy oficerach pozostało niewielu a batalion ,,Polesie” przestał praktycznie istnieć.

Wobec takiego obrotu sprawy i meldunku ppłk Sulika, że jego żołnierze nie wytrzymają następnego silnego uderzenia wojsk sowieckich, gen. Orlik – Rückemann postanowił zwołać naradę dotyczącą możliwości prowadzenia dalszej walki. W naradzie zwołanej o godzinie 10³º udział wzięli: płk Bittner, ppłk Sulik, mjr Czernik, mjr Gawroński oraz mjr Marcinkiewicz. ,, Wszyscy zgodnie ocenili – napisał gen Orlik – Rückemann – że obrona w każdej chwili może być przełamana, jesteśmy stale pod groźbą oskrzydlenia z zachodniego kierunku, któremu już przeciwstawić się nie możemy. Artyleria jest skończona (pozostało dosłownie 20 pocisków na obie baterie razem), walczymy z dużą przewagą, a żołnierz wyczerpany fizycznie i moralnie w każdej chwili może się załamać. Dalsza parogodzinna walka nie da już żadnego rezultatu, a cała grupa, gdy raz już nastąpi przełamanie – zostanie całkowicie zniszczona”[12].

Po naradzie z oficerami, wobec beznadziejnej sytuacji bojowej gen Orlik – Rückemann zdecydował, że o godzinie 12 ºº żołnierze zaprzestaną walki i spróbują oderwać się od nieprzyjaciela, kierując się lasy koło Sosnowicy, gdzie nastąpi rozwiązanie wojsk KOP-u oraz rozproszenie pododdziałów i żołnierzy w różnych kierunkach. Do poszczególnych oddziałów walczących bezpośrednio z wrogiem poszły odpowiednie rozkazy. Jednak nie wszystkim udało się przebić przez pierścień wroga. Batalion ,,Rokitno” maszerujący za głównymi siłami wojsk KOP-u nie zdołał przebić się na drugą stronę szosy i w większości dostał się do niewoli. Natomiast batalion ,,Bereźne”, który po starciu z czołgami nieprzyjacielskimi w rejonie Osowy maszerował jako straż tylna całego zgrupowania, dotarł do szosy znacznie dalej na wschód od Wytyczna w rejon Dominiczyna musiał przez cały dzień odpierać ataki piechoty nieprzyjaciela dowożonej samochodami od strony Dubeczna. Batalion był również atakowany z powietrza. W godzinach popołudniowych wykorzystał chwilowe osłabienia ataków i przedostał się przez szosę. W rejonie Sosnowicy na szosie Włodawa – Parczew stoczył kolejną potyczkę z czołgami sowieckimi, dwa z nich niszcząc. Batalion KOP ,,Bereźne” nie złożył broni. Dołączyły do niego grupy żołnierzy KOP, które nie wykonały rozkazu niszczenia broni i rozproszenia się. Tego rozkazu nie wykonała również bateria armat 75 mm, która z rejonu Wólki Wytyckiej, bezdrożami ,,Durnego Bagna” dotarła w lasy parczewskie, gdzie dołączyła do Samodzielnej Grupy Operacyjnej ,,Polesie”.

            Po zakończeniu bitwy pod Wytycznem w lesie na południe od Parczewa, przy gen. Orliku – Rückemannie zebrało się około 30 oficerów jego nie istniejącej już grupy. Tutaj zebrani powzięli decyzję o zawiązaniu konspiracyjnej organizacji ,,Tajny KOP” z gen Orlikiem – Rückemannem jako dowódcą. Ustalono hasła i kontakty w Warszawie, do której większość oficerów się udawała i gdzie miano ostatecznie zadecydować o formie organizacyjnej i dalszej działalności.

             W ostatniej bitwie Korpusu Ochrony Pogranicza zginęło około 130 żołnierzy polskich. Ze szczególną bezwzględnością wojska sowieckie obeszły się z żołnierzami, którzy trafili do niewoli. Ukazuje to relacja podporucznika rezerwy Józefa Klaudy z 1978 roku.

            ,,Wieś Wytyczno położona jest na przesmyku pomiędzy Krowim Bagnem od południa, a Jeziorem Wielkim (Wytyckim) i Durnym Bagnem od północy. Jedyną w tym rejonie, w tamtych czasach, drogą bitą ze wschodu na zachód była szosa od Włodawy przez Kołacze - Wytyczno - Urszulin - Cyców - Biskupice - Piaski Lubelskie do Lublina.

            Na polach Wytyczna znajdowały się murowane forty rosyjskie z czasów pierwszej wojny światowej. Niektóre z nich dotrwały do aż do drugiej wojny światowej. W 1936 roku ówczesny pułkownik sztabu generalnego (Leopold Okulicki) sprawdzał ich przydatność obronną na wypadek wojny. W czasie okupacji okoliczna ludność rozebrała je na cegłę. Jako wójt gminy Urszulin, na terenie, której oprócz Polaków zamieszkiwały w znacznej liczbie mniejszości narodowe mniejszości narodowe Ukraińcy i Niemcy, nie zostałem w 1939 roku zmobilizowany.

            Wracając wieczorem 30 września 1939 roku (sobota) z urzędu gminnego w Urszulinie do swojego domu w Wytycznie (jechałem rowerem), zostałem zatrzymany przez żołnierzy polskich, pilnujących mostku na szosie obok jeziora. Po wylegitymowaniu puszczono mnie do domu. W czasie rozmowy z plutonowym, dowódcą placówki, dowiedziałem się, że pochodzi on z Wileńszczyzny i służy w Korpusie Ochrony Pogranicza.

            W domu zastałem generała brygady ze sztabem. Jak się okazało był to dowódca KOP, generał brygady Wilhelm Orlik - Rückemann, ze swym sztabem. Poinformowałem go o sytuacji w okolicy i niedawnym przemarszu Armii Czerwonej w kierunku na Cyców - Łęcznę - Lublin. Rankiem następnego dnia - w niedzielę 1 października 1939 roku - od strony starego gościńca prowadzącego do Łęcznej około godziny 8, pokazało się trzech jezdnych. Po stwierdzeniu przez lornetkę, że to bolszewicy, w tym oficer - leżący przy erkaemie kapral (stanowisko erkaemu znajdowało się przy skrzyżowaniu dróg obok mego domu) pociągnął po jezdnych serią. Oficer spadł z konia, dwaj pozostali odjechali galopem. Po kilkunastu minutach z tego samego kierunku nadleciały pociski artyleryjskie, a jednocześnie ukazała się atakująca piechota bolszewicka, wsparta samochodami pancernymi. Usytuowana w lesie koło Wólki Wytyckiej nasza bateria dział 75 mm odpowiedziała ogniem, powodując panikę na stanowiskach sowieckiej artylerii(opowiadali mi o tym mieszkańcy kolonii podworskiej, gdzie były stanowiska sowieckiej artylerii). Walka trwała około trzech godzin. Na skutek wyczerpania amunicji nasze oddziały wycofały się w kierunku lasów w rejonie Dominiczyn i Wólki Wytyckiej, gdzie część wojska rozproszyła się na rozkaz dowódców. Inni, w tym bateria dział 75 mm, w szyku zwartym wycofali się na północ. Wskazałem dowódcy baterii przejście przez bezdroża Durnego Bagna w kierunku na Lipniak - Janówkę - Sosnowicę. Część żołnierzy dostała się do niewoli bolszewickiej.

            Po boju bolszewicy nakazali ludności zebrać z pól poległych i rannych i pozwozić na plac przed Domem Ludowym. Rannych polecili wnieść do Domu Ludowego, gdzie zamknęli ich na klucz, nie udzielając pomocy lekarskiej. Pozamykali również okiennice, aby nikt nie mógł wydostać się ze środka. Dopiero w poniedziałek 2 października 1939 roku zjechała z Włodawy sowiecka kolumna sanitarna, niby w celu udzielenia rannym pomocy lekarskiej. Oczywiście wszyscy ranni zmarli z upływu krwi. Poległych i zmarłych z ran żołnierzy polskich, obdarto z mundurów, a dokumenty złożono na stos i spalono. Umundurowaniem podzielili się żołnierze sowieccy i miejscowi Ukraińcy. W tej akcji wyróżnił się miejscowy Ukrainiec, Paweł, Dyksa (gdy czasy się zmieniły, to znaczy, gdy dotychczasowi sojusznicy ,,pokłócili się”, Paweł Dyksa w 1942 roku został zabrany przez Niemców do Oświęcimia, gdzie poniósł śmierć). Zarówno żołnierze bolszewiccy, jak i miejscowi Ukraińcy mścili się na bezbronnych, wziętych do niewoli, żołnierzy polskich.

            Oto kilka faktów, które widziałem osobiście. Już po zakończeniu walk w rowie przydrożnym biegnącym obok moich zabudowań, czerwonoarmista zastrzelił bezbronnego szeregowca, każąc mu uprzednio podejść do siebie. Przed zgonem żołnierz ten zdążył mi jeszcze powiedzieć, że nazywa się Kazimierz Sykut. Na drodze, w pobliżu mego domu, leżał żołnierz ranny w brzuch. Miejscowi Ukraińcy bili go i kopali. Przed śmiercią powiedział mojej sąsiadce - Polce, ż nazywa się Władysław Matusik i pochodzi z Pruszkowa. Sąsiadka przekazała mi jego nazwisko. W pobliżu zabudowań dworskich bolszewicy rozstrzelali trzech bezbronnych, wziętych do niewoli żołnierzy polskich. Ciała ich polecili zakopać w przydrożnym rowie (na prośbę miejscowej nauczycielki, która przypuszczała, że jednym z rozstrzelanym może być jej mąż. Rozkopałem w nocy, po odejściu bolszewików, mogiłę rozstrzelanych. Jeden z nich miał dokumenty na nazwisko Leonard Bogudziński, szeregowy. Przy ciałach dwóch pozostałych nie było dokumentów ani znaków tożsamości. Mąż nauczycielki wrócił po kilku dniach). Rozebranych do bielizny żołnierzy polskich w liczbie osiemdziesięciu siedmiu, pochowano w rogu prawosławnego cmentarza, znajdującego się naprzeciwko młyna. Trzech żołnierzy wyznania mojżeszowego zabrali Żydzi na kirkut do Włodawy, a trzech rozstrzelanych (jak podałem wyżej) zakopano w rowie przy szosie. Ogółem straty polskie w boju pod Wytycznem wyniosły dziewięćdziesięciu trzech, poległych w walce, zmarłych z ran na skutek nieudzielania im pomocy lekarskiej, zamordowanych i rozstrzelanych po zakończeniu walk. Straty sowieckie, jako strony atakującej musiały być proporcjonalnie wyższe, stąd wściekłość i zemsta na bezbronnych.

            W 1947 roku, gdy przebywałem w więzieniu, władza ludowa ekshumowała wszystkich żołnierzy zarówno z cmentarza prawosławnego, jak i z rowu przy szosie, na cmentarz wojenny do Włodawy. Spoczywają tam pod bezimiennymi krzyżami, a napis na stojącym pośrodku cmentarza pomniku głosi, że polegli z hitlerowskim najeźdźcą”.[13]

            Po bitwie grupy pościgowe Armii Czerwonej wyłapały około 300 żołnierzy polskich. Widziano ich 2 października pędzonych pod konwojem w stronę lasów pieszowolskich przez wieś Wielki Łan na wschód. Zostali oni prawdopodobnie wymordowani w lasach włodawskich. Byli wśród nich dowódcy KOP-u płk dypl. Tadeusz Różycki – Kołodziejczyk i ppłk Jacek Jura. Druga kilkudziesięcioosobowa grupa jeńców była prowadzona przez Urszulin, Świerszczów w stronę Trawnik. Zostali oni prawdopodobnie rozstrzelani i pochowani na cmentarzu protestanckim w jednej z wiosek – kolonii niemieckiej na południe od Świerszczowa. Większość zbiorczego batalionu KOP ,,Polesie” i część batalionu KOP ,,Rokitno” około 800 żołnierzy którzy nie zdołali przekroczyć szosy dostało się do niewoli i wszelki ślad po nich zaginął.

             Epopeja dwutygodniowych walk Grupy Korpusu Ochrony Pogranicza pod dowództwem generała Orlika – Rückemanna dobiegła końca.

 

BIBLIOGRAFIA.

Cygan Wiktor Krzysztof, Kresy w ogniu. Wojna polsko - sowiecka 1939, Warszawa 1990.
Grzelak Czesław, Wrzesień 1939 roku na Kresach w Relacjach, Warszawa 1999.
Grzelak Czesław, Szack - Wytyczno 1939, Warszawa 1993.
Kralisz Andrzej, Na straży wschodnich rubieży, Biografia ostatniego dowódcy KOP gen. bryg. Wilhelma Orlik - Rückemanna 1894 - 1986, Łódź - Warszawa 1988.
Liszewski Karol, Wojna polsko - sowiecka 1939 roku, Londyn 1989.
Pomorski Janusz, Korpus Ochrony Pogranicza w obronie Rzeczypospolitej 1924 - 1939, Pruszków 1988.
Wróblewski Jan, Samodzielna Grupa Operacyjna Polesie, Warszawa 1989.
Żurawski Antoni, W walce z dwoma wrogami, Warszawa 1991.
Sprawa polska w czasie drugiej wojny światowej na arenie międzynarodowej. Zbiór dokumentów, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965.
Zmowa IV rozbiór Polski, wstęp i opracowanie Andrzej Leszek Szczęśniak, Warszawa 1990.



[1] W. K. Cygan, Kresy w ogniu. Wojna polsko - sowiecka 1939, Warszawa 1990, s. 12.

[2]Zmowa IV rozbiór Polski, wstęp i opracowanie Andrzej Leszek Szczęśniak, Warszawa 1990 s. 53, Sprawa polska w czasie drugiej wojny światowej na arenie międzynarodowej. Zbiór dokumentów, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965 s. 83 - 84.

[3] K. Liszewski, Wojna polsko - sowiecka 1939 roku, Londyn 1993, s. 17.

[4] J. Wróblewski, Samodzielna Grupa Operacyjna Polesie, Warszawa 1989, s. 7.

[5] C. Grzelak, Szack – Wytyczno 1939, Warszawa 1993, s. 32.

[6] Ibidem. s. 33.

[7] A. Żurawski, W walce z dwoma wrogami, Warszawa 1991, s. 34.

[8] A. Kralisz, Na straży wschodnich rubieży, Biografia ostatniego dowódcy KOP gen. Bryg. Wilhelma Orlik - Rückemanna 1894 - 1986, Łódź - Warszawa, s. 87.

[9] A. Żurawski, W walce z dwoma wrogami, Warszawa 1991, s. 108.

[10] J. Pomorski, Korpus Ochrony Pogranicza w obronie Rzeczypospolitej 1924 - 1939, Pruszków 1988, s. 92.

[11] C. Grzelak, Szack - Wytyczno 1939, Warszawa 1993, s. 57.

[12] C. Grzelak, Wrzesień 1939 roku na Kresach w Relacjach, Warszawa 1999, s. 113.

[13] C. Grzelak, Wrzesień 1939 roku na Kresach w Relacjach, Warszawa 1999, s. 304 - 306.

 

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
administrator   |2009-09-02 15:09:24
Chociaż nie jestem autorem artykułu, ale chciałbym zabrać głos. Ja wiem, że teza o wymordowaniu jest śmiała, ale coś się z tymi żołnierzami musiało stać. Po wzięciu ich do niewoli
wszelki ślad zaginął. Nie wiem gdzie zostali wymordowani. 8 żołnierzy i kapitan Stanisław Solarski zginęło w Borysiku, a pochowano ich na cmentarzu w Wereszczynie, ciągle natrafiam na relacje
o morderstwach wyłapywanych w lesie włodawskim pojedynczych żołnierzy polskich, część z nich umarło w szpitalu włodawskim, ale rzeczywiście nigdzie nie znalazłem informacji o zbiorowym
mordzie w lesie włodawskim 300 osób, a po takiej zbrodni ślad by jakiś pozostał.

adam.panasiuk@interia.pl
pawlik morozow   |2009-09-02 10:43:18
ciekawe co się stało z tymi 300 żołnierzami w niewoli, to ze zostali wymordowani to śmiała teza, 300 osób nie znika ot tak, nawet jakiś grób masowy zostawia duży ślad.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Wtorek, 01 Wrzesień 2009 15:42