Historia Urszulina

...nasza wspólna historia

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Email
Ocena użytkowników: / 10
SłabyŚwietny 

Dodaj swój Komentarz

 

"Zbrodnia w Wereszczynie"

 

Z dworu Wereszczyna został dworek lichy

Stoi pośród starych lip ponury i cichy.

Dworek nie wspaniały, ubogi, niewielki

Własnością tutejszej był obywatelki.

Konstancja Kukawska w tym dworku mieszkała

Mieszkała też z matką młodziutka panienka

Jej córka jedyna, kochana Irenka.

Pociecha swej matki w smutne, szare dni

Życia już liczyła lat dwadzieścia trzy.

I wierna sługa, co była gotową

Zostać przy swym państwie, choć na śmierć głodową

Nie służyła ona dla dobra pieniędzy

Tylko z przywiązania żyła z nimi w nędzy

Podziwiać w niej można wierność, wytrwanie

W największej niedoli przy państwa zostanie.

Kukawska po pierwszym mężu miała syna

Na imię miał Marian, nazwisko Zięcina.

Po przodkach na niego spadła ta spuścizna

Że opanował go szał – warjacizna.

Raz pierwszego grudnia w nocy Wielki Boże

Co się wydarzyło w wereszczyńskim dworze

Podczas, gdy śnieżyca za oknem szalała

Kukawska z Irenką w pokoju już spała

Poszedł do nich Marian, zamknął drzwi za sobą

Straszny był, przestraszył ich swoją osobą.

Zemsty szał – wariacki jego opanował

Rzucił się na siostrę i matkę mordował.

Nie strzelał do nich z browningu kulami

Tylko ich mordował własnymi rękami.

Straszliwej sceny tej nikt nie opowie

Jak dział ich nożem po szyi, po głowie.

Niby zwierz zajadły, był dla nich bez serca

Swej matki i siostry straszliwy morderca.

Wielki krzyk boleści, te okropne jęki

I pani Kukawskiej i młodej Irenki.

Wołanie o pomoc służąca słyszała

Wierna ta Kazimiera, która w kuchni spała.

Ratować swą panią biegła wystraszona

Marian do niej strzelił, upadła zraniona.

A pani z boleści po ziemi się tarza

Spogląda na syna swego, na zbrodniarza

I długo z Irenką wiły się przy progu

Aż dusze oddały swe Bogu.

Morderstwo straszliwe, godzina skarana

W której popełniona zbrodnia przez Mariana

A zbrodniarz spogląda na ciała i rany

Krwią ich gorącą sam zabryzgany.

Wybiegł i w jego obłędnym wzroku przebija rozpacz

Wypił szklankę soku, znów wrócił do nich

A skrwawione ciała leżą, jego to ręka im życie zabrała

Komu to wyzna, przed kim się wyżali?

Szybko ołówek z kieszeni wyjmuje

I na drzwiach białych coś tak wypisuje:

„Kukawska nie jest matką” o próżna nadziejo

Niesamowite rzeczy tu się dzisiaj dzieją

„Sam nie wiedziałem, że pośród tych progów

Jest tyle zawziętych wielkich mych wrogów.”

Coś jeszcze pisał, po jego pisaniu

Wywnioskować można, że był w obłąkaniu.

Znów zajrzał do nich, a już trupy same

A na podłodze widzi krwawą plamę

Jakby podłogę okrył kto żałobą

Myśli… muszę wreszcie skończyć z sobą.

Więc znów na drzwiach pisze nie skrycie:

„Jestem nerwowy, odbieram swe życie”

Wychodzi prędko, niby kto go goni

Browning przykłada i strzela do skroni

Pada nieżywy, noc ponura i głucha

Kula mu z czoła wyszła koło ucha.

Zabity trup w śniegu, chociaż jeszcze świeży

Przy ganku pod starą lipą leży.

A na to wszystko patrzy się dworek stary

Lipa pochyla nad nim swe konary

I coraz niżej do ziemi je zgina

Myśląc, jak to marnie zakończył Zięcina.

A kiedy rano zobaczyli ludzie

Zbrodnię okropną, scenę straszliwą

Patrząc ze drżeniem, jak w wysiłku, trudzie

Spełniał on na nich tak okropne żniwo.

Widok ten wielkie wywierał wrażenie

Przejmuje zgroza, podziobane ciała

Matka opodal Irenki leżała

W ręku w agonii rzuconej nerwowo

Zwitek swych włosów trzymała kurczowo.

A wierna sługa zalana łzami

Siedziała ranna pomiędzy trupami

Więc zaraz na śmierć ksiądz ją dysponował

I odesłał, żeby ją lekarz ratował.

Maniuś zbrodniarz zabity przy ganku

Leżał tam długo, do białego ranku.

Jak w skroń wystrzelił, tak w śmiertelnej męce

Browning zaciskał w skostniałej już ręce.

Jego czynu strasznego już nikt nie rozumie

Więc pochowano jego w czarnej trumnie.

Wspólnego pogrzebu nawet odmówiono

Tylko zakopano w ziemię nie święconą.

Mężczyźni przy trumnie nie odkrywali głowy

Dwóch Żydów składało orszak pogrzebowy.

Nikt go nie żałował, nie dzwoniły dzwony

Tylko wiatr zaszumiał z południowej strony

Bo to samobójca i zbrodniarz straszliwy

Jednak niech mu będzie Pan bóg miłościwy

Chociaż to uczynił on w zemście i złości

Może wtedy nie miał własnej świadomości.

A dobrzy ludzie przyszli pomału

Obmyto ze krwi ciała ofiar szału.

Ostatnią usługę ziemską im oddano

I w suknie śmiertelne w końcu ich ubrano

Irence welon i suknia biała

Anielski wygląd po śmierci nadała.

Leżą ofiary straszliwej tej zbrodni

Bez cierpień ziemskich cisi i pogodni

I aż dopiero czwartego dnia z rana

Kukawska z córką była pochowana.

Wierna Kazimiera z boleści i żalu

Umarła podobno we włodawskim szpitalu.

Zginęły razem, śpią sobie

Snem wiecznym w rodzinnym swym grobie

A w rogu cmentarza śpi zbrodniarz Zięcina

Tak marnie wygasła Kukawskich rodzina.

 

Tę zbrodnię opisała Władysława Dąbrowska

Rok 1936-1937

 Wiersz przekazała Dominika Dąbrowska za pośrednictwem Elżbiety Różyckiej.

 

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Niedziela, 15 Sierpień 2010 19:33